58. Obawy podczas pisania oceny
W 2021 roku, kiedy trwały prace związane z oczyszczaniem kościoła, odkryłam, że gdy przywódczyni okręgu, Li Jing, zauważała u kogoś przejawy zepsutego usposobienia – na przykład arogancję i zadufanie w sobie, samolubstwo, folgowanie ciału czy kłótliwość – nie rozmawiała z nimi, by im pomóc, lecz usuwała ich bez uzyskania pisemnej zgody ponad 80% członków kościoła. Konfiskowała też ich książki słów Bożych. Wszyscy bracia i siostry żyli w strachu. Ja też martwiłam się o swoją sytuację. Wiedziałam, że mam dość aroganckie usposobienie i nie dżwigam ciężaru przy wykonywaniu swoich obowiązków. Zdarzało mi się nawet folgować ciału i postępować w sposób niedbały. Patrząc na to, jak Li Jing prześwietlała ludzi, uznałam, że to tylko kwestia czasu, zanim przyjdzie kolej na mnie. Pewnego razu otworzyłam się przed Li Jing na temat mojego stanu, a ona odparła: „To jest krok w dziele Bożym. Każdy musi doświadczyć tego, że został usunięty. Nie ma sensu się bać!”. Gdy to usłyszałam, poczułam, że coś jest nie tak. W okresie, w którym Bóg wykonuje swoje dzieło i zbawia ludzkość, każdy przejawia pewne zepsute skłonności. Lecz dopóki ktoś potrafi zaakceptować prawdę oraz okazać skruchę i się zmienić, jest do uratowania. Dopóty Bóg nie patrzy na chwilowe przejawy zepsucia u człowieka; ocenia go i definiuje na podstawie jego stałego postępowania i naturoistoty. Ci, którzy nieustannie wywołują w kościele zakłócenia i przeszkody, czynią wiele zła i nie chcą okazać skruchy – w istocie są złymi ludźmi i powinni zostać usunięci oraz wyeliminowani. Usuwanie kogoś wyłącznie z powodu chwilowego przejawu zepsucia jest niezgodne z zasadami! Lecz potem przyszła inna myśl: „W końcu nie wykonuję obowiązków tego rodzaju, więc nie rozumiem wielu zasad. Jeśli nierozważnie zabiorę głos, mogę być następna w kolejce do prześwietlenia. A co, jeśli zostanę usunięta? Wtedy moja droga wiary dobiegnie końca. »Im mniej kłopotów, tym lepiej«; »Ostrożność jest rodzicem bezpieczeństwa«. To, jak Li Jing i inni to załatwiają, to ich sprawa; mnie to nie dotyczy. Wystarczy mi, że nikt mnie nie prześwietla”. Nie powiedziałam więc ani słowa. Odtąd, ilekroć ktoś mówił o usuwaniu ludzi, unikałam tematu, przerażona, że jeśli powiem coś niewłaściwego, stanę się celem prześwietlenia.
Pewnego dnia otrzymałam list od Li Jing z prośbą o napisanie oceny Wang Yu. Miałam się oprzeć na kilku przejawach niedążenia do prawdy, które Li Jing wyszczególniła w liście. Byłam w szoku, gdy to przeczytałam. Współpracowałam z Wang Yu od ponad trzech lat. Zawsze wykazywała się dużą inicjatywą w ramach swoich obowiązków i choć miała nieco aroganckie usposobienie, nigdy nikogo nie ograniczała ani nie zaburzała pracy kościoła. Dlaczego więc ją prześwietlano? Nie mogłam tego pojąć. W liście polecono mi opisać przejawy niedążenia do prawdy u Wang Yu, w tym nieprzyjmowanie przycinania, kłótliwość i ochronę własnych interesów. Zaznaczono też, że nie wolno mi pisać o niczym innym. Pomyślałam: „Każdy w pewnym stopniu przejawia tego rodzaju zepsucie. Jeśli napiszę ocenę opartą wyłącznie na tym, będzie ona całkowicie negatywna. To nie w porządku! Czyż ocena nie powinna opierać się na osobistych obserwacjach oraz być obiektywnym i sprawiedliwym opisem czyichś mocnych i słabych stron? Dlaczego każą mi pisać tylko o jej wadach, a nie o zaletach? Wygląda na to, że przywódczyni nie ma o Wang Yu dobrego zdania. Tym razem Wang Yu naprawdę grozi usunięcie”. Na samą myśl o tym zaczęłam się martwić o Wang Yu. Czytałam list w kółko, myśląc: „To Li Jing jest główną osobą odpowiedzialną za tę pracę. Ona jest przywódczynią okręgu, a ja tylko zwykłą wierzącą. Nie mogę się z nią równać. Nie mogę sobie pozwolić na robienie problemów w tak krytycznym momencie. Lepiej po prostu to napiszę”. Lecz gdy zaczęłam pisać, utknęłam. Pomyślałam o tym, że gdy Wang Yu była przycinana, czasem przyjmowała postawę obronną i się kłóciła, ale później potrafiła szukać prawdy, zastanowić się nad sobą i zyskać pewne poznanie samej siebie. Wykazała też pewną zmianę i miała wejście w życie, a także na ogół dbała o interesy kościoła. Czyż nie były to przejawy dążenia do prawdy? Ale Li Jing chciała, bym pisała wyłącznie o przejawach niedążenia do prawdy. Jak miałam to napisać? Potem przyszła mi do głowy inna myśl: „Li Jing dobrze zna Wang Yu. Czy prosi mnie o te informacje, bo odkryła u niej jakiś problem? W jakim innym celu miałaby ją prześwietlać? Rozumiem tak niewiele z prawdy, mam słabe rozeznanie, a mój punkt widzenia niekoniecznie jest trafny. Lepiej nie będę nieostrożnie wtrażać swoich opinii. Ona jest przywódczynią wyższego szczebla; miała do czynienia z większą liczbą spraw i miała kontakt z szerszym gronem ludzi. Może patrzy na sprawy z innej perspektywy niż ja. Poza tym, co jeśli napiszę coś nietrafnego? Li Jing powie: »Wierzysz w Boga od tylu lat, a wciąż nie rozumiesz prawdy. Współpracowałaś z Wang Yu tak długo i nie masz nawet za grosz rozeznania? Jesteś taka nierozgarnięta!«. Obecnie Li Jing prześwietla każdego, kto przejawia zepsucie. Jeśli uzna mnie za osobę nierozgarniętą i pozbawioną rozeznania, czy mnie też zacznie prześwietlać? Czy nie znajdę się wtedy w niebezpieczeństwie? W każdej chwili mogę zostać usunięta, a moja szansa na zbawienie przepadnie. Muszę być ostrożna! Najważniejsze teraz to chronić samą siebie i nie wygłaszać pochopnie swoich opinii. Jeśli ujawnię własne problemy i zostanę usunięta, nie czeka mnie dobry wynik”. Próbowałam więc wymyślić, jak opisać przejawy niedążenia do prawdy u Wang Yu, zgodnie z wymogami listu. Lecz im więcej pisałam, tym bardziej czułam, że Wang Yu po prostu przejawiała pewne zepsucie, a potem zastanawiała się nad sobą i zyskiwała poznanie samej siebie. Przerwałam w połowie, myśląc: „Rzeczy, o których piszę, nie są przejawami niedążenia do prawdy. Czy w ten sposób nie sprzeciwiam się Li Jing?”. Poszłam więc na kompromis i napisałam nieco więcej o przejawach zepsucia u Wang Yu. Lecz gdy dotarłam do końca, gdzie musiałam przedstawić własną opinię, znów się zawahałam. „Jeśli napiszę, że Wang Yu nie dąży do prawdy, postąpię wbrew sumieniu. Zagłuszanie sumienia i niemówienie prawdy byłoby w oczach Boga występkiem! Lecz jeśli stwierdzę, że dąży do prawdy, będzie to sprzeczne z poglądem Li Jing. Jeśli ona wyrobi sobie o mnie opinię i zacznie mnie prześwietlać, znajdę się w niebezpieczeństwie. Lepiej będę chronić samą siebie i nie dam się w to wciągnąć”. Napisałam więc słowa: „Nie mam co do niej rozeznania”. Pomyślałam: „To do Li Jing należy analiza i decyzja, czy Wang Yu dąży do prawdy, czy nie. Nie będę wyciągać pochopnych wniosków”. W tamtym czasie uważałam nawet, że postępuję całkiem sprytnie. I tak po prostu przesłałam ocenę. Wkrótce potem Wang Yu została z nieznanych przyczyn zwolniona z obowiązku głoszenia ewangelii. W tamtym okresie widziałam, że jest nieco zniechęcona i małomówna. Czułam się trochę nieswojo, ale pomyślałam: „Przecież to nie tylko moja ocena do tego doprowadziła”, więc nie zastanawiałam się nad własnym problemem.
Jakiś czas później przywódca wyższego szczebla przyjechał, by zbadać sytuację z pracą oczyszczania kościoła. Odkrył, że niektórzy bracia i siostry zostali usunięci jedynie za przejawianie pewnego zepsucia i że był to rezultat arbitralnych i samowolnych działań przywódczyni okręgu Li Jing oraz osób odpowiedzialnych za oczyszczanie, którzy nie postępowali zgodnie z zasadami. Po weryfikacji ci bracia i siostry, którzy zostali niesłusznie usunięci, zostali z powrotem przyjęci do kościoła. Jeśli chodzi o Li Jing, nie okazała ona żadnej skruchy za swoje czyny, a nawet kłóciła się i próbowała usprawiedliwiać. Ostatecznie uznano ją za antychrysta i wydalono. Zwolniono również część personelu odpowiedzialnego za prace związane z oczyszczaniem. Gdy Wang Yu wróciła do kościoła, podjęła obowiązek pracy z tekstami. Podczas spotkania Wang Yu podzieliła się swoim zrozumieniem pochodzącym z doświadczenia, jakie zdobyła w tamtym okresie. Powiedziała, że gdy tylko zauważyła zmianę w nastawieniu braci i sióstr wobec niej, wiedziała, że jest prześwietlana. Myśl o tym, że po tylu latach wiary grozi jej usunięcie i że jej droga wiary dobiega końca, sprawiała, że czuła całkowitą beznadzieję, ból i udrękę. Nie mogła jeść ani spać. Wiedziała jednak, że to, co ją spotkało, nie było przypadkowe, i była gotowa podporządkować się, wyciągnąć lekcję oraz zastanowić się nad sobą i zyskać poznanie samej siebie. Później zastanowiła się nad niektórymi swoimi przejawami nieakceptowania prawdy i posiadania aroganckiego usposobienia. Mówiła, że kiedyś myślała, iż wykonuje więcej obowiązków niż inni i rozumie więcej prawdy niż oni, i zawsze czuła, że jest całkiem niezła. Patrzyła nawet z góry na braci i siostry, gdy zauważała odchylenia w ich obowiązkach. Powiedziała, że gdyby tym razem nie zwolniono jej z wykonywanych przez nią obowiązków, nigdy prawdziwie nie zastanowiłaby się nad sobą. Czuła, że skoro jest tak zepsuta i buntownicza, to nawet gdyby została usunięta, byłaby to Boża sprawiedliwość i nie powinna mieć żadnych pretensji… Słysząc jej omówienie, przez długi czas byłam głęboko wstrząśnięta i czułam ogromne wyrzuty sumienia. Pytałam samą siebie: „Czy nie jestem częściowo odpowiedzialna za cierpienie, jakiego Wang Yu doświadczyła w tym czasie? Jak zachowałam się w tej sprawie? Dlaczego nie napisałam tego, co naprawdę myślałam? Dlaczego napisałam słowa: »Nie mam co do niej rozeznania«? Dlaczego nie mam poczucia sprawiedliwości? Jak Bóg określa tego rodzaju zachowanie?”. Na samą myśl o tym czułam, jakby ktoś wbijał mi igłę w serce. Pomodliłam się do Boga: „Boże, wiedziałam przecież, że Wang Yu nie jest osobą, która nie dąży do prawdy, a jednak nie wyraziłam jasno swojego zdania. Jakie zepsute usposobienie mną steruje? Boże, proszę, poprowadź mnie, bym poznała samą siebie”.
Pewnego dnia przeczytałam fragment słów Bożych, który głęboko mnie poruszył. Bóg Wszechmogący mówi: „W każdym kościele są pochlebcy. (…) Ci ludzie nie dążą do prawdy, a jedynie do łatwego życia, i pragną wygód cielesnych. Są zbyt samolubni i nieszczerzy. Czy w społeczeństwie jest wielu takich ludzi? Bez względu na to, która partia polityczna jest u władzy i kto piastuje urząd, ci ludzie są lubiani, z dużym powodzeniem nawiązują relacje towarzyskie i żyją wygodnie. Niezależnie, jaki ruch polityczny się pojawi, nie dają się w niego wciągnąć. Co to za ludzie? Są to najbardziej fałszywe i przebiegłe osoby, znane jako »cwaniacy« i »żmije«. Żyją według filozofii szatana, bez krzty zasad. Ktokolwiek jest przy władzy, temu się wysługują, schlebiają oraz tego zasługi wychwalają. Zawsze bronią swoich przełożonych i nigdy ich nie obrażają. Bez względu na to, ile zła czynią ich przełożeni, ani się im nie sprzeciwiają, ani ich nie popierają, tylko głęboko skrywają swoje myśli. Są lubiani bez względu na to, kto ma władzę. Szatan i diabelscy królowie lubią takich ludzi. Dlaczego ich lubią? Ponieważ nie szkodzą oni ich sprawom ani nie stanowią dla nich żadnego zagrożenia. Taka osoba nie ma zasad, nie ma punktu odniesienia dla swojego prowadzenia się oraz brakuje jej uczciwości i godności. Po prostu podąża za trendami społeczeństwa i kłania się przed diabelskimi królami, dostosowując się do ich gustów. Czyż nie ma takich ludzi również w Kościele? Czy mogą oni być zwycięzcami? Czy są dobrymi żołnierzami Chrystusa? Czy są świadkami Boga? Kiedy źli ludzie i antychryści podnoszą głowy i przeszkadzają w pracy Kościoła, to czy tacy ludzie mogą powstać i prowadzić wojnę przeciwko nim, demaskując ich, rozpoznając i wyrzekając się ich, kładąc kres ich złym uczynkom i niosąc świadectwo o Bogu? Z całą pewnością nie mogą. Ci cwaniacy nie są tymi, których Bóg udoskonali, ani tymi, których zbawi. Nigdy nie niosą oni świadectwa o Bogu ani nie stoją na straży interesów Jego domu. W oczach Boga tacy ludzie nie są tymi, którzy za Nim podążają lub Mu się podporządkowują, ale tymi, którzy na oślep powodują problemy, są członkami gangu szatana – to właśnie ich Bóg wyeliminuje, gdy Jego dzieło dobiegnie końca. Bóg nie ceni takich nędzników. Nie mają oni ani prawdy, ani życia. Są bestiami i diabłami niegodnymi Bożego zbawienia i cieszenia się miłością Boga. Tak więc Bóg z łatwością odrzuca i eliminuje takich ludzi, a kościół powinien ich natychmiast usuwać jako niedowiarków. (…) Tego rodzaju osoby przenikają do domu Bożego wyłącznie po to, by obserwować obecne tam emocje i na oślep powodować problemy. Nie mają oni poczucia sprawiedliwości ani odpowiedzialności – nie wykazują się nawet współczuciem dla dobrych ludzi skrzywdzonych przez tych złych. Nazywanie takich ludzi diabłami i szatanami jest jak najbardziej właściwe. Jeśli ktoś z poczuciem sprawiedliwości demaskuje złych ludzi, nawet mu nie kibicują ani go nie wspierają. Zatem nigdy nie ufaj tym ludziom. Są to cwaniacy, kameleony i żmije. Nie są to osoby szczerze wierzące w Boga, lecz słudzy szatana. Tacy ludzie nigdy nie zostaną zbawieni, a Bóg ich nie chce – takie jest Jego wyraźne postanowienie” (Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (19), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Bóg obnaża w nim to, że przebiegli ludzie nie są szczerzy wobec nikogo; są śliscy i podstępni oraz są ekspertami w wyczuwaniu, skąd wieje wiatr. Nie mają żadnych zasad ani minimalnych standardów w swoim postępowaniu i są niegodni zaufania. Zwłaszcza gdy przeczytałam słowa Boże: „Nigdy nie ufaj tym ludziom. Są to cwaniacy, kameleony i żmije. Nie są to osoby szczerze wierzące w Boga, lecz słudzy szatana. Tacy ludzie nigdy nie zostaną zbawieni, a Bóg ich nie chce – takie jest Jego wyraźne postanowienie”, przeszyło to moje serce. Czułam, że jestem dokładnie taką osobą. Zastanawiając się nad sobą, dostrzegłam, że gdy Li Jing usunęła tych braci i siostry, którzy przejawili jedynie pewne zepsucie, zaczęłam się martwić, że pewnego dnia ja również zostanę usunięta. Zaczęłam więc sprawdzać, skąd wieje wiatr. Wyraźnie widziałam, że Li Jing nie postępuje zgodnie z zasadami przy usuwaniu ludzi, i miałam wątpliwości, gdy słyszałam błędne poglądy, które szerzyła. Zachowałam się jednak jak tchórz, chowając się w swojej skorupie i nie oceniając tego, co słuszne, a co błędne. Unikałam nawet tego tematu i zachowywałam ostrożne milczenie, ilekroć słyszałam, jak ktoś omawia pracę oczyszczania kościoła. Gdy Li Jing poprosiła mnie o napisanie oceny Wang Yu, zamiast opisać fakty tak, jak je rozumiałam w oparciu o zasady, próbowałam odgadnąć, jaką opinię ma o niej Li Jing. Bałam się, że jeśli moje zdanie będzie inne niż jej, ja również zostanę prześwietlona. Wybrałam więc drogę środka, pisząc trochę o dobrych, a trochę o złych rzeczach, i opisując jedynie przebieg wydarzeń, bez wyrażania własnego zdania. Doskonale wiedziałam, że Wang Yu nie powinna zostać usunięta, i wiedziałam, że Li Jing nie postępuje zgodnie z zasadami przy prześwietlaniu i usuwaniu ludzi. Płaszczyłam się jednak przed tymi, którzy mają władzę, kierując się szatańskimi filozofiami, takimi jak: „Mądry człowiek poddaje się okolicznościom” oraz „milcz dla własnej ochrony”. Aby chronić samą siebie, wybrałam drogę środka, starając się nikogo nie skrzywdzić ani nie urazić, i napisałam po prostu, że nie mam co do niej rozeznania. W ten sposób, gdyby usunięcie Wang Yu okazało się błędem, odpowiedzialność spadłaby na Li Jing, a ja nie miałabym z tym nic wspólnego. Byłam taka śliska! Czyż nie byłam po prostu cwaniakiem? Przy tak drobnej sprawie jak pisanie oceny, dwoiłam się i troiłam, próbując zadowolić wszystkich. Byłam taka śliska i podstępna! Aby nie zaszkodzić własnym interesom, stosowałam gierki i sztuczki, nigdy nie mówiąc tego, co naprawdę myślę, a zamiast tego wypowiadając słowa niejasne i dwuznaczne. Czym to się różni od sposobu, w jaki mówi szatan? Pomyślałam o tym, jak Bóg zapytał szatana: „Skąd przybywasz?” (Hi 1:7). Szatan wtedy odpowiedział: „Z krążenia po ziemi i z przechadzania się po niej” (Hi 1:7). Odpowiedź szatana na pytanie Boga była dwuznaczna, przez co nie dało się uchwycić prawdy. Ja byłam taka sama. Doskonale wiedziałam, że Wang Yu dąży do prawdy, i opisałam nawet niektóre przejawy tego dążenia, a mimo to wciąż pisałam rzeczy dwuznaczne i niejasne, takie jak: „Nie mam co do niej rozeznania”. Byłam taka śliska i podstępna! Im więcej o tym myślałam, tym większy czułam wstręt do samej siebie. Czułam taki wstyd i hańbę, że nie mogłam spojrzeć Wang Yu w oczy.
Podczas ćwiczeń duchowych przeczytałam fragment słów Bożych obnażający fałszywych przywódców, który idealnie pasował do mojego stanu. Bóg Wszechmogący mówi: „Istnieją również fałszywi przywódcy, którzy mają nieco potencjału i potrafią wykonać trochę pracy, wiedzą też co nieco o zasadach postępowania z każdym rodzajem ludzi. Boją się jednak kogokolwiek urazić, więc kiedy odkrywają złych ludzi i antychrystów powodujących zakłócenia i siejących niepokój, nie ośmielają się ich ujawniać i powstrzymywać ani ograniczać ich działań. Żyją według szatańskich filozofii i przymykają oko na sprawy, które ich zdaniem nie mają z nimi nic wspólnego. W ogóle nie przejmują się wynikami pracy kościoła ani wpływem, jaki ma to na wkraczanie w życie przez wybrańców Boga; uważają, że takie rzeczy nie mają z nimi żadnego związku. Tak więc podczas kadencji takiego fałszywego przywódcy normalny porządek życia kościelnego nie jest utrzymywany, a obowiązki i wejście w życie przez wybrańców Boga nie są chronione. Jaki jest charakter tego problemu? Fałszywi przywódcy nie mogą należycie wykonywać pracy nie dlatego, że mają słaby potencjał, ale nie wykonują prawdziwej pracy dlatego, że cechują się kiepskim człowieczeństwem, brakuje im sumienia i rozumu. W jakim sensie fałszywi przywódcy są »fałszywi«? Brakuje im sumienia i rozumu, którymi powinno charakteryzować się człowieczeństwo; dlatego w czasie, gdy pracują jako przywódcy, problem złych ludzi i antychrystów zakłócających i zaburzających pracę kościoła w ogóle nie jest rozwiązywany. Dzieje się to z ogromną krzywdą dla niektórych braci i sióstr, a i praca kościoła ponosi potężne straty. Kiedy tego rodzaju fałszywi przywódcy zauważają jakiś problem, kiedy widzą, że zły człowiek lub antychryst powoduje zakłócenia, lub wywołuje niepokoje, to wiedzą, jaka spoczywa na nich odpowiedzialność, oraz co powinni zrobić, a jednak nie robią nic, a nawet udają głupich, całkowicie to ignorując i nie zgłaszając sprawy swoim przełożonym. Udają, że nic nie wiedzą i nic nie widzą, pozwalając złym ludziom i antychrystom zakłócać i zaburzać pracę kościoła. Czyż nie jest to problem z ich człowieczeństwem? Czy nie należą do tego samego obozu, co źli ludzie i antychryści? Jaką zasadę przyjmują jako przywódcy? »Nie powoduję zakłóceń ani nie wywołuję niepokojów, ale nie zrobię niczego, co obraża lub godzi w godność innych. Możesz nazwać mnie fałszywym przywódcą, ale ja i tak nie zrobię niczego, co mogłoby kogokolwiek urazić. Muszę zostawić sobie jakieś wyjście awaryjne«. Cóż to jest za logika? Jest to logika szatana. A o jakim świadczy ona usposobieniu? Czyż nie o niezwykle przebiegłym i zwodniczym? Taka osoba nie jest w najmniejszym stopniu szczera w tym, jak traktuje zadanie wyznaczone przez Boga; gdy wykonuje swoje obowiązki, zawsze jest przebiegła i podstępna, stale dokonując najróżniejszych podłych kalkulacji i cały czas myśląc o sobie. Nie poświęca najmniejszej uwagi pracy kościoła i kompletnie nie posiada sumienia ani rozumu. Jest z gruntu niegodna, by służyć jako przywódca kościoła. Tacy ludzie nie mają najmniejszego poczucia odpowiedzialności za pracę kościoła lub wejście w życie przez wybrańców Boga. Dbają tylko o własne interesy i przyjemności; koncentrują się wyłącznie na pławieniu się w korzyściach płynących z ich statusu, nie troszcząc się w ogóle o to, w jakim stanie znajdują się wybrańcy Boga. Czy ktoś taki nie jest niesamowicie samolubny i nikczemny? Nawet gdy odkrywa złych ludzi i antychrystów przeszkadzających w pracy kościoła, nie zwraca na to uwagi, tak jakby te sprawy nie miały z nim nic wspólnego. (…) W końcu zdefiniowałem tego rodzaju osoby w następujący sposób: może nie popełniają wielkich błędów, lecz są bardzo przebiegłe i podstępne; nie biorą na siebie żadnej odpowiedzialności, ani w ogóle nie podtrzymują pracy kościoła – nie mają człowieczeństwa. Uważam, że mają w sobie coś ze zwierzęcia – w swojej przebiegłości są trochę jak lis. Ludzie mówią, że lisy są przebiegłe, ale w rzeczywistości takie osoby są od nich jeszcze przebieglejsze” (Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (20), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Porównując się ze słowami Bożymi, zyskałam pewne poznanie samej siebie. Dlaczego napisałam w ocenie, że nie mam co do niej rozeznania? Czy naprawdę tak było? Nie, wcale nie. Wyraźnie widziałam, że w sposobie, w jaki Li Jing prześwietlała ludzi, były odchylenia, i widziałam też, że Wang Yu przejawiała jedynie pewne zepsucie i nie powinna być celem oczyszczania. Lecz bałam się, że sama zostanę w to wplątana i prześwietlona, więc nie odważyłam się powiedzieć prawdy. Nie śmiałam powiedzieć ani słowa w obliczu czegoś, co było niezgodne z zasadami. Nie miałam poczucia sprawiedliwości. Zrozumiałam, że moja natura jest w istocie samolubna i podła, śliska i podstępna, i że jestem pozbawiona jakiegokolwiek sumienia czy rozumu. Pomyślałam o tym, dlaczego Bóg lubi uczciwych ludzi. Dzieje się tak dlatego, że uczciwi ludzie mają dobre serca i są prawi. Są sprawiedliwi i rzetelni w swoich słowach i czynach, mają poczucie sprawiedliwości, nie zważają na własne interesy i nie boją się władzy ani statusu. W krytycznych momentach potrafią stanąć w obronie zasad i tego, co słuszne. Tacy ludzie posiadają człowieczeństwo i bogobojne serce. Lecz w moich działaniach i zachowaniu nie było ani krzty podobieństwa do uczciwego człowieka. Myślałam tylko o ochronie własnych interesów, nie zważając na innych. Widziałam, jak Wang Yu została zwolniona z wykonywanych obowiązków i żyła w bólu, a mimo to pozostałam obojętna, bez cienia życzliwości czy współczucia. Pomyślałam o słowach Bożych: „Powinieneś wiedzieć, że tym, co pozyskuję, jest czyste, wyrafinowane złoto, a nie piasek. Jakże mogliby źli przebywać nadal w Moim domu? Jak mógłbym pozwolić lisom, aby żyły jako szkodniki w Moim raju?” (Obwieszczenie siedmiu gromów – proroctwo, że ewangelia królestwa rozpowszechni się po całym wszechświecie, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Bóg jest święty i absolutnie nie pozwoli, by ktokolwiek o przebiegłym i podstępnym usposobieniu pozostał w Jego domu. W przeszłości nie rozumiałam, do kogo odnoszą się „lisy” wspomniane w słowach Bożych. Lecz dzisiaj, dzięki ujawnieniu faktów, zobaczyłam, że moja własna natura jest zdradziecka i śliska i że jestem dokładnie tym typem człowieka, którego Bóg demaskuje jako „lisa”. Dopiero wtedy ujrzałam własną brzydką duszę, pozbawioną ludzkiego rozumu. Czułam wstyd i upokorzenie, chciałam zapaść się pod ziemię. Potem pomodliłam się do Boga: „Boże, wierzę w Ciebie, ale nie potrafię praktykować Twoich słów. Moje czyny przyniosły wstyd Twojemu imieniu. Boże, jestem gotowa okazać skruchę i urzeczywistniać prawdziwe człowieczeństwo. Proszę, poprowadź mnie”.
Później przeczytałam kolejny fragment słów Bożych i zrozumiałam, jak powinnam traktować przywódców i pracowników. Bóg Wszechmogący mówi: „Jakie podejście powinni mieć ludzie do traktowania przywódcy albo współpracownika? Jeśli to, co robi przywódca bądź pracownik, jest słuszne i zgodne z prawdą, możesz go słuchać. Jeśli to, co robi, jest złe i niezgodne z prawdą, możesz go nie słuchać i zdemaskować, sprzeciwić się mu i wyrazić odrębną opinię. Jeżeli nie potrafi wykonywać rzeczywistej pracy albo popełnia złe uczynki, zaburzając pracę kościoła i ukazując się jako fałszywy przywódca, fałszywy pracownik bądź antychryst, to możesz użyć własnego rozeznania, obnażyć go i zgłosić. Jednak niektórzy wybrańcy Boga nie rozumieją prawdy i są wyjątkowo tchórzliwi – obawiają się, że fałszywi przywódcy i antychryści pognębią ich i udręczą, więc nie ośmielają się przestrzegać zasad. Mówią: »Jeśli przywódca mnie wyrzuci, to będę skończony. Jeśli sprawi, że wszyscy mnie zdemaskują lub porzucą, nie będę już mógł wierzyć w Boga. Jeśli zostanę wyrzucony z kościoła, Bóg mnie nie zechce i nie zbawi. Czy moja wiara nie będzie wtedy na próżno?«. Czy takie myślenie nie jest niedorzeczne? Czy tacy ludzie mają prawdziwą wiarę w Boga? Czy fałszywy przywódca lub antychryst, wyrzucając cię, reprezentuje Boga? Kiedy fałszywy przywódca lub antychryst dręczy cię i wyrzuca, jest to dzieło szatana i nie ma nic wspólnego z Bogiem; kiedy ludzie są usuwani lub wydalani z kościoła, jest to zgodne z intencjami Bożymi tylko wtedy, gdy decyzja została podjęta wspólnie przez kościół i wszystkich wybrańców Bożych i kiedy usunięcie lub wydalenie jest całkowicie zgodne z ustaleniami dotyczącymi pracy domu Bożego i prawdozasadami słowa Bożego. Jak wydalenie przez fałszywego przywódcę lub antychrysta miałoby oznaczać, że nie możesz zostać zbawiony? To jest prześladowanie ze strony szatana i antychrysta; nie oznacza to, że nie zostaniesz zbawiony przez Boga. To, czy możesz zostać zbawiony, czy nie, zależy od Boga. Żadna istota ludzka nie jest uprawniona do decydowania o tym, czy możesz być zbawiony przez Boga. Musisz mieć co do tego jasność. Jeśli utożsamiasz wydalenie przez fałszywego przywódcę i antychrysta z wydaleniem przez Boga, czy nie jest to błędne rozumienie Boga? Jest. Jest to nie tylko błędne rozumienie Boga, ale również buntowanie się przeciwko Niemu. Jest to też rodzaj bluźnierstwa przeciw Bogu. (…) To dowodzi, że nie wierzysz, by prawda miała najwyższą władzę w domu Bożym, pokazuje to, że nie masz prawdziwej wiary w Boga, że nie jesteś kimś, kto szczerze wierzy w Boga. Jeśli pokładasz ufność w Bożej wszechmocy, dlaczego obawiasz się zemsty fałszywego przywódcy lub antychrysta? Czy mogą oni określić twój los? Jeśli posiadasz umiejętność rozeznania i wykryjesz, że ich działania kłócą się z prawdą, dlaczego nie porozmawiasz o tym z wybrańcami Bożymi, którzy rozumieją prawdę? Masz przecież usta, więc dlaczego nie ośmielasz się zabrać głosu? Dlaczego tak się boisz fałszywego przywódcy czy antychrysta? To pokazuje, że jesteś nic niewartym tchórzem, pachołkiem szatana” (Punkt trzeci: Wykluczają i atakują tych, którzy dążą do prawdy, w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Słowa Boże mówią to tak wyraźnie! W domu Bożym panuje prawda; ostateczne słowo nie należy do przywódcy żadnego szczebla. Jeśli działania przywódcy są zgodne z prawdozasadami, powinniśmy je zaakceptować i się podporządkować. Lecz jeśli przywódca nie postępuje zgodnie z zasadami, a zamiast tego narusza prawdę, powinniśmy stać na straży prawdozasad, zdemaskować go i powstrzymać oraz wypełnić własną odpowiedzialność. Jestem członkiem domu Bożego i moim obowiązkiem oraz mpją powinnością jest ochrona jego interesów. Gdy widzę przywódcę działającego wbrew zasadom, nie powinnam być biernym obserwatorem. Powinnam stać na straży prawdy i sprawiedliwości, mieć odwagę praktykować prawdę i wypełniać swoją odpowiedzialność. W przeciwnym razie jestem tylko tchórzem i człowiekiem do niczego. Po tylu latach wiary w Boga wciąż nie wierzyłam, że w domu Bożym panuje prawda. Nie miałam prawdziwej wiary w Boga. Gdy widziałam braci i siostry usuwanych z powodu chwilowego występku lub przejawu zepsucia, błędnie wierzyłam, że przywódcy mogą decydować o czyichś perspektywach, losie, wyniku i przeznaczeniu. Byłam przerażona, że jeśli będę choć trochę nieostrożna, Li Jing uczepi się jakiegoś przejawu mojego zepsucia i usunie mnie, niszcząc moją nadzieję na zbawienie. Deklarowałam wiarę w Boga, ale w moim sercu nie było dla Niego miejsca. Błędnie traktowałam przywódcę jak suwerena, który decyduje o moim losie, i uważałam władzę oraz status za coś nadrzędnego. Nie potrafiłam zmusić się do wiary w sprawiedliwe usposobienie Boga oraz Jego wszechmoc i suwerenna władzę. Byłam taka głupia i ślepa, taka nierozgarnięta! W rzeczywistości żaden złoczyńca nie może ostać się w domu Bożym; prędzej czy później zostanie zdemaskowany i wyeliminowany. W domu Bożym panuje prawda. Bóg jest sprawiedliwy; nie skrzywdzi dobrego człowieka ani nie oszczędzi złego. W domu Bożym każdy, kto czyni wiele zła i odmawia przyjęcia prawdy, niezależnie od tego, czy jest przywódcą, czy zwykłym wierzącym, ostatecznie zostanie zdemaskowany i wyeliminowany. Lecz jeśli chodzi o tych, którzy dążą do prawdy, to nawet ich tymczasowe niesłuszne usunięcie przez fałszywych przywódców i antychrystów nie oznacza, że ich nadzieja na zbawienie przepadła. Dzieje się tak dlatego, że ludzie, którzy szczerze wierzą w Boga i dążą do prawdy, nigdy nie zaprą się Boga ani nie oddalą się od Niego, bez względu na okoliczności. Nawet jeśli zostaną usunięci, będą nadal wierzyć w Boga, wykonywać swoje obowiązki i szukać prawdy, by wyciągnąć lekcję. Ostatecznie zostaną z powrotem przyjęci do kościoła. Nawet jeśli spadną na nich katastrofy, będą mieli Bożą ochronę. Zobaczyłam, że wynik i przeznaczenie każdego człowieka są w rękach Boga i wcale nie zależą od decyzji jakiegokolwiek przywódcy. Dzięki temu doświadczeniu naprawdę zrozumiałam i doceniłam sprawiedliwe usposobienie Boga. Co więcej, zobaczyłam, jak byłam nędzna i żałosna, pozbawiona jakiejkolwiek prawdorzeczywistości. Jeden drobny incydent w pełni obnażył moje podłe człowieczeństwo, pokazując mi, jak niski jest mój charakter i że dla własnych interesów byłam zdolna do tak nikczemnego czynu. Nienawidziłam siebie za to, że nie dążyłam do prawdy i kierowałam się w życiu szatańskimi truciznami, w ogóle nie posiadając człowieczeństwa. Gorliwie modliłam się do Boga w skrusze, postanawiając odtąd szukać prawdy oraz postępować i działać zgodnie z Bożymi wymaganiami.
Później przeczytałam kolejny fragment słów Bożych i zyskałam pewne zrozumienie tego, jak Bóg określa wynik ludzi. Bóg Wszechmogący mówi: „W swoim dziele w dniach ostatecznych Bóg ustala wyniki ludzi na podstawie ich przejawów. Czy wiecie, do czego właściwie odnoszą się tutaj »przejawy«? Możecie sądzić, że odnoszą się do skażonych skłonności, które ujawniają ludzie podczas jakichś działań, ale w rzeczywistości wcale nie o to chodzi. Przejawy odnoszą się tutaj do tego, czy praktykujesz prawdę, czy też nie, czy wykonujesz swoje obowiązki z oddaniem, czy też nie; oznaczają twoje zapatrywanie kryjące się za wiarą w Boga, twoje nastawienie do Boga, twoje postanowienie znoszenia trudności, twoją postawę wobec przyjmowania sądu, karcenia i przycinania, liczbę poważnych wykroczeń, których się dopuściłeś, i to, do jakiego stopnia ostatecznie zdobywasz się na skruchę i przemianę. Wszystkie te rzeczy razem składają się na twoje przejawy. Termin ten nie odnosi się tu do tego, jak dużo skażonych skłonności przejawiłeś lub jak dużo uczyniłeś złych rzeczy, ale do tego, ile uzyskałeś rezultatów, oraz do tego, w jakim stopniu przeszedłeś prawdziwą przemianę w swojej wierze. Gdyby wyniki ludzi ustalane były na podstawie tego, jak dużo zepsucia przejawiło się w ich naturze, nikt nie mógłby dostąpić zbawienia, ponieważ wszyscy ludzie są głęboko skażeni, mają szatańską naturę oraz opierają się Bogu. Bóg chce zbawić ludzi, którzy potrafią przyjąć prawdę i podporządkować się Jego dziełu. Bez względu na to, ile ujawnią zepsucia, jeśli tylko są w stanie ostatecznie przyjąć prawdę, zdobyć się na prawdziwą skruchę i przejść autentyczną przemianę, to są ludźmi zbawionymi przez Boga” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Bóg określa wynik i przeznaczenie człowieka nie na podstawie tego, jak wiele zepsucia on przejawia, lecz na podstawie tego, czy po jego przejawieniu okazuje prawdziwą skruchę i zmianę. Bez względu na to, jak wiele zepsucia ktoś przejawia, jeśli tylko potrafi przyjąć prawdę i szczerze okazać skruchę, to zostanie zbawiony. Bóg zbawia człowieka w największym możliwym stopniu. Każdy z nas, podążając za Bogiem, przejawia mnóstwo zepsucia. Gdyby Bóg określał nasz wynik na podstawie ilości przejawianego przez nas zepsucia, nikt z nas nie mógłby zostać zbawiony. Napotykając różne sprawy, nie szukałam prawdozasad. Pisząc ocenę, wiedziałam, że zachowanie Wang Yu było przejawem zepsucia i że nie powinna ona być celem prześwietlania. Bałam się jednak urazić przywódczynię i nie odważyłam się wyrazić swojego zdania. W trosce o własny dobry wynik i przeznaczenie nie dbałam o to, czy inni żyją, czy umierają, pozostawiając po sobie występek i plamę przed Bogiem. Myśląc o tych rzeczach, postanowiłam w sercu, że nie będę już żyć według swojej podstępnej natury.
W tamtym czasie zastanawiałam się, jak mogę odrzucić swoje śliskie i podstępne zepsute usposobienie. Modliłam się do Boga, prosząc Go, by poprowadził mnie do znalezienia ścieżki praktyki. Pewnego dnia zobaczyłam fragment słów Bożych: „Aby wierzyć w Boga i podążać właściwą ścieżką w życiu, musisz przynajmniej żyć godnie i na podobieństwo człowieka; musisz być godzien zaufania innych i być postrzegany jako jednostka wartościowa; ludzie muszą czuć, że twój charakter i uczciwość mają solidne podstawy, że zawsze postępujesz zgodnie z tym, co mówisz, i że dotrzymujesz słowa. (…) Wszyscy ludzie posiadający godność mają coś na kształt osobowości; czasami nie dogadują się z innymi, ale są uczciwi i nie ma w nich fałszu ani dwulicowości. Koniec końców, ludzie wysoko ich cenią, ponieważ potrafią praktykować prawdę, są uczciwi, mają własną godność, uczciwość i swój charakter, nigdy nie wykorzystują innych, ale pomagają im, gdy ci mają kłopoty, traktują ich tak, jak dyktuje im sumienie oraz rozum, i nigdy nie wydają pochopnych sądów na ich temat. Kiedy oceniają innych lub rozmawiają o nich, wszystko, co mówią, jest trafne; mówią to, co wiedzą i nie wypowiadają się na temat tego, czego nie wiedzą, niczego nie upiększając, a ich słowa mogą pełnić rolę dowodów lub punktów odniesienia. Kiedy uczciwi ludzie mówią i działają, są stosunkowo praktyczni i godni zaufania. Nikt nie uważa zaś ludzi pozbawionych uczciwości za wartościowych; nikt nie zwraca najmniejszej uwagi na to, co mówią i robią, nie przywiązuje wagi do ich słów i czynów, ani też im nie ufa. Jest tak dlatego, że tacy ludzie zbyt często kłamią i za rzadko wypowiadają się szczerze, gdyż brak im szczerości w kontaktach z ludźmi. Gdy cokolwiek dla nich robią, próbują wszystkich oszukiwać i zwodzić, i nikt ich nie lubi. Czy znaleźliście kogoś, kto waszym zdaniem jest godzien zaufania? A czy wy uważacie się za osoby godne zaufania innych ludzi? Czy inni mogą ci ufać? Jeśli ktoś zapyta cię o sytuację innej osoby, nie powinieneś tej osoby samowolnie oceniać i osądzać. Twoje słowa muszą być obiektywne, ścisłe i zgodne z faktami. Powinieneś mówić o tym, co rzeczywiście wiesz, a nie o rzeczach, w które nie masz wglądu. Musisz być sprawiedliwy i uczciwy wobec tej osoby. Tak właśnie wygląda odpowiedzialny sposób postępowania” (Jedynie będąc uczciwą osobą, można urzeczywistniać prawdziwe człowieczeństwo, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Rozważając słowa Boże, zrozumiałam, że normalne człowieczeństwo, którego urzeczywistniania wymaga od nas Bóg, polega na tym, że mamy prawość i godność, mówimy na podstawie faktów, nie wyolbrzymiając ani nie umniejszając, i jesteśmy odpowiedzialni w swoich działaniach. Tacy ludzie są uczciwi i mają dobre serca, nigdy nie stosują gierek ani sztuczek, mają szczerą postawę wobec ludzi i spraw oraz można im ufać. W słowach Bożych znalazłam wskazówki dotyczące tego, jak powinnam postępować. Wiedziałam, że powinnam mówić i działać uczciwie, zgodnie z Bożymi wymaganiami, aby być godną zaufania dla innych i sprawić, by Bóg był o mnie spokojny. Gdy musiałam wyrazić swoje zdanie, powinnam mówić prawdę i pozwalać innym poznać moje rzeczywiste opinie i myśli.
Odtąd zaczęłam się skupiać na wchodzeniu w prawdę w aspekcie bycia uczciwą osobą w ramach moich obowiązków. Pewnego razu kierowniczka zapytała mnie o sytuację dwojga członków mojego zespołu i powiedziała, że jeśli się nie nadają, należy ich w odpowiednim czasie przydzielić do innych obowiązków. Pomyślałam sobie: „Kierowniczka też ma pewne pojęcie o tym, jak ta dwójka radziła sobie ostatnio w swoich obowiązkach. Jeśli moje zdanie będzie inne niż jej, czy nie powie, że brakuje mi rozeznania i nie wiem, jak oceniać ludzi ani sprawy? A może powie, że mam słaby potencjał i nie nadaję się na liderkę zespołu? Nieważne. Lepiej nic nie powiem. Albo po prostu powiem, że jeszcze nie zdążyłam się zorientować”. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że znów próbuję być fałszywa. Pomyślałam o słowach Bożych: „Być uczciwym zaś oznacza oddać swoje serce Bogu, w żadnej sprawie nie być wobec Niego fałszywym oraz być wobec Niego otwartym we wszystkich sprawach, nigdy nie ukrywać faktów, nie próbować oszukać tych, którzy są nad tobą, ani nie ukrywać niczego przed tymi, którzy są pod tobą; a także nie robić niczego, co byłoby jedynie próbą przypochlebienia się Bogu. Podsumowując, być uczciwym znaczy być czystym w słowach i czynach i nie mamić ani Boga, ani człowieka” (Trzy przestrogi, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Pomodliłam się w duchu: „Boże, nie chcę już być fałszywa. Muszę być uczciwym człowiekiem, zgodnie z prawdą opisać to, co widziałam, i wyrazić własne zdanie”. Gdy to napisałam, wysłałam ocenę do kierowniczki, a moje serce było całkowicie spokojne. Odtąd, ilekroć musiałam napisać ocenę, mówiłam prawdę, wiernie opisując problemy, które widziałam, oraz własne opinie. To, że byłam w stanie osiągnąć tę niewielką zmianę i korzyść, jest rezultatem działania słów Bożych. Bogu niech będą dzięki!