Wreszcie ujrzałam swoją przebiegłość

18 lipca 2022

Autorstwa Xiaoqian, Hong Kong

W zeszłym roku podlewałam nowych wiernych w kościele. W między czasie musiałam wybrać tych, którzy mieli być kultywowani, i poświęcałam czas i energię na wspieranie ich. To było dla mnie bardzo trudne. Nie wiedziałam, których ludzi powinnam szkolić, opierając się na ich aktualnej sytuacji, więc tylko arogancko zdecydowałam, że nie są dość dobrzy. W dodatku nie chciałam tracić energii i płacić takiej ceny. Czułam, że to wymaga wysiłku. Więc nie szkoliłam nowoprzybyłych.

Ale jeśli ich nie przeszkolę, moja przełożona może powiedzieć, że zbyt wiele po nich oczekiwałam, a nie zadałam sobie trudu, by ich kultywować, albo że jestem niekompetentna i nie umiałam ich wyszkolić. Byłam między młotem a kowadłem i nie wiedziałam, co zrobić. Czułam, że może powinnam poprosić przełożoną, żeby zadecydowała. Wtedy, gdyby coś poszło źle, nie byłabym sama za to odpowiedzialna i nie rozprawiono by się ze mną, gdybym podjęła złe decyzje. Więc kiedy skontaktowałam się z nadzorczynią, nie powiedziałam jej wprost, że nie potrafię dobrze ocenić ludzi i nie wiem, co robić, lecz zamiast tego tylko opowiadałam o sytuacji nowych i ich trudnościach: Jeden ma słabe łącze internetowe, inny jest zajęty pracą, a jeszcze inny za mało mówi na spotkaniach… Potem, z lęku że powie, że ja dyskryminuję ludzi, lawirowałam mówiąc, „Są aktywni na spotkaniach i w swoich dążeniach, więc postaram się dobrze ich kultywować”. Najpierw myślałam, że powie mi, co mam robić, i że nie są warci wysiłku szkolenia, więc to będzie jej decyzja, a ja nie będę odpowiedzialna i nie będę musiała tracić na nich czasu. Byłam zdziwiona, kiedy nie odpowiedziała, tylko powiedziała ostro, „Co próbujesz mi powiedzieć? Męczące jest słuchanie twoich zawoalowanych wypowiedzi. Zawsze tak relacjonujesz sytuację nowych wiernych. Mówisz, że mają jakiś problem i że nie są warci kultywowania, a potem mówisz, że zrobisz dla nich, co w twojej mocy. Nie rozumiem, co naprawdę myślisz”. Zdenerwowałam się. Pomyślałam, „Czy ona chce powiedzieć, że ja mówię jak wąż? Wąż nigdy nie idzie w linii prostej, tylko zygzakiem. Czy jestem aż tak zła?”. Wtedy wcale nie znałam siebie i podejrzewałam, że może ona wyładowuje się na mnie. Wiedziałam, że nie powinnam tak myśleć, że ona nie mówi tego bez powodu, że to musi odzwierciedlać jej aktualne doświadczenie ze mną. Bóg kazał jej się ze mną rozprawić, żebym dostała nauczkę, a że nie mogłam dostrzec własnego zepsucia, jej krytyka była dla mnie pomocna. Więc powiedziałam jej, „Nie widzę problemów, które opisujesz, ale chcę to przyjąć i zastanowić się nad sobą”.

Potem myślałam o tym, co powiedziała, i poprosiłam Boga, by mnie poprowadził i bym poznała samą siebie. Przypomniałam sobie, jak w Biblii Bóg Jahwe zapytał szatana: „»Skąd przybywasz?« Wtedy szatan odpowiedział Jahwe i rzekł: »z krążenia po ziemi i z przechadzania się po niej«” (Hi 1:7). Potem znalazłam Bożą analizę odpowiedzi szatana. Bóg mówi: „Co zatem czujecie, widząc, jak szatan odpowiada w ten sposób? (Czujemy, że szatan zachowuje się niedorzecznie, ale również przebiegle). Czy potraficie odgadnąć, co Ja czuję? Za każdym razem, gdy widzę te słowa szatana, czuję obrzydzenie, ponieważ szatan mówi, a jednak jego słowa nie mają żadnej treści. Czy odpowiedział na pytanie Boga? Nie, słowa, które wypowiedział, nie były odpowiedzią, nic z nich nie wynikało. Nie były one odpowiedzią na Boże pytanie. »Z krążenia po ziemi i z przechadzania się po niej«. Jak rozumiesz te słowa? Skąd właściwie przychodzi szatan? Czy dostaliście odpowiedź? (Nie). Na tym polega »geniusz« przebiegłych intryg szatana, aby nie pozwolić nikomu odkryć, co faktycznie mówi. Po usłyszeniu tych słów wciąż nie potrafisz rozeznać, co powiedział, chociaż skończył już mówić. On jednak uważa, że odpowiedział doskonale. Co zatem czujesz? Odrazę? (Tak). Teraz zaczynasz czuć odrazę w reakcji na te słowa. Słowa szatana mają to do siebie, iż sprawiają, że drapiesz się po głowie, nie mogąc dostrzec źródła jego słów. Czasem szatan ma motywy i mówi rozmyślnie, czasem jednak, pod wpływem jego natury, takie słowa pojawiają się spontanicznie i wychodzą prosto z jego ust. Szatan nie zastanawia się długo nad takimi słowami, lecz wypowiada je bez zastanowienia. Kiedy Bóg zapytał, skąd się wziął, szatan odpowiedział kilkoma dwuznacznymi słowami. Czujesz się bardzo zdezorientowany, bo nigdy nie wiesz dokładnie, skąd szatan przybył. Czy jest wśród was ktoś, kto mówi podobnie? Jaki to sposób mówienia? (Jest niejednoznaczny i nie daje pewnej odpowiedzi). Jakich słów powinniśmy użyć, aby opisać taki sposób mówienia? Odwraca on uwagę i wprowadza w błąd, prawda? Przypuśćmy, że ktoś nie chce ujawnić innym, co zrobił wczoraj. Mówisz do niego: »Widziałem cię wczoraj. Dokąd szedłeś?«. On nie odpowiada ci bezpośrednio na pytanie, gdzie poszedł, tylko mówi: »Ależ to był dzień. Okropnie męczący!«. Czy odpowiedział na twoje pytanie? Tak, ale nie taką odpowiedź chciałeś usłyszeć. Jest to »genialna« sztuczka zawarta w ludzkiej mowie. Nigdy nie odkryjesz, co ktoś taki ma na myśli ani nie dostrzeżesz źródła bądź intencji kryjącej się w jego słowach. Nie wiesz, czego stara się uniknąć, ponieważ w swym sercu ten człowiek ma własną opowieść – to jest podstępne. Czy niektórzy z was również mówią w taki sposób? (Tak). Jaki zatem macie w tym cel? Czy czasem chodzi o ochronę waszych interesów, czasami o utrzymanie dumy, pozycji i wizerunku, zachowanie tajemnic życia prywatnego? Niezależnie od celu, jest on nierozerwalnie związany z waszymi interesami, powiązany z nimi. Czyż nie taka jest ludzka natura?” („Sam Bóg, Jedyny (IV)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Ze słów Bożych zrozumiałam, że szatan zawsze w swoich słowach ukrywa motywy i stosuje sztuczki, żeby ukryć swoje złe intencje. Kręci i unika jasnej odpowiedzi. To jest niezrozumiałe i nikt nie wie, o co chodzi. Zrozumiałam, że rozmawiam z braćmi i siostrami jak szatan, lawirując i wprowadzając ich w błąd. Tak, jak kiedy mnie zapytali, ilu nowych wiernych można było przeszkolić w kościele, który nadzorowałam, i jaka była ich sytuacja, mogłam odpowiedzieć kilkoma prostymi zdaniami, ilu ich jest i opisać ich sytuację. Ale ja nie dałam jednoznacznej odpowiedzi. Opowiadałam o problemach nowoprzybyłych i wymyślałam wymówki, żeby wszyscy nie zauważyli, że nie skupiam się na problemach nowych, tylko że oni są problematyczni i nie są warci zachodu. Potem, po przedstawieniu tych wszystkich wymówek, zmieniłam ton i zaczęłam lawirować mówiąc, że musimy kultywować nowych i że zrobię dla nich, co w mojej mocy. Przez chwilę mówiłam, jak bardzo są problematyczni, a potem, że będę z nimi pracować. To nie była bezpośrednia odpowiedź, tylko taka pokręcona, jak wąż, i nikt nie wiedział, co miałam na myśli. Bóg powiedział, że szatan mówi tak pokrętnie, i zawsze ma jakiś motyw i cel, bo chce chronić własne interesy. Zapytałam siebie, jaki cel ja miałam, kiedy mówiłam w ten sposób do braci i sióstr. Myśląc o tym uważnie zrozumiałam, że zawsze zaczynałam mówić o problemach, żeby bracia i siostry nie pomyśleli, że nie skupiam się na kultywowaniu ludzi, tylko że to ludzie, z wielu powodów, są złymi kandydatami. Na koniec mówiłam, że będę trzymać rękę na pulsie, żeby inni myśleli, że dźwigam brzemię kultywowania nowych i że mam pozytywne podejście. Wtedy nie mogliby powiedzieć, że szufladkuję ludzi i nie chcę płacić ceny. Bardzo lawirowałam i kryły się za tym moje paskudne motywy. Mówiłam niejasno, żeby inni zgadywali, co mam na myśli, żebym mogła zdecydować, czy nowi mogą być kultywowani, i żeby to było dla mnie korzystnie, niezależnie od wszystkiego. Gdyby ktoś chciał dociekać, dlaczego ich nie kultywowałam, mogłabym łatwo obwinić o to braci i siostry mówiąc, że to oni kazali mi tego nie robić. Gdyby nowi poczynili postępy, wszyscy zobaczyliby, że potrafię kultywować nawet takich ludzi, i uznaliby mnie za kompetentną. Sposób, w jaki mówiłam, Bóg opisywał jako słowa szatana, pokrętne jak wąż, całkowicie ukrywające moje motywy i cele. Chciałam osiągnąć własne cele tak, by nikt nie wiedział, o co chodzi. Byłam jak szatan, niesamowicie podstępna i przebiegła. Tak jak wtedy, kiedy spytałam swoją przełożoną, których nowych powinnam kultywować, lawirowałam wokół różnych spraw, wspominając o problemach tych ludzi, by to ona zdecydowała, bo jeśli nowi nie poczynią postępów, nie będzie to moja wina, tylko jej. Gdy o tym myślę, moje niebezpośrednie podejście wyglądało, jakbym prosiła o radę, a w rzeczywistości chciałam, by inni zadecydowali za mnie i chciałam wymigać się od odpowiedzialności. Byłam taka podstępna. Jeśli normalna osoba zadaje pytania, chce po prostu poznać zasady, żeby móc według nich postępować i lepiej kultywować innych, by przynieść korzyść pracy doku Boga. Ale ja chciałam pozbyć się odpowiedzialności, by chronić własne interesy, reputację i status. Jak mogłam być taka podstępna? Przełożona tak mnie nazwała, bo zawsze kalkulowałam i nie zastanawiałam się nad sobą. To brzydziło Boga i denerwowało ludzi. Zrozumiawszy to przysięgłam Bogu, że od tej chwili, mówiąc coś, zastanowię się nad motywami i będę praktykować uczciwość. Później, gdy ktoś pytał mnie o nowych wiernych, czasem już chciałam zacząć mówić o ich problemach, żeby wyszli na nienadających się, bo nie chciałam ponosić odpowiedzialności, ale potem docierało do mnie, że mam złe motywy i znów jestem podstępna, więc modliłam się i mówiłam o nich uczciwie i obiektywnie. Ale kilka dni później wróciłam do swoich przyzwyczajeń.

Pewnego dnia przełożona powiedziała, że nowy wierny, którego podlewałam, przychodzi na spotkania siostry Zhang, i podobają mu się jej omówienia. Pomyślałam, że ten nowy jest arogancki, ma mnóstwo pojęć i lubi świeckie trendy. Regularnie uczestniczył w moich spotkaniach, a podlewanie go było męczące, więc wymyśliłam, że pozbędę się pracy, skoro siostra Zhang może go podlewać. Jednak to ja powinnam go podlewać, i jeśli przekażę go siostrze Zhang, przełożona powie, że jestem podstępna, i chcę się pozbyć nowych, których trudno podlewać. Gdyby przełożona zaproponowała przekazanie go siostrze Zhang, mogłabym w sposób naturalny pozbyć się tego kłopotu. Więc zadałam jej pytanie, czy naprawdę ten nowy woli omówienia siostry Zhang. Potwierdziła to, więc szybko pociągnęłam temat mówiąc, że skoro tak, to może powinnyśmy pozwolić mu robić to, co woli. I tak nie przychodzi regularnie na moje spotkania. Spytałam ją, co sądzi. Czekałam, że powie, że powinien zostać przeniesiony. Ale nie zdecydowała od razu. Później czułam się niezręcznie i trochę winna, wiedząc, że znów mówię, mając ukryte motywy. Dlaczego zawsze miałam te ohydne intencje? Czemu nie potrafiłam jasno i bezpośrednio wyrazić swoich myśli i powiedzieć jej wprost, że nie mam dobrego wrażenia o tym nowym, że sprawia mi dużo kłopotu i chciałabym go komuś przekazać?

Potem poszukałam słów Bożych odpowiednich do mojego stanu, i obejrzałam film z czytaniem Bożych słów. „Niektórzy ludzie mówią w bardzo zagmatwany sposób. Czasem ich zdania mają początek, lecz nie mają końca, a czasem mają koniec, ale pozbawione są początku. W ogóle nie jesteś w stanie stwierdzić, co chcą powiedzieć; nic z tego, co mówią, nie ma dla ciebie żadnego sensu, a jeśli poprosisz ich, by jasno wytłumaczyli, o co im chodzi, odmawiają. W swoich wypowiedziach często używają zaimków. Na przykład, relacjonując coś, mówią: »Tamten facet… yyy… myślał sobie to i to, a potem ci bracia i siostry nie byli szczególnie zachwyceni…«. Mogliby tak mówić godzinami, a i tak nie wyraziliby się jasno, jąkając się i zacinając, nie mówiąc nic sensownego, a jedynie niemające ze sobą żadnego związku rzeczy, po których wysłuchaniu nie jesteś ani trochę mądrzejszy, a nawet czujesz się z lekka niespokojny. W istocie, przeczytali wiele książek i są dobrze wykształceni – dlaczego więc nie są w stanie wypowiedzieć pełnego zdania? Jest to problem, który wynika z ich usposobienia. Ludzie są tak śliscy i wykrętni, że trzeba wielkiego wysiłku, aby mogli cokolwiek powiedzieć. We wszystkich ich wypowiedziach nie ma sedna; zawsze jest w nich jakiś początek, ale nie ma końca; jak już otworzą usta i wypalą coś na początek, połykają koniec zdania. Dlaczego go połykają? Bo nie chcą, żebyś zrozumiał, o co im chodzi, tylko chcą, abyś się domyślał. Jeśli powiedzą ci wprost, zorientujesz się, o co im chodzi i przejrzysz ich na wylot, nieprawdaż? Oni tego nie chcą. Czego zatem chcą? Chcą, żebyś sam się domyślał, i chętnie pozwolą ci wierzyć, że to, czego się domyślasz, jest prawdą – w takim przypadku oni tego nie powiedzieli, więc nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. A co ponadto zyskują, gdy mówisz im, co według ciebie mieli na myśli? Twoje przypuszczenia są dokładnie tym, co chcą usłyszeć, gdyż mówią im one o twoich przemyśleniach i poglądach w danej sprawie. Od tego momentu sami mogą mówić w sposób wybiórczy, decydując, co mają powiedzieć, a co przemilczeć, i jak to wyrazić, by następnie wykonać kolejny krok zgodnie ze swoim planem. Każde zdanie kończy się pułapką, a kiedy będziesz ich słuchał, to – jeśli będziesz zadawał dodatkowe pytania – na dobre wpadniesz w tę pułapkę. Czy to ich męczy, że zawsze wyrażają się w ten właśnie sposób? Takie jest ich usposobienie – nie czują się tym zmęczeni. Jest to dla nich zupełnie naturalne. Dlaczego zaś chcą zastawiać wciąż na ciebie te pułapki? Ponieważ nie rozumieją jasno twoich poglądów i boją się, że to ty ich przejrzysz. Usiłując uniemożliwić ci zrozumienie ich samych, starają się jednocześnie przejrzeć i zrozumieć ciebie. Chcą wydobyć od ciebie twoje poglądy, przemyślenia i metody. Jeśli im się to uda, to znaczy, że ich pułapki zadziałały. Niektórzy ludzie grają na zwłokę, często mówiąc »hm« i »aha«; nie wyrażają konkretnego punktu widzenia. Inni stosują taktykę wymijającą, mówiąc »niby że« i »tak jakby…«, ukrywając to, co naprawdę myślą, i używając takich sformułowań zamiast tego, co rzeczywiście chcą powiedzieć. W każdym zdaniu znajduje się wiele bezużytecznych funktorów, przysłówków i czasowników posiłkowych. Gdybyś nagrał ich słowa, przekonałbyś się, że żadne z nich nie ujawnia ich poglądów ani postawy w danej sprawie. Wszystkie ich słowa zawierają natomiast ukryte pułapki, próby i pokusy. Jakie jest to usposobienie? (Złe). Nawet bardzo złe. Czy w grę wchodzi tutaj dwulicowość? Te pułapki, próby i pokusy, które stwarzają, nazywamy dwulicowością. Jest to powszechna cecha ludzi mających złą istotę antychrystów. Jak zatem przejawia się ta wspólna im cecha? Przekazują oni dobre nowiny, ale nigdy te złe; wyrażają się wyłącznie w sposób miły dla ucha, mówią z wahaniem, częściowo ukrywając to, o co im naprawdę chodzi, wyrażają się niejasno i chaotycznie, a ich słowa mają poddać słuchacza próbie. Wszystkie te techniki to pułapki i wszystkie one są środkami, jakimi posługuje się dwulicowość” („Oni są źli, podstępni i kłamliwi (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”).

Bóg mówi nam, że antychryści nigdy nie mówią wprost, a ich słowa są niejasne i dezorientują innych. Oni zawsze badają grunt, próbując złapać w pułapkę innych, by osiągnąć własne cele bez brania na siebie odpowiedzialności. Tak jak szatan powiedział Ewie, że nie umrze, jeśli zje owoc. Słowa szatana sprawdzały i kusiły, nie ujawniały bezpośrednio celów, lecz namawiały innych do grzechu bez żadnej odpowiedzialności. Jak powiedział Bóg: „Dziś każdy człowiek ma w sobie szatańskie usposobienie; wszyscy ludzie mają w sobie trujące podszepty szatana, które kuszą Boga i uwodzą człowieka. Czasem, gdy ludzie przemawiają, mówią tonem szatana, z zamiarem kuszenia i uwodzenia. Myśli i idee, które przepełniają ich głowy, aż kipią od szatańskich trucizn; sam sposób, w jaki się zachowują, jest iście szatański, a czasem nawet zwykłe mrugnięcie okiem lub gest niosą w sobie powiew pokusy i uwodzenia” („Najbardziej zagrożeni są ci, którzy utracili dzieło Ducha Świętego” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Byłam taka sama, zawsze mówiłam w pokrętny sposób, szpiegując i kusząc dla własnych złych motywów. Kiedy przełożona wspomniała, że ten nowy wierny, o którym miałam swoje zdanie, chodzi na inne spotkania, nie chciałam tracić czasu i energii na wspieranie go i wolałam skorzystać z okazji, by się go pozbyć. Ale nie chciałam, by przełożona wiedziała, że go zaszufladkowałam o odrzuciłam. Chcąc zachować wizerunek osoby odpowiedzialnej i życzliwej dla nowych wiernych, chytrze zasugerowałam jej, że powinnyśmy wziąć pod uwagę jego uczucia i zrobić to, co on chce, próbując naprowadzić ją, by zasugerowała przeniesienie go na tamte spotkania, bym mogła osiągnąć swój cel. W ten sposób mówiłam to, co Bóg opisuje: „Gdybyś nagrał ich słowa, przekonałbyś się, że żadne z nich nie ujawnia ich poglądów ani postawy w danej sprawie. Wszystkie ich słowa zawierają natomiast ukryte pułapki, próby i pokusy. Jakie jest to usposobienie? (Złe). Nawet bardzo złe” („Oni są źli, podstępni i kłamliwi (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). W tych sytuacjach nawet jedno szczere słowo nie padło z moich ust, tylko te wprowadzające w błąd. Naprawdę miałam złą naturę. Wolałam zwodzić, by ludzie nie ujrzeli mojej prawdziwej twarzy. Uważałam, że to głupie powiedzieć coś wprost, jakbym strzelała sobie w stopę, i że tylko idiota by tak zrobił. Wzięłam bycie przebiegłą za bycie bystrą i myślałam, że jestem zdolna, mam głowę na karku i jestem zawsze krok do przodu, a w ten sposób moje osobiste interesy nie ucierpią. Z przebiegłości uczyniłam swój sposób na życie i całkiem lekceważyłam pozytywne rzeczy, które Bóg mówi o byciu uczciwym człowiekiem i transparentnym w słowach i czynach. Myślałam, że na tym stracę. Byłam zbyt sprytna i widziałam wszystko wypaczone, brałam szatańskie metody na życie za swoje osobiste standardy, zawsze byłam śliska, gotowa oszukiwać i rozgrywać gierki. To odkrycie sprawiło, że się przestraszyłam, że jestem taka przebiegła i zła. Szatan naprawdę mnie zepsuł i nie postępowałam jak człowiek. Kiedyś bardzo spodobała mi się dizajnerska torebka, którą kupiła sobie moja ciotka. Nie chciałam wydać na nią pieniędzy, a wstydziłam się o nią poprosić, więc powiedziałam, udając bardzo przymilną, „Torebka, której prawie wcale nie nosisz, co za marnotrawstwo! Już przecież masz torebki tej marki, po co ją kupiłaś?”. Mówiłam tym tonem do ciotki, więc myślała, że się troszczę o to, by nie marnowała pieniędzy, ale naprawdę miałam na myśli to, że nie skorzysta z tej torebki, która się zmarnuje. Odpowiedziała, „Kupiłam ją, bo mi się podobała i była na wyprzedaży. Lubię torebki tej marki, ale mogę ci ją dać”. Kilkoma słowami zmusiłam ją, by dała mi torebkę. Zawsze taka byłam. Nie powiedziałam wprost, czego chcę, tylko zmuszałam innych do podjęcia takiej decyzji, jakiej oczekiwałam. Gdy o tym myślę nie rozumiem, jak mogłam być taka przebiegła. Naprawdę chciałabym cofnąć czas i nie wypowiedzieć tych obrzydliwych rzeczy. Wtedy zrozumiałam, że sposób mówienia antychrystów i ich złe usposobienie, które opisywał Bóg, ja też mam w swojej naturze. Byłam taka przez wiele lat. Czasem, nie zastanawiając się, powiedziałam coś przebiegłego. Miałam złe usposobienie antychrysta. Gdybym tego nie zmieniła, byłoby niebezpiecznie.

Przeczytałam fragment słów Bożych. „Ponieważ Bóg prosi, aby ludzie byli uczciwi, dowodzi to, że naprawdę gardzi tymi, którzy są zakłamani, i że nie lubi ludzi fałszywych. Ta niechęć Boga do ludzi zakłamanych to wstręt do ich sposobu postępowania, ich usposobienia, motywacji i oszukańczych metod: Bóg nie lubi wszystkich tych rzeczy. Jeśli ludzie zakłamani są w stanie przyjąć prawdę i rozpoznać swe oszukańcze usposobienie, oraz gotowi są przyjąć Boże zbawienie, to także i oni mają nadzieję na to, że zostaną zbawieni, ponieważ Bóg traktuje wszystkich ludzi jednakowo i prawda traktuje wszystkich ludzi jednakowo. Jeśli więc chcemy stać się tymi, którzy są umiłowani przez Boga, musimy przede wszystkim zmienić zasady rządzące naszym istnieniem: nie możemy już żyć zgodnie z szatańskimi filozofiami, nie możemy już brnąć przez życie, posługując się kłamstwem i oszustwem, musimy porzucić wszelkie kłamstwa i stać się uczciwi, a w ten sposób zmieni się spojrzenie Boga na nas. Wcześniej ludzie zawsze polegali na kłamstwie, udawaniu i podstępie, aby żyć w ludzkim świecie, a szatańskie filozofie były dla nich podstawą egzystencji, życiem i fundamentem, na którym opierali swe postępowanie. Było to coś, czym Bóg gardził. Pośród niewierzących jest tak, że jeśli wypowiadasz się szczerze, mówisz prawdę i jesteś uczciwym człowiekiem, zostaniesz oczerniony, osądzony i odrzucony, więc podążasz za światowymi trendami, żyjesz według szatańskich filozofii, stajesz się coraz bardziej biegły w kłamstwie i coraz bardziej zakłamany. Uczysz się też używać podstępnych środków, aby osiągać swoje cele i chronić samego siebie. Coraz lepiej wiedzie ci się w szatańskim świecie, w rezultacie czego coraz bardziej pogrążasz się w grzechu, aż nie możesz już się z niego wyrwać. W domu Bożym jest dokładnie odwrotnie. Im więcej kłamiesz i używasz podstępów, tym bardziej Boży wybrańcy będą tobą zmęczeni i będę cię odrzucać. Jeśli odmawiasz okazania skruchy i wciąż kurczowo trzymasz się szatańskich filozofii i takiejże logiki, knujesz spiski i wyszukane intrygi, aby się zakamuflować i stwarzać pozory, to bardzo prawdopodobne, że zostaniesz zdemaskowany i odrzucony. Dzieje się tak dlatego, że Bóg nienawidzi ludzi zakłamanych; tylko uczciwi mogą prosperować w domu Bożym, a zakłamani zostaną w końcu odrzuceni i wydaleni. Wszystko to jest z góry zaplanowane przez Boga. Jedynie ludzie uczciwi mogą mieć udział w królestwie niebieskim, więc jeśli nie starasz się być uczciwym człowiekiem, jeśli nie doświadczasz i nie praktykujesz w takim kierunku, aby dążyć do prawdy, jeśli nie ujawniasz własnej brzydoty i nie pokazujesz swojego prawdziwego oblicza, to nigdy nie będziesz mógł otrzymać działania Ducha Świętego i zyskać pochwały Boga” („Najbardziej fundamentalna praktyka bycia uczciwą osobą” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boże nauczyły mnie, że On lubi ludzi uczciwych i brzydzą go ci przebiegli. Tylko uczciwi zdobędą Jego zbawienie. Przebiegli zostaną zdemaskowani i odrzuceni. W czasie lat mojej wiary zobaczyłam, że wśród tych, których wydalono z kościoła, wielu było niedbałych i nieuczciwych w swojej pracy. Niektórzy zawsze byli fałszywi, starali się zachować dobre imię i status, zawsze wychwalali siebie i świadczyli o sobie. Byli chytrzy i przebiegli, byle tylko osiągnąć własne cele, i niektórzy ludzie dawali się na jakiś czas nabrać. Ale Bóg wszystko widzi, więc stworzy sytuację, w której ich obnaży. Kiedy kultywowałam i podlewałam nowych, znajdowałam różne wymówki, stosowałam gierki i oszukiwałam, by ukryć swoje zepsucie i błędy, a nie próbowałam się zmienić, co prowadziło do coraz większych wykroczeń. To mogło tylko się skończyć tym, że Bóg mnie odrzuci. Patrząc na braci i siostry, którzy byli prości i uczciwi, wielu rzeczy nie rozumieli w pracy i mieli wiele niedociągnięć, ale nie stosowali sztuczek, by pozbyć się odpowiedzialności i chronić swój status. Nie zastanawiali się, jak coś wpłynie na ich interesy. Zastanawiali się, jak nauczyć się prawdy i zasad, by dobrze wypełniać obowiązki, a w zamian otrzymywali Boże oświecenie i przewodnictwo. Może mieli przeciętny charakter, a nawet byli trochę niedouczeni, albo mieli problemy w pracy, ale Bóg ich prowadził i pomagał im stopniowo poznawać zasady prawdy, doświadczać Bożego przywództwa i rosnąć w życiu dzień po dniu. Potem zrozumiałam, że bycie uczciwym i jasne wyrażanie się nie jest takie złe. Czasem może to być trochę krępujące, ale będę dobrze się z tym czuła, no i Bóg to lubi. A bracia i siostry nigdy mną nie pogardzają, kiedy przyznaję się do swoich problemów. Pomagają mi je rozwiązać i uczą stosowania zasad, a taka praktyka nie wyrządzi żadnej szkody mojej pracy. Ewangelia królestwa Bożego tak szybko się teraz rozprzestrzenia, i potrzebujemy nowych wierzących, żeby ją z nami głosili. Nie wyhodowałam wielu nowych wiernych, więc czy nie byłam sługą szatana, stając na drodze dziełu Bożemu? Działałam przeciwko Bogu! Bóg mówi: „Im więcej kłamiesz i używasz podstępów, tym bardziej Boży wybrańcy będą tobą zmęczeni i będę cię odrzucać. Jeśli odmawiasz okazania skruchy i wciąż kurczowo trzymasz się szatańskich filozofii i takiejże logiki, knujesz spiski i wyszukane intrygi, aby się zakamuflować i stwarzać pozory, to bardzo prawdopodobne, że zostaniesz zdemaskowany i odrzucony. Dzieje się tak dlatego, że Bóg nienawidzi ludzi zakłamanych; tylko uczciwi mogą prosperować w domu Bożym, a zakłamani zostaną w końcu odrzuceni i wydaleni. Wszystko to jest z góry zaplanowane przez Boga. Jedynie ludzie uczciwi mogą mieć udział w królestwie niebieskim (…)”. Słowa Boże są takie jasne. Niezależnie od tego, jaką ścieżkę wybierzesz, to, jakim chcesz być człowiekiem, jest bezpośrednio związane z twoim wynikiem i przeznaczeniem. Bóg stwarza te sytuacje, duże i małe, ale ja starałam się przez nie przebrnąć, nie szukałam prawdy ani nie zastanawiałam się nad sobą, tylko żyłam zgodnie ze swoją szatańską naturą. Nie zagłębiłam się nawet w najbardziej podstawową prawdę bycia uczciwym człowiekiem, ani nie zmieniłam swojego życiowego usposobienia. Byłam podstępną osobą, należącą do szatana. Jak w tej sytuacji zostanę zbawiona? Uczciwe życie to jedyna ścieżka.

Zaczęłam więc szukać prawdy i znalazłam więcej jasności na drodze do bycia uczciwą osobą.

Słowa Boga mówią: „Gdy ludzie zaczynają oszukiwać, jakie przyświecają im cele? I po co to robią? Zawsze tylko po to, by zyskać status i prestiż; krótko mówiąc, chodzi o ich własną korzyść. A co leży u podstaw dążenia do jej osiągnięcia? To, że ludzie uważają, iż ich korzyść jest ważniejsza niż cokolwiek innego. Oszukują, aby samemu coś zyskać, ujawniając w ten sposób swe skłonne do nieuczciwości usposobienie. Jak należy rozwiązać ten problem? Po pierwsze, musisz zrezygnować z własnych korzyści. Najtrudniej jest skłonić ludzi właśnie do tego. Większość szuka jedynie zysków; ich własne korzyści są dla nich całym życiem i próbować skłonić ich do tego, by z nich zrezygnowali, to jakby zmuszać ich do rezygnacji z samego życia. Co zatem powinieneś zrobić? Muszą przyjąć prawdę. Tylko wtedy, gdy ludzie rozumieją prawdę, są w stanie dojrzeć istotę swych własnych korzyści. Tylko wtedy są w stanie nauczyć się z nich rezygnować, zaniechać ich i móc znieść ból związany z rezygnacją z tego, co tak bardzo kochają. A gdy będziesz umiał to uczynić i porzucić swe własne korzyści, będziesz czuł się bardziej swobodny i będziesz miał głębszy spokój w sercu, a czyniąc to, odniesiesz zwycięstwo nad cielesnością. Jeśli kurczowo trzymasz się własnych korzyści i w najmniejszym nawet stopniu nie akceptujesz prawdy – jeśli w swoim sercu mówisz: »Co złego jest w dążeniu do własnych korzyści i tym, że nie chce się ponieść żadnej straty? Bóg mnie nie ukarał, więc co mogą mi zrobić ludzie?«, wówczas nikt rzeczywiście ci nic nie zrobi. Ale jeśli taka jest twoja wiara w Boga, to ostatecznie nie zyskasz prawdy ani życia, a to będzie dla ciebie ogromną stratą: nie będziesz mógł zostać zbawiony. Czy jest coś, czego można by bardziej żałować? Oto, co ostatecznie wynika z dążenia do własnych korzyści. Jeśli ludzie zabiegają tylko o status i prestiż – jeśli zabiegają tylko o swe własne korzyści – to nigdy nie zyskają prawdy ani życia, i ostatecznie to oni będą tymi, którzy poniosą stratę. Bóg zbawia tych, którzy dążą do prawdy. Jeśli nie przyjmujesz prawdy i jeśli nie jesteś zdolny do refleksji i poznania własnego skażonego usposobienia, to nie będziesz prawdziwie pokutował i nie będziesz miał wejścia w życie. Przyjęcie prawdy i poznanie samego siebie jest ścieżką do wzrostu twego życia i do zbawienia, jest szansą dla ciebie, by stanąć przed Bogiem, zaakceptować Jego badanie, przyjąć Jego osąd i karcenie oraz zyskać prawdę i życie. Jeśli rezygnujesz z dążenia do prawdy na rzecz uganiania się za statusem, prestiżem i własną korzyścią, jest to równoznaczne z rezygnacją z możliwości przyjęcia Bożego sądu i karcenia oraz osiągnięcia zbawienia. Wybierasz status, prestiż i własne korzyści, lecz tym, z czego rezygnujesz, jest prawda, a tym, co tracisz, jest życie i szansa na to, by zostać zbawionym. Która z tych rzeczy jest ważniejsza? Jeśli wybierzesz własne korzyści i odrzucisz prawdę, to czy nie jesteś głupi? Mówiąc wprost, jest to wielka strata w zamian za niewielką korzyść. Prestiż, status, pieniądze i korzyści to wszystko sprawy chwilowe i ulotne, podczas gdy prawda i życie są wieczne i niezmienne. Jeśli ludzie pozbędą się swego skażonego usposobienia, które sprawia, że dążą do statusu i prestiżu, będą mieli nadzieję na osiągnięcie zbawienia. Co więcej, zyskiwane przez ludzi prawda jest wieczna; szatan ani nikt inny nie może im jej odebrać. Zrezygnowałeś z własnych korzyści, ale zdobyłeś prawdę i zbawienie; te rezultaty należą do ciebie. Zyskałeś je dla siebie. Jeśli ludzie decydują się praktykować prawdę, to mimo że utracili korzyści, zyskują Boże zbawienie i życie wieczne. Właśnie ci ludzie są najmądrzejsi. Jeśli zaś ludzie odnoszą korzyści kosztem prawdy, wówczas tracą, życie i Boże zbawienie; tacy ludzie są zaiste najgłupsi. Jeśli zaś chodzi o to, co dana osoba ostatecznie wybierze – korzyści czy prawdę – to jest to kwestia, która obnaża daną osobę bardziej niż cokolwiek innego. Ci, którzy miłują prawdę, wybiorą prawdę; będą woleli podporządkować się Bogu i podążać za Nim. Prędzej zrezygnują z własnych korzyści. Bez względu na to, jak bardzo będą musieli cierpieć, zdecydowani są trwać przy świadectwie, aby zadowolić Boga. To właśnie jest podstawowa droga praktykowania prawdy i wkraczania w jej rzeczywistość” („Poznanie własnego usposobienia stanowi podstawę do tego, by je zmienić” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”).

Za ludzkimi kłamstwami często kryją się pewne motywy, ale niektóre kłamstwa nie mają żadnej motywacji, nie są też celowo zaplanowane, lecz przechodzą przez usta w sposób naturalny. Jakiego rodzaju kłamstw można zatem uniknąć? Najpierw pozbądźcie się tych, których łatwo uniknąć, a potem poszukujcie prawdy, aby przezwyciężyć te najtrudniejsze – kłamstwa, które trudno naprawić. Czy praktykując w ten sposób, nie będzie łatwo uwolnić się od kłamstw i rozwiązać problemu kłamstwa? Na przykład: czujesz, że dane słowa zawierają pewne motywacje, że są skażone, że są kłamstwem – jesteś tego świadomy, kiedy je wypowiadasz, nieprawdaż? Jeśli tak, to najpierw zamilknij, pomódl się do Boga w swoim sercu i przemyśl wszystko. Zanieś tę sprawę przed oblicze Boga, aby zawrzeć ją w swoich modlitwach i obnażyć; najpierw to właśnie wprowadź w życie. Kiedy już przez pewien czas będziesz tak postępować, winieneś znów pomodlić się do Boga i poszukiwać, prosząc, by cię zdyscyplinował i zganił, jeśli jeszcze raz skłamiesz, a następnie powinieneś stopniowo ujawniać swe kłamstwa braciom i siostrom, by poddać je drobiazgowej analizie. W ten sposób, krok po kroku, twoje kłamstwa będą pojawiać się coraz rzadziej. Dziś skłamiesz dziesięć razy, jutro może dziewięć, pojutrze osiem, a potem już tylko dwa lub trzy. Coraz częściej będziesz mówił prawdę. Będąc uczciwym, będziesz coraz bardziej zbliżał się do woli Bożej, do wymagań i standardów Boga. A jakież to będzie wspaniałe! Aby praktykować bycie uczciwym, musisz mieć ścieżkę i cel. Najpierw rozwiąż problem mówienia kłamstw. Musisz poznać istotę, która kryje się za tym, że wypowiadasz te kłamstwa. Musisz szczegółowo zbadać, jakie motywy skłaniają cię do mówienia tych kłamstw, dlaczego masz takie motywacje i jaka jest ich istota. Jeśli będziesz nadal wprowadzał to w życie, na pewno przyniesie to jakiś skutek. Pewnego dnia powiesz: »Łatwo jest być uczciwym. Bycie zakłamanym jest takie męczące! Nie chcę już nigdy więcej być zakłamanym. W moim sercu zbyt wiele się wtedy dzieje, a mój umysł musi zawsze wszystko przemyśleć. Ciągle muszę myśleć, co powiedzieć, aby oszukać ludzi, żeby zamydlić im oczy i osiągnąć swój cel. Ciągle muszę się nad tym wszystkim zastanawiać; moje słowa nie mogą być wypowiedziane nazbyt niefrasobliwie, ale nie mogą też być nazbyt uroczyste – a w moim sercu nie jestem w stanie wytrzymać tej presji, nie chcę już nigdy więcej tak żyć, takie życie jest zbyt wyczerpujące!«. W tym momencie pojawi się nadzieja na bycie naprawdę uczciwym, i takie myślenie będzie dowodzić, że zacząłeś robić postępy w kierunku bycia uczciwym. To będzie przełom. Oczywiście, mogą być pośród was tacy, którzy na początku, po wypowiedzeniu szczerych słów i obnażeniu się, będą mieli takie odczucia: »Co za upokorzenie! Czerwieniłem się jak burak, było to takie żenujące!«. Spotykając innych, pomyślisz sobie: »Oni dowiadują się o tym, co robiłem w tajemnicy i jakie kłamstwa wypowiadałem, aby ich oszukać. Jakie to zawstydzające! Niegdyś myślałem, że jestem w porządku i że robię na ludziach dobre wrażenie, ale teraz, kiedy się zdemaskowałem i obnażyłem, nikt już nie uważa mnie za kogoś dobrego. Co mam robić?«. Musisz się modlić w tej sprawie przed Bogiem, mówiąc: »Boże, chcę być uczciwy. Dziś wprowadzam w życie uczciwość. Błagam Cię, abyś pozwolił mi wkroczyć głębiej, błagam Cię, abyś pozwolił mi odłożyć na bok moją pychę i sprawił, aby nie rządziły mną już ani nie ograniczały mnie oszukańcze motywacje. Pragnę żyć w światłości, nie chcę już żyć pod władzą szatana i być przez niego ograniczany; nie chcę być okiełznany, kontrolowany i ograniczany przez skażone szatańskie usposobienie, a zwłaszcza nie chcę być przez nie krzywdzony«. Kiedy będziesz się modlić w ten sposób, w twoim sercu panować będzie coraz większa jasność i powiesz sobie tak: »Dobrze jest wcielać to w życie. Dzisiaj wprowadziłem prawdę w życie. Czuję, że dopiero teraz rzeczywiście żyję jak człowiek«. A skoro tak się modlisz, to czyż Bóg cię nie oświecił? Bóg zaczął działać w twoim sercu, dotknął cię, pozwalając ci docenić, jak to jest być prawdziwym człowiekiem. Tak właśnie należy wcielać prawdę w życie. Na samym początku nie ma się odpowiedniej ścieżki, ale dzięki poszukiwaniu prawdy można ją znaleźć. Kiedy ludzie zaczynają poszukiwać prawdy, niekoniecznie mają wiarę. Kiedy ludzie nie mają ścieżki, jest im trudno, ale kiedy już zrozumieją prawdę i mają ścieżkę praktyki, ich serca odnajdują radość. Jeśli są w stanie praktykować prawdę i postępować zgodnie z zasadami, ich serca znajdą ukojenie, a oni sami zyskają wyzwolenie i wolność” („Najbardziej fundamentalna praktyka bycia uczciwą osobą” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”).

Po przeczytaniu słów Bożych zobaczyłam, że aby być uczciwym, przede wszystkim musimy zrezygnować z własnych interesów. To takie ważne. Ukrytym celem jest ochrona własnych interesów i chęć osiągnięcia celów, a kiedy ludzie do tego dążą, kierowani swoim szatańskim usposobieniem, kłamią i stosują sztuczki. Ważne, by zrezygnować z prywatnych interesów, bo wtedy łatwiej przestać być przebiegłym. Należy też często zastanawiać się nad sobą, i świadomie praktykować mówienie prawdy i bycie uczciwym, by pozwolić Bogu sprawdzić każde nasze słowo i czyn. Kiedy chcemy być przebiegli w mowie i w czynie, musimy zadać sobie pytanie, co chcemy osiągnąć, i jeśli jest to coś chytrego lub złego, musimy pomodlić się do Boga i szybko zawrócić, nauczyć się otwierać przed innymi, by ujawniać myśli, punkt widzenia, zepsucie i błędy, oraz szukać prawdy, by je rozwiązać. Tylko tak podstępne, szatańskie usposobienie może stopniowo się zmienić. Potem przedstawiłam przełożonej swoje opinie na temat nowych wiernych, przyznałam się do swoich pokrętnych motywów i przeprosiłam. Byłam zdziwiona, że ona mną nie wzgardziła, tylko przedyskutowała ze mną problemy w naszej pracy. Gdy to zrobiłam, poczułam wielką ulgę. Przestałam skrywać prawdę i poczułam spokój. Nie jestem całkowicie wolna od swojego chytrego, szatańskiego usposobienia, ale mam wiarę i wolę, aby być uczciwą osobą, sprawiającą Bogu radość. Będę się skupiać na byciu szczerą i przyjmę Bożą kontrolę we wszystkim, co robię w życiu.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Jak wyzbyłem się pychy

Autorstwa Bernard, Kamerun Kiedyś uważałem się za osobę niezwykle bystrą. Uważałem, że potrafię wszystko zrobić, nie uciekają się do pomocy...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze