Co wynika z braku gorliwości w wypełnianiu obowiązków

30 marca 2022

Autorstwa Yichen, Włochy

W 2019 ja i Siostra Zhang kierowałyśmy grupą artystyczną. Kiedy zaczynałam, nie znałam wielu zasad. Siostra Zhang cierpliwie je ze mną omawiała i sama wykonywała większość pracy. Później dowiedziałam się, że wypełniała te obowiązki przez dwa lata i miała doświadczenie, a we wszystkim, od omówień po podsumowanie prac, myślała bardziej wszechstronnie ode mnie. Kiedy bracia i siostry zadawali pytania, zawsze znajdowała właściwe odpowiedzi. W porównaniu z nią pozostawałam daleko w tyle. Myślałam, „Ile cierpienia i ponoszenia kosztów trzeba, żebym była taka jak siostra Zhang? Skoro ma większe doświadczenie i dźwiga większe brzemię, niech sama wykonuje większość obowiązków”.

W czasie podsumowania pracy poprosiła, żebym zastanawiała się, jak rozwiązać problem, a ja tylko pomyślałam, „To dużo zachodu. Nie dość, że muszę streszczać bieżące problemy w naszej pracy, to jeszcze mam znajdować właściwe słowa Boże i zasady do ich omawiania. Nie mam wielkiego doświadczenia, zwłaszcza w kwestiach zawodowych. Chcąc przedstawić rozwiązania, będę musiała znaleźć tak wiele informacji i omawiać coś, czego nie rozumiem. To będzie wymagać mnóstwo czasu i wysiłku. Siostra Zhang zna ten obszar, więc może robić podsumowania. Zostawię to jej”. Potem już nie myślałam o podsumowaniach pracy. Później, kiedy siostra Zhao spytała mnie, co myślę, powiedziałam, „Nie znam się na tej dziedzinie, więc lepiej ty rób podsumowania”. Czasem, kiedy planowała kierunek naszych dalszych działań pytała, czy chcę w tym uczestniczyć, żeby doradzić jej i pomóc zapobiec ewentualnym problemom. Myślałam, „Siostra Zhang zawsze odpowiadała za tę działkę, a ja znam się na tym słabiej od niej. Chcąc w tym uczestniczyć, będę musiała myśleć i uczyć się rzeczy, na których się nie znam. To za dużo wysiłku. O nie, nie dam się w to wciągnąć”. Więc odrzuciłam prośbę siostry Zhang.

Później uczyliśmy się nowej techniki rysowania. Było z tym wiele trudności i problemów, ale ona omówiła je z nami i rozwiązała. Ponieważ nie znałam dobrze tej dziedziny, nawet po dwukrotnym tłumaczeniu dalej tego nie rozumiałam. Pomyślałam, „Nauka nowych umiejętności w tej dziedzinie jest taka męcząca. Chyba tym razem nie dam się wciągnąć. Przecież mamy siostrę Zhang, ona pomoże nam się nauczyć”. Później, w czasie nauki, nie słuchałam uważnie. Czasem nie odezwałam się ani słowem; kiedy indziej zajmowałam się innymi rzeczami. Siostra Zhang pytała mnie, co myślę i jakie mam pomysły, a ja zawsze beztrosko odpowiadałam, że nie mam żadnych. W końcu zorientowałam się, że coraz mniej pracy wkładam w swoje obowiązki. Im dłużej myślałam, że nie jestem dość dobra, tym częściej nie zauważałam problemów. W tamtym czasie moje serce było puste, a moje nastawienie coraz bardziej negatywne. Czułam, że mam słaby charakter i nie jestem godna swoich obowiązków. Czasem zazdrościłam siostrze Zhang. Uważałam, że dobrze wykonuje swoją pracę, bo ma doświadczenie i silny charakter, a ja jestem inna. Mam słaby charakter i nie mam doświadczenia, więc ciężko mi wypełniać obowiązki.

Pewnego dnia, po przedyskutowaniu mojej pracy powiedziała: „Już jakiś czas wypełniasz te obowiązki, a mówisz, że brak ci doświadczenia albo że nie rozumiesz. Prawda jest taka, że nie chcesz wziąć na siebie ciężaru i trochę się wysilić. Ja miewam dobre pomysły dlatego, że często się modlę, ufam Bogu i szukam zasad, by zrozumieć różne rzeczy. Kiedy nie rozumiemy kwestii fachowych, musimy się o nich nauczyć. Jak inaczej mamy wypełniać nasze obowiązki?”. Potem opowiedziała mi, jak ufała Bogu i poszukiwała rozwiązań, gdy napotykała trudności. Niestety, wtedy nie zdawałam sobie sprawy ze swojego problemu. Przeciwnie, czułam, że to siostra Zhang nie rozumie moich trudności, więc nie wzięłam sobie do serca jej sugestii, ani nie zastanowiłam się nad sobą.

Wkrótce siostra Zhang została przydzielona do innej pracy. Było mi naprawdę przykro, kiedy odeszła, bo miałam mnóstwo pracy i pustkę w głowie. Zadałam sobie pytanie, „Już rok wypełniam te obowiązki, więc czemu wciąż nie jestem w stanie wykonywać tej pracy?”. Wtedy przypomniałam sobie, co mi mówiła siostra Zhang. Czy naprawdę nie angażowałam się w pracę? Zastanawiając się nad sobą, poprosiłam Boga o przewodnictwo. Później przeczytałam ten fragment słów Boga: „W większości przypadków nie jesteście w stanie odpowiedzieć na pytania o problemy związane z dziełem. W dzieło zaangażowana jest duża liczba osób, ale nigdy nie pytaliście, czy wszystko idzie dobrze, ani nawet nie zastanawialiście się nad tym. Zważywszy na wasz charakter i wiedzę, powinniście coś o tym wiedzieć, bo wszyscy w tym dziele uczestniczycie. Dlaczego więc większość ludzi nic nie mówi? Możliwe, że naprawdę nie wiecie, co powiedzieć – że nie wiecie, czy wszystko idzie dobrze, czy nie. Mogą być po temu dwa powody: po pierwsze, pozostajecie całkowicie obojętni, nigdy nie troszczyliście się o te sprawy i przez cały czas traktowaliście je tylko jako zadanie do wykonania. Drugim jest to, że nie macie ochoty się o to troszczyć. Gdybyście naprawdę się troszczyli i byli mocno zaangażowani, mielibyście jakiś swój pogląd i punkt widzenia. Brak własnego punktu widzenia lub poglądu często wynika z obojętności i apatyczności oraz nieprzyjmowania na siebie żadnej odpowiedzialności. Nie wykazujecie pilności w wypełnianiu swoich obowiązków, nie bierzecie na siebie żadnej odpowiedzialności, nie jesteście gotowi zapłacić ceny ani się zaangażować, unikacie wysiłku i nie jesteście skłonni poświęcić więcej sił; chcecie tylko być podwładnymi, co nie różni się od sytuacji, gdy niewierzący pracuje dla swojego szefa. Bóg nie kocha takiego wykonywania obowiązku, nie aprobuje tego, gardzi tym i prędzej czy później taka osoba zostanie wyeliminowana” („Jedynie będąc uczciwym można urzeczywistnić prawdziwe podobieństwo do człowieka” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boże dokładnie ujawniły mój stan. Kiedy pracowałam i rozmawiałam z siostrą Zhang, nigdy nie miałam własnych poglądów czy pomysłów. Zawsze czułam, że to z powodu braku dobrej znajomości dziedziny i pracy. Dopiero po przeczytaniu słów Boga zrozumiałam, że to było przez moją lekkomyślność i nieodpowiedzialność. Wspominając moją współpracę z siostrą Zhang, zawsze, gdy miałam jakiś problem zawodowy, nie martwiłam się. Wykorzystywałam brak doświadczenia i słabą znajomość zasad jako wymówek, żeby tych problemów unikać. Podczas omawiania pracy byłam tylko słuchaczką. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam uważnie. Często mówiłam siostrze Zhang, że nie rozumiem i że ona ma większe doświadczenie w pracy, ale to były kłamstwa i wymówki. W rzeczywistości chciałam zdobyć jej sympatię i zrozumienie, aby to ona wykonywała większość pracy, a ja mogłabym sobie odpoczywać. Byłam taka podstępna i podła! Wypełniałam te obowiązki przez rok i zdobyłam podstawy. Gdybym była odpowiedzialna i sumiennie się uczyła, miałabym własne opinie podczas omawiania pracy. Mogłabym nawet przejąć obowiązki siostry Zhang po jej odejściu. Ale ja tylko byle jak odwalałam robotę i byłam nieodpowiedzialna, jakbym pracowała za pensję, byle do przodu, żyjąc z dnia na dzień przy możliwie jak najmniejszym wysiłku. Nigdy nie zastanawiałam się, jak zrobić coś prawidłowo, dać z siebie wszystko i dobrze wypełniać obowiązki. Po prostu jakoś sobie radziłam myśląc tylko o tym, jak uniknąć cielesnego cierpienia. W ogóle nie brałam pod uwagę woli Bożej. Jak mogłam mówić, że mam w sercu miejsce dla Boga? Jak Bóg mógł nie znienawidzić mnie za moje podejście do obowiązków?

Potem przeczytałam następny fragment słów Boga: „Pan Jezus powiedział kiedyś: »Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości, ale kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma« (Mt 13:12). Jakie jest znaczenie tych słów? Znaczą one, że jeśli nawet nie wykonujesz swojego obowiązku czy zadania, jeśli się im nie poświęcasz, Bóg zabierze ci to, co kiedyś należało do ciebie. Co to znaczy »zabierze«? Jakie uczucia budzi to w ludziach? Możliwe, że nie udało ci się osiągnąć tego, na co pozwalał ci twój charakter i talent, nic nie poczułeś i wróciłeś do tego samego stanu, w jakim pozostawałeś jako niewierzący. Bóg zabrał ci to wszystko. Jeśli opuszczasz się w swoim obowiązku, nie płacisz ceny i nie jesteś szczery, Bóg zabierze to, co było kiedyś twoje, odbierze ci prawo do wykonywania twojego obowiązku, nie przyzna ci tego prawa. Ponieważ Bóg dał ci talenty i charakter, ale ty nie wykonywałeś właściwie swojego obowiązku, nie ponosiłeś kosztów dla Boga, nie zapłaciłeś ceny i nie włożyłeś w to swojego serca, Bóg nie tylko cię nie błogosławi, ale także zabiera to, co kiedyś miałeś. Bóg obdarza ludzi darami, dając im specjalne umiejętności, a także inteligencję i mądrość. Jak człowiek powinien z nich korzystać? (Powinien używać tych talentów, by dobrze wykonywać swój obowiązek). Swojemu obowiązkowi musisz poświęcić swoje specjalne umiejętności, swoje dary, swoją inteligencję i mądrość. Musisz użyć swojego serca i dobrze się zastanowić, by w swój obowiązek włożyć wszystko, co wiesz, wszystko, co rozumiesz, wszystko, co możesz osiągnąć i wszystko, o czym myślisz. Dzięki temu będziesz błogosławiony. Co to znaczy być błogosławionym przez Boga? Co ludzie wtedy czują? (Czują, że istnieje ścieżka, kiedy wykonują swój obowiązek, że zostali oświeceni przez Ducha Świętego). Czują, że są oświeceni i prowadzeni przez Boga. Ludziom może się wydawać, że w obrębie twoich zdolności, twój charakter oraz rzeczy, których się nauczyłeś, nie wystarczą, abyś mógł robić to, czego pragniesz — ale jeśli Bóg działa i oświeca cię, to jesteś w stanie nie tylko zrozumieć, ale także lepiej działać. Zastanawiasz się: »Nie miałem takich umiejętności. Czuję, że mam w sobie teraz o wiele więcej. Jak to się stało, że nagle rozumiem rzeczy, których nigdy się nie uczyłem, i że jestem w stanie tak wiele zrobić? Jakim sposobem nagle stałem się taki mądry?«. Nie jesteś w stanie tego wyjaśnić. To jest Boże oświecenie i błogosławieństwo; tak Bóg błogosławi ludzi. Jeśli nie czujesz tego, wykonując swój obowiązek lub wykonując swoją pracę, to nie zostałeś pobłogosławiony przez Boga. Jeśli wypełnianie obowiązków zawsze wydaje ci się pozbawione sensu, jeśli wydaje ci się, że nie ma nic do zrobienia i nie możesz się zmusić, by wnieść jakiś wkład, jeśli nigdy nie doznajesz oświecenia i czujesz, że nie masz żadnej mądrości ani przenikliwości, z których mógłbyś skorzystać, to jest to problem: pokazuje to, że nie masz właściwej motywacji do wypełniania swojego obowiązku, że wykonujesz go niedbale i powierzchownie i nie idziesz właściwą ścieżką, a Bóg cię nie pochwala ani nie błogosławi; w takich właśnie okolicznościach się znalazłeś” („Jedynie będąc uczciwym można urzeczywistnić prawdziwe podobieństwo do człowieka” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Po przemyśleniu słów Bożych zrozumiałam, że Bóg błogosławi uczciwych i tych, którzy szczerze się dla Niego poświęcają. Im bardziej ktoś jest sumienny i stara się poprawić w pracy, tym bardziej Duch Święty go prowadzi, i tym bardziej jest efektywny w wypełnianiu obowiązków. Lecz jeśli jesteś przebiegły w pracy, nie jesteś sumienny i nie ponosisz kosztów, nigdy nie poczynisz postępów ani nie odniesiesz korzyści ze swojej pracy, a nawet możesz stracić to, co osiągnąłeś. Wtedy przypomniałam sobie doświadczenie, o którym opowiedziała mi siostra Zhang. Na początku też nie znała się na tej pracy, ale często zwracała się ze swoimi trudnościami do Boga modląc się, szukając i kontemplując, a potem omawiała to z innymi. Nie miała świadomości, że to Duch Święty ją oświeca tak, że zawsze miała nowe pomysły. Robiła ciągłe postępy i stała się bardziej wydajna w pracy. Jednakże ja próbowałam utrzymać status quo, nie czyniłam postępów, korzystałam z wypoczynku i nie chciałam cierpieć czy się poświęcać. W efekcie nawet nie osiągnęłam szczytu własnych możliwości. Jak mówią słowa Boga: „Kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma” (Mt 13:12). Bóg nie znosił mojego niedbałego i nieodpowiedzialnego podejścia do obowiązków. Zrozumiałam, że jeśli nie okażę skruchy, Bóg mnie znienawidzi i odrzuci, a w ostateczności stracę swoje obowiązki. Na tę myśl poczułam lęk, więc natychmiast pomodliłam się do Boga, szukając jego przewodnictwa w celu znalezienia ścieżki praktyki i żeby wyrazić skruchę.

Przeczytałam ten fragment słów Boga: „Jak ludzie powinni rozumieć swoje obowiązki? Otóż wtedy, gdy Stwórca – Bóg – daje komuś jakieś zadanie do wykonania, wtedy właśnie pojawia się obowiązek tej osoby. Zadania przydzielane ci przez Boga, sprawy, jakie powierza ci Bóg – oto twoje obowiązki. Kiedy stanowią one cel, do którego dążysz, i kiedy naprawdę masz miłujące Boga serce, czy mimo tego możesz odmówić ich przyjęcia? (Nie). Nie jest to kwestia tego, czy możesz odmówić, czy nie – nie powinieneś odmawiać. Powinieneś je przyjąć. Taka jest ścieżka praktyki. Czym jest ścieżka praktyki? (Być pełnym poświęcenia we wszystkim, co się robi). Bądź pełny poświęcenia we wszystkich sprawach, a spełnisz wolę Boga. Która część tego zdania jest najważniejsza? »We wszystkich sprawach«. Wyrażenie »wszystkie sprawy« niekoniecznie oznacza tu to, co lubisz albo to, w czym jesteś dobry, a w jeszcze mniejszym stopniu dotyczy to tego, co jest ci znane. Czasami nie jesteś w czymś dobry, czasami potrzebujesz się czegoś nauczyć, czasami napotkasz trudności, a czasem będziesz musiał cierpieć. Niezależnie jednak od tego, o jakie zadanie chodzi, dopóki wyznacza je Bóg, musisz je od Niego przyjąć, uznać za swój obowiązek, poświęcić się jego wypełnieniu i wykonać wolę Boga: taka jest ścieżka praktyki” („Ludzie mogą być prawdziwie szczęśliwi jedynie będąc uczciwymi” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Jeszcze jeden fragment: „Ludzie, którzy mają skażone usposobienie, często wykonują swój obowiązek powierzchownie i niestarannie. Jest to jeden z najpoważniejszych problemów. Jeśli ludzie mają wykonywać swój obowiązek właściwie, muszą najpierw zająć się problemem bycia powierzchownym i niestarannym. O ile mają powierzchowne i niestaranne podejście, nie będą w stanie wykonywać swojego obowiązku właściwie, a to oznacza, że rozwiązanie problemu bycia powierzchownym i niestarannym jest niezwykle ważne. Jak zatem powinno to wyglądać w praktyce? Po pierwsze, muszą rozwiązać problem swojego stanu umysłu; muszą właściwie podchodzić do swojego obowiązku, robić wszystko poważnie i z poczuciem odpowiedzialności, bez udawania i pozorowanych działań. Obowiązek wykonuje się dla Boga, nie dla żadnego człowieka; jeśli ludzie potrafią przyjąć Boży nadzór, to osiągną odpowiedni stan umysłu. Co więcej, po zrobieniu czegoś muszą się temu przyjrzeć i nad tym zastanowić, a jeśli mają w sercu jakieś wątpliwości i po gruntownej inspekcji odkryją jakiś problem, muszą poczynić zmiany; po wprowadzeniu zmian w ich sercach nie pozostaną już żadne wątpliwości. Jeżeli mają wątpliwości, dowodzi to istnienia jakiegoś problemu, a wówczas muszą uważnie przyjrzeć się temu, co zrobili, szczególnie na kluczowych etapach. Tak wygląda odpowiedzialna postawa wobec wypełniania swojego obowiązku. Kiedy człowiek potrafi być poważny, odpowiedzialny, zaangażowany i pracowity, to wówczas i jego praca będzie wykonana jak należy. Czasami jesteś w nieodpowiednim stanie umysłu i nie potrafisz odszukać ani odkryć błędu, który jest zupełnie oczywisty. Gdybyś był we właściwym stanie umysłu, to oświecenie i przewodnictwo Ducha Świętego pozwoliłyby ci rozpoznać problem. Jeżeli Duch Święty prowadził cię i dał ci taką świadomość, pozwolił ci odczuć, że coś jest nie tak, ty jednak byłeś w niewłaściwym stanie umysłu, byłeś roztargniony i nieuważny, to czy potrafiłbyś zauważyć błąd? (Nie). Nie zauważyłbyś go. O czym to świadczy? (Tylko kiedy ludzkie serca są spokojne przed Bogiem, a ludzie wkładają w wykonywanie swojego obowiązku całe serce i wszystkie siły, ich duch pozostaje czujny). Właśnie tak. Pokazuje to, jak ważne jest, by ludzie współpracowali; bardzo ważne są ich serca i bardzo ważne jest to, w jakim kierunku biegną ich myśli i intencje” (Boże omówienie). Po przemyśleniu tych słów Bożych poczułam głęboką inspirację. Moja praca była zadaniem od Boga, Bożym zleceniem dla mnie, i niezależnie od tego, czy miałam stosowne umiejętności, ani od tego, czy to było proste czy złożone, przyszło od Boga, więc musiałam być odpowiedzialna i możliwie jak najbardziej lojalna. Dopiero, kiedy będę dawała z siebie wszystko i dobrze wypełniała obowiązki, otrzymam Boże błogosławieństwa. Wspomniałam te wszystkie razy, kiedy przysięgałam przed Bogiem, że będę lojalnie wypełniać obowiązki, by odpłacić za Jego miłość. Teraz, kiedy praca była trochę bardziej skomplikowana i wymagająca, a ja musiałam się poświęcić i zapłacić cenę, to wykonywałam ją byle jak lub próbowałam jej unikać. Gdy o tym pomyślałam, poczułam, że jestem winna wobec Boga i niegodna Jego miłości. Nie mogłam dalej tak postępować. Musiałam praktykować zgodnie ze słowem Bożym, traktować obowiązki szczerze i dobrze je wypełniać, aby w przyszłości nie żałować.

Więc zaczęłam zaznajamiać się z pracą, która wcześniej była dla mnie skomplikowana, i już nie unikałam złożonych problemów. Przeciwnie, dyskutowałam i omawiałam je z braćmi i siostrami, i prosiłam, by mi tłumaczyli, kiedy czegoś nie rozumiałam. W końcu opanowałam szczegóły i mogłam proponować rozwiązania, kiedy inni mieli problemy. Kiedy podsumowywałam naszą pracę, na początku nie miałam pomysłów i chciałam tego uniknąć, ale przypomniałam sobie słowa Boże, i świadomie poświęciłam własną cielesność, pomyślałam o problemach w naszej pracy i zaczęłam szukać zasad i informacji. Dzięki takiej praktyce, po pewnym czasie wyraźnie czułam błogosławieństwo i przewodnictwo Boże. Opanowałam rzeczy, których wcześniej nie rozumiałam, i moje podsumowania pracy zaczęły przynosić efekty. Bracia i siostry praktykowali to, co podsumowałam i też czynili postępy.

Myślałam, że moja postawa wobec obowiązków trochę się zmieniła, ale kiedy Bóg umieścił mnie w innym środowisku, wróciłam do starych nawyków.

We wrześniu dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku współpracowałam z siostrą Li przy podlewaniu nowych wiernych. Myślałam, że ta praca nie będzie wymagać umiejętności technicznych, więc będzie mniej kłopotliwa, lecz kiedy ją rozpoczęłam, odkryłam, że podlewanie nowych wcale nie jest łatwe. Nie dość, że musiałam porozumiewać się po angielsku, to jeszcze musiałam omawiać prawdę, by szybko opanować ich pojęcia i zamieszanie. Widziałam, że siostra Li jest bardzo profesjonalna we wszystkich aspektach pracy. Potrafiła szybko znaleźć stosowną prawdę, by rozwiązać problemy nowych, a ja byłam w tym słaba. Często nie mogłam jasno omawiać prawdy, żeby rozwiązać ich problemy. Chcąc osiągnąć poziom siostry Li, musiałabym długo uczyć się i przygotowywać, i zapłacić wysoką cenę. Pomyślałam, „Nieważne, teraz moją partnerką jest siostra Li, więc nie muszę się tym martwić”. Tak pomyślawszy, nie szukałam prawdy zbyt gorliwie, a po spotkaniach nie ptyałam nowych wiernych o ich problemy. Pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że od dwóch miesięcy wypełniam obowiązki podlewania, a jeszcze nigdy nie podlewałam nikogo sama. Zawsze czułam, że nie rozumiem, ale nie dążyłam do tego, by ponieść koszty. Zadałam sobie pytanie, „Dlaczego zawsze, kiedy mam robić coś, czego nie potrafię, wykorzystuję niewiedzę jako wymówkę, aby wykonać zadanie byle jak i nie ponosić żadnych kosztów?”. Przedstawiłam swój stan i swoje zmieszanie Bogu w modlitwie.

Pewnego dnia, w czasie modlitwy, natrafiłam na dwa fragmenty słów Bożych: „Jeśli ktoś podczas pełnienia obowiązku zawsze wybiera łatwe zadania, takie, które nie są męczące i których nie trzeba wykonywać na zewnątrz, w palącym słońcu lub zacinającym deszczu; jeśli unika zadań ryzykownych i wymagających ciężkiej pracy, zrzuca je na kogoś innego, a dla siebie znajduje coś łatwiejszego do zrobienia; jeśli szuka wymówek, mówi, że ma słaby charakter, że nie jest w stanie wykonać tej pracy, że jest za głupi, że nie poradzi sobie z problemami, jakie mogą wyniknąć – jest to ktoś, kto wymiguje się od pracy i jest to oznaka pragnienia cielesnych wygód. (…) Również kiedy ludzie ciągle narzekają przy pełnieniu obowiązku, kiedy nie chcą wkładać weń żadnego wysiłku, kiedy przy każdej okazji odpoczywają i wdają się w pogawędki, a gdy tylko wrócą do pracy, zaczynają narzekać, kiedy w obliczu najmniejszych trudności wycofują się i próbują uciec, szukają pretekstów i wymówek, mówią: »Nie nadaję się do tego, mam za słaby charakter! Ten i ten ma mocniejszy charakter niż ja, ma większy wgląd niż ja, on może sobie poradzić z tym zadaniem«, po czym szukają lżejszej pracy, żeby mieć więcej czasu na rozrywki. (…) Czy nie jest to ktoś, kto pragnie cielesnych wygód? Czy nie są to przejawy pragnienia cielesnych wygód? Czy tacy ludzie nadają się do wykonywania obowiązków? Gdy poruszy się przy nich temat pełnienia obowiązku, wspomni o płaceniu ceny i znoszeniu trudności, potrząsają głową: sprawiłoby im to zbyt wiele problemów, wciąż narzekają, do wszystkiego odnoszą się negatywnie. Z takich ludzi nie ma żadnego pożytku. Nie mają prawa wykonywać swojego obowiązku i należy ich wyrzucić” („Rozpoznawanie fałszywych przywódców (2)” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Niektórzy z fałszywych przywódców mają trochę charakteru, lecz nie wykonują żadnej prawdziwej pracy i pragną cielesnych wygód. W Moich oczach ci, którzy pragną cielesnych wygód, niczym nie różnią się od świń. Świnie przez cały dzień tylko jedzą i śpią. Chętnie karmisz je ziarnem po to, by w przyszłości zjeść ich mięso. Jeśli fałszywi przywódcy również są hodowani jak świnie, by byli wielcy i tłuści, ale zajmują tylko miejsce i nie wykonują żadnej pracy, to po co ich hodować? Czy nie należałoby ich usunąć? Hodowanie fałszywego przywódcy jest zatem bardziej bezcelowe niż hodowanie świni. Chociaż świnia nie robi nic oprócz tego, że za darmo je i pije trzy razy dziennie, to jednak gdy na koniec roku jesz mięso, czujesz, że świnia coś ci dała. Karmienie jej przez cały rok było męczące, wymagało ciężkiej pracy, ale cały ten trud nie poszedł na marne, nie był bezcelowy; w sercu czujesz, że było warto. A fałszywi przywódcy? Może mają tytuł »przywódcy«, może zajmują stanowisko, dobrze jadają trzy razy dziennie i cieszą się wieloma Bożymi łaskami, ale na koniec roku, gdy już się utuczyli, co takiego zrobili? Przyjrzyj się temu, co zostało osiągnięte dzięki twojej pracy w ciągu ostatniego roku: które zadania przyniosły owoce, jaką rzeczywistą pracę wykonałeś? Dom Boży nie prosi, byś wykonywał każde zadanie idealnie, ale najważniejsze dzieła powinny być zrobione porządnie – na przykład dzieło ewangelizacji, materiały audiowizualne, spisywanie świadectw i tak dalej. To wszystko musi przynosić owoce. Po roku przyjrzyj się, które z zadań, za jakie byłeś odpowiedzialny, zostały wykonane najlepiej, przy których musiałeś zapłacić najwyższą cenę i najwięcej wycierpieć. Spójrz na swoje osiągnięcia: w sercu powinieneś czuć, czy po roku cieszenia się Bożą łaską osiągnąłeś coś znaczącego i wartościowego. Czego dokonałeś przez ten czas, jedząc pożywienie domu Bożego i ciesząc się łaską Boga? Czy cokolwiek osiągnąłeś? Jeśli nie osiągnąłeś niczego, to jesteś pasożytem, prawdziwie fałszywym przywódcą” („Rozpoznawanie fałszywych przywódców (4)” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Rozważając te słowa poczułam, jakby przeszyły moje serce. Dopiero wtedy zrozumiałam, że zawsze cofałam się przed trudnościami w pracy, i wykorzystywałam brak wiedzy jako tarczy, bo byłam zbyt leniwa i za bardzo pragnęłam cielesnej wygody. Kiedyś, kiedy wraz z siostrą Zhang, nadzorowałam prace, zawsze przydzielałam sobie proste i łatwe zadania, a jej zostawiałam to, czego nie rozumiałam albo co wymagało uważnego przemyślenia. Przy podlewaniu nowych wiernych z siostrą Li też nie chciałam się troszczyć, cierpieć i ponosić kosztów. Zastanowiłam się, czemu tak postępuję, i zdałam sobie sprawę, że to dlatego, iż opanowały mnie szatańskie filozofie. Powiedzenia: „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego”, albo „Żyj każdym dniem dla przyjemności, bo życie jest krótkie”, głęboko zakorzeniły się w moim sercu. Zawsze czułam, że ludzie powinni żyć dla siebie, a jeśli odczuwamy cielesny komfort i nie mamy trosk, to żyjemy tak, jak należy. Gdy przybyłam do domu Boga, aby wypełniać obowiązki, wciąż tak myślałam i gdy pojawiały się trudności lub sprawy, na których się nie znałam, kiedy musiałam się poświęcić lub zapłacić cenę, wycofywałam się jak tchórz, na pierwszym miejscu stawiając własną wygodę. Żyjąc w ten sposób nie różniłam się od świni. Świnie nie rozmyślają. One potrafią tylko jeść, pić i spać. Ja też troszczyłam się tylko o własną wygodę. Wiodłam takie prostackie życie! Dawniej, kiedy nadzorowałam prace, i teraz, kiedy podlewałam, Bóg tak bardzo mnie wywyższył, ale ja nie pragnęłam robić postępów, nie brałam pod uwagę odpowiedzialności i obowiązków. Byłam nieodpowiedzialna w pracy dla kościoła i wobec życia braci i sióstr. Nie miałam nawet odrobiny sumienia! Nie chciałam cierpieć i ponosić kosztów, tylko stosowałam wymówki, że czegoś nie rozumiem lub nie wiem, by inni myśleli, że potrafię przyznać się do własnych słabości i jestem rozsądna i uczciwa. Prawda jest taka, że w ten sposób chciałam ukryć lenistwo i nieodpowiedzialność. Byłam przebiegła i podła, gdyż oszukiwałam braci i siostry. Choć przez jakiś czas się to udawało, Bóg wszystko widział, a Bóg jest sprawiedliwy. Próbowałam oszukać i zwieść Boga, więc jak mógł mnie nie znienawidzić? To dlatego nigdy nie otrzymałam błogosławieństw czy przewodnictwa. Kiedy sprawy mieszają ci się w głowie i nie czynisz postępów, to są to oznaki zagrożenia!

Potem przeczytałam kolejny fragment słów Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Od chwili, gdy Bóg powierzył Noemu budowę arki, Noe ani razu nie pomyślał: »Kiedy Bóg zniszczy świat? Kiedy da mi sygnał, że tak się stanie?«. Zamiast zastanawiać się nad takimi sprawami, Noe usilnie starał się zapamiętać wszystko, co Bóg mu powiedział, a potem wszystko to wprowadzić w życie. Po przyjęciu tego, co zostało mu powierzone przez Boga, Noe natychmiast przystąpił do zadania budowy arki, jakby była to najważniejsza rzecz w jego życiu. Mijały dni, mijały lata, upływał rok za rokiem. Bóg nie wywierał żadnego nacisku na Noego, ale Noe przez cały ten czas trwał przy ważnym zadaniu, które Bóg mu powierzył. Każde słowo i zdanie, które wypowiedział Bóg, tkwiło w sercu Noego niczym słowa wyryte na kamiennej tablicy. Nie zważając na zmiany zachodzące w świecie zewnętrznym, na drwiny otaczających go ludzi, na trudności, które napotykał, przez cały czas trwał przy zadaniu, które powierzył mu Bóg, i nigdy nie rozpaczał ani nie myślał o tym, by z niego zrezygnować. Słowa Boga, wyryte w sercu Noego, stały się jego codzienną rzeczywistością. Noe wyszukał i zgromadził wszystkie materiały potrzebne do budowy, a arka, według opisu i specyfikacji podanych przez Boga, z każdym ostrożnym uderzeniem młota i dłuta Noego stopniowo nabierała kształtu. Życie Noego toczyło się w ten sposób rok po roku, w wietrze i deszczu, bez względu na to, że ludzie wyśmiewali go i oczerniali. Bóg z ukrycia obserwował wszystkie działania Noego, nie przemawiając już do niego ani słowem, i Noe poruszył Jego serce. Noe jednak o tym nie wiedział ani tego nie czuł; w niezachwianej wierności wobec Bożych słów od początku do końca po prostu zbudował arkę i zgromadził wszelkie rodzaje żywych stworzeń. W sercu Noego nie było ważniejszych instrukcji, których powinien przestrzegać i które miałby wypełniać; słowa Boga nadały kierunek całemu jego życiu i stały się jego celem. Toteż cokolwiek Bóg mu powiedział, o cokolwiek go poprosił i cokolwiek nakazał mu zrobić, Noe nie tylko nie zapomniał, nie tylko utrwalił to w swoim umyśle, ale także uczynił to rzeczywistością swojego życia, wykorzystując to życie, aby przyjąć i wypełnić Boże polecenie. I tak oto, deska po desce, zbudował arkę. Każdy ruch Noego, każdy jego dzień był poświęcony słowom i przykazaniom Boga. Może nie wyglądało na to, by Noe wykonywał doniosłe przedsięwzięcie, ale w oczach Boga wszystko, co robił, każdy krok, który podejmował, by coś osiągnąć, każdy trud jego rąk – wszystko to było cenne i zasługiwało na upamiętnienie, było warte naśladowania przez ludzkość. Noe trzymał się tego, co zostało mu powierzone przez Boga. Miał niezachwiane przekonanie, że każde słowo wypowiedziane przez Boga jest prawdą; nie miał co do tego żadnych wątpliwości. W rezultacie arka została ukończona i każda żywa istota mogła na niej żyć” („Demaskowanie antychrystów”). Myśląc o tych słowach byłam bardzo poruszona. Noe był posłuszny Bogu i liczył się z Nim. Kiedy Bóg kazał Noemu zbudować arkę, Noe sumiennie wykonał zadanie zgodnie z wymaganiami Boga. Na początku nie wiedział, jak zbudować arkę, a trudności związane z budową były ogromne. Na każdym etapie prac cierpiał i ponosił koszty, ale wierzył w Boskie polecenie. Chcąc je wypełnić, cierpiał, ponosił koszty i krok po kroku budował arkę. Noe uparcie dążył do celu przez 120 lat i w końcu wykonał polecenie Boga. Choć dużo wycierpiał budując arkę, i nie korzystał z cielesnych wygód, wykonał polecenie Boga, zadowolił Go i uzyskał Jego pochwałę. Życie Noego miało wielkie znaczenie! W porównaniu z Noem zobaczyłam, że nie mam człowieczeństwa. Nie wypełniałam sumiennie polecenia Boga, nie byłam lojalna. Byłam leniwa i podstępna. Pragnęłam tylko cielesnych wygód i nie chciałam się poświęcać. Byłam niegodna polecenia od Boga. Naprawdę byłam podła! Gdybym się nie zmieniła, w końcu straciłabym to zadanie, czego żałowałabym do końca życia.

W nadchodzących dniach zorganizowałam sobie czas, każdego dnia zaopatrywałam się w prawdy dotyczące podlewania nowych. Raz na spotkaniu bracia i siostry wspomnieli o problemie w podlewaniu, i kiedy usłyszałam o czymś, czego nie rozumiałam, chciałam tego uniknąć. Już miałam kazać im, by sami to rozwiązali, ale tym razem miałam świadomość, że chcę to obejść nie biorąc odpowiedzialności. Pomyślałam o poważnym i odpowiedzialnym podejściu Noego do jego zadania i świadomie poprawiłam swój niewłaściwy stan. Uważnie wysłuchałam, jak omawiali prawdę, żeby rozwiązać problem, a kiedy podsumowali pracę, dałam im swoją radę. Zdziwiłam się, gdy powiedzieli, że to dobra rada. Kiedy podlewałam nowych wiernych z siostrą Li, pokonywałam praktyczne trudności nowych wiernych, a jeśli nie umiałam rozwiązać problemu, od razu prosiłam siostrę o pomoc. Po pewnym czasie też mogłam niezależnie podlewać nowych wiernych. Choć wciąż mam wiele wad i słabości, czuję, że się rozwijam i zyskuję. Jestem bardziej spokojna. Zrozumienie i korzyści, jakie zyskałam, są całkowicie zasługą pracy Boga. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Smak bycia szczerym

Autorstwa Yongsui, Korea Południowa Na jednym ze spotkań w marcu lider mówił o tym, że aresztowano i torturowano jednego z braci. W chwili...

Szerzenie ewangelii przynosi owoce

Autorstwa Chuxin, Korea Południowa Jakiś czas temu poznałam online chrześcijankę z Filipin – Teresę. Po kilku rozmowach okazało się, że...

Żegnaj, ugodowcu!

Autorstwa Li Fei, Hiszpania Jeśli chodzi o ludzi ugodowych, to zanim uwierzyłam w Boga, sądziłam, że są wspaniali. Mają łagodne...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze