Po zastąpieniu

04 czerwca 2021

Autorstwa Li Jie, USA

Bóg Wszechmogący mówi: „Bóg działa w każdej jednej osobie i bez względu na to, jaka jest Jego metoda, jaki rodzaj ludzi, spraw i rzeczy wykorzystuje do swojej służby, czy jaki ton mają Jego słowa, ma tylko jeden końcowy cel: zbawienie ciebie. Zanim Bóg cię zbawi, musi cię przemienić, więc jak mógłbyś nie cierpieć ani trochę? Będziesz musiał cierpieć. Takie cierpienie może się odbywać na różne sposoby. Czasami Bóg podnosi ludzi, sprawy i rzeczy wokół ciebie, byś mógł poznać samego siebie, albo też bezpośrednio się z tobą rozprawia, przycina cię i obnaża. Tak jak ktoś znajdujący się na stole operacyjnym – musisz znieść pewien ból dla dobrego wyniku” („By osiągnąć prawdę, musisz uczyć się od ludzi, spraw i rzeczy wokół siebie” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). „Wcale nie jest tak źle wielokrotnie doznawać porażki i upadać, albo zostać zdemaskowanym. Bez względu na to, czy się z tobą rozprawiono, czy cię »przycięto« lub zdemaskowano, musisz zawsze pamiętać o jednym: to, że zostajesz zdemaskowany, nie oznacza wcale, iż cię potępiono. Dobrze jest zostać zdemaskowanym; jest to najlepsza okazja ku temu, byś poznał samego siebie. Może to zmienić bieg twojego życiowego doświadczenia. Bez tego bowiem nie będziesz miał ani okazji, ani warunków, ani też kontekstu, aby być w stanie dojść do zrozumienia prawdy o swym własnym skażeniu. Jeśli zaś zdołasz poznać to, co tkwi w twoim wnętrzu, każdy aspekt rzeczy ukrytych w głębi twego serca, które niełatwo jest zidentyfikować i wydobyć na światło dzienne, to będzie to coś dobrego. Zyskanie zdolności do tego, by naprawdę poznać samego siebie, to dla ciebie najlepsza okazja, by poprawić swoje postępowanie i stać się nowym człowiekiem; jest to najlepsza okazja, byś uzyskał nowe życie. Kiedy już rzeczywiście poznasz samego siebie, będziesz w stanie zrozumieć, że kiedy prawda staje się czyimś życiem, jest to rzecz niezwykle cenna i zaczniesz łaknąć prawdy i wkroczysz w rzeczywistość. Jest to doprawdy coś wspaniałego! Jeśli zdołasz wykorzystać tę szansę, zaczniesz szczerze zastanawiać się nad sobą i zyskasz prawdziwą samowiedzę, ilekroć poniesiesz porażkę lub upadniesz, to pośród przygnębienia i słabości będziesz w stanie z powrotem stanąć na nogi. A kiedy już przekroczysz ten próg, będziesz mógł potem uczynić wielki krok naprzód i wkroczyć w rzeczywistość prawdy” („By osiągnąć prawdę, musisz uczyć się od ludzi, spraw i rzeczy wokół siebie” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Dzięki słowom Boga widzę, że nieważne, jak Bóg działa w człowieku, czy go osądza, oczyszcza, przycina, napomina lub zastępuje kimś innym w wypełnianiu obowiązków, ma to sprawić, że człowiek zastanowi się nad sobą i jego usposobienie się zmieni.

Należałam do wspólnoty dopiero kilka miesięcy, pamiętam pouczające spotkanie pomocne przy problemach praktycznych. Prowadziła je siostra Zhao, przywódczyni. Podziwiałam ją bardzo i myślałam: „Jak wspaniale będzie kiedyś dorównać siostrze Zhao i pomagać innym w rozwiązywaniu problemów przez wypowiedzi o prawdzie!”. Gdy słyszałam, że ktoś został wybrany na przywódcę lub diakona, ekscytowałam się, marząc o dniu, gdy i mnie to spotka. Później żarliwie jadłam i piłam słowa Boga, rozważałam je i prowadziłam pobożny pamiętnik. Angażowałam się w pracę kościoła z entuzjazmem.

Kilka lat później zostałam wybrana przywódczynią. Dzieliłam odpowiedzialność za pracę kościoła z siostrą Liu. Gdy widziałam problem w pracy kościoła lub bracia i siostry trafiali na trudności w swoich obowiązkach, szłam do siostry Liu, by porozmawiać i znaleźć rozwiązanie. Po kilku miesiącach widać było faktyczne rezultaty w pracy kościoła i mój przywódca poprosił, bym dzieliła się swoją wiedzą na spotkaniach współpracowników. Schlebiało mi to, że przywódca mnie docenił, a bracia i siostry patrzyli na mnie z podziwem. Bezwiednie zaczęłam się popisywać na zgromadzeniach. Zawsze mówiłam o tym, jak podlewałam i wspierałam innych, rozwiązywałam problemy, cierpiałam i płaciłam wysoką cenę, i o sukcesach w pracy kościoła, które udało się osiągnąć krok po kroku. To sprawiło, że zaczęłam budzić podziw u niektórych braci i sióstr, więc gdy mieli problemy, to zamiast modlić się i poszukiwać prawdy przychodzili od razu do mnie. Czułam, że mam predyspozycje przywódcze. Uznałam, że sukcesy w pracy kościoła były głównie moją zasługą, więc nieco z góry patrzyłam na siostrę Liu i lekceważyłam jej sugestie. Ja miałam ostatnie słowo w sprawach kościoła. Gdy zauważyłam, że siostra Liu czuje się przez mnie trochę ograniczana, zignorowałam to, a na zgromadzeniu mówiłam: „Choć siostra Liu i ja dzielimy się odpowiedzialnością, ona często jest bierna i negatywnie nastawiona do swojej pracy, więc cały ten kłopot spada na mnie i to ja ponoszę koszty. Martwię się o siostrę Liu. Jak tak dalej pójdzie, może to zaszkodzić kościołowi”. Bracia i siostry powiedzieli, że jestem odpowiedzialna i dźwigam brzemię obowiązku. Ucieszyły mnie te słowa, napawałam się ich podziwem i wsparciem.

Kilka dni później jedna z sióstr ostrzegła mnie tymi słowami: „Siostro, zauważyłam, że ostatnio nie mówisz nam nic o swoich praktycznych doświadczeniach, o tym, jakie zepsucie lub buntowniczość przejawiasz w obliczu problemów, jak zastanawiasz się nad sobą, jak poszukujesz prawdy, by znaleźć rozwiązania, jak się zmieniasz. Już prawie w ogóle nie mówisz o tych sprawach. Najczęściej opowiadasz o tym, jak rozwiązujesz problemy innych i że cierpisz, przez co inni podziwiają cię i schlebiają ci. Nie jesteś na dobrej drodze. Nie trać czasu, zastanów się nad sobą!”. Ale ja nie mogłam tego słuchać. Myślałam: „Cały czas mówię o moim osobistym doświadczeniu. Bracia i siostry chwalą mnie, bo rozwiązuję problemy prawdy. Jak możesz mówić, że inni mi schlebiają i że nie jestem na dobrej drodze? Mówisz tak tylko dlatego, że mi zazdrościsz!”. Moją obsesją była sława i status, moje serce było otępiałe i zatwardziałe. Czułam narastający we mnie mrok, nie potrafiłam już zrozumieć stanów innych osób ani pomóc im w trudnościach. Zostałam usunięta ze stanowiska przywódczyni, bo niezdolna byłam do praktycznej pracy.

Wtedy czułam, że brak mi sił, nie chciałam skonfrontować się z rzeczywistością. Moje nastawienie było tak negatywne, że nie chciałam chodzić na zgromadzenia. Ze wstydu nie mogłam spojrzeć innym w twarz. Wcześniej to ja prowadziłam zgromadzenia i przemawiałam. Teraz byłam po tej drugiej stronie. Bałam się, co inni o mnie pomyślą. Coraz bardziej przygnębiały mnie takie właśnie myśli. Nie mogłam się skupić na zgromadzeniach, czasem drzemałam. Była słaba, negatywnie nastawiona, czułam, że Bóg mnie opuścił. Mimowolnie wybuchnęłam płaczem i upadłam na kolana, by się modlić: „Boże! Ja cierpię. Nie chcę żyć dłużej w takim stanie. Błagam Cię, poprowadź mnie do zbawienia. Chcę szczerze i prawdziwie poznać samą siebie”.

Obejrzałam film z czytaniem słów Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „W waszych poszukiwaniach macie zbyt wiele własnych wyobrażeń, nadziei i wizji przyszłości. Obecne dzieło dokonywane jest po to, aby rozprawić się z waszym pragnieniem statusu i waszymi wygórowanymi zachciankami. Wszystkie te nadzieje, pragnienie statusu oraz błędne wyobrażenia są klasycznymi przejawami szatańskiego usposobienia. (…) Jesteście teraz uczniami i zyskaliście pewne zrozumienie tego etapu dzieła. Nie odrzuciliście jednak nadal swego pragnienia statusu. Gdy status wasz jest wysoki, szukacie gorliwie, lecz kiedy jest niski, nie chcecie już poszukiwać. Ciągle macie na uwadze błogosławieństwa płynące ze statusu. Dlaczego większość ludzi nie jest w stanie wyzwolić się od negatywnej postawy? Czyż nie jest to zawsze spowodowane niewesołymi perspektywami na przyszłość? (…) Im więcej będziesz poszukiwać w ten sposób, tym mniejsze plony zbierzesz. Im większe u człowieka pragnienie statusu, tym surowiej trzeba będzie z nim postępować i tym bardziej będzie musiał przejść wielkie oczyszczenie. Tacy ludzie są zupełnie nic nie warci! Trzeba koniecznie się z nimi rozprawić i odpowiednio ich osądzić, aby na dobre wyzbyli się takiego myślenia. Jeśli w ten sposób będziecie podążać za Mną do samego końca, nie zbierzecie żadnych plonów. Ci, którzy nie dążą do osiągnięcia życia, nie będą mogli zostać przeobrażeni; ci, którzy nie łakną prawdy, nie będą mogli jej pozyskać. Nie skupiasz się na dążeniu do osobistej przemiany i wkroczenia w życie; ciągle skupiony jesteś na swych wygórowanych pragnieniach i rzeczach, które krępują jedynie twoją miłość do Boga i nie pozwalają ci się do Niego zbliżyć. Czyż rzeczy te mogą cię przemienić? Czy są w stanie wprowadzić cię do królestwa Bożego?” („Dlaczego nie chcesz być narzędziem kontrastu?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”).

Słowa Boga w pełni obnażyły moje motywy, by szukać statusu. Wspominałam czas, gdy dopiero zaczęłam wierzyć, podziwiałam przywódców i wyczekiwałam dnia, gdy ja też będę podziwianą przywódczynią. Gdy tak się stało, niestrudzenie wypełniałam swoje obowiązki od świtu do zmierzchu. Gdy doceniał mnie przywódca i podziwiali bracia i siostry, byłam jeszcze bardziej zmotywowana. Na zgromadzeniach wciąż się popisywałam, przechwalając się tym, jak dużo pracuję i ile wycierpiałam, oczerniałam nawet siostrę Liu, a siebie wywyższałam, by mnie podziwiano. Gdy mnie odsunięto i nie miałam żadnego statusu, od razu dałam się opanować głęboko negatywnemu nastawieniu. Widziałam wyraźnie, że nie poszukuję prawdy i nie wypełniam powinności, lecz interesuje mnie status. Status dawał mi energię, bez niego załamałam się. Uznałam się za beznadziejny przypadek. Widziałam, jak silna jest ta żądza statusu. Jak miałabym w ten sposób zyskać prawdę i dostąpić Bożego zbawienia? Myślałam, że częściowo pojmuję już prawdę, że mam zdolności przywódcze. Nigdy nie sądziłam, że tak źle zareaguję, gdy mnie zastąpią. Nie miałam dostępu do rzeczywistości prawdy, nie miałam postawy. Mówiłam do ludzi o pustych słowach i doktrynach. W ogóle siebie nie znałam, nie miałam wglądu w siebie. Gdyby mnie nie odsunięto od obowiązków, nie zastanowiłabym się nad sobą, goniłabym za statusem, opierając się Bogu. W ten sposób szkodziłabym pracy domu Boga, przeszkadzając innym w wejściu w życie. W końcu zrozumiałam, że Bóg sądził mnie i chronił, gdy utraciłam pozycję przywódczą. Bóg rozprawiał się z moją żądzą statusu, pokazywał mi, że jestem na złej drodze, tak bym mogła okazać skruchę. Ta świadomość dała mi poczucie wyzwolenia.

Później czytałam więcej słów Boga obnażających dążenie do uznania i statusu, a kilka fragmentów do mnie szczególnie trafiło. „Niektórzy ludzie szczególnie ubóstwiają Pawła. Lubią wychodzić z domu, wygłaszać przemowy i pracować, lubią uczestniczyć w zgromadzeniach i prawić kazania i lubią, gdy ludzie ich słuchają, czczą i kręcą się wokół nich. Lubią mieć status w oczach innych i są wdzięczni, kiedy inni cenią wizerunek, który oni prezentują. Przeanalizujmy ich naturę na podstawie tych zachowań: czym ona jest? Jeśli rzeczywiście zachowują się w ten sposób, to wystarczy nam to do wykazania, że są aroganccy i zarozumiali. W ogóle nie czczą Boga; dążą do uzyskania wysokiego statusu i chcą mieć władzę nad innymi, zajmować ich i sprawić, by myśleli o statusie. Jest to klasyczny wizerunek szatana. Na pierwszy plan w ich naturze wybija się arogancja i zarozumiałość, brak chęci, by czcić Boga i pragnienie podziwu ze strony innych. Takie zachowania dają wam dokładny wzgląd w ich naturę” („Jak poznać naturę człowieka” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). „Niektórzy wykorzystują swą pozycję, by ciągle świadczyć o samych sobie, wyolbrzymiać swoje dokonania i rywalizować z Bogiem o ludzi oraz status. Posługują się przy tym rozmaitymi metodami i środkami, by skłonić ludzi do tego, aby ich wielbili, nieustannie próbując przeciągnąć innych na swoją stronę i zyskać nad nimi kontrolę. Niektórzy nawet umyślnie zwodzą ludzi, by uważali ich za Boga i odpowiednio ich traktowali. Nigdy nie przyznaliby się nikomu, że zostali skażeni, że oni także są zepsuci oraz zarozumiali i niegodni tego, by ich wielbić, ani że nie ważne, jak dobrze by im się nie wiodło, wszystko to mają dzięki wywyższeniu przez Boga, a i tak zresztą czynią tylko to, co czynić powinni. Dlaczego nie mówią takich rzeczy? Ponieważ straszliwie się boją, że stracą swe dotychczasowe miejsce w ludzkich sercach. Oto dlaczego tacy ludzie nigdy nie wywyższają Boga i nigdy nie niosą o Nim świadectwa” („Boże Dzieło, Boże Usposobienie i Sam Bóg I” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”).

Słowa Boga ujawniły, że ludzie wciąż szukają sławy i statusu zamiast nieść świadectwo o Bogu. Ciągle się popisują, szukają pochlebstw i podziwu innych z powodu szatańskiego usposobienia. Bóg to potępia i karze. Czy Paweł nie był doskonałym przykładem? Uwielbiał status i władzę, skupiał się na pozycji i prestiżu. W listach często pisał o ogromie pracy, jaką wykonał, o tym, ile wycierpiał, mówiąc, że dorównuje innym apostołom. Ciężka praca i cena, jaką zapłacił, nie służyły szukaniu prawdy i powinnościom istoty stworzonej, lecz jego szalonym ambicjom. Chciał, by inni go podziwiali, chciał nagrody i korony. Dlatego jego usposobienie nie zmieniło się po latach ciężkiej pracy, ostatecznie stracił rozum w swej arogancji, mówiąc, że dla niego żyć – to Chrystus. Jego mrzonką było zajęcie miejsca Pana Jezusa, by ludzie za nim szli i go naśladowali. Poważnie obraził usposobienie Boga. Paweł miał szatańską naturę, arogancką i zarozumiałą. We wszystkim, co robił, szukał zaspokojenia swoich ambicji, sprzeciwiał się w ten sposób Bogu. Szedł drogą antychrysta, wbrew Bogu, co zostało przez Boga potępione. A ja, gdy coś osiągnęłam, to słowami dziękowałam Bogu za przewodnictwo, lecz w głębi serca sobie przypisywałam zasługi. Bezczelnie kradłam chwałę Boga, wciąż się popisując, przechwalając się swoimi wysiłkami, cierpieniem, rozwiązanymi problemami, by inni mnie chwalili. Gdy widziałam słabość siostry Liu, wspierałam ją tylko powierzchownie, a w duchu osądzałam ją i gardziłam nią. Oczerniałam ją na zgromadzeniach, wywyższając siebie, chciałam, by bracia i siostry na mnie patrzyli z podziwem i uznaniem. Jedna z sióstr dostrzegła mój problem i ostrzegła mnie w duchu miłości, lecz ja nie chciałam tego słuchać. Uważałam, że mnie poniża, że mi zazdrości. Zrozumiałam, że jestem nierozsądna. Nie skupiałam się na tym, by mówić o prawdzie, wychwalając Boga, a zamiast tego wciąż troszczyłam się o własny status, by zyskać podziw. Ujrzałam, jak bardzo moja natura była arogancka. Urzeczywistniałam całkiem szatańską naturę, szłam drogą antychrysta, opierając się Bogu, tak jak Paweł. Wiedziałam, że jeśli nie okażę skruchy, Bóg mnie potępi i odrzuci. Ta myśl mnie przeraziła. Modliłam się, chciałam dążyć do prawdy i skruszyć się przed Bogiem. Później jadłam i piłam słowa Boga, zgłębiałam i poznawałam siebie. Przyjrzałam się swoim motywom i intencjom. W obliczu problemów wcielałam w życie słowa Boga i mój stan się stopniowo poprawił.

Miesiąc później przywódca powiedział, że będę gościć braci i siostry. Wpierw nie byłam zbyt zadowolona. Gdy byłam przywódczynią, to inni mnie gościli. Teraz role miały się odwrócić! Ale pomyślałam: „Czy wciąż nie szukam statusu? Przyjmowanie w gościnę nie jest może niczym szczególnym, lecz to jest mój obowiązek, moja powinność. Nie powinnam mieć własnych żądań, lecz powinnam poddać się Bożym zarządzeniom”. Zgodziłam się. Dwa dni później przywódca przyprowadził do mnie dwie siostry. Od razu je poznałam, bo kiedyś z nimi współpracowałam. Zaczerwieniłam się, było mi niezręcznie, czułam się gorsza od nich. Wymieniłyśmy uprzejmości i poszłyśmy do kuchni coś zjeść. Wspominałam czasy, gdy pracowałam razem z tymi siostrami. Prowadziłam spotkania, przemawiałam do nich. Teraz one pełniły role przywódcze, a ja przyjmowałam je w gości. Rozbiło mnie to. Uświadomiłam sobie, że znów myślę o uznaniu i statusie, od razu zaczęłam się modlić i przypomniały mi się te słowa Boga: „Jako jedno ze stworzeń, człowiek musi trzymać się swojego miejsca zachować i postępować sumiennie. Posłusznie strzeż tego, co zostało ci powierzone przez Stwórcę. Nie przekraczaj wyznaczonych granic i nie łam reguł ani nie rób niczego, co wykracza poza zakres twych umiejętności lub jest wstrętne Bogu. Nie staraj się być wielkim i wyjątkowym, nie wynoś się ponad innych ani nie próbuj zostać Bogiem. Ludzie nie powinni bowiem tego pragnąć. Dążenie do wielkości lub wyjątkowości jest absurdem. Dążenie do stania się Bogiem jest jeszcze bardziej haniebne; jest to obrzydliwe i podłe. Tym, co jest godne pochwały, oraz tym, czego stworzenia powinny się trzymać bardziej niż czegokolwiek innego, jest stanie się prawdziwą istotą stworzoną; jest to jedyny cel, do którego powinni dążyć wszyscy ludzie” („Sam Bóg, Jedyny I” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Rozważając słowa Boga, zrozumiałam, że Bóg nie chce wyniosłych ludzi, lecz szczerych stworzeń. Ze statusem czy bez niego chodzi o to, by poddać się władzy i planom Boga, być szczerą osobą i wypełniać obowiązki zgodnie z wolą Boga. Bóg uczynił mnie małą trzciną, a ja musiałam poddać się, nie próbując stać się drzewem, robić swoje jako mała trzcina i robić to dobrze. Myślałam o czasie, gdy byłam przywódczynią. Była w tym chwała, lecz a nie skupiałam się na prawdzie, tylko wciąż goniłam za reputacją i statusem. Byłam pełna samozadowolenia, moja arogancja rosła, żyjąc satanistycznym usposobieniem, które sprawia, że Bóg nienawidzi. Obowiązek przyjmowania gości był dość zwyczajny, ale odpowiedzialnie go wypełniając, czułam znacznie większy spokój. Przyjmowanie gości nie czyniło mnie wcale gorszą od innych. Umiałam podporządkować się z głębi serca.

Po obiedzie zebrałyśmy się w trójkę. Podzieliłam się tym, czego nauczyły mnie wykonywane obowiązki, a siostry mówiły o własnych doświadczeniach. To było wyzwalające, po części uwolniłam się od obsesji uznania i statusu. Tak doświadczyłam roli przywódczyni, a później odsunięcia od obowiązków. Dziękujmy Bogu!

Dalej: Ta moja próba

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.

Powiązane treści

Boże słowa prowadzą

Autorstwa Xiaocheng, Shaanxi Boże słowa mówią: „Bóg demaskuje ludzi nie po to, by ich wyeliminować, lecz aby umożliwić im wzrastanie”...

Zamieść odpowiedź