Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Moc modlitwy: Cudowne przetrwanie ataku roju os

315

Autorstwa Yang Li

Biblia mówi: „Kto w niego wierzy, nie będzie zawstydzony” (1P 2:6). Dzięki osobistemu doświadczeniu zrozumiałam, jak prawdziwe są te słowa.

Epigraf

Był listopad 2017 roku, wczesna zima – najlepszy okres na zbieranie ziół leczniczych, żeby zarobić trochę pieniędzy. Pewnego dnia po śniadaniu wzięłam swoje akcesoria i poszłam na wzgórza poszukać cāng zhú, ziół stosowanych w chińskiej medycynie. Szłam rozglądając się za tą rośliną i około południa znalazłam się na szczycie wzgórza. Zobaczyłam tam kilka roślin cāng zhú rosnących tuż obok mnie, więc szybko schyliłam się, żeby je zebrać. Pamiętam, że kiedy szykowałam się do ich wykopania, usłyszałam narastający odgłos bzyczenia, a potem doznałam czegoś naprawdę dziwnego. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że otacza mnie rój os. Zamarłam i pomyślałam: „Te osy są bardzo jadowite. Słyszałam, że niektórzy nawet zmarli od ich użądleń. Jest ich tyle, że nie mam żadnych szans!” Byłam przerażona i w panice zbiegałam ze wzgórza, cały czas modląc się do Boga: „Boże! Naprawdę boję się, że te osy mnie pożądlą. Proszę, prowadź mnie i pomóż mi”. Biegnąc, odłamywałam gałęzie, żeby odgonić nimi osy, ale o tej porze roku liście już opadły i gałęzie były całkowicie nagie. Nie byłam w stanie odgonić nimi owadów, które wciąż mnie atakowały i żądliły. Na głowie miałam czapkę i byłam ubrana, ale na innych częściach mojego ciała, na szyi i na ramionach, wszędzie siedziały osy. Byłam strasznie zdenerwowana i cały czas próbowałam je odgonić, ale one wchodziły mi na dłonie i żądliły mnie w nie raz za razem. Bardzo się bałam i myślałam: „Dlaczego te osy ciągle mnie gonią? Czyżbym miała tu umrzeć?” Gdy te myśli przechodziły przez moją głowę, pędem zbiegałam ze wzgórza, a osy wciąż były tuż za mną. Mniej więcej w połowie drogi w końcu zostawiłam za sobą większą część roju, ale pozostałe osy cały czas co chwilę żądliły mnie w szyję i w tył głowy. Bolało, piekło i czułam potworne gorąco – byłam w agonii. Ten gatunek os jest bardzo jadowity i ich jad błyskawicznie rozszedł się w moim organizmie. Głowa ciążyła mi, stopy odmawiały mi posłuszeństwa i krok po kroku całe moje ciało traciło siły. Zupełnie straciłam kontrolę nad swoimi płynami ustrojowymi, prawie nie mogłam oddychać i czułam się, jakbym za chwilę miała się udusić. Obraz przed moimi oczami stawał się niewyraźny i traciłam kontrolę nad swoimi kończynami; powoli zaczynałam tracić czucie w ciele. Po kilku minutach nic już nie widziałam. Poczułam wtedy nieopisany lęk, bezradność i ból. Pomyślałam: „Na tych wzgórzach nie ma absolutnie nikogo. Jeśli tu umrę, nikt nawet się o tym nie dowie. Co mam robić?” W chwili, gdy traciłam przytomność, zdążyłam jeszcze zawołać do Boga: „Boże, ocal mnie! Ocal mnie!” Później upadłam na ziemię i całkowicie straciłam przytomność.

Moc modlitwy: Cudowne przetrwanie ataku roju os

Nie mam pojęcia, ile to trwało, ale po pewnym czasie powoli odzyskałam przytomność i ku mojemu zdumieniu zobaczyłam przyćmione światło. Miałam też odrobinę czucia w rękach i nogach. Zdałam sobie sprawę, że niewątpliwie był to przejaw mocy Boga i że to Bóg czuwał nade mną i chronił mnie. Modliłam się do Niego: „Boże! Błagam Cię, daj mi wiarę i siłę, żebym mogła zejść z tych wzgórz”. Po modlitwie poczułam nagły przypływ sił i spróbowałam przeczołgać się jakiś metr do przodu. Ale kiedy usiłowałam czołgać się dalej, znowu pojawiły się zawroty głowy i poczułam się całkowicie bezsilna. Działanie jadu os w moim ciele sprawiało mi wielki ból i każdy kolejny oddech był walką. Nie mogłam wypowiedzieć nawet jednego słowa. Próbowałam coś powiedzieć w nadziei, że ktoś mnie usłyszy i przybiegnie z pomocą, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Znów zaczęło we mnie wzbierać poczucie przerażenia i bezradności. Mogłam jedynie zawołać do Boga: „Boże! Naprawdę cierpię i czuję się tak, jakbym miała za chwilę przestać oddychać. Tak bardzo boję się, że umrę tu, na tym wzgórzu. Boże, oświeć mnie i prowadź…” Właśnie wtedy przyszły mi na myśl te słowa Boga: „Bóg stworzył ten świat, stworzył ludzkość, i co więcej, był architektem starożytnej kultury Grecji i ludzkiej cywilizacji. Tylko Bóg pociesza ludzkość i tylko On troszczy się o nią w dzień i w nocy” („Bóg kieruje losem całej ludzkości”). Oświecenie i przewodnictwo słów Boga przyszły w doskonałym momencie, dając mojemu sercu coś, na czym mogło polegać. Jest to sama prawda – wszystkie rzeczy w niebie i na ziemi zostały stworzone przez Boga i On nimi kieruje. Bóg jest źródłem wszelkiego życia, jak więc nasze życie i nasza śmierć mogłyby nie być w Jego rękach? Bóg pozwolił, by tego dnia użądliły mnie osy, więc w obliczu tej zagrażającej mojemu życiu sytuacji mogłam jedynie polegać na Bogu, zwracać się do Niego, poszukiwać Jego przewodnictwa oraz podporządkować się Jego władzy i planom. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, powoli się uspokoiłam i już tak bardzo się nie bałam.

Po upływie krótkiego czasu poczułam, że mogę poruszać rękami i stopami, więc zaczęłam powoli się czołgać, cały czas w myślach modląc się do Boga. Po około 30 metrach jad znów dał o sobie znać; bez przerwy wymiotowałam i czułam się, jakby moje serce miało wybuchnąć. Leżałam na ziemi i nie byłam w stanie się ruszyć. Moja głowa zwisała bezwładnie – byłam u progu śmierci. W tym momencie mimowolnie poczułam pewną wewnętrzną słabość. Pomyślałam: „A więc wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście umrę dzisiaj na tym opuszczonym wzgórzu”. Wtedy nagle zdałam sobie sprawę, że ta słabość i to zniechęcenie są tylko przejawem zamętu wywołanym przez szatana. Dokładnie tak, jak mówią słowa Boga: „Jeśli człowiek jest onieśmielony i ma pełne lęku myśli, jest oszukiwany przez szatana. Szatan boi się, że przejdziemy przez most wiary, by wkroczyć do Boga. Obmyśla wszelkie możliwe sposoby, by podsunąć nam swoje myśli, zawsze powinniśmy się modlić o to, by oświetlał nas blask Bożego światła, musimy też zawsze być pełni ufności, że Bóg oczyści nas z trucizny szatana. Powinniśmy zawsze praktykować w duchu, aby zbliżać się do Boga. Musimy pozwolić, by Bóg miał władzę nad całą naszą istotą” (Rozdział 6 „Wypowiedzi Chrystusa na początku”). To szatan wzbudzał we mnie te myśli, żebym pogrążyła się w zniechęceniu i straciła wiarę w Boga, a potem po prostu biernie czekała na śmierć. Nie mogłam dać się nabrać na podstępy szatana. Musiałam modlić się do Boga i polegać na Nim; nie mogłam odsunąć się od Boga – powinnam pozwolić Mu władać moim sercem. Raz jeszcze zawołałam do Boga: „Boże! Czuję się tak, jakby moje serce przeszywało tysiąc strzał i nie wiem, jak długo jeszcze będę w stanie to znosić. Boże, błagam Cię, poprowadź mnie i niezależnie od tego, czy przeżyję, czy umrę, gotowa jestem podporządkować się Twoim planom”. Po modlitwie przyszły mi na myśl te słowa Boga: „Jeśli zostało ci choćby jedno tchnienie, Bóg nie pozwoli ci umrzeć” (Rozdział 6 „Wypowiedzi Chrystusa na początku”). Słowa Boga są tak pełne autorytetu i mocy. Naprawdę dały mi wiarę, siłę i nadzieję, że nie wszystko stracone. To Bóg rządzi życiem i śmiercią człowieka i wyznaczył już czas naszych narodzin i naszej śmierci. Niektórzy ludzie są naprawdę silni i zdrowi, a potem z jakiegoś powodu przytrafia im się coś niespodziewanego i opuszczają świat żywych. Niektórzy są słabi i delikatni, a mimo to cieszą się naprawdę długim życiem. Nie ma co do tego wątpliwości! Jeszcze raz pomyślałam o tym, jak szatan kusił Hioba w Biblii. Całe ciało Hioba pokryte było okropnymi wrzodami i doznawał potwornego bólu fizycznego, ale bez pozwolenia Boga szatan nie odważył się zagrozić życiu Hioba. Jeszcze wyraźniej zdałam sobie wtedy sprawę, że życie ludzi jest w rękach Boga i żadna osoba, rzecz czy zdarzenie nie może posiadać większego autorytetu niż Bóg. Pomyślałam o tym, że gdy zostałam użądlona przez osy, wskutek działania ich jadu straciłam przytomność, ale w cudowny sposób ją odzyskałam. Gdy jad dostał się do mojego organizmu, nieustannie wymiotowałam i w ogóle nie miałam siły, ale byłam w stanie powoli czołgać się do przodu. Czyż nie był to przejaw wielkiej mocy Boga? Kiedy czułam się zniechęcona, słaba i nie miałam wiary w Boga, On oświecił mnie i prowadził za pomocą swoich słów, dając mi wiarę, siłę, a także nadzieję, że nie wszystko stracone. Czyż sama nie doświadczyłam wszystkich tych rzeczy? Muszę mieć wiarę w Boga; powinnam bardziej na Nim polegać, częściej się do Niego zwracać i podporządkować się Jego planom. Odmówiłam więc modlitwę, w której wyraziłam swoje posłuszeństwo wobec Boga: „Boże! Moje ciało jest słabe, a ból jest nie do zniesienia, ale wiem, że życie i śmierć zależą od Ciebie. Oddaję swoje życie w Twoje ręce. Wierzę, że nie umrę bez Twojej zgody niezależnie od tego, jak dotkliwie pożądliły mnie osy, a jeśli umrę, to w wyroku tym zawrze się Twoja sprawiedliwość i Twoja cudowna wola. Pragnę jedynie podporządkować się Twoim planom. Prowadź mnie i kieruj mną tak, żebym mogła wykonać Twoją wolę”. Kiedy skończyłam się modlić, byłam w stanie podnieść głowę i powoli przesuwać się do przodu. Próbowałam się czołgać i ku mojemu zaskoczeniu powoli byłam w stanie się podnieść. Jakież to było cudowne! Raz za razem dziękowałam Bogu: „Boże, zaprawdę jest to cud!” Chwiejnym krokiem przeszłam jakieś dziesięć metrów i kiedy nie mogłam już iść dalej, zatrzymałam się i w myślach modliłam do Boga. Poczułam wtedy, że mam odrobinę siły i po raz kolejny z trudem zrobiłam kilka kolejnych kroków. W ten sposób, cały czas modląc się do Boga i będąc kierowana przez Niego, w końcu zeszłam ze wzgórza i dotarłam do domu stojącego przy drodze. Kiedy mieszkająca tam kobieta zobaczyła, jak strasznie wyglądam, natychmiast podbiegła do mnie z kubkiem wody, ale nie mogłam wypić nawet kropli. Jeden z jej sąsiadów wracał wtedy do domu po pracy na polu i zobaczył, w jakim jestem stanie. Szybko wziął mnie do rikszy i zawiózł do szpitala we wsi.

Kiedy dojechaliśmy do szpitala, lekarz zobaczył, w jak poważnym jestem stanie i nawet nie chciał mnie przyjąć. Widząc to, jeden z przechodniów zadzwonił do szpitala powiatowego, inny pomógł znaleźć dla mnie samochód, a kolejny skontaktował się z moją rodziną. Wielu różnych ludzi przyczyniło się do tego, że dotarłam na oddział ratunkowy szpitala powiatowego. Przez cały ten czas nieustannie modliłam się do Boga i polegałam na Nim; wiedziałam, że to On zaplanował to, iż ci wszyscy kompletnie obcy ludzie mi pomogli; wiedziałam, że to Bóg mnie uratował. Dziękowałam Bogu z całego serca! Ponieważ jeden z miejscowych zadzwonił do szpitala przed moją wizytą, kiedy przyjechałam, lekarz już czekał na mnie z kroplówką zawierającą surowicę, a potem przeprowadził różne badania i dokładnie wypytał mnie, co i kiedy się zdarzyło. Wcierając maść we wszystkie miejsca, w które zostałam użądlona, lekarz powiedział mi, że mój stan jest naprawdę poważny i gdybym przyjechała dziesięć minut później, byłoby za późno. Potem przeniesiono mnie na intensywną terapię.

Mojej córce lekarz powiedział: „Kiedyś mieliśmy tutaj młodego mężczyznę, którego osy użądliły 38 razy, lecz nie udało nam się go uratować. Zmarł. Inny, starszy pacjent miał ponad 30 użądleń i także zmarł, mimo że trafił do szpitala bardzo niedługo po zdarzeniu i od razu podjęliśmy leczenie. Badania, które przeprowadziliśmy, pokazują, że jad nie dotarł wątroby i nerek twojej mamy, ale jej rany są poważniejsze niż tamtych pacjentów. Została użądlona 46 razy i naprawdę znajduje się w stanie zagrożenia życia. Na wszelki wypadek przygotuj się na najgorsze”.

Tego wieczora lekarz przeprowadził dalsze badania, żeby zobaczyć, czy mam jakiekolwiek szanse na przeżycie. Byłam przytomna i czułam, że miejsca użądleń są całkiem opuchnięte, a całe ciało bolało mnie tak bardzo, że nie mogłam się poruszyć. Czułam wielki spokój, ponieważ wiedziałam, że to, czy przeżyję, czy umrę, jest w rękach Boga – że jest to Jego wyrok i Jego plan. Dalej w myślach modliłam się do Niego i powierzyłam Mu swoje życie.

Następnego dnia lekarz przeniósł mnie z intensywnej terapii na obserwację. Moja córka nie mogła powstrzymać gorzkich łez, kiedy zobaczyła mnie na szpitalnym łóżku. Lekarz pocieszył ją, mówiąc: „Stan twojej mamy szybko się poprawia. Niedługo wróci do zdrowia. Jestem lekarzem od ponad dwudziestu lat i nigdy nie widziałem takiego cudu!” Kiedy to usłyszałam, bardzo się wzruszyłam i wiedziałam, że ów cud zawdzięczam wyłącznie Bogu. Gdyby nie Boże zbawienie, zmarłabym już tam, na odludziu – w życiu nie dotarłabym tak daleko. Niedługo potem odwiedziła mnie też moja siostra z mężem i kiedy zobaczyła, że nie mogę się ruszać i nie jem, zapytała mnie: „Tak strasznie cię pożądliły. Jak u diaska wydostałaś się z tych wzgórz?” Odpowiedziałam: „Stało się tak wyłącznie dzięki miłości i trosce Boga”. Inni pacjenci na sali przysłuchiwali się tej rozmowie i wszyscy uznali, że miałam niezwykłe szczęście. Ale ja wiedziałam, że to nie było szczęście; była to troska i opieka Boga – to Bóg ocalił mnie, gdy byłam na krawędzi śmierci. Przypomniałam sobie o mieszkającym nieopodal mężczyźnie, którego pożądliły osy – jego rany nie były tak poważne jak moje, ale spędził w szpitalu cały tydzień. A i tak w końcu zmarł. Natomiast mnie, mimo że osy użądliły mnie 46 razy, los sprzyjał i przeżyłam – rzeczywiście był to cud, którego autorem był Bóg. Kiedy rozmyślałam o Bożej miłości i o tym, że Bóg mnie zbawił, moje serce przepełniała wdzięczność dla Niego.

Po sześciu dniach wypisano mnie ze szpitala. Dwadzieścia dni później lekarz przeprowadził badania kontrolne i powiedział, że wróciłam do zdrowia i naprawdę jestem szczególnym przypadkiem – był to pierwszy cud, którego był świadkiem. Kiedy usłyszałam jego słowa, w myślach dziękowałam Bogu i wysławiałam Go. Doskonale wiedziałam, że szczególne we mnie było tylko to, że polegałam na Bogu i Bóg mnie ocalił, kiedy znajdowałam się między życiem a śmiercią. Ten cud życia jest dziełem Boga. Dzięki temu niezwykłemu doświadczeniu odebrałam ważną lekcję na temat miłości Boga; czułam Jego autorytet i potęgę. Mimo że myślałam o pieniądzach i byłam nimi owładnięta do tego stopnia, że gdy chciałam wykopać dzikie zioła, zostałam pożądlona przez osy i niemal straciłam życie, Bóg cały czas troszczył się o mnie i opiekował się mną. Gdy szczerze modliłam się do Boga i polegałam na Nim, wykorzystał swoje słowa, by mnie oświecić i prowadzić, dając mi odwagę i wiarę, że pozostanę przy życiu. Sprawił, że pomogło mi tylu obcych ludzi, dzięki czemu krok po kroku wyszłam z tego niebezpieczeństwa obronną ręką. W ciągu tych wydarzeń nie tylko pojęłam wyjątkowy autorytet i moc Boga, ale także dostrzegłam, że Jego istota jest pełna łaski. Uzyskałam pewne zrozumienie Boga. Stając twarzą w twarz ze śmiercią, rzeczywiście doświadczyłam tego, że pieniądze, nazwisko i status nie mogą nas uratować, a już zwłaszcza nie mogą dać nam życia. W kryzysowych chwilach Bóg jest dla człowieka jedynym oparciem, naszym jedynym zbawieniem. Jeśli tylko będziemy szczerze polegać na Bogu, to będziemy w stanie dostrzec, jak wypełnia On dzieło. Dokładnie tak, jak mówią słowa Boga: „Ucisz się we Mnie, gdyż Ja jestem twoim Bogiem, Waszym jedynym Odkupicielem. Musicie przez cały czas uciszać swoje serca, żyć we Mnie; Ja jestem twoją skałą, waszym oparciem. Nie zwracajcie swych myśli ku niczemu innemu, lecz całym sercem polegajcie na Mnie, a Ja z pewnością się wam ukażę – Ja jestem waszym Bogiem!” (Rozdział 26 „Wypowiedzi Chrystusa na początku”). Dziękuję Bogu za to, że mnie zbawił i od teraz jestem gotowa polegać na Bogu i w swoich doświadczeniach częściej zwracać się ku Niemu. Będę dążyła do prawdy i odwdzięczę się za Bożą miłość!

Powiązane treści