Nie wątp w tych, którymi się posługujesz: czy to jest słuszne?

07 czerwca 2022

Autorstwa Lin Ping, Chiny

W lipcu 2020 roku zostałem przywódcą i nadzorowałem pracę kilku kościołów. Niedawno wybrano brata Liu na przywódcę jednego z nich. Już z nim kiedyś pracowałem, więc dość dobrze go znałem. Był dojrzały, solidny, spoglądał na sprawy z każdej strony i niósł brzemię. Potrafił dobrze omawiać słowa Boże, by pomagać innym. Gdy ze mną wcześniej pracował, pomagał mi omówieniami, gdy natrafiałem na problemy. Można było na nim polegać, więc nie musiałem się zbytnio martwić o jego kościół i mogłem więcej energii poświęcić pozostałym. Poinstrułowałem go, jak radzić sobie z projektami, i nie zawracałem sobie głowy jego pracą. Wyglądało na to, że obrał dobry kierunek i osiągał rezultaty w tych projektach, więc miałem spokojną głowę. Myślałem, że nawet jeśli nie będę go nadzorował, to on i tak szybko rozwiąże ewentualne problemy. Przez trzy miesiące z rzędu nie sprawdzałem szczegółowo, jak mu idzie praca, za którą odpowiadał, a nawet poleciłem go jako kandydata na wyższe stanowisko przywódcze.

W grudniu dostałem list od mojego przywódcy, niektórzy bracia i siostry mówili, że brat Liu nie wykonuje praktycznej pracy. Przywódca poprosił, żebym sprawdził, jak to wygląda, i żebym na razie anulował jego kandydaturę. Aż mnie zamurowało. Pomyślałem: Nie wykonuje praktycznej pracy? Jak to możliwe? Jeśli to prawda, jak jego kościół może osiągać rezultaty? Siostra Wu, która z nim pracowała, była nowa, więc nie była obeznana. Czy to by oznaczało, że brat Liu brał na siebie całą pracę tego kościoła? Czy przywódca kierował się tymi ocenami, nie próbując uzysać pełnego obrazu sytuacji? Wcześniej z nim już pracowałem i dobrze go znałem. Ostatnio były tam jakieś aresztowania. Usiłował się pewnie z tym uporać i nie miał czasu na inne sprawy. Jeśli wydawało się, że nie robi realnej pracy, to było zrozumiałe. Nie mogłem się mylić co do niego. W czym więc problem? Zajrzałem szybko do ocen, napisali w nich o tym, że już wcześniej on nie wykonywał praktycznej pracy. Pomyślałem: „Co jest z nimi nie tak? Skupiają się na dawnych wykroczeniach brata Liu, zamiast patrzeć na to, czy się zmienił. Przez te miesiące jego projekty były bez zarzutu. Jest zdolny do praktycznej pracy”. Wyjaśniłem sytuację przywódcy i poprosiłem, by pozwolił mu startować w wyborach.

Kilka dni później, widząć, że nie traktuję tego poważnie, tylko wstawiam się za nim, przywódca powiedział mi: „Nie możemy nikomu bezwględnie ufać. Każdy jest zepsuty, nikt nie jest niezawodny, póki nie uzyska prawdy i nie zostanie udoskonalony. Możemy robić rzeczy po swojemu, przez zepsucie. Bez nadzoru każdy może przeciwstawić się Bogu i zaszkodzić pracy kościoła. Potrzeba nam nadzoru i kontroli, byśmy na czas wykrywali i rozwiązywali problemy. Tym jest odpowiedzialność za pracę kościoła”. Zgodziłem się, ale myślałem sobie: „Nadzór jest zadadny, ale to nie znaczy, że muszę być podejrzliwy. Czy nie każdy chce dążyć do prawdy i pełnić obowiązek? W domu Bożym nie jest tak jak w świecie. Bracia i siostry winni sobie wzajemnie ufać, a nie patrzeć podejrzliwym okiem. Naświetliłem ci kontekst tego, że brat Liu nie wykonuje realnej pracy, ale ty mi nie wierzysz. Zajmę się tym, żeby ci pokazać, jaką osobą jest brat Liu”. Udałem się do kościoła, za który on odpowiadał, i dowiedziałem się, że siostra Wu, poprzednia przywódczyni, brała na siebie większość pracy. Od czasu jej przeniesienia coraz gorzej szły projekty. Poza tym nie zwolnił Chena, który nie nadawał się na lidera zespołu, choć poleciłem mu to. Nie dogadywał się z diakonem podlewayącym ani nie sprawdzał pracy podlewania nowych członków. Widząc, co brat Liu zrobił z ich pracą, poczułem się trochę winny. Przywódca przypominał mi, żeby nadzorował jego pracę, ale ja tego nie robiłem, bo za bardzo na nim polegałem. Uznałem, że skoro otrzymał to stanowisko, to ma prawo pracować swobodnie. Nigdy nie sądziłem, że sprawy tak się potoczą. Pomyślałem o naszych wcześniejszych interakcjach. Nie wydawał się kimś, kto jest mocny w gębie, ale nie wykonuje realnej pracy. Czy te szczególe okoliczności mu przeszkadzały? Gdy się nad tym głowiłem, brat Liu powiedział: „Niektórych braci i siostry aresztowano niedawno. Później zrobiło się naprawdę gorączkowo i nie miałem na wszystko czasu”. Po usłyszeniu tego pomyślałem, że miałem rację, że on nie był osobą, które nie wykonuje praktycznej pracy. Po tych aresztowaniach miał pełne ręce roboty, co zabierało mu czas i energię. Pewnych rzeczy nie zrobił, jak należy, ale były ku temu powody. Nikt nie pełni obowiązków idealnie. Omówiłem z nim skutki niewykonywania praktycznej pracy i kazałem mu od razu zwolnić Chena. Obiecał, że to zrobi. Minęło trochę czasu i doszło do moich uszu, że Chen dalej pracuje. Skontaktowałem się z bratem Li, który współpracował z bratem Liu. Powiedział mi: „Ilekroć dajesz nam zadania, brat Liu na wszystko się zgadza, ale nie widzę, że cokolwiek wykonywał. Dopiero co mnie wybrano, nie znam specyfiki tej pracy, ale on mi nie pomaga. Stając przed problemamu, działałem po omacku, polegając na Bogu”. Zaskoczyły mnie te informacje. Jak to? Brat Liu nie wykonał żadnej realnej pracy? Wcześniej taki nie był. Spotykałem się z nim w tym czasie, czemu więc niczego nie zauważyłem? Za bardzo mu ufałem, więc nie nadzorowałem jego pracy, przez niekompetentny lider zarządzał zespołem zbyt długo i nikt nie nadzorował podlewania nowych członków. To późniło pracę domu Bożego i wejście ludzi w życie. Uczyniłem zło.

Gdy spotkałem później brata Liu, powiedział, że rozprawiono się z nim za to, że nie wykonywał praktycznej pracy, czuł wielką skruchę. Płakał, mówiąc, że był nieodpowiedzialny i niedbały w obowiązkach, że się nie nadawał. Pomyślałem, że chyba czegoś się o sobie nauczył, więc musi widzieć wagę problemu, i że się zmieni. Chciałem dać mu drugą szansę na pokutę, nie zwalniać go na razie, udzielić mu wsparcia. Odniosłem się do jego problemów i kazałem mu od razu naprawić błędy i zwolnić tego lidera zespołu. Bardzo dużo obiecywał, ale chociaż odsunął Chena od obowiązków, to całościowo praca nie dawała rezultatów. Niektórzy bracia i siostry powiedzieli mi, że zauważyli u niego poważne problemy. Gdy doszło do aresztowań, nie zabezpieczył od razu mienia kościoła i nie współpracował przy projektach, przez co nic nie osiągnięto. Ale najbardziej skandaliczne było to, że nie reagował na szkodliwe działania złoczyńców, zajmowały go osobiste sprawy, doprowadził pracę kościoła do chaosu. Brat Liu nie wykonywał pracy praktycznej i nie okazał skruchy, widziałem to. Miałem poczucie winy. Nigdy bym nie pomyślał, że tak się to wszystko potoczy. To zło stało się też z moim udziałem, wykroczyłem przeciwko Bogu. Nienawidziłem się za to, że zbyt ufałem bratu Liu, że nie nadzorowałem jego pracy. To zaszkodziło tak bardzo pracy kościoła. Od razu z nim pomówiłem i wytknąłem mu wszystkie jego problematyczne działania, a w końcu go zwolniłem.

Przywódca mnie zganił: „Czemu tak bardzo mu ufałeś? Powierzyłeś mu tyle ważnej pracy i w ogóle go nie nadzorowałeś. Jak mogłeś dać mu wolną rękę?”. Przeczytał mi też fragmenty słów Boga. „Fałszywi przywódcy nie będą kontrolować nadzorujących, którzy nie wykonują rzeczywistej pracy lub zaniedbują swoje obowiązki. Myślą, że wystarczy wybrać nadzorującego i wszystko będzie dobrze; potem nadzorujący zajmie się wszystkimi sprawami związanymi z pracą, a przywódca jedynie zorganizuje zebranie raz na jakiś czas, ale nie będzie musiał pilnować pracy ani pytać o postępy, będzie mógł się trzymać z boku. Jeśli ktoś zgłosi problem z nadzorującym, fałszywy przywódca powie: »To tylko drobny problem, wszystko jest w porządku. Dacie sobie radę sami, nie proście mnie«. Osoba zgłaszająca problem mówi: »Ten nadzorujący to leniwy żarłok. Nic nie robi, tylko je, zapewnia sobie rozrywki i jest leniwy do szpiku kości. Nie chce znosić nawet odrobiny trudności w wypełnianiu swoich obowiązków, przez cały czas znajduje sposoby, by oszukiwać i wymyśla wymówki, aby wymigać się od pracy i obowiązków. Nie nadaje się na nadzorującego«. Fałszywy przywódca odpowie: »Był w porządku, kiedy został wybrany na nadzorującego. To, co mówisz, nie jest prawdą, a nawet jeśli jest, to tylko tymczasowe przejawy«. Fałszywy przywódca nie próbuje dowiedzieć się więcej o sytuacji nadzorującego, ale rozsądza sprawę i podejmuje decyzje na podstawie wcześniejszego wrażenia o danej osobie. Bez względu na to, kto zgłasza problemy z nadzorującym, fałszywy przywódca je ignoruje. (…) Fałszywi przywódcy mają też zasadniczą wadę: w oparciu o własne wyobrażenia pochopnie obdarzają innych zaufaniem. Czy nie jest to spowodowane niezrozumieniem prawdy? W jaki sposób słowo Boże obnaża ludzkie stany zepsucia? Dlaczego miałbyś ufać ludziom, skoro Bóg im nie ufa? Zamiast sądzić po pozorach, Bóg nieustannie obserwuje ich serca – dlaczego więc ludzie mieliby być tak beztroscy, gdy oceniają innych i obdarzają ich zaufaniem? Czy fałszywi przywódcy nie są zbyt zadufani w sobie? Myślą tak: »Nie pomyliłem się, kiedy zwróciłem uwagę na tę osobę. Nic tu nie może pójść nie tak; z pewnością nie jest to ktoś, kto robi zamieszanie, lubi się zabawić i nie znosi ciężkiej pracy. To absolutnie godna zaufania osoba, na której można polegać. Nie zmieni się; gdyby się zmieniła, to by oznaczało, że pomyliłem się co do niej, czyż nie?«. Cóż to za logika? Czy jesteś jakimś ekspertem? Czy masz rentgen w oczach? Czy to twoja specjalność? Mógłbyś mieszkać z tą osobą przez rok czy dwa, ale czy byłbyś w stanie dostrzec, kim naprawdę jest, bez odpowiedniego otoczenia, które ujawniłoby jej naturę i istotę? Gdyby Bóg jej nie obnażył, mógłbyś żyć obok niej przez trzy czy nawet pięć lat i nadal nie potrafiłbyś dostrzec jej prawdziwej natury i istoty. Tym bardziej odnosi się to do sytuacji, gdy rzadko kogoś widujesz, rzadko przebywasz w jego towarzystwie. Ślepo ufasz takiej osobie na podstawie przelotnego wrażenia albo czyjejś pozytywnej opinii i ośmielasz się powierzyć takim ludziom dzieło kościoła. Czy twoje zachowanie nie jest w najwyższym stopniu ślepe, czy nie działasz impulsywnie? I czy fałszywi przywódcy, działając w taki sposób, nie są skrajnie nieodpowiedzialni?” („Rozpoznawanie fałszywych przywódców”). Później powiedział: „Nie umiemy dostrzec istoty żadnej osoby, więc musimy ludzi nadzorować. Wykryjemy wtedy błędy i problemy w tym, co robią, i zareagujemy na czas. Brat Liu doprowadziłby pracę kościoła do rozsypki w kilka miesięcy. To są konsekwencje pokładania zbytniego zaufania w innych i braku nadzoru nad ich pracą. To jest zło”. Dzięki objawieniom słów Boga i omówieniu przez przywódcę obudził się we mnie lęk, czułem się winny i zgnębiony. Nienawidziłem się za to, że nie kierowałem się słowami Boga, tylko ślepo ufałem, a to zaszkodziło pracy kościoła. Myśląc o problemach brata Liu, zrozumiałem, że widziałem te problemy, ale za każdym razem uparcie trwałem przy swoim. Kierowany moimi dawnymi interakcjami z nim, na ślepo uznałem, że jest odpowiedzialnym człowiekiem, który poświęca się obowiązkom i jest godny zaufania. Fakty i słowa Boga w końcu pokazały mi, że jeśli ktoś dobrze się sprawuje i wykonuje realną pracę przez jakiś czas, to nie znaczy, że zawsze tak będzie. Nikt z nas nie pozyskał prawdy, nie zmieniliśmy swojego życiowego usposobienia, wciąż ma nad nami władzę nasza zepsuta natura, wciąż możemy próbować oszukać Boga, czasami postępujemy według własnego widzimisię, nie jesteśmy godni zaufania. Nie można nikogo naprawdę zrozumieć bez długiego okresu interakcji, a nawet wtedy nikogo nie zna się do końca. Musisz znać prawdę, by dostrzec istotę osoby. Pracowałem z bratem Liu krótko, a myślałem, że dobrze go znam i że go błędnie nie ocenię. Za bardzo mu ufałem, nie czuwałem nad jego pracą. Bóg zaaranżował wiele sytuacji, by to ujawnić, i przywódca często o tym mówił, ale ja ślepo trwałem przy swoich przekonaniach. Dostrzegłem, że jestem arogancki i zarozumiały, a pracę traktuję nieodpowiedzialnie. Jako przywódca nie robiłem praktycznej pracy, nie wspierałem dzieła domu Bożego. Nie byłem godny tego, by Bóg powierzał mi zadania. Bardzo żałowałem, gdy to zrozumiałem, nie chciałem już tak postępować.

Później zastanowiłem się, czemu ufałem mu tak bardzo, że nie nadzorowałem jego pracy. Jaka była tego przyczyna? Pewnego dnia przeczytałem to oto słowa Boga: „Można bezpiecznie powiedzieć, że większość ludzi uważa zdanie »Nie wątp w ludzi, których zatrudniasz, i nie zatrudniaj ludzi, w których wątpisz« za prawdę; ta prawda zwodzi ich i więzi. Są przez nią niepokojeni i pozostają pod jej wpływem, kiedy wybierają kogoś lub mianują; pozwalają nawet, by dyktowała ich działania. W rezultacie wielu przywódców i pracowników ciągle napotyka trudności i czuje obawy przy nadzorowaniu pracy kościoła oraz awansowaniu i mianowaniu ludzi. Ostatecznie wszystko, co mogą zrobić, to pocieszyć się słowami »Nie wątp w ludzi, których zatrudniasz, i nie zatrudniaj ludzi, w których wątpisz«. Ilekroć sprawdzają pracę lub pytają o nią, myślą: »„Nie wątp w ludzi, których zatrudniasz i nie zatrudniaj ludzi, w których wątpisz”. Powinienem ufać moim braciom i siostrom, a poza tym przecież Duch Święty wszystkich obserwuje, więc nie powinienem przez cały czas wątpić i monitorować innych«. Pozostają pod wpływem tego zdania, prawda? Jakie są konsekwencje wpływu tego powiedzenia? Przede wszystkim to, czemu pozostajesz wierny, to nie jest słowo Boże, Boże zlecenie dla ciebie ani sam Bóg, lecz szatańska filozofia życiowa i szatańska logika. Wierzysz w Boga, a jednocześnie jawnie zdradzasz Boga i Boże słowo. To poważny problem, prawda? Po drugie, nie jest to po prostu potknięcie w przestrzeganiu słowa Bożego i wykonywaniu twoich obowiązków, lecz przyjmowanie szatańskich planów i filozofii życiowych za prawdę oraz podążanie za nimi i ich praktykowanie. Jesteś posłuszny szatanowi i żyjesz według szatańskiej filozofii, czyż nie? Czynienie tego oznacza, że nie jesteś osobą posłuszną Bogu, a tym bardziej osobą, która przestrzega Bożych słów. Jesteś łajdakiem. Odłożenie Bożych słów na bok, a zamiast nich przyjęcie szatańskiego powiedzenia i praktykowanie go jako prawdy jest zdradą prawdy i Boga! Pracujesz w domu Bożym, ale działasz zgodnie z szatańską logiką oraz filozofią życiową, jakim więc jesteś człowiekiem? Jesteś kimś, kto buntuje się przeciwko Bogu i przynosi Bogu ogromny wstyd. Jaka jest istota tego aktu? Otwarte potępienie Boga i otwarte zaprzeczenie prawdzie. Czy nie taka jest tego istota? Mało, że nie podążasz za wolą Bożą, to jeszcze pozwalasz, by fałsz szatana i szatańskie filozofie życiowe szerzyły się w kościele. Czyniąc tak, stajesz się wspólnikiem szatana i ułatwiasz mu działanie w kościele. Istota tego problemu jest poważna, prawda?” („Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga ujawniły mój stan. Żyłem według szatańskiej filozofii „Nie wątp w ludzi, których zatrudniasz”, myśląc, że jeśli kogoś oceniam pozytywnie, to znaczy, że muszę mu ufać. Dlatego tak bardzo polegałem na bratu Liu i nie sprawdzałem, jak sobie radzi. Nawet gdy jego problemy wyszły na jaw i przywódca przypomniał, bym to sprawdził, nic sobie z tego nie robiłem. Myślałem, że sprawdzając go, okażę brak zaufania, i choć dowiedziałem się, że nie wykonuje praktycznej pracy, to widząc go we łzach, żałującego i mówiącego o swoich trudach, uwierzyłem mu i postanowiłem go nie zwalniać, przez co zaszkodził pracy kościoła i wejściu w życie przez braci i siostry. Byłem przywódcą, ale nie ochroniłem pracy kościoła, byłem tarczą dla fałszywego przywódcy, przeszkodą dla pracy w domu Bożym. To były skuti tego, że traktowałem ludzi w oparciu o szatańską ideę, nie wątpiłem w tych, którymi się posługiwałem. W świetle Bożych słów ujrzałem, ja niedorzeczna była moja perspektywa. Przeciwna była słowom Boga i jego wymaganiom. Bóg wymaga, by przywódcy nadzorowali pracę, bo ludzkość ma skażoną istotę. Wszyscy mamy zepsute usposobienie, więc póki nie zyskamy prawdy i nie zmienimy usposobienia, jesteśmy zawodni i nie można nam w pełni ufać. Ludzie z dobrym człowieczeństwem też mogą robić rzeczy po swojemu i zakłócić pracę domu Bożego, bo nie znają prawdy, nie trzymają się zasad i mają zepsute usposobienie. Nie można temu zaprzeczyć. Dom Boży wymaga, by przywódcy nadzorowali pracę, bo Bóg rozumie naszą istotę. Monitorowanie pracy pomaga nam w obowiązkach, jest korzystne dla pracy domu Bożego. Ale szatańska idea „Nie wątp w ludzi, których zatrudniasz” każe nam ślepo ufać innym, myślimy, że przekazując komuś zadanie, możemy dać mu wolną rękę, że gdy go sprawdzamy, to znaczy, że mu nie ufamy. Trzymając się tej perspektywy i zaniedbując nadzór pracy, opóźniamy pracę domu Bożego i szkodzimy jej. Kto pełni obowiązki, ale nie stosuje się do słów Boga i Jego wymagań, kierując się zamiast tego szatańskimi filozofiami, uznając szatańskie błędy za prawdę, ten zaprzecza prawdzie i zdradza Boga. Postępowałem jak pomocnik szatana i zakłócałem pracę domu Bożego. Przestraszyłem się, myśląc o tym. Brakowało mi zasad w pełnieniu obowiązku, nie kierowałem się i żądaniami słowami Boga. Mimowolnie wkroczyłem na drogę sprzeciwu wobec Boga, choć Mu służyłem. Skutki pełnienia obowiązku wbrew zasadom prawdy są przerażające.

Przeczytałem kilka fragmentów Bożych słów: „Czy uważasz, że powiedzenie »Nie wątp w ludzi, których zatrudniasz, i nie zatrudniaj ludzi, w których wątpisz« jest słuszne? Czy to zdanie jest prawdą? Dlaczego ktoś miałby używać tego powiedzenia w pracy domu Bożego i przy wypełnianiu swojego obowiązku? Jaki jest tutaj problem? Są to wyraźnie słowa niewierzących, słowa pochodzące od szatana – dlaczego zatem traktują je jak prawdę? Dlaczego nie potrafią rozstrzygnąć, czy są słuszne, czy nie? Są to oczywiście słowa człowieka, słowa zepsutej ludzkości, po prostu nie są one prawdą, są całkowicie sprzeczne ze słowami Boga i nie powinny służyć ludziom jako kryterium zachowania, postępowania i czczenia Boga. Jak zatem należy potraktować to powiedzenie? Jeśli naprawdę potrafisz różnicować, jakiego kryterium powinieneś użyć zamiast tego, aby mogło służyć jako praktyczna zasada? Kryterium powinno być »wykonywanie swojego obowiązku całym sercem, całą duszą i całym umysłem«. Robienie rzeczy całym sercem, całą duszą i całym umysłem oznacza, że bez względu na to, co myślą inni, jest to twoja odpowiedzialność, twój obowiązek, więc powinieneś przyjąć swoją odpowiedzialność, wypełnić swój obowiązek, postępować zgodnie z zasadą, zajmować się wszystkim jak należy, pytać o to, o co należy pytać, przycinać i rozprawiać się z tymi, którzy tego potrzebują, oraz zwolnić tych, którzy na to zasługują. Czy nie taka jest zasada?” („Demaskowanie antychrystów”). „Niezależnie od tego, jakie ważne zadania wykonuje przywódca lub pracownik i jaki jest charakter jego pracy, jego najważniejszym priorytetem jest bycie na bieżąco z postępami pracy. Musi osobiście wszystkiego doglądać, zadawać pytania i uzyskiwać informacje z pierwszej ręki. Nie może opierać się tylko na pogłoskach ani na cudzych sprawozdaniach, lecz musi widzieć na własne oczy, jak sobie radzi personel, jak postępuje praca, dowiadywać się, jakie pojawiają się trudności, czy jakieś obszary nie są zgodne z wymaganiami Zwierzchnika, czy specjalistyczne zadania nie naruszają zasad, czy występują jakieś zakłócenia lub konflikty, czy nie brakuje niezbędnego sprzętu lub materiałów instruktażowych do jakiegoś zadania – musi nad tym wszystkim panować. Bez względu na to, ile sprawozdań przywódca usłyszy albo jak wiele informacji dotrze do jego uszu, nie może się to równać z osobistym nadzorem. To, co się widzi na własne oczy, jest trafniejsze i bardziej wiarygodne; gdy przywódca zaznajomi się z sytuacją, będzie miał wyraźny obraz tego, co się dzieje. Jeszcze ważniejsze jest jasne i trafne rozeznanie, kto ma odpowiedni charakter i kogo warto wspierać – jest to kluczowe, o ile przywódcy i pracownicy mają dobrze wykonywać swoją pracę. Przywódcy i pracownicy powinni mieć wytyczoną ścieżkę pielęgnowania i szkolenia ludzi o dobrym charakterze, powinni mieć dobre zrozumienie i zdrowe pojmowanie rozmaitych problemów i trudności pojawiających się w trakcie pracy, powinni umieć je rozwiązywać, jak również mieć własne pomysły i sugestie co do tego, jak praca ma postępować i jakie mają być jej przyszłe perspektywy. Jeśli potrafią nawet w środku nocy jasno mówić o tych sprawach, bez żadnych wątpliwości ani nieporozumień, wówczas znacznie łatwiej będzie prowadzić dzieło. W ten sposób przywódca stanie na wysokości zadania i wypełni swoją odpowiedzialność, czyż nie? Przywódcy i pracownicy muszą brać to wszystko pod uwagę, muszą o tym wszystkim pamiętać, muszą nieustająco o tym myśleć. Kiedy napotkają trudności, muszą je omawiać z wszystkimi, poszukując prawdy, by zaradzić problemom. Jeśli ich praca będzie w ten sposób ugruntowana w rzeczywistości, wszelkie trudności da się rozwiązać” („Rozpoznawanie fałszywych przywódców”). Słowa Boga wskazały mi drogę do praktycznej pracy. Trzeba wypełniać obowiązki całym swoim sercem i całym umysłem. Nieważne, o kogo chodzi, czy go znamy, czy nie, przywódca mający poczucie odpowiedzialności będzie cały czas nadzorował pracę tej osoby, rozwiązując problemy na bieżąco. Jeśli ktoś się nie nadaje, będzie od razu przeniesiony. Przywódca współpracue z każdym, wspólnie szukając prawdy, by rozwiązać problemy. To zapewnia, że projekty kościoła robią postępy. Zastanawiając się nad słowami Boga, pojąłem, czemu wiedziałem, że muszę być odpowiedzialny, ale wciąż trzymałem się szatańskiego błędu „Nie wątp w ludzi, których zatrudniasz”. Kierowałem się tą niedorzeczną ideą, myśląc, że nadzorując czyjąś pracę, okazuję brak zaufania, że kogoś ograniczam, jak kierownik w świeckim życiu. Potem zrozumiałem, że dom Boży wymaga, by przywódcy nadzorowali pracę, nie żeby kogoś ograniczać lub mu nie ufać, ale by szybko wykrywać i usuwać problemy. Ma to pomóc braciom i siostrom pełnić obowiązki i chronić interesy domu Bożego. Jednym z zadań przywódcy jest nadzór i monitorowanie pracy, aby szybko zrozumieć podejście każdej osoby do wykonywanej pracy, szybko wykrywać problemy i niezwłocznie je rozwiązywać. To minimalizuje straty wynikające z błędów popełnianych przez nieodpowiedzialne osoby. To bierze się odpowiedzialność za wejście innych w życie i za pracę domu Bożego.

Później pracę każdego lidera sprawdzałem szczegółowo i nieważne, jak dobrze znałem te osoby, uczciwie nadzorowałem ich postępy w projektach im powierzonych. Tym praktycznym sposobem trafiłem na lidera o imieniu Xia, który nie wykonywał praktycznej pracy. Był też złośliwy i atakował inne osoby, co było nikczemne, więc od razu go zwolniliśmy. Z doniesień innych ludzi dowiedzieliśmy się o jego innych złych postępkach, ale on i tak nie chciał okazać skruchy. Ostatnie uznaliśmy go za antychrysta i wyrzuciliśmy go z kościoła. Przez to znów poczułem lęk. Bez tej sytuacji z bratem Liu, która sprawiła, że wyzbyłem się błędnej idei, nigdy bym nie sprawdził pracy Xia. Ten antychryst nadal by krzywdził braci i siostry w kościele. Strach myśleć o konsekwencjach czegoś takiego. Takie praktykowanie pokazała mi znaczenie nadzoru nad pracą. Poczułem wewnętrzny spokój wynikający z praktycznej pracy.

To doświadczenie pokazało mi, że pełnienie obowiązku bez kierowania się słowami Boga i praktykowania prawdy, lecz trzymanie się szatańskiej logiki i idei, to sprzeciw wobec Boga i zakłócanie pracy kościoła. Musimy spełniać Boże wymogi nadzoru nad pracą, by dobrze pełnić obowiązki i chronić pracę domu Bożego. Sąd i objawienia słów Bożych pozwoliły mi zawrócić z błędnej drogi. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Uczucia muszą podlegać zasadom

Autorstwa Xiangshang, Stany Zjednoczone Gdy byłam dzieckiem rodzice i nauczyciele uczyli mnie, jak być dobrą osobą i okazywać wdzięczność...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze