Wzrastanie poprzez porażki i trudności

29 stycznia 2023

Autorstwa Zhenxin, Filipiny

Przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego dni ostatecznych w grudniu 2020 roku. Kilka miesięcy później zostałam liderką kościoła. W kościele było dużo do zrobienia i wiele problemów do rozwiązania. Zabrałam się za to entuzjastycznie. Po jakimś czasie lepiej poznałam pracę kościoła, ale wciąż napotykałam mnóstwo problemów. Wielu nowych członków nie przychodziło na spotkania regularnie. Na jednych wpłynęły internetowe plotki, inni nie rozumieli prawd wizji i brakowało im zrozumienia religijnych pojęć, a jeszcze inni nie mogli brać regularnie udziału w spotkaniach, bo byli zajęci pracą. W obliczu tych problemów ciężko pracowałam i omawiałam z nimi wolę Bożą, by pomóc im w tych zmaganiach, ale ich problemy pozostawały nierozwiązane. Byłam naprawdę sfrustrowana. Wciąż zadawałam sobie pytanie, czemu moja ciężka praca nie rodzi owoców, a Bóg nie błogosławi kościołowi? Bracia i siostry mieli tyle problemów, a moje liczne rozmowy z nimi zawiodły. Może nie nadawałam się na liderkę? Karciłam się: to ja jestem temu winna. Gdybym wzięła na siebie odpowiedzialność i zrezygnowała, ktoś inny mógłby zostać liderem, wówczas praca byłaby bardziej efektywna. Byłam przygnębiona i bierna w swoich obowiązkach, czekając na odwołanie. Myślałam nawet, że Bóg wymyśla te trudności, żeby mnie obnażyć, żebym poniosła porażkę i najpewniej już mnie opuścił. Ta myśl mnie przeraziła. Czy Bóg mnie porzucił? Modliłam się i szukałam, ale nadal nie rozumiałam Bożej woli. Od czasu do czasu powracała myśl, że Bóg mnie opuścił. Cały czas czułam się przygnębiona, znużona i słaba. Naprawdę się bałam i czułam, że nie wypełniam już dzieła Ducha Świętego.

W kościele brakowało wówczas liderów zespołów, więc zwierzchnik polecił kilku nowych członków. Ja ich od razu mianowałam, nie wnikając w szczegóły. Na początku mówili, że chcą podjąć obowiązki, ale kiedy oficjalnie zaczęli, jeden z nich powiedział, że jest zapracowany i nie podoła zadaniu, a drugi spóźniał się na spotkania z przyczyn rodzinnych i też nie mógł wykonać pracy. Ostatecznie uznałam, że nie nadają się do szkolenia na liderów zespołu. Ciężko pracowałam, by rozwiązać trudności, które napotykałam w pracy, ale przez jakiś czas nie miałam efektów. Naprawdę nie byłam w stanie unieść tych porażek. Byłam nastawiona negatywnie, bałam się nawet każdego nowego dnia. Nie chciałam już wykonywać pracy kościelnej, bo dużo pracowałam, ale niczego nie osiągnęłam. Myślałam, że mnie to spotkało, bo Bóg chciał obnażyć moją niekompetencję, ale ja nie chciałam wpaść w taki stan. Nie chciałam zostać obnażona i wydalona przez brak wyników w pracy.

Kiedyś w swoich rozważaniach trafiłam na „Zasady dotyczące przyjmowania odpowiedzialności i składania rezygnacji”: „Każdy fałszywy przywódca, który nie przyjmuje prawdy, który nie potrafi wykonywać praktycznej pracy i który od jakiegoś czasu jest pozbawiony dzieła Ducha Świętego, musi wziąć na siebie odpowiedzialność i złożyć rezygnację” (170 Zasady praktykowania prawdy). Te słowa nastawiły mnie jeszcze bardziej negatywnie. Co powinnam zrobić? Nie rozwiązałam żadnego problemu, byłam więc fałszywą liderką. Czy powinnam zrezygnować, by liderem został ktoś kompetentny? Pracowałam w kościele już od trzech miesięcy, ale nadal nie rozwiązałam problemów, które w nim istniały. W tej sytuacji nadal nie rozumiałam Bożej woli i nie zrobiłam postępów. Wręcz źle rozumiałam Boga. Martwiłam się, że inni uznają mnie za źle nastawioną i że mnie skarcą za myśl o rezygnacji.

Na jednym ze spotkań przeczytałam w Bożych słowach: „Jesteś zwykłym człowiekiem. Musisz zaznać wielu porażek, okresów zagubienia, popełnić wiele błędów w ocenie i wiele razy zejść z właściwej drogi. Może to w pełni ujawnić twoje zepsute usposobienie, twoje słabości i braki, twoją ignorancję i głupotę, umożliwiając ci ponowne zbadanie i poznanie siebie oraz zyskanie wiedzy o wszechmocy i pełnej mądrości Boga, Jego usposobieniu. Uzyskasz od Niego to, co pozytywne, zrozumiesz prawdę i wejdziesz w rzeczywistość. Wiele rzeczy w twoim doświadczeniu nie potoczy się tak, jak sobie tego życzysz, i poczujesz się wobec tego bezsilny. W tych sprawach musisz poszukiwać i czekać; musisz uzyskać od Boga odpowiedź na każdą sprawę i zrozumieć z Jego słów ukrytą istotę każdej sprawy oraz istotę każdego rodzaju osoby. Tak zachowuje się zwykły, normalny człowiek(Docenianie słów Boga jest fundamentem wiary w Niego, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Bóg jest niesamowicie mądry. Zyskałam nowe zrozumienie tego, jak Bóg działa. Zobaczyłam, że każdy w swojej pracy musi doświadczyć porażek i trudności, a Bożą wolą jest, żebym w tym szukała prawdy, by rozprawić się ze swoim zepsuciem. W swoich obowiązkach mierzyłam się z trudnościami i porażkami, ale nie szukałam prawdy ani Bożej woli. Zawsze myślałam o rezygnacji, bo czułam, że nie odnoszę sukcesów ani nie robię tego, co lider powinien. Nie śmiałam nawet powiedzieć innym o swoim stanie. Byłam ignorantką. Nie rozumiałam Bożej woli, ani dlaczego Bóg pozwolił, by mnie to spotkało. Z Bożych słów zrozumiałam, że jestem tylko zwykłym człowiekiem, więc to normalne, że zdarzają mi się problemy i porażki. W tym była Boża wola. Zatem opowiedziałam braciom i siostrom o moim stanie i poprosiłam o pomoc. Dodałam też, że myślałam o wzięciu na siebie odpowiedzialności i zrezygnowaniu. Nie okazali mi pogardy, ale mi pomogli, zachęcili i rozmawiali ze mną o Bożych słowach. Byłam bardzo poruszona.

Przeczytali mi słowa Boga Wszechmogącego. Bóg mówi: „W trakcie doświadczania dzieła Bożego, bez względu na to, ile razy zawiodłeś, upadłeś, zostałeś przycięty lub zdemaskowany, i ile razy się z tobą rozprawiano, nie są to złe rzeczy. Bez względu na to, jak zostałeś przycięty lub jak się z tobą rozprawiono i czy zrobili to przywódcy, pracownicy, czy twoi bracia i siostry, to wszystko są dobre rzeczy. Musisz o tym pamiętać: choćbyś nie wiem jak cierpiał, w rzeczywistości odnosisz korzyść. Każdy, kto ma doświadczenie, może to potwierdzić. Bez względu na wszystko, bycie przycinanym, czy demaskowanym, albo to, że inni się z tobą rozprawiają, jest zawsze czymś dobrym. Nie jest to bowiem potępienie. To Boże zbawienie i najlepsza okazja ku temu, byś mógł poznać samego siebie. Może to zmienić bieg twojego życiowego doświadczenia. Bez tego bowiem nie będziesz miał ani okazji, ani warunków, ani też kontekstu, aby być w stanie dojść do zrozumienia prawdy o swym własnym skażeniu. Jeśli naprawdę rozumiesz prawdę i jesteś w stanie odkryć zepsute rzeczy ukryte w głębi twojego serca, jeśli potrafisz je wyraźnie rozróżnić, to jest to coś dobrego, coś co stanowi rozwiązanie głównego problemu wejścia w życie i jest bardzo korzystne dla zmian w usposobieniu. Zyskanie zdolności do tego, by naprawdę poznać samego siebie, to dla ciebie najlepsza okazja, by poprawić swoje postępowanie i stać się nowym człowiekiem; jest to najlepsza okazja, byś uzyskał nowe życie. Kiedy już rzeczywiście poznasz samego siebie, będziesz w stanie zrozumieć, że kiedy prawda staje się czyimś życiem, jest to rzecz niezwykle cenna i zaczniesz łaknąć prawdy, będziesz ją praktykował i wkroczysz w jej rzeczywistość. Jest to doprawdy coś wspaniałego! Jeśli zdołasz wykorzystać tę szansę, zaczniesz szczerze zastanawiać się nad sobą i zyskasz prawdziwą samowiedzę, ilekroć poniesiesz porażkę lub upadniesz, to pośród przygnębienia i słabości będziesz w stanie z powrotem stanąć na nogi. A kiedy już przekroczysz ten próg, będziesz mógł potem uczynić wielki krok naprzód i wkroczyć w rzeczywistość prawdy(By osiągnąć prawdę, należy uczyć się od pobliskich ludzi, spraw i rzeczy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Boże zbawienie ludzkości jest zbawieniem tych, którzy kochają prawdę, tej części ludzi, która ma wolę i determinację, tej części, która w sercach łaknie prawdy i sprawiedliwości. Determinacja człowieka to ta część jego serca, która łaknie sprawiedliwości, dobroci i prawdy oraz jest obdarzona sumieniem. Bóg zbawia tę część ludzi i przy tym zmienia ich zepsute usposobienie, aby mogli zrozumieć i pozyskać prawdę, aby zostali obmyci z zepsucia, a ich usposobienie życiowe zostało przemienione. Jeśli nie masz w sobie tych cech, nie możesz zostać zbawiony. (…) Dlaczego mówi się, że Piotr jest owocem? Ponieważ są w nim rzeczy wartościowe, rzeczy warte doskonalenia. Piotr szukał prawdy we wszystkim, był zdecydowany i miał silną wolę; miał rozsądek, był skłonny cierpieć trudności i w swoim sercu miłował prawdę; nie zrezygnował w obliczu tego, co się wydarzyło, i potrafił wyciągać wnioski ze wszystkich rzeczy. To wszystko są zalety. Jeśli nie masz żadnej z nich, oznacza to kłopoty. Nie będzie ci łatwo zdobyć prawdę i zostać zbawionym. Jeżeli nie umiesz doświadczać lub nie masz doświadczenia, nie będziesz w stanie rozwiązać trudności innych ludzi. Ponieważ nie potrafisz praktykować i doświadczać słów Bożych, nie masz pojęcia, co robić, gdy coś ci się przydarza, denerwujesz się, zalewasz się łzami, gdy napotykasz problemy, stajesz się negatywnie nastawiony i uciekasz, gdy spotka cię jakieś drobne niepowodzenie, i nigdy nie potrafisz reagować we właściwy sposób – z tych wszystkich powodów nie jest możliwe, byś wkroczył w życie(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po tych słowach jedna z sióstr powiedziała, że nieważne, z jakimi trudnościami i porażkami się zmagamy, powinniśmy się modlić i szukać Bożej woli, nie rezygnować z prawdy ani z naszego obowiązku. Rezygnacja z obowiązku nie prowadzi do rozwiązania problemu. Zepsucie i wady są obnażane tylko poprzez napotykane trudności i problemy, dzięki czemu możemy naprawdę poznać samych siebie. Bez tych doświadczeń nie dojrzymy własnych braków i zepsucia. Jak więc mielibyśmy się zmienić? Dlatego porażki i upadki nie są niczym złym. Wtedy powinniśmy szukać prawdy i wyciągnąć wnioski – nie możemy źle rozumieć Boga. Jeśli zrezygnujemy, porzucimy swój obowiązek, gdy napotkamy trudności, to jak będziemy doświadczać Bożego dzieła i dążyć do zbawienia? Jakie będzie nasze świadectwo? Bóg nie prosi nas o wiele. Jeśli w obliczu trudności jesteśmy zdeterminowani, szczerze modlimy się i szukamy prawdy, Bóg nas poprowadzi i pomoże. Słowa tej siostry były dla mnie prawdziwym oświeceniem. Zrozumiałam, że doświadczanie porażek i upadków jest Bożą miłością i szansą dla mnie, by szukać prawdy i wyciągnąć wnioski. Myślałam o tym, jak Piotr doświadczał w życiu prób, oczyszczenia, trudności i porażek. Czasami cierpiał z powodu słabości ciała, ale nigdy nie stracił wiary w Boga. Stale dążył do prawdy i szukał Bożej woli, nadrabiając to, czego mu brakowało. Ostatecznie zrozumiał prawdę, poznał Boga, stał się uległy i pokochał Boga. Powinnam być silna i stanowcza jak Piotr, gdy w obliczu porażek i trudności zwracam się do Boga z modlitwą i szukam Jego woli, rozważając, czego mi brak, zamiast winić Boga, którego nie rozumiem.

Raz podczas swoich rozważań przeczytałam Boże słowa, które trochę pomogły mi zrozumieć Jego wolę. Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie muszą się nauczyć podążać za słowami Boga i rozumieć Jego serce. Nie wolno błędnie rozumieć Boga. W rzeczywistości w wielu przypadkach obawy ludzi wynikają z ich własnych interesów. Mówiąc ogólnie, jest to obawa, że nie będą mieli żadnego wyniku. Zawsze myślą sobie: »Co będzie, jeśli Bóg mnie obnaży, odepchnie i odrzuci?«. To jest twoje błędne rozumienie Boga; to są tylko twoje myśli. Musisz przeniknąć zamiar Boga. Obnażanie przez Niego ludzi nie ma na celu wypędzenia ich. Ludzie są obnażani po to, aby ujawnić ich braki, błędy i istotę ich natury, aby mogli poznać siebie i byli zdolni do prawdziwej skruchy; obnażanie ludzi ma zatem ułatwić im wzrastanie w życiu. Bez czystego zrozumienia ludzie mają skłonności do błędnego rozumienia Boga, popadania w zniechęcenie i słabość. Mogą nawet poddać się rozpaczy. W rzeczywistości obnażenie przez Boga nie musi oznaczać, że ludzie zostaną odrzuceni. Ma to pomóc ci poznać własne zepsucie i sprawić, że okażesz skruchę. Ponieważ ludzie są zbuntowani i gdy wylewa się z nich zepsucie, nie szukają prawdy, aby znaleźć rozwiązanie, Bóg często musi stosować dyscyplinę. Dlatego czasami obnaża ludzi, odsłaniając ich brzydotę i żałosność, pozwalając im poznać samych siebie, co pomaga im wzrastać w życiu. Obnażanie ludzi ma dwa rodzaje implikacji: dla ludzi złych bycie obnażonym oznacza odrzucenie. Dla tych, którzy są w stanie przyjąć prawdę, jest to przypomnienie i ostrzeżenie; zmusza się ich do refleksji nad sobą, do ujrzenia swojego prawdziwego stanu, aby nie byli już więcej krnąbrni i lekkomyślni, bo takie postępowanie byłoby niebezpieczne. Obnażanie ludzi w ten sposób ma na celu przypomnienie im, aby wykonując swoje obowiązki nie byli bezmyślni i niedbali, nie byli zblazowani, nie zadowalali się tylko odrobiną skuteczności, myśląc, że wykonali swoje obowiązki na akceptowalnym poziomie – podczas gdy w rzeczywistości, mierząc według tego, o co Bóg prosi, wypadli znacznie gorzej, a mimo to nadal są zadowoleni z siebie, przekonani, że nieźle im idzie. W takich okolicznościach Bóg dyscyplinuje, przestrzega i napomina ludzi. Czasami Bóg obnaża ich brzydotę – co oczywiście ma służyć jako przypomnienie. W takich chwilach powinieneś zastanowić się nad sobą: wykonywanie obowiązków w ten sposób jest nieodpowiednie, wiąże się z buntem, zawiera zbyt wiele negatywnych elementów, jest całkowicie powierzchowne, a jeśli nie okażesz skruchy, zostaniesz ukarany. Kiedy Bóg cię dyscyplinuje i obnaża, nie musi to oznaczać, że zostaniesz odrzucony. Trzeba mieć do tej sprawy prawidłowe podejście. Nawet jeśli zostaniesz odrzucony, powinieneś to przyjąć, podporządkować się, niezwłocznie zastanowić się nad sobą i okazać skruchę(Jedynie praktykując prawdę i okazując posłuszeństwo Bogu można osiągnąć zmianę usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Boże słowa pokazały mi, że Jego celem w obnażaniu ludzi nie jest odrzucanie ich. On chce, żeby ludzie zobaczyli swoje zepsucie i braki, przez co będą dążyć do prawdy, by rozwiązać problemy i szybciej robić postępy. Zaczęłam się nad sobą zastanawiać. Mierząc się z trudnościami, nie szukałam szczerze Bożej woli, i nie odkrywałam swoich problemów. Myślałam po prostu, że Bóg wykorzystuje te sytuacje, by mnie obnażyć i odrzucić, bo nie nadaję się na liderkę i muszę odejść. Nie rozumiałam Boga. Wtedy pojęłam, że w pracy tak wiele spraw było niezałatwionych głównie dlatego, że nie wkładałam w nią serca. Zawsze uważałam, że mam tyle do zrobienia, ale w pracy nie miałam żadnych kierunków ani celów. Robiłam to, co przyszło mi do głowy, nie myśląc o wynikach. Niektórych ludzi zwiodły plotki, a ja nie sprawdziłam, który aspekt prawdy omówić, by rozwiać ich wątpliwości. Dzięki temu mogliby rozpoznać plotki i trwać na prawdziwej drodze. Szkoląc ludzi, nie patrzyłam na zasady, nie sprawdzałam, w jakiej sytuacji się znajdowali, robiłam to na ślepo. W rezultacie w tym aspekcie również niczego nie osiągnęłam. Podlewając nowych wiernych, nie zastanawiałam się, jakie aspekty prawdy z nimi omawiać, żeby rozwiązać ich problemy, więc i na tym polu nie miałam wyników. Chociaż z pozoru ciężko pracowałam, nie byłam uważna i nie podsumowywałam regularnie problemów w naszej pracy, przez co niczego nie osiągaliśmy. Nie udało mi się zrozumieć samej siebie, nie szukałam też prawd, w które powinnam wejść. Moją pierwszą reakcją było spychanie odpowiedzialności na Boga, bo myślałam, że celowo mnie obnaża i stawia w złym świetle. Ciągle narzekałam, nie chciałam doświadczać porażek i trudności. Wszystko miało przychodzić z łatwością i gładko się udawać. Nie rozumiałam Boga i winiłam Go za najmniejsze trudności. Jak mogłam doświadczać Bożego dzieła i dobrze wykonywać swój obowiązek? Byłam nierozsądna. Nie tak powinien zachowywać się człowiek. Gdy to zrozumiałam, poczułam ogromny żal i pomodliłam się: „Boże, stworzyłeś tę sytuację, by mnie szkolić i bym mogła wzrastać w życiu, ale nie rozumiałam Twojej woli – nie rozumiałam Ciebie. Jestem zbuntowana. Proszę, prowadź mnie i pomóż zrozumieć moje zepsute usposobienie”.

Potem przeczytałam słowa Boga Wszechmogącego, które pomogły mi zrozumieć siebie. Bóg mówi: „Przyjemność sprawiają mi ci, którzy nie żywią wobec innych podejrzeń, i bardzo lubię także tych, którzy chętnie akceptują prawdę; tym dwóm rodzajom ludzi okazuję wielką troskę, gdyż w Moich oczach są oni uczciwymi ludźmi. Jeśli jesteś zwodniczy, twoje serce będzie cechować powściągliwość i podejrzliwość wobec wszystkich ludzi i wszystkich spraw. Z tego powodu twoja wiara we Mnie zbudowana jest na fundamencie podejrzliwości. Nigdy nie uznam takiej wiary. Nie mając prawdziwej wiary, będziesz jeszcze bardziej pozbawiony prawdziwej miłości. A jeśli jesteś w stanie wątpić w Boga i snuć na Jego temat dowolne domysły, to bez wątpienia jesteś najbardziej podstępnym z ludzi. Snujesz domysły na temat tego, czy Bóg może być podobny do człowieka: niewybaczalnie grzeszny, małostkowy, wyzuty z bezstronności i rozsądku, pozbawiony poczucia sprawiedliwości, oddany nikczemnym taktykom, zdradliwy i przebiegły, zamiłowany w złu i ciemności, i tak dalej. Czyż ludzie nie dlatego myślą w ten sposób, ponieważ nie mają najmniejszej wiedzy o Bogu? Taka wiara jest niczym innym jak grzechem! Są nawet tacy, którzy uważają, że to właśnie lizusi i pochlebcy Mi się podobają, a ci, którym brakuje tych umiejętności, będą niemile widziani i stracą swoje miejsce w domu Bożym. Czy tylko tego dowiedzieliście się przez te wszystkie lata? Czy to właśnie zyskaliście? A wasza wiedza o Mnie nie kończy się na tym niezrozumieniu; jeszcze gorsze jest wasze bluźnierstwo przeciwko Duchowi Bożemu i oczernianie Nieba. Dlatego powiadam, że taka wiara, jak wasza, spowoduje jedynie, że będziecie oddalać się ode Mnie i nasili się wasz opór w stosunku do Mnie(Jak poznać Boga na ziemi, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Zawstydziłam się w obliczu tego, co objawiają Boże słowa. Doświadczając porażek, byłam podejrzliwa wobec Boga i nie rozumiałam Go. Uważałam, że jest tak zimny i bez serca jak ludzie. Myślałam, że gdy Bóg chce kogoś wykorzystać, pozwala mu cieszyć się swoją łaską, w przeciwnym razie odrzuca go, odpycha i ignoruje. Nie ufałam Bogu w oparciu o psychologię bezbożnych. Byłam taka przebiegła! Wierzyłam od niedawna, rozumiałam niewiele prawd i miałam wiele wad, a mimo to ludzie wybrali mnie na liderkę i pozwolili praktykować, żebym mogła szybciej poznać prawdę i wejść w jej rzeczywistość. Choć nieuważne wypełnianie obowiązków skutkowało czasem brakiem osiągnięć, kościół mnie nie odwołał. Ludzie nadal mi pomagali i zachęcali, rozmawiali o Bożych słowach, bym zrozumiała wolę Bożą oraz dostrzegła własne zepsucie i wady. Bóg wspaniale mnie pielęgnował i zbawiał. On jest tak dobry i kochany! Ale ja miałam się przed Nim na baczności, byłam podejrzliwa. Jak to się miało do prawdziwej wiary w Boga? Byłam tak głęboko zatruta przez szatana, słuchałam jego kłamstw, takich jak „Nikomu nie ufaj, bo nawet twój cień zostawi cię w ciemności” czy „Nie bądź złośliwa, ale miej się na baczności”. Miałam się na baczności przed wszystkimi, nawet przed Bogiem. To pokazało mi, że moje usposobienie jest naprawdę przebiegłe, i że właśnie stąd bierze się moja podejrzliwość i niezrozumienie Boga. Mierząc się z problemami, nie rozumiałam Boga, ale On nadal prowadził mnie ku zrozumieniu prawdy i pokazywał moje problemy. Czułam miłość Boga i to, że naprawdę chce mnie zbawić. Modliłam się do Boga, gotowa okazać Mu skruchę, zrezygnować z przebiegłego usposobienia i podejrzliwości wobec Niego.

Później przeczytałam ten fragment Bożych słów: „Pomimo że teraz ochoczo wypełniasz swoje obowiązki i z chęcią się poświęcasz i ponosisz koszty, jeśli nadal towarzyszą ci błędne zrozumienie, spekulacje, wątpliwości lub pretensje dotyczące Boga, a nawet buntowniczość i opór przeciwko Niemu, lub jeśli używasz różnych metod i technik, aby Mu się oprzeć i odrzucić Jego suwerenną władzę nad tobą – jeśli nie rozwiążesz tych spraw – to jest prawie niemożliwe, aby prawda stała się twoją nauczycielką, a twoje życie będzie wycieńczające. Ludzi często dręczą te negatywne stany, sprawiając, że ci walczą, jakby zanurzyli się w bagnie, zawsze żyjąc wśród prawd i fałszu, rzeczy dobrych i złych. W jaki sposób ludzie mogą odkryć i zrozumieć prawdę? Aby zacząć poszukiwanie prawdy, trzeba się najpierw podporządkować. Następnie, po pewnym czasie i nabyciu doświadczenia, będą mogli osiągnąć pewne oświecenie, i wówczas łatwo będzie im zrozumieć prawdę. Jeśli ktoś zawsze próbuje ustalić, co jest dobre, a co złe, i daje się złapać w pułapkę prawdy i fałszu, nie ma możliwości odkrycia ani zrozumienia prawdy. A co z tego wyniknie, jeśli ktoś nigdy nie może zrozumieć prawdy? Niezrozumienie prawdy rodzi pojęcia i nieporozumienia dotyczące Boga; przez nieporozumienia łatwo jest poczuć się pokrzywdzonym; kiedy wybuchają żale, stają się sprzeciwem; sprzeciw wobec Boga jest oporem wobec Niego i poważnym wykroczeniem; a wiele wykroczeń przeradza się w różnorakie przejawy zła, dlatego należy ponieść karę. Takie spotykają nas konsekwencje, gdy nigdy nie jesteśmy w stanie zrozumieć prawdy(Tylko przez dążenie do prawdy można wyeliminować własne pojęcia i błędne sposoby rozumienia Boga, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po tych słowach przestraszyłam się tego, co się stało. Gdybym dalej trwała w swoim negatywnym nastawieniu, nie szukała prawdy, nie zwierzyła się braciom i siostrom, to wciąż żyłabym zgodnie ze swoim przebiegłym usposobieniem, nie rozumiejąc Boga. Z łatwością winiłabym Boga i opierała Mu się, co byłoby wykroczeniem. Mogłabym nawet dopuścić się zła i sprzeciwić Bogu. To jest niebezpieczne! Nie rozumiałam wtedy Boga i zgadywałam Jego zamiary. Byłam pod wpływem swojego negatywnego stanu. Wciąż bałam się, że zostanę obnażona i odrzucona. Nie czułam wolności – to było takie męczące. W swojej pracy dokładałam tylko starań i wykonywałam zadania. Gdy tylko pojawiał się problem, nie rozumiałam Boga i chciałam zrezygnować. To dzięki Bożym słowom zwierzyłam się braciom i siostrom, zaczęłam szukać prawdy i poznawać swoje zepsute usposobienie. W przeciwnym razie nadal opacznie rozumiałabym Boga i zrezygnowałabym ze swojego obowiązku. Konsekwencje byłyby przerażające.

Później przeczytałam inny fragment słów Bożych, który wskazał mi, co robić, gdy w pracy kościelnej napotkam problemy. Bóg mówi: „Jeśli chodzi o problemy, które pojawiają się w kościele, niech nie ogarnia cię tyle obaw. Gdy kościół jest budowany, trudno uniknąć błędów. Nie trać jednak głowy, gdy napotkasz problemy; bądź spokojny i opanowany. Czyż nie mówiłem wam już o tym? Często przychodź przed Moje oblicze i módl się, a Ja wyraźnie pokażę ci swoje zamiary(Wypowiedzi Chrystusa na początku, rozdz. 41, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Z Bożych słów dowiedziałam się, że trudności w pracy kościoła są nieuniknione. Są zupełnie normalne i Bóg na nie pozwala. Jeśli napotykamy trudności, dopóki szczerze się modlimy i polegamy na Bogu, On nas przez nie przeprowadzi. Niektórzy nowi wierni, którzy właśnie przyjęli Boże dzieło dni ostatecznych, nie rozumieją w pełni prawd wizji i mogą dać się zwieść plotkom. Musiałam polegać na Bogu i Jego słowami obnażać sztuczki szatana, by pomóc nowym członkom utwierdzić się w prawdzie. Gdy zrozumiałam Bożą wolę i wróciłam do pracy w kościele, podsumowałam błędy i problemy z poprzedniej pracy, wyposażyłam się w prawdy istotne dla problemów, jakie napotykali nowi wierzący i w rozmowie pomogłam im się do nich odnieść. W kwestii pielęgnowania ludzi najpierw szukałam zasad pielęgnacji i modliłam się w sercu, a potem, na spotkaniu, obserwowałam, kto pasuje do tych zasad. Taki sposób wyboru ludzi wydawał się dokładniejszy.

Czasami w swojej pracy doświadczam jeszcze porażek i trudności, ale patrzę na nie już z innej perspektywy. Pytam siebie: Czego Bóg chce mnie nauczyć z tej sytuacji? Modlę się, czytam Boże słowa i szukam ścieżki praktyki. Nauczyłam się też, jak szukać pomocy u innych ludzi. Oni wskazują problemy w mojej pracy, dzięki czemu widzę swoje błędy i wady. Nie wierzę już, że Bóg chce stawiać mnie w złym świetle. Czuję raczej, że to szansa na samorefleksję i wzrost w życiu. Jedna z sióstr zauważyła, że przy podlewaniu nowych wierzących jestem bardziej cierpliwa, a gdy napotykam trudności, lepiej szukam Bożej woli niż kiedyś. Bardzo mnie to poruszyło. Mimo że z mojej strony zmiana była maleńka, doświadczyłam osobiście, że Boża miłość i zbawienie są czyste i prawdziwe. Bóg zawsze mnie prowadzi – jest przy mnie. Chętniej wypełniam obowiązek i zadowalam Boga.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Gorzki smak bycia pochlebcą

W zeszłym roku brat Xin, z którym jeździłem głosić ewangelię, został zwolniony. Gdy go o to spytałem, powiedział, że przez kilka lat nie...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze