Refleksje o sprowadzeniu na manowce przez antychrysta

07 czerwca 2022

Autorstwa Su Shan, Japonia

Raz, gdy odwiedziła nas Liu Ping, przywódczyni wyższego szczebla, dostrzegła, że jedna z naszych przywódczyń jest antychrystem. Po kolei ujawniła i omówiła jej złe uczynki. Podziwiałam ją, bo znałam już trochę tę naszą przywódczynię i nie rozpoznałam antychrysta. Liu Ping przejrzała ją w niecały tydzień i szybko odsunęła ją od obowiązków i wyrzuciła z kościoła. Pomyślałam, że ma rzeczywistość prawdy, bo jak inaczej mogłaby pełnić tak ważny obowiązek? Ta myśl sprawiła, że ją jeszcze bardziej podziwiałam. Na zgromadzeniu Liu Ping wyjaśniła, jak dojrzała, że antychryst czyni zło i powoduje zakłócenia, jak rozpoznała pobudki, skryte za tymi problemami, i bardzo surowo opisała, jak przejawiała zło. Liu Ping mówiła też, jak dobrze idzie praca kościoła, za którą ona odpowiada, że zarządzała wieloma kościołami, że wyżsi przywódcy ją doceniali. Moje uwielbienie dla niej jeszcze po tym urosło, czułam, że to zaszczyt być z nią na jednym zgromadzeniu. Całkiem poddałam się poczuciu jej chwalebności, słuchałam pilnie, bojąc się uronić choćby słowo. Niedługo Liu Ping przybyła na kontrolę do kościoła, który mi podlegał, a ja i moja współpracownica powiedziałyśmy jej o zwolnieniu siostry Wang. Gdy skończyłam, użyła słów Boga, by surowo się ze mną rozprawić za mój despotyzm: „Czemu to zrobiłaś bez zatwierdzenia? Czemu mi tego nie zgłosiłaś? Czy nie wiesz, że to despotyzm i wymierzanie kar? Że to zachowanie antychrysta?”. Bałam się i czułam, jakby mnie potępiono, ale usiłowam to zaakceptować. Pomyślałam, że gdy fałszywi przywódcy i antychryści się zjawiają, wybrany lud Boży powinien się ich pozbyć wspólnymi siłami albo powinno to zrobić kilku przywódców. Taka jest zasada. Siostra Wang zawsze była despotyczna i samowolna, awansowała złoczyńców, siejąc zamęt w pracy kościoła. Rozmawialiśmy z nią i krytykowali ją, ale ona nie chciała tego przyjąć. Była fałszywą przywódczynią. Zwolniliśmy ją zgodnie z zasadami. Czy tak wyglądają despotyzm i penalizacja? Czy Liu Ping nie krytykowała nas bez powodu, przyczepiając nam łatkę? Z drugiej strony pomyślałam, ze skoro kieruje tak wieloma kościołami, to musi mieć lepsze rozeznanie niż ja, więc może dostrzega we mnie głębiej ukryty problem. Nie akceptowałam tego, bo brak mi było postawy i wglądu, więc powinnam się zgodzić. Nic wtedy nie powiedziałam, ale czułam się przybita, bo moją motywacją nie była chęć karania i despotycznej władzy. Jednak tak to się wszysto skończyło i bałam się, miałam przeczucie katastrofy.

Liu Ping zadała więcej pytań o pracę kościoła. Była jedna przywódczyni, co do której nie byłam pewna, co zrobić, powiedziałam o tym Liu Ping, a ona zasugerowała, by przeczytać fragment słów Boga. Czytałam go już kilka dni wcześniej i chciałam upewnić się co do mojej opinii o tej przywódczyni. Gdy to powiedziałam, Liu Ping wściekła się, rzuciła komórkę na łóżko i surowo mnie zganiła: „Rozumiesz zachowanie tej przywódczyni i czytałaś o zasadach. Czemu mówisz, że brak ci rozeznania i nie wiesz, co zrobić? To fałszywa przywódczyni. Jeśli jej nie usuniesz, to znaczy, że ją kryjesz, przeszkadzasz w oczyszczeniu kościoła i jesteś kłodą pod nogami”. Nie wiedziałam, jak zareagować na tak niespodziewaną krytykę. Czułam się skrępowana. W dwa dni oskarżyła mnie o kilka przejawów zachowania antychrysta, o to, że karałam innych, byłam despotką, kryłam fałszywą przywódczynię i przeszkadzałam w oczyszczeniu kościoła. Takie działania obrażają usposobienie Boga, mogli mnie za karę wyrzucić z kościoła. Myśl, że moje lata wiary mogą tak się zakończyć, rozstroiła mnie i zabolała. Nie mogłam powstrzymać łez. Widząc, że płaczę, Liu Ping zapytała, o czym myślę. Czułam się skrzywdzona. Miałam wątpliwości co do zachowania tej przywódczyni, ale nie kryłam jej umyślnie. Jeśli nie radziłam sobie z tym należycie, ona mogła omówić to ze mną, dać wsparcie i pomoc, a nie krytykować mnie i potępiać w ten sposób. Nie chciałam tego przyjąć. Bałam się, że powie mi, że nie akceptuję prawdy, że szukałam sposobu, by ją o coś obwinić, że zwolnią mnie i wyrzucą, że to tylko kwestia czasu. Pomyślałam też, że to prawda, że nie odsunęłam fałszywej przywódczyni od razu, więc pewnie krytykowała naturę moich działań. Ona znała prawdę i miała rozeznanie, więc musiała mieć rację co do moich problemów. Ja nie miałam ich świadomości i powinnam przyjąć krytykę. Powiedziałam nieszczerze: „Masz rację co do moich problemów. Muszę się nad sobą zastanowić”. Tak naprawdę byłam rozbita, czułam, jakbym popełniła zbyt dużo wykroczeń przed Bogiem. Mógł mnie odrzucić. Pierwszy raz tak surowo mnie zbesztano, nie wiedziała, jak sobie z tym poradzić. Czułam, że być przywódczynią to tak jak iść po ostrzu brzytwy. Nie wiedziałam, jak mogłam obrazić Boga, nie byłam pewna swego przeznaczenia. Pomyślałam, że lepiej będzie złożyć rezygnację i uniknąć takich sytuacji. W ten sposób miałabym szansę na to, że pozostanę w kościele.

Tego wieczora jechałam na rowerze, miałam coś odebrać dla Liu Ping, gdy nagle się przewróciłam i przekręciło mną kilka razy, ręce i nogi mi się całkiem poplątały. Leżałam na ziemi i strasznie bolało. Nie wiem, jak się podniosłam. Nie chciałam wracać do domu zgromadzeń, bojąc się, że Liu Ping zobaczy moje obrażenia i powie, że Bóg mnie dyscyplinuje, bo obraziłam Jego usposobienie. Chodziłam w tę i we w tę po drodze bez końca, aż zebrałam się na odwagę, żeby wrócić. Gdy dotarłam na miejsce, odłożyłam swoje rzeczy i pobiegłam do łazienki, doprowadzić się do porządku, nie chciałam spotkać Liu Ping. Gdy tam byłam, uświadomiłam sobie, że to nie był wypadek, że była w tym wola Boga. Pomodliłam się: „Boże, czuję się teraz okropnie. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Poprowadź mnie, bym pojęła Twoją wolę”. Po modlitwie pomyślałam, że Liu Ping bez powodu mnie krytykowała i szufladkowała, nie rozumiejąc kontekstu. Czy to było słuszne? Przypomniał mi się fragment słów Boga. „Jeśli jako przywódca lub pracownik kościoła masz poprowadzić wybrańców Bożych do wkroczenia w rzeczywistość prawdy i do niesienia właściwego świadectwa o Bogu, kluczowe jest to, by pod twoim przewodnictwem zaczęli oni spędzać więcej czasu na czytaniu słów Boga i omawianiu prawdy, tak by Boży wybrańcy mogli głębiej poznać Boże zamiary w zbawieniu człowieka oraz cel Bożego dzieła, aby mogli zrozumieć wolę Boga i Jego rozmaite wymagania wobec człowieka, to bowiem pozwoli im wykonywać ich obowiązek właściwie i zadowolić Boga. Kiedy się gromadzicie, by prowadzić omówienia i głosić ewangelię, musicie rozmawiać w praktyczny sposób o waszych doświadczeniach i świadectwach, nie możecie się zadowalać powtarzaniem słów doktryny. Kiedy jecie i pijecie słowa Boga, musicie się skupiać na zrozumieniu prawdy – a gdy ją zrozumiecie, musicie próbować wcielić ją w życie. Tylko praktykując prawdę, rzeczywiście ją zrozumiesz. Omawiając Boże słowa musisz przekazywać tylko to, co wiesz. Nie chwal się, nie rzucaj lekkomyślnych uwag, nie powtarzaj tylko słów doktryny i nie przesadzaj. Jeśli będziesz przesadzać, ludzie cię znienawidzą i potem będziesz czuł, że mają żal, a twoja dusza będzie cierpieć. Jaki skutek powinieneś osiągnąć, omawiając prawdę na zgromadzeniach? Czy potrafisz sprawić, by ludzie zrozumieli prawdę i wkroczyli w jej rzeczywistość, jeśli tylko powtarzasz słowa doktryny, głosisz im kazania i rozprawiasz się z nimi? Jeżeli prawda, o której im mówisz, nie jest realna, jeśli są to tylko słowa doktryny, to choćbyś nie wiadomo jak długo się z nimi rozprawiał i prawił im kazania, nic nie osiągniesz. Czy myślisz, że jeśli ludzie się ciebie boją, robią to, co im każesz, i nie ważą się sprzeciwić, to tym samym rozumieją prawdę i okazują posłuszeństwo? To poważny błąd; wkroczenie w życie nie jest tak proste. Niektórzy przywódcy zachowują się jak nowy menedżer, który próbuje wywrzeć wielkie wrażenie: usiłują narzucać swą nowo uzyskaną władzę wybrańcom Bożym i nakłonić wszystkich do podporządkowania, bo wydaje im się, że przez to ich praca stanie się łatwiejsza. Jeśli brakuje ci rzeczywistości prawdy, to nie minie wiele czasu, nim twoja prawdziwa twarz zostanie obnażona, twoja rzeczywista postawa – ujawniona, i możesz zostać wyeliminowany. Przy niektórych zadaniach administracyjnych można zaakceptować nieco przycinania, rozprawiania się i dyscypliny. Ale jeśli nie jesteś w stanie zaopatrzyć ludzi w prawdę – jeśli potrafisz tylko prawić im kazania i wpadać w szał – to objawia się twoje skażone usposobienie: pokazałeś paskudną twarz swojego zepsucia. W miarę upływu czasu wybrańcy Boga nie będą w stanie uzyskać od ciebie zaopatrzenia w życie, nie będą zyskiwać niczego prawdziwego, toteż zaczną czuć do ciebie odrazę i niechęć i cię odtrącą” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). To mi pokazało, że przywódcy powinni głównie omawiać prawdę i zaopatrywać w życie, besztaniem nie pomaga się ludziom zyskać prawdę. Gdy Liu Ping dostrzegła w mojej pracy problemy, to bez zrozumienia kontekstu po prostu mnie przycięła i rozprawiła się ze mną, zamiast rozwiązać faktyczne problemy. Później dalej nie wiedziałam, co zrobiłam źle, ani co mam robić, tylko się jej bałam, trzymałam się na baczności. Wtedy zrozumiałam, że jej krytyka nie wynikała z ludzkiego myślenia, a w swoich deterministycznych słowach robiła z igły widły. Musiałam mieć rozeznanie zamiast się podporządkować. Ta myśl sprawiła, że poczułam się trochę lepiej. Wtedy wiedziałam tylko, że ona nie powinna tak się rozprawiać z ludźmi, to nie była wolą Boga, ale nie dociekałam jej pobudek ani natury jej postępowania.

Niedługo potem kościół organizował wybory, a jedną z kandydatek był Chen Xiao, moja współpracownica. Zbyt jej zależało na reputacji i statusie, zawsze o te rzeczy walczyła i była zawistna. Gdy nie zwyciężała, zniechęcała się i dawała upust złości, pełniąc obowiązki. Kilku współpracowników czuło, że ona ich ogranicza. Była też wyjątkowo samolubna; pełniąc obowiązki, dbała o swoje interesy, a nie o interesy domu Bożego. Bała się kogokolwiek urazić, więc winna była zaniechań, gdy w kościele pojawili się fałszywi przywódcy, co szkodziło pracy kościoła. Kilku współpracowników czuło, że ona nie dąży do prawdy, nie ma dobrego człowieczeństwa, więc nie była dobrą kandydatką. Miałam wątpliwości do co niej, więc zwróciłam się do Liu Ping. Wtedy nic. W dniu wyborów zachęciła Chen Xiao, by głosowała na siebie. Z jej zachętą Chen Xiao doszła do finalnej tury. Aż mnie zamurowało. W Warunkach pracy czytamy: „Jeśli są jakiekolwiek zastrzeżenia wobec osoby, która otrzymała funkcję przywódczą, bez względu na to, kim jest ta osoba, konieczna jest przedłużona obserwacja. Nigdy nie powinniśmy nikogo awansować bezrefleksyjnie – gdy poczekamy i zyskamy lepsze zrozumienie, sytuacja może się zmienić w każdej chwili i może się pojawić bardziej odpowiedni kandydat” („Organizacja dzieła Kościoła Boga Wszechmogącego”). „Podczas wyborów w kościele nikt nie może wyznaczać kandydata ani celowo podżegać czy zmuszać wybrany lud Boży do głosowania zgodnie z wolą pewnych ludzi. Takie działanie ingeruje w prawa człowieka i jest sprzeczne z prawdą” („Organizacja dzieła Kościoła Boga Wszechmogącego”). Mówiłam z Liu Ping o problemach Chen Xiao, a ona nie tylko tego nie sprawdziła, ale otwarcie ją popierała, zdobywając dla niej głosy. Liu Ping pełniła ważne obowiązki. Jak mogła być tak niedbała w takiej ważnej sprawie, jak wybór przywódcy? Doskonale wiedziała, że Chen Xiao ma problemy, ale i tak ją popierała. Czy to nie krzywdziło braci i sióstr? Z tą świadomością odważyłam się zwrócić znów uwagę na problemy Chen Xiao. Bez słowa wróciła do tego, co robiła wcześniej. Zaskoczyło mnie to i zaczęłam w siebie wątpić. Czy krzywdziłam Chen Xiao? Jeśli nie, to czemu Liu Ping nic nie powiedziała? Czy powie, że zakłócam wybory w kościele, krytykując oponentów, bo sama chcę wygrać? Według Liu Ping popełniłam już tak wiele wykroczeń. Jeśli dalej będę mówić o problemach Chen Xiao, to może mnie zwolnić albo stwierdzić, że jestem antychrystem, że czynię zło, i wtedy mnie wyrzucić. Liu Ping była przywódczynią wyższego szczebla, więc chyba musiała rozumieć więcej prawdy niż ja. Popierała Chen Xiao jako potencjalną przywódczynię, więc musiała uważać, że Chen Xiao jest w porządku i nadaje się do tej pracy. Powinnam się podporządkować, szukać drogi praktykowania. Chen Xiao została wybrana. W obliczu takiego wyniku czułam się nieswojo. Gdy została przywódczynią, Chen Xiao daleh walczyła o władzę i status, formując kliki i popadając w konflikty z zawiści. Nikt nie był w stanie pracować harmonijnie z innymi, źle to wpływało na obowiązki. Wiele projektów zostało wstrzymanych. Czułam się skołowana. Bałam się, że jeśli wspomnę o jej problemach, Liu Ping uzna, że jest niesprawiedliwa. Ale jeśli tego nie zrobię, nie zaznam spokoju. Nie wiedziałam, co robić. Stanęłam przed Bogiem i prosiłam, by mnie prowadził.

Wkrótce dostałam list od przywódcy wyższego szczebla, z informacją, że ludzie narzekają na Liu Ping. Twierdzą, że zawsze mówi o doktrynie, wywyższa się i popisuje, by zyskać podziw, gromadzi ludzi wokół siebie. Władczo napomina innych, szufladkuje ich i bezrefleksyjnie potępia, sprawiając, że zniechęcają się do obowiązków. W sposób arbitralny wyznacza zadania, awansuje innych wedle własnej woli, faworyzując tych, których lubi, przynosi szkody domowi Bożemu. Podstępnie oszukiwała podczas wyborów. Gdy jedna siostra coś jej zasugerowała, ona ją zaatakowała i odsunęła od obowiązków, zamierzała ją usunąć z kościoła. Na podstawie jej zachowania ustalono, że jest antychrystem, i przywódca chciał, byśmy napisali o jej postępowaniu. Aż mnie zamurowało, gdy przeczytałam list. Nie sądziałam, że ktoś, kogo ja uważam za dobrego przywódce, może być antychrystem. Wspominając jej rozliczne złe uczynki i wszystkie interakcje między nami, zrozumiałam, że nie było tak, że nie miałam rozeznania ani świadomości, tylko nie kierowałam się tym rozeznaniem. Poczułam, że przepełnia mnie skrucha. Nie wiedziałam, czemu byłam taka otępiała.

Myśląc o postępowaniu Liu Ping, czytałam słowa Boga. Słowa Boga mówią: „Bez względu na to, w jaki sposób antychryści mówią, zawsze próbują nakłonić innych, by mieli o nich dobrą opinię i czcili ich, próbują zdobyć określone miejsce w ich sercach, a nawet zająć w nich miejsce Boga – to wszystko są cele, które antychryści chcą osiągnąć, gdy niosą świadectwo o sobie. Motywacją stojącą za wszystkim, co mówią, głoszą i o czym rozmawiają z innymi, jest sprawić, by ludzie dobrze o nich myśleli i by ich czcili; takie zachowanie jest wywyższaniem się i dawaniem świadectwa o sobie i ma na celu zajęcie miejsca w sercach innych ludzi. Chociaż sposób, w jaki ci ludzie mówią, nie jest zawsze taki sam, to jednak w większym czy mniejszym stopniu zawsze jest to składanie świadectwa o sobie oraz nakłanianie innych do tego, by ich czcili; w mniejszym lub większym stopniu takie zachowanie pojawia się u prawie wszystkich przywódców i pracowników. Jeśli dotrą do punktu, w którym nie mogą się zatrzymać lub trudno ich powstrzymać i mają szczególnie silny i oczywisty zamiar i cel sprawić, by ludzie traktowali ich tak, jakby byli Bogiem lub jakimś bożkiem, a potem udaje im się doprowadzić do tego, że kontrolują i ograniczają ludzi, i osiągają swój cel, skłaniając ludzi do uległości i okazywania im czci, naturą tego wszystkiego jest wywyższanie się i niesienie świadectwa o sobie; to wszystko jest częścią natury antychrysta. Jakich środków zwykle używają ludzie, by się wywyższać i składać o sobie świadectwo? (Mówią o kapitale). Na czym polega mówienie o kapitale? Mówią o tym, od jak dawna wierzą w Boga, ile wycierpieli, jak wielką cenę zapłacili, ile pracy wykonali, jak długą drogę przebyli, ilu ludzi pozyskali poprzez szerzenie ewangelii i ile upokorzeń musieli znieść. Niektórzy ludzie często mówią też o tym, że tyle razy byli aresztowani i wtrąceni do więzienia, ale nigdy nie wydali kościoła ani braci i sióstr, nie zachwiali się w swoim świadectwie i tak dalej; to wszystko są przykłady mówienia o posiadanym kapitale. Pod pozorem wypełniania obowiązków przywódców prowadzą własną działalność, umacniając swoją pozycję, robiąc dobre wrażenie w sercach ludzi. Jednocześnie stosują przeróżne metody i sztuczki, aby pozyskać ludzi, posuwają się nawet do atakowania i wykluczania każdego, kto ma odmienną opinię lub poglądy, zwłaszcza tych, którzy dążą do prawdy i przestrzegają zasad. A jakich metod używają wobec ludzi, którzy są głupi, ciemni i zagubieni w swojej wierze, a także wobec tych, którzy wierzą w Boga dopiero od niedawna lub którzy mają szczególnie słabą postawę? Oszukują ich, wikłają, a nawet im grożą, używając tych strategii do osiągnięcia swojego celu, jakim jest umocnienie własnej pozycji. Wszystko to są taktyki antychrystów” („Usiłują pozyskać sobie ludzi” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga dały mi jasność co do celów i istoty tego, co robiła Liu Ping. Od kiedy ją poznałam, nie wywyższała Boga, nie niosła świadectwa, nie mówiła o swoim zepsuciu i swoich słabościach. Ciągle się tylko popisywała, mówiąc o tym, jak rozpoznała i obnażyła antychrystów, żeby ludzie myśleli, że rozumie prawdę i wspiera pracę domu Bożego. Mówiła o tym, jak zarządza pracą wielu kościołów i że ważni przywódcy ją doceniają, więc ludzie myśleli, że potrafi wykonywać praktyczną pracę, że podoba się Bogu. Wywyższała siebie, o sobie niosła świadectwo, budując swój pozytywny wizerunek wśród braci i sióstr. Chciała, by ją podziwiali, bo wtedy mogła ich kontrolować i zwodzić. Gdy zwolniliśmy siostrę Wang bez jej zatwierdzenia, ona zamiast sprawdzić, czy było to zgodne z zasadami, po prostu to potępiła. Gdy zapytałam o problemy przywódczyni, ona nie omówiła prawdy, by rozwikłać problemy lub pomóc mi w rozeznaniu, tylko mnie arbitralnie potępiła. Atakowała każdego, kto przekazywał jej swoje opinie, nie mając względu na nikogo. Traktowała braci i siostry jak śmiertelnych wrogów, ganiąc ich, jak tylko chciała, arbitralnie potępiając i odsuwając od obowiązków, by ustanowić swą władzę, tak by ludzie bali się przeciw niej wystąpić. Dążyła do tego, by mieć wszystkich na skinienie palca. Zawsze tylko rozkazywała zamiast mówić do innych jak do równych sobie, jak gdyby nie skaził jej szatan i była inna niż wszyscy. Używała słów Boga, by ganić i potępiać ludzi, jak gdyby została obmyta i udoskonalona, pani i władczyni prawdy. Miała istotę antychrysta i zostało to obnażone. A co do wyborów z udziałem Chen Xiao, dom Boży wiele razy wypowiadał się na temat standardów dla przywódców, o tym, że muszą dążyć do prawdy, mieć człowieczeństwo. Po tylu latach pracy Liu Ping musiała przecież znać zasady, ale i tak nalegała na wybór niewłaściwej kandydatki, umieszczając fałszywą przywódczynię, antychrysta, na ważnym stanowisku. Zlekceważyła zasady prawdy i warunki pracy domu Bożego. Była samowolna i despotyczna, bezczelnie stawała do walki z Bogiem. Była sługusem szatana, jej celem było zniszczenie pracy domu Bożego. Nie zamierzała spocząć, dopóki to się nie stanie. Zobaczyłam, jak okrutni i źli są antychryści. A ja byłam głupia i ślepa. Traktowałam antychrysta jak kogoś, kto ma rzeczywistość prawdy, myśląc, że ona rozumie prawdę, że ma rozeznanie i doświadczenie, więc nie patrzyłam na to, czy przestrzega zasad, nie myślałam o tym, jakie podłe pobudki skrywa. Miałam mętlik w głowie.

Pamiętam, że w tym liście było napisane, że niektórzy bracia i siostry z poczucia sprawiedliwości donieśli na Liu Ping. Trudno mi to było dostrzec. Ja też spotkałam tego antychrysta, czemu więc inni mieli rozeznanie i donieśli na nią w oparciu o zasady, a ja, choć wiedziałam, że nie stosuje zasad prawdy, ślepo się na wszystko godziłam i nie miałam rozeznania? Im więcej o tym myślałam, tym bardziej się niepokoiłam. Stanęłam przed Bogiem, by się zreflektować. Przeczytałam fragment słów Bożych. „Niektórzy często dają się zwieść tym, którzy zewnętrznie wydają się uduchowieni, szlachetni, uwzniośleni i wybitni. Jeśli chodzi o tych, którzy potrafią elokwentnie rozprawiać o literach i doktrynach, których mowa i czyny wydają się godne podziwu, to ludzie, których udało im się zwieść, nigdy nie przyjrzeli się istocie ich działań, zasadom leżącym u podstaw ich czynów ani ich celom. Ponadto nigdy się nie zastanawiali, czy ci ludzie prawdziwie podporządkowują się Bogu ani nie sprawdzili, czy mają w sobie szczerą bojaźń Bożą i wystrzegają się zła. Nigdy nie dostrzegli istoty człowieczeństwa tych ludzi, lecz od pierwszego spotkania, krok po kroku, zaczynają ich podziwiać i czcić, a w końcu uznają ich za swoich idoli” („Jak poznać Boże usposobienie i efekty, jakie osiągnie Jego dzieło” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Jest tylko jedna pierwotna przyczyna, która skłania ludzi do tak ignoranckich działań, punktów widzenia, jednostronnych opinii i praktyk. Dziś wam to wyjaśnię: powodem jest to, że chociaż ludzie mogą podążać za Bogiem, modlić się do Niego każdego dnia i codziennie czytać Jego wypowiedzi, tak naprawdę nie rozumieją Jego woli. Tu leży źródło problemu. Gdyby ktoś rozumiał serce Boga, gdyby wiedział, co Bogu się podoba, czym On gardzi, czego chce, co odrzuca, jakich ludzi kocha, a jacy Mu się nie podobają, jaki standard Bóg stosuje w swoich wymaganiach wobec ludzi i jakie podejście przyjmuje przy ich doskonaleniu, to czy taka osoba nadal mogłaby mieć własne opinie? Czy tacy ludzie mogliby tak po prostu oddawać cześć komuś innemu? Czy zwykły człowiek mógłby stać się ich bożkiem? Ludzie, którzy rozumieją Bożą wolę, mają nieco bardziej racjonalny punkt widzenia. Nie będą arbitralnie wynosić na piedestał skażonego człowieka ani też – idąc ścieżką wcielania prawdy w życie – nie będą wierzyć, że ślepe przestrzeganie kilku prostych reguł czy zasad jest równoznaczne z wcielaniem prawdy w życie” („Jak poznać Boże usposobienie i efekty, jakie osiągnie Jego dzieło” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Po przeczytaniu tych słów pojęłam, ze ślepo wielbiłam i podziwiałam Liu Ping, bo nie skupiałam się na szukaniu prawdy, w ogóle nie rozumiałam Boga. Nie widziałem, jacy ludzie Mu się podobają, jakich nienawidzi i jakie są Jego standardy oceny ludzi. Patrzyłam na ludzi w oparciu o swoje pojęcia, skupiając się na ich powierzchownych talentach. Gdy poznałam Liu Ping, widziałam, jak szybko zwalnia i usuwa antychrysta, i od razu wytworzyłam sobie jej zniosły wizerunek. Później na zgromadzeniach słyszałam, jak mówi o tym, jak rozpoznała i obnażyła antychrystów, realizowała pracę kościoła, zarządzała ważnymi sprawami i cieszyła się poważaniem u wyższych przywódcó. Jeszcze bardziej ją wielbiłam, myśląc, że posiada rzeczywistość prawdy. Czułam się zaszczycona, będąc z nią na zgromadzeniu. Choć więc bezpodstawnie mnie skrytykowała i zaszufladkowała, pytając o moją pracę, nie miałam rozeznania, tylko podporządkowałam się temu, co powiedziała. Choć chciałam zrezygnować z obowiązków, gdy się tak ze mną rozprawiła, to wciąż tylko zastanawiałam się nad sobą. Prowadziły mnie słowa Boga i wiedziałam, że ona nie postępuje słusznie, ale nie próbowałam dociec istoty jej uczynków. Po kilku tygodniach z mojego podziwu zrodziło się uwielbienie dla niej, a Bóg stracił miejsce w moim sercu. Nie byłam osobą wierzącą, bo podążałam za człowiekiem, czciłam człowieka.

Poprzez refleksję dostrzegłam swoją błędną perspektywę. Czułam, że skoro Liu Ping odpowiadała za te wszystkie kościoły i była dobra w omówieniach, to musi posiadać rzeczywistość prawdy. Myślałam, że ona nie może się mylić, nie miałam żadnego rozeznania. Wtedy przeczytałam słowa Boga i zrozumiałam, jak sprawdzić, czy ktoś ma rzeczywistość. Słowa Boga mówią: „Trzymanie się słów Boga i umiejętność ich otwartego wyjaśniania nie oznacza, że jesteś w posiadaniu rzeczywistości; rzeczy nie są tak proste, jak sobie wyobrażasz. Posiadanie rzeczywistości nie objawia się w tym, co mówisz, lecz w tym, co urzeczywistniasz swoim życiem. Dopiero gdy słowa Boga staną się twoim życiem i będziesz je wyrażać naturalnie, można będzie powiedzieć, że masz rzeczywistość i tylko wtedy będzie można cię zaliczyć do grona tych, którzy osiągnęli prawdziwe zrozumienie i rzeczywistą postawę. Musisz być gotowy na bycie poddawanym badaniu przez długi czas i mieć zdolność urzeczywistniania podobieństwa wymaganego przez Boga. To nie może być pozerstwo, to musi płynąć z ciebie naturalnie. Tylko wtedy będziesz naprawdę posiadać rzeczywistość i tylko wtedy zyskasz życie” („Tylko wprowadzanie prawdy w życie jest posiadaniem rzeczywistości” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Jak można stwierdzić, czy dana osoba posiada rzeczywistość prawdy? Można to poznać po tym, co mówi. Osoba, która wypowiada tylko słowa doktryn, nie posiada rzeczywistości prawdy i z pewnością nie będzie praktykować prawdy, więc to, co mówi, jest puste i nierzeczywiste. Słowa kogoś, kto posiada rzeczywistość prawdy, są w stanie rozwiązać ludzkie problemy. Ktoś taki potrafi bowiem dostrzec istotę problemów. Wystarczy kilka prostych słów, aby rozwiązać problem, który nurtował cię od wielu lat; zrozumiesz prawdę i wolę Bożą, sprawy przestaną być dla ciebie trudne, nie będziesz już czuł się zniewolony i ograniczony, tylko zyskasz wolność i wyzwolenie. Czy to, co mówi taka osoba, jest rzeczywistością prawdy? Jeśli bez względu na to, co ktoś taki mówi, nadal nie rozumiesz swojego problemu i nic z tego, co mówi, nie rozwiązuje kwestii jego pierwotnej przyczyny, znaczy to, że ktoś taki powtarza jedynie słowa doktryn. Czy takie słowa mogą zaopatrywać ludzi i im pomagać? Słowa doktryny nie są w stanie zaopatrywać ludzi ani im pomagać; nie mogą też rozwiązywać ich praktycznych problemów. Im więcej takich słów się wypowiada, tym bardziej denerwują one słuchacza. Ludzie, którzy rozumieją prawdę, przemawiają zupełnie inaczej. Za pomocą kilku słów potrafią wskazać pierwotną przyczynę problemu lub źródło choroby. Nawet jedno zdanie potrafi obudzić ludzi i zidentyfikować kluczowe kwestie. Na tym właśnie polega posługiwanie się słowami, które posiadają rzeczywistość prawdy, do rozwiązywania ludzkich problemów i wskazywania ścieżki praktyki” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga są jasne. To, czy ktoś ma rzeczywistość, nie zależy od tego, czy jest elokwentny i jak dużo ważnej pracy wykonał, ale od tego, czy praktykuje prawdę w obliczu problemów, czy potrafi działać zgodnie z zasadami i wspierać pracę domu Bożego, czy pobożnie pełni obowiązki. Tego trzeba, by mieć rzeczywistość prawdy. Niektórzy mają dobry charakter i przyzwoicie pojmują słowa Boga, ale nigdy nie wcielają ich w życie, więc wszystko, co mówią, jest dogmatyczne. Nie mają nic do powiedzenia o rzeczywistości, o szczegółach prawdy, nie rozwiązują problemów. Nie pełnią obowiązków według zasad, tylko robią wszystko po swojemu. Dążą tylko do tego, by chronić swoją reputację i status, nie dbając wcale o interesy kościoła. Nie posiadają rzeczywistości prawdy. Liu Ping wykonała całkiem sporą pracę, ale nie wywyższała Boga, nie niosła o Nim świadectwa, nie dzieliła się doświadczeniami słów Boga, by pomagać innym. Miała usta pełne doktryny, popisywała się, by inni ją podziwiali. Rozwiązując problemy, nie dzieliła się zasadami prawdy, nie wskazywała ścieżek praktykowania, chwytała się problemu, aby obwinić i potępić innych. Gdy nie zgłosiliśmy do niej, że zwalniamy siostrę Wang, oskarżyła nas o despotyzm. Gdy nie byłam pewna co do jednej przywódczyni, skrytykowała mnie, mówiąc, ze celowo kryję fałszywą przywódczynię, że przeszkadzam w oczyszczeniu kościoła, że rzucam kłody pod nogi. Oskarżyła mnie nawet o to, że jestem antychrystem. Gdy to powiedziała, nie rozumiałam, co ja takiego zrobiłam. Nie wiedziałam, czy uczyniłam zło, czy przejawiłam zepsucie, czy popełniłam błędy w mojej pracy. Nie rozumiałam prawdy i się przestraszyłam, miałam się na baczności przed Bogiem. Zrozumiałam, że ona nie znała prawdy i nie miała jej rzeczywistości, nie rozwiązywała problemów. Z natury była wyjątkowo arogancka. W czymś tak ważnym jak wybór przywódcy nie szukała prawdy, tylko jawnie naruszała zasady i grała w swoje gierki. Nie miała żadnej czci dla Boga i nie postępowała zgodnie z zasadami, tylko sprzeciwiała się Bogu i zakłócała pracę domu Bożego. Nie miała żadnej rzeczywistości prawdy. A ja dalej ślepo ją czciłam, tak byłam głupia.

Przeczytałam słowa Boga. „Kiedy ktoś zostaje wybrany przez braci i siostry na przywódcę lub wyznaczony przez dom Boży do wykonania określonej pracy czy pełnienia pewnego obowiązku, nie znaczy to, że taka osoba otrzymuje wyjątkowy status lub tożsamość ani że rozumie liczniejsze i głębsze prawdy niż pozostali, a tym bardziej nie znaczy to, że ta osoba jest w stanie podporządkować się Bogu i że Go nie zdradzi. Nie znaczy to również, że zna ona Boga i że ma w sobie bojaźń Bożą. W istocie tacy ludzie nie osiągnęli żadnej z powyższych rzeczy; awans i przygotowywanie rozumiane są tu w najprostszym znaczeniu tych słów. Awans i pielęgnowanie tych ludzi oznacza po prostu, że zostali awansowani i czeka ich przygotowywanie, a ostateczny efekt tego procesu zależy od tego, jaką ścieżką idzie dana osoba i do czego dąży. Zatem kiedy ktoś w kościele zostaje awansowany i jest przygotowywany do roli przywódcy, jest on jedynie awansowany i przygotowywany w podstawowym znaczeniu tego słowa; nie oznacza to, że jest już wyszkolonym i kompetentnym przywódcą, że jest zdolny do podjęcia pracy przywódcy i może wykonywać prawdziwą pracę – tak nie jest. Kiedy ktoś zostaje awansowany i jest przygotowywany do roli przywódcy, minimalne wymagania wobec takiej osoby to coś, czego większość ludzi nie rozumie jasno. Niektórzy ludzie, polegając na swoich wyobrażeniach, patrzą z podziwem na tych, którzy są awansowani i przygotowywani, lecz jest to błąd. Bez względu na to, od jak wielu lat ci ludzie wierzą, czy ci, którzy są promowani, naprawdę posiadają rzeczywistość prawdy? Niekoniecznie. Czy są w stanie doprowadzić do tego, by ustalenia dotyczące dzieła domu Bożego zaowocowały? Niekoniecznie. Czy mają poczucie odpowiedzialności? Czy są zaangażowani? Czy są w stanie poddać się Bogu? Czy potrafią szukać prawdy, gdy napotkają problem? Wszystko to jest niewiadomą. Czy ci ludzie mają w sercach bojaźń Bożą? I jak wielka jest ich bojaźń Boża? Czy mają skłonności do postępowania według własnej woli? Czy potrafią szukać Boga? Czy wykonując pracę przywódcy, regularnie i często stają przed Bogiem, by poszukiwać Jego woli? Czy potrafią poprowadzić innych do wejścia w rzeczywistość prawdy? Z całą pewnością nie są w stanie uczynić tego wszystkiego od razu. Nie zostali jeszcze przeszkoleni i mają zbyt mało doświadczenia, więc nie są do tego zdolni. Dlatego promowanie i przygotowywanie kogoś nie oznacza, że ta osoba rozumie już prawdę ani że jest już zdolna zadowalająco wykonywać swoje obowiązki. (…) Nie należy mieć wysokich oczekiwań ani stawiać nierealistycznych żądań tym, którzy są promowani i szkoleni; byłoby to nierozsądne i niesprawiedliwe wobec nich. Możecie obserwować ich pracę, a jeśli zauważycie w niej problemy lub zjawiska naruszające zasady, możecie poruszyć tę kwestię i poszukiwać prawdy, aby rozwiązać takie sprawy. Nie powinniście zaś osądzać tych ludzi, potępiać, atakować ani wykluczać, ponieważ są oni w okresie szkolenia i nie powinno się ich postrzegać jak ludzi, którzy zostali udoskonaleni, a tym bardziej jako doskonałych czy posiadających rzeczywistość prawdy. (…) Po co to mówię? Aby powiedzieć wszystkim, że muszą właściwie podchodzić do promowania i szkolenia różnego rodzaju utalentowanych osób w domu Bożym i że nie należy takim osobom stawiać surowych wymagań. Oczywiście, nie należy też mieć na ich temat nierealistycznych opinii. Nie jest mądrze okazywać im zbyt wielkie uznanie bądź szacunek, ale stawianie im nadmiernie surowych wymagań nie jest humanitarne ani realistyczne” („Rozpoznawanie fałszywych przywódców”). Słowa Boga pokazały mi, że jeśli ktoś jest przywódcą, nie znaczy, że ma rzeczywistość i wykonuje realną pracę, że się nadaje do tej roli. Przywódcy są tacy sami jak inni, mają zepsute usposobienie, i naruszają zasady prawdy w swojej pracy. Ich też Bóg musi osądzić, skarcić i przyciąć, inni muszą ich nadzorować. Gdy dom Boży kogoś awansuje, daje mu szansę na praktykowanie, ale kluczowe dla pozyskania prawdy jest wybrana ścieżka i dążenie do prawdy. Niektórzy mają charakter, dążą do prawdy i mogą podjąć pracę w domu Boga, więc są awansowani. Znaczy to tylko, że mają szansę na praktykowanie i szkolenie. Jeśli po pewnym czasie, nadal nie będą się nadawać lub pójdą złą ścieżką, na przykład zakłócając pracę kościoła, dom Boży odsunie ich od obowiązków. Tak jak Liu Ping, gdy została awansowana i miała szansę się szkolić, nie dążyła do prawdy i nie poszła właściwą ścieżką. Była przywódczynią, ale wszystko, co robiła, zakłócało pracę domu Bożegu, i ostateczenie została usunięta. Byłam pod władzą swych pojęć i myślałam, że skoro była przywódczynią, to musi mieć rzeczywistość prawdy i wgląd bardziej niż ja. Dlatego nie próbowałam się w tym rozeznać, tylko ją wielbiłam i poddałam się jej. Słowa Boga pokazały mi, że nie powinniśmy ślepo podziwiać przywódców ani mieć wygórowanych wymagań, tylko właściwie ich traktować, nauczyć się rozeznania i nadzoru, ale dawać też wsparcie i współpracować. Jeśli postępują właściwie i ich słowa zgadzają się z prawdą, a także wspierają pracę domu Bożego, powinniśmy być im posłuszni. Jeśli nie wykonują praktycznej pracy, czynią zło i zakłócają pracę kościoła, musimy się im postawić, obnażyć ich i usunąć. Widziałam, że krytyka ze strony Liu Ping była bezzasadna, że nie miała nic wspólnego z rzeczywistością, że wszystko wyolbrzymiała, ale myślałam tylko o sobie. Głupota do kwadratu. Bóg tę praktyczną sytuację zaaranżował, bym zyskała rozeznanie, ale nie starałam się szukać prawdy i wynieść nauki. Zwiódł mnie antychryst. Dostałam, na co zasłużyłam. To przepełniło mnie żalem i poczuciem winy, odczuwałam skruchę, miałam u Boga dług. Pomodliłam się: „Boże, jestem takim tchórzem. Gdy gnębił i zwodził mnie antychryst, fałszywa przywódczyni, ślepo za nią podążałam, zamiast zyskać rozeznanie, a to zakłóciło pracę domu Bożego. Boże, chcę okazać skruchę i przestać się samolubnie chronić. Chcę się postawić i obnażyć złe uczynki Liu Ping”. Uczciwie ujawniłam zło, jakie uczyniła Liu Ping. Wkrótce dostałam informację od przywódczy, że Liu Ping uczyniła wiele zła i nie chciała okazać skruchy, więc uznano ją za antychrysta i wydalono z kościoła. Ucieszyłam się i pomyślałam też o Chen Xiao, która wdawała się w konflikty, w rywalizację z zawiści, i pod innymi kopała dołki. Ona też nie okazywała skruchy, była fałszywą przywódczynią. Z kilkoma współpracownikami napisałam do przywódcy, a on kazał nam ją zwolnić w oparciu o zasady. Z tego, co donosili inni bracia i siostry, widziałam, że Chen Xiao miała obsesję władzy i czyniła zło, by chronić swój status. Została wyrzucona, bo była antychrystem.

Te doświadczenia pokazały mi, że kluczowe jest szukania prawdy i ocena ludzi w świetle Bożych słów. Kierowanie się pojęciami w interakcjach z przywódcami, kierowanie się ich charakterem, talentami i status, ślepe uwielbienie i podążanie za nimi to zdrada i sprzeciw wobec Boga. W poważnych przypadkach człowiek czyni zło razem z nimi i traci szansę na zbawienie. Nauka rozpoznawania różnych ludzi i zdarzeń oraz dostrzeganie pobudek i taktyki fałszywych przywódców i antychrystów to jedyny sposób, by nas nie sprowadzili na manowce, byśmy trwali silni w wierze. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zmagania o szczerą mowę

Autorstwa Weniela, Filipiny W 2017 roku przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych. Zwykle radośnie spędzałam czas na...

Co takiego zwiodło moją duszę?

Autorstwa Xu Lei’a, miasto Zaozhuang, prowincja Szantung Pewnego dnia dostałem od swojego przełożonego wiadomość z prośbą o udział w...

Wkroczenie na drogę wiary w Boga

Autorstwa Rongguanga, prowincja Heilongjiang W 1991 roku, dzięki łasce Boga, zacząłem z powodu choroby podążać za Bogiem Wszechmogącym. W...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze