Z domu wariatów

30 marca 2022

Autorstwa Xiaocao, Chiny

W styczniu 2012 roku. Od sąsiada usłyszałam ewangelię Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych, Przemęczałam się, prowadząc firmę, przez co naciągnęłam sobie mięsień lędźwiowy i bolał mnie bark. Ból był tak silny, że ledwo mogłam się uczesać czy ubrać, a lekarstwo nie pomagało. W cudowny sposób mój stan się poprawił, gdy uwierzyłam w Boga, a mąż i syn ogromnie się ucieszyli i wspierali mnie w mojej wierze. Ale kilka miesięcy później mąż trafił w internecie na kłamstwa Komunistycznej Partii o Kościele Boga Wszechmogącego i zaczął sprzeciwiać się mojej wierze. Powiedział: „Rząd jest przeciwko temu twojemu Bogu. Jeśli cię aresztują, może to zniszczyć karierę naszemu synowi. Powinnaś porzucić swoją wiarę”. Raz, gdy wróciłam do domu po tym, jak szerzyłam ewangelię, mąż powiedział mi z surową miną: „Brygada bezpieczeństwa narodowego pytała mnie, czy jesteś wierząca, a jeśli tak, to masz oddać twoje książki o Bogu. Kazali mi też zidentyfikować kilka osób na zdjęciach. Jeśli będziesz to ciągnąć, to cię przymkną”. Odpowiedziałam: „Idę w życiu właściwą ścieżką i nie zrobiłam nic nielegalnego. Oni nie mają prawa!”. Odparł na to: „Jesteś taka naiwna! KPCh jest szczególnie cięta na was, wierzących. Jeśli będziesz trzymać się wiary, to mogą cię aresztować i sponiewierać, wtedy poznasz ich okrucieństwo”. Pomyślałam sobie, że będzie mi znacznie trudniej podążać tą ścieżką przy sprzeciwie męża. Pomodliłam się do Boga i poprosiłam, by mnie prowadził. Postanowiłam też, że nigdy nie porzucę wiary, choćby nie wiem jak mąż mi przeszkadzał.

To było w grudniu 2012 roku, prawie rok po moim nawróceniu. Spędziłam w areszcie pięć dni, bo ktoś doniósł, że głoszę ewangelię. Gdy mnie wypuszczali, policjant ostrzegł mnie: „Gdy już będziesz na wolności, daj sobie spokój z tą twoją wiarą, bo inaczej trafisz za kratki na dobre!”. Minęła może godzina i mój mąż przyszedł po mnie, był straszliwie wnerwiony, twarz wykrzywiał mu grymas. Wysiadł z wozu i wszedł do budynku posterunku. Nie wiedziałam, o czym tam z nimi rozmawiał. Później zabrał mnie do domu. Gdy dotarliśmy na miejsce, na zewnątrz czekali na mnie mój brat, siostra i szwagier. Pomyślałam, że są tam wszyscy z jednego powodu: chcą odwieść mnie od wiary. Jakby tego było mało, mój brat był starostą powiatowym i już wcześniej próbował wyperswadować mi moją wiarę, bo w internecie znalazł różne kłamstwa Komunistycznej Partii, potępiające Kościół i bluźniące przeciw niemu. Powiedział też, że moja wiara może zaszkodzić karierze mojego syna i jego własnej karierze, że może stracić swój urząd. Teraz pewnie też przyszedł, żeby zmusić mnie do porzucenia wiary. Krótko się pomodliłam, prosząc Boga, by mnie prowadził i chronił w tej trudnej sytuacji. Gdy tylko wysiadłam z wodu, mój brat podszedł i powiedział do mnie, rozpływając się w uśmiechu, „Daj sobie spokój z tym całym Bogiem. Siedź w domu i zajmuj się domem. Nie bądź już taka uparta. Twój syn ma dobrą pracę, a chyba nie chcesz mu zaszkodzić. Znienawidzi cię na zawsze”. Szwagier nawrzeszczał na mnie, zgrzytając zębami i gestykulując: „Wierzysz w Boga? A gdzie jest Bóg? Ja w Niego nie wierzą i mam zupełnie udane życie!”. A mój mąż powiedział ze złością: „Nasz syn ma dobrą pracę, został zauważony, a nie było to łatwe. Co jeśli straci tę robotę przez twoją wiarę?”. Moja siostra podeszła i powiedziała: „Daj sobie z tym spokój. Mąż jest dla ciebie dobry, a wasz syn ma dobrą pracę. To ci powinno wystarczyć. Po prostu troszcz się o rodzinę”. Słysząc to wszystko, myślałam o tym, że tak ciężko z mężem pracowaliśmy, że zapewnić synowi edukację, że udało mu się znaleźć dobrą pracę, co nie było łatwe. Gdyby faktycznie stracił ją z powodu mojej wiary, może mnie znienawidzić na resztę życia! Ale po chwili pomyślałam, że jeśli porzucę wiarę, to zdradzę Boga. Pomyślałam o prawdach, które poznałam jako wierząca. Wiedziałam, że istota stworzona powinna czcić Boga, że to jest właściwa droga, a poza tym Bóg mnie uzdrowił. Nie mogłam być aż tak bez sumienia. Modliłam się do Boga w swoim sercu: „Boże, rodzina chce zmusić do porzucenia wiary, czuję się strasznie. Proszę, daj mi wiarę i siłę”. Wtedy przypomniałam sobie te słowa Boga: „Na każdym etapie dzieła, jakiego Bóg dokonuje w ludziach, patrząc z zewnątrz wydaje się, że polega ono na interakcjach między ludźmi, jakby powstało dzięki człowieczym ustaleniom lub było wynikiem ludzkiej ingerencji. Jednakże za kulisami każdy etap dzieła i wszystko, co się dzieje, jest zakładem szatana z Bogiem i wymaga, aby ludzie trwali mocno przy świadectwie o Bogu. Jako przykład weźmy próbę, której poddany został Hiob: za kulisami szatan zakładał się z Bogiem, a to, co przydarzyło się Hiobowi, było czynem i ingerencją człowieka. Za każdym krokiem dzieła, które Bóg w was podejmuje, kryje się zakład szatana z Bogiem – za wszystkim kryje się toczona walka” („Tylko umiłowanie Boga jest prawdziwą wiarą w Niego” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dostrzegłam, że poprzez napaść mojej rodziny szatan poddaje mnie próbie i atakuje. Moja rodzina uwierzyła w kłamstwa Partii i chciała mnie zastraszyć, szantażując mnie moim synem, tak żebym zdradziła Boga. Nie mogłam dać się zwieść szatanowi, musiałam nieść świadectwo o Bogu. Dotarło też do mnie, że praca mojego syna zależała w zupełności od władzy Boga i Jego planów. Nikt nie mógł tego zmienić. Dlatego odparłam: „Wiara to właściwa ścieżka w życiu, nie złamałam też żadnego prawa. Komunistyczna Partia aresztowała mnie i was w to wciągnęła, na tym polega jej zło. Nie powinniście na mnie naciskać ani stawać na drodze mojej wiary. Wszyscy wiecie, że zanim uwierzyłam w Boga, nie radziłam sobie z podstawowymi czynnościami przez moją chorobę. Gdy uwierzyłam, wyzdrowiałam całkowicie, a wszystko to dzięki Bożej łasce i błogosławieństwom. Bóg Wszechmogący to prawdziwy Bóg, nadchodzący Zbawiciel. Katastrofy są coraz straszniejsze, a Bóg Wszechmogący wyraził tak wiele prawd. Uczynił to, by zbawić ludzkość od grzechu, od katastrof, byśmy mieli Jego ochronę i przetrwali katastrofy, a później weszli do Jego królestwa. Pozwalając, żeby prześladowania Komunistycznej Partii odwiodły mnie od wiary, straciłabym szansę na zbawienie. Nie dbam o wasz sprzeciw, jestem zdecydowana iść drogą wiary”. Mój mąż, targany złością, wskazał na mnie i powiedział: „Beznadziejny przypadek!”. Wymienił spojrzenie z moim bratem, po czym poszli razem w stronę domu, rozmawiając nie wiadomo o czym. Byłam skołowana. O czym tak skrycie szeptali? Po chwili wrócili, brat spojrzał na siostrę i powiedział z tajemniczym uśmiechem: „Chodźmy coś zjeść!”. Moja siostra i bratanek podeszli do mnie i pociągnęli mnie za ręcę w stronę samochodu. Czułam, że coś tu jest nie tak. Próbowałam im się wyrwać, mówiąc, że nie chcę nigdzie jechać, ale oni wepchnęli mnie do wozu. Zatrzymaliśmy się po około pół godziny jazdy i aż mnie zamurowało, gdy ujrzałam, że to szpital psychiatryczny. Mój mąż, brat i szwagier wysiedli z samochodu. Byłam w szoku. Chcieli mnie zamknąć w wariatkowie? Pomyślałam, żeby wysiąść i zacząć uciekać, ale drzwi były zablokowane. Patrzyłam, jak oni wszyscy idą w stronę szpitala, i nagle wszystko stało się jasne. Mieli to zaplanowane. Oszukali mnie, mówiąc, że jedziemy coś zjeść. Byłam zła i zniesmaczona. Nie mogłam uwierzyć, że mnie tam zabrali, co za bezduszność. Ukochana rodzina! Żenada! Przypomniałam sobie, że kiedy mąż mnie odbierał z komisariatu, wszedł tam po coś na chwilę, że później rodzina wymieniała między sobą znaczące spojrzenia, gdy padł pomysł, żeby coś zjeść. To pewnie był plan uknuty przez Komunistyczną Partię. Próbowali wszystkiego, żebym tylko zdradziła Boga. Czułam się tak, że trudno to opisać, w oczach wezbrały mi łzy. Powiedziałam im z oburzeniem: „Zabraliście mnie tu, żeby mnie męczono, bo wierzę w Boga. To wy jesteście wariaci! To, co robicie, jest złe i zupełnie bezrozumnie. Ale dostaniecie za swoje”. Kilka sanitariuszy wyszło ze szpitala, niosąc coś, czym mieli mnie skrępować. Mój mąż, brat i szwagier stali tam i patrzyli, nie mówiąc ani słowa. Byłam zupełnie zrozpaczona. Nawet w najgorszych koszmarach nie śniłam, że moja rodzina, by chronić swoje interesy i uniknąć konsekwencji, uwierzy w kłamstwa Komunistycznej Partii i umieści mnie w psychiatryku, gdzie będą się nade mną znęcać, nie dbając o moje życie. A przecież byłam zupełnie zdrowa. To nie była moja ukochana rodzina – to były demony. Ta myśl sprawiła, że nie mogłam już powstrzymywać łez. Nie mogłam na nich patrzeć. Powiedziałam sanitariuszom: „Wszystko ze mną w porządku! Oni mnie tu przywieźli podstępem. Zmusząją mnie do leczenia tylko dlatego, że wierzę w Boga. Niczego nie sprawdziliście. Czemu mnie krępujecie?”. Zupełnie zignorowali moje słowa. Przyjęli mnie na Oddział 1 jako pacjentę z silnymi zaburzeniami.

Wszystkie drzwi, okna i korytarze miały tam metalowe kraty. Mój pokój miał 4 metry kwadratowe, był zupełnie pusty poza łóżkiem z brudną kołdrą, która nosiła stare ślady moczu. W ogóle śmierdziało tam sikami. W pokoju nie było ubikacji, a koedukacyjna łazienka w korytarzu była zamknięta. Ilekroć chciałam pójść do łazienki, musiałam prosić sanitariusza, a jeśli byli zajęci, to nie przychodzili i musiałam jakoś wytrzymać. Przez cały czas dało się słyszeć jęki szalonych pacjentów. Czasem śpiewali albo płakali, albo zaczynali wrzeszczeć: „Wypuśćcie mnie stąd!”. Ciągle też uderzali w metalowe kraty. Można było pomyśleć, że to zawodzące zjaw i wyjące wilki. Aż się krew mroziła w żyłach. To nie było miejsce dla ludzi. Z powodu mojej wiary uwięziła mnie Komunistyczna Partia, a gdy wyszłam na wolność, własna rodzina oddała mnie do wariatkowa. Z deszczu pod rynnę, prosto do jaskini lwa. Co to było za życie? Im więcej o tym myślałam, tym gorzej się czułam i płakałam. Zalana łzami myślałam o braciach i siostrach na zgromadzeniach, o śpiewaniu hymnów i chwaleniu Boga. Tak bardzo chciałam czytać słowa Boga i pełnić swój obowiązek, ale byłam w zamknięciu i to nie wiadomo, na jak długo. Kiedy miało skończyć się moje cierpienie? Modliłam się: „Boże, zamknęli mnie z wariatami, jestem taka nieszczęśliwa. Boże, nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Proszę, poprowadź mnie”. Po modlitwie przypomniałam sobie fragment słów Boga: „Być może wszyscy pamiętacie te słowa: »Ten bowiem nasz chwilowy i lekki ucisk przynosi nam przeogromną i wieczną wagę chwały«. Wszyscy wcześniej słyszeliście te słowa, lecz nikt nie pojął ich prawdziwego znaczenia. Dziś jesteście już głęboko świadomi ich prawdziwej wagi. Bóg sprawi, że słowa te wypełnią się w czasie dni ostatecznych, a wypełnią się one w tych, którzy byli brutalnie prześladowani przez wielkiego, czerwonego smoka w kraju, w którym uwił on sobie leże. Wielki, czerwony smok prześladuje Boga i jest Jego wrogiem, dlatego w kraju tym ci, którzy wierzą w Boga, są poniżani i uciskani, w rezultacie czego słowa te wypełniają się was, w tej grupie ludzi. Ponieważ wykonywane jest w kraju, który sprzeciwia się Bogu, całe Jego dzieło napotyka na nieprawdopodobne przeszkody, a wypełnienie się Jego słów wymaga czasu; dlatego też słowa Boga oczyszczają ludzi, co jest zarazem częścią cierpienia. Wykonywanie dzieła w kraju wielkiego, czerwonego smoka jest dla Boga niezwykle trudne, ale to właśnie poprzez tę trudność Bóg realizuje jeden etap swojego dzieła, ujawniając swoją mądrość i cudowne uczynki oraz wykorzystując tę okazję, aby uczynić tę grupę ludzi pełnymi” („Czy dzieło Boga jest tak proste, jak to wydaje się człowiekowi?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Zrozumiałam, że Partia jest śmiertelnym wrogiem Boga, że nie pozwoli ludziom pójść za Bogiem. Bóg Wszechmogący wyraża prawdy, by zbawić ludzi, więc Partia prześladuje i aresztuje wierzących, szerzy różne kłamstwa i pogłoski, potępiające Kościół Boga Wszechmogącego, aby zwieść tych, którzy nie znają prawdy. Miesza w to rodziny osób wierzących na pokolenia, niszczy ich kariery, szczuje ich przeciwko wierzącym. Używa siły, żeby tylko wierzący zdradzili Boga. Partia jest niewymownie zła. Moja rodzina dała się zwieść Partii i wraz z nią prześladowała mnie za moją wiarę, zamykając mnie nawet w psychiatryku. To było okropne miejsce, ale dostrzegłam złą istotę Partii i Bóg w ten sposób doskonalił moją wiarę, więc na Nim musiałam polegać i nieść świadectwo. Z tą myślą poprosiłam Boga w modlitwie, aby był przy mnie i uchronił mnie od szatana. Im bardziej szatan mnie dręczył, tym silniej wierzyłam w Boga.

W drugi dzień pobytu w szpitalu sanitariusz przyszedł do mnie z pigułką, na co się zezłościłam: „Mówiłam już, że nic mi nie jest. Jestem zupełnie normalna i nie wezmę tego”. Odparł: „Nikt tu nie trafia, chyba że coś z nim jest nie tak. Jeśli przyjmiesz leczenie, poprawi ci się i wyjdziesz stąd szybciej”. Ale co by nie mówił, bałam się wziąć pigułkę. Trzeciego dnia przyjęto osobę w bardzo ciężkim stanie i przeniesiono mnie na Oddział 3, bo na moim brakowało łóżek. Ten nie był tak ściśle kontrolowany, mogłam wyjść z pokoju. Tam zobaczyłam, że spodnie niektórych pacjentów były tak wytarte, że widać było goliznę, mieli brudne twarze i szyje, a ich włosy wyglądały jak ptasie gniazdo. Niektórzy mieli tak brudne ubrania, jakby zostały upaprane olejem. Niedobrze mi się robiło. Byłam w pokoju z dwiema kobietami. Jedna miała otępiałe spojrzenie, twarz bez wyrazu, czasami coś do siebie mamrotała. Nie wiem, jak długo ta druga uż tu siedziała. Co rano wstawała i chodziła bez przerwy po korytarzu, paląc papierosy. Obie mnie przerażały. Bałam się, że podczas swojego epizodu mogą mnie uderzyć czy pociągnąć za włosy, albo że uduszą mnie w nocy, więc nie mogłam się dobrze wyspać. Ilekroć kładłam się do łóżka, w milczeniu modliłam się do Boga, prosząc, by mnie chronił. Tylko tak mogłam się trochę uspokoić i wypocząć we śnie. Co dzień przychodził pielęgniarz, żeby podać nam leki. Brałam je tylko wtedy, gdy patrzył prosto na mnie, w przeciwnym razie nie połykałam pigułki, tylko wypluwałam ją później w ubikacji. Kiedyś zauważyła to inna pacjentka i powiedziała: „Nie wolno ci tak robić. Raz przyłapał mnie na tym pielęgniarz. Zdzielił mnie kilka razy, a później wsadził mi plastikową rurkę do nosa i zmusił mnie do wzięcia leku. To bardzo bolało”. Nie wiem, czy ta kobieta powiedziała pielęgniarzom, o tym co zrobiłam, ale od tamtej pory personel zaczął surowiej pilnować przyjmowania leków przez pacjentów. Co dzień pielęgniarze stawali przy stole, żeby nas sprawdzać, świecili nam latarką do gardła, patrząc, czy połknęliśmy. Musiałam wziąć pigułki.

Kilka dni później dyrektor szpitala przyszedł na inspekcję i zapytał mnie ni stąd, ni zowąd: „Czy wielka katastrofa będzie dwudziestego pierwszego?”. Uznałam to za dziwne i odparłam: „Tylko Bóg wie, kiedy nastąpi katastrofa”. On odpowiedział na to: „Widzę, że z tobą kiepsko. Musimy zwiększyć ci dawkę”. Odtąd musiałam brać dwie pigułki, a nie jedną. Byłam wściekła. Dyrektor nie miał pojęcia, czy cokolwiek mi dolega, po prostu podwoił mi dawkę. Ludzkie życie miał za nic. W szpitalu powinno się ratować życie i leczyć rannych, a tymczasem było to miejsce prześladowania chrześcijan przez Komunistyczną Partię. Ze złą wolą mnie krzywdzono tylko przez moją wiarę. Głęboko nienawidziłam Partii.

Po dziesięciu dniach brania leku zaczęłam odczuwać słabość, ledwo trzymałam się na nogach. Zastanawiało mnie, czy był to skutek leku, który mi podawano. Mój stan pogorszył się tak szybko. Jeśli dalej będę brać te pigułki, to będzie jeszcze gorzej. Stykając się codziennie z obłąkanymi pacjentami, czułam się nieszczęśliwa i przygnębiona. Myślałam nawet, że od tej udręki faktycznie zacznę wariować. Dużo modliłam się do Boga, dawałam sobie radę tylko dzięki przewodnictwu słów Bożych. Pamiętam, że raz po modlitwie pomyślałam o Łazarzu, którego wskrzesił Pan Jezus. Nie żył już od czterech dni i jego ciało zaczynało cuchnąć. Ale Bóg kilkoma słowami przywrócił go do życia. Bóg jest wszechmocny. Ma władzę na losem ludzkości. Wiedziałam więc, że moje życie też jest w rękach Boga. Pomyślałam o tych słowach Boga: „Nic, co dzieje się we wszechświecie, nie dokonuje się bez Mojej ostatecznej decyzji. Czy istnieje coś, co nie byłoby w Moich rękach?” (Rozdział 1 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). To, czy podawane mi leki zrobią ze mnie wariatkę, i to, kiedy wyjdę, było w rękach Boga. Musiał przez to przejść, trwając w wierze i polegając na Bogu. Ta myśl umocniła moją wiarę i już tak bardzo się nie bałam.

Kilka tygodni później, wieczorem, pomyślałam, że mogę skontaktować się z rodziną, może szybciej wyjdę. Nazajutrz rano mój mąż zjawił się w szpitalu, powiedziałam, żeby mnie zabrał, że to miejsce nie nadaje się dla ludzi, że zdrowa na umyśle osoba musi tu zwariować. Zadzwonił do mojego brata, którego słowa usłyszałam przez telefon: „Najpierw niech podpisze oświadczenie, że porzuci swoją wiarę. Jeśli tego nie zrobi, może sobie zgnić w tym szpitalu”. W życiu bym nie pomyślała, że mój własny rodzony brat powie coś takiego. Aż przeszył mnie dreszcz. To nie był mój brat, to był diabeł z ludzką twarzą! Widząc, że nie ma zamiaru mnie zabrać, pomyślałam, że jeśli mnie tam zostawi, to już nigdy stamtąd się nie wydostanę, więc jak będę praktykować swą wiarę? Użyłam podstępu i powiedziałam: „Ja już porzuciłam wiarę”. Zgodził się zabrać mnie do domu. Mąż w ogóle nie spuszczał mnie z oka. Zabronił mi udziału w zgromadzeniach i lektury słów Boga. Czasem, gdy drzemałam po południu, przychodził sprawdzać, czy przypadkiem nie czytam słów Boga, ale ja potajemnie czytałam je dzięki odtwarzaczowi MP5. Pewnego ranko przyłapał mnie, gdy ładowałam odtwarzacz. Zabrał mi go i nawrzeszczał na mnie wściekle: „Jak możesz nadal wierzyć? Jeśli cię złapią i pójdziesz siedzieć, a nasz syn straci pracę przez ciebie, będziesz mogła spojrzeć mu w oczy? Nie wolno ci dalej podążać za Bogiem!”. Mówiąc to, popchnął mnie mocno i uderzyłam głową w krawędź łóżka. Nie pojmowałam, jak mógł być tak nikczemny. Ja tylko wierzyłam w Boga. Niczego złego nie zrobiłam, a on mnie tak traktował. Zamknął mnie w psychiatryku, a teraz podnosił na mnie rękę i zabraniał mi czytać słowa Boga. Czułam się coraz gorzej i modliłam się do Boga: „Boże! Mój mąż okropnie mnie traktuje, czuję się słaba. Nie wiem jak wytrwać na tej drodze. Proszę, poprowadź mnie!”. Wtedy pomyślałam o tym fragmencie słów Boga: „Dziś większość ludzi nie ma tej wiedzy. Wierzą, że cierpienie nie niesie żadnej wartości, świat ich odrzuca, przeżywają trudności w życiu rodzinnym, nie są umiłowani przez Boga, a ich perspektywy wyglądają ponuro. Cierpienie niektórych ludzi staje się tak wielkie, że ich myśli zwracają się ku śmierci. To nie jest prawdziwe umiłowanie Boga; tacy ludzie są tchórzami, brakuje im wytrwałości, są słabi i bezsilni! Bóg bardzo chce, aby człowiek Go kochał, ale im bardziej człowiek Go kocha, tym bardziej cierpi i im bardziej kocha Boga, tym cięższe próby przechodzi. (…) Stąd w dniach ostatecznych musicie dawać świadectwo o Bogu. Bez względu na to, jak wielkie jest wasze cierpienie, powinniście iść do samego końca; nawet wydając ostatnie tchnienie nadal musicie być wierni Bogu i zdać się na Jego łaskę; tylko to jest prawdziwym umiłowaniem Boga, tylko to jest mocnym i donośnym świadectwem” („Tylko doświadczając bolesnych prób, możesz poznać piękno Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Gdy rozważałam słowa Boga, stało się dla mnie jasne, że chociaż cierpiałam wskutek tych trudności, Bóg w ten sposób doskonalił moją wiarę, dawał mi szansę, bym niosła świadectwo o Nim przed szatanem. To była Boża miłość. Bez zrozumienia woli Boga czułam się słabo i źle z powodu tego cierpienia. Dostrzegłam swoje tchórzostwo. Pomyślałam o mężu, który chciał, bym odwróciła się od Boga. Nie dbając o moje życie, zabrał mnie do zakładu psychiatrycznego, a teraz jeszcze mnie uderzył. Pojęłam, że to demon, który nienawidzi Boga i Mu się sprzeciwia. Przypomniałam sobie, co Bóg rzekł: „Wierzący i niewierzący nie są ze sobą zgodni, lecz raczej przeciwstawiają się sobie nawzajem” („Bóg i człowiek wejdą razem do odpoczynku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Mój mąż i ja byliśmy różnymi ludźmi na dwóch różnych ścieżkach. Ja poszłabym za Bogiem bez względu na to, jak mąż by mnie nękał. Nic nie mogło mnie zatrzymać. Dlatego powiedziałam mu: „Rozwiedźmy się. Ty idziesz drogą świata, gonisz za pieniądzem, a ja jestem na ścieżce wiary. To są różne drogi, nie mamy ze sobą nic wspólnego. Boisz się o naszego syna, więc weźmy rozwód. Wtedy moja wiara wam nie zaszkodzi. Nie trzeba mi naszego majątku. Chcę mieć tylko pokój, miejsce do życia, by iść za Bogiem”. Powiedział tak: „Wiem, że jesteś dobrą kobietą. Nie chcę rozwodu”. Odparłam: „Jeśli nie chcesz rozwodu, zwróć mi wolność. Jestem osobą wierzącą, nie możesz mi stać na drodze”. Powiedział: „Możesz mieć swoją wolność, ale najpierw podpisz ze mną umowę, w której obiecasz porzucić wiarę w Boga Wszechmogącego!”. Słysząc to, odparłam: „Muszę wytrwać w wierze, nie podpiszę takiej umowy”. Zamurowało go. Wisząc, że nie odciągnie mnie od wiary, nie przeszkadzał mi już tak bardzo w praktykowaniu. Mogłam żyć życiem kościoła i wypełniać obowiązek.

Pewnego wieczoru poszłam do siostry w wierze, by omówić podlewanie nowych wiernych. Mój syn zjawił się po krótkiej chwili i powiedział do tej siostry: „To ty nawróciłaś moją mamę!”. Próbował ją uderzyć. Podskoczyłam i podniosłam ręce, by go powstrzymać. Zaciągnął mnie do domu i w napadzie gniewu powiedział: „Musisz dać sobie z tym spokój. Widziałaś, co mówią o twoim Kościele w internecie?”. Powtórzył kłamliwe oszczerstwa Komunistycznej Partii pod adresem Kościoła Boga Wszechmogącego. Później wrzasnął: „Tato, dzwoń do tego psychiatryka i ją tam odeślij!”. Myślałam, że głowa mi pęknie, gdy to usłyszałam. Nie sądziłam nigdy, mój syn połączy siły z ojcem, żeby odwieść mnie od wiary ze względu na swoją pracę. Co za brutal. Słyszałam, że mąż telefonuje do zakładu i że informują go o braku wolnych łóżek. Mąż powiedział: „Wezwijmy policję, niech oni ją zabiorą”. Syn odparł: „Ona nie może trafić do aresztu. Może zamkniemy ją w tym ciemnym pokoju, gdzie kiedyś były króliki?”. Siłą zawlekli mnie do tego pomieszczenia, zamknęli żelazną bramę i poszli. Widzą, że syn i mąż ulegli kłamstwom Partii i użyli wobec mnie przemocy, poczułam dreszcz. Z głębi serca nienawidziłam Komunistycznej Partii, bardziej niż dotąd. Pomyślałam o słowach Boga: „Od tysięcy lat jest to kraina plugastwa. Jest nieznośnie brudna i pełna nędzy, na każdym kroku srożą się w niej duchy, które oszukują i zwodzą, rzucają bezpodstawne oskarżenia1, są bezlitosne i złośliwe, depcząc to wymarłe miasto i pozostawiając je zasłane martwymi ciałami; odór rozkładu spowija tę krainę i przenika powietrze, a jest ona silnie strzeżona2. Któż zdoła dojrzeć świat, poza niebem? Diabeł mocno dzierży całe ciało człowieka, zasłania mu oczy i szczelnie zamyka jego usta. Król diabłów szaleje od kilku tysięcy lat aż do dzisiaj, pilnie strzegąc tego wymarłego miasta, jakby był to niedostępny pałac demonów (…) Przodkowie starożytnych? Umiłowani przywódcy? Wszyscy oni sprzeciwiają się Bogu! Ich ingerencje sprawiły, że cała kraina pod niebem pogrążyła się w ciemności i chaosie! Wolność religijna? Uzasadnione prawa i interesy obywateli? Wszystko to sztuczki mające ukryć grzech!” („Dzieło i wejście (8)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Partia aresztuje i prześladuje chrześcijan, szerzy plotki i oszczerstwa o Kościele Boga Wszechmogącego, dobiera się do rodzin członków. Moja rodzina dała się zwieść Partii i razem z nią próbowała przeszkodzić mi w wierze, zamknęli mnie nawet w psychiatryku, gdzie byłam dręczona, a teraz znów mnie uwięzili. Tylo zostało z idealnie szczęśliwej rodziny. To Partia za tym stała. Z głębi serca nienawidziłam tego demona.

Niedługo syn przyniósł stołek, usiadł przy bramie i powiedział: „Mamo, powinnaś skończyć z wiarą w Boga. Pracowałaś bardzo ciężko, gdy miałaś firmę, i zapewnienie mi edukacji nie było łatwe. Teraz pracują i mam pieniądze. Co być powiedziała, gdybym zafundował ci wycieczkę?”. Gdy to powiedział, zrozumiałam, że to sztuczna szatana, więc odparłam: „Zanim uwierzyłam w Boga, chciałam tylko pieniędzy. Było to trudne, wyczerpujące życie. Teraz, gdy odnalazłam Boga i pojęłam niektóre prawdy, czuję się wolna i szczęśliwsza. Może zostawicie mnie w spokoju? Ja nie wyrzeknę się wiary, nawet jeśli ty się mnie wyrzekniesz jako matki, a ojciec się ze mną rozwiedzie. Wytrwam na tej ścieżce”. Nie odpowiedział mi ani słowem, tylko sobie poszedł. Byłam wdzięczna Bogu za umocnienie mojej wiary, czułam spokój. Zaśpiewałam ten hymn: „Wszechmogący, prawdziwy Boże, moje serce należy do Ciebie. Uwięzienie jest w stanie kontrolować jedynie moje ciało. Nie powstrzyma mnie przed pójściem za Tobą. Bolesne cierpienie, wyboista droga, pod przewodnictwem Twoich słów moje serce nie czuje strachu, w towarzystwie Twojej miłości moje serce jest nasycone” („Wybór dokonany bez żalu” w księdze „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Czułam obecność Boga. Nawet siedząc w tym małym pokoju, gdzie wszystko niknęło w mroku, nie czułam się nieszczęśliwa. Nazajutrz syn nieoczekiwanie otworzył bramę i mnie wypuścił, mówiąc: „Mamo, damy ci teraz spokój. Możesz robić, co chcesz”. Gdy to usłyszałam, wiedziałam, że szatan został pokonany i zhańbiony. Podziękowałam Bogu.

Aresztowana przez Komunistyczną Partię i nękana przez rodzinę, w pełni ujrzałam demoniczną i wrogą Bogu istotę Partii. Partia aresztuje i prześladuje wierzących, szerzy kłamstwa, by zwodzić ludzi, nakłania rodziny wierzących, by przeszkadzali im w wierze. To ona pociąga za sznurki, by niszczyć chrześcijańskie rodziny. Moja rodzina szła ręka w rękę z Partią, stawała mi na drodze przez wzgląd na własne korzyści, zamknęli mnie w psychiatryku, nie myśląc o tym, czy przeżyję. Dostrzegłam ich istotę sprzeciwiającą się Bogu i nigdy nie pozwolę, by znów stanęli mi na drodze. Dzięki temu doświadczeniu wiem, że tylko Bóg nas kocha i może nas zbawić. Gdy czułam najgłębszą udrękę i bezradność, Bóg swoimi słowami oświecił, pocieszył mnie, podniósł na duchu i przeprowadził mnie przez te trudne dni. Osoboście doświadczyłam, że Boża miłość jest realna, i chcę iść za Bogiem i czynić swój obowiązek. Nigdy tego nie pożałuję.

Przypisy:

1. Fraza „rzucając bezpodstawne oskarżenia” odnosi się do metod, którymi diabeł krzywdzi ludzi.

2. Określenie „silnie strzeżona” wskazuje, że metody, którymi diabeł nęka ludzi są szczególnie bezwzględne i trzymają ludzi w ryzach tak ściśle, że nie mają oni miejsca na żaden ruch.

Dalej: W kajdanach

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Znalazłam swoje miejsce

Autorstwa Si Fan, Korea Południowa Kiedy uwierzyłam w Boga, podążałam za Nim z wielkim entuzjazmem. Niezależnie od tego, jakie kościół...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze