Trudności nie powstrzymają mnie od obowiązków

02 lutego 2022

Autorstwa Yan Ping, Chiny

Miało to miejsce to tuż po tym, jak wybrano mnie na przywódcę kościoła. KPCh właśnie wznowiła masowe aresztowania członków Kościoła Boga Wszechmogącego. Byłam nieco zaniepokojona – sytuacja była tak zła, że chodząc codziennie na spotkania w różnych miejscach, narażałam się na aresztowanie. Gdyby mnie aresztowali, na pewno okrutnie by mnie torturowali. Zawsze byłam słaba psychicznie i nigdy nie musiałam znosić żadnego cierpienia, więc jak mogłabym przetrzymać tortury? Przeraziło mnie to i nie chciałam przyjąć tego obowiązku. Lecz gdy pomyślałam, że to bracia i siostry wybrali mnie na przywódczynię, pokazując, że mi ufają, nie mogłam odmówić przyjęcia tego zadania, bo się bałam. Więc taktownie odpowiedziałam: „Nadaję się do tego? Jak dotąd nie byłam przywódczynią, jeśli napotkam problem trudny do rozwiązania, czyż nie opóźnię dzieła Kościoła?”. Lider odpowiedział mi w omówieniu, mówiąc: „Powierzane obowiązki są dla nas szansą na rozwój. Staraj się robić, co w twojej mocy”. Po wysłuchaniu jego omówienia przyjąłem ten obowiązek. Jednak niedługo potem dostałam kilka wiadomości od mojej liderki informujących mnie, że aresztowano siostrę Li i siostrę Wu oraz kilka innych osób, a także sześciu współpracowników z innych kościołów, więc mieliśmy być czujni i ostrożni. Wpadłam w panikę, bo jak mogli aresztować tak wielu braci i sióstr? Pomyślałam: „Dopiero co widziałam się z siostrą Li, czy policja mnie też obserwuje? Jeśli zaczęli mnie obserwować, to tylko kwestia czasu, zanim mnie aresztują, bo kamery monitoringu są wszędzie. W takiej sytuacji wypełnianie obowiązków jest bardzo niebezpieczne…”. Czułam strach, ilekroć o tym myślałam. Bałam się, że pewnego dnia zostanę aresztowana w trakcie pracy. Mogło się zdawać, że wypełniam swoje obowiązki, lecz ja nie wkładałam w nie serca i rzadko myślałam, jak dobrze wypełnić swoje obowiązki. Czasem gdy bracia i siostry przychodzili do mnie z problemami, nawet nie chciałam im pomagać.

Niedługo potem dostałam kolejną wiadomość od liderki z informacją, że policja nakłania aresztowanych do identyfikacji innych członków kościoła na zdjęciach, ustawia blokady na skrzyżowaniach i przeszukuje ludzi. Przypominała nam, byśmy byli bardzo ostrożni w działaniach. Słysząc to, jeszcze bardziej się zmartwiłam. Wydawało się, że policja zebrała już sporo informacji na temat moich braci i sióstr. Czy zrobili nam zdjęcia, gdy ostatnio się spotkaliśmy z siostrą Li? Jeśli nas nagrali, to oglądając to nagranie, na pewno się zorientują, że kieruję pracą kościoła. Jeśli mnie aresztują, torturami na pewno wymuszą ze mnie zeznania! Przez całą drogę do domu byłam spięta i podenerwowana – wiadomości od liderki śmiertelnie mnie przeraziły. Choć było już ciemno, nie zdjęłam okularów przeciwsłonecznych. Nie chciałam ryzykować, że złapie mnie monitoring i że lada moment mnie aresztują. Wtedy przyszło mi do głowy coś bardzo samolubnego. Pomyślałam: „Może przekonam liderkę, by ta starsza siostra mnie zastąpiła. Jest już po pięćdziesiątce – nawet jeśli ją aresztują, prawdopodobnie nie będą jej torturować”. Szybko jednak odrzuciłam tę samolubną myśl. Sama bałam się aresztowania oraz tortur i czułam, że sytuacja jest niebezpieczna, więc chciałam przekazać zadanie starszej siostrze. Co za podłość z mojej strony! Mimo wszystko byłam trochę zdenerwowana i się bałam. Oczami wyobraźni widziałam dręczonych i torturowanych członków kościoła. Na myśl o tym wszystkim bałam się coraz bardziej i bezgłośnie narzekałam: „Czemu dali mi takie niebezpieczne zadanie? Co będzie, jak mnie aresztują? Jestem młoda, czy będę musiała znosić tortury i cierpieć w więzieniu przez wszystkie lata życia, które mi pozostały?”. Bardzo się bałam i niepokoiłam, więc modliłam się do Boga, mówiąc Mu, co czuję: „Boże Wszechmogący, Żyję w ciągłym strachu, że mnie aresztują, a w więzieniu poddadzą męczarniom i torturom. Nie umiem się uspokoić podczas wypełniania swoich obowiązków, a nawet chcę je komuś przekazać i wciąż martwię się tylko samolubnie o swoje ciało. Nie chcę, by kierowały mną strach i bojaźń. Nie chcę dać się zwieść szatanowi. Dobry Boże, oświeć mnie i pozwól mi zrozumieć Twoją wolę. Proszę Cię, napełnij mnie także siłą, bym wytrwała w tej bardzo trudnej sytuacji”.

Przypomniałam sobie hymn ze słowami Boga pod tytułem „Naśladujcie Pana Jezusa”. „W drodze do Jerozolimy Jezus przeżywał agonię, jak gdyby obracano Mu nóż w sercu, mimo to nie miał nawet najmniejszego zamiaru nie dotrzymać swego słowa; zawsze towarzyszyła Mu potężna siła, kierująca Go w miejsce, w którym miał być ukrzyżowany. Ostatecznie został przybity do krzyża i stał się podobieństwem grzesznego ciała, dopełniając dzieła odkupienia ludzkości. Wyrwał się z pęt śmierci oraz Hadesu. Przed Jego obliczem śmierć, piekło i Hades utraciły swoją moc i zostały przez Niego pokonane. Żył trzydzieści trzy lata, w czasie których zawsze jak najlepiej wypełniał wolę Boga w zgodzie z Bożym dziełem czynionym w tym czasie, nigdy nie zważał na własne zyski i straty i zawsze myślał o woli Boga Ojca. Ponieważ Jego służba Bogu była zgodna z Bożą wolą, Bóg nałożył na Jego barki ciężkie brzemię zbawienia całej ludzkości i sprawił, że to osiągnął, a Jezus nadawał się i był upoważniony, aby wykonać to ważne zadanie. W czasie swojego życia znosił niezmierzone cierpienia dla Boga, wiele razy był kuszony przez szatana, ale nigdy się nie zniechęcił. Bóg powierzył Mu tak olbrzymie zadanie, ponieważ Mu ufał i kochał Go, Jeśli, tak jak Jezus, będziecie potrafili zadbać o Boże brzemię i odwrócicie się od swojego ciała, Bóg powierzy wam swoje ważne zadania, abyście spełnili warunki konieczne do służby Bogu. Tylko w takich okolicznościach ośmielicie się powiedzieć, że wypełniacie Boską wolę i wykonujecie Jego zadania, i tylko wówczas ośmielicie się powiedzieć, że naprawdę służycie Bogu” („Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Śpiewając go, czułam poruszenie. W obliczu bólu i cierpienia ukrzyżowania Pan Jezus niczego nie żałował ani nie chciał się wycofać, choć ciało miał słabe. Wytrwale kroczył w kierunku krzyża i znosił cierpienie, by dopełnić ofiary za grzech i wybawić całą ludzkość ze szponów szatana – taka była miłość Boga do ludzi. A jak ja traktowałam Boga? Wypełniając zadanie od Boga, dbałam tylko o swoje bezpieczeństwo i bałam się aresztowania, uwięzienia, tortur i męczarni. Kierowały mną strach i bojaźń, a obowiązki pełniłam machinalnie, nie osiągając prawdziwych efektów. Widząc niebezpieczeństwo tej sytuacji, chciałam nawet przekazać swoje obowiązki starszej siostrze. Ależ samolubna i podła byłam! W obliczu tej próby nie chciałam nawet nieść świadectwa o Bogu i upokorzyć szatana. Myślałam tylko o swoim ciele i o tym, jak bezpiecznie pełnić obowiązki bez konieczności cierpienia czy poświęcenia, by w końcu zyskać Boże zbawienie i błogosławieństwa łącznie ze wszystkim, co obiecał. W obliczu przeciwności chciałam dla własnego bezpieczeństwa porzucić obowiązki, a nawet buntowałam się przeciw Bogu, lecz zdawszy sobie sprawę, że w swojej wierze chciałam się tylko targować z Bogiem, nie byłam w stanie nic powiedzieć. Pomyślałam o Piotrze, który oddał się Bogu pomimo trudności. Nigdy nie dbał o to, co z nim będzie, lecz poświęcał się, by spełnić wolę Boga i ucieszyć Jego serce. Ostatecznie ukrzyżowano go głową w dół, co było wzorcowym świadectwem o Bogu. Porównując siebie z Piotrem, miałam poczucie wstydu i winy, więc stanęłam przed obliczem Boga w modlitwie: „Dobry Boże, ta sytuacja obnażyła mój egoizm i podłość. Bałam się iść do więzienia i cierpieć, a nie myślałam o tym, jak nieść o Tobie świadectwo. Boże, już nie chcę się martwić o to, czy odniosę korzyść, czy poniosę stratę. Chcę tylko spełnić swój obowiązek, by Cię zadowolić. Jeśli będą mnie prześladować i aresztują, podporządkuję się. Przysięgam na swoje życie, że nie zdradzę moich braci i sióstr jak Judasz i będę świadczyć o Tobie”. Po modlitwie poczułam, że wraca spokój i rozsądek.

Wtedy przypomniałam sobie inny fragment słów Boga: „Nic, co dzieje się we wszechświecie, nie dokonuje się bez Mojej ostatecznej decyzji. Czy istnieje coś, co nie byłoby w Moich rękach?” (Rozdział 1 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Nagle wszystko miało sens. Jasne! Nawet jeśli codziennie będę wypełniać swoje obowiązki, aresztują mnie tylko za zgodą Boga. Jeśli Bóg zarządził, bym doświadczyła prześladowań i trudności, to nawet jeśli będę się ukrywać, i tak mnie aresztują. Wszystko jest w rękach Boga, więc powinnam przyjąć każdą sytuację, w jakiej się znajdę. Zrobię wszystko, by wdrożyć nasze zasady bezpieczeństwa, lecz gdyby mnie aresztowano, podporządkuję się Bożym planom i ustaleniom. Oświecenie i iluminacja płynące ze słów Boga dały mi wiarę i siłę, więc od razu poczułam się wolna. Od tamtej pory chodząc na spotkania, byłam spokojniejsza i mniej się bałam. KPCh zajadle kontynuowała aresztowania, lecz widząc, jak słowa Boga dały wiarę braciom i siostrom i pozwoliły im kontynuować pracę, ja czułam inspirację i umiałam się skupić na swoich obowiązkach i poświęcić się im. Wyraźnie czułam, że Bóg mnie prowadzi i udawało mi się rozwiązać niektóre problemy braci i sióstr. Dzieło kościoła również przebiegało normalnie. To mi pokazało, że choćby szatan się bardzo rozzuchwalił, nigdy nie będzie w stanie przeszkodzić dziełu Boga. Umocniłam się w wierze w Boga.

Sądziłam, że po tym wszystkim mam już właściwą postawę, więc nigdy bym nie przypuszczała, że gdy Bóg znów coś dla mnie zaplanuje, po raz kolejny całkiem mnie zdemaskuje.

W lipcu zeszłego roku liderka poinformowała mnie, że od ponad dwóch miesięcy policja śledzi siostrę Liu, z którą utrzymywałam częsty kontakt. Policja obserwowała też ponad dwudziestu braci i sióstr, z którymi siostra Liu nawiązała kontakt, a także mnie. Stwierdziła też, że policja najprawdopodobniej sfotografowała miejsca spotkań, gdzie bywała siostra Liu. Z tego powodu liderka radziła mi, bym koniecznie powstrzymała się od kontaktów z innymi braćmi i siostrami. Na te wieści nie umiałam zachować spokoju i myślałam: „Często widuję siostrę Liu, a ostatnio pojechałam z nią nawet na przejażdżkę rowerową. Ta droga jest usiana kamerami monitoringu, jeśli mają nas na nagraniu, będę mieć poważne kłopoty. KPCh z coraz większym zapałem aresztuje i prześladuje chrześcijan. Jeśli mnie aresztują w tym krytycznym momencie, nie wiadomo, jakim torturom mnie poddadzą. Pobiją mnie na śmierć?”. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej przerażona byłam i nie mogłam się uspokoić ani czytać słów Boga. Niedługo potem dowiedziałam się, że w mieszkaniu siostry Liu są księgi ze słowami Boga. Jeśli wkrótce nie znikną, policja je odkryje, a dom Boży poniesie szkody. Lecz ja byłam rozdarta: „Przecież policja prowadzi zaciekłą kampanię ścigania i aresztowania wierzących. Jeśli przenosząc księgi, natknę się na policję, czyż nie będą mieć wszystkich potrzebnych dowodów? Nie ma więc mowy, by przesłuchanie obyło się bez tortur, a może nawet się skończyć dla mnie śmiercią”. Tak myślałam i nie chciałam się tym zająć. Lecz zastanawiałam się, czy naprawdę chcę przymknąć oko na to, że dom Boży poniesie szkody, gdy nie zadziałam? Przez te sprzeczne myśli nie umiałam podjąć decyzji.

Nazajutrz zobaczyłam fragment słów Boga. „Antychryści są skrajnie samolubni i podli. Nie mają prawdziwej wiary w Boga, a tym bardziej nie ma w nich oddania Bogu; kiedy natrafiają na problem, chronią i zabezpieczają tylko siebie, myślą tylko o sobie. Nic nie jest dla nich ważniejsze od własnego przetrwania i bezpieczeństwa. Nie obchodzi ich, jak wielkie szkody ponosi dzieło domu Bożego – o ile oni sami nadal żyją i nic im się nie dzieje, tylko to jest istotne. Usposobienie takich ludzi jest nikczemne; nie myślą o braciach i siostrach ani o domu Bożym, myślą tylko o sobie. Są antychrystami. Zatem kiedy takie rzeczy przytrafiają się tym, którzy są oddani Bogu i mają prawdziwą wiarę w Boga, jak oni sobie z tym radzą? (Będą na wszelkie sposoby starali się zabezpieczyć interesy domu Bożego, chronić ofiary domu Bożego przed szkodą i dokonają niezbędnych ustaleń dla przywódców i pracowników, dla braci i sióstr, tak by zminimalizować straty. Z drugiej strony antychryści w pierwszej kolejności chronią siebie, ignorując dzieło domu Bożego. Toteż gdy wielki, czerwony smok przeprowadza aresztowania, szkody wyrządzone kościołom są szczególnie dotkliwe). To, co robią antychryści, jest równoznaczne z poddaniem dzieła i ofiar domu Bożego wielkiemu czerwonemu smokowi. Nie przysyłają nikogo, by zaradził kłopotom, lecz je ignorują. Jest to zdrada w kolejnym przebraniu. Ludzie, którzy są lojalni Bogu, dobrze wiedzą, że wiąże się to z ryzykiem i są gotowi podjąć to ryzyko, aby zająć się następstwami i ograniczeniem strat domu Bożego do minimum, zanim sami się wycofają. Własne bezpieczeństwo nie jest dla nich priorytetem. Co na to powiecie: czy ludzie mogliby ani trochę nie troszczyć się o własne bezpieczeństwo? Któż nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństw w swoim otoczeniu? Musisz jednak podejmować ryzyko, aby wypełnić swój obowiązek. To twoja odpowiedzialność. Nie powinieneś stawiać swojego osobistego bezpieczeństwa na pierwszym miejscu. Dzieło domu Bożego oraz to, co Bóg wam powierza, jest najważniejsze i ma pierwszeństwo przed wszystkim innym. Antychryści przyznają najwyższy priorytet swojemu osobistemu bezpieczeństwu; są przekonani, że nic poza tym ich nie dotyczy. Nie obchodzi ich to, że coś przydarza się komuś innemu, bez względu na to, o kogo chodzi. Dopóki nic złego nie przytrafia się samym antychrystom, czują się swobodnie. Są zupełnie pozbawieni lojalności, co wynika z natury i istoty antychrysta” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Te słowa Boga dotknęły mnie do żywego. Antychryst ma złe, naprawdę samolubne i podłe usposobienie. Jeśli chodzi o własne bezpieczeństwo, woli narażać dzieło domu Bożego niż siebie na niebezpieczeństwo. Nie ma krzty sumienia czy rozumu ani nawet odrobiny lojalności wobec Boga. Gdy ja napotykałam niebezpieczeństwo, myślałam tylko o tym, jak się ochronić i uniknąć ryzyka. Gdy usłyszałam, że księgi ze słowami Boga są wciąż w mieszkaniu, dobrze wiedziałam, że jeśli ich nie usunę, policja może je skonfiskować, a dom Boży poniesie szkody. Powinnam była potraktować usunięcie tych ksiąg priorytetowo, lecz bałam się, że jeśli się pokażę, policja mnie aresztuje, podda torturom i zadręczy, a może nawet stracę życie, więc nie chciałam się tym zająć. Czy w zasadzie nie przekazałam policji tych ksiąg ze słowami Boga? Niezależnie od sytuacji zawsze przedkładałam własne bezpieczeństwo nad interesy domu Bożego. Chciałam być ostrożna w swoich obowiązkach, lecz przez to działałam na szkodę domu Bożego. To nieludzkie! Choć z pozoru mogło się wydawać, że nie byłam tak grzeszna jak antychryst, usposobieniem nie różniłam się od antychrysta. Byłam samolubna i podła, troszcząc się tylko o własną korzyść. Gdybym nie odczuła żalu, spotkałby mnie Boży gniew i odrzucenie. Jeśli ktoś prawdziwie wierzy w Boga i jest Mu wierny, nie przejmuje się swoim bezpieczeństwem. W kluczowych momentach przedkłada interesy domu Bożego nad własne. Czuje i myśli podobnie jak Bóg. Wtedy wiedziałam już, że muszę ignorować swoje szatańskie usposobienie i bez względu na niebezpieczeństwo sytuacji czy napotykane przeciwności być gotową zaryzykować wszystko, by chronić interesy domu Bożego. Chciałam zaufać Bogu i usunąć te książki, by w miarę możliwości ograniczyć szkody. Potem nieustannie wracałam do tej kwestii w modlitwach i prosiłam Boga, by dał mi wiarę i uwolnił mnie od bojaźni i strachu. Dwa dni wcześniej widziałam film zatytułowany Napiętnowana. Główna bohaterka znosiła prześladowania i aresztowania od trzynastego roku życia. Przez 28 lat była trzykrotnie aresztowana i doświadczała prześladowań. Jednak nie bacząc na ból czy trudności, a nawet gdy groziła jej śmierć, polegała na słowach Boga, by przetrwać każdą sytuację, a w efekcie pokonała szatana, trwając przy świadectwie. Nawet po wyjściu z więzienia nadal wypełniała swój obowiązek istoty stworzonej. Myślałam też o innych braciach i siostrach, których aresztowano, torturowano i poddano praniu mózgu, a oni przezwyciężali przymus i prześladowania szatana dzięki słowom Boga. Zrozumiałam, że nieważne jak zły i okrutny jest szatan, bo jeśli tylko szczerze polegamy na Bogu i kierujemy się Jego słowami, to pokonamy szatana i wytrwamy przy świadectwie. Zdopingowało mnie to i pomogło odzyskać wiarę – już się tak nie bałam.

Potem zastanawiałam się też nad sobą: nie chciałam podjąć się takiego niebezpiecznego obowiązku, bo bałam się tortur ze strony policji; nie chciałam znosić cierpienia, a tym bardziej umrzeć. Pomyślałam o fragmencie słów Boga: „Ścieżka, którą prowadzi nas Bóg, nie wiedzie prosto w górę, lecz jest krętą, wyboistą drogą. Bóg mówi ponadto, że im bardziej kamienista jest ścieżka, tym lepiej jest w stanie ukazać nasze kochające serca. Jednakże nikt z nas nie potrafi sam odkryć takiej ścieżki. W ramach swego doświadczenia przemierzyłem wiele kamienistych i zdradzieckich ścieżek i znosiłem wielkie cierpienie. Czasami bywałem nawet pogrążony w tak wielkim żalu, że chciałem głośno zapłakać, lecz kroczę tą ścieżką aż do dzisiaj. Wierzę, że jest to ścieżka, którą prowadzi nas Bóg, znoszę więc udrękę całego tego cierpienia i wciąż idę naprzód. Tak bowiem zrządził Bóg, więc któż może przed tym uciec? Nie proszę o to, bym mógł otrzymać jakiekolwiek błogosławieństwa: proszę jedynie, abym był w stanie kroczyć tą ścieżką, którą powinienem iść zgodnie z wolą Bożą. Nie staram się naśladować innych, idąc ich ścieżką. Staram się jedynie o to, abym mógł wypełnić swoje żarliwe postanowienie, by do samego końca kroczyć wyznaczoną Mi ścieżką. (…) Ilość cierpienia, jakie jednostka musi znieść, i dystans, jaki musi pokonać na swojej ścieżce, jest wyznaczony przez Boga i że nikt tak naprawdę nie może pomóc nikomu innemu” („Ścieżka… (6)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Myślałam też o tych słowach Boga: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mojego powodu, znajdzie je” (Mt 16:25). Wtedy uświadomiłam sobie, że los każdego człowieka jest w rękach Boga, nasze życie i śmierć. Tylko od Niego zależy, czy mnie aresztują i osadzą w więzieniu, czy poddadzą torturom. Ja mam się podporządkować. Tak jak wtedy, gdy szatan kusił Hioba – stracił wszelkie mienie, zabito mu dzieci, a ciało miał pokryte wrzodami. Bóg nie pozwolił odebrać Hiobowi życia, a szatan nie śmiał Mu się przeciwstawić. Taki jest autorytet Boga. Hiob był świadomy zwierzchnictwa Boga, więc w obliczu skrajnego cierpienia nie obwiniał Boga, a nawet mówił: „Jahwe dał, i Jahwe zabrał; błogosławione niech będzie imię Jahwe” (Hi 1:21). W efekcie całkowicie zawstydził szatana i zyskał błogosławieństwa od Boga. Odkąd Bóg rozpoczął swoje dzieło, zaplanował, kto umrze za swoją wiarę, a kto zostanie uwięziony i jakiego cierpienia powinien doświadczyć, i w każdym przypadku kryją się dobre intencje Boga. W Wieku Łaski święci umierali za głoszenie ewangelii Pana Jezusa. Weźmy na przykład Piotra, pozornie go ukrzyżowano, lecz jego dusza wzniosła się do królestwa niebieskiego, na wieki zyskując Bożą pochwałę i błogosławieństwo. Wielu braci i sióstr, którzy przyjęli Boże dzieło w dniach ostatecznych, aresztowano, poddano różnym okrutnym torturom i znieważano, lecz oni nie ulegli szatanowi. Po wyjściu z więzienia dalej dążyli do prawdy i pokonywali niebezpieczeństwa, by wypełnić swoje obowiązki, dając wiele wspaniałych, świetlanych świadectw o Bogu. Wszyscy są zwycięzcami, których Bóg uczynił pełnymi. Ich ciało mogło ucierpieć, lecz zyskali prawdę oraz pochwałę i błogosławieństwo od Boga. Są jednak i tacy, którzy po aresztowaniu bali się tortur i udręczenia, więc zdradzili Boga oraz swoich braci i siostry, przez co poczuli wstyd jak Judasz. Ciężko obrazili usposobienie Boga i na zawsze stracili Jego zbawienie. Niektórzy ludzie boją się też uwięzienia, żyją więc w bojaźni i strachu, nie wypełniając swoich obowiązków. Oddalają się od Boga i zdradzają Go, stają się kąkolem i niewierzącymi. Tak naprawdę aresztowania i prześladowania ze strony KPCh ujawniły, kto jest prawdziwym wierzącym, a kto fałszywym. To potwierdza, jak mądry i sprawiedliwy jest Bóg! Zrozumiałam więc, że przez usunięcie ksiąg domu Bożego Bóg poddaje mnie próbie, by sprawdzić, czy jestem Mu wierna i czy wytrwam przy świadectwie o Nim. Gdy to zrozumiałam, postanowiłam przedkładać obowiązek ponad wszystko. Jeśli mnie aresztują, zaryzykuję nawet swoje życie, by wytrwać przy świadectwie o Bogu, i nie ulegnę szatanowi, nawet gdybym miała umrzeć. Poczułam dogłębny spokój i dziękowałam Bogu za Jego zbawienie, oświecenie i przewodnictwo, bo doświadczając tych trudności, zrozumiałam niektóre prawdy i wyciągnęłam praktyczne wnioski. Z samego rana pomodliłam się do Boga, prosząc, by dał mi wiarę i odwagę. Mówiłam Mu, że poddam się Jego przewodnictwu. Tamtego dnia akurat padało, na ulicach było pusto, więc korzystając z okazji, wślizgnęłam się do mieszkania i zabrałam wszystkie księgi ze słowami Boga.

Potem poczułam się bardzo szczęśliwa i spokojna. Przejście przez to wszystko ujawniło mnie i udoskonaliło. Byłam samolubna i pozbawiona człowieczeństwa, lecz udoskonaliłam swoją wiarę i uległość. Dzięki przewodnictwu słów Boga na nowo zrozumiałam Jego wszechmoc, zwierzchnictwo i mądrość i mogłam praktykować prawdę w trosce o interes domu Bożego. Może nie wiem, co jeszcze mnie spotka, lecz nie jestem już tak bojaźliwa. Jestem gotowa poddać się zwierzchności Boga i Jego zarządzeniom oraz spełniać swoje obowiązki. Dziękuję Bogu, że mnie zbawił!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Prawdziwe partnerstwo

Autorstwa Fanga Li, miasto Anyang, prowincja Henan Ostatnio nabrałem przekonania, że wkroczyłem w harmonijną współpracę. Mój współpracownik...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze