Refleksje po przechorowaniu koronawirusa

29 stycznia 2023

Autorstwa Ding Li, Stany Zjednoczone

Wkrótce po przyjęciu ewangelii dni ostatnich Boga Wszechmogącego dowiedziałam się z Bożych słów, że gdy Bóg skończy swoje dzieło dni ostatnich, spadną na nas wielkie katastrofy, by nagrodzić dobro i ukarać zło. Ci, którzy czynili zło i sprzeciwiali się Bogu, zginą w katastrofach, a tych, którzy przyjęli sąd Bożych słów i zostali oczyszczeni, Bóg ochroni, zachowa od katastrof i wprowadzi do swojego królestwa, by cieszyli się wiecznymi błogosławieństwami. Wtedy myślałam, że wejście do królestwa i zyskanie życia wiecznego to wspaniałe błogosławieństwo i że muszę cenić tę jedyną w swoim rodzaju okazję, dobrze spełniać swój obowiązek i ciężko pracować dla Boga, bo gdy Boże dzieło się zakończy, zostanę zachowana. Rzuciłam więc pracę i zaczęłam szerzyć ewangelię. Widząc, że katastrofy się nasilają, w tym krytycznym momencie chciałam przygotować więcej dobrych uczynków i dzielić się Bożą ewangelią dni ostatnich z większą liczbą ludzi, żeby mieć wkład w szerzenie ewangelii królestwa. Wkładałam więc całą energię w dzielenie się ewangelią, pracując od wczesnego rana do późnego wieczora. Coraz więcej ludzi w moim obszarze przyjmowało Boże dzieło dni ostatnich, ustanawiając jeden kościół za drugim. Widząc to, byłam z siebie bardzo zadowolona. Czułam, że mój wkład w dzieło ewangelii nie może pozostać niezauważony. Gdy więc wybuchła pandemia, która pustoszyła świat, a liczba zakażonych rosła, ja czułam zupełny spokój. Pomyślałam, że skoro tak ciężko pracowałam dla Boga, to pandemia mnie nie dotknie, nieważne, jak się rozszerzy. Jednak niespodziewane zakażenie wirusem zniszczyło moje pojęcia i wyobrażenia. Musiałam przemyśleć swoje wieloletnie motywy i fałszowanie wiary.

Pewnego dnia, w marcu 2021 roku, nagle zaczęłam kaszleć, potem pojawiła się gorączka i ogólne osłabienie. Najpierw pomyślałam, że to przeziębienie i nie przejęłam się zbytnio, jednak objawy utrzymywały się przez tydzień i nie mijały. Jedna z sióstr zauważyła, że były podobne do objawów koronawirusa i zaniepokoiła się, że go złapałam. Zasugerowała, bym udała się do szpitala na badanie. Ja to zbagatelizowałam. Myślałam, że pracowałam całymi dniami, cierpiałam i płaciłam cenę za swój obowiązek, osiągałam też naprawdę dobre wyniki. Poza tym nie czyniłam zła i nie zakłócałam pracy kościoła, to dlaczego miałabym złapać wirusa? Ale wyniki badań były odwrotne do tego, czego się spodziewałam. Wynik był pozytywny. Wracałam do domu oszołomiona, zupełnie nie wiedząc, jak mogłam się zarazić. Pełniłam służbę od lat, dlaczego więc Bóg mnie nie ochronił? Co bracia i siostry pomyślą o mnie, gdy się dowiedzą? Czy uznają, że obraziłam czymś Boga i zostałam ukarana? Nie uważałam jednak, że zrobiłam coś złego i zakłóciłam pracę kościoła. Od kiedy rok temu wybuchła pandemia, na świecie umarły miliony ludzi. Czy mnie również czekała śmierć, skoro byłam zarażona? Skoro Boże dzieło się zakończy, to czy jeśli umrę lata mojej ciężkiej pracy nie pójdą na marne? Wówczas nie miałabym udziału w błogosławieństwach przyszłego królestwa. Im dłużej o tym myślałam, tym byłam smutniejsza i nie wiedziałam, jak wyjść z tej sytuacji. Modliłam się, wzywając Boga: „Boże, pozwoliłeś, bym się zaraziła – to musi być Twoja dobra wola. Ty się nie mylisz, więc widocznie w jakiś sposób zbuntowałam się przeciwko Tobie. Ale nie wiem, jak obraziłam Twoje usposobienie. Proszę, oświeć mnie, gdzie zbłądziłam. Jestem gotowa okazać skruchę”. Potem pomyślałam o fragmencie Bożych słów. „Jak należy przechodzić przez początek choroby? Powinieneś stanąć przed Bogiem, modlić się i starać się pojąć Jego wolę oraz przeanalizować, co zrobiłeś źle i jakie masz w sobie zepsute cechy, których jeszcze nie skorygowałeś. Nie możesz skorygować swoich zepsutych skłonności bezboleśnie. Ludzie muszą się hartować przez ból; tylko w taki sposób pozbędą się rozwiązłości i będą w każdej sytuacji żyć przed obliczem Boga. W zetknięciu z cierpieniem ludzie zawsze będą się modlić. Nie będą myśleć o jedzeniu, ubraniu czy przyjemnościach; w sercach przez cały czas będą się modlić i sprawdzać, czy ostatnio nie zrobili czegoś złego. W większości przypadków, gdy spada na ciebie poważna choroba lub jakieś nietypowe dolegliwości, które powodują wielkie cierpienie, nie dzieje się to przypadkiem; czy jesteś chory, czy zdrowy, za wszystkim stoi wola Boga(W wierze w Boga najważniejsze jest zyskanie prawdy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Boże słowa oświeciły mnie w porę i pokazały, że moja infekcja nie była przypadkowa, ale całkowicie zaplanowana przez Boga. Musiałam szukać Bożej woli i zastanowić się nad sobą. Bez względu na wszystko, nie mogłam narzekać i winić Boga. W ciągu następnych kilku dni, podczas domowej kwarantanny otworzyłam się przed ludźmi i powiedziałam o swoim zepsuciu, które odkryłam, dowiedziałam się czegoś o sobie i znalazłam ścieżkę praktykowania i wejścia w Boże słowa. Poza tym bez względu na swoje samopoczucie dzieliłam się ewangelią online. Po kilku dniach poczułam się o wiele lepiej, prawie nie kaszlałam, temperaturę miałam w normie, odzyskałam też energię i siły. Byłam naprawdę szczęśliwa i pomyślałam, że Bóg widział moje posłuszeństwo i skruchę, więc o mnie zadbał. Z tą myślą mój niepokój odrobinę zelżał. Ale następnego dnia poczułam nagle w klatce ucisk i dyskomfort i nie mogłam przestać kaszleć. Potem przyszła wysoka gorączka i wróciło osłabienie. Poczułam falę paniki. Od diagnozy nie winiłam Boga i wykonywałam swój obowiązek. Dlaczego mój stan się pogorszył? Na to nie było lekarstwa, więc byłam pewna, że umrę, jeśli Bóg mnie nie ocali. Myśl o śmierci naprawdę mnie przerażała – nie mogłam się jej poddać. Naśladowałam Boga przez ponad 10 lat, zostawiłam dom i pracę i całymi dniami spełniałam obowiązek. Sporo wycierpiałam i zapłaciłam wysoką cenę. Bóg w ogóle tego nie pamiętał? Gdybym umarła, nie zobaczyłabym piękna królestwa ani jego błogosławieństw. Im dłużej o tym myślałam, tym byłam bardziej przygnębiona. Nadal spełniałam swój obowiązek, ale nie czułam w sobie zapału i byłam naprawdę zirytowana, gdy musiałam zrobić więcej. Śpieszyłam się, żeby wykonać pracę i trochę odpocząć. Wcześniej pracowałam od rana do nocy i myślałam, że Bóg mnie ochroni, ale ponieważ teraz tego nie robił, sama musiałam zadbać o swoje samopoczucie i zdrowie. Zbyt duży stres i zmęczenie nie pomagały mi wyzdrowieć. Podczas spotkań inni bracia i siostry odczuwali taki głód, że mogli rozmawiać bez końca. Ja jednak kaszlałam przy każdym zdaniu i nie mogłam złapać tchu, czytając Boże słowa. Byłam naprawdę zmartwiona i dyskutowałam z Bogiem: „Boże, zawsze jestem skrupulatna, poważna i odpowiedzialna. Niektórzy nie są w stanie mi sprostać w swoich obowiązkach. Wszyscy są zdrowi i wykonują obowiązki, dlaczego więc tylko ja mam wirusa? Jeśli to próba od Ciebie, a w kościele są ludzie, którzy podążają za prawdą lepiej niż ja, to dlaczego tego nie doświadczają? Jeśli to Twoja kara, to nie zrobiłam nic złego, nie zakłóciłam pracy kościoła, ani nie uraziłam Twojego usposobienia. Boże, nadal chcę spełniać swój obowiązek i lubię ten, który mam. Za mało jeszcze zrobiłam – chcę żyć i spełniać swój obowiązek. Och, Boże, spełniam teraz ważny obowiązek i nadal mogę Ci służyć. Proszę, chroń mnie, żebym mogła żyć i Ci służyć”. Gdy pomyślałam o tym w ten sposób, przyszedł mi do głowy fragment Bożych słów: „Na jakiej podstawie ty – istota stworzona – stawiasz żądania Bogu? Ludzie nie mają prawa niczego żądać od Boga. Nic nie jest bardziej nierozsądne niż stawianie Bogu żądań. Bóg zrobi to, co powinien, a Jego usposobienie jest sprawiedliwe. Sprawiedliwość nie jest w żadnej mierze bezstronna czy racjonalna; nie polega na egalitarnym dawaniu każdemu według zasług czy osiągnięć, nie jest to też zapłata za wykonaną pracę czy też za włożony wysiłek. Nie jest to sprawiedliwość, lecz tylko uczciwe i rozsądne postępowanie. Bardzo niewielu ludzi jest w stanie poznać sprawiedliwe usposobienie Boga. Gdyby Bóg zniszczył Hioba po tym, jak Hiob niósł o Nim świadectwo, czy to byłoby sprawiedliwe? W gruncie rzeczy tak. Czemu nazywamy to sprawiedliwością? Co ludzie uważają za sprawiedliwość? Jeśli coś jest zgodne z pojęciami ludzi, wówczas bardzo łatwo jest im powiedzieć, że Bóg jest sprawiedliwy; gdy jednak nie dostrzegają owej zgodności z ich pojęciami – jeśli nie są w stanie tego zrozumieć – wówczas jest im niezwykle trudno powiedzieć, że Bóg jest sprawiedliwy. Gdyby Bóg zniszczył wtedy Hioba, ludzie nie powiedzieliby, że jest sprawiedliwy. Tak naprawdę jednak – czy ludzie zostali zepsuci, czy nie i czy zostali zepsuci dogłębnie, czy też nie – czy Bóg musi się usprawiedliwiać, gdy ich niszczy? Czy musi wyjaśniać im, na jakiej podstawie to robi? Czy Bóg musi mówić ludziom o regułach, które wprowadził? Nie ma takiej potrzeby. Według Boga, człowiek zepsuty, skłonny do sprzeciwiania się Mu, nie ma żadnej wartości; cokolwiek Bóg z nim uczyni, będzie właściwe, a wszystko to są ustalenia Boże. Gdybyś był w oczach Boga niezadowalający i gdyby On powiedział, że nie ma z ciebie pożytku po twoim świadectwie i gdyby dlatego cię zniszczył, czy to też byłoby Jego sprawiedliwością? Tak. (…) Wszystko, co Bóg czyni, jest sprawiedliwe. Chociaż być może ludzie nie potrafią tego pojąć, nie powinni wydawać arbitralnych osądów. Jeśli coś, co Bóg czyni, nie wydaje się ludziom rozsądne lub jeśli mają jakiekolwiek pojęcia na ten temat, które każą im mówić, że Bóg nie jest sprawiedliwy, to oni sami są najbardziej nierozsądni(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Rozważając Boże słowa, czułam, jakby stał przede mną i mnie ganił, a każde słowo trafiało prosto do serca. Czy nie obwiniałam Boga za niesprawiedliwość? Czy nie targowałam się, nie szukałam wymówek i nie ustalałam przed Bogiem warunków? Przez lata cierpienia i poświęcania się obowiązkom coś osiągnęłam, czułam więc, że Bóg powinien mnie chronić przed katastrofą i że to będzie Jego sprawiedliwość. Ale w rzeczywistości były to tylko moje pojęcia i wyobrażenia, zupełnie niezgodne z prawdą. Bóg jest Panem stworzenia, stworzył też mnie. Wszystko, co mam, pochodzi od Boga, moje życie również. To, jak potoczy się mój los i jak długo Bóg pozwoli mi żyć zależy od Niego. Jako Jego stworzenie powinnam się poddać i to przyjąć. Jakie mam prawo dyskutować z Bogiem i stawiać warunki? Ale przez te wszystkie lata wierzyłam i cieszyłlam się podlewaniem i pożywieniem Bożej prawdy, a nadal nie byłam wdzięczna. Gdy więc złapałam wirusa i stanęłam w obliczu zagrożenia śmiercią, dyskutowałam z Bogiem, stawiałam opór i winiłam Go za niesprawiedliwość. Gdzie było moje sumienie i rozum? Gdy o tym myślałam, czułam coraz większą winę i wstyd, uklękłam więc przed Bogiem w modlitwie. „Boże, jestem taka nierozsądna! Ty mnie stworzyłeś, jestem Twoim stworzeniem. Powinnam się poddać wszystkim Twoim planom i zamiarom. To jest właściwe i naturalne. Pozwoliłeś, bym się zaraziła tym wirusem, mimo że grozi on śmiercią. Nie chciałam umrzeć, nie chciałam się poddać, kłóciłam się więc z Tobą, obwiniałam Cię za niewłaściwe działania i prosiłam, żebyś pozwolił mi żyć. Nie było we mnie żadnego poddania ani rozsądku. Byłam tak zbuntowana! Boże, chcę się nad sobą zastanowić i okazać Ci skruchę”.

W ciągu następnych dni czułam się bardzo źle, gdy myślałam o swoim narzekaniu i nierozumieniu Boga. Zwłaszcza gdy mój stan się pogorszył, myślenie o tym, że się sprzeciwiałam Bogu, kłóciłam z Nim, byłam negatywna, obijałam się, brnęłam przez swój obowiązek i powłóczyłam nogami, czułam jeszcze większą winę i niepokój. Gdy byłam zdrowa i nie doświadczałam kryzysu, głosiłam Bożą sprawiedliwość i mówiłam, że stworzenie musi się poddać decyzjom Pana stworzenia. Dlaczego w chorobie okazałam tyle buntu i oporu? Podczas swoich rozważań przeczytałam coś w Bożych słowach. „Związek człowieka z Bogiem oparty jest wyłącznie na własnej korzyści. To związek pomiędzy biorcą a dawcą błogosławieństw. Upraszczając, to jak relacja pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Pracownik pracuje jedynie po to, by otrzymać wynagrodzenie przyznawane przez pracodawcę. W takiej relacji nie ma przywiązania, tylko transakcja. Nie ma kochania i bycia kochanym, wyłącznie jałmużna oraz litość. Nie ma zrozumienia, a tylko stłumione oburzenie i oszustwo. Nie ma zażyłości, jedynie przepaść nie do przebycia(Dodatek 3: Człowiek może dostąpić zbawienia jedynie pod Bożym zarządzaniem, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Według antychrystów o ile ludzie są w stanie wykonać jakiś obowiązek, zapłacić cenę i znieść pewne trudności, Bóg powinien im błogosławić. A zatem po przepracowaniu pewnego czasu w kościele zaczynają robić bilans tego, co zrobili dla kościoła, jaki wkład wnieśli do domu Bożego oraz co zrobili dla braci i sióstr. Przechowują to wszystko skrzętnie w swoich umysłach, starając się odgadnąć, jakich łask i błogosławieństw przysporzy im to od Boga, aby oszacować, czy jest jakaś wartość w robieniu takich rzeczy. Dlaczego zajmują się takimi sprawami? Do czego dążą w głębi swoich serc? Jaki jest cel ich wiary w Boga? Od samego początku ich wiara w Boga wynikała z tego, że gonili za błogosławieństwami. I niezależnie od tego, ile lat słuchali kazań, ile słów Bożych zjedli i wypili, ile doktryn zrozumieli, nigdy nie porzucą swojego pragnienia i motywacji, by być błogosławionymi. Jeśli poprosisz ich, by byli posłuszną istotą stworzoną i przyjęli Boże rządy i ustalenia, powiedzą: »To nie ma nic wspólnego ze mną, nie do tego powinienem dążyć. Moje dążenia mają być takie: po stoczonej walce, gdy podjąłem wymagany wysiłek i poniosłem wymagany trud, gdy uczyniłem wszystko zgodnie z tym, o co prosi Bóg, powinien On mnie nagrodzić i pozwolić mi pozostać; zostanę ukoronowany w królestwie i będę zajmował wyższe stanowisko niż lud Boży – będę rządził co najmniej dwoma lub trzema miastami«. Na tym właśnie najbardziej zależy antychrystom. Bez względu na to, jak dom Boży omawia prawdę, ich motywacji i pragnień nie da się rozproszyć; są to ludzie pokroju Pawła. Czy za taką jawną transakcją nie skrywa się jakieś złe i podstępne usposobienie? Niektórzy religijni ludzie mówią: »Nasze pokolenie idzie za Bogiem drogą krzyża. To dlatego, że Bóg nas wybrał, a więc mamy prawo być błogosławieni. Cierpieliśmy, zapłaciliśmy cenę i piliśmy wino z czary goryczy. Niektórzy z nas zostali nawet aresztowani i skazani na karę więzienia. Po wycierpieniu tych wszystkich trudów, wysłuchaniu tylu kazań i nauczeniu się tak wiele o Biblii, jeśli pewnego dnia nie będziemy błogosławieni, pójdziemy do trzeciego nieba i będziemy dyskutować z Bogiem«. Czy kiedykolwiek słyszeliście coś takiego? Mówią, że pójdą do trzeciego nieba, aby dyskutować z Bogiem – jak oni śmią? Czy nie lękacie się, nawet słysząc coś takiego? Kto ośmiela się podejmować próby dyskusji z Bogiem? (…) Czy tacy ludzie nie są archaniołami? Czy nie są szatanem? Możecie dyskutować z kimkolwiek chcecie, ale nie z Bogiem. Nie powinniście tego robić ani nawet mieć takich myśli. Błogosławieństwa pochodzą od Boga, On może ich udzielać komu chce. Nawet jeśli spełniasz wymagania do otrzymania błogosławieństw, to jeśli Bóg ci ich nie da, nie powinieneś próbować z Nim dyskutować. Cały wszechświat i cała ludzkość są w rękach Boga, Bóg ma ostatnie zdanie, a ty jesteś małą istotą ludzką pozbawioną znaczenia – a jednak wciąż ośmielasz się dyskutować z Bogiem. Jak śmiesz być tak zarozumiały? Lepiej spójrz w lustro, zobacz, kim jesteś. Jeśli ośmielasz się sprzeciwiać Stwórcy, czyż nie prosisz się o śmierć? »Jeśli pewnego dnia nie będziemy błogosławieni, pójdziemy do trzeciego nieba i będziemy dyskutować z Bogiem«. Tymi słowami jawnie wołacie przeciwko Bogu. Jakim miejscem jest trzecie niebo? Jest to mieszkanie Boga. Iść do trzeciego nieba i próbować dyskutować z Bogiem jest podobne do szturmowania pałacu. Czyż nie jest to prawda? Niektórzy mówią: »Jaki to ma związek z antychrystami?«. Bardzo ścisły, ponieważ ci, którzy chcieliby iść do trzeciego nieba, aby dyskutować z Bogiem, to antychryści; tylko antychryści wypowiedzieliby takie słowa, takie słowa są głosem w głębi serc antychrystów i na tym polega ich niegodziwość(Punkt siódmy: Oni są źli, podstępni i kłamliwi (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Poczułam wstyd w obliczu Bożego objawienia i zobaczyłam, że lata mojego cierpienia i płacenia ceny za mój obowiązek nie służyły rozważeniu Bożej woli i spełnianiu obowiązku stworzenia, by odpłacić Bożą miłość. W zamian chciałam Boże błogosławieństwa, dostać się do królestwa i cieszyć wiecznymi błogosławieństwami. Spełnianie obowiązku traktowałam jako sposób ucieczki przed katastrofą i uzyskanie Bożego błogosławieństwa, jako kartę przetargową do transakcji z Bogiem. Dlatego w środku kalkulowałam, ile udało mi się zrobić, ilu ludzi nawróciłam, jak bardzo cierpiałam, jaką cenę zapłaciłam. Im więcej liczyłam, tym mocniej czułam, że moja służba jest chwalebna i że powinnam otrzymać Bożą ochronę w czasie katastrofy. Nigdy nie myślałam, że nagle zarażę się wirusem. Winiłam Boga, nie rozumiałam Go, nie myślałam o tym, jak Mu się poddać w chorobie. Zamiast tego myślałam, co powinnam zrobić, żeby zdobyć Jego uznanie, dzięki czemu mnie ochroni i szybko wyzdrowieję. Zatem gdy zobaczyłam, że mój stan jednak się pogarsza, zniechęciłam się do Boga. Winiłam Go za brak ochrony, niesprawiedliwość wobec mnie. Fakty pokazały, że moja wiara i obowiązek były po prostu błogosławieństwem, a ja nie byłam szczera wobec Boga. Wykorzystywałam Go, żeby osiągnąć swój cel otrzymania błogosławieństwa poprzez układy i oszukiwanie Boga. Byłam taka egoistyczna i przebiegła! Paweł w Wieku Łaski podróżował po Europie, by dzielić się ewangelią Pana, dużo cierpiał i płacił wysoką cenę, ale wszystko, co dał, było tylko po to, by wejść do królestwa niebios i dostać nagrodę. Powiedział: „Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem. Odtąd odłożona jest dla mnie korona sprawiedliwości” (2Tm 4:7-8). To tak naprawdę znaczyło, że gdyby Bóg nie dał mu korony, okazałby się niesprawiedliwy. Te słowa Pawła mają głęboki wpływ na ludzi z religijnego świata. Ci, którzy pracują i cierpią w imię Pana, robią to, by trafić do nieba i być błogosławieni. Kłócą się z Bogiem, gdy nie są błogosławieni. Byłam taka jak oni, prawda? A potem poczułam strach. Nigdy nie myślałam, że wykażę się takim usposobieniem. Gdyby ta sytuacja mnie nie obnażyła, nadal nie widziałabym, że mam tak poważnie antychrystyczne usposobienie. Pomyślałam o pewnych Bożych słowach: „Przez cały czas miałem i mam wobec człowieka wysokie wymagania. Jeśli twoja lojalność wiąże się z intencjami i warunkami, to wolę obejść się bez twojej tak zwanej lojalności, bo brzydzę się tymi, którzy Mnie oszukują przez swoje intencje i wymuszają na Mnie swoje warunki. Pragnę tylko, aby człowiek był wobec Mnie absolutnie lojalny i aby czynił wszystko ze względu na jedno słowo: wiarę – oraz po to, aby ją udowodnić. Gardzę waszymi umizgami, które niby mają Mnie uradować, ponieważ zawsze traktowałem was ze szczerością i dlatego życzę wam, abyście również i wy postępowali wobec Mnie z prawdziwą wiarą(Czy jesteś prawdziwie wierzącym w Boga? w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). W Bożych słowach czułam, że Jego usposobienie jest sprawiedliwe, święte i nie toleruje obrazy. Bóg działa, by ocalić ludzkość i chce ludzkiej szczerości i oddania. Jeśli ludzkie wysiłki mają w sobie motywy, fałszerstwa, negocjacje czy oszukiwanie, Bóg nie tylko ich nie pochwali – On je potępi, bo wzbudzają w Nim obrzydzenie i niesmak. Tak jak Paweł, który ostatecznie nie tylko nie był błogosławiony przez Boga, ale został wysłany za karę do piekła. To, że poprzez swój obowiązek chciałam sfałszować transakcję, również musi Boga brzydzić i przyprawiać o mdłości. Moja choroba całkowicie objawiła Bożą sprawiedliwość i święte usposobienie. Wówczas w pełni i z całego serca przyjęłam chorobę i poddałam się jej.

Później przeczytałam inny fragment Bożych słów: „Jako istota stworzona, stając przed obliczem Stwórcy powinieneś wypełniać swój obowiązek. Tak właśnie należy czynić i to jest odpowiedzialność, która na tobie spoczywa. Na podstawie tego, że istoty stworzone wykonują swoje obowiązki, Stwórca dokonuje wielkiego dzieła pośród rodzaju ludzkiego. Wykonuje kolejny etap dzieła pośród ludzkości. A jakie jest to dzieło? Bóg zaopatruje rodzaj ludzki w prawdę, pozwalając ludziom pozyskać od Niego prawdę przy wykonywaniu obowiązków, a tym samym odrzucić swe skażone usposobienia i zostać obmytymi. W ten sposób ludzie zaczynają wypełniać wolę Bożą i wkraczają na właściwą ścieżkę życia, a na koniec potrafią bać się Boga i wystrzegać się zła, zyskać pełne zbawienie i uniknąć cierpień zsyłanych przez szatana. To właśnie jest skutek, jaki Bóg pragnie, aby ludzkość ostatecznie osiągnęła poprzez wypełnianie swego obowiązku. Dlatego też w procesie spełniania obowiązku Bóg nie sprawia, byś po prostu jasno zrozumiał jedną sprawę i pojął nieco prawdy, ani nie umożliwia ci jedynie cieszenia się łaską i błogosławieństwami, które otrzymujesz przez spełnianie obowiązku istoty stworzonej, lecz daje ci możliwość bycia obmytym i zbawionym, a w ostatecznym rozrachunku daje ci szansę na życie w blasku oblicza Stwórcy(Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część siódma), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Boże słowa naprawdę mnie poruszyły. Spełnianie obowiązku to odpowiedzialność, od której stworzenie nie może się uchylać, a w szczególności jest ścieżką do prawdy i zmiany usposobienia. W naszych obowiązkach Bóg stawia nas w różnych sytuacjach, żeby obnażyć nasze ludzkie, zepsute usposobienie, a potem poprzez sąd, objawienie swoich słów i dyscyplinę pozwala nam zrozumieć nasze zepsucie i zmienić się, żeby Szatan nas już nie deprawował ani nie krzywdził. To jest Boża dobra wola. Przez lata spełniania mojego obowiązku okazałam dużo zepsucia w otoczeniu, w którym postawił mnie Bóg. Zrozumiałam swoje zepsute usposobienie, potem zaczęłam się nienawidzić, okazywać skruchę, zmieniać i przypominać trochę człowieka. Przez swój obowiązek tyle zyskałam, ale nadal nie byłam wdzięczna. Zamiast tego wykorzystywałam swój obowiązek jako kartę przetargową w zamian za błogosławieństwo, unikanie katastrof, a Boga traktowałam tak, jakbym mogła Go oszukać i wykorzystać. Byłam podła! Bóg objawił tyle prawd, ale ja ich nie ceniłam. Myślałam tylko o tym, jak otrzymać błogosławieństwo, uniknąć katastrof, wejść do królestwa i dostać nagrodę. Byłam naprawdę zła. Modliłam się i przysięgałam Bogu, że przestanę spełniać swój obowiązek, żeby otrzymać błogosławieństwo, ale będę dążyć do prawdy w swoim obowiązku spłacenia Bożej miłości. Przeczytałam inny fragment Bożych słów, który pokazał mi ścieżkę praktyki. „Jeśli, wierząc w Boga i dążąc do prawdy, jesteś w stanie powiedzieć: »Bez względu na to, jaka choroba czy niepomyślne zdarzenie dotknie mnie za Bożym przyzwoleniem – bez względu na to, co zrobi Bóg – muszę być posłuszny i pozostać na swoim miejscu jako stworzona istota. Muszę wcielać w życie przede wszystkim ten właśnie aspekt prawdy – posłuszeństwo. Muszę wprowadzić go w czyn i urzeczywistnić faktyczne posłuszeństwo wobec Boga. Nie wolno mi ponadto odrzucać posłannictwa Bożego i obowiązku, jaki powinienem wypełniać. Muszę wytrwać przy pełnieniu swego obowiązku aż do ostatniego tchu«, to czyż nie jest to właśnie niesienie świadectwa? Kiedy masz tego rodzaju postanowienie i taki stan ducha, to czy możesz nadal narzekać na Boga? Nie, nie możesz. W takiej chwili będziesz myśleć sobie tak: »To Bóg obdarza mnie tym tchnieniem życia, przez wszystkie te lata zapewniał mi byt i chronił mnie, oszczędził mi wiele bólu i obdarzył mnie wielką łaską oraz wieloma prawdami. Pojąłem prawdy i tajemnice, których ludzie nie zdołali zgłębić od wielu pokoleń. Tak dużo od Niego dostałem, muszę Mu więc odpłacić! Przedtem byłem człowiekiem zbyt małej postawy, niczego nie rozumiałem, a wszystko, co czyniłem, przynosiło szkodę Bogu. W przyszłości mogę nie mieć kolejnej okazji, aby Mu odpłacić. Bez względu na to, ile zostało mi życia, muszę zaofiarować Mu tę odrobinę siły, jaką mam, i zrobić dla Niego wszystko, co w mej mocy, aby mógł się przekonać, iż to, że zapewniał mi byt przez wszystkie te lata, nie poszło na marne, lecz przyniosło owoc. Niechaj zatem przyniosę Bogu pociechę, i więcej już Go nie ranię i nie sprawiam Mu zawodu«. Co powiesz na to, by myśleć w ten właśnie sposób? Nie rozmyślaj o tym, jak się ocalić albo uciec, snując takie przemyślenia: »Kiedyż wyleczą mnie z tej choroby? Gdy już się to stanie, będę ze wszystkich sił starał się z oddaniem wypełniać swój obowiązek. Jak mogę być wierny Bogu, kiedy jestem chory? Jak mogę wypełniać obowiązek Jego stworzenia?«. Czy nie jesteś w stanie go wypełniać, dopóki pozostaje ci choć jedno ostatnie tchnienie? Czy dopóki pozostaje ci choć jedno, ostatnie tchnienie, będziesz potrafił nie przynieść Bogu wstydu? Dopóki pozostaje ci choć jedno, ostatnie tchnienie, dopóki twój umysł jest jasny, czy będziesz umiał nie uskarżać się na Boga? (Tak). Teraz łatwo jest powiedzieć »Tak«, ale nie będzie to takie proste, kiedy naprawdę nadejdzie twoja ostatnia godzina. Musicie więc dążyć do prawdy, nierzadko ciężko nad tym pracując, i poświęcać więcej czasu na zastanawianie się: »Jak mam spełnić wolę Bożą? Jak mam odpłacić Bogu za Jego miłość? Jak mam wypełniać obowiązek istoty stworzonej?«. Czym jest istota stworzona? Czy powinnością stworzenia Bożego jest jedynie słuchać słów Boga? Nie! Jest nią urzeczywistnianie słów Boga. Bóg dał wam tak wiele prawdy, tak wiele ze swej drogi i tak dużo życia, abyś mógł urzeczywistniać te sprawy i nieść o Nim świadectwo. To właśnie winna czynić istota stworzona, jest to twoją powinnością i zobowiązaniem(Tylko przez częste czytanie słów Boga i rozważania nad prawdą można się posuwać do przodu, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Boże słowa tak mnie poruszają. Bóg jest Panem stworzenia, a ja jestem stworzeniem, więc mój los jest w Jego rękach. Pozwolił, by ta choroba mnie dotknęła, więc czy bym żyła, czy umarła, powinnam się poddać Bożym rządom i planom. Tak przede wszystkim powinno myśleć stworzenie. A obowiązek jest czymś, co stworzenie powinno spełniać. Zawsze, bez względu na to, co się dzieje, do ostatniego oddechu powinnam spełniać swój obowiązek. Przez te lata ogromnie cieszyłam się Bożą miłością, ale odkąd przestałam podążać za prawdą, zawsze buntowałam się przeciwko Bogu i raniłam go – jestem Mu winna tak wiele. Teraz, dopóki żyję, powinnam spełniać swój obowiązek, żeby odpłacić Bożą miłość. Każdego kolejnego dnia zastanawiałam się, jak dobrze spełniać obowiązek, by zadowolić Boga. Siostra, która mi towarzyszyła, była nowa i nie znała zbyt wielu zasad dzielenia się ewangelią, pojawiło się więc kilka problemów. Pomagałam jej i prowadziłam ją online. Często również po cichu czytałam Boże słowa i śpiewałam hymny pochwalne. Dalej kaszlałam i miałam gorączkę, ale choroba mnie już nie powstrzymywała, przestałam też zastanawiać się, czy umrę. Wiedziałam, że mój los jest w Bożych rękach i długość mojego życia jest określona przez Boga. Będę próbować dobrze spełniać swój obowiązek i odpłacić Mu za miłość do końca dni, które mi wyznaczył, poddam Mu się i nie będę już narzekać do dnia mojej śmierci.

Pewnego wieczoru nie mogłam przestać kaszleć, moje gardło było pełne flegmy, miałam też gorączkę i całe ciało było obolałe. Leżałam w łóżku, było mi tak niewygodnie, że ciągle się wierciłam, nie mogąc zasnąć. Zastanawiałam się: „Czy umrę? Jeśli zasnę, to czy się jeszcze obudzę?”. Myśl o śmierci naprawdę mnie smuciła, a świadomość, że w przyszłości być może nie przeczytam już Bożych słów sprawiła, że ciągle płakałam. Wstałam, włączyłam komputer i przeczytałam ten fragment Bożych słów: „Długość życia każdego człowieka została określona przez Boga. Z medycznego punktu widzenia choroba może wydawać się nieuleczalna, ale z Bożego punktu widzenia jeśli twoje życie ma jeszcze trwać, twój czas jeszcze nie nadszedł, to nie możesz umrzeć, nawet gdybyś chciał. Jeśli Bóg dał ci posłannictwo i twoja misja jeszcze nie została zakończona, to nie umrzesz nawet na chorobę, która uważana jest za śmiertelną – Bóg jeszcze cię nie zabierze. Nawet jeśli nie będziesz się modlił i szukał prawdy ani nie podejmiesz leczenia swojej choroby, a nawet odłożysz leczenie na później, nie umrzesz. Jest to prawdziwe zwłaszcza w przypadku tych, którzy otrzymali zadanie od Boga: zanim ich misja zostanie wypełniona, bez względu na to, jaka choroba ich spotka, nie wolno im od razu umrzeć; muszą żyć do chwili ostatecznego zakończenia swojej misji. Czy w to wierzysz? (…) Faktem jest, że bez względu na to, czy twoje targowanie ma na celu wyleczenie cię z choroby i uchronienie przed śmiercią, czy też masz w tym jakiś inny zamiar lub cel, z punktu widzenia Boga, jeśli możesz wypełnić swój obowiązek i nadal jesteś użyteczny, jeśli Bóg zdecydował, że masz zostać użyty, to nie umrzesz. Nie będziesz mógł umrzeć, nawet gdybyś chciał. Jeśli jednak będziesz sprawiać kłopoty i popełniać różnorakie niegodziwe czyny, a także obrażać Boże usposobienie, umrzesz szybko; twoje życie zostanie skrócone. Długość życia każdego człowieka została określona przez Boga przed stworzeniem świata. Jeśli ludzie są posłuszni zarządzeniom i planom Boga, to niezależnie od tego, czy cierpią na choroby, czy nie, czy są w dobrym, czy w złym zdrowiu, będą żyć tyle lat, ile przewidział Bóg. Czy w to wierzysz?(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Czytając Boże słowa, czułam Jego prawdziwą miłość i łaskę, co podniosło mnie na duchu. Trochę lepiej zrozumiałam Bożą wolę. To, że mogę narodzić się do dni ostatnich, uwierzyć w Boga i spełniać obowiązek było określone przez Boga i jest również misją, którą mi dał. Gdyby moja misja została ukończona, musiałabym umrzeć, nawet jeślibym nie zachorowała. W przeciwnym razie nie umarłabym nawet w chorobie, która powinna mnie zabić. Nie wiedziałam, co mnie czeka, ale wiedziałam, że muszę powierzyć życie Bogu i postępować według Jego planów. Na myśl, że mogę umrzeć w każdej chwili, zapragnęłam ponownie szczerze porozmawiać z Bogiem. Uklękłam i pomodliłam się: „Boże! Dziękuję, że mnie wybrałeś, bym przyszła do Twego domu i usłyszała Twój głos. Twoje słowa tak bardzo mnie podlały i odżywiły, dzięki czemu poznałam wiele prawd i znam zasady bycia człowiekiem. Czuję, że moje życie nie poszło na marne. Tylko że jestem tak głęboko zepsuta, buntuję się przeciw Tobie i ranię Cię. Nie podążałam właściwie za prawdą ani nie spełniałam szczerze obowiązku, żeby odpłacić Ci za miłość. Nie dałam Ci również odrobiny pocieszenia. Tak wiele Ci zawdzięczam. Nie wiem, czy dostanę jeszcze szansę, by odpłacić Ci za miłość. Jeśli przeżyję, naprawdę chcę podążać za prawdą i spełniać obowiązek, by Cię zadowolić”.

Nawet nie wiem, kiedy tej nocy zasnęłam. Następnego dnia, zaraz po przebudzeniu, poczułam się zrelaksowana, jakbym nigdy nie była chora. Gardło mnie nie bolało, nie czułam w nim flegmy. Zmierzyłam temperaturę i okazało się, że jest w normie. Byłam naprawdę poruszona i wiedziałam, że to Boża łaska i ochrona. Mimo że gdy złapałam koronawirusa, okazywałam sporo buntu i oporu, Bóg nigdy nie traktował mnie zgodnie z moimi grzechami, ale nadal nade mną czuwał. Nie mogłam powstrzymać łez, okazałam Bogu wdzięczność i chwaliłam Go.

Minęły dwa miesiące, a moja temperatura pozostawała w normie. Wirus nie wrócił i zanim się zorientowałam, byłam zupełnie zdrowa. Wielu ludzi umarło podczas tej pandemii, a ja przeżyłam wyłącznie dzięki wspaniałej Bożej opiece i zbawieniu. Zarażenie się tym wirusem obnażyło motywy i grzech w mojej wierze i obowiązku, dzięki czemu zobaczyłam, że w sposób nikczemny chciałam zdobyć Boże błogosławieństwo. Zrozumiałam siebie i poczułam obrzydzenie. Poza tym zdobyłam pewne praktyczne doświadczenie i zrozumienie Bożego świętego, sprawiedliwego usposobienia, poddałam się też Bożym rządom i planom. W tej sytuacji doświadczyłam oczyszczenia i bólu, ale zyskałam tak wiele rzeczy, których bym nie zyskała w komfortowej sytuacji. Gdy myślę o tym, co zyskałam dzięki temu doświadczeniu, jestem pełna wdzięczności i uwielbienia dla Boga. Dziękuję Bogu za Jego miłość i zbawienie!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Jak wyzbyłem się pychy

Autorstwa Bernard, Kamerun Kiedyś uważałem się za osobę niezwykle bystrą. Uważałem, że potrafię wszystko zrobić, nie uciekają się do pomocy...

Przyczyny mojej arogancji

Autorstwa Chengxin, Korea Południowa Pewnego dnia kilka liderek kościoła wspomniało mi o pewnej kwestii. Mówiły, że odpowiedzialna za...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze