Pragnienie wygody do niczego nie prowadzi

23 października 2022

Autorstwa Xiaorui, Szwecja

W lipcu powierzono mi produkcję filmów. Na początku często monitorowałam pracę braci i sióstr. Dowiadywałam się, na jakie problemy i trudności natrafiają, a później wspólnie z liderem zespołu szukaliśmy prawdy i rozwiązań. Z przewodnictwem Bożym po pewnym czasie wyniki naszej pracy ewidentnie się poprawiły. Pomyślałam: „Teraz, gdy praca stopniowo się poprawia, nie powinno być dużych problemów. A nawet jeśli jakiś się pojawi, nie wpłynie na wyniki i zdążymy go rozwiązać. Każdy jest zapobiegliwy i potrafi zapłacić cenę, więc nie muszę się zbytnio martwić. Monitorowanie całej pracy często oznacza nadgodziny i czasem jestem zbyt zajęta, by zjeść o właściwej porze. Nie cieszę się najlepszym zdrowiem, więc powinnam przystopować”. Zaczęłam traktować pracę luźniej, nie monitorowałam jej już tak sumiennie. Czasem zadawałam tylko ogólnikowe pytania, rzadko sprawdzałam szczegóły pracy moich braci i sióstr i nie zastanawiałam się, jak dalej podnosić wyniki naszej pracy.

Wkrótce okazało się, że kilka naszych filmów wymaga gruntownej przeróbki, co wpłynęło bezpośrednio na postępy pracy. Bardzo mnie ta sytuacja zmartwiła. Uświadomiłam sobie, że to nie był wypadek przy pracy i że powinnam się czegoś z tego nauczyć. Modliłam się, prosząc Boga, by pomógł mi zrozumieć swoją wolę. Po modlitwie zapytałam lidera zespołu, czemu mamy te problemy. Odpowiedział mi tak: „Niektórzy chcą szybkiego sukcesu i wykonują obowiązki niezgodnie z zasadami. Skupiają się tylko na postępach, nie na jakości. Poza tym nie monitoruję ich pracy, jak należy, więc nie udało mi się dostrzec problemów na czas”. Pomyślałam sobie ze złością: „Ile razy mówiłam ci o tych problemach? Czemu wciąż się powtarzają?”. Chciałam zbesztać lidera zespołu, ale pomyślałam: „Czy ja nie mam takiego samego problemu jak lider? Ja też nie monitoruję pracy”. Dlatego ugryzłam się w język. Szybko sprawdziłam filmy, które zostały w tamtym czasie wyprodukowane. Okazało się, że niektórzy nie robią postępów, a inni wręcz się cofają. Problemy były oczywiste, ale wcześniej ich nie widziałam. Wiedziałam, że to przeze mnie, bo nie wykonywałam praktycznej pracy. Czułam skruchę, więc pomodliłam się do Boga, by pomógł mi zastanowić się nad sobą.

Nazajutrz podczas ćwiczeń duchowych przeczytałam fragment słowa Bożego. „Jeśli nie jesteś sumienny przy czytaniu słów Boga i nie rozumiesz prawdy, to nie jesteś zdolny do autorefleksji; zadowolisz się jedynie pozorowanymi wysiłkami oraz tym, że nie popełniasz występków i będziesz tego używał jako swojego kapitału. Będziesz przechodził przez każdy dzień w otępieniu, żył w stanie zamętu, działał według rutyny, nie wkładał w nic serca, nie angażował umysłu, wszystko będziesz robił pobieżnie i byle jak. W ten sposób twoje wykonywanie obowiązku nigdy nie osiągnie akceptowalnego standardu. Aby włożyć w coś wszystkie siły, musisz najpierw włożyć w to całe serce; dopiero gdy włożysz w coś całe serce, możesz włożyć w to wszystkie siły i zrobić to najlepiej, jak potrafisz. Obecnie są tacy, którzy zaczęli sumiennie wykonywać swoje obowiązki, zaczęli myśleć o tym, jak należy właściwie wypełnić obowiązek istoty stworzonej, by zadowolić Boże serce. Nie są negatywnie nastawieni ani leniwi, nie czekają biernie, aż Zwierzchnik wyda polecenia, lecz podejmują inicjatywę. Sądząc po tym, jak wykonujecie obowiązek, jesteście nieco skuteczniejsi niż wcześniej i choć wciąż jest to poniżej standardu, nastąpił pewien rozwój – to dobrze. Ale nie możecie się zadowalać stanem obecnym, musicie wciąż poszukiwać i wzrastać – tylko wtedy będziecie mogli lepiej wykonywać swój obowiązek i osiągnąć akceptowalny standard. Jednak gdy niektórzy ludzie wykonują swój obowiązek, nigdy nie robią wszystkiego, co w ich mocy, i nie wkładają w to wszystkich sił, działają na 50-60 procent swoich możliwości i po prostu robią to jako tako, aż skończą zadanie. Nigdy nie udaje im się utrzymać stanu normalności: gdy nikt ich nie nadzoruje ani nie oferuje wsparcia, opuszczają się w pracy i tracą do niej serce; gdy ktoś omówi z nimi prawdę, ożywiają się, ale jeśli przez jakiś czas nikt nie omawia z nimi prawdy, obojętnieją. Na czym polega problem, gdy tak nieustannie oscylują? Tak się dzieje z ludźmi, którzy nie zyskali prawdy, żyją pasją – pasją, którą niezmiernie trudno jest podtrzymywać. Musi być ktoś, kto codziennie będzie im wygłaszał nauki i omówienia; kiedy nie ma nikogo, kto by ich podlewał i zaopatrywał, nikogo, kto by ich wspierał, ich serca znów stygną i słabną. A gdy ich serca słabną, stają się mniej efektywni w wykonywaniu obowiązku; kiedy pracują ciężej, efektywność wzrasta, stają się bardziej produktywni w obowiązku i więcej zyskują. Czy takie jest wasze doświadczenie? Może powiecie: »Dłaczego zawsze mamy kłopot z wykonywaniem obowiązku? Kiedy te problemy zostają rozwiązane, czujemy przypływ energii; kiedy jednak nie są rozwiązane, obojętniejemy. Jeśli nasze wykonywanie obowiązku przynosi jakiś efekt, kiedy Bóg chwali nas za rozwój, jesteśmy uszczęśliwieni i czujemy, że wreszcie wzrośliśmy, ale wkrótce potem natrafiamy na trudność i znów popadamy w negatywizm – dlaczego ten stan nigdy nie jest stały?«. W istocie główne przyczyny są takie, że rozumiecie zbyt niewiele prawd, w waszych doświadczeniach i wejściu brakuje głębi, nie macie woli i zadowalacie się tym, że mniej więcej jesteście w stanie wykonać swój obowiązek. Skoro nie rozumiecie prawdy, to jak możecie odpowiednio wypełniać obowiązek? W istocie to, o co Bóg prosi ludzi, jest dla nich w zupełności osiągalne; o ile tylko będziecie korzystać z sumienia i będziecie w stanie iść za jego głosem przy wykonywaniu obowiązku, łatwo wam będzie przyjąć prawdę – a jeśli potraficie przyjąć prawdę, to możecie również odpowiednio wykonać swój obowiązek. Musicie myśleć tak: »Wierząc w Boga przez te lata, jedząc i pijąc słowa Boże, ogromnie wiele zyskałem, a Bóg obdarzył mnie wielkimi łaskami i błogosławieństwami. Moje życie jest w Bożych rękach, żyję pod Bożą władzą, pod Jego panowaniem, to On dał mi oddech, powinienem zatem zaangażować swój umysł i starać się wykonywać obowiązek ze wszystkich sił – to właśnie jest kluczem«. Ludzie muszą mieć wolę; tylko ci, którzy mają wolę, potrafią rzeczywiście dążyć do prawdy, a dopiero kiedy zrozumieją prawdę, mogą właściwie wykonywać swój obowiązek, zadowolić Boga i upokorzyć szatana. Jeśli masz w sobie tego rodzaju szczerość i nie czynisz planów dla własnej korzyści, lecz tylko po to, by pozyskać prawdę i właściwie wykonywać obowiązek, to twoje wykonywanie obowiązku osiągnie normalność i przez cały czas będzie pozostawać takie samo; niezależnie od okoliczności, jakie napotkasz, będziesz potrafił wytrwale wykonywać swój obowiązek. Bez względu na to, kto lub co wprowadzi cię w błąd czy zaniepokoi albo czy będziesz w dobrym nastroju, czy w złym, i tak będziesz w stanie normalnie wykonywać swój obowiązek. Dzięki temu Bóg może być o ciebie spokojny, a Duch Święty będzie mógł cię oświecać przy zrozumieniu zasad prawdy i prowadzić we wkraczaniu w rzeczywistość prawdy, a w rezultacie twoje wykonywanie obowiązku z pewnością będzie spełniać standardy. O ile szczerze ponosisz koszty dla Boga, wykonujesz swój obowiązek sumiennie i nie kombinujesz ani nie uciekasz się do sztuczek, przejdziesz Bożą inspekcję. Bóg obserwuje ludzkie serca, myśli i motywy. Jeśli twoje serce pragnie prawdy i jeżeli potrafisz szukać prawdy, Bóg będzie cię oświecać i iluminować” (W wierze w Boga niezwykle ważne jest praktykowanie i doświadczanie Jego słów, w: Słowo, t. 2, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Kontempując słowo Boże, zrozumiałam, że ostatnio udało mi się coś osiągnąć, pełniąc obowiązki, więc zaczęłam czuć samozadowolenie i mieć wzgląd na ciało. Byłam zmęczona wysiłkiem, więc uznałam, że muszę zatroszczyć się o ciało, dlatego odpoczywałam i opuściłam się w pracy. Nie angażowałam się i przestałam monitorować i dowiadywać się, jak inni wypełniają obowiązki. Choć wiedziałam, że wciąż są problemy do rozwiązania, nie paliło mi się. Myślałam, że wszystko w porządku, o ile nasze bieżące wyniki są dobre, a tymczasem w filmach było tyle defektów, że wymagały przeróbki. Na dodatek każdy ma taką naturę, że robi wszystko byle jak i się nie stara, ale mimo to ja nie monitorowałam pracy, robiłam wszystko po łebkach, byłam nieuważna i nieodpowiedzialna. Nic dziwnego, że w naszej pracy wystąpiły problemy. Bóg wywyższył mnie, dając mi rolę nadzorczą i szansę na praktykowanie, licząc, że będę uważna, odpowiedzialna i sumienna. Niezależnie od okoliczności powinnam nie szczędzić wysiłku i wypełniać swoje obowiązki. Tylko tak można robić postępy. Ja tymczasem traktowałam obowiązki jak zwykłą pracę, jakbym pracowała u kogoś. Chwytałam każdą okazję, by mniej się przejmować. Nie miałam poczucia presji ani odpowiedzialności. Nie myślałam o tym, jak coś zrobić lepiej, jak osiągać lepsze wyniki. Dbałam tylko o to, żeby moje ciało mniej cierpiało i żeby się nie przemęczać. Nie obchodziła mnie w ogóle wola Boga. Wtedy zrozumiałam, że mam złą postawę względem swoich obowiązków. Skrywałam swoje serce przed Bogiem i kierował mną małostkowy spryt.

Na spotkaniu przeczytałam słowa Boże, ujawniające fałszywych przywódców. Bardzo mnie to poruszyło. Słowa Boga mówią: „Ponieważ fałszywi przywódcy nie orientują się w stanie zaawansowania pracy, nie są w stanie w porę zidentyfikować – a tym bardziej rozwiązać – problemów pojawiających się w pracy, co często prowadzi do powtarzających się opóźnień. W przypadku pewnych zadań, ponieważ ludzie nie rozumieją zasad, a nie ma nikogo odpowiedniego, by je nadzorować, osoby je wykonujące często popadają w stan zniechęcenia, bierności i wyczekiwania, co poważnie wpływa na postęp pracy. Gdyby przywódca wywiązał się ze swoich obowiązków – przejął dowodzenie, popchnął pracę do przodu, napędził jej rozwój i znalazł kogoś, kto rozumie rodzaj wykonywanej pracy i udzieli wskazówek – praca postępowałaby szybciej, a nie ulegała ciągłym opóźnieniom. Dlatego tak ważne jest, aby przywódcy rozumieli i pojmowali rzeczywistą sytuację w pracy. Oczywiście bardzo ważne jest, aby rozumieli i pojmowali, jak przebiega praca, ponieważ jej postęp ma przełożenie na wydajność i wyniki, jakie ma ona osiągnąć. Jeśli przywódca nie ma nawet pojęcia o tym, jak przebiega praca, nie sprawdza jej i nie nadzoruje, to większość ludzi wykonujących obowiązek przyjmie postawę negatywną i bierną, staną się bardzo apatyczni, stracą poczucie brzemienia, będą pracować niestarannie i po łebkach, toteż praca będzie postępować powoli. Jeśli nie ma nikogo, kto miałby poczucie brzemienia i wiedziałby, jak praca powinna być wykonana, a zatem mógłby nią pokierować i zapewnić nadzór, a także dyscyplinować ludzi i rozprawiać się z nimi, wówczas wydajność i efektywność pracy naturalnie będzie bardzo niska. Jeśli przywódcy i pracownicy nie potrafią nawet tego dostrzec, to są głupi i ślepi. Toteż jest niezwykle ważne, by przywódcy i pracownicy odpowiednio szybko dowiadywali się o postępach w pracy, sprawdzali je i zaznajamiali się z nimi. Ludzie są leniwi, więc bez pokierowania, ponaglania i monitorowania przez przywódców i pracowników, którzy posiadają aktualną wiedzę o postępach w pracy, mogą się obijać, być gnuśni i niedbali – jeśli taka jest ich postawa wobec pracy, poważnie wpłynie to na jej postępy, a także efektywność. Biorąc pod uwagę te okoliczności, przywódcy i pracownicy o odpowiednich kwalifikacjach powinni dokładnie śledzić każdy element pracy i mieć bieżące informacje o sytuacji dotyczącej personelu i zadań; absolutnie nie powinni się zachowywać jak fałszywi przywódcy. Fałszywi przywódcy są w swojej pracy niedbali i niesumienni; nie mają poczucia odpowiedzialności, nie rozwiązują problemów od razu i bez względu na charakter pracy, zawsze »podziwiają kwiaty z grzbietu galopującego konia«; są niedbali i niestaranni; wszystko, co mówią, brzmi górnolotnie i pusto, głoszą doktryny i zachowują pozory. Ogólnie rzecz biorąc, taki jest sposób działania fałszywych przywódców. Porównując ich z antychrystami, chociaż nie czynią oni nic jawnie złego i nie są rozmyślnie złośliwi, z punktu widzenia skuteczności można ich określić jako niestarannych i powierzchownych, pozbawionych poczucia brzemienia oraz poczucia odpowiedzialności czy lojalności względem swojej pracy” (Słowo, t. 4, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Po przeczytaniu tych słów poczułam się winna. Czy nie byłam jak fałszywy przywódca? Leniłam się i folgowałam potrzebom ciała, nie monitorowałam ani nie sprawdzałam pracy, co poważnie wpłynęło na ogólne postępy i wyniki naszej pracy. Wyobrażałam sobie, że praca idzie dobrze i nie ma za wielu problemów, a tak naprawdę było mnóstwo problemów do rozwiązania. Nie niosłam brzemienia i byłam nieodpowiedzialna, więc zamykałam oczy na problemy. Dzięki refleksji dostrzegłam swój błąd. Gdy widziałam, że bracia i siostry są zapobiegliwi i robią postępy, uznałam, że wszyscy są zmotywowani i nie trzeba ich monitorować. Słowo Boże już dawno ujawniło, że ludzie są bierni i mają głęboko zakorzenione zepsute usposobienie. Zanim ludzie zyskają prawdę i ich usposobienie się zmieni, zawsze folgują ciału i pragną wygody, nie przykładają się i stosują podstępne sztuczki, pełniąc obowiązki, postępują według swoich mniemań i nie praktykują zgodnie z zasadami. Ja nie byłam wyjątkiem. Bez sądu Bożego i karcenia, bez napomnień i nadzoru ze strony braci i sióstr, łatwo się rozleniwiam, a w obowiązkach, które pełnię, pojawiają się problemy. Muszę więc monitorować i nadzorować pracę, a także szybko wykrywać i rozwiązywać problemy i wszelkie odchylenia, aby praca szła gładko. Moje podejście było jednak niedorzeczne. Nie rozumiałam zepsucia natury ludzi, nie patrzyłam na nich przez pryzmat słów Boga. Polegałam tylko na swojej wyobraźni, nie sprawdzałam, jak idzie praca, nie rozwiązywałam problemów na czas, a liczyłam na dobre wyniki. Tak postępuje fałszywy przywódca, który nie wykonuje praktycznej pracy. Zdawało się, że nie czynię zła, ale moja nieodpowiedzialność obniżyła efektywność pracy, a tej straty nie da się naprawić. Otworzyłam się i powiedziałam braciom i siostrom o swoim stanie. Zwróciłam też uwagę, że wszyscy traktują obowiązki zbyt luźno, że nie starają się robić postępów, po czym wspólnie szukaliśmy rozwiązań. Później poważniej podchodziłam do obowiązków. Gdy kończyłam pracę, zastanawiałam się, czy można coś poprawić. Często sprawdzałam, jak radzą sobie bracia i siostry. W efekcie nasze wyniki nieco się poprawiły.

Wkrótce natrafiliśmy na problem w produkcji filmów, a lider zespołu zapytał, czy mam jakieś dobre metody lub sugestie. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc odparłam: „Nie mam jak na razie dobrego rozwiązania, więc musimy się zastanowić”. Później zrozumiałam, że przełamanie tej trudności wymaga dużo więcej niż wyduszenie z siebie kilku niezdarnych słów. Musiałabym poszukać informacji i znaleźć ścieżkę praktykowania. To wymagało dużo czasu i wysiłku, musiałabym użyć metody prób i błędów i ocenić wyniki. Trudno powiedzieć, czy być coś osiągnęła. Jeśli nie, to czy moje wysiłki nie byłyby daremne? Im więcej o tym myślałam, tym bardziej się zniechęcałam. Pomyślałam: „Nieważne, jest dobrze tak, jak jest. Mamy dobre wyniki jak na razie, więc nie trzeba tego problemu pilnie rozwiązać”. Uznałam, że można problem odłożyć na bok. Poczułam się wtedy trochę nieswojo. To nie było tak, że nie dało się tego rozwiązać. Wystarczyło zapłacić trochę wyższą cenę. Później lider zespołu znów mi powiedział: „Bracia i siostry mają trudności, musimy rozwiązać ten problem”. To przypomnienie kazało mi się zreflektować: „Czy jako przełożona nie powinnaś kierować innymi w rozwiązywaniu trudności i problemów? Gdy widzę trudności, unikam ich, nie mam poczucia odpowiedzialności”. Czułam się winna, modliłam się: „Boże, gdy napotykam trudności w pracy, nigdy nie chcę się przyłożyć i myślę zawsze o potrzebach ciała. Wiem, że to niezgodne z Twoją wolą. Poprowadź mnie w tej refleksji nad sobą i pomóż mi się zmienić”.

Podczas ćwiczeń duchowych myślałam: „Czemu zawsze biorę wzgląd na ciało? Czemu nie umiem zapłacić ceny, by wykonać praktyczną pracę?”. Pewnego dnia trafiłam na dwa fragmenty słów Bożych, które pomogły mi to zrozumieć. Bóg Wszechmogący mówi: „Czym jest zatem trucizna szatana? Jak można to wyrazić? Na przykład jeśli zapytasz »Jak ludzie powinni żyć? Dla czego powinni żyć?«, odpowiedzą ci »Każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego«. To jedno powiedzenie wyraża samo sedno problemu. Filozofia i logika szatana stała się życiem ludzi. Niezależnie od tego, za czym ludzie podążają, czynią to dla własnej korzyści – dlatego też żyją wyłącznie dla siebie. »Każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego« – to jest życiowa filozofia człowieka, a zarazem definicja ludzkiej natury. Owe słowa stały się już naturą skażonej ludzkości, prawdziwym portretem jej szatańskiej natury, a ta szatańska natura stała się już podstawą egzystencji skażonej ludzkości; od kilku tysięcy lat aż po dzień dzisiejszy skażona ludzkość kieruje się w życiu ową trucizną szatana” (Jak obrać ścieżkę Piotra, w: Słowo, t. 2, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). „Ciało człowieka jest jak ten wąż: jego istotą jest szkodzić życiu człowieka, a gdy ma ono całkowicie wolną rękę, twoje życie jest zgubione. Ciało należy do szatana. Tkwią w nim nadmierne pragnienia, myśli ono tylko o sobie, chce cieszyć się wygodą i relaksować się w nicnierobieniu, pławić się w lenistwie i bezczynności, a po tym, jak zaspokoisz je do pewnego punktu, ostatecznie zostaniesz przez nie pożarty. Oznacza to, że jeśli za pierwszym razem mu ustąpisz, za następnym zażąda jeszcze więcej. Zawsze ma nadmierne pragnienia i nowe wymagania, i wykorzystuje twoje dogadzanie ciału, abyś jeszcze bardziej się na nim skupiał i żył wśród jego wygód, a jeśli nie przezwyciężysz go, ostatecznie czeka cię ruina. To, czy możesz zyskać życie przed Bogiem i jaki będzie twój ostateczny koniec, zależy od tego, jak poprowadzisz swój bunt przeciwko ciału. Bóg cię wybawił, wybrał cię i przeznaczył, ale jeśli dzisiaj nie jesteś gotowy Go zadowolić, skłonny wprowadzać prawdę w życie ani zbuntować się przeciwko własnemu ciału, wkładając w to serce, które naprawdę kocha Boga, to w końcu zrujnujesz samego siebie, skazując się tym samym na skrajny ból. Jeśli zawsze będziesz dogadzał ciału, szatan będzie stopniowo cię połykał i zostawi cię bez życia, bez dotknięcia Ducha, aż przyjdzie dzień, gdy w twoim sercu będzie tylko ciemność. Kiedy będziesz żył w ciemności, zostaniesz wzięty w niewolę przez szatana, nie będziesz już miał Boga w sercu, i wówczas zaprzeczysz Jego istnieniu i porzucisz Go” (Tylko umiłowanie Boga jest prawdziwą wiarą w Niego, w: Słowo, t. 1, Dzieło Boże i poznawanie Boga). Słowa Boże uświadomiły mi, jak niebezpieczny jest mój stan! Żyłam według szatańskiej filozofii, która mówi „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego”. Byłam bardzo samolubna, co by się nie działo, zawsze najpierw troszczyłam się o potrzeby ciała. Gdy trafiałam na problem, który wymagał rozwiązania, nie myślałam o tym, jak przynieść korzyść pracy domu Bożego. Zawsze miałam względzie swoje ciało i chciałam mniej cierpieć i mniejszą cenę zapłacić. O ile płaciłam cenę i poświęcałam czas, szukając rozwiązania, to niektóre problemy dało się rozwiązać, ale ponieważ głowę zajmowały mi potrzeby ciała i nie chciałam cierpieć, uznawałam, że profesjonalne podejście to za dużo zachodu. W efekcie problem nie był rozwiązywany, a praca się nie poprawiała. Słowo Boże ujawnia, że ludzie ciało jest w istocie własnością szatana, że ciało ma swoje pragnienia i żądania. Im bardziej im folgujemy, tym większe się robią, a gdy jest konflikt między potrzebami ciała a obowiązkami, jeśli ludzie pragną wygody, kierują się ciałem i zapominają o pracy domu Bożego. To zaspokaja ciało, ale szkodzi pracy domu Bożego w ostatecznie obraża usposobienie Boga, więc Bóg nas odrzuca. Konsekwencje folgowania ciału i pragnienia wygody są poważne. Nie dostrzegałam istoty ciała i wciąż tylko pragnęłam wygody. Przyjemność ciała była dla mnie najważniejsza. Czy w swoich dążeniach i mniemaniach nie przypominałam niewierzących? Oni często mówią: „bądź dla siebie dobry”, co oznacza: nie skazuj ciała na cierpienie, zaspokajaj wszystkie pragnienia ciała. Oni żyją tylko dla ciała, w ogóle nie pojmują wartości i znaczenia ludzkiego życia, nie mają właściwego kierunku ani celu w życiu. Nie czują w sercach pokrzepienia, całe ich życie naznaczone jest pustką, żyją całkowicie na marne. Niektórzy ludzie w kościele wciąż pragną przyjemności ciała, nie szukają prawdy, zaniedbują obowiązki, są podstępni i leniwi, a to poważnie szkodzi pracy domu Bożego. Ostatecznie są zwalniani lub odsuwani od pełnienia obowiązków, zupełnie tracą swoją szansę na zbawienie. Aż strach o tym myśleć! Pomyślałam o sobie. Wierzyłam w Boga od lat, ale moje poglądy się nie zmieniły. Dbałam o potrzeby ciała bardziej niż o prawdę. Pragnęgłam tylko wygody i wykonywałam obowiązki machinalnie. Gdyby tak było dalej, czy Bóg by mnie nie odrzucił i wydalił? Gdy to zrozumiałam, przeraziłam się. Nie mogłam dalej myśleć tylko o swoim ciele. Chciałam sumiennie pełnić obowiązki i wykonywać powierzone mi zadania.

Słowa Boże wskazały mi ścieżkę praktykowania. Słowa Boga mówią: „Jeśli jesteś kimś, kto prawdziwie wierzy w Boga, musisz polegać na sumieniu i rozsądku oraz ciężko pracować przy wykonywaniu obowiązku. Co to znaczy naprawdę ciężko pracować? Jeżeli zadowalasz się tylko pozorowanym wysiłkiem i odrobiną niedogodności fizycznych, ale w ogóle nie traktujesz obowiązku poważnie ani nie szukasz zasad prawdy, to po prostu jesteś niestaranny i powierzchowny – nie jest to prawdziwy wysiłek. Kluczem do prawdziwego wysiłku jest wkładanie w pracę całego serca, bojaźń Boża, zważanie na wolę Bożą, lęk przed okazaniem Bogu nieposłuszeństwa i zranieniem Go, a także gotowość do zniesienia każdego cierpienia, by dobrze wypełnić swój obowiązek i zadowolić Boga. Jeśli masz serce, które tak właśnie kocha Boga, będziesz w stanie właściwie wypełnić obowiązek. Ale jeśli w twoim sercu nie ma bojaźni Bożej, to nie będziesz czuł brzemienia przy wypełnianiu obowiązku, nie będzie cię to interesowało i w rezultacie nieuniknione jest, że staniesz się niestaranny i powierzchowny, będziesz tylko zachowywał pozory, nie osiągając żadnych konkretnych efektów – to nie jest wykonywanie obowiązku. Jeżeli naprawdę masz poczucie brzemienia i uważasz pełnienie obowiązku za swoją osobistą odpowiedzialność, jeżeli jesteś przekonany, że gdy tego nie zrobisz, nie będziesz godzien żyć i okażesz się zwierzęciem, że tylko wypełniając obowiązek odpowiednio stajesz się godzien, by cię nazwać ludzką istotą, i że tylko wtedy będziesz miał czyste sumienie – jeśli masz takie poczucie brzemienia przy wykonywaniu obowiązku, to będziesz w stanie robić wszystko sumiennie, będziesz mógł szukać prawdy i działać zgodnie z zasadami, toteż będziesz mógł właściwie wypełnić obowiązek i zadowolić Boga. Jeśli jesteś godzien zadania, które wyznaczył ci Bóg, a także wszystkiego, co Bóg dla ciebie poświęcił, i spełniasz Jego oczekiwania względem ciebie, to znaczy, że naprawdę się starasz” (Aby dobrze wypełniać obowiązek, należy mieć przynajmniej sumienie i rozsądek, w: Słowo, t. 2, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). „Gdy pojawia się w tobie egoizm i oportunizm i zdajesz sobie z tego sprawę, powinieneś się pomodlić do Boga i poszukać prawdy, by zająć się tym problemem. Przede wszystkim powinieneś być świadomy, że zasadniczo takie postępowanie stanowi naruszenie zasad prawdy, jest szkodliwe dla dzieła kościoła, jest zachowaniem samolubnym i godnym pogardy i nie jest czymś, co powinni robić normalni ludzie. Powinieneś odłożyć na bok własne interesy i egoizm i pomyśleć o dziele kościoła – tego pragnie Bóg. Po zastanowieniu się nad sobą w modlitwie, jeśli naprawdę sobie uświadomisz, że takie działanie jest samolubne i godne pogardy, odsunięcie od siebie własnego egoizmu będzie łatwe. Gdy odsuniesz od siebie swój egoizm i oportunizm, poczujesz się pewny, spokojny i radosny, poczujesz, że twoje zachowanie powinno się cechować sumieniem i rozsądkiem, że powinieneś myśleć o dziele kościoła, a nie skupiać się obsesyjnie na własnych interesach, co jest bardzo egoistyczne, godne pogardy i pozbawione sumienia i rozsądku. Działanie bezinteresowne, myślenie o dziele kościoła i robienie tylko tego, co zadowala Boga, jest słuszne oraz godne i przyda wartości twojemu istnieniu. Żyjąc w ten sposób na ziemi jesteś otwarty i uczciwy, urzeczywistniasz zwykłe człowieczeństwo i prawdziwy obraz człowieka i nie tylko masz czyste sumienie, lecz również wart jesteś wszystkiego, czym obdarza cię Bóg. Im dłużej będziesz żył w ten sposób, tym bardziej będziesz czuł pewność, spokój i radość i tym lżej będzie ci na sercu. Czyż nie będzie to oznaczało, że wkroczyłeś na prawidłową ścieżkę wiary w Boga?” (Oddając serce Bogu, można pozyskać prawdę, w: Słowo, t. 2, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Pojęłam, że aby dobrze pełnić obowiązki, muszę pracować zgodnie z Bożym słowem. Nie mogę tylko stwarzać pozorów, że płacę cenę. Najważniejsze to nieść to brzemię w sercu, na pierwszym miejscu stawiając pracę domu Bożego, robić, co w mojej mocy, osiągać to, co powinnam. Tylko tak mogę być warta tego ogromnego wysiłku, jaki Bóg dla mnie podejmuje, tylko tak mogę żyć jak istota ludzka. Bóg wywyższył mnie, powierzając mi pieczę nad produkcją filmów. Wielu, którym głosi się ewangelię, poznaje prawdziwą drogę poprzez filmy. Świadczenie o Bogu poprzez dobre filmy to ważna część szerzenia ewangelii! Powinnam polegać na Bogu i robić, co mogę, by dobrze pełnić obowiązki. Choć w trakcie pracy trafiam na rozmaite trudności i problemy, dzięki tym trudnościom zrozumiałam swe zepsute pragnienie wygody i ignorowanie postępów. Pojęłam, że mam błędne poglądy na dążenia, więc mogłam żałować i się zmienić. To dla mnie szansa, by zyskać prawdę i wyzbyć się zepsutego usposobienia. Jednocześnie te trudności wskazały mi, gdzie mam braki zawodowe. Musimy doskonalić umiejętności zawodowe, by robić postępy. Gdy pojęłam wolę Boga, poczułam się zmotywowana. Mówiłam Bogu w modlitwie o moich problemach, szukałam Jego przewodnictwa, omawiałam rozwiązania z braćmi i siostrami. Z całego serca nie chciałam być już leniwa ani niezaangażowana, ciężko pracowałam, by nabyć umiejętności zawodowe. Gdy czasami utknęłam i chciałam się poddać, modliłam się do Boga, porzucałam cielesność i oddawałam się obowiązkom. Po pewnym czasie doprowadziłam do przełomu i problem udało się szybko rozwiązać, nasze wyniki poprawiły się względem wcześniejszych. Tak pełniąc obowiązki, czułam się bezpieczeniejsza. Rozwiązywanie problemów i praktyczna praca wcale nie są takie trudne, nie nacierpiałam się dużo. Musiałam być sumienniej pełnić obowiiązki, by zyskać Boże przewodnictwo i błogosławieństwo. Moje wejście jest ograniczone, więc w przyszłości skupię się na wyzbyciu się zepsutego usposobienia i będę całym sercem pełnić obowiązki, by zadowolić Boga!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zmieniło mnie dążenie do prawdy

Autorstwa Ou Lin, Mjanma W maju 2018 roku wstąpiłam do wojska. Gdy dowódca wydał rozkaz, niżsi stopniem posłusznie robili to, co im kazano....

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze