Urzeczywistnienie odrobiny podobieństwa do istoty ludzkiej jest z pewnością wspaniałe

Autorstwa Yichun, Korea Południowa

Bóg Wszechmogący mówi: „Zanim urzeczywistniony zostanie Jego plan obejmujący sześć tysięcy lat – zanim pokaże wyraźnie, jaki kres czeka ludzi wszystkich kategorii – dokonujące się na ziemi Boże dzieło ma na celu zbawienie ludzi, aby tych wszystkich, którzy Go miłują, uczynić istotami całkowicie pełnymi oraz poddać ich Jego panowaniu. Niezależnie od tego, w jaki sposób Bóg zbawia ludzi, ma On na celu uwolnienie ich od ich dawnej szatańskiej natury: Bóg zbawia ich poprzez skłonienie ich do poszukiwania życia. Jeśli tego nie uczynią, nie będą w stanie przyjąć Bożego zbawienia. (…) W przeszłości, dzieło to spełniało się za pośrednictwem nieprzewyższonej miłości i współczucia: wszystko co doń należy Bóg oddał szatanowi w zamian za całą ludzkość. Lecz dzień dzisiejszy w niczym nie jest podobny do przeszłości: dzisiaj wasze zbawienie urzeczywistniane jest w czasie dni ostatecznych, kiedy to każdy sklasyfikowany zostaje wedle rodzaju; tym razem dokonuje się ono nie poprzez miłość i współczucie, lecz poprzez karcenie i sąd – tak by człowiek zbawiony został jeszcze gruntowniej. Tak więc doświadczycie jedynie karcenia, sądu Bożego i bezlitosnych razów – wiedzcie jednak, że to bezlitosne wymierzanie razów nie ma w sobie ani cienia kary; że niezależnie od tego, jak surowe są Moje słowa, tak naprawdę tylko nieliczne, jakie usłyszycie, wydadzą się wam bezlitosne; wiedzcie też, że niezależnie od skali Mego gniewu, nadal to z czym macie kontakt to słowa nauki; nie chcę was skrzywdzić ani uśmiercić. Czyż nie tak się sprawy mają? Wiedzcie, że dzisiaj, czy jest to sprawiedliwy sąd, czy bezwzględne oczyszczanie i karcenie – wszystko to ma na celu wasze zbawienie. Niezależnie od tego, czy ma dziś miejsce zaklasyfikowanie każdego z osobna wedle rodzaju, czy też obnażenie wszelkich kategorii wedle których można podzielić ludzi, wszelkie Boże wypowiedzi i Jego dzieło mają doprowadzić do zbawienia tych, którzy prawdziwie miłują Boga. Sprawiedliwy osąd ma oczyścić człowieka; bezlitosne oczyszczenie ma na celu obmycie go, twarde słowa czy karcenie mają go oczyścić – a wszystko to ma służyć zbawieniu” („Powinniście na bok odsunąć błogosławieństwa, jakie daje status, i postarać się zrozumieć Bożą wolę przyniesienia człowiekowi zbawienia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”).

Kościół planował w zeszłym roku nakręcić film, a bracia i siostry polecili mnie do roli reżyserki. Bardzo mnie to ucieszyło i pomyślałam, że skoro mnie polecili, to musieli dostrzec mój charakter i talent. Nie mogło być innego powodu. Opanował mnie kompleks wyższości, uważałam się za lepszą od innych. W pocie czoła przyswajałam wiedzę o robieniu filmów i powoli zdobywałam umiejętności. Gdy stawiałam pierwsze kroki, czułam się trochę zestresowana, ale cały czas modliłam się do Boga i stopniowo uspokajałam, byłam gotowa do działania. W tamtym czasie bracia i siostry godzili się na moje pomysły. Szczególnie pierwsza scena, jaką sfilmowałam, spodobała się wszystkim, a przywódczyni powiedziała, że jestem urodzoną reżyserką. Serce rozpierała mi duma, czułam, że jestem w tym dobra, że mój talent jest w domu Bożym niezbędny. Zaczęłam się czuć, jakbym nosiła koronę, chodziłam z wysoko podniesioną głową. Czułam, że tyle pochwał tuż po rozpoczęciu pracy oznacza, że mam talent i jak trochę się wprawię, bez wątpienia będę wiedziała, co robić. Od tego czasu, gdy pracowałam z braćmi i siostrami, nie byłam już taka skromna, mówiłam pewnym głosem, trzymałam głowę wysoko. Zawsze chciałam mieć ostatnie słowo i nie liczyłam się z innymi. Gdy ktoś podważał moje pomysły lub coś sugerował, byłam nieustępliwa, niecierpliwa i pogardliwa. Czułam, że przewyższam innych we wszystkim, że powinni robić, co mówię, zamiast sprawiać kłopoty. Według mnie zwracali uwagę na błahostki, o których nie warto było rozmawiać. Żeby ich uciszyć, zawsze pytałam: „To kwestia zasad?” Pewnego razu siostra Zhang, główna bohaterka filmu, pokazała mi kostiumy, które wybrała. Pomyślałam: „Jak można mieć tak kiepski gust?” Kazałam jej wybrać inne. Skrytykowałam wiele jej wyborów. Byłam przekonana, że jako reżyserka nie mogę się mylić, a inni powinni mnie słuchać. Bracia i siostry czuli, że ich ograniczam i nie chcieli już dzielić się swoimi pomysłami. Było mi przykro, gdy to dostrzegłam, ale pomyślałam, że chodzi o naszą pracę i jestem w niej przecież nie najgorsza. Dlatego nic sobie z tego nie robiłam. Wtedy moja przywódczyni porozmawiała ze mną i ukazała mi moje wady: powiedziała, że jestem zbyt arogancka i lubię kontrolować ludzi, ostrzegła, żebym nie skupiała się na innych. lecz zastanowiła nad sobą i praktykowała prawdę, by rozwiązać problemy. Ale wtedy nie rozumiałam własnej natury. Czułam, że mam odpowiedzialną pracę. Wciąż upierałam się i buntowałam, co uniemożliwiało mi sprawną pracę z braćmi i siostrami. Z czasem zaczęliśmy napotykać problemy, które opóźniały naszą pracę.

Pewnego dnia dowiedziałam się, że jednego reżysera odsunięto od obowiązków, bo jego arogancja opóźniała pracę, nie przyjmował prawdy i ograniczał braci i siostry. Trochę się przestraszyłam. Zachowywałam się dokładnie jak ten reżyser. Czułam, że to ostrzeżenie od Boga, więc postanowiłam, że nie będę się już tak rządzić. Zacznę się kontrolować, będę uprzejma, będę omawiać naszą pracę z innymi. Wciąż jednak nie rozumiałam własnej natury, więc nie szukałam prawdy, by się zmienić.

Po pewnym czasie postępy zespołu były tak znikome, że przywódczyni wyznaczyła siostrę Liu do pracy ze mną. Z początku nie mogłam tego zaakceptować. Myślałam, że przywódczyni wątpi w moje zdolności, lecz skoro już tak ustaliła, musiałam zacisnąć zęby i na to przystać. Zauważyłam, że w dyskusjach o pracy przywódczyni zawsze pytała o zdanie siostrę Liu. Było mi z tym źle, czułam, że nie ma o mnie dobrej opinii. Miałam jej to za złe. Co więcej, nie akceptowałam siostry Liu. Ilekroć omawialiśmy pracę, niezadowolona siedziałam w milczeniu. Raz siostra Liu zasugerowała, jak możemy rozwiązać problemy, co spodobało się braciom i siostrom, ale ja stanęłam okoniem. Nie chciałam słuchać, co miała do powiedzenia. Gdy inni pytali o moją opinię, tłumiłam gniew i mówiłam: „Wszystko jedno”. Przywódczyni wtedy rozprawiła się ze mną, mówiąc, że nie wspomagam pracy w domu Bożym. Czułam się z tym źle, wiedziałam, że choćby nie wiem co, nie mogę rozładowywać frustracji podczas pracy w domu Bożym. Ale nie mogłam tego przełknąć. Pomyślałam: „Jeśli siostra Liu ma zawsze rację, to o czym tu dyskutować?” Ciągle myślałam, że to ja mam rację, więc podczas kolejnych dyskusji twardo obstawałam przy swoim i odrzucałam nawet rozsądne sugestie siostry Liu. Myślałam, że ona się popisuje. Gdy zarekomendowała pewnego aktora, zacząłem wymyślać różne problemy i skrytykowałam jej sugestię. Nie chciałam jej słuchać. Wolałam kontrolować całą pracę. Siostra Liu poczuła, że ją ograniczam i przestała cokolwiek proponować. W tym czasie miałam aroganckie, zarozumiałe usposobienie i nie poszukiwałam prawdy, więc mój duch pogrążał się w mroku. Codziennie czułam się przygnębiona i zdawało mi się, że Bóg ukrywa się przede mną. Nie miałam Mu nic do powiedzenia w modlitwie, a Jego słowa nie znajdowały drogi do mego serca. Miałam pustkę w głowie, również podczas pracy. Nie widziałam problemów. Stale czułam lęk, jakby za chwilę coś miało się wydarzyć.

Kilka dni później nasza przywódczyni spotkała się z nami. Ujawniła moje aroganckie usposobienie, powiedziała, że jestem despotyczna, zachowuję się nie fair i zakłócam przez to pracę. Kazała mi iść do domu, pomodlić się i zastanowić nad sobą. To mnie zszokowało, lecz szczerze modliłam się do Boga słowami: „Boże, cokolwiek by mi się przytrafiło, wierzę, że Ty to zaplanowałeś, i gotowa jestem poddać się temu”. Nie mogłam spać w nocy. Myślałam o tym, jak długo byłam w zespole filmowym, do którego przestałam należeć. Nie mogłam się z tym pogodzić, byłam zła, z oczu płynęły mi łzy. Chciałam wykorzystać ten moment na modlitwę, zastanowić się nad sobą, żeby podnieść się i pójść dalej. Ale w domu było mi bardzo ciężko i nie mogłam skupić się na słowach Boga. Mogłam jedynie stanąć przed Bogiem i wołać do niego raz po raz: „Boże, ja tak bardzo cierpię. Pomóż mi, ochroń moje serce, bym mogła pojąć Twoją wolę i poznać samą siebie”. Modliłam się nieustannie i w końcu odnalazłam spokój.

Kilkoro braci i sióstr przyszło do mnie następnego dnia, żeby porozmawiać o moich problemach i pomóc mi. Jedna siostra powiedziała: „Bardzo się zmieniłaś, od kiedy zostałaś reżyserką. Inaczej patrzysz na ludzi, chcesz mieć we wszystkim ostatnie słowo. Jesteś apodyktyczna i nie da się z tobą pracować”. Jeden z braci powiedział: „Łatwiej nam rozmawiać o pracy, gdy ciebie nie ma, a gdy tylko się pojawiasz, wszyscy się spinamy, boimy się, że skrytykujesz nasze pomysły”. Każde słowo, padające z ich ust, było jak sztylet wbijany w moje serce. Było mi wstyd przed nimi i czułam się okropnie. Nigdy w życiu nie czułam, że tak bardzo zawiodłam. Było już tak źle, że bracia i siostry nie mieli odwagi się do mnie zbliżyć, bali się mnie. Pytałam siebie, czy nadal jestem taka jak należy i dlaczego byłam taka niewrażliwa? Nie zdawałam sobie sprawy, że moje aroganckie usposobienie mogło wyrządzić innym taką krzywdę. Wiedziałam, że jestem arogancka, przywódczyni często ze mną rozmawiała, ale nigdy nie przykładałam do tego wagi. Myślałam, że byłam arogancka, bo miałam lepszy charakter. Czyż każdy utalentowany człowiek nie jest arogancki? Dlatego nigdy nie szukałam prawdy. Ale dzięki pomocy braci i sióstr odnalazłam w końcu spokój ducha, mogłam się wyciszyć i zastanowić nad swoim zachowaniem.

Wtedy przeczytałam dwa fragmenty słowa Bożego, Bóg mówi: „Jeśli rzeczywiście posiadasz w sobie prawdę, to ścieżka, którą będziesz kroczył, będzie właściwą ścieżką. Jeśli nie posiada się prawdy, łatwo czynić zło, i będziesz je czynił nawet wbrew sobie. Na przykład, jeśli miałeś w sobie arogancję i zarozumiałość, odkryjesz, że nie jest możliwe, abyś nie przeciwstawiał się Bogu; będziesz zmuszony Mu się przeciwstawiać. Nie będziesz robić tego celowo; będziesz to robić pod dominacją twojej aroganckiej i zarozumiałej natury. Twoja arogancja i zarozumiałość sprawią, że spojrzysz na Boga z góry i będziesz Go postrzegał jako kogoś bez żadnego znaczenia, sprawią, że będziesz się wywyższać, ciągle stawiać siebie na widoku, a w końcu sprawią, że zasiądziesz na miejscu Boga i będziesz nieść świadectwo o sobie samym. W końcu zamienisz własne pomysły, własne myślenie i własne pojęcia w prawdy, które mają być czczone. Zobacz, jak wiele zła czynią ludzie pod władzą swej aroganckiej i zarozumiałej natury!” („Jedynie dążąc do prawdy, można uzyskać zmianę usposobienia” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). „Sednem skażonego usposobienia człowieka jest arogancja. Im bardziej aroganccy są ludzie, tym bardziej skłonni są sprzeciwiać się Bogu. Jak bardzo poważny jest to problem? Ludzie o aroganckim usposobieniu nie tylko uważają wszystkich wokół za gorszych od siebie, lecz także – co w tym najgorsze – traktują z góry nawet samego Boga. Mimo iż z pozoru może się wydawać, że niektórzy ludzie wierzą w Boga i za Nim podążają, to wcale nie traktują Go oni jak Boga. Przez cały czas są przekonani, że posiedli prawdę, i mają o sobie bardzo wysokie mniemanie. W tym właśnie tkwi istota i źródło aroganckiego usposobienia, a pochodzi ono od szatana. Dlatego też problem arogancji musi zostać rozwiązany. To, że ktoś czuje się lepszy od innych, jest jeszcze sprawą trywialną. Kluczową kwestią jest to, że aroganckie usposobienie człowieka nie pozwala mu podporządkować się Bogu, Jego panowaniu i zarządzeniom. Osoba taka ciągle ma ochotę rywalizować z Bogiem o władzę nad innymi. Tego rodzaju osoba ani odrobinę nie czci Boga, nie mówiąc już o tym, by miała Go kochać lub podporządkować się Mu” (fragment Bożego omówienia). Dzięki słowom Boga pojęłam, że przez moją arogancję i zarozumiałość buntowałam się przeciwko Bogu. Odkąd zostałam reżyserką i odniosłam pewne sukcesy, myślałam, że to zasługa mojej ciężkiej pracy, że jestem lepsza od innych. Zaczęłam lekceważyć innych, uparcie trwałam przy swoim, i zawsze chciałam mieć ostatnie słowo. Gdy odnosiłam porażkę w wypełnianiu obowiązków, nie uważałam, że to we mnie tkwi problem, skupiałam się tylko na braciach i siostrach. Protekcjonalnie rozprawiałam się z innymi. Przez swoją arogancję patrzyłam na wszystkich z góry. Nie widziałam ich zalet, własne pomysły uważałam za najlepsze. Krytykowałam sugestie innych, chciałam ich kontrolować. Nie znałam siebie, zaślepiała mnie własna zarozumiałość. Po wielokrotnym przycinaniu i napominaniu wciąż nie chciałam się nad sobą zastanowić. Moje serce nie poszukiwało. Gdy praca zwolniła tempo, było jasne, że nie potrafię nią zarządzać, a ja wciąż nie chciałam współpracować z innymi ani dopuszczać ich do głosu. Uważałam to za kompromis uwłaczający mojej reputacji i pozycji. Chciałam rządzić niepodzielnie i zawsze mieć ostatnie słowo. Czyż nie szłam ścieżką oporu wobec Boga? Gdy siostra Liu dobrze sobie radziła, zagrażało to mojej pozycji. Wiedziałam, że ona ma rację, a praca domu Bożego może skorzystać na jej sugestiach, ale i tak szukałam dziury w całym, a gdy bracia i siostry przyznawali jej rację, nie mogłam tego znieść i okazywałam frustrację. Wolałam, żeby ucierpiała praca domu Bożego, niż utracić reputację i status. Gdzie się podziała moja cześć dla Boga? Gdzie było moje sumienie i rozum? Żyłam według swojego aroganckiego, szatańskiego usposobienia, narzucając własne pomysły i opinie braciom i siostrom, jakby były prawdą, narzucają innym swoją wolę we wszystkim. Czy nie chciałam równać się z Bogiem i kontrolować innych? „Człowiek nie powinien się wyolbrzymiać ani wywyższać. Powinien czcić i wywyższać Boga” („Dziesięć dekretów administracyjnych, które muszą być przestrzegane przez wybranych ludzi Boga w Wieku Królestwa” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Zrozumiałam, że grozi mi niebezpieczeństwo. Z pozoru codziennie spełniałam swój obowiązek i z poświęceniem ponosiłam koszty, lecz co krok przejawiałam szatańskie usposobienie. Moje działania były sprzeczne z prawdą, zakłócałam pracę kościoła. Czyniłam zło, opierałam się Bogu, obrażałam Jego usposobienie! Jak mogło do tego dojść? To przez moją arogancką, krnąbrną naturę. Nigdy nie przyjęłam prawdy, więc sprowadziłam na siebie gniew Boży. Tak bardzo zepsuł mnie szatan, że rzeczywistość prawdy była mi całkowicie obca. Bóg wywyższył mnie, powierzając mi tak ważne zadanie, a źródłem moich sukcesów było wyłącznie dzieło Ducha Świętego, nie zaś moje zdolności. Zauważyłam, że gdy polegałam na swej aroganckiej naturze, Duch Święty przestawał działać i wtedy nie mogłam już niczego sensownie załatwić. Mimo to czułam, że jest ze mną dobrze. Byłam nieracjonalnie arogancka, bez cienia samoświadomości. Wtedy dopiero zaczęłam czuć pogardę do swojej aroganckiej natury.

Później przeczytałam te słowa Boga: „Wszyscy żyjecie w kraju grzechu i wyuzdania, wszyscy jesteście grzeszni i wyuzdani. Dziś możecie nie tylko spojrzeć na Boga, ale, co ważniejsze, otrzymaliście karcenie i sąd, otrzymaliście gruntowne zbawienie, czyli otrzymaliście największą miłość Boga. We wszystkim, co Bóg czyni, zawiera się Jego prawdziwa miłość do was; nie ma On żadnych złych intencji. Osądza was ze względu na wasze grzechy i robi to po to, byście zastanowili się nad sobą oraz otrzymali od Niego to wspaniałe zbawienie. Wszystko to służy uczynieniu człowieka pełnym. Od początku do końca Bóg robi wszystko, by zbawić człowieka i nie pragnie całkowicie zniszczyć ludzi, których stworzył własnymi rękami. Dzisiaj zszedł pośród was, by wykonywać dzieło – czyż takie zbawienie nie jest jeszcze wspanialsze? Czy gdyby was nienawidził, wykonywałby tak wielkie dzieło, by wam osobiście przewodzić? Dlaczego miałby tak cierpieć? Bóg was nie nienawidzi ani nie ma wobec was żadnych złych zamiarów. Powinniście wiedzieć, że miłość Boga jest miłością najprawdziwszą. Bóg musi zbawiać ludzi poprzez sąd tylko dlatego, że są nieposłuszni; w innym przypadku ich zbawienie nie byłoby możliwe” („Wewnętrzna prawda dzieła podboju (4)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Nieustannie czytałam słowa Boga. Czułam ciepło w środku, byłam poruszona. Dostrzegłam, że ujawniając moje zepsucie w ten sposób, Bóg mnie nie potępiał, nie robił mi trudności celowo. Chciał mnie przez to zbawić. Mam arogancką, nieprzejednaną naturę, a Bóg wiedział, czego mi trzeba. Bracia i siostry przycięli mnie i rozprawili się ze mną, a ja poznałam swoje aroganckie usposobienie, przemyślałam drogę, którą szłam, i okazałam skruchę, nie chciałam już sprzeciwiać się Bogu. Choć doświadczyłam bólu i negatywnych uczuć, bez tego osądzania i karcenia moje zdrętwiałe serce nie przebudziłoby się. Nie byłabym w stanie się zreflektować ani poznać sprawiedliwego usposobienia Boga. Nie mogłabym okazać przed Nim skruchy, wciąż bym z Nim konkurowała i stawiała Mu opór, aż w końcu obraziłabym Jego usposobienie i zostałabym ukarana. W końcu sama doświadczyłam, że karcenie i objawienie słów Boga chroniły mnie i były wyrazem najprawdziwszej miłości. Gdy to zrozumiałam, byłam tak wdzięczna Bogu. Czułam, że w przyszłości muszę gorliwie szukać prawdy, by odrzucić zepsute usposobienie i urzeczywistnić podobieństwo do człowieka.

Modliłam się i poszukiwałam dalej. Zastanawiałam się, jak odrzucić aroganckie usposobienie i przestać sprzeciwiać się Bogu. Wtedy przeczytałam te oto słowa Boga: „Arogancka natura sprawia, że jesteś uparty. Gdy ludzie mają takie nieprzejednane usposobienie, to czyż nie są skłonni do samowoli? Jak zatem można radzić sobie z takimi skłonnościami? Kiedy masz jakiś pomysł, wydobywasz go na światło dzienne i mówisz, co sądzisz i uważasz na dany temat, a następnie rozmawiasz o tym ze wszystkimi. Po pierwsze, możesz w ten sposób rzucić nieco światła na swe własne poglądy i poszukać prawdy; jest to pierwszy krok, jaki należy wprowadzić w życie, aby pokonać w sobie tę skłonność do samowoli. Drugi krok następuje wtedy, gdy inni ludzie zaczynają wyrażać odmienne opinie. Jak powinieneś wtedy postąpić, aby ustrzec się przed byciem samowolnym? Najpierw musisz przyjąć pokorną postawę, odłożyć na bok własne poglądy i przekonania oraz pozwolić każdemu się wypowiedzieć. Nawet jeśli uważasz, że twój pogląd na daną sprawę jest słuszny, nie powinieneś ciągle się przy nim upierać. Już to jest swego rodzaju postępem; pokazuje bowiem, że przyjąłeś postawę poszukiwania prawdy, wyrzeczenia się samego siebie i wypełniania woli Bożej. Kiedy zaś będziesz już przejawiać taką postawę, to w chwili, gdy przestaniesz kurczowo trzymać się własnych poglądów, zacznij się modlić. Ponieważ sam nie potrafisz odróżnić dobra od zła, pozwalasz w ten sposób Bogu objawić ci i powiedzieć, jak najlepiej i najwłaściwiej będzie postąpić w danej sytuacji. Gdy zaś wszyscy włączą się do rozmowy, Duch Święty przyniesie wam wszystkim oświecenie” (fragment Bożego omówienia). W słowach Boga znalazłam ścieżkę praktykowania. Nie chciałam być arogancka ani samowolnie wypełniać obowiązków. Musiałam mieć serce poszukujące prawdy i wielbiące Boga. Musiałam współpracować z braćmi i siostrami, a w razie rozbieżności opinii powinnam wyrzec się siebie i swojego ego, modlić do Boga i szukać prawdy. Tylko przy takim nastawieniu mogłam liczyć na oświecenie przez Ducha Świętego. Nie ośmieliłabym się już przeciwstawić Bogu i zaszkodzić pracy domu Bożego upartym trwaniem przy własnych ideach. Gdy to zrozumiałam, światło rozbłysło w mym sercu. Ułożyłam taką modlitwę: „Boże, od teraz chcę pracować z braćmi i siostrami w harmonii, byśmy wspólnie szukali prawdy i wykonali obowiązki według zasad”.

Wkrótce poproszono mnie o wykaligrafowanie kilku linijek. Pomyślałam sobie: „To nic trudnego. Uczyłam się kaligrafii, jestem w tym dobra”. Zapisałam kilka wersji, a siostra Liu skomentowała: „Może być”. Znów poczułam do niej urazę i pomyślałam: „Tak niechętnie to mówisz. Czy aż tak źle kaligrafuję? Uczyłam się tego, jestem w tym dobra. Chyba lepiej się na tym znam niż ty? Widać, że się masz do tego smykałki, celowo się mnie czepiasz”. Nagle uświadomiłam sobie, że myślenie w ten sposób, to błąd. Czy nie ujawniło się znów moje zepsute usposobienie? Od razu w modlitwie stanęłam przed Bogiem: „Boże, chcę poszukiwać prawdy, być posłuszna, wyrzec się siebie i poświęcić swoim obowiązkom”. Z tym nastawieniem znów zasiadłam do kaligrafii, a siostra Liu zasugerowała kilka zmian, żeby pismo wyglądało lepiej. Bracia i siostry uznali, że moja kaligrafia wyglądała dobrze. Wcześniej, gdy uważałam, że mam rację, a przy tym inni się ze mną zgadzali, nie było o czym dyskutować, a ja trwałam przy swoim. Ale zmieniłam sposób myślenia. Myślałam natomiast: „Bracia i siostry mają różne opinie, gdy rozmyślają o naszych obowiązkach. Nikt nie robi tego, by coś utrudniać. A ja niekoniecznie muszę mieć rację. Ostatecznie wspólnie decydujemy o tym, co najlepiej się sprawdzi”. Z tym nastawieniem powiedziałam tak: „Zrobię jeszcze jedną wersję, a wy zdecydujecie, która jest najlepsza. To zależy tylko od was”. Kaligrafując z takim podejściem, poczułam spokój, nie myślałam już, że mogę stracić twarz. Gdy skończyłam, poprosiłam o opinie i usłyszałam kilka sugestii od braci i sióstr. Były to cenne uwagi. Poczułam wtedy, że mam mnóstwo wad, a bracia i siostry mają mnóstwo zalet, których mi brakuje. Wiele ich sugestii rekompensowało moje słabości. Ponieważ pomagaliśmy sobie nawzajem i rekompensowaliśmy swoje słabości, mogliśmy lepiej wypełniać nasze obowiązki. Współpracując z braćmi i siostrami w ten sposób, zaczęłam czuć prawdziwy spokój, zbliżyłam się do wszystkich. Nie byłam już taka bezczelna i dumna jak wcześniej, a inni lepiej się ze mną dogadywali. Odkryłam, że nie tak trudno jest przyjmować sugestie od braci i sióstr. Właściwie odbierałam to, co mówili o moich niedociągnięciach. Czasami coś mi się nie podobało i ujawniała się moja arogancja, ale bracia i siostry napominali mnie i mogłam od razu stanąć przed Bogiem. Chciałam się wyrzec siebie, szukać prawdy i wykonywać obowiązki według zasad. Po tych wszystkich doświadczeniach poczułam w sercu prawdziwe szczęście. Zobaczyłam, że mogę niektóre słowa Boga wcielić w życie, a wcześniej było to dla mnie tak trudne. Trudno mi było zapomnieć o sobie i uwzględnić sugestie innych, lecz teraz potrafię praktykować słowa Boga! Urzeczywistniam nieco podobieństwa do człowieka. Już nie jestem taka bezczelna, nie jestem wstrętna Bogu i nie ograniczam już innych. Ilekroć o tym myślę, jestem tak wdzięczna Bogu. Gdyby nie rozprawił się ze mną, nie przyciął mnie i nie osądził, gdyby nie objawił swoich słów, mogłabym być teraz niemożliwie zepsuta i arogancka. Byłam w stanie nieco zrozumieć i zmienić się wyłącznie dzięki osądzaniu i karceniu słowem Bożym.

Wstecz: Boża ochrona

Dalej: Powrót na właściwą drogę

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

Na ratunek sercu

Autorstwa Zheng Xin, Stany Zjednoczone Bóg Wszechmogący mówi: „Dzieło wykonywane przez Boga w obecnym wieku polega przede wszystkim na...

Skrucha oficera

Autorstwa Zhenxin, prowincja Fujian Bóg Wszechmogący mówi: „Od stworzenia świata po dziś dzień, wszystko, co Bóg uczynił w swym dziele,...

Żegnaj, ugodowcu!

Autorstwa Lin Fan, Hiszpania Jeśli chodzi o ludzi ugodowych, to zanim uwierzyłam w Boga, sądziłam, że są wspaniali. Mają łagodne...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce