Przejrzeć zło pastora

02 lutego 2022

Autorstwa Xiaoci, Mjanma

We wrześniu 2020 roku poznałem w Internecie jedną siostrę. Powiedziała mi, że Pan Jezus wrócił jako Bóg Wszechmogący, że wyraża prawdy, by dokonać dzieła sądu. Uradowałem się, słysząc o powrocie Pana, zacząłem uczestniczyć w zgromadzeniach online i zgłębiać dzieło Boga Wszechmogącego. Czytając Jego słowa, poznałem źródło zepsucie człowieka przez szatana, trzy etapy Bożego dzieła zbawienia, tajemnice wcielenia, dzieło sądu w dniach ostatecznych i wiele innych prawd, o których nigdy nie słyszałem. W tym okresie poszukiwania i zgłębiania upewniłem się, że Bóg Wszechmogący to Pan Jezus, który powrócił, i wstąpiłem do Kościoła Boga Wszechmogącego. Z radością przyjmowałem pokarm Bożyh słów co dzień i czułem się duchowo napełniony, jak nigdy wcześniej. Dla porównania kazania mojego pastora były wciąż o tym samym, nudne i oschłe, brak w nich było światła. Nie były budujące, więc przestałem chodzić do kościoła.

W lutym 2021 roku doszło do zamachu wojskowego w Birmie i Internet został odcięty. Nie mogłem już brać udziału w zgromadzeniach online. Wkrótce kilku braci przybyło do mojej wioski, powiedzieli, że chcą organizować lokalne zgromadzenia. Przychodziło na nie wtedy dwudziestu ludzi. Co zaskakujące, już po kilku zgromadzeniach ktoś doniósł na nas do lokalnego pastora. Zaczał on mówić ludziom w kościele, że uczestniczymy w zgromadzeniach online zamiast chodzić do kościoła i że nie słuchamy duchownych. Kłamał, mówiąc, że organizujemy własną frakcję. Wszystkim przykazywał, by nie mieli z nami nic wspólnego. W naszej wiosce żyli prawie sami chrześcijanie, uwielbiali pastora i słuchali go. Z powodu jego ataków i osądów gruchnęła wieść o naszej wierze w Boga Wszechmogącego i wszyscy, nawet nasi krewni, znajomi i sąsiędzi, zaczęli nas łajać za to, że nie chodzimy do kościoła i nie słuchamy pastora, mówili, że to okropne. Dokądkolwiek bym nie poszedł, ludzie grozili mu palcem, moja rodzina też sprzeciwiała się mojej wierze w Boga Wszechmogącego. Byłem w rozterce. Zawsze świetnie się dogadywałem z sąsiadami i znajomymi, pomagaliśmy sobie nawzajem. A teraz traktowali mnie jak cierń w boku, jak wroga. Wiara to wolność osobista. Praktykowaliśmy naszą wiarę, nie łamiąc w żaden sposób prawa. Czemu pastor nas osądzał i potępiał, a przy tym nastawił mieszkańców przeciw nam? Ogarnęło mnie przygnębienie i modliłem się do Boga: „Boże, pastor nas atakuje i wszyscy moi bliscy odrzucają mnie. Jestem nieszczęśliwy. Boże, nie rozumiem, czemu tak nas traktują. Oświeć mnie, abym lepiej to pojął i mógł wyrwa się z mojego przygnębienia”. Przypomniał mi się ten fragment słów Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Bóg dokonuje swego dzieła, Bóg troszczy się o człowieka, patrzy na niego, a w tym czasie szatan śledzi Jego każdy krok. Komukolwiek Bóg sprzyja, na tego szatan również patrzy, uważnie go obserwując. Jeżeli Bóg chce pozyskać tego człowieka, szatan zrobi wszystko, co w jego mocy, aby przeszkodzić Bogu, posługując się różnymi niegodziwymi wybiegami, aby kusić, zakłócać i niszczyć dzieło Boga, a wszystko po to, by osiągnąć swój ukryty cel. Jaki jest ten cel? Szatan nie chce, aby Bóg kogokolwiek pozyskał; wszystkich tych, których Bóg chce pozyskać, szatan chce dla siebie, chce ich zająć, kontrolować, przejąć władzę nad nimi, aby go czcili i wraz z nim popełniali złe uczynki. Czyż nie jest to zbrodniczy motyw szatana? (…) Tocząc wojnę z Bogiem i wlekąc się za Nim, szatan chce zniszczyć każde dzieło, które Bóg chce wykonać, zająć i kontrolować tych, których Bóg chce pozyskać, aby całkowicie zgładzić tych, których Bóg chce pozyskać. Jeżeli nie zostaną wyeliminowani, przechodzą oni w posiadanie szatana i są przez niego wykorzystywani – taki jest jego cel” („Sam Bóg, Jedyny (IV)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dostrzegłem dzięki temu, że pastor próbuje powstrzymać nas przed pójściem za Chrystusem dni ostatecznych, to była duchowa bitwa. Bóg wyraża prawdy, by osądzać ludzi w dniach ostatecznych, by zbawić i pozyskać grupę prawdziwych wierzących. Ale szatan to wróg Boga, używa sztuczek, by zaszkodzić dziełu Boga, tak by ludzie porzucili i zdradzili Boga, by poddali się szatanowi. Wtedy on może ich kontrolować, a na koniec wraz z nim zostaną ukarani w piekle. Zrozumiełam, że duchowni to słudzy szatana. Usłyszeli, że Pan wrócił, lecz zamiast to zgłębić przeszkadzali w tym innym ludziom. Ich kazania nie dawały pokarmu duchowego, a oni wzbraniali ludziom szukania prawdziwej drogi. Widząc, że przestaliśmy chodzić do kościoła, potępiali nas i lżyli, chcąc, byśmy zdradzili Boga Wszechmogącego i wrócili do ich kościoła, z powrotem pod ich kontrolę. Wtedy utracilibyśmy Boże zbawienie w dniach ostatecznych. Myśląc o tym, powiedziałem sobie, że nie mogę ulec sztuczkom szatana. Nie mogę porzucić Boga Wszechmogącego, by pójść za nimi, musiałem być silny.

Później nowi wierzący i ci, co zgłębiali dzieło Boga w dniach ostatecznych, osłabli i wycofali się. My nie przestaliśmy uczestniczyć w zgromadzeniach, choć wszyscy wokół protestowali. Pastor był wściekły, gdy się o tym dowiedział, i nasyłał na mnie pracowników kościoła, by mnie ściągnąć do domu pastora. Złościło mnie to, bo przecież ja tylko czcicłem Boga i brałem udział w omówieniach, wolno mi było. Czemu pastor wciąż stawał mi na drodze? Trochę w sumie chciałem go wysłuchać, żeby się dowiedzieć, co jego zdaniem robię źle. Tego wieczoru poszedłem do domu pastora z kilkoma braćmi i siostrami. Byli tam też inni duchowni. Pastor powiedział: „Słyszałem o waszych zgromadzeniach online. Jako wasi duszpasterze mamy obowiązek ostrzec was przed obraniem innej ścieżki”. Odpowiedziałem: „Słuchamy ich kazań, ale nie zdradzamy Pana. Pan Jezus wrócił i wprowadza nowy etap dzieła –” Nie dokończyłem, bo pastor przerwał mi z gniewem: „Dość tego! Ani słowa więcej na ten temat. Musicie dziś dokonać wyboru. Albo dalej wierzyć będziecie w innego Boga, albo powrócicie do naszego kościoła”. Mówiąc to, wyjął notes, w którym zapisane były nazwiska nas wszystkich. Powiedział rozkajująco: „Jeśli będziecie nadal słuchać ich kazań, zróbcie znak obok swojego nazwiska, a jeśli nie, wykreślcie je. Czeka was świat bólu, jeśli mnie nie posłuchacie! Niech wasze rodziny nie liczą na naszą posługę, jeśli chodzi o śluby, pogrzeby i chrzty. W niczym wam nie pomożemy”. Nikt się nie odezwał. Wahałem się trochę, myśląc, że nawet jeśli nic nie napiszę, pastor znajdzie sposób, by stanąć na drodze mojej wiary. Jeśli zaznaczę swoje nazwisko, duchowni w niczym już nie pomogą mojej rodzine. Chodziło o tradycyjne obrządki, bardzo ważne dla wszystkich, nie można było ich lekceważyć, a wszyscy w wiosce słuchali duchownych. Jeśli duchowni by się nie zjawili, nikt inny by również nie przyszełd, nikt by nie pomógł. Czy wszyscy mnie odrzucą? Ale wiedziałem, że Pan powrócił, więc gdybym wykreślił swoje nazwisko i wrócił do kościoła, czy w ten sposób nie zdradziłbym Boga? W tamtej chwili nie wiedziałem, co robić, i modliłem się do Boga i pomoc. Przypomniałem sobie te słowa Pana Jezusa: „Nikt, kto przykłada swoją rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9:62). To prawda. Jestem wierzącym, wyznawcą. Jako wierzący musimy czcić Boga, poddać się Jego dziełu, dotrzymywać Mu kroku. Jak mogłem zwać siebie wierzącym, jeśli ceniłbym pastora bardziej niż Boga? Jak mógłbym być godny królestwa? Modliłem się tak: „O Boże, chcę dziś nieść o Tobie świadectwo. Choćby nie wiem co, chcę podążać za Tobą”. Poczułem się spokojniejszy i bez wahania postawiłem znak obok mojego nazwiska. Inni też zaznaczyli swoje nazwiska i tylko jedna siostra wykreśliła swoje. Rozgniewany pastor powiedział: „To wasz wybór, od tej pory nasze drogi się rozchodzą. Wasze sprawy nie są już naszymi sprawami”.

Gdy wróciłem do domu, znów poczułem obawy. Cokolwiek by się nie przytrafiało rodzinom w naszej wiosce, prosiliśmy pastora, by się modlił za nas i celebrował obrządki. Stałoby się to dla nas niemożliwe, gdyby pastor odmówił. Wszyscy by nami wzgardzili i nas atakowali. Nie wiedziałem, co jeszcze zrobią, żeby przeszkodzić nam w praktykowaniu wiary, ani kiedy to wszystko się skończy. Wszystkie te myśli sprawiały mi ból i nie wiedziałem, jak sobie z tym poradzić. Od razu zacząłem się modlić: „Boże, widzę, jak mierna jest moja postawa. Martwię się o to, że inni mnie zelżą i odrzucą. Boję się stawić temu czoła i czuję się słaby. Boże, poprowadź mnie, abym wytrwał”. Później skontaktowałem się przez Internet z siostrą czyniącą posługę podlewania i powiedziałem jej o wszystkim. Przesłała mi ten fragment słów Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Po otrzymaniu świadectwa Hioba po zakończeniu jego prób Bóg zdecydował, że pozyska grupę – lub więcej niż grupę – ludzi takich jak Hiob, jednak zdecydował, że nigdy więcej nie pozwoli szatanowi atakować ani maltretować innej osoby, używając środków, za pomocą których kusił, atakował i maltretował Hioba, poprzez robienie zakładów z Bogiem; Bóg nie zezwolił szatanowi na to, aby kiedykolwiek ponownie robił takie rzeczy człowiekowi, który jest słaby, niemądry i nieświadomy – wystarczyło, że szatan kusił Hioba! Niepozwalanie szatanowi na maltretowanie ludzi w dowolny sposób jest miłosierdziem Bożym. Dla Boga wystarczyło, że szatan kusił i maltretował Hioba. Bóg nie pozwolił szatanowi nigdy więcej robić takich rzeczy, bo życiem i wszystkim, co należy do ludzi, którzy idą za Bogiem, rządzi i kieruje Bóg, a szatan nie jest uprawniony do manipulowania wybranymi przez Boga według swego kaprysu – powinniście mieć jasność co do tej kwestii! Bóg zwraca uwagę na słabość człowieka i rozumie jego głupotę oraz ignorancję. Chociaż, aby człowiek mógł być całkowicie zbawiony, Bóg musi przekazać go szatanowi, to Bóg nie chce więcej oglądać, jak szatan robi z człowieka głupca i maltretuje go oraz nie chce oglądać cierpienia człowieka. Człowiek został stworzony przez Boga i to, że Bóg rządzi i organizuje wszystko, co dotyczy człowieka, zostało zarządzone w niebiosach i przyjęte na ziemi; jest to odpowiedzialność Boga i jest to władza, na podstawie której Bóg rządzi wszystkim! Bóg nie pozwala szatanowi maltretować człowieka i znęcać się nad nim do woli, On nie pozwala szatanowi używać różnych środków do prowadzenia człowieka na manowce, a ponadto nie pozwala On szatanowi interweniować w suwerenności Boga nad człowiekiem ani nie pozwala szatanowi deptać i niszczyć praw, przez które Bóg rządzi wszystkimi rzeczami, nie wspominając już o wielkim Bożym dziele zarządzania i zbawiania rodzaju ludzkiego! Ci, których Bóg chce zbawić, i ci, którzy są w stanie złożyć świadectwo Bogu, są podstawą i krystalizacją dzieła Bożego planu zarządzania, obejmującego sześć tysięcy lat, jak również ceną Jego wysiłków w dziele realizacji tego planu. Jak Bóg mógłby beztrosko dawać tych ludzi szatanowi?” („Boże dzieło, Boże usposobienie i Sam Bóg (II)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga pokazały mi, że cokolwiek nam się przydarza, Bóg na to pozwala i wszystko jest w Jego rękach. Bez zezwolenia Boga szatan nic nie może, choćby nie wiem, jak okrutny był i jak bardzo chciał nas skrzywdzić. Bóg pozwalał na to, by te szkodliwe rzeczy się działy. To Bóg poddawał mnie próbie i zbawiał mnie. Miał nadzieję, że będę jak Hiob, że będę nieść świadectwo. To było też po to, bym oparł się na Bogu w tej sytuacji, bym doświadczył Jego dzieła i słów, rozwinął prawdziwą wiarę w Boga. Ale wpadłem w sidła szatana. Chciałem chronić relacje z innymi, nie chciałem, by mi ubliżali i mnie odrzucili. Bałem się wciąż, że stanie się coś złego. Nie pojmowałem woli Boga. Uspokoiłem się i modliłem: „O Boże, teraz pojmuję, że Ty na to wszystko pozwalasz. Chodzi o to, by mnie zbawić i oczyścić, udoskonalić moją wiarę. Jestem gotów świadczyć o Tobie. Ale moja postawa jest słaba, więc umocnij moją wiarę, bym wytrwał”.

Skoro postanowiłem iść za Bogiem Wszechmogącym, to myślałem, że pastor mi odpuści i będę mógł brać udział w zgromadzeniach. A tymczasem z powodu agresji i osądów pastora mieszkańcy wsi zaczęli działać na naszą szkodę. Naśmiewali się z nas, ubliżali nam i wrzeszczeli na nas w obecności naszych rodzin, mówiąc, że nie wykonujemy obrządków religijnych i łamiemy zwyczaje wioski. Zagrozili, że jeśli nie przestaniemy, to doniosą na nas do rządu i zostaniemy aresztowani. Moja rodzina nie mogła tego znieść. Wciąż tylko wszczynali kłótnie i przekonywali mnie, żebym porzucił swoją wiarę. Inni też doświadczali presji ze strony swoich rodzin. Niektórzy zostali wręcz wyrzuceni z własnego domu. Pastor szerzył kłamstwa, mówiąc, że mamy tyle problemów w domu, ponieważ nie chcemy słuchać duchownych ani chodzić do kościoła. Chciał też przepytać dwóch braci, którzy przyszli do nas z posługą podlewania. Aż się trząsłem ze złości. Duchowni odwracali kota ogonem. Gdyby nie ich ataki, nigdy nie mielibyśmy tych problemów. Później siostra poradziła tym dwóch braciom, by nie przychodzili, bo grozi im niebezpieczeństwo. W tym czasie wszystkich ogarnęło przygnębienie i słabość, brak nam było motywacji, by się gromadzić i wypełniać obowiązek. Mnie też opanowała słabość, gdy na to patrzyłem. Nie wiedziałem, jak pomóc braciom i siostrom, poczułem nagle, że ścieżka wiarty jest zbyt trudna. Nie mogłem tej pojąć. Byliśmy wierzącymi wspólnie czytającymi słowa Boga. Czemu nie dawali nam spokoju? Czy zmuszali nas do pójścia ślepą uliczką? W cierpieniu wzywałem Boga: „Boże, czuję się taki słaby i targa mną rozterka. Jak mogę iść dalej ścieżką wiary? Oświeć mnie i poprowadź”. Przypomniały mi się wtedy te słowa Pana Jezusa: „Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że znienawidził mnie wcześniej niż was. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego. Ponieważ jednak nie jesteście ze świata, ale ja was wybrałem ze świata, dlatego świat was nienawidzi” (J 15:18-19). Nagle do mnie dotatło, że oni nas nienawidzą i gnębią, bo nienawidzą tego, że Bó przyszedł, bo tak naprawdę stają do walki przeciwko Bogu. Bóg wcielił się w dniach ostatecznych, wyraża prawdy w dziele sądu, obmyć i zbawić ludzkość. Jego ukazanie się i dzieło obnażają ludzi światowych. Oni nie miłują prawdy, nienawidzą jej, nienawidzą Boga. Wierzą w mglistego Boga w niebie, dlatego osądzają i potępiają dzieło i słowa Boga w ciele. Jak wtedy, gdy Pan Jezus przyszedł, by działać, i żydowscy przywódcy odrzucili prawdy, które głosił, robiąc wszysto, by Go potępić i Mu ubliżyć. Posłuszni im wierzący Żydzi również odrzucili Pana, aż w końcu przybili Go do krzyża. Ten świat jest naprawdę zły! Ale im większe było odrzucenie i potępienie przez siły religijne, tym wyraźniej było widać, że to prawdziwa droga i dzieło Boga. Podwójnie wzrosło moje pragnienie, by zostać na tej drodze!

Gdy bracia i siostry dowiedzieli się o tym, co się dzieje, przesłali mi ten fragment słów Boga Wszechmogącego. Bóg Wszechmogący mówi: „Nie zniechęcaj się i nie bądź słaby, a Ja wszystko ci wyjaśnię. Droga do królestwa nie jest tak gładka, nic nie jest takie proste! Chcesz, żeby błogosławieństwa przychodziły łatwo, prawda? Dzisiaj każdy będzie musiał stawić czoła uciążliwym próbom. Bez takich prób kochające serce, które macie dla Mnie, nie urośnie w siłę i nie będziecie mieć dla Mnie prawdziwej miłości. Nawet jeśli na owe próby składają się tylko drobne okoliczności, każdy musi przez nie przejść. Po prostu trudność tych prób będzie się różnić w zależności od konkretnej osoby. Próby są Moim błogosławieństwem, a ilu z was często przychodzi do Mnie i na kolanach błaga o Moje błogosławieństwa? Niemądre dzieci! Zawsze sądzicie, że kilka pomyślnych słów liczy się jako Moje błogosławieństwo, jednak nie wyczuwacie, że jednym z Moich błogosławieństw jest gorycz. Ci, którzy dzielą Moją gorycz, z pewnością dostąpią również udziału w Mojej słodyczy. To Moja obietnica i Moje błogosławieństwo dla was. Możecie bez wahania jeść i pić Moje słowa oraz cieszyć się nimi. Gdy przeminie ciemność, nastanie światło. Najciemniej jest przed świtem; potem niebo stopniowo się rozjaśnia, a następnie wschodzi słońce. Nie bądźcie lękliwi ani bojaźliwi” (Rozdział 41 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Bardzo poruszyły mnie te słowa. Podążaliśmy za nowym dziełem Boga, przeszkadzali nam duchowni, źle nas traktowali mieszkańcy wioski. To było nieuniknione. Bo ludzie są tak głęboko skażeni przez szatana, a świat to mroczne i złe miejsce. Nikt z nich nie wita przychodzącego Boga. Nie jest łatwo iść za Bogiem. Aby wejść do królestwa Bożego i zyskać Jego aprobatę, musimy doświadczyć tego prześladowania i trudów. Bóg nas wspomaga i jest nasze z nami. Nie było się czego bać. Musiałem się modlić i polegać na Bogu, a On nas poprowadzi, tak byśmy oparli się zakusom pastora. Myślałem o doświadczeniach braci i sióstr z Chin, widziałem to na filmach. Byli gnębieni, ścigani i obserwowani przez chińskie władza państwowe, wciąż groziło im aresztowanie. Ich rodziny też były zagrożone, pozbawiono ich majątku i pracy. Wielu z nich siedzi w więzieniu, gdzie są torturowani. Tak bardzo cierpią, ale polegają na Bogu i niosą świadectwo, pokonując szatana. Pomyślałem o tym, ile Bóg wycierpiał w dwóch wcieleniach. Gdy Pan Jezus wcielił się i przyszedł, by odkupić ludzkość, został potępiony przez lud żydowski, bluźniono przeciw Niemu i w końcu Go ukrzyżowano. W dniach ostatecznych Bóg wcielił się ponownie i wyraża prawdy, by zbawić ludzkość. Reżim szatana potępia Go i odrzuca, bluźnim przeciw Niemu, i tak samo czynią siły antychrysta w świecie religijnym. Bóg cierpi tak bardzo, by zbawić ludzkość, o moim błahym cierpieniu nie warto nawet wspominać. Bóg jest święty, Jego cierpienie służy naszemu zbawieniu. Moje cierpienie służyło temu, by zyskał prawdę i dostąpił zbawienia, więc powinienem je znieść. Choć to doświadczenie było dla mnie bolesne, zyskałem rozeznanie co do duchowieństwa i wzrosła moja wiara w Boga. Bóg używa trudnych sytuacji, aby przekazać nam prawdę i doskonali naszą wiarę. To błogosławieństwo od Boga! Uspokoiłem się, gdy pojąłem wolę Boga, i rozwiała się mgła przygnębienia. Postanowiłem zorganizować zgromadzenie dla braci i sióstr tkwących wciąż w negatywnym stanie. Każdy mógł pojąć wolę Boga dzięki omówieniom, każdy zyskał wiarę, by dalej iść za Bogiem, przygnębienie znikło. Zaczęliśmy wieść normalne życie kościoła, głosić ewangelię i nieść świadectwo, a każdy czuł się zmotywowany.

Ale duchowni wciąż starali się na przeszkadzać na wszelkie sposoby. Raz mąż jednej sióstr zmarł z wyniku choroby, a jej rodzina nalegała, by siostra poszła przeprosić pastora i prosić o modlitwę i obrządek pogrzebowy. Duchowni wykorzystali tę okazję, by ją postawić pod ścianą i zmusić do porzucenia wiary w Boga Wszechmogącego. Rozzłościłem się. Miała żałobę po mężu, a duchownie sypali sól w w jej ranę i zmuszali, aby przyznała się do błędu, byle tylko wróciła do kościoła i podążała za nimi. To było niegodziwe! Wyżej postawiony pastor zjawił się i przemówił do nas, potępiając Boga i bluźniąc. Raz po raz nalegał, byśmy porzucili swoją wiarę. Ale my mieliśmy już rozeznanie, więc nie ulegliśmy. Gdy duchowni i przywódcy wioski zrozumieli, że się nie ugniemy, nakazali mieszkańcom, by nas wykluczyli i odizolowali, mówiąc: „Ci ludzie nie chcą nas słuchać, niech więc zachowają swoją wiarę. Uważajcie na swoje dzieci, chrońcie je przed tymi ludźmi. Kto się z nimi kontaktuje i pyta o ich wiarę, naraża na konsekwencje całą swoją rodzinę, a my w niczym im nie będziemy pomagać”. Zorganizowali też specjalną grupę młodzieży, do której należeli młodzi członkowie kościoła, a ich zadaniem było nas obserwować. Każdy, kto miał z nami styczność, wzywany był do domu pastora na przesłuchanie. Jeszcze wyraźniej ujrzałem ich wrogie Bogu oblicze. Trzymali swoich wierzących pod ścisłą kontrolą, wzbraniali im przyjść do Boga i uszłyszeć Jego głos. Pomyślałem o faryzeuszach. Gdy Pan Jezus przyszedł, Jego dzieło i słowa miały autorytet, ale faryzeuszy to nie obchodziło. Bali się, że wierzący pójdą za Panem Jezusem, a oni stratą swój status i dochodzy, więc robili, co mogli, by Go potępić, a ostatecznie doprowadzili do Jego ukrzyżowania. Mieli wierzących w swych szponach, pozwalając ludziom, by ich wielbili, i wzbraniając owieczkom Boga powrotu do Niego. Byli złymi sługami, a dziś pastorzy i starsi niczym się od nich nie różnią. Przypomniałem sobie potępiające ich słowa Pana: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Sami bowiem tam nie wchodzicie ani wchodzącym nie pozwalacie wejść” (Mt 23:13). „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morza i lądy, aby pozyskać jednego współwyznawcę, a gdy się nim stanie, czynicie go synem piekła dwa razy takim jak wy sami” (Mt 23:15). Dziś duchowni są tacy sami jak kiedyś faryzeusze. Są złymi sługami, stającymi na drodze do królestwa. Tak jak mówi Bóg Wszechmogący: „Istnieją ludzie, którzy czytają Biblię w wielkich kościołach i codziennie ją recytują, ale żaden z nich nie rozumie celu Bożego dzieła. Ani jeden z nich nie jest w stanie poznać Boga, a ponadto ani jeden z nich nie jest w zgodzie z wolą Bożą. Wszyscy są bezwartościowymi, nikczemnymi ludźmi, każdy z nich się wywyższa, by pouczać Boga. Świadomie sprzeciwiają się Bogu, nawet wówczas, gdy niosą Jego sztandar. Chociaż nazywają się wierzącymi w Boga, w dalszym ciągu jedzą ciało i piją krew człowieka. Wszyscy tacy ludzie to diabły, które pożerają duszę człowieka, główne demony, które celowo stają na drodze tym, którzy starają się wejść na właściwą ścieżkę, i kłody pod nogami utrudniające wędrówkę tym, którzy szukają Boga. Może się wydawać, że mają oni »solidną budowę«, więc skąd ich naśladowcy mają wiedzieć, że są samymi antychrystami, którzy prowadzą człowieka przeciwko Bogu? Skąd mają wiedzieć, że są oni żywymi diabłami przeznaczonymi do pożerania ludzkich dusz?” („Wszyscy ludzie, którzy nie znają Boga są tymi, którzy sprzeciwiają się Bogu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Duchowni nie tylko nie zgłębiają nowego dzieła Boga, ale gdy widzą, że ktoś to robi, robią wszystko, aby w tym przeszkodzić, bojąc się, że wierzący pójdą za Bogiem Wszechmogącym i przestaną ich wielbić i składać im ofiary. Powołując się na zwyczaje i tradycyjne obrządki, kontrolują ludzi, zmuszają ich, by wrócili do kościoła. Twierdzili, że są wierzącymi, ale nie mieli ani krzty czci dla Boga. Z natury swojej są demonami, które nienawidzą Boga i prawdy. Są oni przeszkodami na naszej drodze do królestwa. Wiedziałem, że Bóg pozwolił na tę opresję, abyśmy zyskali rozeznanie i mogli wyrwać się spod kontroli religijnych duchownych. Ich ataki nie były w stanie wpędzić mnie w negatywny stan, a tak naprawdę umocniły moją wiarę. Byłem w stanie uciec od ich przykazań, dalej głosić ewangelię i nieść świadectwo. Z czasem niektórzy moi znajomi i krewni też zyskali rozeznanie co do postępowania duchownych. Niektórzy przyjęli dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych. To mi pokazało, że mądrość Boga robi użytek ze sztuczek szatana. Opresja i kłody rzucane przez pastorów pomogły oddzielić kozły od owiec. Niektórzy przyłączyli się do duchownych i potępili nas, a inni dostrzegli prawdziwą istotę duchownych. Usłyszeli głos Boga i zwrócili się ku Niemu. Dzieło Boga jest cudowne! To doświadczenie nauczyło mnie, że każda sytuacja niesie w sobie dobrą wolę Boga. To wszystko, czego nam trzeba, to nas zbawia i doskonali. Postanowiłem, że cokolwiek mnie spotka w przyszłości, będę gotów poddać się planom Boga i na Nim polegać. Dzięki Bogu Wszechmogącemu!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Za kulisami domowej batalii

Autorstwa Wang Zhi, Chiny W roku 2010 moja żona zobaczyła w telewizji plotki i negatywną propagandę autorstwa partii komunistycznej o...

Powtórne narodziny

Autorstwa Yanga Zhenga, Prowincja Heilongjiang Urodziłem się w ubogiej wiejskiej rodzinie, zacofanej w swym myśleniu. Już w młodości byłem...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze