Nie da się dobrze wykonywać swoich obowiązków bez dążenia do postępów

20 maja 2026

Autorstwa Dena, Korea Południowa

Moje obowiązki w kościele polegały na szkoleniu pracowników ewangelizacyjnych, by nieśli świadectwo. Kiedy zaczynałam, w obliczu trudności często się modliłam i szukałam rady u doświadczonych braci i sióstr. W praktyce wyposażałam się też w prawdę i oglądałam ewangelizacyjne filmy i materiały wideo. Po pewnym czasie opanowałam pewne zasady głoszenia ewangelii i zaczęłam osiągać rezultaty w ramach swoich obowiązków. Pomyślałam sobie: „Nawet jeśli nie jestem najlepsza w zespole, to i tak radzę sobie lepiej niż większość. Jeśli po prostu utrzymam ten poziom, to w zupełności wystarczy”. Trwałam w stanie samozadowolenia i osiadłam na laurach. Kierowniczka wielokrotnie przypominała nam, abyśmy bardziej wyposażali się w prawdę. Mówiła, że to jedyny sposób, by pomóc ludziom religijnym wyzbyć się pojęć, i że jeśli będziemy zadowalali się tym, co jest, nie osiągniemy dobrych rezultatów w ramach naszych obowiązków. Z pozoru się z nią zgadzałam, ale w głębi serca myślałam: „By osiągnąć dobre rezultaty, musiałabym nie tylko wyposażyć się w więcej prawdy, ale też znaleźć odpowiednie materiały. Jeśli chodzi o ludzi religijnych i ich pojęcia, z którymi nie umiem się uporać, musiałabym prosić innych o pomoc. Musiałabym zapłacić wysoką cenę i wykrzesać z siebie mnóstwo mentalnej energii! Poznałam już niektóre zasady głoszenia ewangelii i osiągnęłam jakieś rezultaty w ramach swoich obowiązków. Utrzymanie tego poziomu powinno wystarczyć. To takie męczące, by codziennie brać na siebie tak wiele! Poza tym moje zdrowie nie jest już takie samo, odkąd zachorowałam podczas pandemii. A co, jeśli wykończę się z przemęczenia?”. Myśląc w ten sposób, stałam się jeszcze bardziej niechętna do poświęcania mentalnej energii na wyposażanie się w prawdę. Pewnego razu, sprawdzając postępy pracowników ewangelizacyjnych, odkryłam, że nie omówili pojęć potencjalnego odbiorcy ewangelii, by pomóc mu się ich wyzbyć. W rezultacie przestał on uczęszczać na zgromadzenia. Później dowiedziałam się, że stało się tak, bo pracownicy nie wiedzieli, jak uporać się z jego pojęciami. Zdałam sobie sprawę, że w ich sposobie głoszenia ewangelii wciąż było wiele braków i potrzebowali więcej zgromadzeń i omówień. Ale potem pomyślałam o tym, że ja również mam braki w tej dziedzinie. Musiałabym poprosić o pomoc doświadczonych braci i siostry, znaleźć materiały oraz obejrzeć odpowiednie fragmenty filmów i wtedy dopiero porozmawiać z tymi pracownikami. Wymagałoby to tak wiele czasu i energii. Jakie to by było męczące! Znalazłam więc tylko jeden odpowiedni fragment filmu, wysłałam go pracownikom ewangelizacyjnym i powiedziałam im, żeby sami rozwiązali problem. Wiedziałam, że przyniesie to ograniczone rezultaty, ale i tak odkładałam rozwiązanie tego problemu na później. Później kilku innych potencjalnych odbiorców ewangelii odmówiło dołączenia do Kościoła z powodu tego samego rodzaju pojęć. Podczas spotkania podsumowującego pracę kierowniczka przycięła mnie za to, że mechanicznie wykonuję swoje obowiązki. Powiedziała, że zadowalam się tylko tym, że mam co robić, i nie dążę do osiągania rezultatów. Mówiąc wprost, byłam niedbała i nie wkładałam serca w swoją pracę. Słysząc te słowa, poczułam, jakby coś przeszyło mi serce. Moja twarz natychmiast zapłonęła ze wstydu i najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Ale wiedziałam, że to prawda – ostatnio nie dawałam z siebie wszystkiego i rezultaty rzeczywiście się pogorszyły. Musiałam przyjąć to, że mnie przycięto, zastanowić się nad sobą i poznać samą siebie. Przypomniałam sobie hymn ze słowami Bożymi, który słyszałam kilka dni wcześniej: „Nawet jeśli coś ci się nie podoba lub jeśli cierpisz z tego powodu albo jeśli podważa to twoją godność i charakter lub je tłumi, to dopóki jest to coś, czego powinieneś doświadczyć, coś, czym Bóg dla ciebie rozporządził i co dla ciebie zaplanował, dopóty powinieneś się temu podporządkować i nie możesz dokonywać żadnych wyborów(Jak dążyć do prawdy (2), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Co dzień napotykam ludzi, wydarzenia i sprawy, a Bóg na to wszystko przyzwala. Powinnam przyjmować to od Niego i wyciągać naukę. Pomodliłam się więc: „Boże, wiem, że to przycinanie nie spotkało mnie przypadkiem, ale nie wiem, jaka jest Twoja intencja. Proszę, poprowadź mnie, abym mogła wyciągnąć z tego naukę”.

Pewnego dnia przeczytałam fragment słów Bożych i zrozumiałam swój problem. Bóg Wszechmogący mówi: „Fałszywi przywódcy nie wykonują prawdziwej pracy, ale wiedzą, jak się zachowywać jak urzędnicy. Jaka jest pierwsza rzecz, którą taki człowiek robi, gdy zostanie przywódcą? Stara się wkupić w łaski ludzi. Przyjmuje podejście »Nowi urzędnicy pragną zrobić wrażenie«: najpierw robi kilka rzeczy, zabiegając o względy ludzi, załatwia kilka spraw, które ułatwiają wszystkim codzienne życie. Na początku stara się wywrzeć dobre wrażenie, pokazać wszystkim, że żyje w harmonii z tłumem, aby wszyscy go chwalili i mówili: »Ten przywódca jest dla nas jak ojciec«. Następnie zaś oficjalnie przejmuje ster. Czuje, że ma szerokie poparcie, i zapewnił sobie odpowiednią pozycję; wówczas zaś zaczyna korzystać z przywilejów, jakie daje mu status, jakby mu się słusznie należały. Jego dewizy to: »W życiu chodzi tylko o to, by dobrze zjeść i ładnie się ubrać«, »Życie jest krótkie, więc korzystaj z niego, póki możesz« i »Nie troszcz się dzisiaj o dzień jutrzejszy«. Czerpie przyjemność z każdego kolejnego dnia, stara się bawić, póki może, i nie myśli o przyszłości, a tym bardziej nie zastanawia się, jaką odpowiedzialność powinien ponosić przywódca i jakie obowiązki powinien wykonywać. Wygłasza kilka słów i doktryn oraz rutynowo wykonuje niektóre zadania dla zachowania pozorów, ale nie wykonuje żadnej konkretnej pracy. Nie wydobywa na światło dzienne realnych problemów w kościele i nie rozwiązuje ich do końca, więc jaki sens ma podejmowanie przez niego takich powierzchownych zadań? Czy nie jest to oszustwo? Czy takiemu fałszywemu przywódcy można powierzyć ważne zadania? Czy spełnia on kryteria i jest zgodny z zasadami domu Bożego dotyczącymi wyboru przywódców i pracowników? (Nie). Tacy ludzie zupełnie nie mają sumienia ani rozumu, są pozbawieni jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności, a mimo to chcą zajmować jakieś oficjalne stanowisko, być przywódcą w kościele – jak to się dzieje, że są tak bezwstydni? Niektórzy ludzie są obdarzeni poczuciem odpowiedzialności, lecz mają słaby charakter, a wtedy nie mogą być przywódcami – nie wspominając już o bezużytecznych osobach, które w ogóle nie mają poczucia odpowiedzialności i jeszcze mniej się nadają na przywódców. Jak bardzo leniwi są tacy żarłoczni i zgnuśniali fałszywi przywódcy? Nawet wtedy, gdy zauważają jakiś problem, i zdają sobie sprawę, że jest to problem, nie biorą go na poważnie, zupełnie go ignorując. Są zupełnie nieodpowiedzialni! Choć są dobrymi mówcami i może się wydawać, że mają odrobinę charakteru, nie potrafią rozwiązać różnych trudności związanych z pracą kościoła, co prowadzi do zastoju prac; problemy się nawarstwiają, lecz ci przywódcy się nimi nie zajmują i obstają jedynie przy rutynowym wykonywaniu kilku błahych zadań. Jaki jest tego ostateczny skutek? Czy nie taki, że narobią bałaganu w pracy kościoła, że ją spartaczą? Czy nie spowodują chaosu i braku jedności w kościele? Taki jest nieunikniony rezultat(Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (8), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Bóg obnaża to, że nowo wybrani fałszywi przywódcy wykonują pewną pracę dla pozoru, aby zyskać podziw ludzi i zaskarbić sobie ich przychylność. Kiedy już osiągną swój cel, zaczynają pławić się w cielesnych wygodach, stają się niedbali i wykonują swoje obowiązki mechanicznie. Nawet na zgromadzeniach wypowiadają jedynie słowa i doktryny, nie rozwiązując żadnych rzeczywistych problemów. To sprawia, że praca kościoła popada w chaos, a żadne z działań nie przynosi rezultatów. Bóg szczególnie brzydzi się fałszywymi przywódcami. Pomyślałam o tym, jak na początku wykonywania tych obowiązków byłam gotowa cierpieć i płacić cenę, aby zyskać podziw wszystkich. Ale po pewnym czasie, gdy w pracy pojawiła się pewna poprawa, nie chciałam już wkładać więcej wysiłku umysłowego ani znosić większego wyczerpania, by wyposażać się w prawdę i rozwiązywać trudności oraz problemy napotykane przez braci i siostry podczas głoszenia ewangelii. Zamiast tego robiłam to, co oszczędzało mi kłopotu. Czasami po prostu wysyłałam pracownikom ewangelizacyjnym odpowiedni fragment filmu i kazałam im samym uporać się z pojęciami potencjalnych odbiorców ewangelii. Byłam właśnie taką fałszywą przywódczynią, o której mówi Bóg, taką, która wykonuje pracę tylko dla pozoru. Moim życiem kierowały szatańskie trucizny, takie jak: „W życiu chodzi tylko o to, by dobrze zjeść i ładnie sie ubrać”, „Nie troszcz się dzisiaj o dzień jutrzejszy” oraz „Bądź dla siebie dobra”. Wierzyłam, że ludzie powinni wiedzieć, jak dobrze się bawić, że powinni żyć dniem dzisiejszym i cieszyć się chwilą. Uważałam, że codzienne cierpienie byłoby wyrządzaniem sobie krzywdy i że nie warto tak żyć. Kontrolowana przez te myśli i zapatrywania, stałam się zdeprawowana i zdegenerowana, a także bardzo skłonna do samozadowolenia i osiadania na laurach. Chciałam odcinać kupony od dawnych osiągnięć, choćby najmniejszych, i chronić moje ciało przed najdrobniejszym nawet cierpieniem. Wróciłam myślami do czasów szkolnych. Na początku byłam gotowa zapłacić pewną cenę, aby dostać się na dobry uniwersytet. Ale gdy tylko moje oceny trochę się poprawiły, osiadałam na laurach. Nie chciałam już wkładać wysiłku w naukę, więc zaczęłam późno wstawać i lekcje odrabiałam na odwal się. W końcu nie dostałam się nawet na zwykły uniwersytet. Po tym, jak odnalazłam Boga, wciąż byłam taka sama. Gdy tylko osiągałam jakiekolwiek rezultaty w ramach swoich obowiązków, przestawałam dążyć do postępów. Czułam, że prawdozasady, które zrozumiałam, są wystarczające, a w wolnym czasie nie chciałam uczyć się więcej. Kiedy pracownicy ewangelizacyjni napotykali trudności i problemy wymagające rozwiązania, starałam się po prostu mieć to już za sobą i byłam niedbała przy każdej możliwej okazji. Byłam taka leniwa i przebiegła, żyłam bez jakiejkolwiek prawości czy godności. Byłam po prostu bezużyteczna! Teraz radziłam sobie z obowiązkami coraz gorzej; to Bóg ukrywał przede mną swoje oblicze. Gdybym nie zawróciła ze złej drogi, w końcu zostałabym zdemaskowana i wyeliminowana. Bóg wywyższył mnie, pozwalając mi wykonywać te obowiązki. Jego intencją było to, abym wyposażyła się w więcej prawdy i przyprowadziła przed Jego oblicze więcej ludzi. To była dla mnie szansa, by szykować dobre uczynki w ramach moich obowiązków. Ale ja nie wiedziałam, co jest dla mnie dobre, i dogadzałam tylko swojemu ciału. Nie wypełniałam nawet swoich najbardziej podstawowych obowiązków. Żyłam tak żałośnie! Miałam ochotę samą siebie spoliczkować. Następnie pomodliłam się do Boga: „Boże, zostałam tak głęboko zdeprawowana przez szatana. Nie chcę już ulegać szatańskim podszeptom. Proszę, poprowadź mnie, abym zbuntowała się przeciwko swojej cielesności”.

Potem poszukałam odpowiednich materiałów i przedyskutowałam z pracownikami ewangelizacyjnymi, jak krok po kroku uporać się z pytaniami potencjalnych odbiorców ewangelii. W końcu wyzbyli się swoich pojęć i przyjęli dzieło Boże w dniach ostatecznych. Współpracując w ten sposób, czułam w sercu spokój i ulgę. Czułam, że prawdziwie wykonuję swoje obowiązki. Nie tylko moje rezultaty się poprawiły, ale, co ważniejsze, poprzez rzeczywiste szukanie prawdy w celu rozwiązania tych problemów poczułam Boże przewodnictwo. Zaczęłam rozumieć, jak omawiać pojęcia, z którymi wcześniej nie umiałam się uporać.

Później przeczytałam kolejny fragment słów Bożych i lepiej zrozumiałam konsekwencje niedążenia do postępów w ramach moich obowiązków. Bóg Wszechmogący mówi: „Bóg dał ci wystarczający potencjał i doskonałe warunki, umożliwiając ci wyraźne dostrzeżenie niektórych rzeczy i wykazanie się kompetencjami niezbędnymi w danej pracy. Ty jednak nie masz właściwego nastawienia, nie jesteś oddany ani szczery i nie chcesz dać z siebie wszystkiego, by zrobić to dobrze. To bardzo rozczarowuje Boga. A zatem, jeśli jesteś leniwy i zawsze masz poczucie, że powierzona ci praca jest kłopotliwa, i nie chcesz jej wykonywać, a w duchu narzekasz: »Dlaczego to mnie proszą, bym to zrobił, a nie kogoś innego?«, jest to głupia myśl. Gdy przypada ci w udziale jakiś obowiązek, nie jest to nieszczęśliwe zdarzenie, lecz zaszczyt, i powinieneś go z radością przyjąć; nie przemęczysz się, wykonując obowiązek, który powinieneś wykonać. Przeciwnie, jeśli dobrze wykonasz swój obowiązek, zrozumiesz prawdę i rozwiążesz problemy, poczujesz w sercu spokój i stabilność i nie rozczarujesz Boga. Przed obliczem Boga będziesz miał wiarę i będziesz w stanie postępować z podniesioną głową. Jeśli nie wypełniłeś swojego obowiązku i zawsze jesteś niedbały, to nawet jeśli nie spowodowałeś żadnych strat, ten występek pozostawi w twoim sercu żal na całe życie. Ten występek będzie jak bezdenna czarna dziura; ilekroć o nim pomyślisz, poczujesz ból i niepokój, udrękę przeszywającą serce. Nie tylko nie zaznasz spokoju ani radości, lecz przeciwnie, ból wyrzutów sumienia i udręka będą ci towarzyszyć przez całe życie i nigdy nie da się ich wymazać. Czyż nie jest to wieczny żal? A jak to wygląda z perspektywy Boga? Bóg posługuje się prawdozasadami, aby scharakteryzować tę sprawę, więc jej natura jest o wiele poważniejsza niż to, co odczuwasz. (…) Niektórzy ludzie pozornie się podporządkowują przy wykonywaniu swoich obowiązków, robiąc wszystko, co ustali Zwierzchnictwo. Ale kiedy się ich zapyta: »Czy wykonujesz swoje obowiązki niedbale? Czy robisz to zgodnie z zasadami?«, nie potrafią udzielić żadnych konkretnych odpowiedzi, mówiąc jedynie: »Wypełniam polecenia Zwierzchnictwa i nie ważę się postępować gwałtownie, popełniając występki«. Zapytani, czy wywiązali się ze swojej odpowiedzialności, odpowiadają: »Cóż, robię to, co do mnie należy«. Widzicie? Zawsze mają takie nastawienie przy wykonywaniu swoich obowiązków – nie spieszą się, robią wszystko powoli i bez zaangażowania. Nie można się do nich tak naprawdę przyczepić, ale jeśli ocenić wykonywanie przez nich obowiązków miarą prawdozasad, jest ono nieefektywne i nie spełnia standardów. A jednak nic ich to nie obchodzi, nadal postępują tak jak wcześniej i wciąż nie robią tego, co powinni robić z własnej inicjatywy – w ogóle się nie zmieniają. Czyż nie są bezwstydnie uparci? Zawsze przejawiają takie nastawienie: »Możesz snuć tysiąc genialnych planów, ale ja i tak mam swoje zasady. Taki już po prostu jestem. Zobaczymy, co możesz mi zrobić. Takie jest moje nastawienie!«. Nie zrobili niczego skrajnie zdradzieckiego ani złego, ale też uczynili niewiele dobrych uczynków. Jaką ścieżką, twoim zdaniem, kroczą? Czy dobre jest takie nastawienie do wiary w Boga i swoich obowiązków? (Nie). W Biblii Bóg mówi: »A tak, ponieważ jesteś letni i ani zimny, ani gorący, wypluję cię z moich ust« (Obj 3:16). Bycie letnim, ani zimnym, ani gorącym – czy takie nastawienie jest dobre? (Nie). Niektórzy myślą: »Jeśli będę czynił zło i powodował zakłócenia, zostanę szybko potępiony. Ale jeśli będę robił różne rzeczy w sposób pozytywny i z własnej inicjatywy, zmęczę się, a jeśli popełnię błąd, mogę zostać przycięty, a może nawet zwolniony, co byłoby takie żenujące! Dlatego pozostaję letni, ani zimny, ani gorący. Cokolwiek mi każesz, zrobię to. Ale jeśli mi czegoś nie polecisz, nie będę się angażował. W ten sposób się nie zmęczę, a na dodatek ludzie nie będą mogli się do mnie przyczepić. To świetne podejście!«. Czy taki sposób postępowania jest dobry? (Nie). Wiesz, że nie jest dobry, więc jak powinna zmienić się twoja praktyka? Jeśli nigdy nie starasz się kroczyć ścieżką dążenia do prawdy i nadal upierasz się, by żyć według filozofii szatana, to jesteś skazany na brak nadziei na dostąpienie zbawienia(Jak dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 7, O dążeniu do prawdy). Po przeczytaniu słów Bożych, a zwłaszcza tych słów: „A tak, ponieważ jesteś letni i ani zimny, ani gorący, wypluję cię z moich ust” oraz „to jesteś skazany na brak nadziei na dostąpienie zbawienia”, serce mnie zabolało, jakby kłuto je igłami. Poczułam, że Boże usposobienie jest nienaruszalne. Jeśli aktywnie nie dajemy z siebie wszystkiego, wykonując obowiązki, a zamiast tego stale się ociągamu, nie chcemy włożyć wysiłku, gdy trzeba zapłacić cenę, i zawsze dogadzamy ciału, to nie jesteśmy szczerzy ani nie wykonujemy rzeczywistej pracy. To może tylko zaszkodzić pracy i obciążyć nas występkami przed obliczem Boga. To jest czynienie zła! Jeśli nie okażę skruchy, nie ma dla mnie nadziei na zbawienie. Myśląc o moim nastawieniu do obowiązków w tamtym czasie, czułam w sercu niepokój. Zawsze bałam się cierpienia i zmęczenia, więc nie skupiałam się na wyposażaniu się w prawdozasady. Po prostu odcinałam kupony od tego, co zrobiłam wcześniej, zadowolona z jakichkolwiek rezultatów, które osiągnęłam. Chociaż dogadzało to mojemu ciału, moje rezultaty były coraz gorsze. Pracownicy ewangelizacyjni, których szkoliłam, nie robili żadnych postępów, a wielu potencjalnych odbiorców ewangelii nie mogło szybko stanąć przed obliczem Boga. Szkody, jakie wyrządziłam w pracy, są czymś, czego nigdy nie zdołam naprawić. Ilekroć o tym myślę, boli mnie serce. Ale ten występek został już popełniony i nie można go cofnąć. Kiedyś myślałam, że dopóki osiągam jakieś rezultaty i nie zakłócam ani nie zaburzam pracy, mogę wykonywać swoje obowiązki bez wyczerpywania ciała, a na koniec i tak zyskam błogosławieństwa. Próbowałam zdobyć wielką nagrodę za niewielką cenę, idąc na skróty. Byłam taka cwaniacka i fałszywa – byłam jednym z tych bezwstydnie upartych ludzi, o których mówi Bóg. Bóg ma wgląd w najtajniejsze zakamarki ludzkiego serca. Kiedy ludzie nie dają z siebie wszystkiego lub nie są szczerzy, wykonując swoje obowiązki, to nie szykują dobrych uczynków, lecz zamiast tego ściągają na siebie Boży gniew i popełniają złe uczynki. Na koniec Bóg nimi wzgardzi i ich wyeliminuje. Byłam przerażona, gdy o tym pomyślałam, więc szybko się pomodliłam: „Boże, byłam taka cwaniacka i fałszywa, i tak bardzo zaniedbywałam swoje obowiązki. Nie chcę tak dalej postępować. Jestem gotowa okazać skruchę. Proszę, poprowadź mnie, abym znalazła ścieżkę praktyki”.

Później, podczas moich ćwiczeń duchowych, usłyszałam hymn ze słowami Bożymi i zrozumiałam wartość oraz sens ludzkiego życia.

Jedynie przez wypełnienie swojego obowiązku możesz urzeczywistnić wartość ludzkiego życia

1. Jaka jest wartość życia człowieka? Z jednej strony chodzi o wypełnienie obowiązku istoty stworzonej. Pod innym względem, w ciągu swojego życia musisz wypełnić przypisaną ci misję; to jest najważniejsze. Nie będziemy tu mówić o wypełnieniu jakiejś wielkiej misji, obowiązku czy powinności; ale przynajmniej powinieneś coś osiągnąć. W ciągu całego życia po znalezieniu swojego miejsca człowiek trwa mocno na swoim stanowisku, utrzymuje je, zużywa całą swoją krew serdeczną i całą swoją energię, dobrze wykonuje i kończy to, nad czym powinien pracować i co powinien ukończyć. Kiedy w końcu staje przed Bogiem, aby zdać relację z tego, co zrobił, czuje się względnie usatysfakcjonowany, wolny od wyrzutów sumienia i żalu w sercu. Czuje się pocieszony i ma poczucie, że coś zyskał i że przeżył wartościowe życie.

2. Zatem aby wieść wartościowe życie i ostatecznie zebrać tego rodzaju plon, warto trochę pocierpieć fizycznie i ponieść pewne koszty, nawet jeśli człowiek zaczyna chorować z powodu wyczerpania lub ma jakieś problemy zdrowotne. Kiedy ktoś przychodzi na ten świat, nie robi tego po to, by cieszyć się przyjemnościami ciała, ani też po to, by jeść, pić i bawić się. Nie należy żyć dla tych rzeczy; nie taka jest wartość ludzkiego życia i nie jest to właściwa ścieżka. Wartość życia ludzkiego i właściwa ścieżka, którą należy podążać, leżą w osiągnięciu czegoś wartościowego i wykonaniu jednej bądź kilku wartościowych prac. Nie nazywa się to karierą; nazywa się to właściwą ścieżką i nazywa się to również właściwym zadaniem. Warto zapłacić każdą cenę, aby ukończyć jakąś wartościową pracę, żyć sensownie i wartościowo oraz dążyć do prawdy i ją zyskać.

(Jak dążyć do prawdy (6), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy)

Po wysłuchaniu hymnu byłam bardzo wzruszona. Zrozumiałam, że jako istota stworzona tylko poprzez wypełnianie mojego obowiązku mogę znaleźć prawdziwy spokój i duchowe ukojenie. To jedyny sensowny i wartościowy sposób życia. Pławienie się w cielesnych wygodach jest przyjemne na krótką chwilę, ale potem pozostaje tylko pustka – to całkowicie pozbawione sensu. Pomyślałam o tym, jak nie wkładałam żadnej mentalnej energii w swoje obowiązki, jak bałam się cierpienia i zmęczenia i nie chciałam się wysilać, by rozwiązywać problemy. Potem często czułam się niespokojna, oskarżało mnie sumienie, a Duch Święty ukrywał przede mną swoje oblicze. Nie czułam Bożej obecności, a mój duch był spowity mrokiem i bólem. Bóg wywyższył mnie, powierzając mi te obowiązki. Powinnam zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby osiągnąć dobre rezultaty. Pomyślałam o Noem budującym arkę. Stawiał czoło wielu trudnościom, a także musiał mierzyć się z brakiem zrozumienia ze strony rodziny oraz drwinami i oszczerstwami ze strony innych. Chociaż jego ciało było zmęczone i znużone, a w sercu czuł słabość, to gdy myślał o tym, że wziął na siebie Boże posłannictwo, wiedział, że musi wytrwać bez względu na to, jak bardzo cierpiał i jak było to trudne, więc przykładał się z całego serca i ze wszystkich sił. W końcu ukończył arkę, wypełniając Boże posłannictwo. Nie mogę równać się z Noem, ale gdybym zrobiła wszystko, co w mojej mocy, aby sprowadzić owieczki Boga z powrotem do Jego domu, by mogły otrzymać Jego zbawienie, jakież to miałoby wielkie znaczenie!

Później przeczytałam kolejny fragment słów Bożych i znalazłam ścieżkę praktyki. Bóg mówi: „Jeśli naprawdę posiadasz pewien stopień potencjału, jeśli rzeczywiście masz umiejętności zawodowe w zakresie, za który odpowiadasz, i nie jesteś dyletantem w swoim zawodzie, to wszystko, czego potrzebujesz, by móc być lojalny wobec swoich obowiązków, to trzymać się jednego wyrażenia. Jakie to wyrażenie? »Włóż w to serce«. Jeśli oddasz swoje serce sprawom i ludziom, będziesz w stanie być lojalny i odpowiedzialny w swoich obowiązkach. Czy łatwo jest praktykować to wyrażenie? Jak wprowadzasz je w życie? Nie oznacza to używania uszu do słuchania, czy też umysłu do myślenia – oznacza to używanie serca. Jeśli ktoś potrafi naprawdę używać serca, to kiedy jego oczy widzą, że ktoś coś robi, działa w jakiś sposób lub jakoś na coś reaguje, lub kiedy jego uszy słyszą czyjeś opinie lub argumenty, wtedy w umyśle tej osoby, dzięki używaniu serca do rozważania i kontemplowania tych rzeczy, pojawią się pewne idee, poglądy i postawy. Te idee, poglądy i postawy sprawią, że ten ktoś będzie miał głębokie, konkretne i prawidłowe zrozumienie danej osoby lub rzeczy, a jednocześnie dadzą początek odpowiednim i poprawnym osądom i zasadom. Tylko wtedy, gdy człowiek ma te przejawy używania serca, oznacza to, że jest lojalny wobec swoich obowiązków(Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (7), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Tak naprawdę Bóg nie wymaga od człowieka wiele. On pragnie naszych szczerych serc. Jeśli ludzie szczerze się angażują, mogą odkryć problemy w ramach swoich obowiązków; rozmyślając nad tymi problemami, mogą znaleźć sposoby na ich rozwiązanie, a rezultaty ich pracy siłą rzeczy się poprawią. Ale jeśli ludzie nie wkładają w to serca, nie zauważą nawet problemów, które mają tuż przed nosem. Nawet z otwartymi oczami niczego nie dostrzegą, a rezultaty będą tylko gorsze. Wkładanie serca w obowiązki jest tak kluczowe! Pomyślałam o tym, jak wiele miałam braków, kiedy po raz pierwszy podjęłam się tych obowiązków. Ale często się modliłam, powierzając swoje trudności Bogu i zwracając się do Niego o pomoc. Dzięki Bożemu przewodnictwu powoli opanowałam pewne zasady dotyczące moich obowiązków, a praca zaczęła przynosić pewne rezultaty. Ale kiedy zadowoliłam się bieżącym stanem rzeczy i zaczęłam być niedbała, nie rozwiązując problemów, które odkryłam, zaczęłam coraz gorzej radzić sobie z moimi obowiązkami. W końcu mogłam tylko patrzeć, jak tracimy jednego potencjalnego odbiorcę ewangelii za drugim. Dotarło do mnie, że gdy nie wkładam serca w swoje obowiązki, krzywdzi to zarówno innych, jak i mnie samą!

Od tamtej pory zaczęłam spisywać problemy w mojej pracy jeden po drugim i wkładałam serce w rozmyślanie nad nimi. Jeśli był to problem związany z nastawieniem pracownika ewangelizacyjnego do jego obowiązków, znajdowałam odpowiednie słowa Boże, aby je z nim omówić. Jeśli problem dotyczył pojęć potencjalnego odbiorcy ewangelii, znajdowałam odpowiednie materiały. Jeśli czegoś nie rozumiałam, pytałam o to braci i siostry, a potem rozmawiałam z pracownikami ewangelizacyjnymi o tym, jak uporać się z tymi pojęciami. Praktykując w ten sposób, czułam w sercu wielki spokój. Chociaż doświadczenie tego przycinania było w tamtym czasie zawstydzające, skłoniło mnie do stanięcia przed obliczem Boga i zastanowienia się nad moim nastawieniem do obowiązków. Jedząc i pijąc słowa Boże, lepiej zrozumiałam, dlaczego folguję swojemu ciału, i uświadomiłam sobie, że tylko wypełniając obowiązki, można odnaleźć prawdziwy spokój i prawdziwą radość. Bogu niech będą dzięki!

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

Refleksje po zwolnieniu

Autorstwa Fang Hui, ChinyW kwietniu 2021 roku podlewałam nowych wierzących w kościele. Gdy pierwszy raz wykonywałam ten obowiązek, brałam...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze