Czemu nie umiałam postępować szczerze

23 października 2022

Autorstwa Xiaofan, Chiny

Gdy zaczęłam nadzorować podlewanie nowych członków, siostra Zhang, z którą współpracowałam, mówiła o doktrynie i popisywała się. Wiele problemów związanych z pracą nie było rozwiązanych na czas. Zgłosiłam przywódcom to, jak postępuje siostra Zhang. Gdy zapoznali się z sytuacją, uznali, że ona nie nadaje się do tego, by nadzorować pracę, i zwolnili ją. Później przeniosłam też z grupy kilka osób, które się nie nadawały, i pomagałam braciom i siostrom rozwiązać problemy związane z ich obowiązkami. Po dwóch miesiącach była widoczna poprawa i wszyscy zapobiegliwie pracowali. Przywódcy napisali w liście, że nasze podlewanie nowych członków poprawiło się. Siostry, z którymi pracowałam, mówiły, że dobrze sobie radzę, że umiem rozwiązywać praktyczne problemy innych. Gdy bracia i siostry mieli problemy, przychodzili do mnie. Widząc, że przywódcy doceniają moją pracę i inni wokół mnie podziwiają, byłam szczęśliwa. Myślałam: „Wydaje się, że mam rzeczywistość prawdy i wykonuję praktyczną pracę”. Zaczęłam mieć o sobie wysokie mniemanie. Myślałam, że skoro nadzoruję pracę i jestem liderką grupy, to powinnam lepiej niż inni rozwiązywać problemy.

Wtedy odpowiadałam przede wszystkim za pracę jednej grupy. Często spotykałam się z członkami, by rozwiązywać problemy i eliminować odchylenia w naszej pracy, i dość szybko praca uległa znacznej poprawie. Ale grupy nadzorowane przez moje współpracownice nie poprawiły się, zwłaszcza grupa, za którą odpowiadała siostra Li, bo jej członkowie nie umieli współpracować i problemy pozostawały nierozwiązane. Siostra Li niepokoiła się i zapytała mnie: „Jak ty z nimi rozmawiasz? Ja osiągasz takie dobre wyniki?”. W odpowiedzi barwnie opisałam swoje metody. Gdy skończyłam, przypomniałam sobie brata z aroganckim usposobieniem, który nie współpracował. Nie rozwiązałam tego problemu i musiałam o tym pomówić z wszystkimi. Pomyślałam: „Jestem liderką grupy, wzorem dla wszystkich. Jeśli powiem, że są problemy, których nie umiem rozwiązać, co siostry o mnie pomyślą? Przed chwilą mówiłam z takim zapałem. Jak mogę przyznać się do nierozwiązanego problemu? Czy nie zaczną patrzeć na mnie z góry?”. W końcu nie zdobyłam się na odwagę, by się przyznać. Później kilka razy, gdy omawialiśmy pracę, mówiłam zawsze o tym, jak rozwiązuję problemy i osiągam wyniki, ani słowem nie wspominając o nierozwiązanych problemach. Moje dwie współpracownice podziwiały i myślały, że umiem rozwiązywać problemy. Mówiły: „Pojmujesz prawdę i masz jej rzeczywistość”. Trochę tak, więc powiedziałam, że są też problemy, których nie umiem rozwiązać, i ucięłam temat.

Jedna z grup pracowała nieefektywnie, bracia i siostry mieli trudności w pełnieniu obowiązków. Siostra Li powiedziała mi: „Kilka razy z nimi rozmawiałam, ale nie umiem rozwiązać ich problemów. Mam negatywne nastawienie”. Gdy to usłyszałam, spuściłam głowę i poczułam się bardzo nieswojo, bo ja też kilka razy próbowałam, ale nie rozwiązałam problemów. Czułam się bezsilna, robiłam, co mogłam, i nie rozumiałam, czemu nie dało się tych problemów rozwiązać. Chciałam się otworzyć, ale widząc negatywne nastawienie siostry Li, pomyślałam, że jeśli ja też powiem o swoich trudnościach, to będę szerzyć negatywność. Zresztą, byłam liderką grupy. W obliczu problemów musiałam być silna, nie popadać w negatywny stan. Wtedy siostra Li zapytała: „W jaki sposób mam doświadczać tych trudności?”. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie miałam gotowej ścieżki ani pomysłu. Ale by zachować twarz, zacisnęłam zęby i powiedziałam: „W obliczu takich trudności musimy polegać na Bogu. Trudno było Noemu zbudować arkę, ale dokonał tego, bo polegał na Bogu. Musimy być jak Noe i stawiać czoła problemom”. Później mówiłem o tym, jak ja napotykałam trudności, pełniąc obowiązki, jak pomagałam innym pokonać przeszkody i osiągnąć dobre wyniki. Siostry, którym brakowało rozeznania, chwaliły mnie, ale ja się z tego nie cieszyłam. Wciąż nie rozwiązaliśmy problemów w naszej pracy, więc czy nie zwodziłam tylko ludzi swoimi słowami? Pocieszałam się, myśląc: „Co innego miałabym powiedzieć? Co innego mogę zrobić jako liderka grupy? Muszę być silna, choćby nie wiem co!”. Niechętnie powiedziałam: „Zajmę się tym problemem”. Nie miałam pojęcia, co zrobić. Czułam, jakby przygniatała mnie góry, nie było drogi ucieczki, ale nie śmiałam się otworzyć i pomówić z siostrami. Wtedy siostra Li powiedziała: „Nasze ostatnie problemy pozostają nierozwiązane. Zastanówmy się nad tym”. Siostra Xin powiedziała mi: „Przez cały ten czas byłaś dla nas wzorem. Czując, że rozumiesz prawdę i umiesz rozwiązywać problemy, polegamy na tobie. To jest niewłaściwe”. Siostra Li dodała: „To prawda. Podczas naszej współpracy rzadko mówisz o swoim zepsuciu. Skupiasz się na swoim pozytywnym wejściu. Ale teraz, kiedy mamy tyle problemów i trudności w naszej pracy, dwójka z nas popadła w negatywny stan, ale ty nie okazujesz słabości. Czy ty się maskujesz?”. Gdy to usłyszałam, aż mi się serce ścisnęło. Czy to wszystko przez moje maskowanie się? Miałam mętlik w głowie i pomyślałam: „Jestem liderką grupy. Jeśli przyznam się do słabości, czy nie pogłębię negatywności? Jak na wojnie, jeśli generałowie padają, czy żołnierze nie poniosą porażki szybciej?”. Ale pomyślałam, że skoro jestem wzorem dla innych i gdyby to trwało dłużej, zaczęliby mnie czcić, to kroczę błędną ścieżką. Musiałam się zreflektować. Dowiedziałam się, że kilkoro innych ma negatywne nastawienie, chce zrezygnować, a to by poważnie wpłynęło na naszą pracę. Czułam się bardzo przybita tymi problemami. Nie umiałam rozwiązać praktycznych problemów. Nie potrafiłam poradzić sobie z tak ważną misją. Gdybym tak dalej robiła, hamowałabym pracę kościoła. W końcu nie byłam już w stanie trwać na posterunku, więc złożyłam rezygnację.

Później zaczęłam się nad sobą zastanawiać: „Czemu nie potrafię się otworzyć i powiedzieć o swoich problemach? Czemu się wciąż maskuję i nie umiem być szczera?”. Przeczytałam fragment słów Boga i zaczęłam siebie samą rozumieć. Bóg mówi: „Czy wiecie, kim naprawdę są faryzeusze? Czy są jacyś faryzeusze wokół was? Dlaczego tych ludzi nazywa się »faryzeuszami«? Jacy są faryzeusze? Są to ludzie obłudni, absolutnie fałszywi i we wszystkim, co robią, udają. A co udają? Udają, że są dobrzy, życzliwi i pozytywni. Czy rzeczywiście tacy właśnie są? Absolutnie nie. Biorąc pod uwagę, że są obłudnikami, wszystko, co się w nich ukazuje i ujawnia, jest fałszywe; to wszystko pozory – to nie jest ich prawdziwa twarz. Gdzie jest ukryta ich prawdziwa twarz? Jest ukryta głęboko w ich sercach, gdzie nikt jej nigdy nie ujrzy. Wszystko na zewnątrz to tylko gra, to tylko udawanie, ale oszukać można tylko ludzi, nie można oszukać Boga. Jeśli ludzie nie dążą do prawdy, jeśli nie praktykują i nie doświadczają słów Bożych, wówczas nie mogą prawdziwie zrozumieć prawdy, a więc bez względu na to, jak ładnie brzmią ich słowa, nie są one rzeczywistością prawdy, ale słowami doktryny. Niektórzy ludzie skupiają się jedynie na papugowaniu słów doktryny, naśladują tego, kto wygłasza najlepsze kazania, w wyniku czego po zaledwie kilku latach recytują doktryny w coraz wznioślejszy sposób, są podziwiani i czczeni przez wielu ludzi, po czym zaczynają się kamuflować i zwracają wielką uwagę na to, co mówią i robią, pokazując się jako szczególnie pobożni i uduchowieni. Do kamuflażu używają tak zwanych teorii duchowych. To wszystko, o czym mówią, gdziekolwiek się udadzą, to są rzeczy pokrętne, które pasują do ludzkich pojęć religijnych, ale które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością prawdy. A głosząc takie rzeczy – zgodne z ludzkimi wyobrażeniami i upodobaniami – zwodzą wielu ludzi. Innym tacy ludzie wydają się bardzo pobożni i pokorni, ale w rzeczywistości jest to udawane; wydają się tolerancyjni, wyrozumiali i życzliwi, ale w rzeczywistości to pozory; mówią, że kochają Boga, ale tak naprawdę to udają. Inni uważają takich ludzi za świętych, ale w rzeczywistości jest to fałsz. Gdzie można znaleźć osobę, która jest naprawdę święta? Świętość ludzka jest w całości fałszywa. To wszystko jest pozorne, udawane. Na pierwszy rzut oka zdają się być lojalni wobec Boga, ale w rzeczywistości tylko grają, starając się zwrócić uwagę innych. Gdy nikt nie patrzy, w ogóle nie są lojalni, a wszystko, co robią, robią od niechcenia. Pozornie poświęcają się dla Boga, rezygnują z rodziny i kariery. Ale co robią w ukryciu? Prowadzą własne przedsiębiorstwo i działają w kościele, czerpiąc z niego zyski i potajemnie kradną ofiary pod pozorem pracy dla Boga… Ci ludzie to współcześni obłudni faryzeusze” (Sześć wskaźników rozwoju życiowego, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga ujawniają istotę faryzeuszy bardzo jasno. Faryzeusze się maskowali i zwodzili innych we wszystkim. Uczynków, jawiących się jako dobre, używali, by ludzie ich podziwiali. Ja postępowałam dokładnie tak jak faryzeusze. Od momentu, gdy zaczęłam nadzorować podlewanie, widząc, że praca grupy idzie gładko do przodu i jest efektywniejsza, widząc, że podziwiają mnie przywódcy i współpracownicy, czułam, że rozumiem rzeczywistość prawdy lepiej niż inni, mimowolnie zaczęłam mieć o sobie wysokie mniemanie. Myślałam, że jako nadzorca muszę być silniejsza niż inni, że nie mogę być negatywna, że muszę świecić przykładem dla braci i sióstr, więc maskowałam się i udawałam kogoś innego. Gdy siostra Li trafiła na trudności i szukała u mnie rozwiązań, udawałam, że ją rozumiem, i wydusiłam z siebie odpowiedź w słowach doktryny, by siostry niesłusznie myślały, że rozumiem prawdę i mam jej rzeczywistość. Gdy nie umiałam pokonać jakichś trudności, byłam przybita, ale bałam się, żeby bracia i siostry nie odkryli mojej słabości, więc udawałam silną, co sprawiło, że inni mnie podziwiali, czuli, że mam lepszą postawę i potrafię rozwiązać każdy problem. By zbudować dobry wizerunek i status w oczach braci i sióstr, nigdy nie mówiłam o swoim zepsuciu, wszystko znosiłam, jak ciężko by nie było. Usiłowałam się maskować i używałam poprawnie brzmiącej doktryny, by zwodzić innych. Nie tylko nie rozwiązałam swoich własnych problemów, ale, co gorsza, zahamowałam pracę kościoła. Krzywdziłam siebie i innych! Podążałam ścieżką obłudnych faryzeuszy. Wtedy dopiero pojęłam to, co powiedział Bóg: „Bycie zwykłą osobą ma znaczenie; możesz żyć wolny od niepokoju, odczuwać radość i mieć spokojny umysł. To jest właściwa ścieżka życia. Jeśli wciąż tylko chcesz się wyróżniać, być lepszym niż cała reszta, to rzucasz się na pożarcie wilkom, dajesz się przemielić w maszynce do mięsa i utrudniasz sobie życie” (Punkt dwunasty: Kiedy nie mogą zyskać pozycji ani nie mają nadziei na błogosławieństwa, chcą się wycofać, w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Słowa Boga są realne. Gdy ktoś nieustannie chce być podziwiany i lepszy niż inni, to staje się zabawką szatana i żyje w cierpieniu. Tylko zapominając o sławie i statusie, tylko dążąc do bycia szczerą osobą, kimś zwykłym i przyziemnym, możemy postępować jak ludzie wolni, możemy poczuć spokój i bezpieczeństwo.

Dzięki refleksji pojęłam, że mój punkt widzenia był zły. Myślałam, że mówiąc o swoich słabościach i trudnościach, będę szerzyć negatywność, więc milaczałam. Nie rozumiałam, co to znaczy otworzyć się i czym jest szerzenie negatywności. To mi się pomieszało. Później szukałam właściwych słów Boga. Słowa Boga mówią: „Najpierw przyjrzyjmy się temu, jak należy rozumieć i rozpoznawać okazywanie negatywnej postawy, jak należy rozróżniać negatywizm ludzi, oraz jakie ich wypowiedzi i zewnętrzne przejawy tchną negatywizmem. Najważniejsze jest to, że negatywizm, którym ludzie emanują, nie jest czymś pozytywnym, ale polega na sprzeciwianiu się, zaprzeczaniu prawdzie; jest wytworem skażonego ludzkiego usposobienia. Posiadanie skażonego usposobienia prowadzi do tego, że ma się trudności w praktykowaniu prawdy i okazywaniu posłuszeństwa Bogu, a z uwagi na te właśnie trudności, w ludziach ujawniają się negatywne myśli i inne negatywne rzeczy. Powstają one w związku z tym, że usiłują oni praktykować prawdę. Są to myśli i poglądy, które wywierają na ludzi wpływ i przeszkadzają im, kiedy ci próbują praktykować prawdę, i są to rzeczy na wskroś negatywne. Bez względu na to, jak bardzo te negatywne myśli zgodne są z pojęciami człowieka i jak rozsądnie brzmią, nie biorą się one ze zrozumienia słów Bożych, a tym bardziej nie są doświadczaniem i poznawaniem słów Bożych. Zamiast tego wytwarzane są przez ludzki umysł i w ogóle nie są zgodne z prawdą – i dlatego stanowią zjawiska negatywne i szkodliwe. Intencją ludzi, którzy emanują negatywizmem, jest znalezienie wielu obiektywnych przyczyn swoich niepowodzeń w praktykowaniu prawdy, aby w ten sposób wzbudzić współczucie innych i zyskać ich zrozumienie. Zachowanie takie może w różnym stopniu hamować i osłabiać ludzką inicjatywę przy praktykowaniu prawdy, a nawet jest w stanie powstrzymać wiele osób przed jej praktykowaniem. Takie konsekwencje i szkodliwy wpływ sprawiają, że tego rodzaju negatywne zjawiska tym bardziej zasługują na miano niepożądanych, przeciwnych Bogu i z gruntu wrogich prawdzie. Niektórzy ludzie są ślepi na istotę negatywizmu i uważają, że częste okazywanie negatywnej postawy jest czymś normalnym i nie ma większego wpływu na ich dążenie do prawdy. Pogląd ten jest jednak niesłuszny. W rzeczywistości bowiem negatywna postawa ma bardzo duży wpływ, a jeśli zniechęcenie staje się wręcz nie do zniesienia, łatwo może przerodzić się w sprzeniewierzenie się Bogu. Negatywna postawa wywołać może bowiem nawet tak straszliwy skutek. Jak zatem należy rozpoznać i rozumieć okazywanie negatywnej postawy? Mówiąc najprościej, okazywanie negatywnej postawy to oszukiwanie ludzi i powstrzymywanie ich przed praktykowaniem prawdy; stosowanie tzw. »miękkich« taktyk, normalnych z pozoru metod, aby ich zwodzić i wprowadzać w błąd. Czy przynosi im to szkodę? W istocie, jest to dla nich wielce szkodliwe. Tak więc okazywanie negatywnej postawy jest czymś niepożądanym i Bóg je potępia. Taka jest najprostsza interpretacja emanowania negatywizmem. (…) Czy negatywizm nie zawiera w sobie ludzkiego buntu, niezadowolenia, skarg i urazy? Są też inne poważne przejawy takie jak sprzeciw, opór, a nawet wykłócanie się. Wypowiedzi, które zawierają takie elementy, można określić jako emanujące negatywizmem” (Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). „»Doświadczenia dzielenia się i rozmawiania we wspólnocie« oznaczają omawianie swoich doświadczeń i wiedzy dotyczących słów Boga, dawanie wyrazu każdej myśli w twoim sercu, mówienie o stanie, w jakim się znajdujesz, oraz o skażonym usposobieniu, jakie przejawiasz, i pozwolenie, by inni dokonali rozróżnienia między tymi rzeczami, i rozwiązanie problemu przez wspólne omawianie prawdy. Tylko wtedy, gdy doświadczenia są w taki sposób omawiane, wszyscy na tym korzystają i dużo zyskują; tylko tak wygląda prawdziwe życie kościoła” (Najbardziej fundamentalna praktyka bycia uczciwą osobą, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Przeczytawszy słowa Boga, zrozumiałam. Szerzenie negatywności to wyrażanie, przez własne pobudki i zepsute usposobienie, niezadowolenia z pracy kościoła oraz nieporozumienia i skargi na Boga, tak by inni roili sobie pojęcia o Bogu, by nie chcieli za Nim iść i pełnić obowiązków. Na przykład, jeśli ktoś został przycięty i się z nim rozprawiono, może narzekać, by wyrobić w innych pojęcia i błędne rozumienie Boga. Czyli szerzy negatywność. Ale otwarcie się znaczy być szczerą osobą. Nie chodzi tylko o mówienie na temat swojego doświadczenia w praktykowaniu prawdy. Trzeba szczerze powiedzieć o swoim zepsuciu, trudnościach, brakach, o fałszywych i niewłaściwych pobudkach w pełnieniu obowiązku, tak by wszyscy się w tym rozeznali i przeanalizowali. Człowiek się otwiera, by szukać prawdy i rozwiązać swoje problemy, by wyzbyć się zepsutego usposobienia. To jest pozytywna praktyka. Gdy zrozumiałam ten aspekt prawdy, otwarcie powiedziałam o moim zepsuciu i brakach w pełnieniu obowiązków. Szukałam prawdy z braćmi i siostrami, by to zmienić. Powoli mój stan się poprawiał i lepiej wypełniałam obowiązki. Przywódcy zobaczyli, że okazałam skruchę i lepiej siebie poznałam, więc zapytali, czy czuję się na siłach, by znów nadzorować pracę podlewania. Byłam wzruszona. Nie sądziłam, że dostanę drugą szansę. Doceniałam Bożą łaskę i gotowa byłam wypełniać obowiązki. Później nabierałam coraz większej pewności, że jestem szczerą osobą, nie było mi tak trudno się otwierać. Po jakimś czasie siostra Xin powiedziała mi: „Czuję, że trochę się zmieniłaś. To świetnie, że praktykujesz prawdę, otwierając się”. Bardzo mnie uradowały jej słowa i czułam, że w końcu udało mi się zmienić. Ale co dobre, szybko się kończy. Wkrótce mój problem wrócił ze zdwojoną siłą.

Pod koniec spotkania poprosiłam o pytania. Jedna siostra powiedziała, że ma trudności w obowiązkach i nie wie, co robić. Chciała, bym jej pomogła. Nic mi nie przychodziło do głowy, więc zapytałam innych, co sądzą. Brat zasugerował rozwiązanie, wszyscy zgodnie przytaknęli i ja też to zrozumiałam. Siostra radośnie powiedziała: „Świetne rozwiązanie. Czemu sama na to nie wpadłam?”. Chciałam powiedzieć: „Mi też to rozwiązanie nie przyszło do głowy”. Ale pomyślałam: „Pełnię rolę nadzorczą. Jeśli tak powiem, co ludzie sobie o mnie pomyślą? Czy powiedzą, że nie radzę sobie z problemami tak dobrze jak inni bracia i siostry?”. Sobie więc przypisałam rozwiązanie tego brata i dodałam od siebie kilka szczegółów. Potem ta siostra powiedziała: „Teraz mam ścieżkę”. Słysząc to, poczułam się trochę winna i pomyślałam: „Czy ja nie zwodzę ludzi? Czemu się znowu maskuję?”. Zaczęłam się zastanawiać nad sobą, jadłam i piłam słowa Boże tyczące się mojego stanu. Słowa Boga mówią: „Cóż to jest za usposobienie, gdy ludzie wiecznie stwarzają pozory, wciąż się wybielają, zawsze coś udają, by inni mieli o nich dobre zdanie i nie dostrzegali ich wad oraz niedociągnięć, i gdy zawsze starają się pokazać innym ze swojej najlepszej strony? Jest to arogancja, fałsz, hipokryzja, jest to usposobienie szatana, jest to coś złego. Weźmy członków szatańskiego reżimu: bez względu na to, jak bardzo się kłócą, walczą czy zabijają za kulisami, nikomu nie wolno tego ujawniać ani o tym informować. Boją się, że ludzie dostrzegą ich demoniczne oblicze, i robią wszystko, co możliwe, aby to zatuszować. Publicznie ze wszystkich sił starają się wybielić, opowiadają, jak bardzo kochają ludzi, jacy są wspaniali, wybitni i porządni. Taka jest natura szatana. Najistotniejsza cecha natury szatana to podstępy i oszustwa. A jaki jest cel tych podstępów i oszustw? Zwodzenie ludzi, by nie mogli dostrzec jego istoty i prawdziwego oblicza, a tym samym osiągnięcie celu, jakim jest przedłużenie jego rządów. (…) Szatan używa wszelkiego rodzaju metod, by oszukiwać ludzi, nabierać ich i robić z nich głupców, przedstawiając im fałszywy obraz. Ucieka się nawet do zastraszania i gróźb, by wzbudzić w ludziach szacunek i lęk, a jego ostatecznym celem jest to, aby ludzie poddali się szatanowi i czcili go. To właśnie go zadowala; to jest jego cel, gdy rywalizuje z Bogiem, aby przeciągnąć ludzi na swoją stronę. Kiedy zatem walczycie o status i reputację wśród ludzi, o co walczycie? Czy naprawdę o renomę? Nie. Tak naprawdę walczycie o korzyści, jakie renoma ze sobą niesie” (Zasady, jakimi należy się kierować w zachowaniu, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). „Ludzie, którzy nigdy się nie otwierają, którzy zawsze coś ukrywają, którzy wiecznie udają prawych, ciągle starają się wywrzeć dobre wrażenie na innych, którzy nie pozwalają innym ujrzeć w pełni swojego prawdziwego oblicza i dążą do tego, by inni ich podziwiali – czy ci ludzie nie są głupi? Są wyjątkowo głupi! Dlatego, że prawda o człowieku zawsze wyjdzie na jaw, prędzej czy później. Jaką ścieżką kroczą, tak postępując? Ścieżką faryzeuszy. Czy hipokryci są w niebezpieczeństwie, czy nie? To ludzie, których Bóg nienawidzi najbardziej, więc czy można mniemać, że nie grozi im niebezpieczeństwo? Wszyscy, którzy są faryzeuszami, kroczą drogą do zatracenia!” (Oddając serce Bogu, można pozyskać prawdę, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Przemyślałam słowa Boga i zrozumiałam, że główną przyczyną maskowania się jest chęć, by zyskać podziw u innych, by dominować nad ludźmi, kontrolować ich i ustabilizować własną pozycję. To się bierze z aroganckiego, złego usposobienie, jest sprzeciwem wobec Boga. Jeśli chodzi o problem siostry, po prostu nie wiedziałam, jak go rozwiązać, ale bałam się, że bracia i siostry będą patrzeć na mnie z góry, gdy się o tym dowiedzą, i się maskowałam, dodałam pomysły do wiedzy kogoś innego, sobie przypisując zasługę, licząc, że pokażę wszystkim, jaka jestem spostrzegawcza, że pojmuję prawdę i mam jej rzeczywistość. Oszukiwałam, bo chciałam ich sobie zaskarbić, łudząc się, że będą mnie podziwiać i na mnie polegać. Podążałam ścieżką faryzeuszy. Oni byli obłudnymi oszustami, potępił i przeklął ich Bóg. Nie można obrazić sprawiedliwego usposobienia Boga, więc gdybym nie okazała skruchy, Bóg by mnie też przeklął i ukarał. Gdy dostrzegłam powagę problemu, przestraszyłam się. Od razu się pomodliłam i chciałam okazać skruchę.

Potem przeczytałam fragment słów Boga, które pokazały mi, jak prawidłowo traktować awans. Słowa Boga mówią: „Niektórzy ludzie są awansowani i kształceni przez kościół i jest to coś dobrego, to dobra okazja, aby zostać wyszkolonym. Można powiedzieć, że zostali wywyższeni i obdarzeni łaską przez Boga. Jak zatem mają wypełniać swój obowiązek? Pierwszą zasadą, której powinni przestrzegać, jest zrozumienie prawdy. Kiedy nie rozumieją prawdy, muszą jej poszukiwać, a jeśli po poszukiwaniu nadal jej nie rozumieją, mogą znaleźć kogoś, kto rozumie prawdę, aby z nim rozmawiać i wspólnie poszukiwać, dzięki czemu uda się rozwiązać problem szybko i na czas. Jeśli koncentrujesz się tylko na tym, by więcej czasu spędzać na samotnej lekturze słów Boga albo na przemyśliwaniu tych słów po to, aby zrozumieć prawdę i rozwiązać problem, trwa to zbyt długo; jak mówi przysłowie: »Woda, która jest daleko, nie ugasi palącego pragnienia«. Gdy chcesz czynić szybkie postępy, jeśli chodzi o prawdę, to musisz nauczyć się harmonijnie współpracować z innymi, zadawać więcej pytać i więcej poszukiwać. Tylko wtedy będziesz szybko wzrastać w życiu i będziesz w stanie migiem rozwiązywać problemy, bez żadnych opóźnień ani w jednym, ani w drugim. Ponieważ dopiero co cię awansowano i jesteś na okresie próbnym oraz nie pojmujesz prawdy lub nie posiadasz rzeczywistości prawdy, ponieważ wciąż brakuje ci tej postawy, nie myśl, że ten awans oznacza, iż posiadłeś rzeczywistość prawdy; tak nie jest. Stało się to tylko dlatego, że umiesz nieść brzemię pracy i posiadasz charakter przywódcy; dlatego wybrano cię, aby cię awansować i kształcić. Taki rozsądek powinieneś mieć. Jeśli po tym, jak cię awansowano i posłużono się tobą, zajmujesz pozycję przywódcy lub pracownika, uważając się za kogoś, kto posiada rzeczywistość prawdy i kto dąży do prawdy, i jeśli niezależnie od problemów braci i sióstr, udajesz, że rozumiesz i że jesteś uduchowioną osobą, jest to głupota i postępowanie na wzór obłudnych faryzeuszy. Musisz mówić i postępować zgodnie z prawdą. Gdy czegoś nie rozumiesz, możesz zapytać innych lub szukać odpowiedzi i porozmawiać ze Zwierzchnikiem – nie ma w tym żadnego wstydu. Nawet jeśli nie zadajesz pytań, Zwierzchnik i tak będzie znał twoją prawdziwą postawę i będzie wiedział, że nie ma w tobie rzeczywistości prawdy. Poszukiwanie i omawianie to czynności, jakie powinieneś wykonywać; to jest rozsądek, jaki powinien cechować zwykłe człowieczeństwo, i zasada, której powinni przestrzegać przywódcy i pracownicy. Nie trzeba się tego wstydzić. Jeśli myślisz, że przywódcy przynosi wstyd, gdy ciągle zadaje pytania innym ludziom lub Zwierzchnikowi albo gdy nie rozumie zasad, i jeśli w rezultacie takiego myślenia zaczynasz udawać, że rozumiesz, że wiesz, że potrafisz pracować, że możesz wykonywać dowolną pracę w kościele, że nie potrzebujesz nikogo, kto by cię napominał i rozmawiał z tobą, ani nikogo, kto by cię wspierał i zaopatrywał, to jest niebezpieczne, przesadnie aroganckie i zarozumiałe, nie ma tym żadnego rozsądku. Nie znasz nawet własnej miary i czy nie czyni cię to idiotą? Tacy ludzie de facto nie spełniają kryteriów awansu i kształcenia w domu Bożym i prędzej czy później zostaną zastąpieni albo wyrzuceni” (Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Przeczytawszy słowa Boga, zrozumiałam. Bóg nie chce, żebym była wszechwiedzącym mistrzem. Bóg chce, żebym miała odpowiednie intencje, żebym pełniła obowiązki całym sercem i umysłem, i żebym bez względu na swoje braki więcej rozmawiała z braćmi i siostrami i harmonijnie z nimi współpracowała. To jest działanie rozumne. Ale ja byłam arogancką ignorantką, wydawało mi się, że jako nadzorca muszę być lepsza od braci i sióstr, że muszę umieć każdy problem rozwiązać. W rezultacie maskowałam się i udawałam, że wszystko rozumiem. Wycieńczałam się i hamowałam pracę kościoła. Nie miałam wstydu, a moje poglądy były niedorzeczne! To, że pełniłam rolę nadzorczą, było szansą od Boga, bym praktykowała i uczyła się. Nie stało się to dlatego, że rozumiałam prawdę lepiej niż inni, nie miało to służyć temu, bym dowiodła, że moja tożsamość i status przewyższają innych. Byłam taka sama jak moi bracia i siostry, dużo prawdy wciąż nie rozumiałam, wiele problemów nie byłam w stanie rozwiązać. Miałam rozeznanie w pewnych sprawach, a i to pochodziło z Bożego oświecenia; nie oznaczało, że posiadam rzeczywistość. Ale ja nie znałam własnej miary. Aby zachować reputację i status, nic innego nie robiłam, tylko się wciąż maskowałam. Nie pojmowałam prawdy i nie weszłam w jej rzeczywistość, ale robiłam się coraz bardziej zła, podstępna i arogancka. Jaka ja byłam głupia! Gdy do mnie to dotarło, poprzysięgłam sobie, że nie będę się już maskować i oszukiwać. Chcę praktykować bycie szczerą osobą i dobrze pełnić obowiązki.

Kilka dni później, gdy omawialiśmy pracę, siostra Xin powiedziała, że jeden z nowych wierzących robi szybkie postępy. Powiedziałam od razu: „To ja go podlewam”. Nagle jednak pomyślałam: „Czy ja się nie popisuję? Muszę się otworzyć i zdemaskować”. Ale pomyślałam też: „To będzie upokarzające. Czy siostra Xin pomyśli, że jestem bezrozumna i że się popisuję, gdy coś mi się uda, żeby tylko inni się dowiedzieli?”. Dotarło do mnie, że znów chcę się maskować, więc pomodliłam się, prosząc Boga, by pomógł mi samą siebie porzucić. Zebrałam się na odwagę, by się otworzyć i ujawnić, jaki był cel moich słów, a mianowicie wywyższyć siebie. Siostra Xin powiedziała: „Od razu to zauważyliśmy. Jeśli potrafisz się otworzyć, to świadomie praktykujesz szczerość”. Było mi wstyd, gdy to usłyszałam, ale poczułam, że jeśli nie będę się maskować, tylko będę się w taki sposób otwierać, to zyskam poczucie bezpieczeństwa i wyzwolenia.

Po tym doświadczeniu jeden fakt widziałam jasno. W przeszłości nie chciałam ujawniać swojego zepsucia, maskowałam się, myśląc, żeby zachować swój wizerunek w oczach innych. Ale tak naprawdę samą siebie oszukiwałam i to było bardzo głupie. Bóg widzi wszystko. Nieważne, jak dobrze udaję, Bóg widzi prawdę i prędzej czy później zostanę zdemaskowana. Bracia i siostry coraz lepiej pojmują prawdę, słuchają słów Boga. Są w stanie rozeznać się co do różnych rodzajów ludzi, coraz wyraźniej dostrzegają różne przejawy szatańskiego usposobienia, więc mogę się maskować, a i tak ci, co pojmują prawdę, przejrzą moją grę. Jestem całkowicie przekonana o tym, że tylko ci, co dążą do prawdy i do bycia czystą, otwartą i szczerą osobą, w sposób całkiem przyziemny, to mądrzy ludzie, którzy podobają się Bogu i innym, i to jest jedyna ścieżka światła wskazana nam przez Boga.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze