80. Konsekwencje nieodpowiedzialnego wykonywania obowiązku

Autorstwa Daisy, Stany Zjednoczone

Bóg Wszechmogący mówi: „To zaszczyt móc wykonywać swoje obowiązki w ramach Bożego dzieła zarządzania trwającego sześć tysięcy lat. To zaszczyt dla każdego człowieka, a nie upokorzenie. Kluczem jest to, jak traktujesz i odwdzięczasz się za ten zaszczyt, który uczynił ci Bóg. Bóg cię wywyższył, więc nie omieszkaj docenić Jego dobroci. Powinieneś się odwdzięczyć za Bożą łaskę. W jaki sposób? Bóg nie chce twoich pieniędzy ani twojego życia, nie pragnie też żadnych odziedziczonych skarbów przekazywanych od pokoleń w twojej rodzinie. Czego zatem pragnie? Bóg pragnie twojej szczerości i lojalności(Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (19), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Czytając ten fragment Bożych słów, pomyślałam o moim własnym doświadczeniu sprzed jakiegoś czasu, kiedy nieodpowiedzialnie podchodziłam do swoich obowiązków i zostałam przycięta. Bóg wywyższył mnie do roli przywódczyni, ale ja tego nie doceniałam i traktowałam ten obowiązek jako ciężar i utrapienie, co doprowadziło do opóźnień w pracy i pozostawiło mnie z poczuciem długu i żalu.

W kwietniu 2023 roku przełożony powierzył mi oraz dwóm siostrom, z którymi współpracowałam, zajęcie się produkcją wideo i pracą nad kazaniami. Na początku byłam pełna determinacji, wraz z partnerującymi mi siostrami przydzielając nieodpowiednich liderów zespołów i przełożonych do nowych obowiązków, monitorując postępy pracy każdego zespołu, identyfikując nieprawidłowości w pracy, planując ją i tak dalej. Chociaż obciążenie pracą było duże i ciągle byłam zajęta, czułam się dość spełniona. Jakiś czas potem przełożony zlecił mi monitorowanie pracy nad scenariuszami. Ta praca była dla mnie dużym wyzwaniem i miałam wrażenie, że nawet gdybym się bardzo starała, mogę mu nie podołać. Ponieważ jednak zadanie to zostało mi przydzielone bezpośrednio przez przełożonego, nie ośmieliłam się zlekceważyć jego polecenia, więc prawie całą swoją energię wkładałam w pracę nad scenariuszami. Kiedy bracia i siostry z innych zespołów zadawali mi pytania, szybko odpowiadałam na te łatwe, ale w przypadku wszystkiego, co wymagało myślenia lub czasu i wysiłku do rozważenia, udawałam, że tego nie dostrzegam, lub bezpośrednio przekazywałam to pytanie siostrom, z którymi współpracowałam. Wręcz oznaczałam wiele wiadomości jako „nieprzeczytane”, gdy je zobaczyłam. Siostry, z którymi współpracowałam, przypomniały mi wtedy, że powinnam monitorować pracę innych zespołów. Werbalnie przyznałam im rację, ale później wykonałam tylko trochę powierzchownej pracy, a po kilku dniach stwierdziłam, że to kłopotliwe i nie mogę się tym zajmować. Zdarzało się, że miałam trochę wolnego czasu, i myślałam, że może mogłabym monitorować inną pracę, ale potem doszłam do takiego wniosku: „Wciąż brakuje mi umiejętności zawodowych i lepiej byłoby poświęcić ten czas na zdobycie bardziej fachowej wiedzy, żebym mogła poprawić się tak szybko, jak to możliwe, i lepiej radzić sobie z pracą związaną z pisaniem scenariuszy. To nie jest zaniedbywanie mojej właściwej pracy. Siostry, z którymi współpracuję, powinny to zrozumieć”. W ten sposób z mojego serca zniknęła resztka poczucia winy.

Pewnego dnia zauważyłam, że postęp prac produkcją wideo jest powolny, i wysłałam wiadomość do lidera zespołu, aby zrozumieć sytuację. Lider zespołu wysłał mi długą listę powodów. Uznałam, że się wykłóca, więc chciałam zrozumieć szczegóły, ale potem pomyślałam sobie: „Zrozumienie szczegółów zajęłoby więcej czasu, a ponieważ ta praca należy głównie do obowiązków siostry, z którą współpracuję, ona również się jej przyjrzy, więc nie powinnam się zbytnio martwić, by nie opóźniać własnej pracy”. Po niedługim czasie przełożony dowiedział się, że spowolnienie w produkcji wideo poważnie opóźniło pracę, więc surowo przyciął nas za brak odpowiedzialności i zwolnił siostrę, która odpowiadała za tę pracę. Później przełożony wypytywał mnie: „Czy wydaje ci się, że tylko dlatego, że przydzielono cię do pracy przy scenariuszach, to dopóki będziesz dobrze wykonywała tę pracę, problemy związane z innymi zadaniami nie będą miały z tobą nic wspólnego, bez względu na to, jak duże będą? Czy obawiasz się trudności? Jesteś zbyt nieodpowiedzialna, zajmując stanowisko bez wykonywania rzeczywistej pracy. Jesteś po prostu fałszywą przywódczynią, która nie zasługuje na zaufanie i szkolenie!”. Słowa przełożonego sprawiły mi wielki ból. Wiedziałam, że ostatnio nie wykonałam wielu zadań i że to, co powiedział przełożony, przycinając mnie, było prawdą, ale potem poczułam się nieco pokrzywdzona, myśląc: „To nieprawda, że nie wykonałam żadnej rzeczywistej pracy. Chciałam skupić swoją energię na pracy przy scenariuszach. To nie jest taki wielki problem, prawda?”. Poszukałam więc odpowiednich słów Bożych dotyczących mojego stanu i przeczytałam następujące: „Antychryści nie mają sumienia, rozumu ani człowieczeństwa. Nie tylko są pozbawieni wstydu, ale cechuje ich też inny znak rozpoznawczy: są niezwykle samolubni i podli. Dosłowne znaczenie ich »samolubstwa i podłości« nie jest trudne do uchwycenia: są ślepi na wszystko poza własnymi interesami. Poświęcają całą uwagę wszystkiemu, co dotyczy ich własnych interesów, i są gotowi za to cierpieć, zapłacić cenę, zaangażować się w pełni i oddać się temu. Na wszystko, co nie ma związku z ich interesami, przymkną oko i nie będą tego zauważać; inni mogą robić, co im się podoba – antychrystów nie obchodzi, czy ktoś powoduje zakłócenia lub wywołuje niepokoje; ich zdaniem nie ma to z nimi nic wspólnego. Delikatnie mówiąc, pilnują własnych interesów. Ale trafniej jest powiedzieć, że tacy ludzie są podli, niegodziwi i ohydni; charakteryzujemy ich jako »samolubnych i podłych«. (…) Bez względu na to, jaką pracę podejmują antychryści, nigdy nie myślą oni o interesach domu Bożego. Tacy ludzie patrzą tylko na to, czy wpłynie to na ich własne interesy, myślą tylko o tym fragmencie pracy, który mają przed sobą i który przynosi im korzyści. Zasadnicze dzieło kościoła jest dla nich po prostu czymś, czym się zajmują w wolnym czasie. W ogóle nie traktują go poważnie. Ruszają się tylko wtedy, gdy ktoś pchnie ich do działania, robią tylko to, co chcą robić, i wykonują tylko taką pracę, która sprzyja zachowaniu przez nich statusu i władzy. W ich oczach każda praca zorganizowana przez dom Boży, dzieło szerzenia ewangelii i wejście w życie przez Bożych wybrańców w ogóle nie są ważne. Bez względu na to, jakie trudności w pracy mają inni ludzie, jakie problemy zauważyli i zgłosili antychrystom, jak szczere są ich słowa, antychryści nie poświęcają im uwagi ani nie angażują się, zupełnie jakby to ich nie dotyczyło. Bez względu na to, jak poważne problemy pojawiają się w pracy kościoła, oni pozostają na nie całkowicie obojętni. Nawet jeśli problem stoi tuż przed nimi, zajmują się nim jedynie pobieżnie. Tylko jeśli Zwierzchnictwo bezpośrednio ich przytnie i poleci im rozwiązać problem, niechętnie wykonają trochę konkretnej pracy, żeby móc coś pokazać Zwierzchnictwu; zaraz potem wrócą do własnych spraw. Jeśli chodzi o pracę kościoła oraz o ważne sprawy w szerszym kontekście, nie wykazują żadnego zainteresowania i lekceważą te sprawy. Ignorują nawet problemy, które sami odkryli, a zapytani o problemy udzielają zdawkowych odpowiedzi albo wahają się i zajmują się nimi bardzo niechętnie. Czy nie jest to przejaw samolubstwa i podłości?(Aneks czwarty: Podsumowanie charakteru antychrystów i istoty ich usposobienia (Część pierwsza), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Po przeczytaniu słów Bożych poczułam się naprawdę zawstydzona. Tak właśnie wykonywałam swój obowiązek. Początkowo byłam entuzjastycznie nastawiona i zdeterminowana, by wziąć na swoje barki tę pracę, ponieważ wiedziałam, że jeśli pojawią się w niej jakieś problemy, zarówno ja, jak i siostry, z którymi współpracowałam, będziemy musiały ponieść odpowiedzialność. Zrobiłam więc wszystko, co w mojej mocy, aby współpracować, ponieważ kiedy praca była wykonywana dobrze, ja również na tym korzystałam. Później przełożony przydzielił mnie przede wszystkim do monitorowania prac nad scenariuszami i obawiałam się, że jeśli nie pójdzie mi dobrze, ujawni to mój słaby potencjał i niezdolność do wykonywania rzeczywistej pracy, więc skoncentrowałam się wyłącznie na pracy przy scenariuszach, starając się jak najbardziej zająć pracą zespołu, ich profesjonalnymi studiami i stanami, w jakich znajdują się jego członkowie. Chociaż dobrze było włożyć więcej wysiłku w pracę nad scenariuszami, później, mimo że wyraźnie miałam czas i energię, by zająć się inną pracą, nie chciałam zawracać sobie tym głowy. Czasami, by zachować twarz, niechętnie podejmowałam się jakiejś powierzchownej pracy, po prostu ją pozorując, myśląc, że za niektóre zadania nie odpowiadam bezpośrednio i że w razie problemów przełożony nie pociągnie mnie od razu do odpowiedzialności. Uważałam, że jeśli włożę mniej wysiłku, nie będzie to miało na mnie większego wpływu, i że lepiej byłoby poświęcić ten czas na opanowanie bardziej profesjonalnych umiejętności. Tak więc, co wydawało się logiczne, zrzucałam pracę na innych, stając się menedżerem, który tylko rozdziela zadania. Zobaczyłam, że stan, w jakim wykonywałam swój obowiązek, był dokładnie taki, jak u antychrysta. Robiłam wszystko w sposób wyrachowany i skrupulatny. Bardziej się przykładałam i byłam skłonna cierpieć i płacić cenę za wszystko, co przyniosłoby korzyści mojej reputacji i statusowi, ignorując wszystko, co nie przynosiło mi korzyści. Podejmowałam działania tylko wtedy, gdy ktoś na mnie naciskał, i nie przejmowałam się, gdy pojawiały się problemy. Sposób, w jaki wykonywałam swój obowiązek, przypominał pracę robotnika lub niewierzącego. Cieszyłam się podlewaniem tak wielu Bożych słów, ale nie myślałam o tym, by dobrze wykonywać swój obowiązek. Myślałam tylko o własnej reputacji i statusie. Zachowałam się naprawdę samolubnie i nikczemnie!

Później stwierdziłam, że powodem, dla którego czułam się tak niewinna zaniedbując inną pracę, było to, że wydawało mi się, że praca nad scenariuszami, której właśnie się podjęłam, była wyzwaniem i wymagała więcej mojej uwagi, więc nawet gdybym zrezygnowała z innej pracy, wszyscy by to zrozumieli i nie byłoby tak, że nie wykonuję żadnej rzeczywistej pracy. Ale dlaczego przełożony powiedział, że jestem fałszywą przywódczynią? Odszukałam słowa Boże dotyczące obowiązków przywódców oraz pracowników i przeczytałam je. Bóg Wszechmogący mówi: „Jako przywódca jesteś odpowiedzialny za całą pracę, a nie tylko za jedno zadanie. Jeżeli widzisz, że konkretne zadanie jest szczególnie ważne, możesz je nadzorować, ale musisz też znaleźć czas na weryfikowanie innych zadań, na kierowanie nimi i monitorowanie ich realizacji. Jeżeli zadowalasz się jedynie tym, że dobrze wykonałeś pojedyncze zadanie, a następnie uznajesz sprawę za zakończoną i przydzielasz pozostałe zadania innym osobom, nie martwiąc się i nie pytając o nie, to jest to nieodpowiedzialne zachowanie i zaniedbywanie swoich zobowiązań. Jeśli jesteś przywódcą, to bez względu na to, za ile zadań jesteś odpowiedzialny, twoim obowiązkiem jest stale o nie pytać i je badać, a jednocześnie nadzorować je i rozwiązywać problemy natychmiast, gdy się pojawiają. To jest twoja praca. Tak więc, bez względu na to, czy jesteś przywódcą regionalnym, przywódcą okręgu, przywódcą kościoła, liderem zespołu, czy osobą nadzorującą, po poznaniu zakresu swoich obowiązków musisz często sprawdzać, czy wykonujesz rzeczywistą pracę, czy wypełniłeś obowiązki, które powinien wypełniać przywódca lub pracownik, a także których zadań – pośród wielu z tych, jakie zostały ci powierzone – nie wykonałeś, których nie chcesz wykonywać, które przyniosły słabe rezultaty, a także zasad których z nich nie udało ci się zrozumieć. Powinieneś często badać wszystkie te kwestie. Jednocześnie musisz nauczyć się rozmawiać z innymi ludźmi i zadawać im pytania, a także nauczyć się rozpoznawać plan, zasady i ścieżkę praktyki w słowach Bożych i ustaleniach dotyczących pracy. Jeśli chodzi o te ostatnie, to niezależnie od tego, czy dotyczą administracji, personelu czy życia kościoła, czy też jakiejkolwiek fachowej pracy, o ile tylko dotyczą odpowiedzialności przywódców i pracowników, to jest to obowiązek, który przywódcy i pracownicy powinni wypełnić, i leży to w zakresie ich odpowiedzialności – są to zadania, którymi powinieneś się zająć. Oczywiście, priorytety należy ustalać w zależności od sytuacji; żadna praca nie może zostać zaniedbana. Niektórzy przywódcy i pracownicy mówią: »Nie mam trzech głów i sześciu ramion. Ustalenia dotyczące pracy zawierają tak wiele zadań, że zdecydowanie sobie nie poradzę, jeśli będę odpowiadać za nie wszystkie«. Jeżeli nie możesz zaangażować się osobiście w jakieś zadanie, to czy zarządziłeś, by wykonał je ktoś inny? A czy ustaliwszy to, monitorowałeś to zadanie i zasięgałeś informacji? Czy sprawdziłeś pracę tej osoby? Czy aby na pewno miałeś czas na zasięgnięcie informacji i na przeprowadzanie kontroli? Z pewnością tak! Niektórzy przywódcy i pracownicy mówią: »Mogę wykonywać tylko jedną pracę na raz. Jeśli poprosisz mnie o jej sprawdzenie, mogę sprawdzić tylko jedno zadanie na raz; wszystko, co poza to wykracza, jest dla mnie niewykonalne«. Jeżeli tak jest, to jesteś obibokiem, masz bardzo mały potencjał, nie masz zdolności do pracy, nie nadajesz się na przywódcę ani na pracownika i powinieneś ustąpić. Po prostu wykonuj jakieś zadanie, które ci odpowiada – nie opóźniaj pracy kościoła ani wzrostu życia wybrańców Bożych, bo masz zbyt marny potencjał, by móc wykonywać pracę; jeśli brakuje ci rozumu w tej kwestii, to jesteś samolubny i podły. Jeżeli masz przeciętny potencjał, ale potrafisz liczyć się z intencjami Boga i jesteś gotów się szkolić, nie masz jednak pewności, czy jesteś w stanie dobrze wykonać tę pracę, to powinieneś poszukać kilku osób o dużym potencjale, które będą z tobą współpracować. To dobre podejście, które świadczy o posiadaniu rozumu(Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (10), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Już pierwsze zdanie słów Bożych zburzyło moje wyobrażenia. Bóg mówi, że przywódcy są odpowiedzialni za całokształt pracy i że powinni mieć szczegółową wiedzę na temat każdego zadania wchodzącego w zakres ich odpowiedzialności. Podczas monitorowania pracy mogą ustalać priorytety według pilności, skupiając się na szczególnie ważnych zadaniach, a pozostałe przekazując innym braciom i siostrom, jeśli są przytłoczeni, ale nie powinni być menedżerami, którzy tylko delegują zadania innym, a następnie je ignorują. Powinni jednak co jakiś czas pytać i sprawdzać te rzeczy oraz niezwłocznie rozwiązywać wszelkie problemy. Nie można polegać na własnych wyobrażeniach i po prostu monitorować te zadania, które uważa się za ważne, jednocześnie zaniedbując inne. Jest to zaniedbywanie obowiązku. Sądziłam, że zanurzając się codziennie w pracę nad scenariuszami, współpracując przy pisaniu scenariuszy i omawiając różne kwestie ze wszystkimi, wykonywałam rzeczywistą pracę. Nie patrzyłam na sprawy w oparciu o słowa Boże, ale raczej wykonywałam swój obowiązek zgodnie z własnymi wyobrażeniami, co oznaczało, że wiele zadań, o które pytałam tylko od czasu do czasu, było później lekceważonych, a ja nie miałam poczucia winy. A kiedy przełożony przyciął mnie za zaniedbywanie obowiązków, poczułam się nawet pokrzywdzona. Byłam naprawdę otępiała! Prawda była taka, że nawet jeśli przez jakiś czas byłam zajęta jednym zadaniem, nie było to dla mnie wymówką, by nie monitorować innej pracy. Jak mówi Bóg: „Jeżeli nie możesz zaangażować się osobiście w jakieś zadanie, to czy zarządziłeś, by wykonał je ktoś inny? A czy ustaliwszy to, monitorowałeś to zadanie i zasięgałeś informacji? Czy sprawdziłeś pracę tej osoby? Czy aby na pewno miałeś czas na zasięgnięcie informacji i na przeprowadzanie kontroli? Z pewnością tak!” W tym czasie byłam przede wszystkim skoncentrowana na pracy nad scenariuszami, ale gdybym miała serce, powinnam również mieć poczucie brzemienia ze względu na inną pracę i starać się zrównoważyć wszystko na tyle, na ile to było możliwe. Gdybym nie miała energii, mogłabym jasno komunikować się z siostrami, z którymi współpracowałam, i kazać im bardziej przykładać się do zadań. A gdyby pojawiły się problemy, mogłybyśmy je wspólnie przedyskutować i rozwiązać. Gdybym była odpowiedzialna za wiele zadań, a mój potencjał nie był wystarczający, mogłabym zgłosić się do przełożonych, aby nie opóźniać pracy. Kluczową kwestią nie było to, że w ogóle nie miałam czasu, ale to, że nie chciałam go poświęcać. Był to brak odpowiedzialności i oznaka bycia fałszywą przywódczynią. Modliłam się do Boga: „Boże, W swoich obowiązkach byłam tak nieodpowiedzialna i naprawdę niegodna bycia przywódczynią. Nie byłam wdzięczna za wiele możliwości szkolenia się, jakie dał mi dom Boży, traktując swoje obowiązki jako ciężar i utrapienie. Naprawdę nie miałam sumienia ani człowieczeństwa! Biorąc pod uwagę, że dom Boży mnie nie zwolnił, pragnę okazać skruchę i wykorzystać tę szansę. Od tej pory będę sumiennie wykonywała swoje obowiązki”.

Później przełożony powierzył mi odpowiedzialność za nagrywanie filmów ze świadectwami z doświadczenia. Czułam się bardzo wdzięczna, myśląc: „Tym razem naprawdę okażę skruchę i wezmę na siebie większą odpowiedzialność za moje obowiązki”. Od tego momentu moje dni były wypełnione zadaniami i często pracowałam do późnych godzin nocnych. Pracowałam w ten sposób do późna przez pewien czas, a kiedy zauważyłam pewną poprawę w wynikach pracy, byłam bardzo szczęśliwa. Myślałam, że tym razem wykonałam trochę rzeczywistej pracy, a przełożony powinien być w stanie dostrzec moją skruchę. Później znalazłam przełożonego, który zajął się monitorowaniem kręcenia filmów o świadectwach z doświadczenia, więc mój harmonogram stał się stosunkowo luźny i miałam czas, by zająć się inną pracą w kościele. Ale to, co wydarzyło się później, obnażyło mnie ponownie. W tym czasie kościół musiał dokonać pewnego zakupu, a ponieważ wiązało się to z finansami kościoła, jedna z sióstr, z którymi współpracowałam, poprosiła o omówienie tego ze mną. Na początku chciałam uczestniczyć w dyskusjach, ale po kilku razach uznałam to za kłopotliwe, myśląc, że omawianie tej sprawy zajmuje dużo czasu i że jest to przede wszystkim obowiązkiem siostry, z którą współpracowałam, i że jeśli zostanie to dobrze zrobione, przełożony nie będzie wiedział, czy brałam w tym udział. Pomyślałam, że lepiej będzie, jeśli poświęcę ten czas na kręcenie kolejnych filmów ze świadectwami z doświadczenia, ponieważ przynosi to widoczne rezultaty. Ale kiedy się nad tym zastanowiłam, zrozumiałam, że tamto zadanie również leży w zakresie moich obowiązków. Musiałam w sposób powierzchowny uczestniczyć w dyskusjach, aby zachować twarz. Było też kilka prac przy produkcji materiałów wideo realizowanych przez inny zespół, o które tylko od czasu do czasu pytałam w wiadomościach. Czasami czułam niepokój, ale potem myślałam: „Ostatnio nie było żadnych problemów, więc poświęcę mój czas na pracę, na którą obecnie kładzie nacisk przełożony, ponieważ jeśli przy tych zadaniach pojawią się problemy, będę za nie bezpośrednio odpowiedzialna”. Zaniedbałam więc monitorowanie szczegółów pracy tego zespołu przy produkcji wideo, aż pewnego dnia nagle skontaktował się z nami przełożony i zapytał, czy jesteśmy świadome tego, że jest ponad dziesięć filmów, które nie zostały dokończone. Gdy to usłyszałam, serce załomotało mi w piersi i pomyślałam: „Jestem skończona. Ta praca była moją bezpośrednią odpowiedzialnością. Czy ten ogromny problem nie wynika z tego, że zaniedbałam swoje obowiązki?”. Później przełożony przyciął mnie, mówiąc: „Dopiero co ostatnim razem zajęliśmy się twoimi problemami, a teraz znów zachowujesz się nieodpowiedzialnie! Kiedy wyznaczano cię do pracy przy scenariuszach, zajmowałaś się tylko tym, a teraz, gdy jesteś odpowiedzialna za filmy ze świadectwami z doświadczenia, nie robisz niczego innego. Czy naprawdę uważasz, że jako przywódczyni powinnaś skupiać się tylko na swoich zadaniach, a resztę ignorować? Boisz się trudności, brakuje ci poczucia brzemienia i nie dążysz do prawdy! Jak ktoś taki jak ty może być odpowiedzialny za wiele zadań?”. Potem zostałam zwolniona z niektórych obowiązków. Ta zmiana w zakresie obowiązków naprawdę mnie zaniepokoiła i pomyślałam: „Jestem bardzo samolubna, nikczemna i pozbawiona człowieczeństwa. Być może naprawdę nie ma dla mnie ratunku”. Ale potem poczułam się nieco pokrzywdzona, myśląc: „Ostatnio naprawdę się starałam, więc dlaczego znowu zostałam przycięta za bycie nieodpowiedzialną? Czy naprawdę wcale się nie zmieniłam?”.

Pewnego razu Boże omówienie tematu wykonywania obowiązków głęboko mnie poruszyło i w końcu zaczęłam nieco rozumieć swoje problemy. Bóg mówi: „Powiedz Mi, w jaki sposób ludzie powinni spełniać sprawiedliwe uczynki oraz w jakim stanie i położeniu muszą to robić, by zostało to uznane za szykowanie dobrych uczynków? Muszą oni mieć co najmniej pozytywne nastawienie i wykazywać się inicjatywą, a podczas wykonywania swoich obowiązków muszą być lojalni, umieć działać zgodnie z prawdozasadami oraz strzec interesów domu Bożego. Bycie pozytywnym i wykazywanie się inicjatywą to podstawa – jeżeli stale jesteś bierny, jest to problematyczne. To tak, jakbyś nie był członkiem domu Bożego, jakbyś nie wykonywał swoich obowiązków, ale nie miałbyś innego wyboru, jak tylko to robić, żeby zarabiać pensję, bo pracodawca tego od ciebie wymaga – nie podejmujesz się tego dobrowolnie, lecz bardzo biernie. Gdyby nie chodziło o twoje interesy, w ogóle byś tego nie robił. Gdyby nikt cię o to nie poprosił, również wcale byś tego nie czynił. A zatem takie postępowanie nie jest spełnianiem dobrych uczynków. Ludzie tego pokroju są więc bardzo głupi – pozostają bierni we wszystkim, co robią. Nie czynią tego, co przychodzi im do głowy, ani tego, co mogą osiągnąć, poświęcając czas i energię. Oni tylko czekają i obserwują. Jest to niepokojące i bardzo żałosne. Dlaczego mówię, że jest to bardzo żałosne? Po pierwsze, nie chodzi o to, że twój potencjał jest niewystarczający; po drugie, nie wynika to z tego, że masz niedostateczne doświadczenie; a po trzecie, nie jest tak, że nie masz odpowiednich warunków, by coś zrobić. Posiadasz odpowiedni potencjał potrzebny do wykonania danej pracy i jeśli tylko poświęcisz na to czas i energię, będziesz w stanie to zrobić, ale tego nie robisz i nie szykujesz dobrych uczynków. Jest to wielce godne pożałowania. Dlaczego mówię, że jest to godne pożałowania? Otóż dlatego, że jeśli spojrzysz na to po wielu latach, odczujesz żal, a jeśli będziesz chciał wrócić do tamtego roku, miesiąca i dnia, aby wykonać tę pracę, przekonasz się, że wszystko już uległo zmianie, a twój czas upłynął. Nie dostaniesz drugiej takiej szansy, a kiedy ta szansa przeminie, to przeminie bezpowrotnie. Gdy tracisz możliwość korzystania z cielesnych przyjemności, takich jak spożywanie smacznego jedzenia czy noszenie ładnych ubrań, nie ma to większego znaczenia, gdyż rzeczy te są puste i nie mają żadnego wpływu na twoje wejście w życie, na szykowanie przez ciebie dobrych uczynków ani na twoje przeznaczenie. Jednakże jeśli coś odnosi się do postawy Boga wobec ciebie czy do tego, jak On cię ocenia, albo nawet do ścieżki, którą kroczysz, i do twojego przeznaczenia, to utrata okazji, by to zrobić, jest czymś wielce godnym pożałowania. A to dlatego, że cię to splami i zrodzi żal na twojej przyszłej ścieżce egzystencji, i przez całe swoje życie już nigdy nie dostaniesz kolejnej szansy, by to nadrobić. Czyż nie jest to godne pożałowania? Jeżeli twój potencjał jest zbyt marny i nie jesteś w stanie podjąć się danej pracy, to nie jest to godne pożałowania – dom Boży może ustalić, by to zadanie wykonał ktoś inny. Jeśli zaś jesteś w stanie zrobić coś dobrze, lecz tego nie robisz, jest to zdecydowanie godne pożałowania. To okazja dana ci przez Boga, ty jednak nie traktujesz jej poważnie, nie wykorzystujesz jej i pozwalasz, by przemknęła ci koło nosa – to niebywale godne pożałowania! Dla ciebie jest to godne pożałowania, dla Boga – rozczarowujące. Bóg dał ci wystarczający potencjał i doskonałe warunki, umożliwiając ci wyraźne dostrzeżenie niektórych rzeczy i wykazanie się kompetencjami niezbędnymi w danej pracy. Ty jednak nie masz właściwego nastawienia, nie jesteś lojalny ani szczery i nie chcesz dać z siebie wszystkiego, by zrobić to dobrze. To bardzo rozczarowuje Boga. (…) Przypuśćmy, że twoje nastawienie do prawdy i własnego obowiązku zawsze jest niedbałe, że na pozór składasz obietnice, ale za kulisami nie wcielasz ich w życie, że się guzdrzesz i nie masz poczucia pilności sprawy, że brak ci pozytywnej postawy polegającej na liczeniu się z intencjami Boga. Nawet jeżeli na pozór nie powodujesz zakłóceń i niepokojów, nie czynisz zła, nie działasz samowolnie czy lekkomyślnie ani nie wpadasz w szał popełniania występków i wydajesz się być osobą przestrzegającą reguł i całkiem dobrze wychowaną, nie robisz w sposób pozytywny tego, o co prosi cię Bóg, i nie wykazujesz się inicjatywą w tym względzie, jesteś natomiast chytry i lenisz się, unikając wykonywania prawdziwej pracy. W takim razie jaką ścieżką tak naprawdę kroczysz? Nawet jeżeli nie jest to ścieżka antychrysta, jest to co najmniej ścieżka fałszywego przywódcy(Jak dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 7, O dążeniu do prawdy). Po przeczytaniu tego fragmentu słów Bożych zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Odkąd po raz ostatni zostałam przycięta przez przełożonego, wiedziałam, że nieodpowiedzialnie podchodziłam do swoich obowiązków i chciałam jak najszybciej okazać skruchę. Na początku pracowałam codziennie do późna w nocy, a moje obowiązki przynosiły pewne rezultaty, więc myślałam, że okazałam skruchę, ale później, kiedy chodziło o pracę, na której przełożeni się nie koncentrowali, uważałam ją za kłopotliwą i nie chciałam zawracać sobie tym głowy. Zrozumiałam, że „inicjatywa” i „proaktywność”, które wykazywałam, były zwodnicze i nieczyste. Ponieważ obawiałam się, że po przycięciu zostanę przeniesiona lub zwolniona, aby zachować swoją próżność i status, znosiłam trudności i poświęcałam się przez jakiś czas, ale to zachowanie było w najlepszym razie samozachowawcze. To tak jak to, co Bóg mówi o pracowniku najemnym, który robi tylko to, czego wymaga od niego pracodawca, aby zarobić na wynagrodzenie: to, co robi, nie pochodzi z serca. Z takim nastawieniem wykonywanie moich obowiązków nie może być uznane za dobre uczynki. Prawdziwe wykonywanie obowiązków jest proaktywne i wiąże się z poczuciem brzemienia. Oznacza to lojalność wobec obowiązków i poszukiwanie prawdozasad, aby zapewnić właściwe wykonanie pracy. Zastanowiłam się nad moimi ostatnimi wynikami: kiedy przełożeni powierzyli mi zadanie nagrywania filmów ze świadectwami z doświadczenia, skupiałam się tylko na tej pracy. Ale jeśli chodzi o pozostałą pracę, to o ile nie dotyczyła ona moich zainteresowań, o tyle moje nastawienie było całkowicie obojętne i traktowałam ją jako ciężar i utrapienie. Kwestia zaległości związanych z filmami była dla mnie objawieniem i zdałam sobie sprawę, że wcale nie okazałam skruchy. To, co robiłam, było tylko próbą zachowania mojego statusu i odzyskania reputacji, a moje podejście do obowiązków wciąż się nie zmieniło. Wykonywałam tylko zadania przydzielone przez przełożonych oraz te związane z moją reputacją i statusem. To nie było prawdziwe wykonywanie obowiązków. Prawda jest taka, że bycie przywódcą wymaga wzięcia na siebie więcej spraw niż inni bracia i siostry. Jeśli nie chciałam być odpowiedzialna, powinnam była powiedzieć o tym przełożonym i pozwolić innym pełnić tę rolę, zamiast zajmować stanowisko nie wykonując rzeczywistej pracy. To szkodziło domowi Bożemu. Czy ciesząc się korzyściami płynącymi ze stanowiska, a nie wykonując rzeczywistej pracy, nie byłam po prostu fałszywą przywódczynią? Myślałam o tym, jak przełożeni ocenili mnie jako „niezasługującą na zaufanie i szkolenie!”. Dokładnie taka byłam. Lekceważyłam ogólną pracę kościoła i rzeczywiście byłam niegodna zaufania. Zakres pracy, za którą byłam odpowiedzialna, stopniowo się kurczył, a kiedy ją straciłam, naprawdę tego żałowałam. Myślałam, że dopóki trzymam się pracy bezpośrednio przydzielonej mi przez przełożonych, mogę utrzymać swój status, ale w zamian czekała mnie utrata obowiązków i okazji do zgromadzenia dobrych uczynków i zyskania prawdy. To była moja największa strata. Gdybym nadal tak podchodziła do swoich obowiązków, z pewnością zostałabym oceniona jako „niezmiennie nieodpowiedzialna i niedbała”, a moja uczciwość zostałaby całkowicie przekreślona. Zniweczyłabym możliwość wykonywania obowiązków i szansę na zbawienie!

Później często myślałam o tej sprawie, uważając, że byłam bardzo samolubna, dbając tylko własne interesy w moich obowiązkach. Wtedy przypomniałam sobie pewne dotyczące tego słowa Boże, więc odszukałam je i przeczytałam. Bóg Wszechmogący mówi: „Dopóki ludzie nie doświadczą Bożego dzieła i nie zrozumieją prawdy, kontroluje ich i dominuje nad nimi ich szatańska natura. Co konkretnie obejmuje ta natura? Na przykład dlaczego jesteś samolubny? Dlaczego chronisz swoją pozycję? Dlaczego masz takie silne uczucia? Dlaczego sprawiają ci przyjemność rzeczy, które są niesprawiedliwe? Dlaczego lubisz takie niegodziwości? Na czym opiera się twoje upodobanie do tych rzeczy? Skąd one pochodzą? Czemu tak radośnie je akceptujesz? Do tej pory zrozumieliście wszyscy, że dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że jest w człowieku trucizna szatana. Czym jest zatem trucizna szatana? Jak można to wyrazić? Na przykład jeśli zapytasz »Jak ludzie powinni żyć? Po co powinni żyć?«, odpowiedzą ci »Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego«. To jedno powiedzenie wyraża samo sedno problemu. Filozofia i logika szatana stały się życiem ludzi. Niezależnie od tego, za czym ludzie podążają, czynią tak dla własnej korzyści – dlatego też żyją wyłącznie dla siebie. »Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego« – to jest życiowa filozofia człowieka, a zarazem definicja ludzkiej natury. Owe słowa stały się już naturą skażonej ludzkości i są prawdziwym portretem jej szatańskiej natury. Ta szatańska natura stała się już podstawą egzystencji skażonej ludzkości. Od kilku tysięcy lat aż po dzień dzisiejszy skażona ludzkość kieruje się w życiu ową trucizną szatana(Jak obrać ścieżkę Piotra, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Czytałam ten fragment w kółko. Bóg mówi, że zanim ludzie doświadczą Jego dzieła i zrozumieją prawdę, szatan wpaja im różne trucizny i zasady przetrwania, wpływając na ich życie. W ten sposób ludzie żyją na podobieństwo szatana, a jego natura kontroluje każde ludzkie słowo i czyn. Przez całe życie byłam głęboko zepsuta przez szatana i bardzo samolubna. Kiedy rodzina lub przyjaciele prosili mnie o pomoc, chętnie się zgadzałam, jeśli mogłam na tym skorzystać. Jeśli zwracająca się do mnie osoba była kimś, komu chciałam się przypodobać lub do kogo chciałam się zbliżyć, również z całego serca byłam gotowa pomóc. Ale jeśli nie mogłam uzyskać żadnych korzyści, uznawałam to za kłopotliwe i nie chciałam nawet zawracać sobie tym głowy. Mój tata mówił mi: „Dlaczego masz takie lodowate serce?”. Ale nie obchodziło mnie to, co miał do powiedzenia, i myślałam, że tacy właśnie są ludzie! Wykonując swoje obowiązki w kościele, wciąż miałam swój własny plan i skupiałam się tylko na zadaniach, które przynosiły mi korzyści, rzadko biorąc pod uwagę pracę kościoła. Na przykład, gdy niektórzy bracia i siostry byli w złym stanie, jeżeli byłam za nich bezpośrednio odpowiedzialna, pomagałam im z miłością, ponieważ pomagało to stworzyć w ich oczach wizerunek mnie jako dobrej przywódczyni. Ale jeśli nie byłam za nich bezpośrednio odpowiedzialna, to nawet gdy widziałam, że kierują nimi skażone skłonności, uważałam, że pomaganie im oznacza konieczność szukania słów Bożych i poświęcanie energii i wysiłku na zastanawianie się nad nimi, więc uznałam to za kłopotliwe i nie chciałam zawracać sobie tym głowy, albo też wypowiadałam tylko kilka zdawkowych słów w odpowiedzi. Myślałam, że to sprytne podejście, ale kiedy się nad tym zastanowiłam, co dał mi mój egoizm? W rzeczywistości wykonywanie różnych zadań wiąże się z rozmaitymi prawdami dotyczącymi postrzegania ludzi i spraw oraz różnymi zasadami radzenia sobie z problemami. Nie uczestnicząc w niektórych zadaniach, nieświadomie traciłam wiele okazji do zyskania prawdy. Ponadto Bóg obdarzył mnie możliwością wykonywania obowiązków przywódczych, dzięki czemu nauczyłam się brać na siebie zmartwienia i brzemię, stopniowo przywracając swoje zwykłe człowieczeństwo. To było dla mnie Boże zbawienie, ale nie chciałam brać na siebie więcej obowiązków i trosk. Powtarzałam, że jestem wdzięczna Bogu i że chcę Mu się odwdzięczyć, ale w rzeczywistości byłam wobec Niego nieuczciwa. Naprawdę brakowało mi człowieczeństwa! Gdybym nadal nie dążyła do zmiany, kiedy Boże dzieło dobiegnie końca, moja praca też się skończy i zostanę ukarana.

Później przeczytałam kolejny fragment słów Bożych: „Jeśli popełnisz błąd, na nic się to nie zda, gdy z samej nienawiści do siebie powiesz tylko: »Naprawdę nienawidzę samego siebie! Jak mogłem zrobić coś tak prymitywnego i wstrętnego? Naprawdę mam wielką ochotę wymierzyć sobie kilka policzków!«. Kluczowe jest to, że kiedy popełnisz błąd, musisz umieć rozeznać się co do tego, co jest złego w tym, co zrobiłeś, co skłoniło cię do popełnienia tego błędu, dlaczego nie jesteś w stanie praktykować prawdy, jaka jest tego przyczyna, a także na jakiej podstawie i na jakich zasadach działasz. Kluczową kwestią jest również to, czy w obliczu danej sprawy świadomie działasz zgodnie ze słowami Bożymi i świadomie buntujesz się przeciwko swoim szatańskim myślom i poglądom, swoim ambicjom i pragnieniom, intencjom i planom. Jeżeli uczyniłeś to wszystko świadomie, to przyszykowałeś dobre uczynki, a to wspaniała rzecz i coś zyskałeś. … Nieczynienie zła nie jest równoznaczne z szykowaniem dobrych uczynków. Nieczynienie zła i szykowanie dobrych uczynków to dwie różne koncepcje. Wykonywanie obowiązków bez czynienia zła jest tym, co powinna robić istota stworzona – to przejaw, jaki powinni posiadać ci, którzy mają sumienie i rozum charakterystyczne dla zwykłego człowieczeństwa. Niektórzy mówią na przykład: »Istnieją ludzie, którzy popełniają morderstwa, ale ja tego nie zrobiłem; ta osoba okradła innych, ale ja niczego takiego się nie dopuściłem. To oznacza, że jestem dobrym człowiekiem«. Czy warto się tym chwalić? Czy takie twierdzenie jest słuszne? (Nie). To się nazywa mylenie pojęć. Niebycie złodziejem, niedopuszczanie się morderstw czy podpaleń i nieangażowanie się w nielegalne stosunki seksualne nie jest równoznaczne z byciem dobrym człowiekiem. Niepopełnianie zła czy niełamanie prawa to inne pojęcie od bycia dobrym człowiekiem. Bycie dobrym człowiekiem rządzi się własnymi standardami. Niepopełnianie zła i szykowanie dobrych uczynków to również dwa odrębne pojęcia. Wykonywanie własnych obowiązków bez popełniania zła to coś, co powinieneś osiągnąć jako zwykły człowiek. Ale szykowanie dobrych uczynków oznacza, że musisz z własnej inicjatywy i pozytywnie praktykować prawdę, a także wypełniać swoje obowiązki zgodnie z wymaganiami Bożymi i prawdozasadami. Musisz być lojalny, gotów znosić trudności i płacić cenę oraz brać na siebie odpowiedzialność, musisz też umieć działać pozytywnie i wykazywać się inicjatywą. Wszystkie działania podejmowane zgodnie z tymi zasadami to w zasadzie dobre uczynki. Niezależnie od tego, czy chodzi o wielkie, czy o małe sprawy, czy czyny te zasługują na to, by ludzie je zapamiętali, czy są przez ludzi wysoko cenione, czy też postrzegane jako nieistotne albo czy ludzie uważają je za warte uwagi, w oczach Boga wszystko to są dobre uczynki. Jeżeli przyszykowałeś dobre uczynki, koniec końców przyniesie ci to błogosławieństwa, a nie nieszczęścia. (…) Jak więc ostatecznie definiuje się dobre uczynki? Spełniasz je wtedy, gdy to, co robisz, jest pomocne przynajmniej w twoim własnym wejściu w życie, a także w wejściu w życie przez braci i siostry oraz gdy przynosi to korzyść dziełu domu Bożego. Jeżeli coś jest korzystne dla ciebie, dla innych i dla domu Bożego, to twoje działania są skuteczne przed obliczem Boga i On je pochwali. Bóg przyzna ci wynik. Oceń więc następujące kwestie: Ile dobrych uczynków przez lata przyszykowałeś? Czy te dobre uczynki mogą zrównoważyć twoje występki? Ile dobrych uczynków pozostanie ci po takim zrównoważeniu występków? Musisz sam sobie przyznać wynik i dobrze to pojąć – nie możesz być pogubiony w tej kwestii(Jak dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 7, O dążeniu do prawdy). Słowa Boże wskazały mi drogę. Skrucha nie może być tylko słowna. Samo powiedzenie, że nienawidzisz siebie, nie oznacza prawdziwej zmiany. Kluczem jest obserwowanie tego, jak dana osoba faktycznie żyje i jakie ma podejście do swoich obowiązków, szczególnie w sprawach dotyczących pracy kościoła. To, czy ktoś przymyka oko na problemy i pozostaje obserwatorem, czy też stoi na straży interesów kościoła, odzwierciedla charakter danej osoby. Czytając Boże omówienie różnicy między dobrymi i złymi uczynkami, zrozumiałam, że nieczynienie zła czy niepowodowanie zakłóceń i zamieszania nie czyni człowieka dobrym, a co najwyżej można kogoś takiego uznać za osobę pozbawioną podstępu. Dobre uczynki zawierają element inicjatywy i proces poszukiwania prawdy. Obejmują one postępowanie zgodnie z zasadami, aby dostosować się do Bożych intencji. To taka praktyka stanowi prawdziwe dobre uczynki. Ostatecznie Bóg określa wyniki ludzi na podstawie tego, czy spełniali dobre uczynki. Patrząc z perspektywy czasu, większość moich obowiązków po tym, jak uwierzyłam w Boga, była związana z reputacją i zyskiem. Rzadko zdarzało mi się proaktywnie praktykować prawdę. Nie demaskowałam ani nie zgłaszałam fałszywych przywódców czy antychrystów i prawie nigdy nie pomagałam braciom i siostrom w rozwiązywaniu ich trudności i problemów. Przez większość czasu po prostu postępowałam zgodnie z szatańską zasadą przetrwania: „Każdy zamiata śnieg przed własnymi drzwiami”. Jako przywódczyni kościoła nie chciałam wykonywać wielu z prac wchodzących w zakres mojej odpowiedzialności, a moje bycie menadżerką tylko delegującą zadania opóźniało pracę. To były złe uczynki. Sądząc według prawdozasad, uświadomiłam sobie, że przez lata wiary w Boga nie zgromadziłam prawie żadnych dobrych uczynków i że faktycznie miałam na koncie wiele złych. Czułam, że jestem w wielkim niebezpieczeństwie, więc pomodliłam się do Boga: „Boże, chociaż przez te lata wykonywałam obowiązki w domu Bożym, nie traktowałam siebie jako osoby należącej do domu Bożego i prawie nigdy nie byłam proaktywna w podtrzymywaniu pracy kościoła. Byłam zbyt samolubna i nikczemna! Boże, pragnę okazać skruchę. Proszę, pomóż mi i sprawdź mnie. Jestem gotowa praktykować prawdę, by Cię zadowolić”.

Potem zaczęłam planować swój czas na obowiązki i rozsądnie zorganizowałam swoją codzienną pracę, a przed nocnym odpoczynkiem planowałam pracę na następny dzień. Pomogło mi to również skupić się i wykonać więcej zadań. Byłam też w stanie zaangażować się w inną pracę. Po pewnym czasie praktykowania w ten sposób odkryłam, że rozsądne planowanie poprawiło wydajność pracy i pozwoliło mi wykonywać każdego dnia więcej zadań. Czasami, gdy bracia i siostry z innych zespołów przychodzili do mnie po pomoc, zajmowałam się ich problemami, a kiedy to robiłam, modliłam się do Boga, aby przyjąć Jego kontrolę. Jeśli już zgodziłam się coś zrobić, musiałam włożyć w to całe serce i nie mogłam po prostu działać mechanicznie. Czasami nadal miałam problemy z monitorowaniem pozostałej pracy, ale kiedy zdałam sobie z tego sprawę, aktywnie zbuntowałam się przeciwko sobie i staram się jak najlepiej zająć się szczegółami pracy. Wiem, że moja szatańska natura jest głęboko zakorzeniona, a te dwa przypadki przycinania nie wystarczyły, by ją naprawić, więc modlę się do Boga, aby dokładnie zbadał moje serce, aby mnie karcił i dyscyplinował, gdy nieodpowiedzialnie wykonuję swoje obowiązki, pozwalając mi urzeczywistniać zwykłe człowieczeństwo, być osobą, która to człowieczeństwo i sumienie posiada. Jestem również bardzo wdzięczna Bogu za te dwa przypadki przycinania, które pozwoliły mi zdać sobie sprawę z poważnych konsekwencji nieodpowiedzialnego wykonywania obowiązków, obudzić się i w pewien sposób zmienić.

Wstecz: 79. Nie chciałam zostać przywódczynią – o co się tak martwiłam?

Dalej: 81. Co kryje się za uchylaniem się od obowiązku

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

44. Wróciłem do domu

Autorstwa Chu Keen Ponga, MalezjaWierzyłem w Pana przez ponad dziesięć lat, a przez dwa lata służyłem w kościele, po czym opuściłem swój...

23. Wisząc na włosku

Autorstwa Zhang Hui, ChinyPo przyjęciu dzieła Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych przekazałem ewangelię bratu z mojego dawnego...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze