Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Znalazłem właściwy cel życia i pożegnałem się z owymi dniami, kiedy sprzedawałem swoje życie za pieniądze

149

Autorstwa Jinqu, Korea Południowa

Z ogromu ludzi Bóg wybrał mnie, przyzwał mnie do swego boku. Jego słowa rozgrzały serce. Szczerym wołaniem zbudził mnie ze snu. Jego znajomy głos, piękna twarz zawsze pozostały niezmienne. Smakuję miłości w Jego domu, zbliżam się, nie chcę się rozstać. Dni stały się ciężkie bez Boga. Szedłem zbolały, chwiejnym krokiem. On chroni mnie przez całą drogę. Sycą mnie teraz słowa Boże” („Przywiązanie do Boga” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Ilekroć słyszę tę piękną i melodyjną pieśń, wypełnia mnie wdzięczność wobec Boga. To właśnie Bóg wybawił mnie z czeluści mamony i sprawił, że już nie pracuję aż tak ciężko i z taką desperacją, oraz że pożegnałem się z owymi dniami, kiedy sprzedawałem swoje życie za pieniądze…

Moje zmagania: wyczerpany mentalnie i fizycznie

Ponieważ pochodzę z biednej rodziny, gdy byłem mały, przyjaciele i krewni ośmieszali mnie i umniejszali, tak więc powziąłem sekretne postanowienie: jak już dorosnę, zarobię mnóstwo pieniędzy, zostanę królem życia i sprawię, że ci ludzie oprzytomnieją i mnie zauważą. Kiedy dorosłem, chcąc poznać sposoby dojścia do pieniędzy, często płaciłem za kolacje i zaprzyjaźniłem się z wieloma ludźmi, którzy wiedzieli, jak się robi pieniądze. Pewnego razu moi przyjaciele za dużo wypili i zaczęli się bić z jakimiś ludźmi. Kiedy próbowałem przerwać bijatykę, zraniono mnie w oko i w efekcie trafiłem do szpitala. Ale wtedy wszyscy moi przyjaciele omijali mnie szerokim łukiem. Byłem bardzo rozczarowany. Ponieważ leczenie kosztowało mnóstwo pieniędzy, moja rodzina popadła w wielkie długi, przez co znalazłem się pod wielką presją. Dlatego często nie mogłem w nocy zasnąć, a czasem budziłem się w środku nocy i szedłem nad rzekę się wypłakać. Brutalna rzeczywistość jeszcze silniej mi uzmysłowiła, że w tym zafiksowanym na pieniądzach społeczeństwie to, ile się ma pieniędzy, jest miarą posiadanego statusu społecznego. Tak więc jeszcze raz postanowiłem: na pewno zarobię masę pieniędzy i zmienię swoją nędzną sytuację życiową.

Później dowiedziałem się, że gdybym wyjechał do pracy za granicą, zarobiłbym mnóstwo pieniędzy, ale wiązało się z tym ogromne ryzyko. W owej chwili mogłem myśleć tylko o tym, jak zarobić, dlatego postanowiłem, że wyjadę. Któregoś dnia, kiedy podpisywałem kontrakt z pewnym zagranicznym przedsiębiorstwem połowowym, zauważyłem klauzulę mówiącą o tym, że w razie śmierci pracownika w trakcie połowu przedsiębiorstwo wypłaca 50 tysięcy juanów rekompensaty. Kiedy czytałem tę klauzulę, serce podeszło mi do gardła. Pomyślałem: „Mam dopiero 29 lat. Jeśli nie wrócę, kto się zaopiekuje moją żoną i dzieckiem?” Potem jednak pomyślałem: „Jeśli nie wyjadę do pracy za granicę, to kiedy spłacę długi i rozpocznę życie, którego pragnę? Zaryzykuję!” Jeśli rzeczywiście nie wrócę, zostawię żonie i dziecku 50 tysięcy juanów, sprawa będzie tego warta”. Tak więc po uporządkowaniu spraw w domu wyjechałem za granicę.

Znalazłem właściwy cel życia i pożegnałem się z owymi dniami, kiedy sprzedawałem swoje życie za pieniądze

(Źródło:Megapixl)

Pewnego dnia, w grudniu 2000 roku wyjechałem do Argentyny i Urugwaju na połowy łodzią rybacką. Żeglowaliśmy po morzach tak burzliwych, że wydawało się, że w każdej chwili możemy zostać pochłonięci przez fale. Byłem bardzo zestresowany i nie śmiałem ani na chwilę się wyluzować. W tym czasie jednemu z moich towarzyszy stopa zaplątała się w sieci, i w tej samej chwili wezbrała potężna fala, która go pochłonęła. Natychmiast zniknął, a stał tuż przede mną. Widząc to, byłem jak ogłuszony i tak się przeraziłem, że oblał mnie zimy pot. Pomyślałem: „To naprawdę jest kupczenie swoim życiem. Naprawdę zaczynam się martwić, że któregoś dnia również i mnie może się przytrafić taki wypadek. Ale nie mam wyboru. Nieważne, jak bardzo jest to niebezpieczne, muszę wykonywać tę pracę. Dopiero jak zdobędę pieniądze, będę mógł stanąć na własnych nogach i zdobyć podziw i uznanie innych”. I tak w końcu ogarnęło mnie poczucie, że mam szczęście, że nadarzyła mi się taka okazja. Zacisnąłem zęby, wykonywałem tę pracę przez cztery lata i ostatecznie zarobiłem mnóstwo pieniędzy. Tego dnia, kiedy bezpiecznie wróciłem do domu, byłem skrajnie podekscytowany i miałem poczucie, że wreszcie mogę trzymać głowę wysoko. Kiedy wróciłem, najpierw odnowiłem cały dom, a potem zakupiłem rozmaite sprzęty domowe. Wszyscy moi krewni, sąsiedzi i dawni przyjaciele ujrzeli mnie w nowym świetle, prawili mi komplementy, a nawet przychodzili do mojego domu i – nieproszeni o to – oferowali mi taką czy inną pomoc. Byłem z siebie dumny i tylko utwierdziłem się w poczuciu, że posiadanie pieniędzy jest w istocie dobrą rzeczą i że pieniądze wszystko załatwią. Wciąż jednak nie byłem zadowolony i chciałem zarabiać jeszcze więcej.

W marcu 2008 roku dzięki rekomendacji wuja pracowałem w Korei Południowej, w fabryce kauczuku. Odór kauczuku był nieznośny i bardzo szkodził mojemu zdrowiu, ale zupełnie się tym nie przejmowałem, dopóki mogłem zarobić więcej pieniędzy. Czasem pracowałem dwadzieścia cztery godziny na dobę i nawet kiedy zaczęła mi lecieć krew z nosa, mimo to nie chciałem przerwać pracy. Widząc to, moja ciotka powiedziała do mnie: „Mój drogi, nie powinieneś tak ciężko pracować. Twoje zdrowie jest ważniejsze. Nie będziesz mógł zarabiać, jeśli nie będziesz zdrowy”. Miała rację. Chciałem odpocząć od pracy. Gdybym jednak wziął dzień wolnego, zarobiłbym znacznie mniej. Tak więc porzuciłem myśl o odpoczynku i pomyślałem: „Muszę zarabiać, dopóki jestem młody i silny. Kiedy wrócę do domu, sytuacja będzie wyglądała jeszcze lepiej, a moja rodzina będzie miała lepsze życie niż wszyscy inni mieszkańcy naszej wsi”.

W 2011 roku moja żona i dziecko przyjechali do mnie do Korei Północnej. Rzuciłem wtedy pracę w fabryce kauczuku i razem z żoną zacząłem pracować w fabryce elementów konstrukcyjnych koparek. Pensja w fabryce była dobra i stabilna, było też mnóstwo pracy. Żona i ja pracowaliśmy codziennie od ósmej rano do dwudziestej trzeciej. W dodatku pracowaliśmy po godzinach, nie odpoczywając nawet w weekendy. Po miesiącu pracy mieliśmy ponad 7 milionów wonów. Patrząc na zarobione przez siebie pieniądze byłem bardzo szczęśliwy i miałem poczucie, że było warto niezależnie od tego, jak ciężka i wycieńczająca jest to praca. W tym czasie mój poziom cukru we krwi był niski i w rezultacie nie byłem w stanie odczuwać gniewu, zmęczenia czy nawet głodu. Ale ponieważ byłem tak skoncentrowany na zarabianiu, nie zwracałem uwagi na swoje zdrowie. Kiedy pracowałem, zabierałem ze sobą trochę cukierków. Kiedy czułem objawy hipoglikemii, zjadałem cukierki, by im przeciwdziałać.

W marcu 2014 roku stan mojego zdrowia się pogorszył. Cała prawa strona mojego ciała była bezustannie spocona. Kiedy moja żona zasięgnęła stosownych informacji w Internecie, stwierdziła, że taki objaw zapowiada zakrzepicę naczyń żylnych mózgu i namawiała mnie, żebyś się poddał badaniu w szpitalu. Niespecjalnie się tym przejąłem. Nie wydawało mi się, żeby to było coś, co mogłoby przeszkodzić mi w pracy, a leczenie szpitalne było odpłatne. Kiedy pewnego ranka wstałem z łóżka, nagle poczułem lekkie drętwienie nóg. Żona doradziła mi, żebym nie szedł do pracy, lecz do szpitala na badanie. Ja jednak pomyślałem: „Jest niedziela i jeśli będę dziś pracował, zapłacą mi podwójną stawkę”. Tak więc nie posłuchałem jej rady i jak zwykle poszedłem do pracy. Któż mógł wiedzieć, że kiedy będę tego dnia pracował, moje ręce i stopy będą coraz bardziej odrętwiałe? Dopiero wtedy spanikowałem i czym prędzej poprosiłem dyrektora o pozwolenie na wyjście z pracy i udanie się do szpitala. Kiedy wpadłem do szpitala, nic nie czułem w nogach i stopach. Lekarz kazał mi usiąść na wózku inwalidzkim, ale nie byłem w stanie dojść do wózka bez pomocy. Wręczając mi skan tomografii komputerowej, lekarz powiedział: „Wynik pokazuje, że pańska arteria jest zablokowana i że stracił pan 20% komórek w całej prawej części ciała. Jeśli nie podejmiemy natychmiastowego leczenia pańskiej choroby, będzie pan musiał poruszać się na wózku, a w przyszłości przypuszczalnie utraci pan zdolność mówienia i pisania”. Jego słowa poraziły mnie jak grom z jasnego nieba i od razu poczułem, jak moje ciało ogarnia bezwład…

W okresie mojej hospitalizacji leżałem w łóżku, rozglądałem się po oddziale, widziałem innych pacjentów, którzy cierpieli, i nagle poczułem się bardzo nieszczęśliwy. Wciąż zadawałem sobie pytanie: „Jestem jeszcze młody, mam tylko czterdzieści cztery lata. Jak to się stało, że znalazłem się w tej sytuacji? Przez pół życia niewiarygodnie ciężko pracowałem, myśląc, że jeśli zarobię pieniądze, inni ludzie będą mnie podziwiać i chwalić i że moje życie będzie coraz szczęśliwsze. Nie spodziewałem się, że skończę, mając sparaliżowaną połowę ciała, i że będę w stanie tylko leżeć w łóżku. Czy to możliwe, że resztę życia spędzę na wózku? Co będzie ze mną dalej? Im więcej o tym rozmyślałem, tym paskudniej się czułem. Naprawdę żałowałem, że doprowadziłem do ruiny swój organizm, myśląc wyłącznie o pieniądzach i o tym, żeby dzięki nim wyróżnić się z tłumu. Jeszcze bardziej rozczarowujące było to, że kiedy leżałem w szpitalu, moja ciotka i kuzynka, również pracujące w Korei Południowej, przyszły do mnie z wizytą, ale zaraz sobie poszły, rzucając parę pokrzepiających słów i zostawiając mi trochę pieniędzy. Nawet moja najstarsza siostra, która ze wszystkich członków rodziny była mi najbliższa, powiedziała, że nie może się mną zajmować – pod pretekstem, że jest zajęta pracą. Mogłem tylko westchnąć wobec obojętności moich krewnych i pomyślałem sobie: „To smutne, że pod wpływem pieniędzy ludzie mogą stać się tak bezwzględni, że nie troszczą się nawet o członków własnej rodziny!”

Kilka dni później moje zdrowie zaczęło ulegać stopniowej poprawie. Lekarz powiedział, że mogę opuścić szpital i wracać do zdrowia w domu i że nie mogę wykonywać żadnej ciężkiej pracy. Kiedy odzyskiwałem siły w domu, czułem się tak, jakbym nagle utracił cel życia, i nie wiedziałem, co mam ze sobą robić każdego dnia. W owym czasie raz po raz zadawałem sobie pytanie: „Mam pieniądze, każdy, kto mnie zna, widzi mnie w nowym świetle, moja żona i dziecko są przy mnie. Dlaczego więc czuję się pusty, jakbym nie miał już żadnego celu życiu? Jaki, u licha, ludzie mają w życiu cel? Czy to możliwe, że zarabianie pieniędzy jest moim jedynym celem w życiu? Czy to możliwe, że spędzę tak resztę życia, wegetując bez żadnego celu? Nosiłem w sercu niezliczone pytania, ale nikt nie mógł udzielić mi odpowiedzi. Po jakimś czasie mój stan nieco się poprawił. Byłem tak znudzony tkwieniem w domu, że powlokłem się do pracy, choć moje ciało wciąż wracało do zdrowia.

Powiązane treści