Demaskowanie antychrystów to mój obowiązek

18 lipca 2022

Autorstwa Li Qian, Chiny

W sierpniu 2020 roku wybrano mnie na liderkę kościoła, a moją partnerką była Xin Ran. Na początku września zwierzchniczka zawezwała Xin Ran na spotkanie poza miastem, a ja z kilkoma diakonami zajmowałam się sprawami kościoła. W tym czasie podlewanie nie szło zbyt dobrze, głównie dlatego, że przełożona nie śledziła pracy terminowo. Szykowaliśmy się do rozmowy z nią, by rozwiązać ten problem, jednak gdy wysłaliśmy list do Xin Ran, od razu odrzuciła nasze sugestie i poleciłan nam zaczekać do jej powrotu, aby to omówić. Pomyślałam sobie: „To tylko rozmowa z przełożoną. Po co czekać do twojego powrotu?”. Przysło mi do głowy, że może Xin Ran wie o innych problemach przełożonej i chciała wspólnie je rozwiązać. Myśląc o tym, nie powiedziałam już nic więcej. Jednak kilka dni później Xin Ran wróciła ze spotkania i w ogóle nic nie wyjaśniła. Pomyślałam wtedy, że jest trochę arogancka, ponieważ już przed jej powrotem mogliśmy porozmawiać z przełożoną o tych sprawach. Czy był powód, że nie mogliśmy wykonać tej pracy bez niej? Później, kiedy na spotkaniu rozmawialiśmy o pracy, zauważyłam, że mówi do nas z góry, wydając po prostu polecenia, jakby nie widziała potrzeby omawiania różnych spraw. Przedstawiłam kilka sugestii dotyczących naszej pracy, ale odrzuciła je bez zastanowienia. W rozsądnych sugestiach doszukiwała się błędów i forsowała swoje rozwiązania. Na przykład, kiedy badałam pracę niektórych zespołów, znalazłam pewne problemy i zasugerowałam rozmowę z przełożonymi, by je rozwiązać, ale Xin Ran stanowczo nalegała, że nie muszę iść, i powiedziała, że sama się z nimi spotka, gdy będzie miała czas. Ale czy to nie opóźniało sprawy? A ja znałam stan prac w tych zespołach lepiej niż ona, więc ponowiłam swoją propozycję, ale nadal nalegała, żebym zrobiła to, o co prosiła. To sprawiło, że poczułam się bardzo niezręcznie i pomyślałam, „Jesteśmy partnerkami, ale to ona ma zawsze ostatnie słowo i nie chce negocjować. Odrzuca wszystkie moje sugestie, a ja i tak muszę jej słuchać. Czy wszystkie moje sugestie są niewłaściwe? A może jest zbyt arogancka?”. Ale widziałam jej stanowczość i wiedziałam, że jest liderką dłużej niż ja, więc powinna lepiej znać sytuację. Postanowiłam więc zrobić to po jej myśli i nie powiedziałam nic więcej.

Następnie poszłyśmy na spotkania z różnymi zespołami. Siostra Wang, która stała na czele osób podlewających, powiedziała, że nowo przybyłych jest coraz więcej, a pracownicy podlewający są zbyt zajęci i zapytała, czy liderzy i pracownicy mogliby przez jakiś czas podlewać nowo przybyłych. Dzięki temu nowicjusze byliby podlewani w odpowiednim czasie. Uznałam, że to dobry pomysł i przyjęłam sugestię siostry Wang. Nieoczekiwanie, gdy Xin Ran się o tym dowiedziała, od razu wysłała do wszystkich pracowników podlewających bardzo ostry w tonie list. Oskarżyła mnie w nim o złe planowanie i chaos w pracy. Rozprawiła się także z siostrą Wang, besztając ją między wierszami, mówiąc, że samowolnie podejmujemy decyzje i działamy według uznania, co zakłóca pracę kościoła i jest bardzo poważne. Ten list był jak cios w głowę. Serce wyskoczyło mi z piersi. Jestem samowolna? Zakłócam pracę kościoła? Przestraszyłam się, że mogłam zbłądzić i spowodować zakłócenia. Gdy zdałam sobie sprawę, że wszyscy bracia i siostry mogą przeczytać ten list, poczułam się jeszcze bardziej zakłopotana. Co sobie o mnie pomyślą? Jak mam im spojrzeć w oczy? Byłam nieszczęśliwa i czułam się potępiona. Pomyślałam sobie: „Nawet jeśli naprawdę popełniliśmy błąd, możesz omówić z nami zasady wskazać nasz błąd, abyśmy mogli go naprawić. Dlaczego piszesz list do wszystkich, zamiast z nami porozmawiać?”. Łzy cisnęły mi się do oczu. To spowodowało, że przez dwa dni byłam zniechęcona. Potem mój stan poprawił się nieco dzięki piciu i spożywaniu Bożych słów. Miałam niejasne przeczucie, że Xin Ran ma okropny charakter i że trzeba postępować z nią ostrożnie i nie rozzłościć. W przeciwnym razie może mnie ukarać i upokorzyć. Ta trauma pozostała mi w pamięci. Zawsze czułam, że jeśli jej nie posłucham lub się jej sprzeciwię, ona zrobi mi coś złego. Zawsze czułam niejasny strach.

Potem dowiedziałam się, że Xin Ran sama nalegała na spotkanie z przełożonymi każdego zespołu, ale spotkanie opóźniło się o kilka dni przez błędnie ustalony termin i wielu zadań nie udało się zrealizować na czas. Sądziłam, że podzieli się wnioskami z tego na spotkaniu albo opowie o odstępstwach i błędach w organizacji pracy, ale ku mojemu zdziwieniu wcale o tym nie wspomniała. Kilka dni później nasz przełożony przysłał list dotyczący odpowiednich zasad, w którym napisał, abym zorganizowała podlewanie nowicjuszy przez liderów i pracowników. W ten sposób moglibyśmy zgromadzić więcej dobrych uczynków a nowicjusze mogliby być szybko podlewani, z korzyścią dla pracy kościoła. Myślałam, że Xin Ran zastanowi się nad sobą i zrozumie swój błąd, ale ona wydawała się tym zupełnie nie przejmować. Po prostu spojrzała na mnie z pogardą i odwróciła się. Pomyślałam: „Popełnia błąd za błędem w swoich obowiązkach, ale w ogóle nie zna siebie. To dla niej niebezpieczne tak dalej postępować”. Patrząc na jej wyniosłe usposobienie, myślałam, jak stanowczo zaprzeczała każdej sugestii, nie mówiąc już o jej reakcji, gdy inni wskazywali na jej problemy. Do tego ostatnio surowo mnie skarciła, więc czułam się skrępowana i nie miałam odwagi jej o tym wspomnieć.

W tym czasie Xin Ran samodzielnie organizowała pracę. Mimo że byłyśmy partnerkami, wcale się ze mną nie konsultowała. We wszystkim miała ostatnie słowo. Kiedy ja i diakoni wyraziliśmy swoje zdanie w dyskusji, zawsze wytykała błędy w naszym punkcie widzenia, a potem przedstawiała go jako własną „wzniosłą opinię”. Z czasem wszyscy zaczęliśmy czuć się od niej gorsi, sądząc, że Xin Ran jest bardziej od nas rozważna, zdolna i przenikliwa. Dlatego najczęściej zgadzaliśmy się i robiliśmy to, co mówiła. Ponadto, gdy Xin Ran celowo wytykała błędy lub wprost zaprzeczała moim sugestiom, była bardzo agresywna, więc trochę się bałam. Czułam, że jeśli nie będę jej słuchać, zrobi mi coś złego, więc przystawałam na jej pomysły bez sprzeciwu. Zawsze odrzucała moje pomysły, więc z czasem przestałam się nimi dzielić. Później stałam się coraz bardziej bierna w obowiązkach i nie starałam się ich wypełniać najbardziej skutecznie. Byłam jak marionetka. Nie miałam pomysłów ani opinii podczas rozwiązywania problemów w pracy. Czekałam na rozkazy Xin Ran i robiłam wszystko, co chciała. Kilku diakonów było w podobnym stanie. W tym czasie stawałam się coraz bardziej bierna. Wiedziałam, że Bogu nie podoba się mój stan, że nie ukazuje mi swego oblicza, ale nie wiedziałam, jak to zmienić i to była męczarnia.

Wtych dniach otrzymaliśmy list od przełożonego z informacją, że niedawno aresztowano kilkoro braci i sióstr. Dla bezpieczeństwa mieliśmy podzielić się na grupy, by nie przebywać w jednym miejscu. Musieliśmy uniknąć zbiorowego aresztowania, które mogłoby opóźnić pracę. W tym czasie nie było tam Xin Ran, więc przedyskutowałam to z kilkoma diakonami. Uznałam, że to dobry plan, ale diakoni uważali, że rozdzielenie utrudnia dyskusję na temat pracy, więc w końcu nie mogliśmy podjąć decyzji. Chcieli poczekać z decyzją do powrotu Xin Ran. Pomyślałam: „To tylko podział na grupy, a nie zasadnicza kwestia, a ze względów bezpieczeństwa lepiej się rozdzielić”. Ale nikt nie odważył się podjąć decyzji, czekając na zgodę Xin Ran. Widziałam, jak bardzo wszyscy czcili Xin Ran, jak czekali, aż wszystko zorganizuje i zdecyduje, jak słuchali jej rozkazów, i zdałam sobie sprawę, że problem z nią jest poważny. Powiedziałam o swoim stanie diakonisie, siostrze Li, i o problemach, które odkryłam w Xin Ran. Zdziwiłam się, gdy powiedziała, że również czuje się ograniczana przez Xin Ran. Czuła strach przed Xin Ran i nie miała odwagi się jej sprzeciwić. Powiedziała też, że Xin Ran celowo wyolbrzymia jej niedociągnięcia i karci ją przed innymi, aby zepsuć jej opinię. Następnie siostra Li dodała, „Widzimy problem Xin Ran, ale jeśli go nie rozpoznamy, nie zdemaskujemy, i nie będziemy praktykować prawdy, Duch Święty nas opuści”. Zgodziłam się z tym. Pomyślałam o pewnym fragmencie słowa Bożego. „Osoby praktykujące prawdę w danym kościele zostają z niego wypędzone i nie mogą dawać z siebie wszystkiego, ci zaś, którzy przeszkadzają kościołowi i szerzą śmierć, sieją spustoszenie w kościele. Co więcej – większość ludzi podąża za nimi. Oczywistym jest, że takie kościoły są zarządzane przez szatana, a diabeł jest ich królem. Jeśli członkowie zgromadzenia nie powstaną i nie odrzucą głównych demonów, to prędzej czy później sami również popadną w ruinę. Od tej chwili muszą zostać podjęte działania przeciwko takim kościołom. Jeśli ci, którzy są w stanie choć trochę praktykować prawdę, nie zaczną o to zabiegać, taki kościół zostanie zlikwidowany. Jeśli jakiś kościół nie posiada nikogo, kto jest chętny, by praktykować prawdę, nikogo, kto potrafi trwać przy świadectwie o Bogu, wówczas taki kościół powinien zostać całkowicie odizolowany, a jego kontakty z innymi kościołami muszą zostać zerwane. Nazywa się to »grzebaniem śmierci« i to właśnie znaczy wygnać szatana” („Ostrzeżenie dla tych, którzy nie praktykują prawdy” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Myśląc o tym fragmencie słowa Bożego, czułam lęk. Słowo Boże dokładnie ukazało nasz obecny stan. Xin Ran miała ostatnie słowo i władzę w kościele, ale nikt nie śmial jej zdemaskować, nikt nie odważył się wystąpić i praktykować prawdy. Zamiast tego wszyscy jej słuchaliśmy i szliśmy za nią. Czy w naszych sercach było miejsce dla Boga? Jak Bóg miałby nas nie znienawidzić i nie wzgardzić nami? Gdybyśmy tak dalej postępowali, w końcu zostalibyśmy odrzuceni przez Boga i stracilibyśmy działanie Ducha Świętego. Widziałam wyraźnie, że Xin Ran łamała zasady i działała arbitralnie. Miała ostatnie słowo we wszystkim, postępowała despotycznie i w ogóle nie słuchała rad współpracowników. Kiedy inni wskazywali jej problemy, nie przyjmowała tego do wiadomości i nie zastanawiała się nad sobą, ale obawiałam się, że ją urażę i rozprawi się ze mną. Nie miałam odwagi poruszyć tego tematu. Zawsze jej słuchałam i byłam jej posłuszna, co powodowało opóźnienia, zakłócało pracę kościoła i czyniło ze mnie wspólnika szatana. Poczułam głęboki żal i wyrzuty sumienia. Pomyślałam, „Muszę praktykować prawdę i ją zdemaskować. Nie mogę już być zrezygnowana”.

Ale potem przytrafiło mi się coś nieoczekiwanego. Pewnego dnia, gdy Xin Ran wróciła ze spotkania i z ponurą miną powiedziała gniewnie: „Dwóch kierowników zespołów nie potrafi współpracować z innymi i wszystkich krytykuje. Zostaną zwolnieni”. Słysząc to, byłam zszokowana. Wiedziałam co nieco o tych przełożonych. Chociaż czasami wykazywali aroganckie usposobienie, potrafili zaakceptować prawdę i wykonywać praktyczną pracę. Ujawniali jedynie zepsucie i nie potrafili harmonijnie współpracować, ale omówienie prawdy mogło rozwiązać problem. Jak można było ich tak po prostu zwolnić? Czy samowolne zwalnianie ludzi, którzy mogą wykonywać praktyczną pracę, nie opóźni pracy Kościoła? Tym razem nie mogłam już ślepo i tchórzliwie za nią podążać. Powiedziałam, „W tak ważnej sprawie trzeba się dobrze zastanowić, jak właściwie praktykować. Nie możemy ich tak zwalniać, kiedy chcemy”. Następnie poszłam do kościoła, aby zbadać sytuację. Ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałam się, że już zostali zwolnieni. Popytałam i okazało się, że wcale nie należało im się zwolnienie. Byłam zszokowana i zła, i pomyślałam: „W tak ważnej sprawie, Xin Ran podjęła decyzję, nie konsultując się z nikim. To jest po prostu despotyzm!”. Napisałam list, aby zwrócić uwagę na problem Xin Ran, ale ona w ogóle sibie nie zrozumiała. Później dowiedziałam się, że siostra Liang początkowo była aktywna i odpowiedzialna w swoich obowiązkach, ale ostatnio Xin Ran często ją atakowała i lekceważyła, więc jej stan był bardzo negatywny i czuła, że nie może dalej pełnić funkcji diakonisy. Słysząc to, zasmuciłam się. Widziałam, że arogancja Xin Ran, jej despotyczne zachowanie oraz ciągłe ataki i ograniczenia w stosunku do innych sprawiały, że inni czuli się zniechęceni i nieszczęśliwi. Bezsprzecznie była złoczyńcą. Musiałam się jej przeciwstawić i ją powstrzymać. Nie mogłam pozwolić jej robić, co chciała. Jednak kiedy miałam stanąć z nią twarzą w twarz, nadal miałam opory.

Przeczytałam fragment słowa Bożego. „Jeśli prawda nie stała się twoim życiem, lecz nadal żyjesz w swoim szatańskim usposobieniu, to kiedy dostrzegasz niegodziwych ludzi i diabły, którzy powodują zakłócenia i niepokoje w dziele domu Bożego, przymkniesz oko i będziesz udawał głuchego; bez wyrzutów sumienia odsuniesz tę sprawę na bok. Pomyślisz nawet, że fakt, iż ktoś zakłóca dzieło domu Bożego, nie ma nic wspólnego z tobą. Bez względu na to, jak bardzo cierpi dzieło kościoła i interesy domu Bożego, ty o to nie dbasz, nie interweniujesz ani nie czujesz się winny – przez to stajesz się kimś, kto nie ma sumienia ani rozsądku, stajesz się niewierzącym, posługującym. Jesz to, co należy do Boga, pijesz to, co Jego, cieszysz się wszystkim, co od Boga pochodzi, a mimo to uważasz, że jakakolwiek szkoda dla interesów domu Bożego nie ma z Tobą związku – a zatem jesteś zdrajcą, gryziesz rękę, która cię karmi. Skoro nie chronisz interesów domu Bożego, to czy w ogóle jesteś człowiekiem? Jesteś demonem, który podstępnie wkradł się do kościoła. Udajesz wiarę w Boga, udajesz, że jesteś wybrańcem i chcesz żyć na cudzy koszt w domu Bożym. Nie prowadzisz życia istoty ludzkiej i w oczywisty sposób jesteś jednym z niewierzących. Jeśli jesteś kimś, kto prawdziwie wierzy w Boga, to nawet gdy jeszcze nie zyskałeś prawdy i życia, to będziesz przynajmniej mówił i działał po stronie Boga; nie będziesz przynajmniej siedział bezczynnie widząc, że interesy domu Bożego doznają szwanku. Kiedy przyjdzie ci ochota, by przymknąć na to oko, poczujesz się winny, ogarnie cię niepokój i powiesz sobie: »Nie mogę siedzieć bezczynnie i nic nie robić, muszę wstać i coś powiedzieć, muszę wziąć na siebie odpowiedzialność, muszę ujawnić to złe postępowanie, muszę to zatrzymać, by interesy domu Bożego nie ucierpiały i by życie kościoła nie zostało zakłócone«. Jeżeli prawda stała się twoim życiem, to nie tylko będziesz miał odwagę i determinację i będziesz w stanie dokładnie zrozumieć tę sprawę, ale także wypełnisz odpowiedzialność, do której powinieneś się poczuwać, za dzieło Boga oraz za sprawy Jego domu, i w ten sposób wypełnisz swój obowiązek” („Tylko ci, którzy praktykują prawdę, są bogobojni” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowo Boże ukazało mi, że kiedy interesy domu Bożego cierpią, niektórym wcale to nie przeszkadza. Tacy ludzie są po prostu podludźmi. Wiedza o tym głęboko mnie dotknęła, ponieważ tak właśnie się zachowywałam. Widziałam problem Xin Ran, ale nie odważyłam się jej zdemaskować czy powstrzymać. Ponieważ wytykała mi błędy i zaprzeczała moim poglądom, pouczała mnie i atakowała, bałam się jej i nie śmiałam jej obrazić. Zgadzałam się i poniżałam, żeby tylko się ochronić. Myślałam nawet, że jeśli będę jej posłuszna i uległa, nie będzie mnie karać. Dopóki mogłam się chronić, byłam gotowa dać się zdominować i być na jej łasce. Żyłam w tym stanie, nie zważając na dobro domu Bożego. Postępowała wbrew zasadom i zachowywała się jak tyran, co szkodziło pracy kościoła, ale nie miałam odwagi jej zdemaskować. Nawet wtedy, gdy wszędzie atakowała i dominowała ludzi, przejmowała władzę i miała ostatnie słowo, nie odważyłam się jej sprzeciwić ani powstrzymać. Moja służalczość była poważnym stanem. Byłam zwykłym tchórzem i żyłam w poniżeniu. Czy miałam jakąkolwiek godność? Cieszyłam się podlewaniem i zaopatrywaniem słowa Bożego i wszystkim, co pochodzi od Boga, ale zawsze chroniłam siebie i nie potrafiłam praktykować prawdy, aby chronić interesy Kościoła. Byłam niegodna, by nazywać się człowiekiem. Myśląc o tym, czułam się bardzo smutna i winna. Nienawidziłam siebie za to, że byłam tak samolubna i zwodnicza. Pomyślałam: „Nie mogę tak dłużej postępować. Nawet jeśli mnie ukarze i będzie się mścić, tym razem muszę się postawić, ujawnić jej złe uczynki i chronić dzieło domu Bożego. To jest moja odpowiedzialność”.

Kiedy wróciłam, w odpowiedzi na samowolne zwolnienie przez Xin Ran dwóch przełożonych, ujawniłam jej łamanie zasad i despotyczne zachowanie. Ale przerwała mi w pół słowa, mówiąc, że nie potrafię z nią harmonijnie współpracować. W tym momencie kilkoro diakonów również ujawniło jej tłumiące i dominujące zachowanie. W końcu, w obliczu faktów, nie mogła zaprzeczyć, więc powiedziała, że po prostu nie dostrzegła problemów, o których jej mówiliśmy, i że w przyszłości będzie się starać. W końcu powiedziała, z uśmiechem na twarzy: „Mam tak świetny charakter, że nie mogę nie być arogancka”. Zaniemówiłam, gdy to usłyszałam. Była całkowicie nierozsądna. Po tym wydarzeniu dwie diakonisy rozmawiały z Xin Ran i dwukrotnie pomogły jej, mając nadzieję, że się nawróci, ale Xin Ran w ogóle tego nie zaakceptowała, a nawet zaatakowała te dwie siostry, mówiąc, że rozprawiają się z nią. Kiedy zobaczyłam, że Xin Ran w ogóle nie przyjmuje prawdy i nie rozumie swoich złych czynów, zrozumiałam, że jej problem jest poważny.

Potem coś mnie zastanowiło. Xin Ran stłamsiła nas do tego stopnia, że staliśmy się tak słabi że nie chcieliśmy wykonywać naszych obowiązków. Co dokładnie się działo? Później, po przeczytaniu słowa Bożego, w końcu uzyskałam pewne rozeznanie co do środków i istoty tego, co zrobiła Xin Ran. Słowa Boga mówią: „Antychryści mają swoje motywy i cele, które kryją się za wszystkimi środkami, jakie stosują przeciwko tym, którzy dążą do prawdy. Zamiast zapewnienia bezpieczeństwa pracy domu Bożego ich celem jest chronienie swej własnej władzy i statusu, a także swojej pozycji i wizerunku w sercach Bożych wybrańców. Takie metody i zachowanie stanowią zakłócenia i przeszkody w pracy domu Bożego, a także wywierają destrukcyjny wpływ na życie kościoła. Czyż nie jest to najczęstszy przejaw złych uczynków antychrysta? Oprócz tych złych uczynków antychryści robią coś jeszcze bardziej nikczemnego, a mianowicie zawsze starają się wymyślić, jak by tu zyskać wpływ na tych, którzy dążą do prawdy. Na przykład, jeżeli jacyś ludzie cudzołożyli lub popełnili inne wykroczenie, antychryści skwapliwie wykorzystują to jako swoją przewagę, pozwalającą im atakować takich ludzi. Szukają okazji, aby ich obrażać, demaskować i oczerniać, przyklejają im odpowiednią etykietę, aby ostudzić w nich zapał do wykonywania swych obowiązków, przez co ludzie ci odczuwają zniechęcenie. Antychryści sprawiają również, że Boży wybrańcy dyskryminują takich ludzi, unikają ich i odrzucają, tak że ci, którzy dążą do prawdy, zostają odizolowani. W końcu zaś, gdy wszyscy dążący do prawdy czują się zniechęceni i słabi, nie wykonują już aktywnie swoich obowiązków i nie chcą uczestniczyć w spotkaniach, cel antychrystów zostaje osiągnięty. Gdy ci, którzy dążą do prawdy, nie stanowią już zagrożenia dla ich statusu i władzy i nikt nie ośmiela się już na nich donosić lub ich demaskować, antychryści mogą czuć się swobodnie. (…) Co takiego myślą sobie antychryści, że są zdolni do takiej niegodziwości? »Jeśli ci, którzy dążą do prawdy, będą często słuchać kazań, to być może pewnego dnia zdołają przejrzeć moje poczynania, a wtedy na pewno mnie zdemaskują i zastąpią. Dopóki wykonują swoje obowiązki, mój status, prestiż i reputacja są zagrożone. Lepiej samemu uderzyć jako pierwszy, znaleźć okazję, aby zyskać przewagę, i z niej skorzystać, by ich gnębić oraz potępiać i sprawić, by stali się bierni, tak aby stracili wszelką chęć do wykonywania swych obowiązków. Lepiej prowokować konflikty między przywódcami i działaczami a tymi, którzy dążą do prawdy, tak aby przywódcy i działacze darzyli ich nienawiścią, unikali ich i nie cenili ich już oraz nie awansowali. Wówczas zaś ludzie ci nie będą już mieli najmniejszej ochoty dążyć do prawdy czy też wykonywać swoich obowiązków. Najlepiej, aby ci, którzy dążą do prawdy, pozostali bierni«. To właśnie jest cel, który pragną osiągnąć antychryści” („Wykluczają i atakują tych, którzy dążą do prawdy” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Dzięki lekturze słowa Bożego, zobaczyłm, że dla antychrystów władza to życie i że mają silne pragnienie statusu. Obawiają się, że ci, którzy dążą do prawdy, zrozumieją ją i poznają się na nich, oraz zdobędą poparcie i aprobatę braci i sióstr, więc aby umocnić swoją pozycję i władzę, antychryści celowo szukają nacisku, aby atakować i umniejszać tych, którzy dążą do prawdy, aby nastawić ich negatywnie, by nie mogli normalnie wykonywać swoich obowiązków. W ten sposób mogą pozostać u władzy i mieć ostatnie słowo. Zdałam sobie sprawę, że to właśnie robiła Xin Ran. Zawsze doszukiwała się w nas wad, wykorzystywała nasze problemy z cynizmem i sarkazmem, i celowo zawstydzała i poniżała nas przed braćmi i siostrami. Czułyśmy, że nie umiemy wykonywać praktycznej pracy, stawałyśmy się słabe i niezdolne do wykonywania obowiązków. Publiczny list, który napisała umniejszający i potępiający mnie za absurdalne rozumienie i samowolne działanie, sprawił, że poczułam się szczególnie zaatakowana. Od tamtej pory bałam się jej. Bałam się, że gdy się z nią w czymś nie zgodzę, znów zostanę przez nią publicznie zbesztana i poniżona. Starałam się więc jak najlepiej ją naśladować, nie śmiałam jej obrazić i nie ośmieliłam się sprzeciwić się jej woli ani jej zdemaskować. Te same metody stosowała wobec diakonów, przez co wszyscy pochylali głowy i myśleli, że muszą się zastanowić nad sobą, a nikt nie był w stanie jej rozeznać, wszyscy czuli się skrępowani i słuchali jej, a nikt nie śmiał sprzeciwiać się jej decyzjom. W ten sposób osiągnęła swój cel, jakim było samodzielne sprawowanie władzy. Słowa i czyny Xin Ran były szczególnie złowrogie, przebiegłe i podstępne. Wszystko, co mówiła i robiła, było jak u antychrysta.

Zastanawiałam sie też, że skoro wszyscy zostaliśmy przez nią stłamszeni, to dlaczego nadal ją podziwialiśmy i jej słuchaliśmy, dlaczego nie odważyliśmy się podejmować decyzji bez niej? W jaki sposób zwodziła nas i kontrolowała do tego stopnia? Później przeczytałam kolejny fragment słowa Bożego. „Jedną z najczęstszych oznak kontrolowania ludzi przez antychrysta jest to, że w zakresie, w jakim kontroluje on człowieka, do niego także należy ostatnie słowo. Pod nieobecność antychrysta nikt inny nie ośmiela się mieć własnego zdania ani podjąć żadnej decyzji. Pod nieobecność antychrysta wszyscy inni są jak dzieci pozbawione matki. Nie mają pojęcia, jak się modlić lub poszukiwać, ani jak wspólnie omawiać różne sprawy. Są jak marionetki lub jak nieboszczyki. Nie będziemy tu wchodzić w szczegóły dotyczące tego, jakiego rodzaju mowy używają antychryści, aby kontrolować ludzi. Z pewnością mają oni swoje powiedzenia i metody, a osiągane przez nich wyniki znajdują odzwierciedlenie w rozmaitych przejawach widocznych u ludzi, znajdujących się pod ich kontrolą. (…) Na przykład, jeśli wysuniesz sugestię, która jest rozsądna, wszyscy powinni omówić ten słuszny plan. To właśnie jest właściwa droga, to właśnie jest lojalność i odpowiedzialność za swój obowiązek. Jednakże antychryst będzie się zastanawiał: »Dlaczego to mnie nie przyszedł do głowy twój pomysł?«. W swym umyśle przyznaje, że ten plan jest słuszny, ale czy go zaakceptuje? Ze względu na swą naturę, nigdy nie zaakceptuje twojej słusznej sugestii. Z pewnością będzie próbował odrzucić twój plan, a następnie zaproponować inny. Wmówi ci, że twój plan jest całkowicie niewykonalny, tak abyś czuł, że nie możesz opuścić antychrysta, że tylko wtedy, gdy antychryst działa, wszyscy inni mają jakąś rolę do odegrania, i że jeśli jest nieobecny, żadna praca nie może zostać dobrze wykonana oraz że bez antychrysta wszyscy inni są bezużyteczni i nie będą w stanie nic zrobić. Metody, jakimi posługują się antychryści przy robieniu różnych rzeczy, są zawsze niekonwencjonalne i górnolotne. Bez względu na to, jak słuszna może być czyjaś sugestia, oni zawsze ją odrzucą. Nawet jeżeli sugestia innej osoby zgadza się z ich własnymi pomysłami, to jeśli taki antychryst nie wysunie jej jako pierwszy, z pewnością odmówi jej przyjęcia lub realizacji. Zamiast tego będzie robił wszystko, co w jego mocy, aby zlekceważyć, odrzucić i potępić taką sugestię, aż osoba, która ją wysunęła, uzna, że jej pomysł jest chybiony i sama to przyzna. Dopiero wtedy antychryst daje sobie spokój. Antychryści lubią się wywyższać i lekceważyć innych, tak aby inni otaczali ich czcią i uważali za pępek świata. Pozwalają kwitnąć tylko samym sobie, innym zaś każą ciągle służyć tylko jako tło, na którym oni sami mogą się wyróżnić. Antychryści uważają, że wszystko, co mówią i robią, jest słuszne, a wszystko, co mówią i robią inni, jest złe. Często prezentują nowatorskie poglądy, aby zaprzeczać przekonaniom i praktykom innych ludzi, wytykają błędy i problemy w opiniach innych ludzi, oraz zakłócają lub odrzucają ich plany, tak aby wszyscy słuchali tylko ich i działali według ich metod. Używają tych właśnie metod i środków, aby nieustannie ci zaprzeczać, atakować cię i dawać ci odczuć, że nie jesteś dość dobry, tak abyś coraz bardziej im się podporządkowywał, podziwiał ich i spoglądał na nich z szacunkiem, aż w końcu znajdziesz się całkowicie pod ich kontrolą. Tak właśnie wygląda proces, za pomocą którego antychryści podporządkowują sobie ludzi i przejmują nad nimi kontrolę” („Zwodzą, kontrolują i wikłają innych oraz stanowią dla nich zagrożenie” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Po przeczytaniu słów Boga moje serce rozjaśniło się. W przeszłości, gdy Xin Ran zawsze odrzucała nasz punkt widzenia, myślałam, że jest po prostu arogancka, ale nie rozeznałam jej intencji i natury jej działań. Dopiero po przeczytaniu słów Boga dowiedziałam się, że za każdym razem, gdy Xin Ran sprzeciwiała się naszej sugestii, bardzo sprawnie wytykała błędy w naszym punkcie widzenia i odrzucała go, dając nam odczuć, że nasze rady nie są właściwe. Następnie na tej podstawie wysuwała pomysł lub przedstawiała jakąś wzniosłą teorię, więc po pewnym czasie czuliśmy się gorsi i myśleliśmy, że ona widzi rzeczy głębiej i wnikliwiej. Nie tylko jej nie rozeznaliśmy jej, ale wręcz coraz bardziej ją podziwialiśmy, aż w końcu mimowolnie odrzuciliśmy samych siebie. Czuliśmy, że nasze pomysły i sugestie są w zasadzie bezużyteczne, że nie ma sensu o nich wspominać, i że powinniśmy jej po prostu słuchać. W ten sposób osiągnęła swój cel, jakim było kontrolowanie ludzkich myśli. Po długim czasie pod tą kontrolą przestaliśmy już szukać i myśleć, kiedy coś nam się przydarzyło. W końcu straciliśmy rozum i staliśmy się jak marionetki, byliśmy zupełnie bezużyteczni w naszych obowiązkach. Teraz zrozumiałam, że jest to sposób, którego antychryści używają, aby osiągnąć panowanie i kontrolę nad ludźmi. Xin Ran użyła tej metody, aby nas kontrolować, zmusić nas do słuchania jej i posłuszeństwa. Xin Ran była tak podstępna, przebiegła i zła!

Później przeczytałam inny fragment słów Bożych. „Jeśli ktoś jest kuty na cztery nogi, cokolwiek robi lub mówi, zawsze coś knuje, wzbudza lęk, a kiedy z nim przebywasz, ciągle chce mieć nad tobą kontrolę i tobą manipulować, to czy w głębi serca czujesz, że jest to ktoś życzliwy czy występny i złośliwy? (Złośliwy). Zaczynasz się go bać i myślisz sobie: »Ten człowiek ciągle chce mieć nade mną władzę. Muszę od niego uciec najszybciej jak się da. Jeśli nie zrobię tego, co mi każe, wymyśli jakiś sposób, aby mnie skrycie skrzywdzić albo ukarać«. Potrafisz wyczuć, że jego usposobienie jest złośliwe, prawda? (Tak). Po czym można to poznać? (Tacy ludzie zawsze zmuszają innych do tego, by robili wszystko zgodnie z ich wymaganiami i wyobrażeniami). Czy to coś złego, że żądają od innych, aby robili różne rzeczy w ten właśnie sposób? Czy musi to być koniecznie coś złego, gdy inni ludzie domagają się, abyś coś zrobił? Czy takie rozumowanie jest prawidłowe? A czy jest zgodne z prawdą? (Nie jest). Czy to metody takich ludzi sprawiają, że czujesz się niekomfortowo, czy też ich usposobienie? (Chodzi o ich usposobienie). Racja, to ich usposobienie sprawia, że czujesz się nieswojo, wyczuwasz, że usposobienie to pochodzi od szatana, że nie jest zgodne z prawdą, że przeszkadza ci, narzuca ci się i cię ogranicza. Nie tylko bowiem sprawia, że czujesz się niekomfortowo, lecz także budzi w twoim sercu lęk i sprawia, że myślisz, iż jeśli nie będziesz robił tego, co ktoś taki mówi, to możliwe, że cię »załatwi«. Usposobienie tego rodzaju osoby jest zaiste złośliwe! Ludzie tacy nie mówią niczego tak po prostu – oni chcą nad tobą zapanować. Stawiają ci tak usilne żądania, każąc ci robić różne rzeczy, i domagają się, abyś robił je w określony sposób. Sugeruje to pewien typ usposobienia. Tacy ludzie nie tylko żądają, abyś coś zrobił, ale chcą również zapanować nad cała twoją istotą. Jeśli im się uda, staniesz się ich marionetką, lalką, którą będą mogli manipulować. Są szczęśliwi, gdy to, co chcesz powiedzieć, co czynisz i sposób, w jaki to robisz, zależy wyłącznie od nich. Co czujesz w swoim sercu, gdy spostrzegasz u kogoś takie usposobienie? (Czuję strach). A skoro czujesz strach, to jak możesz zdefiniować to ich usposobienie? Czy jest ono odpowiedzialne, życzliwe, czy złośliwe? Z pewnością będziesz czuł, że jest złośliwe. A gdy postrzegasz czyjeś usposobienie jako złośliwe, to czy odczuwasz radość, czy raczej nienawiść, niechęć i strach? (Odczuwam nienawiść, niechęć i strach). Wówczas budzą się w człowieku te właśnie złe uczucia. Kiedy odczuwasz nienawiść, niechęć i strach, to czy czujesz się swobodny i wolny, czy też ograniczony? (Czuję się ograniczony). Skąd zatem pochodzą tego rodzaju nastroje i odczucia? Pochodzą one od szatana” („Poznanie własnego usposobienia stanowi podstawę do tego, by je zmienić” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Po przeczytaniu słów Boga zrozumiałam, dlaczego tak bardzo bałam się Xin Ran i nie miałam odwagi się jej sprzeciwić. Chodziło głównie o to, że kiedy Xin Ran się ze mną rozprawiała i mi odmawiała, miała złośliwe usposobienie, przez które czułam się skrępowana i uciskana. Czułam, że jeśli jej nie posłucham, zostanę ukarana. W rzeczywistości byłam pod kontrolą jej złośliwego usposobienia. Xin Ran atakowała i lekceważyła nas swoim złośliwym usposobieniem, celowo wytykała wady i kontrowała nasze poglądy. Chciała zmusić nas do uległości, abyśmy w końcu stali się jej marionetkami. Chciała sprawić, że wszyscy będą jej posłuszni i w ten sposób osiągnąć swój cel, czyli objąć całkowitą władzę. Jej pragnienie kontroli było zbyt silne.

Później razem z diakonami omawialismy słowo Boże. Im więcej rozmawialiśmy, tym bardziej rozjaśniały się nasze serca. Mieliśmy pewne rozeznanie co do metod, jakimi Xin Ran nas zwodzi, kontroluje i tłamsi i zrozumieliśmy, że Xin Ran byłaz natury arogancka i złośliwa. Aby umocnić swoją pozycję i władzę, tłamsiła i kontrolowała ludzi. Wśród braci i sióstr to ona musiała mieć ostatnie słowo. Ponieważ często łamała zasady i działała arbitralnie, powodowała zakłócenia i szkody w pracy kościoła. Pomimo wielokrotnego ujawnienia i omawiania nie przyjmowała tego, nie rozumiała i nie okazała skruchy. Na podstawie słowa Bożego mogliśmy być pewni, że Xin Ran jest antychrystem i musi zostać zwolniona, odizolowana w celu obserwacji. Dlatego jeszcze tego samego dnia przekazaliśmy naszą decyzję przełożonym, a później, po zbadaniu i potwierdzeniu, odkryli oni inne złe uczynki Xin Ran, uznali, że jest antychrystem, i wydalono ją. Po jej wydaleniu nasi bracia i siostry byli bardzo szczęśliwi. Zobaczyliśmy, że Bóg jest sprawiedliwy i że prawda rządzi w domu Bożym. Jednocześnie czułam żal i wyrzuty sumienia. Zdałam sobie sprawę, że moja natura jest podstępna i samolubna, i mam silne pragnienie chronienia siebie. Godziłam się na ucisk i zniewolenie, zamiast szukać prawdy i zdemaskować Xin Ran, więc milcząco przyzwalałam na jej złe uczynki i zakłócanie pracy kościoła, czyli miałam udział w jej złu. Doświadczyłam też, że jako liderzy i pracownicy musimy stać na straży zasad prawdy i mieć odwagę demaskować antychrystów i złoczyńców, bo tylko tak możemy zabezpieczyć pracę kościoła i dobrze wypełniać nasze obowiązki. Bogu niech będą dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze