Wieczna agonia

15 września 2020

Bóg Wszechmogący mówi: „Wszystkie dusze zepsute przez szatana pozostają niewolnikami w jego domenie. Tylko wierzący w Chrystusa zostali oddzieleni, uratowani z obozu szatana i przyprowadzeni do dzisiejszego królestwa. Ci ludzie nie żyją już pod wpływem szatana. Niemniej jednak natura człowieka jest nadal zakorzeniona w jego ciele, co oznacza, że nawet jeśli wasze dusze zostały zbawione, wasza natura zachowała dawną postać i istnieje stuprocentowa pewność, że Mnie zdradzicie. Moje dzieło trwa tak długo, ponieważ wasza natura jest krnąbrna. Teraz wy wszyscy do granic swoich możliwości doświadczacie przeciwności losu, wypełniając swoje obowiązki, ale jest niezaprzeczalnym faktem, że każdy z was może Mnie zdradzić i wrócić do domeny szatana, do jego obozu, do swojego dawnego życia. Wówczas nie będziecie w stanie mieć ani krzty człowieczeństwa, które macie teraz, ani przypominać człowieka. W poważnych przypadkach zostaniecie zgładzeni, a nawet potępieni na wieczność i surowo ukarani, tak aby już nigdy więcej nie narodzić się ponownie. Taki oto problem staje przed wami” („Bardzo poważny problem: zdrada (2)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Kiedyś myślałem, że wierząc w Boga przez ponad dziesięć lat, będę potrafił poświęcić wszystko, by iść za Nim, cierpieć dla obowiązku i nie stchórzyć w obliczu represji KPCh. Sądziłem, że jestem oddany Bogu i nie mógłbym Go zdradzić. Nie byłbym w stanie sobie wyobrazić, że gdy policja KPCh mnie zatrzyma i podda brutalnym torturom, utracę godność i poddam się szatanowi. Moja natura zdrajcy Boga została obnażona. Myśl o tej porażce to straszna agonia, będę tego żałował już zawsze.

To było w 2008 roku. KPCh zaczęła właśnie nową rundę represji na wielką skalę, aresztując chrześcijan w całym kraju. Pewnego dnia w sierpniu usłyszałem, że aresztowano wielu przywódców kościoła, braci i sióstr w różnych miejscowościach. Skontaktowałem się z braćmi i siostrami, by próbować coś zrobić i przenieść majątek kościoła. Uporządkowanie wszystkich spraw zajęło nam dwa tygodnie. Byłem wtedy z siebie zadowolony, myśląc, że gdy KPCh masowo aresztuje ludzi, ja odważnie działam i podtrzymuję pracę kościoła, że jestem oddany Bogu i w najwyższym stopniu dbam o Jego wolę. Gdy usłyszałem, że niektórzy aresztowani okazali się judaszami, zdradzili Boga, zdradzili braci i siostry, pogardzałem nimi i postanowiłem w duchu: „Jeśli mnie kiedyś aresztują, umrę, zanim zostanę judaszem!”. Myślałem, że mam wielką wiarę. Tuż po Nowym Roku 2019, ku memu zaskoczeniu, KPCh zaczęła nową krajową akcję aresztowań skierowaną przeciw Kościołowi Boga Wszechmogącego. Gdy byłem na spotkaniu z kilkoma braćmi i siostrami, nagle zjawiło się ponad 30 policjantów. Zabrali nas na komisariat i rozdzielili w celu przesłuchania. Żądali od nas dwóch informacji: nazwisk i adresów przywódców i członków, kwoty pieniędzy w rękach kościoła i miejsca ich ukrycia. Grozili nam: „Albo gadasz, albo to będzie twój koniec!”. Wtedy jeszcze się tak nie bałem. Wycierpiałem się już sporo od dzieciństwa, gdyby mnie torturowali, mogłem to znieść. Zresztą byłem lojalny wobec Boga, więc On mnie ochroni. Gdy nie chciałem mówić, policjanci pokazali nagrania monitoringu, na których wychodzę z domów gospodarzy, wymienili miejsca, które ostatnio odwiedziłem, i kazali mi się przyznać. Zmartwiłem się tymi dowodami. Pomyślałem, że nawet gdy zaprzeczę, oni mi nie uwierzą, więc prosiłem Boga, by nie pozwolił mi zostać judaszem. Milczałem, więc rozwścieczony policjant powiedział: „Widocznie chcesz, żebyśmy cię przycisnęli!”. Popchnął krzesło, do którego byłem przywiązany, i wylądowałem na plecach. Wzięli strzykawkę z olejem musztardowym i wodą chrzanową i wstrzyknęli mi tę mieszankę do nosa oraz natarli mi nią oczy. Strasznie piekło. Nie mogłem oddychać. Moje oczy piekły, nie mogłem ich otworzyć, paliło mnie w żołądku. Potem rozebrali mnie od pasa w górę, związali mi ręce z tyłu i wygięli je w górę. Gdy się zmęczyli, oparli mi dłonie na szufladzie. Wytrzymałem ból i nie powiedziałem nic. Widząc, że ich taktyka nie działa, wypróbowali inny nikczemny sposób. Przykuli mnie kajdankami do żelaznego krzesła i przyczepili jeden koniec przewodu elektrycznego do moich dużych palców, a drugi koniec do paralizatora, zaczęli polewać mnie zimną wodą, powodując porażenia prądem. Miałem spazmy całego ciała od porażenia prądem i czułem skurcze serca. Myślałem, że za chwilę umrę. Torturowali mnie do drugiej nad ranem.

Nazajutrz policjanci wzięli mnie do tajnego pokoju przesłuchań. Gdy wszedłem, ujrzałem wszędzie plamy krwi, to było przerażające. Bałem się, myślałem, że zatłuką mnie tam na śmierć. Nagle policjant bez słowa naciągnął moje ramiona na żelazne krzesło i popchnął krzesło wraz ze mną na podłogę. Nadgarstki miałem już poprzecierane od kajdanek, ciekła mi krew, dłonie miałem spuchnięte jak balony. Gdy upadłem na podłogę, poczułem niewiarygodny ból. Mogłem tylko nieustannie modlić się do Boga. Policjanci obrzucili wtedy kościół stekiem kłamliwych oszczerstw. Te kłamstwa rozwścieczyły mnie. Widząc, że nie chcę mówić, jeden z nich wziął paralizator i przykładał mi go do różnych części ciała, do twarzy i ust. Migało niebieskie światło, nie śmiałem otworzyć oczu, lecz słyszałem skwierczenie paralizatora i czułem odór mego przypalanego ciała. Jeden z policjantów stracił panowanie nad sobą. Wziął plastikową torbę i założył mi ją na głowę, zdejmując ją, gdy prawie się już dusiłem. Drugi policjant zaczął kopać mnie po nogach, a inny wziął drewnianą pałkę grubą na 4 centymetry i zaczął mnie bić, wrzeszcząc gniewnie: „Mamy tu ponad sto narzędzi tortur, użyjemy każdego po kolei. Kto tu umiera, trafia do dołu i nie ma problemu! Jeśli nic nie powiesz, dostaniesz od 8 do 10 lat, nawet jeśli zrobimy z ciebie kalekę, to i tak pójdziesz siedzieć. Gdy wyjdziesz na wolność, będziesz żałował, że cię nie zabiliśmy!”. Bardzo przestraszyło mnie to, co usłyszałem: „Jeśli zrobią ze mnie kalekę, jak będzie wyglądać moje życie? Policjant mają dane z mojego komputera, i tak powiedzą kolejnym aresztowanym, że ich wydałem. Wszyscy w kościele będą mnie nienawidzić i kompletnie stracę twarz”. Gdy policjanci przestali, poczułem, że mam całą twarz spuchniętą, oczy też miałem napuchnięte i prawie nic nie widziałem. Nadgarstki mi krwawiły i miałem liczne poparzenia. Czułem skurcze serca i miałem trudności z oddychaniem. Myślałem, że zaraz umrę. Policjant powiedział, że specjaliści uzyskali dostęp do danych na moim komputerze. Przeraziłem się. Pomyślałem: „Mam tam informacje o przywódcach i współpracownikach, listę członków kościoła i księgi rachunkowe kościoła”. Spanikowałem i nie wiedziałem, co robić. Tego wieczora policjanci przynieśli trójnóg, mocno związali mi ręce z tyłu i zawiesili mnie na nim. Wisiałem pół metra nad podłogą, a oni mną huśtali. Za każdym pchnięciem czułem silny ból ramion, wielkie krople potu spływały mi po twarzy. Przypomniałem sobie słowa policjanta, że mogą mnie tu bez problemu zabić, że zostanę skazany nawet jako kaleka. Poczułem, że nie mogę tego znieść, i pomyślałem: „Co jeśli tu umrę? Mam dopiero 30 lat i tyle jest jeszcze przede mną! Jeśli zostanę kaleką, jak przeżyję bez pracy? Mają moje dane z komputera, nie ma znaczenia, czy im coś powiem. Coś im wyznam, może oszczędzą mi życie”. Potem pomyślałem: „Nie mogę. Czy nie stanę się judaszem?”. Toczyła się we mnie wewnętrzna walka. Choć modliłem się i mówiłem, że wolę umrzeć, niż być judaszem, ból był coraz silniejszy i około trzeciej nad ranem już nie mogłem wytrzymać tortur i całkiem się załamałem. Zgodziłem się podać informacje o kościele. Wtedy mnie odwiązali. Później leżałem na podłodze, nie mogłem się ruszyć, nie czułem ramion. Policjanci kazali mi potwierdzić adresy dwóch gospodarzy. Zgodziłem się. Gdy zdradziłem braci i siostry, miałem pustkę w głowie. Uległem panice, czułem, że za chwilę stanie się coś strasznego. Przypomniałem sobie słowa Boga: „każdy, kto łamie Mi serce nie otrzyma mojej łaski po raz drugi”. Wiedziałem, że zdradziłem Boga i obraziłem Jego usposobienie, On mi już nie wybaczy. Cierpiałem i nienawidziłem siebie. Myślałem: „Czemu ich wydałem?”. Wypełniały mnie poczucie winy i żal. Później nie powiedziałem już policjantom ani słowa. Gdy potem myślałem o zdradzeniu Boga, braci i sióstr, o byciu judaszem, o czymś tak niewybaczalnym, czułem udrękę. Czułem, że kończy się moja droga wiary, jak gdyby skazano mnie na śmierć, i mogłem w każdej chwili umrzeć w więzieniu.

Wtedy stało się coś zaskakującego. O piątej rano czwartego dnia od aresztowania, gdy pilnujący mnie policjanci spali, udało mi się rozwiązać sznur i wyskoczyłem przez okno. Po licznych trudach dotarłem do domu brata i od razu napisałem list, by powiadomić przywódcę kościoła, że wydałem dwóch gospodarzy, więc muszą szybko podjąć środki ostrożności. Przywódca zorganizował mi bezpieczne schronienie. Czułem się okropnie, widząc członka kościoła, który ryzykował, by mnie przyjąć u siebie. Zdradziłem Boga, wydałem braci i siostry. Byłem judaszem. Nie byłem godny, by mnie ktokolwiek przyjął u siebie, nie mogłem pokazać się braciom i siostrom. Znalazłem te słowa Boga: „Nie ulituję się więcej nad tymi, którzy nie dają Mi ani joty lojalności w chwilach udręki, bo Moja łaska jest ograniczona. Co więcej, nie lubuję się w nikim, kto Mnie kiedyś zdradził, a jeszcze mniej utożsamiam się z tymi, którzy wyprzedają dobra swoich przyjaciół. Oto jest Moje usposobienie, bez względu na to, kim taka osoba może być. Muszę powiedzieć wam: każdy, kto łamie Mi serce nie otrzyma mojej łaski po raz drugi, a każdy, kto jest Mi wierny, na zawsze pozostanie w Moim sercu” („Przygotuj dostatecznie wiele dobrych uczynków dla swego przeznaczenia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Głęboko mnie to poruszyło. Każde słowo było bolesnym ciosem. Tą osobą nielojalną wobec Boga w czasie trudów byłem ja. Tą osobą zdradzającą Boga i przyjaciół byłem ja. Tą osobą łamiącą serce Boże byłem ja. Byłem tchórzem, zdradziłem Boga, wydałem braci i siostry, poważnie obraziłem usposobienie Boga. Bóg nie potraktuje mnie łagodnie, lecz z pewnością mnie ukarze. Im więcej o tym myślałem, tym bardziej nie mogłem powstrzymać łez.

Kilka dni później usłyszałem, że starsza siostra z domu, który wydałem policji, została aresztowana. Powzięła ryzyko, przyjmując mnie u siebie, a ja ją wydałem. Wiedziałem, jak brutalna jest KPCh wobec chrześcijan, ja sam byłem torturowany, ale by ocalić życie, oddałem ją w ręce tych demonów. To było złe! Uderzyłem się w twarz kilka razy, padłem przed Bogiem w modlitwie: „Boże, zdradziłem Cię i wydałem braci i siostry. Nie jestem człowiekiem, nie zasługuję na życie, lecz na klątwę i karę. Moja śmierć będzie Twą sprawiedliwością”. Nie mogłem znaleźć spokoju, zadręczałem się. Często w nocy budziły mnie koszmary. Wciąż myślałem: „Jak mogłem zdradzić Boga i stać się Judaszem? Przez lata wiary oddałem moją rodzinę i karierę dla Boga, nigdy się nie poddałem, nieważne, jak bardzo się narażałem. Jak mogłem zdradzić Boga i stać się judaszem? Czemu to zrobiłem?”. Po aresztowaniu chciałem trwać przy świadectwie, lecz gdy mnie torturowano i moje życie było zagrożone, przeraziłem się, a gdy usłyszałem, że policjanci mogą bezkarnie zabijać wierzących w Boga Wszechmogącego, że mnie skażą, nawet jeśli będą kaleką, martwiłem się o to, jak wyglądałoby wtedy moje życie. Miałem tylko 30 lat, byłoby wielką szkodą, gdybym zginął! Gdy powiedzieli, że mają dostęp do mojego komputera, że mają wszystkie informacje o kościele, poddałem się, czułem, że nie ma znaczenia, czy wyznam im cokolwiek. Mogłem ocalić życie, podając kilka informacji. Utraciłem godność i stałem się judaszem. Zrozumiałem, że zdradziłem Boga, ponieważ chciałem ratować własną skórę, zbyt mocno ceniłem życie. Kiedyś myślałem, że wytrwam w cierpieniu, że jestem oddany Bogu, że ja na pewno nigdy Go nie zdradzę. Gdy mnie aresztowano i torturowano, pokazałem prawdziwą twarz. Zobaczyłem, że brak mi było rzeczywistości prawdy i autentycznej wiary. W obliczu prób, trudów i zagrożenia życia, mógłbym zdradzić Boga w każdej chwili. Zacząłem czytać słowa Boga, by wyzbyć się lęku przed śmiercią. Przeczytałem to: „Kto z całej ludzkości jest zaniedbany w oczach Wszechmogącego? Kto nie żyje pośród predestynacji Wszechmogącego? Czy życie i śmierć człowieka to wynik jego własnego wyboru? Czy człowiek panuje nad własnym losem? Wielu ludzi woła o śmierć, ale jest ona daleko od nich. Wielu ludzi chce być tymi, którzy są silni w życiu, a boją się śmierci, ale nieznany im dzień ich upadku zbliża się, pogrążając ich w otchłani śmierci” (Rozdział 11 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Kiedy ludzie są gotowi poświęcić swoje życie, wszystko staje się błahe i nikt nie może ich pokonać. Co może być ważniejsze od życia? W ten sposób szatan staje się niezdolny do dalszego działania w ludziach, nie ma niczego, co może zrobić z człowiekiem. Chociaż w definicji »ciała« mówi się, że ciało jest skażone przez szatana, jeśli ludzie naprawdę oddają się i nie są motywowani przez szatana, to nikt nie może ich pokonać” (Rozdział 36 „Interpretacji tajemnic Słowa Bożego dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga pokazały mi, że wszystko jest w Jego rękach, także moje życie i śmierć. To, kiedy umrę, czy mnie pobiją, czy okaleczą, jakie będzie moje życie – wszystko to zaplanował Bóg. Wszystko pochodzi od Boga. Czy żyję, czy umieram, muszę poddać się Jego ustaleniom. Gdybym trwał przy świadectwie o Bogu, to nawet gdyby szatan mnie zabił, moja śmierć miałaby znaczenie i wartość. Przypomniałem sobie słowa Pana Jezusa: „Kto bowiem chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mojego powodu, ten je zachowa” (Ewangelia Łukasza 9:24). Pomyślałem o apostołach i uczniach Pana Jezusa. Wielu poniosło męczeńską śmierć, by szerzyć ewangelię i czynić wolę Boga. Ich śmierć upamiętnił Bóg. Umarły ich ciała, ale nie dusze. Zdradziłem Boga, wydałem innych, stałem się judaszem. Okryłem się wieczną hańbą, byłem żywym trupem bez duszy. Żałowałem zdrady, nienawidziłem się. Gdy uwierzyłem, że policja ma już informacje o kościele, uznałem, że moje zeznanie nie zrobi różnicy. Myliłem się całkowicie. Gdy torturował mnie wielki czerwony smok, Bóg patrzył na moją postawę i na to, czy niosłem świadectwo w obliczu szatana. Bez względu na to, czy już mieli te informacje, powinienem milczeć. Lecz nie milczałem i w ten sposób oddałem haniebny pokłon szatanowi. Nie poszukiwałem prawdy i nie miałem w sobie prawdziwej wiary. Nienawidziłem swej żądzy życia, swego braku godności i uczciwości. Nienawidziłem tego demona – wielkiego, czerwonego smoka. On nienawidzi Boga i prawdy, aresztuje i prześladuje Bożych wybrańców. Zmusza ludzi, by zdradzali Boga, niszcząc ich szasnę na zbawienie. Postanowiłem odrzucić wielkiego czerwonego smoka i powierzyć życie Bogu.

Czytałem świadectwa doświadczeń zwycięzców. Gdy torturował ich wielki czerwony smok, polegali na słowach Boga, by pokonać szatana i trwać przy świadectwie. Czułem wielki wstyd. Byli prześladowani jak ja, skąd wzięli siłę by wytrzymać ból i trwać przy świadectwie? Czemu byłem tak samolubny i żądny życia, że stałem się zdradliwym judaszem? Myśl, że z mojej zdrady śmiał się szatan, była jak nóż w sercu. Czułem niewyobrażalny ból, nie mogłem sobie wybaczyć. Czułem się fatalnie. Właśnie wtedy przeczytałem te słowa Boga: „Większość ludzi dopuściła się występków, na przykład niektórzy opierali się Bogu, inni buntowali się przeciwko Bogu, jeszcze inni narzekali na Boga, a jeszcze inni działali przeciwko kościołowi bądź robili coś, co zaszkodziło domowi Bożemu. Jak należy traktować takich ludzi? Ich wynik zostanie ustalony na podstawie ich natury i ich konsekwentnego postępowania. (…) Bóg rozprawia się z każdą osobą w zależności od środowiska i kontekstu w danym momencie, rzeczywistej sytuacji, a także działań tej osoby, jej zachowania i wypowiedzi. Bóg nigdy nie wyrządzi nikomu krzywdy. Taka jest sprawiedliwość Boga” („Zapisy przemówień Chrystusa”). Potem przeczytałem to kazanie: „Niektórzy ludzie z powodu słabości zdradzają pewne informacje policji. Nie są jednak sługami szatana i w sercu swym nadal wierzą w Boga i modlą się. Ich zdrada wynika ze zbyt niedojrzałej postawy i ze zbytniej słabości ich ciała. Nie zdradzają jednak wszystkiego, nie służą szatanowi; jest to ich sposób na trwanie przy świadectwie. Natomiast ci, którzy całkowicie wydają kościół i braci i siostry, którzy współpracują z wielkim czerwonym smokiem, by aresztować współwyznawców, i którzy podpisują oświadczenia, że przestaną wierzyć w Boga, ci ludzie zostaną odrzuceni i Bóg z pewnością ich przeklnie… Bywało już tak, że aresztowani bracia i siostry ze słabości zdradzali nieco informacji. Później mieli wyrzuty sumienia, czuli skruchę, płakali i nienawidzili siebie samych. Prosili Boga, aby ich ukarał, błagali Go, by znów postawił ich w obliczu przeciwności, by mieli szansę nieść piękne świadectwo i zadowolić Boga. Często modlili się w ten sposób, aż w końcu nauczyli się dążyć do prawdy i normalnie wykonywać obowiązki, posiedli nawet dzieło Ducha Świętego. Tacy ludzie szczerze żałowali i są uczciwi. Bóg okaże im miłosierdzie” („Kazania i rozmowy na temat wejścia w życie”). Te słowa mnie poruszyły. Zalałem się łzami. Bóg postrzega osobę przez pryzmat okoliczności i stopnia jej wykroczeń oraz szczerości jej skruchy. Nie ustala jej wyniku na podstawie jednego wykroczenia. Ujrzałem sprawiedliwość usposobienia Boga, i to, że Jego sprawiedliwość obejmuje tak sąd, jak i miłosierdzie. Popełniłem wykroczenie, zdradziłem Boga i wydałem braci i siostry, lecz Bóg mnie nie odrzucił. Dał mi szansę na skruchę. Oświecił mnie i poprowadził, dał mi poznać swoją wolę. Pojąłem, że Bóg przynosi największe zbawienie każdemu i każdej z nas, że jest On niezwykle łaskawy. Moja skrucha rosła, czułem wdzięczność dla Boga. W sercu postanowiłem: „Jeśli znów aresztuje mnie KPCh, jestem gotów oddać życie. Mimo tortur będę trwał przy świadectwie i upokorzę szatana!”.

Kilka miesięcy później kościół powierzył mi nowy obowiązek. Byłem poruszony. Moja zdrada złamała Bogu serce, lecz dał mi szansę na skruchę, tak wielkie jest Jego miłosierdzie. Wiedziałem, że muszę docenić tę szansę, poświęcić się obowiązkom, by odpłacić za Bożą miłość.

Wkrótce nadszedł grudzień 2012 roku, KPCh znów zaczęła masowe aresztowania członków Kościoła Boga Wszechmogącego. Monitorowali telefony i śledzili ludzi, by zatrzymać wielu braci i sióstr. 18 grudnia dwie siostry wykonujące ze mną obowiązek zostały aresztowane, bo ich telefony były na podsłuchu, a dwóch przywódców zatrzymano wkrótce potem. Gdy o tym usłyszałem, zdenerwowałem się. Było możliwe, że KPCh już mnie obserwuje, mogli mnie aresztować w każdej chwili. Trudno było powiedzieć, czy przeżyję kolejne aresztowanie. Ta myśl napełniła mnie strachem, lecz wiedziałem, że wszystko dzieje się za zgodą Boga. Pomodliłem się do Boga, mówiąc, że nie chcę już myśleć o fizycznym zagrożeniu, chciałem stawić czoła kryzysowi i najlepiej wykonać swój obowiązek. Jeśli mnie aresztują, będę trwał przy świadectwie, by upokorzyć szatana, nawet kosztem życia. Poczułem spokój po tej modlitwie, a potem zająłem się pracą kościoła. Dzięki Bogu miesiąc później praca kościoła wróciła na normalne tory. Poprzez to doświadczenie pojąłem, że ludzie, którzy nie żyją dla własnych korzyści, lecz potrafią wykonywać obowiązek, czują wewnętrzny spokój i mają czyste sumienie.

Ilekroć myślę, że byłem judaszem i zdradziłem Boga, czuję się okropnie. Przez to, że poniosłem porażkę i zostałem obnażony, w pewnym stopniu pojąłem sprawiedliwe usposobienie Boga i zyskałem bojaźń Bożą. Ujrzałem mądrość Boga. Bóg użył prześladowania przez wielkiego czerwonego smoka, by ujawnić me wady, i dopiero wtedy poznałem i znienawidziłem siebie oraz zacząłem dążyć do prawdy. Pojąłem, jak praktyczne jest Boże dzieło zbawienia ludzkości! Dziękujmy Bogu!

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

Co takiego zwiodło moją duszę?

Autorstwa Xu Lei’a, miasto Zaozhuang, prowincja Szantung Pewnego dnia dostałem od swojego przełożonego wiadomość z prośbą o udział w...

Jak traktować swój obowiązek

Bóg Wszechmogący mówi: „Najbardziej fundamentalnym wymogiem wobec ludzkiej wiary w Boga jest, aby człowiek miał szczere serce i całkowicie...

Naiwność nie jest uczciwością

Autorstwa Cheng Mingjie, Prowincja Shaanxi Jestem osobą towarzyską i bezpośrednią. Rozmawiam z ludźmi bardzo otwarcie; jeśli chcę coś...

Zamieść odpowiedź