40. Nie żałuję, że nie zdawałam na studia magisterskie

Autorstwa Lin Yinuo, Chiny

Od małego rodzice wpajali mi, jak ważne jest przykładanie się do nauki. Mówili, że dobrą pracę dostanę tylko dzięki dobremu dyplomowi i że tylko wtedy będę mogła przeżyć resztę życia, nie martwiąc się o jedzenie i ubranie, i cieszyć się wielkim szacunkiem. Tata często stawiał siebie za przykład, mówiąc, że jako pierwszy w swojej wiosce poszedł na studia, co pozwoliło mu przenieść się do miasta. Teraz siedział w biurze z klimatyzacją, pił herbatę, dostawał pokaźną pensję i cieszył się dobrymi świadczeniami. Wszystko to zawdzięczał swojemu dyplomowi. Później moja mama odnalazła Boga. Często opowiadała mi historie biblijne i dawała mi do czytania słowa Boże. Dowiedziałam się, że Bóg zawsze był przy nas, czuwał nad nami i nas chronił, a teraz wyraża prawdę, by nas zbawić. Czułam się bardzo szczęśliwa i chciałam wierzyć w Boga. Mama rozmawiała ze mną o tym, że wiara w Boga jest czymś najważniejszym w życiu i że powinnam traktować ją poważnie. Ale nie potrafiłam tego zrozumieć i bardziej zgadzałam się z poglądem taty, że „Inne sprawy to błahostki, od nich wszystkich lepsze książki”. Wierzyłam, że tylko zdobywając wyższe wykształcenie, mogę mieć dobre życie, wyróżniać się z tłumu oraz budzić zazdrość i podziw: nauka była najważniejszą rzeczą w moim życiu. Miałam taki oto plan na życie: dostać się na studia, potem zrobić magisterkę, doktorat i habilitację, a na koniec uzyskać tytuł profesora, dzięki czemu stałabym się najwybitniejszą osobą wśród moich krewnych i znajomych oraz wzorem dla ich dzieci. Wtedy przyniosłabym chlubę rodzinie i niczego bym w swoim życiu nie żałowała. Od czasów szkoły podstawowej budziłam się prawie każdego ranka przy dźwiękach kaset do nauki angielskiego, a w wakacje tata nigdy nie pozwalał mi wychodzić na dwór się pobawić. Zapisywał mnie też na zajęcia dodatkowe w weekendy oraz w ferie zimowe i wakacje. Choć czułam się bardzo zmęczona, uważałam, że tak powinno być, i ilekroć robiłam coś, co odciągało mnie od nauki, czułam się winna.

Żebym dostała się na lepszy uniwersytet, tata wydał mnóstwo pieniędzy na przeniesienie mnie z liceum w miasteczku powiatowym do szkoły w stolicy prowincji. Obowiązywała tam taka zasada, że jeśli dany uczeń w każdym semestrze plasował się w pierwszej dwusetce na egzaminach kwalifikacyjnych, mógł zostać od razu przyjęty na najlepsze uniwersytety, takie jak Tsinghua, Uniwersytet Pekiński czy Tongji. Ale do tej szkoły nie było łatwo się dostać; trzeba było zdać egzamin wstępny. Żebym dostała się do niej bez problemu, tata znów wydał dużo pieniędzy, zapisując mnie na indywidualne korepetycje. Miałam zajęcia od momentu, gdy rano otwierałam oczy, aż do pójścia spać w nocy. Śniły mi się nawet wzory i litery, które waliły się na mnie. Czułam się stłamszona i bezradna, ale jedynym sposobem, by dać upust emocjom, był płacz, a potem musiałam dalej jechać z tym koksem. Ostatecznie dostałam się do tej szkoły, tak jak chciałam. Po przeniesieniu zobaczyłam, że rywalizacja między uczniami jest naprawdę zacięta. Wszyscy zakasywali rękawy, by znaleźć się w pierwszej dwusetce i zagwarantować sobie miejsce w ławach uniwersyteckich. W takim otoczeniu czułam ogromną presję i nie śmiałam ani na chwilę się odprężyć. Każdej nocy siedziałam do późna nad książkami, nie ważąc się położyć spać przed pierwszą lub drugą nad ranem, a nieco dłuższy sen w weekendy wydawał mi się grzechem. Często myślałam: „Czy te dni mordęgi kiedyś się skończą?”. Ale zaraz się reflektowałam: „Jeśli teraz nie będę się przykładać i nie dostanę się na dobry uniwersytet, przez co ludzie będą na mnie patrzeć z góry, będę tego żałować jeszcze bardziej. Gdy już dostanę się na porządną uczelnię, wszystko się ułoży”. Gdy o tym myślałam, w moje serce wstępowała nadzieja. Jednak ku mojemu zaskoczeniu udało mi się dostać tylko na zwykłą uczelnię z programem studiów licencjackich. Byłam bardzo rozczarowana. Czułam się szczególnie zawstydzona, gdy wpadałam na kolegów i koleżanki, którzy chodzili wcześniej do szkoły w moim miasteczku powiatowym i mieli gorsze oceny ode mnie. „Przeniosłam się nawet do renomowanego liceum tylko po to, by dostać się na dobry uniwersytet, ale i tak mi się nie udało. Pewnie się ze mnie śmieją, mówiąc, że tylko na tyle mnie stać i że nie jestem wcale lepsza od nich”. Wyznaczyłam sobie więc nowy cel życiowy: „Nie udało mi się dostać na topowy uniwersytet, żeby zrobić licencjat, więc zrobię magisterkę na jednej z topowych uczelni! Kiedy będę miała wyższy stopień naukowy, wszyscy moi znajomi i krewni będą darzyć mnie uznaniem. Jakie to będzie wspaniałe!”. Ta myśl dawała mi motywację. Potem, kiedy tylko miałam czas, szłam do biblioteki się uczyć. Kiedy organizowano zajęcia przygotowujące do egzaminów na studia magisterskie, również od razu się zapisywałam. W tamtym czasie chodziłam na zgromadzenia dwa razy w tygodniu. Z każdego z nich mogłam coś wynieść i lubiłam w nich uczestniczyć. Siostra, która chodziła ze mną na zgromadzenia, była moją młodszą koleżanką ze szkoły. Gorliwie dźwigała brzemię, wykonując swoje obowiązki, i nawet wybrano ją na przywódczynię kościoła. Poświęcała tyle czasu, ile tylko mogła, na zgromadzenia i obowiązki, ale ja tak nie potrafiłam. Czułam, że nauka jest w życiu najważniejsza, więc poświęcałam więcej swojego wolnego czasu na uczenie się do egzaminu wstępnego na studia magisterskie. Później wybrano mnie na diakonkę podlewającą i liczba zgromadzeń, w których uczestniczyłam każdego tygodnia, nieco wzrosła. Gorliwie wykonywałam każdy obowiązek, który przydzielił mi przywódca. Jednak ponieważ wciąż chodziłam na zajęcia przygotowawcze do egzaminu na studia magisterskie, miałam mniej czasu na obowiązki. Jeśli podczas zgromadzeń bracia i siostry mieli jakiekolwiek problemy, chciałam je omówić, żeby szybko je rozwiązać i zaoszczędzić sobie więcej czasu na naukę do egzaminu. Czasami, gdy zgromadzenie dobiegało końca, widziałam, że bracia i siostry chcą dalej rozmawiać, i ja też chciałam pobyć na zgromadzeniu chwilę dłużej, ale wtedy przypominałam sobie, że mam już zaległości w nauce na dany dzień. Jeśli zostałabym dłużej, miałabym jeszcze większe zaległości i wpłynęłoby to na mój wynik na egzaminie, więc znajdowałam wymówkę, by wyjść. Potem czułam w sercu wyrzuty sumienia, ale wtedy myślałam o tym, że inni będą patrzeć na mnie z góry, jeśli obleję egzamin na studia magisterskie, więc tłumiłam to poczucie winy.

26 sierpnia 2016 roku zostałam wybrana na przywódczynię kościoła. Gdy to ogłoszono, w sercu czułam mieszankę radości i zmartwienia. Cieszyłam się, bo bycie przywódczynią oznaczało, że będę miała więcej okazji do szkolenia się. Martwiłam się, bo w drugiej połowie roku miałam zacząć czwarty rok studiów, a krajowy egzamin na studia magisterskie był za pasem. Uczyłam się do niego wytrwale przez wiele lat, a te ostatnie miesiące były kluczowym okresem przygotowań. Gdybym nie zdała, przylgnęłaby do mnie łatka kandydatki, która poniosła porażkę, albo „repetentki”. Jaki to byłby wstyd! Poza tym dostanie się na studia magisterskie było ważnym krokiem na drodze do osiągnięcia mojego chwalebnego celu życiowego. Gdybym się nie dostała, jak kiedykolwiek miałabym uzyskać wyższy stopień naukowy? Po co były te zarwane noce i lata przykładania się do nauki? Czy nie po to, by uzyskać wyższy stopień naukowy? Gdybym przyjęła obowiązki przywódczyni kościoła w takim czasie, musiałabym bardziej uczestniczyć w pracy kościoła i nie miała bym czasu ani energii na przygotowania do egzaminu na studia magisterskie. Można by rzec, że zrezygnowałabym ze swojej przyszłości i w rezultacie na zawsze zostałby mi tylko tytuł „licencjata”. Teraz absolwenci uniwersytetów są wszędzie. Nie miałabym żadnej przewagi przy szukaniu pracy. Gdybym nie znalazła dobrej posady, jak miałabym się wyróżnić i przynieść chlubę rodzinie? Nie chciałam, by patrzono na mnie z góry już zawsze, więc okazałam niechęć do bycia przywódczynią. Kaznodzieja, słysząc moje obawy, przeczytał mi fragment słów Bożych, który poruszył moje serce. Bóg Wszechmogący mówi: „Jeśli jesteś kimś, kto troszczy się o Boże intencje, wówczas będziesz dźwigać prawdziwe brzemię dla kościoła. W gruncie rzeczy, zamiast tak to nazywać, lepiej będzie nazwać to niesieniem brzemienia przez wzgląd na własne życie, ponieważ celem tego brzemienia, które dźwigasz dla kościoła, jest to, byś wykorzystał te doświadczenia i został udoskonalony przez Boga. Dlatego też każdy, kto dźwiga najcięższe brzemię dla kościoła, kto niesie brzemię wejścia w życie, zostanie przez Boga udoskonalony. Czy widzisz to wyraźnie? Jeśli kościołowi, do którego należysz, brakuje spoistości, ale ciebie wcale to nie niepokoi ani nie budzi twojego zatroskania, a nawet przymykasz oko wtedy, gdy twoi bracia i siostry nie jedzą ani nie piją Bożych słów normalnie, wówczas nie dźwigasz żadnego brzemienia. Tego rodzaju ludzie nie przynoszą Bogu radości. Bogu sprawiają radość tacy ludzie, którzy są głodni i spragnieni sprawiedliwości oraz troszczą się o Jego intencje. Dlatego też powinniście tu i teraz mieć wzgląd na brzemię Boga. Nie powinieneś czekać z tym, żeby zacząć mieć wzgląd na brzemię Boga, do czasu, gdy objawi On swoje sprawiedliwe usposobienie niezliczonym rzeszom ludzi. Czyż wtedy nie będzie już za późno? Dzisiaj masz dobrą okazję ku temu, by zostać udoskonalonym przez Boga. Jeśli pozwolisz, by przeszła ci ona koło nosa, będziesz tego żałował do końca życia, tak jak Mojżesz przez całe życie żałował, że nie mógł wejść do dobrej ziemi Kanaan, a w momencie śmierci czynił sobie wyrzuty. Gdy już Bóg objawi swoje sprawiedliwe usposobienie niezliczonym narodom, ciebie będzie przepełniał żal. Nawet jeśli Bóg cię nie skarci, skarcisz sam siebie powodowany wyrzutami sumienia. Niektórych te słowa nie przekonują, ale jeśli w nie nie wierzysz, to poczekaj, a sam zobaczysz. Są tacy ludzie, których jedynym celem jest wypełnienie tych słów. Czy jesteś gotów stać się ofiarą tych słów?(Troszcz się o Boże intencje, aby osiągnąć doskonałość, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Czytając słowa Boże, zrozumiałam, że teraz jest kluczowy czas, w którym Bóg doskonali ludzi, a robi to, gdy wykonują oni swoje obowiązki. Jako przywódczyni mogłam mieć kontakt z większą liczbą braci i sióstr i napotykać więcej problemów. Wszystkie te problemy trzeba by rozwiązywać poprzez poszukiwanie prawdy, a im więcej problemów bym rozwiązała, tym więcej prawd bym zrozumiała. W trakcie wykonywania obowiązków przejawiłabym wiele skażonych skłonności. Dzięki szukaniu prawdy błędne perspektywy kryjące się za moimi dążeniami zostałyby skorygowane, a ja stopniowo wyzbywałabym się swoich skażonych skłonności. Ten proces jest też procesem bycia oczyszczanym. Bez wykonywania obowiązków nie można zyskać prawdy i traci się też szansę na bycie oczyszczonym i dostąpienie zbawienia. Zrozumiałam, że jeśli nie wykorzystam tej szansy i do czasu zakończenia dzieła Bożego nie zaopatrzę się w wiele prawdy, a moje zepsute usposobienie się nie zmieni, ostatecznie czeka mnie zniszczenie i będzie wtedy za późno na żal. Pomyślałam o tym, jak w tym okresie, wyposażając się w prawdy dotyczące wizji poprzez wykonywanie obowiązków, zrozumiałam cel Bożego dzieła zarządzania, znaczenie Bożego dzieła osądzania i zyskałam pewną wiedzę o dziele Boga. Poza tym, gdy wcześniej coś mnie spotykało, nie wiedziałam, jak dokonywać autorefleksji. Zawsze myślałam, że moje człowieczeństwo jest dobre i że jestem uczciwa i dobroduszna. Ale dzięki demaskującym słowom Bożym i ujawnieniu faktów w końcu zobaczyłam, że mam ukryte motywy, płacąc cenę i ponosząc koszty, że próbuję targować się z Bogiem i że wcale nie jestem uczciwą osobą. Gdybym nie wykonywała obowiązków, nigdy nie zdobyłabym tej wiedzy ani nie zyskała tak wiele. Tego dnia zostałam wybrana na przywódczynię i Bóg miał nadzieję, że wykonując swoje obowiązki, zrozumiem więcej prawd. Bóg chciał mnie zbawić, ale ja nie wiedziałam, co jest dla mnie dobre. Miałam na względzie tylko to, czy w przyszłości będę cieszyć się wielkim szacunkiem innych i czy będę mogła wybić się ponad przeciętność i przynieść chlubę rodzinie. Chciałam odrzucić szansę na doskonalenie, którą dał mi Bóg. Byłam naprawdę tak krótkowzroczna, głupia i nieświadoma! Przypomniałam sobie wtedy, jak w tym okresie wykonywania obowiązkó podlewania bracia i siostry mieli nadzieję na więcej zgromadzeń i omówień, ale ja myślałam tylko o tym, by pędzić z powrotem i przygotowywać się do egzaminów, i w ogóle nie brałam pod uwagę pracy kościoła. Byłam naprawdę tak samolubna i pozbawiona człowieczeństwa!

Zawsze wierzyłam, że wyższe wykształcenie i wyższy stopień naukowy zagwarantują mi dobrą przyszłość i wygodne życie. Ale czy to zapatrywanie naprawdę jest uzasadnione? Pewnego dnia przeczytałam te słowa Boże: „Niektórzy wybierają dobry kierunek w koledżu i udaje im się po uzyskaniu dyplomu znaleźć satysfakcjonującą pracę, a tym samym postawić pierwszy triumfalny krok w podróży swojego życia. Niektórzy uczą się i opanowują wiele różnych umiejętności, a jednak nigdy nie znajdą pracy, która im odpowiada, ani swojego miejsca, a tym bardziej nie zrobią kariery. Na początku życiowej wędrówki ich plany są na każdym kroku udaremniane, nękają ich kłopoty, ich perspektywy są ponure, a życie niepewne. Niektórzy pilnie przykładają się do nauki, ale o włos tracą każdą szansę na uzyskanie wyższego wykształcenia; wydają się skazani na niepowodzenie, a ich pierwsze aspiracje w podróży życia rozpływają się w powietrzu. Nie wiedząc, czy droga przed nimi jest gładka, czy wyboista, po raz pierwszy czują, jak pełne zmiennych czynników jest ludzkie przeznaczenie, więc patrzą na życie z oczekiwaniami i strachem. Niektórzy ludzie, mimo że nie są bardzo dobrze wykształceni, piszą książki i cieszą się pewną sławą; inni, choć są niemal analfabetami, zarabiają w biznesie i dzięki temu mogą się utrzymać… To, jaki ktoś wybierze zawód albo jak zarabia na życie: czyż ludzie mają jakąkolwiek kontrolę nad tym, czy dokonują w tych kwestiach dobrego, czy złego wyboru? Czy te obszary ich życia są zgodne z ich pragnieniami i decyzjami? Większość ludzi życzyłaby sobie następujących rzeczy: pracować mniej i zarabiać więcej, nie trudzić się w słońcu i deszczu, dobrze się ubierać, zadawać wszędzie szyku, górować nad innymi i przynosić zaszczyt swoim przodkom. Ludzie mają nadzieję osiągnąć stan idealny, lecz kiedy stawiają pierwsze kroki w podróży życia, stopniowo uświadamiają sobie, jak niedoskonałe jest ludzkie przeznaczenie i po raz pierwszy naprawdę pojmują fakt, że choć można czynić śmiałe plany na przyszłość i mieć zuchwałe marzenia, nikt nie ma ani zdolności ani mocy do realizacji własnych marzeń, nikt nie jest w stanie kontrolować własnej przyszłości. Zawsze będzie jakiś rozdźwięk między marzeniami a rzeczywistością, z którym trzeba się zmierzyć; nic nie jest takie, jak by się chciało, a w obliczu takiej rzeczywistości ludzie nie potrafią osiągnąć ani satysfakcji, ani zadowolenia. Niektórzy ludzie podejmą wszelkie wyobrażalne starania, włożą ogromny wysiłek i poniosą wielkie ofiary, aby zdobyć środki na utrzymanie i przyszłość, próbując zmienić swój los. Ale w ostatecznym rozrachunku, nawet jeśli zdołają zrealizować swoje marzenia i pragnienia dzięki własnej ciężkiej pracy, nigdy nie zmienią swojego losu, i bez względu na to, jak zawzięcie próbują, nigdy nie osiągną nic ponad to, co los im przeznaczył. Niezależnie od różnic pod względem zdolności, inteligencji i siły woli, wszyscy ludzie są równi wobec losu, który nie odróżnia wielkiego od małego, wysokiego od niskiego, wysoko postawionego od nędznego. Wykonywany zawód, sposób zarabiania na życie ani zgromadzone bogactwo nie są uzależnione od rodziców, talentów, wysiłku ani ambicji, tylko są predeterminowane przez Stwórcę(Sam Bóg, Jedyny III, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Po przeczytaniu tego fragmentu słów Bożych zrozumiałam, że to, jaką człowiek ma przyszłość i jaki los, nie zależy od tego, jaki kierunek studiów skończył ani jaki ma stopień naukowy, ale raczej od tego, co z góry zarządził Bóg. Spojrzałam na ludzi wokół mnie. Wielu dobrze się uczyło i zdobyło wyższe stopnie naukowe, ale ostatecznie nie znaleźli dobrej pracy. Niektórzy z moich kolegów na studiach mieli słabe oceny, ale potem im się poszczęściło w związku z reformami politycznymi i trafili na dobrych pracodawców. Inni koledzy dostali się na studia magisterskie, ale koniec końców wykonywali tę samą pracę co osoby z licencjatem Poza tym to, czy dostaniesz się do dobrej szkoły, nie zależy od twojej decyzji. Weźmy na przykład mnie. Żeby dostać się na renomowany uniwersytet, specjalnie przeniosłam się do dobrego liceum i codziennie zarywałam noce na naukę. Myślałam, że dzięki dużemu wysiłkowi będę mogła przekroczyć progi najlepszego uniwersytetu, a potem wybić się ponad przeciętność i przynieść chlubę rodzinie. Ale nigdy się nie spodziewałam, że ostatecznie dostanę się tylko na zwykłą uczelnię. Teraz było tak samo. Jeśli było mi pisane dostać się na najlepsze studia magisterskie, to bym się dostała. Jeśli nie było mi to pisane, to bez względu na spotęgowanie moich wysiłków nie zdałabym egzaminu. Jedyne, co mogłam zrobić, to podporządkować się Bożym rozporządzeniom i ustaleniom oraz doświadczać wszystkiego, zdając się na bieg wydarzeń, jednocześnie dobrze wykonując swoje obowiązki. Gdy o tym pomyślałam, poczułam ulgę w sercu i przyjęłam obowiązki przywódczyni. Wtedy to zobaczyłam, że wszystkie sprawy w kościele, duże i małe, wymagają starannych zabiegów. Szkoliłam się od niedawna, nie pojmowałam zasad i nie wiedziałam, jak radzić sobie z wieloma rzeczami. Musiałam więc włożyć wysiłek w poszukiwanie zasad i rozmawiać z braćmi i siostrami. W zasadzie nie miałam czasu ani energii na zdobywanie wiedzy. Jednocześnie coraz bardziej czułam, że wkuwanie informacji z podręczników jest żmudne i nudne i że ta wiedza nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Zawsze musiałam zmuszać się do zapamiętywania tych rzeczy. Tymczasem wykonywanie obowiązków to było coś zupełnie innego. Mogło przynieść mi praktyczne korzyści, a moje serce czuło radość. Na przykład, podczas pracy oczyszczania kościoła musiałam szukać prawdy w kwestii rozeznania i zestawiać ją z przejawami ludzi, co mogło poprawić moją zdolność rozeznania. Często napotykałam też trudności w wykonywaniu pracy kościoła. Zwracałam się wtedy do Boga w modlitwie i poszukiwaniu i otrzymywałam Boże oświecenie i przewodnictwo. Moja wiara w Boga również wzrastała. Chociaż nie widziałam Boga na własne oczy, jak Hiob, czułam, że Bóg jest u mojego boku w każdym czasie i miejscu i że jest moim jedynym oparciem. Moje serce było wyjątkowo spokojne, a tego uczucia satysfakcji nie dało się uzyskać poprzez samo zdobywanie wiedzy. Jednak za każdym razem, gdy wracałam na uniwersytet i widziałam kolegów i koleżanki zajętych nauką do egzaminu na studia magisterskie, a także słyszałam nauczycieli, studentów i rodziców rozmawiających o tym egzaminie, podczas gdy ja byłam zajęta pracą kościoła i miałam coraz mniej czasu na naukę, martwiłam się, co sobie o mnie pomyślą. Że nie przykładam się do nauki i nie zajmuję się tym, czym powinnam? Potem myślałam o tym, jak od młodości bardzo się przykładałam, mając przed oczami ten jeden cel – wyższy stopień naukowy. Czy miałam tak po prostu z tego zrezygnować? Wtedy nigdy nie miałabym szansy wybić się ponad przeciętność. Gdy nachodziły mnie takie myśli, moje serce wciąż nie potrafiło odpuścić, więc modliłam się do Boga: „Boże, ciągle chcę dążyć do zdobycia wyższego stopnia naukowego i w głębi serca wciąż chcę zdawać egzamin na studia magisterskie. Nie potrafię całkowicie z tego zrezygnować. Proszę, poprowadź mnie do zrozumienia prawdy, żeby ta cała sytuacja związana z egzaminem nie miała na mnie wpływu i bym mogła dobrze wykonywać swoje obowiązki”.

Po modlitwie poszukałam słów Bożych dotyczących sławy i zysku. Przeczytałam te słowa Boże: „Podczas procesu przyswajania wiedzy przez człowieka szatan stosuje wszystkie możliwe metody: opowiadanie mu historii, proste przekazywanie poszczególnych fragmentów wiedzy czy też pozwalanie, aby zaspokajał swoje pragnienia lub ambicje. Jaką drogą szatan pragnie go prowadzić? Ludzie myślą, że nie ma nic złego w przyswajaniu wiedzy, że jest to proces całkowicie naturalny. Mówiąc w sposób, który brzmi przekonująco, pielęgnowanie wzniosłych aspiracji czy posiadanie ambicji to posiadanie determinacji, a to powinna być właściwa droga w życiu. Czyż życie ludzi nie jest wspanialsze, jeśli mogą oni realizować własne aspiracje lub zrobić karierę? Postępując w ten sposób, można nie tylko uczcić swoich przodków, ale także mieć szansę odciśnięcia swojego piętna na historii – czyż nie jest to coś dobrego? Jest to coś dobrego w oczach ludzi należących do świata, dla nich powinno to być właściwe i pozytywne. Czy jednak szatan ze swoimi złowrogimi pobudkami po prostu kieruje ludzi na tego rodzaju drogę i nie kryje się za tym nic więcej? Oczywiście, że się kryje. W rzeczywistości, bez względu na to, jak wielkie są aspiracje człowieka, bez względu na to, jak realistyczne i właściwe są jego pragnienia, wszystko, co człowiek chce osiągnąć, wszystko, czego człowiek szuka, jest nierozerwalnie związane z dwoma słowami. Te dwa słowa są niezwykle ważne dla każdego człowieka przez całe jego życie i są to rzeczy, które szatan chce wpajać człowiekowi. Co to za słowa? Są to »sława« i »zysk«. Szatan stosuje bardzo łagodną metodę, metodę, która jest bardzo zgodna z ludzkimi pojęciami i która nie jest szczególnie agresywna, po to, by ludzie bezwiednie przyjmowali szatańskie sposoby i prawa przetrwania, ustalali swoje cele i kierunki w życiu i zaczynali posiadać życiowe aspiracje. Bez względu na to, jak górnolotnie mogą brzmieć ludzkie opisy własnych życiowych aspiracji, aspiracje te zawsze krążą wokół sławy i zysku. Wszystko, o co jakakolwiek wielka lub sławna osoba – a w gruncie rzeczy każdy człowiek – zabiega w życiu, wiąże się tylko z tymi dwoma słowami: »sławą« i »zyskiem«. Ludzie myślą, że kiedy już zdobędą sławę i zysk, będą mieli kapitał, który pozwoli im się cieszyć wysokim statusem i wielkim bogactwem oraz radować się życiem. Sądzą, że gdy tylko zdobędą sławę i zysk, ten kapitał umożliwi im pogoń za przyjemnościami i oddawanie się niepohamowanym rozkoszom ciała. Właśnie przez wzgląd na sławę i zysk, których pragną, ludzie chętnie i nieświadomie oddają szatanowi swoje ciała, serca, a nawet wszystko, co mają, włączając w to swoje widoki na przyszłość i swój los. Robią to bez zastrzeżeń i bez choćby cienia wątpliwości i nawet nie przyjdzie im do głowy, by odzyskać wszystko to, co kiedyś posiadali. Czy ludzie mogą zachować jakąkolwiek kontrolę nad sobą, gdy już oddali się szatanowi i tym sposobem stali się wobec niego lojalni? Z pewnością nie. Znajdują się oni całkowicie i w pełni pod kontrolą szatana. Całkowicie i zupełnie utknęli w tym bagnie i nie są w stanie się wyzwolić. Kiedy ktoś nurza się w sławie i zysku, nie szuka już tego, co jasne, tego, co sprawiedliwe, ani rzeczy, które są piękne i dobre. Dzieje się tak dlatego, że pokusa sławy i zysku jest zbyt wielka dla ludzi i są to rzeczy, do których mogą oni dążyć bez końca przez całe życie, a nawet przez całą wieczność. Czyż nie taka jest rzeczywista sytuacja? Niektórzy powiedzą, że zdobywanie wiedzy to nic innego jak czytanie książek lub uczenie się pewnych rzeczy, których się nie zna, tak by nie zostać z tyłu i dotrzymać kroku światu. Wiedza jest zdobywana tylko po to, by było co jeść, z myślą o przyszłości lub z uwagi na podstawowe potrzeby. Czy istnieje ktoś, kto wytrzymałby dziesięć lat intensywnej nauki tylko po to, by zaspokoić podstawowe potrzeby, tylko po to, by rozwiązać kwestię pożywienia? Nie, nie ma takich ludzi. Czemu więc ludzie znoszą takie trudności przez te wszystkie lata? Dla sławy i zysku. Sława i zysk czekają na nich, kuszą ich, a oni wierzą, że tylko poprzez swoją własną pracowitość, poprzez trudy i zmagania, mogą podążać drogą prowadzącą do sławy i zysków. Tacy ludzie muszą znosić te trudności z myślą o własnej ścieżce w przyszłości, dla przyszłej przyjemności i dla zyskania lepszego życia. (…) Idee te wpływają na jedno pokolenie po drugim i ludzie należący do kolejnych pokoleń są doprowadzani do ich akceptacji. Nieustannie walczą w pogoni za »wzniosłymi aspiracjami«, dla których są w stanie poświęcić nawet swoje życie. Jest to sposób i podejście, za pomocą którego szatan wykorzystuje wiedzę do deprawowania ludzi. Czy zatem po tym, jak szatan wprowadzi ludzi na tę ścieżkę, są oni w stanie podporządkować się Bogu i oddawać Mu cześć? Czy są w stanie przyjąć słowa Boga i dążyć do prawdy? Absolutnie nie – ponieważ zostali sprowadzeni na manowce przez szatana. Przyjrzyjmy się jeszcze raz wiedzy, myślom i opiniom wpojonym ludziom przez szatana: czy są w nich zawarte prawdy o podporządkowaniu się Bogu i oddawaniu Mu czci? Czy są tam prawdy o tym, że należy bać się Boga i unikać zła? Czy są w nich jakiekolwiek słowa Boże? Czy jest w nich cokolwiek, co odnosi się do prawdy? Wcale nie – tych rzeczy zupełnie tam nie ma(Sam Bóg, Jedyny VI, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). „Ze względu na tę właśnie sławę i ten zysk ludzkość oddala się od Boga i zdradza Go oraz staje się coraz bardziej niegodziwa. W ten sposób kolejne pokolenia giną pośród zabiegów o szatańską sławę i zysk. Czy patrząc teraz na działania szatana, nie dostrzegamy, że jego podstępne pobudki są całkowicie odrażające? Może dzisiaj jeszcze nie przejrzeliście podstępnych pobudek szatana, bo myślicie, że życie nie miałoby sensu bez sławy oraz zysku, a ludzie nie byliby już w stanie dostrzec drogi przed sobą, nie mogliby widzieć swoich celów, a ich przyszłość stałaby się mroczna, ciemna i ponura. Jednak stopniowo, pewnego dnia wszyscy uznacie, że sława i zysk to ogromne kajdany, które szatan nakłada na człowieka. Gdy nadejdzie ten dzień, będziesz z całych sił opierać się kontroli szatana i kajdanom, które on ci przyniósł. Kiedy zapragniesz uwolnić się od wszystkiego, co zaszczepił w tobie szatan, wtedy całkowicie zerwiesz z szatanem i prawdziwie znienawidzisz wszystko, co on ci przyniósł. Tylko wtedy będziesz żywić prawdziwą miłość do Boga i tęsknić do Niego(Sam Bóg, Jedyny VI, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga).

Czytając słowa Boże, zrozumiałam, że na pozór nie ma nic złego w zdobywaniu wiedzy, ale kryją się za tym złowrogie intencje szatana. Bóg stworzył człowieka. To całkowicie naturalne i uzasadnione, by ludzie wierzyli w Boga i czcili Go oraz wykonywali swoje obowiązki; jest to coś pozytywnego. Ale szatan, walcząc z Bogiem o ludzi, wykorzystuje wiedzę, by zwodzić ich, prowadząc ich ścieżką dążenia do sławy i zysku, sprawiając, że postrzegają dążenie do sławy i zysku jako coś pozytywnego, tak że poświęcają cały swój czas i energię na sławę i zysk i w ogóle nie myślą o wykonywaniu swoich obowiązków ani o czczeniu Boga, oddalając się w ten sposób od Niego i zdradzając Go, a na koniec zostają pożarci przez szatana. Przypomniałam sobie, jak od najmłodszych lat akceptowałam wpajany mi przez tatę pogląd, że „inne sprawy to błahostki, od nich wszystkich lepsze książki”. Sądziłem, że muszę się pilnie uczyć i zdobyć wyższy stopień naukowy, bo tylko wtedy inni nie będą patrzeć na mnie z góry. Ze względu na egzaminy wstępne codziennie od rana do nocy wbijałam sobie wiedzę do głowy jak robot. Czułam, jakby głowa miała mi eksplodować. Stłamszona i obolała, nie miałam jak dać upustu emocjom, więc tylko płakałam. Mimo to nigdy nie pomyślałam o tym, żeby zrezygnować, bo wierzyłam, że zdobycie sławy i zysku równa się posiadaniu świetlanej przyszłości. Wybicie się ponad przeciętność i przyniesienie chluby rodzinie było jak przynęta wisząca przede mną, kusząca mnie, bym poświęciła cały swój czas i energię. Później, chociaż chodziłam na zgromadzenia i wykonywałam swoje obowiązki, zachodziłam w głowę, skąd wziąć więcej czasu na naukę. Nie miałam serca do rozwiązywania trudności i problemów braci i sióstr, bojąc się, że zajmie mi to czas przeznaczony na naukę. Bracia i siostry wybrali mnie na przywódczynię, co było daną przez Boga sposobnością do szkolenia się, bym mogła zyskać prawdę i wzrastać w życiu. Ale ja chciałam odmówić. Uważałam dążenie do sławy i zysku za coś pozytywnego i byłam gotowa zapłacić każdą cenę, by je zdobyć. Jednak gdy nie wykonywałam dobrze swoich obowiązków, sumienie wcale mnie nie napominało. Naprawdę nie odróżniałam dobra od zła! Dotarło do mnie, że dążenie do sławy i zysku tylko oddali mnie od Boga i sprawi, że Go zdradzę, a ostatecznie całkowicie utracę Boże zbawienie i zostanę pożarta przez szatana. W dniach ostatecznych Bóg stał się ciałem, by wyrazić słowa w celu zbawienia ludzkości. To kluczowy moment dla zbawienia człowieka, a ja marnowałam najlepsze lata swojego życia na zgłębianie tej bezużytecznej wiedzy, tracąc najlepszą szansę na dostąpienie zbawienia. Gdy dzieło Boże się skończy i nadejdą wielkie kataklizmy, to wtedy żadna ilość wiedzy, żadna góra pieniędzy ani żadna wspaniała reputacja nie uratują mi życia. Jaki byłby sens, żeby za tym wszystkim gonić? Myśląc o tym, zdałam sobie sprawę z poważnych konsekwencji dążenia do sławy i zysku i coraz bardziej czułam, że przygotowując się do egzaminu na studia magisterskie, tylko zmarnuję sobie młodość. Nie mogłam dać się dłużej zwodzić szatanowi. Musiałam porzucić dążenie do sławy i zysku i zainwestować więcej czasu i energii w wykonywanie swoich obowiązków.

W grudniu 2016 roku, gdy data egzaminu była coraz bliżej, spojrzałam na leżące na biurku książki z materiałem do egzaminu na studia magisterskie, których nie otwierałam od kilku dni, i w głębi serca wciąż się jeszcze trochę wahałam: „Iść na ten egzamin, czy nie? Bądź co bądź, pilnie przykładałam się do nauki przez ponad dziesięć lat. A co, jeśli zdam? Będę musiała wtedy zacząć nowy rozdział żmudnej nauki, będzie więcej jawnych i ukrytych spięć między studentami i niekończąca się pogoń za różnymi certyfikatami. Już na samą myśl o tym czuję frustrację i brak mi tchu! Nieuchronnie będę też miała mnie czasu na wykonywanie obowiązków. Ale jeśli nie podejdę do egzaminu na studia magisterskie, co będę mogła robić w przyszłości? Społeczeństwo tak bardzo ceni teraz dyplomy akademickie. Jeśli nie będę miała wyższego stopnia naukowego, trudno mi będzie znaleźć pracę. W końcu od tego zależy moja przyszłość!”. Myśląc o tym, chodziłam tam i z powrotem po pokoju. Co powinnam wybrać? Przypomniałam sobie jedno z ostatnich jedenastu wymagań, jakie Bóg stawia człowiekowi: „Czy potrafisz przez wzgląd na Mnie powstrzymać się od rozważania, planowania i przygotowywania swojej przyszłej drogi przetrwania?(Bardzo poważny problem: zdrada (2), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Następnie przeczytałam słowa Boże: „Nadzieje człowieka i rzeczy, do których dąży, to raczej jego tęsknoty wynikające z pogoni za ekstrawaganckimi pragnieniami ciała, a nie za przeznaczeniem, które jest przypisane człowiekowi. Tymczasem to, co Bóg przygotował dla człowieka, to błogosławieństwa i obietnice należne człowiekowi, gdy człowiek zostanie oczyszczony – które Bóg przygotował dla człowieka po stworzeniu świata i które nie są splamione wyborami, pojęciami, wyobrażeniami, czy ciałem człowieka. Przeznaczenie to nie jest przygotowane dla konkretnej osoby, ale jest miejscem odpoczynku całej ludzkości. Zatem jest to najbardziej odpowiednie przeznaczenie dla ludzkości(Przywrócenie normalnego życia człowieka i doprowadzenie go do cudownego miejsca przeznaczenia, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Teraz jest czas, gdy Mój Duch dokonuje wielkiego dzieła, i czas, w którym rozpoczynam swoją pracę wśród pogańskich narodów. Co więcej, to czas, gdy klasyfikuję wszystkie stworzone istoty, umieszczając każdą z nich w jej odpowiedniej kategorii, tak aby Moje dzieło postępowało szybciej i by mogło przynosić lepsze rezultaty. Tak więc to, czego wciąż wymagam, to abyście ofiarowywali całą swoją istotę dla całości Mojego dzieła, a jeszcze bardziej, abyś wyraźnie rozeznawał się we wszystkich dziełach, jakich w tobie dokonuję, i abyś trafnie je postrzegał i wkładał całą swoją energię w Moje dzieła, tak aby mogły one osiągać lepsze rezultaty. To właśnie musisz zrozumieć. Zaniechajcie rywalizacji między sobą, obmyślania planu awaryjnego lub szukania cielesnych wygód, aby nie opóźniać Mojego dzieła ani nie niweczyć twojej wspaniałej przyszłości. Takie postępowanie nie tylko nie zapewniłoby ci ochrony, ale mogłoby jedynie sprowadzić na ciebie zniszczenie. Czy nie byłoby to niemądre z twojej strony? To, w czym dziś się pławisz, jest właśnie tym, co zrujnuje twoją przyszłość, podczas gdy ból, który dziś znosisz, jest właśnie tą rzeczą, która cię chroni. Musisz mieć tego pełną świadomość, tak aby nie paść ofiarą pokus, z których trudno ci się będzie wyplątać, i nie zbłądzić w gęstą mgłę, w której nigdy już nie będziesz potrafił odnaleźć słońca. Kiedy ta gęsta mgła się rozwieje, znajdziesz się pośród sądu wielkiego dnia(Dzieło szerzenia ewangelii jest również dziełem zbawienia ludzkości, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Rozważałam słowa Boże w kółko, a im bardziej się w nie zagłębiamia, tym większe światło wnikało do mojego serca. Intencją Boga jest, by ludzie mogli powrócić przed oblicze Stwórcy i wykonywać swoje obowiązki, przyjąć Boży sąd i karcenie oraz dostąpić oczyszczenia skażonych skłonności, zyskując tym samym piękne miejsce przeznaczenia, które Bóg dla nich przygotował. Z drugiej strony to, do czego ja dążyłam – wybicie się ponad przeciętność i przyniesienie chluby rodzinie – na pozór wydawało się zgodne z tym, czego domagało się moje ciało, ale w istocie oddalało mnie od Boga i sprawiało, że Go zdradzałam, a ostatecznie doprowadziłoby mnie do zguby. Pomyślałam o tym, jak cała nasza czteroosobowa rodzina wierzyła wcześniej w Boga, ale później mój tata i moja siostra, bojąc się, że ich wiara w Boga zostanie odkryta przez pracodawców i wpłynie na ich przyszłość, stopniowo przestali uczestniczyć w zgromadzeniach, aż w końcu całkowicie przestali wierzyć w Boga. Chociaż później zdobyli wysoki status i wiedli dostatnie życie, zawsze mieli się na baczności przed ludźmi, nie mieli prawdziwych przyjaciół i bali się, że ktoś będzie knuł przeciwko nim; całe dnie poświęcali na intrygi, martwiąc się tak bardzo, że nie mogli spać po nocach. Byli igraszką w rękach szatana, który ich dręczył, i żyli w wielkim bólu. Konsekwencje ich pogoni za sławą i zyskiem były też dla mnie przypomnieniem, że pogoń taka nie przynosi żadnych korzyści: to ślepa uliczka. Nie mogłam kroczyć ich ścieżką skazaną na porażkę. Powinnam starać się dobrze wykonywać obowiązki istoty stworzonej i dążyć do prawdziwej przyszłości, którą Bóg przygotował dla człowieka. Gdy to przemyślałam, nie czułam już zimowego chłodu. Chociaż opłaciłam już rejestrację na egzamin na studia magisterskie i wiedziałam nawet, w której sali będę zdawać, postanowiłam sobie to wszystko odpuścić, bo nawet gdybym zdała, nie jest to w życiu właściwa ścieżka i ta sława jest bez znaczenia.

Po podjęciu tej decyzji poczułam ulgę w całym ciele. Gdy przyszłam na uczelnię i widziałam, jak moi koledzy i koleżanki przejmują się nadchodzącym egzaminem na studia magisterskie, wiedziałam, że to szatan ich dręczy, a mojego serca nie ciągnęło już do tego egzaminu. Odtąd w pełni poświęciłam się wykonywaniu obowiązków. Rok później u mojego taty zdiagnozowano zaawansowanego raka żołądka i zmarł po sześciu miesiącach. Widząc, że wiedza, sława i zysk są bezużyteczne w obliczu śmierci, jeszcze bardziej upewniłam się w głębi serca, że wiara w Boga i dążenie do prawdy to jedyny sposób, w jaki ludzie powinni żyć. Teraz wykonuję swoje obowiązki w pełnym wymiarze czasu, z dala od zgiełku i szarpaniny tego świata, i czuję w sercu wielki spokój i ukojenie. Codziennie przebywam z braćmi i siostrami, razem wykonujemy obowiązki i omawiamy prawdę. Skupiam się też na doświadczaniu sądu i karcenia poprzez słowa Boże i w jakimś stopniu poznałam swoje własne skażone skłonności. To, co zyskałam, jest czymś, czego lata nauki i zdobywanie wielkiej sławy i zysku nigdy nie mogłyby mi dać. Dziękuję za przewodnictwo słów Bożych, które pozwoliły mi zrozumieć, czym jest prawdziwa przyszłość, i dokonać mądrego wyboru.

Wstecz: 39. Dlaczego nie potrafiłam ze spokojem przyjąć swoich obowiązków

Dalej: 41. Jak traktować zainteresowania swojego dziecka

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

9. Wiara oznacza poleganie na Bogu

Autorstwa Cheng Cheng, WłochyBóg Wszechmogący mówi: „Jedynie dzięki głębokiej wierze będziesz mógł ujrzeć Boga, a kiedy będziesz miał...

37. Bóg jest przy mnie

Autorstwa Guozi, USAUrodziłam się w rodzinie chrześcijańskiej i kiedy miałam rok, moja mama przyjęła nowe dzieło powracającego Pana Jezusa...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze