Brzemię to Boże błogosławieństwo

02 lutego 2022

Autorstwa Yongsui, Korea Południowa

W niedawnych wyborach w koście otrzymałam stanowisko przywódczyni. Byłam szalenie zaskoczona i nie śmiałam w to uwierzyć. Ja przywódczynią? Jak to możliwe? Przywódca kościoła musi być w stanie omawiać prawdę, by rozwiązywać problemy braci i sióstr w ich wejściu w życie, ale ja byłam młoda i miałam małe doświadczenie życiowe. Poza tym nigdy nie pełniłam funkcji przywódcy. Czy podołam temu zadaniu? Przez długi czas mi to przeszkadzało i jakbym na to nie spojrzała, czułam, że nie nadaję się do pełnienia tego obowiązku, więc nie mogę go przyjąć. Jeśli go przyjmę i się nie wywiążę, czy nie będzie to ze szkodą dla domu Bożego, moich braci i sióstr? Do tego wszyscy od razu by mnie przejrzeli, zobaczyli, jaka jestem – to byłoby poniżające. Miałam całą listę wymówek, ale siostra przeczytała mi ten fragment słów Boga: „Jedzenie i picie słów Boga, odmawianie modlitwy, przyjęcie Bożego brzemienia i przyjęcie zadań, które Bóg Ci powierza – wszystko to służy temu, byś miał przed sobą ścieżkę. Im bardziej ciąży ci powierzone przez Boga brzemię, tym łatwiej ci będzie zostać przez Niego udoskonalonym. (…) Jeśli jesteś kimś, kto zważa na wolę Boga, wówczas będziesz dźwigać prawdziwe brzemię dla kościoła. W gruncie rzeczy, zamiast tak to nazywać, lepiej będzie nazwać to niesieniem brzemienia przez wzgląd na własne życie, ponieważ celem tego brzemienia, które dźwigasz dla kościoła, jest to, byś wykorzystał te doświadczenia i został udoskonalony przez Boga” („Zważaj na wolę Boga, aby osiągnąć doskonałość” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dzięki tym słowom Boga zaczęłam rozumieć, że powierzone zadanie to Jego sposób, bym miała szansę na naukę. Choć miałam bardzo wiele braków, spełnianie tego obowiązku to nie tylko prowadzenie innych i rozwiązywanie ich problemów, ale również moje skupienie się na wejściu w prawdę poprzez obowiązek. Przede wszystkim muszę szukać prawdy, by rozwiązać własne problemy. To jedyny sposób na wykorzystanie praktycznego doświadczenia do rozwiązywania trudności braci i sióstr. Bóg powierzył mi to zadanie, jednocześnie dając mi brzemię. Jako przywódczyni musiałam zająć się różnorodnymi kwestiami związanymi z kościołem, wieloma ludźmi, rzeczami, wydarzeniami i pracować nad wieloma problemami, a także nauczyć się używać prawdy do rozwiązywania kłopotów. Oznaczało to, że mogę robić szybsze postępy w rozumieniu prawdy i że prędzej zostanę udoskonalona przez Boga. Przypomniał mi się fragment słów Boga: „Jeśli nie szukasz okazji do tego, by zostać udoskonalonym przez Boga, ani nie usiłujesz prześcignąć innych w swoim dążeniu do doskonałości, wówczas ostatecznie przepełni cię żal. Dzisiaj jest najlepsza okazja i wyjątkowo dobry moment, by osiągnąć doskonałość. Jeśli szczerze nie dążysz do tego, by zostać udoskonalonym przez Boga, to gdy Jego dzieło dobiegnie końca, będzie już za późno – stracisz swoją szansę. Jeśli Bóg nie wykonuje już dzieła, to bez względu na to, jak wielkie są twoje aspiracje i jak bardzo się starasz, nigdy nie będziesz w stanie osiągnąć doskonałości” („Zważaj na wolę Boga, aby osiągnąć doskonałość” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Zrozumiałam, że moja szansa na spełnienie tego obowiązku była faktycznie szansą na udoskonalenie przez Boga. Dzieło Boga znajduje się w ostatniej fazie, mamy zatem niewiele czasu na spełnianie obowiązku. Jeśli odmówię przyjęcia tego zadania, nie będę miała drugiej szansy, jeśli później zmienię zdanie. Wtedy byłoby za późno na żale. Czułam, że nie mogłam dalej żyć pochłonięta przez trudności ani skupiona tylko na swojej reputacji i statusie, ale musiałam je zaakceptować i się podporządkować. Modliłam się w sercu do Boga i dziękowałam Mu za tę szansę na praktykowanie, skłonna polegać na Bogu i spełniać obowiązek najlepiej, jak potrafiłam.

Ku mojemu zaskoczeniu trafiłam na pierwszą przeszkodę już kilka dni po przyjęciu nowej roli. Na zgromadzeniu nasz główny przywódca wspomniał diakona, który był wierzący od ponad dwóch lat, miał trochę charakteru i był niezwykle arogancki. Spełniał swój obowiązek autokratycznie i nigdy z nikim niczego nie omawiał. Spowodował tym trochę szkód w pracy domu Bożego. Przywódca spytał nas, co myślimy o takiej osobie. Sądziłam, że tak arogancka osoba, która nie umie harmonijnie pracować z braćmi i siostrami zupełnie nie nadaje się na diakona i powinna zostać usunięta. Taką wygłosiłam opinię. Ale przez omówienie przywódcy zrozumiałam, że ten diakon jest wierzącym od krótkiego czasu, ma trochę charakteru i jest strasznie arogancki, jednakże dopóki przyjmuje prawdę, można go wytrenować. Należało rozmawiać z nim o prawdzie, by mu pomóc i go wspierać. Można go również obnażyć i się z nim rozprawić, ale zdecydowanie nie można go po prostu odrzucić i wyeliminować bez zastanowienia. Początkowo czułam, że choć miałam błędną perspektywę i byłam nieco zażenowana, zrozumiałam zasadę traktowania ludzi sprawiedliwie, więc ostatecznie wyszło na dobre. Ale później okazało się, że większość pozostałych przywódców miała już niejakie rozeznanie w temacie i w porównaniu do nich miałam spore braki. Moje zrozumienie prawdy było płytkie, brakowało mi rozeznania i nie wiedziałam, jak traktować innych. Czy naprawdę nadawałam się na przywódczynię? Przywódca musi posiadać pewne zrozumienie prawdy oraz wnikliwość względem wszystkich typów ludzi. Musi wiedzieć, jak traktować każdy typ ludzi w kościele. Fakty ujawniły jednak, że zupełnie nie posiadałam tych cech. Rozmyślając nad tym, chciałam się poddać. Poza tym spełniałam ten obowiązek dopiero od kilku dni, a moje zadania się piętrzyły i już napotkałam trudności. Czułam, że to zadanie będzie dla mnie wyczerpujące i uciążliwe. Tego wieczoru nie mogłam się uspokoić i myślałam, że jestem najbardziej przeciętna ze wszystkich przywódców. Już na samym początku popełniłam gafę – nasz przywódca na pewno mnie przejrzał, zobaczył, że mam małą postawę i słaby charakter oraz brak mi rozeznania. Pomyśli, że nie mam potencjału, nad którym warto popracować. Co pomyślą o mnie bracia i siostry? Powiedzą, że brak mi wnikliwości i że wybranie mnie na przywódczynię było błędem? Im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej byłam pewna, że nie pełnić tej funkcji. Zastanawiałam się, czy rozsądnie byłoby jak najszybciej zrezygnować ze stanowiska. Jednak ta myśl też mi nie pasowała. Po przyjęciu powierzonego mi zadania, modliłam się do Boga i podjęłam decyzję, więc jeśli je nonszalancko odrzucę, czy nie będzie to zdrada wobec Boga? W wieczornej modlitwie powiedziałam Bogu o moim dylemacie, prosząc Go o przewodnictwo, bym poznała siebie i wiedziała, jak przez to przebrnąć.

Następnego dnia rano, kiedy czytałam Słowo Boże na każdy dzień, trafiłam na fragment o Hiobie, który bardzo mnie poruszył: „Pomimo swojej prestiżowej pozycji i statusu, nigdy tych rzeczy nie umiłował ani nie zwracał na nie uwagi; nie dbał o to, jak inni postrzegali jego pozycję, ani nie martwił się o to, czy jego czyny lub postępowanie będą miały jakikolwiek negatywny wpływ na jego pozycję; nie pławił się w korzyściach statusu ani nie cieszył się chwałą, która przyszła z jego statusem i pozycją. Troszczył się jedynie o swoją wartość i znaczenie swojego życia w oczach Boga Jahwe. Prawdziwe »ja« Hioba było jego istotą: nie umiłował sławy i szczęścia, nie żył dla sławy i szczęścia, był prawdziwy i czysty, i bez fałszu” („Boże dzieło, Boże usposobienie i Sam Bóg (II)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dzięki słowom Boga zobaczyłam, że choć Hiob miał wysoką pozycję i był największym z ludzi Wschodu, on sam nigdy nie dbał o to, jak widzieli czy oceniali do inni. Kiedy przechodził próbę, w której całe jego ciało pokryło się wrzodami, siedział w popiołach drapiąc całe ciało skorupami, nie obchodziło go, czy będzie to miało negatywny wpływ na jego status i pozycję. Nawet jeśli ludzie dokoła z niego drwili, nie brał tego do siebie. Hiob nie pożądał sławy i statusu – interesowało to tylko to, jak Bóg oceni jego działania, czy zadowolą one Boga i czy zdobędzie Jego uznanie. Zaczęłam zastanawiać się nad sobą: Co było dla mnie ważne? Czym byłam tak zdenerwowana? Najważniejsze było dla mnie to, jak moje słowa i działania wpływały na moją reputację i status. Ostatnie doświadczenie było idealnym przykładem – moje słabości zostały wystawione na pokaz: nie wiem, jak zgodnie z zasadami traktować ludzi. Ale mnie interesowało tylko to, czy przywódca mną pogardzi, czy bracia i siostry pożałują, że mnie wybrali. Nie zastanawiałam się nad wolą Boga, nad tym, czego powinnam się nauczyć i jaką prawdę pozyskać z tej sytuacji. Skupiłam się nie na tym, co potrzeba. Chciałam zrezygnować z zadania powierzonego mi przez Boga, żeby tylko zachować twarz i status. Pojęłam, że za bardzo się buntowałam i byłam zbyt niewdzięczna.

Zastanawiałam się dalej, czemu ten błąd zadał mi aż taki ból, że nawet chciałam zrezygnować ze spełniania obowiązku. Jakie usposobienie kierowało moim zachowaniem? Wtedy przeczytałam fragment słów Boga: „Takie istoty jak antychryści są przebiegłe i zdradzieckie. Przemawiają w sposób zawoalowany, niczego nie ujawniając, a jeśli już zdarzy im się coś ujawnić, starają się to zatuszować. Jak to robią? Być może nie udaje im się temu zaradzić od razu, a wtedy nie są w stanie spać po nocach ani jeść w ciągu dnia. Nie mogą znaleźć sobie miejsca i ciągle tylko myślą: »Jak zdołam teraz ocalić reputacje i moje dobre imię? Jak zabezpieczę swoją pozycję? Jak mam sprawić, by inni nie byli w stanie mnie przejrzeć i nie mogli patrzeć na mnie z góry?«. Wszystkie ich myśli krążą wokół tych właśnie kwestii. Czasami zdarzy im się okazać nieco lojalności lub zapłacić niewielką cenę i mogą też robić rzeczy, które na pozór wydają się słuszne, lecz za takimi działaniami kryje się tajemnica, którą nigdy z nikim się nie dzielą. Status i reputacja antychrystów to projekt, którego realizację rozpoczynają, gdy tylko zaczną pojmować sprawy, i kontynuują przez całe życie. Jest to istota natury antychrysta. Jeśli pewnego dnia popełnią błąd i znajdą się w kłopotliwej sytuacji, pozwalając innym dostrzec, że oni także czasami się mylą i są niedoskonali lub nieudolni, nie widzą w tym nic dobrego. Ta sprawa ich gryzie, dręczy ich umysł i czują się nieswojo. Nie są w stanie spać ani jeść i często są rozkojarzeni. Gdy ktoś ich zapyta o przyczynę tego stanu, mówią, że byli tak zajęci wypełnianiem obowiązków, że nie mogli spać, co nie ma nic wspólnego z prawdą: robią po prostu, co mogą, aby oszukać innych. A co w tym czasie sobie myślą? »Popełniłem błąd i wpakowałem się w kłopotliwą sytuację. Jak mam odzyskać twarz? Co mogę zrobić, aby odzyskać twarz i aby inni nie spostrzegli, do czego zmierzam? Jaką postawę powinienem przyjąć i jaki obrać ton, aby się z tego wytłumaczyć? Jak mam otworzyć usta i przemówić do nich w taki sposób, aby się nie zorientowali, że się tłumaczę?«. Rozważają tę kwestię bardzo szczegółowo, spoglądając na nią z każdego punktu widzenia, łamią sobie nad tym głowę i zupełnie zapominają o jedzeniu i piciu” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Rozważając słowa Boga, zobaczyłam, że moje zachowanie było dokładnie takie samo jak zachowanie antychrystów zdemaskowanych przez Boga, którzy myślą tylko o swojej reputacji i statusie. Byłam skompromitowana przez popełnienie błędu, a moi bracia i siostry ujrzeli moją słabość – było to dla mnie bardzo upokarzające, więc miałam obsesję na punkcie tego, co o mnie pomyślą. Nie mogłam się nawet uspokoić, by w ciągu dnia spełniać obowiązek, a nocami nie mogłam przez to spać. Nawiedzało mnie to przez całą dobę. Inni już to widzieli, więc nie mogłam wyjść z tej sytuacji z twarzą. Nie mogłam odzyskać godności i straciłam wolę do spełniania obowiązku. Jeśli zrezygnuję, przynajmniej nie będę ryzykować, że zostanę nieudacznikiem, źle spełnię obowiązek i wszyscy zaczną mną pogardzać. Słowa Boga też mi o tym przypomniały. „Status i reputacja antychrystów to projekt, którego realizację rozpoczynają, gdy tylko zaczną pojmować sprawy, i kontynuują przez całe życie. Jest to istota natury antychrysta” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa te pokazały mi, że jedną z głównych cech antychrysta jest mówienie i działanie tylko dla dobra własnej reputacji i statusu. Są to rzeczy, o które zabiegają i do których dążą przez całe życie. Dla antychrystów reputacja i status są ważniejsze od wszystkiego innego. Zrozumiałam, że też taka jestem. Przez całą szkołę zawsze chciałam być najlepsza w klasie, żeby nauczyciele mieli o mnie dobre zdanie, a rodzina i przyjaciele mnie chwalili. Przez tych kilka lat spełniania obowiązków w domu Bożym teoretycznie wiedziałam, że nie ma sensu dążyć do reputacji i statusu, że zdobycie tych rzeczy nie oznaczało zdobycia prawdy. Pozornie wcale nie dążyłam do tych rzeczy. Jednak w głębi duszy wciąż kochałam prestiż i we wszystkim, co robiłam, zawsze chciałam być dobra, żeby inni mnie oklaskiwali i mnie podziwiali. Kiedy przyjęłam pozycję przywódczyni kościoła, miałam nadzieję, że zasłużę na tytuł „przywódczyni” i że wszyscy będą mnie chwalić z chwilą objęcia przeze mnie tego stanowiska. Kiedy coś mi się nie powiodło, bałam się, że bracia i siostry będą mną pogardzać, a moja reputacja i status na tym ucierpią, więc nie chciałam dalej spełniać tego obowiązku. Ujrzałam, że ceniłam mój wizerunek, który ludzie nosili w sercach, zamiast cenić szansę na spełnienie obowiązku. Kiedy moja reputacja i status były zagrożone, chciałam porzucić zadanie powierzone przez Boga. Ceniłam moją reputację i status bardziej niż cokolwiek innego. Ujrzałam, że moimi żyłami płynie rodzaj szatańskiego usposobienia i że podążałam ścieżką antychrysta. Zastanawiałam się, czemu moi bracia i siostry mieliby mnie podziwiać. Nie posiadałam prawdy, nie miałam praktycznego doświadczenia, miałam słaby charakter i wciąż interesował mnie mój status. Ktoś taki jak ja, opanowany przez szatańskie usposobienie, pragnął podziwu innych! Co za bezwstydność!

W tamtym czasie również rozważałam i szukałam tego aspektu prawdy. Przeczytałam inny pomocny fragment słów Boga: „Jako istota stworzona, stając przed obliczem Stwórcy powinieneś wypełniać swój obowiązek. Tak właśnie należy czynić. Mając wzgląd na to, że ludzie winni wypełniać obowiązek istot stworzonych, Stwórca raz jeszcze dokonuje wielkiego dzieła pośród rodzaju ludzkiego. Wykonuje kolejny etap dzieła pośród ludzkości. A jakie jest to dzieło? Bóg zaopatruje rodzaj ludzki w prawdę, pozwalając ludziom pozyskać od Niego prawdę przy wykonywaniu obowiązków, a tym samym odrzucić swe skażone usposobienia i zostać obmytymi. W ten sposób ludzie zaczynają wypełniać wolę Bożą i wkraczają na właściwą ścieżkę życia, a na koniec potrafią bać się Boga i wystrzegać się zła, zyskać pełne zbawienie i uniknąć cierpień zsyłanych przez szatana. To właśnie jest najważniejszy skutek, jaki Bóg pragnie, aby ludzkość ostatecznie osiągnęła poprzez wypełnianie swego obowiązku. Dlatego też, spełniając swój obowiązek, nie tylko cieszysz się wartością i znaczeniem, jakiego wypełnianie obowiązku istoty stworzonej nadaje twojemu życiu. Oprócz tego jesteś obmywany i zbawiany, a w ostatecznym rozrachunku masz szansę żyć w blasku oblicza Stwórcy. (…) Jeśli natomiast chodzi o tu i teraz, każdy, kto staje przed obliczem Boga i wypełnia swój obowiązek istoty stworzonej, otrzymuje od Niego to, co jest najcenniejsze i najpiękniejsze pośród rodzaju ludzkiego. Ani jedna istota stworzona spośród całej ludzkości nie może otrzymać takich błogosławieństw z ręki Stwórcy przez czysty przypadek. Jednak rzecz tak piękna i wspaniała została wypaczona przez rasę antychrystów i przekształcona w transakcję, w ramach której wypraszają oni korony i nagrody z ręki Stwórcy. Transakcja taka sprawia, że coś niezwykle pięknego i sprawiedliwego staje się straszliwie szpetne i złe. Czyż nie to właśnie czynią antychryści? Czy zatem, sądząc na podstawie tego, antychryści są źli? Istotnie, są bardzo źli, a jest to tylko przejaw jednego z aspektów ich nikczemności” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część szósta)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Rozważając słowa Boga, zrozumiałam, że kiedy istota stworzona ma przywilej stanięcia przed Stworzycielem i spełniania obowiązku w ramach Bożego dzieła zarządzania, jest to coś pięknego i prawego. Zastanawiałam się, czemu Bóg powiedział, że spełnianie obowiązku jest czymś pięknym i prawym? Ponieważ Bóg bezinteresownie obdarza nas tyloma prawdami, pozwala nam spełniać obowiązek w Jego domu i daje nam szanse na naukę. Spełniając nasze obowiązki, możemy zrozumieć i pozyskać prawdę, a także stopniowo urosnąć w życiu. Możemy nie tylko odkryć, poznać i pozbyć się naszych zepsutych usposobień, ale również pozyskać prawdziwe zrozumienie Boga i wejść na ścieżkę bojaźni Bożej i odrzucania zła, aby ostatecznie móc zostać pozyskanymi przez Boga. Bóg pozwala nam na spełnianie obowiązku w celu obdarzenia nas prawdą i życiem – aby nas oczyścić i zbawić, nie oczekując niczego w zamian. I jako istoty stworzone powinniśmy dostrzegać i rozumieć szczere zamiary Boga, uczciwie i prawdziwie wkładając serce w spełnianie obowiązku i dawać przy tym z siebie wszystko, aby odpłacić Bogu za Jego miłość. Między Stwórcą i stworzonymi przez Niego istotami, Bóg jest Tym, który się bezinteresownie poświęca, a ludzie tymi, którzy powinni szczerze się podporządkować i odpłacić Bogu. Ostatecznie pozyskujemy prawdy pochodzące od Boga, odrzucamy nasze zepsute usposobienia, które pochodzą od szatana, urzeczywistniamy wizerunek człowieka i jesteśmy w stanie ukoić Boże serce. To cudowny i nieskalany związek. Poza tym stworzona istota, która przyjmuje zadanie od Stworzyciela i spełnia swój obowiązek, jest jak dziecko, które spełnia swój obowiązek wobec rodziców. Jest to dobre i prawidłowe, to najbardziej podstawowe, co powinno się robić. A spełniając obowiązek nie wypełniamy naszego własnego planu, ale odgrywamy swoją rolę w szerzeniu ewangelii, żeby więcej ludzi trafiło przed Boga. To najbardziej prawe zajęcie na ziemi. Ale wbrew rozsądkowi, wzięłam to cudowne, prawe zajęcie i obróciłam w coś złego i ohydnego. Przyjęłam to za rodzaj transakcji, w której uzyskam lub nie uzyskam statusu. Byłam skłonna przyjąć zadanie, o ile poprawiło mój status, ale w innym przypadku odmówiłabym, zrzucając zadanie na kogoś innego. Wykorzystywałam wyniesienie przez Boga i jego łaskę, by osiągnąć własne złowrogie cele. Ujrzałam, jak bardzo byłam zła, i że nie byłam godna nazwy stworzenia Bożego. Wspomniałam mój stosunek do mojego obowiązku i przepełnił mnie żal. Stanęłam przed Bogiem w modlitwie: „Boże, nie odwróciłeś się ode mnie z uwagi na mój słaby charakter ani z uwagi na żałosne doświadczenie życiowe. Dałeś mi szansę uczenia się i to było dla mnie błogosławieństwo. Mimo to i tak próbowałam wykorzystać swój obowiązek do prowadzenia z Tobą transakcji. Jestem taka podła! Boże, nie chcę już trzymać się swojej osobistej reputacji i statusu, ale chcę szczerze docenić tę okazję i dać z siebie wszystko, by spełniać ten obowiązek najlepiej, jak potrafię, żeby Ciebie nie zawieść”. Po modlitwie poczułam się spokojniejsza. Patrząc wstecz, doświadczenie niepowodzenia i stracenie twarzy tuż po przyjęciu stanowiska, tylko pozornie jest czymś złym, ale w rzeczywistości było dobre. To Bóg poprawiał mój kierunek i cele moich dążeń. Miałam nadzieję, że będę świetną przywódczynią, która dobrze wypełnia obowiązki od razu po objęciu stanowiska, żeby pozyskać pochwały i podziw moich braci i sióstr. Ale doświadczenie to pokazało mi, że dążenie do sławy i statusu to zła ścieżka i prowadzi do niepowodzenia. Spełnianie tego obowiązku mogło obnażyć moje własne niedoskonałości. Musiałam uznać swe porażki i stawić czoła faktom, potem ciężko pracować, by wyposażyć się w prawdę i krok za krokiem dążyć do przodu, dobrze spełniać obowiązek i zadowalać Boga. Nie powinnam zabiegać o docenienie przez przywódcę lub o zdobycie podziwu braci i sióstr. Zdemaskowano moje słabości, że nie umiałam traktować ludzi zgodnie z zasadami, zatem musiałam przyznać, że naprawdę brakowało mi rzeczywistości prawdy, musiałam nauczyć się mojej lekcji i pojąć zasady. Nie było powodu bać się jednej porażki. Sedno sprawy stanowiły umiejętność wcielania prawdy w życie i wzrostu w przyszłości. Do głowy przyszedł mi następujący fragment słów Boga: „To przez proces wykonywania swego obowiązku człowiek stopniowo ulega zmianom, a w jego trakcie pokazuje swoją lojalność. Skoro tak, im bardziej jesteś zdolny wykonywać swój obowiązek, tym więcej prawdy otrzymujesz i tym bardziej realne staje się twoje wyrażanie” („Różnica pomiędzy służbą Boga wcielonego a obowiązkiem człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dzięki słowom Boga zrozumiałam, że osoba nie musi w pełni rozumieć wszystkich prawd i posiadać odpowiedniej postawy, by przyjąć obowiązek przywództwa. Poza tym nikt nie jest gotowy do spełniania zadań przywódcy od samego początku. Bóg szkoli nas poprzez nasze obowiązki, a poprzez to szkolenie prowadzi nas i nas udoskonala. W czasie spełniania obowiązków możemy ujawnić sporo wad, jak również borykać się z porażkami i niepowodzeniami. Będą nas też przycinać i się z nami rozprawiać. Szukając prawdy i stopniowo ucząc się zasad, możemy powoli poprawić swoją postawę. To normalne, że w czasie tego procesu nie zrozumiemy lub nie osiągniemy pewnych rzeczy albo doświadczymy porażek i niepowodzeń. Bardzo ważne, żebyśmy tego doświadczyli. Zrozumiałam, jak byłabym ślepa, gdybym odrzuciła tę szansę na udoskonalenie przez Boga ze strachu przed utratą twarzy, upokorzeniem i dlatego nie podjęła się tego zadania. Myśl ta była dla mnie oswobodzeniem. Wiedziałam, że mam słaby charakter, nie rozumiałam prawdy, a moje wejście w życie było minimalne, ale mogłam ciężko pracować, ponieść koszty i dążyć do prawdy. Nawet jeśli byłam wtedy najgorszą ze wszystkich przywódców, może pewnego dnia mogła uczynić postępy. Pomyślałam o Noem, który nigdy wcześniej nie zbudował arki, ale w sercu był szczery i oddany, i polegał na Bożym przewodnictwie. Nie poddał się przez 120 lat i w końcu dokończył arkę, wykonując zadanie powierzone przez Boga. W tamtym czasie nie znał wielu słów Boga i niewielu ludzi chciało mu pomóc. Ale ja miałam przewodnictwo słów Boga, wskazówki przywódcy oraz pomoc i wsparcie wielu braci i sióstr, więc jak mogłam narzekać na problemy w swoim obowiązku? Nie miałam żadnego powodu, żeby dalej tak narzekać. Musiałam dłużej zastanowić się nad tym wnioskiem: Jak powinnam spełniać obowiązek tak, żeby wykonywać praktyczną pracę?

Krótko potem przeczytałam ten fragment słów Boga: „Im bardziej zważasz na wolę Boga, tym cięższe niesiesz brzemię, a im jest ono cięższe, tym bogatsze będzie twoje doświadczenie. Gdy zważasz na wolę Boga, Bóg obarczy cię brzemieniem, a następnie oświeci cię na temat zadań, które ci powierzył. Gdy Bóg cię nim obarczy, podczas jedzenia i picia Bożych słów będziesz zwracał uwagę na wszystkie związane z nim prawdy. Jeśli twoje brzemię związane jest ze stanem życia twoich braci i sióstr, to jest to brzemię powierzone ci przez Boga i zawsze będziesz je niósł w swoich codziennych modlitwach. Zostałeś obarczony tym, co robi Bóg, i jesteś gotowy zrobić to, co pragnie zrobić Bóg. Oto, co oznacza przyjąć na siebie Boże brzemię. Na tym etapie w swoim jedzeniu i piciu Bożych słów będziesz koncentrował się na tego rodzaju kwestiach i będziesz się zastanawiał: »Jak mam rozwiązać te problemy? Jak mogę sprawić, by moi bracia i siostry doznali ulgi i odnaleźli duchową radość?«. Podczas swoich omówień również skoncentrujesz się na rozwiązywaniu tych problemów, a gdy będziesz jadł i pił słowa Boga, skupisz uwagę na tych słowach, które dotyczą tych właśnie zagadnień. Będziesz też niósł brzemię, jedząc i pijąc Jego słowa. Gdy już zrozumiesz stawiane przez Boga wymogi, zyskasz większą jasność na temat tego, którą ścieżkę wybrać. W ten sposób twoje brzemię przynosi ci oświecenie i iluminację przez Ducha Świętego i jest to zarazem Boże przewodnictwo, którym zostałeś obdarzony. Dlaczego to mówię? Jeśli nie masz brzemienia, wówczas nie będziesz uważny podczas jedzenia i picia słów Boga. Kiedy, niosąc brzemię, jesz i pijesz słowa Boga, jesteś w stanie uchwycić ich istotę, znaleźć swoją drogę i zważać na wolę Boga. Dlatego też w swoich modlitwach powinieneś prosić Boga, by obarczył cię większym brzemieniem i powierzył ci jeszcze ambitniejsze zadania, aby otworzyła się przed tobą jeszcze szersza ścieżka praktyki; aby twoje jedzenie i picie słów Boga przyniosło lepszy skutek; abyś wypracował umiejętność uchwycenia istoty Jego słów i abyś mógł być bardziej poruszony przez Ducha Świętego” („Zważaj na wolę Boga, aby osiągnąć doskonałość” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dzięki słowom Boga zrozumiałam, że kluczowym w dobrym spełnianiu mojego obowiązku jest uniesienie brzemienia i prawdziwe zajęcie się nim. Kiedy trafiam na problemy w pracy lub trudności w wejściu w życie braci i sióstr, powinnam bez wyjątku dołożyć wysiłku, by je rozwiązać. Z tym brzemieniem powinnam się modlić, spożywać i pić słowa Boże, a kiedy poszukam prawdy, myśląc o tych konkretnych problemach, łatwiej będzie mi pozyskać przewodnictwo i oświecenie Ducha Świętego. Od tamtej pory na zgromadzeniach zaczęłam wkładać serce w słuchanie, jak bracia i siostry omawiali osobiste doświadczenia. Następnie naprawdę zastanawiałam się nad ich stanem i problemami i jak połączyć je ze słowami Bożymi w moim omówieniu. Jeśli trafiałam na przeszkody, omawiałam je i szukałam wraz z moją najbliższą współpracownicą, tak żeby dokładnie ujrzeć dany problem. Była to skuteczna metoda. Pewnego razu na zgromadzeniu z wierzącymi o długim stażu poczułam, że bardzo się denerwuję. Bałam się, że moje omówienia ujawnią brak zrozumienia z mojej strony, a ich problemy pozostaną bez rozwiązania. Obawiałam się, że się skompromituję i zostanę wyśmiana, a z uwagi na mój młody wiek, mogą pomyśleć, że mała dziewczynka się wymądrza. Nie odzywałam się. W sercu non stop modliłam się do Boga, prosząc Go o przewodnictwo, bym wyzwoliła się z tych ograniczeń sławy i statusu, które mnie powstrzymywały, żebym mogła swobodnie rozmawiać. Poczułam, jak moje nastawienie stopniowo zaczęło się zmieniać i pomyślałam, że w omówieniu nie chodzi o wygłoszenie natchnionych, doniosłych rzeczy, by zdobyć uznanie innych, ale o bycie szczerym i podzielenie się własnym zrozumieniem w ramach własnych możliwości. Nieważne, z kim odbywa się spotkanie, wszyscy spełniamy nasze obowiązki przed Bogiem, więc bez względu na to, co ktoś o mnie myśli, muszę wypełnić moje zadania. Gdy skorygowałam moje nastawienie, poczułam wolność w sercu i mogłam uporządkować myśli. Ujrzałam problemy w jaśniejszym świetle i zrozumiałam, że mogę coś dodać do omówienia. Naprawdę poczułam, że nie zależy to od mojej osobistej postawy, ale pochodzi z oświecenia i przewodnictwa Boga. Jest to coś, czego nigdy nie osiągnęłabym całkiem sama. Po tych doświadczeniach poczułam, że zrobiłam postęp i cieszyłam się, że nie zrezygnowałam ze sprawowania tej funkcji. Inaczej nigdy bym tego nie zyskała. Nabrałam też większej pewności, że te słowa Boże są prawdziwe: „Im bardziej zważasz na wolę Boga, tym cięższe niesiesz brzemię, a im jest ono cięższe, tym bogatsze będzie twoje doświadczenie. Gdy zważasz na wolę Boga, Bóg obarczy cię brzemieniem, a następnie oświeci cię na temat zadań, które ci powierzył” („Zważaj na wolę Boga, aby osiągnąć doskonałość” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa te są prawdą, całkiem niepodważalną. Kiedy zaczęłam wcielać słowa Boże w życie, dostrzegłam Jego przywództwo i błogosławieństwo.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Satysfakcjonujący donos

Autorstwa Ding Li, Stany Zjednoczone Było to latem kilka lat temu. Siostra Zhou, przywódczyni, wyznaczyła brata Li na diakona podlewania,...

Powrót na właściwą drogę

Autorstwa Chen Guang, Stany Zjednoczone Bóg Wszechmogący mówi: „Służenie Bogu nie jest rzeczą prostą. Ci, których zepsute usposobienie...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze