Teraz już umiem współpracować przy wypełnianiu obowiązków

02 lutego 2022

Autorstwa Yiling, Chiny

Był listopad dwa tysiące dziewiętnastego roku. Wypełniałam obowiązki liderki razem z siostrą Zhou. Aby praca była wydajniejsza, przełożeni podzielili obowiązki między nas. Ja miałam odpowiadać za podlewanie nowoprzybyłych, a ona za produkcję filmów. Wtedy zauważyłam, że podlewanie nowoprzybyłych nie idzie zbyt dobrze. Czułam presję i bałam się, że nie podołam zadaniu. Przypomniałam sobie, że to kluczowe zadanie i że jeśli osiągnę sukces w tej trudnej pracy, przełożeni dostrzegą moje zdolności, a bracia i siostry spojrzą na mnie z szacunkiem, więc przyjęłam zadanie. Później często spotykałam tych, którzy podlewali nowych, i pomagałam im rozwiązywać problemy w pracy. Skupiałam się na podlewaniu i pielęgnowaniu tych, którzy według mnie byli dobrej jakości. Wkrótce podlewanie stało się bardziej wydajne. Pewnego dnia siostra zgłosiła, że jest zbyt mało chętnych do produkcji filmów i że trzeba szybko rozwiązać ten problem. Pomyślałam: „Trzeba jak najszybciej się z tym uporać, ale w tej chwili podpawania też trzeba doglądać i jeśli będę tracić czas na kręcenie filmów, a problemy nowych nie będą rozwiązywane na czas i oni odejdą, to źle to wpłynie na podlewanie. Jeśli tak się stanie, to czy przełożeni nie pomyślą, że się nie nadaję? Poza tym filmy były działką siostry Zhou, więc jeśli jej pomogę, to ona zdobędzie uznanie, a ja pozostanę w cieniu”. W związku z tym nie zajęłam się szczegółami jej pracy, tylko powiedziałam kilka zdawkowych słów i wyszłam. Później spytałam o tę sprawę siostrę Zhou, ale ona nie znalazła odpowiedniej osoby, bo to było trudne wyzwanie. Z powodu braku pracowników prace się opóźniały. Wtedy nie przejmowałam się tą sprawą i uważałam, że to obowiązek siostry Zhou i że mnie to nie dotyczy. Pewnego dnia siostra Zhou powiedziała: „Widzę, że skupiasz się na tym, za co jesteś odpowiedzialna i nie obchodzi cię praca innych”. Słysząc to, pomyślałam: „Gdybym wykonywała pracę za ciebie, ty zdobyłabyś uznanie i zostałabyś doceniona, a nie ja, więc po co mam to robić?” Kiedy o tym wspomniała, nie wzięłam tego na poważnie.

Wkrótce potem nasza przełożona powiedziała: „Są problemy z kręceniem filmów i żaden z tych problemów nie został rozwiązany. Wiem, że kiedyś kręciłaś filmy i masz doświadczenie w tej dziedzinie. Będziesz odpowiedzialna za kręcenie filmów, a siostra Zhou przejmie podlewanie”. Słysząc to, poczułam złość: Włożyłam tyle wysiłku, pomysłów i uwagi w pracę podlewania, nie było mi łatwo coś poprawić. Teraz miałam odpowiadać za kręcenie filmów, a ona będzie korzystać z owoców mojej pracy. Poza tym trudno jest nakręcić dobry film. Jeśli nie wykonam tej pracy dobrze, co inni o mnie pomyślą? Czy uznają, że się nie nadaję? Ale potem pomyślałam znowu: „Dzieło podlewania na początku też nie miało dobrych wyników. Czy to nie dzięki moim nieustannym wysiłkom się one poprawiły? Jeśli poprawię wyniki przy produkcji filmów, czy to nie udowodnię swoich zdolności?” Zgodziłam się przyjąć to zadanie. Potem włożyłam w nie całe serce i duszę, szukając nowych ludzi do pracy. Kiedy bracia i siostry mieli problemy, cierpliwie omawiałam z nimi rozwiązania. Po pewnym czasie praca przy filmach też zaczęła przynosić wyniki i wzrósł entuzjazm ludzi do pracy. Niektórzy bracia i siostry pytali mnie o podlewanie nowoprzybyłych. Uznałam, że to nie jest moja działka. Nawet gdybym rozwiązała te kwestie, nic bym z tego nie miała, więc tylko udzielałam zdawkowych odpowiedzi. Pewnego dnia siostra Zhou powiedziała, że ma problemy przy podlewaniu i nie wie, jak je rozwiązać. Ja miałam te problemy wcześniej i miałam zamiar powiedzieć jej, jak postąpić, ale potem pomyślałam, że jeśli to zrobię, to ona zyska uznanie, a nie ja. Obiecałam jej, że zajmę się tym, jak znajdę czas, ale potem byłam zajęta i zapomniałam o tym. Sprawa pozostała nierozwiązana i ucierpiało na tym dzieło podlewania.

Pewnego dnia przyjechali wyżsi rangą przywódcy, by poznać naszą pracę. Zobaczyli, że skupiam się tylko na własnym zadaniu. Ostro się ze mną rozprawili mówiąc, że przywódczyni kościoła, która troszczy się tylko o swoje obowiązki lekceważąc inne zadania w pracy kościoła, pilnuje tylko własnych interesów, jest samolubna, godna pogardy i ma złe człowieczeństwo. Słysząc to bardzo się zdenerwowałam i poczułam się skrzywdzona. Pomyślałam: „Co dzień wkładałam tyle czasu i wysiłku w swoje obowiązki, ciężko pracowałam i nie obijałam się. Nie mam żalu, że mnie nie pochwalili, ale jak mogli powiedzieć, że jestem samolubna, godna pogardy i że mam złe człowieczeństwo?” Po powrocie do domu rozpłakałam się. W bólu modliłam się do Boga: „O Boże! Wobec takiego przycinania i rozprawiania się ze mną czuję się skrzywdzona, nie rozumiem Twoich intencji. Proszę, poprowadź mnie, bym poznała siebie”.

Pewnego dnia przeczytałam słowa Boga: „W skład człowieczeństwa powinno wchodzić zarówno sumienie, jak i rozum. Są to najbardziej fundamentalne i najważniejsze składniki. Jakiego rodzaju osobą jest ktoś, kto nie ma sumienia i komu brakuje rozumu, jaki charakteryzuje zwykłe człowieczeństwo? Mówiąc ogólnie, jest to ktoś, komu brakuje człowieczeństwa, czyje człowieczeństwo jest bardzo kiepskiej jakości. Przeanalizujmy to dokładnie. Jakie przejawy utraconego człowieczeństwa taka osoba ukazuje, tak że inni twierdzą, iż nie ma człowieczeństwa? Jakie cechy posiadają tacy ludzie? Jakie konkretne przejawy ujawniają? Tacy ludzie są zdawkowi w swoich działaniach i zdystansowani od rzeczy, które nie dotyczą ich osobiście. Nie biorą pod uwagę interesów domu Bożego ani nie uwzględniają woli Boga. Nie biorą na siebie ciężaru dawania świadectwa o Bogu ani wykonywania swoich obowiązków i nie mają poczucia odpowiedzialności. O czym myślą, ilekroć coś robią? Najpierw zastanawiają się tak: »Czy Bóg będzie wiedział, jeśli to zrobię? Czy jest to widoczne dla innych ludzi? Jeśli inni ludzie nie widzą, że wkładam w to cały wysiłek i pracuję niestrudzenie, a Bóg też tego nie widzi, to nie ma sensu wkładać w to takiego wysiłku i cierpieć«. Czyż to nie egoizm? Jest to jednocześnie bardzo niegodziwy rodzaj intencji. Kiedy takie osoby myślą i postępują w ten sposób, czy sumienie odgrywa jakąkolwiek rolę? Czy sumienie daje w ogóle o sobie znać? Są nawet ludzie, którzy widzą problem z wykonywaniem obowiązku i milczą. Widzą, że inni powodują zakłócenia i stwarzają przeszkody, lecz nie robią nic, aby ich powstrzymać. W najmniejszym stopniu nie biorą pod uwagę interesów domu Bożego i w ogóle nie myślą o własnych obowiązkach czy powinnościach. Mówią, działają, wyróżniają się, podejmują wysiłki i poświęcają energię tylko z uwagi na własną próżność, prestiż, pozycję, zainteresowania i honor. Działania i intencje kogoś takiego są dla każdego jasne: pojawiają się, gdy tylko jest szansa na zaszczyt bądź skorzystanie z jakiegoś błogosławieństwa; lecz gdy nie ma szansy na zaszczyt bądź przychodzi cierpienie, znikają z pola widzenia jak żółw chowający głowę do swojej skorupy. Czy taka osoba ma sumienie i rozum? Czy osoba bez sumienia i rozumu, która zachowuje się w taki sposób, odczuwa wyrzuty sumienia? Sumienie takiej osoby nie służy niczemu, a ona nigdy nie odczuwała wyrzutów sumienia. Czy mogą więc poczuć naganę bądź dyscyplinowanie ze strony Ducha Świętego? Nie, nie mogą” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „W obozie szatana, czy to w małym biurze, czy w dużej organizacji, pośród mas lub na szczeblu rządowym, w jakiej atmosferze działają ludzie? Jakimi kierują się zasadami i wytycznymi? Każdy stanowi własne prawo, każdy idzie własną drogą. Bronią własnych interesów i radzą sobie sami. Ktokolwiek jest u władzy ma ostatnie słowo. Nie zastanawiają się nad dobrem innych, ale robią, co chcą, dążąc do sławy, fortuny i statusu. Jeśli nie rozumiecie prawdy ani nie praktykujecie jej, to czy w sytuacji, w której nie dostajecie słów Boga, bylibyście od nich inni? Zdecydowanie nie – bylibyście dokładnie tacy sami jak oni. Walczylibyście w ten sam sposób, w jaki walczą niewierzący. Zmagalibyście się w ten sam sposób, w jaki wysilają się niewierzący. Od rana do nocy pochłaniałyby was zazdrość i spory, spiski i intrygi. Jakie jest źródło tego problemu? Jest tak, ponieważ ludzie są kontrolowani przez swoje zepsute usposobienia. Panowanie zepsutych usposobień to panowanie szatana. Zepsuta ludzkość trwa w szatańskim usposobieniu – bez wyjątku” („Zasady, jakimi należy się kierować w zachowaniu” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Ze słów Boga wynika, że byłam samolubna i interesowna. Pracę podzielono w celu zwiększenia wydajności, a nie po to, byśmy były niezależne. Jeśli koleżanka miała problem, powinnam była pomóc go rozwiązać, ale ja troszczyłam się tylko o swoją pracę, robiąc wszystko dla reputacji i statusu. Nie zwracałam uwagi na inną pracę nawet, jeśli widziałam problemy. Byłam samolubna i podła. Kiedy odpowiadałam za podlewanie, wiedziałam, jak trudno jest znaleźć ludzi do pracy przy filmach, ale uznałam, że jeśli rozwiążę ten problem, to nie ja zyskam uznanie. Spytałam o tę sprawę zdawkowo i nie traktowałam jej poważnie. Przez to brakowało ludzi w zespole i dzieło na tym straciło. Kiedy odpowiadałam za kręcenie filmów, siostra Zhou wspomniała o problemach w podlewaniu. Mogłam od razu jej powiedzieć, jak je rozwiązać, ale bałam się, że jeśli rozwiążę jej problemy, ona zdobędzie należne mi uznanie, więc jej nie pomogłam. W wyniku tego problemy zostały nierozwiązane, a praca opóźniona. Wykonując dobrze swoją pracę mogłam zyskać uznanie innych, więc się starałam. Siostra Zhou napotkała problemy w pracy i potrzebowała pomocy, ale mnie to nie obchodziło, więc ucierpiała na tym praca domu Boga. Byłam naprawdę samolubna i bez człowieczeństwa. Gdyby przełożeni ostro mnie nie przycięli i nie rozprawili się ze mną, nadal nie wiedziałabym, jaka byłam i dalej bym myślała, że dopóki dobrze wykonuję swoją pracę, dopóty dźwigam brzemię i lojalnie wypełniam obowiązki. Nie poznałabym siebie.

Później przeczytałam fragment słów Boga, dzięki czemu lepiej zrozumiałam swój problem. „Bez względu na to, jaką pracę podejmuje osoba, która jest antychrystem, nigdy nie myśli ona o interesach domu Bożego. Tacy ludzie patrzą tylko na to, jak ta praca wpłynie na ich własne interesy, i myślą tylko o zadaniach, które mają przed samym nosem. Dzieło domu Bożego i kościoła to po prostu coś, czym zajmują się w wolnym czasie, i trzeba ich nakłaniać, by zrobili cokolwiek. Ich prawdziwym powołaniem jest ochrona własnych interesów, a poważnie traktują tylko to, co lubią robić. W ich oczach wszystko, co zostało ustalone przez dom Boży lub ma związek z wejściem w życie Bożych wybrańców, jest nieistotne. Bez względu na to, jakie trudności w pracy mają inni ludzie, jakie problemy zauważają i jak szczere są ich słowa, antychryści nie poświęcają im uwagi ani nie angażują się, zupełnie jakby to ich nie dotyczyło. Pozostają całkowicie obojętni na sprawy kościoła, bez względu na to, jak są one istotne. Nawet jeśli problem stoi tuż przed nimi, zajmują się nim niechętnie i jedynie pobieżnie. Tylko jeśli Zwierzchnik bezpośrednio się z nimi rozprawi i poleci im rozwiązać problem, niechętnie wykonają trochę konkretnej pracy, żeby móc coś pokazać Zwierzchnikowi; zaraz potem wrócą do własnych spraw. Wobec dzieła kościoła oraz ważnych spraw w szerszym kontekście nie wykazują żadnego zainteresowania i pozostają obojętni. Ignorują nawet problemy, które sami odkryli, a gdy ich o to zapytać, robią uniki i zajmują się nimi z wielkim oporem. Czy nie jest to przejaw egoizmu i podłości? Co więcej, jakikolwiek obowiązek wykonują, myślą tylko o tym, czy podniesie to ich rangę; jeżeli coś może poprawić ich reputację, wytężają głowę, obmyślając sposoby, by się nauczyć, jak to robić; zależy im tylko na tym, by się wyróżnić. Cokolwiek robią lub myślą, mają na względzie tylko własne dobro. W grupie, bez względu na to, jaki obowiązek wykonują, rywalizują tylko o to, kto stoi wyżej lub niżej, kto wygrywa, a kto przegrywa, kto ma lepszą reputację. Obchodzi ich tylko to, ilu ludzi ich podziwia, ilu jest im posłusznych i ilu za nimi idzie. Nigdy nie dzielą się prawdą ani nie rozwiązują prawdziwych problemów, nigdy nie rozmawiają o tym, jak przestrzegać zasady przy wykonywaniu obowiązku, o tym, czy okazali się wierni i wypełnili swoją odpowiedzialność, czy zboczyli z drogi. Nie zwracają najmniejszej uwagi na to, o co prosi dom Boży i jaka jest wola Boża. Działają tylko w trosce o własny status i prestiż” („Podsumowanie charakteru antychrystów i istoty ich usposobienia (Część pierwsza)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Bóg wyjawił, że antychryści są szczególnie samolubni i podli. W pracy troszczą się tylko o własne interesy. Mówią i robią tylko to, co służy ich reputacji i statusowi. Nie biorą pod uwagę całokształtu dzieła kościoła. Uświadomiłam sobie, że moje zasady postęowania oraz mój punkt widzenia były takie same. Myślałam, że dobrze wykonując pracę, za którą odpowiadam, chronię własny interes, a angażowanie się w pracę innych jest robieniem im przysługi. Sądziłam, że odkładając na bok własne zadania i pomaganie komuś innemu było pracą za darmo i głupotą. Więc, kiedy z siostrą Zhou rozdzieliłyśmy nasze obowiązki, nie zastanawiałam się nad kłopotami, o których ona wspomniała, nie próbowałam ich rozwiązać. Myślałam tylko o tym, by dobrze wykonywać swoją pracę, zyskać aprobatę i uznanie. Patrząc wstecz, czy praktykowałam prawdę i wypełniałam obowiązki? Przecież dbałam tylko o swój status i własny interes. Żyłam według szatańskiej filozofii „Każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego,” i „Pozostaw rzeczy własnemu biegowi, jeśli nie dotykają one nikogo osobiście”. Byłam egoistyczna i podła. Podział pracy wykorzystałam jako okazję do wykazania się, nie szczędziłam wysiłków na wykonanie pracy, za którą odpowiadałam, nie bacząc na całokształt interesów domu Boga, nie uważając siebie za część Jego domu i nie współpracowałam zgodnie z drugą siostrą. To zablokowało i spowolniło pracę domu Boga. Rozumiałam, że postępowałam jak szatan, w moich działaniach brakowało człowieczeństwa! A przecież uznanie nie ma znaczenia w wypełnianiu obowiązków w domu Bożym. Powinnaś dobrze wykonywać to, co do ciebie należy. Nawet, jeśli nie jesteś za to odpowiedzialna, powinnaś przyjrzeć się problemowi i go rozwiązać, jak tylko go zauważysz, bo jesteś członkiem domu Bożego. Jestem liderką kościoła, więc każda praca na rzecz kościoła należy do moich obowiązków. Każda praca, która nie została dobrze wykonana, dotyczy również i mnie. Ale ja troszczyłam się tylko o własną reputację i status, i dbałam o własny interes. Szłam ścieżką antychrysta, który opiera się Bogu, co prowadzi do odrzucenia przez Boga. Mając tego świadomość, odczułam w głębi serca, że Bóg wykorzystał przywódców, by pokazać mi mój problem; to była miłość Boga i zbawienie!

Później przeczytałam słowa Boga i ujrzałam ścieżkę praktyki. „Najtrudniej jest skłonić ludzi właśnie do tego. Większość szuka jedynie zysków; ich własne korzyści są dla nich całym życiem i próbować skłonić ich do tego, by z nich zrezygnowali, to jakby zmuszać ich do rezygnacji z samego życia. Co zatem powinieneś zrobić? Musisz nauczyć się rezygnować, porzucać, cierpieć i znosić ból związany z rezygnacją z tych korzyści, które uwielbiasz. Kiedy już przetrwasz ten ból i zrezygnujesz z kilku takich rzeczy, poczujesz się nieco swobodniej i lżej na duchu, i w ten sposób pokonasz własną cielesność. Jeśli jednak będziesz kurczowo trzymał się swych korzyści i nie zdołasz z nich zrezygnować, mówiąc: »Byłem zakłamany, ale co z tego? Bóg mnie nie ukarał, więc cóż mogą zrobić mi ludzie? Z niczego nie zrezygnuję!«, wówczas w ostatecznym rozrachunku nikt inny nie poniesie żadnej straty, a tylko ty poniesiesz porażkę. Kiedy rozpoznajesz własne skażone usposobienie, tak naprawdę jest to dla ciebie okazja, by wejść w życie, rozwinąć się i zmienić; jest to szansa, abyś stanął przed Bogiem i przyjął Jego nadzór, Jego osąd i karcenie. Jest to ponadto dla ciebie sposobność, by dostąpić zbawienia. Jeśli rezygnujesz z poszukiwania prawdy, jest to równoznaczne z rezygnacją z szansy na dostąpienie zbawienia i przyjęcie osądu i karcenia” („Poznanie własnego usposobienia stanowi podstawę do tego, by je zmienić” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Kiedy nie myślisz o własnych pragnieniach ani nie bierzesz pod uwagę własnych interesów w tym, co robisz, lecz zamiast tego nieustannie troszczysz się o dzieło domu Bożego, mając na uwadze jego dobro i dobrze wypełniając swój obowiązek, to będziesz gromadzić dobre uczynki przed Bogiem. Ludzie, którzy spełniają takie dobre uczynki, to ci, którzy posiadają rzeczywistość prawdy, a tym samym składają świadectwo” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Po przeczytaniu słów Boga zrozumiałam, że jeśli ludzie dbają tylko o własny interes i nie praktykują prawdy, w końcu stracą szansę na zdobycie prawdy i zbawienie przez Boga. Z drugiej strony, jeśli odrzucisz własny interes i pomożesz innym, wkładając swój wysiłek w ogół pracy w domu Boga, nie będzie to naiwność lecz dobry uczynek, który Bóg wynagrodzi. Idąc dalej, czy to jest moje główne zadanie czy nie, muszę jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki. Tylko tak mogę okazać szacunek dla woli Boga. Później, kiedy dostrzegłam problem w pracy mojej partnerki, praktycznie omówiłam z nią, jak go rozwiązać, podzieliłam się sugestiami i planami, i zawsze, gdy widziałam, że siostra, z którą pracuję na problem, robiłam, co w mojej mocy, by omówić z nią rozwiązanie, a całą pracę w domu Bożym uważałam za swój obowiązek. Praktykując w ten sposób, wreszcie poczułam spokój. Zdarza się, że czasem więcej czasu poświęcam własnej pracy, a mniej troszczę się o pracę innych. Ale wtedy modlę się do Boga o poprawę moich intencji. W końcu dom Boga jest całością i nie można go dzielić. Gdy pomagam siostrze rozwiązać problem w pracy, nie jest to praca dodatkowa, a tym bardziej nie jest poza moją gestią, tylko to jest mój obowiązek. Mając tego świadomość, odkładam własny interes i czynnie pracuję z siostrą. Później zgodnie współpracowałyśmy, a praca kościoła była efektywna. Pojawiało się coraz więcej nowych wierzących i założyłyśmy dwa nowe kościoły. Dziękowałam Bogu za przewodnictwo.

Dzięki temu doświadczeniu zdałam sobie sprawę, że jeśli odłożymy na bok egoistyczne pragnienia, zignorujemy własne interesy, będziemy współpracować i razem chronić dzieło kościoła, otrzymamy Boże przewodnictwo i błogosławieństwa. To dzięki sądowi i skarceniu przez słowa Boże mogłam to zrozumieć, zmienić się, praktykować prawdę i żyć, jak na człowieka przystało. Bogu dzięki.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Słowa Boga jako lustro

Autorstwa Wu Xia, Prowincja Szantung Po przyjęciu dzieła Boga w dniach ostatecznych, dzięki lekturze Jego słów zaczęłam rozumieć, że jeśli...

Bez zazdrości lżej się oddycha

Autorstwa Anjing, Chiny W styczniu 2017 roku zostałam przydzielona do obowiązku podlewania w ramach kościoła. Byłam bardzo wdzięczna Bogu...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze