Nauka płynąca z trudnych doświadczeń

02 lutego 2022

Autorstwa Li Yang, Chiny

Aresztowali mnie w 2020 roku, po chińskim Nowym Roku, z powodu mojej wiary. W czasie rutynowych badań w areszcie lekarze znaleźli ciemne plamki w moich płucach. To był szczyt epidemii koronawirusa, więc nie chcieli ryzykować. Policja wezwała moją rodzinę, która zabrała mnie do domu. W drodze do domu moja siostra powiedziała: „W ubiegłym roku tata poważnie zachorował. Okazało się, że ma raka pęcherza. Operowali go sześć godzin. Wycięli mu połowę nerki, to cud, że przeżył. Utrzymują go przy życiu, płucząc jego pęcherz co miesiąc lekami do chemioterapii. Nie wiemy, ile jeszcze pożyje…”. Płakała, mówiąc to. Powiedziała mi też o tym, co jeszcze się wydarzyło przez ostatnie dwa lata. Czułem się potwornie. Zacząłem się cicho modlić: „Boże, jestem pewien, że to, co mnie spotyka, jest zgodne z Twoją wolą. Proszę, chroń moje serce, pozwól mi poddać się Twojej woli i nie mieć do Ciebie żalu”.

Dotarliśmy do domu. Tata był bardzo słaby, miał opuchniętą twarz. Wyglądał całkiem inaczej niż wtedy, gdy widziałem go po raz ostatni. To sprawiło, że poczułem się jeszcze gorzej. Zobaczyłem też, że większość drzew owocowych w naszym sadzie zwiędła z powodu suszy, i dowiedziałem się, że niemal wszystkie rodzinne oszczędności poszły na leczenie taty. Sad – jedyne źródło utrzymania – prawie nie dawał owoców. To były trudne czasy. Patrzyłem na to wszystko załamany, nie wiedziałem, co robić. Zanim się zorientowałem, zacząłem obwiniać Boga. Kilka lat wcześniej trzymali mnie w areszcie przez miesiąc z powodu mojej wiary. Po wyjściu z więzienia wypełniałem moje kościelne obowiązki poza miastem. Dlaczego to wszystko spotkało moją rodzinę, po wszystkim, co poświęciłem, co przecierpiałem? Takie myśli przygnębiały mnie jeszcze bardziej, nie wiedziałem, co mam robić. Nie miałem motywacji do działania. Kiedy skończyła się pandemia, musiałem znaleźć pracę, aby wspomóc rodzinę. Wkrótce dostałem list od moich braci i sióstr. Pisali, że w domu nie jestem bezpieczny, żebym schronił się w domu innego członka Kościoła. Wiedziałem, że gdyby nie pandemia, siedziałbym w więzieniu. Mogli mnie ponownie aresztować w każdej chwili. Bezpieczniej byłoby opuścić dom, mógłbym wtedy żyć życiem Kościoła i wykonywać swoje obowiązki. Ale nie chciałem tego robić, kiedy moja rodzina była w tak trudnej sytuacji! Odpowiedziałem na list: napisałem, że zostaję w domu. Czułem się winny, ale nie zastanawiałem się nad tym. Nazajutrz jechałem do pracy w polu na elektrycznym rowerze, miałem wypadek i stłukłem sobie nogę. Zrozumiałem, że to wiadomość od Boga. Stanąłem przed Nim i modliłem się: „Boże, nie chcę żyć w szatanskim zepsuciu i walczyć z Tobą. Proszę, pozwól mi poznać samego siebie, abym mógł pełnić Twoją wolę w tym środowisku!”. Po tej modlitwie przeczytałem ten fragment słów Boga: „Tym, do czego dążysz, jest osiągnięcie spokoju po uwierzeniu w Boga: żeby twoich dzieci nie nękały choroby, żeby twój mąż miał dobrą pracę, żeby twój syn znalazł sobie dobrą żonę, żeby twa córka znalazła porządnego męża, żeby twe woły i konie dobrze orały ziemię, żeby był rok dobrej pogody dla twoich plonów. Oto jest to, czego szukasz. Dążysz tylko do tego, by żyć wygodnie; by twojej rodzinie nie przytrafiały się żadne nieszczęśliwe wypadki, by omijały cię niepomyślne wiatry, by twej twarzy nie tknął piasek, by plonów twojej rodziny nie zalała powódź, aby nie dosięgło cię żadne nieszczęście, byś żył w objęciach Boga, byś wiódł życie w przytulnym gniazdku. Tchórz taki jak ty, który zawsze podąża za cielesnością: czy ty w ogóle masz serce? Czy masz ducha? Czyż nie jesteś zwierzęciem? (…) Życie twoje jest godne pogardy i podłe, żyjesz pośród brudu oraz rozpusty i nie dążysz do żadnych celów. Czyż życie twoje nie jest najpodlejsze ze wszystkich? Czy masz czelność spoglądać na Boga? Jeśli nadal będziesz doświadczał życia w ten sposób, czyż nie będzie tak, że nie osiągniesz niczego? Dana ci została droga prawdy, lecz to, czy ostatecznie zdołasz ją osiągnąć, czy też nie, zależy od twoich osobistych dążeń” („Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Związek człowieka z Bogiem oparty jest wyłącznie na własnej korzyści. To związek pomiędzy biorcą a dawcą błogosławieństw. Upraszczając, to jak relacja pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Pracownik pracuje jedynie po to, by otrzymać wynagrodzenie przyznawane przez pracodawcę. W takiej relacji nie ma przywiązania, tylko transakcja. Nie ma kochania i bycia kochanym, wyłącznie jałmużna oraz litość. Nie ma zrozumienia, a tylko stłumione oburzenie i oszustwo. Nie ma zażyłości, jedynie przepaść nie do przebycia. Teraz, gdy sprawy zabrnęły tak daleko, kto jest w stanie zmienić ich bieg? Ilu ludzi jest zdolnych naprawdę zrozumieć, jak zgubna stała się ta relacja? Wierzę, że gdy ludzie zanurzają się w radości płynącej z błogosławieństwa, nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak żenująca i odrażająca jest taka relacja z Bogiem” („Człowiek może dostąpić zbawienia jedynie pod Bożym zarządzaniem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Wszystko, co powiedział mi Bóg, było prawdą! Czułem wstyd. Widząc, jak chory jest mój tata, widząc uschnięte drzewa owocowe i to, że moja rodzina przeżywa trudne chwile, nie rozumiałem tego wszystkiego. Winiłem Boga, robiłem Mu wyrzuty. Przecież tyle dla Niego poświęciłem, ciężko pracowałem, byłem w więzieniu, cierpiałem i nie wyrzekłem się Go, więc On powinien mnie chronić i błogosławić mojej rodzinie. Zrozumiałem, że pełniąc obowiązki, nie szukałem prawdy, nie próbowałem się zmienić, moim poświęceniem chciałem handlować z Bogiem, by otrzymać Jego błogosławieństwo. Czy nie traktowałem obowiązków jako zwykłej transakcji? Wiarę i posługę traktowałem tak samo jak zwykłą pracę doczesną, jak wymianę za osobiste korzyści, bez zaangażowania.

Miałem to szczęście, że przyjąłem dzieło Boga w dniach ostatecznych, aby móc radować się ożywczą siłą Jego słów, przyjąć Jego sąd i obmycie oraz szansę na ostateczne zbawienie. Co za niezwykłe błogosławieństwo! Ale nie myślałem, jak szukać prawdy i dobrze wypełniać obowiązki z wdzięczności za Bożą miłość. Patrząc na problemy rodziny, nie myślałem, jak dążyć do prawdy i trwać przy świadectwie. Myślałem tylko o własnych korzyściach, liczyłem zyski i straty. Winiłem Boga, nie rozumiałem Go, nie chciałem już pełnić moich obowiązków. To była zdrada Boga i zupełny brak człowieczeństwa.

Przeczytałem potem kolejny fragment słów Boga: „Nikt nie przechodzi przez całe życie bez cierpienia. Dla niektórych ludzi ma ono związek z rodziną, dla niektórych z pracą, dla innych z małżeństwem, a dla jeszcze innych z chorobą fizyczną. Każdy cierpi. Niektórzy mówią: »Dlaczego ludzie muszą cierpieć? Jak wspaniale byłoby przeżyć całe życie spokojnie i szczęśliwie. Czy nie możemy nie cierpieć?«. Nie – każdy musi cierpieć. Cierpienie powoduje, że każdy człowiek doświadcza niezliczonych doznań fizycznego życia, niezależnie od tego, czy doznania te są pozytywne czy negatywne, aktywne czy bierne. Cierpienie przynosi ci różne uczucia i możliwości docenienia, które dla ciebie składają się na doświadczenie życiowe. Jeśli na ich podstawie będziesz umiał szukać prawdy i zrozumieć wolę Bożą, to będziesz się coraz bardziej zbliżać do standardu, jakiego wymaga od ciebie Bóg. To jest jeden aspekt, który również ma na celu uczynienie ludzi bardziej doświadczonymi. Innym aspektem jest odpowiedzialność, którą Bóg daje człowiekowi. Jaka to odpowiedzialność? Musisz przejść przez to cierpienie, znieść je, a jeśli podołasz, stanie się to świadectwem, a nie powodem do wstydu” („Dopiero gdy uporządkujesz swoje koncepcje, możesz wejść na właściwą ścieżkę wiary w Boga (1)” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Dzięki temu zrozumiałem, że zarówno wierzący, jak i niewierzący mierzą się z różnymi trudami i przeciwnościami. Ile cierpienia doświadczamy w życiu, przez ile trudności musimy przejść – o tym decyduje Bóg. Bóg pozwala nam posmakować słodyczy, ale także goryczy, aby nas wypróbować, byśmy więcej doświadczyli, a także by sprawdzić, czy wytrwamy w obliczu przeciwności. On także przekazuje nam odpowiedzialność. Choroba mojego taty i problemy mojej rodziny były dla mnie bardzo trudne, ale Bogu nie chodziło o to, żebym cierpiał. On chciał, bym zrozumiał, że błędnie rozumiem wiarę jako dążenie do błogosławieństw. Chciał, abym się zmienił i zaczął dążyć do prawdy. Ale ja nie rozumiałem woli Boga, próbowałem z Nim dyskutować i walczyć. Byłem buntownikiem, w gruncie rzeczy odrzucałem Boga. Wiedziałem, że muszę przestać narzekać, poddać się władzy Boga i Jego decyzjom i trwać przy świadectwie.

Zacząłem się nad sobą zastanawiać. Wierzyłem w Boga od lat. Wiedziałem, że wiara jest naturalna i dobra, że nie powinienem handlować z Bogiem. Dlaczego więc wciąż zukałem błogosławieństw i targowałem się z Bogiem? Jakie były tego przyczyny? Przeczytałem potem fragment słów Boga, słowo Boga brzmi tak: „Wszyscy zepsuci ludzie żyją tylko dla siebie. Każdy człowiek myśli tylko o sobie i troszczy się tylko o swój interes – to jest podsumowanie ludzkiej natury. Ludzie wierzą w Boga dla samych siebie; rezygnują z rzeczy, ponoszą koszty na Jego rzecz i są Mu wierni – wszystko to robią dla własnego dobra. W sumie chodzi im tylko o uzyskanie błogosławieństw dla siebie. W społeczeństwie wszystko jest robione wyłącznie dla osobistej korzyści; w Boga wierzy się jedynie po to, by uzyskać błogosławieństwa. Rezygnuje się ze wszystkiego i jest się w stanie znieść wiele cierpienia właśnie po to, aby uzyskać błogosławieństwa. Wszystko to stanowi empiryczny dowód na to, że natura człowieka jest skażona. Ludzie, których usposobienie zmieniło się, są inni; czują, że sens wywodzi się z życia według prawdy, że tylko ludzie wypełniający obowiązek Bożego stworzenia godni są miana człowieka, że podstawą człowieczeństwa jest poddanie się Bogu, bojaźń Boża i wystrzeganie się zła, że przyjęcie Bożego posłannictwa jest powinnością nałożoną przez Niebo i ziemię – i że jeśli nie są w stanie kochać Boga i odwdzięczyć Mu się za Jego miłość, to nie są godni miana człowieka; dla nich życie dla siebie jest puste i pozbawione znaczenia. Czują, że ludzie powinni żyć po to, aby zadowolić Boga, by dobrze wykonywać swoje obowiązki i prowadzić znaczące życie, tak żeby nawet wtedy, gdy przyjdzie czas umrzeć, czuć zadowolenie i niczego nie żałować – i by ich życie nie poszło na marne” („Różnica pomiędzy zewnętrznymi zmianami a zmianami w usposobieniu” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowo Boga ukazało mi, dlaczego po latach wiary wciąż szukałem błogosławieństw. Ta szatańska trucizna – „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego” – wryła się głeboko w moje serce i sprawiła, że we wszystkim szukałem po pierwsze własnej korzyści. Zawsze dbałem o własny interes. Wykonywałem swoje obowiązki, mimo że KPCh prześladowała mnie i nie mogłem wrócić do domu, ale to nie było prawdziwe poświęcanie się dla Boga i wypełnianie obowiązków. Miałem nadzieję, że Bóg mi pobłogosławi i wszystko będzie szło dobrze. Kiedy rodzina wpadła w kłopoty i z trudem sobie radziła, moje nadzieje zostały zniszczone, zacząłem myśleć negatywnie i nie chciałem już więcej wykonywać obowiązków. dostrzegłem, że w wierze i obowiązkach chciałem tylko uzyskać wielkie błogosławienstwo możliwie najmniejszym kosztem. Byłem wyrachowany, wykorzystywałem Boga. Byłem tak samolubny i nikczemny!

Słowa Boga: „Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem”, były absolutnie prawdziwe. Choć przez lata pozornie poświęcałem się i wysilałem, cierpiałem pełniąc moje obowiązki, moje skażone usposobienie nie zmieniło się, bo nie dążyłem do prawdy, nie skupiałem się na akceptacji sądu i karcenia przez słowa Boga. Gdy coś nie zgadzało się z moimi wyobrażeniami, buntowałam się i sprzeciwiałam Bogu. Żyłem w nieprzyjaźni z Bogiem. Moje podejście do wiary było takie samo jak u tych religijnych ludzi, którzy chcą tylko napełniać swoje brzuchy i wykorzystać swoje ofiary jako bilet do nieba. Szedłem drogą przeciwko Bogu, jak Paweł! Ci, którzy naprawdę dążą do prawdy i zmiany usposobienia, nie targują się, wypełniając obowiązki, ale dążą do prawdy i pracują całym sercem, aby odwdzięczyć się za Bożą miłość. Starają się kochać i zadowalać Boga, żyć życiem pełnym sensu. Są jak Piotr, który starał się nad wszystko kochać Boga i być posłusznym aż do śmierci, a ukrzyżowany dla Boga złożył piękne świadectwo. Taka postawa zyskuje apropbatę Boga, to jedyny sposób, aby żyć sensownie i godnie.

Później oglądałem film, w którym czytano słowa Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Nie ma żadnej korelacji między obowiązkiem człowieka a tym, czy będzie on pobłogosławiony, czy przeklęty. Obowiązek to coś, co człowiek powinien wypełnić; jest to jego powołanie zesłane mu z nieba, a jego wykonywanie nie powinno zależeć od rekompensaty czy rozmaitych warunków bądź przyczyn. Tylko wtedy bowiem jest to wykonywanie swojego obowiązku. Być pobłogosławionym oznacza zostać udoskonalonym i cieszyć się Bożymi błogosławieństwami, doświadczywszy sądu. Bycie przeklętym oznacza, że usposobienie danej osoby nie ulega zmianie po tym, jak doświadczyła ona karcenia i sądu. Wówczas nie doświadcza ona również doskonalenia, lecz otrzymuje karę. Jednakże bez względu na to, czy zostaną pobłogosławione, czy przeklęte, istoty stworzone winny wypełniać swój obowiązek, robiąc to, co do nich należy i to, co są w stanie zrobić. Każda osoba, – osoba, która podąża za Bogiem – winna zrobić przynajmniej tyle. Nie powinieneś spełniać swojego obowiązku tylko dla uzyskania błogosławieństwa i nie powinieneś odmawiać działania z obawy przed tym, że zostaniesz przeklęty. Pozwólcie, że coś wam powiem: wypełnianie swego obowiązku przez człowieka oznacza, że robi on to, co należy. Jeśli zaś nie jest w stanie swego obowiązku wypełnić, wówczas jest to jego buntowniczość. To przez proces wykonywania swego obowiązku człowiek stopniowo ulega zmianom, a w jego trakcie pokazuje swoją lojalność. Skoro tak, im bardziej jesteś zdolny wykonywać swój obowiązek, tym więcej prawdy otrzymujesz i tym bardziej realne staje się twoje wyrażanie. Ci, którzy tylko udają, że spełniają swój obowiązek i nie szukają prawdy, zostaną ostatecznie wyeliminowani, ponieważ tacy ludzie nie wykonują swojego obowiązku w praktykowaniu prawdy ani nie praktykują prawdy w spełnianiu swojego obowiązku. To są ci, którzy pozostają niezmienieni i będą przeklęci. Nie tylko ich wyrażanie jest nieczyste, ale wszystko, co wyrażają, jest niegodziwe” („Różnica pomiędzy służbą Boga wcielonego a obowiązkiem człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Kiedy o tym myślałem, zrozumiałem, że nasze obowiązki wynikają z tego, że jesteśmy istotami stworzonymi. Od tej odpowiedzialność nie możemy uciekać. Nie może być skażona targowaniem się ani korzyściami osobistymi. To jak synowskie oddanie: taki jest naturalny porządek rzeczy. W naszych obowiązkach podlegamy Bożemu sądowi i karceniu, aby nasze zepsucie zostało przemienione i obmyte. Tylko tak można zyskać zbawienie i dobre przeznaczenie. Jeśli nie dążymy do prawdy, jeśli wierzymy przez lata nie zmieniając naszego skażonego usposobienia, ale trwamy przy handlowej mentalności i ekstrawaganckich pragnieniach, to bez względu na to, jak długo wierzymy i jak wiele poświęcamy, nigdy nie zyskamy aprobaty Boga, a On nas wyeliminuje. Pomyślałem o Hiobie, który stracił wszystko, nawet swoje dzieci, ale nie obwiniał Boga. Wiedział, że Bóg dał mu wszystko, a kiedy Bóg mu to odebrał, musiał pozostać bezwarunkowo posłuszny. Hiob powiedział: „Jahwe dał, i Jahwe zabrał; błogosławione niech będzie imię Jahwe” (Hi 1:21). Wiedział w głębi serca, że powinien wielbić Boga zarówno wtedy, gdy Bóg go nagradzał, jak i wtedy, gdy Bóg zabierał. Taki był jego obowiązek. Hiob wypełnił obowiązek wobec Boga i wytrwał w świadectwie. Tak powinno postępować Boże stworzenie. Musiałem pójść za przykładem Hioba. Nie mogłem już używać swoich poświęceń jak karty przetargowej, by żądać czegoś od Boga, musiałem wziąć odpowiedzialność za swoje obowiązki. Tylko taka postawa jest zgodna z sumieniem i rozumem.

Później, ponieważ policja znowu chciała mnie aresztować, opuściłem swój dom i przez pewien czas mieszkałem w domu jednego ze starszych braci. Później przeczytałem takie słowa Boga: „Jeśli potrafisz oddać Bogu swoje serce, ciało i całą swoją szczerą miłość, umieścić je przed Jego obliczem, być Mu całkowicie posłuszny i w absolutnym stopniu zważać na Jego wolę – nie dla ciała, nie dla rodziny i nie dla spełnienia swoich własnych pragnień, lecz przez wzgląd na interes Bożego domostwa i we wszystkim traktując słowo Boże jako zasadę i fundament – wówczas wszystkie twoje intencje i twoje zapatrywania będą na właściwym miejscu i staniesz się przed obliczem Boga osobą, która otrzymuje Jego pochwałę” („Ci, którzy prawdziwie kochają Boga, potrafią całkowicie podporządkować się Jego praktyczności” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga ukazały mi drogę i wskazały kierunek. Nie powinienem myśleć tylko o rodzinie i sprawach ciała, musiałem zmienić swoje pobudki, a energię i myśli skupić na dobrym wypełnianiu obowiązków. Kiedy zrozumiałem Bożą wolę, moje serce się uspokoiło i spędzałem czas na czytaniu słów Boga w domu tego brata. Po pewnym czasie przydzielono mi inne obowiązki. Dzięki Bożemu osądowi i karceniu, moje błędne podejście do wiary zostało skorygowane i teraz dążę do właściwego celu.

Dalej: Bolesny wybór

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Jaka jest natura Bożej miłości?

Autorstwa Siqiu, miasto Suihua, prowincja Heilongjiang Ilekroć widzę następujący fragment Bożego słowa: „Jeśli zawsze byłeś wobec Mnie...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze