24. Trudna droga wiary indyjskiej dziewczyny
Urodziłam się w chrześcijańskiej rodzinie. Mój ojciec jest pastorem. Moja mama również służy w tym kościele. Od dziecka wraz z nimi wierzyłam w Pana. Moi rodzice byli bardzo pobożnymi wierzącymi w Pana i byli też bardzo życzliwi dla innych. Nasza rodzina była bardzo zgodna. Moi przyjaciele z dzieciństwa zazdrościli mi szczęśliwej rodziny, a ja sama czułam się prawdziwą szczęściarą. Gdy dorastałam, widziałam, że ludzie wokół mnie często grzeszą, i ja również żyłam w niewoli grzechu. Aby chronić własne interesy, kłamałam i działałam impulsywnie, a także zazdrościłam innym ludziom i nienawidziłam ich. Bardzo mnie to trapiło. Nawet ja sama siebie takiej nie lubiłam, więc jak Bóg mógłby mieć we mnie upodobanie? Często płakałam i wyznawałam Bogu swoje grzechy, ale potem i tak mimowolnie grzeszyłam. Bardzo się martwiłam – czy jeśli będę tak dalej postępować, bez skruchy i zmiany, to czy ostatecznie będę mogła wejść do królestwa niebieskiego? Zapytałam więc tatę: „Tak często grzeszę – czy Pan mi wybaczy? Co mogę zrobić, by osiągnąć prawdziwą skruchę?”. Tata powiedział: „Nie martw się. Jeśli tylko wyznamy grzechy i okażemy skruchę przed Panem, On nam wybaczy. Pan nas nie porzuci”. Odpowiedź taty wcale nie rozwiała moich wątpliwości.
W marcu 2020 roku pandemia przybrała na sile i nakazano zamknięcie wszystkich instytucji. W tamtym czasie robiłam licencjat z pielęgniarstwa i wróciłam do domu, ponieważ moją uczelnię również zamknięto. W kwietniu na Facebooku otrzymałam od mojej przyjaciółki Elli zaproszenie do wzięcia udziału w odbywającym się w Internecie zgromadzeniu Kościoła Boga Wszechmogącego. Po okresie badania zrozumiałam prawdę o Bożym wcieleniu i dowiedziałam się, że Bóg wykonał trzy etapy dzieła, by zbawić ludzkość, i że Boże dzieło osądzania w dniach ostatecznych ma na celu oczyszczenie i zmianę szatańskich skłonności ludzi, uwolnienie ich z niewoli grzechu i ich całkowite zbawienie. To była dokładnie ta droga do wyzwolenia się z grzechu, której szukałam. Słowa wyrażone przez Boga Wszechmogącego rozwiały wątpliwości, które dręczyły mnie od lat, i w głębi serca zyskałam pewność, że Bóg Wszechmogący to Pan Jezus, który powrócił. Potem często brałam udział w zgromadzeniach. Na każdym z nich mogłam zrozumieć pewne prawdy, a moje serce otrzymało prawdziwe zaopatrzenie. Później udostępniłam na Facebooku złożone ze słów Bożych hymny z Kościoła Boga Wszechmogącego i zobaczył je pewien pastor. Powiedział wtedy mojemu tacie o mojej wierze w Boga Wszechmogącego. Tata zaczął mnie wypytywać: „Czy bierzesz udział w odbywających się w Internecie zgromadzeniach Kościoła Boga Wszechmogącego? Ktoś mi powiedział, że uwierzyłaś w herezję. Wiesz o tym? Droga głoszona przez Kościół Boga Wszechmogącego nie jest zgodna z Biblią. Nie wolno ci już w to wierzyć!”. „Jak moja córka może być mi nieposłuszna i wierzyć inaczej?”. Mojemu tacie bardzo zależało na zachowaniu twarzy, powiedział nawet: „Moja własna córka nie chce słuchać moich nauk. Jak mogę dalej nauczać innych?”. Powiedziałam: „Tato, ty też wiesz, że wszyscy żyjemy w grzechu oraz często grzeszymy mimowolnie i nie możemy się uwolnić, nawet jeśli chcemy. Dzieje się tak dlatego, że problem naszej grzesznej natury nie został rozwiązany. W dniach ostatecznych Bóg Wszechmogący wyraża prawdę i wykonuje dzieło osądzania właśnie po to, by rozwiązać problem naszej grzesznej natury, oczyścić nas i zbawić od grzechu”. Usłyszawszy to, tata powiedział bardzo gniewnie: „To niemożliwe, żeby Bóg wykonywał nowe dzieło! Chociaż nie zostaliśmy jeszcze oczyszczeni, jeśli będziemy się modlić i wyznawać grzechy Panu, On nam wybaczy. W ogóle nie potrzeba żadnego dzieła osądzania i oczyszczania”. Powiedziałam tacie: „Wiele proroctw w Piśmie wspomina, że gdy Pan powróci, to wykona kolejny etap dzieła. Pan Jezus powiedział: »Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz nie możecie tego znieść. Lecz gdy przyjdzie on, Duch prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę. Nie będzie bowiem mówił sam od siebie, ale będzie mówił to, co usłyszy, i oznajmi wam przyszłe rzeczy« (J 16:12-13). »Uświęć ich w twojej prawdzie. Twoje słowo jest prawdą« (J 17:17). Mówi nam to, że Bóg przychodzi w dniach ostatecznych, by wyrazić prawdę i oczyścić ludzi z grzechów. Dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych całkowicie wypełnia te proroctwa. Pan jest święty. »Bez świętości nikt nie ujrzy Pana« (Hbr 12:14). My wszyscy żyjemy teraz w grzechu: jesteśmy samolubni, chciwi, aroganccy, zadufani w sobie i często się popisujemy; kłamiemy, oszukujemy, rywalizujemy o sławę i zysk i tak dalej. Bez odrzucenia tych grzechów po prostu nie spełniamy warunków, by wejść do królestwa niebieskiego!”. Ale mój tata w ogóle nie chciał słuchać moich słów. Aby zmusić mnie do wyparcia się Boga Wszechmogącego, opowiedział mi wszystkie te bezpodstawne plotki, których KPCh używa, by oczerniać Kościół Boga Wszechmogącego, i powiedział ze smutną miną: „To wszystko moja wina. Nie opiekowałem się tobą dobrze i dałaś się im zwieść”. Słysząc te słowa, bardzo posmutniałam i miało to na mnie pewien wpływ. W duchu cicho modliłam się do Boga, błagając Go, by mnie prowadził. Pomyślałam o tym, że w ciągu tych dwóch miesięcy, odkąd wierzę w Boga Wszechmogącego, przeczytałam wiele słów Bożych i zobaczyłam, że słowa Boga Wszechmogącego są w całości prawdą. Prowadziły mnie one do odrzucenia mojego skażonego usposobienia i urzeczywistniania zwykłego człowieczeństwa. Dały mi też pewną wiedzę o sprawiedliwym usposobieniu Boga. W sercu naprawdę pragnęłam słów Bożych i za każdym razem, gdy je jadłam i piłam, mogłam cieszyć się obecnością Ducha Świętego. Moje serce otrzymywało zaopatrzenie, miało pokój i radość. Doświadczyłam tego osobiście. Dobrze wiedziałam, że tylko prawdy wyrażone przez Boga Wszechmogącego mogą oczyścić moje skażone usposobienie i wybawić mnie z niewoli grzechu. Bez względu na to, co mówił tata, musiałam wytrwać w wierze w Boga Wszechmogącego. Chciałam pokazać tacie słowa Boga Wszechmogącego na telefonie, ale nie pozwolił mi go wyciągnąć i krzyknął na mnie: „Jeśli chcesz się czegokolwiek dowiedzieć, to czytaj Biblię. Jeśli nie rozumiesz, przyjdź i zapytaj mnie. Nie słuchaj tak bezmyślnie innych nauk!”. Byłam bardzo przygnębiona tym, że tata kurczowo trzymał się litery Biblii i nie przyjmował prawdy. Ojcie zabrał mi wtedy telefon i nie wiedziałam, czy mi go odda ani czy będę mogła nadal brać udział w internetowych zgromadzeniach. Wiedziałam, że prześladowanie ze strony rodziny nie jest łatwym doświadczeniem, i martwiłam się, że z powodu mojej niedojrzałej postawy nie będę w stanie wytrwać. W duchu cicho modliłam się do Boga, błagając Go o prowadzenie i ochronę.
Po pewnym czasie tata ponownie zażądał, bym opuściła Kościół Boga Wszechmogącego. Widząc moje milczenie, bardzo się rozzłościł i zapytał: „Będziesz słuchać moich nauk czy pójdziesz za tymi Chińczykami, którzy głoszą powrót Pana Jezusa?”. Odpowiedziałam: „Pójdę za Bogiem”. Gdy tylko to powiedziałam, ojciec uderzył mnie w twarz. Zapytał mnie jeszcze dwa razy i za każdym razem moja odpowiedź była taka sama. Za każdą odpowiedź wymierzał mi policzek. Mój młodszy brat powiedział: „Siostra, czemu jesteś taka uparta? Po prostu posłuchaj taty i niech nasza rodzina będzie tak zgodna jak wcześniej”. Nic nie powiedziałam, a tata wściekły poszedł do drugiego pokoju. Przypomniałam sobie, że Pan Jezus powiedział: „Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem i córkę z jej matką, a synową z teściową” (Mt 10:34-35). Wiedziałam, że Pan powrócił i że niektórzy ludzie potrafią rozpoznać Jego głos i podążają za Nim, podczas gdy inni, którzy Go nie rozpoznają, opierają się Mu. Choć byliśmy jedną rodziną, poróżniło nas to. Musiałam się z tym zmierzyć. Po dwóch czy trzech minutach tata zawołał mnie do tamtego pokoju. Trzymając długi, gruby kij, przesłuchiwał mnie, mówiąc: „Mów! Kogo będziesz słuchać?”, Odpowiedziałam: „Słucham Boga!”. Ojciec wpadł w furię, dźgnął mnie czubkim kija w ramię, zostawiając na nim siniak. Mój brat też krzyczał z boku, żebym nie wierzyła w Boga Wszechmogącego. Tata powiedział: „W tej chwili jestem szatanem! Jeśli mnie nie posłuchasz, zabiję cię!”. W tamtym momencie byłam bardzo zaskoczona. Nigdy nie sądziłam, że mój ojciec, któremu kiedyś ufałam i którego szanowałam, człowiek, który wydawał się tak życzliwy i pokorny w swojej wierze w Pana, mógłby mówić takie rzeczy. Był wierzącym od wielu lat i wybitnym pastorem, który głosił kazania w najróżniejszych miejscach. Został całkowicie zdemaskowany przez Boże dzieło dni ostatecznych. Gdy usłyszał wieść o powrocie Pana Jezusa, w ogóle nie miał poszukującego serca. W istocie był niedowiarkiem! Początkowo myślałam, że tata posłucha, jak daję świadectwo o Bogu, ale w tamtej chwili wiedziałam, że choć jest pastorem, wcale nie ma bogobojnego serca. Był fałszywym pasterzem, który służył Bogu, lecz Mu się opierał. Nie miłował prawdy, lecz dbał tylko o swoją twarz. Tylko z pozoru wyglądał na pobożnego, ale w głębi duszy nienawidził prawdy. Powiedziałam tacie: „Nie porzucę prawdziwej drogi”. Tata był bardzo zły i kazał mi usunąć z telefonu dane kontaktowe wszystkich braci i sióstr. Ciągle mi też groził i zaczął mnie bić po twarzy. Widząc go w takim stanie, bardzo się bałam i poczułam pewną słabość. Nigdy nie myślałam, że będę cierpieć takie prześladowania za wiarę w Boga. Nie wiedziałam, co jeszcze mnie czeka. Gdybym w przyszłości musiała cierpieć większy ból lub stanąć w obliczu śmierci, czy nadal potrafiłabym trwać przy świadectwie? Pomyślałam wtedy o świadectwach z doświadczenia pochodzących od braci i sióstr w Chinach, którzy cierpieli prześladowania ze strony KPCh. Oni byli w stanie trwać przy swoim świadectwie o Bogu pomimo najróżniejszych tortur. Do czego sprowadzała się ta odrobina prześladowań, których ja doświadczałam? Bóg obdarzył mnie łaską, przyprowadzając mnie przed swoje oblicze i zaopatrując mnie w prawdę. Powinnam trwać przy świadectwie. Nie mogłam porzucić prawdziwej drogi tylko z powodu tchórzostwa. Widząc moją stanowczą postawę, tata nagle mocno uderzył mnie kijem w głowę. Mój brat, martwiąc się, że ojcie rozbije mi głowę, wystąpił naprzód, by go powstrzymać, i krzyknął na mnie: „Chcesz zginąć z rąk taty? Czemu jesteś taka uparta? Dlaczego po prostu nie przyznasz się do błędu?”. Tata złapał mnie za włosy i szarpał mną, dźgając mnie końcem kija w ramię. Nie przestał, dopóki moje ramię nie stało się całe sine. Widząc tatę w takim stanie, poczułam w sercu pewną słabość w sercu.
Później przeczytałam fragment słów Bożych, który dał mi wiarę i siłę. Bóg Wszechmogący mówi: „Musisz dotrzeć do punktu, w którym bez względu na napotkane okoliczności twoja determinacja nie ulegnie zmianie. Tylko wówczas będziesz kimś, kto rzeczywiście miłuje prawdę i do niej dąży. Nie może tak być, że w sytuacji gdy coś ci się przydarza i napotykasz drobne trudności, wycofujesz się, zniechęcasz i stajesz się przygnębiony oraz tracisz determinację. Musisz mieć taką determinację, by położyć na szali swoje życie i powiedzieć: »Bez względu na to, co się stanie, nawet jeśli oznacza to, że umrę, nie zrezygnuję z prawdy ani mojego celu, jakim jest dążenie do niej«. Wówczas żadne trudności cię nie powstrzymają. Jeśli naprawdę napotkasz trudności i zostaniesz zapędzony w kozi róg, Bóg podejmie działanie. Ponadto musisz rozumieć następującą rzecz: »Każda rzecz, jaka mnie spotyka, stanowi lekcję, którą muszę sobie przyswoić, dążąc do prawdy – Bóg to zaaranżował. Może i jestem słaby, lecz nie zniechęcony, i dziękuję Bogu za to, że dał mi sposobność przyswojenia sobie owych lekcji. Jestem wdzięczny Bogu za to, że przygotował dla mnie tę sytuację. Nie mogę porzucić mojego postanowienia, by podążać za Bogiem i uzyskać prawdę. Gdybym z tego zrezygnował, byłoby to równoznaczne z poddaniem się szatanowi, zniszczeniem siebie i zdradzeniem Boga«. Oto, jakiego rodzaju determinacją musisz się wykazać. Niezależnie od tego, jakie drobnostki napotkasz, wszystkie one są jedynie niewielkimi epizodami w rozwoju twojego życia. Nie możesz pozwolić, by zablokowały one kierunek twoich postępów. Kiedy napotykasz trudności, możesz poszukiwać i czekać, lecz kierunek twoich postępów nie może się zmienić, czyż nie? (Racja). Bez względu na to, co mówią inni ludzie ani jak cię traktują, i niezależnie od tego, jak Bóg z tobą postępuje, twoja determinacja nie może ulec zmianie” (Tylko często żyjąc przed obliczem Boga można mieć z Nim normalną relację, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Ze słów Bożych zrozumiałam, że Bóg ma nadzieję, iż wytrwam w podążaniu za Nim. Nawet jeżeli nikt mnie nie wspierał i wszyscy mnie odrzucili, i tak nie mogłam zdradzić Boga. Musiałam trwać przy swoim świadectwie. Wcześniej, kiedy słyszałam, jak bracia i siostry omawiają kwestie tego, że przeciwności i próby stanowią Boże błogosławieństwa, nie rozumiałam, co to znaczy. Jednak dzięki temu doświadczeniu zyskałam nieco większe zrozumienie. Za sprawą prześladowań ze strony rodziny ujrzałam brzydotę i niegodziwość szatana. Szatan chciał wykorzystać moją rodzinę, aby wymusić na mnie zdradę Boga i sprawić, bym utraciła szansę na dostąpienie zbawienia, lecz Bóg zawsze mnie chronił, dawał mi wiarę i udzielał wskazówek, bym pokonywała jedną trudność za drugą. Bóg pozwolił, by spotkało mnie prześladowanie ze strony rodziny, żeby mnie udoskonalić, tak abym mogła zrozumieć prawdę i zyskać rozeznanie. Czułam, że jedynie Bóg tak bardzo miłuje ludzi. Postanowiłam sobie: „Bez względu na to, jak słabe może być moje ciało, nigdy nie zrezygnuję z dążenia do prawdy”. Później udało mi się odzyskać telefon, ponieważ musiałam zdawać online egzamin z pielęgniarstwa. Ale moi rodzice, martwiąc się, że będę nadal brać udział w internetowych zgromadzeniach Kościoła Boga Wszechmogącego, bacznie mnie obserwowali. Często mnie ganiono, a członkowie mojej rodziny odzywali się do mnie chłodno i szorstko. Czułam wielki ból i słabość i często modliłam się do Boga, by dał mi wiarę i umocnił moje serce.
Pewnego dnia w listopadzie 2020 roku brałam udział w zgromadzeniu online, gdy nagle wpadła moja mama, mówiąc: „Ktoś wie, że wierzysz w Boga Wszechmogącego, i wypytuje o to twojego tatę”. Wtedy tata zawołał mnie do kuchni i zapytał, czy nadal biorę udział w zgromadzeniach Kościoła Boga Wszechmogącego. Odpowiedziałam: „Tak”. Tata powiedział łagodnym tonem: „Moja droga córko, dlaczego wciąż bierzesz udział w zgromadzeniach Kościoła Boga Wszechmogącego? Ostrzegałem cię już, że to nie jest prawdziwa droga. Powiedziałem moim współpracownikom, że odeszłaś już z Kościóła Boga Wszechmogącego, tymczasem ty nadal uczestniczysz w ich zgromadzeniach. Tak bardzo mnie rozczarowujesz!”. Próbowałam to wyjaśnić, ale tata plunął mi w twarz i uderzył mnie pięścią w oko. Mama wkroczyła, by go powstrzymać, a tata próbował ciągnąć mnie za włosy, mówiąc, że jeśli nie pójdę za nim, by wierzyć w Pana w kościele, to mnie zabije. W tamtej chwili bardzo się bałam i w duchu cicho modliłam się do Boga. Widząc, że nie wypieram się Boga Wszechmogącego, tata spróbował innej taktyki. Powiedział: „Głoszę już od tylu lat i nikt nigdy mi nie powiedział, że z moimi kazaniami coś jest nie tak, a teraz moja własna córka mi się sprzeciwia. Skoro nie chcesz słuchać moich kazań i uważasz, że to kazania innych są słuszne, zrezygnuję z funkcji pastora. Pakuj się, dziś wieczorem wracamy do rodzinnego miasta!”. Moja mama i bracia płakali, błagając mnie, bym zmieniła zdanie. Tata był wściekły, nie tylko ostrzegał mnie i próbował bić, ale też ze złością uderzał pięścią w ścianę. Powiedział, że jeszcze tej nocy wyjedzie, by ze sobą skończyć. Byłam przerażona. Gdyby tacie naprawdę coś się stało, czułabym, że strasznie go zawiodłam. Choć zdawałam sobie sprawę, że to otoczenie jest dla mnie próbą, to i tak bardzo się bałam. Matka zmusiła mnie, bym go przeprosiła, mówiąc, że jeśli coś mu się stanie, to wyłącznie ja będę za to odpowiedzialna, i że ani ona, ani moje rodzeństwo mi tego nie wybaczą. Mama powiedziała też, że jestem bardzo nieprzejednana i nie biorę pod uwagę ich uczuć. Widząc moją rodzinę tak zranioną i zmartwioną, poczułam się bardzo słaba. Wtedy właśnie pomyślałam o słowach Bożych opisujących metody, jakich używa szatan, by deprawować ludzi: „Pierwszą z nich jest kontrola i przymus. Oznacza to, że szatan zrobi wszystko, co możliwe, aby przejąć kontrolę nad twoim sercem. Co oznacza »przymus«? Oznacza wykorzystanie taktyki zastraszania i nacisku, byś był mu posłuszny i myślał o konsekwencjach braku podporządkowania. Boisz się i nie ośmielasz się mu przeciwstawić, więc się poddajesz” (Sam Bóg, Jedyny VI, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Dzięki słowm Bożym zrozumiałam, że za tym wszystkim kryje się podstęp szatana. Stosuje on różne metody i środki, aby kontrolować i przymuszać ludzi, sprawiając, że zdradzają Boga. Rodzina jest bardzo cennym elementem mojego życia. Gdyby przeze mnie stało im się coś złego, nigdy nie zdołałabym sobie wybaczyć. Kiedy tata powiedział, że odjedzie, by ze sobą skończyć, a mama stwierdziła, że mi nie wybaczy, poczułam, że jeśli będę trwać w wierze w Boga Wszechmogącego, cała rodzina mnie zruga i wyrzuci mnie z domu. To sprawiło, że poczułam się słaba. Ale słowa Boże uświadomiły mi, że szatan wykorzystuje uczucia rodzinne, by mi grozić i próbować zmusić mnie do zdradzenia Boga. Gdybym okazała posłuszeństwo ojcu i zdradziła Boga, nie miałabym żadnego świadectwa. Zdecydowałam, że absolutnie muszę podążać za Bogiem Wszechmogącym i nie mogę być posłuszna rodzinie.
Tej nocy tata znów zabrał mi telefon, a mama spała ze mną, by mnie pilnować. Powiedzieli też, że jak najszybciej odeślą mnie z powrotem na studia, ponieważ tam nie wolno mi będzie korzystać z telefonu i prawie wcale nie będę mogła wychodzić, więc bardzo trudno będzie mi brać udział w zgromadzeniach czy widywać się z braćmi i siostrami. Leżąc w łóżku, nie mogłam przestać płakać. Modliłam się do Boga, prosząc Go, by dał mi siłę i odwagę. Wiedziałam, że jeżeli nadal chcę wierzyć w Boga i wykonywać swoje obowiązki, jedynym wyborem, jaki mam, jest opuszczenie domu. Wiedziałam, że w przeciwnym razie na pewno odesłaliby mnie do szkoły, by ograniczyć mi możliwość wierzenia w Boga. Byłam jednak tylko dziewczyną – dokąd mogłabym pójść? Nie miałam pieniędzy, więc jak miałabym żyć w przyszłości? Ale gdybym została w domu, nie pozwoliliby mi podążać za Bogiem. Co powinnam zrobić? Przez te kilka dni nie mogłam spać, a w moim sercu panował zamęt. Czasami myślałam, że jako najstarszą córka powinnam była pomagać rodzicom w opiece nad młodszym rodzeństwem. W szkole uczęszczałam na kurs zawodowy i po otrzymaniu dyplomu byłabym w stanie znaleźć pracę. Rodzice pokładali we mnie tak wielkie nadzieje. Jak mogłabym zrezygnować z nauki? Ale jestem też istotą stworzoną i Bóg wyświadczył mi łaskę, dając mi możliwość wykonywania obowiązków w Jego domu. Było to wyniesienie przez Boga, a co więcej, była to odpowiedzialność, którą powinnam wypełnić. Jak miałam wybrać między moją szkołą a wiarą? Rozmyślając o tym w kółko, czułam wielkie rozdarcie i ból. Pomyślałam wówczas o fragmencie słów Bożych: „Przebudźcie się, bracia! Przebudźcie się, siostry! Mój dzień nie będzie spóźniony; czas jest życiem, a odzyskanie straconego czasu oznacza ocalenie życia! Ten czas nie jest odległy! Jeśli nie zdacie egzaminów wstępnych na studia, możecie się do nich przygotowywać jeszcze wiele razy. Jednak Mój dzień nie będzie się dłużej opóźniał. Pamiętajcie! Pamiętajcie! To są Moje życzliwe słowa napomnienia. Koniec świata odsłonił się przed waszymi oczami, a wielkie kataklizmy wkrótce nadejdą. Co jest ważniejsze: wasze życie czy wasz sen, jedzenie, picie i ubranie? Nadszedł czas, abyście zważyli te rzeczy. Porzućcie wątpliwości! Zbyt jesteście bojaźliwi, by potraktować te sprawy na poważnie, czyż tak nie jest?” (Wypowiedzi Chrystusa na początku, rozdz. 30, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Ze słów Bożych dowiedziałam się, że katastrofy już się zaczęły, W 2016 roku w mojej okolicy miało miejsce trzęsienie ziemi o sile 6,7 w skali Richtera, a w 2020 roku wybuchła globalna pandemia COVID-19. Katastrofy przybierają coraz większe rozmiary. Utajone przybycie Boga w celu dokonania dzieła zbawienia ludzkości dobiega końca, a czasu jest teraz niezmiernie mało. Gdybym dalej usiłowała ukończyć studia, opóźniłoby to moje dążenie do prawdy i mój rozwój życiowy. więc nie chciałam kontynuować nauki. Wiedziałam, że w przyszłości napotkam wiele trudności, ale wierzyłam, że Bóg otworzy dla mnie drogę.
W tamtym okresie czasami używałam telefonu mojej młodszej siostry, by zalogować się na Facebooka i sprawdzić wiadomości. Bracia i siostry często przesyłali mi słowa Boga Wszechmogącego, by mi pomóc. Zobaczyłam słowa Boże: „Bóg nazywa »zwycięzcami« tych, którzy w dalszym ciągu są w stanie trwać przy swoim świadectwie oraz zachować pierwotną wiarę w Boga i oddanie Bogu, gdy znajdują się pod wpływem szatana i są przez niego oblegani – innymi słowy, gdy znajdują się pośród sił ciemności. Jeśli bez względu na wszystko nadal potraficie zachować czystość serca i autentyczną miłość Boga, wówczas trwacie przy swoim świadectwie przed obliczem Boga, i to właśnie kogoś takiego Bóg nazywa »zwycięzcą«. Jeśli całym sercem dążysz do prawdy, gdy Bóg ci błogosławi, a bez Jego błogosławieństwa wycofujesz się, czy jest to czystością? Skoro jesteś pewny, że ta droga jest prawdziwa, musisz podążać nią aż do końca; musisz wytrwać w oddaniu Bogu. Ponieważ widziałeś, że sam Bóg zstąpił na ziemię, by cię doskonalić, powinieneś bez reszty oddać Mu swoje serce. Jeżeli potrafisz podążać za Bogiem bez względu na to, co Bóg czyni, nawet jeśli wyznaczył dla ciebie niekorzystny ostateczny wynik, oznacza to, że zachowujesz czystość przed Jego obliczem. Ofiarowanie Bogu świętego ciała duchowego i czystej dziewiczości oznacza zachowanie przed obliczem Boga szczerości serca. W przypadku ludzkości szczerość jest czystością, zaś umieć być szczerym wobec Boga, to zachować czystość. To właśnie powinieneś wcielać w życie” (Powinieneś wytrwać w lojalności wobec Boga, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Na podstawie słów Bożych zrozumiałam, że ci, których Bóg zamierza uczynić zwycięzcami, to ci, którzy potrafią oddać Bogu swoje prawdziwe serca podczas prób. Im większe próby przechodzą ci ludzie, tym silniejsze staje się ich serce miłujące Boga. Zobaczyłam, że Bóg wykorzystuje próby, by udoskonalić ludzi. Gdy o tym pomyślałam, uznałam, że to rzeczywiście prawda. Za każdym razem, gdy doświadczałam prześladowań, moja wiara w Boga stawała się nieco mocniejsza. Te powtarzające się prześladowania tworzyły środowisko, które Bóg w praktyczny sposób przygotował stosownie do mojej postawy, by udoskonalić moją wiarę i umożliwić wzrost mojej postawy. Dziękowałam Bogu z całego serca. Słowa Boże dały mi wiarę i odwagę, by trwać przy prawdziwej drodze. Modliłam się do Boga, prosząc Go, by mi pomógł, by umożliwił mi podporządkowanie się Bogu i trwanie przy świadectwie o Nim, i bym nie narzekała na Boga bez względu na to, z jakim bólem przyjdzie mi się zmierzyć w przyszłości. Pewnego wieczoru przypomniałam sobie doświadczenia Piotra, o których rozmawialiśmy wcześniej na zgromadzeniu. W wieku 18 lat Piotr porzucił swoich rodziców, rodzinę i widoki na przyszłość w świecie, aby podążać ścieżką wiary w Boga. Później, usłyszawszy wezwanie Pana, podążył za Nim, nie zważając na nic innego. To dało mi wiele do myślenia. Wiedziałam, że Bóg Wszechmogący jest prawdziwym Bogiem, Panem Jezusem, który powrócił, ale ja nie zapłaciłam żadnej ceny za podążanie za Bogiem. Nie potrafiłam z determinacją podążać za Bogiem. Naprawdę bardzo się zawstydziłam. Gdy o tym myślałam, moje serce się rozjaśniło i poczułam, że Bóg kieruje mnie ku dokonaniu wyboru. Musiałam wytrwale podążać za Bogiem i wykonywać swoje obowiązki. Użyłam więc telefonu siostry, by skontaktować się z braćmi i siostrami, mówiąc im, że chcę rzucić studia i podążać za Bogiem i że jeśli rodzice znów spróbują mnie powstrzymać, ucieknę z domu. Pewna siostra omówiła to ze mną w taki sposób: „Jesteś dziewczyną i twoja rodzina będzie się martwić, jeśli tak po prostu uciekniesz. To, że podążamy za Bogiem, jest całkowicie naturalne i uzasadnione. Możesz wyjaśnić wszystko rodzicom, mówiąc im, że wybierasz podążanie za Bogiem. Jeśli nadal będą próbowali cię powstrzymać, wtedy będziesz musiała wybrać drogę życiową, którą powinnaś kroczyć”. Czułam, że siostra ma rację, i zaczęłam myśleć o tym, jak przedstawić swoje stanowisko tacie.
Niespodziewanie w ciągu kilku następnych dni nastawienie moich rodziców do mnie nagle stało się bardzo dobre. Opowiadali mi, jak ciężko pracowali, by opiekować się mną od moich narodzin. Tata często mówił: „Moja droga córko, czy wiesz, jak bardzo cię kochamy? Jako dziecko chorowałaś na astmę i w nocy miałaś trudności z oddychaniem. Twoja matka i ja trzymaliśmy cię na kolanach i podawaliśmy ci lekarstwa. W nocy na zmianę cię trzymaliśmy, pomagając ci zmienić pozycję w trakcie snu. Czy wyzdrowiałabyś, gdybyśmy się tak tobą nie opiekowali? Oszczędzaliśmy każdy grosz, by zapewnić ci najlepszą edukację, żebyś w przyszłości mogła wybić się ponad innych. Wszystkie nasze pieniądze wydaliśmy na ciebie. Nie możesz zapomnieć o naszej dobroci i naszym poświęceniu!”. Gdy słuchałam słów rodziców, serce mnie bolało i czułam, że mam u nich dług. Później, na zgromasdzeniu, otworzyłam się i omówiłam swój stan. Siostra przeczytała mi fragment słów Boga Wszechmogącego: „Że nasze życie i dusza pochodzą od Boga i przez Niego zostały stworzone. Nie pochodzą od naszych rodziców i z pewnością nie od natury, ale zostały nam dane przez Boga; po prostu nasze ciało zrodziło się z naszych rodziców, a nasze dzieci zostały zrodzone z nas, jednak ich losy spoczywają w pełni w rękach Boga. To, że możemy w Niego wierzyć, to szansa dana nam przez Boga; jest to Jego zarządzenie i Jego łaska. Nie ma więc żadnej potrzeby, aby spełniać obowiązki i powinności względem kogokolwiek innego, należy wyłącznie względem Boga wypełnić obowiązek, który jest powinnością istoty stworzonej. Właśnie to człowiek powinien zrobić przede wszystkim, jest to główna sprawa i kwestia nadrzędna, którą ludzie przede wszystkim powinni się zająć w swoim życiu. Jeśli nie wypełniasz dobrze swojego obowiązku, nie jesteś istotą stworzoną spełniającą standardy. W oczach innych ludzi może i jesteś dobrą żoną, kochającą matką, doskonałą gospodynią i oddaną córką, a także uczciwą obywatelką, jednak w oczach Boga jesteś kimś, kto się zbuntował i wcale nie wypełnił swojej powinności czy też swojego obowiązku; kimś, kto przyjąwszy Boże posłannictwo, nie wypełnił go, a poddał się w połowie drogi. Czy ktoś taki może zyskać Bożą aprobatę? Takie osoby są bezwartościowe” (Naprawdę zmienić się można tylko wtedy, gdy pozna się swoje błędne poglądy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu słów Bożych zdałam sobie sprawę, że błędnie wierzyłam, iż rodzice tak wiele mi dali i że to im najbardziej na mnie zależy, a wybór podążania za Bogiem oznaczałby, że mam u nich dług. W rzeczywistości to Bóg obdarzył mnie tym wszystkim. Moje życie i wszystko, czego potrzebuję do rozwoju, zostało mi dane przez Boga. To, że rodzice mnie wychowali, również wynikało z suwerennej władzy Boga i Jego ustaleń. To u Boga mam dług, a nie u rodziców. Pomyślałam o tym, jak rodzice mówili, że dali mi masę dobrych rzeczy i zapewnili dobrą edukację oraz że bardzo mnie kochają. W rzeczywistości byli dla mnie dobrzy tylko powierzchownie. Gdy przyszło do wielkiej sprawy powrotu Pana, zawsze próbowali powstrzymać mnie przed przyjęciem prawdziwej drogi. Jakaż to była miłość? Mówili takie rzeczy, by skusić mnie do zdradzenia Boga! Dziękowałam za przewodnictwo słów Bożych, które pozwoliło mi przejrzeć intrygi szatana. Później spędziłam całą noc na pisaniu listu do taty, w którym raz jeszcze dałam mu świadectwo o dziele Boga Wszechmogącego. Napisałam też o tym, co czuję, nie mogąc czytać słów Boga Wszechmogącego, i wyraziłam swoje mocne postanowienie podążania za Bogiem Wszechmogącym. Na końcu tego listu dodałam: „Proroctwa mówiące o powrocie Pana już się wypełniły. Bóg Wszechmogący to Pan Jezus, który powrócił. Dużo z tobą rozmawiałam, lecz ty nie chcesz mnie słuchać, a wręcz prześladujesz mnie i mi bruździsz. Teraz proszę cię, byś dał mi wolność wyznania i pozwolił uczestniczyć w zgromadzeniach. Jeżeli nadal będziesz mnie powstrzymywał, to pewnego dnia odejdę z domu. Żyjemy w demokratycznym kraju, a jednak odebrałeś mi prawo do wolności wyznania. Jestem zdeterminowana, by zawsze podążać za Bogiem Wszechmogącym – nie możesz mnie powstrzymać”. Potem pokazałam list tacie. Po przeczytaniu go powiedział do mnie: „Zabraniam ci dalej wierzyć w Boga Wszechmogącego. Ostrzegałem cię trzy razy. Dlaczego wciąż upierasz się przy wierze? Dlaczego w kółko poruszasz ten temat? Dlaczego wciąż chcesz dołączyć do ich kościoła?”. Odrzekłam tacie: „Powiedziałam ci już to, co trzeba było powiedzieć. Bez względu na wszystko nie zrezygnuję z podążania za Bogiem Wszechmogącym!”. Tata milczał przez chwilę, po czym powiedział: „Kazałem ci się uczyć, abyś mogła mi pomagać na różne sposoby, lecz twoja wiedza przewyższa dziś moją i nie tylko mi nie pomagasz, lecz wręcz mówisz, że moje nauki są niewłaściwe. Jak mogę dłużej głosić innym? Jak mogę być pastorem? Jeśli kochasz swojego tatę, masz robić to, co ci każę. Biblia mówi, że dzieci muszą być posłuszne swoim rodzicom. Tylko okazując mi posłuszeństwo, możesz udowodnić, że droga, w którą wierzysz, jest właściwa”. Wiedziałam, że ojciec bał się, iż moje podążanie za Bogiem Wszechmogącym odbije się negatywnie na jego statusie pastora i zaszkodzi jego reputacji pośród wierzących. Odpowiedziałam: „Mam wielkie szczęście, że urodziłam się w chrześcijańskiej rodzinie i od małego wiedziałam, że Bóg istnieje. Jednak nie wszystkie twoje nauki są poprawne. Usłucham tych z twoich nauk, które są właściwe, ale nie mogę zastosować się do tego, co niesłuszne. Przyjęłam Boże dzieło w dniach ostatecznych i z radością powitałam powrót Pana Jezusa. Powstrzymując mnie, uniemożliwiasz mi usłyszenie Bożego głosu i podporządkowanie się Bogu. Jak mam cię słuchać?”. Widząc, że nie pójdę na ustępstwa, tata mówił dalej: „Nie będę cię zmuszał. Możesz wybrać własną drogę. Ale musisz wiedzieć, że jeśli mnie posłuchasz, możemy żyć razem w zgodzie. Jeśli wybierzesz podążanie za Bogiem Wszechmogącym, nasza rodzina się rozpadnie, bo podążamy różnymi drogami. To znaczy, że odtąd każdy będzie musiał pójść w swoją stronę!”. Trochę się bałam i pomyślałam: „Gdzie bym się podziała, gdybym opuściła rodzinę? Jak miałabym żyć na własną rękę?”. Ale wiedziałam, że nawet jeśli stracę wszystko, nie mogę zdradzić Boga. Dlatego raz jeszcze stanowczo powiedziałam tacie: „Chcę podążać za Bogiem Wszechmogącym i kroczyć właściwą drogą!”.
Później zatrzymałam się u przyjaciółki w innej okolicy. Choć moja przyjaciółka nie wierzyła w Boga, potrafiła mnie zrozumieć, gdy usłyszała o prześladowaniach, jakich doświadczyłam. Później szukałam pomocy w pewnej organizacji praw człowieka. Jej pracownicy, wysłuchawszy mojej relacji, powiedzieli mi, że jeśli rodzina ingeruje w moją wolność wyznania, mogą wnieść pozew i wystosować ostrzeżenie do moich rodziców. Potem zabrali mnie do schroniska. Miałam tam zapewnione środki do przetrwania, ale nie mogłam prowadzić życia kościelnego ani czytać słów Bożych, a w sercu wciąż czułam ból. Później skorzystałam z cudzego telefonu, by skontaktować się z braćmi i siostrami. Siostra Sylvia powiedziała mi, że moi rodzice, chcąc mnie znaleźć, zmówili się z policją, która aresztowała troje braci i sióstr utrzymujących ze mną kontakt. Byłam w szoku. Nigdy nie sądziłam, że policja posunie się do czegoś takiego. Udałam się więc do organizacji praw człowieka z prośbą o pomoc. Niespodziewanie tego popołudnia rodzice przyprowadzili do siedziby organizacji wielu policjantów. Mama płakała i błagała mnie o powrót do domu, obiecując, że nie będą ingerować w moją wiarę. Doszliśmy do porozumienia, a organizacja praw człowieka dopilnowała, by mama je podpisała. Policja oszukała mnie, twierdząc, że wypuścili już braci i siostry. Ale gdy dotarłam na komisariat, oni wciąż byli zamknięci w areszcie, a wcześniej zostali brutalnie pobici. Jedna z sióstr została nawet pobita do nieprzytomności. Powiedziałam policjantom, dlaczego odeszłam z domu i jak prześladowała mnie rodzina. Wyjaśniłam, że Indie są krajem demokratycznym, w którym wolność wyznania jest chroniona prawem, a wielokrotne próby moich rodziców, by zmusić mnie do porzucenia wiary, są niezgodne z indyjskim prawem. Jeden z policjantów krzyknął na mnie wściekle: „Jaka wiara? Daj spokój! Dla swojej wiary zdradziłaś rodziców. Bez względu na wszystko musisz być posłuszna rodzicom!”. Byłam przerażona krzykiem policjanta. Wcześniej wiedziałam tylko, że rząd KPCh sprzeciwia się Bogu. Teraz zobaczyłam, że również wielu tutejszych policjantów sprzeciwia się Bogu i Go nienawidzi. W końcu komendant policji powiedział: „Musimy dojść do porozumienia. Wrócisz do domu i zamieszkasz z rodzicami, a oni nie mogą cię już prześladować ani zabraniać ci wiary w Boga. Zgodnie z artykułami 25-28 Konstytucji Indii obywatele Indii mają wolność wyznania. Wszyscy musicie o tym pamiętać”. Mama wyraziła zgodę.
Trzeciego dnia po powrocie z komisariatu moi kuzyni w zmowie z rodzicami podstępem zabrali mnie do rodzinnego miasta i do tamtejszego kościoła. Kazali tamtejszemu pastorowi modlić się nade mną, by wypędzić moje rzekome „demony”. Próbowałam stawiać opór, ale nie miałam z nimi szans. Uważnie więc obserwowałam, co zamierzają zrobić. Śpiewali razem, bardzo smutnym głosem, zamykali oczy, wznosili ręce i ronili łzy. Jakaś dziewczyna zemdlała, a oni zanieśli ją na ławkę, twierdząc, że umarła, ale się obudzi. Wierzyli, że ta dziewczyna przyniesie jakieś wieści z nieba. Potem zaczęli wygadywać bzdury, twierdząc, że zostałam zwiedziona. Dzięki ich działaniom zobaczyłam, jak ci religijni ludzie mamią innych, i zrozumiałam też, że Bóg pozwolił mi tego doświadczyć, bym mogła rozwinąć swoją zdolność rozeznania, wyraźnie dostrzec niegodziwość szatana i zobaczyć, jak ci religijni ludzie oszukują i zwodzą innych. W zaledwie kilka godzin zwiedli wielu obecnych tam ludzi. Powiedziałam sobie w duchu: „Bez względu na to, co mówią, bez względu na to, co się stanie, muszę trwać przy swoim stanowisku”. Ostatecznie nawet wtedy, gdy wszyscy sprzysięgli się przeciwko mnie, nie miało to na mnie wpływu. Widząc, że moja wiara w Boga Wszechmogącego jest wciąż niezachwiana, moja rodzina zrobiła coś jeszcze bardziej niewiarygodnego. Następnego ranka moi kuzyni i rodzice siłą zabrali mnie do miejsca, gdzie uprawiano czary. To było coś, czego nigdy bym sobie nie wyobraziła – i to moi rodzice, którzy wierzyli w Pana Jezusa przez tyle lat, robiący coś takiego! Słyszałam wcześniej, że gdy czarownik rzuca na kogoś urok, ta osoba może oszaleć. W głębi duszy trochę się bałam. Ale wtedy przypomniałam sobie zamieszczony na stronie internetowej Kościoła Boga Wszechmogącego film pod tytułem Nowe życie pośród tortur. W filmie policja podała pewnej siostrze narkotyki, by zmusić ją do zdradzenia Boga, próbując doprowadzić ją do obłędu. Ale siostra polegała na słowach Boga, by przezwyciężyć znęcanie się i tortury policji, i ostatecznie wytrwała przy świadectwie, zawstydzając szatana. Myśląc o tym, nabrałam trochę odwagi. Wysłałam wiadomość tekstową do siostry Sylvii, opowiadając jej o wszystkim, co się stało. Powiedziała mi, bym polegała na Bogu, i przesłała mi trochę słów Bożych. Jeden z ich fragmentów dał mi się i więcej wiary, by stawić czoła temu, co miało nadejść. Bóg Wszechmogący mówi: „Gdy Bóg wybiera człowieka i wyprowadza go spod władzy szatana do swojego domu, czy szatan waży się stawiać Bogu jakieś warunki? Nie waży się tego robić ani odezwać nawet słowem. Jeżeli Bóg mówi: »Ten człowiek jest Mój, nie wolno ci już go tknąć«, wówczas szatan posłusznie oddaje Mu tę osobę. Bóg ma na oku jej pożywienie, ubiór, zakwaterowanie, transport i każdy ruch, przejmuje pieczę nad tymi sprawami, a bez zgody Boga szatan nie śmie ponownie takiej osoby tknąć. O czym to świadczy? O tym, że dana osoba żyje całkowicie pod opieką Boga, że On ją chroni i żadna ingerencja ani żadne wdarcie się sił zewnętrznych jej nie grożą, a Bóg nadzoruje jej codzienne radości, smutki i bolączki, roztacza nad nimi opiekę oraz zapewnia ochronę” (Tylko należyte wypełnianie obowiązku istoty stworzonej nadaje wartość życiu, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Dzięki słowom Bożym zrozumiałam, że szatan również jest w rękach Boga i że bez Bożego pozwolenia nie ośmieli się nic zrobić. Nie bałam się już żadnego sposobu, w jaki moja rodzina mogłaby próbować mnie nastraszyć, ani żadnych taktyk, których mogliby użyć, by zmusić mnie do zdradzenia Boga. Widząc, że jako chrześcijanie mogą iść i czcić złe duchy i że po tylu latach wiary w Pana mogą robić rzeczy, które zdradzają i hańbią Boga, czułam się nimi szczególnie rozczarowana. Tylko dlatego, że przyjęłam Boga Wszechmogącego, uciekli się do tych metod, by mi przeszkadzać i zmusić mnie do zdradzenia prawdziwej drogi. Tak bardzo nienawidzili prawdy! Powiedziałam mamie: „Dlaczego to robicie? Czy nie wiecie, że to czary, że to szatan i złe duchy? Jesteście wierzącymi w Pana, a mimo to zwróciliście się do nich, by powstrzymać mnie przed przyjęciem nowego dzieła Boga!”. Mama powiedziała: „Robimy to dla twojego dobra. Nasze modlitwy do Boga nie mogły cię zmienić, ale szatan może w tym pomóc. Nie jesteśmy tu, by ich czcić”. Gdy zobaczyłam ich prawdziwe oblicze, bardzo się zasmuciłam. Nie różnili się niczym od niedowiarków. Czego się nie spodziewałam, to tego, że czarownik, znając cel, w jakim moja rodzina mnie tam przyprowadziła, powiedział do mnie… „Moja droga, módl się do Boga, w którego wierzysz. Jest tylko jeden Bóg, a Bóg, w którego wierzysz, jest tym właściwym”. Byłam bardzo szczęśliwa i naprawdę zobaczyłam Bożą ochronę. Bóg włada wszystkim. Po wszystkich swoich próbach rodzice zobaczyli, że nie mogą mi nic zrobić, więc zgodzili się już nie ograniczać mojego udziału w zgromadzeniach, przestać ingerować w moją wiarę i przestać przejmować się tym, czy chodzę na uczelnię, czy nie. 12 stycznia 2021 roku w końcu mogłam otwarcie brać udział w internetowych zgromadzeniach we własnym domu. Chociaż czasami rodzice, gdy widzieli, że biorę udział w zgromadzeniach, dalej mnie ganili i próbowali przekonać do powrotu na uczelnię, bym ukończyła studia, nie miało to już na mnie wpływu. Później odeszłam z domu i zaczęłam wykonywać swoje obowiązki w kościele na pełny etat.
Po tym doświadczeniu naprawdę poczułam, że wszystko jest w rękach Boga. Bóg posłużył się tymi trudnymi okolicznościami, aby udoskonalić moją wiarę i pozwolić mi lepiej rozeznać się co do mojej rodziny i ludzi religijnych. Moja rodzina wierzy w Pana od pokoleń, a wielu jej członków jest pastorami. Kiedyś myślałam, że szczerze służą Bogu i że Go miłują, ale dzieło Boże w dniach ostatecznych ich wszystkich zdemaskowało. Dziś widzę wyraźnie ich istotę, którą jest nienawiść do prawdy. W ogóle nie wierzą szczerze w Boga. Opierają się Mu. To przywództwo słów Bożych i zawarte w nich wskazówki pozwoliły mi wytrwać wobec wymierzonych ze wszystkich stron ataków mojej rodziny. Bogu niech będą dzięki! Nigdy nie pożałuję podążania za Bogiem Wszechmogącym.