Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa doświadczeń przed tronem sądu Chrystusa

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

70. Dlaczego obrałam ścieżkę faryzeuszy

Autorstwa Suxing, Prowincja Shanxi

Jestem osobą o aroganckiej i zarozumiałej naturze, która zbytnio dba o pozycję. W swojej wierze od wielu lat jestem związana przez reputację oraz stanowisko i nie jestem w stanie się od nich uwolnić. Raz za razem dostaję awans, a następnie jestem zastępowana. Na moim stanowisku doświadczyłam wielu niepowodzeń, a moja droga była bardzo wyboista. Po wielu latach rozprawiania się ze mną i oczyszczania poczułam, że nie jestem już tak przejęta swoją pozycją. Nie chcę być taka, jaka byłam w przeszłości, kiedy sądziłam, że jeśli tylko będę przywódcą, mogę być doskonalona przez Boga, a jeśli nim nie będę, to nie ma dla mnie nadziei. Zrozumiałam, że niezależnie od tego, jakie obowiązki pełnię, wystarczy tylko dążyć do prawdy, a Bóg mnie udoskonali oraz że dążenie do osiągnięcia reputacji i pozycji jest drogą antychrysta i obraża Boskie usposobienie. Wtedy pomyślałam, że bez względu na pełnione obowiązki, mogę zaakceptować brak pozycji i okazać posłuszeństwo. W chwilach gdy ujawniało się zepsucie związane z dążeniem do sławy i pozycji, potrafiłam sobie z tym poradzić poprzez poszukiwanie prawdy. Bez względu na trudności, jakie napotkam podczas pełnienia swoich obowiązków, byłam gotowa ponieść koszty. Dlatego pomyślałam, że już wkroczyłam na ścieżkę dążenia do prawdy. Wydawało mi się, że odzyskałam nieco człowieczeństwa i rozumu. Jednak dzięki temu, co ujawniły fakty, dostrzegłam, że tak naprawdę nie wkroczyłam na ścieżkę dążenia do prawdy. Byłam bardzo daleko od celu.

Pod koniec czerwca 2013 tutejszy przywódca został zastąpiony, bo nie podejmował praktycznych działań, a kiedy zastanawiano się nad kandydaturami, moi bracia i siostry wybrali mnie na nowego przywódcę. Kiedy usłyszałam, że mam przyjąć tak wielką odpowiedzialność, nieco się zaniepokoiłam, bo czułam, że nie posiadam rzeczywistości prawdy i że nie będę w stanie wykonać tej pracy. Pomyślałam: „Zakres obowiązków jest tak duży i jest tak wiele braci i sióstr. Jak mogę im przewodzić? Zastępowano już osoby przewyższające mnie charakterem. Jak mogę zrobić to lepiej? Obawiam się, że skończy się na tym, że mnie również wymienią. Nie jestem już skłonna dążyć do tak wysokiego stanowiska. Jeśli tylko będę w stanie wypełniać swoje obowiązki, to już będzie dobrze”. Dlatego natychmiast odmówiłam: „Nie, nie mam odpowiednich kwalifikacji do tej pracy”. Wymyślałam różne uzasadnienia i wymówki. Byłam w pełni przekonana, że to racjonalna decyzja i że to prawda. Później, dzięki rozmowie z braćmi i siostrami, zorientowałam się, że obawiam się ponownego ujawnienia, w razie objęcia stanowiska przywódcy, ponieważ trzymam się szatańskich trucizn w moim wnętrzu. Mówi się, że „im są więksi, tym dotkliwiej odczuwają porażkę” oraz „na szczycie jest się samotnym”. Zawsze czułam, że bycie przywódcą to coś niebezpiecznego. Choć teoretycznie wiedziałam, że powodem zastępowania tych ludzi było to, że nie dążyli do prawdy, byli zbyt niegodziwi i robili różne złe rzeczy, w głębi duszy wierzyłam, że jeśli nie będę ważnym przywódcą, to nie będzie okazji do czynienia zła. Po prostu się chroniłam. Wtedy zdarzyło się, że z powodu mojej wiary i głoszenia ewangelii byłam ścigana przez KPCh i nie mogłam wrócić do domu. Nie miałam wyjścia. Gdybym została ważnym przywódcą, a w efekcie obraziła Boże usposobienie i została wydalona, ze względu na brak wiary i złe uczynki, wtedy naprawdę nie mogłabym dalej żyć. Żyłam pogrążona w mroku i udręce, ograniczona tymi pojęciami i truciznami. W swoim utrapieniu jedyne co mogłam zrobić, to wołać do Boga: „Boże, w obliczu tej odpowiedzialności wiem, że to Ty mnie wywyższyłeś. Wiem, że odmowa jej przyjęcia jest zdradzeniem Ciebie. Ale w tej chwili żyję ograniczona przez szatańskie trucizny i nie jestem w stanie się od tego uwolnić. Bardzo się boję, że poniósłszy tę wielką odpowiedzialność, zostanę ukarana za czynienie wielkiego zła, które obraża Twoje usposobienie, bo moja natura jest niebezpieczna i nie posiadam prawdy. O Boże! Odczuwam ból i konsternację. Nie wiem, jak Ci się podporządkować. Błagam Cię, Boże, pomóż mi i zbaw mnie”. Podczas modlitwy Bóg mnie oświecił, bym skierowała swoje myśli ku fragmentowi Jego słów: „A wasza wiedza o Mnie nie kończy się na tym niezrozumieniu; jeszcze gorsze jest wasze bluźnierstwo przeciwko Duchowi Bożemu i oczernianie Nieba. Dlatego powiadam, że taki sposób wiary, jak wasz, spowoduje jedynie, że będziecie oddalać się ode Mnie i nasili się wasz opór w stosunku do Mnie. Przez wiele lat pracy widzieliście wiele prawd, ale czy wiecie, co Moje uszy słyszały? Ilu z was jest gotowych zaakceptować prawdę? Wszyscy wierzycie, że jesteście gotowi zapłacić cenę zaprawdę, ale ilu naprawdę cierpiało za prawdę? Wszystko, co istnieje w waszych sercach, jest niegodziwością i dlatego wierzycie, że każdy jest podstępny i zły, bez względu na to kim jest” („Jak poznać Boga na ziemi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Bożego sądu zamieniły mój ból i oszołomienie w strach i drżenie. A zwłaszcza te słowa: „bluźnierstwo przeciwko Duchowi Bożemu”, „oczernianie Nieba”, „Wszystko, co istnieje w waszych sercach, jest niegodziwością” były jak miecz przeszywający moje serce i sprawiły, że poczułam sprawiedliwość, majestat i gniew Bożego usposobienia. Dostrzegłam, że w tamtym momencie mój stan był taki, że naprawdę stawiałam opór i bluźniłam przeciw Bogu i że sytuacja była bardzo poważna! Dopiero wtedy moje zbuntowane serce zdołało się odmienić. Padłam na twarz przed Bogiem, by zbadać i przeanalizować swoje zepsucie, i pragnęłam się Mu podporządkować. Rozmyślałam o wszystkich tych latach wiary w Boga. Wielokrotnie doświadczałam Jego sądu oraz karcenia. Jednak nie dość, że nie rozpoznałam w tym wszystkim Bożej miłości i zbawienia, to jeszcze tak naprawdę źle Go rozumiałam i coraz bardziej się przed Nim broniłam. Obwiniałam Boga o wszystko, co było niesprawiedliwe, jak gdyby Boże dzieło było zbyt uciążliwe dla człowieka. Po wielu latach doświadczania Bożego dzieła moja relacja z Bogiem nie stała się ani bliższa ani właściwsza. Wręcz przeciwnie, coraz bardziej separowałam i oddalałam się od Boga, tworząc ogromną przepaść, której nie potrafiłam pokonać. Czy takie plony miałam zbierać po wszystkich tych latach? Wtedy się zorientowałam, że moja samolubna, godna pożałowania natura doprowadza mnie do zdrady swojego sumienia. Zapomniałam o cenie, jaką Bóg zapłacił dla mnie, o Jego zbawieniu i o tym, jak mnie przez lata kształtował. Wtedy przepełniały mnie wyrzuty sumienia oraz skrucha i znowu modliłam się do Boga: „Boże, już nie będę żyć truciznami szatana. Nie zranię ponownie Twojego serca. Jestem skłonna przyjąć Twój sąd i karcenie, odwrócić się od moich błędnych poglądów i wypełniać dobrze swoje obowiązki, aby ukoić Twoje serce”. Potem przeczytałam fragment kazania: „Każdy, kto nie kocha Boga, jest na ścieżce antychrysta i ostatecznie zostanie zdemaskowany i wyeliminowany. Boże dzieło dni ostatecznych to zbawienie i doskonalenie ludzi, a każda niegodziwa osoba, która nie będzie zbawiona, zostanie zdemaskowana i wyeliminowana. W związku z tym każdy człowiek podąży za podobnymi sobie. Dlaczego okazuje się, że tak wielu ludzi, mając pozycję i władzę, czyni różnorakie zło? To nie dlatego, że ich pozycja im szkodzi. Zasadniczym problemem jest istota natury człowieka. Pozycja może z pewnością zdemaskować ludzi, ale jeśli człowiek o dobrym sercu ma wysoką pozycję, nie popełni rozmaitych złych uczynków. Niektórzy ludzie nie czynią zła, gdy nie mają pozycji; powierzchownie wydają się być dobrymi ludźmi, ale kiedy już zdobywają pozycję, czynią różnorakie zło” (Rozmowy zwierzchnika). Dzięki tym słowom dostrzegłam, jak absurdalne i niedorzeczne były pojęcia, które nosiłam w swoim sercu. Tak naprawdę to, czy ktoś jest w stanie kroczyć ścieżką dążenia do prawdy nie zależy od tego, czy ma pozycję, czy jej nie ma, a jednocześnie nie jest tak, że posiadanie pozycji utrudnia kroczenie tą ścieżką. Przede wszystkim chodzi o to, czy natura danej osoby ma zamiłowanie do prawdy i czy taka osoba kocha Boga. Wydawało mi się, że dzięki temu, iż przez wiele lat „byłam hartowana”, przestałam się tak bardzo przejmować moją pozycją; myślałam, że jestem jak źdźbło trawy, które nie dąży do tego, by wyrosnąć na wielkie drzewo, i że potrafię być szczera w dążeniu do prawdy i pełnieniu swoich obowiązków. Sądziłam, że nie będę już taka jak wcześniej, kiedy czułam ból, słabość, zniechęcenie i rozpacz, widząc, jak kościół awansuje innych ludzi zamiast mnie. Dzięki tym objawom wierzyłam, że moje usposobienie uległo pewnej przemianie i że już kroczę ścieżką Piotra. Jednak potem, w świetle faktów i prawdy, wyraźnie dostrzegłam swoje prawdziwe oblicze: tak naprawdę nie rezygnowałam z pozycji, lecz byłam raczej sprytniejsza i przebieglejsza. Moje zepsute usposobienie po prostu lepiej się ukryło. Mimo tego, że wielokrotnie się ze mną rozprawiano, wciąż nie oddałam swego serca Bogu i szczerze nie starałam się Go kochać. Nauczyłam się raczej, jak analizować i obserwować i skupiłam się na tym, jak zachować siebie. Widoki na własną przyszłość wciąż wiele dla mnie znaczyły. Zaszczepiłam w swoim sercu absurdalne przekonanie, jakoby „wysokie stanowiska nie były bezpieczne”. Czyż nie było to złe rozumienie Boga i chronienie siebie przed Nim? Jak mogło to być okazywaniem miłości Bogu i kroczeniem ścieżką Piotra?

Odnośnie do moich błędnych poglądów, przeczytałam „Zasady określania własnego obowiązku i miejsca” oraz „Zasady ponoszenia kosztów dla Boga” w „Praktyce i ćwiczeniach postępowania opartego na zasadach”. Przeczytałam modlitwę Piotra: „Wiesz, co potrafię zrobić i wiesz również, jaką rolę mogę odegrać. Twoje życzenie jest moim rozkazem i poświęcę Tobie wszystko, co mam. Tylko Ty wiesz, co mogę dla Ciebie zrobić. Chociaż szatan tak bardzo mnie zwiódł, że buntowałem się przeciwko Tobie, wierzę, że nie pamiętasz mi tych grzechów, że nie postąpisz ze mną na ich podstawie. Pragnę Tobie poświęcić całe moje życie. Nie proszę o nic, nie mam też innych nadziei ani planów; chcę działać tylko zgodnie z Twoim zamiarem i czynić Twoją wolę. Będę pić z Twojego pucharu goryczy i jestem na Twoje rozkazy” („Jak Piotr poznał Jezusa” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Nie ma żadnej korelacji między obowiązkiem człowieka, a tym, czy jest błogosławiony albo przeklęty. Obowiązek jest rzeczą, którą człowiek powinien wykonać. Jest to święty obowiązek, który nie może zależeć od rekompensaty, warunków czy przyczyn. Tylko wówczas jest to wykonywanie swojego obowiązku. Człowiek błogosławiony raduje się dobrem, kiedy jest doskonalony po sądzie. Człowiek przeklęty otrzymuje karę, kiedy jego usposobienie pozostaje niezmienione po skarceniu i sądzie, co znaczy, że nie jest on udoskonalony. Jako istota stworzona człowiek ma wypełnić swój obowiązek, zrobić, co powinien i co jest w stanie zrobić, bez względu na to, czy będzie błogosławiony czy przeklęty. Jest to podstawowy warunek dla człowieka, który szuka Boga. Nie powinieneś spełniać swojego obowiązku tylko dla uzyskania błogosławieństwa i nie powinieneś odmawiać działania z obawy przed byciem przeklętym. Pozwólcie, że coś wam powiem. Jeżeli człowiek jest w stanie spełnić swój obowiązek, to znaczy, że robi to, co należy. Jeżeli człowiek nie jest w stanie spełnić swojego obowiązku, pokazuje to jego buntowniczość” („Różnica pomiędzy służbą wcielonego Boga a obowiązkiem człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). W Bożych słowach można dostrzec, że Piotr przez całe swoje życie dążył do tego, by naprawdę nauczyć się kochać Boga i że stosował się we wszystkim do Bożych ustaleń. Nie dokonywał własnych wyborów, ani nie stawiał wymagań. Bez względu na to, jak Bóg wszystko ustalał, zawsze się podporządkowywał. Ostatecznie wypełnił swój obowiązek jako stworzenia, osiągając posłuszeństwo aż do śmierci i największą miłość do Boga. Sukces Piotra w wierze w Boga nie miał nic wspólnego z jego statusem. Piotr był apostołem i Pan Jezus zlecił mu, by był pasterzem kościołów. Nie pracował na swoim stanowisku jako apostoł – usuwał się w cień, był pracowity i sumienny w wypełnianiu swoich obowiązków jako stworzenia, by kochać Boga i się Mu podporządkowywać. Uzyskał Boże zadowolenie, wypełniając swoje obowiązki całym swoim sercem, całą swoją siłą i całym swoim umysłem. To była tajemnica jego sukcesu. Porównując siebie z modlitwą Piotra oraz sądem i karceniem Bożego słowa, poczułam ogromny wstyd. Słowa Boga ugodziły mnie prosto w serce i pozwoliły mi dostrzec, że byłam nieposłuszna i sprzeciwiałam się Bogu. W swojej wierze zawsze zachowywałam własne wybory, wymagania i plany. Przez wszystkie te lata byłam zajęta zabieganiem o przeznaczenie, widoki na przyszłość, sławę, zyski i pozycję. Gdy tylko wypełniałam niektóre ze swoich obowiązków, starałam się dobić targu z Bogiem, a nawet chciałam, by Bóg dał wyraz Swojej aprobaty i zagwarantował, że zostanę zbawiona. To, że wymagałam tego od Boga, ujawniło, iż moja natura była zbyt egoistyczna. Nie miałam rozumu ani sumienia, jakie powinna mieć istota stworzona. Odrzuciłam to, co mi zlecono, przez moją podstępną naturę. Odrzuciłam Boże wezwanie po to, by zachować samą siebie, a co więcej używałam niedorzecznych argumentów i szukałam wymówek. Próbowałam przekonywać Boga. Byłam nierozsądna. Wtedy przeczytałam Boże słowa, „Jeżeli człowiek jest w stanie spełnić swój obowiązek, to znaczy, że robi to, co należy. Jeżeli człowiek nie jest w stanie spełnić swojego obowiązku, pokazuje to jego buntowniczość”. W głębi swojego sumienia poczułam się oskarżona. Wszystko, co mam, zostało dane przez Boga, a wszystko, co jestem w stanie zrobić, czego doświadczam, zostało zaplanowane przez Boga. Wielokrotnie doświadczam Bożego sądu i karcenia po to, bym mogła odzyskać rozum i sumienie oraz odwrócić się od błędnych poglądów i bym była w stanie prawdziwie wypełniać swoje obowiązki jako stworzenie. Za tym wszystkim stoją łaskawe zamierzenia Boga! Bez względu na to, czego Bóg ode mnie wymaga, powinnam ofiarowywać siebie i odpłacić za Bożą miłość. Wszelkie inne postępowanie jest zdradą zasługującą na karę! To, co mi zlecono, nie zostało ustalone przez jakąś jedną osobę. Był to raczej przygotowany przez Boga test na ścieżce, jaką kroczyłam, oraz sprawdzian mojej prawdziwej postawy przez te wszystkie lata. Nie posiadłam rzeczywistości prawdy, a moja postawa była niedojrzała. Bóg obdarzył mnie tą odpowiedzialnością, ale wtedy nie wymagał ode mnie pełnych kwalifikacji. Chodziło Mu raczej o to, bym mogła usprawnić swoje dążenie do prawdy, przyjąć szkolenie, nadrobić braki, dać z siebie wszystko i wkroczyć w rzeczywistość kochania Boga całym sercem, duszą, siłą i umysłem. W przeszłości byłam pełna absurdalnych pojęć. Wierzyłam, że określiłam swoje obowiązki i stanowisko. Zastanawiałam się nad tym, że chociaż wypełniałam swoje obowiązki z takim nastawieniem i w takim kontekście, i nie byłam często poddawana oczyszczeniu, ani nie byłam pod dużą presją, to nie robiłam zbytnich postępów w swoim życiu, a moje usposobienie bardzo się nie zmieniło. Przez to ujawniło się właśnie moje zdeprawowane usposobienie, bo nie dążyłam do prawdy, a rozkoszowałam się czasem wolnym od pracy i byłam zadowolona ze swojej sytuacji. Okazało się również, że w sposobie, w jaki pełniłam swoje obowiązki w wierze, chodziło tylko o otrzymanie błogosławieństw i dobrego przeznaczenia, a nie o to, by dążyć do kochania i zadowolenia Boga. Wtedy ostatecznie dotarło do mnie: po tych wszystkich latach wydawało mi się, że już kroczę ścieżką, którą Piotr dążył do prawdy. Ale tamtego dnia fakty ujawniły, że przywiązywałam największą wagę do widoków na swoją przyszłość. Nie miałam ani odrobiny miłości do Boga i nie byłam skłonna nieść ciężkiego brzemienia czy zaofiarować całej siebie dla Boga. Jak mogło to być zgodne z dążeniem Piotra?

W trakcie swoich poszukiwań natrafiłam na słowa Boga: „Jako stworzenie Boże człowiek powinien starać się spełniać swój obowiązek i kochać Boga bez dokonywania innych wyborów, gdyż Bóg jest godny miłości człowieka. Ci, którzy starają się kochać Boga, nie powinni poszukiwać żadnych osobistych korzyści ani tego, czego osobiście pragną. Jest to najpoprawniejszy środek dążenia. Jeżeli prawda jest tym, czego szukasz, wprowadzasz w życie to, co jest prawdą, a to, co zdobywasz jest zmianą twojego usposobienia, wówczas ścieżka, którą kroczysz, jest właściwa. Jeżeli to, czego szukasz, to błogosławieństwo ciała, a to, co wprowadzasz w życie, jest prawdą zgodną z twoim koncepcjami i jeżeli nie następuje zmiana twojego usposobienia, a ty w ogóle nie jesteś posłuszny Bogu wcielonemu i nadal żyjesz w stanie nieokreślonym, wówczas to, czego szukasz z pewnością zaprowadzi cię do piekła, bo ścieżka, którą idziesz, jest ścieżką porażki. To, czy zostaniesz udoskonalony, czy wyeliminowany, zależy od twojego własnego dążenia i należy powiedzieć, że sukces i porażka zależą od ścieżki, którą idzie człowiek” („Sukces i porażka zależą od ścieżki, którą idzie człowiek” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”).

Słowo Boże jest prawdą, drogą i życiem i już ujawniło drogę Piotra do sukcesu, a także ścieżkę praktykowania w celu osiągnięcia sukcesu. Droga Piotra do sukcesu nie oznaczała tylko, że nie dążył do pozycji bądź nie grymasił w wyborze swoich obowiązków. Nie chodziło tylko o to, że został podbity w swoich negatywnych aspektach. Chodziło przede wszystkim o pozytywne dążenie do kochania Boga i o spełnianie obowiązku stworzenia. Ponadto, kroczenie właściwą ścieżką przyniesie wiele pozytywnych i rzeczywistych efektów, takich jak lepsze poznanie Boga, coraz lepsze podporządkowanie się poprzez dążenie do prawdy i wcielanie jej w życie oraz wyzbycie się własnych wymagań, nadziei i nieczystości. Twoje usposobienie ulegnie przemianie, a co ważniejsze, lepiej wkroczysz w prawdę i będziesz mieć coraz bardziej autentyczną miłość do Boga tak, że całkowicie zaofiarujesz się Bogu bez żadnych próśb i będziesz wiernie kochać Boga przez całe życie. Jednak w świetle ujawnionych faktów, gdzie było moje wyrażenie wkroczenia w rzeczywistość prawdy? Gdzie było moje wyrażenie uzyskania prawdy i przemiany mojego usposobienia? Gdzie było moje wyrażenie prawdziwej miłości do Boga? Nic takiego nie miało miejsca! Gdybym naprawdę wkroczyła, byłabym w stanie się podporządkować, niezależnie od tego, co Bóg ustalił; byłabym także bardziej skłonna zaofiarować się Bogu i odpłacić za Jego miłość. Dzięki tym faktom oraz sądowi i karceniu słów Bożych zdołałam dostrzec, że kroczę niewłaściwą ścieżką. Nie kroczyłam ścieżką wypełniania swoich obowiązków stworzenia ani nie dążyłam do kochania Boga. Byłam raczej na ścieżce dążenia do własnych interesów i osobistych nadziei. To była ścieżka oszukiwania Boga, podążania za Nim pod przymusem i ponoszenia kosztów w ograniczonym zakresie po to, by zachować siebie. Zawsze dążyłam do cielesnych przyjemności. Nie byłam skłonna przyjąć Bożego sądu i karcenia ani uzyskać prawdy po to, by zapewnić sobie chwilowe wygody. Głęboko w sercu nosiłam taki pogląd: „Po prostu postaram się spokojnie wypełniać swoje obowiązki i nie obrażać usposobienia Bożego. W końcu uzyskam dobre przeznaczenie i tyle wystarczy”. Słowo Boże wielokrotnie pokazywało, że podstawową przyczyną niepowodzenia Pawła było jego postępowanie wobec Boga. Ciężko pracował na swoją przyszłą nagrodę i koronę, ale nie miał ani trochę uległości i miłości do Pana stworzenia. Ostatecznie doprowadziło to do tego, że poniósł porażkę i został ukarany przez Boga. Słowa Boże wyraźnie nas upominają: „(…) ci, którzy myślą tylko o własnym celu, w ostateczności poniosą klęskę, albowiem przyczyną wszelkich niepowodzeń w ludzkiej wierze w Boga jest zwiedzenie” („O celu wędrówki” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). To prawda! Zaangażowanie tego typu nie jest szczere. To tylko pozory i oszustwo. Byłam naprawdę uparta i unikałam sądu Bożego, krocząc swoją własną ścieżką. Kiedy doświadczyłam Bożego dzieła zbawienia, nie byłam w stanie odróżnić dobra od zła i odmówiłam przyjęcia zlecenia od Boga. W zamian oddawałam Bogu jedynie nieporozumienia, opór i zdradę. To właśnie wtedy wyraźnie dostrzegłam jak egoistyczna i godna pożałowania była moja natura. Wierzyłam w Boga przez te wszystkie lata i radowałam się Bogiem, a mimo tego wciąż spiskowałam przeciw Niemu i ciągle się z Nim targowałam. Nie miałam w swoim sercu ani krzty miłości do Boga. To właśnie dlatego kroczyłam złą ścieżką i właśnie o tym Bóg mówił: „Ponieważ człowiek nie jest dobry w całkowitym oddaniu się Bogu; ponieważ człowiek nie jest gotowy do spełniania swojego obowiązku względem Stwórcy; ponieważ człowiek zobaczył prawdę, ale jej unika i idzie swoją własną ścieżką; ponieważ człowiek zawsze poszukuje podążając ścieżką tych, którzy ponieśli porażkę; ponieważ człowiek zawsze przeciwstawia się Niebu – tym samym zawsze ponosi porażkę, zawsze daje się nabrać na podstępy szatana i wpada w swoje własne sieci” („Sukces i porażka zależą od ścieżki, którą idzie człowiek” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Wtedy przeczytałam fragment kazania: „Są ludzie, którzy nie umieją się uchronić przed takimi obawami: »Wypełniam swój obowiązek, ale obawiam się wkroczenia na ścieżkę antychrysta. Obawiam się, że zrobię coś złego i stawię opór Bogu.« Czy wiele osób ma tego rodzaju obawy? Zwłaszcza ci, którzy służą jako pracownicy i przywódcy, widzieli, jak pewna osoba, która wcześniej tak pilnie się starała, miała talent i chęć, następnie upadała. Inna osoba dość dobrze nauczała, ale w końcu też nieoczekiwanie upadła. Mówią: »Jeśli będę to robić, czy skończę tak jak oni i też upadnę?« Gdybyś był kimś, kto kocha Boga, czy nadal obawiałbyś się o to? Gdybyś miał prawdziwą miłość do Boga, czy twoje obawy nadal miałyby nad tobą kontrolę? Ludzie, którzy kochają Boga, zawsze liczą się z Jego wolą i nie zrobią czegoś złego. … Jeśli jesteś w stanie odróżnić to, na czym polega kroczenie ścieżką antychrysta, od tego, na czym polega kroczenie ścieżką dążenia do prawdy i doskonalenia siebie, to dlaczego obawiasz się wkroczenia na ścieżkę antychrysta? Czyż ten strach nie dowodzi, że nadal chcesz nią kroczyć i że nie jesteś skłonny porzucić tej złej ścieżki? Czyż nie na tym polega problem?” („Jak dążyć do kochania Boga i dawać świadectwo o Bogu” w książce „Kazania i rozmowy na temat wejścia w życie IX”). Dzięki słowom Bożym i temu kazaniu wyraźniej dostrzegłam, że ci, którzy Boga nie kochają, są na ścieżce antychrysta i że brak miłości do Boga jest źródłem porażki w wierze. Wyraźniej dostrzegłam również szatańskie uzasadnienia i usprawiedliwienia, jakie skrywałam w sobie. Nie byłam skłonna przyjąć większej odpowiedzialności i bałam się kroczyć ścieżką porażki, co ujawniło, że moja natura była samolubna, godna pożałowania i zła. Okazało się, że za bardzo kochałam siebie i szatana. Zrozumiałam także, że ludziom, którzy od wielu lat wierzyli w Boga, a nadal Go nie kochali, brakowało zwykłego człowieczeństwa. Można powiedzieć, że oni wszyscy mieli do pewnego stopnia złą naturę. Wszyscy byli samolubnymi, żałosnymi i złymi ludźmi. Jednocześnie doprowadziło mnie to do autentycznej odmiany moich błędnych poglądów, uwolnienia mojej duszy i zyskania właściwego kierunku w dążeniu i na ścieżce praktykowania. Już nie chciałam żyć egoistycznie i żałośnie tylko dla siebie. Pragnęłam jedynie podporządkować się Bogu i być posłuszną wszystkim Jego ustaleniom. Chciałam dążyć do prawdy i praktykować miłość do Boga, wypełniając swoje obowiązki.

Bogu niech będą dzięki za Jego sąd i karcenie, które odmieniły cel mojego dążenia i zawróciły mnie ze złej ścieżki. Dzięki temu prawdziwie rozpoznałam esencję natury szatana w sobie i znalazłam źródło swojej porażki. Wierzyłam w Boga przez te wszystkie lata, ale nigdy nie kochałam Boga, więc czułam wstyd i miałam poczucie winy. Moje serce pragnęło rozwinąć prawdziwą miłość do Boga. Piotr został udoskonalony, ponieważ naprawdę kochał Boga i dlatego, że miał wolę i wytrwałość w dążeniu do prawdy. Choć jestem od tego daleka, już nie będę żyć w tak nikczemny i odrażający sposób, by zachować siebie. Jestem skłonna uczynić miłość do Boga celem mojego dążenia – nie będę szczędzić wysiłków i zapłacę każdą cenę w wypełnianiu swoich obowiązków. Szczerze poniosę ciężar swoich obowiązków, wcielę prawdę w życie i wkroczę w rzeczywistość kochania Boga przy jednoczesnym wypełnianiu swoich obowiązków.

Wstecz:Szatańska filozofia jest niszczącą pułapką

Dalej:Zrozumienie serca Boga może wyeliminować błędne wyobrażenia

Powiązane treści