Brak bojaźni Bożej to niebezpieczna ścieżka

01 maja 2022

Autorstwa Xiaomo, Hiszpania

W zeszłym roku wzięłam odpowiedzialność za podlewanie w kościele nowo nawróconych. Raz na spotkaniu brat Wang, szef zespołu ewangelizacji, powiedział mi, że ostatnio sporo nowych członków opuszcza zgromadzenia, mieliśmy problemy z podlewaniem, które musiałam szybko rozwiązać. Najpierw zaakceptowałam to, co powiedział. Omówiłam problemy z braćmi i siostrami, robiłam, co mogłam, by wdrożyć konieczne zmiany. Ale co miesiąc jacyś nowi wierzący opuszczali grupy z różnych powodów. Brat Wang znów mi powiedział, że nie jestem odpowiedzialna i nie rozwiązuje problemów związanych z podlewaniem. Myślałam, że zrobiłam, co w mojej mocy, i to, co należało zrobić, więc czemu on się mnie czepiał? Czemu szukał w tym mojej winy? Poza tym nowi członkowie opuszczali zgromadzenia z wielu powodów. Niektórzy wciąż trzymali się pojęć religijnych, czyli, że zespół ewangelizacyjny nie omówił z nimi jasno prawdy, więc czemu on nie zważał na własne problemy? Gdyby dobrze omówili prawdę, mniej ludzi by porzuciło swoje grupy. Dlatego uprzedziłam się do brata Wanga i zignorowałam jego sugestie. Byłam zaskoczona, gdy bracia i siostry z zespołu ewangelizacyjnego zgłosili do przywódczyni wyższego szczebla. Nie zreflektowałam się, gdy się dowiedziałam, ale bałam się, że gdy przywódczyni to usłyszała, to pomyślałam, że nie robię praktycznej pracy, że jestem fałszywą przywódczynią, a być może mnie odsuną od obowiązków, co byłoby żenujące. Czy to nie był donos na mnie do przywódczyni? Złościłam się coraz bardziej, myśląc o tym, i czułam do nich urazę. Gdy później dawali mi sugestie, czułam, że robią tylko zamieszanie, i lekceważyłach ich.

Raz na spotkaniu diakon podlewający wyraził opinię o zespole ewangelizacyjnym, mówiąc wprost, że nie wyrugowali pojęć religijnych nowycz członków, że było to nieodpowiedzialne. Gdyby ich omówienia były jasne, nowi członkowie chodziliby na zgromadzeniach. Zupełnie się z tym zgadzałam i powiedziałam natychmiast: „Tak, nowi członkowie przychodzą do nas na podlewanie, a dalej trzymają się pojęć. Jak ma nam się coś udać?”. Pracownicy zajmujący się podlewaniem zaczęli mówić jeden przez drugiego. Byłam skołowana, zastanawiając się, czy spychałam winę i osądzałam innych za ich plecami. Ale z drugiej strony przecież powiedziałam, jak było. Więcej o tym nie myślałam. Gdy później omawiałam pracę z diakonem podlewającym, nagle powiedział, że musi iść, bo brat z zespołu ewangelizacyjnego chciał z nim przygotować jakieś materiały. Pomyślałam, że zespół ewangelizacyjny zawsze mówił, że my mamy problemy, więc czemu chcieli naszej pomocy z czymś takim jak organizacja dokumentów? Powiedziałam: „Czy on nie może sam się tym zająć? Czemu ciebie potrzebują? Masz swoją pracę. Jeśli on sam sobie z tym nie radzi, to znaczy, że jest niekompetentny”. Aż mi serce podskoczyło do gardła: czemu ja to powiedziałam? Ten brat potrzebował pomocy z dokumentami, żeby usprawnić przebieg zgromadzeń. To było normalne. Podżegałam braci i siostry do animozji. Czy nie zakłócałam tym samym pracy domu Bożego? Szybko się wycofałam i powiedziałam: „Idź już”. Ale potem myśląc o tym, czułam niepokój, więc modliłam się do Boga, aby pomógł mi poznać samą siebie.

Przeczytałam ten fragment słów Boga nazajutrz na zgromadzeniu: „W jaki sposób Bóg bada ludzkie serca? On nie tylko patrzy swoimi oczami – stwarza otoczenie dla ciebie i dotyka swoimi dłońmi twojego serca. A dlaczego to mówię? Ponieważ kiedy Bóg tworzy ci otoczenie, sprawdza, czy czujesz wstręt i odrazę, czy raczej radość i posłuszeństwo. Bada, czy spokojnie czekasz, czy szukasz prawdy. Obserwuje, jak zmienia się twoje serce i w jakim kierunku wzrasta. Bóg wyczuwa wszystko – zmiany w twoim sercu, twoją każdą myśl i wyobrażenie o ludziach, wydarzeniach i rzeczach, które stawia na twojej drodze, każdą zmianę w twoich uczuciach. Nikomu o nich nie mówiłeś, ani nie modliłeś się o nie. Pomyślałeś tylko o nich w duchu, w swoim świecie, lecz Bóg wie o nich dobrze i są dla Niego jasne jak słońce” („Jeśli nie potrafisz zawsze żyć przed obliczem Boga, jesteś niewierzącym” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Gdy coś ci się przytrafia i nie praktykujesz prawdy, to dopuszczasz się wykroczenia. Gdy coś ci się znowu przytrafia, a ty nadal nie praktykujesz prawdy – jeśli odstępujesz od prawdy, by chronić własne interesy, próżność i dumę – co to za zachowanie? (To dopuszczanie się zła). Jeśli nie praktykujesz prawdy w jakiejkolwiek sytuacji, a twoje występki są coraz liczniejsze, to twój koniec jest już przesądzony. Wyraźnie widać, że gdyby podsumować wszystkie twoje wykroczenia i dodać je do twoich wyborów, twoich dążeń, twojej subiektywnej woli oraz do kierunków i ścieżek, które wybierałeś w działaniu – gdyby wszystko to zsumować, można określić twój koniec: powinieneś zostać wtrącony do piekła, co oznacza, że zostaniesz ukarany. Wszystkie twoje wykroczenia razem to kompendium złych uczynków, co jest ostateczną konsekwencją, gdy wierzysz w Boga, lecz nie akceptujesz prawdy” („W wierze w Boga najważniejsze jest wcielanie prawdy w życie” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). To nauczyło mnie, że Bóg aranżuje sytuacje, by obserwować nasze serca, by sprawdzić, czy jesteśmy oporni, gdy coś się dzieje, czy też praktykujemy prawdę. Jeśli wciąż irytuje nas to, co aranżuje Bóg, i przejawiamy zepsucie, będziemy popełniać coraz więcej wykroczeń i w końcu zostaniemy odrzuceni. Ostatnio, ilekroć ludzie z zespołu ewangelizacyjnego mieli sugestie, byłam krytyczna, myśląc o tym, co jest słuszne, a co nie. W ogóle nie szukałam prawdy, a nawet czułam do nich urazę. Osądzałam ich za plecami. Czy tak postępuje wierzący? Podkopywałam pracę domu Bożego, czyli czyniłam zło. Ta myśl mnie przeraziła, więc pomodliłam się w myślach: „Boże, osądzałam i dzieliłam ludzi, sprzeciwiałam się Tobie. Chcę się zreflektować, proszę, poprawadź mnie”.

Później przeczytałam kilka fragmentów słów Boga: „Ci, którzy wierzą w Boga, powinni postępować z rozwagą i roztropnością, a wszystko, co robią, winno być zgodne z wymaganiami Boga i być w stanie zadowolić Jego serce. Nie powinni być uparci i robić, co im się podoba – nie przystoi to świętej przyzwoitości. Ludziom nie wolno tracić nad sobą panowania i, wymachując dookoła sztandarem Boga, przechwalać się i oszukiwać gdzie popadnie. Tego rodzaju zachowanie jest największym przejawem buntu. Rodziny mają swoje zasady, a państwa swoje prawa – czyż tym bardziej nie jest tak w domu Bożym? Czy standardy nie są tutaj jeszcze surowsze? Czy liczba dekretów administracyjnych nie jest w nim jeszcze większa? Ludzie są wolni i mogą robić, co chcą, lecz dekretów administracyjnych Boga nie można zmieniać zgodnie ze swoją wolą. Bóg jest Bogiem, który nie toleruje obrazy ze strony ludzi. Jest Bogiem, który uśmierca ludzi. Czyż ludzie naprawdę jeszcze się o tym nie przekonali?” („Ostrzeżenie dla tych, którzy nie praktykują prawdy” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Ludzie, którzy praktykują prawdę, zostaną na koniec zbawieni i udoskonaleni przez wzgląd na prawdę. Ci, którzy nie praktykują prawdy, na koniec sprowadzą na siebie zagładę ze względu na prawdę. Taki właśnie koniec czeka tych, którzy praktykują prawdę i tych, którzy jej nie praktykują. Radzę więc tym, którzy nie planują praktykowania prawdy, aby jak najszybciej opuścili kościół, by uniknąć popełnienia jeszcze większej ilości grzechów. Kiedy nadejdzie ten czas, będzie za późno na skruchę. Zwłaszcza zaś ci, którzy tworzą kliki i doprowadzają do rozłamów oraz te lokalne zbiry w kościele, muszą odejść jeszcze szybciej. Tacy ludzie, którzy mają naturę złych wilków, nie są w stanie się zmienić. Byłoby najlepiej, gdyby odeszli z kościoła przy najbliższej okazji i nigdy więcej nie zakłócali normalnego życia braci i sióstr, unikając w ten sposób Bożej kary” („Ostrzeżenie dla tych, którzy nie praktykują prawdy” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Wzywam was, abyście zyskali lepsze zrozumienie treści dekretów administracyjnych i podjęli pewien wysiłek, aby poznać usposobienie Boga. Inaczej trudno wam będzie utrzymać buzię na kłódkę, będziecie nazbyt swobodnie mleć ozorami, uderzając w górnolotne tony, aż wreszcie nieświadomie obrazicie usposobienie Boga i zapadniecie się w ciemność, tracąc obecność Ducha Świętego i światło. Ponieważ w swoich poczynaniach nie przestrzegacie zasad, ponieważ czynisz i mówisz to, czego czynić i mówić nie powinieneś, otrzymasz stosowną zapłatę. Musisz wiedzieć, że choć w słowie i czynie nie przestrzegasz zasad, Bóg w jednym i drugim kieruje się zasadami. Ponosisz karę, bo obraziłeś Boga, nie człowieka. Jeśli w swoim życiu popełniasz wiele wykroczeń przeciw usposobieniu Boga, wówczas z pewnością staniesz się dzieckiem piekła. Człowiekowi może się wydawać, że popełniłeś jedynie kilka uczynków, które stoją w sprzeczności z prawdą i to wszystko. Czy masz jednak świadomość, że w oczach Boga jesteś już kimś, dla kogo nie ma ofiary przebłagalnej? Ponieważ niejeden raz naruszyłeś dekrety administracyjne Boga, a ponadto nie wykazujesz ani cienia skruchy, nie ma innego wyjścia, jak tylko wtrącić cię do piekła, gdzie Bóg karze człowieka. (…) Jeśli swoimi czynami nie obrażasz usposobienia Boga, poszukujesz Jego woli i masz serce pełne czci dla Niego, to wówczas twoja wiara spełnia standardy. Każdy, kto nie czci Boga, a jego serce nie drży ze strachu przed Nim, najprawdopodobniej naruszy Boże dekrety administracyjne” („Trzy przestrogi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga sprawiły, że się zaniepokoiłam i przestraszyłam. Usposobienie Boga nie toleruje wykroczenia. W domu Bożym obowiązują dekrety administracyjne. Mówienie i działanie bez bojaźni Bożej, jak osoba niewierząca, osądzanie i atakowanie innych, tworzenie klik i podkopywanie pracy kościoła to pomoc szatanowi. Bóg nigdy nie zachowa przy sobie takich ludzi. Brak im człowieczeństwa i nie wspierają pracy kościoła, więc zostaną odrzuceni i ukarani za to, że czynią tak wiele zła. Gdy brat Wang zwrócił uwagę na moje problemy, to Bóg się ze mną rozprawiał. Zamiast to przyjąć, zreflektować się i rozwiązać te problemy byłam krytyczna i osądzająca, myśląc, że się mnie czepia, więc miałam go dość. Gdy zespół ewangelizacyjny zgłosił problemy do przywódców wyższego szczebla, dalej nie chciałam okazać skruchy, tylko pomyślałam, że na mnie donoszą. To sprawiło, że byłam do nich uprzedzona. Gdy na zgromadzeniu diakon skrytykował zespół ewangelizacyjny, zamiast spróbować im pomóc w ich problemach, dolałam oliwy do ognia, korzystając z tej okazji, aby utworzyć klikę przeciwko innym, na nich zrzucając winę za to, że nowi członkowie mają niską frekwencję. Ci, którzy podlewają, uprzedzili się do ewangelizatorów, skarżyli się na nich i ich krytykowali. Gdy członek zespołu ewangelizacyjnego szukał pomocy u brata podlewającego, wtrąciłam się i z niego szydziłam, nie patrząc na interesy kościoła. Nie miałam czci dla Boga ani nie akceptowałam prawdy. By chronić swoją reputację, siałam zamęt i byłam krytyczna. Formowałam frakcję, czyniłam zło, sprzeciwiałam się Bogu. Bracia i siostry z zespołu ewangelizacyjnego często mówili mi o problemach, bym je dostrzegła i szybko rozwiązała, by nowi członkowie znów chodzili na zgromadzenia, jak należy. To było dobre dla pracy kościoła. Ale nie rozumiałam woli Boga. Chciałam chronić swój status i wizerunek, nie rozwiązywałam problemów, a przez to wielu nowych członków opuszczało zgromadzenia. To znaczyło, że powinno się mnie odsunąć od obowiązków, ale zamiast dać mi to, na co zasługuję, Bóg oświecił mnie swymi słowami, zatrzymując mnie na złej drodze. Przepełnij mnie żal, gdy to dostrzegłam. Modliłam się do Boga, gotowa okazać skruchę.

Później na zgromadzeniu powiedziałam otwarcie, że byłam krytyczna i szkodziłam pracy, by inni mogli coś z tego wynieść. Potem inni też zaczęli lepiej siebie samych poznawać, swoje ostatnie przejawy zepsucie i krytyczne nastawienie, i to, że brak współpracy z zespołem ewangelizacyjnym wstrzymuje pracę podlewania. Byli gotowi się zmienić. Poczułam się jeszcze gorzej, słysząc, co mówili. Jako przywódczyni widziałam, ze wielu nowych członków opuszcza zgromadzenia, a niektórzy porzucili kościół. Nie tylko nie prowadziłam innych do refleksji, widząc, co robimy źle i że nie szukamy prawdy, ale grałam rolę głównej krytykantki, odrzucając odpowiedzialność, formując klikę w kościele. Czyniłam zło, sprzeciwiałam się Bogu, prowadziłam innych przeciwko Bogu. Niegodna byłam przywództwa!

Później zastanawiałam się, czemu byłam zdolna w ten sposób zakłócać pracę kościoła. Jakie to było usposobienie? Raz przeczytałam słowa Boga obnażające wstręt do prawdy u antychrystów, to pomogło mi siebie zrozumieć. Słowa Boga mówią: „Typowa postawa antychrystów wobec przycinania i rozprawiania się z nimi polega na tym, że stanowczo tego nie przyjmują. Bez względu na to, jak wiele zła uczynili, jak wiele szkód wyrządzili dla wkroczenia w życie Bożych wybrańców i dzieła domu Bożego, nie odczuwają żadnych wyrzutów sumienia ani zobowiązań. Czy z tego punktu widzenia antychryści posiadają człowieczeństwo? W żadnym razie. Wyrządzili najrozmaitsze szkody wybrańcom Bożym, przynieśli wielki uszczerbek wszelkim dziełom domu Bożego – wybrańcy Boży widzą to zupełnie jasno, widzą wszystkie złe uczynki antychrystów, jeden za drugim. A jednak antychryści nie przyjmują tego faktu do wiadomości, uparcie nie przyznają, że zbłądzili i że ponoszą odpowiedzialność. Czyż nie wskazuje to, że prawda ich mierzi? Aż do tego stopnia antychryści brzydzą się prawdą i bez względu na to, ile niegodziwości popełnią, nie chcą się do tego przyznać i pozostają nieugięci do końca. To dowodzi, że antychryści nigdy nie traktowali poważnie pracy domu Bożego ani prawdy. Nie uwierzyli w Boga – są sługami szatana, przybywają, aby przeszkadzać i zakłócać dzieło domu Bożego. W ich sercach jest tylko imię i status. Wierzą, że gdyby uznali swój błąd, musieliby przyjąć odpowiedzialność, a wtedy ich status i prestiż zostałyby poważnie zagrożone. Toteż stanowczo odmawiają przyjęcia tego do wiadomości, absolutnie się do tego nie przyznają, a nawet jeśli przyznają to w głębi serca, nie powiedzą tego głośno, bo sądzą, że gdyby to zrobili, wszystko byłoby dla nich skończone. Czy ich zaprzeczenie jest celowe, czy też nie, mówiąc krótko, z jednej strony ma to związek z naturą i istotą antychrystów, która brzydzi się prawdą i nienawidzi jej. Z drugiej strony, świadczy to o tym, jak cenne dla antychrystów są ich własny status, reputacja i interesy. Tymczasem jaki jest ich stosunek do domu Bożego i interesów kościoła? Jest to pogarda i odmowa przyjęcia odpowiedzialności. Są całkowicie wyzuci z sumienia i rozumu. Czy antychryści ujawniają takie problemy, gdy uchylają się od odpowiedzialności? Z jednej strony, uchylanie się od odpowiedzialności dowodzi, że w swojej postawie brzydzą się prawdą i nienawidzą jej, z drugiej zaś, ukazuje ich brak sumienia, rozumu i człowieczeństwa. Oni nie oskarżają samych siebie ani się nie martwią bez względu na to, jak bardzo inni ludzie przez nich cierpią. Co to za stworzenia? Gdyby choćby przyznali w sercu: »Wprawdzie maczałem w tym palce, ale to nie była tylko moja wina«, nawet takie drobne wyznanie świadczyłoby o tym, że mają nieco człowieczeństwa, sumienia czy moralnych podstaw, ale w antychrystach nie ma nawet tej odrobiny człowieczeństwa. Kimże więc są według was? Tacy ludzie mają istotę diabła. Nie dostrzegają ogromnej szkody, jaką wyrządzili interesom domu Bożego, w najmniejszym stopniu nie trapi to ich serc, nie robią sobie wyrzutów ani nie czują, że coś komuś zawdzięczają. Czy ich serca w ogóle są z ciała i krwi? Czy to w ogóle są ludzie? Absolutnie nie to powinno się widzieć w normalnych ludziach. To jest diabeł” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część trzecia)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga obnażające antychrystów pokazały mi, że oni z natury nienawidzą prawdy. Nie przyznają się do tego, nieważne, jak bardzo zaszkodzą pracy domu Bożego, nie akceptują prawdy i nie reflektują się, gdy ktoś ic krytykuje, ale próbują chronić swoją reputację i stasus, szukają wymówek i uchylają się od odpowiedzialności bez wyrzutów sumienia. W istocie są diabłami. Słowa Boga bardzo do mnie trafiły. Przywódcy powinni akceptować nadzór przez braci i siostry, od razu rozwiązywać problemy. Tego wymaga Bóg i na tym polega odpowiedzialność przywódcy. Tymczasem ja nie radziłam sobie z podlewaniem, a gdy mi zwrócono uwagę, nie czułam żalu ani winy z powodu zaniedbiań, tylko krytykowałam innych, ich pomoc postrzegając jako próbę zrzucenia na mnie winy. Gdy ich opinie zaszkodziły mojemu statusowi, przypuściłam atak za ich plecami, formując frakcję, by przeciągnąć innych na swoją stronę. Bezczelnie tworzyłam klikę, gang, działając jak sługus szatana i zakłócając pracę domu Bożego. Obiektem mojego gniewu nie była żadna osoba, tylko praca domu Bożego, czyniłam zło przeciwko Bogu! Rozsądna osoba, mająca sumienie, w reakcji na krytykę za zaniedbanie podlewania nowych członków, przez co niektórzy odeszli, miałaby poczucie winy, zreflektowałaby się i poddała. Takie osoby najpierw chcą się bronić, ale później się podporządkowują, patrzą na problemy i zaczynają dbać o nowych wierzących. Ale gdy ja widziałam swe poważne problemy, nie przyjęłam pomocy innych i nie zreflektowałam się, nie dążyłam do zmiany i praktykowania. Szukałam wymówek i spychałam odpowiedzialność. Nie chciałam przyjąć żadnej odpowiedzialności, tylko chronić samą siebie. Myślałam o swoich interesach, nie o interesach domu Bożego. Brak mi było człowieczeństwa. Przejawiałam usposobienie antychrysta. Nienawidziałam prawdy. Gdy to sobie uświadomiłam, przepełnił mnie żal.

Przypomniałam sobie pewne słowa Boga. „W księdze Jonasza 4:10-11 odnotowano następujący fragment: »Wtedy rzekł Jahwe: „Żałowałeś tykwy, nad którą się nie trudziłeś, ani nie sprawiłeś, że urosła; bo urosła w jedną noc i w jedną noc uschła, a ja nie miałbym oszczędzić Niniwy, tego wielkiego miasta, w którym jest więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawicy od lewicy, a także dużo bydła?”«. Oto prawdziwe słowa Boga Jahwe, odnotowane podczas rozmowy Boga z Jonaszem. Choć dialog ten jest krótki, wybrzmiewa w nim troska Stwórcy o ludzkość i Jego niechęć do zostawienia rodzaju ludzkiego własnemu losowi. Słowa te wyrażają faktyczną postawę Boga i kryjące się w Jego sercu uczucia wobec własnego stworzenia. Przez te słowa, tak jasne i trafne, jak rzadko zdarza się człowiekowi słyszeć, Bóg oznajmia swoje prawdziwe zamiary wobec ludzkości. Dialog ten wyraża nastawienie Boga w stosunku do ludu Niniwy – ale o jakim nastawieniu tu mowa? Chodzi tu o nastawienie, jakie miał Bóg wobec ludu Niniwy przed i po okazaniu przez ów lud skruchy, oraz o Jego postawę wobec rodzaju ludzkiego. W tych słowach zawarte są zarówno myśli Boga, jak i Jego usposobienie” („Sam Bóg, Jedyny (II)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Chociaż Jonaszowi powierzono obwieszczenie słów Jahwe adresowanych do ludu Niniwy, to jednak Jonasz nie zrozumiał zamiarów Jahwe, ani też Jego obaw i oczekiwań związanych z mieszkańcami miasta. Udzielając Jonaszowi reprymendy, Jahwe chciał mu zakomunikować, że ludzkość jest tworem Jego własnych rąk; że Bóg włożył wiele wysiłku w każdego człowieka; że każdy człowiek dźwigał na swoich barkach Boże oczekiwania; że każdy człowiek cieszył się życiem, zapewnianym mu przez Boga; i że każdy człowiek kosztował Boga wiele wysiłku. Udzielając reprymendy Jonaszowi, Bóg powiedział również, że lituje się nad ludzkością, która jest dziełem Jego rąk, tak jak Jonasz lituje się nad tykwą. Bóg w żadnym wypadku nie porzuciłby ludzkości tak łatwo, ani w ostatniej chwili; zwłaszcza dlatego, że w murach miasta było tak wiele dzieci i niewinnych zwierząt domowych. Mając rozprawić się z tymi swoimi tworami, młodymi i nieświadomymi, niezdolnymi nawet odróżnić rękę lewą od prawej, byłoby czymś jeszcze bardziej niewyobrażalnym, żeby Bóg położył kres ich życiu i tak pośpiesznie oszacował rezultaty ich żywota. Bóg miał nadzieję, że ujrzy, jak dorastają; miał nadzieję, że nie pójdą tą samą drogą co ich rodzice, że nie będą musieli po raz kolejny słuchać ostrzeżenia Jahwe i że dadzą świadectwo przeszłości Niniwy. Jeszcze bardziej zaś Bóg pragnął oglądać Niniwę po okazaniu przez nią skruchy, pragnął ujrzeć przyszłość czekającą Niniwę po owym akcie skruchy, i – co jeszcze istotniejsze – pragnął ujrzeć, jak Niniwa ponownie żyje w blasku miłosierdzia Bożego. Dlatego też w oczach Boga owe istoty stworzone, które nie potrafiły odróżnić ręki prawej od lewej, były przyszłością Niniwy. Wzięłyby one na swe barki pożałowania godną przeszłość Niniwy, tak jak wzięłyby na swe barki doniosły obowiązek zaświadczenia zarówno o przeszłości miasta, jak i o jego przyszłości pod przewodnictwem Jahwe” („Sam Bóg, Jedyny (II)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Rozmowa Boga z Jonaszem uświadomiła mi miłość i miłosierdzie Boga dla ludzi. Bóg wiedział wszystko o każdej osobie w Niniwie i zapłacił realną cenę za każdą z tych osób. Nie chciał ich porzucić aż do ostatniej chwili. Myślałam o nowo nawróconych, którzy dopiero co przyjęli dzieło Boga w dniach ostatecznych, nie rozumieją wielu prawd i są słabi. W obliczu zamętu sianego przez antychrystów świata religijnego trudno im wytrwać w wierze. Bracia i siostry chcieli swoją wspólną pracą jakoś ich wesprzeć, by ugruntowali się na prawdziwej drodze. Dlatego przekazywali mi te sugestie i wskazywali na problemy. Ale ja nie chciałam tego słuchać. Wielu nowych członków nie brało udziału w zgromadzeniach przez moją nieodpowiedzialność, ale ja się nie przejmowałam. Czy byłam istotą ludzką? Pomodliłam się: „Boże, nie uchylę się od odpowiedzialności, chcę okazać skruchę, polegać na Tobie, by dać wsparcie nowym wierzącym”.

Później omówiłam problemy dotyczące podlewania z innymi i okazało się, że wielu nowych członków nie miało jasności co do prawdy dzieła Boga, więc gdy pastorzy głosili pojęcia religijne, zasiało to wątpliwości w nowo nawróconych. Zorganizowaliśmy dla nich zgromadzenia, by objaśnić trzy etapy dzieła Boga i dzieło sądu w dniach ostatecznych, a także to, czemu Bóg musi przyjść w ciele, by działać. Gdy skończyliśmy, jeden z nowych członków powiedział: „Ulegałem wielu pojęciom, ale z tym już koniec, dzięki waszemu omówieniu. Mam nadzieję, że będzie więcej takich omówień, bo wielu innych wciąż tego nie rozumie”. Jeden ze starszych braci powiedział: „Kiedyś nie miałem jasności co do dzieła Boga, myślałem o tym, żeby opuścić grupę zgromadzeń. Ale dzięki waszemu omówieniu wszystko jest teraz jasne dla mnie. Tak się cieszę, będę chodził na zgromadzenia. Dzięki Bogu Wszechmogącemu!”. Bardzo mnie poruszyły te słowa, a jednocześnie zasmuciły. Gdybym zaakceptowała wcześniej sugestie innych i wykonała praktyczną pracę, pomagając nowym członkom, niektórzy wytrwaliby w wierze i nie odeszli. Później otwarcie powiedziałam bratu Wangowi o swoim zepsuciu, a on podzielił się refleksjami o sobie i problemach w pracy ewangelizacyjnej. Powiedział, że chce się zmienić. Runął ten mur między nami i poczułam ulgę. Zaczęłam dążyć do koordynacji z braćmi i siostrami z zespołu ewangelizacyjnego, i choć niewielki konflikt się pojawił, mieliśmy wspólny cel: podlewać nowych członków, by się szybko ugruntowali na prawdziwej drodze.

Później zastanawiałam się, jak się w przyszłości odnosić do krytyki w sposób zgodny z wolą Boga. Przeczytałam te słowa Boga: „Co ludzie powinni wiedzieć, jeśli chodzi o przycinanie i rozprawianie się z nimi? By odpowiednio wykonywać swój obowiązek, każdy musi doświadczyć przycinania i rozprawiania się z nim. Te sytuacje są też nieodzowne i są czymś, z czym ludzie muszą się mierzyć na co dzień, a czego często doświadczają w swojej wierze w Boga i osiąganiu zbawienia. Nikt nie uniknie tego, że zostanie przycięty i się z nim rozprawią. Czy przycinanie osób i rozprawianie się z nimi to coś, co wiąże się z ich przyszłością i losem? (Nie). Czemu więc służą te zabiegi? Czyżby potępieniu ludzi? (Nie, pomagają ludziom wkroczyć w zasady). Zgadza się. To jest ich najwłaściwsze rozumienie. Przycinanie kogoś i rozprawianie się z nim to rodzaj dyscyplinowania, rodzaj karcenia, ale jest to też forma pomocy ludziom. Kiedy cię przycinają i rozprawiają się z tobą, z czasem masz możliwość zmienić swoje niewłaściwe dążenie. Możesz szybko rozpoznać problemy, jakie masz obecnie, i dostrzec zdeprawowane usposobienie, które z czasem ujawniasz. Bez względu na wszystko, zabiegi przycinania i rozprawiania się z tobą pomagają ci lepiej wykonywać swoje obowiązki, pozwalają ci wypełniać swoje obowiązki zgodnie z zasadami, pozwalają ci z czasem osiągnąć zbawienie, ratują cię przed pobłądzeniem wraz z upływem czasu oraz powstrzymują cię przed powodowaniem katastrof” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część ósma)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Zrozumiałam, przycinanie i rozprawianie się to Boża dyscyplina, a nie, że ktoś utrudnia nam życie lub jest zbyt krytyczny. Ma nas to skłonić do autorefleksji, rozwiązania naszych problemów i poprawy w pełnieniu obowiązków. To jeden ze sposobów, w jaki dzieło Boga nas zmienia i obmywa, musimy tego doświadczyć, by dostąpić zbawienia. W obliczu sugestii i krytycznych uwag powinnam je przyjmować od Boga, właściwie je traktować, reflektować się w oparciu o Boże słowa. To podoba się Bogu. To było dla mnie oświecające, wiem teraz, jak odnosić się do krytyki ze strony braci i sióstr.

Brat Wang raz powiedział mi, że kilku nowych wierzących nie spotykało się, nie mieli wsparcia. Nie wiedział dlaczego. Chciał, żebym to sprawdziła. Pomyślałam sobie, że już im udzieliliśmy bardzo dużo pomocy, szukaliśmy zasad z przywódcami. Zrezygnowaliśmy, gdy ustaliliśmy, że są osobami niewierzącymi, więc co można więcej zrobić? Ale zaraz pomyślałam, że on brał pod uwagę interesy domu Bożego, brał odpowiedzialność za nowych wierzących. Powinnam się podporządkować i sprawdzić to, spróbować zaradzić problemom, jeśli jakieś były. Sprawdziłam to dokładnie, to były osoby niewierzące, ale dostrzegłam problem z naszym podlewaniem. W efekcie zrozumiałam, że dużo można zyskać, słuchając sugestii innych, inaczej nie dostrzegłabym tych problemów i nie naprawiła ich, a to byłoby niekorzystne dla pracy kościoła.

Te doświadczenia pokazały mi, że gdy pełnię obowiązki, kierując się sugestiami braci i sióstr, gdy mam serce poszukujące i nie usprawiedliwiam się, mogę dostrzec własne zepsucie i je przemyśleć, szybciej wykrywam błędy, jakie popełniam. Jeśli nienawidzę prawdy, to nie tylko uniemożliwia mi to wyzbycie się zepsucia, ale działam na szkodę domu Bożego. Takie osoby Bóg na końcu odrzuca. Dostrzegłam też, że nieważne, co mnie spotka i jak mi to będzie nie w smak, muszę mieć bojaźń Bożą i nie działać na ślepo. Muszę modlić się do Boga i poszukiwać zasad, by nie czynić już więcej zła.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Żniwo zebrane dzięki chorobie

Autorstwa Zhang Li, Chiny Rok 2007 był dla mnie punktem zwrotnym. Mój mąż miał wypadek samochodowy, przez co jest przykuty do łóżka....

Samowola szkodzi innym i tobie

Autorstwa Hexi, Australia W kwietniu 2020 roku zostałam wybrana liderką kościoła, aby nadzorować dzieło podlewania. Zauważyłam, że...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze