Twój obowiązek to nie twoja kariera

02 lutego 2022

Autorstwa Cheng Nuo, Francja

W zeszłym roku odpowiadałam za pracę dwóch kościołów dla nowych wyznawców. Czasami ludzie byli przenoszeni z naszego kościoła, by spełniać obowiązek gdzie indziej. Początkowo chętnie współpracowałam i szybko polecałam ludzi. Ale po jakimś czasie stwierdziłam, że coraz trudniej mi wykonać pracę, kiedy tracę najlepszych ludzi. Martwiłam się, że moje wyniki się pogorszą, a przywódca zwolni mnie za nieskuteczność i mój status będzie zagrożony. Więc przestałam już tak chętnie oddawać swoich ludzi. Niebawem zauważyłam, że nowa wyznawczyni, siostra Ranna, ma dobry charakter i się angażuje, czyta słowa Boga i ogląda kościelne wideo, zawsze pyta mnie o praktykowanie prawdy i wchodzenie w rzeczywistość. Wiedziałam, że potrzebujemy liderki grupy podlewającej i że powinnam wyszkolić ją do tej roli, więc zajęłam się nią, żeby zrozumiała więcej prawd i mogła podjąć się tego zadania. Nie dość, że podlewałam nowych wyznawców, to jeszcze wyglądało na to, że poprawiają się moje wyniki, a ludzie pomyślą, że jestem bardzo kompetentna – dobra sytuacja dla wszystkich. Pewnego dnia przywódczyni powiedziała mi, że inny kościół potrzebuje kogoś do podlewania, więc ponieważ siostra Ranna tak dobrze sobie radzi, powinna przejąć ten obowiązek. Rozzłościło mnie to, bo szkoliłam ją, żeby była moją liderką od podlewania, a ten inny kościół nie był jedynym, gdzie potrzebowano ludzi. Bardzo się temu opierałam. Kilka dni później przywódczyni ponownie wspomniała o przeniesieniu siostry Ranny, mówiąc, że ma dobry charakter i można ją wyszkolić, by objęła wyższe stanowisko. Opierałam się jeszcze bardziej, myśląc: „Chcesz ją tak po prostu zabrać? Jeśli praca naszego kościoła jeszcze bardziej ucierpi, zostanę zwolniona”. Powiedziałam: „Sądziłam, że zostanie tutaj i wyszkolę ją na przywódczynię”. Wiedziałam, że w tamtym kościele było więcej nowych wyznawców i bardziej potrzebowali podlewania. Nie odważyłam się powiedzieć wprost, że jej nie puszczę, ale byłam zła i czułam się strasznie; nie mogłam się z tym pogodzić. Trochę wcześniej przywódczyni przeniósł dwójkę liderów z naszych kościołów, więc ciągle obsadzałam zwolnione stanowiska i szkoliłam nowych ludzi, ale co ważniejsze, trudno było o dobrych kandydatów. Jeśli nie będę miała dobrych wyników, stracę szansę, żeby dobrze wypaść. Nie czułam się na siłach spełniać obowiązek i byłam nieszczęśliwa. Czułam się tak źle potraktowana, że nie mogłam powstrzymać łez. Widząc mnie w takim stanie, przywódczyni omówiła ze mną wolę Boga i Jego wymagania, ale wcale jej nie słuchałam. Dodała też, że swoim zachowaniem wstrzymuję pracę kościoła, ale nie mogłam tego przyjąć. Myślałam: „Ja nie dbam o pracę kościoła? Jak sądzisz, że stoję wam na drodze, to sama się tym zajmij. Wylej mnie i nie będziesz już miała ze mną kłopotów”. Poczułam się źle, mając takie myśli, więc pomodliłam się: „Boże, nie mogę się temu podporządkować. Czuję, że zostałam niesprawiedliwie potraktowana. Pomóż mi zrozumieć, co jest ze mną nie tak”.

Zastanawiałam się, dlaczego, kiedy przywódczyni dokonywała normalnych zmian, nikt nie miał z tym problemu, tylko ja. Musiałam z tym walczyć. Czułam wielki wewnętrzny opór i nie były to odosobnione przypadki. Czemu nie umiałam się podporządkować? Przypomniałam sobie wtedy fragment słów Boga: „Nie ty zarządzasz obowiązkiem – nie jest to twoja własna kariera ani twoja praca; jest to natomiast dzieło Boga. Dzieło Boga wymaga od ciebie współpracy, co daje początek twojemu obowiązkowi. Częścią dzieła Boga, z którą człowiek musi współpracować, jest jego obowiązkiem. Obowiązek jest częścią dzieła Boga – nie jest to twoja kariera, twoje sprawy domowe ani wydarzenia z twojego życia osobistego. Bez względu na to, czy twój obowiązek dotyczy spraw zewnętrznych, czy wewnętrznych, jest on dziełem domu Bożego, stanowi jedną część Bożego planu zarządzania i jest to zadanie, które powierzył ci Bóg. Nie jest to twoja osobista sprawa. Jakże więc powinieneś traktować swój obowiązek? Wynika z tego, że nie możesz wykonywać swojego obowiązku jak ci się żywnie podoba” („Tylko poszukując prawdy-zasad można dobrze wykonać swój obowiązek” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Czym właściwie jest obowiązek? Czy można uczciwie powiedzieć, że gdy już zostanie na ciebie nałożony obowiązek, staje się on twoją sprawą osobistą? Niektórzy ludzie mówią: »Kiedy został mi dany obowiązek, czy nie jest to moja własna sprawa? Mój obowiązek jest moją odpowiedzialnością, a czy to, za co jestem odpowiedzialny, nie jest moją sprawą osobistą? Skoro traktuję obowiązek jako sprawę osobistą, czy tym samym nie wykonam go jak należy? Czy wykonałbym go dobrze, gdybym nie traktował go jak sprawy osobistej?«. Czy te słowa są słuszne, czy nie? Nie są słuszne; stoją w sprzeczności z prawdą. Obowiązek nie jest twoją sprawą osobistą, jest częścią Bożego dzieła i musisz zrobić to, o co prosi Bóg, wówczas bowiem wykonasz obowiązek zgodnie z akceptowalnym standardem. Jeśli wypełniasz go zgodnie z własną wizją, według własnych wymagań, pojęć i wyobrażeń, to nie wykonasz go zgodnie ze standardem; to, co robisz, nie jest wykonywaniem obowiązku, ponieważ nie stanowi części dzieła Bożego zarządzania ani dzieła domu Bożego; działasz na własną rękę, toteż Bóg nie zapisze tego w pamięci” („Tylko poszukując prawdy-zasad można dobrze wykonać swój obowiązek” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Zrozumiałam, że obowiązek to nie kariera ani praca. To zadanie powierzone przez Boga, więc powinno zostać wykonane zgodnie z wymaganiami Boga i Jego domu. Nie powinnam robić, co chcę w oparciu o własne życzenia i plany. Wygląda, jakbym dużo pracowała, ale nie spełniam obowiązku. Prowadzę własne interesy i sprzeciwiam się Bogu. Zawsze, gdy proszono mnie o nową osobę, martwiłam się, że jeśli oddam wszystkich członków o dobrym charakterze, nasze kościoły nie osiągną dobrych wyników, a ja stracę stanowisko. Nie chciałam oddać ludzi, by chronić swoją reputację i status. Teoretycznie wiedziałam, że obowiązek pochodzi od Boga i jestem za niego odpowiedzialna, ale w praktyce traktowałam go jak własną firmę, swoją pracę. Ponieważ dostałam tę pracę, uznałam, że to moja firma i ja mam ostatnie słowo. Byłam skłonna oddawać ludzi, o ile nie wpływało to na moją pracę. W przeciwnym razie, z całych sił się sprzeciwiałam. Kiedy wiedziałam, że siostra Ranna zostanie przeniesiona, byłam rozczarowana i nie chciałam jej puścić. Czułam się niesprawiedliwie potraktowana, a nawet chciałam zrobić scenę i porzucić swój obowiązek. Czy tak spełnia się obowiązek? Ewidentnie zakłócałam i wstrzymywałam pracę domu Bożego. Nie dbałam o interesy domu Bożego i nie próbowałam zaspokoić Boga, ale knułam dla siebie, wykorzystując obowiązek jako szansę na zyskanie reputacji i statusu. Wszystko robiłam tylko dla siebie. Nieważne, ile pracy wykonam, Bóg nigdy tego nie wspomni. Bóg dał mi ten obowiązek, miałam pracować na rzecz domu Bożego. Powinnam entuzjastycznie współpracować, gdy kościół kogoś potrzebował. Nie mogłam być samolubna i myśleć tylko o sobie.

Następnego dnia na spotkaniu przywódczyni wspomniała, że podlewanie braci i sióstr jest zadaniem przywódcy kościoła, jak również szkolenie ludzi, by każdy spełniał odpowiedni obowiązek. Na te słowa jakbym przebudziła się ze snu. Miała rację. Podlewanie braci i sióstr i pomoc w znalezieniu odpowiedniego obowiązku to część mojej pracy. Ale kiedy dom Boży kogoś potrzebował, to choć nie odważyłam się odmówić, w sercu walczyłam, szukając wymówek, żeby tego nie zrobić. Nie spełniałam swojego obowiązku. Nie wypełniałam swoich zadań, a byłam zadowolona z siebie. Nie zastanawiałam się nad sobą, ale przeszkadzałam w pracy kościoła. Czy nie utrudniałam pracy kościoła, jak powiedziała siostra? Pamiętam, że na początku pełnienia obowiązku chciałam tylko pracować na rzecz szerzenia ewangelii. Ale stałam się przeszkodą, kłodą. Poczułam żal i chciałam się pokajać przed Bogiem.

Parę dni później przywódczyni przysłała wiadomość, prosząc o przeniesienie kilku osób z grupy ewangelizacyjnej do innego kościoła. Widząc wiadomość, byłam spokojna i widziałam w tym okazję od Boga, by praktykować prawdę. Ale kiedy oceniałam członków grupy, czułam niechęć, by ich odesłać i zastanawiałam się, czy naprawdę muszę odesłać dwie najlepsze siostry z grupy, czy może wystarczą dwie, które nie są aż tak dobre? Od razu zrozumiałam, że jestem samolubna i znów popełniam ten sam błąd. Przeczytałam wtedy fragment słów Boga. „Serca ludzi podstępnych i złych pełne są po brzegi osobistych ambicji, planów i intryg. Czy łatwo jest odłożyć te sprawy na bok? (Nie). Sztuka polega na tym, byś potrafił dobrze wykonać swój obowiązek, nawet jeśli nie jesteś w stanie odłożyć tego wszystkiego na bok. Właściwie nie jest to trudne: musisz tylko umieć odróżnić jedno od drugiego. Jeśli coś dotyczy domu Bożego i ma szczególne znaczenie, nie wolno ci tego odwlekać, popełniać błędów, szkodzić interesom domu Bożego ani zakłócać jego pracy. To jest zasada, której powinieneś przestrzegać. Jeśli interesy domu Bożego nie cierpią, ale musisz nieco powściągnąć własne ambicje i pragnienia, to powinieneś się z tym pogodzić i nie obrażać Bożego usposobienia, a tym samym nie przekraczać granicy. Jeżeli z chęci zaspokojenia swoich żałosnych ambicji i pragnień narazisz na szwank dzieło domu Bożego, jakie ostatecznie poniesiesz tego konsekwencje? Zostaniesz zastąpiony, a być może nawet wyeliminowany. Zasłużysz sobie na gniew Bożego usposobienia i możesz nie dostać kolejnej szansy. Liczba szans, jakie Bóg daje ludziom, jest ograniczona. Ile szans mają ludzie na poddanie się Bożej próbie? To zależy od ich istoty. Jeśli w pełni wykorzystujesz dane ci możliwości i jesteś w stanie przedłożyć ukończenie dzieła Bożego domu nad własną pychę i próżność, to posiadasz właściwy stan umysłu” („Tylko poszukując prawdy-zasad można dobrze wykonać swój obowiązek” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Przywódczyni zleciła przenosiny, ponieważ tego wymagała praca domu Bożego, a ja nie mogłam tego wstrzymywać, by chronić imię i status. Martwiłam się, że jeśli stracę najlepszych członków zespołu, praca naszych kościołów ucierpi, a ja zostanę zwolniona. Kto zostanie zwolniony za podtrzymywanie interesów domu Bożego i dbanie o wolę Boga? Nikt. Ktoś samolubny i nikczemny, kto odmawia oddania dobrych członków zespołu, szkodząc pracy domu Bożego i jego interesom, zostanie zwolniony i wyeliminowany. Nawet jeśli zatrzymam te siostry, nie ma gwarancji, że naszym kościołom będzie się wiodło. Miałam błędne motywy. Jeśli broniłabym swojego imienia i pozycji, nie zyskałabym dzieła Ducha Świętego, więc jak mogłabym osiągać dobre wyniki bez błogosławieństwa Bożego? Te rozważania mnie uspokoiły i w sercu powiedziałam: „Boże, chcę praktykować prawdę, by Cię zadowolić i nie chronić swojego imienia i statusu”. Potem zaproponowałam dwie siostry z grupy ewangelizacyjnej z najlepszymi wynikami. Kiedy wcieliłam to w życie, poczułam spokój. To było miłe uczucie.

Sądziłam, że to doświadczenie trochę mnie zmieniło, ale ku mojemu zaskoczeniu, niebawem zostałam kompletnie obnażona. Pewnego dnia przywódczyni powiedziała, że mam dostarczyć jeszcze kilka osób do podlewania, bo mieliśmy sporo bilingualnych nowych członków. Kiedy ich oceniałam, okazało się, że musiałabym oddać niemal wszystkie bilingualne osoby o dobrym charakterze. Znów zaczęłam się martwić o swoją reputację i pozycję. Obawiałam się, że bez tych osób nasze praca ewangelizacyjna zostanie zakłócona, a może nawet stanie się bezskuteczna. Wieczorem przywódczyni poprosiła o status sytuacji. Czułam w sobie opór. Na każde nazwisko odpowiadałam krótko: „Tak”, „Dobra”. Kiedy poprosiła o detale, nie chciałam nic mówić. Pomyślałam: „Wcale nie chcę ich oddawać, ale ty nie ustępujesz. Zabierasz mi wszystkich ludzi, którzy umieją spełniać obowiązek. Jak mam wykonywać swoją pracę?”. Opierałam się i nie umiałam się podporządkować.

Później na spotkaniu obejrzałam nagranie słów Boga, które pomogły mi zrozumieć moje zepsucie. Bóg Wszechmogący mówi: „Istota egoizmu i podłości antychrystów jest jasna i oczywista; ten aspekt jest szczególnie wyraźny. Kiedy rozmawiasz z nimi we wspólnocie, nie interesuje ich nic, co nie dotyczy ich statusu i reputacji; nie dbają o to, jakby te sprawy nie miały z nimi zupełnie nic wspólnego. Nigdy nie próbują dotrzeć do wewnętrznej prawdy i zrozumieć woli Bożej, a tym bardziej nie patrzą na sprawy z szerszej perspektywy i nie myślą o dziele domu Bożego. W ramach dzieła domu Bożego konieczne jest przenoszenie niektórych ludzi zgodnie z wymogami pracy. Na przykład przywódca jest odpowiedzialny za pracę grupy i dzieło domu Bożego wymaga przeniesienia jednego z członków, by wykonał swój obowiązek w innej grupie. Jak należy to przeprowadzić zgodnie z normalnym ludzkim rozsądkiem? W takich okolicznościach przywódca powinien znaleźć zastępstwo, by wypełnić wakat. Po znalezieniu odpowiedniej osoby, tę pierwszą należy zwolnić z dotychczasowych obowiązków i pozwolić jej udać się tam, gdzie jest potrzebna w dziele domu Bożego. Robi się tak, ponieważ ludzie nie są samotnymi wyspami, lecz częścią domu Bożego. Powinni udać się tam, gdzie są potrzebni w danym projekcie domu Bożego, o ile tylko nie są przenoszeni według czyjegoś uznania, z pogwałceniem zasad. Jeśli jednak jest to normalny transfer, zgodny z zasadami, żaden przywódca nie ma prawa go zatrzymać. Czy waszym zdaniem jakakolwiek praca nie jest dziełem domu Bożego? Czy istnieje praca, która nie służy szerzeniu Bożego planu zarządzania? Wszystko jest dziełem domu Bożego, każda praca jest równa innej, nie ma tu podziału na »twoje« i »moje«. (…) Dom Boży zarządza swoim personelem centralnie i zgodnie z zasadą. Nie ma to nic wspólnego z żadnym konkretnym przywódcą, szefem zespołu ani pojedynczą osobą. Każdy musi działać zgodnie z zasadami; to jest reguła domu Bożego. Czy zatem ci, którzy nie przestrzegają zasad domu Bożego, którzy wiecznie knują i intrygują w trosce o swoje interesy i status, nie są samolubni i nikczemni? Wykorzystują braci i siostry, używają tych zdolnych ludzi, by pracowali za nich, by pomagali im utrzymać wydajność pracy i umacniać ich status. Do tego właśnie dążą. Z zewnątrz, jeśli nie przyjrzeć się uważnie, taka osoba sprawia wrażenie bardzo odpowiedzialnej. Niewierzący nazwaliby ich elitą, gwiazdami, powiedzieliby, że są to ludzie o wielkich zdolnościach, chowający w rękawie kilka asów, gdy chodzi o zatrudnianie osób utalentowanych. Wśród niewierzących takie cechy wzbudzają zawiść; jest to coś, do czego ludzie dążą i co cenią – ale w domu Bożym jest zupełnie odwrotnie: w domu Bożym jest to potępione. Niezważanie na dzieło domu Bożego w szerszej perspektywie, myślenie tylko o własnym statusie i zapewnianie sobie statusu bez żadnych skrupułów, nie zważając na koszty ponoszone przez interesy domu Bożego ani uszczerbek dla pracy kościoła – czy to nie jest samolubne i nikczemne? W takiej sytuacji musisz przynajmniej odwołać się do własnego sumienia: »Ci ludzie należą do domu Bożego, nie są moją osobistą własnością. Ja również jestem członkiem domu Bożego. Jakie mam prawo powstrzymywać dom Boży przed przenoszeniem ludzi? Powinienem wziąć pod uwagę ogólne interesy domu Bożego, zamiast koncentrować się tylko na pracy mojej grupy«. Takie myśli powinny pojawiać się u ludzi, którzy posiadają sumienie, myślą racjonalnie i mają rozsądek, jaki winien cechować wierzących w Boga; tylko wtedy można być posłusznym ustaleniom domu Bożego. Źli ludzie, którzy dzierżą władzę, nie posiadają takiego sumienia i rozsądku, i absolutnie nie okazują posłuszeństwa ustaleniom domu Bożego. Cóż to jest takiego? W domu Bożym mają tyle śmiałości, by przeszkadzać, a nawet otwarcie się przeciwstawiać; to są ludzie, którym zupełnie brakuje człowieczeństwa, to źli ludzie. Takimi ludźmi są antychryści. Zawsze traktują dzieło domu Bożego, braci i siostry, a nawet majątek domu Bożego – wszystko, co podlega ich władzy – jak swoją prywatną własność; to od nich zależy, w jaki sposób te rzeczy są dystrybuowane, przekazywane i używane. Kiedy znajdą się w ich rękach, to tak, jakby trafiły w posiadanie szatana; domowi Bożemu nie wolno ingerować i nikomu nie wolno ich tknąć. Na swoim terytorium są ważnymi figurami, grubymi rybami, a każdy, kto tam trafi, musi słuchać ich nakazów i ustaleń oraz postępować według ich wskazówek. Jest to przejaw egoizmu i podłości charakteru antychrysta” („Podsumowanie charakteru antychrystów i istoty ich usposobienia (Część pierwsza)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga ujawniły mój stan. Pragnienie zatrzymania ludzi pod kontrolą i nieprzekazanie ich do innego kościoła było samolubne i nikczemne, a ja ujawniłam usposobienie antychrysta. Czułam opór i niechęć, kiedy przywódczyni prosiła o przeniesie kogoś z naszych kościołów. Byłam zła i czułam się potraktowana niesprawiedliwie. Nie godziłam się, aż przywódczyni pomogła mi zmienić zdania i mówiła mi miłe rzeczy. Byłam jak wielki boss, którego Bóg obnażył, chcąc decydować o przeniesieniach z kościołów, za które odpowiadałam. Kiedy ktoś był potrzebny, musiał mieć moją zgodę na odejście. Nikt nie mógł odejść, jeśli nie pozwoliłam. Utrzymywałam kościoły pod ścisłą kontrolą, pod moimi rozkazami. To nie Chrystus rządził tymi kościołami, tylko ja. Jakby nowi wyznawcy, których szkoliłam, należeli do mnie. Chciałam wykorzystać ich osiągnięcia do podbudowania swojej pozycji. Co za bezwstydność! To są kościoły Boga i dzieło domu Bożego, ale ja zachowywałam się jakbym budowała własne królestwo. Czy nie szłam ścieżką antychrysta, który sprzeciwia się Bogu? Pomyślałam o klerze ze świata religii. Wiedzą, że Kościół Boga Wszechmogącego niesie świadectwo, że Pan powrócił i wyraził dużo prawd, ale boją się, że ich kongregacje podążą za Bogiem Wszechmogącym, kiedy ujrzą te prawdy, a oni stracą status, reputację i zarobki, więc starają się trzymać wiernych z dala od prawdziwej drogi. Mówią wprost, że owieczki należą do nich i nie pozwolą im usłyszeć głosu Boga i podążać za Nim. Traktują wiernych jak swoją własność, kontrolując ich i walcząc o nich z Bogiem. Są złymi sługami, antychrystami obnażonymi w dniach ostatecznych. Czym różniły się moje działania od działań tych pastorów i starszych? Kontrolowałam innych, by chronić swoją reputację i pozycję. Wiedziałam, że jeśli się nie pokajam, zostanę przeklęta i ukarana przez Boga wraz z antychrystami. Ludzie wybrani przez Boga należą do Boga, a nie do jakiejś osoby. Każdy, kto ma spełniać obowiązek w domu Boga może być dowolnie przenoszony. Nie miałam prawa zatrzymywać kogoś w kościołach, którymi zarządzałam. Szkolenie ludzi do pracy w domu Bożym było moim obowiązkiem, a przenoszenie ludzi między kościołami było normalne. Przywódcy zwracali się do mnie, żeby okazać mi szacunek i zapewnić bezproblemową współpracę. Mogli również przenieść kogoś bez mojej zgody. Nie miałam prawa do sprawowania kontroli nad ludźmi. Wiedziałam, że nie mogłam dalej żyć tak samolubnie, że Bóg dał mi każdy oddech, więc o co walczę? Mogę nie pomóc znacząco domowi Bożemu, ale przynajmniej nie powinnam przeszkadzać. Musiałam robić więcej na rzecz domu Bożego.

Teraz zawsze, gdy potrzeba z radością pomagam przy przenosinach i przestałam myśleć o swoich interesach. Siostra przeniesiona do innego kościoła napisała do mnie kiedyś, że bardzo dużo zyskała ze szkolenia ewangelizacyjnego. Byłam szczęśliwa i zażenowana. Cieszyłam się, że się rozwija, że pełni swoją rolę w szerzeniu ewangelii królestwa. Wstydziłam się, bo gdybym nie opierała się przenosinom, ludzie mogliby wcześniej przejść szkolenie i przygotować dobre uczynki. Modliłam się do Boga, chcąc porzucić swoje zepsute usposobienie, dostarczać dobrych kandydatów, odgrywać swoją rolę w ewangelizacji i spełniać swój obowiązek.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Posmakowałem Bożego zbawienia

Autorstwa Cheng Hao, Prowincja Hunan Obowiązek, jaki razem z żoną wypełniamy w kościele, to głoszenie Bożej ewangelii dni ostatecznych. Nie...

Przebudzenie z mojej arogancji

Autorstwa Xiangxin, Włochy Zacząłem głosić ewangelię w 2015 roku. Szybko okazało się, że dobrze sobie radzę, Bóg mnie prowadził. Czasem...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze