45. Małżeństwo nie jest moim przeznaczeniem

Autorstwa Kathleen, Włochy

Urodziłam się w połowie lat osiemdziesiątych i dorastając, uwielbiałam oglądać seriale telewizyjne. Ilekroć widziałam główną bohaterkę w białej sukni ślubnej, idącą do ołtarza z ukochanym mężczyzną, i słyszałam, jak on mówi do niej: „Będę cię chronił przez resztę życia i uszczęśliwię cię”, przepełniała mnie zazdrość. Byłam przekonana, że bycie z kimś, kogo się kocha, posiadanie ślicznego dziecka i wspólne życie jako zgodna rodzina to najszczęśliwsze życie. Kiedy dorosłam, poznałam młodego mężczyznę, który był dojrzały i ustatkowany. Był wobec mnie wyjątkowo troskliwy, wyrozumiały dla moich kaprysów i zawsze robił dla mnie romantyczne rzeczy, na przykład kupował mi drobne prezenty. Obiecał, że zawsze będzie mnie dobrze traktował i nigdy nie pozwoli, by spotkała mnie choćby najmniejsza krzywda. Choć jego rodzina była bardzo biedna, a moi rodzice zdecydowanie sprzeciwiali się naszemu małżeństwu, wyszłam za niego bez wahania. Po ślubie urodził nam się śliczny syn, a mój mąż nadal był tak samo troskliwy. Zajmował się wszystkimi sprawami rodzinnymi, dużymi i małymi, więc prawie o nic nie musiałam się martwić. Zostałam w domu, by opiekować się dzieckiem i zajmować się domowymi obowiązkami, codziennie przed powrotem męża przygotowywałam dla niego pyszne posiłki i starałam się być dobrą żoną. To życie małżeńskie sprawiało, że czułam się bardzo spełniona, i myślałam, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Kiedy nasze dziecko miało siedem miesięcy, przyjęłam ewangelię dni ostatecznych Boga Wszechmogącego. Czytając słowa Boże, poznałam źródło upadku ludzkości, dowiedziałam się, jak szatan deprawuje ludzi i jak Bóg krok po kroku działa, by zbawić człowieka. Zrozumiałam wiele prawd, których wcześniej nie pojmowałam. Czułam, że wiara w Boga jest czymś wspaniałym, i miałam nadzieję, że mąż uwierzy w Boga razem ze mną. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, gdy mąż dowiedział się, że wierzę w Boga, wpadł w szał. Kategorycznie zabronił mi wierzyć, a nawet zażądał, bym powiedziała, kto podzielił się ze mną ewangelią, odgrażając się, że się z tą osobą policzy. Widząc postawę męża, byłam zdruzgotana. Bałam się, że z powodu mojej wiary będzie się ze mną codziennie kłócił, że nasz związek legnie w gruzach i że stracę swoje małżeństwo. Odczuwałam pewną słabość i nie miałam już tak wielkiego zapału do wiary. Kilka dni później pewna siostra dowiedziała się o moim stanie i przeczytała mi fragment słów Bożych: „Każdy krok dzieła, jakiego Bóg dokonuje na ludziach, patrząc z zewnątrz, wydaje się polegać na interakcjach między ludźmi, jakby powstało dzięki człowieczym ustaleniom lub było wynikiem spowodowanych przez człowieka przeszkód. Jednakże za każdym krokiem dzieła i za wszystkim, co się dzieje, kryje się zakład szatana z Bogiem i wymaga, aby ludzie trwali mocno przy świadectwie o Bogu. Jako przykład weźmy próbę, której poddany został Hiob: za kulisami szatan zakładał się z Bogiem, a to, co przydarzyło się Hiobowi, było czynem ludzi i przeszkodą przez nich stworzoną. Za każdym krokiem dzieła, którego Bóg na was dokonuje, kryje się zakład szatana z Bogiem – za tym kryje się toczona walka. (…) Kiedy Bóg i szatan walczą w sferze duchowej, jak powinieneś zadowalać Boga i jak powinieneś trwać mocno w świadectwie o Nim? Powinieneś wiedzieć, że wszystko, co ci się przydarza, jest wielką próbą i czasem, w którym Bóg potrzebuje, abyś dawał świadectwo(Tylko umiłowanie Boga jest prawdziwą wiarą w Niego, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Siostra omówiła to ze mną w następujący sposób: „Twój mąż utrudnia ci wiarę w Boga, ale w rzeczywistości kryją się za tym przeszkody powodowane przez szatana. Dopiero co przyjęłaś Bożą ewangelię dni ostatecznych i chcesz dążyć do prawdy, by dostąpić zbawienia. Szatan nie chce, by ludzie podążali za Bogiem, więc posługuje się twoim mężem, by ci przeszkadzać i cię prześladować, żebyś porzuciła wiarę. To podstęp szatana! Spójrz, na początku Bóg stworzył Adama i Ewę. Żyli w ogrodzie Eden w obecności Boga, korzystali z Jego zaopatrzenia i byli bardzo szczęśliwi. Szatan chciał wyrwać człowieka z rąk Boga, więc posłużył się kłamstwami, by zwieść Ewę i skusić ją do zjedzenia owocu z drzewa poznania dobra i zła. Adam i Ewa, nie mając rozeznania, zwątpili w słowa Boże i zaprzeczyli im. Posłuchali szatana, zjedli owoc i zdradzili Boga. W rezultacie zostali wygnani z ogrodu Eden i dostali się pod władzę szatana, który ich poniżał i dręczył. Szatan posługuje się twoim mężem, by cię prześladować i ci przeszkadzać. Musimy przejrzeć podstęp szatana i trwać przy świadectwie o Bogu”. Po wysłuchaniu omówienia siostry zrozumiałam. Ciałam wierzyć w Boga i podążać za Nim, więc szatan robił wszystko, co w jego mocy, by mi przeszkodzić. Próbował wykorzystać prześladowania ze strony męża, bym porzuciła wiarę. Gdybym uległa mężowi i przestała wierzyć, zdradziłabym Boga. Nie mogłam dać się nabrać na sztuczkę szatana. Bez względu na to, jak mąż mnie prześladował, nie mogłam porzucić wiary w Boga. Odtąd, ilekroć męża nie było w domu, potajemnie czytałam słowa Boże i wychodziłam na zgromadzenia. Rok później zostałam wybrana na diakonkę do spraw podlewania. Dzięki uczestnictwu w zgromadzeniach, czytaniu słów Bożych i słuchaniu, jak bracia i siostry omawiają swoje pochodzące z doświadczenia zrozumienie Jego słów, coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że wiara w Boga to właściwa droga życiowa, i zaczęłam bardziej aktywnie wykonywać swoje obowiązki. Jednak wciąż byłam ograniczana przez męża. Czasami, gdy zgromadzenie się przeciągało, stawałam się niespokojna, martwiąc się, że mąż się wścieknie i pokłóci ze mną, gdy wróci do domu i mnie nie zastanie. Dlatego gdy tylko zgromadzenie się kończyło, pędziłam do domu tak szybko, jak mogłam. Po powrocie spieszyłam się, by ugotować obiad i doprowadzić dom do porządku. Aby uniknąć nieprzyjemności z mężem, nigdy nie odprawiałam ćwiczeń duchowych, gdy był w domu. Za każdym razem czekałam, aż wyjdzie, zanim odważyłam się wyciągnąć księgi ze słowami Bożymi, a gdy tylko usłyszałam hałas za drzwiami, szybko je chowałam.

Później pracy w kościele było coraz więcej i czasami wracałam do domu późno. Pewnego razu zgromadzenie się przeciągnęło i nie mogłam odebrać dziecka z przedszkola na czas, więc nauczycielka zadzwoniła do męża. Gdy wróciłam do domu, ze złością zapytał mnie, gdzie byłam. Nie chciałam go okłamywać, a także chciałam wykorzystać okazję, by powiedzieć mu, co zyskałam, odkąd zaczęłam wierzyć w Boga. Ale ku mojemu zaskoczeniu po wysłuchaniu mnie powiedział wściekle: „Czy to twój ojciec głosił ci o tym Bogu?”, zaczynając wybierać numer mojego taty. Chciałam z nim normalnie porozmawiać, ale był wściekły. Zapytałam go: „Jako osoba wierząca w Boga nie palę, nie piję ani nie gram w madżonga i z pewnością nie robię nic niewłaściwego. Dlaczego tak bardzo nienawidzisz wiary w Boga?”. Zaśmiał się pogardliwie i zapytał mnie: „Nie uczyłaś się w szkole, że ludzie wyewoluowali z małp? Jak może istnieć Bóg? Gdzie jest Bóg? Jeśli jest Bóg, niech mnie teraz powali trupem!”. Byłam całkowicie zszokowana słowami męża i szybko ostrzegłam go, by nie mówił tak lekkomyślnie. Ale on tylko wybuchnął śmiechem i powiedział: „Twoja wiara doprowadziła cię do szaleństwa! Jak może istnieć Bóg? Możesz palić, pić, grać w madżonga i robić, co chcesz, ale po prostu nie możesz wierzyć w Boga! Zapytam cię jeszcze raz: czy chcesz Boga, czy tę rodzinę?”. Powiedziałam: „Moja wiara w Boga jest niezachwiana!”. Gdy zobaczył, że jestem zdeterminowana, by wierzyć w Boga, powiedział: „To wynoś się! Możesz wierzyć w Boga i iść do swojego nieba, a ja pójdę do mojego piekła!”. Patrząc na jego wściekłą minę, naprawdę nie mogłam uwierzyć, że to ten sam mąż, który kiedyś obiecał kochać mnie przez całe życie i dać mi całe życie szczęścia. Tak bardzo nienawidził Boga; był zatwardziałym ateistą. Byłam zdruzgotana. W głębi duszy nie chciałam zaakceptować faktu, że sprzeciwia się Bogu, i nie potrafiłam zrezygnować z naszego małżeństwa. Ciągle pocieszałam się, myśląc, że pewnie mówi to tylko w złości i że wszystko będzie dobrze, gdy się uspokoi. Postanowiłam więc zatrzymać się na jakiś czas w domu mamy. Dzięki temu mogłam też normalnie wykonywać swoje obowiązki. Ale niespodziewanie kilka dni później mąż przyprowadził do domu mamy grupę przyjaciół. Wszyscy mówili naraz, próbując mnie przekonać, bym porzuciła wiarę. Bałam się, że zwrócą uwagę komitetu osiedlowego lub policji, więc nie miałam wyboru i musiałam na razie wrócić z mężem do domu.

Po powrocie mąż codziennie mnie pilnował, zabierał mnie ze sobą, dokądkolwiek szedł, i nie pozwalał mi zostać samej w domu. Codziennie kupował mi też pyszne jedzenie, zabierał dziecko i mnie do parków i centrów handlowych i ciągle mi powtarzał, jak być dobrą żoną i jak nasza trzyosobowa rodzina może być szczęśliwa. Stopniowo przestałam mieć rozeznanie co do jego słów. Myślałam tylko: „Mąż jest dla mnie taki dobry, a nasze dziecko jest takie grzeczne; miło byłoby po prostu dalej tak żyć”. Ponieważ coraz bardziej lubiłam takie życie, nie dźwigałam już brzemienia wykonywania obowiązków. Przez miesiąc nie uczestniczyłam w spotkaniach grupy, a potem przywódca zwolnił mnie z uwagi na moją sytuację.

W kolejnych dniach, choć mąż nie był już na mnie zły, nie potrafiłam pozbyć się uczucia pustki w duszy. Każdy dzień mijał mi w otępieniu. Często pytałam samą siebie: „Czy mam tak przeżyć całe życie? Jaki jest sens życia?”. Wtedy przyszło mi na myśl kilka wersów słów Bożych: „Gdzie twoja stanowczość? Gdzie twoja ambicja? Gdzie twoja godność? Gdzie prawość?(Dzieło i wejście (8), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). W obliczu kolejnych pytań Boga czułam się okropnie. W duszy pytałam samą siebie: „Gdzie moja determinacja? Dlaczego nie potrafię uwolnić się od ograniczeń nakłądanych przez męża?”. Potem znalazłam ten fragment słów Bożych, by go przeczytać. Bóg Wszechmogący mówi: „Bóg wypowiedział tak wiele słów, lecz kto kiedykolwiek brał je na poważnie? Człowiek nie rozumie Bożych słów, ale wciąż się tym nie przejmuje ani nie ma w sobie pragnienia, by je zgłębić i nigdy tak naprawdę nie poznał istoty starego diabła. Ludzie żyją w Hadesie, w piekle, ale wierzą, że żyją w pałacu na dnie morza; są prześladowani przez wielkiego, czerwonego smoka, lecz myślą, że są »wyróżnieni« przez kraj; są wyśmiewani przez diabła, lecz myślą, że cieszą się najznakomitszym kształtem, na jaki stać cielesność. Ależ z nich banda podłych i nikczemnych drani! Człowieka spotkała tragedia, ale o tym nie wie, i w tym mrocznym społeczeństwie cierpi nieszczęście po nieszczęściu, lecz nigdy nie zdał sobie z tego sprawy. Kiedy wyzbędzie się tej wyrozumiałości względem samego siebie oraz niewolniczego usposobienia? Dlaczego jest tak nieczuły dla Bożego serca? Czy po cichu godzi się na ten ucisk i cierpienie? Czy nie pragnie dnia, w którym będzie mógł przemienić ciemność w światło? Czyż nie pragnie raz jeszcze naprawić krzywd wyrządzonych sprawiedliwości i prawdzie? Czy jest gotów biernie przyglądać się temu, jak ludzie porzucają prawdę i naginają fakty? Czy jest gotów nadal znosić maltretowanie? Czy naprawdę chce być niewolnikiem? Czy jest gotów zginąć z ręki Boga razem z niewolnikami z tego upadłego państwa? Gdzie twoja stanowczość? Gdzie twoja ambicja? Gdzie twoja godność? Gdzie prawość? Gdzie jest twoja wolność? (…) Tyranizowany tak bez celu i uciskany, zmarnuje całe swoje życie; czemu tak się spieszy, by przyjść na ten świat i mu spieszno z niego odejść? Czemu nie zachowuje czegoś cennego, aby dać to Bogu?(Dzieło i wejście (8), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Czytając, jak Bóg obnaża obecny stan ludzkiego życia, poczułam się, jakbym obudziła się ze snu. Kiedyś myślałam, że zgodne życie w trzyosobowej rodzinie to coś najwspanialszego, ale czy tak było naprawdę? Wiara w Boga jest czymś całkowicie naturalnym i uzasadnionym, a jednak, by nie złościć męża, nie śmiałam nawet czytać słów Bożych w domu, a co dopiero uczestniczyć w zgromadzeniach czy wykonywać swoje obowiązki. Spędzałam każdy dzień na dbaniu o codzienne potrzeby męża i dziecka, żyjąc bez celu i kierunku, jak żywy trup. Takie bezsensowne życie, w którym zatraciłam siebie, wcale nie było szczęściem. Było dokładnie tak, jak mówi Bóg: „Żyjecie w świecie koni i bydła, a jednak was to nie martwi; jesteście pełni radości, żyjecie swobodnie i przyjemnie. Pływacie wkoło w tej cuchnącej wodzie, a mimo to tak naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, w jak kłopotliwym położeniu się znaleźliście. Codziennie przestajecie z nieczystymi duchami i zadajecie się z »ekskrementami«. Twoje życie jest dosyć ordynarne, a mimo to właściwie nie masz świadomości, że w ogóle nie egzystujesz w świecie ludzi i nie masz władzy nad samym sobą. Czy nie wiesz, że twoje życie dawno temu zostało podeptane przez nieczyste duchy, albo że twój charakter dawno temu został skalany cuchnącą wodą? Czy wydaje ci się, że żyjesz w raju na ziemi i że otacza cię szczęście? Czyż nie wiesz, że wiedziesz życie u boku nieczystych duchów i że współegzystujesz ze wszystkim, co one dla ciebie przygotowały? Jak zatem życie, które prowadzisz, mogłoby mieć jakiekolwiek znaczenie? Jak twoje życie mogłoby mieć jakąkolwiek wartość?(Wszyscy macie takie nikczemne charaktery! w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Im dłużej rozważałam słowa Boże, tym bardziej czułam, jak żałosne jest moje życie. Moi bracia i siostry nie zwlekali z jedzeniem i piciem słów Bożych i dążeniem do prawdy, a ich życie nieustannie się rozwijało. Ale moje dni kręciły się wokół męża i dziecka i marnowałam życie na swoje małżeństwo. Bóg stał się ciałem, by wyrazić prawdę w celu oczyszczenia i zbawienia ludzi, aby mogli odrzucić swoje zepsute skłonności, dostąpić Bożego zbawienia i wieść sensowne życie. Jeśli moje dni będą się kręcić wokół męża i dziecka, na pewno przegapię tę niezwykle rzadką okazję, by zostać zbawiona przez Boga, i w końcu zginę razem z diabłami. To byłby żal na całe życie! Modliłam się więc do Boga: „Boże, nie mogę już tak trwać w tym otępieniu. Chcę dążyć do prawdy i wykonywać swoje obowiązki, ale w sercu nie potrafię oderwać się od męża. Prowadź mnie, bym przejrzała podstępy szatana, bym nie była już przez niego ograniczana i mogła wierzyć w Ciebie całym sercem i właściwie wykonywać swoje obowiązki”.

Potem przeczytałam słowa Boże i wyraźniej dostrzegłam istotę mojego męża. Bóg mówi: „Dlaczego mąż kocha swoją żonę? I dlaczego żona kocha męża? Dlaczego dzieci spełniają swoje obowiązki wobec rodziców? Dlaczego rodzice hołubią swoje dzieci? Jakimi intencjami w istocie kierują się ludzie? Czy ich intencją nie jest zrealizowanie własnych planów i zaspokojenie egoistycznych pragnień?(Bóg i człowiek wejdą razem do odpoczynku, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Przypuśćmy, że na samą wzmiankę o Bogu człowiek się denerwuje i wpada we wściekłość. Czy jednak widział Boga? Czy wie, kim jest Bóg? Nie wie, kim jest Bóg, nie wierzy w Boga, a Bóg do niego nie przemówił. Bóg nigdy go nie niepokoił, więc dlaczego człowiek miałby się złościć? Czy moglibyśmy powiedzieć, że ta osoba jest nikczemna? Światowe trendy, jedzenie, picie, poszukiwanie przyjemności i pogoń za celebrytami – żadna z tych rzeczy by takiemu człowiekowi nie przeszkadzała, ale wystarczy tylko jedna wzmianka o słowie »Bóg« lub o prawdzie słów Bożych i wpada on we wściekłość. Czyż nie mówi to o tym, że ma on nikczemną naturę? Jest to wystarczający dowód na nikczemną naturę człowieka(Sam Bóg, Jedyny V, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Słowa Boże mnie obudziły. Mąż wcale mnie naprawdę nie kochał; jego tak zwana miłość była warunkowa. Zastanawiałam się, dlaczego kiedyś był dla mnie taki wyrozumiały. Bo jego rodzina była bardzo biedna i nie dał mi prezentu zaręczynowego, kiedy braliśmy ślub, a ja wyglądałam lepiej od niego i pochodziłam z lepszej rodziny. Był dumny, że się ze mną pokazuje. Do tego po ślubie robiłam pranie, gotowałam dla niego, dałam mu dziecko, byłam troskliwa i dbałam o niego w każdym aspekcie życia. Ponieważ KPCh aresztowała chrześcijan, to gdy zaczęłam wierzyć w Boga, bał się, że jeśli zostanę aresztowana, on straci twarz, więc stał się wobec mnie oziębły, często się na mnie złościł, a nawet próbował na wszelkie sposoby powstrzymać mnie przed wierzeniem w Boga. I to miała być miłość? To było ewidentnie kontrolowanie mnie i wykorzystywanie. Byłam zaślepiona tak zwaną miłością, myślałam, że mąż naprawdę mnie kocha. Byłam taka głupia! Na samą wzmiankę o Bogu mąż wściekał się i wpadał w szał, a wręcz zaprzeczał Bogu i Go wyśmiewał. Był diabłem, który nienawidził Boga i się Mu sprzeciwiał! Stosował zarówno ostre, jak i subtelne metody, aby skłonić mnie do porzucenia wiary, mówił nawet, że mogę jeść, pić, bawić się i grać w madżonga – robić wszystko, byle nie wierzyć w Boga i nie kroczyć właściwą drogą. Diabły są właśnie tak przewrotne! Kiedyś widziałam go jako dojrzałego, ustatkowanego i pod każdym względem wyrozumiałego dla mnie, i myślałam, że to człowiek, któremu mogę powierzyć całe swoje życie. Ale teraz widziałam jasno: to była tylko iluzja. Nie miałam prawdy i nie miałam rozeznania co do ludzi. Przez cały czas dawałam się zwieść jego słodkim słówkom. Byłam taka ślepa! Wtedy pomyślałam o słowach Bożych: „Wierzący i niewierzący z natury nie są ze sobą zgodni, lecz raczej przeciwstawiają się sobie nawzajem(Bóg i człowiek wejdą razem do odpoczynku, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Mój mąż jest ateistą, który podąża za świeckimi trendami i lubi jeść, pić i się bawić. Ja wierzę w Boga oraz dążę do prawdy i zbawienia. Nie idziemy tą samą drogą. On nie zmieni mojej wiary, a ja nie zmienię jego istoty. Nawet gdybyśmy zostali razem, nie bylibyśmy szczęśliwi. Mąż mnie pilnował, codziennie namawiał, bym razem z nim podążała za złymi trendami, i powstrzymywał przed wierzeniem w Boga i wykonywaniem obowiązków. To nie była miłość; to było ciągnięcie mnie ze sobą do piekła. Nie mogłam już iść na kompromis z tym diabłem. Musiałam wierzyć w Boga całym sercem i właściwie wykonywać swoje obowiązki.

Potem normalnie wychodziłam wykonywać swoje obowiązki. Gdy mąż zobaczył, że nie może mnie kontrolować, karał mnie milczeniem. Choć takie życie małżeńskie wyczerpywało mnie fizycznie i psychicznie, w głębi serca wciąż miałam nadzieję, że pewnego dnia mąż przestanie utrudniać mi wiarę i nasza rodzina będzie mogła żyć w zgodzie, tak jak dawniej. Później zastanawiałam się: „Dlaczego w głębi serca nie potrafię zrezygnować z tego małżeństwa?”. Wtedy przeczytałam słowa Boże: „Zgubne wpływy i feudalny sposób myślenia, które zakorzeniły się głęboko w ludzkich sercach przez tysiące lat istnienia »wzniosłego ducha nacjonalizmu«, krępują i skuwają ludzi, nie pozostawiając im ani krztyny wolności, pozbawiając ambicji, wytrwałości oraz pragnienia, by czynić postępy; zamiast tego pozostają oni nastawieni negatywnie i zacofani, z głęboko zakorzenioną niewolniczą mentalnością, i tak dalej. Te obiektywne czynniki rzuciły trwały cień podłości i szpetoty na ideologiczną postawę ludzkości, jej aspiracje, moralność i usposobienie. Wydaje się, że ludzie żyją w mrocznym świecie zastraszenia i nikomu spośród nich nawet nie przyjdzie do głowy, by się z niego wyrwać, ani nikt nie myśli o tym, by przenieść się do świata idealnego, lecz raczej wszyscy spędzają swoje dni zadowoleni z losu, jaki przypadł im w udziale, rodząc i wychowując dzieci, trudząc się i walcząc o byt, wykonując codzienne prace, marząc o posiadaniu spokojnej i szczęśliwej rodziny, o miłości w małżeństwie, o kochających dzieciach, o radości u schyłku swych dni i o tym, by przeżyć życie w spokoju… Przez dziesiątki, tysiące i dziesiątki tysięcy lat, aż do dziś, ludzie trwonili w ten sposób swój czas i nikt z nich nie stworzył sobie najwspanialszego z ludzkich żywotów; wszyscy skupieni byli jedynie na wzajemnym mordowaniu się, na wyścigu za sławą i zyskiem i na spiskowaniu przeciwko sobie w tym mrocznym świecie. Kto szukał kiedykolwiek Bożych intencji? Czy ktoś kiedykolwiek baczył na Boże dzieło? Wszystkie elementy człowieka ogarnięte wpływami ciemności już dawno stały się ludzką naturą, tak więc nie jest łatwo realizować Boże dzieło, a ludzie mają jeszcze mniej ochoty zwracać uwagę na to, co Bóg im dzisiaj powierza(Dzieło i wejście (3), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Po przeczytaniu słów Bożych zrozumiałam. Po tym, jak zostali skażeni przez szatana, ludzie są spętani i zniewoleni przez różne tradycyjne idee kulturowe i feudalne myślenie. Czynią kochające się małżeństwo i wychowywanie dzieci celem swoich życiowych dążeń, a przekonanie to jest przekazywane z pokolenia na pokolenie. Co więcej, wszelkiego rodzaju programy telewizyjne, filmy i dzieła literackie promują idee takie jak „miłość jest najważniejsza” czy „trzymajmy się za ręce i zestarzejmy się razem”. W rezultacie ludzie wierzą, że dążenie do szczęśliwego małżeństwa jest rzeczą najważniejszą. Ja również wzięłam sobie te idee do serca i uczyniłam posiadanie szczęśliwego małżeństwa swoim życiowym celem. Po ślubie mój mąż zawsze organizował miłe, romantyczne chwile i był wobec mnie troskliwy i opiekuńczy, więc czułam się niesamowicie spełniona. Myślałam, że możliwość spędzenia z nim całego życia nadaje temu życiu sens. Aby utrzymać nasze szczęśliwe małżeństwo, nauczyłam się gotować, zostałam w domu, by wychowywać dziecko, i starałam się być dobrą żoną i matką, poświęcając cały swój czas i energię naszemu małżeństwu i rodzinie. Postrzegałam małżeństwo jako swoje życiowe przeznaczenie i czułam, że poświęcenie dla niego wszystkiego jest moją powinnością. Po odnalezieniu Boga zrozumiałam dzięki Jego słowom wiele prawd i tajemnic. Wiedziałam też, że jako istota stworzona powinnam czcić Stwórcę i wypełniać swój obowiązek. Jednak bałam się, że wiara w Boga rozzłości męża i stracę nasze małżeństwo, więc podczas zgromadzeń często byłam rozkojarzona, a w domu nie śmiałam czytać słów Bożych ani słuchać hymnów. Aby utrzymać relację z mężem, odsunęłam na bok swoje obowiązki, a nawet żałowałam, że je wykonuję. Byłam mocno spętana szatańskimi ideami, takimi jak: „małżeństwo to życiowe przeznaczenie kobiety”, „szczęśliwe małżeństwo to największe szczęście” oraz „trzymajmy się za ręce i zestarzejmy się razem”. Nie potrafiłam odróżnić rzeczy pozytywnych od negatywnych i bez wahania porzuciłam swoje obowiązki, by gonić za szczęściem małżeńskim. Gdybym dalej tak postępowała, ostatecznie zginęłabym wraz z szatanem. Myśląc o tym – nawet gdybym mogła wieść zgodne życie z mężem, jaki miałoby to sens? Nie wypełniłabym swojego obowiązku jako istota stworzona ani nie zrozumiałabym prawd, które powinnam zrozumieć. Czy przeżycie całego życia w takim zamęcie nie byłoby tylko stratą czasu? Wtedy pomyślałam o słowach Bożych: „Przez dziesiątki, tysiące i dziesiątki tysięcy lat, aż do dziś, ludzie trwonili w ten sposób swój czas i nikt z nich nie stworzył sobie najwspanialszego z ludzkich żywotów”. Życie, do którego dążyłam, było pozbawione sensu i nie mogłam powstrzymać się od refleksji: jakie życie jest najpiękniejsze? Jak człowiek powinien żyć, by jego życie miało sens?

Potem przeczytałam dwa fragmenty słów Bożych i znalazłam w nich kierunek dla swojego życia. Bóg Wszechmogący mówi: „Niektórzy ludzie jednak błędnie uznają dążenie do szczęścia małżeńskiego lub wypełnianie obowiązków wobec partnera, a także otaczanie go opieką i troską oraz hołubienie i chronienie partnera za swoją misję życiową i traktują swojego partnera jak swoje niebiosa, swoje życie – jest to błąd. Twoje przeznaczenie zależy od suwerennej władzy Boga, a nie od twojego partnera bądź partnerki. Małżeństwo nie może zmienić twojego przeznaczenia ani faktu, że nad twoim przeznaczeniem Bóg sprawuje suwerenną władzę. Jeśli chodzi o pogląd na życie, jaki powinieneś mieć, a także ścieżkę, którą powinieneś kroczyć, to odpowiedzi powinieneś szukać w słowach Boga, gdzie znajdziesz Jego nauki i wymogi. Rzeczy te nie zależą od twojego partnera, nie może on o nich decydować. Oprócz wypełniania swoich powinności wobec ciebie, nie powinien on mieć kontroli nad twoim przeznaczeniem ani nie powinien żądać od ciebie zmiany kierunku życia, decydować, jaką ścieżką kroczysz, ani decydować, jak powinieneś zapatrywać się na życie, a tym bardziej nie powinien ograniczać ani utrudniać twojego dążenia do zbawienia. Jeśli chodzi o małżeństwo, wszystko, co mogą zrobić ludzie, to przyjąć je jako otrzymane od Boga i trzymać się definicji małżeństwa, którą Bóg ustalił dla człowieka, gdzie zarówno mąż, jak i żona wypełniają powinności i zobowiązania, jakie mają wobec siebie. To, czego robić nie mogą, to decydować o przeznaczeniu ich partnera, o jego poprzednim, obecnym czy kolejnym życiu, a tym bardziej o wieczności. O twoim przeznaczeniu, o twoim losie i o ścieżce, którą podążasz, decydować może jedynie Stwórca. Tak więc jako istota stworzona – bez względu na to, czy pełnisz rolę żony, czy męża – szczęście, do którego powinieneś dążyć w tym życiu, bierze się z wypełniania obowiązku i wykonywania misji istoty stworzonej. Nie bierze się ono z samego małżeństwa, a tym bardziej nie z tego, że w ramach małżeństwa wypełniasz powinności żony lub męża. Jest oczywiste, że wyboru ścieżki, którą kroczysz, i tego, jak zapatrujesz się na życie, nie powinno się opierać na szczęściu małżeńskim, a tym bardziej nie powinna o tym decydować żadna z osób tworzących parę małżeńską – jest to coś, co powinieneś zrozumieć. Tak więc ludzie, którzy zawierając związek małżeński, dążą jedynie do szczęścia małżeńskiego i dążenie to traktują jak swoją misję, powinni wyzbyć się takich myśli i poglądów, zmienić sposób praktyki oraz kierunek, w jakim zmierzają w życiu(Jak dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). „Człowiek musi dążyć do urzeczywistnienia życia mającego sens i nie powinien być zadowolony ze swoich aktualnych okoliczności. By urzeczywistniać obraz Piotra, musi posiąść jego wiedzę i doświadczenia. Musi dążyć do rzeczy wyższych i głębszych. Musi dążyć do głębszej, czystszej miłości do Boga oraz o życie wartościowe i znaczące. Tylko to jest życiem; tylko w taki sposób można upodobnić się do Piotra. Musisz skupić się na proaktywnym wkroczeniu w ramach pozytywnych aspektów, a nie wolno ci być biernym ani pozwalać sobie na to, by znów się ześlizgiwać na złą drogę dla chwilowego komfortu, ignorując prawdy głębsze, bardziej szczegółowe i bardziej praktyczne. Musisz mieć w sobie praktyczną miłość i musisz znajdować wszelkie możliwe sposoby wyzwolenia się z tego zdeprawowanego, beztroskiego życia, które nie różni się niczym od życia zwierzęcia. Musisz urzeczywistniać życie mające znaczenie, mające wartość; nie wolno ci oszukiwać samego siebie ani traktować życia jak zabawki, z którą można igrać. Dla każdego, kto jest zdeterminowany i miłuje Boga, nie ma prawd nieosiągalnych ani sprawiedliwości, za którą nie mógłby się stanowczo opowiedzieć. Jak powinieneś żyć? Jak powinieneś miłować Boga i wykorzystać tę miłość do spełnienia Jego intencji? Nie ma w twoim życiu nic ważniejszego. Ponad wszystko zaś musisz posiadać taką determinację oraz wytrwałość i nie powinieneś być jak ci, którzy nie mają charakteru, jak słabeusze. Musisz się nauczyć, jak doświadczać znaczącego życia, jak doświadczać znaczących prawd; nie powinieneś traktować siebie powierzchownie. Nie zauważysz nawet, kiedy twoje życie cię ominie; czy nadal będziesz miał potem taką szansę miłowania Boga? Czyż człowiek może miłować Boga po śmierci? Musisz mieć taką samą determinację i takie samo sumienie jak Piotr; twoje życie musi być znaczące i nie wolno ci oszukiwać samego siebie! Jako istota ludzka i jako osoba dążąca ku Bogu musisz umieć rozważać swoje życie i podchodzić do niego ostrożnie, zastanawiając się, jak powinieneś ofiarować się Bogu, jak przydać swojej wierze w Boga większego znaczenia oraz – skoro kochasz Boga – jak powinieneś Go miłować w sposób czystszy, piękniejszy i lepszy. (…) Musisz cierpieć trudy dla prawdy, musisz poświęcić się prawdzie, musisz znosić upokorzenie dla prawdy i musisz doświadczyć więcej cierpienia, aby zyskać więcej prawdy. To właśnie powinieneś czynić. Nie wolno ci odrzucać prawdy po to, by cieszyć się rodzinną harmonią, i nie wolno ci utracić godności i rzetelności całego życia dla chwilowej przyjemności. Powinieneś dążyć do wszystkiego, co jest piękne i dobre, i powinieneś iść w życiu ścieżką, która ma większe znaczenie. Jeśli prowadzisz tak przyziemne doczesne życie i nie dążysz do żadnych celów, czyż nie marnujesz życia? Cóż możesz zyskać z takiego życia? Powinieneś zaniechać wszelkich cielesnych przyjemności dla jednej prawdy i nie powinieneś rezygnować ze wszystkich prawd dla odrobiny przyjemności. Tacy ludzie nie posiadają prawości ani godności; ich egzystencja nie ma żadnego znaczenia!(Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Po przeczytaniu słów Bożych moje serce nagle wypełniło się światłem i poczułam się tak, jakby Bóg osobiście wskazywał mi kierunek, w którym powinno zmierzać moje życie. Zrozumiałam, że małżeństwo nie jest moim przeznaczeniem i że w ramach małżeństwa mąż i żona jedynie wypełniają wobec siebie powinności oraz zapewniają sobie towarzystwo i opiekę. W naszym życiu małżeńskim robiłam pranie, gotowałam i urodziłam dziecko; wypełniłam swoje powinności i nie byłam mężowi nic winna. Gdyby nie ingerował w moją wiarę, moglibyśmy dalej żyć razem, pod warunkiem że nie utrudniałoby to wykonywania moich obowiązków. Ale skoro mąż utrudnia mi wiarę, powinnam wybrać wypełnianie swojego obowiązku jako istota stworzona. Nie powinnam postrzegać małżeństwa jako swojego przeznaczenia ani uzależniać od niego szczęścia całego życia. To błędny punkt widzenia. Przez lata traktowałam męża jak cały mój świat. Gdy sprzeciwił się mojej wierze, ślepo szłam na kompromis i ustępowałam, rezygnując ze zgromadzeń, a nawet ze swoich obowiązków. Całkowicie pogrążyłam się w mroku, czując pustkę i ból. Poświęciłam cały swój czas i energię na utrzymanie szczęśliwego małżeństwa, przez co nie czytałam wielu słów Bożych i nie rozumiałam wielu prawd. Popełniłam nawet występki podczas wykonywania swoich obowiązków i zmarnowałam kilka lat życia. Teraz, gdy wykonuję swoje obowiązki, uczestniczę w zgromadzeniach i omawiam słowa Boże z braćmi i siostrami, czuję w sercu spokój i swobodę. Rozumiem też, że jako istota stworzona powinnam dążyć do prawdy i wypełniać swój obowiązek. To jest życie, do którego powinnam dążyć. Pomyślałam o tym, jak Piotr doświadczał prześladowań ze strony rodziców z powodu swojej wiary, ale nie pozwolił, by rodzina go ograniczała, i zdecydowanie wybrał podążanie za Bogiem. Ostatecznie wypełnił Boże posłannictwo i zyskał aprobatę Boga. Było też wielu chrześcijan, którzy porzucili wszystko, by podążać za Panem, krzewili Jego ewangelię i ponosili dla Niego koszty przez całe życie. Byłam tym bardzo zainspirowana i modliłam się do Boga: „Boże, ja też chcę opuścić dom, by wykonywać swoje obowiązki i poświęcić dla Ciebie całe życie. Proszę Cię, przygotuj dla mnie taką możliwość”.

Rok później, gdy mąż zobaczył, że mimo jego różnorakich prób powstrzymania mnie wciąż jestem zdeterminowana, by wierzyć w Boga i wykonywać swoje obowiązki, zażądał rozwodu. Powiedziałam spokojnie: „W takim razie pójdźmy każde w swoją stronę i rozstańmy się w zgodzie”. Gdy mąż zobaczył, że mówię poważnie, ustąpił. Zgodził się, bym opuściła dom w celu wykonywania obowiązków, ale nie chciał dać mi rozwodu. Gdy opuściłam dom, czułam się jak ptak wypuszczony z klatki, wreszcie mogłam latać. Mogę śpiewać hymny, kiedy tylko chcę, jeść i pić słowa Boże, kiedy tylko chcę, i nie muszę się o nic martwić, nawet jeśli po wykonaniu swoich obowiązków wracam późno. Każdego dnia odczuwam w sercu wielką radość, uczestnicząc w zgromadzeniach i wykonując swoje obowiązki z braćmi i siostrami. Takie życie daje mi wyjątkowe poczucie spełnienia i szczęście.

Teraz codziennie wykonuję swoje obowiązki w pełnym wymiarze czasu, przysposabiam się do różnych obowiązków i mam większe oraz bardziej praktyczne zrozumienie prawdozasad niż wcześniej. Poczyniłam też pewne postępy w wejściu w życie. Naprawdę zrozumiałam, że prawdziwe szczęście nie bierze się z udanego małżeństwa. Prawdziwym szczęściem jest raczej poznanie Stwórcy, wypełnianie obowiązku istoty stworzonej, by zrealizować swoją misję i swoje powinności, oraz zrozumienie prawdy, by kroczyć drogą do zbawienia. Jednocześnie czuję się wyjątkowo szczęśliwa, że w tym wielkim morzu ludzkości Bóg to mnie obdarzył łaską, sprowadzając mnie z powrotem do swojego domu, prowadząc mnie do zrozumienia prawdy i ratując z wiru małżeństwa. Z głębi serca dziękuję Bogu za Jego zbawienie i postanawiam odtąd gorliwie ponosić koszty na rzecz Boga i urzeczywistniać sensowne życie!

Wstecz: 44. Refleksje po zgromadzeniu

Dalej: 46. Mój okres wykonywania obowiązków udzielania gościny

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

60. Bóg jest taki sprawiedliwy

Autorstwa Zhang Lin, JaponiaWe wrześniu 2012 roku przewodziłem pracy kościoła i spotkałem moją przywódczynię, Yan Zhuo. Prosiła ona braci i...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze