Czego nauczyło mnie odwołanie z funkcji

02 lutego 2022

Autorstwa Zheng Yi, Stany Zjednoczone

Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie nie mogą zmienić własnego usposobienia; muszą poddać się sądowi i karceniu, cierpieniu i oczyszczeniu słowem Bożym; Jego słowa muszą rozprawić się z nimi, zdyscyplinować ich i przyciąć. Tylko wtedy mogą oni osiągnąć posłuszeństwo i wierność Bogu i nie być już zdawkowymi wobec Niego. To właśnie dzięki oczyszczeniu słowami Boga zmieniają się ludzkie usposobienia. Tylko dzięki temu, że słowa Boga obnażają, osądzają i dyscyplinują ludzi oraz rozprawiają się z nimi, ludzie nie będą już mieli odwagi działać pochopnie, a zamiast tego staną się stabilni i opanowani. Najważniejsze jest to, że będą oni w stanie podporządkować się obecnym słowom Boga i Jego dziełu, nawet jeśli nie jest ono zgodne z ludzkimi pojęciami. Będą oni w stanie odłożyć te pojęcia na bok i dobrowolnie się podporządkować” („Ludzie, których usposobienie się zmieniło, to ci, którzy weszli w rzeczywistość słów Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga są bardzo praktyczne. Tylko jeśli damy słowom Boga się osądzaćnas , karcić, rozprawiać się z nami i przycinać, możemy zmienić nasze szatańskie usposobienie i osiągnąć posłuszeństwo i wierność Bogu. Zawsze wykonywałam swoje obowiązki ze skażonym usposobieniem, byłam samolubna i niegodziwa, zależało mi na dobrym imieniu i statusie. Kiedy zostałam odwołana, naprawdę zrozumiałam swoje skażone usposobienie dzięki osądzeniu i skarceniu przez słowa Boga. Miałam wyrzuty sumienia i gardziłam sobą, a kiedy powierzono mi inny obowiązek, wypełniałam go lepiej, niż przedtem.

W sierpniu zostałam wybrana na przywódczynię Kościoła. Razem z kilkoma innymi braćmi i siostrami byłam odpowiedzialna za pracę Kościoła. Zajmowałam się głównie podlewaniem, uczestniczyłam także w podejmowaniu decyzji dotyczących kościelnych projektów. Podzieliliśmy się obowiązkami, ale wiedziałam, że dzieła Kościoła stanowią jedność, więc muszę współpracować z braćmi i siostrami, żeby dbać o interesy domu Bożego i właściwie wypełniać obowiązek. Początkowo bardzo uważałam na naszych cotygodniowych spotkaniach, brałam aktywny udział w dyskusji i przedstawiałam zalecenia. Pewnego dnia, w październiku, omal nie doszło do opóźnienia podlewania nowych członków, bo ja nie zdążyłam na czas. Wyżsi rangą surowo mnie przycięli i rozprawili się ze mną. Pomyślałam, że to w mojej pracy był problem, dlatego ze mną się rozprawiono. Gdyby pojawiło się więcej problemów, liderzy przejrzeliby mnie i powiedzieliby, że nie mogę wykonywać praktycznego dzieła – zostałabym odwołana. Jak mogłabym potem znowu się pokazać? Kto jeszcze by mnie podziwiał? Nie, musiałam włożyć więcej wysiłku w moją pracę, nie mogłam popełnić więcej błędów.

Po pewnym czasie zakres moich obowiązków poszerzył się. Nie we wszystkim byłam dobra, potrzebowałam dużo czasu, aby to opanować, ale na każdym spotkaniu trzeba było podejmować wiele strategicznych decyzji, co zajmowało mnóstwo czasu. Zastanwiałam się, czy po pewnym czasie może to wpłynąć na dzieło, za które odpowiadałam. Gdyby moja praca nie była skuteczna i pojawiałyby się nowe problemy, na pewno zostałabym odwołana – co wtedy pomyśleliby o mnie inni? Czy inni ludzie nie zajmowali się innymi projektami kościelnymi? Pomyślałam, że mogą dyskutować, ale ja mam mnóstwo pracy. Co więcej, to, czy oni skończą swoją pracę, nie miało ze mną nic wspólnego i nie przyniosłoby mi pochwały. Byłam bezpośrednio odpowiedzialna za mój zakres obowiązków, więc powinnam się nimi zajmować. Odtąd poświęcałam więcej czasu i wysiłku na pracę, za którą byłam odpowiedzialna, a inne zadania traktowałam jak ciężar. Wyrażałam swoje zdanie o tym, co dotyczyło mojej pracy, ale gdy chodziło o inne sprawy, zajmowałam się tylko własnymi zadaniami. Nie słuchałam uważnie dyskusji, więc kiedy pytano mnie o zdanie, zgadzałam się po prostu ze wszystkimi. Kiedy ważne sprawy wymagały pilnej dyskusji i decyzji, to jeśli tylko nie dotyczyły mojego obowiązku, lekceważyłam je i byłam obojętna.

Później słyszałam od braci i sióstr, że pewne sprawy nie zostały dopilnowane i że rozprawiali się z nimi przywódcy, a decyzje personalne podjęto niezgodnie z zasadami, co doprowadziło do start w dziele domu Bożego. Niektóre sprawy wymagały, aby wszyscy o nich decydowali i podpisywali się pod nimi. Ponieważ nie były załatwiane właściwie, ostatecznie szkodziło to interesom domu Bożego. Także zakupy dla Kościoła nie zostały właściwie dopilnowane, co doprowadziło do utraty środków z ofiar. Takie sytuacje miały miejsce coraz cześciej. Uważałam, że to dobrze, że w mojej pracy nie ma żadnych poważnych problemów. Gdyby to zbadano, to nie mnie uznano by winną. To właśnie było nieodpowiedzialne podejście do mojego obowiązku, które miałam od dawna i nie widziałam w tym nic złego. Pewnego dnia siostra, z którą pracowałam, przyszła do mnie i powiedziała, że nie biorę na siebie ciężaru obowiązków i nie widzę szerszej perspektywy, ale zajmuję się tylko swoją pracą, nie biorąc czynnego udziału w podejowaniu decyzji. Powiedziała, że to niebezpieczna postawa i jeśli jej nie zmienię, to w końcu zostanę usunięta. Dodała, że powinnam głeboko się zastanowić nad swoim podejściem do obowiązku. Po tej rozmowie nie zaczęłam się nad sobą zastanawiać; zamiast tego myślałam: „Czy nie widzisz mojego cierpienia? Niełatwo jest dobrze wykonywać tę pracę. Gdyby z mojej winy były problemy z pracą, za którą jestem odpowiedzialna, to co inni by o mnie pomyśleli? Pomyśleliby, że nie daję sobie rady i nie mogę wykonywać praktycznego dzieła. Co więcej: czy za te inne prace nikt nie jest odpowiedzialny? Mój udział w tych decyzjach nic by nie zmienił”. Jednak z powodu mojej niedbałości i nieodpowiedzialności w stosunku do całego dzieła Kościoła i braku autorefleksji, wkrótce dosięgnął mnie Boży gniew. W styczniu przyszedł do mnie przywódca i powiedział: „Bracia i siostry mówią, że nie dźwigasz ciężaru swojego obowiązku, że w czasie dyskusji i podejmowania decyzji rzadko zabierasz głos, nie przedstawiasz merytorycznych propozycji, i nie czujesz się ani trochę odpowiedzialna za dzieło Kościoła. Po dyskusji wszyscy uznali, że powinnaś zostać odwołana”. Słuchając tych słów czułam się oszołomiona, byłam na granicy załamania. Myślałam: „Jak możecie mnie tak po prostu odwołać? Może nie angażowałam się wystarczająco w ogólne dzieło Kościoła, ale codziennie byłam bardzo zajeta własnymi zadaniami i wiele wycierpiałam. Jak możecie mówić, że nie dźwigam ciężaru? Czy to za mało, że bez problemów wykonuję swoje zadania?” Przez pewien czas nie mogłam zaakceptować tej decyzji, Jednak nadal wierzyłem, że wszystko, co Bóg robił, było dobre, brakowało mi tylko świadomości. Modliłam się do Boga i szukałam Jego wskazówek, abym mogła to przemyśleć i poznać samą siebie.

Trafiłam na ustęp ze słów Boga, który bardzo mnie poruszył. „W skład człowieczeństwa powinno wchodzić zarówno sumienie, jak i rozum. Są to najbardziej fundamentalne i najważniejsze składniki. Jakiego rodzaju osobą jest ktoś, kto nie ma sumienia i komu brakuje rozumu, jaki charakteryzuje zwykłe człowieczeństwo? Mówiąc ogólnie, jest to ktoś, komu brakuje człowieczeństwa, czyje człowieczeństwo jest bardzo kiepskiej jakości. Przeanalizujmy to dokładnie. Jakie przejawy utraconego człowieczeństwa taka osoba ukazuje, tak że inni twierdzą, iż nie ma człowieczeństwa? Jakie cechy posiadają tacy ludzie? Jakie konkretne przejawy ujawniają? Tacy ludzie są zdawkowi w swoich działaniach i zdystansowani od rzeczy, które nie dotyczą ich osobiście. Nie biorą pod uwagę interesów domu Bożego ani nie uwzględniają woli Boga. Nie biorą na siebie ciężaru dawania świadectwa o Bogu ani wykonywania swoich obowiązków i nie mają poczucia odpowiedzialności. (…) Są nawet ludzie, którzy widzą problem z wykonywaniem obowiązku i milczą. Widzą, że inni powodują zakłócenia i stwarzają przeszkody, lecz nie robią nic, aby ich powstrzymać. W najmniejszym stopniu nie biorą pod uwagę interesów domu Bożego i w ogóle nie myślą o własnych obowiązkach czy powinnościach. Mówią, działają, wyróżniają się, podejmują wysiłki i poświęcają energię tylko z uwagi na własną próżność, prestiż, pozycję, zainteresowania i honor. Działania i intencje kogoś takiego są dla każdego jasne: pojawiają się, gdy tylko jest szansa na zaszczyt bądź skorzystanie z jakiegoś błogosławieństwa; lecz gdy nie ma szansy na zaszczyt bądź przychodzi cierpienie, znikają z pola widzenia jak żółw chowający głowę do swojej skorupy. Czy taka osoba ma sumienie i rozum? Czy osoba bez sumienia i rozumu, która zachowuje się w taki sposób, odczuwa wyrzuty sumienia? Sumienie takiej osoby nie służy niczemu, a ona nigdy nie odczuwała wyrzutów sumienia. Czy mogą więc poczuć naganę bądź dyscyplinowanie ze strony Ducha Świętego? Nie, nie mogą” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Im dłużej to czytałam, tym bardziej byłam załamana. Byłam dokładnie taka, jak opisał to Bóg. Byłem nieuważna i zdystansowana wobec mojego obowiązku, nie zwracałam uwagi na nic poza własnymi zadaniami. Obchodziła mnie jedynie moja własna praca. Dążyłam tylko do zaposkojenia pragnienia dobrej reputacji i statusu. W ogóle nie dbałam o dzieło domu Bożego. Z perspektywy czasu widzę, że kiedy wszyscy dyskutowali, jakie decyzje podejmować, ja myślałam o tym, że sukcesy niedotyczące moich własnych zadań nie poprawią mojego wizerunku, a jeśli te sprawy nie zostaną dobrze rozwiązane, to nie będzie moja wina. Dlatego jeśli tylko mogłam, unikałam angażowania się. Zachwowywałam jedynie pozory, płynełam z prądem. To była niedbałość i brak odpowiedzialności. Byłam bardzo sumienna i pracowita w tym, co do mnie należało, bo bałam się, że inaczej zostanę przycięta i rozprawią się ze mną, albo zostanę odwołana i całkowicie skompromitowana. Chcąc dobrze wykonywać swoją pracę i zachowac swój status i wizerunek w oczach innych, traktowałam podejmowanie decyzji jak uciążliwy problem i stratę czasu, która przeszkadza mi w realizacji własnych zadań. Zastanawiając się nad swoim zachowaniem zrozumiałam, że moją intencją podczas wykonywania moich obowiązków było zadowolenie samej siebie, że cierpiałam tylko dla siebie. Nie brałem na siebie żadnego ciężaru ani poczucia odpowiedzialności, żeby dbać o całość dzieła i interesów domu Bożego. Byłem pozbawiona człowieczeństwa i zupełnie niegodna tak ważnego zadania. Wtedy też w pełni zaakceptowałem swoje odwołanie. Chociaż byłam świadoma, że moje postępowanie nie było zgodne z wolą Bożą, wciąż nie rozumiałam własnej natury i nie wiedziałam, co doprowadziło do tego, że nie brałam na siebie ciężaru swojego obowiązku. Skupiałam się na swojej reputacji i statusie i zupełnie lekceważyłam interesy domu Bożego. Później stanęłam z tym problemem na modlitwie przed Bogiem, prosząc Go, aby pomógł mi zrozumieć źródło i sedno mojego problemu, abym dostrzegła moje szatańskie usposobienie, abym mogła sie z głębi serca znienawidzić.

Później obejrzałam film, na którym czytano słowa Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Inną cechą charakterystyczną człowieczeństwa antychrysta – poza brakiem wstydu – jest niezwykły egoizm i podłość. Jak bardzo są samolubni? I jak dosłownie należy rozumieć ich egoizm? Poświęcają całą uwagę wszystkiemu, co dotyczy ich własnych spraw: są gotowi za to cierpieć, zapłacić cenę, zaangażować się w pełni, oddać się temu. Na wszystko, co nie ma z nimi związku, przymkną oko i nie będą tego zauważać; inni mogą robić, co im się podoba – antychrystów nie obchodzi, czy ktoś wprowadza podziały lub zakłócenia. Delikatnie mówiąc, pilnują własnych interesów. Ale trafniej jest powiedzieć, że taka osoba jest podła, nikczemna i wstrętna; określamy ich jako »samolubnych i nikczemnych«. Jak przejawia się egoizm i podłość człowieczeństwa antychrystów? Kiedy coś dotyczy ich statusu lub reputacji, łamią sobie głowę, co powinni zrobić lub powiedzieć, nie wahają się zabiegać o to i znosić wielkich trudności. Ale gdy chodzi o sprawy dotyczące pracy domu Bożego i zasady, to nawet gdy źli ludzie przeszkadzają, powodują zakłócenia, popełniają wszelkiego rodzaju zło i poważnie zaburzają pracę kościoła – antychryści pozostają niewzruszeni i obojętni, jakby zupełnie ich to nie dotyczyło. A jeśli ktoś to odkryje i ujawni, twierdzą, że nic nie widzieli i udają nieświadomych. Kiedy ludzie zgłaszają ich i ujawniają ich prawdziwe oblicze, oczy zasnuwa im czerwona mgła: pospiesznie zwołują spotkania, aby omówić sposoby reakcji, próbują dojść, kto zaatakował ich za ich plecami, kto był prowodyrem, kto brał w tym udział. Nie będą jeść ani spać, dopóki nie zgłębią tej sprawy i zupełnie jej nie wyciszą; zdarza się nawet, że uszczęśliwia ich dopiero zniszczenie wszystkich wspólników osoby, która ich oskarżyła. Czy nie jest to przejaw egoizmu i podłości? Czy pracują oni dla kościoła? To jasne jak słońce, że działają wyłącznie z troski o własną władzę i status. Działają na własną rękę. Bez względu na to, jaką pracę podejmuje osoba, która jest antychrystem, nigdy nie myśli ona o interesach domu Bożego. Tacy ludzie patrzą tylko na to, jak ta praca wpłynie na ich własne interesy, i myślą tylko o zadaniach, które mają przed samym nosem. Dzieło domu Bożego i kościoła to po prostu coś, czym zajmują się w wolnym czasie, i trzeba ich nakłaniać, by zrobili cokolwiek. Ich prawdziwym powołaniem jest ochrona własnych interesów, a poważnie traktują tylko to, co lubią robić. W ich oczach wszystko, co zostało ustalone przez dom Boży lub ma związek z wejściem w życie Bożych wybrańców, jest nieistotne. Bez względu na to, jakie trudności w pracy mają inni ludzie, jakie problemy zauważają i jak szczere są ich słowa, antychryści nie poświęcają im uwagi ani nie angażują się, zupełnie jakby to ich nie dotyczyło. Pozostają całkowicie obojętni na sprawy kościoła, bez względu na to, jak są one istotne. Nawet jeśli problem stoi tuż przed nimi, zajmują się nim niechętnie i jedynie pobieżnie. Tylko jeśli Zwierzchnik bezpośrednio się z nimi rozprawi i poleci im rozwiązać problem, niechętnie wykonają trochę konkretnej pracy, żeby móc coś pokazać Zwierzchnikowi; zaraz potem wrócą do własnych spraw. Wobec dzieła kościoła oraz ważnych spraw w szerszym kontekście nie wykazują żadnego zainteresowania i pozostają obojętni. Ignorują nawet problemy, które sami odkryli, a gdy ich o to zapytać, robią uniki i zajmują się nimi z wielkim oporem. Czy nie jest to przejaw egoizmu i podłości?” („Podsumowanie charakteru antychrystów i istoty ich usposobienia (Część pierwsza)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Stanięcie przed sądem i objawieniem słów Boga było przejmujące i przykre. Antychryści pracują tylko dla własnego chwały i statusu, są sumienni we wszystkim tym, co dotyczy ich własnych interesów. Mogą cierpieć i poświęcić na to całą swoją energię psychiczną i fizyczną. Lekceważą za to wszystko, co nie przynosi im korzyści. Jest to natura szczególnie egoistyczna i niegodziwa. Zobaczyłam, że moje zachowanie było zachowaniem antychrysta, że pracowałam tylko dla własnej reputacji i statusu, w sposób samolubny i intrygancki. „Pozostaw rzeczy własnemu biegowi, jeśli nie dotykają one nikogo osobiście”; a także „Im mniej kłopotów, tym lepiej” – taka była szatańska filozofia, według której żyłam. Zwracałam uwagę tylko na tę pracę, za którą byłam odpowiedzialna, która mogła wpłynąć na moją reputację i status, a lekceważyłam i nie zważałam na tę, która nie wchodziła w mój zakres odpowiedzialności. Spowodowało to poważne straty dla dzieła domu Bożego i ofiar składanych Bogu. Zrozumiałam, że byłam samolubna, wyrachowana, niegodziwa i podła, nie byałm godna zaufania. Patrząc z perspeltywy czasu, właśnie wtedy w dziele Kościoła pojawiło się wiele problemów, a przywódcy napominali innych braci i siostry, że nie wykonują właściwie swojej pracy. Ja nie byłam krytykowana wprost, ale także byłam przywódczynią Kościoła i nie mogłam się wymigać od odpowiedzialności. Gdybym pracowała sumiennie i uczestniczyła w roboczych dyskusjach, może zauważyłabym niektóre problemy, ale mnie zależało tylko na własnym wizerunku i statusie, więc zjamowałam się tylko własnym, wąskim zakresem zadań. W ogóle nie brałam pod uwagę całości dzieła i interesów domu Bożego. Dostrzegając moje różne przewinienia w pełnieniu obowiązku i nieodwracalne straty, jakie wyrządziłam dziełu domu Bożego, byłam pełna żalu i poczucia winy. Bóg wywyższył mnie, powierzając tak ważny obowiązek, dając mi szansę na doskonalenie się, abym mogła szybciej poznać prawdę. Bóg zrobił wszystko, aby mnie zbawić, poświęcił dla mnie tak wiele, przez całe lata cieszyłam się podlewaniem i podtrzymywaniem przez słowa Boga, a jednak byłam niwedzięczna i nie chciałam należycie wypełniać swojego obowiązku ani odwdzięczyć się za Bożą miłość. Myślałam tylko o tym, jak chronić własny wizerunek i status, i swoją małą sferę wpływów, aby się ze mną nie rozprawiono. W tej ważnej pracy byłam niedbała i nieodpowiedzialna, stałam bezczynnie, gdy interesy domu Bożego ucierpiały, co miało wpływ na dzieło Kościoła. Byłam obojętna i pozbawiona sumienia. Jak w ogóle mogłam uważać się za człowieka? Jeśli rodzina karmi psa, pies będzie anbsolutnie lojalny. Byłam gorsza niż zwierzę! Im dłużej o tym myślałam, tym mniej czułam się człowiekiem, nie byłam godna, by cieszyć się Bożą łaską. Wtedy stanęłam przez Bogiem i modliłam się: „Boże, byłam w błędzie, w mojej pracy brałam pod uwagę tylko własną reputację i status, nie dbając w ogóle o dzieło domu Bożego. Byłam pozbawiona człowieczeństwa, byłam samolubna i zapatrzona w siebie. To, że zostałam dziś odwołana, było Twoją sprawiedliwością, a nawet więcej: to była Twoja miłość i zbawienie dla mnie. Jestem gotowa nawrócić się do Ciebie”.

Później przeczytałam ustęp ze słów Boga, z książki „Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę”. „Jaki jest ten standard, według którego czyny człowieka są osądzane jako dobre bądź złe? Zależy to od tego, czy w swoich myślach, wyrażaniu się i działaniach, posiadasz świadectwo wcielania prawdy w życie i urzeczywistniania rzeczywistości prawdy. Jeśli nie masz tej rzeczywistości lub tego nie urzeczywistniasz, to bez wątpienia jesteś złoczyńcą. Jak Bóg postrzega złoczyńców? Twoje myśli i uczynki nie niosą świadectwa o Bogu ani nie zawstydzają szatana i nie krzyżują jego planów, a zamiast tego przynoszą wstyd Bogu i noszą mnóstwo oznak twych intencji, które sprawiają, że to Bóg wstydzi się za ciebie. Ty zaś wcale nie składasz świadectwa o Bogu, nie ponosisz kosztów dla Niego, ani nie wypełniasz swojego obowiązku i zobowiązań wobec Boga. Zamiast tego działasz dla własnego dobra. Co oznacza działanie »dla własnego dobra«? Oznacza działanie na rzecz szatana. Dlatego też na koniec Bóg powie: »Odstąpcie ode mnie wy, którzy czynicie nieprawość«. W oczach Boga nie spełniłeś dobrych uczynków, a raczej twoje postępowanie obróciło się w zło. Zamiast spotkać się z aprobatą Boga, zostaniesz potępiony. Co chce zyskać osoba z taką wiarą w Boga? Czy taka wiara w końcu nie poszłaby na marne?” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Czytając słowa Boga zrozumiałam, że Jego usposobienie jest sprawiedliwe i nienaruszalne. Bóg widzi głębię ludzkiego serca, więc jeśli ludzie pełnią swoje obowiązki z innymi intencjami, niż zadowolenie Boga, jeśli brakuje im świadectwa praktykowania prawdy, ale we wszystkim szukają swojego zadowolenia i realizuję własne interesy, Bóg tego nie pochwala. Bez względu na to, jak bardzo ktoś przy tym cierpi, Bóg tego nie upamiętni, ale potępi taką osobę jako człowieka nikczemnego. Intencje, które towarzyszyy mojej pracy, były złe. Nie chciałam zadowolić Boga, ale realizować własne inicjatywy. Byłam gotowa cierpieć i wkładać wysiłek w pracę, za którą byłam odpowiedzialna, ale po to, aby chronić swój status i wizerunek w oczach innych. Chciałam żeby wszyscy podziwiali mnie widząc, że cierpię i ciężko pracuję, by zyskać ich pochwały i miejsce w ich sercach. Zastawiałam pułapkę na ludzi i walczyłam z Bogiem. To poważnie obraziło usposobienie Boga. Gdybym nie pokutowała i nie zmieniła się, to w końcu zostałabym odtrącona i usunięta przez Boga. Powierzając mi obowiązek przywódczyni, Bóg dał mi szansę, abym się doskonaliła. Przywódcy są odpowiedzialni za całość dzieła Kościoła, muszą rozwiązywać mnóstwo problemów, trudności i spraw. To wymaga ciągłego poszukiwania prawdy i zasad. Mogę popełniać błędy w pracy, mogę być przycinana, mogą się ze mną rozprawiać, ale poprzez ciągłą analizę, poprawianie się i refleksję wiele zyskam. To wszystko jest praktyczna wiedza, czy to o sprawiedliwym usposobieniu Boga, czy o moim skażonym usposobieniu. Ja jednak nie byłam wdzięczna i nie doceniałam tej możliwości. Zamiast tego uznałam ją za ciężar i zmarnowałam szansę na bycie udoskonaloną przez Boga. Pełniąc tak ważny obowiązek nie byłam odpowiedzialna i nie współpracowałam z innymi, nie brałam udziału w podejmowaniu decyzji, nadzorze czy podziale pracy, – więc jak właściwie wypełniałam obowiązek? Oszukiwałam i byłam nieuczciwa wobec Boga. Czyniłam zło.

Później przeczytałam ustęp ze słów Boga. „Dla wszystkich, którzy wypełniają swój obowiązek, bez względu na to, jak głębokie czy płytkie jest ich zrozumienie prawdy, najprostszą drogą praktyki, dzięki której można wejść w rzeczywistość prawdy, jest myślenie we wszystkim o interesie domu Bożego i porzucenie samolubnych pragnień, indywidualnych intencji, motywacji, reputacji i statusu. Przedkładaj korzyści domu Bożego ponad wszystko – przynajmniej tyle powinno się zrobić. Jeśli wypełniająca swój obowiązek osoba nie może zrobić nawet tyle, to jak można powiedzieć, że wykonuje ona swój obowiązek? Nie na tym polega wykonywanie obowiązku. Najpierw powinieneś brać pod uwagę korzyści domu Bożego. Rozważ korzyści samego Boga i Jego dzieło i przedkładaj te względy nade wszystko, a dopiero potem możesz myśleć o stabilności swojej pozycji, czy też o tym, jak inni cię postrzegają. Czy nie czujecie, że robi się trochę łatwiej, kiedy dzielisz wszytko na te kroki i ustanawiasz pewne kompromisy? Jeśli będziesz tak czynił przez pewien czas, poczujesz, że zadowalanie Boga nie jest trudne. Ponadto, powinieneś być w stanie wypełniać swoje zobowiązania, wykonywać swoje powinności i obowiązki, odłożyć na bok swe egoistyczne pragnienia oraz własne cele i motywy, mieć wzgląd na wolę Bożą i umieścić na pierwszym miejscu korzyści Boga i Jego domu. Po pewnym okresie doświadczania tego sam poczujesz, że to jest właśnie sposób, w jaki należy żyć. Jest to życie uczciwe i szczere, a kto tak żyje, nie jest osobą fałszywą ani nicponiem, i wiedzie żywot sprawiedliwy oraz godny, zamiast być ograniczonym lub nikczemnym. Sam poczujesz, że tak właśnie powinien żyć i postępować człowiek. Stopniowo też słabnąć będzie tkwiące w twym sercu pragnienie realizowania własnych interesów” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga ukazały mi drogę do praktykowania. Interes domu Bożego musi stać na pierwszym miejscu. Musimy przyjąć Bożą kontrolę i skupić się na poszukiwaniu prawdy, odłożyć na bok własny wizerunek, status i osoboste interesy, dbać pod każdym względem o dzieło domu Bożego. Tylko w ten sposób można postępować zgodnie z wolą Bożą, żyć otwarcie i honorowo. Zawsze myślałam, że uczestniczenie w podejmowaniu decyzji dotyczących dzieła Kościoła opóźni moją własną pracę, ale to absurdalna myśl. Prawda jest taka, że póki skupiasz się na dążeniu do prawdy i zasad, zachwoujesz priorytety i zajmujesz się najważniejszymi zadaniami, dopóty praca nie będzie opóźniona. A uczestnicząc w podejmowaniu decyzji, przyswoisz sobie więcej zasad, z korzyścią dla twojego obowiązku i dla siebie. Dom Boży każe każdemu Kościołowi wybrać kilku przywódców, aby wspólnie odpowiadali za dzieło Kościoła, aby mogli się uzupełaniać, nadzorować i kontrolować siebie nawzajem. Zwłaszcza w skomplikowanych sprawach, w których podejmują decyzje, może to zapobiec stratom w dziele domu Bożego na skutek arbitralnych decyzji i braku rozeznania. Ja jednak byłam nierozważna i zaniedbałam tak ważny obowiązek. Naprawde nie byłam warta zaufania i zasłużyłam na to, aby mnie odwołano i usunięto. Kiedy to zrozumiałam, postanowiłam, że w przyszłości, bez względu na to, czy coś jest moim głównym obowiązkiem w pracy, jeśli jest to praca dla domu Bożego lub dotyczy jego interesów, to jest to moja odpowiedzialność i obowiązek, i powinnam zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby dbać o dzieło domu Bożego. Postanowiłam przestać byc egoistką i osobą godną pogardy, dbającą tylko o własne interesy.

Później ponownie zostałam wybrana przywódczynią innego Kościoła. Wiedziałam, że Bóg mnie w ten sposób wywyższa. Byłem samolubna i godna pogardy, a mimo to dom Boży pozwolił mi pełnić tak ważny obowiązek. Przysięgłam, że zrobię to dobrze, że nie będę egoistycznie brała pod uwagę tylko własnej pracy. W tym Kościele byłam jedną z trojga przywódców, każdy z nas był odpowiedzialny za część pracy. Kiedy jedna z sióstr omawiała ze mnę kościelne projekty, było tam wiele rzeczy, których nie rozumiałam, ich nauczenie się wymagało czasu i wysiłku. Każdy dzień był wypełniony pracą i czasami czułam, że mam za mało czasu. Pewnego dnia siostra, z którą pracowałam, przyszła do mnie i poprosiła, abym pomogła jej porozmawiać z innymi o niektórych problemach. Pomyślałam: „Kilka dni temu wyższa rangą przywódczyni przyjrzała się mojej pracy i powiedziała, że wielu rzeczy nie zrobiłam poprawnie. Mój czas jest bardzo cenny. Jeśli będę jej pomagać, moje zadania się opóźnią i nie osiągnę rezultatów – co pomyśli o mnie przywódczyni? Czy nie powie, że jestem niekompetentna i nie potrafię pełnić praktycznego dzieła? Czy znowu zostanę odwołana?” I wtedy zdałam sobie sprawę, że znowu myślę o swoim wizerunku i statusie, że przecież dzieło Kościoła jest całością i nie mogę go dzielić. Jeśli zajmę się tylko własnymi obowiązkami, a całą resztę zlekceważę, czy to nie będzie egoistycznym i nikczemnym dbaniem o własne intersy? Nie mogłam tak postąpić. Musiałam odłożyć na bok własne interesy i wspołparcować z tą siostrą, aby rozwiązać problemy Kościoła. Zgodziłam się zatem pójść z nią na zgromadzenie i pomóc jej. Kiedy to zrobiłam, poczułam spokój i wolność, która bierze się z praktykowania prawdy. Choć odwołanie z funkcji było dla mnie bardzo bolesne, stało się także cenną lekcją. To dało mi praktyczną świadomość sprawiedliwego i nienaruszalnego usposobienia Boga. Zmieniłam też swoje błędne spojrzenie i niedbały stosunek do obowiązków. Dziękuję Bogu za to, że mnie zbawił.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zbawienie Boże

Autorstwa Yichen, Chiny Bóg Wszechmogący mówi: „Każdy etap Bożego dzieła – czy to ostre słowa, czy sąd, czy karcenie – udoskonala człowieka...

Dostrzegam prawdę o swoim zepsuciu

Autorstwa Li Heng, prowincja Jiangsu Wśród słów, którymi Bóg obnaża człowieka, znalazłam ten fragment: „Wcześniej powiedziano, że ci ludzie...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze