2. Nauka wyciągnięta z bolesnej porażki

Autorstwa Gabriella, Włochy

W 2014 roku zaczęłam wykonywać w kościele obowiązki aktorki. Oprócz grania i szlifowania umiejętności, resztę czasu mogłam organizować według własnego uznania, więc moje życie było stosunkowo swobodne i wygodne. Ponieważ kochałam aktorstwo i byłam gotowa wkładać wysiłek w swoje występy, znacząco podniosłam swoje umiejętności po zagraniu w dwóch filmach, więc przywódczyni poprosiła mnie, bym szkoliła się w zakresie obowiązków reżysera. Byłam wtedy dość niechętna, myśląc: „Reżyser ma tak wiele obowiązków. Trzeba angażować się we wszystko, co robi zespół, i przeglądać nakręcony materiał po zakończeniu zdjęć. To wyczerpujące psychicznie i fizycznie. Przy tak ciężkiej harówce każdego dnia będę całkowicie wykończona i wymizerowana!”. Ale myśl, że odmowa przyjęcia obowiązków byłaby niezgodna z Bożymi intencjami, sprawiła, że chcąc nie chcąc się zgodziłam. Siostry cieszyły się z mojego awansu na stołek reżyserski, ale ja myślałam: „To ewidentnie wyczerpująca praca. Nie dążę do wzięcia na siebie wielkiego posłannictwa, bo im cięższe jest brzemię, tym bardziej męczy się ciało. Chcę być po prostu zwykłą aktorką. Bylebym nie siedziała bezczynnie, to wystarczy”.

Kiedy reżyserowałam swój pierwszy film, koordynator układał codziennie napięty grafik. Po każdym dniu zdjęciowym musieliśmy jeszcze omawiać grę aktorską, ujęcia czy scenografię do następnej sceny. Podczas filmowania siedziałam przed monitorem i nie śmiałam ani na sekundę się rozproszyć. Jeśli traciłam skupienie, nie potrafiłam ocenić, czy gra aktorska była przekonująca, i musiałam oglądać nagranie lub powtarzać ujęcie. Czasami, gdy zdjęcia na planie się kończyły i inni członkowie ekipy wychodzili, ja wciąż musiałam zostawać, by zająć się innymi zadaniami. Co więcej, w tym filmie było wiele postaci pozytywnych i negatywnych, a ja musiałam omawiać z aktorami ich sceny, robić z nimi próby, instruować ich i nadzorować to wszystko. Przed każdą sceną musiałam zagłębić się w postacie i dokładnie je zrozumieć, by móc ocenić, czy gra aktorów jest wierna ich postaciom. Dotyczyło to zwłaszcza scen o dużym ładunku emocjonalnym: gdy aktor nie potrafił wejść w rolę, musiałam znaleźć sposób, by wprowadzić go w odpowiedni stan emocjonalny. Czułam po prostu, że bycie reżyserką jest tak bardzo wyczerpujące psychicznie! Jako aktorka musiałam tylko dobrze zagrać swoją rolę i to wszystko. Tamte obowiązki nie były aż tak stresujące. Z głębi serca nienawidziłam reżyserowania. Potem zaczęłam niedbale traktować swoje obowiązki. Gdy podczas filmowania widziałam, że aktorzy mają trudności z osiągnięciem pożądanego efektu, po prostu pośpiesznie zatwierdzałam ujęcie zamiast zastanowić się, jak ich poinstruować, by poprawili swoją grę. Rezultat był taki, że gdy przywódczyni przejrzała fragmenty filmu, uznała, że gra nie spełnia standardów, i musieliśmy kręcić od nowa. Innym razem siostra, z którą współpracowałam, poprosiła mnie o dodanie pewnych ruchów do gry aktorów podczas prób. Pomyślałam, że to zbyt wiele zachodu, więc tego nie zrobiłam. W konsekwencji gra była słaba i tuż przed rozpoczęciem zdjęć siostra musiała na miejscu instruować aktorów, jak mają zmienić choreografię, co opóźniło zdjęcia. W tamtym momencie czułam się okropnie, wiedząc, że nie wywiązałam się ze swojej odpowiedzialności. Ale potem, ilekroć przychodził czas na faktyczne wykonywanie pracy, wciąż czułam, że te obowiązki są po prostu zbyt męczący i kłopotliwy. Szybko minęły dwa miesiące, a aktorzy ciągle mieli problemy ze swoją grą. Koordynator kilkakrotnie przypominał mi, bym bardziej szczegółowo omawiała sceny z aktorami, ale ja puszczałam to mimo uszu i czułam wewnętrzny opór, myśląc: „Wchodzenie w szczegóły to taki kłopot! Ile czasu zajęłyby wtedy próby?”. Próbowałam się nawet wykłócać, mówiąc: „Kiedy byłam aktorką, nikt nie instruował mnie tak szczegółowo. Czy to nie sam aktor odpowiada za swoją grę?”. Podczas prób nadal przedstawiałam aktorom tylko ogólny zarys bez żadnych szczegółów, co prowadziło do częstych dubli i opóźniało harmonogram produkcji.

Po pewnym czasie przydzielono brata Eliasza do współpracy ze mną przy wykonywaniu obowiązków reżysera. Koordynator powiedział mi: „Wygląda na to, że masz trudności z samodzielnym reżyserowaniem. Od teraz będziesz głównie odpowiedzialna za omawianie scen z aktorami, a brat Eliasz będzie nadzorował wszystko zza monitora”. Tak naprawdę bardzo się ucieszyłam, słysząc to. Pomyślałam: „Świetnie! Nie muszę już patrzeć w monitor i wszystkiego nadzorować. Dzięki temu trochę odetchnę i nie będę tak zmęczona”. Potem, gdy tylko kończyłam próby z aktorami, szłam zająć się własnymi sprawami osobistymi. Nie obchodziło mnie, jak sobie radzą, i w rezultacie podczas zdjęć stale pojawiały się problemy z grą aktorów. Koordynator powiedział mi, bym zastanowiła się nad swoim nastawieniem do obowiązków, ale ja pomyślałam: „Nad czym mam się zastanawiać, skoro to aktorzy nie grają dobrze? Czy teraz zrzuca winę za to na mnie?”. Im więcej o tym myślałam, tym bardziej czułam, że te obowiązki to niewdzięczne zajęcie. W tamtym czasie kilkoro aktorów, których instruowałam, ciągle miało problemy podczas zdjęć. Koordynator ponownie przypomniał mi, bym zastanowiła się nad swoim nastawieniem do obowiązków, i dopiero wtedy, spoglądając wstecz, zaczęłam snuć refleksje. Choć przez ostatnich kilka dni moje ciało zaznawało wygód, czułam w sercu dziwny niepokój, więc pomodliłam się do Boga, zastanowiłam się nad sobą i przypomniałam sobie fragment słów Bożych: „»Lubisz być podstępny i się obijać, tak? Lubisz sobie poleniuchować i pławić się w komforcie, prawda? No cóż, pław się w takim razie już zawsze!«. Bóg obdarzy tą łaską i szansą kogoś innego”. Odszukałam więc cały ten fragment, by go przeczytać. Bóg Wszechmogący mówi: „Jeśli wypełniasz swój obowiązek niedbale i podchodzisz do niego lekceważąco, jaki będzie rezultat? Nie uda ci się dobrze pracować, nawet wykonując obowiązek, który potrafisz wykonać, jak należy. W ten sposób nie spełnisz wymaganych standardów i Bóg będzie bardzo niezadowolony z twojego podejścia do wypełniania obowiązku. Gdybyś mógł pomodlić się do Boga i szukać prawdy, wkładając w to całe swoje serce i umysł, gdybyś mógł tak współpracować, to Bóg już wcześniej wszystko by dla ciebie przygotował, żeby w chwili załatwiania przez ciebie spraw, wszystko znalazłoby się na swoim miejscu i żebyś osiągnął dobre rezultaty. Nie musiałbyś wkładać w to zbyt wiele energii: kiedy nie szczędzisz wysiłków, aby z Nim współpracować, Bóg już dawno wszystko by dla ciebie zaaranżował. Jeśli jednak jesteś szczwany i się obijasz, nie zajmujesz się odpowiednio wykonywaniem swojego obowiązku i wciąż schodzisz na niewłaściwą drogę, to Bóg nie wykona w tobie pracy; utracisz swoją szansę, a Bóg powie: »Nie nadajesz się. Nie mogę się tobą posłużyć. Odejdź i stań sobie gdzieś z boku. Lubisz być podstępny i się obijać, tak? Lubisz sobie poleniuchować i pławić się w komforcie, prawda? No cóż, pław się w takim razie już zawsze!«. Bóg obdarzy tą łaską i szansą kogoś innego. Cóż na to powiecie: czy to strata, czy zysk? (Strata). Jest to ogromna strata!(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po tej lekturze zrozumiałam, że nastawienie człowieka do obowiązków jest kluczowe. Jeśli ludzie potrafią wykonywać swoje obowiązki, wkładając w to całe serce i cały umysł, Bóg ich oświeci i poprowadzi, dzięki czemu osiągną dobre rezultaty. Jeśli jednak ich nastawienie jest lekceważące lub niedbałe, to obowiązki, które przy odrobinie wysiłku można było wykonać dobrze, zostaną spartaczone. Wyraźnie widziałam, że gra aktorów pozostawia wiele do życzenia, ale chcąc oszczędzić sobie kłopotu, nie instruowałam ich cierpliwie, lecz pośpiesznie zatwierdzałam ujęcia, co skutkowało koniecznością kręcenia dubli, gdy okazywało się, że gra aktorów nie spełnia wymogów. Podczas prób przedstawiałam im jedynie ogólny zarys, pomijając szczegóły, przez co kilkoro z nich miało problemy na planie, co powodowało ciągłe duble i opóźniało harmonogram. Wszystko to wynikało z mojej niedbałości i chodzenia na skróty przy wykonywaniu obowiązków. Koordynator wielokrotnie przypominał mi, bym zastanowiła się nad swoim nastawieniem do obowiązków, ale ja tylko się wykłócałam i szukałam wymówek. Przez cały czas podchodziłam do swoich obowiązków niedbale, co nieustannie rodziło problemy, więc koordynator odsunął mnie od nadzorowania pracy przy monitorze. Ale ja nie tylko nie zastanowiłam się nad sobą, lecz wręcz cieszyłam się, że moje ciało będzie miało więcej luzu. Stałam się całkowicie odrętwiała! Kościół szkolił mnie jako aktorkę, dając mi wiele okazji do rozwoju. Dzięki oświeceniu i prowadzeniu przez Ducha Świętego zdobyłam też pewne doświadczenie aktorskie. Teraz zaś, gdy kościół szkolił mnie na reżyserkę i oczekiwał, że wykorzystam zdobytą wiedzę w ramach swoich obowiązków, stawiałam opór, narzekałam i byłam niedbała tylko dlatego, że wymagało to poświęcenia czasu i wysiłku, a moje ciało musiałoby cierpieć. Tak bardzo brakowało mi człowieczeństwa; byłam doprawdy wstrętna Bogu! Zwłaszcza po przeczytaniu tych słów Bożych: „Lubisz być podstępny i się obijać, tak?”. „Bóg obdarzy tą łaską i szansą kogoś innego”. zdałam sobie sprawę, że odsunięto mnie od nadzorowania pracy przy monitorze dlatego, że chodziłam na skróty i nieodpowiedzialnie wykonywałam swoje obowiązki. Przestałam być godna zaufania, więc ten zakres pracy powierzono komuś innemu. Znalazłam się na krawędzi niebezpiecznej przepaści; gdybym nie okazała skruchy, mogłabym stracić nawet możliwość omawiania scen z aktorami. Odtąd zaczęłam poważnie podchodzić do prób. Ilekroć widziałam braki w grze aktora, natychmiast je wypunktowywałam i cierpliwie go instruowałam. Wyszukiwałam też filmy referencyjne, by przeanalizować je z aktorami. Ostatecznie zdjęcia do tego filmu zakończyły się pomyślnie.

Sądziłam, że nieco się zmieniłam, i dla mnie samej zaskoczeniem było to, że podczas kręcenia kolejnego filmu bezwiednie wpadłam w dawne nawyki. W tamtym czasie nadal odpowiadałam za instruowanie aktorów. Główną rolę w tym filmie dostała siostra Isabel. Dopiero zaczęła szkolić się w aktorstwie i jej gra miała wiele niedociągnięć, co wymagało ode mnie większego wysiłku umysłowego i zapłacenia wyższej ceny niż wcześniej. Na początku zdjęć potrafiłam jeszcze pracować gorliwie. Od razu wskazywałam braki w grze aktorów, a czasem sama demonstrowałam im, jak mają zagrać. Jednak z biegiem czasu konieczność instruowania aktorów przy każdej scenie zaczęła mnie psychicznie męczyć. Co więcej, brat Vincent, z którym współpracowałam, wykazywał się dużą inicjatywą w ramach swoich obowiązków i bardzo sumiennie instruował aktorów, więc moje poczucie brzemienia stopniowo malało. Przestałam się też przejmować innymi zadaniami. Kilkakrotnie zauważyłam, że siostra Isabel nie rozumie dobrze swojej postaci. Początkowo planowałam znaleźć czas wieczorem, by z nią porozmawiać, ale potem pomyślałam o tym, jak bardzo jestem zmęczona po całym dniu powtrzania poszczególnych scen. Gdybym miała na dodatek popracować z nią wieczorem, na pewno zabrakłoby mi energii na kolejny dzień zdjęciowy. Pomyślałam więc: „Nieważne, dam sobie z nią spokój”. W rezultacie następnego dnia podczas zdjęć siostra Isabel słabo sobie radziła, co opóźniło nasze postępy. Głęboko żałowałam, że nie wywiązałam się ze swojej odpowiedzialności, ale ilekroć później trzeba było zapłacić cenę, nadal dogadzałam swojemu ciału i nie potrafiłam praktykować prawdy. Stopniowo instruowanie aktorów sprawiało mi coraz większą trudność, aż w końcu przestałam nawet dostrzegać problemy w ich grze. Nie radzili sobie ze swoimi rolami i często musieliśmy robić duble. To, w połączeniu z różnymi innymi czynnikami, sprawiło, że filmu nie udało się ukończyć, a zespół filmowy został ostatecznie rozwiązany. Tamtej nocy przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Patrząc wstecz, myślałam o tym, że odkąd powierzono mi stołek reżyserski, nigdy tak naprawdę się nie podporządkowałam. Nigdy nie lubiłam tych obowiązków, bo były zbyt męczące. Szczerze zapytałam samą siebie: „Czy to możliwe, że wierzę w Boga tylko po to, by pławić się w cielesnych wygodach? Czyż nie jest to buntowanie się przeciwko Bogu?”. Podczas zgromadzenia przywódczyni przycięła mnie, mówiąc: „Dom Boży szkolił cię na reżyserkę, ale nigdy nie sądziłam, że będziesz tak nieodpowiedzialna. Jesteś naprawdę niegodna zaufania!”. W tamtym czasie stale czułam pustkę w głębi serca. Gdy tylko pomyślałam o tym, że nie mam już szansy na naprawienie błędów, łzy bólu mimowolnie popłynęły mi po twarzy. Często cierpiałam udrękę z powodu niewypełnienia swoich obowiązków i występków, jakich się dopuściłam. Czując, że mam u Boga tak wielki dług, wstydziłam się nawet modlić do Niego, stale mając wrażenie, że budzę w Bogu odrazę i wstręt, że zakrył On przede mną swoje oblicze i mnie ignoruje. Czułam się tak, jakbym została odsunięta na bok przez Boga, a mój duch pogrążył się w ciemności i bólu. Później przydzielono mnie do głoszenia ewangelii. Choć nadal wykonywałam obowiązki, ta sprawa wciąż raniła moje serce jak cierń, którego nie sposób usunąć. Wielokrotnie się potem modliłam i poszukiwałam: „Boże, gdzie dokładnie zawiodłam? Proszę, oświeć mnie i poprowadź, bym poznała samą siebie”.

Pewnego dnia, gdy czytałam słowa Boże demaskujące i charakteryzujące ludzi leniwych, poczułam głębokie ukłucie w sercu. Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie leniwi nic nie zdziałają. Aby to podsumować w dwóch słowach, są ludźmi bezużytecznymi, przejawiają umiarkowany stopień niepełnosprawności. Bez względu na to, jak dobry charakter mają leniwi ludzie, są jak ozdoby w oknie; choć mają solidny potencjał, na nic im się on nie przydaje. Są za bardzo leniwi, wiedzą, co powinni zrobić, ale tego nie robią, a nawet jeśli dostrzegają problem, nie szukają prawdy, by go rozwiązać; i choć wiedzą, jakie trudności powinni znosić, by praca była skuteczna, nie mają ochoty znosić trudów, które są wszak tego warte. Nie mogą więc zyskać żadnych prawd i nie są w stanie wykonywać żadnej konkretnej pracy. Nie chcą znosić trudów, które ludzie powinni znosić; potrafią tylko pławić się w komforcie, cieszyć się chwilami radości i wolnym czasem, oraz wieść swobodne i zrelaksowane życie. Czyż nie są bezużyteczni? Ludzie, którzy nie potrafią znosić trudności, nie zasługują na to, by żyć. Ci, którzy ciągle chcą wieść życie pasożytów, to ludzie bez sumienia i rozumu; są to zwierzęta, i nie nadają się nawet do wykonywania pracy fizycznej. Ponieważ tacy ludzie nie potrafią znosić trudów, to nawet jeśli wykonują taką pracę, nie są w stanie dobrze jej wykonać, a jeśli chcą zyskać prawdę, to szansa na to jest jeszcze mniejsza. Ktoś, kto nie potrafi cierpieć i nie kocha prawdy, jest człowiekiem bezużytecznym; nie nadaje się nawet do wykonywania pracy fizycznej. To zwierzę bez odrobiny człowieczeństwa. Takich ludzi należy koniecznie eliminować; jedynie takie postępowanie zgodne jest z Bożymi intencjami(Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (8), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Gdy rozważałam te słowa, wracałam myślami do czasu, gdy wykonywałam obowiązki reżyserki. Dom Boży mi je powierzył, bym instruowała aktorów w ich grze. Wyraźnie widziałam, że główna aktorka ma braki, ale żeby się zbytnio nie zmęczyć, nie instruowałam jej, uchylając się tym samym od swoich zasadniczych obowiązków. Widząc, że brat Vincent wykazuje się dużą inicjatywą, wykorzystałam sytuację i umyłam ręce od pracy. Na papierze ja też byłam reżyserką, ale w rzeczywistości tylko brat Vincent wykonywał te obowiązki. W rezultacie wiele aspektów pracy nie zostało zrealizowanych właściwie i ostatecznie filmu nie udało się ukończyć, a cały zespół został rozwiązany. Cena, jaką bracia i siostry płacili przez kilka miesięcy, i wszystkie wydatki poniesione przez dom Bozy poszły na marne. Nominalnie byłam reżyserką, ale nie wykonywałam żadnej rzeczywistej pracy i nie wypełniałam swojej właściwej funkcji. Czyż nie byłam tylko figurantką, całkowicie bezużyteczną? Byłam leniwa i obojętna, przez cały czas zaniedbywałam swoje obowiązi. Bóg poprzez ludzi, wydarzenia i sprawy wielokrotnie mnie napominał, ale ja nigdy szczerze nie okazałam skruchy. Koniec końców utraciłam dzieło Ducha Świętego; nie potrafiłam zidentyfikować problemów w ramach swoich obowiązków, a mój duch pogrążył się w straszliwym mroku i bólu. Zawsze żyłam według szatańskich idei, takich jak: „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego” i „Życie jest krótkie, więc korzystaj z niego, póki możesz”. Uważałam, że w ciągu tych kilkudziesięciu lat swojego życia człowiek nie powinien się aż tak zamęczać; wystarczy po prostu żyć swobodnie i wygodnie każdego dnia. Pod silnym wpływem tego rodzaju myślenia stałam się leniwa i przestałam dążyć do robienia postępów. Pamiętam z czasów szkolnych, że podczas gdy inni uczyli się pilnie, by mieć najlepsze stopnie, ja uważałam naukę za zbyt męczącą i wcześnie zrezygnowałam z edukacji. Po wyjściu za mąż nie zazdrościłam innym, którzy kupowali samochody i domy, bo nie chciałam stać się niewolnicą kredytu hipotecznego czy samochodowego i stawiać samą siebie pod tak dużą presją. Gdy zaczęłam wierzyć w Boga i wykonywać obowiązki w domu Bożym, nie chciałam brać na siebie ważnej pracy. Zadowalałam się po prostu wykonywaniem jakichś obowiązków, myśląc, że wystarczy przez to jakoś przebrnąć i wyłudzić taki wynik, by nie zginąć, gdy dzieło Boże się zakończy. Kościół szkolił mnie na reżyserkę, mając nadzieję, że wykorzystam swoje umiejętności przy wypełnianiu swoich obowiązków, ale ja uważałam je za zbyt męczące i w głębi serca byłam oporna. Mimo że je przyjęłam, zawsze szłam na łatwiznę i byłam niedbała. Pomyślałam o wersecie z Biblii: „Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu poznania prawdy, to nie pozostaje już ofiara za grzechy(Hbr 10:26). Doskonale wiedziałam, że niedbałość i chodzenie na łatwiznę przy wykonywaniu obowiązków nie są zgodne z Bożymi intencjami, a jednak robiłam to, by dogodzić ciału, opóźniając pracę nad filmem. Czyż nie było to sprzeciwianie się Bogu? Żyjąc pod dyktando szatańskich idei, pławiłam się w wygodach i wykonywałam swoje obowiązki nieodpowiedzialnie, pozostawiając za sobą jeden występek po drugim. Bóg mówi: „Występki zaprowadzą człowieka do piekła(Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Nałykałam się szatańskich trucizn, więc kroczyłam ścieżką zatracenia i zniszczenia. Jako reżyserka powinnam była dawać przykład zespołowi, ale ja nie kroczyłam właściwą ścieżką. Myślałam tylko o tym, jak dogodzić swojemu ciału i uchylić się od ciężkiej pracy, byłam niedbała i szłam na skróty, wykonując swoje obowiązki. W rezultacie bracia i siostry poświęcili miesiące swojego czasu, niczego nie osiągając, aż w końcu cały zespół został rozwiązany. Nie potrafiłam udźwignąć odpowiedzialności, jaka spoczywa na człowieku. Byłam po prostu nic niewarta i zasługiwałam na to, by mnie wyeliminować! Zrozumiałam też, że odsuwając mnie na bok, Bóg milcząco sprawował nade mną sąd. Doświadczyłam sprawiedliwego usposobienia Boga i były to Jego miłość oraz zbawienie dla mnie. W przeciwnym razie nie zastanowiłabym się nad błędnymi zapatrywaniami, kryjącymi się za moimi dążeniami. Pomyślałam o słowach Bożych: „Przez wzgląd na ludzkość On podróżuje i się uwija; w milczeniu rozdaje każdą cząstkę swego życia, poświęcając każdą jego minutę i sekundę…(Sam Bóg, Jedyny II, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Gdy uważnie rozważałam to zdanie: „Przez wzgląd na ludzkość On podróżuje i się uwija”, moje serce było zarówno wzruszone, jak i przepełnione wyrzutami sumienia. Aby zbawić ludzkość, Bóg dwukrotnie stał się ciałem i zstąpił z nieba na ziemię, znosząc ogromne upokorzenie. Za pierwszym razem został ukrzyżowany i oddał swoje życie, by odkupić ludzkość. W dniach ostatecznych Bóg ponownie stał się ciałem i wyraża tak wiele prawd, by nas podlewać i zaopatrywać. Wszystko, co Bóg robi, ma na celu zbawienie ludzi i wszystko to jest wyrazem Jego miłości do nich. Ale co ja dałam Bogu w zamian? Nic poza buntem i sprzeciwem. Dom Boży wciąż dawał mi możliwość wykonywania obowiązków. Było to miłosierdzie Boże i szansa dla mnie na okazanie skruchy. Jeśli moje usposobienie się nie zmieniło, to po zakończeniu dzieła Bożego z pewnością dosięgłoby mnie zniszczenie.

W tamtym czasie wielokrotnie śpiewałam hymn „Podporządkowanie się Bogu przez Noego zyskało Bożą aprobatę”:

1. Spośród wszystkich ludzi Noe, jako człowiek bogobojny, podporządkowany Bogu i wypełniający zadania wyznaczone przez Boga, jest najbardziej godny naśladowania. Noe był pochwalany przez Boga i powinien być wzorem dla tych, którzy podążają za Nim dzisiaj. A co było w nim najbardziej wartościowe? Wobec Bożych słów przyjmował tylko jedną postawę: słuchać i akceptować, akceptować i podporządkować się, podporządkować się aż do śmierci. Właśnie ta postawa, najcenniejsza ze wszystkich, zdobyła Bożą aprobatę. Gdy chodziło o słowa Boga, nie postępował niedbale, nie działał rutynowo, nie badał Jego słów, nie analizował ich, nie opierał się im, nie odrzucał ich w swojej głowie, by potem zepchnąć je na dalszy plan, ale raczej słuchał ich z powagą, w głębi serca stopniowo je przyjmował, a następnie zastanawiał się, jak wprowadzić je w życie, jak je urzeczywistnić, jak je praktykować zgodnie z pierwotnym zamysłem, bez żadnych odchyleń.

2. A gdy rozważał słowa Boże, mówił w duchu do siebie: „To są słowa Boga, to są Boże instrukcje, Boże posłannictwo, ciąży na mnie obowiązek, muszę się podporządkować, nie mogę pominąć żadnego szczegółu, nie wolno mi się sprzeciwić żadnym Bożym życzeniom ani przeoczyć ani jednego detalu z tego, co On powiedział, bo inaczej nie nadawałbym się do tego, by zwać się człowiekiem, byłbym niegodny posłannictwa Boga i niegodny wywyższenia przez Niego. Jeśli w tym życiu nie ukończę wszystkiego, co Bóg mi powiedział i co mi powierzył, pozostanie mi tylko żal. Co więcej, będę niegodny posłannictwa Boga i wywyższenia przez Niego i nie będę czuł się godny powrócić przed oblicze Stwórcy”.

3. Wszystko, o czym Noe w głębi serca myślał i co rozważał, jego każdy punkt widzenia i każda jego postawa, każda z tych rzeczy przesądziła o tym, że ostatecznie stał się zdolny do wprowadzenia w życie słów Bożych, urzeczywistnienia słów Bożych, doprowadzenia ich do skutku i do tego, aby przez jego ciężką pracę wypełniły się one i dokonały oraz przez niego przekształciły się w rzeczywistość i aby Boże posłannictwo nie poszło na marne. Noe był godny Bożego posłannictwa, był człowiekiem, któremu Bóg ufał i na którego patrzył przychylnie. Bóg przygląda się każdemu słowu i czynowi ludzi, ich myślom i pomysłom. Skoro Noe potrafił myśleć w ten sposób, w oczach Boga jego wybór nie był chybiony. Noe był w stanie wziąć na swoje barki Boże posłannictwo i był godny Bożego zaufania, był też w stanie Boże posłannictwo spełnić. Spośród całej ludzkości jedynie on mógł zostać wybrany.

(Aneks trzeci: Jak Noe i Abraham okazywali posłuszeństwo słowom Boga i podporządkowywali się Mu (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów)

Noe był kimś, kto posiadał sumienie i człowieczeństwo. W wypełnienie Bożego posłannictwa wkładał całe serce i cały umysł, traktując budowę arki jako swoją życiową odpowiedzialność i misję. Gdy konstruował arkę, nie było nikogo, kto by go nadzorował lub popędzał, a on napotykał wiele trudności. Ale ilekroć pomyślał, że jest to Boże posłannictwo i wywyższenie, czuł się zmotywowany. Noe traktował Boga jak Stwórcę; podporządkowywał się Mu i miał wobec Niego szczere serce. Potem rozważałam, co mówi Bóg: „(…) doprowadzić do tego, by słowa Boże wydały owoce i aby przez jego ciężką pracę wypełniły się one i dokonały oraz przez niego przekształciły się w rzeczywistość i aby Boże posłannictwo nie poszło na marne”. Bóg mówił o tym, co Noe faktycznie urzeczywistniał. Noe nie znał technik budowy arki, a technologia w tamtych czasach nie była tak zaawansowana jak dzisiaj. Co więcej, musiał sam znaleźć wszystkie materiały, budując arkę kawałek po kawałku własną pracą. Musiał też zgromadzić wszelkiego rodzaju żywe stworzenia, przygotować najróżniejszy pokarm dla rozmaitych zwierząt oraz troskliwie się nimi opiekować i je hodować. Nie było to łatwe zadanie. Gdyby Noe uznał to za zbyt męczące i pracochłonne i był niedbały, arka nigdy nie zostałaby zbudowana, a wszystkie żywe stworzenia stanęłyby w obliczu zagłady. Ale mimo tak wielu trudności Noe nie cofnął się ani o krok. Zamiast tego ściśle przestrzegał Bożych wymagań bez żadnych kompromisów i wytrwale przez 120 lat wypełniał Boże posłannictwo. Dostrzegłam szczere serce Noego; miał wzgląd na intencje Boga, okazywał Mu lojalność oraz się Mu podporządkowywał. Myśląc o tym, byłam głęboko poruszona i naprawdę podziwiałam Noego. Jak ja przy nim wyglądałam? Nawet po wysłuchaniu tak wielu słów Boga, nie okazywałam Mu ani krzty podporządkowania czy lojalności. Obowiązki, które wykonywałam, były o wiele prostsze niż budowa arki przez Noego, a mimo to nie chciałam włożyć w niego odrobiny więcej wysiłku umysłowego i do tego byłam niedbała. Dotarło do mnie, że tak bardzo brakuje mi człowieczeństwa, iż nie jestem godna nazywać się człowiekiem. Noe przejmował się tym, co było pilne dla Boga, i myślał o tym, o czym myślał Bóg, a przy tym zadbał o to, by Boże intencje nie spełzły na niczym w jego przypadku. Bez względu na to, jak zmęczone lub znużone było jego ciało, jego postawa wobec Bożego posłannictwa polegała na słuchaniu, akceptacji i podporządkowaniu się. Dopóki żył, budował arkę, pozostając podporządkowanym aż do śmierci. Ta cenna postawa Noego przyniosła pocieszenie Bożemu sercu. Tylko ludzie tacy jak Noe naprawdę posiadają człowieczeństwo. Pomyślałam o tym, jak dom Boży powierza nam głoszenie ewangelii i niesienie świadectwa o Bogu poprzez tworzenie filmów. Choć forma pracy różni się od budowy arki, Boży zamiar zbawienia ludzkości pozostaje taki sam. Dobrze zrobiony film może nie tylko pomóc ludziom w wyzbyciu się pojęć, ale także poprowadzić tych, którzy pragną powrotu Pana, do poszukiwania i zgłębiania prawdziwej drogi. Tworzenie dobrych filmów jest takie ważne, ponieważ wiąże się z Bożym zamiarem zbawienia ludzi. Nie mogłam już dłużejj się lenić i uważać wysiłek umysłu za zbyt duży kłopot. Musiałam naśladować Noego, nauczyć się mieć wzgląd na intencje Boga i wypełniać swoje obowiązki.

W maju 2024 roku kościół powierzył mi zadanie na część etatu, polegające na weryfikacji materiałów wideo ze świadectwami opartymi na doświadczeniu. Zrozumiałam, że to Bóg daje mi szansę na okazanie skruchy, i głęboko ją doceniłam, starannie weryfikując każdy materiał. Gdy moje obowiązki kolidował z codziennym harmonogramem, buntowałam się przeciwko ciału i stawiałam obowiązki na pierwszym miejscu. Dzięki takiej praktyce nie czułam już zmęczenia. W październiku przywódczyni ponownie przydzieliła mnie do zespołu filmowego, bym instruowała aktorów. Słysząc tę wiadomość, bardzo się ucieszyłam. Aby nie opóźniać prób, wstawałam wcześnie i kładłam się późno albo wykorzystywałam przerwę na lunch, by sprawdzać materiały wideo. Podczas prób z aktorami robiłam co w mojej mocy, by ich instruować, i dużo z nimi ćwiczyłam. Dzięki temu czułam w sercu prawdziwy spokój i ufność.

Pewnego razu rozmawiałam z jedną siostrą o moim doświadczeniu porażki, a ona zasugerowała, bym zastanowiła się nad zapatrywaniem kryjącym się za moimi dążeniami i je zrozumiała. Pomyślałam o fragmencie słów Bożych: „Człowiek musi dążyć do urzeczywistnienia życia mającego sens i nie powinien być zadowolony ze swoich aktualnych okoliczności. By urzeczywistniać obraz Piotra, musi posiąść jego wiedzę i doświadczenia. Musi dążyć do rzeczy wyższych i głębszych. Musi dążyć do głębszej, czystszej miłości do Boga oraz o życie wartościowe i znaczące. Tylko to jest życiem; tylko w taki sposób można upodobnić się do Piotra. Musisz skupić się na proaktywnym wkroczeniu w ramach pozytywnych aspektów, a nie wolno ci być biernym ani pozwalać sobie na to, by znów się ześlizgiwać na złą drogę dla chwilowego komfortu, ignorując prawdy głębsze, bardziej szczegółowe i bardziej praktyczne. Musisz mieć w sobie praktyczną miłość i musisz znajdować wszelkie możliwe sposoby wyzwolenia się z tego zdeprawowanego, beztroskiego życia, które nie różni się niczym od życia zwierzęcia. Musisz urzeczywistniać życie mające znaczenie, mające wartość; nie wolno ci oszukiwać samego siebie ani traktować życia jak zabawki, z którą można igrać. Dla każdego, kto jest zdeterminowany i miłuje Boga, nie ma prawd nieosiągalnych ani sprawiedliwości, za którą nie mógłby się stanowczo opowiedzieć. Jak powinieneś żyć? Jak powinieneś miłować Boga i wykorzystać tę miłość do spełnienia Jego intencji? Nie ma w twoim życiu nic ważniejszego. Ponad wszystko zaś musisz posiadać taką determinację oraz wytrwałość i nie powinieneś być jak ci, którzy nie mają charakteru, jak słabeusze. Musisz się nauczyć, jak doświadczać znaczącego życia, jak doświadczać znaczących prawd; nie powinieneś traktować siebie powierzchownie. Nie zauważysz nawet, kiedy twoje życie cię ominie; czy nadal będziesz miał potem taką szansę miłowania Boga? Czyż człowiek może miłować Boga po śmierci? Musisz mieć taką samą determinację i takie samo sumienie jak Piotr; twoje życie musi być znaczące i nie wolno ci oszukiwać samego siebie! Jako istota ludzka i jako osoba dążąca ku Bogu musisz umieć rozważać swoje życie i podchodzić do niego ostrożnie, zastanawiając się, jak powinieneś ofiarować się Bogu, jak przydać swojej wierze w Boga większego znaczenia oraz – skoro kochasz Boga – jak powinieneś Go miłować w sposób czystszy, piękniejszy i lepszy(Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Czytałam ten fragment już wcześniej, ale nigdy nie zastanawiałam się, czy mój pogląd na życie i moje wartości są właściwe. Po przeczytaniu go zrozumiałam, że trzeba dążyć do prowadzenia wartościowego i sensownego życia. Gdy Piotr zaczął podążać za Panem Jezusem, podróżował wszędzie, głosząc drogę Pana. Nie dążył do wygodnego życia, lecz jedynie do miłowania i zadowolenia Boga oraz wypełnienia obowiązku istoty stworzonej. Ostatecznie został ukrzyżowany głową w dół dla Boga, osiągając szczyt miłości do Boga i podporządkowując się aż do śmierci. Zyskał Bożą aprobatę, a jego życie było wartościowe i sensowne. Ja zaś dążyłam do wygodnego życia, zawsze chcąc mieć mniej zmartwień. Takie życie jest bezsensowne; to tylko strata czasu. Pomyślałam o tym, że wykonując obowiązki reżyserski, miałam trochę mniej odpoczynku, musiałam swój umysł wytężać nieco bardziej niż inni i było to trochę bardziej męczące dla mojego ciała. Oznaczało to jednak, że mogłam wnieść swój wkład w pracę ewangelizacyjną – jakże to było cenne! Gdybym dobrze wykonywała swoje obowiązki, moje serce czułoby spokój i ukojenie, ilekroć bym o tym pomyślała. Tymczasem jest tak, że ilekroć wspominam to doświadczenie porażki, moje serce przepełniają żal i ból. Jakże chciałabym móc cofnąć czas, by spłacić swój dług! Tamto zdarzenie stało się wielkim występkiem i czymś, czego w całym swoim życiu bardzo żałuję. Musiałam zrobić wszystko, by wyzbyć się zepsutego usposobienia i wypełniać swoje obowiązki. To jest właściwy cel dążeń. Pomyślałam o słowach Bożych: „Świnie nie dążą do osiągnięcia ludzkiego życia, nie dążą do tego, by zostać oczyszczone, i nie rozumieją, czym jest życie. Każdego dnia, najadłszy się do syta, zapadają po prostu w sen. Ja zaś dałem ci prawdziwą drogę, lecz ty jej nie zyskałeś. Twoje ręce są puste. Czy masz zamiar tkwić nadal w takim życiu, życiu świni?(Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Człowiek, który żyje tylko po to, by dogadzać ciału, i nie dąży do żadnego innego celu, nie różni się niczym od zwierzęcia. Nie mogłam dalej się tak staczać. Musiałam skupić umysł i energię na dążeniu do prawdy i wypełnianiu swoich obowiązków. To jedyny sposób, by żyć jak prawdziwy człowiek!

Potem w modlitwie prosiłam Boga, by mnie chłostał i dyscyplinował, gdybym kiedykolwiek znów zaniedbywała swoje obowiązki. Często też z uważnością lustrowałam swoje nastawienie do obowiązków. Ilekroć miałam pokusę, by zrobić coś po łebkach, od razu się modliłam i wzniecałam sobie bunt przeciwko cielesności. Pewnego popołudnia ćwiczyłam kwestie dialogowe z jedną z aktorek. Mimo że kilkakrotnie ją poprawiałam, nie robiła postępów. Poczułam w pewnej chwili, że naprawdę szkoda zachodu na takie wierutne beztalencie. Wtedy pomyślałam o fragmencie słów Bożych, który czytałam dwa dni wcześniej: „Że chcesz wykonywać swój obowiązek niedbale. Próbujesz się obijać i unikać Bożego nadzoru. W takich chwilach śpiesz przed oblicze Boga, aby się pomodlić i zastanów się, czy to był właściwy sposób postępowania. Następnie przemyśl to: »Dlaczego wierzę w Boga? Taka niedbałość uszłaby przed ludźmi, ale czy ujdzie przed Bogiem? Co więcej, moja wiara w Boga nie ma na celu obijania się – tylko dostąpienie zbawienia. Moje postępowanie w ten sposób nie jest wyrazem normalnego człowieczeństwa ani nie jest umiłowane przez Boga. O nie. Mogłem się obijać i robić, co mi się podoba, w świecie zewnętrznym, ale teraz jestem w domu Bożym, jestem pod suwerenną władzą Boga, pod nadzorem Bożych oczu. Jestem osobą, muszę postępować zgodnie z moim sumieniem, nie mogę robić tego, co mi się podoba. Muszę postępować zgodnie ze słowami Boga, nie wolno mi być niedbałym, nie mogę się obijać. Jak zatem mam się zachowywać, żeby się nie obijać, żeby nie być niedbałym? Muszę włożyć w to trochę wysiłku. Właśnie teraz poczułem, że to zbyt trudne, aby zrobić to w ten sposób, chciałem uniknąć trudności, ale teraz rozumiem: może trzeba dużo zachodu, aby tak to zrobić, ale jest to skuteczny sposób i tak należy to zrobić«. Kiedy pracujesz i nadal boisz się trudności, musisz w takich chwilach modlić się do Boga: »Boże! Jestem leniwą i przebiegłą osobą, błagam Cię, dyscyplinuj mnie, rób mi wyrzuty, aby ruszyło mnie sumienie i abym miał poczucie wstydu. Nie chcę być niedbały. Błagam Cię, abyś mnie prowadził i oświecał, pokazywał mi moją buntowniczość i moją brzydotę«. Kiedy będziesz modlić się w ten sposób, zastanawiać się nad sobą i próbować siebie poznać, wywoła to w tobie uczucie żalu, będziesz w stanie nienawidzić swojej brzydoty, a twój zły stan zacznie się zmieniać (…)(Docenianie słów Boga jest fundamentem wiary w Niego, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Modliłam się o to, by buntem przeciwstawić się moim błędnym myślom i zapatrywaniom. Następnie przeanalizowałam z aktorką każdą kwestię dialogową i doszłam do tego, z czym ona ma problemy. Potem wypowiadała swoje kwestie znacznie lepiej, a zdjęcia następnego dnia przebiegły bardzo sprawnie. Dzięki takiej praktyce czułam w sercu wielki spokój i ukojenie. Później reżyser poprosił mnie, bym poszła z aktorką nagrać narrację. Do tego również podeszłam poważnie. Nie czułam zmęczenia, nawet gdy nagrywałyśmy do wczesnych godzin porannych. Później, gdy film został ukończony i zobaczyłam całość po montażu, byłam głęboko wzruszona. Choć zagrałam w nim tylko niewielką rolę, czułam, że wykonywanie tych obowiązków ma wartość i znaczenie! Bogu niech będą dzięki!

Wstecz: 1. Nauczyłem się harmonijnie współpracować z innymi

Dalej: 4. Refleksje po izolacji

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze