Moje nieczyste poświęcenia dla Boga

02 lutego 2022

Autorstwa Jiang Ping, Chiny

W kwietniu zeszłęgo roku poczułam okropny ból pleców po prawej stronie. Sądziłam, że coś naciągnęłam, więc niespecjalnie się przejęłam – myślałam, że przykleję plaster leczniczy i będzie dobrze. Jednak plaster wcale nie pomógł. Było jeszcze gorzej. Czułam, jakby ktoś dźgał mnie igłą – przeszywający ból od klatki piersiowej do pleców. Gdy się nasilał, było tak, jakby coś rwało mi ciało i kości. Ból był tak silny, że nie potrafię tego opisać. Często bolało tak bardzo, że nie mogłam spać. Czułam, że fizycznie nie mogę już tego znieść i chciałam iść do lekarza, lecz zamiast tego poszłam na spotkanie, by szerzyć ewangelię. Wizyta kontrolna z pewnością by to opóźniła. Pomyślałam, że pójdę na nią kilka dni po spotkaniu, a i tak wszystko jest w rękach Boga. Mam dalej spełniać swoje obowiązki, a po kilku dniach może poczuję się lepiej. Przygotowałam się na ból, a po spotkaniu poszłam do szpitala. Lekarz powiedział mi bardzo poważnie: „Czemu pani tyle zwlekała? To nie jest błaha sprawa. To wirusowy półpasiec wewnętrzny. Widać go już na skórze. Jeśli nie zaczniemy leczenia zaraz, a wirus dostanie się do szpiku, może być nawet śmiertelny”. Byłam w kompletnym szoku. Nie przypuszczałam, że to tak poważne, że może mogę nawet stracić życie. Myślałam: „Od kilku lat chętnie szerzę ewangelię i spełniam swój obowiązek, jak więc mogło do tego dojść? Zostawiłam dom i karierę, by spełniać swój obowiązek, cierpiałam i ponosiłam koszty. Nigdy nie zdradziłam Boga, nawet gdy KPCh mnie aresztowała i torturowała. Potem dalej spełniałam swój obowiązek. Czemu Bóg mnie nie chroni?”. Myśląc tak, bardzo się denerwowałam. Walczyłam ze łzami, a w sercu czułam pustkę. To choroba przewlekła, więc można ją opanować wyłącznie dzięki lekom. W kościele też dużo się działo, więc spełniałam obowiązek podczas leczenia. Gdy jeździłam na rowerze, każdy wybój na drodze wywoływał u mnie straszny ból. Czasem oblewał mnie pot, to znów miałam ataki bólu i nie mogłam nawet usiedzieć w jednym miejscu. Gdy wracałam do domu, kładłam się, bo brakowało mi sił i nie mogłam mówić.

Wiedziałam, że dzieje się to za pozwoleniem Boga. Modliłam się i szukałam, zastanawiając się nad tym, co w moim działaniu nie było zgodne z wolą Bożą, lecz i tak miałam cień nadziei, że jeśli dostrzegę swój błąd i będę spełniać swój obowiązek, Bóg mnie uzdrowi. Lecz po dwóch miesiącach wcale nie było ze mną lepiej. Zaczęłam się martwić. Nie czuję się dobrze już tak długo – co zrobię, jeśli nigdy się mi nie poprawi? Nie przestałam spełniać swoich obowiązków. Szerzyłam ewangelię, nawet gdy byłam chora, więc czemu Bóg mnie nie uzdrawiał? Gdy o tym myślałam, czułam się skrzywdzona i zła. Jeśli nie wyzdrowieję, może już nigdy nie będę spełniać obowiązków. Nie będę mogła robić dobrych uczynków, więc jak zyskam zbawienie? Zastanawiałam się, czy na marne pójdzie wszystko, co jak dotąd poświęciłam. Pomyślałam, że dla zdrowia muszę oszczędzać energię i przekonać się, co się stanie. Potem nie wkładałam już tyle serca w swoje obowiązki. Podczas spotkań grupowych pytałam o potencjalnych odbiorców ewangelizacji, a jeśli nikt nie potrzebował pomocy, szłam do domu i odpoczywałam. Bałam się, że się przemęczę i bardziej zachoruję. Byłam wtedy całkowicie pochłonięta chorobą i w stanie głębokiej depresji. Ze słów Boga nie czerpałam światła, a moje omówienia podczas spotkań były suche. Czułam, że się oddalam od Boga. Cierpiąc, modliłam się do Niego: „Boże, jestem nieszczęśliwa i bardzo słaba. Straciłam zapał do obowiązków, a do Ciebie mam nawet żal. Proszę, daj mi zrozumieć Twoją wolę. Chcę się poddać, zastanowić nad sobą i wyciągnąć wnioski”.

Poszukując, przeczytałam ten fragment słów Boga: „Po pierwsze, kiedy ludzie zaczynają wierzyć w Boga, który z nich nie ma własnych celów, motywacji i ambicji? Nawet jeśli częściowo wierzą w istnienie Boga i dostrzegają istnienie Boga, ich wiara w Boga nadal zawiera te motywacje, a ich ostatecznym celem w wierze w Boga jest otrzymanie Jego błogosławieństw i tego, czego pragną. (…) Każdy człowiek stale dokonuje takich kalkulacji w swoim sercu i ludzie kierują do Boga żądania wynikające z tych motywacji, ambicji i transakcyjnej mentalności. To znaczy, że w swoim sercu człowiek nieustannie sprawdza Boga, nieustannie wymyśla plany dotyczące Boga i nieustannie spiera się z Bogiem o swój koniec, a także próbuje wydobyć od Boga oświadczenie, sprawdzając, czy Bóg może dać mu to, czego chce, czy nie. Człowiek jednocześnie podąża za Bogiem i nie traktuje Boga jak Boga. Człowiek zawsze starał się targować z Bogiem, nieustannie stawiając Mu wymagania, a nawet naciskając na Niego na każdym kroku, próbując wziąć kilometr po otrzymaniu centymetra. W tym samym czasie gdy człowiek próbuje targować się z Bogiem, również spiera się z Nim, a są nawet ludzie, którzy, gdy spotykają ich próby lub znajdują się w pewnych sytuacjach, często stają się słabi, bierni i leniwi w swojej pracy, i pełni skarg na Boga. Człowiek, od czasu, gdy po raz pierwszy zaczął wierzyć w Boga, uznał Boga za róg obfitości, szwajcarski scyzoryk, a samego siebie uznał za największego wierzyciela Boga, tak jakby próby uzyskania błogosławieństw i obietnic od Boga były jego nieodłącznym prawem oraz obowiązkiem, podczas gdy obowiązkiem Boga było chronić i dbać o człowieka, i zaopatrywać go. Takie jest podstawowe zrozumienie »wiary w Boga« wszystkich tych, co wierzą w Boga, i takie jest ich najgłębsze zrozumienie pojęcia wiary w Boga” („Boże dzieło, Boże usposobienie i Sam Bóg (II)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Gdy je rozważyłam, poczułam się winna. W swojej wierze nie traktowałam Boga należycie, lecz chciałam od Niego błogosławieństw. Odkąd uwierzyłam, traktowałam Boga jak wielofunkcyjny scyzoryk, jak róg obfitości, sądząc, że jeśli będę się poświęcać Bogu, dzięki Niemu będę cała i zdrowa, nie doświadczę choroby ani tragedii i uda mi się uniknąć wszelkich katastrof. Zyskam zbawienie i piękne przeznaczenie. Zostawiłam swoją rodzinę i karierę, by spełniać swój obowiązek, wiele wycierpiałam i poświęciłam, nigdy się nie wycofałam, nawet gdy KPCh mnie aresztowała i torturowała. Lecz gdy zachorowałam, a moje problemy zdrowotne nie zniknęły, obwiniałam Boga i chciałam Go przekonywać. Wyceniałam swoje cierpienie, sądząc, że wszystko, co poświęciłam poszło na marne, a w obowiązkach zaczęłam się obijać. Pojęłam, że przez lata wiary nie dążyłam do zyskania prawdy ani posłuszeństwa Bogu, lecz chciałam wymienić swoje cierpienie i ciężką pracę na Jego łaskę i błogosławieństwa. Wobec Boga chciałam stosować ludzkie podejście transakcyjne. Czyż nie oszukiwałam i wykorzystywałam Boga? Byłam samolubna i nikczemna! Pomyślałam o tym, jak Bóg zbawia ludzi. Dał nam tyle słów, by nas pokrzepić. Stwarza dla nas nawet różne sytuacje, byśmy doświadczyli Jego dzieła, wyzbyli się zepsucia i zyskali zbawienie. Lecz ja nie wiedziałam, że muszę odpłacić Bogu za miłość. A tylko używałam Go i ciągle kalkulowałam. Gdy nie spełnił moich oczekiwań, przestałam dbać o swój obowiązek i się starać. Wcale nie byłam szczera wobec Boga. Naprawdę straciłam sumienie i rozum! Zwróciłam się więc do Boga: „Boże, wykorzystywałam Cię i oszukiwałam. Jestem taka samolubna. Ledwie jestem człowiekiem! Chcę Ci okazać skruchę. Proszę, prowadź mnie”.

Przeczytałam Przeczytałam fragment artykułu „Droga bierze początek z częstego rozważania prawdy”: „W wielu przypadkach zsyłane przez Boga próby to brzemiona, jakimi obarcza On ludzi. Bez względu na to, jak wielkie brzemię powierzył ci Bóg, jest to właśnie ten ciężar, jaki powinieneś podjąć się nieść, ponieważ Bóg cię zna i wie, że będziesz w stanie go udźwignąć. Ciężar brzemienia, jakie powierzył ci Bóg, nie będzie przekraczał możliwości człowieka twojej postawy ani granic twej wytrzymałości. Nie ma więc wątpliwości, że będziesz potrafił go unieść. Niezależnie od tego, jakiego rodzaju brzemię powierzy ci Bóg i jakiego rodzaju podda cię próbie, pamiętaj o jednym: czy pojmujesz wolę Bożą, czy nie, i czy jesteś oświecany oraz iluminowany przez Ducha Świętego po modlitwie, czy nie, oraz bez względu na to, czy dana próba to dyscyplinowanie cię przez Boga, czy Jego ostrzeżenie, nic nie szkodzi, jeśli nie rozumiesz, co się dzieje. O ile tylko nie przestaniesz wypełniać obowiązku, który winieneś spełniać, i potrafisz wiernie przy nim trwać, Bóg będzie zadowolony, a ty wytrwasz przy świadectwie. (…) Jeśli, wierząc w Boga i dążąc do prawdy, jesteś w stanie powiedzieć: »Bez względu na to, jaka choroba czy niepomyślne zdarzenie dotknie mnie za Bożym przyzwoleniem – bez względu na to, co zrobi Bóg – muszę być posłuszny i pozostać na swoim miejscu jako stworzona istota. Muszę wcielać w życie przede wszystkim ten właśnie aspekt prawdy – posłuszeństwo. Wprowadzam go więc w czyn i urzeczywistniam faktyczne posłuszeństwo wobec Boga. Nie wolno mi ponadto odrzucać posłannictwa Bożego i obowiązku, jaki powinienem wypełniać. Muszę wytrwać przy pełnieniu swego obowiązku aż do ostatniego tchu«. Czyż nie jest to właśnie niesienie świadectwa? Kiedy masz tego rodzaju postanowienie i taki stan ducha, to czy możesz nadal narzekać na Boga? Nie, nie możesz” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Rozważając słowa Boga, zrozumiałam Jego wolę. Nieważne, jakie trudności napotykam, Bóg na wszystko zezwala i daje mi ciężar do niesienia, który mam posłusznie przyjąć i trwać przy świadectwie. Pomyślałam o Piotrze, który był posłuszny Bogu bez względu na wszystko. Cierpiał przez choroby i żył w ubóstwie, lecz zawsze był oddany Bogu i nigdy nie narzekał. Ja miałam, jak Piotr, zająć miejsce istoty stworzonej, poddać się ustaleniom Boga i wyciągnąć wnioski. Dalej brałam leki, jednocześnie spełniając swój obowiązek, i już nie czułam, że zdrowie mnie tak ogranicza. Przez kilka miesięcy stopniowo mi się poprawiało, aż całkiem wyzdrowiałam. Byłam wdzięczna Bogu.

We wrześniu. Pewnego dnia wróciłam do domu po szerzeniu ewangelii, a on wyglądał na przytłoczonego. Powiedział mi, że dzień wcześniej był na badaniu okresowym a lekarz kazał mu wrócić na rezonans magnetyczny. Zaniepokoiłam się, gdy to usłyszałam, bo RM nie jest standardowym badaniem. To mogło być coś poważnego. Tej nocy nie mogłam zasnąć, wiercąc się z boku na bok. Próbowałam się pocieszać, że być może to nic wielkiego. On też wierzył, a ja spełniałam obowiązek, przez który często byłam poza domem, więc Bóg powinien go uchronić. Następnego dnia poszłam z nim do szpitala. Co zaskakujące, okazało się, że ma raka trzustki. Osłupiałam, gdy usłyszałam diagnozę. Byłam w szoku, że to rak, a do tego rak trzustki. Słyszałam, że trudno go wyleczyć i bardzo szybko postępuje. Ma wysoką śmiertelność, a niektórzy chorzy nie przeżywają nawet kilku miesięcy. Z pozoru był pełen życia, lecz może zostało mu kilka miesięcy. Czułam, że niebo wali mi się na głowę. Myślałam: „Ledwo co wyzdrowiałam, a mój mąż ma teraz raka. Czemu Bóg nas nie chroni?”. Ilekroć myślałam o raku mojego męża, zalewałam się łzami. Cierpiąc, w modlitwie prosiłam Boga, by czuwał nad moim sercem i dał mi zrozumieć Jego wolę

Potem przeczytałam fragment słów Boga: „W swojej wierze w Boga ludzie dążą do tego, by w przyszłości uzyskać błogosławieństwa: taki jest cel ich wiary. Wszyscy ludzie mają taki zamiar i taką nadzieję. Jednakże zepsucie w ludzkiej naturze musi zostać wyeliminowane poprzez próby. Musisz zostać oczyszczony we wszystkich tych aspektach, w których nie jesteś czysty – takie jest Boże zarządzenie. Bóg stwarza ci odpowiednie warunki, zmuszając cię, byś się w nich oczyścił i mógł poznać własne zepsucie. W końcu osiągasz ten moment, kiedy wolałbyś raczej umrzeć i zrezygnować ze swoich planów oraz pragnień i poddać się Bożej władzy i Bożemu zarządzeniu. Dlatego też jeśli ludzie nie przejdą kilku lat oczyszczenia i nie zaznają ani trochę cierpienia, nie będą w stanie uwolnić się w myślach i w sercach z okowów cielesnego zepsucia. Wszelkie aspekty, w których nadal jesteś poddany niewoli szatana, bądź w których masz wciąż swoje własne pragnienia i wymagania, są zarazem tymi aspektami, w których powinieneś cierpieć. Jedynie poprzez cierpienie można się czegoś nauczyć, czyli zyskać prawdę i zrozumieć wolę Bożą. Tak naprawdę wiele prawd pojmuje się przez doświadczanie bolesnych prób. Nikt nie może zrozumieć Bożej woli, poznać wszechmocy i mądrości Boga czy zrozumieć Jego sprawiedliwego usposobienia, kiedy pozostaje w wygodnym i bezproblemowym otoczeniu lub gdy okoliczności są dlań sprzyjające. Byłoby to doprawdy niemożliwe!” („Jak pośród prób zadowolić Boga” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Dzięki nim zastanowiłam się nad sobą. Gdy byłam chora, dzięki sądowi słowami Boga pojęłam, że mam złą perspektywę, że pragnę błogosławieństw, więc chciałam się podporządkować bez względu na stan zdrowia. Sądziłam, że wyzbyłam się pragnienia błogosławieństw, lecz gdy mój mąż zachorował na raka, znów zaczęłam obwiniać i źle rozumieć Boga. Sądziłam, że powinien nas chronić, skoro jesteśmy wierzącymi. Moje pragnienie błogosławieństw było głęboko zakorzenione. Nigdy bym tego nie zrozumiała, gdyby Bóg mnie nie zdemaskował. Wtedy zdałam sobie sprawę, że z choroby męża mam wyciągnąć wnioski i przestać obwiniać Boga. Spokojnie się zastanowiłam, czemu nie umiem przestać narzekać i źle rozumieć Boga, gdy mój mąż zachorował na raka, czemu wciąż zabiegam o błogosławieństwa i łaskę.

Później obejrzałam film z czytaniem słów Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Patrząc z perspektywy antychrystów, zgodnie z tym, co myślą i jak spoglądają na sprawy, podążanie za Bogiem musi przynosić jakieś korzyści; bez dodatkowej zachęty nie ruszą nawet palcem. Nie ma sensu wierzyć w Boga, jeśli nie daje to sławy, zysków czy statusu. Pierwsze korzyści, jakie człowiek musi uzyskać, to obietnice i błogosławieństwa, o których mowa w słowach Bożych; muszą również cieszyć się sławą, zyskami i statusem w obrębie kościoła. Wierzący w Boga muszą się wyróżniać spośród innych, muszą być wyjątkowi. Niewierzący nie powinni otrzymywać takich darów, wierzący zaś muszą ich dostąpić; w przeciwnym wypadku pojawia się wątpliwość, czy ten Bóg rzeczywiście jest Bogiem. Czyż sposób myślenia antychrystów nie opiera się na uznaniu za prawdę słów: »Ci, którzy wierzą w Boga, muszą cieszyć się Jego łaską i błogosławieństwami«? (Tak). A czy te słowa są prawdą? Nie, są fałszem, szatańską logiką, i nie mają żadnego związku z prawdą. Czy Bóg kiedykolwiek powiedział: »Jeśli ludzie będą we Mnie wierzyć, z pewnością zostaną pobłogosławieni; oto jest prawda«? Bóg nigdy tego nie powiedział ani tak nie postępował.

Istnieje prawda, której należy poszukiwać w odniesieniu do błogosławieństw i nieszczęść. Jak brzmią mądre słowa, których ludzie winni się trzymać? Hiob rzekł: »Czy tylko dobro będziemy przyjmować od Boga, a zła przyjmować nie będziemy?« (Hi 2:10). Czy są one prawdą? Są to słowa człowieka; nie wolno wynosić ich na wyżyny prawdy, choć po części są z nią zgodne. Która ich część odpowiada zatem prawdzie? To, czy ludzie zostają pobłogosławieni, czy spotykają ich nieszczęścia, jest tylko w rękach Boga, w pełni podlega Jego władzy. To jest prawda. Czy tak właśnie sądzą antychryści? (Nie). Dlaczego nie wierzą, że tak jest, czemu tego nie uznają? Jako ludzie wierzący w Boga, antychryści pragną być pobłogosławieni i chcą uniknąć nieszczęść. Kiedy widzą kogoś, kto jest pobłogosławiony, kto odnosi korzyści, otrzymuje łaskę i wielkie zyski oraz więcej fizycznych wygód i lepsze traktowanie w kategoriach materialnych, sądzą, że jest to dar od Boga; jeżeli zaś komuś się nie wiedzie, to nie dzieje się to za sprawą Boga. Ukryte znaczenie brzmi tak: »Jeżeli Ty jesteś Bogiem, to możesz jedynie błogosławić ludziom; nie możesz zsyłać na nich cierpienia czy nieszczęścia. Tylko wtedy ludzka wiara w Ciebie jest coś warta i ma sens. Jeśli, podążając za Tobą, ludzie i tak muszą znosić nieszczęścia, jeśli mimo tego cierpią, to po co mieliby w Ciebie wierzyć?«. Antychryści nie chcą przyznać, że wszystko jest w rękach Boga, że to On nad wszystkim panuje. A czemu tego nie przyznają? Dlatego, że antychryści boją się nieszczęścia. Pragną jedynie czerpać korzyści, być obdarzani specjalnymi względami i błogosławieni. Nie mają ochoty zaakceptować Bożej zwierzchności i zarządzeń, lecz chcą jedynie otrzymywać od Boga korzyści. Taki jest ich samolubny i nikczemny punkt widzenia” („Gardzą prawdą, jawnie lekceważą zasady i ignorują ustalenia domu Bożego (Część szósta)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). „Wszyscy zepsuci ludzie żyją tylko dla siebie. Każdy człowiek myśli tylko o sobie i troszczy się tylko o swój interes – to jest podsumowanie ludzkiej natury. Ludzie wierzą w Boga dla samych siebie; rezygnują z rzeczy, ponoszą koszty na Jego rzecz i są Mu wierni – wszystko to robią dla własnego dobra. W sumie chodzi im tylko o uzyskanie błogosławieństw dla siebie. W społeczeństwie wszystko jest robione wyłącznie dla osobistej korzyści; w Boga wierzy się jedynie po to, by uzyskać błogosławieństwa. Rezygnuje się ze wszystkiego i jest się w stanie znieść wiele cierpienia właśnie po to, aby uzyskać błogosławieństwa. Wszystko to stanowi empiryczny dowód na to, że natura człowieka jest skażona” („Różnica pomiędzy zewnętrznymi zmianami a zmianami w usposobieniu” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Ukazują, jak antychryści postrzegają błogosławieństwa i nieszczęścia. W wierze zabiegają o błogosławieństwa i sądzą, że mają je zyskać dzięki wierze. Jeśli tak się nie stanie, myślą, że wiara nie ma sensu, a w każdej chwili mogą zdradzić Boga i Go opuścić. Zrozumiałam, że mam taki sam pogląd na wiarę. Skoro poniosłam te wszystkie ofiary, Bóg powinien obdarzyć mnie i rodzinę pokojem i dobrym zdrowiem. Gdy więc zachorowałam ja czy mój mąż, obwiniałam i źle rozumiałam Boga. Wysuwałam nawet nierozsądne żądania, by uleczył mojego wirusa i raka mojego męża. A gdy Bóg zrobił coś, co mi się nie podobało, nie chciałam już poświęcać się swoim obowiązkom. Zrozumiałam, jak absurdalnie podchodziłam do wiary. Bóg nigdy nie powiedział, że wierzących nie spotka nic złego. On rządzi wszystkim – narodziny, śmierć, choroba i zdrowie są w Jego rękach, a wierzący nie są wyjątkiem. Od Boga dostajemy nie tylko błogosławieństwa, lecz także nieszczęścia. Spełnianie obowiązku to najbardziej podstawowa powinność istoty stworzonej i nie warunkuje zyskania błogosławieństw. Lecz szatan skaził mnie tak bardzo, że dewizy takie jak „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego” i „Nawet nie kiwnij palcem bez nagrody” były szatańskimi truciznami, którymi się kierowałam. Myślałam tylko o własnym interesie i chciałam wykorzystać Boga, wyłudzić od Niego błogosławieństwa w zamian za cierpienie i ciężką pracę. Gdy Bóg zrobił coś, co było wbrew moim interesom, robiłam Mu wyrzuty i źle Go rozumiałam, a nawet próbowałam Go przekonywać i sprzeciwiałam się Mu. Co ze mnie za wierząca? Byłam jak niewierząca – samolubną, podłą i małostkową osobą! Przestraszyłam się, gdy to zrozumiałam. Pojęłam, że w wierze nie skupiałam się na dążeniu do prawdy, lecz do łaski i błogosławieństw. Żyłam w sprzeciwie wobec Boga, przez co nigdy nie zyskałabym prawdy, a moje skażone usposobienie by się nie zmieniło. Zostałabym wyeliminowana! Pojęłam wtedy, że dzięki tej sytuacji Bóg chciał mnie osądzić i zdemaskować. Gdyby mnie tak nie zdemaskował, nie dostrzegłabym swojego zepsucia i wiarołomstwa. Nie zostałabym obmyta ani odmieniona. Szczerze podziękowałam Bogu za zbawienie.

Później przeczytałam inny fragment, z piątego akapitu w artykule „Ci, którzy mają zostać udoskonaleni, muszą przejść oczyszczenie”. „Być może myślisz, że w wierze w Boga chodzi o cierpienie, albo robienie najrozmaitszych rzeczy dla Boga; mógłbyś pomyśleć, że wiara w Boga ma zapewnić spokój twemu ciału, albo sprawić, że wszystko w twoim życiu będzie szło gładko, lub że będzie ci się żyło łatwo i wygodnie pod każdym względem. Jednakże żadna z tych rzeczy nie stanowi celu, jaki ludzie winni kojarzyć ze swą wiarą w Boga. Jeśli wierzysz w Niego mając którąś z nich na celu, to twoje spojrzenie jest niewłaściwe, i po prostu nie sposób, abyś został udoskonalony. Uczynki Boga, Jego sprawiedliwe usposobienie, Jego mądrość i słowa, Jego cudowność i niezgłębioność są to wszystko rzeczy, które ludzie powinni pojąć. Doszedłszy do ich zrozumienia, powinieneś posłużyć się nim, by wyzbyć się ze swego serca wszelkich osobistych pretensji, nadziei i pojęć. Tylko poprzez wyeliminowanie takich rzeczy będziesz w stanie spełnić warunki, jakie stawia Bóg, a jedynie to właśnie czyniąc możesz mieć życie i zadośćuczynić Bogu. Celem wiary w Boga jest to, aby Go zadowolić i urzeczywistniać usposobienie, jakiego On wymaga, tak aby Jego uczynki i chwała mogły ukazać się za pośrednictwem tej grupy niegodnych ludzi. To właśnie jest właściwe spojrzenie na wiarę w Boga, i to także jest cel, do którego powinieneś dążyć” („Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga pokazały mi, do czego mam dążyć – nie do błogosławieństw czy jakichkolwiek korzyści w swojej wierze, lecz do poznania i zadowolenia Boga, bym była jak Hiob, który niczego od Niego nie żądał. Hiob wierzył, że wszystko, co posiadał, miał od Boga, więc czy On coś dał czy zabrał, czy mu błogosławił czy nie, Hiob był Mu posłuszny i sławił Jego sprawiedliwość. A gdy szatan poddał Hioba próbie, Hiob stracił cały dobytek i dzieci, miał wrzody na całym ciele i siedział w popiele, drapiąc ciało skorupami. Nigdy nie skarżył się na Boga, lecz chwalił Jego imię. Bez względu na działania Boga, Hiob trwał w roli istoty stworzonej, poddawał się Mu i Go wielbił. Tak więc wiara Hioba zasługuje na pochwałę od Boga. Gdy to pojęłam, zyskałam ścieżkę praktyki: bez względu na to, czy mój mąż wyzdrowieje, mam się poddać się Bogu bez narzekań.

Później znalazłam to w słowach Boga: „Bóg już w pełni zaplanował genezę, nadejście, długość życia i kres wszystkich stworzeń Bożych, jak również ich życiową misję i rolę, jaką odgrywają w życiu całej ludzkości. Nikt nie może tych rzeczy zmienić, taki jest autorytet Stwórcy. Nadejście każdego stworzenia, to, jak długo żyje, jego życiowa misja – wszystkie te prawa, każde z nich, są ustanowione przez Boga, tak samo jak orbita każdego ciała niebieskiego została określona przez Boga; to, jaką orbitą podążają ciała niebieskie, przez ile lat, jak orbitują, jakim prawom podlegają – to wszystko zostało ustanowione przez Boga dawno temu i jest niezmienne od tysięcy, dziesiątek tysięcy lat. To jest zrządzone przez Boga i to jest Jego autorytet” („Jedynie szukając prawdy, możesz poznać czyny Boga” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Dzięki nim zrozumiałam, że nasze przeznaczenie, długość życia i wynik są w rękach Stwórcy. Bóg decyduje, kiedy umieramy i nikt przed tym nie ucieknie. Zanim nadejdzie czas, i tak nie umrzemy, choćbyśmy mieli raka. To Boża władza i nikt tego nie zmieni. Gdy to zrozumiałam, nieco się uspokoiłam. Zdrowie męża jest w rękach Boga, a ja mam być posłuszna temu, co Bóg ustalił, i spełniać swój obowiązek. Przez jakiś czas przyjmował chemię w szpitalu i o dziwo nie ma komórek rakowych we krwi. Ma wszystkie wskaźniki w normie, a guz zmniejszył się o połowę. Lekarz powiedział, że rzadko spotyka się tak dobrze opanowany przypadek. Syn powiedział nam, że tata jego kolegi ma takiego samego raka. Raz przyjął chemię, źle ją zniósł i zmarł po kilku miesiącach. Gdy tego słuchałam, byłam bardzo wdzięczna Bogu. Uszczęśliwiło mnie to, że choć wcześniej mąż był wierzącym z nazwy, a dbał tylko o pieniądze, to po przejściu raka zaczął rozumieć wszechmoc i zwierzchność Boga, a później zaświadczał o Jego czynach przed przyjaciółmi i krewnymi. Boże dzieło zbawienia ludzkości jest praktyczne. Przejście przez to wszystko było bardzo bolesne, lecz poznałam siebie znacznie lepiej i zmieniłam swoje dążenia. To miłość i błogosławieństwo od Boga! Przypomniał mi się hymn ze słowami Boga „Powinieneś dążyć do posiadania prawdziwej miłości do Boga”. „Dziś, aby wierzyć w praktycznego Boga, musisz wejść na właściwe tory. Jeśli wierzysz w Boga, to nie powinieneś jedynie zabiegać o błogosławieństwa, lecz starać się kochać Boga i Go poznać. Dzięki Jego oświeceniu i poprzez własne dążenie możesz jeść i pić słowo Boga, wypracować Jego rzeczywiste zrozumienie i posiąść miłość do Niego, która płynie z głębi twego serca. Innymi słowy, gdy twoja miłość do Boga staje się najszczersza i nikt nie może jej zniszczyć ani stanąć na jej drodze, wówczas znajdujesz się na dobrej drodze w wierze w Boga. Świadczy to o tym, że należysz do Boga, bo twoje serce znajduje się już w Jego posiadaniu i nic innego nie może mieć nad tobą kontroli” („Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”).

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Konsekwencje samowolnej pracy

Autorstwa Zhao Yang, Chiny W 2016 roku zostałem wybrany na przywódcę kościoła. Kiedy rozpocząłem posługę, czułem duże ciśnienie, ponieważ...

Żegnaj, ugodowcu!

Autorstwa Li Fei, Hiszpania Jeśli chodzi o ludzi ugodowych, to zanim uwierzyłam w Boga, sądziłam, że są wspaniali. Mają łagodne...

Nauka płynąca z krytyki

Autorstwa Song Yu, Holandia W maju tego roku siostra doniosła mi, że siostra Lu powiedziała jej, że co najmniej trzech przywódców to...

Połącz się z nami w Messengerze