Wnioski z przebycia raka wątroby

26 stycznia 2022

Autorstwa Li Yong, Chiny

Odkąd jestem chrześcijaninem, KPCh mnie kilkukrotnie aresztowała, lecz nigdy nie zdradziłem Pana. Niedawno przyjąłem dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych i zawsze gorliwie głosiłem ewangelię oraz wypełniałem swój obowiązek. Sądziłem, że zawsze będę wierny Bogu, bez względu na to, co musiałem znieść. Dopiero gdy zapadłem na chorobę, która uświadomiła mi moją śmiertelność, zrozumiałem, że moja motywacja w wierze to zyskanie błogosławieństw.

Pewnego dnia w 2014 roku gdy wracałem ze spotkania, poczułem, że słabnę i zacząłem się potykać. Sądziłem, że to przez zimno i że pomoże mi jakiś lek. Nie przejąłem się. Lecz nieco później sczerniały mi uszy i palce u rąk i nóg, a ja zacząłem bardzo szybko chudnąć. Zacząłem myśleć, że coś mi dolega, lecz sądziłem, że Bóg mnie uchroni, bo przez wiele lat starałem się dobrze wypełniać swój obowiązek. Byłem pewien, że to nic złego i że samo jakoś minie. Ku mojemu zdziwieniu po zażyciu leku wcale mi się nie poprawiło. Żona i córki zabrały mnie do szpitala na badania, a wyniki pokazały, że mam ciężką anemię oraz zapalenie wątroby typu B. Gdyby mi się pogorszyło, nie uda się mnie wyleczyć. Gdy to usłyszałem, nogi się pode mną ugięły. Nie umiałem tego zaakceptować. Myślałem: „Przez te lata tak dużo poświęciłem. Wiele wycierpiałem dla obowiązku. Aresztowano mnie i zastraszano, lecz nigdy nie zdradziłem Boga i wróciłem do obowiązków po wyjściu z więzienia. Skąd się wzięła ta choroba? Czemu Bóg mnie nie ochronił? Po co całe to poświęcenie, skoro nie wyzdrowieję? Wierzę w Boga od wielu lat i nie zyskałem Jego błogosławieństw, a teraz jestem chory. Chyba nie powinienem już tak się starać w swoich obowiązkach. Moje cierpienie i tak pójdzie na marne”. Nadal wypełniałem swój obowiązek, lecz robiłem to bez entuzjazmu. Podczas spotkań nie pytałem braci i sióstr o ich problemy. Czytałem słowa Boga, lecz ich nie omawiałem. Po pewnym czasie mój stan zaczął się pogarszać. Moje ciało niedomagało i ciągle miałem zawroty głowy. Lider dał mi czas na odpoczynek i regenerację sił w domu. Moi bracia i siostry wykonywali swoje obowiązki energicznie i z radością. A ja? Wcale nie mogłem wypełniać swoich obowiązków. Sądziłem, że Bóg postanowił mnie nie zbawiać. A im więcej o tym myślałem, tym smutniejszy się czułem. Zacząłem się modlić do Boga: „Boże, dotknęły mnie te choroby, czuję się słaby i udręczony. Wiem, że nie mogę Cię winić, lecz nie rozumiem Twojej woli. Proszę, pomóż mi zrozumieć”.

Po modlitwie przeczytałem fragment słów Boga: „Całe dzieło, jakiego Bóg dokonuje w człowieku, ma swoje własne cele i sens; Bóg nie podejmuje pracy pozbawionej znaczenia ani nie wykonuje dzieła, które nie przynosi człowiekowi korzyści. Oczyszczenie nie oznacza usunięcia ludzi sprzed oblicza Boga ani zgładzenia ich w piekle. Oznacza raczej zmianę usposobienia człowieka w czasie oczyszczania, zmianę jego intencji, dawnych poglądów, jego miłości do Boga i całego życia. Oczyszczenie to prawdziwy test dla człowieka, forma prawdziwego szkolenia, i tylko podczas oczyszczania jego miłość może spełniać swą nieodzowną rolę” („Tylko doświadczając oczyszczenia, człowiek może posiąść prawdziwą miłość” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Starannie je rozważyłem i zrozumiałem, że wolą Boga nie było mnie wyeliminować, lecz sprawić, bym zrozumiał nieczyste intencje mojej wiary, zmienił swój błędny pogląd na dążenie i mógł prawdziwie kochać i słuchać Boga. Bóg próbował mnie obmyć i zbawić. Gdy to zrozumiałem, poczułem się winny i było mi wstyd. Choroba było oznaką miłości Boga. Nie rozumiałem woli Boga, źle odczytałem Jego słowa i Go obwiniałem. Chyba straciłem rozum! Nie mogłem się kierować negacją i bólem. Musiałem być posłuszny, szukać prawdy i poznać siebie.

Później przeczytałem inny fragment słów Boga: „Jako symbole wiary ludzie postrzegają jedynie osiągnięcie łaski i radość czerpaną ze spokoju, a w poszukiwaniu błogosławieństw dopatrują się podstawy swojej wiary w Boga. Bardzo niewielu ludzi stara się poznać Boga lub dokonać zmiany w swoim usposobieniu. Wiara ludzi w Boga ma skłonić Go do zapewnienia im odpowiedniego przeznaczenia oraz przysporzyć im wszelkich możliwych łask. Ludzie chcą sprawić, żeby Bóg stał się ich sługą, żeby to On utrzymywał z nimi pokojową, przyjacielską relację, tak żeby nigdy nie dochodziło między nimi do żadnych konfliktów. Oznacza to, że wiara ludzi w Boga wymaga od Niego, aby obiecał spełnić wszystkie ludzkie żądania oraz by obdarował ludzi wszystkim, o co tylko się pomodlą, zgodnie ze słowami, które przeczytali w Biblii: »Wysłucham wszystkich waszych modlitw«. Oczekują, że Bóg nie będzie nikogo sądził ani z nikim się rozprawiał, gdyż nieodmiennie jest On miłosiernym Jezusem Zbawicielem, który w każdym czasie i miejscu utrzymuje dobrą relację z ludźmi. Oto jak ludzie wierzą w Boga: bezwstydnie stawiają Bogu żądania, wierząc w to, że niezależnie od tego, czy będą zbuntowani czy posłuszni, On po prostu ślepo wszystko im zapewni. Ludzie nieustannie »ściągają dług« z Boga, wierząc w to, że musi On ich bez najmniejszego sprzeciwu »spłacić«, i to podwójnie. Uważają oni, że niezależnie od tego, czy Bóg cokolwiek od nich dostał, mogą Nim dowolnie manipulować, a On nie może samowolnie organizować ludzkiego życia, a tym bardziej objawiać ludziom, kiedy tylko zechce i bez proszenia o ich zgodę, swojej mądrości i swojego sprawiedliwego usposobienia, które przez wiele lat pozostawały w ukryciu. Ludzie po prostu wyznają Bogu swoje grzechy, wierząc, że udzieli im On rozgrzeszenia, że nie będzie miał tego serdecznie dość, oraz że ten proces będzie się ciągnął w nieskończoność. Ludzie po prostu komenderują Bogiem, wierząc w to, że będzie im posłuszny, ponieważ w Biblii zapisane jest, że Bóg nie przybył po to, żeby ludzie Mu służyli, tylko po to, by On służył ludziom, by stał się ich sługą. Czyż nie w to od zawsze wierzyliście? Zawsze, gdy nie udaje wam się czegoś uzyskać od Boga, macie ochotę uciec. Kiedy czegoś nie rozumiecie, stajecie się bardzo rozżaleni, posuwacie się nawet do tego, by obrzucać Go rozmaitymi obelgami. Zwyczajnie nie pozwalacie samemu Bogu na to, by dał pełny wyraz swojej mądrości i cudowności; po prostu wolicie cieszyć się chwilową wygodą i spokojem. Do tej pory, na wasze podejście do wiary w Boga składały się jedynie te same, stare poglądy. Gdy Bóg pokazuje wam choćby najdrobniejszy przejaw majestatu, stajecie się nieszczęśliwi. Czy widzicie już teraz wyraźnie, jak wspaniała jest wasza postawa? Nie zakładajcie, że wszyscy jesteście lojalni wobec Boga, skoro wasze stare poglądy w rzeczywistości nie uległy zmianie. Kiedy nie spotyka cię nic złego, wierzysz, że twoje życie układa się gładko, a twoja miłość do Boga osiąga wysoki poziom. Kiedy zaś natrafiasz na drobne przeciwności losu, spadasz na samo dno Hadesu. Czy to jest bycie lojalnym wobec Boga?” („Powinieneś odłożyć na bok błogosławieństwa, jakie daje status, i zrozumieć Bożą wolę zbawienia człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga ujawniły mi prawdę. Nie poświęcałem się po to, by poznać prawdę. Robiłem to, by zyskać łaskę i błogosławieństwo Boże. Oszukiwałem Boga i kupczyłem. Gdy wszystko szło dobrze, a ja otrzymywałem łaskę od Boga, pełniłem swój obowiązek z pasją. Chętnie pomagałem braciom i siostrom i prowadziłem ich, nie bacząc na przebytą odległość, poświęcony wysiłek czy pogodę. A teraz gdy byłem chory i straciłem łaskę, czułem się skrzywdzony, narzekałem i winiłem Boga. Opierałem się Mu i spierałem z Nim. Zwłaszcza teraz, gdy z każdym dniem mój stan się pogarszał, straciłem wiarę w Boga i chęć do obowiązku. Nie wierzyłem w Boga, by dążyć do prawdy bądź życia. Używałem Boga, by zaspokoić swoje pragnienie błogosławieństw. Robiłem to dla własnych korzyści. Moja wiara w Niego była nieszczera. Byłem samolubny i nikczemny! Wierząc w Boga w taki sposób, nawet gdybym zyskał błogosławieństwa, a moje usposobienie się nie zmieniło, Bóg wyeliminowałby mnie.

Później przeczytałem inny fragment słów Boga: „Oczyszczenie to najlepszy środek, za pomocą którego Bóg doskonali ludzi. Tylko ono i gorzkie próby mogą wyzwolić prawdziwą miłość do Boga w sercach ludzi. Ludzie, jeśli nie doświadczą niedostatku, są pozbawieni szczerej miłości do Boga; jeśli nie przechodzą wewnętrznej próby i nie zostają prawdziwie poddani oczyszczeniu, ich serca niezmiennie dryfować będą w zewnętrznym świecie. Jeśli zostaniesz do pewnego stopnia oczyszczony, dostrzeżesz własną słabość i problemy, zobaczysz, jak wiele ci brakuje, zrozumiesz, że nie możesz pokonać wielu napotykanych problemów, i zdasz sobie sprawę z ogromu swojego nieposłuszeństwa. Tylko w trakcie prób ludzie mogą naprawdę poznać, w jakim stanie rzeczywiście się znajdują. Próby sprawiają, że ludzie bardziej nadają się do udoskonalenia” („Tylko doświadczając oczyszczenia, człowiek może posiąść prawdziwą miłość” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Zrozumiałem wolę Boga: choroba była Jego sposobem na oczyszczenia mojego zepsucia. Nie zdradziłem Boga, gdy mnie uwięziono. Nigdy nie winiłem Boga za napotykane trudności. Sądziłem, że jestem lojalny i mam silną wiarę w Niego. Gdyby nie ta choroba, nie poznałbym swojego skażonego usposobienia i nieczystego pragnienia błogosławieństw, ani nie byłbym w stanie dążyć do prawdy i ulec przemianie. Bóg chciał mnie zbawić za sprawą tej choroby. Tak okazywał mi miłość! Zacząłem lepiej rozumieć Boga i przestałem Go winić. Bez względu na swój stan zdrowia mam być posłuszny planowi Boga i porzucić pragnienie błogosławieństw. Potem zażyłem lek i powierzyłem się Bogu, cały czas szukając Jego przewodnictwa. Codziennie pełniłem obowiązki ze wszystkich sił. Nigdy bym się nie spodziewał, że moja choroba ustąpi bez mojej wiedzy! W sercu dziękowałem Bogu!

W 2015 roku powierzono mi podlewanie. Ceniłem sobie ten obowiązek. Spędzałem czas na kontemplacji słów Boga, a gdy bracia i siostry mieli problemy, rozważałem je i znajdowałem dla nich pomocne fragmenty. Życie kościoła ulegało stopniowej poprawie. Bracia i siostry chętniej wykonywali swoje obowiązki i trwali przy świadectwie w obliczu trudności i ucisku. Byłem szczęśliwy. Sądziłem, że Bóg mi błogosławi, bo lepiej pełnię swój obowiązek, czyli pochwala moją ciężką pracę.

Lecz gdy w czerwcu tegoż roku przygotowywałem się do spotkania, nagle poczułem zawroty głowy. Ziemia uciekała mi spod nóg. Całego oblał mnie pot i rozbolała mnie głowa. Dokładnie takie objawy miałem już wcześniej, tyle że teraz były silniejsze. Czułem się, jakbym umierał. Pomyślałem: „Czemu choroba wróciła? Staram się wypełniać swój obowiązek – czemu Bóg mnie nie chroni? Czy wciąż jestem za mało lojalny?”. Widząc mój stan zdrowia, moja żona i córki posłały mnie do szpitala. Gdy przyszły wyniki, lekarz unikał mnie, a rozmawiał z moimi córkami. Wtedy już wiedziałem, że jeśli to nie rak, to na pewno coś równie złego. Zacząłem się denerwować, lecz pomyślałem: „Miałem już takie objawy, a w końcu ustąpiły! Dziś to również jest w rękach Boga. Nadal wypełniam swój obowiązek, więc to nie może być nic złego”. Z tą myślą zacząłem się uspokajać. Chwilę później moje córki powiedziały mojej żonie, szlochając: „Lekarz mówi, że tata ma raka wątroby…”. Była zszokowana. Przytuliły się do siebie, gorzko płacząc.

Mnie kompletnie zamroczyło i poczułem przytłaczający ból. Ja mam raka wątroby? Jest prawie nieuleczalny, więc mogę w każdej chwili umrzeć. Jeśli umrę, co zrobią moje córki i żona? Czy do tego doprowadziły lata pracy i poświęceń? Odmówiono mi błogosławieństw królestwa niebieskiego? Poczułem wtedy wielki smutek i rozpacz. Moja żona powiedziała, płacząc: „Masz tę chorobę, bo Bóg na to pozwolił. On jest sprawiedliwy. Nie możemy Go winić ani źle rozumieć. Musimy zrozumieć Jego wolę”. Słowa żony przypomniały mi, że Bóg jest sprawiedliwy. Mam szukać Jego woli bez narzekania. Widząc cierpienie żony, też się rozpłakałem. Ze łzami w oczach modliłem się do Boga: „Boże, każde Twoje działanie ma cel. Proszę, daj mi zrozumieć Twoją wolę”. Po modlitwie poczułem spokój. Wiedziałem, że to nieuleczalne, a nie chciałem być obciążeniem finansowym, więc poprosiłem, bym mógł wrócić do domu.

Dwa dni później odwiedzili mnie bracia i siostry – chcieli wiedzieć, jak się czuję. Widząc ich i myśląc o tym, jak poważny był mój stan, powiedziałem, płacząc: „Wasza obecność i troska to przejaw miłości Boga. Lecz skoro mam taką chorobę, wkrótce mnie zabraknie. Przestanę wypełniać swoje obowiązki tak, jak do tej pory i nie zobaczę, jak urzeczywistnia się królestwo Boże”. Jedna z sióstr chciała mnie pocieszyć i powiedziała: „Bracie, ta choroba to miłość Boga. Musisz się modlić, szukać prawdy, pojąć wolę Boga i wytrwać przy świadectwie!”. Potem dała mi kilka fragmentów słów Boga. Szczególnie zapamiętałem jeden z nich: „W swojej wierze w Boga ludzie dążą do tego, by w przyszłości uzyskać błogosławieństwa: taki jest cel ich wiary. Wszyscy ludzie mają taki zamiar i taką nadzieję. Jednakże zepsucie w ludzkiej naturze musi zostać wyeliminowane poprzez próby. Musisz zostać oczyszczony we wszystkich tych aspektach, w których nie jesteś czysty – takie jest Boże zarządzenie. Bóg stwarza ci odpowiednie warunki, zmuszając cię, byś się w nich oczyścił i mógł poznać własne zepsucie. W końcu osiągasz ten moment, kiedy wolałbyś raczej umrzeć i zrezygnować ze swoich planów oraz pragnień i poddać się Bożej władzy i Bożemu zarządzeniu. Dlatego też jeśli ludzie nie przejdą kilku lat oczyszczenia i nie zaznają ani trochę cierpienia, nie będą w stanie uwolnić się w myślach i w sercach z okowów cielesnego zepsucia. Wszelkie aspekty, w których nadal jesteś poddany niewoli szatana, bądź w których masz wciąż swoje własne pragnienia i wymagania, są zarazem tymi aspektami, w których powinieneś cierpieć. Jedynie poprzez cierpienie można się czegoś nauczyć, czyli zyskać prawdę i zrozumieć wolę Bożą. Tak naprawdę wiele prawd pojmuje się przez doświadczanie bolesnych prób. Nikt nie może zrozumieć Bożej woli, poznać wszechmocy i mądrości Boga czy zrozumieć Jego sprawiedliwego usposobienia, kiedy pozostaje w wygodnym i bezproblemowym otoczeniu lub gdy okoliczności są dlań sprzyjające. Byłoby to doprawdy niemożliwe!” („Jak pośród prób zadowolić Boga” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Przeczytawszy go, pomyślałem o sobie. Wcześniej gdy zachorowałem, umiałem się poddać przez szukanie prawdy. Sądziłem, że wytrwam i porzuciłem pragnienie błogosławieństw. Lecz teraz moja choroba wróciła w jeszcze gorszej postaci, a mnie znów zdemaskowano. Dostrzegłem, że moje pragnienie błogosławieństw było głęboko zakorzenione i nie przeszedłem Bożej próby. Gdyby zdrowie znów mnie nie zawiodło, trudno byłoby dostrzec to głęboko zakorzenione pragnienie błogosławieństw, a co dopiero zmienić się i oczyścić. Jednocześnie ujrzałem święte i sprawiedliwe usposobienie Boga. On bada serce każdego człowieka, więc wiedział o zepsuciu i fałszu w moim sercu. Przez chorobę miałem się zastanowić nad sobą, poszukać prawdy i uleczyć swoje zepsute usposobienie. To miłość Boga! Później myślałem o swoim zachowaniu: dlaczego w obliczu choroby błędnie odczytywałem i obwiniałem Boga? Czyż nie chciałem nadal targować się z Bogiem? Czyż nie pragnąłem zawsze błogosławieństw od Boga, nie chcąc przyjąć Jego ustaleń? Jaka była przyczyna tego, że zawsze chciałem układów z Bogiem?

Później przeczytałem te słowa Boga: „Wszyscy ludzie żyją tylko dla siebie. Każdy człowiek myśli tylko o sobie i troszczy się tylko o swój interes – to jest podsumowanie ludzkiej natury. Ludzie wierzą w Boga dla samych siebie; rezygnują z rzeczy, ponoszą koszty na Jego rzecz i są Mu wierni – wszystko to robią dla własnego dobra. W sumie chodzi im tylko o uzyskanie błogosławieństw dla siebie. W społeczeństwie wszystko jest robione wyłącznie dla osobistej korzyści; w Boga wierzy się jedynie po to, by uzyskać błogosławieństwa. Rezygnuje się ze wszystkiego i jest się w stanie znieść wiele cierpienia właśnie po to, aby uzyskać błogosławieństwa. Wszystko to stanowi empiryczny dowód na to, że natura człowieka jest skażona” („Różnica pomiędzy zewnętrznymi zmianami a zmianami w usposobieniu” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Do niczego nie jest trudniej się odnieść niż do ludzkich wymagań wobec Boga. Jeśli nic z tego, co czyni Bóg, nie pasuje do twoich opinii i jeśli Bóg nie postępuje zgodnie z twoim rozumowaniem, możesz stawiać opór, co ukazuje, że człowiek w swej naturze sprzeciwia się Bogu. Musisz posłużyć się dążeniem do prawdy, by zgłębić i rozwiązać ten problem. Ci, którzy pozbawieni są prawdy, stawiają Bogu wymagania, podczas gdy ci, którzy rzeczywiście rozumieją prawdę, nie stawiają żadnych wymagań: czują jedynie, że nie dość jeszcze zadowolili Boga i nie są Mu dostatecznie posłuszni. To, że ludzie ciągle stawiają Bogu wymagania, stanowi odzwierciedlenie ich skażonej natury. Jeśli nie uważasz tego za poważny problem, jeśli nie traktujesz tego jak czegoś istotnego, to wówczas na twojej ścieżce wiary czekają cię niebezpieczeństwo i ukryte zagrożenia. Jesteś w stanie przezwyciężyć zwykłe rzeczy, ale gdy w grę wchodzą twój los, perspektywy i przeznaczenie, być może nie jesteś w stanie sam sobie poradzić. W owym czasie, jeśli wciąż pozbawiony będziesz prawdy, możesz z łatwością powrócić do swych starych nawyków, stając się w ten sposób jednym z tych, którzy zostaną zniszczeni” („Ludzie mają zbyt dużo wymagań wobec Boga” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”).

Objawienia w słowach Boga pomogły mi zrozumieć, że te próby handlu z Bogiem opierały się na szatańskich truciznach, jak „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego” czy „Nigdy nie wstawaj wcześnie, chyba że niesie to jakąś korzyść”. Ja zawsze najpierw myślałem o tym, jak mógłbym odnieść korzyść i zyskać błogosławieństwa. Nawet pełniąc obowiązki, zawsze miałem własną motywację i skazy. Postępując w taki sposób, zawsze poświęcałem się pozornie dziełu Boga, a tak naprawdę chciałem dzięki temu zyskać wielkie błogosławieństwa. Każde cierpienie warte było trudu dla błogosławieństw Bożych. Lecz gdy nie zaspokajałem swoich pragnień i wciąż chorowałem, aż wydawało się, że umrę, ujawniło się to, że źle rozumiem Boga, stawiam Mu opór, obwiniam Go i zdradzam. Chciałem jedynie dotrzeć do przeznaczonego miejsca. Wykorzystywałem i oszukiwałem Boga. Straciłem sumienie i rozum. Byłem zły i nikczemny! Gdyby nie zdemaskowały mnie działania Boga, nie zrozumiałbym, jak samolubny i fałszywy jestem. Dążyłem do błogosławieństw, zapominając o wymogach od Boga. Nieważne co zrobiłem i ile poświęciłem, Bóg nigdy by tego nie pochwalił. Jeśli nie dążę do prawdy, a wciąż pragnę dla siebie błogosławieństw, Bóg mnie znienawidzi i ukarze. Jestem wdzięczny, że słowa Boga mnie oświeciły, że przez tę chorobę poznałem siebie i opanowałem swoje żądze. To Boże zbawienie dla mnie! Z czasem coraz bardziej czułem, jak wielka jest miłość Boża. Tak się modliłem: „Boże, Twojej dobrej woli zawdzięczam tę chorobę. Mój los jest w Twoich rękach. Będę Ci posłuszny i wytrwam przy świadectwie, by Cię zadowolić”.

Po modlitwie przeczytałem fragment słów Boga: „Przechodzisz próby Hioba, a jednocześnie przechodzisz próby Piotra. Gdy Hiob był poddawany próbom, trwał przy świadectwie i w końcu Jahwe mu się objawił. Dopiero po tym, jak wytrwał przy świadectwie, stał się godzien tego, by oglądać oblicze Boga. Dlaczego powiedziane jest: »Usuwam się z krainy plugastwa, lecz ukazuję się świętemu królestwu«? Oznacza to, że tylko wtedy, gdy jesteś święty i trwasz przy świadectwie, możesz być godny tego, by ujrzeć oblicze Boga. Jeśli nie możesz nieść o Nim świadectwa, to nie masz na tyle godności, by zobaczyć Jego oblicze. Jeśli się cofniesz lub będziesz się uskarżał na Boga w obliczu oczyszczeń, porzucając tym samym trwanie przy świadectwie o Nim i stając się pośmiewiskiem szatana, to wówczas nie zyskasz Bożego objawienia. Jeśli będziesz jak Hiob, który pośród prób przeklinał własne ciało i nie uskarżał się na Boga oraz był w stanie znienawidzić własne ciało nie skarżąc się ani nie grzesząc słowem, to wówczas będziesz trwał przy świadectwie. Kiedy już do pewnego stopnia przejdziesz oczyszczenie i wciąż będziesz potrafił – tak jak Hiob – być całkowicie posłusznym przed Bogiem i zupełnie pozbawionym wymagań wobec Niego lub własnych pojęć, to wówczas Bóg ci się objawi” („Ci, którzy mają zostać udoskonaleni, muszą przejść oczyszczenie” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga ukazały mi Jego świętość i sprawiedliwość. Bóg ukazuje się tylko tym, którzy trwają przy świadectwie podczas prób i oczyszczania. Gdy Bóg poddawał Hioba próbie, szatan odebrał mu majątek, dzieci, zdrowie i szczęście, a jego ciało pokrywały wrzody. Lecz Hiob nie narzekał ani nie obwiniał Boga. Nienawidził i przeklinał siebie. W obliczu tak wielkiej próby potrafił podporządkować się Bogu i sławić Jego imię, co powinna robić istota stworzona. Mówił nawet: „Jahwe dał, i Jahwe zabrał” (Hi 1:21). Te słowa były pięknym, donośnym świadectwem o Bogu w obliczu szatana, a ostatecznie Bóg ukazał się Hiobowi. Taką wartość miało życie Hioba. Zmagałem się z chorobą, bo Bóg okazał mi szczególną życzliwość. Miałem podporządkować się planowi Boga, tak jak Hiob. Rak nie może mnie ograniczać. Natomiast mam oddać swoje życie Bogu i nieść o Nim donośne świadectwo w obliczu szatana, radując Jego serce. Zapomniałem o swoich troskach i poddałem się Bożej zwierzchności, a mój stan wkrótce się poprawił. Miałem lepszy apetyt, mogłem chodzić, a nawet w miarę możliwości wypełniać swój obowiązek. Później córki zabrały mnie do szpitala na kontrolę. Lekarz nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Stwierdził, że jestem rzadkim przypadkiem, a na cud zakrawa to, że nadal żyję, choć nie leczono mnie w szpitalu! Wiedziałem wtedy, że to Bóg mnie ochronił. Czułem, że moje życie jest w Jego rękach i doświadczam zwierzchnictwa Boga nad wszystkim.

Niedługo potem moja choroba wróciła. Żona i córki zabrały mnie do szpitala, a gdy naczelny lekarz zobaczył, w jak poważnym stanie jestem, wezwał specjalistę na konsultację. Gdy otrzymał wyniki badań, specjalista powiedział mi, że nie mają sprzętu, by mnie leczyć i zasugerował, by za 200 000 juanów przenieść mnie do szpitala rejonowego, gdzie być może mi pomogą. Córka powiedziała do mojej żony: „Zrozumiałaś, co powiedział? Nikt nie będzie w stanie leczyć taty. W ciągu ostatnich kilku lat ponad trzydzieści osób z naszej wsi zachorowało na raka i wszyscy umarli…”. Żona miała zapłakaną twarz. Czułem się jak potępieniec. Znów poczułem, jak zbliża się do mnie śmierć i zastanawiałem się: „Jak to możliwe, że mam nawrót i nadal jest źle?”. Lecz tym razem się skarciłem. Poczułem żal, że nie jestem posłuszny Bogu. We wszystkich moich zmaganiach ze śmiercią Bóg mnie ochronił i utrzymał przy życiu. Wyraźnie widziałem zwierzchność Boga, więc czemu tak naprawdę Go nie rozumiałem? Tylko Bóg miał władzę nad życiem i śmiercią, a nie ci lekarze! Zacząłem więc się modlić, mówiąc: „Dobry Boże, znów staję w obliczu śmierci. Wiem, że to dzięki Twojej dobrej woli. Mój los jest w Twoich rękach. Będę Ci posłuszny i wytrwam przy świadectwie, by Cię zadowolić”.

Po modlitwie przeczytałem te słowa Boga: „Kto z całej ludzkości jest zaniedbany w oczach Wszechmogącego? Kto nie żyje pośród predestynacji Wszechmogącego? Czy życie i śmierć człowieka to wynik jego własnego wyboru? Czy człowiek panuje nad własnym losem? Wielu ludzi woła o śmierć, ale jest ona daleko od nich. Wielu ludzi chce być tymi, którzy są silni w życiu, a boją się śmierci, ale nieznany im dzień ich upadku zbliża się, pogrążając ich w otchłani śmierci. Wielu ludzi patrzy na niebo i głęboko wzdycha. Wielu ludzi zanosi się wielkim płaczem, szlochając. Wielu ludzi upada wśród prób, a wielu ludzi staje się więźniami pokusy. Chociaż nie zjawiam się osobiście, aby pozwolić człowiekowi wyraźnie Mnie zobaczyć, wielu ludzi boi się zobaczyć Moje oblicze, głęboko boją się, że ich powalę i wyniszczę. Czy człowiek Mnie naprawdę zna, czy też nie? Nikt nie może tego definitywnie stwierdzić. Czy tak nie jest?” (Rozdział 11 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). W słowach Boga jest władza i moc, więc dały mi ufność. Bóg jest Stwórcą i wszystko kontroluje. Jako istota stworzona wiem, że mam być posłuszny zwierzchności Stwórcy. Gdybym cenił swoje życie, a winił Boga, to opierałbym się Mu, zdradzał Go i wstydziłbym się do Niego zwracać, a życie straciłoby sens. Gdy to zrozumiałem, czułem, że śmierć ani choroba już mnie nie powstrzymują. Żonie i córkom powiedziałem: „Nie smućcie się. Choć lekarz wydał już na mnie wyrok śmierci, wierzę, że mój los jest w rękach Boga. Bóg jest sprawiedliwością. Dopóki starczy mi tchu, wytrwam i będę niósł świadectwo, by zadowolić Boga!”. Później odzyskiwałem siły w domu. Codziennie modliłem się do Boga i czytałem Jego słowa. Czułem ogromny spokój. Lekarz dał mi zastrzyki z serum, które kosztowały mniej niż dziesięć juanów. Brałem je przez miesiąc, dzięki czemu palce odzyskały kolor i wrócił mi apetyt. Z czasem zacząłem odzyskiwać siły i wigor, aż poczułem się tak, jak przed chorobą. Gdy wróciłem do szpitala na wizytę kontrolną, lekarz stwierdził, że to cud, że udało mi się tak szybko wyzdrowieć. Wiedziałem, że wszystko to zawdzięczam Bogu i że tylko On mógł mnie zbawić. Jak mówi Bóg: „W sposób oczywisty to nie ludzkość ma władzę nad życiem i śmiercią, ani jakaś istota świata naturalnego, lecz Stwórca, którego władza jest wyjątkowa. Życie i śmierć ludzkości nie są wytworem jakiegoś prawa świata naturalnego, lecz konsekwencją suwerenności władzy Stwórcy” („Sam Bóg, Jedyny III” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Doświadczyłem Bożej zwierzchności, Jego autorytetu i cudownych czynów. Ujrzałem Jego miłość i zbawienie. Dziękowałem Mu i chwaliłem Go z głębi serca. Gdy zobaczyli mnie ludzie we wsi, byli w szoku. Mówili, że nie wierzyli, że mi się uda, że się nie spodziewali zobaczyć mnie w tak dobrym stanie i że naprawdę mam szczęście, bo ledwo uniknąłem śmierci! Lecz ja wiedziałem, że to było szczęście. To była Boża władza i moc. Bóg mnie zbawił! Niedługo potem wróciłem do obowiązków w kościele. Przez pięć lat nie miałem nawrotu choroby. To więcej niż śmiałem marzyć. Szczerze za to dziękuję Bogu.

Dzięki tej chorobie, objawieniom słów Boga i zderzeniu z faktami, mam pewien wgląd w swoje błędne poglądy i skażone usposobienie. Poznałem też zwierzchność Boga, Jego sprawiedliwe usposobienie i piękną istotę. Porzuciłem pragnienie błogosławieństw i nauczyłem się żyć w sensowny i wartościowy sposób. Dziękuję Bogu za Jego dobroć!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Satysfakcjonujący donos

Autorstwa Ding Li, Stany Zjednoczone Było to latem kilka lat temu. Siostra Zhou, przywódczyni, wyznaczyła brata Li na diakona podlewania,...

Połącz się z nami w Messengerze