Smak bycia szczerym

26 stycznia 2022

Autorstwa Yongsui, Korea Południowa

Na jednym ze spotkań w marcu lider mówił o tym, że aresztowano i torturowano jednego z braci. W chwili skrajnej słabości zdradził dwóch innych członków kościoła – zdradził Boga. Przepełniał go żal, a czytając słowa Boga o osądzie i objawieniu, dostrzegł źródło swojej porażki i poczuł szczerą skruchę. Lider zapytał nas, co sądzimy o tym doświadczeniu i czy to prawdziwe świadectwo. Chciał też usłyszeć nasze przemyślenia. Bardzo mnie to zaniepokoiło i pomyślałam: Czemu chce to omawiać? Chce sprawdzić, czy właściwie rozumiemy problem? Myślałam: „Ten brat zdradził pozostałych, bo miał chwilę słabości. To wykroczenie. Lecz poznał siebie i prawdziwie żałował, więc można uznać to doświadczenie za świadectwo”. Miałam jednak wątpliwości: „Sprawdzę, co powiedzą inni, by nie [dać ciała i] powiedzieć czegoś niejasnego i pokazać się w złym świetle”. Inni zaczęli wyrażać swoje opinie. Na początek siostra wyraziła zdanie podobne do mojego, więc czułam, że mam rację. Lecz zaraz po niej inna siostra nazwała tego brata Judaszem, który zdradził Boga, więc jego doświadczenie nie mogło nieść świadectwa o Bogu. Potem kilka innych osób bardzo pewnie potwierdziło, że jego doświadczenie to nie świadectwo. Widząc, jak wiele osób wyraża ten sam pogląd, zawahałam się i nie wiedziałam, co myśleć. Wtedy odezwał się lider: „Kto sądzi, że to nie świadectwo, niech podniesie rękę”. Sporo osób podniosło ręce, lecz ja nie byłam pewna, więc nie podniosłam. Myślałam: „Nie mogę podnieść ręki w złym momencie. Czyż nie pokaże to, że brak mi charakteru i zrozumienia?”. Gdy tak myślałam, lider zapytał mnie: „Czemu nie podniosłaś ręki?”. Pomyślałam: „O nie, czemu pyta mnie? Powinnam podnieść rękę?”. I pośpiesznie ją podniosłam. Serce mi waliło – poczułam się nieswojo. Słusznie podniosłam rękę, czy nie? Czułam, że można to uznać za świadectwo, lecz podniosłam rękę, nie zastanowiwszy się dobrze. Uznałam, że skoro już podniosłam rękę, mogę poczekać i posłuchać opinii pozostałych osób. Wszyscy mówili to, co myślą, więc zaczęłam to spokojnie rozważać. Ten brat prawdziwie żałował, więc trzeba uznać jego świadectwo. Chyba nie powinnam była podnosić ręki. Chciałam się podzielić tym, co wtedy pomyślałam, lecz uznałam, że nie rozumiem tego w pełni, więc wystarczy mi, jeśli mam rację. A jeśli nie, co pomyśli o mnie lider? Uznałby, że brak mi charakteru i głębi w swoim doświadczeniu? Gdyby to dostrzegł, uznałby mnie za niewartą szkolenia i nie miałabym przyszłości w domu Bożym. Poza tym było tam wielu braci i sióstr, więc gdybym nie miała racji, byłoby to żenujące. Wielokrotnie nosiłam się z tym, by coś powiedzieć, lecz i tak siedziałam cicho.

Lider powiedział nam, że zdecydowanie należy uznać to za świadectwo i że zdradzenie Boga w chwili słabości, a poczucie prawdziwej skruchy po osądzie i skarceniu jest wielkim świadectwem. Motywuje to wielu innych i ukazuje, że Bóg obdarza wielkim miłosierdziem tych, którzy mają prawdziwą wiarę. Bóg zna nasze zepsucie, więc jeśli prawdziwie żałujemy i wracamy do Niego, daje nam szansę na skruchę, a takie świadectwo przed wszystkim wysławia Boga i hańbi szatana. Lider wyjaśnił, że mamy nieczyste rozumienie, że jesteśmy kłamliwi i nieszczerzy, a nie opieramy swoich poglądów na słowach Boga. Widząc, że mamy omówić doświadczenie tego brata, założyliśmy, że coś jest z nim nie tak. Próbowaliśmy zgadnąć, co myśli lider i nie mówiliśmy szczerze. Lider cierpliwie nam objaśniał, że mamy myśleć samodzielnie, mieć własne poglądy we wszystkim i mówić prawdę, nieważne, czy mamy rację, czy nie. To jest sedno sprawy. Słysząc słowa „sedno sprawy”, poczułam się bardzo nieswojo. Myślałam: „Ma rację. Wyrażanie własnego zdania, nawet błędnego, jest lepsze niż konformizm. Byłby to mój własny punkt widzenia i byłabym szczera”. Żałowałam, że nie powiedziałam tego, co myślę. Przez tę chwilę kiedy powinnam wyrazić swoje zdanie, byłam kłamliwa, nie praktykowałam prawdy i nie postępowałam tak, jak powinien człowiek. Nie tylko powiedziałam i zrobiłam coś złego, ale nie zachowałam się właściwie.

W domu po spotkaniu przeczytałam takie słowa Boga: „Ludzie muszą obrać właściwą drogę w swej wierze w Boga i w swym postępowaniu, unikając nieuczciwych, niegodziwych środków i sposobów. Co to zatem znaczy używać nieuczciwych, niegodziwych środków i sposobów? Znaczy to mieć taką wiarę w Boga, której podstawę zawsze stanowi małostkowy spryt, pozory i tanie sztuczki. Takie środki i sposoby to próba ukrycia swojego skażenia i maskowanie takich problemów, jak własne niedociągnięcia, wady i słaby charakter. To ciągłe traktowanie wszystkich spraw przy użyciu szatańskich filozofii; próba pozornego przypochlebienia się Bogu i przywódcom kościoła w sprawach jawnych, lecz niepraktykowanie prawdy czy załatwianie spraw niezgodnie z zasadami. Takie środki i sposoby to nieustanne zwracanie bacznej uwagi na ludzi, aby im się przypodobać. To dopytywanie się: »Jak mi ostatnio idzie? Czy wszyscy mnie popieracie? Czy Bóg wie o dobrych uczynkach, jakie spełniłem? A jeśli wie, to czy mnie pochwali? Jakie zajmuję miejsce w Jego sercu? Czy ja coś dla Niego znaczę?«. Tak naprawdę ludzie pytają w ten sposób, czy mogą zostać pobłogosławieni w swej wierze w Boga. Czyż ciągłe roztrząsanie takich kwestii nie jest używaniem nieuczciwych, niegodziwych środków i sposobów? Nie jest to właściwa droga. Jaka droga jest zatem właściwa? Ludzie kroczą właściwą drogą, gdy w swej wierze dążą do prawdy, kiedy są w stanie ją pozyskać i osiągnąć zmiany w swym usposobieniu” („Sześć wskaźników rozwoju życiowego” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Bóg przypomina nam i ostrzega nas, byśmy postępowali właściwie jako wierzący. Musimy dociekać i praktykować prawdę. Jeśli nie wkładamy wysiłku w takie działanie, pochłania nas tuszowanie własnych wad, popisy, przypodobanie się liderom, czy stanowisko w kościele, a przejmujemy się tym, co myślą o nas liderzy i Bóg, to kroczymy ścieżką zła. Dostrzegłam, że robię dokładnie to, co ujawnił Bóg. Nie byłam pewna, czy doświadczenie tego brata jest prawdziwym świadectwem, lecz powiedziałam tego szczerze. Natomiast próbowałam odczytać emocje innych i zgadnąć, co myślą. Gdy lider spytał mnie, czemu nie podniosłam ręki, założyłam, że był to błąd, a gdy większość uznała, że doświadczenie tego brata nie jest świadectwem, zrobiłam to, co oni. Byłam małostkowa, czekając na rozwój zdarzeń. Okazałam właśnie zwodnicze szatańskie usposobienie. Zastanawiałam się, czemu tak trudno było mi mówić prawdę. Bałam się, że powiem coś nie tak i poczuję zażenowanie, że lider przestanie mnie cenić i nie będzie chciał mnie szkolić i że mnie odsuną od obowiązków, gdyby miało to miejsce częściej. Chciałam tylko chronić swój prestiż i utrzymać swoją pozycję, by ukryć słaby charakter i wywrzeć dobre wrażenie. Chciałam działać jak ktoś z lepszym charakterem, kto rozumie prawdę i różne inne kwestie. Zawsze chciałam mieć właściwą odpowiedź na każde pytanie, co sprawiłoby, że lider bardziej by mnie cenił i robiłabym dobre wrażenie. Bracia i siostry też by mnie aprobowali i podziwiali. Dostrzegłam oszustwo i machinacje w swoim podejściu. Nie umiałam być bezpośrednia nawet w czymś tak prostym, powiedzieć nawet jednego szczerego słowa. Próbowałam czytać emocje innych, by zachować pozycję w domu Bożym. Wybierałam ścieżkę zła, a nie dobra. Uświadomiłam sobie to wszystko, lecz nie wejrzałam głębiej w siebie.

Trzy miesiące później wysłuchałam takich słów Boga. Bóg mówi: „Antychryści nawiązują kontakt z Chrystusem w ten sam sposób, w jaki traktują ludzi, wzorując się na Nim we wszystkim, co mówią i czynią, i wsłuchując się w Jego ton, usiłując dociec znaczenia Jego słów. Gdy przemawiają, ani jedno z ich słów nie jest prawdziwe ani szczere: potrafią jedynie wypowiadać puste frazesy i doktryny. Usiłują wprowadzić w błąd i oszukać tę osobę, która – w ich oczach – jest kimś zwyczajnym. Ich mowa przypomina wijącego się węża, jest pokrętna i nie wiadomo, do czego zmierza. Sposób, w jaki mówią, i kierunek, w jakim zmierzają ich słowa, przypominają pnącze melona owijające się wokół tyczki. Kiedy Ty powiesz, że ktoś ma dobry charakter i mógłby zostać awansowany, natychmiast zaczynają opowiadać o tym, jak dobry ten ktoś jest i co się w nim ujawnia i przejawia. Jeśli zaś Ty powiesz, że ktoś jest zły, czym prędzej zaczynają rozprawiać o tym, jak zła i nikczemna jest dana osoba, i jak wywołuje niepokoje oraz zaburzenia w kościele. Kiedy Ty pragniesz poznać prawdę na jakiś temat, nie mają nic do powiedzenia: lawirują i czekają, abyś to Ty podjął decyzję, usiłując dosłuchać się znaczenia Twoich słów i dociec, jakie są Twe zamiary. Wszystko, co mówią, to jedynie pochlebstwa, podlizywanie się i płaszczenie; z ich ust nie pada ani jedno słowo prawdy” („Gardzą prawdą, jawnie lekceważą zasady i ignorują ustalenia domu Bożego (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Dotknęły mnie one do żywego. Cały czas byłam nieszczera i dostosowywałam swoje działania do tego, czego chcieli inni. Choć nie miałam bezpośredniego kontaktu z Chrystusem, nie przyjmowałam kontroli Boga w otoczeniu, które stworzył. Chciałam się tylko popisać i przypodobać liderowi, więc ostrożnie mówiłam to, co chciał usłyszeć, a nie byłam ani trochę szczera. To był pic na wodę. Mówiłam i postępowałam jak wąż, co budzi obrzydzenie u Boga. Sądziłam, że takie działanie oszuka lidera i wywrę na nim dobre wrażenie, gdy dobrze odpowiem na jego pytanie, przez co zabezpieczę sobie przyszłość w domu Bożym. Było to niezwykle głupie z mojej strony, a właściwie próbowałam oszukać Boga. Tak naprawdę nie wierzyłam, że Bóg wszystko obserwuje. Mój charakter, postawę, myśli, moje nastawienie i punkt widzenia w każdej sytuacji – On widzi to wszystko bardzo wyraźnie. Jeśli nawet oszukuję innych ludzi, nigdy nie dam rady oszukać Boga. Bóg nie patrzy na moje postępowanie w obecności innych, lecz na moje podejście do prawdy. Patrzy na to, co praktykuję i urzeczywistniam na co dzień, i jak pełnię obowiązki. Bóg zwłaszcza przygląda się takim drobnym kwestiom. Patrzy czy kocham i praktykuję prawdę, a moja maska nie jest w stanie Go zwieść. W końcu zrozumiałam, że nie tylko byłam nieszczera, ale negowałam Bożą sprawiedliwość i fakt, że On wszystko widzi. Postępowałam jak niewierzący. Gdy usłyszałam, jak Bóg mówi o antychrystach gardzących Chrystusem i łaszących się do Niego, nie sądziłam, że to mnie dotyczy. Nigdy osobiście nie spotkałam Chrystusa, więc sądziłam, że nie okażę takiego szatańskiego usposobienia. W końcu pojęłam, że się myliłam, bo nie trzeba mieć kontaktu z Chrystusem, by ujawnić szatańskie usposobienie. Chciałam wkraść się w łaski i zapunktować u lidera. Byłam gotowa to robić, by utrzymać swoją pozycję w domu Bożym. Okazywałam właśnie takie szatańskie usposobienie. Gdybym stanęła twarzą w twarz z Chrystusem, byłoby to jeszcze bardziej widoczne. Nie potrafiłabym nie oszukiwać Boga i przeciwstawiać się Mu.

Przez kilka dni myślałam o tym, że choć udzieliliśmy złej odpowiedzi, lider nas nie przycinał, nie rozprawił się z nami tak, jak sądziłam i nie powiedział, że mamy słabe charaktery, nie zwolnił nas ]ani nie odmówił szkolenia. Chciał usłyszeć nasze opinie, by zrozumieć nasze braki przed omówieniem prawdy i udzieleniem nam wskazówek odnośnie zasad. Obnażył także nasze skażone skłonności i kazał nam zastanowić się nad sobą. Zrobił to wszystko, by nam pomóc i nas wesprzeć. Nie trzeba spekulować ani w domu Bożym ani z innymi. Pomyślałam o słowach Boga: „Bóg w swej istocie jest kwintesencją wierności, stąd też Jego słowom zawsze można zaufać. Co więcej, Jego czyny są nieskalane i niepodważalne. To dlatego Bogu mili są ci, którzy są wobec Niego całkowicie uczciwi” („Trzy przestrogi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Powinniśmy ufać słowom i czynom Boga, który okazuje nam szczerość. Gdy Bóg stworzył człowieka, powiedział mu, których owoców z ogrodu nie może jeść. Mówił prosto i szczerze – nie trzeba było zgadywać. W Wieku Łaski, Pan Jezus wciąż mówił: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam”. A na tym etapie Bożego dzieła czujemy, jak szczere i prawdziwe są słowa Boga Wszechmogącego. W większości są to bardzo szczere, ciepłe i miłe słowa, a choć surowe są te, które obnażają nasze skażone skłonności, czerpią z rzeczywistości i mają nas oczyścić i zbawić. Bóg jest wobec nas szczery i transparentny. Nie ma żadnych pozorów. Lecz ja w tej sytuacji spekulowałam i knułam, bez odrobiny szczerości. Czułam, że naprawdę jestem zbyt kłamliwa i nikczemna.

Przypomniałam sobie słowa Boga. „Przyjemność sprawiają mi ci, którzy nie żywią wobec innych podejrzeń, i bardzo lubię także tych, którzy chętnie akceptują prawdę; tym dwóm rodzajom ludzi okazuję wielką troskę, gdyż w Moich oczach są oni uczciwymi ludźmi. Jeśli jesteś zwodniczy, twoje serce będzie cechować powściągliwość i podejrzliwość wobec wszystkich ludzi i wszystkich spraw. Z tego powodu twoja wiara we Mnie zbudowana jest na fundamencie podejrzliwości. Nigdy nie uznam takiej wiary” („Jak poznać Boga na ziemi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Wcześniej nie rozumiałam, czemu Bóg powiedział, że ktoś, kto nie podejrzewa innych i przyjmuje prawdę, w oczach Boga jest uczciwy. Lecz rozważając Jego słowa teraz, zaczęłam rozumieć. Szczerzy ludzie nie podejrzewają Boga i innych – są niewinni. Nie próbują nic rozgryźć swoim umysłem, lecz poszukują prawdy przed obliczem Boga. Przyjmują i praktykują to, co rozumieją, a robią to, co mówi Bóg. Podchodzą do prawdy ze szczerym sercem, które jest tak cenne. To właśnie znaczy być jak dziecko. Bóg im błogosławi, Duch Święty działa w nich, prowadzi ich i oświeca, a oni łatwiej rozumieją i zyskują prawdę. Lecz nawet gdy ktoś czasem mówi prawdę i trochę dba o swój obowiązek, a w głowie ma labirynt, jest zawsze podejrzliwy i czujny, nawet wobec kochanego, dobrego Boga, to jest najbardziej kłamliwy i nieszczery spośród ludzi. Wtedy zaczęłam rozumieć, czemu Bóg mówi, że kłamliwi ludzie nie będą zbawieni. Częściowo dlatego, że Bóg jest tak szczery, że nie znosi kłamców i ich nie zbawia. Poza tym przez nasze subiektywne dążenia. Kłamliwi ludzie są zbyt skomplikowani. Zawsze zgadują, analizują i wystrzegają się ludzi, rzeczy i Boga. Wiedzą też dobrze, jak czytać ludzi. Wciąż myślą właśnie o tym i wcale nie poszukują prawdy. Duch Święty nigdy w nich nie dokona dzieła. Dlatego nigdy nie zrozumieją prawdy. Tak jak mówi Bóg: „Bóg nie doskonali tych, którzy są podstępni. Jeśli twoje serce nie jest uczciwe – jeśli nie jesteś uczciwą osobą – to nigdy nie zostaniesz pozyskany przez Boga. Podobnie nigdy nie pozyskasz prawdy, a także nie będziesz w stanie zyskać Boga” („Sześć wskaźników rozwoju życiowego” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Dlatego wtedy przyjrzałam się sobie uważnie. W obliczu problemu nie stanęłam przed Bogiem, by szczerym sercem szukać prawdy, lecz obsesyjnie szacowałam ton innych osób. Robiłam tak często, nawet w zwykłych rozmowach z braćmi i siostrami. Czasem jeśli nie do końca coś rozumiałam, po prostu zgadzałam się z poglądami, jakie wyrażała większość. Niekiedy miałam własne zdanie, lecz bałam się powiedzieć coś nie tak, więc się wstrzymywałam i słuchałam pozostałych, a mówiłam tylko, gdy wiedziałam, że mam rację. Myślałam, że by zachować twarz, lepiej nic mówić, jeśli nie mam racji. Dostrzegłam swoją kłamliwość i brak otwartości. Podążałam za tłumem, gdy czegoś nie rozumiałam, obserwowałam innych i robiłam to, co oni. Przez to w rzeczywistości nie rozumiałam prawdy. Lecz słaby charakter czy nieznajomość prawdy to nic strasznego. Straszne jest to, że ludzie zawsze skrywają to, czego nie rozumieją, przez co nigdy nie będą w stanie zrozumieć prawdy. Czułam, że nie mogę tak dalej postępować i że kluczowa jest szczerość.

Zaczęłam dociekać, jak mam być szczerą w przyszłych sytuacjach i jakich zasad powinnam się trzymać. Przeczytałam kilka fragmentów słów Boga, Bóg Wszechmogący mówi: „Aby być szczerym, musisz najpierw odłożyć na bok swe osobiste pragnienia. Zamiast skupiać się na tym, jak traktuje cię Bóg, mów to, co masz w sercu, i nie zastanawiaj się ani nie rozważaj, jakie będą konsekwencje twych słów. Mów to, co myślisz, odłóż na bok swe motywacje i nie mów czegoś tylko po to, by osiągnąć jakiś cel. Kiedy żywisz zbyt wiele osobistych intencji, zawsze przemawiasz w sposób wyrachowany: »Muszę to ująć tak, a nie inaczej, i powinienem uważać na słowa, gdyż muszę osiągnąć swój cel« – czyż w grę nie wchodzą tutaj osobiste motywacje? Zanim z twych ust wydobędą się słowa, w głowie formułujesz już pokrętne wypowiedzi. W głowie wielokrotnie przemieliłeś i przefiltrowałeś to, co masz zamiar powiedzieć. Słowa padające z twoich ust niosą w sobie podstępne knowania szatana. Oznacza to, że w wypowiadanych przez ciebie słowach kryją się osobiste cele i motywy. Słowa takie nie są szczere i nie pochodzą z głębi serca. Nie na tym polega bycie szczerym” („Gardzą prawdą, jawnie lekceważą zasady i ignorują ustalenia domu Bożego (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). „We wszystkich sprawach winniście być otwarci przed Bogiem i szczerzy – jest to jedyny stan i postawa, jaką należy okazywać przed Jego obliczem. Nawet kiedy jesteś skryty, dla Boga jesteś jak otwarta księga. Bóg wie, czy przyjmujesz postawę otwartości, czy nie. Czyż nie jesteś niemądry, jeśli tego nie pojmujesz? Jak zatem można być mądrym? Wiesz, że Bóg widzi wszystko i wszystko wie, nie myśl więc, że może czegoś się nie dowie. Skoro pewne jest, że Bóg potrafi potajemnie przejrzeć ludzkie umysły, ludzie okazaliby nieco rozsądku, gdyby byli trochę bardziej szczerzy, nieco bardziej czyści i uczciwi. Mądrze byłoby tak właśnie postępować. (…) Kiedy natomiast zaczynają zwracać uwagę na formę, kiedy wbiją to sobie do głowy i trochę się tym nią zastanowią, robi się z tego problem. Po głowie chodzą im wtedy cały czas takie myśli: »Co by tu takiego powiedzieć, aby Bóg miał o mnie wysokie mniemanie, i nie wiedział, co tak naprawdę sobie myślę? Co należy powiedzieć w takiej sytuacji? Muszę być trochę bardziej skryty, nieco bardziej taktowny i muszę mieć odpowiednią metodę. Może wtedy Bóg będzie miał o mnie pochlebne zdanie«. Czy sądzisz, że Bóg nie będzie wiedział, że przez cały czas myślisz w ten właśnie sposób? Bóg zna każdą twoją myśl. Takie kombinowanie musi być bardzo wyczerpujące. O wiele prościej jest mówić szczerze i zgodnie z prawdą, i taka postawa ułatwia życie. Bóg powie wówczas, że jesteś uczciwy i czysty, że jesteś szczery, a to jest bezcenne. Jeżeli będziesz miał otwarte serce i uczciwą postawę, to nawet jeśli zdarzy ci się posunąć za daleko i zrobić coś nierozsądnego, dla Boga nie będzie to wykroczenie. Będzie to i tak lepsze niż twoje chytre sztuczki i lepsze od tego nieustannego zastanawiania się i kombinowania” („Chcą, by ludzie okazywali posłuszeństwo tylko im, a nie prawdzie lub Bogu (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Zgodnie ze słowami Boga, najważniejsze jest być otwartym w tym, jak podchodzimy do Boga i stwarzanych przez Niego sytuacji. Musimy obnażyć przed Nim swoje serca, a nie skrywać coś, kamuflować, analizować czy przetwarzać. Nie możemy mieć ukrytych intencji ani stosować żadnej taktyki, natomiast mamy szczerze wyrażać swe myśli. Muszę przyznać, że są takie rzeczy, których nie pojmuję, a potem stanąć przed Bogiem, by szukać prawdy z niewinnym, szczerym sercem. To jest mądrość. Bóg wszystko widzi i zna nas jak własną kieszeń. Mój charakter, ile prawdy rozumiem, głębię mojego doświadczenia i czy coś rozumiem – Bóg to wszystko wie. Nic przed Nim nie ukryję. Po co ukrywać swoje wady i udawać, że wszystko się rozumie? Tak naprawdę, gdy zawsze kalkuluję, obserwuję innych, zgaduję, co myślą i zastanawiam się, co powiedzieć, jestem wyczerpana psychicznie i emocjonalnie, a Bóg tego nie znosi. Wtedy w końcu zrozumiałam, jak ważne jest mieć niewinne i szczere serce. Bóg to ceni i jest to też sposób na swobodniejsze i spokojniejsze życie. Zrozumiałam też, Bóg nie patrzy na charakter ludzi, ani na to, czy ich opinie są słuszne. Zagląda nam w serca, patrzy na nasz stosunek do prawdy i na to, jakie skłonności ujawniamy. Nawet gdy czasem się mylimy, a jesteśmy otwarci i uczciwi, Bóg nie nie potępi nas za to, że jesteśmy głupcami, bądź że brak nam charakteru. Wręcz przeciwnie, Bóg nie znosi tego, gdy zawsze jesteśmy kłamliwi. Właśnie wtedy postanowiłam praktykować prawdę i być uczciwym człowiekiem. Gdy się otworzę na Boga w środowisku, które mi stwarza, będę szczera w kontaktach z innymi, będę otwarcie mówić o tym, co rozumiem, stopniowo uda mi się naprawić moje usposobienie skażone obłudą i fałszem.

Pamiętam, jak kiedyś zapytaliśmy lidera o hymn kościelny, w którym dwa wersy wydawały się nam niejasne. On nie odniósł się do tych fragmentów, lecz rzekł, że ten hymn nie ma wartości, że nie jest dobry. Odruchowo powiedziałam: „Tak”. Od razu zdałam sobie sprawę, że znów nie jestem szczera. Nie dostrzegałam tych problemów, co on. Tylko potakiwałam, udawałam, że rozumiem. Nie mogłam znieść tego, że skłamałam w pierwszym odruchu i nie chciałam dalej ciągnąć oszustwa. Skoro tego nie rozumiałam, to tak miało być. Jak w słowach Boga: „Być uczciwym znaczy być szczerym w swych słowach i czynach” („Trzy przestrogi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Miałam przyznać, że nie byłam szczera i to skorygować. Do lidera rzekłam: „Myślałam, że problem jest w dwóch wersach. Nie sądziłam, że cały jest do niczego”. Cierpliwie omówił z nami problemy w tym hymnie, dzięki czemu nieco lepiej je zrozumiałam. Poczułam spokój. Tak naprawdę nie ma potrzeby owijać w bawełnę, możemy po prostu być szczerzy, praktyczni i realistyczni. Zaczęłam mówić szczerze, gdy bracia i siostry z mojego zespołu coś omawiali. Mówiłam, co myślę, nieważne, czy miałam rację, czy nie. Gdy czegoś nie rozumiałam, byłam szczera i naprawiałam swoje błędy. Dało mi to dużo spokoju. Jeszcze nie osiągnęłam statusu w pełni szczerej osoby, lecz naprawdę czuję, jak ważne jest bycie szczerym, bo to jedyny sposób, by zyskać Boże zbawienie. Naprawdę mam ambicję zostać szczerą osobą, chcę dalej o to zabiegać i do tego dążyć. Dziękujmy Bogu!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Bóg jest taki sprawiedliwy

Autorstwa Zhang Lin, Japonia We wrześniu 2012 roku przewodziłem pracy kościoła i spotkałem moją przywódczynię, Yan Zhuo. Prosiła ona braci...

Uczę się być lepszym świadkiem

Autorstwa Moran, Chiny W czerwcu zeszłego roku zostałam diakonisą i podlewałam tych, którzy właśnie przyjęli Boże dzieło dni ostatecznych....

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze