73. Niedbałe wykonywanie obowiązków jest naprawdę niebezpieczne
W październiku 2024 roku wykonywałem obowiązki, polegające na edycji obcojęzycznych materiałów wideo ze świadectwami opartymi na doświadczeniu. Pewnego razu podczas montażu odkryłem, że wiele ujęć nie łączy się ze sobą zbyt dobrze. Wybór odpowiednich fragmentów zajmował mi trzy razy więcej czasu niż zwykle i musiałem ciągle wypróbowywać różne ujęcia, żeby dopasować je do dźwięku. Początkowo miałem dość cierpliwości, by dokonywać starannego montażu, ale zbliżało się południe, a ja nie zrobiłem nawet połowy tego, co zazwyczaj. Zacząłem się niecierpliwić i pomyślałem: „Ten materiał ma sporo skomplikowanych ujęć. Jeśli będę edytować każde z nich tak skrupulatnie, będzie to strasznie żmudne i czasochłonne. To po prostu wyczerpujące! Może tym razem pójdę nieco na łatwiznę. Byle tylko przeszło. Widzowie pewnie nawet nie zauważą tych drobnych mankamentów, gdy materiał trafi do sieci. Kilka niezbyt płynnych przejść to nic takiego”. Mając to na uwadze, ilekroć potem natrafiałem na ujęcia trudne do połączenia, po prostu wybierałem jakieś fragmenty bez większego namysłu i sklejałem je w całość. Choć widziałem, że przejścia nie są zbyt płynne, pocieszałem się myślą: „Jest w porządku. Byle tylko przeszło. Inni raczej nie zauważą tych drobnych niedociągnięć”. Gdy jednak przesłałem już gotowy materiał, czekała mnie przykra niespodzianka. Brat Brian, który go sprawdzał, znalazł ponad trzydzieści błędów wymagających poprawy. Z początku nie mogłem w to uwierzyć. Wiedziałem, że byłem niedbały przy montażu tego filmu, ale nie sądziłem, że będzie aż tyle problemów. Dokładnie przejrzałem wskazane przez niego błędy i zdałem sobie sprawę, że wszystkie jego uwagi były zasadne. Poprawki zajęły mi pół dnia. Gdy miałem już ponownie przesłać plik, znów zacząłem się martwić, myśląc: „Poprawiłem błędy zgodnie z sugestiami brata Briana, ale czy mogą tam być jeszcze inne niedoróbki? Może powinienem wszystko jeszcze raz przejrzeć, żeby mieć pewność, że niczego nie przeoczyłem”. Ale potem pomyślałem: „Już prawie czas kończyć pracę na dziś. Jeśli zrobię teraz pełny przegląd, skończę bardzo późno i będę miał mniej czasu na odpoczynek. Dam już sobie z tym spokój. Zresztą brat Brian już to przejrzał, więc poprawienie znalezionych przez niego błędów powinno wystarczyć”. Tak więc po wprowadzeniu sugerowanych zmian od razu przesłałem materiał. Ale tym razem, niespodziewanie, sprawdził go ktoś inny, a mianowicie brat Kirk, który wskazał kolejne siedem czy osiem błędów do poprawy. Wtedy uświadomiłem sobie, że opóźniłem planowany termin publikacji materiału. Pomyślałem: „Gdybym tylko poświęcił wczoraj trochę więcej czasu i zrobił pełny przegląd, pewnie wyłapałbym te błędy, a materiał mógłby trafić do sieci dzisiaj, czyli zgodnie z harmonogramem. Nie udało się go opublikować na czas tylko dlatego, że byłem niedbały i nie potraktowałem poważnie swojej pracy”. Myśląc o tym, poczułem lekkie wyrzuty sumienia i powiedziałem sobie, że tym razem muszę być rzetelny przy poprawkach i nie mogę już sobie pozwalać na niedbalstwo. Po poprawieniu błędów przejrzałem więc ponownie cały materiał. Odkryłem jeszcze kilka fragmentów, gdzie przejścia nie były płynne, i wprowadziłem korekty. Choć wymagało to dodatkowego czasu i wysiłku, czułem się spokojny. Tym razem, gdy przesłałem materiał, został on od razu wrzucony na stronę internetową.
Później, myśląc o tym, jak moje niedbałe nastawienie opóźniło publikację, czułem się dość winny. Podczas ćwiczeń duchowych przeczytałem fragment słów Bożych, który dał mi pewne zrozumienie mojego stanu. Bóg Wszechmogący mówi: „Załatwianie spraw w sposób tak nonszalancki i nieodpowiedzialny jest elementem skażonych skłonności: często nazywa się tę cechę łajdactwem. Tacy ludzie robią wszystko tylko do momentu, gdy można powiedzieć: »to już z grubsza wystarczy«, albo »mniej więcej o to chodzi«. Jest to podejście w stylu »może być«, »ujdzie«, »tak na osiemdziesiąt procent«. Tacy ludzie wszystko robią byle jak, poprzestają na niezbędnym minimum i zadowala ich to, że przebrną przez wszystko blefem. Nie rozumieją, czemu mieliby traktować różne rzeczy poważnie albo być skrupulatni, a jeszcze mniej sensu widzą w poszukiwaniu prawdozasad. Czyż nie jest to element skażonych skłonności? Czy jest to przejaw normalnego człowieczeństwa? Nie. Można zupełnie słusznie nazwać to arogancją lub, niemniej trafnie, określić takie zachowanie jako niezdyscyplinowane. Jednak jedynym słowem w pełni oddającym jego charakter jest »łajdactwo«. Większość ludzi ma w sobie łajdactwo, jednak w różnym stopniu. W większości spraw postępują powierzchownie i niedbale, a wszystko, co robią, podszyte jest nieuczciwością. Oszukują innych, kiedy tylko mogą, idą na łatwiznę, gdzie tylko się da, i przy każdej okazji oszczędzają czas. W duchu myślą: »Dopóki nie powoduję żadnych problemów, dopóki nikt mnie nie przyłapie i nie pociągnie do odpowiedzialności, jakoś się przez to prześliznę. Nie muszę wykonywać swojej pracy bardzo dobrze, to zbyt dużo zachodu!«. Tacy ludzie w niczym nie osiągają mistrzostwa, nie mają ochoty przykładać się do nauki, cierpieć i płacić ceny. Chcą ledwie liznąć jakiejś umiejętności, a potem twierdzą, że biegle ją opanowali i przekonani, że umieją już wszystko, jakoś się prześlizgują, opierając się na swej niepełnej wiedzy. Czyż nie tak właśnie ludzie podchodzą do innych ludzi, wydarzeń i spraw? I czy jest to właściwa postawa? Nie. Można to ująć krótko: »byle jakoś przebrnąć«. Takie łajdactwo jest cechą całego skażonego rodzaju ludzkiego. Ludzie, których człowieczeństwo jest skażone łajdactwem, przyjmują taki punkt widzenia i postawę »byle jakoś przebrnąć« we wszystkim, co robią. Czy tacy ludzie są w stanie wykonywać obowiązek we właściwy sposób? Nie. Czy mogą działać zgodnie z zasadami? Jest to jeszcze mniej prawdopodobne” (Punkt ósmy: Chcą, by ludzie podporządkowywali się tylko im, a nie prawdzie lub Bogu (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Zrozumiałem to dopiero po przeczytaniu słów Bożych. Kiedy ludzie stale podchodzą do spraw z lekceważącym i nieodpowiedzialnym nastawieniem, uciekając się do zdawkowych i oszukańczych środków tylko po to, by zaoszczędzić sobie kłopotu, dzieje się tak dlatego, że gnieździ się w nich łajdactwo. W Bogu budzi to odrazę, gdy ktoś stale wykonuje swoje obowiązki po łebkach. Słowa Boże dokładnie obnażyły mój stan. Kiedy musiałem poświęcić więcej czasu na wybór fragmentów do montowanego materiału wideo, uznałem to za zbyt kłopotliwe i chciałem po prostu zaoszczędzić sobie wysiłku, więc brałem jakiekolwiek ujęcia i sklejałem je razem. Nawet gdy widziałem, że przejścia nie są płynne, nie chciało mi się ich poprawiać. Miałem nawet nadzieję, że mi się upiecze, jeśli sprawdzający to brat niczego nie zauważy. W rezultacie materiał zawierał wiele błędów, a powtarzające się poprawki opóźniły jego publikację w Internecie. Zakłócałem i zaburzałem produkcję materiałów wideo w kościele! Tak naprawdę podstawowym obowiązkiem montażysty jest wybór jak najlepszych ujęć, a potem użycie pewnych technik, by zapewnić płynność sekwencji w materiale wideo. To absolutne minimum, jeśli chodzi o nastawienie i poczucie odpowiedzialności, jakimi powinien wykazywać się montażysta. Ale ja zawsze próbowałem zaoszczędzić sobie trudu, szedłem na łatwiznę i postępowałem przebiegle. Podchodziłem do swoich obowiązków w sposób łajdacki, zadowalając się pobieżnym montażem, który był „w miarę okej”. Gdybym na dłuższą metę tak postępował, nie tylko zawiódłbym jako montażysta, ale też zostałbym zdemaskowany i wyeliminowany za opóźnianie produkcji materiałów wideo. Konsekwencje byłyby zbyt poważne! Uświadomiwszy to sobie, poczułem się okropnie i miałem głębokie wyrzuty sumienia. Modliłem się więc do Boga, pragnąc zmienić swoje postępowanie i wyzbyć się łajdactwa w swoim podejściu do obowiązków.
Później zacząłem przykładać się do ich wykonywania nieco bardziej sumiennie. Któregoś razu montowałem materiał wideo w języku słowackim, a siostra, która go potem sprawdzała, zauważyła, że coś jest nie tak z pauzami między kwestiami dialogowymi. Później odkryłem metodę, która pozwalała rozwiązać ten problem, więc spróbowałem zastosować ją w montażu. Byłem zaskoczony, gdy po ponownym przesłaniu materiału siostra stwierdziła, że jest dobrze zmontowany i przejścia są płynne. Bardzo mnie to ucieszyło i wydawało się, że ta metoda rzeczywiście może nieco poprawić rezultaty mojej pracy. Była ona jednak nieco uciążliwa w użyciu; wymagała wykonania kilku dodatkowych kroków. Gdybym montował w ten sposób każdy materiał, byłoby z tym zbyt wiele zachodu i musiałbym bardziej cierpieć. Wróciłem więc do swojej starej metody montażu i w rezultacie znów pojawiło się wiele problemów. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że gdybym włożył więcej wysiłku i poświęcił trochę więcej czasu, dałoby się tych problemów uniknąć. Myśląc o tym, czułem głębokie wyrzuty sumienia: „Dlaczego nie potrafię po prostu włożyć więcej wysiłku w wykonywanie swoich obowiązków i zapłacić wyższej ceny? Dlaczego znów jestem niedbały?”. Przypomniałem sobie, że Bóg obnażył fakt, iż ludzie pozbawieni moralnego kompasu nie potrafią dobrze wykonywać żadnych obowiązków, więc odszukałem ten rozdział słów Bożych, aby go przeczytać. Bóg Wszechmogący mówi: „Jakiego pokroju ludzi zbawia Bóg? Można powiedzieć, że wszyscy oni mają sumienie i rozum oraz potrafią przyjąć prawdę, bo tylko ci, którzy mają sumienie i rozum, są w stanie przyjąć prawdę i ją hołubić, a jeżeli ją rozumieją, mogą ją praktykować. Tym, którzy nie mają sumienia i rozumu, brakuje człowieczeństwa; potocznie mówimy o nich, że brakuje im cnoty. Jaka jest natura człowieka, któremu brakuje cnoty? Jest to natura pozbawiona człowieczeństwa, ktoś taki nie jest godzien nazywać się człowiekiem. (…) Ci, którym brak cnoty, nie mają człowieczeństwa, jak zatem mogą dobrze wykonywać swoje obowiązki? Nie są godni, aby je wykonywać, ponieważ są zwierzętami. Ludzie pozbawieni cnoty nie wykonują dobrze żadnych obowiązków. Są niegodni miana istot ludzkich. To zwierzęta, zwierzęta w ludzkim ciele. Jedynie ci, którzy mają sumienie i rozum, potrafią zajmować się sprawami ludzkimi, dotrzymywać słowa, być godnymi zaufania i zasługiwać na miano »prawych dżentelmenów«. Określenie »prawy dżentelmen« nie funkcjonuje w domu Bożym. Zamiast tego, dom Boży oczekuje od ludzi uczciwości, gdyż to właśnie jest prawda. Jedynie ludzie uczciwi są godni zaufania, kierują się sumieniem i rozumem i zasługują, by nazywać ich ludźmi. Jeśli w ramach swoich obowiązków ktoś potrafi przyjąć prawdę i postępować zgodnie z zasadami, wykonując swoje obowiązki w sposób spełniający standardy, wówczas jest prawdziwie uczciwy i rzeczywiście godny zaufania. A dostąpić zbawienia od Boga mogą tylko ludzie uczciwi. To nie umiejętności czy wygląd, ani tym bardziej twój potencjał, twoje kompetencje czy talenty przesądzają o tym, że jesteś człowiekiem uczciwym i godnym zaufania. Wystarczy, jeśli przyjmujesz prawdę, postępujesz odpowiedzialnie, posiadasz sumienie i rozum oraz potrafisz poddać się Bogu. Bez względu na umiejętności danego człowieka tak naprawdę liczy się to, czy nie brak mu cnoty. Jeśli komuś zabraknie cnoty, nie może już być traktowany jak istota ludzka, a jedynie jak zwierzę. Ci, którzy zostają wyeliminowani przez dom Boży, są eliminowani ze względu na brak człowieczeństwa i cnoty. Dlatego też ludzie, którzy wierzą w Boga, muszą być w stanie przyjąć prawdę, być uczciwi, a przynajmniej cechować się sumieniem i rozumem, być w stanie należycie wykonywać swoje obowiązki i potrafić wypełnić zadanie wyznaczone przez Boga. Tylko tacy ludzie mogą dostąpić zbawienia Bożego; to oni szczerze w Niego wierzą i to oni uczciwie ponoszą koszty na Jego rzecz. Takich ludzi zbawia Bóg” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu słów Bożych coś zrozumiałem. Bóg zbawia tych, którzy mają sumienie i rozum, ponieważ tylko tacy ludzie potrafią przyjąć prawdę, praktykować ją i dobrze wykonywać swoje obowiązki. Ci, którym brakuje człowieczeństwa, sumienia i rozumu, nie są w stanie przyjąć prawdy; nawet jeśli ją rozumieją, nie potrafią wprowadzić jej w życie. W oczach Boga tacy nie są oni ludźmi, lecz zwierzętami, i zostaną przez Boga jedynie wyeliminowani. Obnażenie dokonane przez słowa Boże przeszyło moje serce. Byłem dokładnie tego pokroju osobą, którą demaskował Bóg – kimś pozbawionym sumienia i rozumu. Wierzyłem w Boga od ponad dekady i przeczytałem wiele Jego słów na temat wykonywania obowiązków z oddaniem i unikania niedbalstwa. A jednak teraz, tylko po to, by oszczędzić swojemu ciału odrobiny cierpienia, wciąż szedłem na łatwiznę i postępowałem przebiegle, opóźniając pracę. W ogóle nie byłem kimś, kto przyjmuje prawdę, ani człowiekiem posiadającym sumienie i rozum. Co tu dużo gadać, gdy trafiałem na trudne materiały wideo, dałbym radę dobrze je zmontować, gdybym tylko włożył w to więcej wysiłku i czasu. Ale nie chciałem robić sobie kłopotu. Żeby się za bardzo nie przemęczać, po prostu wybierałem przypadkowe ujęcia i sklejałem je ze sobą. Nawet gdy widziałem, że przejścia nie są płynne, nie poprawiałem ich, co prowadziło do wielokrotnego odsyłania materiału do poprawek i opóźniało postępy. Doskonale wiedziałem, że istnieją lepsze sposoby na rozwiązanie problemów z materiałem wideo, które pozwolą osiągnąć lepszy rezultat, ale ponieważ bałem się narazić ciało na cierpienie, wybrałem metodę wymagającą najmniejszego wysiłku, generując problemy z materiałem i opóźniając przebieg pracy ciągłymi poprawkami. Tak naprawdę dobry montaż nie wymaga zaawansowanych umiejętności technicznych; wystarczy do tego staranność, rzetelność i nieco większy wysiłek. Ale ja nawet na to nie mogłem się zdobyć. Naprawdę nie miałem za grosz sumienia! Obchodziło mnie tylko to, żeby się nie przemęczać, nie miałem najmniejszego względu na pracę kościoła i w ogóle nie chroniłem jego interesów. Byłem tak niegodny zaufania, tak pozbawiony kompasu moralnego i tak wyzuty z człowieczeństwa! Gdyby ten materiał zmontowała osoba odpowiedzialna, mógłby on zostać szybko opublikowany w sieci i o dzień wcześniej zacząć wnosić swój wkład w dzieło szerzenia ewangelii. To ja opóźniłem publikację. Zakłócałem i zaburzałem produkcję materiałów wideo; sprzeciwiałem się Bogu! Gdybym nie zmienił swojego zachowania, w końcu zostałbym przez Boga wzgardzony, zdemaskowany i wyeliminowany. Nie mogłem tak dalej postępować. Musiałem praktykować zgodnie ze słowami Bożymi, dążyć do bycia uczciwym człowiekiem, wypełniać swoje obowiązki i robić, co w mojej mocy, by naprawić każdy zauważony problem. W głębi serca modliłem się też do Boga: „Boże, wykonywałem swoje obowiązki niedbale i nieodpowiedzialnie. Nie zrobiłem rzeczy, które mogłem zrobić dobrze, i opóźniłem publikację materiału wideo. Naprawdę brakuje mi sumienia i rozumu i jestem niegodny zaufania. Boże, pragnę okazać skruchę. Nawet gdybym musiał poświęcić więcej czasu i energii, bardziej cierpieć i zapłacić większą cenę, jestem gotów to zrobić, jeśli tylko przynieść to może dobre rezultaty. Jeśli kiedykolwiek znów będę niedbały, Ty mnie zdyscyplinuj i wychłostaj”.
Potem zmieniłem swoje wcześniejsze błędne nastawienie do obowiązków. Gdy poświęcałem więcej czasu i energii na montaż, gotowe materiały zyskały lepszą płynność sekwencji i trafiały do sieci nieco szybciej. Wykonując swoje obowiązki w ten sposób, czułem się spokojniejszy. Po pewnym czasie kierowniczka przysłała mi wiadomość, że kilkoro spośród braci i sióstr chwaliło płynność przejść w materiałach, które montowałem, i zapytała, czy mam jakieś dobre metody, którymi mógłbym się podzielić ze wszystkimi. Głęboko mnie to poruszyło i skłoniło do refleksji. Po prostu postępowałem zgodnie z tym, co mówi Bóg – wkładałem więcej wysiłku w swoje obowiązki i płaciłem większą cenę. Nie spodziewałem się, że rezultaty mojej pracy tak bardzo się poprawią. Później podzieliłem się swoim doświadczeniem i metodą montażu z braćmi i siostrami, a oni wszyscy uznali to za bardzo pomocne.
Podczas ćwiczeń duchowych przeczytałem fragment słów Bożych i zyskałem pewne zrozumienie konsekwencji, do jakich prowadzi niedbalstwo. Bóg Wszechmogący mówi: „Że aby dobrze pełnić swoje obowiązki, jest bardzo ważne, by ludzie robili swoje; bardzo ważny jest ich stan umysłu i bardzo ważne jest to, w jaką stronę kierują swoje myśli i idee. Bóg sprawdza i widzi, w jakim stanie umysłu znajdują się ludzie i jak wiele wewnętrznego wysiłku wkładają w wykonywanie swoich obowiązków. Kluczowe jest to, by ludzie wkładali całe swoje serce i wszystkie swe siły w to, co robią. To, że robią swoje, jest kluczową kwestią. Tylko jeśli ludzie starają się wykonywać obowiązki tak, by po ukończeniu zadania nie żałować tego, co zrobili, i nic nie być winnym Bogu – tylko wówczas będą działać z całego serca i ze wszystkich sił. Jeśli konsekwentnie nie wkładasz całego serca i wszystkich swych sił w wykonywanie swoich obowiązków, jeśli jesteś przy tym wiecznie niedbały oraz wyrządzasz ogromne szkody dziełu i daleko ci do efektów wymaganych przez Boga, to może cię spotkać tylko jedno: zostaniesz wyeliminowany. A czy wtedy będzie jeszcze czas na żale? Nie, nie będzie na nie czasu. Wszystkie te działania staną się dla ciebie wiecznym powodem do żalu i niezatartą skazą! Nieustanna niedbałość jest skazą, jest też poważnym występkiem – tak czy nie? (Tak). Musisz więc starać się wypełniać swe powinności i wykonywać wszystko, co powinieneś zrobić, z całego serca i ze wszystkich sił, nie wolno ci być niedbałym, abyś nie musiał potem niczego żałować. Jeśli będziesz potrafił tak postępować, obowiązek, jaki wykonujesz, zostanie przez Boga zapamiętany. To, co Bóg pamięta, to dobre uczynki. A czego Bóg nie pamięta? (Występków i złych uczynków). Być może nie zgodziłbyś się, że są to złe uczynki, gdyby nazwano je tak teraz, ale jeśli nadejdzie dzień, kiedy ukażą się poważne konsekwencje tych spraw i zaczną one wywierać negatywny wpływ, wówczas sam poczujesz, że nie są to zwykłe występki dotyczące zachowania, ale złe uczynki. A kiedy już zdasz sobie z tego sprawę, poczujesz żal i pomyślisz sobie tak: »Powinienem być bardziej przewidujący! Gdybym na początku okazał nieco więcej rozwagi i bardziej się przyłożył, można byłoby uniknąć takiego skutku«. Nic jednak nie zmyje wiecznej skazy z twojego serca i jeśli już na zawsze pozostaniesz dłużnikiem Boga, będziesz miał problem. Dlatego dzisiaj musisz starać się wkładać całe serce i wszystkie swe siły w wypełnianie posłannictwa powierzonego ci przez Boga, wykonywać każdy obowiązek z czystym sumieniem, bez żadnego żalu i w taki sposób, jaki Bóg zapamięta. Cokolwiek robisz, nie bądź niedbały. Jeśli pod wpływem impulsu popełnisz błąd i będzie to poważny występek, stanie się to trwałą skazą. Kiedy uczynisz coś godnego pożałowania, nie będziesz w stanie tego naprawić i ten żal pozostanie z tobą na stałe. Należy więc jasno i wyraźnie widzieć obie te drogi. Którą z nich powinniście wybrać, aby spotkała was Boża aprobata? Wykonywanie swojego obowiązku całym sercem i ze wszystkich sił, szykowanie i gromadzenie dobrych uczynków, brak powodów do żalu. Cokolwiek robisz, nie czyń zła, które zakłóciłoby wypełnianie obowiązków przez innych ani nie czyń niczego, co sprzeciwia się prawdzie i jest przejawem oporu wobec Boga, i czego przyszłoby ci żałować do końca życia. Co się dzieje, gdy ktoś popełni zbyt wiele występków? Taka osoba zbiera gniew Boży na siebie przed Jego obliczem! Jeśli będziesz nadal popełniał występki, a gniew Boży na ciebie stanie się jeszcze większy, to na koniec zostaniesz ukarany” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu słów Bożych byłem głęboko poruszony. Wielokrotnie rozważałem te słowa: „Nieustanna niedbałość jest skazą, jest też poważnym występkiem”, i uświadomiłem sobie, że będąc stale niedbałym przy wykonywaniu swoich obowiązków, nie tylko nie szykowałem żadnych dobrych uczynków, ale wręcz gromadziłem uczynki złe. Gdyby pewnego dnia doprowadziło to do poważnych konsekwencji, zostałbym całkowicie zdemaskowany i wyeliminowany. Gdyby materiały, które montowałem, trafiły bezpośrednio do sieci bez niczyjego sprawdzenia, wszystkie występujące w nich błędy przyniosłyby Bogu wielką ujmę! Miałem to szczęście, że Bóg mnie podlewał i zaopatrywał w prawdę, więc powinienem wypełniać swoje obowiązki i dobrze montować filmy. A jednak byłem niedbały i nieodpowiedzialny. Czy była jakaś różnica między mną a ludźmi z Wieku Prawa, którzy składali Bogu w ofierze kulawe i ślepe bydło, owce i gołębie? Cieszyłem się łaską i błogosławieństwami danymi od Boga, nie myśląc o odwdzięczeniu się za Jego miłość, a to, co Mu dawałem, było ofiarą najgorszej jakości. To było jawne oszukiwanie i zwodzenie Boga; wzbierał w Nim przez to gniew! Gdybym dalej w to brnął, nie okazując skruchy, w najlepszym wypadku zostałbym pozbawiony możliwości wykonywania obowiązków, a gdyby sytuacja okazała się poważna, spotkałaby mnie kara Boża. Pomyślałem o takim jednym Matiasie, który notorycznie zaniedbywał swoje obowiązki. Cokolwiek robił, chciał tylko mieć to z głowy, a inni ciągle musieli poprawiać jego błędy i sprzątać bałagan, jaki po sobie pozostawiał, co poważnie zakłócało i zaburzało pracę kościoła. Po wielokrotnym przycięciu nadal nie okazał skruchy i został odesłany do zwykłego kościoła. Później słyszałem, że tam również się nie zmienił; przestał nawet wykonywać obowiązki i w końcu został usunięty z kościoła. Myśląc o porażkach innych, nie mogłem powstrzymać lęku. Doświadczyłem również tego, że sprawiedliwe usposobienie Boga nie toleruje żadnej obrazy. To, że wciąż mogłem wykonywać obowiązki w kościele, było wyrazem Bożego miłosierdzia i szansą dla mnie na okazanie skruchy. Musiałem szybko szukać prawdy, by skończyć raz na zawsze z wykonywaniem obowiązków po łebkach.
Później w słowach Bożych znalazłem sposób na wyzbycie się niedbałego nastawienia. Bóg Wszechmogący mówi: „Kiedy ludzie wypełniają swoje obowiązki, w rzeczywistości robią to, co powinni robić. Jeśli czynisz to przed Bogiem, jeśli wykonujesz swój obowiązek i podporządkowujesz się Bogu z uczciwością i sercem, to czyż taka postawa nie będzie o wiele bardziej właściwa? Jak zatem powinieneś stosować tę postawę w swoim codziennym życiu? Musisz uczynić »oddawanie Bogu czci z sercem i uczciwością« swoją rzeczywistością. Ilekroć masz ochotę sobie odpuścić i jedynie stwarzać pozory, ilekroć masz ochotę prześliznąć się po powierzchni i poleniuchować, ilekroć coś cię rozprasza albo wolałbyś dobrze się bawić, powinieneś się zastanowić: »Czy zachowując się w ten sposób nie jestem czasem niegodny zaufania? Czy tak wygląda wkładanie serca w wypełnianie swych obowiązków? Czy postępując w ten sposób, nie udaje mi się być oddanym? Czy nie zawodzę w wypełnieniu zadania, jakie powierzył mi Bóg?«. Tak właśnie powinieneś się nad sobą zastanawiać. Jeśli odkryjesz, że zawsze wykonujesz obowiązek po łebkach, że nie jesteś oddany i że zraniłeś Boga, to co powinieneś uczynić? Powinieneś powiedzieć: »Czułem wtedy, że coś jest nie tak, ale nie widziałem w tym problemu; po prostu beztrosko przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że rzeczywiście byłem niedbały, że nie sprostałem swojej odpowiedzialności. Naprawdę brakuje mi sumienia i rozumu!«. Znalazłeś problem i dowiedziałeś się trochę o sobie – więc teraz musisz się zmienić! Twój stosunek do wykonywania obowiązków był niewłaściwy. Pełniłeś je niedbale, traktowałeś jak jakąś dodatkową pracę i nie wkładałeś w nie serca. Jeśli odkryjesz, że znów jesteś niedbały, musisz pomodlić się do Boga i pozwolić, aby cię zdyscyplinował i wychłostał. Taką determinację musisz mieć w wykonywaniu swoich obowiązków. Dopiero wtedy będziesz w stanie naprawdę okazać skruchę. Zmienić możesz się tylko wtedy, gdy masz czyste sumienie i gdy przekształceniu ulega twój stosunek do obowiązków” (Tylko poprzez częste czytanie słów Bożych i rozważanie prawdy można znaleźć ścieżkę, którą należy podążać, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Ludzie mają skażone skłonności, więc często niedbale wykonują swoje obowiązki. Jest to jeden z najpoważniejszych problemów. Jeśli ludzie mają wykonywać swoje obowiązki właściwie, muszą najpierw rozwiązać problem bycia niedbałym. O ile mają niedbałe podejście, nie będą w stanie wykonywać swoich obowiązków właściwie, a to oznacza, że rozwiązanie problemu niedbałości jest niezwykle ważne. Jak zatem powinni praktykować? Po pierwsze, muszą rozwiązać problem swojego stanu umysłu; muszą właściwie podchodzić do swoich obowiązków, robić wszystko poważnie i z poczuciem odpowiedzialności. Nie powinni z rozmysłem być fałszywi i niedbali. Obowiązek wykonuje się dla Boga, nie dla żadnego człowieka; jeśli ludzie potrafią przyjąć Boży nadzór, to osiągną odpowiedni stan umysłu. Co więcej, po zrobieniu czegoś muszą się temu przyjrzeć i nad tym zastanowić, a jeśli w ich sercach zagości pewien niepokój i po gruntownej inspekcji odkryją jakiś problem, muszą poczynić zmiany; po wprowadzeniu zmian w ich sercach zagości spokój. Jeżeli czują niepokój, dowodzi to istnienia jakiegoś problemu, a wówczas muszą uważnie przyjrzeć się temu, co zrobili, szczególnie na kluczowych etapach. Tak wygląda odpowiedzialna postawa wobec wypełniania swojego obowiązku. Kiedy człowiek potrafi być poważny, brać na siebie odpowiedzialność, wkładać w pełnienie obowiązku całe swoje serce i wszystkie siły, to wówczas i jego praca będzie wykonana jak należy” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże wniosły światło do mojego serca. Wiedziałem, że muszę docenić możliwość wykonywania obowiązków i podczas zajmowania się nimi zaakceptować Boży nadzór. Ilekroć kusiło mnie, by zrobić coś byle jak, musiałem modlić się do Boga i buntować przeciwko samemu sobie, starając się osiągnąć jak najlepsze rezultaty w ramach swoich obowiązków. Co więcej, musiałem wkładać wysiłek i poważnie traktować wszystko, co robiłem, a także stawiać czoła kłopotom czy cierpieniu, by osiągać dobre rezultaty. Później wykonywałem swoje obowiązki zgodnie ze słowami Bożymi i starannie montowałem każdy materiał wideo. Gdy trafiałem na trudne materiały, które wymagały wiele czasu na selekcję fragmentów, i czułem, że to zbyt uciążliwe, świadomie modliłem się do Boga, by zbuntować się przeciwko swojej cielesności, i starałem się jak najlepiej dobrać odpowiednie ujęcia. Po zakończeniu montażu sprawdzałem wszystko dwukrotnie, naprawiając każdy znaleziony problem i dopinając wszystko na ostatni guzik. Często też podsumowywałem problemy pojawiające się w ramach moich obowiązków, a jeśli z czymś nie mogłem sobie poradzić, pytałem o to brata, z którym współpracowałem. Z czasem moje umiejętności techniczne nieco się poprawiły, brat sprawdzający moje materiały znajdował mniej błędów i wiele materiałów trafiało do publikacji bezpośrednio po jednym sprawdzeniu. Widząc te rezultaty, czułem się bardzo szczęśliwy i spokojny.
Później wydarzyło się coś, co odebrałem jako próbę, której zostałem poddany. Przesłałem już zmontowany materiał, ale niespodziewanie dwa dni później pewna siostra nagle przysłała mi ponownie nagrany plik audio do tego materiału. Powiedziała, że w poprzednim nagraniu wystąpiły problemy techniczne, więc jakość dźwięku nie była zbyt dobra i nagrano wszystko jeszcze raz. Musiałem przemontować materiał, by zsynchronizować go z nowym nagraniem dźwięku. Początkowo nie chciałem przyjąć tego do wiadomości, myśląc: „Nie ma mowy, montować od nowa? Czy to nie oznacza, że większość mojej wcześniejszej pracy poszła na marne?”. Na samą myśl o tym, że muszę poświęcić kolejne pół dnia na poprawki, odechciewało mi się to robić; za dużo z tym byłoby zachodu. Poszedłem zapytać o to kierowniczkę, a ona powiedziała, że choć jakość poprzedniego nagrania audio nie była świetna, mieściła się w akceptowalnym zakresie, więc nie trzeba go podmieniać. Słysząc jej słowa, pomyślałem: „To idealnie! Nie muszę zatem męczyć się z ponownym montażem”. Później jednak porównałem nowy pilk audio przesłany przez siostrę ze starym i stwierdziłem, że nowy jest rzeczywiście znacznie lepszy. Wtedy się zawahałem: „Czy mam użyć nowego nagrania dźwięku? Jeśli tego nie zrobię, zaoszczędzę sobie kłopotu, a materiał i tak będzie można normalnie opublikować, tyle że jego jakość będzie gorsza. Ta siostra ma już gotowy nowy plik audio, a wstawienie go w miejsce poprzedniego sprawi, że materiał będzie lepszy. Czy nie powinienem poświęcić trochę czasu na podmianę pliku i ponowny montaż?”. Wtedy przypomniał mi się fragment słów Bożych: „Musisz więc starać się wypełniać swe powinności i wykonywać wszystko, co powinieneś zrobić, z całego serca i ze wszystkich sił, nie wolno ci być niedbałym, abyś nie musiał potem niczego żałować. Jeśli będziesz potrafił tak postępować, obowiązek, jaki wykonujesz, zostanie przez Boga zapamiętany” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże napomniały mnie w samą porę. Poświęcenie dodatkowego czasu na korektę tego materiału pozwoliłoby osiągnąć lepszy rezultat, a to jest coś sensownego i wartościowego. Co więcej, te materiały wideo ze świadectwami opartymi na doświadczeniu mają być zachowane na wieczność. Jeśli mogę teraz poświęcić trochę więcej czasu, by ulepszyć ten materiał, powinienem dać z siebie wszystko, by był jak najlepszy. W ten sposób spełnię swoją powinność i niczego nie będę żałował. Dlatego też powiedziałem kierowniczce: „Ponownie nagrany dźwięk jest rzeczywiście lepszy. Podmiana pliku audio poprawi jakość materiału, więc warto poświęcić dodatkowy czas na montaż”. Kierowniczka się zgodziła. Kiedy po ponownym zmontowaniu przesłałem materiał z nowym dźwiękiem, poczułem szczególną ulgę i radość. Choć podmiana pliku audio i ponowny montaż kosztowały mnie trochę czasu i energii, poprawa jakości filmu ze świadectwem opartym na doświadczeniu sprawiła, że było to warte zachodu i miało głęboki sens.
Wspominałem te wszystkie chwile, gdy zaniedbywałem swoje obowiązki, gdy pragnąc na chwilę dogodzić ciału, opóźniłem zaplanowaną publikację tak wielu materiałów i popełniłem wiele występków. Wyrzucałem sobie to wszystko i czułem się tak, jakbym miał dług do spłacenia. Od teraz nie mogę już traktować swoich obowiązków niedbale; muszę wkładać w nie całe serce i wszystkie siły. Później, wykonując powierzone mi obowiązki, zacząłem skupiać się na swoim nastawieniu. Czasami, gdy trafiały mi się trudne materiały, wciąż pojawiała się w mojej głowie myśl, że ta praca jest zbyt uciążliwa i że nie chcę cierpieć. Ale wtedy powtarzałem sobie, że to mój obowiązek, moja odpowiedzialność, i że muszę stawiać na pierwszym miejscu rezultaty i nie bać się trudności. Stopniowo doszedłem do tego, że potrafiłem zbuntować się przeciwko tym myślom i praktykować zgodnie ze słowami Bożymi. Bogu niech będą dzięki!