Doświadczyłam, że Boży sąd jest największym zbawieniem
W 1995 roku uwierzyłam w Pana Jezusa. Pewien kaznodzieja posłużył się wówczas proroctwami z Księgi Objawienia, by opowiedzieć nam, jak wspaniałe jest święte miasto. Powiedział też, że Pan Jezus wkrótce nadejdzie, by zabrać nas do naszego niebiańskiego domu, i że tylko wyrzekając się wszystkiego i ponosząc koszty na rzecz Pana, będziemy mogli w przyszłości wejść do świętego miasta. Byłam zachwycona, gdy to usłyszałam. Od tego czasu z zapałem zaczęłam uczęszczać na zgromadzenia i składać ofiary. Bez względu na to, jak mój mąż czy mój brat z żoną próbowali mnie powstrzymać, nic nie mogło zachwiać mojego postanowienia, by podążać za Panem Jezusem. Trzy lata później mój mąż zażądał rozwodu, ponieważ upierałam się przy swojej wierze w Pana. Zgodziłam się. Następnie oddałam cały swój dobytek kościołowi i podjęłam zdecydowaną decyzję o opuszczeniu domu, by głosić ewangelię i pracować dla Pana. Dwa miesiące później zostałam współpracowniczką, odpowiedzialną za ponad siedemdziesiąt kościołów. W 2000 roku na spotkaniu współpracowników pewien przywódca powiedział nam: „Pojawiło się teraz wyznanie zwane »Błyskawicą ze Wschodu«. Mówią, że Bóg powrócił w ciele jako Bóg Wszechmogący i wykonuje nowy etap dzieła. To niemożliwe! Oni nawet nie czytają już Biblii. Wszystkie słowa Boże znajdują się w Biblii; poza nią nie ma żadnych słów Bożych. Odejść od Biblii to przestać wierzyć w Pana! Głoszą wszędzie i wykradli wiele dobrych owiec ze wszystkich wyznań. Musimy być wiernymi sługami Pana i chronić naszych braci i siostry, abyśmy mogli w przyszłości rozliczyć się przed Panem! Nigdy nie wolno wam uwierzyć w drogę Błyskawicy ze Wschodu. Jeśli to zrobicie, opuścicie drogę Pana i zostaniecie przez Niego porzuceni!”. Słysząc słowa przywódcy, pomyślałam sobie: „Muszę być ostrożna, trzymać się mocno drogi Pana i chronić trzodę”. Potem zaczęłam odcinać dostęp do kościoła. W każdym miejscu zgromadzeń, za które byłam odpowiedzialna, wielokrotnie podkreślałam, że nie wolno przyjmować nieznajomych i nikomu nie wolno wierzyć w drogę Błyskawicy ze Wschodu. Słysząc to, wszyscy wierzący zaczęli mieć się na baczności przed ludźmi z Błyskawicy ze Wschodu. Wkrótce potem usłyszałam, że dwie siostry przyjęły Boga Wszechmogącego. Natychmiast pobiegłam do ich domów, by przekonać je, aby zmieniły decyzję. Nie chciały mnie słuchać i upierały się przy wierze w Boga Wszechmogącego. Byłam bardzo zła i jeszcze surowiej pilnowałam pozostałych braci i sióstr. Potem dowiedziałam się, że pewne małżeństwo również przyjęło Boga Wszechmogącego. Pospieszyłam do ich domu i skłoniłam ich do powrotu. Wtedy naprawdę wierzyłam, że w końcu uratowałam owce Pana i że Pan z pewnością zaaprobuje to, co zrobiłam.
W lutym 2002 roku pewna siostra zabrała mnie do swojego domu, bym porozmawiała o Biblii z jej krewnymi. Omówili wszystko od stworzenia świata przez Boga, przez dzieło Boga Jahwe w Wieku Prawa, aż po dzieło Pana Jezusa w Wieku Łaski. Dokładnie wyjaśnili tło i punkty zwrotne każdego etapu dzieła. Omawiali również to, jakich ludzi Bóg błogosławi, a jakich przeklina. Ich omówienie było tak bardzo oświecające; nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszałam. Uważałam, że ich głoszenie jest wspaniałe. Następnie złożyli mi świadectwo o dziele Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych. Czytając słowa Boga Wszechmogącego i słuchając omówienia przedstawionego przez braci i siostry, zrozumiałam, że Biblia opisuje jedynie Boże dzieło w Wieku Prawa i Wieku Łaski. Jest to księga historyczna i nie może reprezentować całego Bożego dzieła. Bóg jest zawsze nowy i nigdy nie jest stary, a Jego dzieło zawsze posuwa się naprzód. Kiedy Bóg powróci w dniach ostatecznych, dokona nowego dzieła, które wykracza poza Biblię. Na tym etapie dokona dzieła osądzania i oczyszczania, zbudowanego na fundamencie odkupieńczego dzieła Pana Jezusa, aby całkowicie zbawić ludzkość od grzechu i zaprowadzić ludzi do wspaniałego przeznaczenia. To, że Bóg Wszechmogący wyraża prawdę, by dokonać swego dzieła osądzania w dniach ostatecznych, wypełnia proroctwa Pana Jezusa: „Kto mną gardzi i nie przyjmuje moich słów, ma kogoś, kto go sądzi: słowo, które ja mówiłem, ono go osądzi w dniu ostatecznym” (J 12:48). „Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz nie możecie tego znieść. Lecz gdy przyjdzie on, Duch prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę” (J 16:12-13). Zwłąszca kiedy zobaczyłam, że Bóg Wszechmogący odkrył wszystkie tajemnice Biblii, że „Słowo ukazuje się w ciele” jest „małym zwojem otwartym przez Baranka” przepowiedzianym w Księdze Objawienia i że jest to to, co Duch Święty mówi do kościołów, uświadomiłam sobie, że „Błyskawica ze Wschodu”, której przyjęcia nieustannie odmawiałam, była w rzeczywistości pojawieniem się i dziełem Pana Jezusa w dniach ostatecznych. Moje serce przeszył nieopisany ból. Pomyślałam o tym, jak od momentu, gdy uwierzyłam w Pana, znosiłam prześladowania ze strony męża i składałam ofiary niczym uboga wdowa. Wyrzekłam się wszystkiego, by pracować dla Pana. Sądziłam, że niezachwianie trwam na drodze Pana, z oddaniem strzegąc Jego trzody. Nigdy bym nie pomyślała, że gdy Pan powróci, w ogóle nie będę Go poszukiwać. Ślepo trzymałam się własnych pojęć i wyobrażeń, wierząc, że to niemożliwe, by Bóg przyszedł w ciele, że Jego dzieło nie może wykraczać poza Biblię i tak dalej. Arogancko potępiałam Boże dzieło w dniach ostatecznych i sprzeciwiałam się mu, zamykałam kościół, by powstrzymać braci i siostry przed badaniem prawdziwej drogi, a nawet skłoniłam do powrotu do mojego dawnego wyznania małżeństwo, które już przyjęło Boże dzieło dni ostatecznych. Pan Jezus zganił faryzeuszy, mówiąc: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Sami bowiem tam nie wchodzicie ani wchodzącym nie pozwalacie wejść” (Mt 23:13). Czyż moje działania nie były dokładnie takie same jak uczynki faryzeuszy? Sama nie przyjęłam Bożego dzieła dni ostatecznych i robiłam wszystko, co w mojej mocy, by powstrzymać innych wierzących przed jego przyjęciem. Czyż po prostu nie ciągnęłam ich za sobą do piekła? Dopuściłam się tak wielkiego zła – czyż mnie również nie czekało biada? Moje serce przepełniały wyrzuty sumienia. Ale potem pomyślałam, że to, iż mogłam przyjąć Boże dzieło dni ostatecznych, było Bożą łaską i miłosierdziem wobec mnie. Musiałam głosić ewangelię, by zadośćuczynić za swoje występki. Może jeśli będę więcej głosić ewangelię, Bóg nie będzie pamiętał moich występków. Później zabrałam ze sobą pewną siostrę, by głosić ewangelię małżeństwu, które wcześniej skłoniłam do powrotu. Zupełnie się nie spodziewałam, że nie będą chcieli nas słuchać, bez względu na to, co mówiłyśmy. Odwdzięczyli mi się dokładnie tymi samymi słowami, które sama wypowiadałam, gdy zamykałam kościół. Czułam się jeszcze bardziej załamana i pełna żalu. Aby zadośćuczynić za swoje występki, głosiłam ewangelię z jeszcze większym zapałem. W tamtym czasie zniosłam wiele trudności, ale nigdy się nie wycofałam. Myślałam: „Jeśli Bóg zobaczy moje oddanie i skruchę, być może nie policzy mi moich występków i wciąż da mi szansę na zbawienie”.
Pewnego dnia w 2004 roku, podczas moich ćwiczeń duchowych, przeczytałam te słowa od Boga: „Nie mogę okazać jakiejkolwiek pobłażliwości wobec tych, którzy Mnie prześladowali, którzy nic o Mnie nie wiedzieli (w tym zanim zostało złożone świadectwo o Moim imieniu), którzy wierzyli, że jestem człowiekiem, jak również wobec tych, którzy bluźnili przeciw Mnie i oczerniali Mnie w przeszłości. Nawet jeśli teraz będą nieść o Mnie najdonioślejsze świadectwo, to nie wystarczy. Prześladowanie Mnie w przeszłości było pełnieniem dla Mnie służby i jeśli dziś będą nieść o Mnie świadectwo, wciąż będą Mymi narzędziami” (Wypowiedzi Chrystusa na początku, rozdz. 85, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Po przeczytaniu słów Bożych zamarłam w bezruchu. W głowie miałam kompletną pustkę i minęło sporo czasu, zanim doszłam do siebie. Ze słów Bożych zrozumiałam, że Bóg nie okazuje pobłażliwości ani jednej osobie, która Go prześladowała i rzucała na Niego oszczerstwa. Nawet jeśli teraz składa świadectwo o Bogu, wciąż nie może otrzymać Jego pobłażliwości; może jedynie świadczyć dla Niego usługi. Pomyślałam o tym, jak trzymałam się swoich pojęć i wyobrażeń i wcześniej w ogóle nie poszukiwałam ani nie badałam Bożego dzieła dni ostatecznych. Zamiast tego rzucałam oszczerstwa na Boga i sprzeciwiałam się Mu, zamykałam kościół, by powstrzymać wierzących przed badaniem prawdziwej drogi, a nawet skłoniłam do powrotu do mojego dawnego wyznania ludzi, którzy już przyjęli Boże dzieło dni ostatecznych. Dopuściłam się tak wielkiego zła; z pewnością Bóg nigdy mi nie wybaczy. Czyż to nie był mój koniec? Jakiego dobrego wyniku mogłam się spodziewać? Ale wciąż tliła się we mnie iskierka nadziei. „Czy moje pojmowanie mogło być błędne? Kiedy Bóg powiedział, że »nie może okazać pobłażliwości«, czy mówił o ludziach, którzy Mu bluźnili i rzucali na Niego oszczerstwa po usłyszeniu Jego słów i poznaniu Jego dzieła?”. Gorączkowo przeczytałam słowa Boże jeszcze raz, słowo po słowie. Bóg wyraził się bardzo jasno. Wśród ludzi, o których mówił, byli również ci, którzy bluźnili Bogu Wszechmogącemu i rzucali na Niego oszczerstwa, chociaż nigdy nie słyszeli Jego słów ani Go nie znali. Dopiero wtedy zyskałam pewność, że jestem jedną z tych osób, którym Bóg nie może okazać pobłażliwości. Surowe słowa Boże przeszyły moje serce. Byłam przerażona, a całe moje ciało zwiotczało. „Wygląda na to, że nie mam nawet szansy na skruchę” – pomyślałam. „Bez względu na to, jak bardzo jestem poddana w moim obowiązku, bez względu na to, jak wiele trudności znoszę, a nawet jeśli złożę najbardziej dobitne świadectwo, wciąż nie otrzymam Bożej pobłażliwości. Moja nadzieja na zbawienie całkowicie przepadła”. Choć w tamtym czasie dalej głosiłam ewangelię, gdy tylko pomyślałam, że Bóg mnie nie zbawi, byłam niesamowicie przygnębiona i nie byłam już tak aktywna w głoszeniu ewangelii jak wcześniej. Pewnego razu prowadziłam rower ulicą, obserwując tłumy ludzi. Pomyślałam sobie: „Wszyscy oni mają swoje własne domy. Ale co ze mną? Kiedy po raz pierwszy uwierzyłam w Pana, uważałam kościół za swój dom. Nigdy nie myślałam, że nie rozpoznając powrotu Pana, będę się Mu sprzeciwiać, popełnię niewybaczalne występki i nie będę miała udziału w domu, który Bóg przygotował dla ludzkości – królestwie Bożym”. W tamtym momencie czułam się opuszczona i zrozpaczona.
Pewnego dnia przeczytałam słowa Boże i byłam bardzo poruszona, a moje przygnębienie nieco ustąpiło. Bóg mówi: „Jako istota stworzona, powinieneś wypełniać obowiązek istoty stworzonej. Nie postępuj wbrew swemu sumieniu; powinieneś natomiast poświęcić się Panu stworzenia” (Znaczenie zbawienia potomków Moaba, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Jestem istotą stworzoną; moim obowiązkiem jest głosić ewangelię i świadczyć o Bogu. Nie mogłam przestać gorliwie wykonywać swojego obowiązku tylko dlatego, że nie czekał mnie dobry wynik. Czyż nie byłby to brak sumienia i rozumu? Potem nadal głosiłam ewangelię. Cieszyłam się, gdy osiągałam wyniki, ale w głębi duszy zawsze czułam pewne brzemię. Myślałam o tym, jak popełniłam występki i różniłam się od innych – kiedy oni głosili ewangelię, mogli zyskać Bożą aprobatę i mieć nadzieję na zbawienie, ale bez względu na to, jak dużo ja głosiłam ewangelię, Bóg nigdy mi nie wybaczy. Od czasu do czasu czułam się przygnębiona.
Później przeczytałam słowa Boże i zyskałam pewne zrozumienie mojego stanu. Bóg Wszechmogący mówi: „Wielu wyznawców Boga martwi się jedynie o to, jak uzyskać błogosławieństwa lub oddalić katastrofę. Kiedy tylko ktoś wspomni Boże dzieło i zarządzanie, milkną i tracą zainteresowanie. Sądzą, że zrozumienie takich nużących kwestii nie wspomoże ich życiowego rozwoju ani nie przyniesie żadnej korzyści. Dlatego, choć słyszeli pewne informacje o zarządzaniu Bożym, podchodzą do niego w niepoważny sposób. Nie postrzegają go jako czegoś cennego do przyjęcia, a tym bardziej nie są w stanie go pojąć przez uznanie za część swojego życia. Cel, w jakim tacy ludzie podążają za Bogiem, jest bardzo prosty i tylko jeden – pragną zostać pobłogosławieni. Ludziom takim nie chce się zważać na cokolwiek innego, co nie ma żadnego związku z tym celem. Dla nich żaden cel wiary w Boga nie jest bardziej słuszny niż zyskanie błogosławieństw – to jest centralna wartość ich wiary. Jeśli coś nie przyczynia się do realizacji tego celu, cokolwiek to jest, pozostają niewzruszeni. Tak to dziś wygląda w przypadku większości wierzących w Boga. Ich cel i zamiar wydają się słuszne, ponieważ wierząc w Boga, jednocześnie ponoszą dla Niego koszty, oddają się Bogu i wykonują swój obowiązek. Poświęcają swoją młodość, rodzinę i karierę, a nawet spędzają całe lata na krzątaninie z dala od domu. Dla dobra swojego ostatecznego celu zmieniają swoje zainteresowania, poglądy na życie, a nawet kierunek, do którego dążą w życiu, jednak nie potrafią zmienić celu swojej wiary w Boga. Uganiają się tu i tam, żeby zrealizować swoje aspiracje. Bez względu na to, jak długa jest droga i jak wiele na niej trudności, niebezpieczeństw oraz przeszkód, pozostają nieustępliwi i niestraszna im śmierć. Jaka siła sprawia, że trwają w takim poświęceniu? Czy to ich sumienie? Czy to ich wspaniały i szlachetny charakter? A może determinacja do walki z siłami zła po sam kres? Albo wiara, aby dać świadectwo Bogu, nie oczekując nagrody? Czy to ich lojalność, dla której gotowi są oddać wszystko, by wypełnić wolę Boga? Czy to może ich duch poświęcenia, aby zawsze zrezygnować z osobistych, przesadnych potrzeb? Dla kogoś, kto nigdy nie poznał dzieła Bożego zarządzania, tak wielkie oddanie jest po prostu cudem! Przez chwilę nie rozmawiajmy o tym, ile ci ludzie dali z siebie. Jednakże ich zachowanie warte jest naszej szczegółowej analizy. Oprócz korzyści, które się z nimi blisko kojarzą, czy mogą istnieć jakiekolwiek inne powody, aby te osoby, które nigdy nie rozumiały Boga, zapłaciły dla Niego tak wielką cenę? Odkrywamy tu wcześniej niezidentyfikowany problem: związek człowieka z Bogiem oparty jest wyłącznie na czystej korzyści własnej. To związek pomiędzy biorcą a dawcą błogosławieństw. Upraszczając, jest to relacja pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Pracownik ciężko pracuje jedynie po to, by otrzymać wynagrodzenie przyznawane przez pracodawcę. W tego rodzaju relacji opartej na własnym interesie nie ma bratniego przywiązania, tylko transakcja. Nie ma kochania i bycia kochanym, wyłącznie jałmużna oraz miłosierdzie. Nie ma zrozumienia, a tylko bezradne, stłumione oburzenie i oszustwo. Nie ma zażyłości, jedynie przepaść nie do przebycia. Teraz, gdy sprawy zabrnęły tak daleko, kto jest w stanie zmienić ich bieg? Ilu ludzi jest zdolnych naprawdę zrozumieć, jak zgubna stała się ta relacja? Wierzę, że gdy ludzie zanurzają się w radosnej atmosferze bycia pobłogosławionym, nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak żenująca i odrażająca jest taka relacja z Bogiem” (Dodatek 3: Człowiek może dostąpić zbawienia jedynie pod Bożym zarządzaniem, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Po przeczytaniu słów Bożych czułam się zarówno oświecona, jak i zawstydzona. Moja relacja z Bogiem była dokładnie taka, jak to obnażył: oparta na czystym interesie własnym. Kiedy uwierzyłam w Pana, znosiłam prześladowania i porzuciłam rodzinę, by zyskać błogosławieństwa i wejść do królestwa niebieskiego. Wytrwale przewodziłam kościołom i głosiłam ewangelię w przejmującym zimnie i palącym upale bez względu na to, jak bardzo cierpiałam. Ale w obliczu Bożego dzieła dni ostatecznych nie tylko sama go nie poszukiwałam ani nie badałam, lecz także potępiałam je i sprzeciwiałam się mu, a nawet zamykałam kościół, by powstrzymać wierzących przed przyjęciem Boga Wszechmogącego. Po przyjęciu Bożego dzieła dni ostatecznych dowiedziałam się, że dopuściłam się zła i sprzeciwiałam się Bogu. Moją pierwszą myślą nie było to, jak okazać skruchę przed Bogiem, ale jak mogłabym więcej głosić ewangelię, by zadośćuczynić za swoje występki i wytargować Boże miłosierdzie, tak aby dał mi szansę na wejście do królestwa niebieskiego. Kiedy przeczytałam, że Bóg „nie może okazać pobłażliwości” tym, którzy Mu bluźnili i rzucali na Niego oszczerstwa, uwierzyłam, że bez względu na to, jak bardzo starałabym się w moim obowiązku, nigdy nie otrzymam Bożej pobłażliwości, a moja nadzieja na zbawienie przepadła. Zaczęłam wówczas wykonywać swoje obowiązki niechętnie i w sposób bierny. Od początku do końca zależało mi tylko na otrzymywaniu błogosławieństw. Wyrzekałam się wszystkiego, ponosiłam koszty, trudziłam się i pracowałam nie po to, by dążyć do prawdy czy poznania Boga, ale by wytargować błogosławieństwo wejścia do królestwa niebieskiego. Czyż nie jest to dokładnie to, co Bóg obnażył jako „tylko bezradne, stłumione oburzenie i oszustwo”? Przez wszystkie lata mojej wiary w Boga nigdy nie poszukiwałam intencji Boga. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, do czego Bóg chciał, abym dążyła, jakie były Jego wymagania wobec mnie, jak powinnam uwzględniać Jego intencje i Go zadowolić ani jak powinnam dążyć do prawdy, by osiągnąć zmianę mojego usposobienia. W moim umyśle dążenie do prawdy w wierze wydawało się czymś dodatkowym, a dążenie do błogosławieństw wydawało się najbardziej realistyczne. Naprawdę zostałam zaślepiona pragnieniem błogosławieństw i przez cały czas szłam złą drogą. Pomyślałam o Pawle. Nie słuchał ani nie poszukiwał, kiedy Pan Jezus dokonywał swego dzieła; zamiast tego potępiał Pana Jezusa i sprzeciwiał się Mu, ścigał i zabijał Jego uczniów oraz dopuścił się wielu złych uczynków. Po tym, jak został powalony przez Pana, w ogóle nie zastanawiał się nad swoimi przeszłymi, sprzeciwiającymi się Bogu działaniami i istotą. Nie dążył również do poznania Pana, a jedynie chciał głosić ewangelię i pozyskać więcej ludzi, by zadośćuczynić za swoje grzechy. Po wykonaniu ogromnej pracy bezczelnie zażądał od Boga korony, mówiąc: „Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem. Odtąd odłożona jest dla mnie korona sprawiedliwości” (2Tm 4:7-8). Wyrzekałam się wszystkiego, ponosiłam koszty i wykonywałam swoje obowiązki, by żądać od Boga błogosławieństw; szłam drogą Pawła. Gdy to sobie uświadomiłam, przepełniły mnie wyrzuty sumienia i poczucie żalu, płakałam i modliłam się do Boga: „Boże, rozumiem teraz, jak godna pogardy i ohydna jestem. Chociaż przez te wszystkie lata głosiłam ewangelię i wykonywałam swoje obowiązki, w rzeczywistości po prostu wykorzystywałam je do tego, by osiągnąć swój cel, jakim było otrzymanie błogosławieństw. Naprawdę nie jestem godna, by żyć przed Tobą. Dobry Boże, modlę się, abyś poprowadził mnie do dążenia do zmiany mojego usposobienia i do dążenia do poznania Ciebie”.
Następnie przeczytałam więcej słów Bożych i zrozumiałam nieco Jego intencję zbawienia człowieka. Bóg mówi: „Dzisiaj Bóg was sądzi, karci i potępia, lecz powinieneś zdawać sobie sprawę, że sednem tego potępienia jest umożliwienie ci poznania samego siebie. Bóg potępia, przeklina, sądzi i karci, żebyś ty mógł poznać siebie, żeby twoje usposobienie mogło ulec zmianie, a nawet więcej, żebyś mógł poznać swoją wartość i dostrzec, że wszystkie Boże czyny są sprawiedliwe i zgodne z Jego usposobieniem oraz potrzebami Jego dzieła, że działa On zgodnie ze swoim planem zbawienia człowieka oraz że jest sprawiedliwym Bogiem, który kocha i zbawia człowieka, jak również sądzi go i karci. Jeśli wiesz tylko tyle, że twój status jest niski, że jesteś zepsuty i buntowniczy, ale nie wiesz o tym, że Bóg pragnie ukazać zbawienie poprzez sąd i karcenie, które wykonuje w tobie dzisiaj, wówczas nie masz możliwości, by doświadczać rzeczy, a już na pewno nie jesteś zdolny do tego, by dalej iść naprzód. Bóg nie przybył po to, by zabijać lub niszczyć, tylko by sądzić, przeklinać, karcić i zbawiać. Dopóki Jego sześciotysiącletni plan zarządzania nie zostanie zrealizowany – zanim ujawni wynik każdej kategorii człowieka – dzieło Boga na ziemi będzie służyć zbawieniu; jego celem jest wyłącznie uczynienie tych, którzy Go kochają, pełnymi – dogłębnie – oraz sprawienie, by poddali się Jego panowaniu. (…) Bóg przybył, by wykonywać dzieło na ziemi w celu zbawienia zepsutej ludzkości, nie ma w tym żadnego fałszu. W przeciwnym razie z pewnością by nie przybył, aby dokonać swego dzieła osobiście. W przeszłości Boże metody zbawienia obejmowały okazywanie najwyższego miłosierdzia i nieskończonej życzliwości – oto Bóg oddał wszystko szatanowi w zamian za całą ludzkość. Dzisiejsze czasy w niczym nie przypominają przeszłości: do zbawienia, którym obecnie was obdarzono, dochodzi w czasie dni ostatecznych, kiedy każdy zostaje sklasyfikowany zgodnie ze swoim rodzajem. Tym razem wasze zbawienie nie dokonuje się poprzez miłosierdzie ani nieskończoną życzliwość, tylko poprzez karcenie i sądzenie, aby człowiek mógł zostać zbawiony jeszcze dogłębniej. Dlatego też wszystko, co otrzymujecie, to karcenie, sąd i bezlitosne uderzenia, lecz wiedzcie jedno: w tych bezdusznych uderzeniach nie ma najmniejszej kary. Niezależnie od tego, jak srogie mogą być Moje słowa, wszystko, co wam się przydarza, to jedynie kilka słów, które mogą wam się wydawać kompletnie bezduszne. Niezależnie od tego, jak bardzo mogę być rozgniewany, wszystko, co na was spada, to wciąż tylko słowa wyrzutu, a Ja nie chcę was skrzywdzić ani zgładzić. Czyż to wszystko nie jest faktem? Wiedzcie, że obecnie wszystko, czy jest to sprawiedliwy sąd, czy bezduszne uszlachetnianie i karcenie, służy zbawieniu. Niezależnie od tego, czy dzisiaj każdy zostanie sklasyfikowany zgodnie ze swoim rodzajem, czy też ujawnione zostaną wszystkie kategorie ludzi, celem wszystkich słów Boga i Jego dzieła jest zbawienie tych, którzy prawdziwie Go kochają. Sprawiedliwy sąd ma oczyścić człowieka, a bezduszne oczyszczenie dokonuje się, aby go obmyć; srogie słowa lub karcenie mają na celu oczyszczenie i służą zbawieniu” (Powinieneś odłożyć na bok błogosławieństwa, jakie daje status, i zrozumieć Bożą intencję zbawienia człowieka, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Bóg przyszedł tym razem wykonać dzieło nie po to, by powalać ludzi, lecz by ich zbawić w największym możliwym zakresie. Nikt nie jest wolny od błędu – gdyby Bóg miał powalić wszystkich, czy to byłoby »zbawieniem«? Niektóre występki popełniane są umyślnie, a inne mimowolnie. Jeśli po zauważeniu rzeczy, które zrobiłeś mimowolnie, potrafisz się zmienić, to czy Bóg mógłby cię powalić, zanim tego dokonasz? Czy Bóg mógłby w taki sposób zbawiać ludzi? Bóg nie działa w ten sposób! Niezależnie od tego, czy masz buntownicze usposobienie, czy też działałeś mimowolnie, pamiętaj: powinieneś zastanowić się i poznać siebie. Dokonaj zwrotu natychmiast, ze wszystkich sił dąż do prawdy – i bez względu na okoliczności nie popadaj w rozpacz. Dzieło, które wykonuje Bóg, jest dziełem zbawienia człowieka i nie będzie On arbitralnie powalać ludzi, których chce zbawić. To jest pewne” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Byłam głęboko poruszona słowami Bożymi. Niezależnie od tego, czy słowa, które Bóg wypowiada do ludzi, są sądem, potępieniem czy przekleństwem, wszystkie one mają na celu zbawienie ludzi – mają one sprawić, by na ich podstawie ludzie poznali swoje własne skażone skłonności i nieczystości w swojej wierze, poznali swoją sprzeciwiającą się Bogu istotę oraz poznali sprawiedliwe, majestatyczne i nienaruszalne usposobienie Boga, tak aby rozwinęli w sobie bogobojne serce. W ten sposób mogą porzucić swoje błędne intencje, odrzucić swoje szatańskie zepsute skłonności i dostąpić Bożego zbawienia. Wierzyłam w Boga, ale nie znałam Jego ani Jego dzieła. Sprzeciwiałam się Bogu moim aroganckim usposobieniem. Kiedy mojemu dawnemu wyznaniu głoszono ewangelię królestwa Bożego, nie poszukiwałam jej ani nie badałam, a nawet przeszkadzałam innym wierzącym i powstrzymywałam ich przed tym. Boży sąd i potępienie moich działań w pełni ukazały Jego sprawiedliwe usposobienie. Ale kiedy Bóg osądził i potępił mnie swoimi słowami, nie określał mojego wyniku, a tym bardziej nie skazywał mnie na śmierć. Celem Boga było to, abym poznała Jego sprawiedliwe, majestatyczne i nienaruszalne usposobienie, tak abym mogła rozwinąć w sobie bogobojne serce. Jego celem było również to, abym zrozumiała naturę moich działań, zastanowiła się nad źródłową przyczyną mojej porażki oraz potrafiła okazać skruchę i się zmienić. W ten sposób Bóg mnie oczyszcza i zbawia. Bez względu na to, co Bóg powiedział, Jego nadzieją było to, abym przemyślała i zrozumiała moje buntownicze, sprzeciwiające się Bogu szatańskie usposobienie, tak abym mogła okazać skruchę i się zmienić. Tak jak mówi Bóg: „Dzieło, które wykonuje Bóg, jest dziełem zbawienia człowieka i nie będzie On arbitralnie powalać ludzi, których chce zbawić. To jest pewne”. Ograniczyłam Boże dzieło do Biblii, potępiając Jego dzieło dni ostatecznych i sprzeciwiając się mu, a nawet powstrzymując wierzących przed jego przyjęciem. Zrozumiałam, że chociaż wierzyłam w Boga, w ogóle Go nie znałam. Moje usposobienie było niezwykle aroganckie i nie miałam w sobie ani śladu bogobojnego czy pokornego serca. Dopuściłam się tak wielkiego zła, że powinnam zostać przeklęta i ukarana przez Boga. Ale Bóg nie potraktował mnie stosownie do moich złych uczynków. Zamiast tego przyprowadził mnie przed swoje oblicze poprzez ewangelię głoszoną przez moich braci i siostry i pozwolił mi zastanowić się nad sobą i poznać samą siebie poprzez sąd, potępienie i obnażenie zawarte w Jego słowach. Gdyby nie Boży sąd, wierzyłabym w Boga przez całe życie i nigdy bym się nad sobą nie zastanowiła ani nie poznała samej siebie. Nie rozpoznałabym swojej aroganckiej natury ani nie uświadomiłabym sobie, że wszystkie moje wysiłki i koszty, które ponosiłam, miały na celu otrzymanie błogosławieństw. Po prostu szłabym dalej złą drogą, buntując się przeciwko Bogu, sprzeciwiając się Mu, obrażając Jego usposobienie, by ostatecznie zostać przez Niego odrzuconą z pogardą i wyeliminowaną. To surowy Boży sąd mnie zbawił, dając mi szansę na poznanie samej siebie i okazanie Bogu skruchy. Bóg jedynie osądził mnie swoimi słowami; nie ukarał mnie, a nawet pozwolił mi cieszyć się tak obfitym zaopatrzeniem w Jego słowa i poprowadził mnie do zrozumienia wielu prawd. Tak wiele otrzymałam od Boga. Nawet bycie jedynie posługującą jest aktem Bożej łaski i Jego wywyższenia. Nawet jeśli w przyszłości nie czeka mnie dobry wynik i przeznaczenie, wciąż muszę dobrze wykonywać swoje obowiązki. Mam tak wielkie szczęście, że stanęłam przed Stwórcą i usłyszałam Jego głos. Moje życie nie poszło na marne. Bez względu na to, jaki będzie mój wynik w przyszłości, dziękuję Bogu i Go chwalę!
Później przeczytałam jeszcze trochę słów Bożych. Potrafiłam właściwie stawić czoła moim występkom, a ścieżka praktykowania stała się dla mnie jaśniejsza. Bóg Wszechmogący mówi: „Dopóki macie choćby cień nadziei, jakie powinno być wasze nastawienie, niezależnie od tego, czy Bóg pamięta wasze przeszłe występki, czy też nie? »Muszę dążyć do zmiany swojego usposobienia, dążyć do zdobycia wiedzy o Bogu, nigdy więcej nie dać się oszukać szatanowi i nigdy więcej nie zrobić niczego, co okryłoby wstydem Boże imię«. Ludzie są teraz tak dogłębnie skażeni i pozbawieni jakiejkolwiek wartości. Jakie są kluczowe kwestie, które decydują, czy mogą zostać zbawieni i czy istnieje dla nich jakakolwiek nadzieja? Kluczowe jest to, czy po wysłuchaniu kazania jesteś w stanie pojąć prawdę, czy potrafisz wcielić ją w życie i czy potrafisz się zmienić. To są najważniejsze kwestie. Jeśli odczuwasz jedynie wyrzuty sumienia, a gdy przychodzi czas działać, robisz tylko to, co chcesz, tak samo jak zawsze, i nie tylko nie poszukujesz przy tym prawdy, wciąż kurczowo trzymając się dawnych poglądów, metod i reguł, nie tylko nie zastanawiasz się nad sobą i nie starasz się poznać samego siebie, to jeszcze, zamiast tego, stajesz się coraz gorszy i wciąż upierasz się, by kroczyć swą dawną ścieżką, to wówczas nie będzie dla ciebie nadziei i powinieneś zostać skreślony. Mając większą wiedzę o Bogu i głębszą znajomość samego siebie, będziesz w stanie skuteczniej powstrzymywać się przed popełnianiem zła i grzeszeniem. Im bardziej gruntowna jest twoja znajomość własnej natury, tym lepiej będziesz w stanie się chronić, a przeanalizowawszy swe doświadczenia i wyciągnięte z nich wnioski, więcej już nie zawiedziesz” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Jeśli ludzie chcą rozwiązać problem swojego błędnego rozumienia Boga, to z jednej strony muszą poznać własne zepsute skłonności oraz przeanalizować i poznać popełnione przez siebie błędy, okrężne ścieżki, którymi szli, oraz swoje występki i zaniedbania. Tylko w ten sposób będą mogli wyraźnie zobaczyć własną naturę i zdobyć wiedzę na jej temat. Ponadto muszą wyraźnie dostrzegać, dlaczego obierają niewłaściwą ścieżkę i robią tak wiele rzeczy naruszających prawdozasady oraz jaka jest natura tych działań. Co więcej, muszą zrozumieć, jakie dokładnie są Boże intencje i wymagania wobec nich, dlaczego nigdy nie są zdolni postępować zgodnie z tymi wymaganiami, dlaczego ciągle występują przeciw Bożym intencjom i robią, co im się podoba. Przedstaw te rzeczy Bogu i módl się, zrozum je wyraźnie, a będziesz mógł diametralnie zmienić swój stan, zmienić sposób myślenia i pozbyć się błędnego rozumienia Boga. Niektórzy ludzie, niezależnie od tego, co robią, zawsze żywią niewłaściwe intencje, zawsze mają złe myśli i nie potrafią sprawdzić, czy ich stan wewnętrzny jest prawidłowy, czy nie, ani rozeznać go zgodnie ze słowami Boga. Ci ludzie mają zmącone umysły. Jedną z najbardziej wyraźnych cech takiej osoby jest to, że gdy zrobi coś złego, w obliczu przycięcia dalej tkwi w zniechęceniu, a nawet popada w rozpacz i stwierdza, że jest skończona i nie może zostać zbawiona. Czyż nie jest to wyjątkowo żałosne zachowanie człowieka ze zmąconym umysłem? Ktoś taki nie potrafi zastanowić się nad sobą w świetle Bożych słów, a w obliczu trudności nie umie szukać prawdy, aby rozwiązać problem. Czy to nie jest oznaka mocno zmąconego umysłu? Czy poddanie się rozpaczy pozwoli rozwiązać problemy? Czy można je rozwiązać, nieustannie zadręczając się negatywnymi myślami? Ludzie powinni zrozumieć, że jeśli popełnią jakiś błąd lub mają jakiś problem, powinni szukać prawdy, aby go rozwiązać. Muszą się najpierw zastanowić i zrozumieć, dlaczego popełnili zło, jaki zamiar temu towarzyszył i jaki mieli punkt wyjścia, dlaczego chcieli to zrobić i jaki był ich cel oraz czy ktoś ich do tego zachęcał, namawiał bądź sprowadził na manowce, czy też zrobili to świadomie. Należy przemyśleć te pytania i jasno to wszystko zrozumieć. Dzięki temu ludzie dowiedzą się, jakie błędy popełnili i kim są oni sami. Jeśli nie potrafisz rozpoznać istoty swojego złego postępowania ani niczego się z niego nauczyć, problemu nie da się rozwiązać. Wiele osób robi złe rzeczy i nigdy nie zastanawia się nad sobą ani nie poznaje samych siebie. Czy zatem tacy ludzie mogą kiedykolwiek okazać szczerą skruchę? Czy istnieje jakakolwiek nadzieja na ich zbawienie? Ludzie są potomstwem szatana i niezależnie od tego, czy obrazili Boże usposobienie, czy nie, ich naturoistota pozostaje taka sama. Powinni zastanowić się nad sobą i lepiej siebie poznać, wyraźnie zobaczyć, do jakiego stopnia zbuntowali się przeciwko Bogu i stawili mu opór oraz czy mogą jeszcze przyjąć prawdę i wprowadzić ją w życie. Jeśli zobaczą to wyraźnie, to będą wiedzieć, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znajdują. W gruncie rzeczy, zważywszy na swoją naturoistotę, wszyscy zepsuci ludzie są w niebezpieczeństwie; przyjęcie prawdy wymaga od nich wiele wysiłku i nie jest łatwe. Niektórzy ludzie dopuścili się zła i ujawnili swoją naturoistotę, podczas gdy inni jeszcze nie popełnili zła, ale niekoniecznie są wiele lepsi od pozostałych – po prostu nie znaleźli się w odpowiednich okolicznościach i nie mieli możliwości, aby zło popełnić. Ponieważ dopuściłeś się tych występków, musisz jasno rozumieć w sercu, jaką postawę powinieneś teraz przyjąć, z czego masz się rozliczyć przed Bogiem i co On chce zobaczyć. Musisz zrozumieć te rzeczy na drodze modlitwy i poszukiwania; wtedy będziesz wiedział, jak powinno w przyszłości wyglądać twoje dążenie, a przeszłe błędy nie będą już na ciebie wpływać ani cię ograniczać. Musisz kroczyć ścieżką, którą masz przed sobą, wykonywać swój obowiązek tak, jak powinno się to robić, i już więcej nie poddawać się rozpaczy; musisz w pełni wyjść z negatywizmu i błędnego rozumienia. Z jednej strony, obecne wykonywanie przez ciebie obowiązku ma odkupić twoje przeszłe występki i zaniedbania; jest to podejście negatywne i niezbyt pożądane, ale przynajmniej takie nastawienie powinieneś mieć. Z drugiej strony, musisz współpracować pozytywnie i proaktywnie, dołożyć wszelkich starań, aby dobrze wykonać obowiązek, który powinieneś wykonać, oraz wypełnić swoje zobowiązania i powinności. Tak właśnie powinna postępować istota stworzona. Bez względu na to, czy żywisz jakiekolwiek pojęcia na temat Boga albo czy przejawiasz zepsucie lub obrażasz Jego usposobienie, wszystkie te problemy musisz rozwiązać na drodze zastanawiania się nad sobą i poszukiwania prawdy. Musisz uczyć się na swoich niepowodzeniach i całkowicie wyjść z cienia negatywizmu” (Tylko przez dążenie do prawdy można wyeliminować własne pojęcia i błędne sposoby rozumienia Boga, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Ze słów Bożych zrozumiałam, że niezależnie od tego, czy Bóg pamięta, czy wybacza moje występki, dopóki istnieje choćby cień nadziei na zbawienie, nie powinnam się poddawać. Muszę po prostu skupić się na dążeniu do prawdy i do zmiany mojego usposobienia. To jest właściwa droga. To fakt, że popełniłam występki, ale teraz Bóg nie wydał mnie szatanowi ani nie odebrał mi prawa do wykonywania moich obowiązków. Mogę czytać słowa Boże, wykonywać swoje obowiązki i wciąż mam szansę dążyć do prawdy i zmiany usposobienia, więc nie mogę się poddać. To, czy Bóg pamięta, czy wybacza moje występki, zależy od Niego; nie do mnie należy zgadywanie. Wszystko, co muszę robić, to dążyć do prawdy. Bóg nie chce, abym była uwięziona przez moje występki, wykonując swoje obowiązki w stanie zniechęcenia. Jego intencją jest to, abym zrozumiała przyczynę mojej porażki, tak abym mogła okazać skruchę i się zmienić. Chce, abym przestała Go ograniczać moimi własnymi pojęciami i wyobrażeniami i przestała traktować moją ciężką pracę jako kartę przetargową do uzyskania błogosławieństw. Bez względu na to, co mnie spotyka, czy to coś wielkiego, czy małego, muszę patrzeć na to zgodnie z Jego słowami i te słowa praktykować. Słowa Boże skorygowały również moje błędne poglądy. Kiedyś myślałam, że różnię się od innych – że oni mają nadzieję na zbawienie dzięki wykonywaniu swoich obowiązków, ale ja, z powodu moich występków, mogę być jedynie posługującą i nigdy nie zostanę zbawiona, bez względu na to, jak bardzo bym do tego dążyła. To było niezrozumienie Boga. Po przeczytaniu Jego słów zrozumiałam, że wszyscy jesteśmy ludźmi skażonymi przez szatana i wszyscy mamy tę samą sprzeciwiającą się Bogu istotę. Tyle tylko, że ja dopuściłam się wykroczeń przeciwko Bożemu usposobieniu, co sprawiło, że mój problem był poważniejszy. To fakt. Czasu nie da się cofnąć. Bóg chce zobaczyć moją skruszoną postawę i to, co rzeczywiście przejawiam. Pomodliłam się do Boga: „Boże, rozumiem teraz Twoją intencję. Każdego dnia mojego życia będę dążyć do prawdy, dążyć do zmiany mojego usposobienia i dobrze wykonywać swoje obowiązki. Niezależnie od tego, czy mi wybaczysz, czy nie, jestem istotą stworzoną. Nawet jeśli sprawisz, że będę posługującą, wciąż jestem istotą stworzoną. Jestem gotowa dobrze i solidnie wykonywać swoje obowiązki”. Kiedy to zrozumiałam, w moim sercu zapanował o wiele większy spokój. Teraz, gdy Bóg przekazał nam wszystkie aspekty prawdy, widzę, że dążenie do niej jest najważniejsze. Niezależnie od mojego przyszłego wyniku czy tego, jak Bóg mnie potraktuje, skupię się na dążeniu do prawdy podczas wykonywania moich obowiązków i pozwolę, by słowa Boże stały się moim życiem. To jest to, do czego muszę dążyć. Przeszedłszy przez to doświadczenie, naprawdę poczułam, że Boży sąd jest dla mnie najlepszym zbawieniem. Dzięki Bogu!