Wyzbyć się kłamliwości

01 maja 2022

Autorstwa Li Xiang, Filipiny

Zawsze uważałem się za uczciwą osobę. Myślałem, że można ufać moim słowom i czynom, a ludzie, którzy mnie znali, taką też mieli o mnie opinię. Czułem, że jestem uczciwy i można na mnie polegać. Gdy zyskałem wiarę, nigdy nie okłamywałem braci i sióstr, nie oszukiwałem. Dlatego zawsze myślałem, że choć nie jestem nieskazitelnie uczciwy, to przynajmniej nie jestem podstępny ani szczwany. Później wskutek sądu i karcenia przez Boże słowa ujrzałem swą podstępną naturę, swoje prawdziwe oblicze.

Pamiętam, jak raz siostra Li, z którą pracowałem, przesłała mi wiadomość, pytając o postępy jednego projektu. Uświadomiłem sobie, że nie śledziłem tych postępów, więc nie znałem szczegółów. Najpierw chciałem jej to po prostu powiedzieć, ale pomyślałem, że zawsze sprawiam wrażenie kogoś, na kim można polegać, więc jeśli się przyznam, że zapomniałem o tym projekcie, czy ona pomyśli, że jestem nieodpowiedzialny? Zrobię na niej złe wrażenie i stracę wiarygodność w jej oczach. Nie odpowiedziałem od razu, tylko postanowiłem zapytać siostry zarządzającej projektem, a potem odpowiedzieć siostrze Li. Wtedy, nieważne, jakie byłyby postępy, pokażę przynajmniej, że trzymam rękę na pulsie. Udałem więc, że nie widzę tej wiadomości, i odpowiedziałem, gdy już wiedziałem coś o projekcie. Siostra Li niczego wtedy nie skomentowała, ale ja mimo to czułem się nieswojo. Przeczytałem to w słowach Boga Wszechmogącego: „Być uczciwym zaś oznacza oddać swoje serce Bogu, być wobec Niego szczerym i otwartym we wszystkich sprawach, nigdy nie ukrywać prawdy, nie próbować zwieść tych, którzy są pod tobą i ponad tobą; a także nie robić niczego tylko po to, aby przypochlebić się Bogu. Podsumowując, być uczciwym znaczy być szczerym w swych słowach i czynach i nie mamić ani Boga, ani człowieka” („Trzy przestrogi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga zawstydziły mnie. Pozornie nie skłamałem, ale mój sposób myślenia i osobiste cele w podjętych działaniach pokazały, że chciałem ukryć swoje zaniedbania, bojąc się, żeby siostra Li mnie nie przejrzała. Udałem, że nie widzę jej wiadomości, i najpierw postarałem się o informacje, żeby sprawić wrażenie, że mam wszystko pod kontrolą. Wytwarzałem fałszywe wrażenie, oszukiwałem, byłem podstępny. Dostrzegłem swoje zawiłe myślenie w tak małej sprawie, ukrywałem swe pobudki i próbowałem ukryć prawdę. Czy to było uczciwe? Nie byłem godny zaufania. Uświadomiwszy to sobie, zrozumiałem, że wcale nie jestem taki prostolinijny, że zwodzę i oszukuję innych. Obiecałem sobie, że następnym razem powiem całą prawdę, nie mogę niczego ukrywać.

Ale kilka dni później siostra Li dała mi znać, że za dwa dni przywódczyni zrobi inspekcję naszej pracy. Serce zaczęło mi walić. Przywódczyni nie robiła takich nagłych nalotów, więc zastanawiałem się, czy coś jest nie tak, czy jest jakiś problem w naszej pracy. Pomyślałem, że bardzo zajmowało mnie podlewanie, że nie osiągnąłem zbyt wiele w produkcji filmowej, którą zarządzałem. Co odpowiem, jeśli przywódczyni o to zapyta? Próbowałem zgadnąć, jakie pytania mogłaby zadać i czego nie wiedziałem, żeby móc szybko zareagować. Jeśli nie będę w stanie odpowiedzieć na jakieś pytanie, sprawię wrażenie, że nie robię prawdziwej pracy. Martwiłem się i niepokoiłem. Potem pomyślałem, że inspekcja przywódczyni to rzecz normalna, więc czemu tak się tym przejmuję? Zgadywałem, czego ona może chcieć, próbowałem ukryć swoje problemy, bojąc się, że gdy ona je zobaczy, to uzna mnie za fałszywego przywódcę. Chciałem się zakamuflować. A przecież to normalne, że przywódcy pytają o pracę. Powinienem być otwarty i wprowadzić zmiany tam, gdzie były braki. Czemu tak dużo o tym myślę? Byłem podstępny. Przypomniałem sobie te słowa Boga Wszechmogącego: „Przyjemność sprawiają mi ci, którzy nie żywią wobec innych podejrzeń, i bardzo lubię także tych, którzy chętnie akceptują prawdę; tym dwóm rodzajom ludzi okazuję wielką troskę, gdyż w Moich oczach są oni uczciwymi ludźmi” („Jak poznać Boga na ziemi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). A Pan Jezus powiedział: „Wasza mowa niech będzie: Tak – tak, nie – nie. A co jest ponadto, pochodzi od złego” (Mt 5:37). Słowa Bogą są jasne. Uczciwi ludzie powinni nazywać rzeczy po imieniu, ja kluczyłem i kombinowałem. Chciałem ukryć swoje problemy, więc miałem przebiegłe myśli. Pomodliłem się do Boga, prosząc, by prowadził mnie do prawdy, szczerości i uczciwości bez względu na to, jakie będą pytania przywódczyni.

Na spotkaniu przywódczyni najpierw zapytała o filmy, a ja to za do odpowiadałem, choć większość czasu i energii poświęcałem podlewaniu. Nie miałem postępów w produkcji filmowej. Wyjaśniłem to, a ona skarciła mnie za brak praktycznej pracy, a później zapytała, ilu nowych wierzących nie bierze udziału w zgromadzeniach. Spanikowałem, słysząc to. Nie znałem szczegółów na ten temat, czasami o to pytałem, ale nie traktowałem serio. Przed chwilą powiedziałem, że większość czasu poświęcam podlewaniu, a jeśli nie wiem nawet, ilu nowo nawróconych nie uczęszcza na zgromadzenia, co ona o mnie pomyśli? Może zapytać, co takiego robię cały dzień, że nawet tego nie wiem, iczy mogę się pochwalić realną pracą. Widziała już problemy w produkcji filmowej, więc jeśli to samo powtórzy się przy podlewaniu, czy ona mnie od razu mnie oddali? Podałem jej jakąś przybliżoną liczbę. Myślałem, że to nic, jeśli odbiega nieco od rzeczywistości. To nie była dokładna liczba, więc nie kłamałem. Po spotkaniu sprawdziłem szczegóły i okazało się, że grubo się pomyliłem. Strasznie mnie to zmartwiło. Nie byłem prawdomówny, okłamałem ją prosto w oczy. Czemu nie mogłem przestać kłamać? Modląc się, chciałem być prawdomówny. Czemu w praktyce mi się to nie udawało? Czułem się z tym strasznie. Przez chwilę słowo „oszustwo” opanowało mi myśli. Czułem, że zrobiłem coś haniebnego.

Modliłem się do Boga i czytałem fragmenty Bożych słów. „Czy życie ludzi nieszczerych nie jest wyczerpujące? Przez cały czas opowiadają kłamstwa, a potem muszą wymyślać kolejne kłamstwa, by uwiarygodnić te wcześniejsze. Bycie nieszczerym jest bardzo wyczerpujące, dlaczego zatem ktokolwiek miałby chcieć być człowiekiem nieszczerym zamiast uczciwym? Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym pytaniem? Takie są konsekwencje, gdy ludźmi manipuluje ich szatańska natura; to ona nie pozwala im pozostawić takiego życia za sobą, sprawia, że nie są w stanie uciec od tego rodzaju usposobienia. Z zadowoleniem godzą się na takie manipulacje i z zadowoleniem w nich żyją; nie chcą praktykować prawdy i kroczyć ścieżką światła. Myślisz, że takie życie jest wyczerpujące i niepotrzebne – oni jednak uważają, że jest wręcz konieczne, sądzą, że zaniechanie tego rodzaju praktyk zaszkodziłoby ich interesom, a także wizerunkowi i reputacji. Straciliby za dużo, szkoda byłaby zbyt wielka. Cenią te rzeczy, cenią sobie własny wizerunek, reputację i status – oto prawdziwa twarz ludzi, którzy nie kochają prawdy. Podsumowując, kiedy ludzie nie chcą być uczciwi lub nie praktykują prawdy, to dlatego, że nie kochają prawdy; w sercach jednak są przekonani, że zupełnie nie dbają o reputację i status, że nigdy nie gonią za trendami świata zewnętrznego ani nie żyją pod wpływem szatana – oto jest problem z ich naturą. Żyją dziś ludzie, którzy od lat wierzą w Boga, wysłuchali wielu kazań i wiedzą, na czym polega wiara w Boga, dlaczego więc wciąż nie praktykują prawdy, dlaczego nie zaszła w nich zmiana? Ponieważ nie kochają prawdy. Nawet jeśli trochę rozumieją prawdę, i tak nie są w stanie wprowadzić jej w życie, a zatem z tego, że wierzą w Boga od wielu lat, nic nie wynika” („Najbardziej fundamentalna praktyka bycia uczciwą osobą” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”).

Niektórzy ludzie nigdy nikomu nie mówią prawdy. Zanim powiedzą cokolwiek innym ludziom, wszystko mają przemyślane i wstępnie zredagowane w umyśle; nie możesz określić, które z tych rzeczy są prawdziwe, a które fałszywe. Dziś mówią jedno, a jutro drugie, komuś mówią jedno, a komuś innemu coś innego; wszystko, co mówią, jest wzajemnie sprzeczne. Jak można wierzyć takim ludziom? Bardzo trudno jest trafnie zrozumieć fakty; nie jesteś w stanie wydobyć z nich niczego konkretnego. Co to jest za usposobienie? To przebiegłość. Czy łatwo zmienić przebiegłe usposobienie? Takie usposobienie zmienić jest najtrudniej. Wszystko, co wiąże się z usposobieniem, dotyczy ludzkiej natury, a nic nie jest trudniejsze do zmiany niż to, co wiąże się z ludzką naturą. Jest takie powiedzenie: lampart nie może zrzucić swoich cętek. To absolutna prawda. Bez względu na to, o czym mówią lub co robią, ludzie przebiegli zawsze mają własne cele i motywy. Gdy nie mają celów ani motywów, nic nie mówią. Jeśli próbujesz ustalić, jakie są ich cele i motywy, zamykają się; a jeśli przypadkiem pozwolą, aby wymknęło im się coś szczerego, posuną się do wszystkiego, by odwrócić kota ogonem, zmylić cię i uniemożliwić ci poznanie prawdy. Innymi słowy, we wszystkim, co robią, nikomu nie pozwalają poznać prawdziwego obrazu sytuacji; nawet jeśli ludzie znają ich długo, nikt nie ma pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w ich umyśle. Taka jest natura przebiegłych ludzi. Bez względu na to, jak dużo mówią, nigdy się nie dowiesz, jakie są ich motywy, jaki cel starają się osiągnąć ani co naprawdę myślą. Nawet ich rodzice nie potrafią tego przeniknąć; bardzo trudno jest zrozumieć przebiegłego człowieka. Oto jacy są przebiegli ludzie: jeszcze zanim cokolwiek zrobią, ujawniają swoją przebiegłość. To rodzaj usposobienia, prawda? Nie ma znaczenia, czy coś powiedziałeś, czy nie, ani czy coś zrobiłeś, czy nie – to usposobienie jest w tobie, kontroluje cię zawsze i wszędzie, sprawia, że grasz w gierki i angażujesz się w podstępy, igrasz z ludźmi, ukrywasz prawdę i potrafisz stwarzać pozory. To jest przebiegłość” („W celu zmiany usposobienia należy zrozumieć sześć aspektów zepsutego usposobienia” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga pokazały mi, że mimo woli kłamię, oszukuję i skrywam prawdę, bo jestem podstępny i cenię swój status i reputację. To były rzeczy, które zawsze chroniłem. Przygotowywałem sobie to, co mam powiedzieć, i choćby to było męczące, nie chciałem być bezpośredni. Myślałem o tym, jak modliłem się, by Bóg pomógł mi być uczciwym, ale gdy przywódczyni zapytała o coś, o czym nie miałem pojęcia, pomyślałem, że jeśli odpowiem, że nie wiem, ona uzna, że nie można na mnie polegać w praktycznej pracy, a być może mnie odsunie. By chronić status, nie chciałem, by dostrzegła problemy w mojej pracy, więc próbowałem ukryć prawdę. Nie znałem szczegółów, więc przebiegle podałem przybliżoną liczbę, by przywódczyni pomyślała, że znam dobrze swoją pracę, że potrafię działać praktycznie. Skłonny byłem kłamać na temat tak błahy, by chronić swoją reputację i status. To było takie złe! To normalne, że czasami sobie z czymś nie radzimy, nie trzeba tego ukrywać ani kłamać. Ale by chronić swój obraz w oczach przywódczyni, kłamałam, ukrywałem problem, poświęcałem swoją godność. Jakie to było głupie! Zrozumiałem, że choć wydawałem się szczery, to w swych słowach i myślach wcale taki nie byłem. Przejawiałem szatańskie usposobienie. Byłem podstępny i wyrodny. Pojąłem, jaki jestem chytry, podły i zepsuty. Czułem do siebie wstręt, więc wstrętny byłem też Bogu. Zawsze uważałem się za prawdomówną osobę, która właściwie nie oszukiwała. Nigdy nie zrobiłem niczego, co by jawnie było wbrew Bogu, więc myślałem, że On widzi we mnie uczciwość i dobro. Myślałem, że nie muszę praktykować prawd, by być uczciwym, że wystarczy, bym pełnił obowiązek i szedł za Bogiem, by dostąpić zbawienia. Byłem żałosny i ślepy. Gdyby rzeczywistość mnie nie obrnażyła i słowa Boże nie osądziły, nigdy bym siebie nie zrozumiał. W końcu dostrzegłem, że daleko mi do uczciwości, że się nawet do niej nie zbliżałem.

Przeczytałem frament słów Boga Wszechmogącego. „Kiedy zdemaskuje się antychrystów, rozprawi się z nimi i ich przytnie, pierwszą rzeczą, jaką robią, jest szukanie rozmaitych argumentów w swojej obronie, szukanie wszelkiego rodzaju wymówek, aby wybrnąć z kłopotliwej sytuacji i tym samym osiągnąć swój cel, jakim jest uchylenie się od odpowiedzialności i uzyskanie przebaczenia. Antychryści najbardziej się boją tego, że wybrańcy Boży przejrzą ich osobowość, dostrzegą ich słabości i wady, ich prawdziwy charakter oraz zdolność do pracy – i dlatego robią wszystko, co w ich mocy, aby stwarzać pozory i ukryć swoje wady, problemy oraz zepsute usposobienie. Kiedy gra się kończy i zło zostanie ujawnione, pierwszą rzeczą, jaką robią, nie jest przyznanie się czy zaakceptowanie tego faktu, nie starają się też zadośćuczynić swoim błędom, lecz próbują wymyślić sposób, aby je ukryć, by oszukać i zmylić tych, którzy są wtajemniczeni w ich działania, aby wybrańcy Boga nie dostrzegli, jak sprawy naprawdę się mają, by się nie dowiedzieli, jakie szkody działania antychrystów wyrządziły domowi Bożemu, jak bardzo zakłócili oni i zaburzyli dzieło kościoła. Oczywiście najbardziej boją się tego, że o wszystkim dowie się Zwierzchnik, bo jeśli ktoś zgłosi ich do Zwierzchnika, to koniec z nimi. I tak oto, kiedy coś się dzieje, antychryści od pierwszej chwili nie zastanawiają się, gdzie popełnili błąd, w jaki sposób naruszyli zasady, dlaczego zrobili to, co zrobili, jakie usposobienie nimi kierowało, jakie były ich pobudki, jaki był wtedy ich stan, czy zawiniła ich krnąbrność, czy też nieczyste motywy; zamiast analizować te rzeczy, zastanowić się nad nimi czy, tym bardziej, przemyśleć je sobie, łamią sobie głowę nad sposobem ukrycia faktów, jednocześnie robiąc wszystko, aby zracjonalizować swoje postępowanie i usprawiedliwić się przed wybrańcami, aby ich oszukać, zminimalizować swoją winę i wykręcić się ze wszystkiego – wszystko po to, aby zrealizować swoje szalone ambicje i cele, czyli w dalszym ciągu czynić zło w domu Bożym, zachować swoje miejsce w ludzkich sercach i nadal móc manipulować ludźmi, by ich podziwiali i słuchali” („Nie akceptują rozprawiania się z nimi i przycinania, ani nie wykazują postawy skruchy, gdy popełniają jakiekolwiek zło, ale zamiast tego szerzą pojęcia i publicznie osądzają Boga” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga wprawiły mnie w popłoch. Zwłaszcza, gdy czytałem o antychrystach, skrywaniu prawdy, oszustwie i gmatwaniu, czułem, że Bóg osądza i obnaża mnie wprost. Myślałem o tym, jak siostra Li zapytała mnie o ten projekt, a ja nie przyznałem się od razu, że nic nie wiem, nie zastanowiłem się nad sobą, ani nie rozważyłem zmian, jakie należałoby wprowadzić. Udałem, że nie widzę jej wiadomości, i zacząłem rozpytywać o projekt. Tak żeby siostra Li nie wiedziała, że wcale nie śledzę projektu, że nieodpowiedzialnie pełnię obowiązki. Miała pomyśleć, że można na mnie polegać. Później przywódczyni przyszła sprawdzić moją pracę. Znalazła problemy, przycięła mnie i rozprawiła się ze mną. A ja nie przyjąłem prawdy i zreflektowałem się, nie przyznałem, że nie robię realnej pracy, że jestem niedbały, tylko kłamałem i kamuflowałem problemy. Powiedziałem sobie, że muszę ciężej pracować, by móc w przyszłości szybko odpowiadać na każde pytanie przywódczyni, tak żeby nie znalazał błędów i niedopatrzeń w mojej pracy, ale by myślałam, że jestem odpowiedzialny. Głowiłem się nad tym, jak siebie chronić, bojąc się, że mnie przejrzą, że stracę wizerunek odpowiedzialnej osoby. Chciałem mieć szczególne miejsce w sercach innych. Naprawdę ujawniałem usposobienie antychrysta. Gdy antychryst jest krytykowany, nie zastanawia się na sobą, lecz próbuje się usprawiedliwiać, zepchnąć odpowiedzialność, ukryć problemy, całkiem bezwstydnie. Antychryści nie chcą w ogóle zaakceptować prawdy, lecz przez swe manipulacje w słowie i czynie próbują chronić swój status. Czy ja tak nie postępowałem? Nie wykonywałem realnej pracy, nie poświęcałem się, ale nie miałem poczucia winy. Nic nie czułem, próbowałem wszystkiego, by siebie kryć. Byłem śliski, podstępny i zły z natury. Czułem się całkowicie obnażony w świetle dnia, Bóg osądził i potępił moje postępowanie. Wyczułem też Bożą nienaruszalną sprawiedliwość i bardzo się bałem. Wiedziałem, że muszę okazać skruchę i zmienić się.

Później przeczytałem fragment słów Boga Wszechmogącego. „Tylko jeśli ludzie starają się być uczciwi, mogą się dowiedzieć, jak głęboko sięga ich zepsucie i czy są w jakimkolwiek stopniu podobni do człowieka; tylko jeśli praktykują uczciwość, mogą sobie zdać sprawę, ile kłamstw wypowiadają i jak głęboko ukryte są ich oszustwa i fałsz. Tylko doświadczając praktykowania bycia uczciwym ludzie mogą stopniowo poznawać prawdę o własnym zepsuciu i uświadamiać sobie własną naturę oraz istotę, i tylko wtedy ich zepsute usposobienie może być nieustannie oczyszczane. Tylko przez ciągłe oczyszczanie zepsutego usposobienia ludzie będą mogli zdobyć prawdę. Nie spiesz się, doświadczając tych słów. Bóg nie doskonali tych, którzy są podstępni. Jeśli twoje serce nie jest uczciwe – jeśli nie jesteś uczciwą osobą – to nie zostaniesz pozyskany przez Boga. Podobnie nie pozyskasz prawdy, a także nie będziesz w stanie zyskać Boga. A co to oznacza, jeśli nie zyskujesz Boga? Jeśli nie zyskujesz Boga i nie zrozumiałeś prawdy, to nie poznasz Boga, zatem w żaden sposób nie możesz stać się z Nim zgodny, a w takim razie jesteś wrogiem Boga. Jeśli jesteś niezgodny z Bogiem, to On nie jest twoim Bogiem, a jeśli Bóg nie jest twoim Bogiem, to nie możesz być zbawiony. Jeśli nie starasz się osiągnąć zbawienia, to dlaczego wierzysz w Boga? Jeśli nie możesz dostąpić zbawienia, to na zawsze pozostaniesz zaciekłym wrogiem Boga i twój wynik będzie przesądzony. Tak więc, jeśli ludzie chcą być zbawieni, muszą zacząć od uczciwości. Istnieje znak wyróżniający tych, którzy ostatecznie zostaną pozyskani przez Boga. Czy wiesz, co to za znak? Jest napisane w Biblii, w Księdze Objawienia: »A w ich ustach nie znaleziono podstępu. Są bowiem bez skazy« (Obj 14:5). Kim są »oni«? Są to ci, którzy zostali zbawieni, udoskonaleni i pozyskani przez Boga. Jak Bóg opisuje tych ludzi? Jakie są cechy i przejawy ich działań? Są bez skazy. Nie mówią kłamstw. Zapewne wszyscy jesteście w stanie zrozumieć i pojąć, co to znaczy nie mówić kłamstw: oznacza to być uczciwym. »Bez skazy«: do czego odnoszą się te słowa? Oznaczają nieczynienie zła. A na jakim fundamencie opiera się nieczynienie zła? Bez żadnych wątpliwości opiera się na fundamencie bojaźni Bożej. Zatem być bez skazy oznacza bać się Boga i unikać zła. Jak Bóg definiuje człowieka bez skazy? W oczach Boga tylko ci, którzy boją się Boga i unikają zła, są doskonali; toteż ludzie bez skazy to ci, którzy boją się Boga i unikają zła, i tylko ci, którzy są doskonali, są również bez skazy. To jest bezwzględnie prawdziwe” („Sześć wskaźników rozwoju życiowego” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Bogą są prawdziwe. Bez praktykowania uczciwości nie dostrzegłbym, jaki jestem kłamliwy, jak poważnym problemem jest moje podstępne usposobienie. Bóg mówi: „Bóg nie doskonali tych, którzy są podstępni. Jeśli twoje serce nie jest uczciwe – jeśli nie jesteś uczciwą osobą – to nie zostaniesz pozyskany przez Boga. Podobnie nie pozyskasz prawdy, a także nie będziesz w stanie zyskać Boga” („Sześć wskaźników rozwoju życiowego” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Podstępni są pełni kłamstw. Urzeczywistniają szatańskie usposobienie, są wrogami Boga. Należą do szatana, nie mogą być zbawieni przez Boga. Pojąłem, jak niebezpieczna i haniebna jest moja kłamliwość. Nie mogłem tak dalej robić, musiałem uznać swoje błędy i praktykować prawdę.

Chciałem napisać przywódczyni o wszystkim, co się stało, ale się wahałem. Martwiłem się tym, co ona o mnie pomyśli, jeśli przyznam się do nieuczciwości. Czy pomyśli, że jestem bardzo podstępny, że za dużo myślę o tak prostej sprawie, że kłamałem w tej sprawie, że nie można mi ufać? Nie chciałem się tym razem przyznawać, tylko obiecałem sobie, że będę uczciwy następnym razem, to by się liczyło jako pokuta. Pocieszałem się myślą, że już nigdy nie skłamię, ale sumienie mnie oskarżało, czułem się winny. Znalazłem wtedy fragment słów Boga. „Kiedy ludzie doświadczają bycia uczciwymi, pojawia się wiele praktycznych problemów. Czasami otwierają usta bez zastanowienia i kierowani błędną myślą, jakimś motywem, celem lub próżnością, powiedzą kłamstwo, a w konsekwencji będą musieli wymyślać coraz to więcej kłamstw, aby uwiarygodnić to pierwsze. Ostatecznie prowadzi to do mentalnego zamętu – nie mogą jednak tego cofnąć, brakuje im odwagi, by naprawić błąd, przyznać, że skłamali, i przez to ich błędy ciągną się w nieskończoność. Później zawsze czują się tak, jakby wielki kamień zalegał im na sercu; pragną mieć możliwość oczyszczenia się, przyznania się do błędu i odpokutowania go, ale nigdy nie wprowadzają tego w życie; w końcu, po przemyśleniu, mówią sobie: »Zadośćuczynię w przyszłości, wypełniając swój obowiązek«. Zawsze mówią, że zadośćuczynią, ale nigdy tego nie robią. To nie jest tak proste jak przeprosiny zaraz po tym, jak się skłamało. Czy możesz zrekompensować szkody i konsekwencje ciągłego kłamania i oszukiwania? Jeśli, czując wielką nienawiść do samego siebie, jesteś w stanie praktykować skruchę i nigdy więcej czegoś takiego nie robić, to twój uczynek może zostać usprawiedliwiony i możesz dostąpić Bożej tolerancji i miłosierdzia. Ale jeżeli tylko kreślisz ładny obraz i mówisz, że zadośćuczynisz w przyszłości, nie czujesz jednak szczerej skruchy, a później nadal kłamiesz i oszukujesz – jeśli uparcie odmawiasz skruchy – to na pewno zostaniesz odrzucony. Ludzie obdarzeni sumieniem i rozsądkiem powinni zdawać sobie z tego sprawę. Po tym, jak ktoś kłamał i oszukiwał, nie wystarczy, by tylko myślał o zadośćuczynieniu; najważniejsze jest to, by wyrazić szczerą skruchę. Jeśli chcesz być uczciwy, musisz mówić prawdę i robić prawdziwe rzeczy. Musisz zająć się problemem kłamania i oszukiwania; czasami możesz stracić twarz, ktoś może się z tobą rozprawić, a nawet robić ci wyrzuty, ale twoje serce pozostanie niezłomne i spokojne, i powiesz sobie: »Bez względu na to, czy się ze mną rozprawią i czy mnie zastąpią, czuję się niezłomny w sercu; jestem uczciwy i w moich słowach nie ma żadnego fałszu; skoro nie wykonałem właściwie swojego obowiązku, to ktoś powinien się ze mną rozprawić, a ja powinienem przyjąć na siebie odpowiedzialność«. To jest pozytywny stan wewnętrzny. A jednak, jakie są konsekwencje oszukiwania? Jak się czujesz w sercu po tym, kiedy kogoś oszukałeś? (Nieswojo). Czujesz się nieswojo; w sercu czujesz się winny i zepsuty, przez cały czas czujesz się oskarżany: »Jak mogłem tak oszukiwać? Jak to możliwe, że znów oszukiwałem? Dlaczego taki jestem?«. Czujesz, że nie możesz podnieść głowy wysoko, jakbyś nie mógł stanąć przed obliczem Boga. W szczególności, kiedy ludzie są błogosławieni przez Boga, kiedy otrzymują Bożą dobroć, współczucie i tolerancję, czują, że wstydem jest oszukiwać Boga; w duchu gnębią ich wyrzuty sumienia – a ponadto nie mogą znaleźć spokoju ani radości. Jakiego problemu to dowodzi? Oszukiwanie to bunt, sprzeciw wobec Boga, jest to wykwit zepsutego usposobienia, a zatem przyniesie ci ból” („Jedynie będąc uczciwym można urzeczywistnić prawdziwe podobieństwo do człowieka” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). To opisywało mój stan. Czułem, jakby Bóg mówił do wprost do mnie, dostrzegłem, że kłamliwość i uczciwość do dwie przeciwne sobie ścieżki. Kłamliwość nie jest ścieżką właściwą dla człowieka. Ktoś może osiągnąć cel, stosując sztuczki, ale straci swoją uczciwość i godność, będzie czuł tylko winę i niepokój, będzie żył w mroku, a szatan wyśmieje go. Kłamiąc i oszukując, byłem jak bezwstydny goblin, szatan się mną bawił i to mnie bolało. Przez nieuczciwość chwilowo zaspokoiłem swą próżność, ale Bóg tego nie pochwalał. Czy nie byłem idiotą? Ilekroć należało powiedzieć prawdę, ja sobie tylko obiecywałem, że następnym razem tak zrobię. Pobłażałem sobie, nie praktykowałem prawdy, więc nigdy nie urzeczywistniłem uczciwości. Mówiłem sobie, że dalej tak już nie mogę, że nieważne, jak ludzie mnie postrzegają, że muszę żyć przed Bogiem i Go zadowoalać, że to jest najważniejsze. Nawet gdybym w czyichć oczach stracił twarz, praktykowanie prawdy i uczciwość zyskują aprobatę od Boga, a to jest najważniejsze, tak cenne i znaczące! Kryłem się też z osobistymi problemami, a choć inni mogli ich nie widzieć i nie krytykować mnie, to ja sam nie zdawałem sobie sprawy ze swego zepsucia i nie mogłem zmienić swojego zepsutego usposobienia. Dlatego wszystko było skryte głęboko w moim sercu, jak guz, który nie przestawał rosnąć i który by mnie ostatecznie wykończył. A tymczasem otwarci i prostolinijni bracia i siostry mówili po prostu o swoich błędach lub wątpliwościach bez owijania w bawełnę, czasem byli napominani lub odsuwani od obowiązków, a to głęboko ich poruszało. Mogli dostrzec swoje problemy wcześniej i dążyć do prawdy, by je rozwiązać, a dzięki temu robili postępy w swoim życiu. To było żenujące dla nich, lecz zyskali Bożą aprobatę dzięki praktykowaniu prawdy. To było mądre. Kiedyś myślałem, że mam mnóstwo pomysłów, że mydlenie ludziom oczu to oznaka inteligencji, ale byłem skończonym głupcem! Widziałem krótkofalowe zyski, a nie długofalowe. Byłem żałosny. Później przestałem dbać o to, co inni o mnie myślą, chciałem praktykować prawdę i pohańbić szatana, a nie rozczarować znów Boga. Odważyłem się powiedzieć prawdę przywódczyni, wraz z powodem mych kłamstw. Czułem spokój i ulgę po wysłaniu tej wiadomości. Przywódczyni wkrórce odpisała w tych słowach: „Dążenie do uczciwości w ten sposób jest wspaniałe. Ja też mam podstępne usposobienie i muszę poddać się sądowi Bożych słów”. Byłem bardzo tym poruszony, ale też zawstydzony. Ta jedna próba, aby być szczerą, uczciwą osobą, pokazała mi, że tylko tak można być istotą ludzką.

Później zacząłem praktykować uczciwość w codziennym życiu, w słowach i czynach, co pokazało mi, że często nie byłem obiektywny. Czasem kierowałem się swoimi pojeciami, a nie faktami, czasem wpadałem w przesadę. Czasem fałszywie siebie przedstawiałem i oszukiwałem innych. Stawało się coraz bardziej oczywiste, że jestem kłamcą. Pamiętam, jak raz przywódca zapytał mnie o jakiś projekt a ja pomyślałem, że nie miałem czasu, żeby ten projekt sprawdzić. Jeśli więc powiem, że nie wiem i muszę o to zapytać, czy on wtedy pomyśli, że nie wykonuję praktycznej pracy? Myślałem, jak uniknąć odpowiedzi i znaleźć czas, by sprawdzić projekt, bo wtedy przywódcy mnie nie skrytykuje, nawet jeśli nie będzie postępów w projekcie, to by przynajmniej pokazało, że trzymam rękę na pulsie. Już miałem tak postąpić, gdy uświadomiłem sobie, że znów chcę przez kłamstwa chronić swoją reputację. Dlatego pomodliłem się tymi słowami: „Boże, chcę porzucić podstępne pobudki i praktykować prawdę jak uczciwy człowiek. Poprowadź mnie i pomóż mi”. Wtedy przypomniałem sobie te słowa Boga Wszechmogącego: „Kłamiąc, wyzbywasz się własnej uczciwości i godności. Przez te kłamstwa tracisz godność i w oczach Boga nie jesteś uczciwym człowiekiem. Bogu się to nie podoba i czuje On do tego wstręt” („Jedynie będąc uczciwym można urzeczywistnić prawdziwe podobieństwo do człowieka” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa „uczciwość” i „godność” kazały mi mówić prawdę, skończyć z życiem jak demon. Dlatego przesłałem szczerą odpowiedź w tych słowach: „Nie znam szczegółów, muszę to sprawdzić”. Poczułem w sercu wielki spokój, gdy to wysłałem. Czułem coraz bardziej, że uczciwość to najważniejsza cecha bycia człowiekiem i podążania właściwą drogą.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Satysfakcjonujący donos

Autorstwa Ding Li, Stany Zjednoczone Było to latem kilka lat temu. Siostra Zhou, przywódczyni, wyznaczyła brata Li na diakona podlewania,...

Prawda pokazała mi drogę

Autorstwa Shizai, Japonia Bóg Wszechmogący mówi: „Służenie Bogu nie jest rzeczą prostą. Ci, których zepsute usposobienie pozostaje...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze