60. Czy zyskanie zbawienia przy słabym potencjale jest czymś niemożliwym?

Autorstwa Veronica, Stany Zjednoczone

W 2018 roku pracowałam nad grafikami w kościele, jednak ze względu na mój marny potencjał nie byłam w stanie dobrze wykonywać tego obowiązku, więc zostałam przydzielona do innych zadań. Później uczestniczyłam w pisaniu scenariuszy, a pod koniec 2021 roku zostałam ponownie przeniesiona do pełnienia innych obowiązków z powodu mojego małego potencjału i płytkiego doświadczenia życiowego. Czekając, aż zostaną ustalone moje nowe obowiązki, zaobserwowałam, jak dwie siostry z mojego otoczenia sukcesywnie podejmują się nowych zadań. Jedną z nich wybrano przywódczynią kościoła, a drugą przydzielono do podlewania nowicjuszy, ja zaś byłam jedyną osobą, której nie powierzono żadnej roli. Patrząc na zajęte swoimi obowiązkami siostry, poczułam lekki niepokój. Myślałam, że praca nad grafikami i pisanie scenariuszy były obowiązkami, które lubiłam i w których byłam dobra, ale jaki obowiązek mogłabym wykonywać teraz, gdy zostałam przeniesiona z uwagi na mój słaby potencjał? Podlewanie nowicjuszy? Nie rozumiałam przecież prawdy. Głoszenie ewangelii? Wypowiadałam się niezręcznie, a komunikacja z ludźmi nie szła mi najlepiej. Być może przywódcy dostrzegli mój nikły potencjał i nie wiedzieli, jaki obowiązek mi powierzyć. Dzieło Boże dobiegało końca, a ja nie potrafiłam wykonać żadnego obowiązku ani przygotować żadnych dobrych uczynków, jak więc miałam zostać zbawiona? Im więcej o tym myślałam, tym bardziej byłam niespokojna.

Około miesiąca później, przywódcy w końcu ustalili, jaki obowiązek mam wykonywać, i przydzielili mnie do kościelnej pracy oczyszczania. Byłam bardzo szczęśliwa i pomyślałam, że tym razem na pewno będę ciężko pracować, aby dobrze wykonać swój obowiązek. Jednakże w praktyce przekonałam się, że w ogóle nie jestem w stanie pojąć zasad. Kilkakrotnie przejrzałam dokument dotyczący oczyszczania, lecz nadal nie wiedziałam, jak go ocenić i sklasyfikować. Pewnego razu przywódcy przekazali nam do przeanalizowania dokument dotyczący oczyszczania i gdy wszyscy go przeczytali, jeden po drugim dzielili się swoimi opiniami, ja jednak nie byłam w stanie nawet spamiętać wszystkich informacji zawartych w dokumencie, nie mówiąc już o wyrażeniu opinii. Czułam bezradność i zniechęcenie, zastanawiając się: „Dlaczego mam tak mały potencjał? Wygląda na to, że i tego obowiązku nie będę w stanie długo wykonywać”. Nie zdając sobie z tego sprawy, popadłam w lekkie przygnębienie. Później, dzięki ciągłemu szkoleniu, w końcu poczyniłam pewne postępy. W owym czasie kilku siostrom, które od dłuższego czasu wykonywały swoje obowiązki w naszym zespole, zostały przydzielone inne zadania, a bracia i siostry, którzy dopiero rozpoczęli szkolenie, wciąż nie byli zaznajomieni z pracą, zostałam więc tymczasowo wybrana liderką zespołu. Czułam ogromną presję i obawiałam się, że jeżeli nie wykonam dobrze tej pracy, odbije się to na wynikach, znów zostanę przydzielona do innych zadań oraz publicznie uznana za osobę o małym potencjale i w każdej chwili będzie mi groziło wyeliminowanie. Chcąc dobrze wykonać swoją pracę, harowałam od świtu do zmierzchu, porządkując dokumenty dotyczące oczyszczania i odpowiadając na pytania braci i sióstr. Mimo że sumiennie współpracowałam, nadal nie byłam w stanie poradzić sobie z tym wszystkim naraz. Co więcej, koncentrowałam się wyłącznie na wykonywaniu pracy, nie podsumowując poszczególnych kwestii, nie przewodziłam też wszystkim w nauce zasad. W rezultacie kilka dokumentów zostało błędnie sklasyfikowanych, co opóźniło pracę oczyszczania. Niedługo potem zostałam zwolniona. Choć nadal wykonywałam w kościele pracę oczyszczania, czułam wielki smutek, myśląc: „Mam tak niski potencjał, że nie jestem w stanie niczego zrobić dobrze. Naprawdę nie da się mnie zbawić! W każdej chwili mogę zostać wyeliminowana”. Żyłam w stanie definiowania samej siebie, każdego dnia w rutynowy sposób wykonując swoje obowiązki. Widząc, jak współpracujące ze mną siostry natrafiają w swojej pracy na różne trudności, nie chciałam im pomóc, myśląc: „Jakież problemy mogę przeniknąć przy moim słabym potencjale? Jeżeli powiem coś niewłaściwego, czy nie będzie to tylko kolejny dowód na to, że mam niski potencjał?”. Narzekałam wręcz, zastanawiając się, dlaczego Bóg obdarzył innych tak wysokim potencjałem, podczas gdy mój jest tak słaby. W owym czasie bracia i siostry przypomnieli mi, abym skupiła się na wejściu w życie i w wolnym czasie pisała artykuły zawierające świadectwa oparte na doświadczeniu, lecz ja pomyślałam: „Wejście w życie mogą osiągnąć tylko ludzie o dużym potencjale. Cóż ja, mając tak niski potencjał, mogę jeszcze uczynić, poza włożeniem w to odrobiny wysiłku? Mniejsza z tym. Skoro Bóg zarządził, bym miała tak nikły potencjał, to po prostu się podporządkuję i dołożę trochę starań w kościele”. W pewnym stopniu się poddałam. Później zdałam sobie sprawę, że mój stan był niewłaściwy, więc modliłam się do Boga: „Boże, nie chcę dojść do punktu, w którym zostanę wyeliminowana, pragnę również skoncentrować się na wejściu w życie i dążyć do prawdy, ale przy moim małym potencjale nie wiem nawet, jak jej poszukiwać. Boże, proszę, oświeć mnie i poprowadź, abym skorygowała ten stan”.

Pewnego dnia, gdy zastanawiałam się nad moimi problemami, nagle przypomniał mi się werset z pewnej pieśni. „Choć jestem człowiekiem słabego charakteru, mam szczere serce”. Przypomniałam sobie, że Bóg szczegółowo go omówił, toteż szybko odszukałam i przeczytałam ów fragment słów Bożych. Bóg Wszechmogący mówi: „Następna linijka tekstu mówi: »Choć jestem człowiekiem słabego charakteru, mam szczere serce«. Te słowa brzmią autentycznie i mówią o Bożym wymogu wobec ludzi. Jaki to wymóg? Taki, że jeśli ludziom brakuje charakteru, nie jest to jeszcze koniec świata, ale muszą mieć szczere serce, a jeśli mają, będą mogli zostać zaaprobowani przez Boga. Niezależnie od swojej sytuacji czy historii musisz być osobą uczciwą, mówić szczerze i postępować uczciwie, być w stanie wykonywać swe obowiązki całym sercem i umysłem, lojalnie wypełniać obowiązek, nie iść na łatwiznę, nie kręcić i nie oszukiwać, nie kłamać, nie wprowadzać w błąd, nie powtarzać w kółko tego samego. Musisz postępować zgodnie z prawdą i podążać za nią. Wiele osób uważa, że ma słaby charakter i nigdy nie wypełnia swojego obowiązku dobrze lub zgodnie ze standardami. Dają z siebie wszystko w tym, co robią, ale nie mogą pojąć zasad i nigdy nie osiągają bardzo dobrych wyników. Ostatecznie narzekają tylko na to, że mają zbyt słaby charakter i zniechęcają się. Czy zatem nie ma żadnego ratunku dla człowieka o słabym charakterze? Posiadanie słabego charakteru nie jest śmiertelną chorobą, a Bóg nigdy nie powiedział, że nie zbawi takich ludzi. Jak powiedział wcześniej, zasmucają Go ci, którzy są uczciwi, ale nieświadomi. Co to znaczy być nieświadomym? Niewiedza w wielu przypadkach wynika ze słabego charakteru. Kiedy ludzie mają słaby charakter, ich zrozumienie prawdy jest płytkie. Nie jest ono wystarczająco konkretne ani praktyczne i często ogranicza się do powierzchownego lub dosłownego rozumienia – do doktryny i regulaminów. Dlatego nie potrafią oni wyraźnie dostrzec wielu problemów i nigdy nie są w stanie pojąć zasad podczas wykonywania swojego obowiązku ani też dobrze go wykonać. Czy zatem Bóg nie chce ludzi o słabym charakterze? (Chce). Jaką ścieżkę i jaki kierunek wskazuje ludziom Bóg? (Ścieżkę bycia uczciwą osobą)” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Przeczytawszy słowa Boże, zrozumiałam, że słaby potencjał nie jest chorobą śmiertelną i że kluczowe jest posiadanie uczciwego serca, które miłuje prawdę. Tacy ludzie wykonując obowiązki, mogą nie osiągać zbyt dobrych wyników ze względu na problemy ze swoim potencjałem, lecz ich serca zwrócone są ku Bogu i nie szczędzą oni wysiłków, by owe obowiązki wykonywać jak najlepiej. Wówczas Bóg jest zadowolony. Pomyślałam o tym, że choć miałam nikły potencjał, kościół nie pozbawił mnie możliwości wykonywania mojego obowiązku, a zamiast tego, biorąc pod uwagę ów potencjał, przydzielił mi odpowiednie zadanie. Musiałam podporządkować się Bożym rozporządzeniom i ustaleniom, podejść do tego wyznaczonego od Boga obowiązku z uczciwym sercem i dać z siebie wszystko w ramach swoich możliwości. Ja jednak nie podeszłam do tego z pozytywnym nastawieniem, jak wtedy, gdy spostrzegłam, że przywódcy nie zorganizowali dla mnie szybko żadnego obowiązku, i sądziłam, że powodem, dla którego nie wiedzieli, jaki obowiązek mi powierzyć, był mój słaby potencjał. W rezultacie całymi dniami pogrążałam się w negatywizmie i błędnych mniemaniach, martwiąc się o swoją przyszłość i przeznaczenie. Mój brak zdolności do pracy uniemożliwił mi wykonywanie obowiązków liderki zespołu, a to, że przywódcy przydzielili mnie do innych zadań, w pełni służyło dziełu kościoła, ja jednak sądziłam, że Bóg wykorzystuje to, aby mnie zdemaskować, więc po prostu sobie odpuściłam. Gdy widziałam, że współpracujące ze mną siostry napotykały problemy, których nie rozumiały, nie chciałam się w to angażować. Kiedy bracia i siostry poprosili mnie o szkolenie z pisania artykułów zawierających świadectwa oparte na doświadczeniu, również nie wyraziłam chęci współpracy. Czułam, że z moim potencjałem, niezależnie od tego, ile wysiłku w to włożę, i tak będę stanowiła cel do wyeliminowania w przyszłości, toteż byłam niechętna dążeniu do prawdy i zadowalałam się jedynie wkładem w postaci odrobiny wysiłku fizycznego w kościele. Moje zachowanie było dalekie od podobieństwa do uczciwej osoby. Zdawszy sobie z tego sprawę, żałowałam, że błędnie rozumiałam Boga, że skarżyłam się na Niego, i pragnęłam wyjść z owego złego stanu.

Pewnego dnia obejrzałam film wideo ze świadectwem pochodzącym z doświadczenia, zatytułowane „Jak pozbyć się nawracającego negatywizmu spowodowanego słabym potencjałem”, a zacytowany w nim fragment słów Bożych okazał się dla mnie bardzo pomocny. Bóg Wszechmogący mówi: „To nieistotne, czy mówię, że jesteście zacofani, czy macie niski potencjał. To wszystko jest faktem. Chociaż tak mówię, to nie dowodzi, że zamierzam was opuścić, że straciłem co do was nadzieję, ani tym bardziej, że nie zamierzam was zbawić. Dzisiaj przybyłem, aby wykonać dzieło waszego zbawienia, co oznacza, że dzieło, które wykonuję, jest kontynuacją dzieła zbawienia. Każdy człowiek ma możliwość stania się doskonałym: o ile będziesz chętny, jeżeli będziesz dążyć do tego, w końcu będziesz w stanie uzyskać taki wynik, i nikt z was nie zostanie porzucony. Jeśli masz słaby potencjał, Moje wymagania wobec ciebie będą zgodne z twoim słabym potencjałem; jeśli masz wysoki potencjał, Moje wymagania wobec ciebie będą zgodne z twoim wysokim potencjałem; jeśli nie masz wiedzy i jesteś analfabetą, Moje wymagania wobec ciebie będą zgodne z twoim analfabetyzmem; jeśli nie jesteś analfabetą, Moje wymagania wobec ciebie będą zgodne z faktem, że potrafisz czytać; jeśli jesteś w podeszłym wieku, Moje wymagania będą zgodne z twoim wiekiem; jeśli jesteś w stanie udzielić gościny, Moje wymagania będą zgodne z tym faktem; jeśli mówisz, że nie możesz udzielić gościny, a możesz spełniać tylko pewną funkcję, czy to szerzenie ewangelii, czy to dbanie o kościół, czy zajmowanie się innymi sprawami ogólnymi, będę udoskonalać ciebie zgodnie z funkcją, którą pełnisz. Bycie lojalnym, posłuszeństwo do samego końca i dążenie do osiągnięcia najwyższej miłości do Boga – to jest to, co musisz uzyskać i nie możesz czynić niczego lepszego oprócz tych rzeczy. Od człowieka oczekuje się w końcu osiągnięcia tych trzech rzeczy, a jeśli zdoła je osiągnąć, będzie wówczas udoskonalony. Ale przede wszystkim trzeba naprawdę do tego dążyć, aktywnie przeć w górę oraz naprzód i nie pozostawać biernym w tej kwestii. Powiedziałem, że każdy człowiek ma szansę na to, by zostać udoskonalonym oraz że ma taką możliwość, i tak jest, ale ty nie starasz się być lepszy w swoim dążeniu. Jeżeli nie spełnisz tych trzech kryteriów, to w końcu trzeba cię będzie wyeliminować. Chcę, aby każdy nadrobił zaległości, aby każdy miał dzieło i oświecenie Ducha Świętego i mógł podporządkować się aż do samego końca, ponieważ jest to obowiązek, który każdy z was powinien wypełniać. Kiedy wszyscy wywiążecie się ze swoich obowiązków, wszyscy staniecie się udoskonaleni, złożycie również donośne świadectwo. Wszyscy ci, którzy mają świadectwo, są tymi, którzy zwyciężyli nad szatanem i zdobyli Bożą obietnicę, a także są tymi, którzy pozostaną, by żyć w cudownym miejscu przeznaczenia(Przywrócenie normalnego życia człowieka i doprowadzenie go do cudownego miejsca przeznaczenia, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowa Boże były bardzo klarowne. Każdy ma szansę na zbawienie i dopóki człowiek szczerze podąża za prawdą, dopóty Bóg nie porzuci go ani nie wyeliminuje tylko z powodu słabego potencjału. Bóg każdemu człowiekowi stawia wymagania stosownie do jego potencjału i postawy. Osoby o dużym potencjale i zdolnościach do pracy mogą zostać przywódcami lub kierownikami, a w konsekwencji Boże wymagania wobec nich będą większe, podczas gdy żądania stawiane ludziom o małym potencjale są dostosowane do ich możliwości. Ja jednak trzymałam się swoich pojęć i wyobrażeń, sądząc, iż Bóg nie zbawia ludzi o nikłym potencjale. Gdy spostrzegłam, że wciąż jestem przenoszona z jednego stanowiska na drugie, pomyślałam, że to Bóg mnie obnaża, próbuje odebrać mi prawo do wykonywania mojego obowiązku i wykorzystuje to jako sposobność do tego, by mnie wyeliminować. Było to błędne mniemanie na temat Boga, były to też moje własne pojęcia i wyobrażenia. W rzeczywistości dom Boży wcale nie uniemożliwiał mi wykonywania obowiązku ze względu na mój słaby potencjał, lecz nieustannie przenosił mnie do innych zadań po to, bym mogła wykonywać obowiązki będące w zasięgu mojego potencjału. W istocie, dopóki szczerze podążam za prawdą, jestem gotowa piąć się w górę, lojalnie wykonuję swój obowiązek na obecnym stanowisku i w ramach swoich możliwości daję z siebie wszystko, dopóty mogę spełnić intencje Boga. Nie zajmowałam się jednak zadaniami, którymi powinnam się zajmować, i w ogóle nie brałam pod uwagę Bożego serca. Spędzałam całe dnie, myśląc o swojej przyszłości i przeznaczeniu, i nie byłam przydatna w swoich obowiązkach. Nawet gdybym miała większy potencjał i tak nie zyskałabym Bożej aprobaty i ostatecznie zostałabym wyeliminowana. Zrozumienie intencji Bożej rozjaśniło moje serce i pomyślałam: „Nie mogę już dłużej żywić błędnych przekonań na temat Boga i narzekać na Niego. Muszę właściwie postrzegać swój potencjał i lojalnie wykonywać swoje obowiązki. Nawet jeżeli pewnego dnia znów zostanę przeniesiona na inne stanowisko z uwagi na mój niski potencjał, powinnam stawić temu czoła we właściwy sposób i nie pojmować Boga błędnie czy podchodzić do Niego z rezerwą”.

Później, podczas jednego z moich ćwiczeń duchowych, natknęłam się na dwa fragmenty słów Bożych, które dały mi pewne zrozumienie pierwotnej przyczyny mojego ciągłego negatywizmu spowodowanego niskim potencjałem. Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie wierzą w Boga, aby zostać pobłogosławionym, nagrodzonym, ukoronowanym. Czy nie ma go w sercu każdego człowieka? Jest, to fakt. Chociaż ludzie nieczęsto o tym mówią, a nawet ukrywają motywację i pragnienie otrzymania błogosławieństw, to jednak ta motywacja i pragnienie w głębi ludzkich serc zawsze były niewzruszone. Bez względu na to, jak wiele duchowych teorii ludzie rozumieją, jakie mają doświadczenie i wiedzę, jakie obowiązki mogą wykonać, jak wiele cierpienia znoszą lub jak wysoką cenę płacą, nigdy nie porzucają motywacji do uzyskania błogosławieństw ukrytej głęboko w ich sercach i zawsze w milczeniu trudzą się w służbie dla niej. Czyż nie jest to coś, co tkwi najgłębiej w ludzkich sercach? Jak czulibyście się bez tej motywacji do otrzymywania błogosławieństw? Z jakim nastawieniem wykonywalibyście swoje obowiązki i podążali za Bogiem? Co by się stało z ludźmi, gdyby pozbyto się tej motywacji do otrzymywania błogosławieństw, która kryje się w ich sercach? Jest możliwe, że wielu ludzi ogarnęłoby zniechęcenie, a inni staliby się zdemotywowani do wykonywania swoich obowiązków. Straciliby zainteresowanie swoją wiarą w Boga, tak jakby ich dusza zniknęła. Wyglądaliby tak, jakby wyrwano im serce. Dlatego właśnie mówię, że motywacja do błogosławieństw jest czymś głęboko ukrytym w ludzkich sercach(Sześć wskaźników rozwoju życiowego, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Pośród niewierzących funkcjonuje takie powiedzenie: »Nie ma nic za darmo«. Antychryści również hołdują temu sposobowi myślenia: »Jeśli będę dla ciebie pracował, co dasz mi w zamian? Jakie korzyści będę mógł uzyskać?«. Jak można by zwięźle określić naturę takiego postępowania? Jest to kierowanie się chęcią zysku, przedkładanie zysku ponad wszystko inne oraz bycie samolubnym i podłym. Taka właśnie jest naturoistota antychrystów. Wierzą w Boga wyłącznie w celu osiągnięcia zysku i zdobycia błogosławieństw. Nawet jeśli znoszą trochę cierpienia lub płacą pewną cenę, wszystko to ma na celu dobicie targu z Bogiem. Ich zamiar i pragnienie zyskania błogosławieństw i nagród jest przemożne, a oni mocno przy nim obstają. Nie przyjmują żadnej spośród wielu wyrażonych przez Boga prawd, w głębi serca zawsze myślą, że w wierze w Boga chodzi wyłącznie o zyskanie błogosławieństw i zapewnienie sobie dobrego przeznaczenia, że to właśnie jest najważniejsza zasada i nic nie jest w stanie jej przewyższyć. Uważają, że ludzie nie powinni wierzyć w Boga, chyba że w celu zyskania błogosławieństw, i że gdyby nie chodziło o błogosławieństwa, wiara w Boga nie miałaby żadnego znaczenia ani wartości; że straciłaby swoje znaczenie i wartość. Czy te idee zostały zaszczepione antychrystom przez kogoś innego? Czy są skutkiem czyjejś edukacji lub wpływu? Nie, ich istnienie determinuje wrodzona naturoistota antychrystów, której nikt nie jest w stanie zmienić. Mimo że Bóg wcielony wypowiada dziś tak wiele słów, antychryści nie przyjmują żadnego z nich, a zamiast tego opierają się im i potępiają je. Natura ich niechęci i nienawiści do prawdy nigdy się nie zmieni. Jeśli zaś antychryści nie są w stanie się zmienić, cóż to oznacza? Oznacza to, że ich natura jest niegodziwa(Punkt siódmy: Oni są niegodziwi, podstępni i kłamliwi (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Bóg obnaża to, że antychrystów motywuje wyłącznie zysk. We wszystkim, co robią, kierują się własnym interesem. Nawet jeżeli wydaje się, że coś poświęcają i ponoszą koszty, to czynią to wyłącznie w zamian za Boże błogosławieństwa i nagrody, a jeśli nie otrzymają błogosławieństw, stają się negatywni i oporni, a wręcz kłócą się z Bogiem i uskarażają się na Niego. Wszystko, co czynią antychryści, ma na celu uzyskanie błogosławieństw i korzyści. Czyż i ja nie zachowywałam się dokładnie tak, jak antychryści? Wierzyłam w Boga tylko po to, by otrzymać błogosławieństwa i korzyści. Gdy dopiero co zaczęłam wierzyć w Boga, z wielkim entuzjazmem robiłam różne rzeczy, aby dostąpić błogosławieństw, zamknęłam sklep, zostawiłam rodzinę i nigdy nie odmówiłam wykonania żadnego obowiązku wyznaczonego mi przez kościół. Czułam bowiem, że im więcej obowiązków wykonam, tym więcej spełnię dobrych uczynków i tym większe są moje szanse na przyszłe zbawienie. Jednakże później wielokrotnie mnie zastępowano z uwagi na mój niski potencjał i zaczęłam się zamartwiać, myśląc, że nie jestem w stanie dobrze wykonać żadnego obowiązku ani przyszykować żadnych dobrych uczynków, i że w przyszłości mogę nie dostąpić błogosławieństw. Stałam się więc negatywna, rozleniwiona i odpuściłam sobie. Zrozumiałam, że moja wiara w Boga była jedynie próbą dobicia z Nim targu. Byłam naprawdę samolubna i podła! Dopiero co przydzielono mi inne zadania, nie zostałam pozbawiona możliwości wykonywania swoich obowiązków, ale martwiłam się, że mogę nie otrzymać błogosławieństw, wobec czego zniechęciłam się i zaczęłam narzekać. Gdyby pewnego dnia Bóg rzeczywiście powiedział, że mnie nie pobłogosławi, z pewnością uskarżałabym się na Niego. Pomyślałam o Pawle. Jedynym celem jego pracy i ponoszonych przez niego kosztów było uzyskanie błogosławieństw i korony. Zlekceważył on intencję Boga i nie dążył do zmiany usposobienia, a ostatecznie otwarcie uskarżał się na Boga i domagał się nagród oraz korony, co obraziło usposobienie Boże i poskutkowało karą. Podążałam tą samą ścieżką, co Paweł, i jeślibym nie skoncentrowała się na dążeniu do prawdy i pozbyciu się moich nieczystych intencji polegających na poszukiwaniu błogosławieństw, to skutek nie byłby tak prosty, jak zwolnienie czy bycie przeniesioną do innych zadań, lecz raczej skończyłabym, sprzeciwiając się Bogu jak Paweł, i zostałabym wyeliminowana. Nie chciałam dalej podążać tą błędną ścieżką, więc modliłam się do Boga, pragnąc okazać skruchę.

Później przeczytałam pewien fragment słów Bożych: „Decyduję o przeznaczeniu każdej osoby nie na podstawie jej wieku, rangi, głębi cierpienia, a najmniej na podstawie stopnia, w jakim prosi się ona o litość, ale wedle tego, czy posiada prawdę. Nie ma innego wyjścia niż to. Musicie zrozumieć, że wszyscy ci, którzy nie podążają za wolą Boga, także zostaną ukarani. Jest to coś, czego żaden człowiek nie może zmienić(Przygotuj dostatecznie wiele dobrych uczynków, by zasłużyć na swoje przeznaczenie, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Przeczytawszy słowa Boże, zdałam sobie sprawę, że Bóg ocenia to, czy dana osoba może zostać zbawiona, nie na podstawie jej potencjału, lecz tego, czy w procesie podążania za Nim koncentruje się ona na dążeniu do prawdy, pozbywa się różnych niedorzecznych myśli, poglądów i skażonych skłonności, i staje się zgodna z Bogiem. To bez znaczenia, jak duży potencjał ma dana osoba – jeżeli nie będzie ona dążyć do prawdy ani nie zmieni swojego usposobienia, ostatecznie zostanie wyeliminowana. Chociaż niektórym ludziom brakuje dobrego potencjału, to o ile posiadają szczere serce i we wszystkich sprawach pragną praktykować zgodnie z prawdozasadami, zyskają aprobatę Boga. Niezależnie od tego, czy dany człowiek ma dobry, czy słaby potencjał, każdy musi dążyć do prawdy i koncentrować się na zmianie swojego usposobienia. Zewnętrzne warunki, wysiłki i ponoszone koszty nie mogą wyznaczać wyniku i przeznaczenia danej osoby. Kluczowe jest to, czy osoba ta potrafi podążać drogą Boga i urzeczywistniać rzeczywistość Jego słów. Nie rozumiałam sprawiedliwego usposobienia Boga. Widząc, że kilkakrotnie zmieniono zakres moich obowiązków z uwagi na mój niski potencjał, pomyślałam, że bez względu na to, jak bardzo będę się starać, przy takim potencjale wszystko pójdzie na marne i ostatecznie i tak zostanę wyeliminowana. Dlatego też popadłam w zniechęcenie i stałam się pełna rezerwy, a nawet wyładowywałam frustrację w swoich obowiązkach. Nie dążyłam do prawdy, a jedynie zabiegałam o błogosławieństwa, zaś moje skażone usposobienie w ogóle nie uległo zmianie. Nie byłam nawet w stanie podporządkować się zwykłej zmianie zakresu obowiązków, jak więc mogłam mówić o dostąpieniu zbawienia? Jeżeli sprawy dalej toczyłyby się w ten sposób, to nie byłoby tak, że Bóg chciałby mnie wyeliminować, lecz raczej moje pojęcia i wyobrażenia, w połączeniu z moją ambicją i pragnieniem błogosławieństw, doprowadziłyby do mojej ruiny i eliminacji. Zrozumiałam, że w wierze niepostrzeganie spraw zgodnie ze słowami Bożymi naprawdę rujnuje.

Pewnego dnia przeczytałam fragment słów Bożych, który sprawił, że w moim sercu wszystko jeszcze bardziej się wyklarowało. Bóg Wszechmogący mówi: „Dlaczego Bóg zawczasu przeznacza ludziom najrozmaitsze poziomy potencjału? Dlaczego nie obdarza wszystkich doskonałym potencjałem? Jak wiele omówiliśmy już aspektów dotyczących tego, jakie są Boże intencje w tym względzie i jak ludzie powinni podchodzić do tej kwestii, aby podejście to było właściwie? Zreasumujmy sobie to, co zostało powiedziane. Pierwszym aspektem jest to, aby przyjąć to od Boga. To właśnie jest najbardziej podstawowa myśl i zapatrywanie, jakie ludzie powinni mieć. Drugim aspektem jest to, by rozpoznać i ocenić swój potencjał i postępować oraz wykonywać swój obowiązek stosownie do swojego potencjału i zdolności. Nie należy próbować robić rzeczy, które przekraczają granice twojego potencjału i możliwości. To zaś, co jesteś w stanie zrobić, rób sumiennie oraz w sposób trzeźwy i praktyczny, i rób to dobrze. Nie zmuszaj się do tego, by robić to, czego zrobić nie jesteś w stanie. Jaki jest trzeci aspekt tego zagadnienia? (Nie wolno nam cały czas chcieć zmienić nasz potencjał. Nawet jeśli nasz potencjał jest przeciętny lub kiepski albo w ogóle go nie mamy, musimy podchodzić do tego we właściwy sposób. Nie wolno nam stale chcieć udowadniać Bogu, że mamy duży potencjał. Takie postępowanie jest niewłaściwe). Racja. Podchodźcie do kwestii swojego potencjału we właściwy sposób. Nie narzekajcie. Bóg będzie wymagał od ciebie tylko tyle, ile ci dał. Bóg nie wymaga od ciebie tego, czym cię nie obdarzył. Na przykład, jeśli Bóg obdarzył cię przeciętnym lub kiepskim potencjałem, nie wymaga od ciebie, abyś był przywódcą, kierownikiem zespołu albo przełożonym. Jeśli jednak obdarzył cię elokwencją, umiejętnością wyrażania siebie lub jakimś talentem i wymaga od ciebie wykonywania pracy związanej z tym właśnie talentem, to powinieneś wykonywać ją dobrze. Staraj się nie zmarnować możliwości, jakimi obdarzył cię Bóg. Musisz żyć stosownie do tego, czym zostałeś przez Niego obdarowany, w pełni wykorzystując te Boże dary i dobrze ich używając: wykorzystując je w dobrym celu i uzyskując wartościowe wyniki swojej pracy, które przynoszą korzyść ludzkości. Byłoby to wspaniałe, nieprawdaż? (Tak). Musisz ponadto wiedzieć, że obdarzając ludzi różnym potencjałem, Bóg ma dobre intencje. Nie obdarzył cię zbyt dobrym potencjałem właśnie dlatego, że chce cię zbawić. Kryje się za tym Jego sumienna intencja. To, że obdarza cię przeciętnym lub kiepskim potencjałem, jest bowiem dla ciebie pewną formą ochrony. Gdyby ludzie mieli nazbyt duży lub wręcz nadzwyczajny potencjał, byłoby im łatwo podążyć za światem i szatanem, a niełatwo uwierzyć w Boga. Spójrz na jednostki wyróżniające się w świecie w różnych branżach i dziedzinach – jacy są to ludzie? Wszyscy oni są przebiegłymi manipulatorami, diabłami wcielonymi. Jeśli każesz im wierzyć w Boga, pomyślą sobie tak: »Wiara w Boga prowadzi donikąd – tylko niedorajdy wierzą w Boga!«. Ludzi mających nazbyt duży potencjał i ogromne możliwości oraz stosujących zaawansowane metody manipulowania bierze w niewolę szatan. Żyją całkowicie zgodnie ze swym skażonym usposobieniem i wyłącznie dla świata. Wszyscy są przy tym wcielonymi diabłami. Powiedzcie Mi, czy Bóg zbawia takich ludzi? (Nie). Czy zatem chcecie być diabłami wcielonymi, czy też zwykłymi ludźmi, ludźmi o kiepskim potencjale, mogącymi jednak dostąpić Bożego zbawienia? (Chcemy być zwykłymi ludźmi). (…) Jeśli zdecydujesz się być prostym, zwykłym człowiekiem o przeciętnym potencjale, woląc nie cieszyć się dobrymi warunkami materialnymi w tym życiu, nie chcąc zyskać sławy, zupełnie nie zaznaczając swojej obecności na tym świecie i będąc przez wszystkich pogardzanym, woląc być prostym i zwykłym człowiekiem i cenić lub zyskać szansę na zbawienie, którą Bóg daje ludziom – jeśli taki jest twój wybór, jeśli wybierasz zbawienie i decydujesz się nie podążać za tym światem, a w swoim sercu pragniesz należeć nie do tego świata, lecz do Boga, to nie powinieneś gardzić potencjałem, którym obdarzył cię Bóg. Nawet jeśli twój potencjał jest bardzo kiepski lub jeśli Bóg nie obdarzył cię nim w ogóle, i tak powinieneś z radością to zaakceptować i, z wrodzonymi uwarunkowaniami w postaci rozmaitych zdolności, które Bóg ci dał, wypełniać obowiązek istoty stworzonej. Kolejnym aspektem jest to, że nawet jeśli potencjał, jakim Bóg obdarza ludzi, nie jest zbyt duży – jest to po prostu potencjał, jaki mają zwykli ludzie – a zdolności, jakie im daje we wszystkich dziedzinach, są przeciętne lub nawet kiepskie, ludzie i tak mogą zdobyć się na to, by przyswoić sobie najbardziej podstawowe prawdy, które powinni praktykować, a których naucza Bóg, jeśli tylko gotowi są wkładać swoje serca w ich praktykowanie. Nawet jeśli twój potencjał jest bardzo kiepski, a twoja zdolność pojmowania, umiejętność akceptowania różnych rzeczy, umiejętność wydawania sądów oraz umiejętność rozpoznawania rzeczy są bardzo słabe lub nawet w ogóle nie masz tych zdolności, to dopóki tylko posiadasz podstawowy poziom człowieczeństwa oraz rozum, jesteś w stanie wykonać zadania i prace, które powierza ci Bóg, i możesz zrobić to dobrze. Co więcej, jesteś również w stanie w najbardziej podstawowy sposób bać się Boga i wystrzegać zła, czego Bóg wymaga od ludzi; jest to coś, na co możesz się zdobyć i co potrafisz osiągnąć. Dlatego też Bóg nigdy nie zamierzał obdarzać się bardzo dużym potencjałem. Gdyby dał ci duży potencjał i jakieś szczególne zdolności, pozwalając ci stać się diabłem wcielonym na tym świecie, to wówczas by cię nie zbawił. Czy teraz potraficie już zrozumieć Boże serce w odniesieniu do tej kwestii? (Tak). Jeśli potraficie zrozumieć Boże serce, to dobrze; zrozumiecie tę prawdę i będziecie we właściwy sposób podchodzić do kwestii swojego potencjału; nie będzie z tym już więcej trudności. Odtąd ludzie powinni po prostu robić to, co do nich należy. Nawet jeśli jest to tylko pojedyncze zadanie, wkładaj całe swoje serce i cały swój wysiłek w to, by dobrze je wykonać i nie zawieść Bożych oczekiwań wobec ciebie(Jak dążyć do prawdy (7), w: Słowo, t. 7, O dążeniu do prawdy). Ze słów Bożych zrozumiałam, że potencjał każdego człowieka został ustanowiony przez Boga. Nie ma znaczenia, czy czyjś potencjał jest duży, czy słaby – każdy z nich ma w sobie Bożą życzliwość. Nawet nikły potencjał stanowi ochronę, jaką Bóg otacza danego człowieka. Taka w istocie jest prawda. Miałam aroganckie usposobienie, a gdy wykonując swoje obowiązki, osiągałam rezultaty, stawałam się próżna i czułam, że jestem lepsza od innych, a wręcz patrzyłam na nich z góry, chcąc, by wysoko mnie cenili. Wedle dyktatu mojej natury, gdybym miała duży potencjał, mogłabym ostatecznie zacząć podążać ścieżką antychrysta. Mimo że nie miałam tak dużego potencjału i takich zdolności do pracy, jak współdziałające ze mną siostry, nadal potrafiłam poradzić sobie z porządkowaniem materiałów związanych z oczyszczaniem, toteż powinnam dać z siebie wszystko zgodnie z Bożymi wymaganiami, uporządkować materiały dotyczące oczyszczania zgodnie z zasadami i wykorzystać to, co dał mi Bóg, by Go zadowolić.

Potem otrzymałam list od przywódców, w którym pisali, że pilnie potrzebują kogoś do pełnienia obowiązku w kościele w innym regionie i że chcieliby, abym tam pojechała. Przeczytawszy list, jednocześnie ucieszyłam się i zmartwiłam. Ucieszyłam się, ponieważ wykonywanie tego obowiązku pozwoliłoby mi na częstsze ćwiczenia, a to z kolei wpłynęłoby korzystnie na moje wejście w życie, lecz martwiłam się: „Czy przy moim potencjale dam sobie radę? A co, jeżeli sobie nie poradzę i znowu zostanę przeniesiona do wykonywania innych obowiązków?”. Uświadomiłam sobie, że znów martwię się o swoją przyszłość i przeznaczenie, więc pomodliłam się do Boga, gotowa zbuntować się przeciwko sobie samej i spojrzeć na sprawy zgodnie z Jego słowami. Przeczytałam następujący fragment słów Bożych: „Jeśli ludzie potrafią racjonalnie podejść do własnego potencjału, a następnie prawidłowo określić własną pozycję, jeśli twardo stąpają po ziemi, postępując jak istoty stworzone, których chce Bóg, należycie robią to, co powinni, opierając się przy tym na swoim wrodzonym potencjale, oraz okazują lojalność i podejmują wszelkie konieczne wysiłki, wówczas Bóg jest zadowolony(Jak dążyć do prawdy (7), w: Słowo, t. 7, O dążeniu do prawdy). Gdy przeczytałam słowa Boże, moje serce wypełniło się uczuciem wyzwolenia. Nie mogłam już dłużej martwić się i planować przyszłości. Odtąd powinnam skoncentrować się wyłącznie na lojalnym wykonywaniu swoich obowiązków, zaś jeśli chodzi o rzeczy, których nie rozumiałam czy też co do których nie wiedziałam, jak postąpić, powinnam więcej modlić się do Boga i zwracać się o pomoc do braci i sióstr. Jeżeli pewnego dnia naprawdę nie potrafiłabym sprostać wymaganiom z powodu mojego słabego potencjału i zostałabym zastąpiona, byłam gotowa się podporządkować. Mając to na uwadze, przyjęłam ów obowiązek.

Choć w ramach moich obowiązków wciąż występują liczne niedociągnięcia i niedoskonałości, i wielu aspektów nie biorę pod uwagę, to mój marny potencjał już mnie nie ogranicza, i wykonując swoje obowiązki, czuję całkowity spokój. Naprawdę doświadczyłam tego, że tylko widząc ludzi i rzeczy, tylko zachowując się i działając zgodnie ze słowami Bożymi i z prawdą, można osiągnąć wyzwolenie i wolność. Obecnie posiadam jedynie niewielką część tego doświadczenia i nadal muszę więcej praktykować i doświadczać słów Bożych.

Wstecz: 59. Co kryje się za niechęcią do dźwigania brzemienia

Dalej: 61. Wybór w obliczu prześladowań ze strony rodziny

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

32. Przełom

Autorstwa Fangfang, ChinyWszyscy w mojej rodzinie wierzymy w Pana Jezusa i chociaż ja byłam po prostu zwykłą osobą wierzącą, mój ojciec...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze