Pragnienie wygód nieomal przyniosło mi zagładę

23 października 2022

W 2019 roku odpowiadałam w kościele za tworzenie filmów, pełniąc jednocześnie funkcję przywódczyni. Przysięgłam Bogu, że dobrze spełnię swój obowiązek. Naprawdę włożyłam całe serce w swój obowiązek, a nauczyłam się go wykonywać od siostry, z którą współpracowałam. Starałam się chodzić na wszystkie spotkania, duże i małe, i codziennie przeglądałam filmy. Każdy dzień był dla mnie pełen zajęć. Lecz po jakimś czasie się zmęczyłam i stopniowo straciłam początkowy zapał. Miałam coraz większe opory, by wieść tak nerwowe życie. Zwłaszcza gdy przeglądałam filmy, musiałam się mocno zastanawiać, by potem sugerować, jak rozwiązać wszelkie znalezione problemy. Męczyło mnie to psychicznie, więc nie chciałam tego robić. Przeglądając filmy, zaczęłam się robić niedbała i na niektóre reagowałam po pobieżnym obejrzeniu. Czasem przymykałam oko na oczywiste problemy, bo inaczej musiałabym wymyślać rozwiązanie, więc trzymałam buzię na kłódkę. Byłam coraz bardziej nieostrożna, przez co filmy cały czas wracały do korekty. Zmarnowałam wysiłek wielu ludzi. Nie wzięłam tych poważnych konsekwencji do siebie. Czułam nawet, że nie ja za nie odpowiadam i że są dlatego, że jest zbyt wiele problemów w filmach innych osób.

Raz natknęłam się na spory problem w filmie, który wymagał świeżych pomysłów. Wszyscy zaproponowali jakiś pomysł, co przyprawiło mnie o zawrót głowy. Męczyła mnie sama myśl o tym, więc uznałam, że powinni stworzyć plan. Rozdzieliłam zadania, wymawiając się nadzorowaniem całej pracy, by móc usprawiedliwić brak nadzoru i śledzenia postępów. Jednak nikt z nich wcześniej nie mierzył się z takimi problemami, więc nie rozumieli zbyt dobrze niektórych zasad i nie umieli sobie poradzić z takim zadaniem. Nie było przez to postępów, a w efekcie film trafił na półkę. Moja partnerka, siostra Liu, zauważyła, że nie jesteśmy efektywni, więc nas ostrzegła i zachęcała do szybszej pracy. Narzekałam, że jest dla nas zbyt surowa, a inni bracia i siostry mnie poparli i sprzeciwili się jej ustaleniom. Przez to siostra Liu poczuła się skrępowana i odtąd ostrożnie omawiała z nami organizację pracy. Doprowadziło to do kolejnych opóźnień. Zwykle nie interesowało mnie nabywanie umiejętności i uważałam zbieranie materiałów szkoleniowych za zbyt duży wysiłek, więc zawsze zrzucałam to na siostrę Liu. Czasem nie uczestniczyłam w szkoleniu, zasłaniając się zbyt dużą ilością obowiązków. Przez to zrobiłam się niedbała i powolna. Raz nawet nie przygotowałam się zawczasu do dyskusji, czym zmarnowałam wszystkim czas.

Jakiś czas później skręciłam kostkę, upadając podczas schodzenia ze schodów. Nie zastanowiłam się, czemu mnie to spotkało i pomyślałam, że odpocznę, skoro boli mnie kostka. Siostra Liu kilkukrotnie rozprawiła się ze mną, mówiąc mi, że lekceważę obowiązki, opóźniam dzieło kościoła i mam negatywny wpływ na innych. Przez kilka dni po jej upomnieniu starałam się bardziej, a potem znów się obijałam. Nie zdawałam sobie sprawy z powagi problemu i ciągle sobie odpuszczałam, sądząc, że skoro to tylko lenistwo, a nie arogancja, autokratyczne ograniczanie czy gnębienie innych, to nie ma problemu. Poza tym miałam charakter i pewne umiejętności, więc mnie nie zwolnią. Dlatego ignorowałam ostrzeżenia siostry Liu i nie traktowałam ich poważnie. Nadal pełniłam obowiązki leniwie, postrzegając niektóre zadania jako obciążenie. Moje niedbalstwo oznaczało, że wiele filmów trzeba było przerabiać, przez co ich premiery były odraczane.

Pewnego ranka nieoczekiwanie zjawiła się przełożona i powiedziała, że nie ma efektów naszej pracy i że ciągle pojawiają się te same problemy. Spytała, o co konkretnie chodzi oraz czy damy radę wykonać ten obowiązek, dodając, że jeśli nic się nie zmieni, wszystkich nas zwolnią. To mnie przeraziło. Byłam przywódczynią i kierowałam naszą pracą, więc to ja ponosiłam odpowiedzialność za cały ten bałagan. Spowodowało go moje niedbalstwo. Zdałam sobie sprawę, że popełniłam wielki błąd. Przełożona wkrótce się dowiedziała o całym bałaganie i mnie zwolniła. Surowo się ze mną rozprawiła i mnie przycięła, mówiąc, że dom Boży powierzył mi ważną funkcję, lecz ja przestałam się przejmować pod natłokiem problemów i trudności. Dbałam tylko o wygody ciała, opóźniając postęp prac nad filmami. Szkodziłam domu Bożemu i całkiem straciłam sumienie. Dom Boży mnie kształcił, lecz ja wcale nie dbałam o wolę Bożą, co jest niezwykle rozczarowujące. Byłam liderką, lecz nie wypełniłam dobrze swoich zadań. Niczego się nie nauczyłam, a jako niezdolna do postępów, nie jestem warta kształcenia. Powiedziała, że mnie wyrzucą, jeśli się nie zmienię. Jej słowa były dla mnie ciosem. Miałam pustkę w głowie i pytałam samą siebie: Co robiłam przez te wszystkie miesiące? Jak do tego wszystkiego doszło? Gdy mówiła, że nie jestem warta kształcenia, czułam się, jakbym nie miała przyszłości. Było mi przykro i czułam się, jakby wyssało ze mnie wszystkie siły. Nie mogłam siebie znieść za to, że nie dbałam o swoje obowiązki, lecz było już za późno.

Po zwolnieniu pogrążyłam się w negatywnym stanie rozpaczy. Wydawało mi się, że każdy mnie przejrzał na wylot i chciał odrzucić jako zły przykład, i że Bóg też mnie znienawidził. Do żywego dotknęły mnie słowa przełożonej, gdy się ze mną rozprawiła. Czułam, że mnie zdemaskowano i odrzucono. To był bardzo trudny czas. Aż któregoś dnia poruszył mnie pewien fragment słów Boga. Bóg mówi: „Jeśli jesteś oddany Bogu i sumiennie wypełniasz swoje obowiązki, czy nadal możesz czuć się zniechęcony i słaby gdy ktoś się z tobą rozprawia i przycina cię? Co należy zrobić, gdy naprawdę jesteś zniechęcony i słaby? (Powinniśmy się modlić do Boga i polegać na Bogu, myśleć o tym, o co Bóg prosi i próbować tego, zastanawiać się, gdzie zbłądziliśmy, jakie popełniliśmy błędy; powinniśmy podnosić się w tych obszarach, gdzie upadliśmy). Zgadza się. Zniechęcenie i słabość nie są dużymi problemami. Bóg ich nie potępia. Dopóki ktoś potrafi się podnieść w miejscu, w którym upadł, odebrać lekcję i normalnie wykonywać swoje obowiązki, to nic więcej nie potrzeba. Nikt nie będzie miał ci tego za złe, więc przestań być wiecznie zniechęcony. Jeśli odrzucisz swój obowiązek i uciekniesz od niego, zrujnujesz siebie całkowicie. Każdy czasami odczuwa zniechęcenie i słabość, należy więc po prostu szukać prawdy, a łatwo będzie je pokonać. Stan niektórych ludzi zmienia się całkowicie po przeczytaniu rozdziału słów Boga lub odśpiewaniu kilku pieśni; mogą otworzyć swoje serce w modlitwie do Boga i chwalić Go. Czy ich problem nie został więc rozwiązany? Przycinanie i rozprawianie się z kimś jest w rzeczywistości bezwzględnie dobrą rzeczą. Nawet jeśli słowa, które rozprawiają się z tobą i cię przycinają, są trochę szorstkie i uszczypliwe, to dlatego, że postępowałeś zupełnie bezsensownie i naruszyłeś zasady, nawet nie zdając sobie z tego sprawy – jak zatem mógłbyś uniknąć rozprawiania się z tobą w takich okolicznościach? Rozprawianie się z tobą w taki sposób ma ci tak naprawdę pomóc, jest przejawem miłości. Powinieneś to zrozumieć i nie narzekać. Jeśli zatem rozprawianie się z tobą i przycinanie powodują u ciebie zniechęcenie i żal, to jest to głupota i ignorancja, zachowanie kogoś pozbawionego rozumu” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Czytając słowa Boga, zalałam się łzami. Przełożona miała rację we wszystkim, gdy się ze mną rozprawiła, a ostro mnie skrytykowała, bo to, co zrobiłam, było bardzo irytujące. Lecz ja nie mogłam się poddać. Musiałam się zastanowić, czemu zawiodłam, zmienić i żałować. Tak należało postąpić. Modliłam się więc, prosząc Boga, by dał mi refleksję nad tą porażką.

Któregoś dnia usłyszałam słowa Boga demaskujące fałszywych przywódców, które pomogły mi zrozumieć siebie. Słowa Boga mówią: „Fałszywi przywódcy nie wykonują prawdziwej pracy, ale wiedzą, jak pełnić rolę urzędnika. Jaka jest pierwsza rzecz, którą taki człowiek robi, gdy zostanie przywódcą? Zaczyna przekonywać ludzi do siebie. Przyjmuje podejście »nowy menedżer musi wywrzeć mocne wrażenie«: najpierw robi kilka rzeczy, aby zaskarbić sobie przychylność ludzi, wprowadza kilka zmian, by im ułatwić życie, stara się wywrzeć dobre wrażenie, pokazać wszystkim, że żyje w harmonii z tłumem, aby wszyscy go chwalili i mówili, że jest jak dobry rodzic, po czym oficjalnie przejmuje ster. Czuje, że teraz, gdy ma szerokie poparcie, a jego pozycja jest bezpieczna, jest czymś słusznym i właściwym, by zaczął korzystać z przywilejów statusu. Jego dewizy to: »Życie polega tylko na jedzeniu i ubieraniu się«, »Żyj każdym dniem dla przyjemności, bo życie jest krótkie« i »Nie troszcz się dzisiaj o dzień jutrzejszy«. Czerpie przyjemność z każdego kolejnego dnia, stara się bawić jak najlepiej i nie myśli o przyszłości, a tym bardziej nie zastanawia się, jaką odpowiedzialność powinien ponosić przywódca i jakie obowiązki wykonywać. Powtarza kilka słów i zdań doktryny i rutynowo wykonuje niektóre zadania dla zachowania pozorów, ale nie wykonuje żadnej konkretnej pracy. Nie próbuje się zagłębiać w realne problemy w kościele, aby je do końca rozwiązać. Jaki sens ma takie powierzchowne działanie? Czy nie jest to oszustwo? Czy takiemu fałszywemu przywódcy można powierzyć poważne obowiązki? Czy spełnia on kryteria i jest zgodny z zasadami domu Bożego dotyczącymi wyboru przywódców i pracowników? (Nie). Tacy ludzie zupełnie nie mają sumienia ani rozumu, są pozbawieni jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności, a mimo to chcą służyć w oficjalnej roli przywódcy kościoła – jak to się dzieje, że są tak bezwstydni? Niektórzy ludzie obdarzeni poczuciem odpowiedzialności mają słaby charakter i nie mogą być przywódcami – nie wspominając już o ludzkich śmieciach, osobach, które w ogóle nie mają poczucia odpowiedzialności i jeszcze mniej się nadają na przywódców. Jak bardzo leniwi są tacy zgnuśniali fałszywi przywódcy? Gdy zauważają problem, zdają sobie sprawę, że jest to problem, ale nie zwracają na niego uwagi, zupełnie go ignorują. Są zupełnie nieodpowiedzialni! Mogą być dobrymi rozmówcami i może się wydawać, że mają trochę charakteru, ale gdy w kościele pojawiają się rozmaite problemy, oni nie są w stanie ich rozwiązać. Chociaż problemy kościoła narastają jak dziedzictwo rodzinne, ci przywódcy nie przejmują się nimi, lecz wciąż nalegają na rutynowe wykonywanie kilku błahych zadań. Jaki jest tego ostateczny skutek? Czy nie taki, że narobią bałaganu w pracy kościoła, zawalą ją? Czy nie spowodują chaosu i rozdrobnienia w kościele? Taki jest nieunikniony rezultat” (Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). „Tacy zgnuśniali fałszywi przywódcy traktują rolę przywódcy czy pracownika jako swego rodzaju pozycję, którą należy się cieszyć. Obowiązek, który powinni wykonywać, oraz pracę, która należy do przywódcy, traktują jako obciążenie i kłopot. W ich sercach wzbiera sprzeciw wobec pracy kościoła: jeśli się ich poprosi, by nadzorowali pracę czy zidentyfikowali istniejące problemy, a następnie monitorowali je i rozwiązywali, reagują niechęcią. To jest praca, która należy do przywódców i pracowników, to jest ich zadanie. Jeśli tego nie robisz – jeśli nie masz ochoty tego robić – to dlaczego nadal chcesz być przywódcą lub pracownikiem? Czy wykonujesz swój obowiązek, aby wypełniać wolę Bożą, czy po to, by się cieszyć zewnętrznymi oznakami wysokiej pozycji? Czy to nie jest bezwstydne, być przywódcą, jeśli pragniesz zajmować oficjalne stanowisko? Jest to najpodlejszy rodzaj charakteru; tacy ludzie nie mają szacunku do siebie, nie mają wstydu” (Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Czytając te słowa Boga, czułam się, jakby On sam mnie analizował. Byłam właśnie taką leniwą liderką. Od początku sądziłam, że ktoś, kto dowodzi, nie tylko mówi władczo, lecz ma też szacunek innych, więc ponosiłam trudy, by zyskać taki status. Stwarzałam fałszywe wrażenie, że mogę przyjąć na siebie dużą odpowiedzialność. Gdy już dostałam tę funkcję i inni mi zaufali, pokazałam prawdziwe oblicze. Zaczęłam się pławić w poczuciu wyższości płynącym z mojego statusu, a wobec natłoku pracy i trudności, nie chciałam się kłopotać. Było to dla mnie uciążliwe, więc myślałam, jak samą siebie odciążyć i mieć mniej zmartwień. Edytowanie filmów było psychicznie męczące, więc sugerowałam arbitralnie coś niedorzecznego, przez co inni ludzie musieli ponawiać ujęcia, marnując swój czas. Gdy w filmie, którym się zajmowałam, pojawiały się problemy, nie starałam się znaleźć rozwiązania, lecz za sprawą swojego statusu skłaniałam innych, by się tym zajęli, i tak to zostawiałam. Przez nierozwiązane problemy nie było postępów w pracy. Na wszelkie sposoby unikałam szkoleń i spychałam je na innych, gdy tylko się dało. Ociągałam się też przy planowaniu prac i nic mi się nie podobało, co krępowało partnerkę. Hamowałam postępy, bo nie pracowałam zbyt szybko… Myśląc o wszystkim, co zrobiłam, sama chciałam dać sobie w twarz. Zyskawszy status, chciałam jedynie wygód, oszukiwałam i byłam niedbała. Myślałam, że praca to zabawa i nie byłam odpowiedzialna. Nie rozwiązywałam szybko problemów i byłam obojętna, gdy dzieło domu Bożego ponosiło szkodę. Czym się różniłam w swoich działaniach od urzędników Partii Komunistycznej? Chcą jedynie zyskać status i nie rozwiązują problemów zwykłych ludzi. Chcą się tylko nasycić i używać władzy dla własnych korzyści. To złe i bezwstydne. Byłam taka sama. Dom Boży powierzył mi ważną funkcję, lecz ja dbałam tylko o cielesne wygody. Nie wykonywałam pracy, jak powinnam. Zaniedbałam swój obowiązek i opóźniłam dzieło domu Bożego. Byłam samolubna, nikczemna i nie postępowałam jak człowiek. Wtedy się przekonałam, jaka leniwa, samolubna i nikczemna byłam. Oszustwem zyskałam funkcję, lecz nie wykonywałam praktycznej pracy. Miałam słaby charakter, byłam niegodna zaufania. Straciłam poczucie moralności. Myśl o tym wszystkim raz za razem przeszywała mi serce. Modliłam się: „Boże, brak mi człowieczeństwa. Przyjęłam tę funkcję, lecz nie pełniłam jej, jak należy, hamując dzieło domu Bożego. Boże, zwolniono mnie dzięki Twojej sprawiedliwości. Chcę się zmienić – proszę, pomóż mi poznać samą siebie”.

Wtedy przypomniałam sobie, jak inni wiele razy rozmawiali o tym ze mną, a nawet rozprawiali się ze mną, lecz ja nie wzięłam sobie tego do serca. Sądziłam, że lenistwo i dbałość o wygody to nie taki duży problem, że nikogo nie krzywdzę ani nie krępuję. Skoro wiedziałam, co robię, kościół nie powinien mnie zwolnić za lenistwo. Nie rozumiałam, że to tylko moje pojęcia, póki nie przeczytałam słów Boga. Słowa Boga mówią: „Kto ma poważniejszy problem: ludzie leniwi czy ludzie o słabym charakterze? (Leniwi). Dlaczego ludzie leniwi mają poważny problem? (Ludzie o słabym charakterze nie mogą być przywódcami ani pracownikami, ale mogą być do pewnego stopnia efektywni, gdy wykonują obowiązek zgodny z ich umiejętnościami. Ludzie leniwi nie zdziałają nic; nawet jeśli mają charakter, do niczego go nie wykorzystają). Ludzie leniwi nic nie zdziałają. Krótko mówiąc, są śmieciami upośledzonymi przez bezczynność. Bez względu na to, jak dobry charakter mają leniwi ludzie, są jak ozdoby w oknie; ich dobry charakter pozostaje niewykorzystany. Jest tak dlatego, że są bardzo leniwi, wiedzą, co powinni zrobić, ale tego nie robią; kiedy dostrzegają problem, nie szukają rozwiązania; wiedzą, jakie trudności powinni znosić, by praca była skuteczna, ale nie mają ochoty narażać się na tak wartościowe cierpienie. W rezultacie nie zyskują żadnych prawd i nie wykonują żadnej konkretnej pracy. Nie chcą znosić trudów, które ludzie powinni znosić; znają tylko pragnienie wygód, przyjemności ciała, napawanie się chwilami radości i wolnym czasem, cieszenie się swobodnym, zrelaksowanym życiem. Czyż nie są bezużyteczni? Ludzie, którzy nie potrafią znosić trudności, nie nadają się do życia. Ktoś, kto zawsze chce żyć jako pasożyt, nie ma sumienia ani rozumu; jest jak zwierzę, nie nadaje się nawet do pełnienia posługi. Ponieważ tacy ludzie nie potrafią znosić trudów, posługa, którą wykonują, jest kiepska, a jeśli chcą zyskać prawdę, nadzieja na to jest jeszcze mniejsza. Osoba, która nie potrafi cierpieć i nie kocha prawdy, jest całkiem bezużyteczna, nie nadaje się nawet do pełnienia posługi. To zwierzę bez odrobiny człowieczeństwa. Jedynie odrzucenie takich ludzi jest zgodne z wolą Bożą” (Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). „To, jak traktujesz Boże zadania, jest niezwykle istotne, jest to bardzo poważna sprawa. Jeśli nie potrafisz wypełnić tego, co Bóg powierzył ludziom, to nie jesteś zdolny do życia w Jego obecności i powinieneś zostać ukarany. To, że ludzie powinni wykonywać wszystkie zadania, które Bóg im powierza, jest ustalone przez Niebo i uznawane przez ziemię; jest to ich największa odpowiedzialność, i jest ważne jak samo ich życie. Jeśli nie traktujesz poważnie Bożych zadań, wtedy zdradzasz Boga w najcięższy sposób. Jesteś wtedy bardziej godny ubolewania niż Judasz i powinieneś zostać przeklęty” (Jak poznać naturę człowieka, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu słów Boga zrozumiałam, że choć pozornie nikogo nie krzywdziłam, lekceważyłam zadanie od Boga i opóźniałam dzieło domu Bożego. Poważnie zdradziłam Boga, w bardziej odrażający sposób niż Judasz. Drżałam na myśl o wszystkim, co dotąd zrobiłam w swoim obowiązku. Ignorowałam napomnienia innych, sądząc, że obijanie się to nic wielkiego. Wydawało mi się, że skoro wiem, co robię i mam charakter, nie zostanę zwolniona za lenistwo. Byłam apatyczna i nie chciałam się zmienić, co było żałosne i śmiechu warte, a ja nie widziałam, jakie to niebezpieczne. Bóg nienawidzi ludzi, którzy mają charakter, lecz są leniwi i nierzetelni, są nikczemni, są marnymi ludźmi, niegodnymi Jego zaufania. Ludzie, którzy mają słabszy charakter, lecz są gotowi cierpieć, są od nich lepsi. W swoich obowiązkach są szczerzy. Wkładają w nie serce i są odpowiedzialni. Natomiast ja sądziłam, że nie jestem zła, bo pozornie miałam niezły charakter, tymczasem miałam problem z podstawami, które powinna robić istota stworzona Jakież to człowieczeństwo i charakter? W tym momencie ujrzałam prawdę o sobie i zrozumiałam, czemu usłyszałam, że nie warto mnie kształcić i że mnie wyrzucą, jeśli się nie zmienię. Będąc zarówno leniwym jak i oszukańczym człowiekiem, podchodzącym nieodpowiedzialnie do obowiązków, nie byłam godna zaufania, więc nie było dla mnie miejsca. Myśląc o zmarnowanym czasie, poczułam się ogromnie wdzięczna Bogu. Od tej pory chciałam już tylko dążyć do prawdy, spełniać swój obowiązek i odpłacić Bogu za Jego miłość.

Później przydzielono mnie do zespołu tekstowego. Każdego dnia dużo się działo, więc się pilnowałam, by dobrze spełniać swój obowiązek i nie ulegać ciału. Wzięłam na siebie ciężar swojego obowiązku. Po jakimś czasie poczułam, że się zmieniłam. Lecz gdy przybyło pracy i pojawiły się trudności, znów odezwała się moja natura. Uważałam, że mnie to psychicznie męczy, więc pozwolę innym rozwiązywać trudniejsze problemy. Jedna z sióstr mówiła mi, że się obijam i ostrzegła, bym poważniej traktowała obowiązki. Przez kilka dni starałam się bardziej, lecz gdy pojawiło się coś trudnego, stresowałam się i zakładałam, że to dla mnie zbyt duży kłopot, więc to zostawiałam. Tak mijał dzień za dniem. Za brak dobrych wyników przeniesiono dwie siostry z naszego, a ja miałam złowieszcze przeczucie. Wcale nie radziłam sobie lepiej od nich, a wszyscy inni robili większe postępy ode mnie. Byłam najgorsza w zespole. Choć nadal spełniałam swój obowiązek, byłam niespokojna, martwiąc się, że mnie następną przeniosą. Później porozmawiałam z jedną z sióstr o swoim stanie i usłyszałam, że nie brak mi charakteru, lecz jestem zbyt niedbała. Już jakiś czas pełnię ten obowiązek, lecz wciąż popełniam proste błędy, co oznacza, że jest problem w moim nastawieniu do niego. To, co powiedziała, trochę mnie poruszyło. Sądziłam, że postanowiłam dobrze spełniać obowiązki, więc czemu wciąż tak do nich podchodziłam? Stanęłam przed obliczem Boga w modlitwie.

Raz przeczytałam fragment słów Boga, który rozjaśnił mi trochę mój problem. Słowa Boga mówią: „Bez względu na to, jaką pracę niektórzy ludzie wykonują czy jakie obowiązki pełnią, nie są w stanie robić tego dobrze, przerasta ich to; nie są w stanie wypełnić żadnej powinności ani zobowiązania, jakie człowiek powinien wypełniać. Czy to nie są śmieci? Czy można ich jeszcze nazwać ludźmi? Czy oprócz półgłówków, osób umysłowo upośledzonych i z dysfunkcjami fizycznymi istnieje ktoś jeszcze, kto nie jest zobowiązany wypełniać obowiązku i przyjmować odpowiedzialności? Ale taka osoba wiecznie knuje, gra nieczysto i nie chce wypełniać swoich obowiązków; oznacza to, że nie chce postępować jak prawdziwy człowiek. Bóg dał takim ludziom charakter i talenty, dał im możliwość bycia istotami ludzkimi, oni jednak nie potrafią z tego skorzystać przy pełnieniu obowiązku. Nie robią nic, ale chcą cieszyć się wszystkim. Czy taką osobę można nazwać istotą ludzką? Bez względu na to, jakie zadanie się im powierzy – ważne czy zwyczajne, trudne czy proste – zawsze wykonają je niestarannie i powierzchownie, zawsze będą leniwi i niewiarygodni. Kiedy pojawiają się problemy, próbują zrzucić odpowiedzialność za nie na innych; nie przyjmują na siebie odpowiedzialności, pragnąc dalej wieść życie pasożyta. Czy nie są bezużytecznymi śmieciami? Kto w społeczeństwie nie musi polegać na sobie, aby przetrwać? Kiedy człowiek dorośnie, powinien sam się utrzymywać. Rodzice wypełnili już swój obowiązek i nawet gdyby nadal chcieli takiego kogoś wspierać, ten nie czułby się z tym dobrze i powinien zdać sobie z tego sprawę: »Moi rodzice wykonali już swoje zadanie wychowania dzieci. Jestem dorosły i sprawny fizycznie – powinienem prowadzić niezależne życie«. Czy nie jest to minimum rozsądku, jakie powinien przejawiać dorosły człowiek? Jeśli ktoś rzeczywiście ma rozsądek, nie może wciąż żerować na rodzicach, bo obawiałby się, że inni go wyśmieją i zawstydzą. Czy zatem bezczynny próżniak ma rozsądek? (Nie). Tacy zawsze chcą coś dostać za darmo, nigdy nie przyjmują na siebie odpowiedzialności, szukają darmowego obiadu, chcą, żeby ktoś ich doskonale karmił trzy razy dziennie i do tego jeszcze obsługiwał – i żeby nic nie musieli robić w zamian. Czy to nie jest sposób myślenia pasożyta? A czy ludzie, którzy są pasożytami, mają sumienie i rozsądek? Czy mają godność i uczciwość? Absolutnie nie; wszyscy są darmozjadami i nieudacznikami, zwierzętami pozbawionymi sumienia i rozumu. Nikt z nich nie nadaje się do pozostania w domu Bożym” (Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Dzięki słowom Boga wiem, że ktoś, kto ma sumienie i rozum, przykłada się do obowiązków i stara się odpowiedzialnie wypełnić zadanie od Boga. A ten, któremu brak normalnego człowieczeństwa, nigdy nie chce cierpieć ani mieć kłopotów, a tylko się bawi i obija, nie przejmując się swoimi zadaniami ani zobowiązaniami. Nawet jeśli Bóg da mu charakter, dary i szansę na spełnienie obowiązku, skoro niczego się nie uczy i zawsze pragnie wygód ciała, nie czując odpowiedzialności, to w końcu nic nie da rady zrobić i stanie się bezużyteczny. Czułam, że jestem tak bezwartościowa, jak mówi Bóg. Po zwolnieniu kościół zlecił mi pracę nad tekstem, dzięki wyniesieniu od Boga, lecz ja tego nie doceniłam i nadal podchodziłam do swoich obowiązków jak obibok. Byłam świadoma, że zajmuję się problemami niedbale, lecz nie chciałam się poprawiać ani przemyśleć spraw z większym zaangażowaniem. W efekcie nie czyniłam żadnych postępów w swoim obowiązku. Mnie to też niezmiernie dręczyło. Czemu unikałam trudności i uciekałam od problemów?

Kiedyś podczas modlitwy przeczytałam słowa Boga, które wskazały mi źródło tego problemu. Słowa Boga mówią: „Dziś nie wierzysz słowom, które wypowiadam, i nie zwracasz na nie uwagi; kiedy nadejdzie dzień szerzenia tego dzieła i ujrzysz dzieło to w całości, będziesz żałował i w owym czasie będziesz oniemiały. Istnieją oto błogosławieństwa, lecz ty nie wiesz, jak się nimi cieszyć; jest też prawda, lecz ty do niej nie dążysz. Czyż nie sprowadzasz na siebie pogardy? Dziś, choć kolejny etap Bożego dzieła ma się dopiero zacząć, nie ma nic wyjątkowego w wymaganiach, jakie się wobec ciebie stawia, ani w tym, co każe ci się urzeczywistniać. Jest tak wiele pracy i tak wiele prawd; czyż nie są godne tego, abyś je poznał? Czyż Boże karcenie i sąd nie są w stanie obudzić twego ducha? Czy Boże karcenie i sąd nie są w stanie sprawić, byś znienawidził samego siebie? Czy rad jesteś żyć pod wpływem szatana, w pokoju i radości, korzystając z odrobiny cielesnych uciech? Czy nie jesteś najpodlejszym ze wszystkich ludzi? Nikt nie jest głupszy od tych, którzy ujrzeli zbawienie, lecz nie dążą do tego, aby je osiągnąć. Są to ludzie, którzy opychają się cielesnością i znajdują upodobanie w szatanie. Masz nadzieję, że twoja wiara w Boga nie będzie wymagać żadnych wyzwań czy cierpień, ani najmniejszego nawet trudu. Ciągle dążysz do osiągnięcia tych rzeczy, które są bezwartościowe, a nie przywiązujesz wagi do życia, przedkładając zamiast tego własne ekstrawaganckie myśli ponad prawdę. Jakże jesteś bezwartościowy! Żyjesz jak świnia: jaka jest różnica pomiędzy tobą a świniami czy psami? Czyż wszyscy ci, którzy nie dążą do osiągnięcia prawdy, a zamiast tego kochają cielesność, nie są zwierzętami? Czy wszyscy ci umarli bez ducha nie są chodzącymi trupami? Jak wiele słów zostało wypowiedzianych pomiędzy wami? Czyż tylko niewiele pracy wykonane zostało pomiędzy wami? W jak wiele was zaopatrzyłem? Dlaczego zatem nie pozyskałeś Mego zaopatrzenia? Na co możesz się uskarżać? Czyż nie jest tak, że nie zyskałeś niczego przez to, że zanadto ukochałeś ciało? Czy to nie przez to, że twoje myśli są nazbyt ekstrawaganckie? Czy nie dlatego, że jesteś nazbyt głupi? Jeśli nie jesteś w stanie pozyskać tych błogosławieństw, czy możesz winić Boga, że cię nie zbawi? (…) Tchórz taki jak ty, który zawsze podąża za cielesnością: czy ty w ogóle masz serce? Czy masz ducha? Czyż nie jesteś zwierzęciem? Ja daję ci drogę prawdy, nie prosząc o nic w zamian, lecz ty nią nie podążasz. Czy jesteś jednym z tych, którzy wierzą w Boga? Ja obdarzam cię prawdziwym człowieczym życiem, lecz ty nie dążysz do jego osiągnięcia. Czyż nie jesteś taki sam jak świnia czy pies? Świnie nie dążą do osiągnięcia ludzkiego życia, nie dążą do tego, by zostać obmyte i nie rozumieją, czym jest życie. Każdego dnia, najadłszy się do syta, zapadają po prostu w sen. Ja zaś dałem ci drogę prawdy, lecz ty jej nie zyskałeś. Twoje ręce są puste. Czy masz zamiar tkwić nadal w takim życiu, życiu świni? Jakie znaczenie ma życie takich ludzi? Życie twoje jest godne pogardy i podłe, żyjesz pośród brudu oraz rozpusty i nie dążysz do żadnych celów. Czyż życie twoje nie jest najpodlejsze ze wszystkich? Czy masz czelność spoglądać na Boga? Jeśli nadal będziesz doświadczał życia w ten sposób, czyż nie będzie tak, że nie osiągniesz niczego? Dana ci została droga prawdy, lecz to, czy ostatecznie zdołasz ją osiągnąć, czy też nie, zależy od twoich osobistych dążeń” (Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Czytałam ten fragment raz za razem. Ilekroć widziałam słowa „zwierzę”, „świnia czy pies”, a zwłaszcza „najpodlejszy”, czułam się, jakby mnie policzkowano. Pytałam siebie: „Właściwie czemu wierzę w Boga? Czy tylko dla wygód? Czemu mam tak proste dążenia w życiu, nawet po przeczytaniu tylu słów Boga?”. Wydawało mi się, że szatan dogłębnie mnie zdeprawował. Szatańskie dewizy typu „Życie to tylko jedzenie i ubrania”, „Chwytaj dzień dla wygód, bo życie jest krótkie”, i „Dziś wypij dzisiejsze wino, a jutro martw się o kolejny dzień” były mi drogowskazami. W życiu dążyłam główni do wygody i przyjemności. Pamiętam, że inni uczyli się jak szaleni przed egzaminami do liceum, a mnie to stresowało, więc się relaksowałam na placu zabaw. Sądziłam, że w życiu trzeba sobie folgować i cieszyć się każdą chwilą bez względu na to, co przyniesie jutro. Koledzy mówili, że czuję luz, a ja myślałam, że tak trzeba żyć. Codziennie byłam szczęśliwa bez stresu czy zmartwień. Takiego życia pragnęłam. Nie zmieniłam tego podejścia, gdy zaczęłam wierzyć i przyjęłam funkcję. Gdy pojawiało się coś skomplikowanego, myślałam, że to kłopot, którego trzeba unikać i nie chciałam żadnego dyskomfortu czy stresu. Lubiłam nie mieć nic do roboty, tylko się obijać. Lecz co właściwie zyskałam, żyjąc w ten sposób? Nie poczyniłam postępów w swoim obowiązku, zmarnowałam swój charakter i godność, bo byłam nieodpowiedzialna i opóźniałam dzieło kościoła. Bóg czuł niesmak, a bracia i siostry się denerwowali. Te szatańskie poglądy na przetrwanie wyrządzają wiele szkód. Żyłam w ten sposób, bez żadnej uczciwości czy godności, jak zwierzę, całkiem bezczynnie i bez żadnych celów w życiu. To podłe i odrażające! Tak naprawdę gdy napotykałam trudności, wolą Bożą było, bym je wykorzystała, poszukała prawdy, zrozumiała ją i zyskała. Lecz ja nie ceniłam wywyższenia od Boga i zmarnowałam wiele szans na poznanie prawdy. Biblia mówi: „Szczęście głupich zgubi ich” (Prz 1:32). To prawda. Słowa Boga mówią też: „Ciało człowieka jest jak ten wąż: jego istotą jest szkodzić życiu człowieka, a gdy ma ono całkowicie wolną rękę, twoje życie jest zgubione” (Tylko umiłowanie Boga jest prawdziwą wiarą w Niego, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Myśląc o tym, jak raz za razem traktowałam zadanie od Boga, jak zmarnowałam tyle cennych chwil, zrobiło mi się przykro i nie umiałam przestać płakać. Miałam wyrzuty sumienia i żałowałam, że zrobiłam tyle zła. Wszystko to plamy na mojej historii wiary w Boga, których nigdy nie zmyję i zawsze będę żałować! Pogardzałam sobą z głębi serca. Modliłam się tak: „Boże, rozczarowałam Cię. Wierzę już od dawna, lecz w ogóle nie szukam prawdy, a tylko przelotnych wygód cielesnych. Jestem zdeprawowana! Boże, w końcu ujrzałam istotę ciała, a choć mogę nigdy nie zrekompensować swoich wykroczeń, chcę pokutować, dążyć do prawdy i zacząć od nowa”.

Później siostra przysłała mi fragment słów Boga, w którym znalazłam ścieżkę praktyki i wejścia. Słowa Boga mówią: „Kiedy ludzie myślą, mają wybór. Jeśli coś im się stanie i dokonają złego wyboru, powinni zawrócić i podjąć właściwą decyzję; absolutnie nie mogą trzymać się swojego błędu. Tak postępuje ktoś mądry. Ale jeśli wiedząc, że dokonali złego wyboru, nie zawracają, to są kimś, kto nie kocha prawdy, a taki człowiek tak naprawdę nie chce Boga. Powiedzmy na przykład, że chciałeś być nieostrożny i niechlujny podczas wykonywania swojego obowiązku. Próbowałeś się obijać i unikać Bożego nadzoru. W takich chwilach śpiesz przed oblicze Boga, aby się pomodlić i zastanów się, czy to był właściwy sposób postępowania. Następnie przemyśl to: »Dlaczego wierzę w Boga? Takie niechlujstwo uszłoby przed ludźmi, ale czy ujdzie przed Bogiem? Co więcej, moja wiara w Boga nie ma na celu obijania się – tylko dostąpienie zbawienia. Moje postępowanie w ten sposób nie jest wyrazem normalnego człowieczeństwa ani nie jest umiłowane przez Boga, o nie. Mogę się obijać i robić, co mi się podoba w świecie zewnętrznym, ale teraz jestem w domu Bożym, jestem pod zwierzchnictwem Boga, pod nadzorem Bożych oczu. Jestem osobą, muszę postępować zgodnie z moim sumieniem, nie mogę robić tego, co mi się podoba. Muszę postępować zgodnie ze słowami Boga, nie wolno mi być nieostrożnym i pobieżnym, nie mogę się obijać. Jak zatem mam się zachowywać, żeby się nie obijać, żeby nie być beztroskim i niedbałym? Muszę włożyć w to trochę wysiłku. Właśnie teraz poczułem, że to zbyt trudne, aby zrobić to w ten sposób, chciałem uniknąć trudności, ale teraz rozumiem: może trzeba dużo zachodu, aby tak to zrobić, ale jest to skuteczny sposób i tak należy to zrobić«. Kiedy pracujesz i nadal boisz się trudności, musisz w takich chwilach modlić się do Boga: »Boże! Jestem leniwy i podstępny, błagam Cię, dyscyplinuj mnie, rób mi wyrzuty, aby ruszyło mnie sumienie i abym miał poczucie wstydu. Nie chcę być nieostrożny i niedbały. Błagam Cię, abyś mnie prowadził i oświecał, pokazywał mi moją buntowniczość i moją brzydotę«. Kiedy modlisz się w ten sposób, zastanawiasz się nad sobą i próbujesz siebie poznać, wywołuje to w tobie uczucie żalu, jesteś w stanie nienawidzić swojej brzydoty, a zły stan w twoim sercu zaczyna się zmieniać, i jesteś w stanie kontemplować to i zapytać siebie: »Dlaczego jestem nieostrożny i niedbały? Dlaczego zawsze się obijam? Postępowanie w ten sposób to postępowanie bez sumienia i rozsądku – czy nadal jestem kimś, kto wierzy w Boga? Dlaczego nie traktuję rzeczy poważnie? Czy nie powinienem zaangażować trochę więcej czasu i wysiłku? To nie jest wielki ciężar. To właśnie powinienem czynić; jeśli nie potrafię zrobić nawet tego, to czy zasługuję na miano człowieka?«. W rezultacie podejmujesz postanowienie i składasz przysięgę: »Boże! Zawiodłem Cię, naprawdę jestem zbyt głęboko zepsuty, jestem bez sumienia i rozsądku, nie mam człowieczeństwa, pragnę pokutować. Błagam Cię o wybaczenie, na pewno się zmienię. Gdybym nie okazał skruchy, chciałbym, abyś mnie ukarał«. Potem następuje zmiana w twojej mentalności i zaczynasz się zmieniać. Działasz i wykonujesz swoje obowiązki sumiennie, mniej niestarannie i niedbale, od teraz jesteś w stanie cierpieć i płacić cenę. Czujesz, że wypełnianie twojego obowiązku w ten sposób jest cudowne, a twoje serce jest spokojne i radosne” (Docenianie słów Boga jest fundamentem wiary w Niego, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Dzięki tym słowom wiem, że podstawowym zadaniem ludzi jest oddanie się swojemu obowiązkowi. Bez względu na to jakie to ciężkie, czy są one proste, czy nie, powinniśmy wypełniać swoje obowiązki poważnie i całym sercem. Trzeba robić, co w naszej mocy. Tak należy podchodzić do obowiązku. Słowa Boga wskazują nam też ścieżkę praktyki. Gdy zauważamy u siebie oszustwo i nierzetelność, musimy przyjąć Bożą kontrolę, modlić się i porzucić cielesność. Rozważając słowa Boga, czułam, że rozumie ludzi i im współczuje. W jasny sposób wskazuje ścieżki praktyki i wejścia, byśmy urzeczywistniali podobieństwo do ludzi. Zrozumiawszy wolę i wymagania Boga, odmówiłam modlitwę i z namysłem odrzuciłam cielesność.

Gdy kiedyś trafiłam na drażliwy problem i znów miałam nieodpartą ochotę się obijać, modliłam się tak: „Boże, znów mnie kusi być nierzetelną w swoim obowiązku, lecz nie tak chcę do niego podchodzić. Proszę, prowadź mnie, bym opuściła ciało, praktykowała prawdę i dobrze spełniała swoje obowiązki”. Po modlitwie dotarło do mnie, że choć inni ludzie nie widzą mojej nierzetelności, Bóg ją widzi. Wyraźnie widzi, czy praktykuję prawdę, czy nadal ulegam cielesności. Potem się wyciszyłam, by to rozważyć i nieświadomie niektóre zasady stały się dla mnie jasne. Problem szybko się rozwiązał. Postąpiwszy kilka razy w taki sposób, czułam spokój w sercu i pewność, że tak należy pełnić swój obowiązek. Zniknęły też te napady paniki związane ze zmianą funkcji, które miałam wcześniej.

Dziękujmy Bogu! Ta drobna zmiana była dla mnie zbawieniem od Boga i stopniowo się otrząsnęłam dzięki osądowi i wsparciu Jego słowami. Osąd i karcenie od Boga to najwspanialsze zbawienie!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zbawienie Boże

Autorstwa Yichen, Chiny Bóg Wszechmogący mówi: „Każdy etap Bożego dzieła – czy to ostre słowa, czy sąd, czy karcenie – udoskonala człowieka...

Zwycięstwo w walce z szatanem

Autorstwa Chang Moyang, miasto Zhengzhou, Prowincja Henan Słowa Boga Wszechmogącego mówią: „Kiedy zbuntujesz się przeciwko ciału, na pewno...

Refleksje po przegraniu wyborów

Autorstwa Lin Jing, Chiny Byłem osobą wierzącą już kilka lat, gdy wybrano mnie na stanowisko przywódcze. Byłem naprawdę wdzięczny Bogu za...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze