Na co było to całe cierpienie?

23 października 2022

Autorstwa Xi’en, Włochy

Gdy zaczęłam wierzyć, widziałam, że wielu przywódców potrafi znosić dużo trudów. Pracowali wytrwale, pełniąc obowiązki przy każdej pogodzie, a bracia i siostry patrzyli na nich z uznaniem. Podziwiałam ich i miałam nadzieję, że też stanę się kimś, kto umie cierpieć i płacić cenę, jak oni, i że inni będą mnie podziwiać. Dlatego byłam entuzjastyczna w swoich dążeniach. Wybrano mnie później na przywódczynię. Co dzień z zapałem oddawałam się obowiązkom, a inni chwalili mnie za to, że mimo młodego wieku potrafię znosić trudy, i mówili, że jestem kimś, kto dąży do prawdy. Aż drżałam z radości, ilekroć takie słowa słyszałam, i czułam, że warto się poświęcać. Później zwiększył się zakres moich obowiązków i miałam coraz więcej na głowie. Siostry, z którymi pracowałam, potrafiły cierpieć i płacić cenę. Zawsze kładły się późno, a czasami szły na zgromadzenia z pustym żołądkiem, bo nie miały czasu zjeść. Ich gospodarze chwalili je za to, że niosły brzemię i potrafiły znosić trudy. Czułam, że bracia i siostry lubią takich ludzi, więc Bóg pewnie też, dlatego zaczęłam pracować aż do późna w noc. Ale po pewnym czasie moje ciało się zbuntowało, robiłam się śpiąca, gdy mijała północ. Ale widząc, że inne siostry wciąż pracują, krępowałam się iść do łóżka, bojąc się, że powiedzą, że skupiam się na ciele i nie niosę brzemienia, pełniąc obowiązki. Zmuszłam się do pracy, ale nie umiałam zwalczyć senności i nie udawało mi się wiele zrobić. Mimo to nie kładłam się spać. Zagrzewałam się do działania, myśląc, że nie mogę skupiać się na ciele i pozwolić, by inni patrzyli na mnie z góry. Czasem po takiej nocy musiałam wstać wcześnie na zgromadzenie, zaspana wsiadałam na rower, na zgromadzeniu byłam śpiąca, chciałam się chwilę zdrzemnąć, ale bałam się, że inni powiedzą, że się fizycznie rozpieszczam. Co dzień zmuszałam się do tego, żeby długo w noc pracować. Pewnego razu, jadąc na rowerze na zgromadzenie, byłam taka zasapana, że aż mieniło mi się w oczach i wpadłam do rowu. To mnie przeraziło. Prowadząc rower wzdłuż drogi, myślałam o tym, co mi się przytrafiło. Dotarło do mnie, że odkąd jestem przywódczynią, myślę tylko o tym, by zyskać podziw dzięki mojej zdolności do cierpienia, bojąc się, że ludzie powiedzą, że skupiam się na ciele i pragnę wygody. To znaczyło, że brak mi było rutyny w życiu i nie odpoczywałam, jak trzeba.

Raz przeczytałam słowa Boga demaskujące faryzeuszy i spojrzałam na siebie w tym świetle. Słowa Boga mówią: „Czy wiecie, kim naprawdę są faryzeusze? Czy są jacyś faryzeusze wokół was? Dlaczego tych ludzi nazywa się »faryzeuszami«? Jacy są faryzeusze? Są to ludzie obłudni, absolutnie fałszywi i we wszystkim, co robią, udają. A co udają? Udają, że są dobrzy, życzliwi i pozytywni. Czy rzeczywiście tacy właśnie są? Absolutnie nie. Biorąc pod uwagę, że są obłudnikami, wszystko, co się w nich ukazuje i ujawnia, jest fałszywe; to wszystko pozory – to nie jest ich prawdziwa twarz. Gdzie jest ukryta ich prawdziwa twarz? Jest ukryta głęboko w ich sercach, gdzie nikt jej nigdy nie ujrzy. Wszystko na zewnątrz to tylko gra, to tylko udawanie, ale oszukać można tylko ludzi, nie można oszukać Boga. Jeśli ludzie nie dążą do prawdy, jeśli nie praktykują i nie doświadczają słów Bożych, wówczas nie mogą prawdziwie zrozumieć prawdy, a więc bez względu na to, jak ładnie brzmią ich słowa, nie są one rzeczywistością prawdy, ale słowami doktryny. Niektórzy ludzie skupiają się jedynie na papugowaniu słów doktryny, naśladują tego, kto wygłasza najlepsze kazania, w wyniku czego po zaledwie kilku latach recytują doktryny w coraz wznioślejszy sposób, są podziwiani i czczeni przez wielu ludzi, po czym zaczynają się kamuflować i zwracają wielką uwagę na to, co mówią i robią, pokazując się jako szczególnie pobożni i uduchowieni. Do kamuflażu używają tak zwanych teorii duchowych. To wszystko, o czym mówią, gdziekolwiek się udadzą, to są rzeczy pokrętne, które pasują do ludzkich pojęć religijnych, ale które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością prawdy. A głosząc takie rzeczy – zgodne z ludzkimi wyobrażeniami i upodobaniami – zwodzą wielu ludzi. Innym tacy ludzie wydają się bardzo pobożni i pokorni, ale w rzeczywistości jest to udawane; wydają się tolerancyjni, wyrozumiali i życzliwi, ale w rzeczywistości to pozory; mówią, że kochają Boga, ale tak naprawdę to udają. Inni uważają takich ludzi za świętych, ale w rzeczywistości jest to fałsz. Gdzie można znaleźć osobę, która jest naprawdę święta? Świętość ludzka jest w całości fałszywa. To wszystko jest pozorne, udawane. Na pierwszy rzut oka zdają się być lojalni wobec Boga, ale w rzeczywistości tylko grają, starając się zwrócić uwagę innych. Gdy nikt nie patrzy, w ogóle nie są lojalni, a wszystko, co robią, robią od niechcenia. Pozornie poświęcają się dla Boga, rezygnują z rodziny i kariery. Ale co robią w ukryciu? Prowadzą własne przedsiębiorstwo i działają w kościele, czerpiąc z niego zyski i potajemnie kradną ofiary pod pozorem pracy dla Boga… Ci ludzie to współcześni obłudni faryzeusze(Sześć wskaźników rozwoju życiowego, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga ujawniły coś, co było mi trudno przełknąć. Postępowałam tak samo jak faryzeusze. Oni robili przedstawienie swoim pozornym zachowaniem, umyślnie modlili się na rogach ulic i głosili słowa Boga, by ludzie myśleli, że są pobożni i miłują Boga. W głębi serca wcale nie praktykowali słów Boga. Robili to wszysto na pokaz, by zyskać podziw. Ja też taka byłam. Skupiałam się na pozorach i powierzchownym zachowaniu, by bracia i siostry mieli o mnie dobre zdanie. Widząc, że inni potrafią cierpieć i płacić cenę, pełniąc obowiązki, i że wszyscy ich chwalą, chciałam też taka być. Gdy zostałam przywódczynią i widziałam, że inne siostry pracują do późna, zmuszałam się do tego samego, żeby nie być gorszą. Brnęłam w to, choć łamał mnie sen. Nie śmiałam się zdrzemnąć po południu, żeby tylko grać rolę kogoś, kto potrafi znosić trudy. Maskowałam się na każdym kroku, próbując zyskać podziw wśród braci i sióstr pozorami dobrych uczynków. Moje cierpienie i poświęcenie były fałszywe, to było oszustwo. Szłam ścieżką faryzeuszy, więc czy Bóg mógł nie odczuwać wstrętu? Potem usiłowałam znaleźć równowagę między pracą a snem, szłam do łóżka normalnie, gdy skończyłam pracę na ten dzień. Czułam się dzięki temu o wiele bardziej zrelaksowana.

Rók później wyjechałam za granicę. Niektóre siostry, z którymi mieszkałam, potrafiły znosić trudy obowiązków, pracowały do późna w noc. Czasem chciałam się wcześniej położyć po skończeniu pracy, ale bałam się, że inni uznają, że skupiam się na wygodach. Byłam przywódczynią, więc co by pomyśleli, gdybym chodziła spać wcześniej? Powiedzą, że nie potrafię znosić cierpienia i nie dzierżę brzemienia, pełniąc obowiązki. Myśląc w ten sposób, znów zaczęłam robić rzeczy na pokaz, siedziałam z innymi do późna. Ale robiłam się śpiąca i drzemałam po pierwszej w nocy. Mówili, żebym szła do łóżka wcześniej, ale ja się zmuszałam do animuszu i mówiłam: „Dam radę, położę się za chwilę”. Ale za moment znów możył mnie sen. Czasem nie radziłam sobie z sennością i drzemałam z głową na biurku. Ale nie byłam spokojna. Bałam się tego, co inni o mnie powiedzą, więc zaraz wracałam do pracy. By pokazać, że niosę brzemię, czasem umyślnie wysyłałam grupowe wiadomości o późnej porze, by wszyscy wiedzieli, jak długo siedzę, że pełnię obowiązki nawet w nocy. Chciałam kupić suplementy diety z powodu problemów zdrowotnych, ale bałam się tego, co powiedzą inni. Czy pomyślą, że zbyt cenię sobie ciało? W końcu ich nie kupiłam. Raz na zgromadzeniu dowiedziałam się, że jedna siostra jest w złym w stanie, potrzebuje wsparcia i omówienia. Ale ponieważ przebywała w kraju z inną strefą czasową, a nas był już środek nocy, pomyślałam, że skontaktuję się z nią nazajutrz. Ale za chwilę pomyślałam, że jeśli porozmawiam z nią w nocy, to sprawię wrażenie, że poświęcam się dla wejścia w życie moich braci i sióstr. Skontaktowałam się z tą siostrą i rozmawiałam z nią aż do drugiej w nocy. Powiedziała: „U ciebie już późno, powinnaś się położyć. To niezdrowo tak wciąż ślęczeć po nocy”. Byłam z siebie zadowolona, słysząc to. Fizycznie czułam dyskomfort, ale nie robiłam tego na darmo, bo ona pomyślałam, że niosę brzemię i jestem odpowiedzialna. Zaczęły mi doskwierać różne małe dolegliwości, a lekarz powiedział, że to przez długotrwały brak snu. Zignorowałam to i nie zmieniłam swojego postępowania. Przywódca wiele razy przypominał mi, że nie powinnam zarywać nocy, że praca się nie opóźni, jeśli położę się wcześniej i wstanę wcześniej. Pomyślałam, że jeśli będę kłaść się wcześniej, inni pomyślą, że jako przywódczyni nie potrafię znosić tyle trudów, co inni, więc czy będą mnie podziwiać? Nie wzięłam sobie słów przywódcy do serca. Siostra, widząc mój stan, powiedziała: „Chyba masz za dużo na głowie. Mnóstwo problemów do rozwiązania i cały ten stres niszczą ci zdrowie. Jako przywódczyni musisz o tyle rzeczy zadbać”. Byłam z siebie bardzo zadowolona, słysząc to. Czułam, że cena, jaką płacę, i cierpienie, jakie znoszą, były tego warte, bo inni mnie doceniali. Przeczytałam fragment słów Bożych, który uświadomił mi, że podążam niewłaściwą ścieżką. Słowa Boga mówią: „Antychryści mają dość prawdy, w ogóle jej nie akceptują – co wyraźnie wskazuje na jeden fakt: antychryści nigdy nie postępują zgodnie z zasadami prawdy i nigdy nie praktykują prawdy – jest to najbardziej jaskrawa manifestacja antychrysta. Oprócz statusu i prestiżu oraz zyskania błogosławieństw i nagród dążą jedynie do tego, by móc się cieszyć przyjemnościami ciała i atrybutami statusu; a w takim razie naturalnie powodują zakłócenia. Fakty te pokazują, że ich dążenia, zachowanie oraz to, co się w nich przejawia, nie jest uwielbiane przez Boga. W żadnym razie nie są to sposoby działania i zachowania ludzi, którzy dążą do prawdy. Na przykład niektórzy antychryści, podobni do Pawła, są zdecydowani cierpieć przy wykonywaniu obowiązku; gdy pracują, mogą nie jeść i nie spać całą noc, mogą ujarzmić własne ciała, przezwyciężyć chorobę i dyskomfort. A jaki mają w tym cel? Chcą pokazać wszystkim, że są w stanie odrzucić siebie – zaniedbać własne potrzeby – aby wypełnić zadanie od Boga; że dla nich istnieje tylko obowiązek. Obnoszą się z tym przed innymi ludźmi, wystawiają to na pokaz, nie odpoczywają, kiedy powinni odpocząć, a nawet celowo wydłużają godziny pracy, wstają wcześnie i kładą się późno. A jak wygląda wydajność i efektywność ich pracy, gdy tak się trudzą od rana do wieczora? Nad tym w ogóle się nie zastanawiają. Starają się tylko robić wszystko na oczach innych, aby inni ludzie widzieli ich cierpienie i to, jak poświęcają się dla Boga, zupełnie nie myśląc o sobie. Co do tego, czy pełniony przez nich obowiązek i praca są wykonywane zgodnie z zasadami prawdy, w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Myślą tylko o tym, czy wszyscy widzieli ich pozornie dobre zachowanie, czy wszyscy zdają sobie z tego sprawę, czy na wszystkich wywarli wrażenie i czy to wrażenie jest wystarczająco mocne, by wzbudzić w innych podziw i aprobatę, czy ludzie okażą im uznanie i będą ich chwalić, mówiąc: »Naprawdę potrafi znosić trudy, przewyższa nas wszystkich duchem wytrwałości i niezwykłej wytrzymałości. To jest człowiek, który dąży do prawdy, który jest w stanie cierpieć i nieść ciężkie brzemię, podpora kościoła«. Słysząc takie słowa, antychryści są usatysfakcjonowani. W głębi serca myślą: »Sprytnie zrobiłem, udając; byłem bardzo mądry, że tak zrobiłem! Wiedziałem, że wszyscy będą patrzeć tylko na pozory i że spodoba im się takie dobre zachowanie. Wiedziałem, że jeśli będę tak robił, to zdobędę aprobatę ludzi, okażą mi uznanie i w głębi serca będą mnie podziwiać, będą patrzeć na mnie przychylnie i nikt już więcej nie będzie mnie lekceważył. A jeśli pewnego dnia Zwierzchnik odkryje, że nie wykonywałem konkretnej pracy i zastąpi mnie kimś innym, to niewątpliwie wielu ludzi stanie po mojej stronie, będzie mnie opłakiwać, prosić, bym został i wstawiać się za mną«. Potajemnie są dumni ze swojego fałszywego zachowania – a czy ta duma nie jest również przejawem natury i istoty antychrysta? Jaka to istota? (Niegodziwość). To prawda – tą istotą jest niegodziwość(Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część dziesiąta), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Słowa Boga ujawniają istotę antychrysta jako okropnie złą. Antychryści stosują sztuczki, by stwarzać fałszywe pozory, by osiągnąć swój cel, czyli kontrolować innych i zdobyć podziw. Na przykład, umyślnie ociągają się w obowiązkach, siedzą do późna i wstają wcześnie, by wyglądało, że są oddani Bogu. Nieustannie się mozolą, nie jedzą i nie śpią, zaniedbują potrzeby fizyczne, byle tylko ludzie ich podziwiali i wielbili. Kończy się tym, że gromadzą ludzi wokół siebie. Bóg nienawidzi takiego postępowania i potępia je. Czułam się okropnie, gdy stanęłam przed lustrem Bożych słów. Postępowałam jak antychryst. Chciałam, by inni widzieli, że umiem znosić trudy, że się nie rozpieszczam i niosę brzemię, chciałam, by mnie podziwiali jako dobrą przywódczynię, więc się wysilałam, by stwarzać takie pozory w czasie obowiązków, odpoczynku i posiłków. Rezygnowałam z odpoczynku, umyślnie ślęczałam do późna w noc, choć obowiązki tego nie wymagały. Nie przestałam nawet wtedy, gdy zapadłam na zdrowiu. Bałam się, że inni powiedzą, że za bardzo troszczę się o ciało, że będą mieli o mnie złe zdanie, więc nie dbałam o normalne potrzeby fizyczne ani nie kupowałam suplementów. Podstępnie budowałam swoją reputację, byłam miła, cierpiałam i płaciłam cenę, by inni myśleli, że dążę do prawdy, że jestem sumienna i oddana, że jestem dobrą przywódczynią, tak aby mnie szanowali. Moje wysiłki były splamione fałszem i oszustwem. Robiłam to wszystko na pokaz, zwodziłam innych swoim fałszywym wizerunkiem. Byłam na ścieżce antychrysta. Nie chciałam już tak postępować, więc modliłam się, gotowa okazać skruchę i się zmienić.

Później myślałam o tym, czemu tak skupiałam się na pozorach wytrwania w cierpieniu. Dzięki refleksji zrozumiałam, że kierowała mną błędna perspektywa. Zawsze myślałam, że jeśli ktoś cierpi i płaci cenę, jeśli wydaje się, że dobrze postępuje, to jest właśnie praktykowanie prawdy, że to zadowala Boga i On to pochwali. Ale analiza zawarta w słowach Boga pokazała mi, że ta perspektywa nie ma sensu. Słowa Boga mówią: „Co reprezentują zewnętrzne dobre uczynki ludzi? Reprezentują ciało, i nawet najlepsze z zewnętrznych praktyk nie reprezentują życia; mogą co najwyżej pokazać twój własny indywidualny temperament. Zewnętrzne praktyki ludzi nie mogą zaspokoić pragnienia Boga. (…) Jeżeli twoje działania są zawsze wykonywane jedynie na pokaz, to oznacza to, że jesteś w najwyższym stopniu próżnym człowiekiem. Jakiego rodzaju ludźmi są ci, którzy jedynie spełniają powierzchownie dobre uczynki, ale są pozbawieni rzeczywistości? Tacy ludzie są obłudnymi faryzeuszami i osobami religijnymi! Jeżeli nie wyzbędziecie się zewnętrznych praktyk i nie będziecie w stanie się zmienić, wówczas elementy obłudy jeszcze mocniej się w was zakorzenią. Im więcej w was obłudy, tym większy opór wobec Boga. Ostatecznie tacy ludzie z pewnością zostaną odrzuceni!(Wierząc, powinno się skupiać na rzeczywistości – uczestnictwo w obrzędach religijnych nie jest wiarą, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Są dzisiaj pewni ludzie, którzy wykonują swoje obowiązki, pracując od świtu do zmierzchu albo nie śpiąc całą noc i obchodząc się bez jedzenia. Potrafią ujarzmić ciało, ignorować fizyczne trudności – a nawet pracować, gdy są chorzy. Ale chociaż mają te zalety i są dobrymi, prawymi ludźmi, wciąż są w ich sercach rzeczy, których nie są w stanie odsunąć na bok: status, prestiż i próżność. A skoro nigdy nie odkładają tych rzeczy na bok, czy są to ludzie, którzy dążą do prawdy? Odpowiedź jest oczywista. Nie ma nic trudniejszego niż osiągnięcie zmian w usposobieniu, kiedy wierzysz w Boga. Ludzie mogą przez całe życie nie wziąć ślubu, nigdy nie jeść wykwintnego jedzenia ani nie nosić ładnych ubrań, mogą nawet mówić: »Nie ma znaczenia, czy przez całe życie cierpię, czy jestem samotny, pogodzę się z tym – u Boga te rzeczy nic nie znaczą«. Łatwo jest im przezwyciężyć i pokonać ból i trudy ciała. Co nie jest dla nich łatwe do pokonania? Ich zepsute usposobienie. Zepsutego usposobienia nie da się skorygować jedynie poprzez trzymanie go w ryzach. Aby właściwie wykonać swój obowiązek, spełnić wolę Boga i wejść do królestwa, ludzie są w stanie znosić ból ciała – ale czy zdolność do cierpienia i płacenia ceny oznacza, że nastąpiła zmiana w ich usposobieniu? Nie. Oceniając, czy nastąpiła zmiana w czyimś usposobieniu, nie zwracaj uwagi na to, jak wiele cierpienia znosi i jak dobrze z pozoru się zachowuje; zamiast tego musisz sprawdzić, jaki punkt wyjścia, motywy i intencje stoją za ludzkimi działaniami, jakie są zasady postępowania ludzi i jaki jest ich stosunek do prawdy. Tylko ocena według tych aspektów jest prawidłowa(Dobre zachowanie nie oznacza zmiany usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga są całkiem jasne. Nieważne, jak dobrze ktoś zdaje się postępować, nie znaczy to, że praktykuje prawdę, nie znaczy to, że zmienił swoje usposobienie i zyskał Bożą aprobatę. W Wieku Łaski Paweł był w stanie znosić trudy. Został uwięziony i nie zdradził Pana w swoich wysiłkach, by głosić ewangelię. Jego postępowanie zdawało się godne pochwały. Ale cierpiał i płacił cenę tylko po to, by wchodzić w układy z Bogiem. W zamian za swoje cierpienie chciał korony i błogosławieństwa królestwa Bożego. Jego dobre uczynki nie znaczyły, że zmienił swe usposobienie. Tak naprawdę stał się arogancki, wciąż się popisywał i niósł świadectwo o sobie. Wyznał nawet, że to on jest żywym Chrystusem, a na koniec został potępiony i ukarany przez Boga. Jeśli o mnie chodzi, myślałam tylko o tym, żeby dobrze wypaść, by ludzie mnie podziwiali, ale nie starałam się praktykować słów Boga ani wyzbyć się zepustego usposobienia. W efekcie zrobiłam się obłudna i nie zmieniłam swojego życiowego usposobienia. Gdybym to ciągnęła, z pewnością nie zyskałabym prawdy. Zostałabym odrzucona, tak samo jak Paweł! Ta myśl sprawiła, że chciałam odmienić swoje błędne dążenia i niewłaściwą perspektywę.

Potem przeczytałam ten fragment słów Boga. „Bóg dał człowiekowi ciało i dopóki nie przekroczy on pewnych granic, jego władze cielesne pozostają zdrowe; jeśli jednak przekroczy te granice lub naruszy pewne prawa, dojdzie do tego, że ludzie zachorują. Nie naruszaj praw, które Bóg ustanowił dla człowieka. Jeśli to zrobisz, będzie to oznaczać, że nie szanujesz Boga, jesteś głupcem i ignorantem. Jeśli naruszasz te prawa – jeśli »zjeżdżasz z trasy« – Bóg cię nie ochroni, nie weźmie za ciebie odpowiedzialności; Bóg gardzi takim zachowaniem. (…) Wykonując swój obowiązek, najlepiej znaleźć normalną równowagę między pracą i odpoczynkiem. Kiedy masz dużo obowiązków, twoje ciało powinno wytrzymać trochę cierpienia, powinieneś odłożyć na bok swoje fizyczne potrzeby, ale nie może to trwać zbyt długo; jeśli tak się stanie, szybko poczujesz się wyczerpany, a to może wpłynąć na twoją skuteczność w wykonywaniu obowiązku. W takich chwilach musisz odpocząć. Jaki jest cel odpoczynku? To dbanie o swoje ciało, abyś mógł lepiej wykonywać swój obowiązek. Jeśli jednak, pomimo braku fizycznego zmęczenia, czy jesteś zajęty, czy nie, zawsze szukasz okazji, by odpocząć, to nie jesteś oddany. Oprócz bycia oddanym i należytego wykonywania powierzonego ci przez Boga obowiązku, nie możesz też męczyć swojego ciała. Musisz zrozumieć tę zasadę. Kiedy nie masz dużo pracy, odpoczywaj w wyznaczonym czasie. Rano po przebudzeniu wykonuj nabożeństwo duchowe, módl się, czytaj słowa Boga i omawiaj z innymi prawdę Bożych słów lub ucz się pieśni, tak jak zwykle; kiedy pracy robi się więcej, skupiaj się na wykonywaniu swojego obowiązku, praktykuj i doświadczaj słów Bożych oraz włączaj je w swoje rzeczywiste życie; ułatwi ci to wypełnianie twojego obowiązku zgodnie z zasadami prawdy. Tylko w ten sposób będziesz naprawdę doświadczał dzieła Bożego. Tego rodzaju zmiany powinieneś wprowadzić(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Czytając słowa Boga, doświadczyłam oświecenia. Bóg chce, byśmy żyli według reguł, które On ustanowił, byśmy pracowali i odpoczywali, i na tej podstawie pełnili obowiązki. Gdy praca wymaga cierpienia, musimy porzucić cielesność, robić, co w naszej mocy. Gdy nie musimy pracować do późna, powinniśmy się wyspać, żyć w normalnym stanie. Wtedy będziemy efektywni. Pomyślałam o tym fragmencie z Biblii: „Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swym sercem, całą swą duszą i całym swym umysłem. To jest pierwsze i największe przykazanie(Mt 22:37-38). Bóg ma nadzieję, że mamy na względzie Jego wolę, pełniąc obowiązki, że niesiemy brzemię, że robimy to z całego serca. Tylko tak zyskamy Jego aprobatę. W obliczu tych ścieżek danych od Boga, pojęłam swą głupotę. Słowa Boga są jasne, ale ja ich nie wcielałam w życie. Postępowałam według własnych pojęć i wyobrażeń, cierpiąc bez sensu. Wtedy zrozumiałam, że nie mogę się skupiać na dobrym zchowaniu, ale powinnam przyjąć Boży nadzór, robić wszystko przed Bogiem, nie zważając, co myślą inni. Musiałam jak najlepiej pełnić obowiązki.

Później na zgromadzeniach mówiłam o swoim zbłądzeniu, o problemach w myśleniu, by bracia i siostry mogli zyskać rozeznanie. Skupiałam się na praktykowaniu słów Boga i nie robiłam już niczego na pokaz. Z czasem przestałam martwić się tym, jak inni mnie postrzegają, nie myślałam o stwarzaniu pozorów. Miałam poczucie wyzwolenia. Doświadczenie nauczyło mnie, że tylko słowa Boga wskazują kierunek i zasady postępowania w życiu, a działanie wedle słów Boga przynosi ulgę. Nie ma potrzeby ciągle udawać i żyć w taki męczący i bolesny sposób. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Połącz się z nami w Messengerze