Czemu jestem zawsze przesadnie ostrożna w swoich obowiązkach?

29 stycznia 2023

Autorstwa Han Xi, Chiny

W marcu 2021 roku robiłam w kościele projekty graficzne. Pełniłam obowiązki w sposób arogancki i nie pracowałam harmonijnie z innymi, więc zakłócałam pracę i mnie zwolniono. Dwa miesiące później przełożona pozwoliła mi wrócić do projektowania grafiki. Byłam poruszona, a jednocześnie czułam się nieswojo, myśląc: „Jeśli znów zakłócę pracę przez swoje aroganckie usposobienie, to czy nie zostanę całkiem zdemaskowana i wyrzucona? Jeśli tak się stanie, czy to nie będzie mój koniec?”. Powiedziałam sobie: „Tym razem muszę z dużą ostrożnością podchodzić do wszystkiego. Nie mogę znów ulec aroganckiemu usposobieniu”.

Gdy wróciłam do pracy, siostry widziały, że mam doświadczenie w grafice, przychodziły do mnie z problemami, a ja starałam się znaleźć rozwiązania. Ale gdy dużo mówiłam, to od razu myślałam: „Czy ja się nie popisuję, mówiąc tak dużo? A jeśli powiem coś nie tak? Raz ktoś mi powiedział, że gdy byłam liderką grupy, polegałam na swym doświadczeniu, na jego podstawie kierowałam pracą innych zamiast szukać zasad. Przez to projekty graficzne wymagały przeróbek, które opóźniły postępy pracy. Jeśli teraz znów tak zrobię i zakłócę pracę, to czy przełożona mnie zwolni, gdy się dowie? Nie będę tak dużo mówić, żeby nie popełnić pomyłki, za którą musiałbym wziąć odpowiedzialność”. Raz omawialiśmy koncepcję projektu graficznego. Miałam odczucie, że kompozycja jest zupełnie bez sensu. Ale z wahaniem pomyślałam: „Jeśli w koncepcji są problemy, to poważna sprawa, trzeba będzie przerobić cały projekt. Czy mam się odezwać? Jeśli nic nie powiem, a okaże się, że to faktyczny problem, przeróbki i tak będą konieczne. Tylko że ślęczymy nad tym projektem już dwa dni. Jeśli teraz wskażę problem, co siostry o mnie pomyślą? Czy powiedzą, że stawiam się w centrum uwagi i robię kłopoty? A jeśli nie mam racji? Czy to nie opóźni postępów pracy? Czy potem przełożona powie, że nie mam w sobie skruchy?”. Wahałam się i nie śmiałam nic powiedzieć. Kilka dni później skończyliśmy projekt propozycji, ale gdy przełożona go ujrzała, uznała, że są problemy z koncepcją i trzeba zmienić projekt. Gdy to usłyszałam, serce mi zamarło i pomyślałam: „Gdybym wtedy się odezwała, wspólnie doszlibyśmy do rozwiązania i nie stracilibyśmy tyle czasu”. Przepełniał mnie żal, ale pomyślałam: „Nie byłam wtedy pewna, czy mam rację, więc może dobrze, że nic nie powiedziałam?”. I tyle. Więcej już nie zaprzątałam sobie tym głowy.

Potem, ilekroć w grupa omawiała problemy i prosiła nas o opinie, byłam bardzo ostrożna, bałam się, że powiem coś, z czym nikt się nie zgodzi, że będę mylnie postrzegana jako arogancka i krytyczna wobec pomysłów innych ludzi. Dlatego ilekroć coś sugerowałam, dodawałam: „To tylko moja osobista opinia, być może się mylę. Polegajcie raczej na sobie”. Czasem siostry sugerowały coś na temat moich projektów, a ja wiedziałam, że niektóre sugestie nie są zgodne z zasadami. Ale bałam się, że jeśli ich nie przyjmą, siostry uznają, że jestem arogancka i obstaję przy swoim. Niechętnie więc przyjmowałam sugestie, myśląc, że jeśli wystąpi błąd, to nie będę za to odpowiadać. W efekcie po wprowadzeniu zmian niektóre sugestie okazały się błędne i konieczne były przeróbki, które opóźniły postępy. Taka była sytuacja. Każdego dnia z lękiem wypełniałam obowiązki, czułam się fizycznie i emocjonalnie wyczerpana. Ale chcąc, by przełożona i siostry widziały, że się zmieniłam, trwałam w swojej ostrożności. Zawsze pełniłam obowiązki z takim nastawieniem. Ale z grafikami grupy wciąż były problemy i musieliśmy je ciągle przerabiać. Wyraźnie spadła wydajność naszej pracy, nim poczułam w swoim zdrętwiałym sercu, że może mój stan jest niewłaściwy, że muszę się zreflektować. Pomodliłam się do Boga, by mnie oświecił i pomógł zrozumieć moje problemy.

Na zgromadzeniu przeczytałam fragment słów Boga i zaczęłam pojmować stan, w jakim się znajdowałam. Bóg Wszechmogący mówi: „Gdy podczas wykonywania waszych obowiązków przywódców i pracowników pojawiają się problemy, skłonni jesteście je ignorować, a nawet szukać różnych pretekstów i wymówek, aby uniknąć odpowiedzialności. Są pewne problemy, które jesteście w stanie rozwiązać, lecz tego nie robicie, a problemów, których rozwiązać nie potraficie, nie zgłaszacie swoim przełożonym, jakby nie miały one z wami nic wspólnego. Czyż nie jest to zaniedbanie obowiązków? Czy traktowanie dzieła kościoła w ten właśnie sposób jest przejawem sprytu czy głupoty? (Głupoty). Czy tacy przywódcy i działacze nie są wężami? Czyż nie są zupełnie pozbawieni poczucia odpowiedzialności? Skoro ignorują stojące przed nimi problemy, czyż nie świadczy to o tym, że są bezduszni i zdradzieccy? Ludzie zdradzieccy są właśnie najgłupsi ze wszystkich. Musisz być uczciwą osobą, musisz mieć poczucie odpowiedzialności, gdy stajesz przed problemami, i musisz znaleźć sposoby szukania prawdy, aby rozwiązać problemy. Nie bądź człowiekiem zdradliwym. Jeśli uchylasz się od odpowiedzialności i umywasz od niej ręce, kiedy pojawiają się problemy, nawet niewierzący cię potępią. Czy wyobrażasz sobie, że nie zrobi tego dom Boży? Wybrańcy Boga gardzą takim zachowaniem i odrzucają je. Bóg kocha uczciwych ludzi, ale nienawidzi ludzi podstępnych i przebiegłych. Jeśli zachowujesz się jak człowiek zdradliwy i próbujesz sztuczek, czy Bóg cię nie znienawidzi? Czy dom Boży tak po prostu puści ci to płazem? Prędzej czy później zostaniesz pociągnięty do odpowiedzialności. Bóg lubi uczciwych ludzi i nie lubi ludzi zdradzieckich. Każdy powinien to jasno zrozumieć, pozbyć się zamętu w głowie i przestać robić głupie rzeczy. Chwila ignorancji jest zrozumiała, ale gdy ktoś zupełnie odmawia przyjęcia prawdy, tym samym uporczywie odmawia zmiany(Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Słowa Boga ujawniły, że ci, którzy są nieodpowiedzialni w pracy i umywają ręce, gdy pojawiają się problemy, są wyjątkowo zdradliwi. Rozważając słowo Boże, zrozumiałam, że taki jest właśnie mój stan. Byłam nieodpowiedzialna i nielojalna w obowiązkach, a gdy pojawiał się problem związany z odpowiedzialnością, moimi perspektywami i przeznaczeniem, uchylałam się i uciekałam do zdradliwych środków. Widząc problemy, milczałam, szukałam wymówek lub mówiłam mętnie. Gdy wróciłam do projektów, bałam się, że bracia i siostry powiedzą, że nie zmieniło się moje aroganckie usposobienie. Bałam się, że moje zepsute usposobienie znów doprowadzi do zakłóceń i zostanę zwolniona. Dlatego byłam ostrożna w słowach i czynach, maskowałam się. Gdy siostry zadawały mi pytania, bałam się, że powiem coś nie tak i będę za to odpowiadać, więc szukałam wymówek. Ilekroć grupa omawiała problemy i pojawiały się różnice, najczęściej milczałam i szłam z prądem. Widziałam jasno, że są problemy, ale bałam się, że ludzie powiedzą, że jestem arogancka i stawiam się w centrum uwagi, więc wolałam, żeby konieczne były przeróbki z powodu problemów, niż wyrazić swoją opinię. Nie miałam odwagi dyskutować z innymi. Byłam taka samolubna. Gdy siostry dawały sugestie dotyczące moich projektów, wiedziałem, że nie wszystkie są zgodne z zasadami, ale bałam się, że inni uznają mnie za arogancką, więc udawałam, że się zgadzam. Nie dbałam o błędy i przeróbki, o ile tylko nie musiałam brać na siebie odpowiedzialności. We wszystkim troszczyłam się o własne interesy i bałam się odpowiedzialności. Byłam taka kłamliwa! Bóg patrzy w głąb serc, a skoro byłam samolubna, kłamliwa i nieodpowiedzialna w mojej pracy, jak miałabym zyskać oświecenie i przewodnictwo od Ducha Świętego? Nic dziwnego, że moja wydajność spadła. Bóg mnie demaskował.

Przypomniał mi się fragment słów Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Jeśli ludzie kochają prawdę, będą mieli siłę, by do niej dążyć, i będą w stanie ciężko pracować, praktykując prawdę. Potrafią porzucić to, co powinno zostać porzucone, i pozwolić odejść temu, co powinno zostać zapomniane. Powinieneś zrezygnować w szczególności z tych rzeczy, które odnoszą się do twojej własnej sławy, zysków i statusu. Jeśli nie potrafisz ich porzucić, to znaczy, że nie kochasz prawdy i nie masz siły, by do niej dążyć. Kiedy coś ci się przytrafia, musisz szukać prawdy. Jeśli w tych chwilach, kiedy musisz praktykować prawdę, zawsze masz samolubne serce i nie możesz porzucić myśli o własnych korzyściach, nie będziesz w stanie wprowadzić prawdy w życie. Jeśli bez względu na okoliczności nigdy nie szukasz ani nie praktykujesz prawdy, to nie jesteś osobą, która kocha prawdę. Bez względu na to, od ilu lat wierzysz w Boga, nie zdobędziesz prawdy. Niektórzy ludzie zawsze gonią za sławą, zyskiem i własnym interesem. Niezależnie od tego, jaką kościół przydzieli im pracę, zawsze się wahają, myśląc: »Czy to przyniesie mi korzyść? Jeśli tak, zrobię to; jeśli nie, nie biorę się za to«. Taka osoba nie praktykuje prawdy – więc czy może dobrze wypełniać swój obowiązek? Zdecydowanie nie. Nawet jeśli nie czynisz zła, nadal nie jesteś osobą, która praktykuje prawdę. Jeśli nie dążysz do prawdy, nie kochasz pozytywnych rzeczy i niezależnie od tego, co cię spotyka, dbasz tylko o własną reputację i status, własne korzyści i o to, co jest dla ciebie dobre, to jesteś osobą, która kieruje się wyłącznie własnym interesem, jesteś samolubny i nikczemny. Taka osoba wierzy w Boga, aby uzyskać coś dobrego lub korzystnego dla siebie, a nie po to, aby zdobyć prawdę lub zbawienie Boże. Dlatego ludzie tego rodzaju są fałszywymi wierzącymi. Ludzie, którzy naprawdę wierzą w Boga, to ci, którzy potrafią szukać prawdy i praktykować ją, uznają bowiem w swoich sercach, że Chrystus jest prawdą i że powinni słuchać słów Boga i wierzyć w Boga tak, jak On tego wymaga. Trudno ci będzie praktykować prawdę, gdy jeśli coś ci się przydarza, zwracasz uwagę na własną reputację, status i wizerunek. W takiej sytuacji, ci, którzy kochają prawdę, dzięki modlitwie, poszukiwaniom, refleksji nad sobą i zyskaniu samoświadomości, będą mogli porzucić to, co leży w ich własnym interesie lub jest dla nich dobre, praktykować prawdę i być posłuszni Bogu. Tacy ludzie są tymi, którzy naprawdę wierzą w Boga i miłują prawdę. Jakie konsekwencje występują, gdy ludzie zawsze myślą o własnym interesie, gdy zawsze starają się chronić własną dumę i próżność, gdy zdradzają zepsute usposobienie, ale nie szukają prawdy, aby je skorygować? Wówczas nie mają oni wejścia w życie, brakuje im prawdziwych doświadczeń i świadectwa. A to jest niebezpieczne, prawda? Jeśli nigdy nie praktykujesz prawdy, jeśli brak ci jakichkolwiek doświadczeń i świadectwa, to w odpowiednim czasie zostaniesz zdemaskowany i wyrzucony. Jaki jest pożytek z ludzi bez doświadczeń i świadectwa w domu Bożym? Z pewnością wykonają źle każdy obowiązek; nie umieją niczego zrobić poprawnie. Czy nie są po prostu śmieciami? Jeśli ludzie, po latach wiary w Boga, nigdy nie praktykują prawdy, to zaliczają się do niewierzących, są źli. Jeśli nigdy nie praktykujesz prawdy, jeśli twoje wykroczenia stają się coraz częstsze, to twój koniec jest wyznaczony. Widać wyraźnie, że wszystkie twoje wykroczenia, błędna ścieżka, którą kroczysz, i twoja odmowa pokuty – wszystko to łączy się w mnóstwo złych uczynków; twój koniec będzie zatem taki, że pójdziesz do piekła, zostaniesz ukarany(Najważniejsze w wierze w Boga jest wcielanie prawdy w życie, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga głęboko mnie poruszyły. Wcześniej myślałam, że jeśli nie wyrażam opinii i idę z prądem, nie to jest duży problem. Ale po lekturze słów Boga zrozumiałam, że myślenie tylko o sobie i kierowanie się samolubnymi pobudkami, chronienie siebie, gdy jest konflikt między interesami własnymi a kościoła, i godzenie się na to, by praca ucierpiała, zamiast praktykować prawdę, to jest zło! Myślałam o całym tym czasie i wysiłku, jakie poświęcałam na każdy projekt, a gdy widziałam problemy, milczałam, co prowadziło do przeróbek i opóźnień. Czy nie zakłócałam pracy? Uczyniłam tyle zła i gdybym nie okazała skruchy, to byłby mój koniec. Gdy to pojęłam, przeraziłam się i dotarło do mnie, że w obliczu problemów należy porzucić siebie i praktykować prawdę!

Przeczytałam fragment słów Boga: „Czy byłoby w porządku, gdybyś powiedział: »Antychryści są zdeterminowani i uparci. Boję się zostać antychrystem i nie chcę podążać drogą antychrysta. Poczekam więc, aż wszyscy wyrażą swoje opinie, a następnie podsumuję je, znajdując sposób na sformułowanie wniosku, który będzie złotym środkiem«? (Nie). Dlaczego nie? Jeśli rezultat nie jest zgodny z zasadami prawdy, to nawet jeśli go zastosujesz, czy będzie skuteczny? Czy Bóg będzie tym usatysfakcjonowany? Jeśli rezultat nie jest skuteczny, a Bóg nie jest zadowolony, to jest to poważny problem. Jeśli nie postępujesz zgodnie z zasadami prawdy, jesteś niechlujny i nieodpowiedzialny w swoich obowiązkach i postępujesz zgodnie z szatańskimi filozofiami, to jesteś nielojalny wobec Boga i oszukujesz Go! Nie jesteś nawet w stanie wypełnić obowiązków, które powinieneś wypełnić, aby ludzie cię nie podejrzewali i nie uznawali za antychrysta; używasz szatańskiej filozofii »znajdowania złotego środka«. W rezultacie krzywdzisz wybrańców Boga i wpływasz na pracę kościoła. Czy takie postepowanie nie jest pozbawione zasad? Czy nie jest samolubne i podłe? Jesteś przywódcą i pracownikiem; w tym, co robisz, musisz kierować się zasadami. Wszystko, co robisz, musi być skuteczne i wydajne. Czyń wszystko, co jest korzystne dla domu Bożego, i wszystko, co jest zgodne z zasadami prawdy(Punkt szósty: Zachowują się przebiegle, są samowolni i mają dyktatorskie zapędy, nigdy nie omawiają niczego z innymi, lecz zmuszają innych, by ich słuchali, w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Słowa Boga uzmysłowiły mi, że On nie chce, byśmy byli bierni i ostrożni z obawy przed zdemaskowaniem i wyrzuceniem. Chce natomiast, byśmy pełnili obowiązki odpowiedzialnie i szukali zasad prawdy. To przynosi korzyści pracy kościoła i tylko tak można wywiązywać się z odpowiedzialności. Jeśli o mnie chodzi, gdy wróciłam do pracy przy grafikach, przyrzekłam dobrze pełnić obowiązki, ale w kwestii brania odpowiedzialności byłam przesadnie ostrożna. By inni nie nazywali mnie arogancką i zarozumiałą, milczałam, gdy dostrzegałam problemy, i uchylałam się od swoich obowiązków, co przyniosło straty w pracy kościoła. Czy nie usiłowałam oszukać Boga? Zrozumiałam, że to normalne, gdy ludzie mają różne opinie co do problemów i że o ile moją intencją było zadbanie o to, co najlepsze dla pracy kościoła, szukanie prawdy i pracowanie zgodnie z zasadami, to powinnam wyrażać swoje opinie w czasie dyskusji. To jest poważne i odpowiedzialne podejście, a nie skupianie na sobie uwagi czy zakłócanie pracy. Nawet jeśli zrobię coś źle przez swoje aroganckie usposobienie, to o ile mam odwagę się przyznać, przyjąć napomnienia od innych i zmienić się, kościół mnie nie zwolni ani nie wydali z powodu chwilowego przejawu zepsucia. Gdy do mnie to dotarło, to jeśli pełniąć obowiązki dostrzegałam coś, co narusza zasady, zgłaszałam to i omawiałam z innymi. Takie praktykowanie stopniowo zmniejszyło liczbę odchyleń w pracy. Raz omawialiśmy koncepcję projektu graficznego i zauważyłam, że materiał źródłowy i temat nie pasują do siebie, a sam temat jest niezbyt jasny. Pomyślałam: „To może być poważny problem, a jeśli tak jest faktycznie, to cała propozycja projektu nie przejdzie”. Wahałam się: „Co siostry pomyślą o mnie, jeśli powiem coś nie tak? Nieważne, lepiej nie ryzykować”. Ale martwiłam się: „Jeśli problem dotyczy zasad, to będzie trzeba zmodyfikować projekt. Czy to nie opóźni pracy?”. Ta myśl skłoniła mnie do mówienia. Po dyskusji siostry przyznały mi rację. Przesłałyśmy przełożonej sugestie modyfikacji projektu. W odpowiedzi przełożona uznała, że pierwotna koncepcja jest w porządku i kilku poprawek wymaga tylko materiał źródłowy. Serce zabiło mi mocniej: „Czy moja opinia to znów problem? Co przełożona o mnie pomyśli? Że nawet po tym, jak mnie zwolniono, wciąż jestem arogancka i zadufana, i że się nie zmieniłam?”. Pomodliłam się do Boga, mówiąc, że chcę szczerze stawić czoła swoim problemom. Z własnej inicjatywy podzieliłam się z przełożoną swoimi pomysłami, szukałam zasad w kwestii tych problemów. Przełożona przedstawiła nam szczegółowe omówienie. W efekcie w sercu mi się rozjaśniło i zrozumiałam swoje odchylenia. Przełożona nie rozprawiła się ze mną. Cierpliwie przeprowadziła omówienie. Trochę mi było smutno: Zawsze miałam się na baczności przy braciach i siostrach i w domu Bożym, bałam się, że za moje zepsucie mnie zwolnią i wyrzucą, a tymczasem dom Boży traktuje ludzi w oparciu o zasadę prawdy, nie rozprawia się z nimi i ich nie zwalnia z powodu jednej pomyłki. Jeśli ktoś spowoduje odchylenia w pracy, bo nie rozumie zasad, a po omówieniu przyzna się i naprawi swój błąd, to nie zostanie zwolniony ani wyrzucony. Jeśli ktoś jest arogancki i obstaje przy swoim, by chronić swą reputację i status, nie szuka zasad prawdy i szkodzi pracy, to wtedy należy go przyciąć i się z nim rozprawić. Jeśli sytuacja jest poważna, taki ktoś zostanie zwolniony lub wydalony. Myślałam o tym, jak mnie zwolniono. Polegałam na tym, że miałam duże doświadczenia w projektowaniu graficznym. Omawiając problemy z innymi, byłam arogancka i uparcie podtrzymywałam własne opinie. Nie przyjmowałam opinni innych, nie szukałam. Przez to niektóre projekty były odsyłane, przerabiane, a nawet lądowały w koszu. W obliczu porażki i obnażenia nie szukałam prawdy, by wyzbyć się zepsutego usposobienia. Byłam nieufna i ulegałam nieporozumieniom. Zaniedbywałam obowiązki i nie dążyłam do prawdy! Potem myślałam o tym, jak wyzbyć się przesadnej ostrożności, nieufności i nieporozumień. Przeczytałam słowa Boga. „Niektórzy ludzie kierują się w działaniu własną wolą. Łamią zasady, a gdy inni ich przytną i się z nimi rozprawią, przyznają tylko w kilku słowach, że są aroganccy i że popełnili błąd wyłącznie dlatego, że nie mają prawdy. W głębi serca jednak wciąż się uskarżają: »Nikt oprócz mnie nie nadstawia karku, a kiedy coś pójdzie nie tak, zrzucają całą odpowiedzialność na mnie. Czy to nie jest głupie z mojej strony? Następnym razem tak nie zrobię, nie będę się wychylał. Nie wystawiaj nosa, to ci go nie przytrą!«. Co sądzicie o takiej postawie? Czy jest to postawa skruchy? (Nie). Jaka to postawa? Czy taka osoba nie jest przebiegła i zwodnicza? W duchu myśli sobie: »Tym razem miałem szczęście, że nie doszło do katastrofy. Trzeba się uczyć na własnych błędach. Na przyszłość muszę bardziej ostrożny«. Tacy ludzie nie szukają prawdy, lecz załatwiają sprawę, wykorzystując swoją małostkowość i przebiegłe intrygi. Czy w ten sposób mogą zdobyć prawdę? Nie mogą, bo nie okazali skruchy. Pierwszym wymogiem skruchy jest rozpoznanie, co zrobiło się niewłaściwie: zobaczenie, na czym polegał błąd, zrozumienie istoty problemu i przejawionego usposobienia; musicie się nad tym zastanowić i przyjąć prawdę, a następnie praktykować zgodnie z prawdą. Tylko to jest postawą skruchy. Jeżeli jednak wyczerpująco rozważasz wybiegi i podstępy, stajesz się jeszcze większym krętaczem niż wcześniej, a twoje techniki są sprytniejsze i bardziej skryte oraz masz więcej metod radzenia sobie z różnymi rzeczami, to problem nie ogranicza się tylko do tego, że jesteś nieuczciwy. Używasz podstępnych środków i skrywasz tajemnice, których nie możesz wyjawić. To jest złe. Nie tylko nie okazałeś skruchy, ale stałeś się bardziej śliski i zwodniczy. Bóg widzi, że jesteś człowiekiem zatwardziałym i złym, który pozornie przyznaje się do błędu i akceptuje przycięcie i rozprawienie się z nim, ale w rzeczywistości w najmniejszym nawet stopniu nie okazuje skruchy. Dlaczego tak mówimy? Dlatego, że gdy to wydarzenie miało miejsce, a także bezpośrednio po nim, nie szukałeś prawdy ani nie praktykowałeś zgodnie z prawdą. Twoja postawa polega na używaniu filozofii, logiki i metod szatana do rozwiązania problemu. W rzeczywistości próbujesz go ominąć, zamieść pod dywan, aby inni nie dostrzegli nawet jego śladu, by nic się nie wydało. Na koniec uważasz, że jesteś bardzo sprytny. Bóg widzi właśnie te rzeczy; nie widzi zaś, byś się naprawdę zastanowił, wyznał swój błąd i okazał skruchę w obliczu tego, co cię spotkało, a następnie zaczął szukać prawdy i praktykować zgodnie z nią. Twoja postawa nie polega na szukaniu czy praktykowaniu prawdy ani na poddaniu się Bożej władzy i zarządzeniom, ale na wykorzystywaniu technik i metod szatana do rozwiązania problemu. Dajesz innym fałszywe wrażenie i opierasz się, by nie zostać zdemaskowanym przez Boga, przyjmujesz postawę obronną i konfrontacyjną wobec okoliczności, które Bóg dla ciebie przygotował. Twoje serce jest jeszcze bardziej zamknięte na Boga i oddalone od Niego niż wcześniej. A skoro tak, czy może z tego wyniknąć coś dobrego? Czy możesz nadal żyć w świetle, ciesząc się pokojem i radością? Nie możesz. Skoro odrzuciłeś prawdę i odrzuciłeś Boga, z pewnością wpadniesz w mrok, gdzie będziesz płakał i zgrzytał zębami. Czy taki stan jest powszechny w ludziach? (Tak). Niektórzy ludzie często upominają się w duchu, mówiąc sobie: »Tym razem się ze mną rozprawiono. Następnym razem muszę być sprytniejszy i ostrożniejszy. Spryt to podstawa w życiu, a kto nie jest sprytny, ten jest głupi«. Jeśli zawsze będziesz tak sobą kierował i tak się upominał, to czy kiedykolwiek do czegoś dojdziesz? Czy będziesz w stanie zyskać prawdę? Gdy spotyka cię problem, musisz poszukiwać i zrozumieć jakiś aspekt prawdy, aby go pozyskać. Co można osiągnąć przez zrozumienie prawdy? Kiedy rozumiesz jakiś aspekt prawdy, rozumiesz pewien aspekt woli Bożej; rozumiesz, dlaczego Bóg ci to zrobił, dlaczego postawił ci takie wymagania, dlaczego tak zaaranżował okoliczności, by cię skarcić i zdyscyplinować, dlaczego wykorzystał tę sprawę, by cię przyciąć i rozprawić się z tobą, a także dlaczego w tym przypadku upadłeś, zawiodłeś i zostałeś zdemaskowany. Gdy to zrozumiesz, będziesz w stanie dążyć do prawdy i osiągniesz wejście w życie. Jeśli tego nie rozumiesz i nie akceptujesz faktów, ale uparcie trwasz w sprzeciwie i oporze oraz używasz własnych technik, by się zamaskować i stanąć przed wszystkimi innymi oraz przed Bogiem z fałszywym obliczem, wtedy będziesz na zawsze niezdolny zyskać prawdę(Tylko przez dążenie do prawdy można wyeliminować własne pojęcia i błędne sposoby rozumienia Boga, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga są jasne. Najlepiej wyzbyć się nieufności i nieporozumień, szukając zrozumienia prawd w poszczególnych kwestiach. Jeśli w obliczu porażek nie szukamy prawdy, by rozwiązać problemy, a myślimy tylko, jak się dobrze zamaskować, kierując się małostkowością i pokrętnymi sposobami, to nie tylko oszustwo, ale przejaw złego usposobienia. Taka osoba nigdy nie zyska prawdy. Pamiętam, że kiedy zostałam zwolniona, przywódczyni obnażyła moją arogancję, zarozumialstwo i lekceważenie opinii innych osób. Przyznałam się do tego wtedy, ale potem nie szukałam prawdy, by wyzbyć się zepsutego usposobienia. Gdy potem wróciłam do projektowania grafiki, bałąm się, że mnie zwolnią i wyrzucą, jeśli przez swoją arogancję znów zakłócę pracę kościoła, więc kierowałam się szatańskimi filozofiami w rodzaju „Chroń siebie, by uniknąć błędów” i „Lepiej dmuchać na zimne”. Rzadko wyrażałam opinie czy sugerowałam inne rozwiązania, nigdy nie odzywałam się jako pierwsza w dyskusji. Zrobiłam się bardziej kłamliwa niż wcześniej. Widziałam problemy w projekcie, ale milczałam. Wiedziałam, że niektóre sugestie sióstr odbiegają od zasad, ale siedziałam cicho. Wydawało się, że jestem posłuszna, ale ja nie okazałam skruchy. Udawałam, że potrafię się podporządkować, że się zmieniłam. Czy nie zwodziłam braci, sióstr i Boga? Dotarło do mnie, że nie okazałach skruchy po moim zwolnieniu, że zamiast tego byłam wyrachowana i kłamliwa, myślałam tylko o tym, jak się zabezpieczyć, jak ukryć swoje zepsute usposobienie. Stałam się jeszcze podstępniejsza. Miałam złe usposobienie. Myślałam, że jestem sprytna, chciałam za pomocą cwanych sztuczek ukryć swoje zepsucie. Ale doświadczeenie pokazało mi, że ludzki wysiłki nic nie poradzą na zepsute usposobienie, że nie można się go wyzbyć szatańskimi filozofiami i fałszywą fasadą. Tylko Boży sąd i karcenie, tylko przycinanie i rozprawianie się mogą coś zmienić. Bóg pozwala nam ujawnić zepsucie i wie, że ponosimy porażki, pełniąc obowiązki, ale nie chce, byśmy byli skryci i robili dobrą minę do złej gry, gdy mamy problemy. Chce byśmy byli prości i otwarci, byśmy stawiali czoła porażkom, żałowali i zmienili się. Gdy pojęłam wolę Boga, nie byłam już bierna, odrzuciłam nieporozumienia i chciałam praktykować prawdę i okazać Bogu skruchę. Potem przeczytałam fragment słów Boga i zrozumiałam ścieżkę praktykowania. Bóg Wszechmogący mówi: „Jak zatem można radzić sobie z takimi skłonnościami do uznaniowości i lekkomyślności? Powiedzmy na przykład, że coś ci się przydarza i masz co do tego własne pomysły i plany; zanim zdecydujesz, jak postąpić, musisz poszukać prawdy i przynajmniej omówić ze wszystkimi swoje przemyślenia i przekonania, poprosić wszystkich, by ci powiedzieli, czy te przemyślenia i przekonania są poprawne i zgodne z prawdą oraz poprosić o ich ostateczną ocenę. To jest najlepszy sposób na uniknięcie arbitralności i pochopności. Po pierwsze, możesz w ten sposób rzucić nieco światła na swe własne poglądy i poszukać prawdy; jest to pierwszy krok, jaki wprowadzasz w życie, aby pozbyć się arbitralności i lekkomyślności. Drugi krok następuje wtedy, gdy inni ludzie zaczynają wyrażać odmienne opinie. Jak powinieneś wtedy postąpić, aby ustrzec się przed uznaniowością i lekkomyślnością? Najpierw musisz przyjąć pokorną postawę, odłożyć na bok własne poglądy i przekonania oraz pozwolić każdemu się wypowiedzieć. Nawet jeśli uważasz, że twój pogląd na daną sprawę jest słuszny, nie powinieneś ciągle się przy nim upierać. Już to jest swego rodzaju postępem; pokazuje bowiem, że przyjąłeś postawę poszukiwania prawdy, wyrzeczenia się samego siebie i spełniania woli Bożej. Kiedy zaś będziesz już przejawiać taką postawę, to w chwili, gdy przestaniesz kurczowo trzymać się własnych poglądów, powinieneś się pomodlić, poszukać prawdy u Boga, a potem odnaleźć fundamenty w Bożych słowach i zdecydować, jak postąpić na podstawie Bożych słów. To jest najbardziej odpowiednia i trafna praktyka(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga uświadomiły mi, że gdy ktoś ma pomysły i opinie podczas dyskusji, jego serce musi poszukiwać. Wyrażając opinie, nie zmuszamy innych, by nam przytakiwali. Chodzi o to, żeby opinie poddać pod wspólną dyskusję, żeby razem szukać zasad prawdy. To jedyne rozsądne podejście. W ten sposób chronimy pracę kościoła. Jeśli kierujemy się swoim aroganckim usposobieniem, łatwo popaść w samowolę i zdominować innych, bez bojaźni Bożej i bez posłuszeństwa Bogu. Omawiając potem koncepcje z braćmi i siostrami, otwarcie dzieliłam się pomysłami i opiniami, nawet gdy myślałam, że mam rację, nie obstawałam ślepo przy swoim. Gdy były odmienne sugestie, modliłam się i poszukiwałam. Pokornie przyjmowałam, gdy ktoś mówił coś zgodnego z zasadami. Jeśli było inaczej, nie ustępowałam i aktywnie dyskutowałam. Tylko tak można pełnić obowiązki w sposób miły Bogu.

Czytałam więcej słów Bożych i lepiej pojęłam, jak skończyć z oszustwem i nieufnością. Bóg Wszechmogący mówi: „Przyjemność sprawiają mi ci, którzy nie żywią wobec innych podejrzeń, i bardzo lubię także tych, którzy chętnie akceptują prawdę; tym dwóm rodzajom ludzi okazuję wielką troskę, gdyż w Moich oczach są oni uczciwymi ludźmi(Jak poznać Boga na ziemi, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „W czym przejawia się bycie osobą uczciwą? Po pierwsze, przejawia się ono w braku wątpliwości wobec Bożych słów. Najważniejszym i najbardziej kluczowym przejawem bycia osobą uczciwą jest poszukiwanie i praktykowanie prawdy we wszystkich sprawach. Mówisz, że jesteś uczciwy, ale cały czas ignorujesz słowa Boga i robisz, co tylko chcesz. Czy jest to przejaw bycia osobą uczciwą? Mówisz: »Choć jestem słabego charakteru, to mam szczere serce«. A jednak kiedy przypada ci w udziale jakiś obowiązek, boisz się cierpienia i tego, że jeśli nie wypełnisz tego obowiązku dobrze, będziesz musiał ponieść odpowiedzialność. Dlatego wynajdujesz rozmaite wymówki, aby się od niego wymigać, lub sugerujesz, by zajął się nim ktoś inny. Czy jest to przejaw bycia osobą uczciwą? Oczywiście, że nie. Jak zatem winna zachować się osoba uczciwa? Powinna posłusznie przyjąć na siebie te obowiązki, a potem starać się wypełniać je najlepiej, jak to możliwe, i usiłować spełnić wolę Bożą. Przejawia się to na kilka sposobów. Jednym jest przyjęcie swojego obowiązku ze szczerym sercem, nie zważając na interesy własnego ciała, pracując z pełnym przekonaniem i nie knując dla własnej korzyści. Tak właśnie przejawia się uczciwość. Inny sposób to należyte wykonywanie obowiązku całym sercem i ze wszystkich sił, robienie wszystkiego jak trzeba, wkładanie serca i miłości w wypełnianie obowiązku, by zadowolić Boga. Takie przejawy uczciwości powinny charakteryzować ludzi podczas wykonywania obowiązku. Jeśli nie realizujesz tego, co wiesz i rozumiesz, i dajesz z siebie tylko pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt procent, to nie wkładasz w pracę całego serca i wszystkich sił, jesteś krętaczem i szukasz sposobów, by się obijać. Czy ludzie, którzy wypełniają swoje obowiązki w ten sposób, są uczciwi? W żadnym razie. Bogu nie są potrzebni tacy nierzetelni krętacze; należy ich odrzucić. Do pełnienia obowiązków Bóg używa tylko ludzi uczciwych. Oznacza to, że nawet lojalni posługujący muszą być uczciwi. Wszyscy ludzie, którzy zawsze są niestaranni i niedbali, którzy cały czas są podstępni i wiecznie szukają sposobów, by się obijać, są krętaczami, są demonami, żaden z nich naprawdę nie wierzy w Boga i wszyscy zostaną odrzuceni(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Rozważając słowa Boga, pojęłam, że Jego usposobienie jest święte i sprawiedliwe. Bóg kocha szczerych ludzi. Oni kierują do Niego swoje szczere serca, nie są wobec Boga i innych ludzi nieufni ani podejrzliwi, przyjmują to, że Bóg widzi wszystko. Nie są nieuczciwi w pełnieniu obowiązków, nie szczędzą wysiłków, by robić to, co powinni. Gdy mają wziąć za coś odpowiedzialność, wyrzekają się swych interesów, hołdują zasadom i pełnią obowiązki tak, by uczynić zadość woli Boga. Tylko na ludzi pełniących obowiązki w taki sposób Bóg patrzy przychylnie. Tylko tacy ludzie są naprawdę mądrzy! Ale ja, by chronić swe interesy, milczałam, gdy widziałam problemy, a to szkodziło pracy. Mogło się wydawać, że nie jestem za to odpowiedzialna, ale przyczyną było to, że nie praktykowałam prawdy. Nie rozumiałam wielu zasad prawdy, dostrzegałam tylko jedną stronę problemu, więc w moich sugestiach musiałby być odchylenia. Ale szczera osoba właściwie traktuje swoje zepsucie i braki, przyjmuje prawdę, omówienia, napomnienia i rady innych osób, potrafi wskazać swe odchylenia i uchwycić kluczowe zasady. Jeśli błędy takiej osoby szkodzą pracy, umie ona przyznać się do tego i zmienić się. Gdy to zrozumiałam, rozjaśniło mi się w sercu. Miałam większą jasność co do zasad, które powinnam praktykować.

Gdy potem omawiałam problemy z siostrami, modliłam się, korygowałam swoje intencje i praktykowałam według zasad prawdy. Raz omawiałam koncepcję projektu z trzema siostrami i one uznały projekt za niewykonalny, a ja miałam przeciwny pogląd. Pomyślałam: „Wszystkie trzy mają to samo zdanie. Jeśli się z nimi nie zgodzę, czy to będzie arogancja? Może lepiej ugryźć się w język”. Ale ta koncepcja była nowa i świeża, temat był klarowny. Projekt był wykonalny zgodnie z zasadami. Gdybym ustąpiła tym siostrom, czy nie zaprzepaściłabym dobrego projektu? Pomyślałam o tym, jak szczerzy ludzie pełnią obowiązki i trzymają się zasad. Podzieliłam się więc moją opinią i odnośnymi zasadami. W trakcie dyskusji siostry przyznały, że to, co mówię, jest bardziej zgodne z zasadami. Byłam wtedy bardzo wdzięczna Bogu za przewodnictwo i doświadczyłam spokoju, który płynie z postępowania według zasad.

Tak więc stopniowo wyzbyłam się przesadnej ostrożności. Potrafię dzielić się swoimi opiniami, wypełniam obowiązki z sercem czystszym i bardziej otwartym. Udało mi się też podnieść swoją wydajność. To przewodnictwo Bożych słów dało mi tę wiedzę i zdolność przemiany.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Prawda pokazała mi drogę

Autorstwa Shizai, Japonia Bóg Wszechmogący mówi: „Służenie Bogu nie jest rzeczą prostą. Ci, których zepsute usposobienie pozostaje...

Wyzbyć się kłamliwości

Autorstwa Li Xiang, Filipiny Zawsze uważałem się za uczciwą osobę. Myślałem, że można ufać moim słowom i czynom, a ludzie, którzy mnie...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze