Praktykowanie prawdy jest kluczem do harmonijnej koordynacji

26 stycznia 2022

Autorstwa Dongfeng, Stany Zjednoczone

W 2018 r, z bratem Wangiem tworzyłem rekwizyty filmowe. Początkowo czułem, że niewiele wiem, więc cały czas prosiłem brata Wanga o pomoc. Po pewnym czasie lepiej załapałem. Studiowałem architekturę wnętrz, pracowałem w budownictwie i miałem doświadczenie w stolarstwie, więc robienie rekwizytów przyszło mi łatwo. Potem dostrzegłem, że brat Wang był dobry w projektowaniu dekoracji wnętrz, lecz tworzenie rekwizytów nie szło mu zbyt dobrze. Więc gdy nasze toki myślenia w tym zakresie się różniły, nie chciałem słuchać jego zdania. Zawsze uważałem, że moje rekwizyty i plany są lepsze niż jego. Z czasem coraz częściej się kłóciliśmy, a bywało, że godzinami potrafiliśmy się spierać o drobiazgi. Często ulegałem ze względu na naszą relację, lecz zawsze czułem, że mam rację. Po jakimś czasie poczułem się bardzo źle i wcale nie chciałem z nim pracować.

Raz musieliśmy zrobić do filmu dom kryty strzechą, lecz na pnie nie mieliśmy trwałego drewna, więc musieliśmy je zrobić sami. Wymieniliśmy się pomysłami. Według mnie trzeba najpierw zrobić formę na słupy, a potem wlać do niej beton i będą trwalsze. Lecz brat Wang powiedział, że kolumny będą zbyt gładkie i mało realistyczne. Używając skrawków tkanin, oddamy fakturę i kształt pnia drzewa. Myślałem: „Nigdy nie widziałem materiału użytego na słupie z cementu. Bez względu na wygląd, trudno będzie uzyskać dobrą grubość i nie będzie zbyt wytrzymały”. Więc odrzuciłem jego pomysł, lecz on i tak chciał spróbować. Poczułem opór, gdy nie chciał przyjąć mojej sugestii. Myślałem: „Czemu po prostu mnie nie posłuchasz? To nie ma znaczenia – i tak mam rację. Efekty mówią same za sobie. Jeśli ci się nie uda, nie mów, że cię nie ostrzegałem”. Nie doszliśmy do porozumienia, więc dalej robiliśmy swoje. Ja zrobiłem pień w jedno popołudnie. Byłem ciekaw, jak poradził sobie brat Wang i czy nasze pnie drzew będą ze sobą dobrze wyglądać. Na tę myśl poczułem się nieswojo, więc sprawdziłem, jak mu poszło. Okazało się, że jego pień jest do niczego. Wtedy pomyślałem: „Mówiłem ci, że to nie zadziała, ale ty się uparłeś, a teraz jest jasne, że mój pomysł był lepszy”. Powiedziałem mu wtedy: „Bracie Wang, ten pień jest za gruby. Robimy nieduży domek, czy on się nada? Widać w nim wiele pęknięć i nie wygląda na wytrzymały. Nasze pnie są zupełnie inne. Jak ich użyjemy do filmu? Nie rób tego w ten sposób. Może wykorzystamy mój pomysł?”. Zaskoczył mnie, odpowiadając: „Mój pień jest nieco za gruby, lecz to nie problem. Twój pień z cementu nie wygląda jak drzewo. Trzeba nad nim popracować”. Słysząc, że nie tylko nie przyjął moich słów, ale twierdzi, że to ja zawiodłem, poczułem się bardzo źle. Myślałem: „Jak możesz być trudny w rozmowie? Nie da się z tobą pracować!”. Po obiedzie usiadłem przy komputerze i myślałem o całym dniu. Byłem nieco wzburzony. Uważałem, że brat Wang wyraźnie się myli i zawsze ze mną konkuruje. Naprawdę nie chciałem już z nim współpracować. Lecz dotarło do mnie, że unikam problemu, że nie uległem. Miałem z tym coraz większy problem, więc zacząłem się modlić do Boga, prosząc Go, bym poznał siebie i mógł współpracować z bratem Wangiem.

Potem wszedłem na stronę Kościoła i przeczytałem słowa Boga o służbie we współpracy. Bóg mówi: „W dzisiejszych czasach wielu ludzi nie zwraca uwagi na lekcje, jakie powinny płynąć ze współdziałania z innymi. Odkryłem, że wielu z was nie wyciąga zupełnie żadnych nauk ze współdziałania z innymi; większość obstaje przy własnym punkcie widzenia. Podczas pracy w kościele ty mówisz swoje, ktoś inny mówi swoje i jedno w żaden sposób nie łączy się z drugim; w istocie w ogóle ze sobą nie współpracujecie. Wszyscy jesteście tak zaabsorbowani samym komunikowaniem własnych spostrzeżeń czy uwalnianiem się od dźwiganych w swym wnętrzu »ciężarów«, że nawet w najmniejszym stopniu nie próbujecie szukać życia. Wydaje się, że wykonujesz swoją pracę tylko pobieżnie, w niezmiennym przekonaniu, że powinieneś kroczyć własną ścieżką bez względu na to, co mówią i robią inni. Sądzisz, że powinieneś angażować się w tworzenie wspólnoty tak, jak prowadzi cię Duch Święty, bez względu na sytuację innych. Nie jesteście w stanie odkryć mocnych stron innych ani nie potraficie przyjrzeć się sobie. Wasza akceptacja wszystkiego jest w istocie zaburzeniem i błędem. Można powiedzieć, że nawet teraz żywicie mocne przekonanie o własnej nieomylności, jakbyście przechodzili nawrót tej dawnej choroby” („Czyńcie posługę jak Izraelici” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Sama zaś współpraca między braćmi i siostrami to proces polegający na rekompensowaniu braków jednej osoby atutami innej. Wykorzystujesz swoje mocne punkty, aby zrównoważyć niedociągnięcia innych, oni zaś dzięki swoim atutom rekompensują twoje braki. To właśnie znaczy równoważyć swoje braki cudzymi atutami i współdziałać w harmonii. Ludzie mogą zostać pobłogosławieni przed Bogiem tylko wtedy, gdy zgodnie ze sobą współdziałają, a im więcej takiej współpracy ktoś doświadczy, tym bardziej praktyczne będzie mieć podejście, kroczyć będzie coraz bardziej świetlaną ścieżką, i będzie odczuwał coraz większy spokój ducha. Jeśli zaś trwasz stale w niezgodzie z innymi i nigdy nie dajesz im się przekonać, gdyż nigdy nie chcą cię słuchać; jeśli dbasz o zachowanie ich godności, lecz oni nie zachowują się tak samo w stosunku do ciebie, a to jest dla ciebie nie do zniesienia; jeśli zapędzisz ich w kozi róg w związku z czymś, co powiedzieli, a oni sobie to zapamiętają i przy okazji następnego sporu postąpią tak samo wobec ciebie, to czy wtedy wasze działania można nazwać wzajemnym równoważeniem własnych słabości cudzymi atutami i harmonijną współpracą? To raczej niesnaski i uleganie swojej porywczości oraz skażonym skłonnościom. Nie zyska to Bożego błogosławieństwa, gdyż nie podoba się Bogu” („Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa te pokazały mi, że brat Wang i ja się nie dogadujemy, bo kieruję się swoim aroganckim i pyszałkowatym usposobieniem. W tym ro robimy, zawsze chcę mieć ostatnie słowo. Uważam, że robienie rekwizytów idzie mi o wiele lepiej niż bratu Wangowi, więc zachowuję się protekcjonalnie i chcę, by mnie słuchał i robił to, co mówię. Kiedy coś zasugerował odnośnie pni drzew, od razu odrzuciłem jego pomysł. Nawet go zlekceważyłem z pogardą. Uznałem, że nie ma fachowej wiedzy, więc nie warto rozważać jego sugestii. Widząc, że pień mu nie wyszedł, uznałem, że mam rację, więc zdyskredytowałem jego pracę i namawiałem, by mi uległ. Gdy wskazał niedociągnięcia w moim planie, nie przyjąłem tego ani nawet nie próbowałem się dogadać. Byłem oporny i nawet nie chciałem już z nim pracować. Mówiłem i działałem tylko po to, by się wykazać i by on mi uległ. Była to szatańska arogancja i pyszałkowatość w pełnej krasie. Najlepiej oddają to te słowa Boga: „To czy wtedy wasze działania można nazwać wzajemnym równoważeniem własnych słabości cudzymi atutami i harmonijną współpracą? To raczej niesnaski i uleganie swojej porywczości oraz skażonym skłonnościom. Nie zyska to Bożego błogosławieństwa, gdyż nie podoba się Bogu” („Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Ze słów Boga zrozumiałem, że On czuje niesmak to takich ludzi. Bóg zaplanował, bym pracował z bratem Wangiem, mając nadzieję, że wspólnie wypełnimy nasz obowiązek dobrze. Lecz ja kierowałem się arogancją i chciałem mieć ostatnie słowo, sądząc, że mam rację. Chciałem, by inni traktowali moje pomysły jak prawdę, a sam nie przyjmowałem ich pomysłów. Bóg nie znosi takiego usposobienia. Na myśl o tym przepełniało mnie poczucie winy i żal, więc modliłem się do Boga: „Boże, nie umiem współpracować z innymi przez moją arogancję, a to wpływa na mój obowiązek. Boże, czuję skruchę. Chcę współpracować z moim bratem, by dobrze wypełnić nasz obowiązek”.

Potem przeczytałem fragment innych słów Boga. „Zdarza się, że podczas wspólnego wypełniania obowiązku dwie osoby toczą spór w kwestii jakiejś zasady. Mają różne punkty widzenia i wyrobiły sobie na dany temat odmienne opinie. Co można zrobić w takim wypadku? Czy coś takiego zdarza się często? Jest to zupełnie normalne zjawisko, ludzie przecież różnią się pod względem mentalności, charakteru, pojmowania, a także wieku i doświadczenia. Nie jest możliwe, aby dwoje ludzi miało dokładnie identyczny umysł. Stąd też różnice zdań czy poglądów pomiędzy dwiema osobami to bardzo powszechne zjawisko i rzecz zupełnie normalna. Nie ma więc powodu zanadto tego roztrząsać. Kluczowe pytanie brzmi natomiast: Jak należy w takim wypadku ze sobą współpracować i starać się dojść do porozumienia przed obliczem Boga oraz osiągnąć jednomyślność? W jakim celu należy starać się osiągnąć jednomyślność? Chodzi o to, by w danym względzie poszukiwać zasad prawdy, nie działać zgodnie z własnymi lub cudzymi intencjami, ale wspólnie dociec, jakie są zamiary Boga. To właśnie jest ścieżka do osiągnięcia zgodnej współpracy. Tylko wtedy, gdy będziecie usiłowali dociec, jakie są zamiary Boga i poszukiwali zasad, których stosowania On od was wymaga, będziecie w stanie osiągnąć zgodę i jedność” („Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Po ich przeczytaniu pojąłem, że by osiągnąć porozumienie, nie możemy słuchać czyichkolwiek pomysłów, lecz musimy dążyć do zasad prawdy. Prawdziwie harmonijna współpraca to szukanie prawdy i działanie zgodne z zasadami. Skoro brat Wang i ja różnimy się doświadczeniem, wiedzą, i umiejętnościami, to normalne, że w pracy mamy rozbieżne poglądy. Muszę zapomnieć o sobie i poszukać zasad we współpracy z nim. Trzeba poddać się prawdzie i podtrzymać dzieło domu Bożego, by zyskać przewodnictwo Ducha Świętego w swoim obowiązku. Kiedy to zrozumiałem, chciałem porozmawiać z bratem Wangiem następnego dnia, by wspólnie opracować ten rekwizyt. Zdziwiłem się, gdy on podszedł do mnie i powiedział, że przez upór nie przyznał, że jego plan jest zły. Nawet zniszczył zrobiony przez siebie pień i był gotowy przyjąć mój pomysł. Kiedy to usłyszałem, poczułem wstyd. Otworzyłem się przed nim i powiedziałem mu, że też zrozumiałem swój stan, a gdy obydwaj odpuściliśmy, bariera między nami zniknęła. Potem dostrzegłem, że nie wypełniam obowiązków idealnie. Pień zrobiony przeze mnie był zbyt gładki i nie wyglądał jak prawdziwe drzewo. Wymagał dopracowania. Omówiłem to z bratem Wangiem i szybko znaleźliśmy rozwiązanie. Wzajemnie się uzupełnialiśmy i w jeden dzień zrobiliśmy trzy pnie. Wcześniej większość dnia zajęło nam zrobienie dwóch pni i żaden nie był dobry. Teraz szło nam wydajniej. Zrozumiałem, jak ważne jest praktykowanie prawdy i współpraca z innymi w pełnieniu obowiązków. Lecz byłem tak arogancki i pyszałkowaty, że wkrótce znów miałem problemy w pracy z innymi.

Pracowałem z bratem Li, by rozstawić namiot, który na planie miał chronić ludzi przed deszczem. W rozmowie z nim zaproponowałem coś, co mu się spodobało. Pomyślałem wtedy: „Wcześniej pracowałem w budownictwie, więc na pewno rozumiem to lepiej niż ty”. Lecz zaraz potem wyraził obawę. Powiedział: „Teraz mamy tylko 16 metalowych słupków. Wystarczy ich na twój plan? Będzie solidnie? Będzie bezpiecznie?”. Myślałem: „To jest konstrukcja trójkątna. Nie uczyłeś się o stabilności konstrukcji trójkątnych? Będzie stabilna, bez problemu”. Odpowiedziałem lekceważąco: „Nie ma 100% gwarancji, że nie będzie problemu, lecz jeśli nie zdarzy się huragan kategorii 10, będzie dobrze”. Potem chciał, bym naszkicował plan i wyjaśnił szczegóły. Mnie puściły nerwy i odparłem: „Nie trzeba. Mam szkic w głowie i wiem, że jest zrobiony dobrze”. Na tym stanęło. Następnego dnia gdy zaczęliśmy budować namiot, inny brat zasugerował, by najpierw zabezpieczyć dach dwoma słupkami, a później wznieść boki. Słysząc to, pomyślałem: „To na pewno zajmie więcej czasu. Już to przemyślałem i moje rozwiązanie na pewno jest najlepsze. Jesteś tu nowy i nie brałeś udziału w rozmowach. Mój plan jest bezsprzecznie lepszy”. Odparłem mu więc: „To za długo potrwa. Później trzeba będzie usunąć te dwa słupki, więc jak zaczniemy od tyłu, będzie szybciej”. Nie odezwał się już, gdy zrozumiał, że nie mam zamiaru zaakceptować jego pomysłu, więc budowałem namiot według własnego planu. Kiedy byłem na szczycie drabiny, zacisk na jednym ze słupków się poluzował i słupek się przewrócił. Na szczęście tylko na trawę, nie na kogoś czy coś innego. Lecz ja zamarłem. Pomyślałem: „Co się stało? Przecież go zacisnąłem, jak mógł się przewrócić? Ktoś chyba nie trzymał słupka prosto, więc zacisk nie zadziałał, jak należy”. Nie myślałem o tym długo i nie przejąłem się tym. Tylko kontynuowałem swój plan. Nagle jeden ze słupków poleciał w moją stronę prosto na drabinę, na której stałem. Spadłem z wysokości ponad dwóch metrów. Na szczęście nic mi się nie stało. Wtedy pojąłem, że to nie były przypadki. Gdyby nie Boża opieka i ochrona, konsekwencje tych zdarzeń mogły być dla mnie o wiele poważniejsze. Gdy o tym pomyślałem, poczułem winę i strach, więc od razu zacząłem się modlić. „Boże, wszystko dziś idzie nie tak. Wiem, że stoi za tym Twoja dobra wola, a ja mam wyciągnąć wnioski, lecz nie wiem, czego mam szukać. Proszę, prowadź mnie i oświecaj, bym poznał Twoją wolę”. Potem pomyślałem o słowach Boga: „Ilekroć coś robisz, wszystko wychodzi na opak, albo natrafiasz na przeszkodę nie do pokonania. To Bóg dyscyplinuje cię w ten sposób. Czasem, kiedy robisz coś, co jest nieposłuszeństwem i przejawem buntu wobec Boga, nikt inny może o tym nie wiedzieć, ale Bóg zawsze wie. Nie daruje ci wówczas, lecz zechce cię zdyscyplinować” („Ci, którzy mają zostać udoskonaleni, muszą przejść oczyszczenie” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Po głowie chodziły mi te słowa: „Nikt inny może o tym nie wiedzieć, ale Bóg zawsze wie. Nie daruje ci wówczas, lecz zechce cię zdyscyplinować”. Wtedy zrozumiałem, że zlekceważyłem swoich braci w kwestii wznoszenia namiotu. Wcale nie słuchałem ich sugestii, lecz zwyczajnie od razu je odrzuciłem. Sądziłem, że mam rację, więc trzeba mnie posłuchać. Czyż nie była to arogancja z mojej strony? Groźnie było już w trakcie wznoszenia namiotu. Gdyby się zawalił na aktorów, konsekwencje mogłyby być poważne. Z tą myślą poprosiłem Boga o przemianę i pomyślałem o słowach Pana Jezusa: „Jeśli dwaj z was na ziemi będą zgodnie prosić o cokolwiek, otrzymają to od mego Ojca, który jest w niebie” (Mt 18:19). Przeczytawszy słowa Boga wiedziałem, że nie mogę robić tak dalej, lecz mam omówić tę kwestię i współpracować z braćmi. Potem pomyślałem jeszcze o bezpieczeństwie. Trzeba dobrze postawić namiot z pomocą dostępnych materiałów. Właśnie wtedy bracia powiedzieli, że mój pierwotny plan nie przewidział dość metalowych słupków na solidną konstrukcję, lecz gdy postawimy dwa na środku, grzbiet dachu będzie bezpieczny. Zgodziłem się z nimi całkowicie. Mój pierwotny plan spowodowałby wiele zagrożeń bezpieczeństwa. Omówiliśmy wszystko i w mgnieniu oka nowy plan był gotowy. Mieliśmy dość metalowych słupków i skończyliśmy przed zmrokiem.

Wieczorem rozmyślałem o tym dniu. Moja arogancja omal nie skończyła się źle, a ja nie umiałem opanować uczuć. Zacząłem się modlić, prosząc Boga, bym lepiej poznał siebie. Wszedłem na stronę Kościoła, gdzie przeczytałem te słowa Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Niektórzy ludzie nigdy nie szukają prawdy podczas wykonywania swojego obowiązku. Robią po prostu, co im się podoba, uparcie działając według własnych wyobrażeń i są zawsze samowolni i lekkomyślni. Co to znaczy być »samowolnym i lekkomyślnym«? Oznacza to, że napotykając problem, działasz według własnego uznania, bez zastanowienia, nie zważając na to, co mówią inni. Nikt nie jest w stanie do ciebie dotrzeć ani sprawić, byś zmienił zdanie tak, że nie można wywrzeć na ciebie najmniejszego wpływu. Obstajesz przy swoim i, mimo że to, co mówią inni, ma sens, nie słuchasz ich i uważasz, że tylko twoja droga jest właściwa. Nawet jeśli tak jest, to czy nie powinieneś zważać na sugestie innych? A jednak nie zważasz na nie. Ludzie mówią, że jesteś uparty. Jak bardzo? Tak uparty, że dziesięć wołów nie zdołałoby cię pohamować – całkowicie uparty, arogancki i samowolny do granic, ten rodzaj osoby, która nie dostrzega prawdy, dopóki ta nie spojrzy jej w twarz. Czy taki upór nie wzrasta do poziomu samowoli? Robisz, co chcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy, i nikogo nie słuchasz. Gdyby ktoś ci powiedział, że to, co robisz, nie jest zgodne z prawdą, odpowiedziałbyś: »Zrobię to, czy jest to zgodne z prawdą, czy nie. Jeśli nie jest zgodne z prawdą, podam ci taki a taki powód lub takie a takie uzasadnienie. Sprawię, że mnie wysłuchasz. Jestem na to zdecydowany«. Inni mogą powiedzieć, że to, co robisz, jest destrukcyjne, że doprowadzi do poważnych konsekwencji, że jest szkodliwe dla interesów domu Bożego – ale ty nie zwracasz na nich uwagi, tylko podajesz kolejne argumenty: »Tak właśnie postąpię, czy ci się to podoba, czy nie. Chcę to zrobić w ten sposób. Całkowicie się mylisz, a moje postępowanie jest całkowicie uzasadnione«. Być może rzeczywiście jest uzasadnione i nie będzie miało żadnych poważnych konsekwencji – ale jakie usposobienie w ten sposób ujawniasz? (Aroganckie.) Arogancka natura sprawia, że jesteś samowolny. Gdy ludzie mają takie usposobienie, to czyż nie są skłonni do uznaniowości i lekkomyślności?” (Boże omówienie). „Sednem skażonego usposobienia człowieka jest arogancja. Im bardziej aroganccy są ludzie, tym bardziej skłonni są sprzeciwiać się Bogu. Jak bardzo poważny jest to problem? Ludzie o aroganckim usposobieniu nie tylko uważają wszystkich wokół za gorszych od siebie, lecz także – co w tym najgorsze – traktują z góry nawet samego Boga. Mimo iż z pozoru może się wydawać, że niektórzy ludzie wierzą w Boga i za Nim podążają, to wcale nie traktują Go oni jak Boga. Przez cały czas są przekonani, że posiedli prawdę, i mają o sobie bardzo wysokie mniemanie. W tym właśnie tkwi istota i źródło aroganckiego usposobienia, a pochodzi ono od szatana. Dlatego też problem arogancji musi zostać rozwiązany. To, że ktoś czuje się lepszy od innych, jest jeszcze sprawą trywialną. Kluczową kwestią jest to, że aroganckie usposobienie człowieka nie pozwala mu podporządkować się Bogu, Jego panowaniu i zarządzeniom. Osoba taka ciągle ma ochotę rywalizować z Bogiem o władzę nad innymi. Tego rodzaju osoba ani odrobinę nie czci Boga, nie mówiąc już o tym, by miała Go kochać lub podporządkować się Mu” (Boże omówienie). Dzięki nim dostrzegłem własną szpetotę. Byłem właśnie tak uparty i nierozsądny, jak w słowach Boga. Stawiając namiot, trzymałem się własnego doświadczenia i działałem uparcie. Nie słuchałem sugestii innych braci, ale od razu je odrzuciłem. Chcieli, bym się upewnił, czy grzbiet dachu będzie bezpieczny, lecz ja ich olałem. Chciałem mieć ostatnie słowo, którego wszyscy mieli usłuchać. To moja arogancka natura była źródłem lekceważenia i uporu. Arogancja i działanie po swojemu już wpływały na moje obowiązki. Lecz tym razem gdy nawet nie wziąłem pod uwagę rozsądnej sugestii, lecz trzymałem się swojego zdania, prawie spowodowałem wypadek. Arognacja sprawiła, że byłem autokratyczny. Źle współpracowałem z innymi, nie mając w sercu Boga. Nie dbałem nawet o dzieło domu Bożego czy bezpieczeństwo innych. Chciałem tylko działać po swojemu. W swojej arogancji straciłem rozum. Gdyby nie Boża opieka i ochrona, konsekwencje mogły być niewyobrażalne. W końcu zrozumiałem, jak niebezpieczne było takie postępowanie. Nie tylko spowodowałbym opóźnienie, ale mogło też dojść do strasznego wypadku i na skruchę byłoby za późno! Bardzo mnie to przeraziło. Zrozumiałem lepiej swoją arogancką naturę i już nie chciałem tak wykonywać swoich obowiązków.

Potem znalazłem ścieżkę praktyki w słowach Boga. „Nie pysznij się. Czy sam możesz podjąć się pracy, nawet jeśli jesteś najlepiej wykwalifikowany lub uważasz, że jesteś lepszy od pozostałych albo masz najwyższy status? Nie możesz, nie bez pomocy ze strony wszystkich innych. Dlatego nikt nie powinien być arogancki ani chcieć działać jednostronnie. Trzeba przełknąć dumę, porzucić własne myśli i poglądy, i pracować w harmonii z innymi. Takie osoby praktykują prawdę i są obdarzone człowieczeństwem. Bóg kocha takie osoby i tylko one mogą z oddaniem wykonywać swoje obowiązki. Już samo to jest przejawem oddania” („Właściwe wypełnianie obowiązków wymaga harmonijnej współpracy” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga pokazały mi zasady współpracy. Wszyscy mamy niedoskonałości i słabości, bez względu na charakter czy talent. Nikt nie może zrobić wszystkiego. Musimy nauczyć się dobrze współpracować z innymi, by każdy mógł skorzystać z tego, co dał mu Bóg i dążyć do tego samego celu, by dobrze wykonywać swoje obowiązki. Wcześniej często było tak, że inni mieli talenty, których ja nie miałem. Gdy korzystałem z ich wskazówek i pomocy, za drugim razem szło mi lepiej. Czasem mieli pomysły, na które ja nie wpadłem, a korzystając z nich, unikałem potencjalnych problemów. Na myśl o tym poczułem wstyd. Nie znałem siebie wcześniej. Zaślepiała mnie arogancja, lecz teraz już wiem, że bez współpracy i pomocy innych ludzi nie wypełnię dobrze swoich obowiązków. Zdałem sobie sprawę, że kierując się arogancją i nie współpracując z innymi, zawsze miałem problemy. Kiedy zapominałem o sobie i współpracowałem z innymi, Bóg mnie prowadził i błogosławił mi. Dostrzegłem, że Bogu mili są ci, którzy praktykują prawdę. Naprawdę mnie to oświeciło i znalazłem ścieżkę praktyki.

Trzeciego ranka brat poprosił mnie o wzmocnienie namiotu. Myślałem: „Jeszcze dziś po południu rozbiorą go po zdjęciach. Czy to konieczne?”. Lecz przypomniałem sobie te słowa Boga: „Nikt nie powinien być arogancki ani chcieć działać jednostronnie. Trzeba przełknąć dumę, porzucić własne myśli i poglądy, i pracować w harmonii z innymi. Takie osoby praktykują prawdę”. Słowa Boga dały mi ścieżkę praktyki. Miałem zapomnieć o swoim zdaniu i współpracować z bratem Li, najpierw ulec i poszukać bez względu na to czy miał rację czy nie. Zdałem sobie sprawę, że zdjęcia potrwają jeszcze kilka godzin i nie wiadomo, jak zmieni się pogoda. Bezpieczniej będzie wzmocnić namiot. Wzmocniłem go więc razem z innym bratem. O godzinie drugiej bądź trzeciej nagle zerwał się wiatr i zaczęło padać, a burza potrwała blisko 40 minut. Bezpiecznie przeczekaliśmy ją w namiocie. Poruszyło mnie to do głębi. Dostrzegłem, jak mądry i wszechmocny jest Bóg. Nie tylko sugestie innych pomogły mi dostrzec moje skażone usposobienie, ale w cudowny sposób wskazał mi je Bóg i ochronił nas przed burzą. Dziękuję Bogu z głębi serca!

Te doświadczenia dały mi wgląd w moją arogancką szatańską naturę i pozwoliły podjąć harmonijną współpracę. Dostrzegłem, że praktykowanie prawdy i brak uporu w swoim obowiązku jest niezbędne do dobrej współpracy z innymi. Zrozumiałem i zyskałem coś, co zawdzięczam osądowi Boga, objawieniu Jego słów i dyscyplinowaniu nimi. Dziękujmy Bogu Wszechmogącemu!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze