Nauka wyciągnięta z podziału kościołów

01 maja 2022

Autorstwa Yixin, Stany Zjednoczone

Na początku zeszłego roku kościoły nowych członków rozrosły się, przywódca postanowił podzielić inaczej obowiązki moje i innych współpracowników. Najpierw nie zwróciłam na to uwagi, ale gdy dowiedziałam się więcej o tym, co się dzieje, zauważyłam, że ci, za których ja miałam być odpowiedzialna, przysparzali więcej problemów. Większość członków nie miało jeszcze ugruntowanej wiary, przywódcy i diakoni nie zostali wciąż wybrani. A kościoły, które przypadły siostrze Liu, radziły sobie znacznie lepiej niż moje. Nowi wierzący byli dobrze ugruntowani, mieli dobre charaktery, a ich przywódcy i diakoni byli odpowiedzialni. Mimo woli zaczęłam jej zazdrościć. Zastanawiałam się, czemu dostała lepsze kościoły, a moje miały tyle problemów. Wiedziałam, że będę musiała się mocno natrudzić! Jeśli poniosę porażkę, to co sobie o mnie pomyśli przywódczyni? Czy uzna, że jestem niekompetentna i niczego nie potrafię? Nie zrobię na niej dobrego wrażenia. Te myśli wprawiły mnie w stan niezadowolenia. Później na zgromadzeniach tych kościołów wciąż pojawiały się kolejne problemy, których rozwiązanie zabierało dużo czasu. W każdym jednym kościele były wciąż te same problemy. Nie wysypiałam się, starałam się, jak mogłam. Myślałam, że to, co siostrze Liu zajmowało jedną godzinę, ja robiłam w dwie lub trzy godziny. Mój charakter i umiejętności były ograniczone, a kościoły borykały się z tyloma problemami. Nie robiłam postępów mimo poświęconego czasu i wysiłków, więc gdyby przywódczyni porównała moje wyniki z siostrą Liu, uznałaby mnie za mierną, stwierdziłaby, że sobie nie radzę i nie mogę się równać z siostrą Liu. Czułam się w tym okresie fatalnie i ilekroć napotykałam jakiś problem, czułam się krzywdzona. Byłam zmęczona fizycznie i emocjonalnie. Stanęłam więc przed Bogiem i pomodliłam się: „Boże, wiem, że zezwoliłeś na ten podział pracy i powinnam się poddać Twym zarządzeniom, ale opieram się. Proszę, oświeć mnie, bym pojęła Twoją wolę i własne zepsucie”.

Przeczytałam kilka fragmentów słów Bożych, a jeden z nich odnosił się dokładnie do mojego ówczesnego stanu. Bóg mówi: „Zwiększanie obciążenia nie ma na celu utrudniania ci życia, lecz jest właśnie tym, czego potrzebujesz: to twój obowiązek, więc nie bądź wybredny, nie odmawiaj ani nie próbuj się wykręcić. Dlaczego uważasz, że jest on trudny? W gruncie rzeczy, gdybyś przyłożył się odrobinę bardziej, byłbyś w pełni zdolny go wykonać. Twoje przekonanie, iż obowiązek jest trudny i że zostałeś potraktowany niesprawiedliwie, jakby ktoś celowo chciał ci utrudniać życie, to tylko wykwit zepsutego usposobienia. Odmowa wykonania obowiązku nie jest otrzymywaniem od Boga ani praktykowaniem prawdy. Kiedy przebierasz wśród obowiązków, decydując się na ten, który jest wygodny i łatwy, ten, który da ci szansę zabłysnąć, jest to zepsute usposobienie szatana. Jeśli nie jesteś zdolny do akceptacji i podporządkowania się, dowodzi to, że nadal buntujesz się przeciw Bogu, że walczysz, odrzucasz, unikasz – co jest zepsutym usposobieniem. Co więc powinieneś zrobić, gdy wiesz już, że jest to zepsute usposobienie? Kiedy jesteś przekonany, że zadanie przydzielone komuś innemu zajmie mu tylko parę wieczorów, podczas gdy zadanie powierzone tobie może zająć pełne trzy dni i trzy noce i będzie wymagać wiele namysłu i wysiłku, a ty będziesz musiał najpierw sprawdzić wiele rzeczy, czujesz się nieszczęśliwy. Czy to w porządku, że czujesz się nieszczęśliwy? (Nie). Z całą pewnością nie. Więc co powinieneś zrobić, gdy czujesz, że to nie w porządku? Jeśli w twoim sercu pojawi się opór i pomyślisz: »To dlatego, że jestem miły i łatwo mnie wykorzystać. Proste zadania, które pozwalają ludziom zabłysnąć, zawsze są przydzielane innym. Tylko ja dostaję te trudne, męczące i brudne. Czy nie mógłbym odmówić? Czy nie kolej na kogoś innego? To niesprawiedliwe! Czy Bóg nie jest sprawiedliwy? Dlaczego nie jest sprawiedliwy w takich sprawach? Dlaczego zawsze to ja jestem wybierany? Czy to nie jest czepianie się tych, którzy są mili?«; jeśli tak myślisz, to nie masz zamiaru wypełniać tego obowiązku, próbujesz się od niego wykręcić, więc nie znajdziesz inspiracji, jak go wykonać, i go nie wykonasz. Gdzie leży problem? Po pierwsze, masz niewłaściwą postawę. Czego dotyczy ta niewłaściwa postawa? Dotyczy podejścia do twojego obowiązku; nie jest to właściwa postawa wobec obowiązku. Dlaczego tak wybrzydzasz? Powinieneś być posłuszny i akceptować to, co masz zrobić, nie skarżąc się i nie przebierając” („Jak doświadczać Bożych słów w swoich obowiązkach” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Czytając to, pomyślałam o tym, jak się ostatnio zachowywałam. Widząc, że członkowie podległych mi kościołów nie mają ugruntowanej wiary i niewielu nadaje się do obowiązków, czułam w sobie opór. Nie wybrano jeszcze wszystkich przywódców i diakonów, trudno było zarządzać projektami, więc nie tylko musiałam poświęcać czas i energię, a na dodatek sprawy mogły się źle potoczyć i jakbym wtedy wyglądała? Chciałam zarządzać kościołami, które dobrze sobie radziły, żebym nie musiała się martwić i mogła łatwo osiągać rezultaty, a ludzie dobrze by o mnie myśleli. Czułam, że taki podział pracy jest dla mnie krzywdzący, że siostra Liu dostała łatwą pracę i może teraz błyszczeć, a mi przypadła w udziale harówka. Nie miałam szans się wyróżnić. Dlatego tak się opierałam i nie chciałam przyjąć tej pracy. Ale poprzez Boże słowa pojęłam, że myśląc o tym w ten sposób, odrzucam obowiązek, byłam wybredna, chciałam robić tylko to, co przyniesie mi chwałę. Nie byłam w ogóle posłuszna. Zawsze uważałam się za sumienną i odpowiedzialną w pełnieniu obowiązków, nigdy się nie spodziewałam, że tak zostanę obnażona. Dostrzegłam, że kierują mną niewłaściwe pobudki. Zamiast starać się zadowolić Boga chciałam zdobyć podziw i pochwały od innych. Jak mogłam zyskać Bożą aprobatę, skoro taką miałam motywację w pełnieniu obowiązków?

Znalazłam taki fragment słów Boga. Słowa Boga mówią: „Jeśli we wszystkim, co czynisz, chcesz poświęcić się wypełnianiu Bożej woli, wówczas nie możesz po prostu wykonywać jednego obowiązku, lecz musisz akceptować każde zadanie, które powierza ci Bóg. Nawet jeśli nie odpowiada to twoim gustom, nie mieści się w obszarze twych zainteresowań, nie sprawia ci przyjemności, nie jest to nic, co byś kiedykolwiek wcześniej robił, albo też jest to coś trudnego – mimo to musisz to zaakceptować i się temu podporządkować. Nie tylko musisz to zaakceptować, lecz musisz aktywnie współpracować, zdobyć o tym wiedzę i uzyskać wejście. Nawet jeśli cierpisz, jesteś poniżany i nigdy się nie wyróżniasz, nadal musisz wykazać się poświęceniem. Musisz to uznać za swój obowiązek; nie za swój interes, ale za swój obowiązek. Jak ludzie powinni rozumieć swoje obowiązki? Otóż wtedy, gdy Stwórca – Bóg – daje komuś jakieś zadanie do wykonania, wtedy właśnie pojawia się obowiązek tej osoby. Zadania przydzielane ci przez Boga, sprawy, jakie powierza ci Bóg – oto twoje obowiązki. Kiedy stanowią one cel, do którego dążysz, i kiedy naprawdę masz miłujące Boga serce, czy mimo tego możesz odmówić ich przyjęcia? (Nie). Nie jest to kwestia tego, czy możesz odmówić, czy nie – nie powinieneś odmawiać. Powinieneś je przyjąć. Taka jest ścieżka praktyki. Czym jest ścieżka praktyki? (Być pełnym poświęcenia we wszystkim, co się robi). Bądź pełny poświęcenia we wszystkich sprawach, a spełnisz wolę Boga. Która część tego zdania jest najważniejsza? »We wszystkich sprawach«. Wyrażenie »wszystkie sprawy« niekoniecznie oznacza tu to, co lubisz albo to, w czym jesteś dobry, a w jeszcze mniejszym stopniu dotyczy to tego, co jest ci znane. Czasami nie jesteś w czymś dobry, czasami potrzebujesz się czegoś nauczyć, czasami napotkasz trudności, a czasem będziesz musiał cierpieć. Niezależnie jednak od tego, o jakie zadanie chodzi, dopóki wyznacza je Bóg, musisz je od Niego przyjąć, uznać za swój obowiązek, poświęcić się jego wypełnieniu i wykonać wolę Boga: taka jest ścieżka praktyki. Bez względu na to, co ci się przydarza, zawsze musisz szukać prawdy, a gdy już będziesz miał pewność, jaki rodzaj praktyki zgodny jest z wolą Boga, powinieneś tak praktykować. Tylko takie działanie jest praktykowaniem prawdy i tylko w taki sposób możesz wejść w rzeczywistość prawdy” („Ludzie mogą być prawdziwie szczęśliwi jedynie będąc uczciwymi” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Czytając to, wiedziałam, że to prawda. Obowiązki pochodzą od Boga, to Jego zadanie dla nas, nasza odpowiedzialność. Nieważne, jak trudne to zadanie, jak mało chwały przynosi, naszą powinnością jest je przyjąć. Taka jest właściwa postawa i rozum, jakie istota stworzona powinna mieć względem Boga. Nie chciałam tych kościołów, które mi przydzielono, moje pragnienie statusu nie zostałoby zaskopokojne, ale takie zadanie dał mi Bóg. Musiałam je przyjąć i przestać traktować moje obowiązki z niewłaściwej perspektywy. Stanęłam przed Bogiem w modlitwie, pragnąc poddać się Jego zarządzeniom, wypełniać obowiązki, jak umiem najlepiej, podlewać nowych członków, pomóc im ugruntować się na prawdziwej drodze. Moje podejście do obowiązków trochę się poprawiło, nie czułam się już taka rozstrojona.

Później zaczęto zakładać coraz więcej kościołów, więc przywódca znów podzielił nasze obowiązki. Spośród podległych mi kościołów ten jedyny, który nieźle sobie radził, i jedną siostrę, która potrafiła dobrze podlewać nowych członków, przeniesiono pod zarząd innych osób. Byłam zdenerwowana i nieszczęśliwa. Czułam, że dobrze rozumieją moją sytuację, że wzięłam na siebie kościoły z największymi problemami, że już tak ciężko pracowałam. Nie było łatwo znaleźć tę siostrę, która dobrze podleała, a teraz mi ją zabierają. Jak miałam cokolwiek osiągnąć w mojej pracy? Jeśli nadal bym się męczyła, żeby mieć dobre wyniki, co inni by sobie o mnie pomyśleli? Że jestem nieudaczniiem, że do niczego się nie nadaję. To byłoby takie żenujące! Jak mogłabym spojrzeć w oczy współpracownikom? Tak bardzo się tym przejmowałam, że aż miałam łzy w oczach. Znowu byłam niezadowolona i nieposłuszna. Od razu uklękłam do modlitwy i próbowałam się zreflektować. Przeczytałam fragment Bożych słów. „Bez względu na to, jaką pracę podejmuje osoba, która jest antychrystem, nigdy nie myśli ona o interesach domu Bożego. Tacy ludzie patrzą tylko na to, jak ta praca wpłynie na ich własne interesy, myślą tylko o tym jej fragmencie, który mają przed sobą i który przynosi im korzyści. Zasadnicze dzieło kościoła jest dla nich po prostu czymś, czym się zajmują w wolnym czasie. W ogóle nie traktują go poważnie. Dokonują tylko pozornych wysiłków, robią tylko to, co sprawia im przyjemność, a ich praca ma jedynie podtrzymać ich pozycję i władzę. W ich oczach każda praca zorganizowana przez dom Boży, dzieło szerzenia ewangelii i wejście w życie przez Bożych wybrańców w ogóle nie są ważne. (…) Jakikolwiek obowiązek wykonują, myślą tylko o tym, czy podniesie to ich rangę; jeżeli coś może poprawić ich reputację, wytężają głowę, obmyślając sposoby, by się nauczyć, jak to robić; zależy im tylko na tym, by się wyróżnić. Cokolwiek robią lub myślą, mają na względzie tylko własną sławę i status. Bez względu na to, jaki obowiązek wykonują, rywalizują tylko o to, kto stoi wyżej lub niżej, kto wygrywa, a kto przegrywa, kto ma lepszą reputację. Obchodzi ich tylko to, ilu ludzi ich podziwia, ilu jest im posłusznych i ilu za nimi idzie. Nigdy nie dzielą się prawdą ani nie rozwiązują prawdziwych problemów, nigdy nie zastanawiają się, jak przestrzegać zasady przy wykonywaniu obowiązku, czy okazali się wierni i wypełnili swoją odpowiedzialność, czy zboczyli z drogi i czy istnieją jakieś problemy. Nie zwracają najmniejszej uwagi na to, o co prosi dom Boży i jaka jest wola Boża. Przykładają się i pracują tylko w trosce o status i prestiż, tylko po to, by zaspokoić swoje ambicje i zachcianki. Czy nie jest to przejaw egoizmu i podłości? Okazują tym samym, że ich serca pełne są po brzegi osobistych ambicji, zachcianek i nierozumnych żądań; wszystkim, co robią, kierują ich ambicje i pragnienia. Cokolwiek robią, ich motywacją i punktem wyjścia są osobiste ambicje, pragnienia i bezsensowne żądania. Jest to archetypowa manifestacja egoizmu i podłości” („Podsumowanie charakteru antychrystów i istoty ich usposobienia (Część pierwsza)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga mówią o tym, jak podli i samolubni są antychryści, że w pełnieniu obowiązków kierują się ambicjami i żądzami, że zawsze chronią własne interesy, takie mają podejście. Nieważne, jakie obowiązki wykonują, nie myślą wcale o woli Boga, o tym, jak dobrze pełnić obowiązki lub jak zapewnić, żeby dom Boży nie ucierpiał. Myślą tylko o reputacji i statusie, nie obchodzi ich kościół. A co do mojego zachowania, widząc, że kościoły mi podległe mają mnóstwo problemów, w pierwszej kolejności nie myślałam o tym, jak oprzeć się na Bogu, by wspomóc kościoły, tylko o tym, że boję się źle wypaść, że inni będą patrzeć na mnie z góry, co byłoby żenujące. Byłam oporna, nie podobał mi się podział pracy, zaniedbywałam obowiązki. Gdy się dowiedziała, że całkiem zdolna siostra, która mi podlegała, ma zostać przeniesiona, w pierwszym odruchu pomyślałam, że tracę dobrego pracownika, a przez to spadną moje własne osiągnięcia. Przywódca pomyśli, że się nie nadaję, że nie radzę sobie z pracą kościoła. Myślałam wyłącznie o tym, co będzie z moją reputacją i interesami, jak się prześlizgnąć bez większego wysiłku, a jednocześnie wywrzeć dobre wrażenie na innych. Nie myślałam w szerszych kategoriach pracy kościoła. Byłam samolubna, a to jest usposobienie antychrysta. Myślać o tym, wiedziałam, że wolą Boga było, abym przewodziła kościołom, które mają trudności. Te kościoły z wierzącymi, których wiara nie była ugruntowana, wymagały, bym polegała na Bogu i szukała prawdy w celu uporania się z trudnościami. Musiałam zapłacić większą cenę, by tego dokonać, tak aby poznali prawdę o Bożym dziele i weszli na prawdziwą drogę. To była dla mnie dobra praktyka. Im trudniej było, tym bardziej mnie to zmuszało, by przyjść do Boga, szukać prawdy, znaleźć rozwiązania, więc mogłam poznać wiele prawd w ten sposób. Korzystało na tym moje wejście w życie. Zrozumiałam, że poprzez ten obowiązek nikt nie chciał uprzykrzyć mi życia, to była Boża miłość i błogosławieństwo. Musiałam to przyjąć, poddać się, włożyć w to całe serce. Gdy to sobie uświadomiłam, mogłam zmienić swą postaę i nie było mi już tak źle.

Później przeczytałam inny fragment Bożych słów i pomogło mi to lepiej zrozumieć mój problem. Bóg Wszechmogący mówi: „Jeśli ktoś mówi, że kocha prawdę i dąży do prawdy, ale w istocie celem, do którego dąży, jest wyróżnienie się, popisywanie się, zdobycie uznania innych i realizacja własnych interesów, a swój obowiązek wykonuje nie po to, by okazać posłuszeństwo Bogu ani by Go zadowolić, lecz by zdobyć prestiż i status, to dążenia takiego człowieka są nieprawe. A skoro tak, to czy w dziele kościoła i dziele domu Bożego ich działania są przeszkodą, czy też pomagają posuwać je naprzód? Są oczywiście przeszkodą; niczego nie posuwają do przodu. Wszyscy, którzy wymachują sztandarem czynienia dzieła kościoła, a jednocześnie dążą do zdobycia osobistego prestiżu i statusu, działają na własną rękę, tworzą własną grupkę, własne małe królestwo – czy taka osoba wykonuje swój obowiązek? Wszystko, co robią, zasadniczo przerywa, zakłóca i osłabia dzieło domu Bożego. Jakie są konsekwencje ich pogoni za statusem i prestiżem? Po pierwsze, ma to wpływ na sposób, w jaki wybrańcy Boży jedzą i piją słowo Boga i jak rozumieją prawdę, utrudnia ich wejście w życie, powstrzymuje ich przed wkroczeniem na właściwą drogę wiary w Boga i prowadzi na niewłaściwą ścieżkę – tym samym krzywdząc ich i niszcząc. A jaki jest w końcowym rozrachunku wpływ owej pogoni na dzieło domu Bożego? Jest to demontaż, przerwanie i upośledzenie działania. Takie są konsekwencje spowodowane przez ludzkie dążenie do sławy i statusu. Kiedy przywódcy wykonują swoje obowiązki w ten sposób, czy nie można tego zdefiniować jako kroczenia ścieżką antychrysta? Gdy Bóg prosi, by ludzie odrzucili status i prestiż, nie znaczy to, że pozbawia ich prawa wyboru; chodzi raczej o to, że dążąc do statusu i prestiżu, szkodzą dziełu domu Bożego, zakłócają wejście w życie przez braci i siostry, a nawet mają wpływ na innych, którzy jedzą i piją słowa Boże w normalny sposób i rozumieją prawdę, w ten sposób osiągając Boże zbawienie. Jeszcze poważniejszą sprawą jest to, że kiedy ludzie dążą do własnego prestiżu i statusu, ich zachowanie i działania można uznać za współpracę z szatanem w szkodzeniu i maksymalnym utrudnianiu normalnych postępów Bożego dzieła oraz w niedopuszczaniu, by wola Boża normalnie urzeczywistniała się wśród Jego wybrańców w kościele. Celowo sprzeciwiają się Bogu i spierają się z Nim. Taka jest natura ludzkiej pogoni za statusem i prestiżem. Problem z ludźmi realizującymi własne interesy polega na tym, że cele, do których dążą, są celami szatana – są niegodziwe i nieprawe. Kiedy ludzie dążą do własnych celów, takich jak prestiż i status, nieświadomie stają się narzędziem szatana, stają się kanałem, poprzez który szatan działa, a ponadto stają się jego ucieleśnieniem. W domu Bożym i w kościele odgrywają negatywną rolę; zakłócają i osłabiają dzieło domu Bożego, normalne życie kościoła oraz normalne dążenia wybrańców Bożych; mają negatywny wpływ. Kiedy ktoś dąży do prawdy, potrafi zważać na wolę Bożą i ma na uwadze Boże brzemię. Wypełniając swój obowiązek, pod każdym względem podtrzymuje dzieło domu Bożego. Potrafi wywyższać Boga i świadczyć o Bogu, przynosi korzyści braciom i siostrom, wspiera ich i zaopatruje, a Bóg zyskuje chwałę i świadectwo, które okrywa wstydem szatana. W wyniku jego dążeń Bóg pozyskuje istotę prawdziwie zdolną do bojaźni Bożej i wystrzegania się zła, zdolną do wielbienia Boga. W wyniku dążeń takiej osoby przeprowadzona zostaje wola Boża i dzieło Boże może się rozwijać. W oczach Boga takie dążenie jest pozytywne, prawe i przynosi wielką korzyść dla dzieła domu Bożego i wybrańców Bożych w kościele; to właśnie zyskuje aprobatę Boga” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część pierwsza)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Lepiej zrozumiałam moje samolubne dążenia. Pojęłam, że gdy ludzie tak robią, działają w imieniu szatana, stają się jego narzędziem, zakłócając pracę domu Bożego. Wcześniej myślałam, że tylko ktoś, kto czyni rzeczy złe w oczywisty sposób, hamuje pracę domu Bożego i życie kościoła, zasługuje na miano sługi szatana. Później zrozumiałam, że gdy postępujemy samolubnie, pełniąc obowiązki, i lekceważymy interesy domu Bożego, to mamy negatywny wpływ na pracę kościoła, zakłócamy ją. Myślałam o tym, co ja sama przejawiałam, i choć wyglądało, że nigdy nie jestem bezczynna, że umiem ciężko pracować i zarywam noce, że nigdy nie zakłócam pracy w oczywisty sposób, to jednak nie miałam właściwych pobudek. Nie starałam się zadowolić Boga, tylko chciałam się wyróżnić i zyskać podziw ludzi. Gdy nie spodobał mi się podział pracy, byłam niezadowolona i nie chciałam pracować. Nie potrafiłam myśleć o tym, jak dobrze pełnić obowiązki, jak wesprzeć bezpośrednio braci i siostry. Mimowolnie zakłóciłam naszą pracę podlewania. Miałam większe doświadczenie od moich współpracowników. Niektóre z sióstr dopiero zaczynały i nie były zaznajomione z pracą kościoła, więc przydzielenie im lepszych kościołów i osób do podlewania było korzystne dla naszej pracy. Ale ja byłam samolubna, chciałam dla siebie lepszych kościołów i zdolnych podlewających. Ale gdyby było tak, jak chciałam, i nowi współpracownicy zarządzaliby kościołami z problemami, ucierpiałaby nasza praca i nie byłoby to efektywne, przynosząc szkody domowi Bożemu. Moje kościoły miały więcej problemów, co było dla mnie dobrym szkoleniem. Mogłam bardziej się starać i co nieco osiągnąć, a wtedy nasza ogólna wydajność by wzrosła. Czy to nie była najlepsza sytuacja? Zrozumiałam, jak te obowiązki ujawniły moje samolubne, okropne, nierozsądne myślenie. Dostrzegłam, że dbając tylko o własne korzyści, ryzykuję, że zaszkodzę pracy domu Bożego. W przeszłości goniłam za reputacją i statusem, za osobistymi korzyściami, popełniałam wykroczenia. Gdybym się tym razem nie zmieniła, tylko dalej uparcie chroniła własne interesy, znów zaszkodziłabym pracy domu Bożego, obraziłabym usposobienie Boga i została odrzucona. Przeraziła mnie ta myśl. Modliłam się i okazałam skruchę. Powidziałam: „Boże, pełniąc obowiązki, chroniłam tylko własne interesy, nie obchodziła mnie praca kościoła ani Twoja wola. Z takim człowieczeństwem nie jest godna pełnić obowiązki. Boże, chcę odpokutować”.

Przeczytałam fragment Bożych słów, który wskazał mi drogę do wejścia. „Dla wszystkich, którzy wypełniają swój obowiązek, bez względu na to, jak głębokie czy płytkie jest ich zrozumienie prawdy, najprostszą drogą praktyki, dzięki której można wejść w rzeczywistość prawdy, jest myślenie we wszystkim o interesie domu Bożego i porzucenie samolubnych pragnień, indywidualnych intencji, motywacji, reputacji i statusu. Przedkładaj korzyści domu Bożego ponad wszystko – przynajmniej tyle powinno się zrobić. Jeśli wypełniająca swój obowiązek osoba nie może zrobić nawet tyle, to jak można powiedzieć, że wykonuje ona swój obowiązek? Nie na tym polega wykonywanie obowiązku. Najpierw powinieneś brać pod uwagę korzyści domu Bożego. Rozważ korzyści samego Boga i Jego dzieło i przedkładaj te względy nade wszystko, a dopiero potem możesz myśleć o stabilności swojej pozycji, czy też o tym, jak inni cię postrzegają. Czy nie czujecie, że robi się trochę łatwiej, kiedy dzielisz wszytko na te kroki i ustanawiasz pewne kompromisy? Jeśli będziesz tak czynił przez pewien czas, poczujesz, że zadowalanie Boga nie jest trudne. Ponadto, powinieneś być w stanie wypełniać swoje zobowiązania, wykonywać swoje powinności i obowiązki, odłożyć na bok swe egoistyczne pragnienia oraz własne cele i motywy, mieć wzgląd na wolę Bożą i umieścić na pierwszym miejscu korzyści Boga i Jego domu. Po pewnym okresie doświadczania tego sam poczujesz, że to jest właśnie sposób, w jaki należy żyć. Jest to życie uczciwe i szczere, a kto tak żyje, nie jest osobą fałszywą ani nicponiem, i wiedzie żywot sprawiedliwy oraz godny, zamiast być ograniczonym lub nikczemnym. Sam poczujesz, że tak właśnie powinien żyć i postępować człowiek. Stopniowo też słabnąć będzie tkwiące w twym sercu pragnienie realizowania własnych interesów” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga nauczyły mnie, że dom Boży ma pierwszeństwo we wszystkim, a nie moja osobista korzyść. Reputacja i status przemijają, nie ma sensu się za nimi uganiać. Tylko odrzucając zepsucie, praktykując prawdę i czyniąc wolę Boga, zasłużymy na Jego aprobatę. Zrozumiawszy to, poczułem się oświecona. Nieważne, jak praca była podzielona, nie mogłam dbać tylko o swoje osobiste interesy, swoją twarz i status, musiałam się poddać i dobrze pełnić obowiązki. Nawet nie mając dobrych wyników, musiałam skupić się na życiu przed Bogiem i przyjąć Jego nadzór. Nieważne, co inni sobie o mnie pomyślą, tylko wkładając całe serce i będąc odpowiedzialną, mogłam czynić wolę Boga.

Przez kilka następnych dni rzuciłam się w wir obowiązków, nie myśląc o swoich interesach. Czyniąc to, czułam, że nie kontroluje mnie tak bardzo moje zepsucie. Kilka dni później omawiałam pracę z jedną siostrą, która przyznała, że nie mówi za dobrze po angielsku i potrzebuje tłumacza, gdy robi inspekcję kościoła nowo nawróconych. Miała trudności i nie udawało jej się zbyt wiele osiągnąć. Gdy mi o tym powiedziała, pomyślałam, że dobrze mówię po angielsku, więc mogłabym się z nią zamienić i mieć oko na pracę tego kościoła. Później dotarło do mnie, że ten kościół ma wiele problemów, więc ta praca będzie wymagać dużo wysiłku, a postępy nie były gwarantowane. Bałam się, że to wpłynie na opinie innych o mnie, więc nie chciałam już zamienić się z tą siostrą. W tej samej chwili zrozumiałam, że znów troszczę się o własne korzyści, chronię swoją twarz i status, więc szybko stanęłam przed Bogiem w modlitwie, prosząc, by mnie prowadził, tak abym porzuciła siebie. Po modlitwie zrozumiałam, że to Bóg poddaje mnie próbie, daje mi szansę na praktykowanie prawdy. Nie mogłam dalej żyć w zepsuciu, chroniąc swoje interesy, jak wcześniej. Jeśli ta zmiana miała przynieść korzyść pracy domu Boga, musiałam to zrobić. Zastanowiłam się nad obowiązkami współpracowników i uznałam, że naalepiej dla mnie będzie zamienić się z tą siostrą. Powiedziałam o tym przywódczyni, która wraz ze współpracownikami na to przystała. Te zmiany sprawiły, że czułam się dużo lepiej, cieszyło mnie to tak, że trudno to opisać. Czułam, że w końcu praktykuję prawdę i jestem prawdziwą osobą. Tak, jak mówi Bóg: „Powinieneś być w stanie wypełniać swoje zobowiązania, wykonywać swoje powinności i obowiązki, odłożyć na bok swe egoistyczne pragnienia oraz własne cele i motywy, mieć wzgląd na wolę Bożą i umieścić na pierwszym miejscu korzyści Boga i Jego domu. Po pewnym okresie doświadczania tego sam poczujesz, że to jest właśnie sposób, w jaki należy żyć. Jest to życie uczciwe i szczere, a kto tak żyje, nie jest osobą fałszywą ani nicponiem, i wiedzie żywot sprawiedliwy oraz godny, zamiast być ograniczonym lub nikczemnym. Sam poczujesz, że tak właśnie powinien żyć i postępować człowiek. Stopniowo też słabnąć będzie tkwiące w twym sercu pragnienie realizowania własnych interesów” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”).

Nie miałam już negatywnego nastawienia do kościołów, które mi podlegały, robiłam, co mogłam, by zadbać o pracę każdego z nich. Gdy ludzie z zespołu podlewających narzekali na trudności w pracy, omawiałam z nimi słowa Boga, by ich sprowadzić ze złej drogi, polegałam na Bogu, szukałam prawdy z nimi, by rozwiązać problemy. Gdy widziałam, że nowi wierzący mają dużo problemów i nie biorą udziału w zgromadzeniach, nie winiłam ich już za to, że są trudni, tylko rozmawiałam z braćmi i siostrami, żeby zrozumieć ich zmagania, i omawiałam z nimi słowa Boga. Kiedy brakowało przywódców i diakonów, skupiałam się na szkoleniach. Rozmawiałam z braćmi i siostrami, mającymi lepszy charakter, lepiej nadającymi się do tych ról, o znaczeniu i zasadach wypełniania obowiązków, przez jakiś czas pracowałam z nimi. Gdy zauważałam, że jakaś praca jest skomplikowana i że nikt nie jej nie sprawdza, podejmowałam wysiłek, by to zrobić. Na początku nie wiedziałam, czy mi się uda, ale nie miałam wątpliwości, że nie mogę dystansować się od tych spraw, nie mogłam samolubnie dbać tylko o swoje poletko, lecz musiałam czynić wolę Boga i troszczyć się o całą pracę kościoła. Po pewnym czasie widać było postępy mojej pracy, w podległych mi kościołach wybrani zostali wszyscy przywódcy i diakoni. W niektórych kościołach podwoiła się liczba osób przyjmujących obowiązki. Niektórzy z nowych wierzących mogli pracować samodzielnie. W kościołach, które wcześniej kiepsko sobie radziły, widać było wyraźną poprawę. Dostrzegłam w tym naprawdę czyny Boga. Doświadczyłam też, że Bóg chce od ludzi ich serc i posłuszeństwa, więc jeśli uwzględniamy Jego wolę i myślimy jedynie o pracy domu Bożego, a nie o swoich korzyściach, Bóg nas poprowadzi i będzie nam błogosławił. Zrozumiałam to i w rezultacie umocniła się moja wiara w Boga. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Uczę się być lepszym świadkiem

Autorstwa Moran, Chiny W czerwcu zeszłego roku zostałam diakonisą i podlewałam tych, którzy właśnie przyjęli Boże dzieło dni ostatecznych....

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze