49. Cudowny sposób życia

Autorstwa Xunqiu, Japonia

W dzieciństwie mówiono mi: nie bądź bezpośrednia wobec innych, nie rób kłopotów. Tak podchodziłam do życia. Kierowałam się szatańskimi filozofiami życia, na przykład „Przemilczenie błędów dobrych przyjaciół prowadzi do długiej i dobrej przyjaźni” lub „Nigdy nie wymierzaj innym policzka ani nie karć ich za ich braki”. Ilekroć widziałam, że ktoś postępuje źle, nie chciałam go krępować ani ujawniać jego wad. Ludzie chwalili mnie za wyrozumiałość i taktowność wobec innych i myślałam, że dobrze postępuję, że to podstawowa zasada w relacjach z ludźmi. Doświadczając sądu i karcenia przez słowa Boga, pojęłam, że tak nie postępuje dobra osoba, że jest to życie według filozofii szatana. Nikomu to nie pomaga, a może krzywdzić innych. Moje nastawienie się zmieniło i słowa Boga wskazały mi zasady postępowania.

Gdy w 2019 wybrano mnie przywódczynią kościoła, byłam bardzo wdzięczna za tę szansę. Postanowiłam wziąć na siebie tę odpowiedzialność. Po jakimś czasie zauważyłam problemy w pracy braci i sióstr. Niektórzy niedbale wypełniali obowiązki, co powodowało oczywiste problemy. Inni nie umieli współpracować, ich filmy były źle zsychronizowane, a praca nieefektywna. Widząc to, pomyślałam: „Wykazują zepsucie w wypełnianiu obowiązków. Praca domu Boga zostanie zakłócona, jeśli się ich nie napomni. Muszą z nimi pomówić, aby to zrozumieli i się zmienili”. Pomyślałam wtedy: „Jeśli od razu ujawnię ich problemy, co sobie o mnie pomyślą? Czy powiedzą, że jestem surowa, bo jestem nowa? Że trudno się ze mną dogadać? Czy nie zrażę wszystkich, jeśli tak sobie pomyślą? Nieważne, nic nie powiem. Muszę dbać o dobre relacje”. Dlatego zatuszowałam wszystkie problemy tych braci i sióstr. Bałam się, że zniszczę nasze stosunki, zawstydzająch ich i stawiając ludzi pod pręgieżem.

Raz siostra powiedziała mi, że brat Wang jest uparty i nie przyjmuje sugestii co do swoich obowiązków, co spowalnia postepy. Rozpytałam się, żeby poznać opinie innych, wszyscy mówili, że brat Wang jest arogancki, władczy i protekcjonalny. Większość ludzi z nim pracujących czuło, że są ograniczani. Słysząc to, zrozumiałam, że brat Wang ma poważny problem, jeśli się z nim nie upora, nie pomoże to jego wejściu w życie ani pracy domu Boga. Musiałam uzmysłowić mu powagę problemu. Gdy jednak z nim rozmawiałam, to chciałam wycofać się rakiem. Pomyślałam: „Wszystkie te problemy to najgorsza strona brata Wanga. Jeśli wyłożę każdy jeden problem, czy on nie poczuje się upokorzony i bez wartości? Czy to nie będzie poniżające? Jeśli poczuje, że się na niego uwzięłam, czy będzie miał mi to za złe? Ciągle się widujemy, na zgromadzeniach i nie tylko. Jeśli zrobi się niezręcznie, jak się bedziemy dogadywać?”. Pomyślałam, że on sam mówił o swoim aroganckim usposobieniu, więc wskazanie na to bez dotykania czułych punktów nie będzie dla niego zbyt zawstydzające i nasza wzajemna relacja nie ucierpi. Podczas naszej rozmowy delikatnie zwróciłam uwagę, że jest arogancki i protekcjonalny. Wysłuchał mnie i przyznał, że to prawda, że jest arogancki i protekcjonalny, i że zdaje sobie z tego sprawę. Wiedziałam, że umyka mu powaga problemu, lecz zmilczałam to. Nie zyskał żadnego zrozumienia siebie samego, więc był nadal uparty, gdy wypełniał obowiązki. Nie umiał współpracować i powodował opóźnienia, więc go przeniesiono. Podjął inne obowiązki, ale nie był efektywny, bo krępowało go zepsute usposobienie. Raz jego przełożona w gniewie powiedziała mi: „Czy wiedziałaś o problemach brata Wanga? Czemu z nim tego nie omówiłaś? Poważnie zakłócił postępy naszej pracy”. Czułam, jakby Bóg napominał mnie w jej osobie za to, że nie praktykowałam prawdy. Czułam się winna. Gdybym tylko wytknęła mu problemy, a on by się zreflektował, to może zacząłby dobrze wypełniać obowiązki. Ale on tak naprawdę nie rozumiał własnej natury, więc poprzednio poniósł porażkę i później też się nie zmienił. Blokował pracę. Czy nie zakłócałam pracy domu Boga? Myślałam, że mam dobre człowieczeństwo, ale dostrzegłam, że po prostu boję się zawstydzać innych i wywierać na nich złe wrażenie. A to nie sprzyjało ich wejściu w życie ani pracy domu Boga. To było dobre człowieczeństwo?

Przeczytałam słowa Boga: „Musi istnieć kryterium »posiadania dobrego człowieczeństwa«. Nie polega ono na podążaniu ścieżką umiarkowania. Nie jest to trzymanie się zasad, dbanie o to, by nikogo nie obrazić, zjednywanie sobie innych, bycie gładkim, schludnym wobec wszystkich, tak, by każdy czuł się dobrze. Nie takie jest kryterium. Zatem jakie? Kryterium jest traktowanie Boga, innych ludzi i zdarzeń ze szczerym sercem, zdolność do podejmowania odpowiedzialności, a wszystko to w taki sposób, aby każdy mógł to w sposób oczywisty zobaczyć i odczuć. Ponadto Bóg bada serca ludzi i zna ich, każdego z osobna. Niektórzy ludzie zawsze chełpią się swoim dobrym człowieczeństwem, twierdząc, że nigdy nie zrobili nic złego, nigdy nikogo nie okradli i nigdy nie pożądali rzeczy innych ludzi. Czasem nawet posuwają się do tego, że w sporach o interesy pozwolą innym odnieść korzyść własnym kosztem, woląc sami ponieść stratę, i nigdy nie mówią o nikim nic złego, aby wszyscy uważali ich za dobrych ludzi. Jednak gdy wykonują swoje obowiązki w domu Bożym, są przebiegli i śliscy, zawsze knującdla własnej korzyści. Nie myślą o interesach domu Bożego, nigdy nie traktując jako pilne tego, co Bóg traktuje jako pilne i nigdy nie potrafią odłożyć na bok własnych interesów, aby wykonywać swoje obowiązki. Nigdy nie porzucają własnych interesów. Nawet gdy widzą, jak niegodziwi ludzie czynią zło, nie demaskują ich; nie mają za grosz zasad. To nie jest dobre człowieczeństwo” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga wskazują zasady postępowania. Dobra osoba nie idzie drogą umiaru, ani nie przemilcza problemów innych ludzi. Nie szuka całkowitej harmonii, ani nie stara się mieć idealnych relacji z innymi. Chodzi o to, żeby być zasadniczym i mieć poczucie sprawiedliwości, o wierność zasadam bez żadnego lęku i ochronę domu Bożego, gdy dzieje mu się krzywda. W interakcjach z braćmi i siostrami strałam się nikogo nie zawstydzić czy urazić, myśląc, że wszyscy będą o mnie dobrze myśleć, jeśli relacje będą dobre. Nie zgadzało się to z zasadami prawdy. Widziałam zepsucie innych i to, że zakłócają pracę domu Boga, ale chcąc chronić mój wizerunek, nie chroniłam interesów kościoła i przymykałam oko na problemy. Zwłaszcza w przypadku brata Wanga, wiedziałam, że jego problemy zakłócają pracę domu Boga. Ale bałam się, że uzna, że się na niego uwzięłam, że nie przyjmie moich słów i będzie chował urazę. Gdy z nim rozmawiałam, nie przykładałam należytej wagi do problemu. W efekcie on nie traktował problemu poważnie. Pozornie kreowałam się na kogoś, kto nie krzywdzi, a tak naprawdę zaszkodziłam pracy kościoła i wejściu innych w życie. Chciałam się ludziom przypodobać, byłam wierutną oszustką.

Podczas modlitwy przeczytałam słowa Boga: „Niektórzy przywódcy kościoła nie upominają braci czy sióstr, którzy wypełniają swój obowiązek niedbale i zdawkowo, choć powinni. Widząc coś, co w oczywisty sposób szkodzi interesom domu Bożego, przymykają na to oko i nie zadają żadnych pytań, aby czasem kogoś nie urazić. Prawdziwym ich celem nie jest jednak okazywanie zrozumienia dla cudzych słabości. Zresztą wiedzą oni doskonale, jakie są ich zamiary: »Jeśli nadal będę tak postępował i nikogo do siebie nie zrażę, ludzie będą mnie uważali za dobrego przywódcę. Będą mieli o mnie wysokie mniemanie. Będą mnie wspierać i darzyć sympatią«. Choćby nie wiem jak miały ucierpieć interesy domu Bożego i bez względu na to, jak bardzo utrudnione zostanie wkroczenie w życie wybranego ludu Bożego lub jak wielkiemu zakłóceniu ulegnie życie jego kościoła, tacy ludzie trwają uparcie przy swej szatańskiej filozofii, aby nikogo nie urazić. W ich sercach ani na chwilę nie pojawiają się wyrzuty sumienia; co najwyżej mogą czasem mimochodem wspomnieć o jakimś problemie i na tym poprzestają. Nie rozmawiają we wspólnocie o prawdzie ani nie wskazują, w czym tkwi sedno cudzych problemów, a tym bardziej nie analizują wnikliwie stanu ducha innych. Nie prowadzą ludzi ku wkraczaniu w prawdziwą rzeczywistość i nigdy nie przekazują im, jaka jest wola Boża, ani nie mówią o często popełnianych grzechach albo o przejawach skażonego usposobienia. Nie rozwiązują tych praktycznych problemów, a zamiast tego zawsze okazują pobłażliwość wobec cudzych słabości i negatywnego nastawienia, a nawet niedbalstwa i marazmu. Raz za razem pozwalają, by czyny i zachowania tych ludzi uchodziły im płazem i nie były nazywane po imieniu. A właśnie dlatego, że tak postępują, większość ludzi zaczyna z czasem myśleć: »Nasz przywódca jest dla nas jak matka. Ma dla naszych słabości nawet więcej zrozumienia niż Bóg. Być może jesteśmy ludźmi zbyt małego kalibru, by sprostać wymaganiom Boga, ale wystarczy, że potrafimy spełnić oczekiwania naszego przywódcy. Taki przywódca nam odpowiada. Jeśli nadejdzie dzień, kiedy zwierzchnik będzie chciał kimś go zastąpić, powinniśmy głośno protestować, przedstawiając nasze odmienne zdanie i pragnienia. Będziemy wówczas próbowali negocjować z naszym zwierzchnikiem«. Jeśli ludzie żywią takie myśli, jeżeli mają tego rodzaju relację ze swym przywódcą i takie o nim mniemanie, w swoich sercach zaś zrodziło się takie zaufanie, podziw, szacunek i uwielbienie dla niego, to jak taki przywódca powinien się czuć? Jeśli w tej kwestii odczuwa jakieś wyrzuty sumienia oraz zażenowanie i czuje, że jest coś winien Bogu, to nie powinien koncentrować się na swej pozycji czy wizerunku w sercach innych. Winien nieść świadectwo o Bogu i Go wywyższać, aby to Bóg miał miejsce w ludzkich sercach i aby ludzie czcili Jego wielkość. Tylko wtedy serce przywódcy zazna prawdziwego spokoju i będzie on kimś, kto dąży do prawdy. Nie to jest jednak celem działań antychrystów. Zamiast tego posługują się oni wspomnianymi metodami i technikami, aby skłonić ludzi do zejścia z prawdziwej drogi i wyparcia się prawdy. Posuwają się przy tym tak daleko, że są pobłażliwi wobec niedbalstwa, zdawkowości i braku odpowiedzialności w wykonywaniu obowiązków przez innych. Postępują tak z myślą o tym, by zająć określone miejsce w ich sercach i zyskać ich życzliwość. Czyż nie jest to próba pozyskania sobie tych ludzi? I czyż nie jest to coś złego i godnego pogardy? Jest to zaiste odrażające!” („Usiłują pozyskać sobie ludzi” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). To ujawniło istotę i motywy mojego postępowania. Odkąd zostałam przywódczynią, chodziłam na paluszkach, by nikogo nie urazić. Nie mówiłam o problemach ludzi, by chronić ich godność. Nie czułam pilnej potrzeby reakcji, widząc że brat Wang zakłóca i blokuje pracę kościoła. Zamiast tego przebierałam w słowach, żeby utrzymać swoją pozycję wśród innych. Wydawałam się łagodna i niegroźna, ale to była tylko fasada, takie wrażenie chciałam sprawiać. Specjalnie byłam miła w słowach i czynach, by pozyskać sympatię, by nie lubiano i podziwiano. W ten sposób umacniałam swoją pozycję. Chciałam ułatwić sobie życie i robiłam to kosztem interesów domu Boga. Postępowałam wbrew zasadom prawdy. Szłam ścieżką antychrystów. Wtedy znalazły mnie słowa Boga: „Możesz zachowywać się wyjątkowo przyjaźnie i być oddany swoim krewnym, przyjaciołom, żonie (lub mężowi), synom, córkom i rodzicom, a także nigdy nie wykorzystywać innych, ale jeśli nie jesteś w stanie osiągnąć zgodności z Chrystusem, jeśli nie potrafisz utrzymywać z Nim harmonijnych relacji, to nawet gdybyś oddał wszystko bliźnim lub opiekował się troskliwie ojcem, matką i swoimi domownikami, i tak twierdziłbym, że jesteś nikczemnikiem, do tego pełnym przebiegłych sztuczek” („Ci, którzy nie są zgodni z Chrystusem, z pewnością są przeciwnikami Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dom Boga pozwolił mi prowadzić innych, by praktykowali prawdę, trwali przy dziele Boga, omawiali prawdę, rozstrzygali problemy innych, by mogli pojąć swoje zepsucie i wypełniać obowiązki według zasady. To był mój obowiązek. Ale nie uczyniłem tego, czego wymaga Bóg. Skupiałam się na moich relacjach i prestiżu, co zaszkodziło pracy domu Boga i przeszkadzało innym wejść w życie. Byłam po stronie szatana. To właśnie Bóg ujawnił w swoich słowach. Nie tylko byłam złą osobą, byłam nieuczciwa, samolubna i podła. Gdybym się nie zmieniła, stałabym się przeszkodą na drodze do wejścia w życie dla braci i sióstr. Uświadomiłam sobie, jak zasady kierowały mną w interakcjach z innymi. Dostrzegłam, że „Nigdy nie wymierzaj innym policzka ani nie karć ich za ich braki” i „Przemilczenie błędów dobrych przyjaciół prowadzi do długiej i dobrej przyjaźni” to nie są zasady postępowania. Stanęłam przed Bogiem, by pokutować i poprawić się.

Później przeczytałam te słowa Boga: „Jeśli chcesz mieć normalną relację z Bogiem, twoje serce musi zwrócić się ku Niemu. Bazując na tym fundamencie, stworzysz też normalne relacje z innymi ludźmi. Jeśli nie masz normalnej relacji z Bogiem, to nieważne, co robisz, aby utrzymywać relacje z innymi, jak bardzo nad nimi pracujesz i jak wiele energii na to poświęcasz, wszystko to będzie odnosić się do ludzkiej filozofii życiowej. Utrzymujesz pozycję wśród ludzi, patrząc z ludzkiej perspektywy i przez pryzmat ludzkiej filozofii, po to, by cię chwalono, lecz nie podążasz za słowem Bożym, aby nawiązywać normalne relacje z ludźmi. Jeśli przestaniesz skupiać się na stosunkach z innymi, a nawiążesz normalną relację z Bogiem, jeśli będziesz skłonny oddać Mu swoje serce i nauczyć się być Mu posłusznym, to w sposób naturalny twoje relacje ze wszystkimi ludźmi staną się normalne. W ten sposób przestaniesz budować je w sferze cielesności, a zaczniesz budować je na fundamencie Bożej miłości. W sferze ducha nie ma prawie żadnych cielesnych kontaktów, a za to jest poczucie wspólnoty, wzajemna miłość i pociecha oraz zaopatrywanie siebie nawzajem. Wszystko to opiera się na fundamencie serca, które zadowala Boga. Takie relacje nie są utrzymywane w oparciu o ludzką filozofię życiową, lecz kształtują się w bardzo naturalny sposób, poprzez niesienie brzemienia dla Boga. Nie wymaga to od człowieka wysiłku. Wystarczy, że będziesz praktykować zgodnie z zasadą Bożego słowa” („Nawiązanie normalnej relacji z Bogiem jest bardzo ważne” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga pokazały mi, prawidłowe relacje nie mogą bazować na filozofiach ludzi. Tylko duchowe karmienie innych wedle słów Boga niesie dobro wszystkim. Widząc u innych zepsucie w wypełnianiu obowiązków, nie powinnam była skupiać się na własnym wizerunku. Powinnam była zastosować słowa Boga do problemu, by pomóc im zrozumieć ich usposobienia, pomóc im w dobrym wypełnianiu obowiązków. Bóg by to pochwalił. Brat Wang był w stanie pojąć samego siebie w świetle słów Boga, czyli chciał stawić czoła swoim problemom. Nie rozumiał źródła problemu i nie czuł do siebie nienawiści, więc żył wciąż w swoim zepsuciu. Gdybym użyła słów Boga, by zbadać problem i by brat Wang znalazł ścieżkę praktykowania, to by mu faktycznie pomogło. Z tą świadomością chciałam się zmienić i postępować zgodnie z wymaganiami Boga. Później podsumowałam problemy brata Wanga w jego obowiązkach, jeden po drugim. Porozmawiałam z nim o źródle jego problemów. W następstwie on wcale mnie nie znienawidził i nie unikał, zaakceptował moje słowa. Przesłał mi taką wiadomość: „Dziękuję za to, co mi powiedziałaś, inaczej nie uświadomiłbym sobie powagi problemu”. Byłam poruszona. Gdy porzuciłam złe motywy i troskę o mój wizerunek, a praktykowałam słowa Boga i zasady, mogłam dać innym wsparcie praktyczne. Czułam spokój.

Potem dostrzegłam siostrę, która się ociągała w pracy, co powodowało wiele problemów. Świadomość tych problemów dołowała ją. Zrozumiałam, że te problemy wynikały z jej nastawienia do obowiązków, chciałam o tym powiedzieć. Ale pomyślałam: „Ona już jest zniechęcona. Jeśli pomówię z nią o jej problemach, czy nie sypnę jej solą w ranę? Jeśli bardziej się przygnębi, inni stwierdzą, że brak mi człowieczeństwa, i wykluczą mnie”. Gdybym znalazła sposób na rozwiązanie jej problemów, nie musiałabym w ogóle ich wspominać. Wtedy zrozumiałam, że znów ulegam szatańskim filozofiom, że jeśli nie wytknę jej problemów, ona nie dojrzy własnego zepsucia, a to jej nie pomoże. Modliłam się, szukałam zasad prawdy. Potem przeczytałam słowa Boga: „Bóg nigdy nie jest w swych czynach niezdecydowany czy niepewny; zasady i cele kryjące się za Jego działaniami są jasne i na wskroś przejrzyste, czyste i bez skazy, nie zawierają ani cienia podstępu czy intrygi. Innymi słowy, istota Boga nie skrywa w sobie żadnego pierwiastka ciemności czy zła” („Sam Bóg, Jedyny II” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Bóg się nie powściąga; pozostaje nieskalany ludzkimi ideami. Dla Niego jeden znaczy jeden, a dwa – dwa; dobro jest dobrem a zło – złem, bez cienia dwuznaczności” („Jedynie gdy jest się naprawdę posłusznym, można mieć prawdziwą wiarę” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). To pokazało mi, że Bóg jest zasadniczy w swoich słowach i czynach. Bóg pochwala ludzi czyniących dobrze, lecz gdy gwałcą prawdę i krzywdzą dom Boga, jest to Mu wstrętne. W czynach Boga nie ma żadnej dwuznaczności. Przypomniało mi się, że gdy Pan Jezus miał zostać ukrzyżowany, Piotr powiedział: „Zmiłuj się nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie” (Mt 16:22). Pan odparł: „Odejdź ode mnie, szatanie!” (Mt 16:23). Mówiąc to, Piotr stawał na drodze dziełu Boga, dlatego Bóg dostrzegł w tym szatana. Pan Jezus nie wahał się, nie miał względu na to, że może zranić uczucia Piotra. Jasno powiedział o tym, co wynikało z czynów Piotra, by ten zobaczył, że postawa Boga jest jasna, i by poznał naturę swych czynów. Postawa Boga wskazała mi zasady praktykowania. Tolerancja i cierpliwość są akceptowalne przy niektórych problemach, ale jeśli coś zakłóca lub blokuje pracę domu Boga, prawda musi zostać powiedziana. Nie mogłam się tylko przypochlebiać. Wiedziałam, że ta siostra była przygnębiona, lecz przy dobrej motywacji, bez traktowania jej z góry ani łajania surowo, ale przez rozmowę o prawdzie, analizę problemów, ona mogła pojąć własne zepsucie. Mogłyśmy znaleść ścieżkę praktykowania i wypełniłabym tak wolę Boga. Poszłam porozmawiać z nią o jej problemach i jej mylnym postrzeganiu. Podzieliłam się własnym doświadczeniem. Bałam się, że przemawiam zbyt surowo, że to może być dla niej za dużo. Ale gdy skończyłam, ona nie była smutna ani uprzedzone wobec mnie, czego się bałam, tylko powiedziała, że wcześniej nie rozumiała własnych problemów, że jest gotowa przyjąć krytykę. Jej nastawienie do obowiązków poprawiło się i zaczęła poszukiwać zasad prawdy. Uszczęśliwiło mnie to. Czułam się tak dobrze, praktykując prawdę i postępując wedle słów Boga.

W moich interakcjach z innymi zawsze bałam się zawstydzać ludzi zbyt mocną postawą, więc moje relacje opierały się na szatańskich filozofiach. Takie życie wyczerpuje. Dzięki tym doświadczeniom i przewodnictwu Boga poznałam, kim jest osoba dobra. I też to, że kluczowa jest wierność zasadom i kierowanie się słowami Boga w relacjach z innymi. To jest zasada dobrego postępowania. Bogu dzięki!

Wstecz: 48. Praktykuj prawdę, aby urzeczywistnić podobieństwo do człowieka

Dalej: 52. Żegnaj, ugodowcu!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

60. Bóg jest taki sprawiedliwy

Autorstwa Zhang Lin, Japonia We wrześniu 2012 roku przewodziłem pracy kościoła i spotkałem moją przywódczynię, Yan Zhuo. Prosiła ona braci...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze