Nie można stawiać uczuć ponad zasadami

29 stycznia 2023

Autorstwa Lin Xi, Stany Zjednoczone

Pół roku temu wraz z Ruthy pełniłyśmy obowiązki w grupie. Ruthy była kulturalna, miała dobry charakter i była utalentowana. Grupa bardzo ją ceniła. Co do mnie, jakby na to nie spojrzeć, zawsze miałam jakieś braki. Często zawodziłam, pełniąc obowiązek i byłam obnażana, ale Ruthy nigdy mną nie gardziła ani mnie nie lekceważyła. Zawsze mnie pocieszała i zachęcała. Zawsze, gdy coś ją martwiło, przychodziła do mnie pogadać. To mnie wzruszało. Uważałam ją za bliską przyjaciółkę. Choć wiedziałam, że ma dość aroganckie usposobienie i nie przyjmuje dobrze rad od innych ludzi, nigdy nie poruszyłam kwestii jej problemów, bo bardzo ją lubiłam. Myślałam nawet, że wszyscy mają zepsute usposobienie i nie da się tego rozwiązać w krótkim czasie. Pełniąc obowiązek, natrafiałam wciąż na problemy. Miałam negatywne nastawienie i chciałam zrezygnować, ale Ruthy wspierała mnie i cierpliwie pomagała z kwestiami technicznymi. W końcu zaczęłam dostrzegać rezultaty w swojej pracy i mogłam odetchnąć. Ponieważ Ruthy pomogła mi w tym kryzysie, czułam, że ma dla mnie wiele współczucia i byłam jej wdzięczna. Potem została liderką. Naprawdę się z tego cieszyłam i zachęcałam ją.

Pewnego wieczoru, gdy szykowałam się do spania, nagle przyszła wiadomość od Ruthy, z informacją, że została zwolniona i jest całkowicie rozbita. W czasie rozmowy powiedziała mi, że pewni bracia i siostry złożyli na nią skargę. Przywódca przeczytał jej szczegółowy raport, który trudno było jej przyjąć. Jej zdaniem wszystko tam było wyolbrzymione. Na przykład raport mówił, że jest żądna reputacji i statusu, i choć przyznała, że ceni sobie te rzeczy, nie uważała, że pragnie ich aż tak bardzo. Raport wspominał też, że nie współpracuje zgodnie i nie wykonuje praktycznej pracy, a kiedy sprawy nie układają się po jej myśli, robi się kapryśna i przeszkadza w pracy kościoła. Przyznała, że pełniąc obowiązki, miała pewne problemy, ale nie aż tak poważne. Wylewając przede mną swoje żale, wybuchnęła płaczem. Powiedziała, że ten raport przedstawił ją jako złą osobę i że uprzedziła się wobec osób, które złożyły na nią skargę, oraz przywódcy, który zajął się tą sprawą. Jej zdaniem wysłuchał tylko jednej ze stron. Powiedziała, że doświadczała problemów, pełniąc obowiązek, ale nikt z nią tego nie omówił, i jej nagłe zwolnienie jest absolutnie niesprawiedliwe. Im więcej mówiła, tym bardziej czuła się poszkodowana. Zasmuciłam się, widząc, jak jest nieszczęśliwa. Pocieszając ją, dumałam, czy informacje przedstawione w raporcie są rzeczywiście wyolbrzymione. Może została niesłusznie zwolniona? Wtedy Ruthy nagle powiedziała coś, co mnie bardzo zaniepokoiło. Wyznała: „W mojej opinii ten raport jest jak donos rewolucji kulturalnej. Chcą po prostu zarzucić mnie oskarżeniami, żeby mnie oczernić i usunąć”. Byłam wstrząśnięta. To, co powiedziała, było bardzo dziwne. Skarga do przywództwa i zwolnienie, to poważne sprawy, ale ona nie zastanawiała się nad sobą, nie szukała prawdy i nie wyciągnęła żadnej nauki. Porównała nawet skargę i zwolnienie do donosów KPCh. Jej zdaniem przywództwo chciało ją ukarać. To była bardzo poważna rzecz! Szybko jej przypomniałam, że nie powinna tak mówić i powinna się nad sobą zastanowić.

Później usłyszałam od jej partnerów, że nie wykonywała praktycznej pracy i nie współpracowała zgodnie. Rzadko też sprawdzała pracę, za którą miała być odpowiedzialna. Kiedy przywódca sprawdził jej pracę i odkrył problemy, omówił to i rozprawił się z nią, lecz opierała się i nie przyjęła tego, wymyślając wymówki, szukając winnych i mówiąc, że to problemy innych osób, a nawet porzucając swoją odpowiedzialność. Słysząc te wszystkie informacje, upewniłam się, że raport mówił prawdę. Ruthy twierdziła, że ten raport ma swoje źródło w wiecach denuncjacyjnych kulturalnej rewolucji, i wiedziałam, że to zaszło bardzo daleko. Ewidentnie nie wykonywała prawdziwej pracy i nie przyjęła przycinania przez przywódcę. Naprawdę była fałszywą liderką, która zasłużyła na zwolnienie. Nie zastanowiła się nad sobą, porównując słuszny raport do doniesień w partii KPCh. To nie tylko odrzucenie prawdy, ale zniekształcanie faktów i wykrzywianie rzeczywistości! Stawiała opór, wywoływała zamieszanie i bluźniła pozytywnym rzeczom. To obrażało Boże usposobienie! Im więcej o tym myślałam, tym bardziej się bałam. Jej usposobienie było bezwzględne. Jeśli będzie się nadal opierać i nie okaże refleksji i skruchy, zostanie wyrzucona, zgodnie z zasadami oczyszczania kościoła. Rozważałam, czy zgłosić przywódcy jej obecny stan i to, co mi powiedziała. Pomyślałam jednak, że jeśli przewódca dowie się o jej stanie i przyjrzy się jej zachowaniu jako liderki, uzna, że jest szkodnikiem, który w najmniejszym stopniu nie przyjmuje prawdy, a wtedy może zostać usunięta z kościoła. Myśląc o tym, poczułam się nieswojo. Nie takiego obrotu sprawy pragnęłam. Myślałam o wszystkich wspólnych chwilach; o tym, że była dla mnie dobra i że powinnam być bardziej pomocna i ją pocieszać. Dowiadując się, że powtórzyłam przywódcy wszystko, co powierzyła mi w zaufaniu, poczułaby się zraniona. Powiedziała mi otwarcie o tym wszystkim, ponieważ mi ufała. Zgłaszając to przywódcy, byłabym bezduszna. Rozważałam to, niezdolna, by cokolwiek powiedzieć. Myślałam, że to byłaby zdrada przyjaciółki; postępowanie całkiem pozbawione skrupułów. Nie poruszyłam więc jej problemów z nikim. Wysyłałam jej wiadomości albo słowa Boga i sprawdzałam, co u niej słychać, w nadziei, że zmieni swoje niewłaściwe postępowanie i zacznie dobrze pełnić swój obowiązek. Chociaż chroniłam naszą relację, nie czułam się z tym dobrze. Wiedziałam, że jej problemy były poważne, a jednak milczałam. Po prostu ją kryłam. Czułam, że to pogmatwane. Gdy milczałam, oskarżało mnie sumienie, gdybym jednak zaczęła mówić, zawiodłabym Ruthy. To naprawdę dawało mi się we znaki i nie wiedziałam, co robić. Modliłam się, prosząc Boga, by mnie prowadził, dał poznać swoją wolę w tej sprawie i pomógł odnaleźć ścieżkę praktyki.

Przeczytałam w słowie Boga: „Musicie nauczyć się rozpoznawać, czym jest dobre zachowanie, czym jest praktykowanie prawdy i zmiana własnego usposobienia. Zmiana usposobienia obejmuje praktykowanie prawdy, słuchanie słów Boga, posłuszeństwo wobec Niego oraz życie zgodne z Jego słowami. Co zatem powinien czynić człowiek, aby praktykować i żyć zgodnie ze słowami Boga? Powiedzmy na przykład, że dwaj ludzie są bardzo dobrymi przyjaciółmi. Pomagali sobie nawzajem w przeszłości, razem przeszli przez trudne chwile i jeden za drugiego gotów byłby oddać życie. Czy to jest praktykowanie prawdy? To jest braterstwo, cenienie innych wyżej niż siebie, to jest dobre zachowanie, ale to nie jest praktykowanie prawdy. Praktykowanie prawdy polega na działaniu zgodnie ze słowami i wymogami Boga; to bycie posłusznym Bogu i zadowalanie Go. Dobre zachowanie polega na spełnianiu wymogów cielesnych relacji oraz na utrzymywaniu więzi emocjonalnych. Dlatego braterstwo, ochrona więzi z innymi, pomaganie sobie nawzajem, wzajemne tolerowanie się i zadowalanie – to wszystko sprawy prywatne, osobiste; nie mają nic wspólnego z praktykowaniem prawdy. Jak zatem, według Bożych wymagań, należy traktować innych? (Bóg wymaga, abyśmy traktowali jeden drugiego zgodnie z zasadami. Jeśli ktoś zrobi coś złego, coś, co nie jest zgodne z zasadami prawdy, to nie możemy go słuchać, nawet jeśli jest to nasza własna matka lub ojciec. Musimy trzymać się zasad prawdy i chronić interesy domu Bożego). (Bóg wymaga, aby bracia i siostry pomagali sobie nawzajem. Jeśli widzimy, że inna osoba ma problem, musimy go wskazać, omówić i razem szukać zasad prawdy, aby go rozwiązać. Tylko w taki sposób naprawdę pomagamy innym). Bóg chce, aby wzajemny stosunek ludzi do siebie był oparty na fundamencie zasad prawdy, bez względu na to, jakiego rodzaju więzi ich łączą. Wszystko, co wykracza poza te zasady, nie liczy się jako praktykowanie prawdy. Na przykład jeśli ktoś robi coś, co szkodzi pracy kościoła, wszyscy zwracają mu na to uwagę i sprzeciwiają się, a jego przyjaciel mówi: »Nie musicie go demaskować tylko dlatego, że popełnił błąd! Jestem jego przyjacielem; muszę być dla niego przede wszystkim wyrozumiały. Muszę być dla niego tolerancyjny i mu pomóc. Nie mogę mu tego powiedzieć wprost, tak jak wy to robicie. Powinienem go pocieszać, a nie ranić. Powiem mu, że nic wielkiego się nie stało. Jeśli ktokolwiek z was znowu będzie mu coś wyrzucał i sprawiał przykrość, będzie miał do czynienia ze mną. Nikt z was nie jest mu bliższy niż ja. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Przyjaciele dbają o siebie nawzajem i jeśli będzie trzeba, stanę w jego obronie«. Czy to jest praktykowanie prawdy? (Nie, to jest filozofia życiowa). Mentalność tej osoby opiera się na jeszcze jednym teoretycznym założeniu: »Mój przyjaciel pomógł mi w najtrudniejszym, najbardziej bolesnym okresie mojego życia. Wszyscy inni mnie opuścili, tylko on się o mnie troszczył i pomagał. Teraz on ma kłopoty, więc moja kolej, żeby mu pomóc – uważam, że właśnie tym jest posiadanie sumienia i człowieczeństwa. Jak można nazywać się człowiekiem, jeśli wierzy się w Boga, ale nie ma się nawet tej odrobiny sumienia? Czy przez to wiara w Boga i praktykowanie prawdy nie stają się tylko pustymi słowami?«. Te słowa wydają się słuszne. Większość ludzi nie jest w stanie określić, czym naprawdę są – nawet ten człowiek, który je wypowiedział i który uważa, że jego uczynki mają źródło w prawdzie. Ale czy jego działania są słuszne? W gruncie rzeczy nie. Przy uważnym przyjrzeniu widać, że każde jego słowo wypływa z etyki, moralności i sumienia. Według standardów ludzkiej etyki ten człowiek ma sumienie i jest uczciwy. To, że staje w obronie przyjaciela, czyni go dobrym człowiekiem. Ale czy ktoś wie, jakie usposobienie i istota kryją się za fasadą tego »dobrego człowieka«? Nie jest to ktoś, kto prawdziwie podąża za Bogiem. Przede wszystkim, gdy coś się dzieje, nie ocenia sytuacji według Bożych słów. Nie szuka prawdy w słowach Boga, lecz patrzy na sprawę z punktu widzenia moralności, etyki i życiowych maksym ludzi niewierzących. Bierze herezje i kłamstwa Szatana za prawdę, odsuwając na bok słowa Boga. Czyniąc tak, szydzi z prawdy i ignoruje to, co jest powiedziane w Bożych słowach. To pokazuje, że nie kocha prawdy. Zastępuje ją szatańskimi maksymami życiowymi oraz pojęciami, etyką i moralnością człowieka, kieruje się w działaniu szatańskimi poglądami. Twierdzi nawet z przekonaniem, że jest to praktykowanie prawdy i spełnianie woli Bożej, że jest to sprawiedliwe postępowanie. Czy pod przykrywką sprawiedliwości nie gwałci on prawdy?(Dobre zachowanie nie oznacza zmiany usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowo Boga dokładnie obnażyło mój stan. Rozważałam myśli, jakie miałam przez kilka dni. Choć wiedziałam, że Ruthy nie przyjmuje prawdy, rozsiewa kłamstwa i negatywne postawy, kryłam ją, zamiast ją zgłosić. A to wszystko dlatego, że byłam pod wpływem szatańskich idei, wierzyłam w poświęcanie się dla przyjaciół, i myślałam, że stawianie uczuć na pierwszym miejscu jest etyczne i dobre. Jako niewierząca widziałam w filmach i książkach postacie, które były w pełni oddane swoim przyjaciołom i naprawdę je podziwiałam. Myślałam, że tak postępują prawi i dobrzy ludzie. To były moje wzorce. Powiedziałam sobie, że będę osobą, która ceni lojalność i przyjaźń. Jeśli ktoś będzie dla mnie dobry, muszę mu odpłacić z nawiązką i nie mogę zrobić absolutnie niczego, co by go zawiodło. Inaczej okazałoby się, że nie mam sumienia. Gdy uwierzyłam, te myśli nadal mi towarzyszyły. Jeśli ktoś był dla mnie dobry, albo okazał mi szczególną troskę, pamiętałam o tym, i nieważne, jakich doświadczał trudności lub problemów, zawsze mu pomagałam i nigdy nie robiłam niczego, co mogłoby zaszkodzić przyjaźni. Ponieważ byłam związana tak zwaną „moralnością”, choć wiedziałam, że Ruthy ma problemy i że powinnam trzymać się zasad i ją zgłosić, nie mogłam podjąć tego kroku, ani praktykować prawdy. Myślałam, że jeśli powiem innym o tym, co mi wyznała w zaufaniu, naprawdę ją zawiodę. Byłam pod wpływem szatańskich filozofii, i nie potrafiłam odróżnić dobra od zła. Postępowałam zupełnie bez zasad. Im więcej się nad tym zastanawiałam, tym jaśniejsze było dla mnie, jak byłam głupia. Choć wierzyłam w Boga i czytałam Jego słowo, nadal polegałam na szatańskich filozofiach. W końcu zrozumiałam, że byłam żałosna i nie miałam rzeczywistości prawdy!

Przeczytałam słowo Boga: „Jakże dobro może istnieć w tych, którzy nie kochają prawdy? Jakże sprawiedliwość może istnieć w tych, którzy kochają jedynie ciało? Czyż o sprawiedliwości i dobru nie mówi się wyłącznie w związku z prawdą? Czyż nie są one zarezerwowane dla kochających Boga całym sercem? Czy wszyscy ci, którzy nie kochają prawdy i którzy są jedynie zgniłym ciałem, nie noszą w sobie zła? Czy wszyscy ci, którzy nie potrafią urzeczywistniać prawdy, nie są jej wrogami? A jak jest z wami?(Tylko udoskonaleni mogą prowadzić życie pełne znaczenia, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Możesz zachowywać się wyjątkowo przyjaźnie i być oddany swoim krewnym, przyjaciołom, żonie (lub mężowi), synom, córkom i rodzicom, a także nigdy nie wykorzystywać innych, ale jeśli nie jesteś w stanie osiągnąć zgodności z Chrystusem, jeśli nie potrafisz utrzymywać z Nim harmonijnych relacji, to nawet gdybyś oddał wszystko bliźnim lub opiekował się troskliwie ojcem, matką i swoimi domownikami, i tak twierdziłbym, że jesteś nikczemnikiem, do tego pełnym przebiegłych sztuczek(Ci, którzy nie są zgodni z Chrystusem, z pewnością są przeciwnikami Boga, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Czytając słowo Boga, zrozumiałam, że prawdziwa prawość i dobroć, to nie lojalność wobec jakiegoś człowieka. Nieważne, że jesteś przyjacielski i lojalny wobec przyjaciela lub krewnego; że inni uznają cię za dobrego lub, że pochwali cię społeczeństwo. Nie można cię nazwać sprawiedliwym ani dobrym. Prawdziwa sprawiedliwość i dobroć są podyktowane prawdą i są z nią zgodne. Kiedy spotyka cię coś, twoja zdolność praktykowania prawdy, postepowania w zgodzie ze słowem Boga, odkładania emocji na bok i stosowania zasad, oraz chronienia pracy kościoła, świadczy o sprawiedliwości i umiłowaniu prawdy. Taka postawa podoba się Bogu. Myślałam o tym, że w Biblii Lot w krytycznej chwili chciał poświęcić swoje dwie córki dla bezpieczeństwa posłańców, i Bóg uznał to postępowanie za sprawiedliwe. Myślałam, jak Noe poświęcił ponad sto lat na budowę arki, ponieważ tak nakazał mu Bóg, i ile wycierpiał w tym czasie pomówień i jak był oceniany, a jednak pomimo to był posłuszny Bożemu słowu i wypełnił Jego polecenie. To była sprawiedliwość. Zrozumiałam, że czyniąc Bożą wolę, człowiek postępuje zgodnie z Jego słowem, i nie ważne, że cierpi, albo nawet musi oddać życie, ale jest w stanie wypełnić Boże polecenie i chronić dzieło Jego domu. Tylko to można nazwać sprawiedliwością i dobrocią. Ja natomiast zawsze chroniłam moje relacje i sympatie wobec innych. Wiedziałam, że Ruthy sieje negatywizm i kłamstwa, a jednak jej nie zgłosiłam. Swoje uczucia wobec niej ceniłam ponad wszystko i kryłam ją kosztem pracy kościoła. Na pierwszym miejscu postawiłam uczucia, nie prawdę. Czy to było sprawiedliwe lub dobre? Opierałam się Bogu i byłam przez Niego potępiona. Uświadomiłam sobie, jak poważny jest mój problem, i moje serce przeszył lęk. Nie mogłam dalej postępować w oparciu o emocje. Musiałam się trzymać prawdy i zasad i zgłosić Ruthy. Zrobiłam więc cały spis problemów Ruthy i wysłałam to do przywódcy.

Niedługo po tym powiedział mi, że jej problemy są bardzo poważne. Skoro zwolnienie nie wzbudziło w niej refleksji, nadal jest nieposłuszna i niegodna, rozpowszechnia pojęcia i sieje negatywizm i nie wzięła się w garść, będzie musiała zostać ponownie obnażona. Jeśli nie zrozumie, jak poważne są jej problemy, nadal będzie siać negatywizm, i przeszkadzać w życiu kościoła! Przywódca poprosił mnie też, żebym w tym uczestniczyła. Zestresowałam się. Znów zaczęły targać mną wątpliwości. Co ona sobie o mnie pomyśli, jeśli rozmowa w czasie której jej problemy zostaną obnażone, nastąpi przy wielu ludziach? Czy mnie znienawidzi? Czy to ją zrani? Czy zacznie mnie ignorować i nie będzie się odzywać? Nawet nie miałam odwagi myśleć o scenie jej obnażenia i chciałam uciec. Przywódca, widząc moje wahanie, powiedział: „Jeśli czujesz się niezręcznie, nie musisz w tym brać udziału. Przemyśl to”. Nic nie powiedziałam. Potem poczułam się bardzo niezręcznie. Pomyślałam: „Dlaczego boję stanąć twarzą w twarz z Ruthy? Dlaczego nie mam odwagi, by ją obnażyć? Nadal kierują mną emocje i chęć ochrony swoich relacji”. Poczułam się winna i pomodliłam się: „Boże, proszę, daj mi odwagę, bym się wyrwała spod ciemnych wpływów szatana. Chcę praktykować prawdę”.

Przeczytałam słowa Boga odnoszące się do mojego stanu. „Kiedy prawda stanie się twoim życiem, to widząc kogoś, kto bluźni przeciw Bogu, nie ma bojaźni Bożej, wykonuje obowiązek niestarannie i zdawkowo albo przeszkadza w pracy kościoła i ją zakłóca, zareagujesz zgodnie z zasadami prawdy i w razie konieczności będziesz w stanie zidentyfikować i zdemaskować taką osobę. Jeśli prawda nie stała się twoim życiem, lecz nadal żyjesz w swoim szatańskim usposobieniu, to kiedy dostrzegasz niegodziwych ludzi i diabły, którzy powodują zakłócenia i niepokoje w pracy kościoła, przymkniesz oko i będziesz udawał głuchego; bez wyrzutów sumienia odsuniesz tę sprawę na bok. Pomyślisz nawet, że fakt, iż ktoś zakłóca pracę kościoła, nie ma nic wspólnego z tobą. Bez względu na to, jak bardzo cierpi dzieło kościoła i interesy domu Bożego, ty o to nie dbasz, nie interweniujesz ani nie czujesz się winny – przez to stajesz się kimś, kto nie ma sumienia ani rozsądku, stajesz się niewierzącym, posługującym. Jesz to, co należy do Boga, pijesz to, co Jego, cieszysz się wszystkim, co od Boga pochodzi, a mimo to uważasz, że jakakolwiek szkoda dla interesów domu Bożego nie ma z Tobą związku – a zatem jesteś zdrajcą, gryziesz rękę, która cię karmi. Skoro nie chronisz interesów domu Bożego, to czy w ogóle jesteś człowiekiem? Jesteś demonem, który podstępnie wkradł się do kościoła. Udajesz wiarę w Boga, udajesz, że jesteś wybrańcem i chcesz żyć na cudzy koszt w domu Bożym. Nie prowadzisz życia istoty ludzkiej i w oczywisty sposób jesteś jednym z niewierzących. Jeśli jesteś kimś, kto prawdziwie wierzy w Boga, to nawet gdy jeszcze nie zyskałeś prawdy i życia, to będziesz przynajmniej mówił i działał po stronie Boga; nie będziesz przynajmniej siedział bezczynnie widząc, że interesy domu Bożego doznają szwanku. Kiedy przyjdzie ci ochota, by przymknąć na to oko, poczujesz się winny, ogarnie cię niepokój i powiesz sobie: »Nie mogę siedzieć bezczynnie i nic nie robić, muszę wstać i coś powiedzieć, muszę wziąć na siebie odpowiedzialność, muszę ujawnić to złe postępowanie, muszę to zatrzymać, by interesy domu Bożego nie ucierpiały i by życie kościoła nie zostało zakłócone«. Jeżeli prawda stała się twoim życiem, to nie tylko będziesz miał odwagę i determinację i będziesz w stanie dokładnie zrozumieć tę sprawę, ale także wypełnisz odpowiedzialność, do której powinieneś się poczuwać, za dzieło Boga oraz za sprawy Jego domu, i w ten sposób wypełnisz swój obowiązek(Tylko ci, którzy prawdziwie podporządkowują się Bogu, mają bogobojne serca, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „W kościele trwajcie przy swoim świadectwie o Mnie, stójcie na straży prawdy. Dobro jest dobrem, a zło jest złem. Nie mylcie czarnego z białym. Powinniście walczyć z szatanem i musicie go całkowicie pokonać, aby już nigdy nie powstał. Musicie poświęcić wszystko, co macie, by chronić Moje świadectwo. Taki powinien być cel waszych działań – nie zapominajcie o tym(Wypowiedzi Chrystusa na początku, rozdz. 41, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowo Boga poruszyło mnie do głębi i jednocześnie zawstydziło. Myślałam o swoim niedawnym zachowaniu. Byłam jak te osoby, które Bóg obnażał: wiarołomne, nie chroniące pracy kościoła i porzucające prawdę. Wiedziałam, że Ruthy nie okazała skruchy, ani refleksji po zwolnieniu, a nawet nienawidziła tych osób, które ją zgłosiły. Wiedziałam, że rozsiewa pojęcia, jest negatywna i oporna. Pokazała już, że ma naturę nienawidzącą prawdy. Była złoczyńcą. Osoba zważająca na Bożą wolę i mająca poczucie sprawiedliwości, widząc takie zachowanie, sprzeciwiłaby się temu, by chronić pracę kościoła i powstrzymać szatana. Nie pozwoliłaby, by życie i praca kościoła zostały zkłócone. Ja jednak, nawet mając informacje ze źródła, wahałam się i nie miałam odwagi, by obnażyć Ruthy, w obawie, że zniszczę naszą przyjaźń. W tym kluczowym momencie nie zważałam na pracę kościoła i nie szukałam zasad prawdy. Słuchałam nadal szatańskich filozofii, wraz z diabłem stawiając na pierwszym miejscu uczucia, stając po jego stronie i kryjąc złoczyńcę. U podłoża tego zachowania leżało czyste zło. W obliczu prawdy moje postepowanie było naganne. Im więcej myślałam nad słowem Boga, tym jaśniejszy był mój problem. Myślałam też, że Bóg wybrał mnie, żebym weszła do Jego domu i stale mnie prowadził i dodawał sił. Dał mi szansę szukania prawdy i uzyskania zbawienia, ja jednak sprzeciwiłam się Jego woli i zdecydowałam się chronić szatana. Oszukałam Boga i zdradziłam Go. Naprawdę Go rozczarowałam! Nie mogłam dłużej stawiać na pierwszym miejscu uczuć i chronić relacji. Nie ważne, czy obrazisz ludzi; pogwałcenie prawdy i obraza Boga, to kompletny brak człowieczeństwa! Przypomniałam sobie słowo Boga: „Twoje relacje z ludźmi nie są ugruntowane na cielesności, ale na fundamencie Bożej miłości. W sferze ducha nie ma prawie żadnych cielesnych kontaktów, a za to jest poczucie wspólnoty, wzajemna miłość i pociecha oraz zaopatrywanie siebie nawzajem. Wszystko to opiera się na fundamencie serca, które zadowala Boga. Takie relacje nie są utrzymywane w oparciu o ludzką filozofię życiową, lecz kształtują się w bardzo naturalny sposób, poprzez niesienie brzemienia dla Boga. Nie wymaga to od człowieka wysiłku. Wystarczy, że będziesz praktykować zgodnie z zasadami Bożego słowa(Nawiązanie normalnej relacji z Bogiem jest bardzo ważne, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Ze słowa Boga zrozumiałam, że do relacji międzyludzkich nie należy podchodzić według świeckich filozofii. Ludzie powinni żyć zgodnie ze słowem Boga. Wspólne omawianie wejścia w życie, wzajemna pomoc i wsparcie, umiejętność pomagania, nadzorowania i ostrzegania innych, kiedy łamią zasady i idą niewłaściwą ścieżką, zdolność obnażania tych, którzy przeszkadzają w pracy kościoła – w oparciu o te zasady powinniśmy traktować innych. W obliczu problemów Ruthy, stawiałam na pierwszym miejscu moje uczucia i lojalność. To było nieracjonalne i niezgodne z prawdą. Tak postępują niewierzący. Nie czułam już wewnętrznego konfliktu. Miałam odwagę praktykować prawdę.

Przeczytałam kilka fragmentów słowa Boga, obnażających szkodliwość idei zaczerpniętych z kultury, jak „poświęcanie się dla przyjaciół”. Moje serce się rozpogodziło. Bóg Wszechmogący mówi: „Od przyjścia na ten brudny świat, człowiek znajduje się pod zgubnym wpływem społeczeństwa oraz feudalnej etyki i kształcony jest w »instytucjach szkolnictwa wyższego«. Zacofany sposób myślenia, zepsucie moralne, kiepski pogląd na życie, godna pogardy filozofia życiowa, kompletnie bezwartościowa egzystencja oraz zdeprawowany styl życia i obyczaje – wszystko to poważnie zaszkodziło sercu człowieka oraz mocno podkopało i zaatakowało jego sumienie. W rezultacie człowiek coraz bardziej oddala się od Boga i coraz bardziej Mu się sprzeciwia. Usposobienie człowieka staje się z dnia na dzień coraz bardziej niegodziwe i nie ma ani jednej osoby, która dobrowolnie zrezygnowałaby z czegokolwiek dla Boga, ani jednej osoby, która dobrowolnie byłaby Mu posłuszna, co więcej – ani jednej osoby, która dobrowolnie poszukiwałaby ukazania się Boga. Zamiast tego, pod panowaniem szatana człowiek jedynie goni za przyjemnościami, oddając się zepsuciu ciała w krainie brudu i plugastwa(Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Szatan sfabrykował i wymyślił wiele ludowych opowieści i relacji, które pojawiają się w podręcznikach do historii, pozostawiając ludzi pod głębokim wrażeniem postaci związanych z kulturą tradycyjną i przesądami. Na przykład w Chinach mamy »Ośmiu nieśmiertelnych przekraczających morze«, »Podróż na zachód«, Nefrytowego Cesarza, »Nezhę pokonującego smoczego króla« i »Koronację bogów«. Czyż te opowieści nie zakorzeniły się głęboko w umysłach ludzi? Nawet jeśli niektórzy z was nie znają wszystkich szczegółów, i tak znają zarys tych historii, a to właśnie ta ogólna treść tkwi w twoim sercu i umyśle, tak że nie potrafisz o nich zapomnieć. Są to rozmaite idee i legendy, które szatan przygotował dla człowieka dawno temu i które były rozpowszechniane w różnych czasach. Te rzeczy bezpośrednio szkodzą ludzkim duszom, stopniowo je niszczą i raz za razem rzucają na ludzi urok. Oznacza to, że po zaakceptowaniu takiej kultury tradycyjnej, takich opowieści czy przesądów, gdy utrwaliły się już one w twoim umyśle i gdy utkwiły w twoim sercu, wówczas jest tak, jakby rzucono na ciebie urok – jesteś pochwycony w sieć i pozostajesz pod wpływem tych kulturowych atrybutów, tych idei i tradycyjnych opowieści. Mają one wpływ na twoje życie, na twój punkt widzenia oraz na twoją ocenę spraw. Tym bardziej wpływają one na twoje dążenie do prawdziwej drogi życia: to rzeczywiście jest jak rzucony na ciebie zły urok. Jak mocno byś nie próbował, nie możesz się ich pozbyć; zadajesz im ciosy, ale nie możesz ich powalić; uderzasz je, ale nie możesz ich pokonać. Co więcej, gdy już ludzie bezwiednie znajdą się pod tego rodzaju urokiem, nieświadomie zaczynają czcić szatana, pielęgnując obraz szatana w swym sercu. Innymi słowy, czynią z szatana swojego idola, obiekt kultu i podziwu, posuwając się nawet do tego, że uznają go za Boga. Te rzeczy są w sercach ludzi i bezwiednie kontrolują ich słowa i czyny. Co więcej, najpierw uważasz te opowieści i legendy za fałszywe, a później nieświadomie uznajesz ich istnienie, czyniąc z nich prawdziwe postaci i realne, istniejące przedmioty. Bezwiednie, podświadomie przyjmujesz te idee i istnienie tych rzeczy. Podświadomie przyjmujesz również diabły, szatana i bożki do własnego domu i do własnego serca – rzeczywiście jest to rzucony urok(Sam Bóg, Jedyny VI, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Czytając słowo Boga, zrozumiałam, że słowa przekazywane przez tak zwanych starożytnych świętych, i idee zaczerpnięte z tradycyjnych historii, które wpływały na jedno pokolenie za drugim, pochodzą od szatana. Posługiwał się tymi słowami i ideami, by kontrolować ludzkość. Są one głęboko zakorzenione w ludzkim sercu, a ich wpływ jest ogromny. Na przykład poświęcenie się dla przyjaciół uznaje się za prawdziwą lojalności, tak jakby ryzykowanie życia dla przyjaciela było czymś szlachetnym. Kiedy człowiek to zaakceptuje, musi pomagać przyjaciołom, bez względu na to, czy robią złe, czy dobre rzeczy, a nawet złożyć zwoje życie, by im pomagać. To całkowite niezrozumienie, czym jest dobro, a czym zło. Nawet jeśli przyjaciel zrobi coś złego, człowiek musi go chronić, ryzykując własnym życiem. To się postrzega jako sprawiedliwość i lojalność. W rzeczywistości to nieracjonalne. To poleganie na namiętnościach. Nie cenię już lojalności, jak czegoś wzniosłego. Uważam, że ludzie mający taką mentalność, są pożałowania godni. Ich życie nie ma wartości, a śmierć nie ma znaczenia. Pomyślałam, jak bardzo mi to zaszkodziło. Świadomie nie praktykowałam prawdy, by chronić międzyludzkie sentymenty. Myślałam nawet, że jestem lojalna i mam dobre człowieczeństwo. Byłam niemądra. Idee cenione przez szatana są trujące. Przez nie nie byłam pewna, co jest dobre, a co złe. Nie widziałam różnicy pomiędzy tym, co pozytywne, a tym, co negatywne. Zawężały i wypaczały moje myślenie. Przez nie nie miałam normalnych, międzyludzkich relacji. Wspomniałam na słowo Boga: „U źródeł pojawienia się w człowieku zepsutych skłonności leży oszustwo, zepsucie i trucizna szatana. Człowiek jest zniewolony i kontrolowany przez szatana, cierpi z powodu rażących szkód, jakich szatan dokonał w jego myśleniu, moralności, poglądach i rozsądku. Właśnie dlatego, że te fundamentalne rzeczy w człowieku zostały skażone przez szatana i zupełnie już nie przypominają pierwotnego dzieła Boga, człowiek sprzeciwia się Bogu i nie potrafi przyjąć prawdy(Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Wcześniej tylko teoretycznie przyznawałam, że byłam do cna zepsuta przez szatana i straciłam człowieczeństwo, ale nie rozumiałam, gdzie przejawia się głębokie skażenie człowieka. Teraz to trochę lepiej rozumiem. Trucizna szatana i idee tradycyjnej kultury stały się już częścią natury człowieka. Stłamsiły i wykrzywiły ludzkie myśli, a człowiek utracił normalne człowieczeństwo. Wszystkie jego myśli sprzeciwiają się Bogu i prawdzie. Bez prawd wyrażonych przez Boga wszechmogącego w Jego dziele zbawienia, które biorą świeckie filozofie, szatańskie trucizny i esencję tradycyjnej kultury, i obnażają je jedna po drugiej, jakże mogłabym te rzeczy pojąć? Szatan skaziłby mnie i skrzywdził jeszcze bardziej. Tym bardziej czułam, że jedynie słowo Boga jest prawdą, i tylko ono może zmieniać i zbawiać ludzi. Słowo Boga jest cenne. Tradycyjna kultura i szatańskie filozofie wnoszą skażenie do życia ludzi. Jedynie szukając prawdy w słowie Boga, postrzegając wszystko i postępując zgodnie z nim, człowiek może odzyskać normalne człowieczeństwo i rozsądek.

Kilka dni później przywódca zaprosił Ruthy. Bez zahamowań powiedziałam o wszystkich problemach, które u niej dostrzegłam. Czułam się przy tym spokojna. Wiedziałam, że to jest zgodne z prawdą i zasadami i nie ważne, co o mnie pomyśli, ani czy będzie chciała mnie jeszcze oglądać. Praktykowałam prawdę, więc czułam pokój, i wiedziałam, że nigdy nie będę tego żałować.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Szczęście i nieszczęście

Autorstwa Dujuany, Japonia Urodziłam się w biednej rodzinie na chińskiej wsi. Ze względu na trudną sytuację materialną mojej rodziny...

Wytrwałość w obowiązkach

Autorstwa Yangmu, Korea Południowa Kiedyś czułam wielką zazdrość, widząc, jak bracia i siostry występują, śpiewają i tańczą, chwaląc Boga....

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze