IX Kluczowe słowa objawiające szatańskie usposobienie skażonej ludzkości i jej istotę

1. Źródłem sprzeciwu i buntu człowieka wobec Boga jest zepsucie przez szatana. Z powodu zepsucia przez szatana sumienie człowieka stało się odrętwiałe, on sam stał się niemoralny, jego myśli zwyrodniały, a światopogląd mentalny uwstecznił się. Zanim człowiek został zepsuty przez szatana, w sposób naturalny podążał z Bogiem i był posłuszny Jego słowom, kiedy je usłyszał. W sposób naturalny posiadał zdrowy rozsądek i sumienie oraz zwykłe człowieczeństwo. Zepsucie przez szatana spowodowało, że jego pierwotny rozsądek, sumienie i człowieczeństwo stały się mętne oraz upośledzone przez szatana. W efekcie utracił swoje posłuszeństwo wobec Boga i miłość do Niego. Rozsądek człowieka stał się niezrównoważony, a jego usposobienie podobne do zwierzęcego, więc jego buntowniczość wobec Boga upowszechnia się i umacnia. Jednakże człowiek nie wie o tym i nie dostrzega tego, jedynie ślepo sprzeciwiając się i buntując. Objawianie się usposobienia człowieka jest wyrazem jego rozsądku, poglądów i sumienia, a ponieważ jego rozsądek i poglądy są niezdrowe, jego sumienie stało się całkowicie głuche i dlatego ma on buntownicze usposobienie wobec Boga. Jeżeli rozumowanie i poglądy człowieka nie mogą się zmienić, to zmiany w jego usposobieniu są wykluczone, tak jak stawanie się człowiekiem według Bożego serca. Jeśli rozsądek człowieka jest niezdrowy, to nie może on służyć Bogu ani być przez Niego użyty. „Normalne rozumowanie” odnosi się do posłuszeństwa i wierności Bogu, do pragnienia Boga, do bycia wobec Niego jednoznacznym i do posiadania sumienia zwróconego w kierunku Boga. Odnosi się do bycia w jedności z Bogiem w sercu i umyśle oraz do unikania rozmyślnego sprzeciwiania się Mu. Ci, których rozsądek jest niezrównoważony, nie są tacy. Ponieważ człowiek został zepsuty przez szatana, wytworzył sobie koncepcje na temat Boga i brak w nim lojalności wobec Niego i pragnienia Go, nie wspominając już o sumieniu zwróconym w kierunku Boga. Człowiek świadomie przeciwstawia się i osądza Boga, a nawet obrzuca Go inwektywami za Jego plecami. Człowiek oczywiście wie, że On jest Bogiem, ale mimo to osądza Go za Jego plecami, nie mając zamiaru być posłusznym wobec Niego, jedynie ślepo składając żądania i prośby przed Bogiem. Tacy ludzie – z niezrównoważonym rozsądkiem – nie potrafią dostrzec własnego ohydnego zachowania czy żałować własnej buntowniczości. Kiedy ludzie potrafią poznać siebie, wówczas odzyskują nieco rozsądku, a im bardziej się buntują przeciwko Bogu i nie znają siebie samych, tym bardziej niezdrowy mają rozsądek.

z rozdziału „Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

2. Źródłem ujawniania się zepsutego usposobienia człowieka jest nic innego jak jego otępiałe sumienie, złośliwa natura i niezdrowy rozsądek. Jeżeli sumienie i rozsądek człowieka są w stanie wrócić do normalności, wówczas staje się on użyteczny przed Bogiem. To po prostu dlatego, że sumienie człowieka zawsze było odrętwiałe i coraz bardziej głuchnie, a jego rozsądek nigdy nie był zdrowy, człowiek coraz bardziej buntuje się przeciwko Bogu – na tyle, że nawet przybił Jezusa do krzyża i nie wpuszcza wcielonego Boga dni ostatecznych do swojego domu, potępiając ciało Boga i postrzegając je jako podłe oraz nędzne. Gdyby człowiek miał w sobie choć odrobinę człowieczeństwa, nie traktowałby ciała wcielonego Boga tak okrutnie. Gdyby miał choć odrobinę rozsądku, nie traktowałby ciała Boga tak nikczemnie. Gdyby miał choć odrobinę sumienia, nie byłby „wdzięczny” wcielonemu Bogu w taki sposób. Człowiek żyje w epoce, w której Bóg staje się ciałem, ale nie jest w stanie dziękować Bogu za taką wspaniałą szansę i zamiast tego przeklina przyjście Boga albo zupełnie ignoruje fakt Jego wcielenia, pozornie sprzeciwiając się temu bądź nużąc się tym. Bez względu na to, jak człowiek traktuje nadejście Boga, Bóg – mówiąc krótko – zawsze kontynuuje swoje dzieło tak czy inaczej, nawet jeśli człowiek nie jest ani trochę serdeczny wobec Niego, kierując ku Niemu tylko ślepo swoje żądania. Usposobienie człowieka stało się nad wyraz nikczemne, jego rozsądek całkowicie zmętniał, a jego sumienie zostało doszczętnie zdeptane przez złego, przez co już dawno temu przestało być pierwotnym sumieniem człowieka. Człowiek jest nie tylko niewdzięczny wcielonemu Bogu za to, że tak hojnie obdarzył ludzkość życiem i łaską, ale ma także pretensje do Boga za to, że dał mu prawdę. Te pretensje do Boga wynikają z faktu, że człowiek w ogóle nie jest zainteresowany prawdą. Człowiek nie tylko nie jest w stanie poświęcić wcielonemu Bogu swojego życia, ale nawet próbuje wyciągnąć od Niego przysługi i domaga się odsetek dziesiątki razy większych od tego, co człowiek dał Bogu. Ludzie z takim sumieniem i rozsądkiem uważają, że to wszystko im się należy, i są ciągle przekonani, że tyle ofiarowali Bogu, a On dał im tak niewiele. Są ludzie, którzy dali Mi miskę wody, po czym wyciągnęli ręce po odpowiednik[a] dwóch misek mleka albo tacy, którzy zapewnili Mi nocleg na jedną noc, po czym policzyli Mi opłatę za wiele więcej noclegów. Z takim człowieczeństwem i sumieniem – jak możesz nadal chcieć zyskać życie? Cóż z was za nędznicy godni pogardy!

z rozdziału „Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

3. Po kilku tysiącach lat zepsucia, człowiek stał się odrętwiały i przytępiony – demon buntujący się przeciwko Bogu – do tego stopnia, że bunt człowieka wobec Boga został nawet udokumentowany w książkach historycznych, chociaż człowiek sam już nie jest w stanie w pełni zdać sobie sprawy ze swojego buntowniczego zachowania, ponieważ został do szpiku kości zepsuty i wyprowadzony na manowce przez szatana, tak iż teraz nie wie, w którą stronę się obrócić. Nawet dzisiaj człowiek zdradza Boga. Kiedy człowiek widzi Boga, to Go zdradza, a kiedy nie widzi Boga, to też Go zdradza. Są nawet tacy, którzy zobaczywszy przekleństwa i gniew Boży, nadal Go zdradzają. Twierdzę zatem, że rozsądek człowieka utracił swoją pierwotną funkcję, a także że sumienie człowieka utraciło swoją pierwotną funkcję. Ten człowiek, na którego spoglądam, to bestia w szacie człowieka, to jadowity wąż – i choćby nie wiadomo, jak bardzo starał się żałosnym stanąć przed Moim obliczem, nie będę miał dla niego miłosierdzia, ponieważ człowiek nie odróżnia czarnego od białego, prawdy od nieprawdy. Rozsądek człowieka jest tak odrętwiały, a mimo to nadal chce on otrzymywać błogosławieństwa. Jego człowieczeństwo jest tak niegodne, a mimo to nadal chce posiadać suwerenność króla. Czego to miałby być królem z takim rozsądkiem? Jak z takim człowieczeństwem miałby zasiadać na tronie? Człowiek naprawdę nie ma wstydu! To zarozumiały nędznik! Tym, którzy chcą otrzymywać błogosławieństwa, sugeruję poszukać najpierw lustra i spojrzeć na swoje szpetne odbicie – czy masz to, co trzeba, aby być królem? Czy twoja twarz jest twarzą osoby, która może otrzymywać błogosławieństwa? W twoim usposobieniu nie zaszła choćby najmniejsza zmiana i nie wprowadziłeś w życie nawet części prawdy, ale nadal oczekujesz wspaniałej przyszłości. Oszukujesz samego siebie!

z rozdziału „Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

4. Zgubne wpływy, które pozostawiły w głębi ludzkich serc tysiące lat „wzniosłego ducha narodowego”, jak również feudalne myślenie, które krępuje i skuwa ludzi, nie pozostawiając im ani krzty wolności, pozbawiając ich jakiejkolwiek determinacji, by do czegoś dążyć lub przy czymś trwać oraz pragnienia, by robić postępy, a zamiast tego pozostają oni bierni i zacofani, okopani w niewolniczej mentalności, i tak dalej – te obiektywne czynniki nadały trwale ohydny i szpetny kształt ideologicznej postawie, ideałom, moralności i usposobieniu ludzkości. Ludzie, jak mogłoby się wydawać, żyją w przerażającym świecie ciemności, ponad który żaden z nich nie usiłuje się wzbić, żaden z nich nie myśli też o tym, by zmierzać w kierunku idealnego świata; raczej są oni zadowoleni z losu, który przypadł im w udziale: spędzać swe dni rodząc i wychowując dzieci, zmagać się, ciężko pracować, spełniać swe obowiązki, marzyć o spokoju i szczęściu na łonie rodziny, o miłości małżeńskiej, o synowskim usposobieniu dzieci, o radości u schyłku dni, w miarę jak będą w pokoju przeżywać swe życie… Przez dziesiątki, setki, tysiące lat aż do dziś, ludzie marnotrawili w ten sposób swój czas i nie było nikogo, kto kreowałby doskonałe życie: wszyscy skupieni jedynie na wzajemnym mordowaniu się w tym ciemnym świecie, na wyścigu za sławą i majątkiem, na wzajemnym knuciu podstępów. Kto kiedykolwiek szukał woli Bożej? Czy ktoś kiedykolwiek baczył na Boże dzieło? Wszystkie części ludzkości, poddane wpływowi ciemności, dawno temu stały się ludzką naturą, tak więc jest dość niełatwo wprowadzać w życie Boże dzieło, a dzisiaj ludzie mają jeszcze mniej ochoty zwracać uwagę na to, co Bóg im powierzył.

z rozdziału „Dzieło i wejście (3)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

5. Natura człowieka całkowicie różni się od Mojej istoty. Jest tak, ponieważ zepsuta natura człowieka w całości wywodzi się od szatana, przez którego została przetworzona i skażona. Znaczy to, że człowiek trwa przy życiu pod wpływem jego zła i szpetoty. Człowiek nie wzrasta w świecie prawdy czy w świętym otoczeniu, co więcej – nie żyje w świetle. Dlatego niemożliwe jest, by każdy człowiek w sposób wrodzony posiadał w swojej naturze prawdę ani nie może mieć on od urodzenia bogobojnej, posłusznej Bogu istoty. Wręcz przeciwnie, ludzie posiadają naturę, która opiera się Bogu, nie jest Mu posłuszna i nie miłuje prawdy. Ta natura jest problemem, o którym chcę mówić – zdrada.

z rozdziału „Bardzo poważny problem – zdrada (2)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

6. Istnienie człowieka opiera się z kolei na wcieleniu duszy. Innymi słowy, każdy człowiek zyskuje ludzkie życie w ciele po wcieleniu się jego duszy. Kiedy ciało człowieka urodzi się, to życie biegnie dalej, aż osiągnie najdonioślejszą granicę ciała, czyli moment, w którym dusza opuszcza swoją powłokę. Proces ten powtarza się raz po raz, kiedy dusza człowieka przychodzi i odchodzi, przychodzi i odchodzi, podtrzymując w ten sposób istnienie całej ludzkości. Życie ciała jest także życiem ludzkiej duszy, a ludzka dusza wspiera istnienie ciała człowieka. To znaczy, że życie każdego człowieka pochodzi z jego duszy; to nie ciało zyskało życie jako pierwsze. Dlatego też natura człowieka pochodzi z jego duszy, a nie z jego ciała. Tylko dusza każdego człowieka wie, jakim pokusom, utrapieniom i jakiemu zepsuciu jest poddawana przez szatana. Ciało człowieka nie może tego wiedzieć. Zatem ludzkość nieświadomie staje się coraz bardziej plugawa, zła i mroczna, podczas gdy odległość pomiędzy Mną a człowiekiem stale się zwiększa i dni ludzkości stają się coraz mroczniejsze. Wszystkie ludzkie dusze są w zasięgu szatana. Tak więc rozumie się samo przez się, że ciała ludzi także zostały zamieszkane przez szatana. W jaki sposób takie ciała i tacy ludzie mieliby nie opierać się Bogu oraz być z natury z Nim zgodni? Powodem, dla którego szatan został przeze Mnie wyrzucony w powietrze, jest to, że Mnie zdradził, więc jakżeby ludzie mieli się wyplątać z reperkusji tego zdarzenia? Z tego powodu naturą człowieka jest zdrada.

z rozdziału „Bardzo poważny problem – zdrada (2)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

7. Zachowanie, które nie jest całkowicie Mi posłuszne, jest zdradą. Zachowanie, które nie jest lojalne wobec Mnie, jest zdradą. Oszukiwanie Mnie i uciekanie się do kłamstw, aby Mnie oszukać, jest zdradą. Napełnianie się pojęciami i upowszechnianie ich wszędzie jest zdradą. Niechronienie Moich świadectw i interesów jest zdradą. Sztuczne uśmiechanie się, kiedy ktoś w swoim sercu już Mnie pozostawił, jest zdradą. Do tego rodzaju zachowań zawsze jesteście zdolni i są one wśród was czymś powszednim. Być może nikt z was nie uważa tego za problem, ale Ja uważam inaczej. Nie mogę traktować bycia zdradzanym jako błahostki i nie mogę tego ignorować. Dokonuję swojego dzieła wśród was, ale wy nadal jesteście właśnie tacy. Jeżeli pewnego dnia nie będzie już nikogo, kto dba o was i was strzeże, to czy nie staniecie się wszyscy jak ten król na wzgórzu?[b] Kto wówczas posprząta po was, kiedy spowodujecie ogromną katastrofę?

z rozdziału „Bardzo poważny problem – zdrada (1)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

8. Nie wierzcie w to, że nie macie zdradzieckiej natury tylko dlatego, że jeszcze nikogo nie skrzywdziliście. Jeśli tak uważacie, to jesteście bardzo odrażający. Słowa, które wypowiadam, zawsze adresowane są do wszystkich ludzi, a nie tylko do jednej osoby bądź jednego typu ludzi. To, że nie zdradziłeś Mnie w jednej kwestii, nie dowodzi, że nie zdradzisz Mnie w innej. Niektórzy tracą wiarę w poszukiwanie prawdy, kiedy pojawiają się problemy w małżeństwie. Niektórzy zaniedbują swój obowiązek bycia lojalnym wobec Mnie, kiedy rozpada się rodzina. Niektórzy porzucają Mnie, by szukać chwili zabawy i podniecenia. Niektórzy wolą wpaść w ciemną przepaść niż żyć w świetle i zyskać radość z dzieła Ducha Świętego. Niektórzy ignorują poradę przyjaciela, aby zaspokoić swoją żądzę bogactwa i nawet teraz nie potrafią przyznać się do błędu, więc się odwracają. Niektórzy tylko tymczasowo żyją pod Mym imieniem, aby uzyskać Moją ochronę, natomiast inni poświęcają się tylko trochę, ponieważ kurczowo trzymają się życia i boją się śmierci. Czy te oraz inne niemoralne i nadto nikczemne czyny nie są zachowaniami, którymi ludzie od dawna Mnie zdradzają w głębi swoich serc? Oczywiście mam świadomość, że zdrada nie była z góry ukartowana, lecz jest naturalnym objawem ich natury. Nikt nie chce Mnie zdradzać, co więcej, nikt nie jest szczęśliwy z powodu tego, że zrobił coś, by Mnie zdradzić. Wręcz przeciwnie, ci ludzie trzęsą się ze strachu, prawda? Czy zastanawiacie się teraz, jak możecie odkupić swoje zdrady i jak możecie zmienić ten obecny stan rzeczy?

z rozdziału „Bardzo poważny problem – zdrada (1)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

9. Wszystkie dusze zepsute przez szatana pozostają we władzy jego panowania. Tylko wierzący w Chrystusa zostali oddzieleni, uratowani z obozu szatana i przyprowadzeni do dzisiejszego królestwa. Ci ludzie nie żyją już pod wpływem szatana. Jednak mimo wszystko, natura człowieka jest nadal zakorzeniona w jego ciele. To oznacza, że nawet jeśli wasze dusze zostały zbawione, wasza natura zachowała dawną postać i ryzyko, że Mnie zdradzicie, pozostaje na poziomie stu procent. Dlatego Moje dzieło jest tak długotrwałe, ponieważ wasza natura jest zbyt niewzruszona. Teraz wy wszyscy cierpicie, ile tylko możecie wytrzymać, wypełniając swoje obowiązki, ale jest niezaprzeczalnym faktem, że każdy z was może Mnie zdradzić i wrócić pod panowanie szatana, do jego obozu, do swojego dawnego życia. Wówczas nie będziecie mogli mieć strzępu człowieczeństwa lub wyglądu istoty ludzkiej, które macie teraz. W poważnych przypadkach zostaniecie zgładzeni i co więcej, potępieni na wieczność, aby już nigdy nie dostąpić wcielenia, lecz surowej kary. Taki oto problem staje przed wami.

z rozdziału „Bardzo poważny problem – zdrada (2)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

10. Zostaliście oddzieleni od błota i w każdym razie zostaliście wybrani spośród szumowin, ohydni oraz znienawidzeni przez Boga. Należeliście do szatana[c] i byliście niegdyś przez niego deptani, a także plugawieni. Z tego powodu mówi się, że zostaliście oddzieleni od błota i nie jesteście święci, ale jesteście za to nieludzkimi obiektami, z których przez długi czas szatan robił głupców. To jest najwłaściwszy opis was samych. Musicie sobie uświadomić, że jesteście nieczystościami znalezionymi w stojącej wodzie i błocie, w przeciwieństwie do pożądanych zdobyczy takich jak ryby czy krewetki, ponieważ nie może być z was żadnej radości. Mówiąc bez ogródek, jesteście członkami najniższej klasy społecznej, zwierzętami gorszymi od świń i psów. Szczerze mówiąc, zwracanie się do was takimi słowami nie jest wyolbrzymieniem ani przesadą, ale jest sposobem na uproszczenie tej kwestii. Zwracanie się do was takimi słowami jest faktycznie sposobem okazywania wam szacunku. Wasze zrozumienie, mowa i zachowanie jako ludzi oraz wszystkie rzeczy w waszym życiu, włączając w to wasz status w błocie, są wystarczające, aby wykazać, że wasza tożsamość jest naprawdę „wyjątkowa”.

z rozdziału „Jaka jest przyrodzona tożsamość i wartość człowieka?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

11. Człowiek nie chce podążać za Bogiem, nie chce oddać swojego dobytku na rzecz Boga, nie chce poświęcić swojego życia Bogu, lecz raczej twierdzi, że Bóg posunął się za daleko, że zbyt wiele rzeczy związanych z Bogiem nie zgadza się z koncepcjami człowieka. Przy takim człowieczeństwie, nawet dokładając maksymalnych starań, nadal nie bylibyście w stanie uzyskać Bożej aprobaty, nie mówiąc już o tym, że nawet nie poszukujecie Boga. Nie dostrzegacie tego, że jesteście wybrakowanymi sztukami ludzkiego gatunku? Nie dostrzegacie tego, że nie ma człowieczeństwa bardziej upadłego niż wasze? Nie dostrzegacie, czym jest wasz „honorowy tytuł”? Ci, którzy prawdziwie miłują Boga, nazywają was ojcem wilka, matką wilka, synem wilka i wnukiem wilka. Jesteście potomkami wilka, ludźmi wilka i powinniście znać swoją tożsamość, nigdy o niej nie zapominając. Nie myślcie sobie, że jesteście kimś ważnym. Jesteście najbardziej nikczemnymi nie-ludźmi pośród gatunku ludzkiego. Nie wiedzieliście o tym? Nie dostrzegacie, jak wielkie ryzyko podejmuję, by wykonać swoje dzieło wśród was? Jeżeli wasz rozsądek nie wróci do normalności i sumienie nie zacznie funkcjonować normalnie, nigdy nie uwolnicie się od miana „wilka” i nigdy nie unikniecie dnia przekleństwa, nie uciekniecie przed karą. Urodziliście się gorszymi, bezwartościowymi stworzeniami. Jesteście od urodzenia sforą wygłodniałych wilków, stertą odpadów i gruzu, a ja – w odróżnieniu od was – nie pracuję w celu uzyskania korzyści, lecz raczej z powodu nieodzowności tej pracy. Jeżeli nadal będziecie buntować się w ten sposób, zaprzestanę swojego dzieła i nigdy więcej nie zajmę się wami. Zajmę się raczej inną grupą, która jest Mi miła, i na nią przeniosę swoje dzieło, a was w ten sposób zostawię na zawsze, ponieważ nie chcę patrzeć na tych, którzy są Mi nieprzyjaźni. A zatem, czy chcecie być ze Mną zgodni, czy w nieprzyjaźni ze Mną?

z rozdziału „Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

12. Człowiek jest nikim innym, jak Moim wrogiem. Rodzaj ludzki jest tym złym, który Mi się przeciwstawia i który Mnie nie słucha. Rodzaj ludzki to nikt inny, jak potomstwo tego złego, którego niegdyś przekląłem. Rodzaj ludzki to nikt inny, jak potomkowie archanioła, który Mnie zdradził. Rodzaj ludzki to nikt inny, jak dziedzictwo szatana, który, odtrącony przeze Mnie dawno temu, jest od tego czasu Moim nieprzejednanym wrogiem. Nad rasą ludzką rozpościera się niebo, mroczne i posępne, bez krzty jasności, a świat człowieka spowijają czarne jak smoła ciemności tak nieprzeniknione, że mieszkający na nim nie jest w stanie dostrzec swojej wyciągniętej do przodu dłoni ani słońca, gdy uniesie głowę. Droga pod jego stopami, bagnista i niesamowicie wyboista, wiła się zakrętami; cała ziemia usiana zwłokami. Ciemne zakątki wypełnione są szczątkami zmarłych, a w chłodniejszych i cienistych zakamarkach gnieździ się mnóstwo demonów. I tabuny demonów przemierzają świat ludzki wzdłuż i wszerz. Potomstwo wszelkiego rodzaju bestii, pokrytych brudem, pochłonięte jest zażartą walką, której odgłosy budzą grozę. W takich czasach i na takim świecie, w takim „raju na ziemi”, gdzież można pójść szukać szczęścia w życiu? Gdzie można iść szukać swojego przeznaczenia? Rodzaj ludzki, od dawna uwięziony pod butem szatana, od początku przybrał obraz szatana – a nawet stał się jego ucieleśnieniem, służąc jako dowód dający świadectwo szatanowi, głośno i wyraźnie. Jak taka rasa ludzka, taka banda zdegenerowanych szumowin, takie potomstwo zepsutej ludzkiej rodziny może dawać świadectwo Bogu? Skąd przychodzi Moja chwała? Gdzie ktoś może zacząć mówić o Moim świadku? Wróg, który zniszczywszy rodzaj ludzki, rzuca Mi wyzwanie, już pozyskał rodzaj ludzki – ten sam, który stworzyłem dawno temu i który wypełniłem Moją chwałą i Moim życiem – i zbrukał go. Skradł Moją chwałę, a wszystko, czym nasycił człowieka, to trucizna silnie nasycona obrzydliwością szatana oraz sokiem owoców z drzewa poznania dobra i zła.

z rozdziału „Co to znaczy być prawdziwym człowiekiem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

13. „W niebie szatan jest moim wrogiem, a na ziemi – człowiek. Ze względu na unię między niebem a ziemią dziewięć ich pokoleń powinno być uznane za winne przez współudział i nikt nie uzyska przebaczenia”. Szatan jest wrogiem Boga; powód, dla którego to mówię, że jest taki, że nie odpłaca on Bogu za jego wielką łaskę i dobroć, ale raczej „wiosłuje pod prąd”, a czyniąc to, nie oddaje „synowskiej czci” Bogu. Czyż ludzie nie są również tacy? Nie okazują synowskiego szacunku swoim „rodzicom” i nigdy nie odwzajemniają opieki i wsparcia otrzymanego od swoich „rodziców”. Jest to wystarczające, aby pokazać, że ludzie na ziemi są spokrewnieni z szatanem w niebie. Człowiek i szatan są jednego serca i umysłu przeciwko Bogu, dlatego nic dziwnego, że Bóg uznaje dziewięć pokoleń za współwinnych i nikt nie zostanie ułaskawiony.

z rozdziału 38 „Interpretacji tajemnic Słowa Bożego dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

14. Nie ma dnia, aby Bóg nie wzywał swojego pogrążonego w drzemce ludu, aby go ocalić, ale wszyscy są tak ospali, jak gdyby zażyli pigułki nasenne. Jeśli On nie przebudzi ich nawet na chwilę, powracają do stanu snu, bez żadnej świadomości. Wydaje się, że Jego lud jest w dwóch trzecich sparaliżowany. Ludzie nie znają własnych potrzeb ani własnych słabości, nie wiedzą nawet, w co się powinni ubierać i co powinni jeść. To pokazuje, że wielki czerwony smok włożył wiele wysiłku w skażenie ludzi. Jego szpetota rozciąga się na wszystkie regiony Chin. Doprowadziło to nawet do tego, że ludzie stali się poirytowani i nie są skłonni pozostać dłużej w tym dekadenckim, wulgarnym kraju. To, czego Bóg nienawidzi najbardziej, to esencji wielkiego czerwonego smoka, dlatego każdego dnia przypomina ludziom o swoim gniewie, a ludzie dzień w dzień żyją w obliczu Jego gniewu. Mimo to większość ludzi wciąż nie wie, że powinna poszukiwać Boga – po prostu siedzą, patrzą i czekają, aż wyciągnie się ręka, która ich nakarmi. Nawet gdyby umierali z głodu, nie chcieliby szukać własnego jedzenia. Ludzkie sumienie zostało dawno temu skażone przez szatana, istota sumienia została przemieniona w zimne serce. Nic dziwnego, że Bóg powiedział: „Gdybym was do tego nie skłonił, nadal byście się nie obudzili, lecz pozostawalibyście niczym w stanie zamrożenia i też jakby w stanie hibernacji”. To tak, jak gdyby ludzie byli jak zwierzęta pogrążone w hibernacji, które przeżywają zimę i nie proszą o jedzenie ani picie; to jest właśnie obecny stan ludu Bożego, dlatego wymaga On od ludzi tylko poznania samego Boga wcielonego w świetle. Nie wymaga od ludzi wielkiej zmiany ani tego, by osiągnęli w swoim życiu wielki rozwój. Samo owo poznanie wystarczyłoby, by pokonać nieczystego, ohydnego, wielkiego czerwonego smoka, tym samym lepiej objawiając wielką moc Boga.

z rozdziału 13 „Interpretacji tajemnic Słowa Bożego dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

15. Gdy Moje dzieło się zakończy, nie będę już więcej wyglądał „wsparcia finansowego” od człowieka; zamiast tego wykonam swoją właściwą funkcję i sprowadzę wszystkie „rzeczy z Domu Mego” ludziom, by się radowali. Dzisiaj wszystko jest sprawdzane poprzez Moje próby. Gdy Moja ręka formalnie przybędzie pośród ludzi, ludzie nie będą już więcej spoglądać na Mnie oczyma pełnymi podziwu, lecz potraktują Mnie z nienawiścią i w tym momencie ich serca zostaną im przeze Mnie wyłupane, by służyły za przykład. Lustruję ludzkie serce pod „mikroskopem” – nie ma tam prawdziwej Miłości do Mnie. Przez lata ludzie zwodzili Mnie i oszukiwali Mnie – okazuje się, że prawa i lewa komora zawierają jad nienawiści wobec Mnie i nic dziwnego zatem, że Mam takie usposobienie wobec nich. A jednak pozostają w całkowitej niewiedzy względem tego faktu ani nawet go nie przyznają; Gdy pokazuję im wyniki swoich dociekań, oni nadal się nie budzą; jest tak, jak gdyby w ich umysłach wszystko to było sprawą przeszłości i nie powinno być dzisiaj ponownie wyciągane. Tak więc ludzie spoglądają tylko na „wyniki laboratoryjne” z obojętnością. Oddają arkusz i odchodzą. Co więcej, mówią rzeczy w stylu: „to nie ważne, to nie ma żadnego wpływu na moje zdrowie”. Rzucają pogardliwy uśmieszek, a potem w ich spojrzeniu pojawia się delikatnie groźny wyraz, jakby sugerujący, że nie powinienem być tak pomysłowy, że muszę być bardziej powierzchowny. Tak jakby Moje objawienie ich wewnętrznych sekretów złamało ludzkie „prawa”, przez co mogą się stać jeszcze bardziej zawistni wobec Mnie. Tylko wtedy dostrzegam źródło ludzkiej nienawiści. To dlatego, że gdy patrzę, ich krew płynie, a gdy przepływa przez arterie w ich ciałach, trafia do ich serc i tylko wtedy dokonuję nowego „odkrycia”. Jednak ludzie nic sobie z tego nie robią. Są zupełnie niedbali, nie myślą o tym, co zyskują, a co tracą, co wystarcza, by pokazać ich ducha „bezinteresownego” oddania. Nie biorą pod uwagę stanu własnego zdrowia i „uganiają się” za Mną. To jest też ich „wierność” i to, co jest w nich „chwalebne”, tak więc po raz kolejny wysyłam im list „pochwalny”, by mogli się tym ucieszyć. Ale gdy czytają ten „list”, od razu czują się trochę zirytowani, ponieważ wszystko, co robią, zostało odrzucone przez Mój milczący list. Zawsze kierowałem ludźmi stosownie do ich działania, a jednak wydaje się, że czują wstręt do Moich słów; tak więc, gdy tylko otwieram usta, zaciskają oczy i zatykają dłońmi uszy. Nie patrzą na Mnie z szacunkiem z powodu Mojej miłości, ale zawsze Mnie nienawidzili, ponieważ wytykałem im ich braki, ujawniając wszystkie dobra w ich posiadaniu, przez co ponosili stratę w swych biznesach, a ich środki do życia przepadły. Takoż, po tym ich zawiść przybiera na sile.

z rozdziału 32 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

16. Taką już naturę mają ludzie, że gdy świta im choćby odrobina nadziei, nie proszą Boga o pomoc, lecz chwytają się samowystarczalnych metod przetrwania w naturze. A jest tak dlatego, że ludzkość z natury posiada własną sprawiedliwość i jest pełna pogardy dla wszystkich. Dlatego też Bóg powiedział: „(…) nikt nie jest zdolny obdarzyć Mnie miłością, gdy nic go nie trapi. Nikt nie śpieszy do Mnie, zaznając spokoju i szczęścia, bym mógł podzielać jego radość”. Zaiste jest to rozczarowujące: Bóg stworzył ludzkość, ale kiedy przychodzi na świat ludzi, ci Mu się sprzeciwiają, wypędzają Go ze swojego terytorium, jak gdyby był On jakąś błąkającą się sierotą, jakimś zagubionym w świecie bezpaństwowcem. Nikt nie czuje do Boga przywiązania, nikt nie darzy Go prawdziwą miłością, nikt Go nie witał, gdy Bóg przyszedł. Przeciwnie: na widok przychodzącego Boga ludzkie twarze – dotychczas radosne – natychmiast pochmurnieją, jakby na widok nadchodzącej burzy; jak gdyby Bóg zamierzał pozbawić szczęścia ich rodzinę; jak gdyby nigdy im nie błogosławił, a tylko zsyłał im same nieszczęścia. Dlatego też ludzkim umysłom Bóg nie jawi się jako dobrodziejstwo, lecz jako odwieczne źródło przekleństw; tak więc ludzkość nie zważa na Niego, nie wita Go, zawsze okazuje Mu chłód – i nigdy się to nie zmieniło. Ponieważ takie właśnie są serca ludzi, Bóg powiada, że ludzie są nierozsądni oraz niemoralni i że na próżno byłoby się w nich doszukiwać nawet uczuć, będących rzekomo ich udziałem. Ludzkość nie okazuje żadnych względów uczuciom Boga, wykorzystując tak zwaną „sprawiedliwość” w relacjach z Nim. Ludzkość postępuje tak już od dawna i z tego powodu Bóg powiedział, że jej usposobienie nie uległo zmianie. To pokazuje, że ludzie mają nie większy ciężar gatunkowy niż kilka piórek.

z rozdziału 14 „Interpretacji tajemnic Słowa Bożego dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

17. Bóg nieba przyszedł do tej najbrudniejszej krainy występku, a nigdy nie dał upustu swym żalom ani nie narzekał na człowieka, ale zamiast tego cicho przyjmuje spustoszenie[1] i ucisk człowieka. Nigdy nie odegrał się za nierozumne wymagania człowieka, nigdy nie wystąpił z nadmiernymi wymaganiami względem człowieka i nigdy nie przedstawił nierozumnych wymagań człowiekowi; On bez narzekania jedynie wykonuje całe dzieło potrzebne człowiekowi: uczenie, oświecanie, upominanie, oczyszczanie słowami, przypominanie, nakłanianie, pocieszanie, sądzenie i objawianie. Które z Jego kroków nie były dla życia człowieka? Choć usunął perspektywy i los człowieka, które z kroków realizowanych przez Boga nie były dla losu człowieka? Który z nich nie był ze względu na przetrwanie człowieka? Który z nich nie był po to, by wyzwolić człowieka z cierpienia i ucisku mocy ciemności, które są czarne jak noc? Który z nich nie był ze względu na człowieka? Kto może zrozumieć Boże serce, które jest jak kochająca matka? Kto może zrozumieć Boże żarliwe serce? Boże gorące serce i płomienne nadzieje napotkały na odpłatę zimnych serc, bezdusznych, obojętnych oczu, wielokrotnych reprymend i zniewag człowieka, kąśliwych uwag, sarkazmów i lekceważenia; napotkały na odpłatę ludzkich drwin, podeptania oraz odrzucenia, niezrozumienia, biadolenia, separacji i unikania; wyłącznie oszukiwania, ataków oraz goryczy. Ciepłe słowa napotkały wściekłe brwi i chłodny opór tysięcy grożących palców. Bóg może tylko to znosić, ze spuszczoną głową, służąc ludziom jak uległy wół[2]. Ile słońc i księżyców, ile razy stawał przed gwiazdami, ile razy wychodził o brzasku i wracał o zmierzchu, miotał się i obracał, znosząc agonię tysiąc razy większą od bólu odejścia od swego Ojca, znosząc ataki i łamanie człowieka oraz rozprawianie się i przycinanie człowieka. Pokora Boga i ukrycie napotkały odpłatę uprzedzenia[3] człowieka, niesprawiedliwych ocen i traktowania człowieka, a anonimowość Boga, wyrozumiałość i tolerancja napotkały na odpłatę chciwego ludzkiego spojrzenia; człowiek próbuje zdeptać Boga na śmierć, bez skrupułów, i próbuje wdeptać Boga w ziemię. Postawa człowieka w traktowaniu Boga jest przykładem „wyjątkowego sprytu”, a Bóg, który jest tyranizowany i pogardzany przez człowieka, jest zmiażdżony pod stopami dziesiątek tysięcy ludzi, podczas gdy sam człowiek stoi wysoko, tak jakby był królem zamku, jak gdyby chciał przejąć absolutną władzę[4], by brylować zza ekranu, by zrobić z Boga skrupulatnego i trzymającego się zasad zakulisowego reżysera, któremu nie dozwolono odpowiadać atakiem ani sprawiać kłopotów; Bóg musi odgrywać rolę Ostatniego Cesarza, musi być kukiełką[5], pozbawioną wszelkiej wolności. Czyny człowieka są niewysławialne, więc jakie są jego kwalifikacje, by domagać się tego czy tamtego od Boga? Jakie są jego kwalifikacje, by podsuwać sugestie Bogu? Jakie są jego kwalifikacje, by domagać się, żeby Bóg współczuł jego słabościom? Jak się nadaje do tego, by otrzymać Boże miłosierdzie? Jak się nadaje do tego, by raz za razem otrzymywać Bożą wielkoduszność? Jak się nadaje do tego, by stale otrzymywać Boże przebaczenie? Gdzie jest jego sumienie? Dawno temu złamał Boże serce, dawno już zostawił Boże serce w kawałkach. Bóg przyszedł do człowieka żwawy i ochoczy, mając nadzieję, że człowiek będzie życzliwy względem Niego, obdarzając choćby odrobiną ciepła. Lecz Boże serce niezbyt szybko doznaje pocieszenia od człowieka, wszystko, co otrzymał, to ataki kulami ze śniegu[6] oraz udręka; serce człowieka jest zbyt chciwe, jego pragnienie jest zbyt wielkie, nigdy nie może być zaspokojone, zawsze jest złośliwy i lekkomyślny, nigdy nie pozwala, żeby Bóg miał wolność lub prawo do wypowiedzi oraz nie pozostawia Bogu żadnej opcji, tylko poddać się upokorzeniu i pozwolić, by człowiek Nim manipulował do woli.

z rozdziału „Dzieło i wejście (9)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

18. Od stworzenia aż do teraz Bóg zniósł tak wiele bólu i cierpiał tak wiele ataków. Jednakże nawet dzisiaj człowiek ciągle nie zmniejsza swych wymagań względem Boga, wciąż krytycznie analizuje Boga, nadal nie ma względem Niego tolerancji i tylko daje Mu rady, krytykuje Go i dyscyplinuje, jak gdyby głęboko przerażony, że Bóg obierze złą ścieżkę, że Bóg na ziemi jest prymitywny i nierozumny lub szalony, albo że będzie niewiele wart. Człowiek zawsze ma tego typu postawę względem Boga. Jak mogłoby to nie zasmucać Boga? Stając się ciałem, Bóg zniósł olbrzymi ból i upokorzenie; o ileż gorsze zatem jest zmuszanie Boga do przyjmowania nauczania człowieka? Jego przybycie do człowieka ogołociło Go z wszelkiej wolności, tak jakby był uwięziony w Hadesie, a przyjął On ludzką analizę bez najmniejszego oporu. Czy nie jest to haniebne? Przychodząc do rodziny zwykłego człowieka, Jezus cierpiał największą niesprawiedliwość. Jeszcze bardziej upokarzające jest to, że przyszedł do tego zakurzonego świata i poniżył samego siebie do najniższych głębin oraz przybrał ciało największej zwyczajności. Czy Najwyższy Bóg nie cierpi trudności stając się mizernym człowiekiem? A czy to wszystko nie jest dla ludzkości? Czy były takie momenty, gdy On myślał o sobie? Kiedy został odrzucony i zabity przez Żydów oraz wyszydzony i wyśmiany przez ludzi, nigdy nie skarżył się niebu ani nie zgłaszał protestu ziemi. Dzisiaj ta tragedia sprzed tysięcy lat ponownie pojawiła się pośród tego ludu podobnego do Żydów. Czy nie popełniają oni tych samych grzechów? Co kwalifikuje człowieka do przyjmowania Bożych obietnic? Czy nie sprzeciwia się Bogu i czy następnie nie przyjmuje Jego błogosławieństwa? Dlaczego człowiek nigdy nie staje w obliczu sprawiedliwości ani nie szuka prawdy? Dlaczego nigdy nie jest zainteresowany tym, co czyni Bóg? Gdzie jest sprawiedliwość? Gdzie jest uczciwość? Czy ma czelność reprezentować Boga? Gdzie jest jego poczucie sprawiedliwości? Ile z tego, co jest ukochane przez człowieka, ukochane jest przez Boga? Człowiek na niczym się nie zna[7], zawsze myli mu się czarne z białym[8], powstrzymuje sprawiedliwość i prawdę, a wywyższa niesprawiedliwość i nieprawość. Odpędza światło, a hasa w ciemności. Ci, którzy mają szukać prawdy i sprawiedliwości, zamiast tego wyganiają światło, a ci, którzy mają szukać Boga, depczą Go swymi stopami, siebie samych zaś wywyższają aż do nieba. Człowiek nie odróżnia się od bandyty[9]. Gdzie jest jego rozum? Kto może odróżnić dobro od zła? Kto może stać na straży sprawiedliwości? Kto jest chętny cierpieć dla prawdy? Ludzie są nikczemni i diaboliczni! Po przybiciu Boga do krzyża klaszczą i wiwatują, ich dzikie krzyki się nie kończą. Są jak kurczaki i psy, zmawiają się oraz wspierają w złym postępowaniu, ustanowili swe własne królestwo, ich wtrącanie się nie pozostawiło żadnego spokojnego miejsca, zamykają oczy i stale szaleńczo wyją, wszyscy razem złączeni, a panuje bezładna atmosfera, tętni życiem i energią, tych zaś, którzy na ślepo przyłączają się do innych, stale przybywa, wszyscy trzymając „znamienite” imiona swych przodków. Te psy i kurczaki dawno temu odłożyli Boga w zakamarki swych umysłów i wcale nigdy nie zwracali uwagi na stan Bożego serca. Nic dziwnego, że Bóg mówi, iż człowiek jest jak pies lub kurczak, jak szczekający pies, który pobudza setki innych do wycia; w ten sposób, z wielkim hałasem wprowadził Boże dzieło w dzień dzisiejszy, nie bacząc na to, jakie jest dzieło Boże, czy jest sprawiedliwość, czy Bóg ma miejsce, by położyć swe stopy, jakie jest jutro, nie zważając na swą własną pospolitość i na swoją własną plugawość. Człowiek nigdy tyle nie myślał o takich sprawach, nigdy nie niepokoił się o jutro, a zebrał wszystko, co korzystne i cenne w swym własnym uścisku, nic nie zostawiając Bogu, jak tylko skrawki i resztki[10]. Jakże okrutna jest ludzkość! Człowiek nie ma żadnych uczuć dla Boga, po pożarciu wszystkiego, co do Boga należy, odrzuca Go daleko od siebie, nie zwracając większej uwagi na Jego istnienie. Cieszy się z Boga, jednakże sprzeciwia Mu się i depcze Go nogami, podczas gdy swymi ustami dziękuje Mu i Go wychwala; modli się do Boga i liczy na Boga, choć także Go oszukuje; „wywyższa” imię Boga i podziwia oblicze Boga, jednak siedzi też bezczelnie i bezwstydnie na tronie Boga oraz osądza Bożą „niesprawiedliwość”; z jego ust wychodzą słowa o zawdzięczaniu Bogu i spogląda na Boże słowa, mimo to w swym sercu rzuca w Boga obelgą; jest „tolerancyjny” względem Boga, mimo to uciska Boga, a jego usta mówią, że to ze względu na Boga; w swych rękach dzierży Boże rzeczy i w swych ustach przeżuwa jedzenie, które Bóg mu dał, mimo to jego oczy wpatrzone są zimno i obojętnie w Boga, tak jakby chciał pożreć Go w całości; przygląda się prawdzie, ale upiera się, mówiąc, że to szatańska sztuczka; parzy na sprawiedliwość, ale prze do tego, by stała się wyrzeczeniem; spogląda na czyny człowieka, ale uparcie twierdzi, że są one tym, czym jest Bóg; widzi naturalne dary człowieka, ale upiera się, że są one prawdą; ogląda Boże czyny, ale upiera się, że są one arogancją i zarozumialstwem, chełpliwością i własną sprawiedliwością; kiedy człowiek patrzy na Boga, upiera się, by określić Go mianem ludzkiego i bardzo stara się posadzić Go na miejscu bytu stworzonego, który jest w zmowie z szatanem; on bardzo dobrze wie, że ma przed sobą Boże wypowiedzi, a jednak nazywa je jedynie zapiskami człowieka, bardzo dobrze wie, że Duch jest urzeczywistniony w ciele, Bóg staje się ciałem, ale mówi tylko, że to ciało jest potomkiem szatana; on bardzo dobrze wie, że Bóg jest pokorny i ukryty, mimo to mówi jedynie, że szatan został zawstydzony, a Bóg wygrał. Co za łajdaki! Człowiek nie jest wart nawet tego, by służyć jak pies obronny! On nie rozróżnia pomiędzy czarnym i białym, a nawet świadomie przekręca czarne na białe. Czy ludzkie moce i ludzkie obleganie może tolerować dzień Bożego wyzwolenia? Po tym, jak świadomie sprzeciwiał się Bogu, człowiek wcale się o to nie troszczy albo nawet posuwa się do tego, żeby Go zabić, nie dając Bogu sposobności, by pokazał samego siebie. Gdzie jest sprawiedliwość? Gdzie jest miłość? Człowiek siedzi obok Boga i spycha Go na kolana, by błagał o przebaczenie, by był posłuszny wszystkim jego ustaleniom, by przystał na wszystkie jego manipulacje, a ponadto zmusza Boga, by postępował według jego wskazówek we wszystkim, co czyni, w przeciwnym razie wścieka się[11] i wpada w szał. Jak Bóg mógłby nie być pogrążony w żalu pod takim wpływem ciemności, która przemienia czarne w białe? Jak mógłby się nie martwić? Dlaczego powiedziano, że gdy Bóg rozpoczął swe ostatnie dzieło, było to jak początek nowej epoki? Czyny człowieka są tak „bogate”, „wiecznie bijące źródło żywej wody” bezustannie „nawadnia” grunt ludzkiego serca, podczas gdy ludzkie „źródło żywej wody” bezkarnie rywalizuje z Bogiem[12]. Te dwa źródła są nie do pogodzenia, a to ludzkie zaopatruje ludzi zamiast tego Bożego bez żadnego zastrzeżenia, podczas gdy człowiek współdziała z tym ludzkim źródłem bez zwracania uwagi na związane z tym niebezpieczeństwa. A jaki jest skutek? Ozięble odrzuca Boga i odkłada Go daleko, gdzie ludzie nie będą na Niego zwracać uwagi, żywiąc głęboki lęk, że przyciągnie On ich uwagę, i przemożną obawę, że Boże źródło żywej wody zwabi człowieka i go pozyska. Tak więc po doświadczaniu wielu lat trosk światowych, w zmowie z innymi, knuje przeciwko Bogu, a nawet czyni z Boga cel swej surowej krytyki. Jest tak, jakby Bóg stał się belką w jego oku, a on jest zdesperowany, by chwycić Boga i umieścić Go w ogniu dla oczyszczenia i obmycia. Widząc Boży dyskomfort, człowiek uderza się w pierś i śmieje się, tańczy z radości i mówi, że Bóg również został zanurzony w oczyszczeniu, oraz mówi, że wypali do czysta plugawe nieczystości Boga, tak jakby tylko to było rozsądne i sensowne, tak jakby tylko te metody Nieba były sprawiedliwe i rozsądne. To gwałtowne zachowanie człowieka wydaje się zarówno rozmyślne, jak i nieświadome. Człowiek ujawnia zarówno swą szpetną twarz i swą ohydną, plugawą duszę, jak też nędzny wygląd żebraka; po tym, jak wszędzie szalał, przyjmuje żałosny wygląd przypominający niezwykle nędznego mopsa i błaga Niebo o przebaczenie. Człowiek zawsze działa nieprzewidywalnie, zawsze „wozi się na plecach tygrysa, by przerazić innych”[d], zawsze gra rolę, nie zwraca najmniejszej uwagi na Boże serce ani nie porównuje do swego własnego stanu. Jedynie milcząco przeciwstawia się Bogu, tak jakby Bóg go skrzywdził i nie powinien go tak traktować oraz tak jakby Niebo nie miało oczu, a także celowo utrudniało mu życie. W ten sposób człowiek zawsze skrycie realizuje nikczemne spiski i w najmniejszym stopniu nie zmniejsza swych wymogów względem Boga, patrząc łupieskimi oczyma, wściekle śledząc każdy ruch Boga, nigdy nie myśląc, że jest wrogiem Boga i żywiąc nadzieję, że przyjdzie dzień, w którym Bóg rozwieje mgłę i wszystko rozjaśni oraz uratuje go od „paszczy tygrysa” i go pomści. Nawet dzisiaj ludzie nadal nie uważają, że odgrywają rolę sprzeciwu względem Boga, którą odgrywało tak wielu w ciągu wieków; jak mogliby wiedzieć, że we wszystkim, co robią, od dawna zbłądzili, że wszystko, co zrozumieli, od dawna zostało pochłonięte przez morze.

z rozdziału „Dzieło i wejście (9)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

19. Dla ludzkości tak daleki postęp jest sytuacją bez precedensu. Boże dzieło i wejście człowieka postępują naprzód ramię w ramię, a w ten sposób Boże dzieło także jest wielką okazją bez porównania. Ludzkie wejście do chwili obecnej jest cudem nigdy wcześniej nie wyobrażonym przez człowieka. Boże dzieło sięgnęło zenitu – a później ludzkie „wejście”[13] także dosięgnęło szczytu. Bóg uniżył samego siebie tak mocno, jak to było możliwe, a nigdy nie skarżył się ludzkości ani niczemu we wszechświecie. Człowiek, tymczasem, stoi na Bożej głowie, skrajnie Go ciemiężąc; wszystko dosięgnęło szczytu, nastała pora na dzień, w którym ukaże się sprawiedliwość. Czemu nadal pozwalać, by mrok pokrywał ziemię, a ciemność spowijała wszystkich ludzi? Bóg patrzył przez kilka tysięcy lat – nawet przez dziesiątki tysięcy lat – a Jego tolerancja dawno już się wyczerpała. Patrzył na każdy ruch ludzkości, obserwował jak długo ludzka niesprawiedliwość będzie szalała, jednakże człowiek, który od dawna stał się otępiały, niczego nie czuje. A kto kiedykolwiek obserwował czyny Boga? Kto kiedykolwiek podniósł oczy i patrzył w dal? Kto kiedykolwiek uważnie słuchał? Kto kiedykolwiek był w rękach Wszechmocnego? Wszyscy ludzie są nękani wyimaginowanymi lękami[14]. Jaki pożytek ze stosu siana i słomy? Jedyne, co mogą zrobić, to torturować żyjącego, wcielonego Boga do śmierci. Choć są tylko stogami siana i słomy, wciąż jest jedna rzecz, którą robią „najlepiej”[15]: torturowanie żywego Boga do śmierci, a potem wołanie, że „to raduje ludzkie serca”. Co za banda krewetkowych żołnierzy i krabich generałów! Co niezwykłe, pośród nieustannego strumienia ludzi skupiają uwagę na Bogu, okrążając Go nieprzenikalną blokadą. Ich zapał płonie coraz goręcej[16], otoczyli Boga hordami, tak że nie może zrobić kroku. W swych rękach dzierżą wszelkiego rodzaju broń, a patrzą na Boga tak, jakby patrzyli na wroga, z oczami pełnymi gniewu; palą się, by „rozedrzeć Boga na strzępy”. Jakże to zdumiewające: dlaczego człowiek i Bóg stali się nieprzejednanymi wrogami? Czy to możliwe, że jest uraza pomiędzy najbardziej wspaniałym Bogiem i człowiekiem? Czy to możliwe, że Boże działania nie przynoszą żadnej korzyści człowiekowi? Czy one krzywdzą człowieka? Człowiek wbił uporczywy wzrok w Boga, głęboko przerażony, że przełamie On ludzką blokadę, powróci do trzeciego nieba i ponownie wrzuci człowieka do lochu. Człowiek nie ufa Bogu, jest jak na szpilkach i zwija się po ziemi w pewnej odległości, dzierżąc „karabin maszynowy” wycelowany w Boga pośród ludzi. To tak, jakby przy najmniejszym poruszeniu Boga człowiek miał zupełnie Go zetrzeć – Jego całe ciało i wszystko, w co jest odziany – nie pozostawiając niczego. Relacji pomiędzy Bogiem i człowiekiem nie da się naprawić. Bóg jest niezrozumiały dla człowieka; tymczasem człowiek umyślnie zamyka swe oczy i wygłupia się, zupełnie nie chcąc zobaczyć Mojego istnienia i bezwzględny względem Mojego sądu. Tak oto, gdy człowiek się tego nie spodziewa, po cichu unoszę się od nich i już więcej nie będę porównywał, kto jest wysoki, a kto niski z człowiekiem. Ludzkość jest najniższym „zwierzęciem” ze wszystkich i nie chcę już więcej zwracać na to zwierzę uwagi. Już dawno temu odebrałem całą Moją łaskę do miejsca, gdzie spokojnie mieszkam; ponieważ człowiek jest tak nieposłuszny, jaką ma podstawę do tego, by nadal cieszyć się Moją cenną łaską?

z rozdziału „Dzieło i wejście (10)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

20. Choć Boże dzieło jest bogate i obfite, ludzkie wejście jest bardzo wybrakowane. Ze wspólnego „przedsięwzięcia” pomiędzy człowiekiem i Bogiem, prawie wszystko jest dziełem Boga; człowiek zaś nie ma prawie nic do pokazania, na ile sam wszedł w to przedsięwzięcie. Człowiek, który jest tak zubożony i ślepy, mierzy nawet swą siłę w stosunku do dzisiejszego Boga, dzierżąc „dawną broń” w swych rękach. Te „prymitywne małpy” są ledwo w stanie chodzić wyprostowane, a nie wstydzą się swych „nagich” ciał. Co kwalifikuje je do oceniania dzieła Boga? Oczy wielu z tych czworonogich małp napełniają się wściekłością i ustawiają się do walki z Bogiem z dawną kamienną bronią w rękach, próbując zapoczątkować walkę małpoludów, jakiej świat nigdy wcześniej nie widział, aby urządzić walkę dni ostatecznych pomiędzy małpoludami i Bogiem, walkę, która stanie się sławna w całej krainie. Ponadto wiele z tych na wpół zgiętych dawnych małpoludów przepełnia samozadowolenie. Włosy pokrywające ich twarze są ze sobą splątane, pełne są morderczych zamiarów i unoszą swe przednie łapy. Muszą jeszcze w pełni wyewoluować do stanu człowieka współczesnego, więc czasem stają wyprostowane, a czasem się czołgają, krople potu pokrywają ich czoło jak gęsta rosa, ich zapał jest oczywisty. Patrząc na tego nieskazitelnego, dawnego małpoluda, stojącego na czterech łapach, o czterech kończynach opasłych i powolnych, ledwo zdolnych do odpierania ciosów oraz bez siły do walki, jego towarzysz walki ledwo może się powstrzymać. W mgnieniu oka – zanim jest czas, by zobaczyć, co się stało – „bohater” w ringu pada na ziemię z kończynami w powietrzu. Te kończyny, błędnie stawiane na ziemi przez wszystkie te lata, nagle zostały wywrócone w górę, a małpolud już więcej nie ma żadnej ochoty, by się opierać. Od tego czasu najdawniejszy małpolud jest starty z powierzchni ziemi – to naprawdę „poważne”. Ten dawny małpolud doszedł do tak nagłego kresu. Dlaczego musiał tak wcześnie spiesznie odejść z tego cudownego świata człowieka? Dlaczego nie przedyskutował następnego kroku strategii ze swymi towarzyszami? Jaka szkoda, że pożegnał się ze światem, nie zostawiając sekretu mierzenia własnych sił w porównaniu z Bogiem! Jakże bezmyślne było dla tak starego małpoluda umrzeć bezszelestnie, odchodząc bez przekazania „starożytnej kultury i sztuki” swym potomkom. Nie było na to czasu – by zadzwonić do swych najbliższych i powiedzieć im o swej miłości, nie pozostawił wiadomości na tablicy kamiennej, nie rozpoznał słońca niebios i nic nie powiedział o swym niewypowiedzianym trudzie. Gdy wydawał ostatnie tchnienie, nie wezwał swych potomków, by stanęli u boku jego umierającego ciała, aby im powiedzieć „nie wchodźcie na ring, by wyzwać Boga”, zanim zamknął swe oczy, z czterema sztywnymi kończynami na zawsze sterczącymi do góry jak gałęzie drzewa skierowane do nieba. Wydawałoby się, że umarł gorzką śmiercią… Nagle pod ringiem wybucha ryczący śmiech; jeden z na wpół zgiętych małpoludów nie posiada się ze złości; trzymając „kamienną pałkę” do polowania na antylopy czy inne dzikie zwierzęta, które są bardziej rozwinięte niż ten stary małpolud, wskakuje on na ring, pełen wściekłości, z dobrze przemyślanym planem w swym umyśle[17]. Zachowuje się tak, jakby zrobił coś chwalebnego. Używając „mocy” swej kamiennej pałki, daje radę stać wyprostowany przez „trzy minuty”. Jakże wielka „moc” tej trzeciej „nogi”! Utrzymała tego wielkiego, niezdarnego, głupiego, na wpół zgiętego małpoluda w pozycji stojącej przez trzy minuty – nic dziwnego, że ten czcigodny[18] stary małpolud jest tak władczy. Rzeczywiście, starodawne kamienne narzędzie „zasługuje na swą reputację”: jest rękojeść noża, ostrze, czubek, jedyny minus to brak połysku na ostrzu – jakże to jest godne pożałowania. Popatrzmy znowu na tego „małego bohatera” dawnych czasów, stojącego w ringu, spoglądającego na tych poniżej pogardliwym wzrokiem, tak jakby byli oni bezsilnymi podwładnymi, a on dzielnym bohaterem. W swym sercu skrycie nienawidzi tych przed podium. „Kraj jest w tarapatach i każdy z nas jest odpowiedzialny, dlaczego się przed tym cofacie? Czy może być tak, że widzicie, iż krajowi grozi katastrofa, ale nie chcecie się zaangażować w krwawą walkę? Kraj jest na skraju katastrofy – dlaczego nie jesteście pierwszymi do okazania troski, a ostatnimi do dobrej zabawy? Jak możecie patrzeć, jak kraj upada i jego ludzie popadają w ruinę? Czy chcecie ponosić wstyd narodowego ujarzmienia? Co za banda łajdaków!”. Gdy tak sobie myśli, burdy wybuchają przed sceną, a jego oczy stają się jeszcze bardziej wściekłe, jakby miały strzelić[19] płomieniami. Nie może się doczekać osłabnięcia Boga przed walką, rozpaczliwie chcąc zabić Boga, by uszczęśliwić ludzi. Nie zdaje sobie sprawy, że choć jego kamienne narzędzie może mieć zasłużoną sławę, nigdy nie może zantagonizować Boga. Zanim zdąży się obronić, zanim zdąży się położyć oraz powstać, kołysze się w przód i w tył, tracąc wzrok w obu oczach. Upada na swego starego przodka i więcej nie powstaje; mocno ściskając starodawnego małpoluda już więcej nie woła, a uznaje swą niższość, nie mając już żadnej chęci stawiania oporu. Te dwa biedne małpoludy umierają przed ringiem. Jakże niefortunne to jest, że przodkowie ludzkości, którzy przetrwali aż do obecnego dnia, umarli w ignorancji w dniu, gdy Słońce sprawiedliwości się ukazało! Jakże głupie jest to, że pozwolili, by takie wielkie błogosławieństwo ich ominęło – że w dniu ich błogosławieństwa małpoludy, którzy wyczekiwali przez tysiąclecia, przyjęli błogosławieństwo Hadesu, by „cieszyć się” z królem diabłów! Czemu nie zatrzymać tych błogosławieństw w świecie żywych, by cieszyć się ze swymi synami i córkami? Oni po prostu szukają kłopotów! Jakież to marnotrawstwo, że ze względu na odrobinę prestiżu, reputacji i próżności cierpią nieszczęście bycia zabitym, przepychając się, żeby być pierwszymi, którzy otworzą bramy piekła i by stać się jego synami. Taka cena jest tak zbędna. Jakaż szkoda, że tak starzy przodkowie, którzy byli tak „pełni ducha narodowego”, mogli być tak „surowi dla siebie, ale tolerancyjni dla innych”, że zamknęli sami siebie w piekle, a tych bezsilnych niższych zamknęli na zewnątrz. Gdzie można znaleźć takich „przedstawicieli ludu” jak ci? Ze względu na „dobro swego potomstwa” oraz „spokojne życie przyszłych pokoleń” nie pozwalają Bogu kolidować i dlatego nie zważają na swe własne życie. Bez ograniczeń poświęcają sami siebie dla „sprawy narodowej”, wchodząc do Hadesu bez słowa. Gdzie można znaleźć taki nacjonalizm? Walcząc z Bogiem, nie boją się śmierci ani rzezi, a jeszcze mniej niepokoją się o jutro. Oni po prostu wchodzą na pole walki. Jakaż szkoda, że jedyne, co otrzymują za swego „ducha oddania” jest wieczny żal i trawienie wiecznie palącymi płomieniami piekła!

z rozdziału „Dzieło i wejście (10)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

21. Spędziłem wiele dni i nocy z człowiekiem, mieszkałem w świecie razem z człowiekiem, a nigdy nie przedstawiałem człowiekowi zwiększonych wymagań; kieruję tylko człowieka zawsze naprzód, nie robię nic innego, tylko kieruję człowiekiem, a ze względu na ludzkie przeznaczenie, nieustannie realizuję dzieło organizowania. Kto kiedykolwiek zrozumiał wolę Ojca niebieskiego? Kto przemierzył dystans pomiędzy niebem i ziemią? Nie chcę już dłużej spędzać z człowiekiem jego „starości”, gdyż człowiek jest zbyt staromodny, nic nie rozumie, a jedyne, co umie, to obżerać się na ucztach, które wystawiłem, z dala od wszystkich innych – nigdy nie myśląc o żadnej innej sprawie. Ludzkość jest zbyt skąpa, zgiełk, mrok i niebezpieczeństwo wśród ludzi jest zbyt wielkie, stąd nie chcę udzielać cennych owoców triumfu uzyskanego w dniach ostatecznych. Niech człowiek cieszy się z hojnego błogosławieństwa, które sam wytworzył, ponieważ człowiek Mnie nie przyjmuje – czemu miałbym zmuszać ludzkość do udawania uśmiechu? Każdy kąt świata pozbawiony jest ciepła, nie ma śladu wiosny w żadnym krajobrazie świata, gdyż człowiek nie ma najmniejszego ciepła, jak stworzenie żyjące w wodzie, jak trup, a nawet krew krążąca w jego żyłach jest jak zamarznięty lód, który oziębia serce. Gdzie jest ciepło? Człowiek przybił Boga do krzyża bez powodu, a potem nie odczuwał najmniejszych wątpliwości. Nikt nigdy nie odczuwał żalu, a ci okrutni tyrani wciąż planują jeszcze raz „schwytać żywcem”[20] Syna Człowieczego i przyprowadzić Go przed pluton egzekucyjny, by położyć kres nienawiści w swych sercach. Jaka jest korzyść z Mojego pozostawania w tej niebezpiecznej krainie? Jeśli pozostanę, jedyną rzeczą, jaką przyniosę człowiekowi, będzie konflikt i przemoc, nie zaś kres kłopotów, ponieważ nigdy nie przyniosłem człowiekowi pokoju, tylko wojnę. Dni ostateczne ludzkości muszą być wypełnione wojną, a przeznaczenie człowieka musi zachwiać się pośród przemocy i konfliktu. Nie mam ochoty „dzielić” tej „rozkoszy” wojny, wolę nie towarzyszyć rozlewowi krwi i ofierze człowieka, gdyż ludzkie odrzucenie wprowadziło Mnie w „przygnębienie” i nie mam serca patrzeć na wojny człowieka – niech człowiek sobie walczy, ile serce zapragnie, Ja chcę odpocząć, chcę spać, niech demony będą towarzyszami ludzkości w dniach ostatecznych!

z rozdziału „Dzieło i wejście (10)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

22. W waszych poszukiwaniach macie zbyt wiele osobistych wyobrażeń, nadziei i wizji przyszłości. Obecna praca wykonywana jest po to, aby rozprawić się z waszym pragnieniem statusu i waszymi wygórowanymi zachciankami. Wszystkie te nadzieje, pragnienie[e] statusu oraz wyobrażenia, są klasycznymi przejawami szatańskiego usposobienia. Powodem, dla którego takie rzeczy istnieją w ludzkich sercach jest dokładnie to, że trucizna szatana nieustannie zatruwa ludzkie myśli, a ludzie ciągle nie są w stanie zrzucić z siebie jarzma tych szatańskich pokus. Żyją pośród grzechu, ale nie wierzą, że jest to grzech i ciągle sobie myślą: „Wierzymy w Boga, więc On musi obdarzać nas błogosławieństwami i odpowiednio wszystko dla nas zorganizować. Wierzymy w Boga, więc musimy być lepsi od innych, musimy mieć wyższy status i lepszą przyszłość niż ktokolwiek inny. Ponieważ wierzymy w Boga, musi On obdarzać nas bezgranicznymi błogosławieństwami. Inaczej nie można by tego nazwać wierzeniem w Boga”. Przez wiele lat sposób myślenia, który ludzie obrali, aby przetrwać, wyniszczał ich serca do tego stopnia, że stali się zdradliwi, tchórzliwi i podli. Brak im nie tylko siły woli i determinacji, bowiem stali się także chciwi, butni i samowolni. Absolutnie brak im determinacji do przemiany siebie, a ponadto nie mają ani krzty odwagi, by zerwać więzy tych ciemnych wpływów. Myśli i styl życia ludzi są przegniłe, ich postawa na temat wiary w Boga wciąż nie do zniesienia, nawet gdy wyrażają swoje poglądy na temat wiary w Boga, są one tak okropne, że nie da się ich słuchać. Wszyscy ludzie są tchórzliwi, nieudolni, podli i łatwo ich złamać. Nie czują odrazy do sił ciemności, ani miłości do światła i prawdy. Zamiast tego, robią, co w ich mocy, aby je odrzucić. Czyż nie takie właśnie są wasze obecne myśli i zapatrywania? „Skoro wierzę w Boga, powinienem być obsypywany błogosławieństwami, a także mieć pewność, że mój status nigdy się nie obniży i będzie wyższy niż status niewierzących”. Zapatrywania takie są wam bliskie nie od roku czy dwóch; myślicie tak już od wielu lat. Wasza transakcyjna mentalność jest aż zanadto rozwinięta. Chociaż dotarliście dzisiaj do tego etapu dzieła, nadal nie zrezygnowaliście ze statusu, tylko ciągle staracie się o niego dopytywać i obserwujecie go każdego dnia z głęboką obawą, że któregoś dnia status ten utracicie, a wasze imię popadnie w ruinę. Ludzie nigdy nie wyrzekli się pragnienia wygody.

z rozdziału „Dlaczego nie jesteś skłonny być narzędziem kontrastu?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

23. Wiara ludzi w Boga ma skłonić Go do zapewnienia im należytego przeznaczenia, a także przysporzyć im wszelkich możliwych łask; sprawić, żeby Bóg stał się ich sługą i utrzymywał z nimi pokojowe i przyjacielskie relacje, aby nigdy nie doszło między nimi do żadnego konfliktu. Innymi słowy, ich wiara w Boga domaga się, aby Bóg obiecał im spełnienie wszystkich pragnień, by zapewniał im wszystko to, o co się modlą, tak jak powiedziane jest w Biblii: „wysłucham wszystkich modłów waszych”. Ludzie ci domagają się, by Bóg nikogo nie osądzał, by z nikim się nie rozprawiał, gdyż jest On nieodmiennie miłosiernym Jezusem Zbawcą, żyjącym na przyjaznej stopie z ludźmi – w każdym czasie i miejscu. Wiara takich ludzi wygląda następująco: zawsze proszą oni bezwstydnie Boga o różne rzeczy, Bóg zaś ślepo ich wszystkim obdarza, niezależnie od tego, czy się buntują, czy są Mu posłuszni. Bezustannie oczekują oni od Boga „spłaty długu”, On zaś bez szemrania musi „swój dług spłacać”, i to „spłacać” podwójnie, niezależne od tego, czy sam coś od nich dostał, czy też nie. Jest On zdany na ich łaskę i niełaskę; bez ich pozwolenia nie wolno Mu arbitralnie owymi ludźmi dysponować ani tym bardziej ujawniać własnej, skrywanej od wielu lat mądrości i sprawiedliwego usposobienia, mimo że tak właśnie chciałby postąpić. Tacy ludzie ograniczają się do wyznawania Bogu swoich grzechów, Bóg zaś natychmiast je odpuszcza, i nie może się tym znużyć – i tak to trwa bez końca. Wydają Bogu polecenie, a On je spełnia, tak jak czytamy o tym w Biblii, że nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i że przybył, by stać się sługą człowieka. Czyż nie tak właśnie wyglądała zawsze wasza wiara? Kiedy nie udaje wam się niczego od Boga uzyskać, wtedy najchętniej byście uciekli. Gdy zaś czegoś nie rozumiecie, ogarnia was frustracja, a nawet posuwacie się do miotania wszelkiego rodzaju przekleństw. Wy po prostu nie chcecie pozwolić Samemu Bogu na to, by dał w pełni wyraz swojej mądrości i cudowności, i zamiast tego wolicie zaznać tymczasowego spokoju i wygody. Aż do tej pory waszą postawę i wiarę w Boga cechowały wciąż te same stare nawyki myślowe. Jeśli Bóg okazuje wam nieco więcej majestatu, stajecie się nieszczęśliwi; czy dostrzegacie teraz dokładnie, jak wygląda wasza postawa? Nie myślcie, że wszyscy jesteście wobec Boga lojalni, skoro wasze dawne nawyki myślowe tak naprawdę się nie zmieniły. Gdy nie spotyka cię nic złego, uważasz, że wszystko idzie jak z płatka, a wtedy twoja miłość do Boga nie ma granic. Ale gdy natrafiasz na drobne przeciwności, spadasz na samo dno Hadesu. I taka jest twoja lojalność wobec Boga?

z rozdziału „Powinniście na bok odsunąć błogosławieństwa, jakie daje status, i postarać się zrozumieć Bożą wolę zbawienia człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

24. Moje czyny są liczniejsze niż ziarna piasku na plażach, a Moja mądrość większa niż wszystkich tych synów Salomona, jednak ludzie myślą o Mnie jak o lekarzu z niewielkim doświadczeniem, jak o nieznanym nauczycielu człowieka! Ilu we Mnie wierzy tylko po to, abym ich uzdrowił? Ilu we Mnie wierzy tylko po to, abym użył swej mocy, aby wypędzić nieczyste duchy z ich ciał? I ilu wierzy we Mnie po prostu, aby otrzymać ode Mnie pokój oraz radość? Ilu wierzy we Mnie, jedynie po to, aby żądać ode Mnie więcej materialnego bogactwa, a ilu wierzy we Mnie tylko po to, aby spędzić to życie bezpiecznie i być całym oraz zdrowym w świecie, który nadejdzie? Ilu wierzy we Mnie tylko po to, aby uniknąć cierpienia piekła i otrzymać błogosławieństwa niebios? Ilu wierzy we Mnie tylko dla tymczasowego pocieszenia, ale nie dąży do zdobycia niczego w tym świecie, który nadejdzie? Kiedy wylałem Mój gniew na człowieka i zabrałem całą radość oraz pokój, które pierwotnie posiadał, człowiek zaczął wątpić. Kiedy ukazałem człowiekowi cierpienie piekła i odebrałem błogosławieństwa niebios, wstyd ludzki zamienił się w gniew. Kiedy człowiek poprosił Mnie, abym go uleczył, a jednak nie baczyłem na niego, a nawet czułem do niego odrazę, człowiek oddalił się ode Mnie i szukał drogi złej medycyny oraz czarów. Kiedy odebrałem wszystko, czego człowiek ode Mnie żądał, wówczas zniknął bez śladu. Dlatego mówię, że człowiek ma wiarę we Mnie, ponieważ daję zbyt wiele łaski, a także jest zbyt wiele do zyskania.

z rozdziału „Co wiesz o wierze?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

25. Dziś to, co przyszło wam zrozumieć, jest większe niż zrozumienie dane jakiejkolwiek niedoskonałej osobie w całych dziejach. Czy będzie to wasza wiedza o próbach, czy też wiara w Boga, jest to większe zrozumienie niż w przypadku jakiegokolwiek człowieka wierzącego w Boga. Rzeczy, które rozumiecie, są tymi, które poznajecie zanim przejdziecie próby różnych okoliczności, ale wasza rzeczywista postawa jest zupełnie z nimi niezgodna. To, co wiecie, jest większe od tego, co wdrażacie w życie. Mówicie, że ludzie, którzy wierzą w Boga, powinni Boga miłować i starać się nie o błogosławieństwa, ale tylko o to, by pełnić wolę Boga, a tymczasem wszystko, co przejawia się w waszym życiu, dalekie jest od tego i zostało poważnie zbrukane. Większość ludzi wierzy w Boga ze względu na spokój i inne korzyści. Jeśli nie przynosi wam to korzyści, nie wierzycie w Boga, a jeśli nie możecie otrzymać łask Boga, obrażacie się. Jak może być to wasza prawdziwa postawa? Gdy idzie o nieuchronne wydarzenia w rodzinie (dziecko zachoruje, mąż trafi do szpitala, plony są niskie, krewni są prześladowani itd.), nie potraficie znieść tych rzeczy, które tak często zdarzają się w codziennym życiu. Gdy coś takiego się wydarza, wpadacie w panikę, nie wiecie, co robić, a najczęściej macie pretensje do Boga. Narzekacie, że nabraliście się na słowa Boga, że dzieło Boga was zwiodło. Czy nie przychodzą wam do głowy takie myśli? Czy sądzicie, że takie rzeczy zdarzają się pośród was tylko sporadycznie? Każdego dnia dochodzi do takich zdarzeń. Nie obchodzi was w ogóle powodzenie waszej wiary w Boga ani to, jak pełnić wolę Boga. Wasza prawdziwa postawa jest zbyt niska, niższa nawet niż małego pisklęcia. Gdy firma męża traci pieniądze, macie pretensje do Boga, gdy znajdziecie się w miejscu, gdzie nie obejmuje was ochrona Boga, macie pretensje do Boga, macie pretensje nawet wówczas, gdy umrze wam pisklę lub stara krowa zachoruje, narzekacie, gdy przychodzi czas, by syn założył rodzinę, ale nie macie wystarczająco dużo pieniędzy, a gdy pracownicy kościoła zjedzą kilka posiłków u was w domu i kościół nie zwróci wam kosztów ani nikt nie prześle wam żadnych warzyw, wtedy też narzekacie. Wasze żołądki wypchane są skargami i czasami nie idziecie na zgromadzenie, i nie jecie ani nie pijecie słów Boga z tego powodu, przyjmując negatywną postawę na dłuższy czas. Nic, co przytrafia wam się dziś, nie ma żadnego związku z waszymi perspektywami bądź losem; te rzeczy zdarzyłyby się również, gdybyście nie wierzyli w Boga, a wy dziś mimo to obarczacie Boga odpowiedzialnością za nie i podkreślacie usilnie, że Bóg was wyeliminował. Co z waszą wiarą w Boga? Czy faktycznie złożyliście swoje życie w ofierze? Gdybyście przeszli tę samą próbę co Hiob, nikt z was, którzy dziś służycie Bogu, nie byłby w stanie wytrwać – upadlibyście. Całkiem po prostu istnieje ogromna różnica między wami a Piotrem. Gdyby dziś skonfiskowano połowę waszego majątku, poważylibyście się zaprzeczyć istnieniu Boga; gdyby zabrano wam syna lub córkę, wybieglibyście na ulicę z krzykiem protestu; gdyby wasze życie utknęło w martwym punkcie, zwrócilibyście się do Boga, pytając, czemu na początku mówiłem tak wiele słów, by was przestraszyć. W takich sytuacjach nie cofnęlibyście się przed niczym. To pokazuje, że nie ujrzeliście prawdziwie i nie macie prawdziwej postawy. I tak wasze udręki są zbyt wielkie, bo rozumiecie za wiele, ale to, co prawdziwie wiecie, nie jest nawet tysięczną częścią tego, czego jesteście świadomi. Nie zatrzymujcie się na samym rozumieniu i wiedzy; wtedy najlepiej zobaczycie, jak dużo możecie faktycznie wdrożyć w życie, jak dużo potu wylanego w ciężkiej pracy zostało przemienione w oświecenie i iluminację pochodzące od Ducha Świętego i w jak wielu waszych praktykach zrealizowaliście własne postanowienie. Powinniście poważnie traktować swoją postawę i praktykowanie. W waszej wierze w Boga nie możecie zwyczajnie powtarzać rutyny dobrej dla każdego – to, czy zyskacie, zależy od waszych własnych dążeń.

z rozdziału „Praktyka (3)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

26. Masz nadzieję, że twoja wiara w Boga nie będzie wymagać żadnych wyzwań czy cierpień, ani najmniejszego nawet trudu. Ciągle dążysz do osiągnięcia tych rzeczy, które są bezwartościowe, a nie przywiązujesz wagi do życia, przedkładając zamiast tego własne ekstrawaganckie myśli ponad prawdę. Jakże jesteś bezwartościowy! Żyjesz jak świnia: jaka jest różnica pomiędzy tobą a świniami czy psami? Czyż wszyscy ci, którzy nie dążą do osiągnięcia prawdy, a zamiast tego kochają cielesność, nie są zwierzętami? Czy wszyscy ci umarli bez ducha nie są chodzącymi trupami? Jak wiele słów zostało wypowiedzianych pomiędzy wami? Czyż tylko niewiele pracy wykonane zostało pomiędzy wami? W jak wiele was zaopatrzyłem? Dlaczego zatem nie pozyskałeś Mego zaopatrzenia? Na co możesz się uskarżać? Czyż nie jest tak, że nie zyskałeś niczego przez to, że zanadto ukochałeś ciało? Czy to nie przez to, że twoje myśli są nazbyt ekstrawaganckie? Czy nie dlatego, że jesteś nazbyt głupi? Jeśli nie jesteś w stanie pozyskać tych błogosławieństw, czy możesz winić Boga, że cię nie zbawi? Tym, do czego dążysz, jest osiągnięcie spokoju po uwierzeniu w Boga: żeby twoich dzieci nie nękały choroby, żeby twój mąż miał dobrą pracę, żeby twój syn znalazł sobie dobrą żonę, żeby twa córka znalazła porządnego męża, żeby twe woły i konie dobrze orały ziemię, żeby był rok dobrej pogody dla twoich plonów. Oto jest to, czego szukasz. Dążysz tylko do tego, by żyć wygodnie; by twojej rodzinie nie przytrafiały się żadne nieszczęśliwe wypadki, by omijały cię niepomyślne wiatry, by twej twarzy nie tknął piasek, by plonów twojej rodziny nie zalała powódź, aby nie dosięgło cię żadne nieszczęście, byś żył w objęciach Boga, byś wiódł życie w przytulnym gniazdku. Tchórz taki jak ty, który zawsze podążą za cielesnością: czy ty w ogóle masz serce? Czy masz ducha? Czyż nie jesteś zwierzęciem? Ja daję ci drogę prawdy, nie prosząc o nic w zamian, lecz ty nią nie podążasz. Czy jesteś jednym z tych, którzy wierzą w Boga? Ja obdarzam cię prawdziwym człowieczym życiem, lecz ty nie dążysz do jego osiągnięcia. Czyż nie jesteś taki sam jak świnia czy pies? Świnie nie dążą do osiągnięcia ludzkiego życia, nie dążą do tego, by zostać obmyte i nie rozumieją, czym jest życie. Każdego dnia, najadłszy się do syta, zapadają po prostu w sen. Ja zaś dałem ci drogę prawdy, lecz ty jej nie zyskałeś. Twoje ręce są puste. Czy masz zamiar tkwić nadal w takim życiu, życiu świni? Jakie znaczenie ma życie takich ludzi? Życie twoje jest godne pogardy i podłe, żyjesz pośród brudu oraz rozpusty i nie dążysz do żadnych celów. Czyż życie twoje nie jest najpodlejsze ze wszystkich? Czy masz czelność spoglądać na Boga? Jeśli nadal będziesz doświadczał życia w ten sposób, czyż nie będzie tak, że nie osiągniesz niczego? Dana ci została droga prawdy, lecz to, czy ostatecznie zdołasz ją osiągnąć, czy też nie, zależy od twoich osobistych dążeń.

z rozdziału „Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

27. Ilekroć wspomina się o celu wędrówki, traktujecie go ze szczególną powagą; wszyscy wykazujecie w tej kwestii szczególną wrażliwość. Niektórzy ludzie nie mogą się doczekać, aż zaczną korzyć się przed Bogiem – byleby tylko mieć w końcu dobry cel wędrówki. Potrafię się utożsamić z waszą żarliwością, której nie trzeba ujmować w słowa. W żadnym wypadku nie chcielibyście, by wasze ciała uległy ruinie, więcej nawet – nie chcielibyście podlegać w przyszłości długotrwałym karom. Chcielibyście jedynie, by wasze życie było jeszcze swobodniejsze i przyjemniejsze. Dlatego szczególny niepokój wzbudza w was każda wzmianka o celu wędrówki: niezmiernie się boicie, że nie będąc dostatecznie czujnymi, możecie obrazić Boga, narażając się na zasłużoną karę. Nie wahacie się iść na kompromis ze względu na wasz cel, a wielu spośród was – niegdyś nieszczerych i chwiejnych – nagle zaczęło nawet przejawiać szczególną uprzejmość i szczerość; wasza szczerość wprost mrozi. Niezależnie od tego, wszyscy macie „uczciwe” serca; od początku do końca otwieracie się przede Mną, nie chowając w swych sercach żadnych sekretów: wyrzutów, oszustw czy też przywiązania. W ostatecznym rozrachunku zupełnie otwarcie „wyznajecie” przede Mną owe sprawy najgłębsze, skrywane w zakamarkach duszy. Rzecz jasna, Ja sam nigdy ich nie unikałem, stały się one dla mnie chlebem powszednim. Wolelibyście raczej wypłynąć na morze ognia, by osiągnąć ostateczny cel waszej drogi – aniżeli stracić bodaj jeden włos, by zyskać aprobatę Boga. Nie w tym rzecz, że postępuję z wami w sposób zbyt dogmatyczny, rzecz raczej w tym, że oddanie, które wypełnia wasze serca, jest szczególnie nieadekwatne, byście mogli się skonfrontować z wszystkimi Moimi czynami. Być może nie rozumiecie, co chcę powiedzieć, pozwólcie Mi więc na proste wyjaśnienie: tym, czego wam trzeba, nie jest prawda ani życie, ani zasady postępowania w życiu – zwłaszcza zaś nie chodzi wam o Moje pełne trudu dzieło. Potrzebujecie tylko tego, co jest udziałem ciała: bogactwa, statusu, rodziny, małżeństwa etc. Zupełnie nie zważacie na Moje słowa ani na Moje dzieło, mogę więc podsumować waszą wiarę jednym wyrażeniem: jesteście tylko połowicznie zaangażowani. Nie cofniecie się przed niczym, by osiągnąć rzeczy, którym jesteście bez reszty oddani, ale przekonałem się, że nie jesteście zdolni wyrzec się wszystkiego dla spraw związanych z waszą wiarą w Boga. Jesteście lojalni tylko do pewnego stopnia i tylko do pewnego stopnia poważni. Oto dlaczego mówię, że ci, którym brakuje najwyższej powagi serca, ponoszą porażkę w wierze w swego Boga. Pomyślcie uważnie – czy wielu jest wśród was tych, co ponoszą porażkę?

Powinniście wiedzieć, że ludzie osiągają powodzenie w wierze w Boga dzięki własnym działaniom; kiedy zaś im się to nie udaje i spotykają ich porażki, również i to dzieje się na skutek ich własnych działań, nie zaś pod wpływem innych czynników. Wierzę, że nie cofnęlibyście się przed niczym, by coś uzyskać, choć mogłoby to wam przysporzyć więcej trudów i wymagałoby większych wyrzeczeń niż wiara w Boga – i wszystko to traktowalibyście z wielką powagą. Nieskłonni też bylibyście narażać się na jakiekolwiek błędy: takie nieustanne starania wszyscy w swoim życiu podejmujecie. Potraficie Mnie nawet oszukać w ciele – w okolicznościach, w jakich nie odważylibyście się oszukać własnej rodziny. Czynicie to konsekwentnie; taką to zasadą kierujecie się w życiu. Czyż nie kultywujecie ciągle fałszywego wizerunku, by Mnie zwodzić – przez wzgląd na cel waszej wędrówki, cel piękny i szczęśliwy? Jestem świadom, że wasze oddanie i wasza szczerość są jedynie tymczasowe; czyż wasze aspiracje i cena, którą płacicie, nie jest jedynie na tu i teraz – a nie na to, co będzie? Chcecie osiągnąć piękny cel swej wędrówki, dokonując jednego ostatniego wysiłku. Jedynym waszym celem jest dobicie targu; nie jest nim wywiązywanie się z długu wobec prawdy ani tym bardziej nie jest nim zrekompensowanie Mi ceny, którą sam zapłaciłem. Jednym słowem, gotowi jesteście jedynie korzystać ze swej mądrości, nie zaś o nią walczyć. Czyż nie to jest waszym najgłębszym pragnieniem? Nie możecie się kryć, a tym bardziej nie wolno wam łamać sobie głowy nad tym, co jest waszym celem – do tego stopnia, że nie możecie jeść ani spać. Czyż nie jest prawdą, że wasz cel w końcu się odsłoni?

z rozdziału „O celu wędrówki” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

28. Każdego dnia uczynki i myśli wszystkich ludzi są przez Niego postrzegane, a jednocześnie ludzie kształtują własną przyszłość. Jest to droga, którą muszą podążać wszyscy żyjący i którą przeznaczyłem dla wszystkich. Nikt nie może tego uniknąć, a wyjątki od tej zasady nie są przewidziane. Wypowiedziałem niezliczone słowa, a ponadto wykonałem ogrom dzieła. Codziennie obserwuję, jak każdy człowiek w naturalny sposób wykonuje wszystko, co ma robić, zgodnie z jego wrodzoną naturą i tym, jak się ona rozwija. Wielu nieświadomie wybrało już „właściwą drogę”, którą wyznaczyłem do objawienia ludziom wszelkiego pokroju. Ludzi różnego pokroju umieściłem już w różnych warunkach, a każdy na swym miejscu wyraża swoje nieodłączne cechy. Nikt ich nie wiąże, nikt ich nie wodzi na pokuszenie. Są wolni w całości, a to, co wyrażają, przychodzi naturalnie. Jest tylko jedna rzecz, która trzyma ich w ryzach, a są to Moje słowa. Dlatego wielu ludzi niechętnie czyta Moje słowa tylko po to, aby ich koniec nie oznaczał śmierci, ale nigdy nie wprowadzają Moich słów w życie. Z drugiej strony, inni ludzie nie potrafią przetrwać kolejnych dni bez Mojego słowa, które ich prowadzi i wzmacnia, więc naturalnie trzymają się stale Mojego słowa. W miarę upływu czasu odkrywają tajemnicę ludzkiego życia, przeznaczenie ludzkości i wartość bycia człowiekiem. W obliczu Mojego słowa ludzkość nie jest niczym więcej i po prostu pozwalam, aby sprawy toczyły się własnym tokiem. Nie robię nic, co zmusza człowieka do życia według Moich słów jako podstawy swojej egzystencji. I tak ci, którzy nigdy nie mają sumienia ani wartości w swym istnieniu cicho obserwują rozwój wydarzeń, a następnie śmiało odrzucają Moje słowa i czynią to, co chcą. Prawda i wszystko, co pochodzi ode Mnie, zaczyna ich nudzić. Co więcej, znudziło ich przebywanie w Moim domu. Ci ludzie tymczasowo zamieszkują w Moim domu z uwagi na ich przeznaczenie i aby uniknąć kary, nawet jeśli pełnią służbę. Jednak ani ich intencje, ani postępowanie nigdy nie ulega zmianie. To jeszcze bardziej zachęca ich do pragnienia błogosławieństw, prostego przejścia do królestwa, gdzie mogliby wówczas pozostać na wieczność, a nawet przejścia do wieczystych niebios. Im bardziej tęsknią za tym, by Mój dzień nadszedł niebawem, tym bardziej czują, że prawda stała się przeszkodą, kamieniem potknięcia na ich drodze. Nie mogą się doczekać, aż wejdą do królestwa, aby na zawsze cieszyć się błogosławieństwami królestwa niebieskiego, bez potrzeby dążenia do prawdy lub akceptowania sądu i karcenia, a przede wszystkim, bez konieczności posłusznego zamieszkiwania w Moim domu i robienia tego, co nakazuję. Ci ludzie wchodzą do Mojego domu nie po to, aby napełnić serce, które szuka prawdy, ani żeby współpracować pod Moim zarządem. Chcą być tylko jednymi z tych, którzy nie zostaną zniszczeni w przyszłym wieku. Dlatego ich serca nigdy się nie dowiedziały, czym jest prawda, ani jak ją przyjąć. Właśnie dlatego tacy ludzie nigdy nie żyli prawdą ani nie zdali sobie sprawy, jak głębokie jest ich zepsucie, a jednak przebywali w Moim domu jako „słudzy” do końca. Oni „cierpliwie” czekają na nadejście Mojego dnia i niestrudzenie poddają się zmianom związanym z Moim dziełem. Bez względu na to, jak wielki jest ich wysiłek i jaką cenę zapłacili, nikt nie zauważy, że cierpieli za prawdę lub poświęcili się dla Mnie. W swych sercach nie mogą się doczekać dnia, w którym położę kres staremu wiekowi, a ponadto z niecierpliwością chcą wiedzieć, jak wielka jest Moja moc i autorytet. Jednak nigdy nie spieszyli się, aby zmienić siebie i dążyć do prawdy. Kochają to, co Mnie nuży i nużą się tym, co Ja kocham. Tęsknią za tym, czego nienawidzę, ale jednocześnie boją się stracić to, czym się brzydzę. Żyją w tym niegodziwym świecie, ale nigdy nie mają nienawiści do niego i bardzo obawiają się tego, że zostanie zniszczony przeze Mnie. Ich intencje są sprzeczne: Cieszą się z tego świata, który wzbudza we Mnie odrazę, a jednocześnie pragną, abym ten świat wkrótce zniszczył. W ten sposób chcą uniknąć cierpienia wynikającego ze zniszczenia i zostać panami nowego wieku, zanim odejdą od prawdziwej drogi. Nie kochają bowiem prawdy i są znużeni tym wszystkim, co pochodzi ode Mnie. Być może na krótki czas staną się „ludźmi posłusznymi”, aby nie utracić błogosławieństw, ale ich chciwe pragnienie błogosławieństw oraz strach przed zatraceniem i trafieniem do jeziora płonącego ognia nigdy nie zostaną przyćmione. W miarę zbliżania się Mojego dnia ich pragnienie stale rośnie. A im większa katastrofa, tym bardziej sprawia, że stają się bezradni, nie wiedząc, od czego zacząć, aby sprawić Mi radość i uniknąć utraty błogosławieństw, do których tęsknili od dawna. Gdy Moja ręka rozpoczyna dzieło, ci ludzie są chętni do działania, aby służyć jako straż przednia. Myślą tylko o przedostaniu się na samo czoło oddziałów, żywiąc głęboką obawę, że ich nie dostrzegę. Robią i mówią to, co uważają za słuszne, nigdy nie wiedząc, że ich uczynki i postępowanie nigdy nie wiązały się z prawdą, a także że tylko przeszkadzają i kolidują z Moimi planami. Chociaż mogli włożyć wielki wysiłek i mogli być prawdziwi w swej woli i zamiarze wytrwania w trudnościach, wszystko, co robią, nie ma ze Mną nic wspólnego, ponieważ nigdy nie widziałem, żeby ich uczynki pochodziły z dobrych intencji, a tym bardziej nie widziałem, żeby cokolwiek składali na Moim ołtarzu. Takie są ich uczynki przede Mną przez te wszystkie lata.

z rozdziału „Powinniście zważać na wasze uczynki” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

29. Wielu wyznawców Boga martwi się jedynie o to, jak uzyskać błogosławieństwa lub uniknąć katastrofy. Na wspomnienie o Bożym dziele i zarządzaniu, milczą i tracą zainteresowanie. Są przekonani, że poznanie odpowiedzi na tak uciążliwe pytania nie wzbogaci ich życia, nie przyniesie żadnej korzyści i mimo że słyszeli o zarządzaniu Bożym, traktują je niezobowiązująco. Nie postrzegają go jako czegoś cennego do przyjęcia, a tym bardziej nie przyjmują go za część swojego życia. Tacy ludzie mają jeden prosty cel w podążaniu za Bogiem: uzyskać błogosławieństwo, a są przy tym zbyt leniwi, by poświęcać uwagę czemukolwiek, co nie dotyczy tego celu. Dla nich wiara w Boga prowadząca do zdobycia błogosławieństw jest najbardziej słusznym celem i centralną wartością ich wiary. Pozostają niewzruszeni wobec czegokolwiek, co nie może im pomóc w realizacji tego zamiaru. Tak to dziś wygląda w przypadku większości wierzących w Boga. Ich cel i motywacja wydają się słuszne, ponieważ, czcząc Boga, jednocześnie poświęcają się dla Niego, oddają się Bogu i wykonują swoją powinność. Poświęcają swoją młodość, rodzinę i karierę, spędzając nawet lata zajęci, z dala od domu. Dla dobra swojego najważniejszego celu zmieniają swoje zainteresowania, poglądy, a nawet kierunek, którego szukają w życiu, jednak nie potrafią zmienić celu swojej wiary w Boga. Biegają tu i tam za swoimi ideałami. Bez względu na to, jak długa jest droga i jak wiele trudności oraz przeszkód na niej, trzymają się kurczowo swoich idei i niestraszna im śmierć. Jaka siła sprawia, że trwają w takim poświęceniu? Czy to ich sumienie? Czy to ich wspaniały i szlachetny charakter? A może determinacja do walki z siłami zła po sam kres? Albo wiara, w której dają świadectwo Bogu, nie oczekując nic w zamian? Czy to ich lojalność, dla której gotowi są oddać wszystko, by spełnić wolę Boga? Czy to może ich duch poświęcenia, w którym to zawsze rezygnują z osobistych, przesadnych potrzeb? Dla ludzi, którzy nigdy nie poznali Bożego zarządzania tak wielkie oddanie jest po prostu nadzwyczajnym cudem! Przez chwilę nie rozmawiajmy o tym, ile ci ludzie dali z siebie. Jednakże ich zachowanie warte jest naszej analizy. Oprócz korzyści, z którymi się mocno utożsamiają, czy może istnieć jakikolwiek inny powód dla tych osób, które nigdy nie rozumiały Boga, aby poświęcić tak wiele dla Niego? Odkrywamy tu wcześniej nieokreślony problem – związek człowieka z Bogiem jest jedynie czystą korzyścią własną. To związek pomiędzy biorcą a dawcą błogosławieństw. Upraszczając, to jak relacja pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Pracownik pracuje jedynie po to, by otrzymać wynagrodzenie przyznawane przez pracodawcę. W tego typu relacjach nie ma przywiązania, tylko układ; nie ma kochania i bycia kochanym, wyłącznie jałmużna oraz litość; brak zrozumienia, tylko rezygnacja i oszustwo; nie ma zażyłości, jedynie przepaść nie do przeskoczenia. Gdy sprawy przybierają taki obrót, kto jest w stanie zmienić ich bieg? Ilu ludzi jest zdolnych naprawdę zrozumieć, jak desperacka stała się ta relacja? Wierzę, że gdy ludzie zanurzają się w radości płynącej z błogosławieństwa, nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak żenująca i odrażająca jest taka relacja z Bogiem.

z rozdziału „Człowiek może dostąpić zbawienia jedynie pod Bożym zarządzaniem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

30. Większość ludzi wierzy w Boga ze względu na swoje przyszłe miejsce przeznaczenia lub dla tymczasowej radości. Dla tych, którzy nie doświadczyli rozprawiania się, wiara w Boga ma na celu wejście do nieba, aby zdobyć nagrodę. Jej celem nie jest udoskonalenie ani spełnienie obowiązku stworzenia Bożego. Innymi słowy, większość ludzi nie wierzy w Boga z zamiarem wywiązania się ze swojej powinności lub spełnienia swojego obowiązku. Ludzie rzadko wierzą w Boga, aby prowadzić życie pełne znaczenia ani nie istnieją też tacy, którzy wierzą, że skoro człowiek jest żywy, powinien kochać Boga, ponieważ jest to prawo Nieba i zasada ziemi oraz jego naturalne powołanie. W ten sposób, mimo że różni ludzie dążą do swoich własnych celów, przedmiot ich starań i leżąca u jego podstaw motywacja niczym się nie różnią, co więcej, w przypadku większości z nich, obiekty ich czci są bardzo podobne. Przez kilka ostatnich tysięcy lat wielu wierzących umarło, a wielu umarło i narodziło się na nowo. Nie tylko jeden człowiek czy dwoje ludzi szuka Boga, nawet nie tysiąc czy dwa, jednak dążeniu większości z nich przyświecają własne perspektywy lub wspaniałe nadzieje na przyszłość. Ci, którzy są oddani Chrystusowi, są naprawdę nieliczni. Wielu żarliwie wierzących i tak umarło złapanych we własne sieci, a co więcej, liczba ludzi, którzy osiągnęli sukces, jest śmiesznie mała. Do dnia dzisiejszego ludzie nie znają powodów swoich porażek i sekretów ich sukcesu. Ci, którzy mają obsesję szukania Chrystusa, wciąż jeszcze nie doświadczyli momentu nagłego poznania, nie dotarli do sedna tych tajemnic, ponieważ po prostu nie posiadają wiedzy. Mimo że w swym dążeniu podejmują żmudne starania, ścieżka, którą idą, jest ścieżką porażki, którą kiedyś podążali ich poprzednicy, a nie ścieżką sukcesu. Czy w ten sposób, niezależnie od tego, jak szukają, nie wejdą na ścieżkę prowadzącą ku ciemności? Czy to, co zyskują, nie jest gorzkim owocem? Ciężko jest przepowiedzieć, czy ludzie, którzy naśladują tych, którzy w przeszłości odnieśli sukces, ostatecznie dojdą do szczęścia czy poniosą klęskę. O ile mniejsze mają zatem szanse ci ludzie, którzy idą w ślady tych, którzy ponieśli porażkę? Czy ich ryzyko poniesienia porażki nie jest jeszcze większe? Jaką wartość ma ścieżka, którą idą? Czy nie marnują czasu? Niezależnie od tego, czy ludzie w swoim dążeniu odnoszą sukces czy doznają porażki, istnieje − krótko mówiąc – powód, dla którego tak czynią, i nie jest tak, że ich sukces czy porażka są zdeterminowane przez poszukiwanie w sposób, w jaki im się żywnie podoba.

z rozdziału „Sukces i porażka zależą od ścieżki, którą idzie człowiek” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

31. U większości ludzi istotą wiary w Boga jest następujące przekonanie religijne: Nie są oni w stanie kochać Boga i mogą tylko podążać za Bogiem jak robot, nie mogąc prawdziwie tęsknić do Niego lub Go adorować. Idą tylko za Nim po cichu. Wielu ludzi wierzy w Boga, ale niewielu jest tych, którzy Go kochają; „czczą” oni Boga tylko dlatego, że boją się katastrofy, albo „podziwiają Boga”, ponieważ jest On wielki i potężny – ale w ich czci i podziwie nie ma miłości ani prawdziwej tęsknoty. W swoich doświadczeniach szukają elementów prawdy lub innych nieistotnych tajemnic. Większość ludzi tylko podąża, łowi w mętnych wodach jedynie po to, aby otrzymać błogosławieństwa; nie szukają prawdy ani nie są prawdziwie posłuszni Bogu, aby otrzymać Boże błogosławieństwa. Życie wszystkich ludzi wierzących w Boga w ten sposób jest bez znaczenia, nie ma wartości. Są w nim jedynie ich osobiste rozważania i pogoń. Oni nie wierzą w Boga, aby Go kochać, ale po to, aby otrzymać błogosławieństwo. Wielu ludzi postępuje tak, jak im się podoba, robią, co chcą, i nigdy nie biorą pod uwagę tego, czym Bóg jest zainteresowany ani tego, czy to, co robią, jest zgodne z Jego wolą. Tacy ludzie nie mogą nawet osiągnąć prawdziwej wiary, nie mówiąc już o miłości do Boga.

z rozdziału „Ci, którzy kochają Boga, będą zawsze żyć w Jego świetle” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

32. Najsmutniejszą kwestią dotyczącą wiary człowieka w Boga jest to, że człowiek dokonuje swojego własnego zarządzania w Bożym dziele i nie dba o zarządzanie Boga. Największa porażka człowieka polega na tym, w jaki sposób, jednocześnie dążąc do posłuszeństwa Bogu i oddawania Mu czci, człowiek buduje swój własny, idealny cel i kalkuluje, jak otrzymać największe błogosławieństwo oraz osiągnąć ten najlepszy rezultat. Nawet jeśli ludzie rozumieją, jak bardzo są żałośni, pełni nienawiści i żenujący, ilu jest takich, którzy potrafiliby bez wahania porzucić swoje ideały oraz nadzieje? A kto jest w stanie powstrzymać swoje działania i przestać myśleć tylko o sobie? Bóg potrzebuje tych, którzy będą z Nim blisko współpracować, aby wypełniać Jego zarządzanie. Potrzebuje tych, którzy poświęcą swój umysł i ciało dziełu Jego zarządzania i poddadzą się Mu. On nie potrzebuje ludzi, którzy będą wyciągać ręce, żebrząc od Niego każdego dnia, tym bardziej nie potrzebuje tych, którzy niewiele dają, a następnie oczekują, że odda im przysługę w zamian. Bóg gardzi tymi, którzy prawie nic nie wnoszą, po czym spoczywają na laurach. Nie znosi tych zimnych ludzi, nie uznających Bożego zarządzania, a jedynie rozprawiających o pójściu do nieba i uzyskiwaniu błogosławieństw. Bóg odczuwa jeszcze większą odrazę do tych, którzy czerpią korzyść z możliwości, jakie im przedstawia Jego dzieło zbawienia ludzkości. Wynika to z faktu, że ci ludzie nigdy nie troszczyli się o to, co Bóg pragnie osiągnąć poprzez swoje zarządzanie. Dbają jedynie o to, w jaki sposób mogą skorzystać z możliwości, jakie daje im Boże dzieło, aby dostąpić błogosławieństw. Nie obchodzi ich serce Boga, gdyż są totalnie pochłonięci swoją własną przyszłością i losem. Ci, którzy nie uznają Bożego zarządzania i nie wykazują najmniejszego zainteresowania tym, w jaki sposób Bóg zbawia ludzkość, oraz Jego wolą, czynią tylko to, co zadowala ich samych, bez względu na dzieło Bożego zarządzania. Ich zachowanie nie jest pamiętane ani akceptowane przez Boga, tym bardziej nie spogląda On na nie przychylnie.

z rozdziału „Człowiek może dostąpić zbawienia jedynie pod Bożym zarządzaniem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

33. Ludzie w swych doświadczeniach życiowych często myślą sobie: porzuciłem swoją rodzinę i karierę dla Boga, a co On mi dał? Muszę to podsumować i potwierdzić: czy otrzymałem ostatnio jakieś błogosławieństwa? W tym czasie dużo dałem z siebie, wysilałem się i wysilałem, i wiele wycierpiałem – czy Bóg dał mi w zamian jakieś obietnice? Czy pamiętał moje dobre uczynki? Jaki będzie mój koniec? Czy mogę otrzymać Boże błogosławieństwa?… Każdy człowiek stale i często dokonuje takich kalkulacji w swoim sercu i ludzie kierują do Boga żądania wynikające z tych motywacji, ambicji i interesów. To znaczy, że w swoim sercu człowiek nieustannie wystawia Boga na próbę, nieustannie wymyślając plany dotyczące Boga i nieustannie spierając się z Bogiem o swój koniec, a także próbując wydobyć od Boga oświadczenie, sprawdzając, czy Bóg może dać mu to, czego chce czy nie. Człowiek jednocześnie podąża za Bogiem i nie traktuje Boga jak Boga. Zawsze starał się targować z Bogiem, nieustannie stawiając Mu wymagania, a nawet naciskając na Niego na każdym kroku, próbując wziąć kilometr po otrzymaniu centymetra. W tym samym czasie gdy człowiek próbuje targować się z Bogiem, również spiera się z Nim, a są nawet ludzie, którzy, gdy spotykają ich próby lub znajdują się w pewnych sytuacjach, często stają się słabi, bierni i leniwi w swojej pracy, i pełni skarg na Boga. Człowiek, od kiedy po raz pierwszy zaczął wierzyć w Boga, uznał Boga za róg obfitości, szwajcarski scyzoryk, a samego siebie uznał się za największego wierzyciela Boga, tak jakby próby uzyskania błogosławieństw i obietnic od Boga były jego nieodłącznym prawem oraz obowiązkiem, podczas gdy obowiązkiem Boga było chronić i dbać o człowieka, i zaopatrywać go. Takie jest podstawowe zrozumienie „wiary w Boga” wszystkich tych, co wierzą w Boga, oraz ich najgłębsze zrozumienie pojęcia wiary w Boga. Od istoty natury człowieka po jego subiektywne dążenie nie ma nic, co odnosi się do bojaźni Bożej. Cel człowieka w wierze w Boga nie może mieć nic wspólnego z oddawaniem czci Bogu. To znaczy, że człowiek nigdy nie uważał ani nie rozumiał, że wiara w Boga wymaga bojaźni Bożej i oddawania czci Bogu. W świetle takich warunków istota człowieka jest oczywista. A jaka jest ta istota? Jest ona taka, że serce człowieka jest złośliwe, kryje w sobie zdradę i oszustwo, nie kocha uczciwości i sprawiedliwości ani tego, co jest pozytywne oraz jest nikczemne i chciwe. Serce człowieka nie może być bardziej zamknięte na Boga; człowiek w ogóle nie oddał go Bogu. Bóg nigdy nie widział prawdziwego serca człowieka ani nigdy nie był czczony przez człowieka. Bez względu na to, jak wielką cenę płaci Bóg, jakie dzieło wykonuje i ile daje człowiekowi, człowiek pozostaje na to ślepy i zupełnie obojętny. Człowiek nigdy nie oddał swego serca Bogu, chce tylko myśleć o swoim sercu, sam podejmować własne decyzje, których podtekstem jest to, że człowiek nie chce podążać drogą bojaźni Bożej i unikania zła ani być posłuszny suwerenności i ustaleniom Boga, ani też nie chce czcić Boga jako Boga. Taki jest dzisiejszy stan człowieka.

z rozdziału „Boże Dzieło, Boże Usposobienie i Sam Bóg II” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

34. Ludzie mówią, że Bóg jest Bogiem sprawiedliwym i że dopóki człowiek podąża za Nim do samego końca, Bóg z pewnością będzie bezstronny wobec niego, ponieważ jest najsprawiedliwszy. Jeśli człowiek będzie podążał za Nim do samego końca, czy Bóg może go odtrącić? Jestem bezstronny wobec wszystkich ludzi i osądzam wszystkich ludzi Mym sprawiedliwym usposobieniem, lecz z wymaganiami, jakie stawiam człowiekowi, wiążą się odpowiednie warunki, zaś to, czego wymagam, musi zostać spełnione przez wszystkich ludzi, bez względu na to, kim są. Nie dbam o to, jak rozległe czy czcigodne są twoje kwalifikacje; dbam jedynie o to, czy kroczysz Moją drogą i czy kochasz prawdę i pragniesz jej, czy też nie. Jeśli brak ci prawdy, a zamiast tego sprowadzasz hańbę na Moje imię i nie postępujesz zgodnie z Moją drogą, podążając nią tylko beztrosko i bez zaangażowania, to w owym czasie powalę cię i ukarzę za twe zło i co wówczas będziesz miał do powiedzenia? Czy będziesz mógł powiedzieć, że Bóg nie jest sprawiedliwy? Dziś zaś, jeśli przestrzegałeś słów, które wypowiedziałem, jesteś tego rodzaju osobą, jakie pochwalam. Mówisz, że zawsze cierpiałeś, podążając za Bogiem, że podążałeś za Nim w doli i niedoli oraz dzieliłeś z Nim dobre i złe chwile, lecz nie urzeczywistniłeś słów wypowiedzianych przez Boga; pragniesz jedynie ganiać za Bogiem i każdego dnia ponosić dla Niego koszty i nigdy nawet nie pomyślałeś o tym, by urzeczywistniać życie pełne znaczenia. Mówisz też: „Tak czy inaczej wierzę, że Bóg jest sprawiedliwy: cierpiałem ze względu na Niego, uganiałem się za Nim, poświęciłem się dla Niego i pracowałem ciężko, mimo iż nie zyskałem uznania; On na pewno o mnie pamięta”. To prawda, że Bóg jest sprawiedliwy, lecz sprawiedliwość ta pozostaje nieskażona żadną nieczystością: nie ma w niej ani krzty ludzkiej woli, ani nie jest skażona cielesnością czy ludzkimi interesami. Wszyscy, którzy się buntują i znajdują się w opozycji, a nie podporządkowują się Jego drodze, zostaną ukarani; żadnemu nie będzie wybaczone i żaden też nie zostanie oszczędzony!

z rozdziału „Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

35. Ponieważ w dziele Bożym cały czas pojawia się coś nowego, istnieje dzieło nowe i istnieje dzieło, które jest przestarzałe. Dzieła stare i nowe nie przeczą sobie nawzajem, lecz się uzupełniają. Każdy kolejny krok jest następstwem poprzedniego. Ponieważ powstaje nowe dzieło, stare musi zostać, rzecz jasna, wyeliminowane. Na przykład niektóre od dawna ustalone praktyki i zwyczajowe powiedzenia człowieka, w połączeniu z latami doświadczeń i nauki, doprowadziły do uformowania się przeróżnych koncepcji w umyśle człowieka. Czynnikiem jeszcze bardziej sprzyjającym tworzeniu takich koncepcji przez człowieka jest przekonanie, że Bóg jeszcze nie w pełni ukazał człowiekowi swoją twarz i wrodzone usposobienie – przekonanie połączone od wielu lat z tradycyjnymi teoriami z dawnych czasów. Można słusznie stwierdzić, że w ciągu trwania historii wiary człowieka w Boga wpływ różnych koncepcji prowadził stale do budowania oraz ewoluowania wiedzy w człowieku, a obejmowała ona wszelkiego typu koncepcje Boga – czego skutkiem jest to, że wielu religijnych ludzi służących Bogu stało się Jego wrogami. I tak, im silniejsze są koncepcje religijne ludzi, tym bardziej sprzeciwiają się oni Bogu i tym zajadlejszymi wrogami Boga się stają. Dzieło Boga jest zawsze nowe i nigdy nie jest stare, i nigdy nie tworzy doktryny, lecz raczej – w mniejszym bądź większym stopniu – stale się zmienia i odnawia. Dzieło jest wyrazem wrodzonego usposobienia Samego Boga. Jest także wrodzoną zasadą dzieła Boga i jednym ze sposobów osiągania właściwego zarządzania przez Niego. Gdyby Bóg nie działał w ten sposób, człowiek nie zmieniałby się i nie byłby w stanie poznać Boga, a szatan nie zostałby pokonany. Tak więc w Jego dziele stale zachodzą zmiany, które wydają się nieregularne, lecz są de facto okresowe. Sposób, w jaki człowiek wierzy w Boga, jest jednakże zupełnie inny: Trzyma się starych, znanych doktryn i systemów, które im są starsze, tym łatwiejsze do przełknięcia dla człowieka się stają. Jakże ograniczony umysł człowieka, umysł nieustępliwy niczym kamień, mógłby przyjąć tak niezgłębione nowe dzieło i słowa Boga? Człowiek brzydzi się Bogiem, który jest zawsze nowy i nigdy nie jest stary. Lubi tylko staroświeckiego staruszka-Boga, białowłosego i nieruchomego. Tym sposobem, ponieważ Bóg i człowiek mają swoje własne preferencje, człowiek staje się wrogiem Boga. Wiele z tych sprzeczności istnieje do tej pory, kiedy to Bóg realizuje swoje nowe dzieło już od niemal sześciu tysięcy lat. Nie ma więc dla nich już lekarstwa. Być może to z powodu upartości człowieka albo nienaruszalności Bożych rozporządzeń przez jakiegokolwiek człowieka – ale ci duchowni oraz kobiety nadal trzymają się stęchłych starych ksiąg i arkuszy, podczas gdy Bóg kontynuuje swoje niezakończone dzieło zarządzania, jak gdyby nie miał u swego boku nikogo. Chociaż te sprzeczności prowadzą do wrogości pomiędzy Bogiem i człowiekiem, są wręcz nie do pogodzenia, Bóg nie zważa na nie, jak gdyby istniały, ale jeszcze nie istniały. Człowiek jednakże nadal trzyma się swoich przekonań i koncepcji, nigdy z nich nie rezygnując. Jedna rzecz jest ewidentna: nawet jeśli człowiek nie zmienia swojej postawy, stopy Boga są zawsze w ruchu i On stale zmienia swoją postawę w zależności od otoczenia, a więc ostatecznie to człowiek zostanie pokonany bez walki. Bóg tymczasem jest największym wrogiem wszystkich swoich nieprzyjaciół, którzy zostali pokonani, a jest także czempionem wśród tych ludzi, którzy zostali pokonani i tych, którzy mają być pokonani. Kto może współzawodniczyć z Bogiem i zwyciężyć? Koncepcje ludzkie wydają się pochodzić od Boga, bo wiele z nich zrodziło się w konsekwencji dzieła Bożego. Bóg jednak nie wybacza człowiekowi z tego względu, ani tym bardziej nie chwali człowieka za tworzenie raz po raz produktów „dla Boga”, które są poza Jego dziełem. Raczej jest wielce zniesmaczony koncepcjami człowieka i starymi, pobożnymi przekonaniami, a nawet nie zwraca uwagi na datę, kiedy koncepcje te pojawiły się po raz pierwszy. W żadnym razie nie przyjmuje, że wszystkie te koncepcje wynikają z Jego dzieła, ponieważ koncepcje człowieka są rozpowszechniane przez człowieka. Ich źródłem są myśli i umysł człowieka, i nie są Boże lecz szatańskie. Zamiarem Boga zawsze było, aby Jego dzieło było zawsze nowe i żywe, nie stare i nieżywe, a dzieło, którego wedle Boga człowiek ma się mocno trzymać, różni się w zależności od wieku i okresu oraz nie jest wieczne i niezmienne. Dzieje się tak, ponieważ On jest Bogiem sprawiającym, że człowiek żyje i jest nowy, a nie diabłem sprawiającym, że człowiek umiera i starzeje się. Czy nadal tego nie rozumiecie? Masz swoje koncepcje Boga i nie potrafisz uwolnić się od nich, bo masz zamknięty umysł. Nie wynika to z tego, że w dziele Boga trudno doszukać się sensu albo z tego, że dzieło Boga nie jest zgodne z ludzkimi pragnieniami, a już na pewno nie z tego, że Bóg miałby zawsze zaniedbywać swoje obowiązki. To że nie potrafisz uwolnić się od swoich koncepcji wynika z twojego zbyt wielkiego braku posłuszeństwa oraz z tego, że w ogóle nie jesteś podobny do stworzenia Bożego – a nie z tego, że Bóg ci to utrudnia. Wszystko to powodujesz ty sam i nie ma to związku z Bogiem; całe cierpienie i nieszczęście jest powodowane przez człowieka. Intencje Boga są zawsze dobre. Nie chce skłaniać cię do tworzenia koncepcji, lecz chce, abyś się zmieniał i odnawiał wraz z upływem wieków. Ty jednak nie potrafisz odróżnić kredy od sera i ciągle dogłębnie badasz albo analizujesz. To nie Bóg ci coś utrudnia, ale to ty nie oddajesz Mu czci i twoje nieposłuszeństwo jest zbyt wielkie. Malutkie stworzenie ośmiela się chwytać nieznaczącą część tego, co zostało wcześniej dane przez Boga i obraca ją, aby zaatakować Boga – czyż nie jest to nieposłuszeństwo człowieka? Człowiek – można tak sprawiedliwie stwierdzić – nie jest w żaden sposób wykwalifikowany do wyrażania swoich poglądów przed Bogiem, a tym bardziej nie ma kwalifikacji do wymyślania sobie jakichś bezwartościowych, paskudnych, zgniłych maksym, na które ma ochotę – nie mówiąc już o tych stęchłych koncepcjach. Czyż nie są one jeszcze bardziej bezwartościowe?

z rozdziału „Tylko ci, którzy znają dzisiejsze dzieło Boże, mogą służyć Bogu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

36. Dzieło Boże wciąż się rozwija i chociaż cel Jego dzieła pozostaje niezmienny, to środki, którymi On się posługuje stale się zmieniają, tak samo jak ci, którzy podążają za Bogiem. Im więcej Bożego dzieła, tym dokładniej człowiek poznaje Boga, a usposobienie człowieka zmienia się wraz z dziełem Bożym. Jednak właśnie dlatego, że dzieło Boże stale się zmienia, ci, którzy nie znają działania Ducha Świętego i ci niedorzeczni ludzie, którzy nie znają prawdy, stają się przeciwnikami Boga. Dzieło Boże nie zawsze jest zgodne z koncepcjami człowieka, ponieważ Jego dzieło jest zawsze nowe i nigdy nie jest stare. Bóg nigdy nie powtarza starych dzieł, lecz raczej posuwa naprzód dzieło, które nigdy wcześniej nie zostało wykonane. Ponieważ Bóg nie powtarza swego dzieła, a człowiek niezmiennie osądza dzisiejsze dzieło Boga na podstawie Jego dzieł z przeszłości, Bogu jest bardzo trudno realizować każdy etap dzieła nowego wieku. Człowiek stwarza zbyt wiele przeszkód! Myślenie człowieka jest nazbyt ograniczone! Żaden człowiek nie zna Bożego dzieła, jednak wszyscy definiują, czym ono jest. Z dala od Boga człowiek traci życie, prawdę i błogosławieństwa Boże, ale nie przyjmuje życia, ani prawdy, ani tym bardziej większych błogosławieństw, którymi Bóg obdarza ludzkość. Wszyscy ludzie chcą pozyskać Boga, jednak nie są w stanie przyjąć żadnych zmian w Jego dziele. Ci, którzy nie akceptują nowego dzieła Bożego, wierzą, że dzieło Boże jest niezmienne, i że dzieło Boże wiecznie pozostaje w martwym punkcie. W ich przekonaniu wszystko, co jest potrzebne, aby uzyskać wieczne zbawienie od Boga, to zachowywanie prawa; a dopóki żałują swoich grzechów i wyznają je, wola Boża będzie na wieki usatysfakcjonowana. Są zdania, że Bóg może być tylko Bogiem według prawa i Bogiem, który został przybity do krzyża ze względu na ludzi; uważają, że Bóg nie powinien i nie może wykroczyć poza Biblię. To właśnie takie opinie mocno przykuły ich do starego prawa i utrzymują ich w niewoli sztywnych przepisów. Jeszcze więcej ludzi wierzy, że każde nowe dzieło Boże musi być poparte proroctwami, i że na każdym etapie takiego dzieła wszyscy ci, co podążają za Nim wiernie, muszą też otrzymywać objawienia, w przeciwnym bowiem razie to dzieło nie może być dziełem Boga. Poznanie Boga nie jest łatwym zadaniem dla człowieka. Tym trudniej jest człowiekowi przyjąć nowe dzieło Boże, jeżeli doda się do tego absurdalne serce człowieka i jego buntowniczą naturę zadufania i zarozumiałości. Człowiek nie bada starannie nowego dzieła Bożego ani nie przyjmuje go z pokorą, lecz raczej przyjmuje postawę pogardy, czekając na objawienia i wskazówki od Boga. Czyż nie jest to zachowanie człowieka, który buntuje się przeciwko Bogu i sprzeciwia się Mu? W jaki sposób tacy ludzie mogą podobać się Bogu?

z rozdziału „Jak człowiek, który określił Boga na podstawie własnych koncepcji, może otrzymywać objawienia Boże?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

37. Jeśli posługujecie się własnymi koncepcjami, oceniając i opisując Boga, jakby był On niezmienną glinianą rzeźbą, i jeśli ograniczacie Go do samej Biblii i usiłujecie zawrzeć Go w ograniczonym zakresie Jego dzieł, wówczas wszystko to dowodzi, że potępiliście Boga. Bowiem w swoich sercach Żydzi z czasów Starego Testamentu wcisnęli Boga w formę bożka, jak gdyby Boga można było jedynie nazywać Mesjaszem, i jedynie Ten, którego nazwano Mesjaszem, był Bogiem. Ponieważ zaś służyli Mu i czcili Go tak, jakby był glinianą rzeźbą bez życia, przybili Jezusa swoich czasów do krzyża, skazując Go na śmierć – wysyłając niewinnego Jezusa na śmierć. Bóg nie popełnił żadnej zbrodni, lecz człowiek Go nie oszczędził i bez wahania skazał Boga na śmierć. Jezus został zatem ukrzyżowany. Człowiek ciągle wierzy, że Bóg jest niezmienny i definiuje Go na podstawie Biblii, jakby przejrzał Boże zarządzenia i jak gdyby wszystko, co Bóg czyni, leżało w ludzkich rękach. Ludzie są skrajnie niedorzeczni, przesiąknięci bezgraniczną arogancją i wszyscy mają talent do używania napuszonego języka. Bez względu na to, jak wielką wiedzę o Bogu posiadasz, nadal twierdzę, że Go nie znasz i że nie ma nikogo bardziej przeciwnego Bogu, oraz że potępiasz Boga, ponieważ jesteś całkowicie niezdolny do posłuszeństwa wobec Bożego dzieła i do tego, aby kroczyć ścieżką udoskonalenia przez Boga. Dlaczego Bóg nigdy nie jest zadowolony z czynów człowieka? Ponieważ człowiek nie zna Boga, ponieważ ma tak wiele własnych koncepcji i ponieważ jego wiedza o Bogu to wciąż ten sam, niezmienny temat i stosuje to samo podejście do każdej sytuacji. Stąd też, przyszedłszy w dniu dzisiejszym na ziemię, Bóg został po raz kolejny przybity do krzyża przez człowieka.

z rozdziału „Nikczemni zostaną z pewnością ukarani” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

38. W każdym okresie Bóg rozpoczyna nowe dzieło i w każdym okresie następuje nowy początek między ludźmi. Jeśli człowiek tylko przestrzega prawd, że „Jahwe jest Bogiem” i „Jezus jest Chrystusem”, które są prawdami odnoszącymi się tylko do jednego wieku, to człowiek nigdy nie nadąży za działaniem Ducha Świętego i na zawsze nie będzie mógł być objęty dziełem Ducha Świętego. Niezależnie od tego, jak Bóg działa, człowiek podąża za Nim bez najmniejszej wątpliwości i ściśle. Jak zatem człowiek mógłby być wyeliminowany przez Ducha Świętego? Niezależnie od tego, co Bóg czyni, tak długo, jak człowiek jest pewien, że jest to dzieło Ducha Świętego, i współpracuje w dziele Ducha Świętego bez żadnych wątpliwości i stara się spełniać wymagania Boga, to jak mógłby zostać ukarany? Dzieło Boże nigdy się nie skończyło, Jego kroki nigdy się nie zatrzymały, a przed ukończeniem Jego dzieła zarządzania zawsze jest zajęty i nigdy się nie zatrzymuje. Człowiek jednak jest inny: po chociażby minimalnym kontakcie z dziełem Ducha Świętego, traktuje je tak, jakby nigdy się ono nie zmieniało; po zdobyciu niewielkiej wiedzy nie idzie dalej, aby podążać śladami nowszego Bożego dzieła; po dostrzeżeniu tylko odrobiny Bożego dzieła natychmiast utrwala Boga jako drewnianą figurę i wierzy, że Bóg zawsze pozostanie w takiej formie, jaką widzi przed sobą; że tak było w przeszłości i tak będzie w przyszłości; człowiek, który zdobył tylko powierzchowną wiedzę, jest tak dumny, że zapomina o sobie i zaczyna bezmyślnie głosić usposobienie Boga i Jego istotę, które po prostu nie istnieją; i po upewnieniu się co do jednego etapu dzieła Ducha Świętego, bez względu na to, kto głosi nowe dzieło Boże, człowiek go nie przyjmuje. Są to ludzie, którzy nie mogą przyjąć nowego dzieła Ducha Świętego; są zbyt konserwatywni i niezdolni do przyjęcia nowych rzeczy. Tacy ludzie są tymi, którzy wierzą w Boga, lecz także odrzucają Boga. Człowiek wierzy, że Izraelici byli w błędzie „wierząc tylko w Jahwe i nie wierząc w Jezusa”, ale większość ludzi odgrywa rolę, w której „wierzą tylko w Jahwe i odrzucają Jezusa” i „tęsknią za powrotem Mesjasza, ale sprzeciwiają się Mesjaszowi, którym jest Jezus”. Nic więc dziwnego, że po zaakceptowaniu jednego etapu dzieła Ducha Świętego ludzie nadal żyją we władzy szatana i wciąż nie otrzymują błogosławieństw Bożych. Czy nie wynika to z buntowniczości człowieka?

z rozdziału „Dzieło Boga i praktykowanie przez człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

39. Największym problemem człowieka jest to, że kocha tylko rzeczy, których nie widzi i nie dotyka, rzeczy, które są niezwykle tajemnicze i cudowne, a które są niewyobrażalne dla człowieka i niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Im bardziej nierealne są te rzeczy, tym bardziej są one analizowane przez człowieka, który dąży do nich bez względu na wszystko inne i usiłuje je zdobyć. Im bardziej są one nierealne, tym dokładniej je bada i analizuje, nawet posuwając się do stworzenia własnych, wyczerpujących wyobrażeń na ich temat. Z drugiej strony im bardziej realistyczne są to rzeczy, tym bardziej człowiek je lekceważy, zadzierając nosa, a nawet uważając je za godne pogardy. Czyż nie jest to właśnie wasza postawa wobec realistycznego dzieła, którego dokonuję dzisiaj? Im bardziej realistyczne są to rzeczy, tym bardziej jesteście uprzedzeni wobec nich. Nie poświęcacie czasu na ich badanie, lecz po prostu je ignorujecie – spoglądacie z góry na te realistyczne, prostolinijne wymagania, a nawet hołubicie w sobie liczne koncepcje na temat takiego Boga, który jest najbardziej realny i po prostu nie jesteście w stanie zaakceptować Jego realności i normalności. Czy w ten sposób wasze wierzenia nie są mgliste? Macie niezachwianą wiarę w niejasnego Boga czasów minionych i nie interesuje was prawdziwy Bóg dnia dzisiejszego. Czy to nie dlatego, że Bóg wczorajszy i dzisiejszy pochodzą z dwóch różnych epok? Czy również nie dlatego, że Bóg wczorajszy jest wzniosłym Bogiem z nieba, podczas gdy Bóg dzisiejszy jest maleńkim człowiekiem na ziemi? Czyż nie jest to ponadto dlatego, że Bóg czczony przez człowieka jest tym, który został stworzony przez ludzkie wyobrażenia, podczas gdy Bóg dzisiejszy jest prawdziwym ciałem stworzonym na ziemi? I wreszcie, czyż nie dlatego, że dzisiejszy Bóg jest zbyt realny, aby człowiek do niego dążył? Bo to, o co Bóg dzisiaj prosi o człowieka, jest właśnie tym, czego człowiek najbardziej nie chce czynić i co go zawstydza. Czy to nie jest dla człowieka zbyt trudne? Czyż nie obnaża to jego blizn? W ten sposób wielu z tych, którzy nie dążą do rzeczywistości, stają się wrogami Boga wcielonego, stają się antychrystami. Czy nie jest to oczywiste?

z rozdziału „Tylko ci, którzy znają Boga i Jego dzieło mogą zadowolić Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

40. Przez wiele lat widziałem wielu ludzi wierzących w Boga. Jaką formę przybiera taka wiara? Niektórzy wierzą w Boga tak, jakby był On pustym powietrzem. Ci ludzie nie mają odpowiedzi na pytania o istnienie Boga, ponieważ nie potrafią czuć ani być świadomi Bożej obecności lub nieobecności, nie mówiąc już o tym, aby to wyraźnie widzieć lub rozumieć. Ludzie ci podświadomie myślą, że Bóg nie istnieje. Inni wierzą w Boga tak, jakby był człowiekiem. Ci ludzie wierzą, że Bóg nie jest w stanie czynić wszystkich rzeczy, których oni nie są w stanie czynić, oraz że Bóg powinien myśleć tak, jak oni myślą. Definicja Boga według tego człowieka to: „Bóg jest niewidzialną i nietykalną osobą”. Jest też grupa ludzi, którzy wierzą w Boga tak, jakby był marionetką. Ci ludzie wierzą, że Bóg nie ma emocji, że jest posągiem. W obliczu jakiejś sprawy Bóg nie ma żadnej postawy, żadnych poglądów, żadnych koncepcji – jest na łasce człowieka. Ludzie wierzą tylko w to, w co chcą wierzyć. Jeśli czynią Go wielkim – jest wielki; jeśli czynią Go małym – jest mały. Kiedy ludzie grzeszą i potrzebują Bożego miłosierdzia, potrzebują Bożej tolerancji, potrzebują Bożej miłości, wtedy Bóg powinien okazać swoje miłosierdzie. Ci ludzie wymyślają Boga we własnej wyobraźni i sprawiają, że ten Bóg spełnia ich wymagania, oraz zaspokaja wszystkie ich pragnienia. Bez względu na to, kiedy i gdzie, a także bez względu na to, co ten człowiek zrobi, będzie przyjmować takie wyobrażenie w traktowaniu Boga i w wierze w Niego. Są nawet tacy, którzy wierzą, że Bóg może ich zbawić po tym, jak rozgniewali Boże usposobienie. Wierzą bowiem, że miłość Boża jest nieskończona, że usposobienie Boże jest sprawiedliwe i że bez względu na to, jak ludzie obrażą Boga, nie będzie On im tego pamiętać. Ponieważ błędy człowieka, jego wykroczenia i nieposłuszeństwo są chwilowym wyrazem jego usposobienia, Bóg będzie dawać ludziom szanse, a także będzie tolerancyjny i cierpliwy wobec nich. Bóg nadal będzie ich kochał, tak jak wcześniej. Zatem ich nadzieja na zbawienie jest nadal wielka. Faktycznie też, bez względu na to, jak ktoś wierzy w Boga, tak długo jak nie dąży prawdy, Bóg będzie miał do niego negatywne nastawienie. Jest tak, ponieważ chociaż wierzysz w Boga, być może cenisz księgę słowa Bożego, codziennie ją badasz, codziennie ją czytasz, to jednak odsuwasz na bok rzeczywistego Boga, traktujesz Go jak puste powietrze, uważasz Go za człowieka i kogoś, kogo można traktować jak marionetkę. Dlaczego tak to ujmuję? Ponieważ z Mojego punktu widzenia, bez względu na to, czy masz do czynienia z jakąś sprawą czy sytuacją, te rzeczy, które istnieją w twojej podświadomości, te, które się w niej rozwijają – żadna z nich nie ma żadnego związku ze słowem Boga, ani z poszukiwaniem prawdy. Tylko ty wiesz, co sam myślisz, jakie są twoje poglądy i twoje wyobrażenia – twoje własne punkty widzenia są narzucane Bogu. Stają się one Bożymi punktami widzenia, które służą jako standardy, których należy niezachwianie przestrzegać. Postępując w ten sposób, z biegiem czasu oddalasz się coraz bardziej od Boga.

z rozdziału „Jak poznać Boże usposobienie i efekt Jego dzieła” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

41. Gdy ludzie zbierają się wokół Mnie, Moje serce napełnia się radością. Natychmiast zsyłam błogosławieństwo w Mej dłoni pośród ludzi, aby mogli oni zebrać się ze Mną i nie być nieposłusznymi względem Mnie wrogami, lecz przyjaciółmi, którzy są ze Mną zgodni. Tak więc, jestem również serdeczny ludziom. W Moim dziele człowiek postrzegany jest jako członek organizacji wysokiej rangi, tak więc poświęcam mu więcej uwagi, ponieważ zawsze był przedmiotem Mego dzieła. Ustanowiłem swe miejsce w ludzkich sercach, tak, że ich serca mogą Mnie podziwiać – a jednak pozostają oni w całkowitej niewiedzy w kwestii tego, dlaczego to robię, i sami nie robią nic, tylko czekają. Chociaż jest miejsce, które ustanowiłem w ludzkich sercach, nie wymagają oni bym tam mieszkał. Zamiast tego czekają w swych sercach na przybycie „Świętego”. Ponieważ Moja tożsamość jest zbyt „skromna”, nie pasuję do ludzkich wymagań, jestem więc przez nich usuwany. Ponieważ tym, czego chcą, jestem „Ja”, który jestem wysoki i potężny – tymczasem, kiedy przyszedłem, to nie pojawiłem się w ten sposób ludziom, więc odwracali wzrok w dal, czekając w swych sercach na tego jedynego. Gdy stanąłem przed ludźmi odrzucili Mnie na oczach tłumu. Mógłbym wyłącznie stać z boku, czekając na ludzki „werdykt”, przyglądając się, by zobaczyć, co też ludzie ostatecznie zrobiliby ze Mną, owym ułomnym „produktem”. Nie patrzę na ludzkie blizny, lecz na tę ich część, która nie jest pokryta bliznami, i stąd czerpię swoje zadowolenie. W ludzkich oczach jestem tylko „małą gwiazdką”, która zstąpiła z nieba, jestem zwyczajnie ostatnim w niebiosach, zaś Moje dzisiejsze przybycie na ziemię zostało zlecone przez Boga. Na skutek tego ludzie wymyślili sobie jeszcze więcej interpretacji słów „Ja” i „Bóg”, głęboko lękając się pomieszania Boga ze Mną. Ponieważ Mój obraz nie ma w sobie nic z boskiego wyglądu, ludzie wierzą, że jestem sługą, który nie pochodzi z bożej rodziny i mówią, że to nie jest obraz Boga. Być może istnieją ludzie, którzy widzieli Boga – ale ze względu na Mój brak wglądu w sprawy ziemskie, Bóg nigdy Mi się nie „ukazał”. Być może mam zbyt mało „wiary”, więc ludzie postrzegają Mnie jako kogoś skromnego. Ludzie wyobrażają sobie, że jeśli ktoś naprawdę jest Bogiem, to będzie z pewnością biegły w języku ludzi, gdyż Bóg jest Stwórcą. Ale fakty są dokładnie odwrotne: nie tylko nie mam wprawy w ludzkim języku, ale zdarza się, że nie potrafię nawet „zapewnić” czegoś w miejsce jego „ułomności”. W rezultacie czuję się „winny”, gdyż nie działam zgodnie z tym, czego ludzie „wymagają”, lecz po prostu przygotowuję materiały i pracuję w zgodzie z tym, czego im „brakuje”. Nie wymagam zbyt wiele od człowieka, lecz ludzie sądzą inaczej. Tak więc ich „pokora” ujawnia się w każdym ich ruchu. Są zawsze skorzy do tego by iść przede Mną i przewodzić Mi w drodze, głęboko lękając się o to, bym się nie zgubił, przerażeni, że zawędruję do starożytnych lasów, głęboko w górach. Na skutek tego ludzie zawsze prowadzili Mnie dalej, głęboko lękając się, że pójdę do lochu. Mam raczej „przychylne odczucie” dotyczące ludzkiej wiary, ponieważ „trudzili się” dla Mnie, nie myśląc o jedzeniu czy śnie, do tego stopnia, że prace, które dla Mnie wykonywali, pozostawiały ich bez snu dzień i noc, prowadząc nawet do siwizny – co wystarczy, by pokazać, że ich wiara „przekroczyła” wszechświaty i „przewyższyła” apostołów oraz proroków poprzez wieki.

z rozdziału 32 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

42. Każdy, kto nie wierzy w Boga wcielonego – to znaczy każdy, kto nie wierzy w dzieło i słowa Boga widzialnego i nie wierzy w Boga widzialnego, ale zamiast tego wielbi Boga niewidzialnego w niebie – nie ma Boga w swoim sercu. Są to ludzie, którzy są nieposłuszni Bogu i sprzeciwiają się Mu. Brakuje im człowieczeństwa i rozumu, nie mówiąc już o prawdzie. Według tych ludzi w widzialnego i namacalnego Boga tym bardziej nie sposób wierzyć, ale niewidzialny i niematerialny Bóg jest jak najbardziej wiarygodny, i jednocześnie najbardziej raduje ich serca. To, czego szukają, nie jest prawdą o rzeczywistości, ani nie jest prawdziwą istotą życia, a tym bardziej zamierzeniem Bożym; dążą oni raczej do ekscytacji. Cokolwiek, co pozwala im w najwyższym stopniu realizować własne pragnienia, staje się bez wątpienia ich wiarą i dążeniem. Oni wierzą w Boga tylko po to, aby zaspokoić swoje pragnienia, a nie szukać prawdy. Czy ci ludzie nie są czyniącymi zło? Są bardzo pewni siebie i nie wierzą, że Bóg w niebie zniszczy ich, tych „dobrych ludzi”. Zamiast tego wierzą, że Bóg pozwoli im pozostać i, co więcej, nagrodzi ich sowicie, ponieważ zrobili wiele dla Boga i okazali wiele „lojalności” wobec Niego. Gdyby mieli podążać za widzialnym Bogiem, natychmiast uderzyliby w Boga lub wpadliby we wściekłość, kiedy ich pragnienia nie zostałyby spełnione. Są to podli ludzie, którzy starają się zaspokajać własne pragnienia; nie są to ludzie uczciwi, dążący do prawdy. Tacy ludzie są niegodziwcami podążającymi za Chrystusem. Ludzie, którzy nie szukają prawdy, nie mogą uwierzyć w prawdę. Tym bardziej nie są oni w stanie dostrzec przyszłego losu ludzkości, ponieważ nie wierzą w dzieło ani w słowa Boga widzialnego, ani też w przyszłe przeznaczenie ludzkości. Dlatego nawet jeśli podążają za widzialnym Bogiem, ciągle popełniają zło i nie szukają prawdy, ani też nie praktykują prawdy zgodnie z moimi wymaganiami. Ci ludzie, którzy nie wierzą, że zostaną zniszczeni, są właśnie tymi, którzy zostaną zniszczeni. Wszyscy oni wierzą, że są tak mądrzy, i wierzą, że to oni sami są tymi, którzy chodzą drogą prawdy. Uważają oni swoje złe postępowanie za prawdę, a tym samym pielęgnują je. Ci niegodziwi ludzie są bardzo pewni siebie, przyjmują prawdę za doktrynę, a swoje złe uczynki uważają za prawdę; ostatecznie mogą jedynie zżąć to, co zasiali. Im ludzie są bardziej pewni siebie i bardziej aroganccy, tym bardziej nie są w stanie dotrzeć do prawdy; im bardziej ludzie wierzą w Boga w niebie, tym bardziej sprzeciwiają się Bogu. Są to ludzie, którzy zostaną ukarani.

z rozdziału „Bóg i człowiek wejdą razem do odpoczynku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

43. W oczach ludzi słowa Boga są jak zwykły przybór, w ogóle nie traktują ich jako ważnych. Zatem ludzie nie potrafią wprowadzić słów Bożych w czyn – stali się nędzarzami, którzy są świadomi prawdy, ale nie wcielają jej w życie. Sama ta wada człowieka jest zatem wystarczająca, aby wywołać obrzydzenie u Boga na pewien czas, a zatem mówi On wielokrotnie, że ludzie nie zwracają uwagi na Jego słowa. Jednak w swoich koncepcjach ludzie myślą tak: „Każdego dnia badamy i analizujemy słowa Boże, jak można powiedzieć, że nie zwracamy na nie uwagi? Czy to nie jest niesprawiedliwość?” Ale pozwólcie Mi to trochę przeanalizować – ludzie będą zawstydzeni. Kiedy czytają słowa Boże, kiwają głowami, kłaniają się i drapią, jak mały piesek śliniący się na słowa swego pana. Dlatego w tym momencie ludzie czują się niezdolni, łzy spływają im po twarzach, tak jakby chcieli odpokutować i zacząć od nowa – jednak kiedy ten czas minie, ich zmieszanie natychmiast znika, zostaje zastąpione przez srogość. Odkładają słowa Boga na bok i zawsze wierzą, że ich własne sprawy mają pierwszeństwo, że sprawy Boże są na końcu i z powodu ich postępowania nigdy nie są w stanie wcielić słów Bożych w czyn. Kiedy pojawiają się fakty, zapominają o koszuli bliskiej ciału[f] – to jest zdrada wobec swoich – nic dziwnego, że Bóg mówi, że „on »biegnie w drugą stronę«, a jednocześnie oczekuje, że będę podtrzymywał jego życie”. Tylko z tego można zauważyć, że nie ma najmniejszego kłamstwa w słowach Bożych, są one całkowicie prawdziwe i nie zawierają najmniejszej przesady, a jednak wydają się one nieco niedopowiedziane, ponieważ postawa człowieka jest zbyt słaba, nie jest on w stanie tego przyjąć.

z rozdziału 36 „Interpretacji tajemnic Słowa Bożego dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

44. Wielu ludzi codziennie sięga po słowo Boże, nawet uważnie uczy się na pamięć wszystkich najważniejszych cytatów z niego i traktuje je jako swój największy skarb, a nawet wszędzie głosi słowo Boże, zaopatrując w nie innych i pomagając innym za pomocą Jego słów. Myślą, że takie postępowanie jest byciem świadkiem Boga, świadkiem Jego słów, że jest to kroczenie drogą Bożą. Myślą, że takie postępowanie jest życiem zgodnym ze słowami Boga, rzeczywistym wprowadzaniem Jego słów w swoje życie, że takie postępowanie pozwoli im uzyskać pochwałę od Boga i zbawienie i doskonałość. Nawet jednak kiedy głoszą słowa Boga, nigdy nie wdrażają ich w życie ani nie próbują postępować zgodnie z tym, co objawione jest w słowach Boga. Zamiast tego wykorzystują słowa Boga do podstępnego zyskiwania podziwu i zaufania innych, do zyskiwania kontroli dla siebie, do sprzeniewierzania i kradzieży chwały Boga. Nadaremnie mają nadzieję na wykorzystanie tej okazji do głoszenia słowa Bożego po to, by zyskać Jego dzieło i pochwałę. Ileż to już lat upłynęło, a ludzie ci nie tylko nie zdołali zasłużyć sobie na pochwałę Bożą podczas głoszenia Jego słów, nie tylko nie zdołali odkryć drogi, którą powinni podążać w procesie świadczenia o słowach Boga, nie tylko nie pomogli sobie ani nie zaopatrzyli się w procesie zaopatrywania innych i pomagania im za pomocą słów Boga, nie tylko nie zdołali poznać Boga ani obudzić w sobie czci do Niego w trakcie robienia tego wszystkiego. Wręcz przeciwnie, ich niezrozumienie Boga tylko się pogłębiło, nieufność do Niego tylko wzrosła, a ich wyobrażenia o Nim stały się tylko jeszcze bardziej hiperboliczne. Zaopatrzeni w swoje teorie na temat słów Boga i wiedzeni nimi, wydają się całkowicie w swoim żywiole, jakby wykorzystując swoje umiejętności bez najmniejszego wysiłku, jak gdyby znaleźli swój cel w życiu, swoją misję, jak gdyby wygrali nowe życie i zostali zbawieni, jak gdyby – kiedy słowa Boga celnie spływają z ich ust – zyskali dostęp do prawdy, uchwycili intencje Boga i odkryli ścieżkę do poznania Go, jak gdyby w trakcie głoszenia słów Boga często spotykali się z Nim twarzą w twarz. Bywają nieraz „poruszeni” aż do łez i wiedzeni przez „Boga” w słowie Bożym, wydają się bezustannie chwytać Jego szczere życzenia i życzliwe intencje, jednocześnie chwytać Boże zbawienie człowieka i Jego zarządzanie, znać Jego istotę i rozumieć Jego prawe usposobienie. Opierając się na tym fundamencie, wydają się jeszcze bardziej niezachwianie wierzyć w istnienie Boga, być bardziej świadomymi Jego wywyższonego stanu oraz głębiej odczuwać Jego majestatyczność i transcendencję. Zanurzona w powierzchownej znajomości słów Boga, ich wiara wydaje się rosnąć, ich determinacja, by przetrwać cierpienia, umacnia się, a ich znajomość Boga pogłębia się. Nie wiedzą jednak, że dopóki rzeczywiście nie doświadczą słów Boga, cała ich znajomość Boga i ich wyobrażenia o Nim są wytworem ich pobożnej wyobraźni i domysłów. Ich wiara nie wytrzymałaby żadnej próby Bożej, ich tak zwana duchowość i postawa po prostu nie wytrzymałyby Bożej próby czy inspekcji, ich determinacja jest tylko zamkiem na piasku, a ich tak zwana znajomość Boga jest niczym więcej jak wytworem wyobraźni. Tak naprawdę ci ludzie, którzy jak by nie było włożyli sporo wysiłku w słowa Boga, nigdy przenigdy nie zdali sobie sprawy, czym jest prawdziwa wiara, czym jest prawdziwe posłuszeństwo, czym jest prawdziwa dbałość albo czym jest prawdziwe poznanie Boga. Wykorzystują teorię, wyobrażenia, wiedzę, zdolności, tradycje, zabobony, a nawet moralne wartości ludzkości, aby uczynić z nich „kapitał inwestycyjny” i „broń wojskową” na rzecz wiary w Boga i podążania za Nim, nawet czyniąc z nich fundament swoich wierzeń w Boga i podążania za Nim. Jednocześnie zamieniają ów kapitał i uzbrojenie w magiczny talizman zaznajamiający z Bogiem, który pozwala spotkać się z Bożą inspekcją, próbą, skarceniem i sądem oraz przetrwać je. Ostatecznie to, co gromadzą, nadal składa się li tylko z wniosków o Bogu, zanurzonych w religijnych konotacjach, feudalnych zabobonach oraz we wszystkim, co romantyczne, groteskowe i enigmatyczne, a ich sposób poznawania i definiowania Boga jest ukształtowany w tej samej formie co w przypadku ludzi wierzących tylko w Niebiosa lub Staruszka w Niebie, podczas gdy realność Boga, Jego istota, Jego usposobienie, to, co On posiada, i Jego bycie, i tak dalej – wszystko to, co tyczy się prawdziwego Samego Boga – pozostaje poza ich zasięgiem, jest zupełnie nieistotne a może nawet na przeciwległym biegunie. W ten sposób, chociaż żyją i żywią się słowami Boga, mimo wszystko nie są w stanie kroczyć ścieżką bojaźni Bożej i unikania zła. Prawdziwym powodem tego jest to, że nigdy nie zapoznali się z Bogiem, nigdy nie mieli z Nim prawdziwego kontaktu czy komunii, więc nie są w stanie dojść do wspólnego porozumienia z Bogiem ani obudzić w sobie prawdziwej wiary, poszukiwania czy uwielbienia Boga. Żeby w ten sposób podchodzić do słów Boga, żeby w ten sposób podchodzić do Boga – taka perspektywa i takie podejście skazują ich na powrót z pustymi rękami ze swoich wypraw, skazują ich na niemożliwość, w całej wieczności, wkroczenia na ścieżkę bojaźni Bożej i unikania zła. Cel, do którego dążą, i kierunek, w jakim zmierzają, oznacza, że są po wsze czasy nieprzyjaciółmi Boga i po wsze czasy nie zdołają uzyskać zbawienia.

z rozdziału „Poznanie Boga jest ścieżką do tego, by bać się Boga i unikać zła” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

45. Pojawiam się w waszym życiu, ale wy pozostajecie nieświadomi i nawet Mnie nie rozpoznajecie. Niemal połowa wypowiadanych przeze Mnie słów to sąd nad wami, a połowa z nich jest skuteczna, budząc wasz niepokój. Pozostała połowa to słowa mające nauczyć was o życiu i prowadzeniu się, ale wydaje się jakby one dla was nie istniały, jakbyście słuchali słów bawiących się dzieci, wywołujących lekki uśmiech, ale nic poza tym. Nigdy nie przejmowaliście się tymi rzeczami. Zawsze przyglądaliście się Moim działaniom z ciekawości i teraz, kiedy wpadliście w czeluście ciemności i nie widzicie światła, żałośnie zawodzicie po ciemku. Chcę waszego posłuszeństwa, bezwarunkowego posłuszeństwa, a nawet więcej, żądam waszej całkowitej pewności co do wszystkiego, co wam mówię. Nie powinniście przyjmować postawy zaniedbania, a szczególnie nie powinniście reagować wybiórczo, nie mówiąc już o tym, że zawsze jesteście obojętni wobec Moich słów i Mojego dzieła. Moje dzieło dokonywane jest wśród was i obdarowałem was mnóstwem swoich słów, ale skoro wy chcecie targować się ze Mną w ten sposób, to mogę jedynie rozdać poganom to, czego nie zyskaliście i nie wprowadziliście w życie. Które ze stworzeń nie jest w Moich rękach? Większość z was ma już swoje lata i brak wam energii, aby przyjąć tego rodzaju Moje dzieło. Jesteście jak ten ptak Hanhao[g], ledwo dający sobie radę, i nigdy nie traktowaliście Moich słów poważnie. Młodzi ludzie są niezwykle próżni i nadmiernie sobie folgują, jeszcze mniej zważając na Moje dzieło. Nie mają ochoty zakosztować przysmaków na Mojej uczcie; są jak ptaszek, który uciekł z klatki i odleciał sobie w dal. Jak tego rodzaju młodzi i starzy mogą być dla Mnie użyteczni?

z rozdziału „Słowa do młodych i starych” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

46. Są tacy, których wiara nigdy nie została uznana w Bożym sercu. Innymi słowy, Bóg nie uznaje, że ludzie ci są Jego naśladowcami, Bóg bowiem nie pochwala ich wiary. Jeżeli chodzi o tych ludzi, bez względu na to, jak długo podążają za Bogiem, ich idee i poglądy nigdy się nie zmieniły. Są jak niewierzący, stosując się do zasad niewierzących i ich sposobu postępowania, stosując się do ich praw przetrwania i wiary. Nigdy nie przyjęli słowa Bożego jako swojego życia, nigdy nie wierzyli, że słowo Boga jest prawdą, nigdy nie mieli na celu przyjęcia Bożego zbawienia i nigdy nie uznali Boga za swojego Boga. Uważają wiarę w Boga za jakieś amatorskie hobby, traktując Boga jedynie jako duchową pomoc, więc nie uważają, że warto próbować zrozumieć Boże usposobienie lub Jego istotę. Można powiedzieć, że to, co odpowiada prawdziwemu Bogu, nie ma nic wspólnego z tymi ludźmi. Nie są zainteresowani i nie zadają sobie trudu, by na to zważać. Dzieje się tak dlatego, że głęboko w ich sercach jest intensywny głos, który zawsze im mówi: Bóg jest niewidzialny i nie można go dotknąć, Bóg nie istnieje. Uważają, że próba zrozumienia tego rodzaju Boga nie byłaby warta ich starań; byłoby to oszukiwanie samych siebie. Oni po prostu wyznają Boga słowami, a nie zajmują żadnego rzeczywistego stanowiska. Nie robią nic w sposób praktyczny, sądząc, że są całkiem sprytni.

z rozdziału „Jak poznać Boże usposobienie i efekt Jego dzieła” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

47. Wasza wieloletnia aktywność przede Mną dała mi odpowiedź, której nigdy wcześniej nie otrzymałem. A pytanie do tej odpowiedzi brzmi: „Jaka jest postawa człowieka wobec prawdy i prawdziwego Boga?” Wysiłek, jaki włożyłem w ludzi, dowodzi, istoty Mojej miłości do człowieka, a działania i uczynki człowieka przede Mną również dowiodły, że ludzie w swej istocie brzydzą się prawdą i sprzeciwiają Mi się. Zawsze martwię się o wszystkich, którzy poszli za mną, ale w żadnym momencie ci, którzy poszli za mną, nie są w stanie pojąć Mego słowa; zupełnie nie są w stanie przyjąć nawet żadnych sugestii, które ode Mnie pochodzą. To Mnie najbardziej zasmuca. Nikt nie jest w stanie Mnie zrozumieć, a co więcej, nikt Mnie nie jest w stanie zaakceptować, mimo że Moja postawa jest szczera, a Moje słowa – łagodne. Wszyscy wykonują powierzone przeze Mnie dzieło zgodnie ze swymi pierwotnymi intencjami, nie szukają Moich intencji, tym bardziej nie pytają o to, czego oczekuję. Ciągle jeszcze twierdzą, że służą mi lojalnie, ale przez cały czas buntują się przeciwko Mnie. Wielu uważa, że prawdy, które są dla nich nie do zaakceptowania lub których nie potrafią wprowadzać w życie, nie są prawdami. Dla takich ludzi Moja prawda staje się czymś, czemu można zaprzeczyć i odrzucić. Jednocześnie staję się wówczas Osobą uznaną przez człowieka tylko słowem za Boga, ale także za kogoś obcego, który nie jest prawdą, drogą ani życiem. Nikt nie zna tej prawdy: Moje słowa są na zawsze niezmienną prawdą. Ja zapewniam życie ludziom i jestem jedynym przewodnikiem dla ludzkości. O wartości i znaczeniu Moich słów nie decyduje to, czy są one uznawane, czy akceptowane przez ludzkość, lecz treść samych słów. Nawet jeśli ani jedna osoba na tej ziemi nie może przyjąć Moich słów, wartość Moich słów i ich pomoc dla ludzkości nie podlega ocenie przez żadnego człowieka. Dlatego w obliczu wielu ludzi, którzy buntują się przeciwko Moim słowom, obalają je lub całkowicie je lekceważą, Moje stanowisko jest tylko takie: Niech czas i fakty staną się Moim świadkiem i pokażą, że Moje słowa są prawdą, drogą i życiem. Niech pokażą, że wszystko, co powiedziałem, jest słuszne i jest tym, w co należy wyposażyć człowieka, a co więcej, tym, co człowiek powinien zaakceptować. Wszystkim, którzy podążają za Mną, oznajmię: ci, którzy nie potrafią w pełni zaakceptować Moich słów, ci, którzy nie potrafią postępować zgodnie z Moimi słowami, ci, którzy nie potrafią znaleźć celu w Moich słowach, i ci, którzy nie potrafią przyjąć zbawienia z powodu Moich słów, są tymi, którzy zostali potępieni przez Moje słowa, a ponadto utracili Moje zbawienie, a Moja rózga nigdy od nich nie odstąpi.

z rozdziału „Powinniście zważać na wasze uczynki” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

48. Podążaliście za Mną przez tyle lat, jednak nigdy nie okazaliście choć odrobiny prawdziwej lojalności. Woleliście raczej skupiać się na ludziach, których kochacie oraz na rzeczach, które dają wam przyjemność, do tego stopnia, że nosicie te osoby i te rzeczy w waszych sercach i nigdy o nich nie zapominacie – bez względu na czas i miejsce. Zawsze, gdy z zapałem myślicie o którejkolwiek z rzeczy, którą kochacie, ma to miejsce dokładnie wtedy, kiedy za Mną podążacie lub nawet gdy słuchacie Mych słów. Dlatego powiadam: używacie lojalności, o którą prosiłem, by zamiast Mnie okazywać lojalność i szacunek waszym „pupilom”. Mimo iż poświęcacie dla Mnie jedną lub dwie z drogich wam spraw, nie jest to poświęcenie całkowite i nie świadczy o tym, że to właśnie Mi jesteście całkowicie oddani. Poświęcacie się czynnościom, które was pasjonują: niektórzy z was są lojalni wobec swych córek lub synów, inni wobec mężów, żon, bogactw, pracy, przełożonych, pozycji, czy wobec kobiet. Bo sprawy, względem których jesteście lojalni, nigdy was nie męczą ani nie denerwują; zamiast tego, z rosnącą tęsknotą marzycie, aby wreszcie posiąść więcej pod względem ilości lub jakości z tego, czemu jesteście lojalni i co nigdy nie wzbudza w was rozpaczy. Pośród swych pasji Mnie i Moje słowa zawsze stawiacie na ostatnim miejscu. Przecież nie macie innego wyboru, tylko umieścić je na końcu. Co więcej, niektórzy z was zostawiają te ostatnie miejsca wolne na poczet pasji, które odkryją w przyszłości. Ci nigdy nie gościli ani odrobiny Mnie w swych sercach. Być może pomyślicie, że żądam od was zbyt wiele lub niesłusznie was oskarżam. Jednak czy kiedykolwiek pomyśleliście, że, podczas gdy wy spędzacie szczęśliwie czas z rodziną, nawet raz nie byliście względem Mnie lojalni? Czy w takich chwilach nie sprawia wam to bólu? Gdy wasze serca przepełnia radość, kiedy otrzymujecie zapłatę za pracę, czy nie smuci was to, że jednak nie do końca wypełniliście się prawdą? Czy kiedykolwiek płakaliście nad tym, że nie otrzymaliście Mojej aprobaty? Dla swoich synów i córek jesteście skłonni łamać sobie głowy i poświęcić bardzo wiele, a mimo to praca ta i poświęcenie wciąż nie dają wam satysfakcji. Ciągle myślicie, że nie jesteście wystarczająco oddani względem nich. Wciąż macie wrażenie, że możecie dać z siebie więcej. Jednak w stosunku do Mnie zawsze jesteście niedbali i nieuważni. Pamiętacie jedynie o tym, że istnieję, ale w sercu Mnie nie nosicie. Nie dostrzegacie nigdy Mych starań i poświęcenia. Nigdy nie staraliście się ich zrozumieć. Jedyne, co od was dostaję to krótka refleksja – chwila w biegu. Wy jednak wierzycie, że to wystarczy. Taki rodzaj „lojalności” nie jest tym, za czym tęskniłem. Przeciwnie – lojalność taka od dawna jest Mi wstrętna.

z rozdziału „Wobec kogo jesteś lojalny?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

49. Gdybym właśnie w tej chwili miał ustawić przed wami kilka drogocennych przedmiotów i pozwolić wam wybrać wedle uznania i gdybyście wiedzieli, że nie potępię waszych wyborów, wtedy większość z was wybrałaby bogactwo i porzuciła prawdę. Ci lepsi z was odrzuciliby bogactwo i niechętnie wybrali prawdę, podczas gdy ci pośrodku wzięliby bogactwo do jednej ręki i prawdę do drugiej. Czy w ten sposób wasz prawdziwy obraz, wasza prawdziwa natura nie byłyby nagle widoczne jak na dłoni? Wybierając pomiędzy prawdą i czymkolwiek innym, wobec czego jesteście lojalni, wszyscy podejmiecie jednakową decyzję, a wasza postawa pozostanie niezmieniona. Czy w istocie tak nie jest? Czyż pośród was nie ma wielu, którzy wahali się pomiędzy tym co dobre, a tym co złe? W starciu pomiędzy pozytywnym i negatywnym, czarnym i białym na pewno świadomi jakich wyborów dokonaliście pomiędzy rodziną i Bogiem, dziećmi i Bogiem, pokojem i chaosem, bogactwem i ubóstwem, wysoką pozycją i przeciętnością, poczuciem przynależności i wykluczeniem, itp. Wybierając pomiędzy szczęśliwą rodziną i rozbitą rodziną z pewnością, bez wahania, wybieracie tę pierwszą; pomiędzy bogactwem i obowiązkiem, ponownie, bez mrugnięcia okiem, wybralibyście to pierwsze[h]; spomiędzy luksusu i niedostatku, wybieracie luksus; spomiędzy synów, córek, żon, mężów i Mnie, oczywiście wybierzecie tych pierwszych; a z kolei wybierając pomiędzy opinią i prawdą, ponownie wybierzecie pierwsze. W obliczu wszystkich dowodów waszych nagannych uczynków, całkowicie utraciłem wiarę, którą w was pokładałem. Zdumiewa Mnie, że wasze serca są tak oporne na miękkość. Wygląda na to, że lata oddania i usilnych starań przyniosły Mi tylko rezygnację i waszą rozpacz z Mojego powodu. Jednak nadzieja z waszego powodu wzrasta we Mnie z każdym mijającym dniem, ponieważ Mój dzień już dawno został w całości zapowiedziany każdemu. Jednak wy wciąż szukacie tego, co należy do domeny ciemności oraz zła i nie chcecie zawrócić z obranej ścieżki. A skoro tak, to jakie będą tego skutki? Czy pomyśleliście o tym wcześniej? Gdybyście mieli wybierać jeszcze raz, jak byście wybrali? Czy wciąż wybralibyście „to pierwsze”? Czy to co otrzymałbym od was również przyniosłoby Mi tylko rozczarowanie i smutek? Czy wasze serca wciąż pozostaną obojętne na ciepło? Czy wciąż nie wiedzielibyście, co zrobić, by pocieszyć Moje serce?

z rozdziału „Wobec kogo jesteś lojalny?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

50. Ukrywam się, kiedy ludzie są zajęci, objawiam się zaś wtedy, gdy mają więcej czasu. Ludzkość wyobraża sobie, że jestem wszechwiedzący; że jestem Bogiem odpowiadającym na wszystkie prośby. Tak więc większość przychodzi przed Moje oblicze tylko po to, by znaleźć Bożą pomoc, nie zaś pod wpływem pragnienia poznania Mnie. Dotknięci cierpieniem i chorobą, ludzie niezwłocznie proszą Mnie o pomoc. W obliczu przeciwności losu wyrzucają z siebie wszystkie swoje troski, byle tylko uwolnić się od cierpienia. A mimo to nikt nie jest zdolny obdarzyć Mnie miłością, gdy nic go nie trapi. Nikt nie śpieszy do Mnie, zaznając spokoju i szczęścia, bym mógł podzielać jego radość. A gdy ich małej rodzinie dopisuje dobrostan i szczęście, ludzie odsuwają Mnie na bok albo zamykają przed Mną drzwi, zostawiając Mnie na progu, radując się w ten sposób swym rodzinnym szczęściem i błogosławieństwami. Ludzki umysł jest nazbyt ciasny – zbyt ciasny nawet na to, by pojąć prawdę o tak miłującym, miłosiernym i dostępnym Bogu jak Ja. Ileż to razy byłem odrzucany przez ludzi w chwilach ich radosnego śmiechu; ileż to razy byłem im podporą, gdy się potykali; ileż razy zmuszony byłem wziąć na siebie rolę lekarza chorych i cierpiących. Jakże okrutna jest ludzkość! Zupełnie bezrozumna i niemoralna. Nie sposób dopatrzyć się w ludziach nawet tych uczuć, w które są oni rzekomo wyposażeni. Nieomal zupełnie brak im jakiegokolwiek śladu człowieczeństwa.

z rozdziału 14 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

51. W królestwie Ja jestem Królem. Jednak zamiast traktować Mnie jak króla, człowiek traktuje Mnie jak Zbawiciela, który zstąpił z nieba. W efekcie pragnie, abym dał mu jałmużnę, a nie dąży do poznania Mnie. Tak wielu wołało Mnie jak żebracy, tak wielu otwierało swoje „kiesy” wobec Mnie, błagając, abym dał im jedzenie potrzebne do przeżycia. Tak wielu wbijało we Mnie swój chciwy wzrok, niczym wygłodniałe wilki, jakby chcieli Mnie pożreć i napełnić Mną swoje brzuchy. Tak wielu skłaniało przede Mną w ciszy swoje głowy z powodu swych występków i czuło się zawstydzonymi, modląc się o Moje zmiłowanie lub posłusznie przyjmując ode Mnie karcenie. Kiedy przemawiam, różne ludzkie głupstwa okazują się niedorzeczne, a prawdziwa kondycja człowieka ukazuje się w świetle. I w tej promieniejącej światłości człowiek nie jest zdolny, aby przebaczyć samemu sobie. Spieszy więc do Mnie, aby uklęknąć i wyznać swe grzechy. Z powodu tej „szczerości” człowieka przyciągam go jeszcze raz do siebie na rydwan zbawienia i człowiek jest Mi wdzięczny, i posyła Mi pełne miłości spojrzenie. Pomimo tego jednak nadal nie pragnie on prawdziwie znaleźć we Mnie schronienia i nie oddaje Mi całkowicie swego serca. Przechwała się Mną tylko, jednak wcale Mnie nie kocha, bo nie zwrócił do Mnie naprawdę swego umysłu. Jego ciało jest przede Mną, ale jego serce zostaje w tyle. Ponieważ ludzkie zrozumienie zasad jest zbyt niepełne i ponieważ nie ma on pragnienia przyjścia do Mnie, udzielam mu odpowiedniego wsparcia, aby mógł zwrócić się do Mnie, odwracając się od swej uporczywej niewiedzy. To właśnie jest miłosierdzie, które wyświadczam człowiekowi i sposób, w jaki staram się zbawić człowieka.

z rozdziału 22 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

52. Pośród ludzi dzisiejszego świata – włączając tych wszystkich, którzy są obecni w Moim domostwie – kto naprawdę ucieka się do Mnie? Kto daje swe serce w zamian za cenę, którą zapłaciłem? Kto kiedykolwiek mieszkał w Moim domostwie? Kto kiedykolwiek naprawdę ofiarował siebie przede Mną? Gdy przedstawiam wymagania człowiekowi, on natychmiast zamyka swój „mały magazyn”. Gdy daję człowiekowi, on szybko otwiera swe usta, by chyłkiem przyjąć Moje bogactwa, a w swym sercu często drży, głęboko przestraszony, że w odpowiedzi go zaatakuję. Tak oto usta człowieka są na pół otwarte i na pół zamknięte, a on nie jest zdolny do prawdziwej radości z bogactw, których udzielam. Nie potępiam łatwo człowieka, ale on zawsze bierze Mnie za rękę i prosi Mnie, bym go obdarzył miłosierdziem; tylko gdy człowiek usilnie Mnie prosi, ponownie obdarzam go „miłosierdziem” i daję mu najsurowsze słowa Moich ust, takie, że on natychmiast czuje się zawstydzony, a będąc niezdolny do bezpośredniego przyjęcia Mojego „miłosierdzia”, sprawia, że to inni mu je przekazują. Gdy człowiek dokładnie ujął wszystkie Moje słowa, jego pozycja jest współmierna z Moimi pragnieniami i jego błagania są owocne, a nie czcze albo daremne; błogosławię te błagania ludzkości, które są szczere, a nie udawane.

z rozdziału 28 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

53. Ponieważ ludzie Mnie nie znają, a ich natura zaprzecza Mi, nawet ci, którzy są wobec Mnie lojalni, robią to dla własnej przyjemności. Ale jeśli wydarzy się coś, co wzbudza ich żal, ich serca zmieniają się od razu i chcą się wycofać od Mojego boku. Taka jest natura szatana. Nie wolno wam być upartymi, wierząc, że jesteście lojalni! To stado bestii jest po prostu niezdolne do bycia lojalnym wobec Mnie, jeśli nic nie będą z tego mieć. Gdybym nie ogłosił Moich dekretów administracyjnych, wycofalibyście się dawno temu. Wszyscy jesteście teraz uwięzieni między patelnią a ogniem, nie chcecie Mi służyć, ale nie chcecie zostać powaleni Moją ręką. Gdybym nie oznajmił, że wielkie nieszczęścia spotkają każdego, kto Mi się kiedykolwiek przeciwstawi, dawno byście się wycofali. Czy nie wiem, jak bardzo ograniczone horyzonty myślowe mogą mieć ludzie? Większość ludzi ma teraz małą nadzieję, ale kiedy ta nadzieja zamienia się w rozczarowanie, nie chcą iść dalej i proszą, by zawrócić. Powiedziałem wcześniej, że nie trzymam nikogo tutaj wbrew jego woli, ale zastanów się, jakie będą konsekwencje dla ciebie, i to jest fakt, a nie groźby z Mojej strony. Nikt poza Mną nie jest w stanie pojąć natury człowieka, a wszyscy myślą, iż są wobec Mnie lojalni, nie wiedząc, że ich lojalność jest nieczysta. Te nieczystości spustoszą ludzi, ponieważ są spiskiem wielkiego czerwonego smoka. Ujawniłem to dawno temu. Jestem Bogiem Wszechmogącym i czy nie zrozumiałbym czegoś tak prostego? Jestem w stanie przeniknąć twoją krew i twoje ciało, aby zobaczyć twoje zamiary. Nie jest Mi trudno zgłębić naturę człowieka, ale ludzie starają się być przemądrzali, myśląc, że nikt poza nimi samymi nie zna ich zamiarów. Czy nie wiedzą, że Wszechmocny Bóg istnieje w niebiosach, na ziemi i we wszystkim?

z rozdziału 118 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

54. Bez względu na to, jak są wypróbowywani, wierność tych, którzy mają Boga w sercu, pozostaje niezmieniona, ale dla tych, którzy nie mają Boga w swoim sercu, gdy tylko dzieło Boże nie jest korzystne dla ich ciała, zmieniają swoje spojrzenie na Boga, a nawet odchodzą od Boga. Takimi są ci, którzy nie wytrwają do końca, którzy szukają tylko Bożych błogosławieństw i nie mają pragnienia, aby służyć Bogu i poświęcić się Mu. Tacy nikczemni ludzie zostaną wyrzuceni, gdy dzieło Boga dobiegnie końca i nie zasługują na żadne współczucie. Ci, którzy nie mają człowieczeństwa, nie są w stanie prawdziwie kochać Boga. Gdy warunki są bezpieczne lub gdy mogą czerpać zyski, są całkowicie posłuszni Bogu, ale gdy to, czego pragną, jest zagrożone lub ostatecznie odrzucone, natychmiast się buntują. Nawet w ciągu jednej nocy mogą przejść przemianę z uśmiechniętego, „życzliwego” człowieka w ohydnego i okrutnego zabójcę, traktując nagle wczorajszego dobroczyńcę jak śmiertelnego wroga bez widocznej przyczyny. Jeśli te demony nie zostaną wypędzone, demony, które zabiłyby w mgnieniu oka, czy nie staną się źródłem dalszych cierpień?

z rozdziału „Dzieło Boga i praktykowanie przez człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

55. Człowiek szuka Mnie pośród bólu i zwraca się do Mnie wśród prób. W czasie pokoju cieszy się ze Mnie, a w niebezpieczeństwie wypiera się Mnie; gdy jest zajęty, zapomina o Mnie, a gdy próżnuje, zachowuje pozory dla Mnie – ale nigdy nikt Mnie nie kochał przez całe swe życie. Pragnę, by człowiek był szczery przede Mną: nie proszę, by dał Mi cokolwiek, ale tylko by wszyscy ludzie traktowali Mnie poważnie, żeby – zamiast Mnie oszukiwać – pozwolili Mi z powrotem zaprowadzić szczerość u człowieka. Moje oświecenie, iluminacja i cena Mych wysiłków przenika wszystkich ludzi, lecz tak samo prawdziwy fakt każdego czynu człowieka przenika wszystkich ludzi, podobnie jak ich oszukiwanie Mnie. To tak, jakby składniki ludzkiego oszukaństwa były z człowiekiem od łona matki, jakby od urodzenia posiadał szczególne umiejętności oszukiwania. Co więcej, nigdy nie ujawnił tej gry; nikt nie przejrzał źródła tych zwodniczych umiejętności. W rezultacie człowiek żyje wśród oszustwa, nie zdając sobie z tego sprawy, i jest tak, jakby sam sobie wybaczał, jakby było to raczej zrządzenie Boga, niż jego świadome zwodzenie Mnie. Czyż nie jest to właśnie źródło ludzkiego oszukiwania Mnie? Czyż nie jest to jego przebiegły plan? Pochlebstwa i krętactwo człowieka nigdy Mnie nie zwiodły, bo znam jego istotę od dawna. Kto wie, jak wiele nieczystości jest w jego krwi i jak wiele jadu szatana jest w jego szpiku? Człowiek przyzwyczaja się coraz bardziej do tego z każdym dniem – w takim stopniu, że jest niewrażliwy na szatańskie dręczenie i tak oto nie interesuje się odkrywaniem „sztuki zdrowego istnienia”.

z rozdziału 21 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

56. Wiele razy wołałem do człowieka poprzez Mojego Ducha, jednak człowiek zachowuje się tak, jak gdyby został mu przeze Mnie wbity nóż i patrzy na Mnie z daleka, będąc w wielkim strachu, że poprowadzę go do innego świata. Wiele razy stawiałem pytania w duchu człowieka, jednak pozostaje on całkowicie nieświadomy, głęboko obawiając się, że wejdę do jego domu i wykorzystam okazję, aby ogołocić go z jego całego dobytku. Dlatego wyrzuca Mnie za próg, pozostawiając Mnie jedynie przed zimnymi, szczelnie zamkniętymi drzwiami. Wiele razy człowiek upadł, a Ja go uratowałem, jednak po przebudzeniu natychmiast Mnie zostawia i, nietknięty przez Moją miłość, rzuca Mi ostrożne spojrzenie. Nigdy nie ogrzałem serca człowieka. Człowiek jest pozbawionym emocji zimnokrwistym zwierzęciem. Mimo iż jest ogrzewany przez Mój uścisk, nigdy nie był nim głęboko poruszony. Człowiek jest niczym górski dzikus. Nigdy w pełni nie docenił Mojego umiłowania ludzkości. Jest niechętny do zbliżenia się do Mnie, woląc przebywać wśród gór, gdzie znosi niebezpieczeństwo dzikich bestii – a jednak jest ciągle niechętny, aby znaleźć we Mnie schronienie. Nie zmuszam żadnego człowieka do niczego – Ja jedynie dokonuję Mojego dzieła. Nadejdzie dzień, w którym człowiek przypłynie do Mojego brzegu z potężnego oceanu, aby mógł cieszyć się wszystkimi bogactwami na ziemi i pozostawić za sobą niebezpieczeństwo połknięcia przez morze.

z rozdziału 20 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

57. Dokładnie rozumiem tę fałszywość istniejącą w waszych sercach. Większość z was podąża za Mną z ciekawości i zaczęło Mnie poszukiwać z poczucia pustki. Kiedy wasze trzecie marzenie legnie w gruzach – marzenie o spokojnym i szczęśliwym życiu – zniknie także i ciekawość. Fałszywość kryjąca się w waszych sercach ujawnia się poprzez wasze słowa i czyny. Szczerze mówiąc, jesteście tylko ciekawi Mnie, ale nie boicie się Mnie. Nie pilnujecie swojego języka, a już w ogóle nie hamujecie swojego zachowania. Jaka więc naprawdę jest ta wasza wiara? Czy jest prawdziwa? Używasz Moich słów do przepędzenia swoich zmartwień i wypełnienia nudy, do wypełnienia pozostałej pustki w swoim życiu. Kto z was wprowadził Moje słowa w życie? Kto ma prawdziwą wiarę? Wykrzykujecie, że Bóg wgląda głęboko w serce człowieka, ale na ile zgodny jest ów Bóg, o którym wykrzykujecie w swoich sercach, ze Mną? Skoro tak wykrzykujecie, to dlaczego czynicie w ten sposób? Czy to miałaby być miłość, którą chcecie Mi odpłacić? Na waszych ustach nie brakuje poświęcenia, ale gdzie są wasze ofiary i dobre uczynki? Gdyby nie wasze słowa dochodzące do Moich uszu, to jakże miałbym was tak nienawidzić? Jeżeli naprawdę wierzycie we Mnie, to dlaczego wpadacie w takie obawy? Macie przygnębione twarze, jak gdybyście byli sądzeni w Hadesie. Nie ma w was witalności i anemicznie mówicie o swoim głosie wewnętrznym. Jest w was nawet pełno skarg i przekleństw. Już dawno temu straciliście zaufanie do to, co robię, a nawet to pierwotne zaufanie zniknęło, więc jakże mielibyście zdołać podążyć aż do końca? Jak możecie zostać w ten sposób zbawieni?

z rozdziału „Słowa do młodych i starych” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

58. Pomimo że człowiek wierzy w Boga, w jego sercu Boga nie ma i nie wie on, jak Boga kochać, ani nie pragnie Go kochać, ponieważ jego serce nigdy do Boga się nie zbliża i zawsze Go unika. W rezultacie serce człowieka jest od Boga oddalone. A więc gdzie jest jego serce? W rzeczywistości serce człowieka nigdzie nie zniknęło: zamiast oddać je Bogu lub je przed Nim odkryć, człowiek zatrzymał je dla siebie. Jest tak pomimo że niektórzy często modlą się do Boga i mówią: „O, Boże, wejrzyj w me serce – znasz wszystkie me myśli”, a niektórzy nawet przysięgają, że pozwolą Bogu, by na nich spojrzał, aby zostali ukarani, jeżeli złamią swą przysięgę. Pomimo że człowiek pozwala Bogu, by Ten wejrzał w jego serce, nie oznacza to, że człowiek jest zdolny do posłuszeństwa względem planowych działań i zamysłów Boga ani że złożył swój los i perspektywy w całości w Jego ręce. Dlatego niezależnie od przysiąg, jakie składasz Bogu, lub tego, co przed Nim deklarujesz, w oczach Boga twoje serce jest nadal przed Nim zamknięte, ponieważ zezwalasz Mu tylko na to, by wejrzał w twe serce, lecz nie pozwalasz Mu go kontrolować. Innymi słowy w ogóle nie oddałeś Bogu swego serca i przemawiasz do Niego wyłącznie pięknymi słowami; w międzyczasie chowasz swe różne przewrotne zamysły przed Bogiem wraz z twymi intrygami, knuciem i planami, a ty kurczowo trzymasz swe perspektywy i los w swych rękach, głęboko obawiając się, że Bóg ci je odbierze. Dlatego Bóg nigdy nie widzi w człowieku szczerości względem siebie. Chociaż Bóg naprawdę obserwuje głębię ludzkiego serca i może ujrzeć, co człowiek myśli i pragnie w swym sercu uczynić, jak również rzeczy, które człowiek w swym sercu przechowuje, jego serce nie należy do Boga, bo ten nie oddał Mu go we władanie. Oznacza to, że Bóg ma prawo obserwować, lecz nie ma prawa władać. W subiektywnej świadomości człowieka ten nie pragnie ani nie zamierza poddać się Bożej łasce. Człowiek nie tylko zamknął się na Boga, lecz są nawet ludzie, którzy myślą o sposobach ładnego zapakowania swych serc, będąc gołosłownymi i pochlebnymi, by stworzyć fałszywe wrażenie i zyskać zaufanie Boga, ukrywając swą prawdziwą twarz przed Jego wzrokiem. Ich celem jest niedopuszczenie, by Bóg zobaczył i dostrzegł, kim są naprawdę. Nie chcą oddać Bogu swych serc, lecz chcą zachować je dla siebie. Podtekstem tego jest, że to, co człowiek czyni i czego pragnie, jest w całości zaplanowane, wyliczone i postanowione przez samego człowieka; nie pragnie on udziału lub interwencji Boga, o wiele mniej potrzebuje on boskich planowanych działań i zamysłów. Dlatego, czy to względem boskich przykazań, Jego posłannictwa czy wymogów, jakie Ten stawia człowiekowi, decyzje człowieka opierają się na jego własnych intencjach i interesach, zależnie od aktualnego stanu i okoliczności w danym momencie. Człowiek zawsze korzysta z wiedzy i rozeznania, które są mu znane, oraz swego intelektu, by ocenić i wybrać ścieżkę, po której powinien podążać i nie godzi się na Bożą interwencję lub kontrolę. Oto jest serce człowieka, które widzi Bóg.

z rozdziału „Boże Dzieło, Boże Usposobienie i Sam Bóg II” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

59. Ludzie często martwią się i boją się prób od Boga, ale przez cały czas żyją w sidłach szatana i żyją na niebezpiecznym terytorium, na którym są atakowani i maltretowani przez szatana, jednak nie znają strachu ani nie są zaniepokojeni. Co się dzieje? Wiara człowieka w Boga jest ograniczona tylko do tego, co widzi. Nie docenia w najmniejszym stopniu Bożej miłości i troski o człowieka ani Jego czułości i względów, które mu okazuje. Ale oprócz odrobiny trwogi i strachu przed Bożymi próbami, sądem i karą, majestatem i gniewem, człowiek nie ma najmniejszego pojęcia o dobrych intencjach Boga. Gdy wspomni się o próbach, ludzie czują się tak, jakby Bóg miał ukryte motywy, a niektórzy nawet wierzą, że Bóg kryje w sobie złe zamiary, nieświadomi tego, co Bóg im rzeczywiście uczyni; w ten sposób, choć jednocześnie publicznie wyznają posłuszeństwo Bożej suwerenności i ustaleniom, czynią wszystko, co w ich mocy, aby oprzeć się i przeciwstawić Bożej suwerenności nad człowiekiem i Jego ustaleniom dla człowieka, ponieważ wierzą, że jeśli nie będą ostrożni, zostaną wprowadzeni w błąd przez Boga, że jeśli nie zachowają kontroli nad własnym losem, to wszystko, co mają, może odebrać im Bóg, i że ich życie może nawet się zakończyć. Człowiek jest w obozie szatana, ale wcale nie martwi się o to, że jest maltretowany przez szatana – jest maltretowany przez szatana, ale nigdy nie obawia się zniewolenia przez szatana. Wciąż mówi, że akceptuje zbawienie Boże, ale nigdy nie ufał Bogu ani nie wierzył, że Bóg naprawdę wybawi człowieka ze szponów szatana. Jeżeli człowiek, podobnie jak Hiob, jest w stanie poddać się Bożej organizacji i zarządzeniom oraz potrafi oddać całą swoją istotę w ręce Boga, to czy koniec człowieka nie będzie taki sam jak Hioba – którego końcem było otrzymanie błogosławieństw Bożych? Jeśli człowiek jest w stanie zaakceptować i poddać się Bożej władzy, co może stracić? Dlatego sugeruję, abyście byli ostrożni w swoich działaniach i ostrożni wobec wszystkiego, co na was przyjdzie. Nie bądźcie pochopni ani impulsywni i nie traktujcie Boga ani ludzi, spraw czy przedmiotów, które On dla was przygotował, polegając na waszym temperamencie i naturalności lub według waszych wyobrażeń lub pojęć; musicie być ostrożni w waszych działaniach i musicie się modlić oraz bardziej poszukiwać, aby uniknąć pobudzania Boga do gniewu.

z rozdziału „Boże Dzieło, Boże Usposobienie i Sam Bóg II” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

60. Wasza wiara jest bardzo piękna; mówicie, że jesteście gotowi poświęcić swoje życie Mojemu dziełu, zrobić wszystko dla jego realizacji, ale wasze usposobienie niewiele się zmieniło. Pojawiały się tylko aroganckie słowa, ale wasze rzeczywiste działania są bardzo liche. Wydaje się, że język i usta człowieka są w niebie, ale jego nogi są wciąż daleko na ziemi, więc jego słowa i czyny oraz jego reputacja są wciąż w fatalnym stanie. Wasza reputacja została zniszczona; wasza postawa jest poniżająca; wasz sposób wysławiania jest pośledni, wasze życie podłe, a nawet całe wasze człowieczeństwo jest poślednie. Macie ciasny umysł wobec ludzi i targujecie się o każdą drobnostkę. Spieracie się o własną reputację i status, nawet do tego stopnia, że jesteście gotowi zejść do piekła, do jeziora ognistego. Wasze obecne słowa i czyny wystarczą, abym mógł stwierdzić, że jesteście grzeszni. Wasz stosunek do Mojego dzieła wystarczy, abym mógł stwierdzić, że jesteście niesprawiedliwi, a całość waszego usposobienia wystarczy, aby rzec, że jesteście plugawymi duszami, które są pełne obrzydliwości. Wasze przejawy oraz to, co sobą prezentujecie, są wystarczające, aby powiedzieć, że jesteście ludźmi, którzy wypili wystarczająco dużo krwi duchów nieczystych. Kiedy mówi się o wejściu do królestwa, nie zdradzajcie swoich uczuć. Czy sądzicie, że to, jacy jesteście teraz, wystarczy, abyście przeszli przez bramy Mojego królestwa niebieskiego? Czy sądzicie, że możecie uzyskać wstęp do ziemi świętej Mojego dzieła i słów bez poddania waszych słów i czynów Mojej próbie? Kto jest w stanie skutecznie oszukać Moje oczy? W jaki sposób wasze nikczemne, poślednie zachowania i rozmowy mogłyby ujść przed Moim spojrzeniem? Stwierdziłem, że wasze życie jest wypełnione piciem krwi tych duchów nieczystych i spożywaniem ich ciała, ponieważ każdego dnia stajecie przede Mną pod ich postacią. Wasze zachowanie w Mojej obecności było szczególnie złe, więc jak mogłem nie czuć odrazy? Wasze słowa są skażone nieczystym duchem: Zwodzicie, maskujecie się i schlebiacie, zupełnie jak ci, którzy parają się czarami, jak ci, którzy oszukują i piją krew niesprawiedliwych. Wszystkie przejawy ludzkości są wielce niesprawiedliwe, jak więc wszyscy ludzie mieliby zostać umieszczeni w świętej ziemi, gdzie przebywają sprawiedliwi? Czy myślisz, że twoje nikczemne zachowanie odróżnia cię od tych niesprawiedliwych jako świętego? Twój wężowy język ostatecznie przyczyni się do zepsucia twojego ciała, które sieje zniszczenie i dokonuje obrzydliwości, a twoje ręce, pokryte krwią nieczystych duchów, również ostatecznie wciągną twoją duszę do piekła; dlaczego więc nie korzystasz z okazji, aby oczyścić ręce skalane nieczystością? I dlaczego nie wykorzystujesz tej okazji do odcięcia swego języka, który wypowiada niesprawiedliwe słowa? Czy może jesteś gotów cierpieć w ogniu piekielnym dla dwojga swoich rąk, języka i warg? Moje oczy czuwają nad sercami wszystkich ludzi, ponieważ na długo przed stworzeniem ludzkości trzymałem w Moich rękach ich serca. Już dawno przejrzałem ludzkie serca, jak więc myśli skrywane w sercu człowieka miałyby umknąć Mojemu spojrzeniu? I jak mieliby oni uciec w porę przed ogniem Mojego Ducha?

z rozdziału „Wasz charakter jest tak pośledni!” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

61. Twoje usta są milsze niż gołębice, ale Twoje serce jest bardziej złowrogie niż pradawny wąż; chociaż Twoje usta są tak piękne jak libańska niewiasta, Twoje serce nie jest tak dobre jak serce libańskiej niewiasty i na pewno nie może równać się pięknu serc Kananejczyków. Twoje serce jest nazbyt przewrotne! Tym, czego nienawidzę, są jedynie usta niesprawiedliwych i serca niesprawiedliwych. Moje wymagania wobec ludzi nie są wyższe niż te wobec świętych; po prostu brzydzę się złymi uczynkami niesprawiedliwych i żywię nadzieję, że niesprawiedliwi będą w stanie odrzucić swoją nieczystość i uciec od obecnego zagrożenia, aby mogli odróżnić się od tych niesprawiedliwych i żyć w świętości pośród prawych. Znajdujecie się w takich samych okolicznościach jak ja, ale jesteście pokryci nieczystością; nie ma w was nawet odrobiny podobieństwa do ludzi stworzonych na początku i ponieważ każdego dnia naśladujecie te nieczyste duchy, robicie to, co one robią, i mówicie to, co one mówią, każda część was, nawet wasze języki i usta, są przesiąknięte ich cuchnącą wodą. Do tego stopnia, że jesteście całkowicie pokryci tymi plamami i nie ma ani jednej części, która mogłaby być użyta w Moim dziele. Jakie to bolesne! Żyjecie w świecie koni i bydła, ale w rzeczywistości nie martwicie się; jesteście pełni radości, żyjąc swobodnie i łatwo. Pławicie się w tej cuchnącej wodzie, ale w rzeczywistości nie wiecie, że znaleźliście się w takiej sytuacji. Każdego dnia obcujecie z duchami nieczystymi i dotykacie „ekskrementów”. Wasze życie jest bardzo poślednie, ale nie wiecie, że absolutnie nie radzicie sobie w ludzkim świecie i sami nad sobą nie panujecie. Czy nie wiesz, że twoje życie zostało już dawno zadeptane przez nieczyste duchy, że twój charakter został dawno zbrukany cuchnącą wodą? Czy myślisz, że żyjesz w ziemskim raju, że pławisz się w szczęściu? Czy nie wiesz, że żyjesz pośród duchów nieczystych i że wiedziesz życie ze wszystkim, co dla ciebie przygotowały? Jak twoje życie mogłoby mieć jakiekolwiek znaczenie? Jak twoje życie mogłoby mieć jakąkolwiek wartość? Jak dotąd pracowałeś dla swoich nieczystych duchowych rodziców, ale nie wiesz, że ci, którzy cię więżą, są właśnie duchami nieczystymi, rodzicami, którzy cię urodzili i wychowali. Co więcej, nie wiesz, że twoja nieczystość rzeczywiście została ci przekazana przez nich; wszystko, co wiesz, to to, że mogą ci dać „radość”, że cię nie skarcą, ani nie osądzą, a już na pewno nie przeklną. Nigdy nie wybuchali na ciebie gniewem, traktują cię ciepło i życzliwie. Ich słowa odżywiają twoje serce i zniewalają cię, abyś był zdezorientowany, nie zdając sobie sprawy z tego, że zostałeś wciągnięty i pragniesz im służyć, być dla nich ujściem, jak również sługą. Nie uskarżasz się, ale jesteś do ich dyspozycji – zostałeś przez nich oszukany. Z tego powodu nie przejawiasz absolutnie żadnej reakcji na Moje dzieło – nic dziwnego, że zawsze chcesz potajemnie wyślizgnąć się z Moich rąk, nic dziwnego, że zawsze próbujesz używać słodkich słów, aby wyłudzić Moją przychylność. Okazuje się, że miałeś już inny plan, inny układ. Możesz ujrzeć nieco dzieł dokonywanych przeze Mnie, Wszechmogącego, ale nie zaznałeś nawet strzępka Mojego sądu i karcenia. Nie wiesz, kiedy zaczęło się Moje karcenie; wiesz tylko, jak Mnie zwodzić, ale nie wiesz, że nie toleruję wykroczeń ze strony człowieka.

z rozdziału „Wasz charakter jest tak pośledni!” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

62. Byłem pośród was, zbliżając się do was na kilka wiosen i jesieni, żyłem wśród was przez długi czas, żyłem z wami – jak wiele z waszych podłych występków umknęło tuż przed Moimi oczami? Te wasze szczere słowa nieustannie odbijają się echem w Moich uszach; miliony waszych aspiracji zostały złożone na Moim ołtarzu – nie można ich nawet zliczyć. Jednak jeśli chodzi o wasze oddanie i wysiłek, nie ma ich nawet odrobinę. Na Moim ołtarzu nie ma ani kropli waszej szczerości. Gdzie są owoce waszej wiary we Mnie? Otrzymaliście ode Mnie nieskończoną łaskę i widzieliście niezgłębione tajemnice niebios, a nawet pokazałem wam płomienie niebios, ale nie miałem serca, aby was spalić, i ile daliście Mi w zamian? Ile jesteście gotowi Mi ofiarować? Trzymając pokarm, który ci dałem, odwracasz się i ofiarowujesz go Mnie, mówiąc nawet, że jest to coś, co otrzymałeś w zamian za pot z własnej ciężkiej pracy; że składasz Mi ofiarę z wszystkiego, co posiadasz. Jak możesz nie wiedzieć, że twoje „ofiary” dla Mnie zostały skradzione z Mojego ołtarza? A teraz oferujesz to Mnie – czyż Mnie nie zwodzisz? Jak możesz nie wiedzieć, że to, czym dziś się cieszę, to wszystko są ofiary na Moim ołtarzu, a nie coś, co zyskałeś ciężką pracą, a następnie Mi ofiarowałeś? Naprawdę ośmielacie się zwodzić Mnie w ten sposób, więc jak mogę wam przebaczyć? Jak mogę to dłużej znosić? Dałem wam wszystko. Otworzyłem przed wami wszystko, zaspokoiłem wasze potrzeby i otworzyłem wam oczy, a jednak oszukujecie Mnie w ten sposób, ignorując własne sumienie. Bezinteresownie obdarzyłem was wszystkim – tak że nawet jeśli cierpicie, otrzymaliście ode Mnie wszystko, co zesłałem z nieba. Brak wam jednak oddania, a nawet jeśli składacie niewielkie ofiary, to po pewnym czasie próbujecie to ze Mną uregulować. Czy twoja ofiara cokolwiek znaczy? To, co Mi dałeś, jest niczym innym jak pojedynczym ziarenkiem piasku – ale to, o co Mnie prosiłeś, jest górą złota. Czy nie jesteś po prostu nierozsądny? Działam pośród was. Nie ma absolutnie żadnego śladu dziesięciny, które powinienem otrzymywać, nie mówiąc już o dodatkowych ofiarach. Co więcej, dziesięcina wnoszona przez tych, którzy są bogobojni, została zagarnięta przez niegodziwców. Czyż wszyscy nie odsunęliście się ode Mnie? Czyż wszyscy nie przeciwstawiliście się Mnie? Czyż wszyscy nie niszczycie Mojego ołtarza? Jak taki rodzaj człowieka miałby być postrzegany w Moich oczach jako skarb? Czyż nie są to świnie i psy, których nie cierpię? Jak miałbym postrzegać waszą niegodziwość jako skarb?

z rozdziału „Wasz charakter jest tak pośledni!” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

63. Bardzo doceniam tych, którzy nie żywią wobec innych podejrzeń, i bardzo lubię także tych, którzy chętnie akceptują prawdę; tym dwóm rodzajom ludzi okazuję wielką troskę, gdyż w Moich oczach są oni uczciwymi ludźmi. Jeśli jesteś bardzo zwodniczy, twoje serce będzie cechować powściągliwość, a myśli będą pełne podejrzeń dotyczących wszystkich spraw i wszystkich ludzi. Z tego powodu twoja wiara we Mnie opiera się na podejrzliwości. Ten sposób wiary jest tym, którego nigdy nie uznam. Nie mając prawdziwej wiary, będziesz jeszcze dalej od prawdziwej miłości. A jeśli jesteś w stanie wątpić w Boga i spekulować o Nim do woli, to bez wątpienia jesteś najbardziej podstępnym z ludzi. Snujesz domysły, czy Bóg może być podobny do człowieka: niewybaczalnie grzeszny, małostkowy, wyzuty z bezstronności i rozsądku, pozbawiony poczucia sprawiedliwości, oddany nikczemnym taktykom, zdradliwy i przebiegły, któremu przypadło do gustu zło i ciemności, i tak dalej. Czyż nie dlatego człowiek ma takie myśli, ponieważ nie ma najmniejszej wiedzy o Bogu? Ten sposób wiary jest niczym innym jak grzechem! Co więcej, są nawet tacy, którzy uważają, że ci, którzy Mi się podobają, nie są niczym innym jak lizusami i pochlebcami, a ci, którym brakuje tych umiejętności, będą niemile widziani i stracą swoje miejsce w domu Bożym. Czy to cała wiedza, którą zdobyliście przez te wszystkie lata? Czy to właśnie zyskaliście? A wasza wiedza o Mnie nie kończy się na tym niezrozumieniu; jeszcze gorsze jest wasze bluźnierstwo przeciwko Duchowi Bożemu i oczernianie Nieba. Dlatego powiadam, że taki sposób wiary, jak wasz, spowoduje jedynie, że będziecie oddalać się ode Mnie i nasili się wasz opór w stosunku do Mnie.

z rozdziału „Jak poznać Boga na ziemi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

64. O Bogu i człowieku nie można mówić jak o równych sobie. Jego istota i Jego dzieło są dla człowieka czymś zupełnie niewyobrażalnym i niezrozumiałym. Gdyby Bóg osobiście nie dokonywał swego dzieła i nie wypowiadał swoich słów w ludzkim świecie, człowiek nigdy nie byłby w stanie zrozumieć woli Bożej i nawet ci, którzy poświęcają Bogu całe swoje życie, nie zdołaliby zyskać Jego aprobaty. Nieważne, jak dobre są czyny człowieka – bez dzieła Bożego liczą się tyle co nic, bo myśli Boga zawsze są wyższe od myśli człowieka, a mądrość Boga jest dla człowieka niezgłębiona. Twierdzę zatem, że ci, którzy „wyraźnie widzą” Boga i Jego dzieło, są nieskuteczni, aroganccy i brakuje im wiedzy. Człowiek nie powinien definiować dzieła Boga. Co więcej, człowiek nie jest w stanie zdefiniować dzieła Boga. W oczach Boga człowiek jest mniejszy od mrówki, więc jak człowiek miałby pojąć dzieło Boże? Ci, którzy ciągle powtarzają: „Bóg nie działa w ten czy w tamten sposób” albo „Bóg jest taki lub taki” – czyż nie są aroganccy? Wszyscy powinniśmy wiedzieć, że ludzie – będący z ciała – zostali zepsuci przez szatana. W ich naturze leży przeciwstawianie się Bogu, z którym nie są na równi, więc tym bardziej nie są w stanie doradzić w kwestii dzieła Bożego. To, jak Bóg prowadzi człowieka, jest dziełem Jego Samego. Człowiek powinien podporządkować się, a nie wyznawać takie czy inne poglądy, bo jest tylko prochem. Ponieważ powinniśmy szukać Boga, nie powinniśmy przedkładać Bogu do rozważenia swoich wyobrażeń o dziele Bożym, a tym bardziej nie powinniśmy wykorzystywać swojego zepsucia do celowego stawiania oporu wobec dzieła Bożego. Czy nie stalibyśmy się w ten sposób antychrystem? Jak ci ludzie mogą twierdzić, że wierzą w Boga? Ponieważ wierzymy w Boga i chcemy Go zadowolić, i zobaczyć Go, powinniśmy szukać prawdy oraz sposobu na to, żeby być zgodnymi z Nim. Nie powinniśmy uparcie przeciwstawiać się Bogu. Co dobrego może przynieść takie działanie?

z Przedmowy do księgi „Słowo ukazuje się w ciele”

65. Czyż wielu ludzi nie sprzeciwia się Bogu i utrudnia dzieło Ducha Świętego, ponieważ nie mają świadomości różnorodności Bożego dzieła i co więcej, posiadają jedynie odrobinę wiedzy i doktryny do oceny dzieła Ducha Świętego? Jednakże doświadczenia takich ludzi są powierzchowne, są oni z natury aroganccy i ulegają słabościom, odnoszą się do dzieła Ducha Świętego z pogardą, ignorują Jego dyscypliny i co więcej, wykorzystują swoje trywialne, przestarzałe argumenty dla potwierdzenia dzieła Ducha Świętego. Ponadto udają, są całkowicie przekonani o własnej wiedzy i erudycji, a także o tym, że mogą zawojować świat. Czy ci ludzie nie są tymi wzgardzonymi i odrzuconymi przez Ducha Świętego i nie zostaną wyeliminowani przez nowy wiek? Czyż nie są tymi, którzy przychodzą przed oblicze Boga i otwarcie Mu się sprzeciwiają, krótkowzrocznymi, małymi ludźmi, próbującymi jedynie pokazać swą mądrość? Z zaledwie ubogą znajomością Biblii usiłują opanować światową „akademię”, posługując się jedynie powierzchowną doktryną w nauczaniu ludzi, próbują odwrócić dzieło Ducha Świętego i dążą do tego, aby skupiało się ono wokół ich własnego myślenia, a w swojej krótkowzroczności próbują za pomocą jednego spojrzenia ujrzeć sześć tysięcy lat Bożego dzieła. Ludzie ci w ogóle nie mają powodu, by zabierać głos! W rzeczywistości im więcej ludzie wiedzą o Bogu, tym mniej pochopnie wydają opinie na temat Jego dzieła. Ponadto tylko trochę rozmawiają na temat swojej znajomości dzisiejszego dzieła Boga, ale nie spieszą się z osądami. Im mniej ludzie wiedzą o Bogu, tym bardziej aroganccy oraz zbyt pewni siebie się stają, i tym swawolniej głoszą istnienie Boga – ale posługują się jedynie teorią, nie mając do zaoferowania żadnego rzeczywistego dowodu. Tacy ludzie nie mają jakiejkolwiek wartości. Ci, którzy postrzegają dzieło Ducha Świętego jako grę, są niepoważni! Ci, którzy nie są uważni podczas zetknięcia z nowym dziełem Ducha Świętego, za dużo mówią, są pochopni w osądach, pozwalają swojemu naturalnemu instynktowi swobodnie zaprzeczać prawości dzieła Ducha Świętego oraz znieważać je i bluźnić przeciwko niemu – czy tacy nieokazujący szacunku ludzie nie są nieświadomi dzieła Ducha Świętego? Co więcej, czy nie są aroganccy, dumni z natury i krnąbrni? Nawet jeśli nadejdzie dzień, w którym ci ludzie zaakceptują nowe dzieło Ducha Świętego, Bóg wciąż nie będzie ich tolerował. Nie tylko spoglądają oni z góry na tych, którzy pracują dla Boga, lecz także bluźnią przeciwko samemu Bogu. Takim lekkomyślnym ludziom nie będzie odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym, i na zawsze zginą w piekle! Tacy lekceważący, ulegający słabościom ludzie udają, że wierzą w Boga, a im bardziej tak postępują, tym bardziej prawdopodobne jest, że wykroczą przeciwko Bożym administracyjnym rozporządzeniom. Czy nie idą tą ścieżką wszyscy ci aroganci, którzy z natury są niepohamowani i nigdy nie liczyli się z nikim? Czy dzień po dniu nie sprzeciwiają się Bogu, który zawsze jest nowy, a nigdy stary?

z rozdziału „Poznanie trzech etapów Bożego dzieła jest ścieżką do poznania Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

66. Wiedzcie, że sprzeciwiacie się dziełu Boga lub używacie własnych koncepcji, by ocenić dzieło dnia dzisiejszego, ponieważ nie znacie zasad Bożego dzieła i nie traktujecie wystarczająco poważnie dzieła Ducha Świętego. Wasz sprzeciw wobec Boga i utrudnianie dzieła Ducha Świętego spowodowane są przez wasze koncepcje oraz immanentną ignorancję. To nie dlatego, że Boże dzieło jest złe, lecz dlatego, że jesteście z natury bardzo nieposłuszni. Po odnalezieniu wiary w Boga niektórzy ludzie nie potrafią nawet powiedzieć z całą pewnością, skąd wziął się człowiek, a ośmielają się wygłaszać przemówienia publiczne, oceniając słuszne i niesłuszne strony dzieła Ducha Świętego. Pouczają nawet apostołów, którzy mają nowe dzieło Ducha Świętego, czyniąc im uwagi i zabierając głos poza kolejnością. Ich człowieczeństwo jest marne i brak im najmniejszego rozsądku. Czyż nie nadejdzie taki dzień, kiedy tacy ludzie zostaną odrzuceni przez dzieło Ducha Świętego i spłoną w ogniu piekielnym? Nie znają Bożego dzieła, ale krytykują je i próbują także pouczać Boga, jak ma działać. Jak to możliwe, żeby tacy nierozsądni ludzie poznali Boga? Człowiek poznaje Boga w trakcie procesu poszukiwania i doświadczania Go; nie przez kapryśne krytykowanie Go dochodzi do poznania Boga dzięki oświeceniu przez Ducha Świętego. Im bardziej dokładna jest ludzkie poznanie Boga, tym mniej ludzie sprzeciwiają się Bogu. Natomiast im mniej ludzie znają Boga, tym bardziej prawdopodobne jest, że staną w opozycji do Niego. Twoje koncepcje, stara natura, twoje człowieczeństwo, charakter i perspektywy moralne są „kapitałem”, za pomocą którego opierasz się Bogu, a im bardziej zepsuty, zdegradowany i upadły jesteś, tym większym jesteś wrogiem Boga. Ci, którzy mają poważne koncepcje i zadufane usposobienie są nawet bardziej wrodzy wobec Boga wcielonego i tacy ludzie są antychrystami. Jeśli twoje koncepcje nie są sprostowane, wówczas zawsze będą przeciw Bogu; nigdy nie będziesz zgodny z Bogiem i zawsze będziesz od Niego oddalony.

z rozdziału „Poznanie trzech etapów Bożego dzieła jest ścieżką do poznania Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

67. Nie myśl, że rozumiesz już wszystko. Mówię ci, że wszystko to, co widziałeś i czego doświadczyłeś, jest niewystarczające, abyś zrozumiał nawet jedną tysięczną Mojego planu zarządzania. Dlaczego więc postępujesz tak arogancko? Odrobina talentu i minimum wiedzy, jakie posiadasz, są niewystarczające, aby Jezus posłużył się nimi nawet przez sekundę swojego dzieła! Jakie doświadczenie faktycznie posiadasz? To, co zobaczyłeś, i wszystko, co usłyszałeś w swoim życiu, oraz co sobie wyobraziłeś, to nawet mniej niż dzieło, które Ja wykonuję w jednej chwili! Lepiej, abyś nie czepiał się drobiazgów i nie szukał dziury w całym. Choćbyś był nie wiem jak arogancki, jesteś tylko stworzeniem mniejszym od mrówki! Wszystko, co masz w brzuchu, to i tak mniej, niż to, co w swoim przenosi mrówka. Nie myśl, że masz prawo do popisywania się i przechwalania tylko dlatego, że zyskałeś trochę doświadczenia i przywilejów. Czyż twoje doświadczenie i przywileje nie są efektem słów, które Ja do ciebie wypowiedziałem? Czy uważasz, że otrzymałeś je w zamian za własną pracę i wysiłek? Dziś widzisz, że Ja stałem się ciałem i tylko z tego tytułu znasz tak bogate pojęcia, które zaowocowały niezliczonymi wyobrażeniami. Gdyby nie Moje wcielenie, to nawet gdybyś posiadał niezwykłe talenty, nie miałbyś takiej wiedzy – i czy to nie z tych spraw biorą się twe wyobrażenia? Gdyby Jezus nie stał się ciałem po raz pierwszy, czy w ogóle wiedziałbyś o wcieleniu? Czyż to nie dlatego, że pierwsze wcielenie dało ci wiedzę, masz czelność próbować oceniać drugie wcielenie? Dlaczego zamiast być posłusznym wyznawcą, analizujesz wiedzę daną od Boga? Jeśli wkroczyłeś na tę ścieżkę i stawiasz siebie przed Bogiem wcielonym, czy On pozwoliłby ci badać tę kwestię? Jeśli badasz historię własnej rodziny, nie ma w tym nic złego, ale jeśli próbujesz badać historię Bożej rodziny, czy dzisiejsze wcielenie Boga pozwoliłoby ci przeprowadzać takie badanie? Czyż nie jesteś ślepy? Czyż nie ściągasz na siebie potępienia?

z rozdziału „Dwa wcielenia dopełniają znaczenia wcielenia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

68. Jaka jest najbardziej odpowiednia metoda w podążaniu dzisiejszą ścieżką? Jako kogo siebie widzisz w tym dążeniu? Powinieneś wiedzieć, jak sobie poradzić ze wszystkim, co cię teraz spotyka, niezależnie od tego, czy są to próby, czy cierpienie, czy bezlitosne karcenie, czy przekleństwa – powinieneś dokładnie rozważyć każde z nich. Dlaczego to mówię? Ponieważ koniec końców, cokolwiek cię teraz spotyka, to faktycznie jedna krótka próba po drugiej. Być może nie jest to obecnie zbyt wielkim dla ciebie stresem, więc po prostu pozwalasz sprawom płynąć swoim torem, nie traktując ich jako cennego bogactwa na drodze twego dążenia do postępu. Jesteś zbyt nieostrożny! W rzeczywistości patrzysz na to cenne bogactwo jak na chmury przepływające przed oczami i nie doceniasz tych krótkich przypadków ciężkich ciosów, które nie wydają się być dla ciebie aż tak trudne. Chłodno obserwujesz, nie biorąc ich sobie do serca, a od czasu do czasu widzisz tylko, że uderzają gdzieś w ścianę. Jesteś taki wyniosły! Po prostu przyjmujesz pogardliwe nastawienie względem jednego zaciekle burzliwego ataku za drugim, czasami uśmiechając się chłodno i odsłaniając obojętne spojrzenie. To dlatego, że nigdy nie myślałeś o tym, dlaczego wielokrotnie cierpisz z powodu tego rodzaju „nieszczęścia”. Może dlatego, że jestem taki niesprawiedliwy wobec ludzi? A może po prostu się ciebie czepiam? Chociaż twoje myślenie nie jest aż tak poważne jak to opisałem, ta spokojna postawa bardzo żywo obrazuje wewnętrzny świat twojego serca. Nie trzeba dodawać, że to, co ukryte jest głęboko w twoim sercu, jest niczym innym jak bezmyślnymi inwektywami i niekończącymi się odcieniami smutku, których inni prawie nie widzą. To dlatego, że doświadczyłeś tego rodzaju prób, uważasz, że jest to tak niesprawiedliwe, a więc rzucasz inwektywami w ten sposób. To właśnie z powodu tych prób czujesz, że świat jest opustoszały i to cię przepełnia melancholią. Nie postrzegasz tego ciosu za ciosem i pouczenia za pouczeniem jako najlepszej ochrony, ale postrzegasz je jako nierozsądne prowokacje z Nieba lub stosowną karę. Jesteś taki nieświadomy! Bezlitośnie zamknąłeś najlepsze czasy w ciemności, a ten czas kolejnych pięknych prób i reprymend postrzegasz jako ataki wroga. Nie jesteś w stanie przystosować się do otoczenia. Co więcej, nie chcesz się przystosować. Dzieje się tak dlatego, że nie jesteś chętny, by cokolwiek wynieść z tego karcenia za karceniem, które postrzegasz jako bezwzględne. Nie szukasz, nie zagłębiasz się i rezygnujesz z woli Nieba – gdziekolwiek się znajdziesz, jesteś tam, gdzie jesteś. Karcenie, które uważasz za bezwzględne, wcale nie zmieniło twojego serca ani nie wypełniło twojego serca. Zamiast tego je zraniło. Postrzegasz to „bezwzględne karcenie” jako swego wroga w tym życiu, ale nic nie zyskałeś. Jesteś tak pełen własnej sprawiedliwości! Rzadko wierzysz, że zostałeś poddany takim próbom, ponieważ jesteś tak nikczemny. Uważasz raczej, że masz zbyt wielkiego pecha. Co więcej, mówisz, że zawsze się ciebie czepiam. Jak dotąd, ile zrozumiałeś z tego, co robię i mówię? Nie myśl, że jesteś urodzonym geniuszem, troszkę niższym niebu, ale górującym nad ziemią. Nie jesteś mądrzejszy od innych ludzi, a nawet można powiedzieć, że jesteś odrobinę głupszy niż jakakolwiek inna rozsądna osoba na ziemi, ponieważ masz o sobie zbyt wysokie mniemanie i nigdy nie miałeś żadnego poczucia niższości. Wydaje ci się, że widzisz wszystko, co robię, tak wyraźnie jak kryształ. Prawda jest taka, że wcale nie jesteś rozsądną osobą. To dlatego, że nie masz pojęcia, co mam zamiar zrobić i wiesz jeszcze mniej na temat tego, co obecnie robię. Dlatego mówię ci, że nawet nie możesz się równać z wysłużonym rolnikiem, który może nie ma żadnej wiedzy na temat ludzkiego życia, a jednak opiera się w swojej pracy na błogosławieństwach z Nieba. Jesteś lekceważący w stosunku do własnego życia, nie znasz własnej reputacji i masz jeszcze mniej wiedzy o samym sobie. Jesteś zbyt „wielki i potężny”! Naprawdę martwię się o to, jak tacy playboye czy delikatne panienki jak ty, będą w stanie wytrzymać ataki potężnych, burzliwych wiatrów i fal? Ci playboye w ogóle nie dbają o to, w jakim otoczeniu przychodzi im obecnie żyć. Wydaje im się, że to tylko drobiazgi, nie mają żadnego szacunku dla tych rzeczy. Nie mają negatywnego nastawienia i nie uważają się za skromnych. Zamiast tego, wachlując się, wciąż spacerują i przechadzają się po „alejach”. Te „osoby”, które nie uczą się i nie znają niczego, nie mają pojęcia, dlaczego mówię im te rzeczy. Po prostu poznają samych siebie powierzchownie, mając wyzywające spojrzenie na twarzy, a potem ich złe drogi się nie zmieniają. Kiedy odchodzą ode Mnie, nadal szaleją po świecie, puszą się i oszukują. Wyraz twojej twarzy zmienia się zbyt szybko – wciąż oszukujesz Mnie w ten sposób. Masz taką zuchwałość! Te delikatne panienki są naprawdę śmieszne. Słyszą Moje ponaglające wypowiedzi, widzą otoczenie, w którym się znajdują i nie mogą powstrzymać łez. Prężą swoje ciało tak, jakby próbowały rzucać urok. To takie obrzydliwe! Ta kobieta widzi swoją własną pozycję i leży w łóżku, i zostaje tam, płacząc bez przerwy, prawie tak, jakby miała się udusić. Na podstawie tych słów widzi swoją niedojrzałość i niski status, a potem jest przepełniona negatywnym nastawieniem. Patrzy tępo i nie ma światła w jej oczach. Nie narzeka, nie nienawidzi Mnie – jest po prostu tak negatywna, że nawet się nie porusza. Ona też się nie uczy i nic nie wie. Po tym, jak odchodzi ode Mnie, znów żartuje i jest wesoła, a jej śmiech jest jak srebrne dzwoneczki. Jest niczym „księżniczka ze srebrnymi dzwoneczkami”. Są one zarówno zbyt delikatne, jak i pozbawione żalu w stosunku do siebie! Wy wszyscy, niczym wybrakowany towar pośród ludzkości – tak bardzo brakuje wam człowieczeństwa! Nie znacie miłości własnej i samoobrony, nie rozumiecie przyczyny, nie szukacie prawdziwej drogi ani nie kochacie prawdziwego światła, a szczególnie nie umiecie cenić samych siebie. Spychacie wciąż Moje słowa nauczania na tył umysłu i używacie ich nawet jako rozrywki w wolnym czasie. Zawsze używaliście ich jako własnego amuletu. Kiedy szatan oskarża cię, po prostu trochę się modlisz. Kiedy poddajesz się negatywizmowi, śpisz, a kiedy jesteś szczęśliwy, biegasz jak szalony. Kiedy upominam cię, kłaniasz się i przytakujesz, ale kiedy opuszczasz Mnie, śmiejesz się dziko. Wśród ludzi jesteś zawsze najwspanialszy i nigdy nie uważałeś się za najbardziej zarozumiałego. Zawsze jesteś wielki i potężny, bardzo zadowolony z siebie i strasznie arogancki. Jak może tego rodzaju „młody człowiek”, „młoda kobieta”, „dżentelmen” lub „dama”, osoba tego typu, która nie uczy się i nic nie wie, traktować Moje słowa jak cenny skarb? Zapytam cię dalej – czego tak naprawdę nauczyłeś się dzięki Moim słowom i Mojemu dziełu przez cały ten czas? Twoje sztuczki są mądrzejsze? Twoje ciało jest bardziej wyrafinowane? Twój stosunek do Mnie jest bardziej pogardliwy? Powiem ci szczerze: tyle Mojej pracy sprawiło, że twoje męstwo, które kiedyś przypominało męstwo myszy, stało się większe. Twój strach przede Mną zmniejsza się z dnia na dzień, ponieważ jestem zbyt litościwy. Nigdy nie stosowałem brutalnych metod, aby ukarać twoje ciało. Być może uważasz, że mówię zbyt ostro, ale przez większość czasu staję przed tobą z uśmiechem i prawie nigdy nie krytykuję cię bezpośrednio. Dzieje się tak dokładnie dlatego, że zawsze zwracam uwagę na twoje słabości, co doprowadziło do tego, że traktujesz Mnie tak, jak wąż traktuje dobrodusznego rolnika. Naprawdę podziwiam ludzką umiejętność ostrożnego oceniania innych – jest naprawdę niezwykła, wspaniała! Powiem ci prawdę. To, czy masz dziś w sercu szacunek, czy nie, jest nieistotne. Nie denerwuję się ani nie martwię, ale powiem ci również, że „geniusz”, który nie uczy się i nic nie wie, ostatecznie zostanie zrujnowany w małostkowym sprycie własnego samozadowolenia. Będziesz tym, który cierpi i ty będziesz tym, który będzie skarcony. Nie byłbym tak głupi, aby nadal towarzyszyć ci do piekła i nadal cierpieć, ponieważ ty i Ja nie jesteśmy tego samego rodzaju. Nie zapominaj, że jesteś tworem, który został przeze Mnie przeklęty, którego uczę i zbawiam. Nie ma w tobie nic, za czym tęsknię. Bez względu na to, kiedy pracuję, nie podlegam manipulacjom żadnych ludzi, zdarzeń ani rzeczy. Można powiedzieć, że Moje podejście i postawa wobec ludzkości zawsze były takie same. Nie mam dla ciebie żadnej łaski, ponieważ jesteś dodatkiem do Mojego zarządzania; na pewno nie masz większej siły niż cokolwiek innego. Radzę ci zawsze pamiętać, że jesteś niczym więcej niż dziełem! Chociaż mieszkasz ze Mną, powinieneś znać swój status i nie postrzegać siebie jako zbyt wielkiego. Nawet jeśli nie krytykuję cię ani nie rozprawiam się z tobą i staję przed tobą z uśmiechem, nie oznacza to, że ty i Ja należymy do tego samego rodzaju. Powinieneś wiedzieć, że szukasz prawdy, ale sam nie jesteś prawdą! W każdej chwili musisz się zmieniać zgodnie z Moimi słowami – nie możesz od tego uciec. Radzę ci, abyś się czegoś nauczył, kiedy jeszcze przebywasz w tych cudownych czasach, podczas gdy ta rzadka okazja jeszcze istnieje. I nie próbuj Mnie oszukać. Nie używaj pochlebstw, aby Mnie oszukać. Twoje szukanie Mnie nie jest dla Mnie – jest dla ciebie!

z rozdziału „Czyż nie są jedynie zwierzętami ci, którzy się nie uczą i nic nie wiedzą?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

69. Wypełnianie przez człowieka swojego obowiązku jest tak naprawdę realizacją wszystkiego, co wrodzone w człowieku, to znaczy wszystkiego, co jest dla człowieka możliwe. Wtedy jego obowiązek jest spełniony. Wady człowieka w trakcie jego usługiwania są stopniowo redukowane poprzez postępujące doświadczenie oraz proces doświadczania sądu. Nie utrudniają ani nie zmieniają obowiązku człowieka. Ci, którzy przestają usługiwać lub przynosić plony i wycofują się w obawie przed wadami, jakie mogą pojawić się w usługiwaniu, to najwięksi tchórze wśród ludzi. Jeśli człowiek nie potrafi wyrazić tego, co należy, w swojej służbie albo osiągnąć tego, co jest dla niego naturalnie możliwe, a zamiast tego obija się i udaje – to utracił funkcję, którą istota stworzona powinna mieć. Takich ludzi uznaje się za mierną nicość i zbyteczny odpad zajmujący miejsce. Jak takie coś można wyróżnić godnym tytułem istoty stworzonej? Czyż nie są to zepsute jednostki, które lśnią na zewnątrz, będąc wypełnione zgnilizną w środku? Jeśli człowiek nazywa siebie Bogiem, a nie jest w stanie wyrazić boskiego stworzenia, wykonać dzieła Samego Boga ani Go reprezentować, to bez wątpienia nie jest Bogiem, bo nie posiada istoty Boga i to, co Bóg potrafi naturalnie osiągnąć, nie istnieje w nim. Jeśli człowiek straci to, co jest dla niego naturalnie osiągalne, nie może się już uważać za człowieka i nie jest godzien znaleźć się wśród istot stworzonych ani stanąć przed Bogiem, ani Mu służyć. Co więcej, nie jest godzien otrzymać łaski Bożej, być przez Boga pilnowanym, chronionym i udoskonalonym. Wielu, którzy stracili zaufanie Boga, traci Jego łaskę. Nie tylko nie potępiają swoich złych uczynków, ale bezczelnie rozpowszechniają myśl, że droga Boża jest niewłaściwa. A ci, którzy się buntują, nawet zaprzeczają istnieniu Boga. Jak ludzie tak buntowniczy mogą posiadać przywilej korzystania z łaski Bożej? Ludzie, którzy nie spełnili swojego obowiązku, bardzo się zbuntowali przeciwko Bogu i wiele Mu są winni, a jednak odwracają się od Niego i krytykują, że się myli. Jak tacy ludzie mieliby być godni udoskonalenia? Czy nie jest to zwiastun bycia wyeliminowanym i ukaranym? Człowiek, który nie dopełnia swojego obowiązku przed Bogiem, już jest winny najohydniejszego z przestępstw, za które nawet śmierć nie jest wystarczającą karą, ale człowiek ma tupet spierać się z Bogiem i porównywać się z Nim. Jaki jest sens doskonalenia tego typu ludzi? Jeżeli człowiek nie spełnia swojego obowiązku, powinien mieć poczucie winy i zobowiązania. Powinien wzgardzić swoją słabością i bezużytecznością, swoją buntowniczością i swoim zepsuciem, a co więcej, powinien poświęcić swoje życie i swoją krew dla Boga. Tylko wtedy będzie stworzoną istotą, która prawdziwie miłuje Boga i tylko tacy ludzie są godni korzystania z błogosławieństw oraz obietnicy Boga, a także bycia przez Niego udoskonalonym. A jak jest z większością z was? Jak traktujecie Boga, który mieszka wśród was? Czy spełniliście swój obowiązek wobec Niego? Czy zrobiliście wszystko, do czego zostaliście wezwani, nawet za cenę własnego życia? Co poświęciliście? Czyż nie otrzymaliście wiele ode Mnie? Czy potraficie dostrzec różnicę? Na ile lojalni jesteście wobec Mnie? Jak Mi służycie? A to wszystko, czym was obdarzyłem i co dla was zrobiłem? Czy wszystko to doceniacie? Czy to osądziliście i porównaliście z tym strzępkiem sumienia, jaki macie? Kogo mogłyby być godne wasze słowa i działania? Czy tak mikroskopijne poświęcenie z waszej strony jest warte tego wszystkiego, czym was obdarzyłem? Nie mam innego wyboru i byłem wam oddany całym sercem, a wy jednak macie co do Mnie jakieś niedobre obawy i pozostajecie niezdecydowani. To jest wymiar waszego obowiązku, waszej jedynej funkcji. Czyż tak nie jest? Czy nie wiecie, że w ogóle nie spełniacie obowiązku istoty stworzonej? Jak można uznać was za istoty stworzone? Czy nie macie jasności co do tego, co wyrażacie i urzeczywistniacie w życiu? Nie spełniliście swojego obowiązku, ale chcecie być obdarzeni miłosierdziem i hojną łaską Boga. Łaska ta nie została przygotowana dla tak bezwartościowych i niegodziwych jak wy, lecz dla tych, którzy nie proszą o nic i z radością się poświęcają. Tacy ludzie jak wy, takie miernoty, nie są godni korzystania z łask nieba. Wasze dni wypełnione będą tylko trudami i niekończącą się karą! Jeśli nie możecie dochować Mi wierności, czeka was tylko cierpienie. Jeśli nie możecie wziąć odpowiedzialności wobec Moich słów i Mojego dzieła, waszym końcem będzie kara. Jakakolwiek łaska, błogosławieństwa i wspaniałe życie w królestwie będą dla was całkowicie niedostępne. Oto koniec, na który zasługujecie, oraz skutek waszych własnych czynów!

z rozdziału „Różnica pomiędzy służbą wcielonego Boga a obowiązkiem człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

70. Spójrzmy teraz na następujący fragment: „Ale mówię wam, że tu jest ktoś większy niż świątynia. A gdybyście wiedzieli, co to znaczy: Miłosierdzia chcę, a nie ofiary, nie potępialibyście niewinnych. Syn Człowieczy bowiem jest też Panem szabatu” (Mt 12:6-8). Do czego odnosi się tutaj „świątynia”? Mówiąc prosto, „świątynia” odnosi się do wspaniałego, wysokiego budynku, a w Wieku Prawa świątynia była miejscem, w którym kapłani oddawali cześć Bogu. Kiedy Pan Jezus powiedział „tu jest ktoś większy niż świątynia”, kim był ten „ktoś”? Jasnym jest, że ten „ktoś” to wcielony Pan Jezus, bo tylko On był większy niż świątynia. Co te słowa mówiły ludziom? Mówiły, żeby wyszli ze świątyni – Bóg już z niej wyszedł i już w niej nie działał, więc ludzie powinni szukać śladów Boga poza świątynią i podążać krokami Jego nowego dzieła. Jezus mówił to w oparciu o fakt, że według prawa ludzie przychodzili oglądać świątynię jako coś większego od samego Boga. Innymi słowy ludzie oddawali cześć świątyni zamiast Bogu, dlatego Pan Jezus ostrzegł ich, aby nie oddawali czci bożkom, lecz wielbili Boga, gdyż On jest ponad wszystko. Dlatego powiedział: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary”. Widać wyraźnie, że w oczach Pana Jezusa większość ludzi żyjących według prawa nie oddawała już czci Jahwe, a jedynie odprawiali rytuał składania ofiar, a przecież Pan Jezus ustalił, że rytuał ten był tożsamy z oddawaniem czci bożkom. Owi czciciele bożków postrzegali świątynię jako coś większego i wyższego niż Bóg. W ich sercach była tylko świątynia, nie Bóg, a gdyby stracili świątynię, straciliby swoje mieszkanie. Bez świątyni nie mieli gdzie oddawać czci i nie mogli składać ofiar. To tak zwane „mieszkanie” to miejsce, gdzie działali pod pozorem oddawania czci Bogu Jahwe, co pozwalało im przebywać w świątyni i zajmować się swoimi własnymi sprawami. Tak zwane „składanie ofiar” pozwalało im załatwiać własne, haniebne interesy pod płaszczykiem dokonywania posługi w świątyni. Z tego właśnie powodu ludzie w tamtych czasach postrzegali świątynię jako coś większego niż Bóg. Jako że używali świątyni jako przykrywki, a ofiar jako pretekstu do oszukiwania ludzi, a także oszukiwania Boga, Pan Jezus powiedział to, by ostrzec ludzi. Jeśli zastosujecie te słowa do teraźniejszości, są one nadal równie aktualne i równie trafne. Choć w dzisiejszych czasach ludzie doświadczyli innego dzieła Bożego niż ludzie w Wieku Prawa, istota ich natury jest ta sama. W kontekście dzisiejszego dzieła ludzie nadal będą robili takie rzeczy, jak w przypadku twierdzenia „świątynia jest większa niż Bóg”. Na przykład ludzie postrzegają wypełnianie swojego obowiązku jako pracę; niesienie świadectwa o Bogu i walkę z wielkim, czerwonym smokiem jako działalność polityczną w obronie praw człowieka, demokracji i wolności; przemieniają obowiązek, by przekuć umiejętności w karierę, a bojaźń Bożą i wyrzekanie się zła traktują zaledwie jako część religijnej doktryny, której należy przestrzegać; i tak dalej. Czyż te przejawy działania ze strony człowieka nie są zasadniczo tożsame z „traktowaniem świątyni jako większej niż Bóg”? Tylko że dwa tysiące lat temu ludzie załatwiali swoje osobiste interesy w fizycznej świątyni, a dzisiaj ludzie załatwiają swoje osobiste interesy w nienamacalnych świątyniach. Ci, którzy cenią sobie reguły, widzą te reguły jako większe od Boga, ci, którzy miłują status, widzą status jako coś większego niż Bóg, ci, którzy kochają swoją karierę, widzą karierę jako coś większego niż Bóg i tak dalej – wszystkie te przejawy sprawiają, że mówię: „Ludzie chwalą Boga swoimi słowami jako największego, ale w ich oczach wszystko jest większe niż Bóg”. To dlatego, że gdy tylko ludzie znajdują na swojej drodze podążania za Bogiem okazję do tego, by pokazać swoje własne talenty lub by załatwiać swoje własne sprawy czy zadbać o karierę, oddalają się od Boga i rzucają się w wir swojej ukochanej kariery. Natomiast jeśli chodzi o to, co Bóg im powierzył, oraz o Jego wolę, dawno odrzucili te rzeczy. Co w tym scenariuszu odróżnia owych ludzi od tych, którzy załatwiali swoje własne interesy w świątyni dwa tysiące lat temu?

z rozdziału „Boże Dzieło, Boże Usposobienie i Sam Bóg III” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

71. Wielu ludzi stojących po Mojej stronie pożąda pobłogosławienia swojej pozycji; uwielbiają się objadać, uwielbiają spać i całą troskę kierują ku ciału, ciągle mając obawy, że nie ma innej drogi niż cielesna. Nie wypełniają swoich normalnych obowiązków w kościele, jedzą za darmo lub pouczają swoich braci i siostry Moimi słowami, wywyższają się i traktują innych z góry. Ci ludzie mówią, że wypełniają Boską wolę; zawsze mówią, że są w bliskiej relacji z Bogiem – czy to nie jest niedorzeczne? Jeśli macie właściwe motywacje, ale nie potraficie służyć zgodnie z wolą Boga, to jesteście śmieszni; ale jeśli wasze motywacje nie są właściwe, a nadal twierdzicie, że służycie Bogu, wówczas jesteście tymi, którzy przeciwstawiają się Bogu i powinniście być przez Niego ukarani! Nie mam żadnego współczucia dla takich ludzi! W domu Boga jedzą za darmo i zawsze pożądają wygód dla ciała, i nie zważają na interesy Boga. Zawsze poszukują tego, co jest dobre dla nich; nie zważają na wolę Boga; wszystko, co robią nie jest zgodne z Bożym Duchem; zawsze lawirują i knują przeciwko swoim braciom i siostrom; są dwulicowi jak lis w winnicy; zawsze kradną winogrona i depczą winnicę. Czy tacy ludzie mogą być w bliskiej relacji z Bogiem? Czy wy jesteście godni, aby otrzymać Boże błogosławieństwo? Nie bierzecie żadnej odpowiedzialności za swoje życie i kościół – czy jesteście godni, aby otrzymać Boże posłannictwo? Kto zaufa komuś takiemu jak wy? Gdy służycie w ten sposób, to czy Bóg powierzy wam poważniejsze zadania? Czy nie opóźniacie biegu spraw?

z rozdziału „Jak służyć zgodnie z wolą Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

72. Jakże okrutny i brutalny jest rodzaj ludzki! Przebiegłość i intrygi, przepychanki między sobą, walka o reputację i majątek, wzajemna rzeź – czy to wszystko dobiegnie kiedyś końca? Bóg wypowiedział już setki tysięcy słów, lecz nikt się nie opamiętał. Ludzie robią wszystko dla swoich rodzin, synów i córek, dla dobra własnych karier, dla przyszłości, statusu, próżności i pieniędzy, dla odzieży, pokarmu i ciała – i któż naprawdę podejmuje działania przez wzgląd na Boga? Nawet pośród tych, którzy w swych działaniach mają wzgląd na Boga, tylko nieliczni Go znają. Ilu nie działa przez wzgląd na swoje własne interesy? Ilu ciemięży i dyskryminuje innych, aby utrzymać swój własny status? Bóg został zatem dobitnie skazany na śmierć niezliczoną ilość razy, niezliczeni okrutni sędziowie potępili Boga i po raz kolejny przybili Go do krzyża. Ilu można nazwać sprawiedliwymi, bo naprawdę działają przez wzgląd na Boga?

z rozdziału „Nikczemni zostaną z pewnością ukarani” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

73. Czy kiedykolwiek zdaliście sobie sprawę z tego, co dziś robicie? Mianowicie panoszycie się po świecie, spiskujecie przeciw sobie, zwodzicie siebie nawzajem, zachowujecie się podstępnie, zdradliwie i bezwstydnie, nie znacie prawdy, jesteście perfidni oraz zwodniczy, używacie pochlebstw, myślicie, że macie zawsze racje i uważacie siebie za lepszych od innych, jesteście aroganccy, postępujecie nieokrzesanie niczym dzikie zwierzęta górskie i gruboskórnie niczym król bestii – czy rzeczywiście przypominacie istoty ludzkie? Jesteście nieposłuszni i nierozsądni. Nigdy nie traktowaliście Mego słowa niczym skarbu, lecz zamiast tego przyjęliście postawę pogardliwą. Skąd w takim razie mają pochodzić osiągnięcia, prawdziwie ludzkie życie i piękne nadzieje? Czy twoja ekstrawagancka wyobraźnia naprawdę uratuje cię z paszczy tygrysa? Czy naprawdę uratuje cię przed spłonięciem w ogniu? Czy upadłbyś tak nisko, gdybyś postrzegał Me dzieło jako bezcenny skarb? Czy twojego losu naprawdę nie można zmienić? Czy jesteś gotów umrzeć z takim żalem w sercu?

z rozdziału „Istota i tożsamość człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

74. Każdy z was wspiął się na najwyższe wyżyny tłumów; wstąpiliście na nie, aby być przodkami licznych zastępów. Jesteście niezwykle arbitralni i dostajecie szału wśród wszystkich robaków szukających miejsca wytchnienia, próbując pożerać robaki mniejsze od was. Jesteście złośliwi i złowrodzy w waszych sercach, bardziej nawet niż te duchy, które opadły na dno morza. Żyjecie na dnie gnoju, przeszkadzając robakom od góry do dołu tak, że nie cieszą się pokojem, walcząc między sobą przez chwilę, by następnie się uspokoić. Nie znacie własnego statusu, ale nadal walczycie w gnoju. Co możecie zyskać na tej walce? Jeśli naprawdę mieliście serce pełne szacunku dla Mnie, jak możecie walczyć między sobą za Moimi plecami? Niezależnie od tego, jak wysoki jest twój status, czyż nadal nie jesteś małym śmierdzącym robakiem w gnoju? Czy urosną tobie skrzydła i staniesz się gołębicą na niebie?

z rozdziału „Kiedy spadające liście wrócą do swoich korzeni, będziesz żałował wszelkiego zła, które popełniłeś” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

75. Najlepiej dla was byłoby poświęcić więcej wysiłku prawdzie poznania siebie. Dlaczego nie znaleźliście upodobania w Bogu? Dlaczego wasze usposobienie jest Mu obrzydliwe? Dlaczego brzydzą Go wasze słowa? Chwalicie się za tę niewielką lojalność i pragniecie nagrody za swoje małe poświęcenie. Patrzycie na innych z góry okazawszy nieco posłuszeństwa i stajecie się wzgardliwi wobec Boga wykonawszy jakąś błahą pracę. Za przyjmowanie Boga liczycie na bogactwo i podarunki oraz komplementy. Bolą was serca, kiedy dacie grosz lub dwa. Kiedy dajecie dziesięć, pragniecie błogosławieństwa i wyróżniania od innych. Człowieczeństwo takie jak wasze jest naprawdę obraźliwe, gdy się o nim mówi lub słucha. Cóż czcigodnego jest w waszych słowach czy czynach? Ci, którzy wykonują swój obowiązek i którzy tego nie robią; ci, którzy prowadzą i ci, którzy za nimi podążają; ci, którzy przyjmują Boga i ci, którzy tego nie czynią; ci, którzy dają i którzy tego nie robią; ci, którzy głoszą i którzy przyjmują słowo i tak dalej. Wszyscy tacy ludzie wychwalają samych siebie. Czyż to nie śmieszne? Oczywiście wiecie, że wierzycie w Boga, ale nie potraficie zgodnie z Nim żyć. Na pewno wiecie, że jesteście całkowicie bezwartościowi, jednak pozostajecie dumni. Czyż nie czujecie, że wasze zmysły nie zapewniają już wam kontroli nad sobą? Jak z takimi zmysłami możecie być związani z Bogiem? Czy nie boicie się o siebie samych? Wasze usposobienie już jest takie, że nie możecie żyć zgodnie z Bogiem. Czy wasza wiara nie jest niedorzeczna? Czy wasza wiara nie jest absurdem? Jak postąpisz co do swojej przyszłości? Jak obierzesz dalszą drogę?

z rozdziału „Ci, którzy nie są zgodni z Chrystusem, z pewnością są przeciwnikami Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

76. Teraz żyję na ziemi, żyję wśród ludzi. Wszyscy doświadczają Mego dzieła i wsłuchują się w Moje słowa; zarazem każdego z Mych wyznawców obdarzam wszelkimi prawdami, by mogli ode Mnie otrzymać życie, tym samym wkraczając na ścieżkę, którą mogliby podążać. Albowiem Ja jestem Bogiem, Dawcą życia. W czasie wielu lat Mej pracy człowiek wiele otrzymał i wielu rzeczy się wyrzekł, a mimo to powiadam, że nie żywi on prawdziwej wiary we Mnie. A dzieje się tak dlatego, że tylko usta człowieka mówią, że Ja jestem Bogiem, lecz on sam nie przyjmuje prawdy, którą głoszę, w jeszcze mniejszym stopniu praktykując prawdę, której od niego oczekuję. Innymi słowy człowiek uznaje tylko istnienie Boga, lecz nie uznaje istnienia prawdy; człowiek uznaje tylko istnienie Boga, lecz nie uznaje życia; uznaje Boże imię, lecz nie uznaje Bożej istoty. Przez swą fałszywą gorliwość człowiek stał mi się nienawistny. Albowiem wypowiada on miłe dla ucha słowa po to, by Mnie zwieść, nikt zaś nie czci mnie szczerym sercem. Wasza mowa kryje w sobie wężową pokusę; nadto jest ona niezmiernie wyniosła, niczym prawdziwe obwieszczenie archanioła. Wasze plugawe uczynki są niczym wystrzępiona i podarta tkanina; wasze nieposkromione pragnienia i wasza pożądliwość są obraźliwe dla uszu. Wszyscy staliście się w domu Moim niczym ćmy, zasługując na to, by was wyrzucić zeń z pogardą. Albowiem nikt z was nie miłuje prawdy; jesteście ludźmi, którzy pragną błogosławieństw i chcą wstąpić do nieba, by ujrzeć wspaniałą wizję Chrystusa sprawującego swą władzę na ziemi. Czyż jednak zastanowiliście się kiedykolwiek, jak ktoś tak do cna zdeprawowany jak wy – którzy nic nie wiecie o Bogu – mógłby zasługiwać na to, by za Bogiem podążyć? Jakże moglibyście wstąpić do nieba? Jakże moglibyście zasługiwać na to, by ujrzeć wspaniałość, która w swym majestacie nie ma sobie równych? Usta wasze wypełniają słowa kłamliwe i plugawe, zdradliwe i pełne arogancji. Nigdy nie wypowiedzieliście szczerych słów względem Mnie, żadnych słów świętych ani słów poddania się Mi po doświadczeniu Moich słów. Czymże jest ostatecznie wasza wiara? Wasze serca przepełnione są pragnieniami i żądzą bogactw, umysły wasze wypełnia wizja rzeczy materialnych. Dzień w dzień rozmyślacie tylko o tym, jak coś ode Mnie uzyskać; o tym, jak wiele bogactw i rzeczy materialnych wam przysporzyłem. Dzień w dzień wyczekujecie coraz liczniejszych błogosławieństw, których wam udzielę, byście mogli jeszcze bardziej się radować tymi wszystkimi rzeczami, które dają radość. Tym, co w każdej chwili wypełnia wasze myśli, nie jestem Ja, ani prawda, która ode Mnie pochodzi: wypełniają je wasi mężowie (żony), wasi synowie, wasze córki, posiłki i stroje oraz troska o to, jak pomnożyć wasze przyjemności i uczynić je intensywniejszymi. Lecz choćbyście napychali wasze brzuchy, czyż nie jesteście trochę lepsi od trupa? I czyż nawet wówczas, gdy nakładacie wspaniałe stroje, nadal nie jesteście tylko przechadzającym się trupem, nie mającym w sobie ani krzty życia? Trudzicie się, by napełnić swój kałdun, póki waszych głów nie przyprószy siwizna, lecz nikt z was dla Mojego dzieła nie poświęciłby ani włosa. Krzątacie się bez ustanku, nękając ciało i dręcząc umysł, z myślą o ciele, o waszych synach i córkach, lecz żaden z was nie troszczy się ani nie martwi o Moją wolę. Cóż jeszcze chcielibyście ode mnie otrzymać?

z rozdziału „Wielu jest wezwanych, lecz nieliczni są wybrani” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

77. Wasze serca przepełnia zło, zdrada, fałsz – a skoro tak, to ileż nieczystości musi kryć w sobie wasza miłość? Sądzicie, że uczyniliście dla Mnie dostatecznie wiele wyrzeczeń; sądzicie, że wasza miłość do Mnie jest zadowalająca. Ale skoro tak, to dlaczego wasze słowa i czyny zawsze niosą z sobą bunt i fałsz? Idziecie za Mną, a jednak nie uznajecie Mojego słowa. Czy można to uznać za miłość? Idziecie za Mną, a następnie odrzucacie Mnie. Czy można to uznać za miłość? Idziecie za Mną, a jednak Mi nie ufacie. Czy można to uznać za miłość? Idziecie za Mną, a jednak nie jesteście w stanie uznać Mojego istnienia. Czy można to uznać za miłość? Idziecie za Mną, a jednak nie traktujecie Mnie na miarę tego, kim jestem – raz po raz nastręczając Mi problemów. Czy to jest miłość? Idziecie za Mną, a jednak przy każdej okazji próbujecie Mnie zwieść i oszukać. Czy można to uznać za miłość? Służycie Mi, a jednak się Mnie nie boicie. Czy można to uznać za miłość? We wszystkim i pod każdym względem Mi się sprzeciwiacie. Czy można to uznać za miłość? Wiele poświęciliście, to prawda, ale nigdy nie praktykowaliście tego, czego od was wymagam. Czy można to uznać za miłość? Spokojny namysł nasuwa wniosek, że nie ma w was ani krzty miłości do Mnie. Po tylu latach trwania Mojego dzieła i tylu słowach, jakie do was skierowałem – ileż tak naprawdę osiągnęliście? Czyż wszystko to nie zasługuje na chwilę namysłu?

z rozdziału „Wielu jest wezwanych, lecz nieliczni są wybrani” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

78. Ci, którzy nie rozumieją woli Bożej, są przeciwnikami Boga; ci, którzy rozumieją wolę Bożą, ale nie praktykują prawdy, są przeciwnikami Boga; ci, którzy jedzą i piją słowa Boże, ale postępują w sprzeczności z treścią Bożych słów, są przeciwnikami Boga; ci, którzy mają wyobrażenia o Bogu wcielonym i celowo się buntują, są przeciwnikami Boga; ci, którzy sądzą Boga są przeciwnikami Boga i ci, którzy nie znają Boga i nie są w stanie świadczyć o Nim, są przeciwnikami Boga. Słuchajcie więc Mojego napomnienia: jeśli naprawdę macie wiarę, aby podążać tą drogą, to dalej nią podążajcie. Jeżeli nie potraficie powstrzymać się od sprzeciwiania się Bogu, to lepiej odejdźcie, zanim będzie za późno. W przeciwnym razie to jest raczej zły zwiastun aniżeli dobry, ponieważ wasza natura jest zbyt upadła. Nie macie ani krztyny lojalności, ani posłuszeństwa, ani serca, które pragnie sprawiedliwości i prawdy. Nie żywicie też ani odrobiny miłości do Boga. Można powiedzieć, że wasz stan przed Bogiem to całkowity chaos. Nie potraficie ani czynić tego, co należy, ani mówić tego, co należy powiedzieć. Nie potraficie wprowadzić w życie tego, co należy, i nie potraficie wykonywać odpowiednich funkcji. Nie ma w was lojalności, sumienia, posłuszeństwa ani zdecydowania, które powinniście mieć. Nie wytrwaliście w cierpieniu, w którym powinniście wytrwać, i nie macie wiary, którą powinniście mieć. Jesteście całkowicie pozbawieni jakichkolwiek zalet; czy macie szacunek do siebie, aby żyć dalej? Nalegam, abyście lepiej zamknęli oczy na wieczny odpoczynek, oszczędzając w ten sposób Bogu troski o was i znoszenia cierpienia dla waszego dobra. Wierzycie w Boga, ale nie znacie Jego woli, jecie i pijecie słowa Boga, ale nie jesteście w stanie sprostać oczekiwaniom Boga. Wierzycie w Boga, a jednak Go nie znacie, i żyjecie, chociaż nie macie celu, do którego moglibyście dążyć. Nie macie żadnych wartości ani celu. Żyjecie jako ludzie, nie macie jednak sumienia, uczciwości ani najmniejszej wiarygodności. Jak możecie być uznawani za ludzi? Wierzycie w Boga, a jednak Go oszukujecie. Ponadto bierzecie pieniądze Boga i jecie z Jego ofiar, jednak ostatecznie nie okazujecie zainteresowania uczuciami Boga ani waszym sumieniem wobec Boga. Nie możecie sprostać nawet najbardziej trywialnym oczekiwaniom Boga. Jak zatem możecie być uznawani za ludzi? Jedzenie, które spożywacie, i powietrze, którym oddychacie, pochodzi od Boga, cieszycie się Jego łaską, ale na końcu nie macie ani krztyny wiedzy o Bogu. Wręcz przeciwnie, staliście się bezużytecznymi leniami, którzy sprzeciwiają się Bogu. Czy nie jesteście zatem zwierzętami nie lepszymi niż psy? Czy są wśród zwierząt osobniki bardziej złośliwe niż wy?

z rozdziału „Wszyscy, którzy nie znają Boga są tymi, którzy sprzeciwiają się Bogu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

79. Wasza lojalność jest tylko w słowach, wasza wiedza jest tylko intelektualna i koncepcyjna, wasze wysiłki służą zdobyciu błogosławieństw w niebie, a więc jaka musi być wasza wiara? Nawet dzisiaj jesteście głusi na słowa prawdy. Nie wiecie, czym jest Bóg, nie wiecie, czym jest Chrystus, nie wiecie, jak czcić Jahwe, nie wiecie, jak dołączyć do dzieła Ducha Świętego, nie wiecie, jak odróżnić dzieło Samego Boga od oszustwa człowieka. Potraficie tylko potępiać każde słowo prawdy wyrażone przez Boga, które nie jest zgodne z waszymi myślami. Gdzie jest wasza pokora? Gdzie jest wasze posłuszeństwo? Gdzie jest wasza lojalność? Gdzie jest wasze pragnienie poszukiwania prawdy? Gdzie jest wasz szacunek dla Boga? Mówię wam, że ci, którzy wierzą w Boga z powodu znaków, na pewno należą do tych, którzy zostaną zniszczeni. Ci, którzy nie są w stanie przyjąć słów Jezusa, który powrócił do ciała, są z pewnością potomstwem piekła, potomkami upadłego archanioła, grupą ludzi, która zostanie poddana wiecznej zagładzie.

z rozdziału „Ujrzysz duchowe ciało Jezusa wtedy, kiedy Bóg stworzy na nowo niebo i ziemię” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

80. I na czym każdy z was, mężczyzna czy kobieta, skupia przez cały dzień swoją uwagę? Czy wiecie, od kogo zależy, czy będziecie mieli co jeść? Spójrz na swoje ubranie, spójrz na to, co zżąłeś własnymi rękami, zbadaj dokładnie, jakiż to owoc przyniosły ci pot i krew, które cię to [wszystko] kosztowało? Nadal chcesz podziwiać widoki, nadal chcesz upiększać swoje cuchnące ciało – ale jaką to ma wartość? Oczekuje się od ciebie zwyczajności – dzisiaj jednak nie tylko nie jesteś zwykły, lecz jesteś przeciwieństwem normy. Jakże śmie ktoś taki przede Mną stawać? Prezentując podobny poziom człowieczeństwa, paradując i obnosząc się ze swoim ciałem, zawsze żyjąc tylko wśród cielesnych żądz – czyż nie jesteś potomkiem plugawych demonów i złych duchów? Nie pozwolę na to, by taki plugawy demon zbyt długo się uchował! I niech ci się nie wydaje, że nie wiem, co sobie myślisz w sercu. Możesz trzymać na wodzy swe cielesne żądze, czyż jednak nie są mi znane myśli, które skrywasz w sercu oraz twe pożądliwe spojrzenia? Czy wy, młode damy, nie upiększacie się niczym kwiaty po to tylko, by epatować swoim ciałem? Jakich korzyści przysparzają wam mężczyźni? Czy naprawdę mogą ustrzec was przed morzem nieszczęść? A wy, playboye, którzy się stroicie, by sprawiać wrażenie, że jesteście dżentelmenami i że jesteście wytworni – czy nie robicie tego, by obnosić się ze swym wyglądem? I dla kogo robicie to wszystko? Jakiej korzyści przysparzają wam kobiety? Czy nie są one źródłem waszego grzechu? Skierowałem do was tak wiele słów, mężczyźni i kobiety, ale wy zastosowaliście się tylko do nielicznych. Wasze uszy są ciężkie, wasze oczy zaszły mgłą, wasze serca stwardniały, wasze ciała bez reszty przepełnia żądza, tkwicie w jej pułapce, niezdolni się wyzwolić. Kto chciałby trafić pomiędzy was, wy kanalie, wijące się w błocie i nieczystościach? Nie zapominajcie, że nie jesteście niczym więcej jak tylko tymi, których podniosłem z kupy gnoju i że z początku byliście pozbawieni zwykłego człowieczeństwa. Oczekuję od was zwykłego człowieczeństwa, którego najpierw wam brakowało; nie proszę, byście epatowali swoją żądzą, ani żebyście dawali folgę swym obmierzłym ciałom, od tylu lat szkolonym przez szatana. Czy ubierając się tak, a nie inaczej, nie obawiacie się, że uwikłacie się w sidła jeszcze bardziej? Czy nie wiecie, że od początku wywodzicie się z grzechu? Czyż nie wiecie, że wasze ciała przepełnia żądza? Jest ona tak wielka, że bije wprost z waszych ubrań, ukazując wasz stan jako nieznośnie odrażającego, plugawego demona. Czy nie jest to dla was oczywiste jak nic na świecie? Wasze serca, wasze oczy, wasze usta – czyż wszystko to nie zostało zbezczeszczone przez plugawe demony? Czy wszystko to nie jest plugawe? Sądzicie, że dopóki nie robicie niczego niemoralnego[i], jesteście święci, myślicie, że piękny ubiór zdoła ukryć wasze odpychające dusze? – Ani trochę! Doradzałbym wam więcej realizmu: nie bądźcie oszustami, nikogo nie udawajcie i nie obnoście się z niczym. Epatujecie – jeden przed drugim – swoją żądzą, ale w zamian otrzymacie tylko nieprzerwane cierpienia i bezlitosne karcenie! Po cóż macie ze sobą flirtować albo się zakochiwać? Czy tak wygląda wasza uczciwość? Czy to czyni was prawymi? Obmierźli mi są ci spośród was, którzy praktykują diabelską medycynę i zajmują się czarami, obmierźli mi są młodzi mężczyźni i kobiety, którzy kochają swoje ciało. Powinniście się hamować, ponieważ dzisiaj oczekuję od was zwykłego człowieczeństwa, nie zaś obnoszenia się z własną żądzą. Zawsze wykorzystujecie każdą okazję, gdyż wasze ciało jest zbyt obfite, a wasza żądza zbyt wielka!

z rozdziału „Praktyka (7)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

81. W czasie realizacji Mojego dzieła zawsze działacie przeciwko Mnie, nigdy nie podporządkowujecie się Moim słowom. Wypełniam Moje dzieło, a wy wypełniacie swoje, budujecie własne małe królestwa – zgrajo lisów i psów, wszystko, co czynicie, wymierzone jest przeciw Mnie! Zawsze usiłujecie wziąć w objęcia tych, którzy kochają tylko was – gdzież wasz szacunek? Wszystko, co czynicie, jest oszustwem! Nie macie w sobie za grosz posłuszeństwa ani szacunku, wszystko, co robicie, jest oszustwem i bluźnierstwem! Czy tacy ludzie mogą być zbawieni? Seksualnie rozpasani, rozwiąźli ludzie zawsze chcą dla własnej przyjemności przyciągnąć ku sobie pełne kokieterii nierządnice. Nie zbawię takich rozwiązłych demonów niemoralności, nienawidzę was, plugawe demony, wasza rozpustność i zalotność pogrążyły was w piekle – i cóż macie na swoją obronę? Jesteście tak odrażający – wy zbrukane demony, złe duchy! Wprost obmierźli! Jakże można zbawić takie śmiecie! Czy ci uwikłani w sidła grzechu mimo to mogą zostać zbawieni? Wszystkie te prawdy, ta droga, to życie – wcale nie wydają wam się atrakcyjne; atrakcyjna jawi wam się grzeszność, pieniądze, pozycja, rozgłos i zysk, uciechy ciała, przystojni mężczyźni i kokieteria kobiet. Co was predestynuje do wejścia do Mojego królestwa? Wasz wizerunek jest czymś większym od samego Boga, wasz status góruje nad Bożym, nie mówiąc już o prestiżu, jakim cieszycie się wśród ludzi – staliście się idolem, który ludzie otaczają kultem. Czyż nie stałeś się archaniołem? Gdy ludzki koniec zostanie ukazany – również dzieło zbawienia będzie wtedy bliskie swego kresu – wielu z was znajdzie się poza możliwością zbawienia i zostanie wyeliminowanych.

z rozdziału „Praktyka (7)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

82. Są oni nędznikami bez wartości – ponieważ nie cenią samych siebie. A skoro nawet siebie nie kochają, lecz depczą – czyż nie pokazuje to, że są bezwartościowi? Ludzkość jest niczym niemoralna kobieta, prowadząca gierki z samą sobą i oddająca się ochoczo innym, by brukali jej cześć. Ale ludzie wciąż nie wiedzą, jak nisko upadli. Znajdują przyjemność w pracy dla innych, w rozmowie z innymi, w poddawaniu się kontroli innych; czyż nie na tym właśnie polega plugastwo człowieczeństwa? Chociaż nie żyję pośród nich, choć nie doświadczyłem tak naprawdę ludzkiego życia, doskonale rozumiem, czym jest każdy ruch, każde działanie, każde słowo i każdy czyn człowieka. Potrafię też wywołać w ludzkości głęboki wstyd, aż w końcu nie będzie miała więcej czelności popisywać się sztuczkami ani folgować żądzom. Niczym chowający się w skorupie ślimak, ludzie nie będą śmieli eksponować własnego ohydnego stanu. A ponieważ nie znają samych siebie, ich największą wadą jest ochocze wdzięczenie się przed innymi, obnoszenie się z własną szpetną twarzą: jest to Bogu szczególnie wstrętne. Ponieważ relacje między ludźmi są niezdrowe i ponieważ nie istnieją zdrowe związki międzyludzkie, tym bardziej nie mają oni zdrowego kontaktu z Bogiem[j]. Bóg powiedział bardzo wiele, chcąc przez to osiągnąć swój główny cel, jakim jest zajęcie należnego miejsca w ludzkich sercach, sprawienie, by ludzie wyzbyli się wszystkich swych czczonych w sercu idoli – tak aby Bóg mógł sprawować władzę nad całą ludzkością i wypełnić cel przyświecający Jego byciu na ziemi.

z rozdziału 14 „Interpretacji tajemnic Słowa Bożego dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

83. Pracowałem i mówiłem tak do was, poświęciłem mnóstwo energii i włożyłem wiele wysiłku – kiedy słuchaliście szczerze tego, co do was mówię? Kiedy pokłoniliście się Mi, Wszechmogącemu? Dlaczego Mnie tak traktujecie? Dlaczego wszystko co mówicie i robicie wywołuje Mój gniew? Dlaczego wasze serca są tak zatwardziałe? Czy kiedykolwiek was powaliłem? Dlaczego nie robicie nic poza wywoływaniem Mojego smutku i niepokoju? Czy czekacie na dzień Mojego gniewu, gniewu Jahwe, który na was spadnie? Czy czekacie aż okażę gniew z powodu waszego nieposłuszeństwa? Czyż tego wszystkiego nie robię dla was? Cały czas traktujecie Mnie, Jahwe, w ten sam sposób: kradniecie Moje ofiary, zabieracie dary z Mojego ołtarza do domu i karmicie nimi szczenięta w wilczym legowisku; ludzie walczą przeciwko sobie, spoglądając na siebie piorunującym wzrokiem, dobywając mieczy i włóczni, wrzucając Moje słowa, słowa Wszechmogącego, do latryny, aby stały się obrzydliwe jak ekskrementy. Gdzie wasza prawość? Wasza człowieczeństwo uległo zezwierzęceniu! Wasze serca dawno zamieniły się w głazy. Czy nie wiecie, że gdy nadejdzie dzień Mojego gniewu, osądzę zło, które popełniacie dzisiaj przeciwko Mnie, Wszechmogącemu? Czy myślicie, że oszukując Mnie w ten sposób, wrzucając Moje słowa do bagna, nie słuchając ich – czy sądzicie, że czyniąc tak za Moimi plecami, unikniecie Mojego gniewnego spojrzenia? Czy nie wiecie, że już zostaliście dostrzeżeni przez Moje oczy, oczy Jahwe, gdy kradliście Moje ofiary i pożądaliście Mojej własności? Czy nie wiecie, że gdy kradliście Moje ofiary, działo się to przed ołtarzem, na którym zostały złożone? Jak możecie sądzić, że jesteście na tyle bystrzy, aby móc Mnie w ten sposób oszukać? Jak mógłby Mój gniew ominąć wasze ohydne grzechy? Jak Mój szalejący gniew mógłby przejść obok waszych złych czynów? Zło, które dzisiaj popełniacie nie otwiera przed wami drogi, tylko potęguje karcenie was w przyszłości – prowokuje Mnie, Wszechmogącego, do karcenia was. Jak wasze złe czyny i wasze złe słowa mogłyby umknąć przed Moim karceniem? Jak wasze modlitwy mogą dotrzeć do Moich uszu? Jak mógłbym otworzyć drogę przed waszą nieprawością? Jak mógłbym okazać pobłażliwość wobec waszych złych czynów, gdy Mi się przeciwstawiacie? Jak mógłbym nie odciąć waszych języków, które są tak jadowite jak węże? Nie wzywacie Mnie przez wzgląd na waszą sprawiedliwość, zamiast tego potęgujecie Mój gniew w następstwie waszej niesprawiedliwości. Jak mógłbym wam przebaczyć? W Moich oczach, oczach Wszechmogącego, wasze słowa i czyny są plugawe. Moje oczy, oczy Wszechmogącego, widzą waszą niesprawiedliwość w kontekście nieubłaganego karcenia. Jak mogłoby ominąć was Moje sprawiedliwe karcenie i sąd? Ponieważ wy Mi to robicie, wprawiając Mnie w zasmucenie i gniew, jak mógłbym pozwolić, abyście wymknęli Mi się z rąk i uciekli przed dniem, w którym Ja, Jahwe, skarcę was i przeklnę? Czy nie wiecie, że wszystkie wasze złe słowa i wypowiedzi dotarły już do Moich uszu? Czy nie wiecie, że wasza niesprawiedliwość skalała już Moje święte szaty sprawiedliwości? Czy nie wiecie, że wasze nieposłuszeństwo wywołało już Mój niepohamowany gniew? Czy nie wiecie, że już dawno doprowadziliście Mnie do wzburzenia i już od dawna nadwyrężacie Moją cierpliwość? Czy nie wiecie, że już rozszarpaliście Moje Ciało na strzępy? Do tej pory znosiłem to cierpliwie, ale teraz uwolniłem mój gniew i nie będę tego dłużej tolerował. Czy nie wiecie, że wasze złe czyny objawiły się już Moim oczom, a Moje krzyki dotarły już do uszu Mojego Ojca? Jak mógłby On pozwolić, abyście Mnie tak traktowali? Czy jakakolwiek praca, którą w was wykonuję, nie ma właśnie was na względzie? Jednak kto z was stał się bardziej kochającym Moją pracę, pracę Jahwe? Czy mógłbym być nieposłuszny woli Mojego Ojca z powodu Mojej słabości i Mojej udręki? Czy nie rozumiecie Mojego serca? Mówię do was, jak mówił Jahwe; czyż nie zrezygnowałam dla was z tak wielu rzeczy? Mimo że jestem gotów znosić cierpienie przez wzgląd na pracę Mojego Ojca, to jak wy moglibyście zostać zwolnieni z karcenia, które na was sprowadzę z powodu Mojego cierpienia? Czy nie nacieszyliście się Mną tak bardzo? Dzisiaj zostałem wam podarowany przez Mojego Ojca; czy nie wiecie, że macie do dyspozycji znacznie więcej niż Moje szczodre słowa? Czy nie wiecie, że Moje życie zostało wymienione za wasze życie i rzeczy, z których korzystacie? Czy nie wiecie, że Mój Ojciec wykorzystał Moje życie do walki z szatanem i podarował je również wam, dzięki czemu otrzymaliście po stokroć i mogliście uniknąć tak wielu pokus? Czy nie wiecie, że tylko dzięki Mojej pracy zostaliście uwolnieni od wielu pokus i srogiego karcenia? Czy nie wiecie, że tylko z Mojego powodu Mój Ojciec pozwala wam wciąż zażywać przyjemności? Jak wasze serca mogą pozostawać dziś tak zatwardziałe, jakby wzrastały bez duszy? Jak zło, które dzisiaj popełniacie może ujść przed dniem gniewu, który nadejdzie po tym jak opuszczę ziemię? Jak mogę pozwolić, aby ci, którzy mają tak zatwardziałe serca, uniknęli gniewu Jahwe?

z rozdziału „Nikt kto jest z ciała nie ucieknie przed Dniem Gniewu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

84. Wy, śmierdzące małe robaki, kradniecie ofiary ołtarza Mnie, Jahwe; czy postępując w ten sposób możecie uratować swoje zrujnowane, podupadłe reputacje, aby stać się wybranym ludem Izraela? Jesteście bezwstydnymi nędznikami! Te ofiary na ołtarzu zostały Mi złożone przez ludzi, wyrażających miłosierne uczucia, przez tych, którzy się Mnie boją. Podlegają Mi one i są przeznaczone dla Mnie, zatem jak możesz Mnie okradać z małych turkawek danych przez ludzi? Nie boisz się być Judaszem? Nie boisz się, że twoja ziemia stanie się polem krwi? Nie masz żadnego wstydu! Robaku, czy sądzisz, że turkawki ofiarowane przez ludzi są po to, by nasycać twój brzuch? To, co ci dałem, jest tym, co dałem chętnie i z radością; to, czego ci nie dałem, jest do Mojej dyspozycji i nie możesz po prostu kraść Moich ofiar. Tym, który działa, jestem Ja, Jahwe, Pan stworzenia, a ludzie składają ofiary ze względu na Mnie. Czy uważasz, że jest to rekompensata za twoje starania? Naprawdę nie masz wstydu! Dla kogo tak się starasz? Czyż nie dla samego siebie? Dlaczego kradniesz Moje ofiary? Dlaczego kradniesz pieniądze z Mojej sakwy? Czy nie jesteś synem Judasza Iskariota? Moje ofiary, ofiary Jahwe, są przeznaczone dla kapłanów. Czy jesteś kapłanem? Ośmielasz się z zadowoleniem jeść Moje ofiary, a nawet je rozkładasz na stole, ty nicponiu! Bezużyteczni nieszczęśnicy! Mój ogień, ogień Jahwe, cię strawi!

z rozdziału „Kiedy spadające liście wrócą do swoich korzeni, będziesz żałował wszelkiego zła, które popełniłeś” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

85. Możliwe, że przez wszystkie lata wierzenia w Boga nigdy nikogo nie przekląłeś ani nie popełniłeś złego uczynku, jednak w twojej relacji z Chrystusem nie możesz mówić prawdy, działać zgodnie z prawdą, czy przestrzegać słowa Chrystusa; powiadam zatem, że jesteś najbardziej przebiegły i złowrogi na świecie. Jeśli jesteś szczególnie zgodny i lojalny wobec swoich krewnych, przyjaciół, żony (lub męża), synów i córek, a także rodziców i nigdy nie wykorzystujesz innych, aczkolwiek nie możesz postępować zgodnie ani żyć w pokoju z Chrystusem, wówczas, nawet jeśli oddasz wszystko bliźnim lub opiekujesz się dobrze ojcem, matką, czy domostwem, wciąż powiadam, że jesteś nikczemny i też przebiegły. Nie myśl sobie, że postępujesz zgodnie z Chrystusem, jeśli postępujesz zgodnie z człowiekiem czy spełniasz dobre uczynki. Czy wierzysz, że twoja uprzejmość może skraść błogosławieństwo Niebios? Czy uważasz, że dobre uczynki zastąpią twoje posłuszeństwo? Nikt z was nie może przyjąć rozprawiania się z człowiekiem i przycinania go, a wszystkim wam trudno zaakceptować normalne człowieczeństwo Chrystusa. A jednak wciąż twierdzicie, że jesteście posłuszni Bogu. Taka wiara jak wasza przyniesie odpowiednio srogą odpłatę. Przestańcie pozwalać sobie na dziwaczne złudzenia i pragnąć zobaczyć Chrystusa, bo za mali jesteście w waszej postawie, tak, że nie jesteście godni Go ujrzeć. Kiedy odrzucisz już całkiem swój bunt i dojdziesz do pokoju z Chrystusem, wówczas Bóg naturalnie ci się ukaże. Jeśli idziesz zobaczyć Boga bez uprzedniego przycinania oraz osądu, wówczas z pewnością stajesz się przeciwnikiem Boga i skazujesz się na zniszczenie. Natura człowieka jest wroga Bogu, bo wszyscy ludzie zostali całkowicie zepsuci przez szatana. Nic dobrego nie może przyjść z relacji złego człowieka z Bogiem. Wszystkie czyny i słowa człowieka z pewnością obnażą jego zepsucie. A kiedy spotka się z Bogiem, jego bunt będzie obnażony we wszystkich aspektach. Wówczas człowiek podświadomie staje w kontrze do Chrystusa, zdradza Go i odrzuca. Wtedy człowiek będzie w jeszcze bardziej niebezpiecznym położeniu. Jeśli tak dalej będzie, zostanie on ukarany.

z rozdziału „Ci, którzy nie są zgodni z Chrystusem, z pewnością są przeciwnikami Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

86. Wypowiedziałem tyle słów i wyraziłem swoje usposobienie i swoją wolę, a i tak ludzie nadal nie potrafią Mnie poznać i uwierzyć we Mnie. Można by też rzec inaczej – nadal nie potrafią być Mi posłuszni. Ci, którzy żyją Biblią, żyją prawem, żyją na krzyżu, żyją wedle doktryny, żyją pośród Mojego dzisiejszego dzieła – kto z nich jest zgodny ze Mną? Myślicie tylko o otrzymywaniu błogosławieństw i nagród, a nigdy nawet nie przejdzie wam przez myśl, jak być zgodnym ze Mną albo jak nie dopuścić do nieprzyjaźni ze Mną. Zawiodłem się na was bardzo; dałem wam tak wiele, a tak niewiele od was otrzymałem. Wasze podstępy, arogancja, chciwość, rozbuchane żądania, zdrady, nieposłuszeństwo – której z tych rzeczy miałbym nie zauważyć? Targujecie się ze Mną, oszukujecie Mnie, obrażacie Mnie, okłamujecie Mnie, stawiacie Mi wymagania, wymuszacie na Mnie poświęcenie – jak takie nikczemności miałyby uniknąć Mojej kary? Zło, które czynicie jest dowodem waszej nieprzyjaźni ze Mną oraz dowodem waszej niezgodności ze Mną. Każdy z was jest przekonany o swojej zgodności ze Mną, ale skoro tak jest, to do kogo odnoszą się te niepodważalne dowody? Jesteście przekonani o swojej pełnej szczerości i lojalności wobec Mnie. Myślicie, że jesteście tacy życzliwi i współczujący, że tyle dla Mnie poświęciliście. Myślicie, że zrobiliście dla Mnie wystarczająco dużo. Jednak, czy kiedykolwiek odnieśliście te przekonania do swojego zachowania? Twierdzę, że jesteście ogromnie aroganccy, ogromnie chciwi, ogromnie powierzchowni. Sztuczki, którymi Mnie omamiacie są wielce sprytne i macie wiele godnych pogardy intencji oraz metod. Wasza lojalność jest zbyt wątła, wasza szczerość – zbyt licha, a wasze sumienie – prawie nieistniejące. W waszych sercach jest zbyt wiele nikczemności, a nikt nie jest od niej wolny, nawet Ja. Odcinacie się ode Mnie dla swoich dzieci, dla współmałżonka, dla własnego przetrwania. Zamiast dbać o Mnie, dbacie o swoje rodziny, swoje dzieci, swój status, swoją przyszłość i swoje wynagrodzenie. Kiedy ostatnio myśleliście o Mnie mówiąc coś lub zajmując się czymś? Kiedy na zewnątrz robi się zimno, myślicie o dzieciach, mężu, żonie lub rodzicach. Kiedy robi się ciepło, w waszych myślach nadal nie ma miejsca dla Mnie. Kiedy wykonujesz swoje obowiązki, myślisz o własnych korzyściach, swoim własnym bezpieczeństwie i o członkach swojej rodziny. Kiedy ostatnio zrobiłeś coś dla Mnie? Kiedy ostatnio myślałeś o Mnie? Kiedy ostatnio poświęciłeś się, jakimkolwiek kosztem, dla Mnie i Mojego dzieła? Gdzie są dowody na twoją zgodność ze Mną? Gdzie jest twoja rzeczywista lojalność wobec Mnie? Gdzie jest twoje rzeczywiste posłuszeństwo wobec Mnie? Kiedy twoje intencje nie miały na celu uzyskania ode Mnie błogosławieństwa? Oszukujecie i zwodzicie Mnie, igracie z prawdą i ukrywacie jej istnienie, zdradzając jej istotę. Stawiacie siebie w takiej nieprzyjaźni ze Mną, więc co czeka was w przyszłości? Dążycie jedynie do zgodności z niejasnym Bogiem i szukacie niejasnych wierzeń, ale nie jesteście jednak zgodni z Chrystusem. Czy wasze złe uczynki nie zasłużą na tę samą karę, na jaką zasługują źli ludzie? Wtedy zrozumiecie, że nikt, kto jest niezgodny z Chrystusem, nie ucieknie przed dniem gniewu i dowiecie się, jaka kara czeka tych, którzy pozostają z Chrystusem w nieprzyjaźni.

z rozdziału „Powinieneś dążyć do zgodności z Chrystusem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

87. Wszyscy cieszycie się, że jesteście nagradzani przed Bogiem i że stajecie się w Jego oczach przedmiotem upodobania. Takie jest pragnienie każdego, kiedy zaczyna wierzyć w Boga, ponieważ człowiek z całego serca dąży do wyższych rzeczy i nikt nie jest skłonny pozostawać w tyle za innymi. Taka jest ludzka natura. Właśnie dlatego wielu z was nieustannie próbuje pozyskać przychylność Boga w niebie, ale w rzeczywistości wasza lojalność i szczerość wobec Boga są o wiele mniejsze niż wasza lojalność i szczerość wobec samych siebie. Dlaczego to mówię? Ponieważ w ogóle nie uznaję waszej lojalności wobec Boga, a ponadto zaprzeczam istnieniu Boga, który istnieje w waszych sercach. Innymi słowy Bóg, którego wielbicie, niejasny Bóg, którego podziwiacie, w ogóle nie istnieje. Powodem, dla którego mogę to tak definitywnie stwierdzić, jest to, że jesteście zbyt daleko od prawdziwego Boga. Powodem, dla którego jesteście lojalni, jest istnienie bożka w waszych sercach, natomiast Mnie, Boga, który w waszych oczach nie wydaje się ani wielki, ani mały, uznajecie wyłącznie w słowach. Kiedy mówię o waszym wielkim oddaleniu od Boga, odnoszę się do tego, jak daleko jesteście od prawdziwego Boga, podczas gdy niejasny Bóg wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Kiedy mówię, że „nie jest wielki”, to odnoszę się do tego, w jaki sposób Bóg, w którego obecnie wierzycie, wydaje się być jedynie człowiekiem bez większych zdolności; człowiekiem, który nie jest zbyt wzniosły. A kiedy mówię, że „nie jest mały”, oznacza to, że chociaż ten człowiek nie może wywołać wiatru i rozkazywać deszczowi, to jednak jest zdolny wezwać Ducha Bożego do wykonania pracy, która wstrząsa niebiosami i ziemią, wprawiając człowieka w całkowite zakłopotanie. Na pozór wszyscy wydajecie się być bardzo posłuszni temu Chrystusowi na ziemi, jednak w istocie nie macie wiary w Niego, ani Go nie kochacie. Mam na myśli to, że tym, w kogo naprawdę wierzycie, jest niejasny Bóg w waszych uczuciach; a tym naprawdę przez was miłowanym jest Bóg, którego pragniecie noc i dzień, ale którego nigdy nie widzieliście na własne oczy. Jeśli chodzi o tego Chrystusa, wasza wiara jest znikoma, a wasza miłość do Niego jest niczym. Wiara oznacza przekonanie i zaufanie; miłość oznacza adorację i podziw w sercu, nigdy osobno. Jednak wasza wiara w dzisiejszego Chrystusa i miłość do Niego są dalece niewystarczające. Jeśli chodzi o wiarę, to w jaki sposób wierzycie w Niego? Jeśli chodzi o miłość, w jaki sposób Go miłujecie? Po prostu nie rozumiecie Jego usposobienia, a jeszcze mniej wiecie o Jego istocie, więc jak możecie w Niego wierzyć? Gdzie jest rzeczywistość waszej wiary w Niego? Jak Go kochacie? Gdzie jest rzeczywistość waszej miłości do Niego?

z rozdziału „Jak poznać Boga na ziemi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

88. Zanim ujrzysz Jezusa, czyli zanim zobaczysz Boga wcielonego, przyjdzie ci do głowy wiele myśli, np. o wyglądzie Jezusa czy Jego sposobie mówienia, czy też o tym, jak żyje i tak dalej. Jednak kiedy naprawdę Go zobaczycie, wasze myśli natychmiast się zmienią. Dlaczego? Czy chcecie to wiedzieć? Podczas gdy myślenie ludzkie istotnie nie może być przeoczone, jeszcze bardziej nie do zniesienia jest, gdy człowiek zmienia istotę Chrystusa. Postrzegacie Chrystusa jako nieśmiertelnego, mędrca, ale nikt z was nie widzi Go jako zwykłego człowieka posiadającego boską istotę. Dlatego wielu z tych, którzy wyglądają Boga dzień i noc są tak naprawdę wrogami Boga, niezgodnymi z Nim. Czyż to nie zło ze strony człowieka? Nawet teraz wciąż myślicie, że wasza wiara i lojalność jest taka, że zasługujecie, by ujrzeć oblicze Chrystusa, lecz napominam was, byście wyposażyli się w bardziej namacalne przedmioty! Bo w przeszłości, teraźniejszości, jak i przyszłości wielu z tych, którzy napotykają Chrystusa, zawodzi; wszyscy odgrywają rolę faryzeuszy. Jaki jest powód twojego niepowodzenia? Dzieje się tak dokładnie dlatego, że w waszej wyobraźni widzicie Boga jako dumnego i godnego podziwu. Ale prawda różni się od tego, jak chciałby widzieć ją człowiek. Chrystus nie tylko nie jest dumny, ale jest dosyć mały; nie tylko jest człowiekiem, ale też zwykłym człowiekiem; nie tylko nie może wstąpić do niebios, ale też nie może swobodnie poruszać się po ziemi. I tak ludzie traktują Go jak zwykłego człowieka. W jego obecności zachowują się niezobowiązująco i zwracają się do Niego niedbale, wciąż czekając na „prawdziwego Chrystusa”. Postrzegasz Chrystusa, który już nadszedł, jak zwykłego człowieka, a Jego słowo jak słowo zwykłego człowieka. Zatem, nie otrzymałeś niczego od Chrystusa i tym samym obnażyłeś całkowicie swoją obrzydliwość.

z rozdziału „Ci, którzy nie są zgodni z Chrystusem, z pewnością są przeciwnikami Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

89. Zanim skontaktujesz się z Chrystusem, możesz wierzyć, że twoje usposobienie całkowicie się zmieniło, że jesteś lojalnym wyznawcą Chrystusa i że jak najbardziej należy ci się Jego błogosławieństwo. Chodziłeś bowiem wieloma ścieżkami, wykonałeś dużo pracy i przyniosłeś obfity plon, musisz więc być kimś, kto na sam koniec zdobędzie koronę. Jest jednak jedna prawda, której możesz nie znać: skażone usposobienie, bunt i opór człowieka są wystawiane na światło na widok Chrystusa, a bunt i opór okazany w takiej chwili są bardziej absolutne i pełne niż jakiekolwiek inne. To dlatego że Chrystus to Syn człowieczy i posiada w sobie zwykłe człowieczeństwo, a człowiek ani nie ceni, ani Go nie szanuje. Dzieje się tak, bo Bóg mieszka w ciele, w którym bunt człowieka zostaje obnażony żywo i dokładnie. Dlatego powiadam, że nadejście Chrystusa wydobyło bunt całej ludzkości i przyniosło naturze ludzkości silną ulgę. Nazywa się to „kuszeniem tygrysa by zszedł z góry” oraz „wywoływaniem wilka z lasu”. Czy możesz powiedzieć, że jesteś lojalny wobec Boga? Czy możesz rzec, że okazujesz Mu posłuszeństwo w pełni? Czy możesz powiedzieć, że się nie buntujesz? Ktoś powie: za każdym razem gdy Bóg stwarza okoliczności mojego życia, zawsze Go słucham i nigdy nie narzekam. Co więcej, nie trzymam się żadnych swoich wyobrażeń na temat Boga. Niektórzy powiedzą: cała praca, jaką powierzył mi Bóg, wypełniana jest przeze mnie najlepiej jak potrafię i nigdy jej nie zaniedbuję. Więc pytam was: Czy możecie żyć w zgodzie z Chrystusem, żyjąc z Nim? I jak długo będziecie z Nim zgodni? Jeden dzień? Dwa dni? Jedną godzinę? Dwie godziny? Wasza wiara istotnie jest chwalebna, lecz nie macie wiele wytrwałości. Kiedy naprawdę żyjesz z Chrystusem, twoja „samo-sprawiedliwość” i nadawanie sobie znaczenia zostanie powoli odkryta poprzez słowa i czyny w podobnie naturalny sposób, podobnie jak twoje nieumiarkowane pragnienia, nieposłuszne nastawienie. W końcu twoja arogancja stanie się jeszcze większa i kiedyś staniesz się tak niezgodny z Chrystusem, jak woda jest z ogniem. Wtedy twoja natura zostanie całkowicie odkryta. Wówczas twoje myśli nie mogą dłużej być tajemnicą. Twoje skargi też zostaną spontanicznie wyrażone i twoja niecna ludzka natura ulegnie całkowitemu odsłonięciu. Jednak będziesz nadal wypierać się swojego buntu. I wierzysz, że Chrystus jako taki nie jest łatwy do przyjęcia i jest On zbyt rygorystyczny wobec człowieka, a ty byś mu się w pełni podporządkował, gdyby był On innym, przyjemniejszym Chrystusem. Wierzycie, że istnieje przyczyna dla waszego buntu przeciwko Niemu, że buntujecie się przeciwko Niemu, tylko kiedy Chrystus doprowadza was do pewnego miejsca. Nigdy nie zdajecie sobie sprawy z tego, że nie widzieliście Chrystusa jako Boga, ani też nie zamierzacie Go słuchać. Wolisz zawzięcie upierać się, by Chrystus czynił swoje dzieła zgodnie z twoim sposobem myślenia, a jeśli coś nie zostanie wykonane, wierzysz, że nie jest Bogiem, a człowiekiem. Czyż nie jest wielu pośród was, którzy walczyli z Nim w ten sposób? W kogo wierzycie? I jak szukacie?

z rozdziału „Ci, którzy nie są zgodni z Chrystusem, z pewnością są przeciwnikami Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

90. Zawsze pragniecie widzieć Chrystusa, lecz napominam was, byście nie wywyższali siebie w ten sposób. Każdy może zobaczyć Chrystusa, ale powiadam, że nikt nie jest godzien, by Go zobaczyć. Bo natura człowieka przepełniona jest złem, arogancją i buntem, kiedy widzisz Chrystusa, twoja natura zniszczy cię i potępi na śmierć. Twoja relacja z bratem (lub siostrą) może niewiele o tobie mówić, ale jeśli chodzi o twoją relację z Chrystusem, nie jest to już tak proste. W każdej chwili twoje poglądy mogą się zakorzenić, twoja arogancja rozkwitnąć, a bunt przynieść plon. Jak możesz z takim człowieczeństwem nadawać się do połączenia z Chrystusem? Czy naprawdę potrafisz traktować Go jako Boga w każdej chwili każdego dnia? Czy naprawdę będziesz słuchać Boga? Czcicie dumnego Boga w swoich sercach jak Jahwe, ale widocznego Chrystusa uważacie za człowieka. Wasze zmysły są zbyt słabe, a człowieczeństwo zbyt niskie! Nie jesteście zdolni zawsze postrzegać Chrystusa jako Boga. Odpychacie Go raczej i czcicie Go jako Boga, kiedy wam to odpowiada. Dlatego mówię, że nie wierzycie w Boga, ale jesteście wspólnikami tych, którzy walczą przeciwko Chrystusowi. Nawet ludzie wykazujący się uprzejmością wobec innych otrzymują zapłatę, ale Chrystus, który wykonał taką pracę wśród was, nie otrzymuje ani miłości, ani zapłaty od człowieka, ani też ludzkiego posłuszeństwa. Czyż nie rozdziera to serca?

z rozdziału „Ci, którzy nie są zgodni z Chrystusem, z pewnością są przeciwnikami Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

91. Boskość Chrystusa przewyższa wszystkich ludzi, dlatego jest największym autorytetem wszystkich stworzonych istot. Tym autorytetem jest Jego boskość, czyli usposobienie i istota Samego Boga, która określa Jego tożsamość. Dlatego bez względu na to, jak zwykłe jest Jego człowieczeństwo, niezaprzeczalne jest, że ma On tożsamość Samego Boga; bez względu na to, z jakiego punktu widzenia mówi i w jaki sposób wypełnia wolę Bożą, nie można powiedzieć, że nie jest Samym Bogiem. Głupi i nieświadomi ludzie często uznają zwykłe człowieczeństwo Chrystusa za wadę. Bez względu na to, w jaki sposób wyraża On i objawia istnienie swojej boskości, człowiek nie jest w stanie uznać, że On jest Chrystusem. A im bardziej Chrystus demonstruje swoje posłuszeństwo i pokorę, tym bardziej niepoważnie traktują Chrystusa głupcy. Są nawet tacy, którzy przyjmują wobec Niego postawę wykluczenia i pogardy, a na piedestale stawiają tych „wielkich ludzi” z patetycznych obrazów, aby ich czcić. Opór człowieka i nieposłuszeństwo wobec Boga wynikają z faktu, że istota wcielonego Boga poddaje się woli Boga, pochodzi także ze zwykłego człowieczeństwa Chrystusa; tutaj leży źródło ludzkiego oporu i nieposłuszeństwa wobec Boga. Gdyby Chrystus nie przybrał formy swojego człowieczeństwa ani nie poszukiwał woli Boga Ojca z perspektywy stworzonej istoty, ale zamiast tego byłby w posiadaniu nadczłowieczeństwa, to prawdopodobnie nie byłoby żadnego nieposłuszeństwa w żadnym człowieku. Powodem, dla którego człowiek zawsze chce wierzyć w niewidzialnego Boga w niebie jest to, że Bóg w niebie nie ma w sobie człowieczeństwa i nie ma ani jednej cechy istoty stworzonej. Tak więc człowiek zawsze darzy Go największym szacunkiem, ale przyjmuje postawę pogardy wobec Chrystusa.

z rozdziału „Istotą Chrystusa jest posłuszeństwo woli Ojca Niebieskiego” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

92. Jeśli chodzi o wiarę, wielu może myśleć, że naśladują Boga, ponieważ mają wiarę, w przeciwnym razie nie znosiliby takiego cierpienia. Dlatego mam do ciebie takie pytanie: dlaczego nigdy nie czcisz Boga, chociaż wierzysz w Jego istnienie? Dlaczego więc nie boisz się Boga w swoim sercu, jeśli wierzysz w Jego istnienie? Przyjmujesz do wiadomości, że Chrystus jest wcieleniem Boga, więc dlaczego masz tak Nim gardzisz? Dlaczego działasz tak lekceważąco wobec Niego? Dlaczego otwarcie Go osądzasz? Dlaczego zawsze szpiegujesz Jego ruchy? Dlaczego nie poddajesz się Jego ustaleniom? Dlaczego nie działasz zgodnie z Jego słowem? Dlaczego wymuszasz i okradasz go z Jego ofiar? Dlaczego wypowiadasz się w miejsce Chrystusa? Dlaczego osądzasz, czy Jego dzieło i Jego słowo są poprawne, czy też nie? Dlaczego ośmielasz się bluźnić Mu za Jego plecami? Czy między innymi to składa się na twoją wiarę?

Każdy fragment twojej mowy i zachowania ujawnia elementy niewiary w Chrystusa, które nosicie w sobie. Wasze motywy i cele tego, co robicie są przesiąknięte niewiarą; nawet to poczucie emanujące z waszego spojrzenia jest skażone takimi elementami. Innymi słowy, każdy z was, w każdej minucie dnia, niesie ze sobą elementy niewiary. Oznacza to, że w każdej chwili ryzykujecie zdradzenie Chrystusa, ponieważ krew, która przepływa przez wasze ciała, jest przesycona niewiarą we wcielonego Boga. Dlatego mówię, że ślady, które pozostawiacie na drodze wiary w Boga, nie są znaczące. Wasza podróż ścieżką wiary w Boga nie jest dobrze ugruntowana, a zamiast tego po prostu wykonujecie mechaniczne ruchy. Zawsze jesteście sceptycznie nastawieni do słowa Chrystusa i nie potraficie go natychmiast wprowadzić w życie. To jest powód waszej niewiary w Chrystusa, a ciągłe posiadanie pojęć o Nim jest kolejnym powodem, że nie wierzycie w Chrystusa. Zawsze zachowujecie sceptycyzm wobec dzieła Chrystusa, pozwalacie, aby słowo Chrystusa nie znajdowało posłuchu, macie opinię na temat każdego dzieła Chrystusa i nie jesteście w stanie go właściwie zrozumieć, macie trudności ze zrozumieniem pojęć bez względu na to, jakie wyjaśnienie otrzymacie i tak dalej; wszystkie te elementy niewiary są zmieszane w waszych sercach. Chociaż podążacie za dziełem Chrystusa i nigdy nie pozostajecie w tyle, w waszych sercach jest zbyt duża domieszka buntu. Ten bunt jest nieczystością w waszej wierze w Boga. Być może nie zgadzacie się, ale jeśli nie potrafisz z tego rozpoznać własnych intencji, to na pewno będziesz tym, który zginie. Bóg bowiem doskonali tylko tych, którzy w Niego naprawdę wierzą, a nie tych, którzy są sceptyczni wobec Niego, tym bardziej nie tych wszystkich, którzy niechętnie idą za Nim, mimo że nigdy nie wierzyli, że On jest Bogiem.

z rozdziału „Czy jesteś prawdziwie wierzącym w Boga?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

93. Niektórzy ludzie nie cieszą się z prawdy, a tym bardziej z sądu. Raczej radują się z władzy i bogactwa; o takich ludziach mówi się, że szukają władzy. Szukają oni wyłącznie tych wyznań na świecie, które mają wpływy, oraz tych pastorów i nauczycieli, którzy pochodzą z seminariów. Pomimo zaakceptowania drogi prawdy, pozostają sceptyczni i nie są w stanie w pełni się poświęcić. Mówią o poświęceniu dla Boga, ale ich oczy są skupione na wielkich pastorach i nauczycielach, a Chrystus jest odsuwany na bok. Ich serca są pełne sławy, szczęścia i chwały. Wcale nie wierzą, że tak drobny człowiek jest w stanie podbić tak wielu, że ktoś tak przeciętny jest w stanie udoskonalić ludzi. Oni w ogóle nie wierzą, że ci wszyscy maluczcy pośród pyłu i gnojowisk to ludzie wybrani przez Boga. Wierzą, że gdyby tacy ludzie byli przedmiotem Bożego zbawienia, wtedy niebo i ziemia zostałyby wywrócone do góry nogami a wszyscy ludzie pękliby ze śmiechu. Wierzą, że jeśli Bóg wybrał do udoskonalenia takich ludzi bez znaczenia, to ci wielcy ludzie staną się samym Bogiem. Ich perspektywy są skażone niewiarą; w istocie daleko im do niewiary, są oni niedorzecznymi zwierzętami. Bo przywiązują wagę tylko do pozycji, prestiżu i siły; to, co wysoko cenią, to duże grupy i wyznania. Nie mają żadnego szacunku dla tych, których prowadzi Chrystus, są po prostu zdrajcami, którzy odwrócili się od Chrystusa, od prawdy i od życia.

z rozdziału „Czy jesteś prawdziwie wierzącym w Boga?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

94. To, co podziwiasz, to nie pokora Chrystusa, ale fałszywi pasterze o wybitnej pozycji. Nie kochasz piękna ani mądrości Chrystusa, ale tych rozpustników, którzy wiążą się z niegodziwym światem. Śmiejesz się z bólu Chrystusa, który nie ma miejsca, aby położyć głowę, ale podziwiasz te zwłoki, które zabierają ofiary i żyją w rozpuście. Nie jesteś gotów cierpieć obok Chrystusa, ale chętnie idziesz w ramiona tych lekkomyślnych antychrystów, choć zapewniają tobie tylko ciało, tylko dosłowne znaczenie i tylko kontrolę. Nawet teraz twoje serce nadal zwraca się ku nim, ku ich reputacji, ku ich statusowi oraz ku ich wpływom. A jednak nadal utrzymujesz postawę wyrażającą się w tym, że trudno ci przełknąć dzieło Chrystusa i nie chcesz go przyjąć. Dlatego mówię, że nie masz wiary uznającej Chrystusa. Powodem, dla którego chodzisz za Nim do dziś, jest tylko to, że nie miałeś innego wyboru. W twoim sercu na zawsze dominuje wiele wzniosłych obrazów, nie potrafisz zapomnieć żadnego ich słowa ani czynu ani ich wpływowych słów i rąk. Pozostają oni w twoim sercu na zawsze na najwyższym miejscu jako bohaterzy. Jednak jeżeli chodzi o dzisiejszego Chrystusa wcale tak nie jest. On jest na zawsze nieistotny w twoim sercu i na zawsze nie zasługuje na szacunek. Jest bowiem zbyt zwyczajny, ma zdecydowanie za mały wpływ i jest daleki od wzniosłości.

z rozdziału „Czy jesteś prawdziwie wierzącym w Boga?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

95. Obecnie nadal jest w was wiele niewiary. Spróbujcie pilnie wejrzeć w siebie i na pewno znajdziecie swoją odpowiedź. Kiedy znajdziesz prawdziwą odpowiedź, to przyznasz, że nie jesteś wierzącym w Boga, ale raczej tym, który oszukuje, bluźni i zdradza Go i jest nielojalny wobec Niego. Wtedy zrozumiesz, że Chrystus nie jest człowiekiem, ale Bogiem. Kiedy ten dzień nadejdzie, wtedy będziesz czcił, okazywał bojaźń wobec Chrystusa i prawdziwie go kochał. Obecnie wasza wiara stanowi zaledwie trzydzieści procent waszych serc, podczas gdy siedemdziesiąt procent jest opętanych wątpliwościami. Każdy uczynek i każde zdanie wypowiedziane przez Chrystusa może sprawić, że będziecie formować pojęcia i opinie o Nim. Te pojęcia i opinie wynikają z waszej całkowitej niewiary w Niego. Podziwiacie i boicie się tylko niewidzialnego Boga w niebie i nie macie szacunku dla żywego Chrystusa na ziemi. Czy to nie jest również wasza niewiara? Tęsknicie tylko za Bogiem, który działał w przeszłości, ale nie stajecie twarzą w twarz z dzisiejszym Chrystusem. Jest to zawsze „wiara” wymieszana w waszych sercach, która nie wierzy w dzisiejszego Chrystusa. Nie lekceważę was, bo jest w was zbyt wiele niedowierzania, zbyt wiele w was tego, co jest nieczyste i musi być wycięte. Te zanieczyszczenia są znakiem, że nie macie w ogóle wiary; są one znakiem waszego wyrzeczenia się Chrystusa i wskazują was jako zdrajców Chrystusa. Są one zasłoną zakrywającą waszą wiedzę o Chrystusie, barierą dla pozyskania was przez Chrystusa, przeszkodą uniemożliwiającą wam pozostawanie w zgodzie z Chrystusem oraz dowodem na to, że Chrystus was nie aprobuje.

z rozdziału „Czy jesteś prawdziwie wierzącym w Boga?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

96. Przez wiele lat pracy widzieliście wiele prawd, ale czy wiecie, co Moje uszy słyszały? Ilu z was jest gotowych zaakceptować prawdę? Wszyscy wierzycie, że jesteście gotowi zapłacić cenę zaprawdę, ale ilu naprawdę cierpiało za prawdę? Wszystko, co istnieje w waszych sercach, jest niegodziwością i dlatego wierzycie, że każdy jest podstępny i zły, bez względu na to kim jest. Wierzycie nawet, że Bóg wcielony, podobnie jak zwykły człowiek, nie miałby dobrego serca ani życzliwej miłości. Co więcej, wierzycie, że szlachetny charakter i miłosierna, życzliwa natura cechują tylko Boga w niebie. I jesteście przekonani, że taki święty nie istnieje, i że tylko ciemność i zło panują na ziemi, podczas gdy Bóg jest czymś, w czym człowiek pokłada swoją tęsknotę za dobrem i pięknem, legendarną postacią sfabrykowaną przez człowieka. W waszych umysłach Bóg w niebie jest niezwykle uczciwy, sprawiedliwy i wielki, godny czci i podziwu, natomiast Bóg na ziemi jest jedynie substytutem i narzędziem Boga w niebie. Waszym zdaniem ten Bóg nie może być równoznaczny z Bogiem w niebie, a tym bardziej wymieniany jednym tchem. Jeśli chodzi o wielkość i honor Boga, należą one do chwały Boga w niebie, ale jeśli chodzi o naturę i zepsucie człowieka, są one atrybutami, w których Bóg na ziemi ma swój udział. Bóg w niebie jest nieustająco wzniosły, a Bóg na ziemi jest na zawsze mało znaczący, słaby i niekompetentny. Bóg w niebie nie ulega emocjom, kierując się tylko sprawiedliwością, podczas gdy Bóg na ziemi ma jedynie egoistyczne motywy i jest pozbawiony poczucia sprawiedliwości i rozsądku. Bóg w niebie jest wolny od wszelkiej nieuczciwości i zawsze wierny, podczas gdy Bóg na ziemi zawsze cechuje się nieuczciwością. Bóg w niebie szczerze kocha człowieka, podczas gdy Bóg na ziemi okazuje człowiekowi niewystarczającą troskę, a nawet całkowicie go zaniedbuje. Ta błędna wiedza od dawna jest utrzymywana w waszych sercach i może także zachować się w przyszłości. Postrzegacie wszystkie czyny Chrystusa z punktu widzenia niesprawiedliwych i oceniacie całą Jego pracę, jak również Jego tożsamość i istotę, z perspektywy niegodziwców. Popełniliście poważny błąd i zrobiliście to, czego nigdy nie zrobili ci, którzy przyszli przed wami. Oznacza to, że służycie tylko wzniosłemu Bogu w niebie z koroną na głowie i nigdy nie poświęcacie uwagi Bogu, którego postrzegacie jako tak mało znaczącego, że jest dla was niewidzialny. Czy to nie jest wasz grzech? Czy nie jest to klasyczny przykład waszego występku przeciwko usposobieniu Boga? Czcicie Boga w niebie. Uwielbiacie wzniosłe obrazy i szanujecie tych, którzy wyróżniają się elokwencją. Chętnie przestrzegasz nakazów Boga, który wkłada w Twoje ręce bogactwa, i wzdychasz z tęsknoty do Boga, który może spełnić każde Twoje pragnienie. Jedynym, którego nie czcisz, jest Bóg, który nie jest wzniosły; jedyną rzeczą, której nie znosisz, to skojarzenie z tym Bogiem, którego żaden człowiek nie może wysoko cenić. Jedyne czego nie chcesz zrobić, to służyć temu Bogu, który nigdy nie dał Ci nawet złamanego grosza, a jedyną Osobą, która nie jest w stanie sprawić, że tęsknisz za Nim, jest ten szpetny Bóg. Bóg tego rodzaju nie umożliwia poszerzenia Twoich horyzontów, abyś poczuł się tak, jakbyś znalazł skarb, ani tym bardziej spełnił to, czego pragniesz. Dlaczego więc podążasz za Nim? Czy zastanawiałeś się nad tym? To, co robisz, nie tylko obraża Chrystusa; co ważniejsze, obraża Boga w niebie. To nie jest, jak sądzę, cel waszej wiary w Boga!

z rozdziału „Jak poznać Boga na ziemi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

97. Bardzo pragniecie, aby Bóg upodobał was sobie, a jednak jesteście bardzo daleko od Boga. O co tutaj chodzi? Przyjmujecie tylko Jego słowa, ale nie Jego postępowanie ani Jego przycinanie; ani tym bardziej nie jesteście w stanie zaakceptować Jego każdego rozporządzenia, ani wierzyć w Niego bez reszty. Tak więc, w czym rzecz? W ostatecznym rozrachunku wasza wiara jest pustą skorupką, która nigdy nie będzie w stanie zapewnić rozwoju pisklęcia. Wasza wiara nie przyniosła wam prawdy ani nie dała wam życia, ale zapewniła wam iluzoryczne poczucie wsparcia i nadziei. Waszym celem w wierze w Boga jest ta nadzieja i poczucie wsparcia, a nie prawda i życie. Dlatego powiadam, że droga waszej wiary w Boga jest niczym innym, jak tylko próbą pozyskania przychylności Boga przez służalczość i bezwstyd, a więc nie można jej w żaden sposób uznać za prawdziwą wiarę. Jak może wyglądać pisklę z takiej wiary? Innymi słowy, jaki owoc może wydać ten sposób wiary? Celem waszej wiary w Boga jest użycie Boga do osiągnięcia swoich celów. Czyż to nie dowodzi waszego występku przeciwko usposobieniu Boga? Wierzycie w istnienie Boga w niebie, ale zaprzeczacie Bogu na ziemi. Nie aprobuję niemniej waszych poglądów. Pochwalam tylko tych ludzi, którzy stąpają twardo po ziemi i służą Bogu na ziemi, ale nigdy tych, którzy w ogóle nie uznają Chrystusa na ziemi. Bez względu na to, jak lojalni są tacy ludzie wobec Boga w niebie, w końcu nie unikną Mojej ręki, która karze niegodziwców. Ci ludzie są nikczemnikami; są niegodziwcami, którzy sprzeciwiają się Bogu i nigdy z chęcią nie byli Chrystusowi posłuszni. Zaliczają się do nich ci, którzy nie znają, a ponadto nie uznają Chrystusa.

z rozdziału „Jak poznać Boga na ziemi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

98. Każdy kościół ma ludzi, którzy przeszkadzają kościołowi, którzy zakłócają dzieło Boże. Ci ludzie są szatanem maskującym się w rodzinie Bożej. Ten typ osoby jest szczególnie dobry w podszywaniu się, w przychodzeniu z szacunkiem przede Mnie, w potakiwaniu i kłanianiu się, w zachowywaniu się jak parszywe psy, poświęcając swoje „wszystko”, aby osiągnąć swoje własne cele, ale pokazując swoje brzydkie oblicze przed braćmi i siostrami. Kiedy widzą kogoś, kto praktykuje prawdę, atakują i wykluczają go, a gdy widzą kogoś potężniejszego niż oni sami, schlebiają mu i nadskakują, i zachowują się jak tyrani w kościele. Można powiedzieć, że większość kościołów ma tego typu „miejscowego nikczemnego węża”, tego typu „pieska kanapowego” w swym obrębie. Skradają się razem, mrugając i potajemnie wysyłając sygnały sobie nawzajem, a żaden z nich nie praktykuje prawdy. Ten, kto ma najwięcej jadu, jest „głównym demonem” i każdy, kto ma największy prestiż, prowadzi ich, podnosząc ich chorągiew wysoko. Ci ludzie szaleją w kościele, szerząc swoją negatywność, uwalniając śmierć, robiąc, co im się podoba, mówiąc, co im się podoba, nikt nie śmie ich powstrzymać, bo pełni są szatańskich usposobień. Gdy tylko zaczną powodować zakłócenia, do kościoła wchodzi powietrze śmierci. Ci, którzy praktykują prawdę w kościele, są porzuceni i nie są w stanie osiągnąć swojego potencjału, podczas gdy ci, którzy niepokoją kościół i szerzą śmierć, szaleją w kościele. Co więcej, większość ludzi podąża za nimi. Ten rodzaj kościoła jest po prostu pod kontrolą szatana, a diabeł jest ich królem. Jeśli ludzie kościoła nie podniosą się i nie wyrzucą tych głównych demonów, to prędzej czy później i oni ulegną zniszczeniu. Odtąd trzeba podjąć działania przeciwko tego rodzaju kościołowi. Jeśli ci, którzy są w stanie praktykować trochę prawdy, nie będą angażować się w poszukiwanie, wówczas taki kościół zostanie zakazany. Jeśli nie będzie w kościele nikogo, kto chce praktykować prawdę, nikogo, kto może być świadkiem Boga, to ten kościół powinien zostać całkowicie odizolowany, a jego związki z innymi kościołami muszą zostać zerwane. Nazywa się to grzebaniem śmierci i wyrzucaniem szatana. Jeśli w kościele jest kilka miejscowych złowrogich węży i kilka małych „much”, które podążają za nimi, nie mając żadnego rozeznania, jeśli ci z kościoła nadal nie mogą odrzucić więzów i manipulacji tych węży po tym, jak zobaczyli prawdę, to ci głupcy zostaną w końcu usunięci. Choć te małe muchy mogły nie zrobić nic strasznego, są jeszcze bardziej przebiegłe, jeszcze bardziej śliskie i wymykające się – wszyscy tacy jak one zostaną usunięci. Nikt nie zostanie! Ci, którzy należą do szatana, zostaną zwróceni szatanowi, podczas gdy ci, którzy należą do Boga, na pewno pójdą szukać prawdy; jest to określone ich naturą. Niech zginą wszyscy, którzy idą za szatanem! Nie będzie litości dla tych ludzi. Niech ci, którzy szukają prawdy, osiągną obfitość i niechaj czerpią przyjemność ze słowa Bożego ku zadowoleniu swych serc. Bóg jest sprawiedliwy; nie traktuje ludzi niesprawiedliwie. Jeśli jesteś diabłem, nie będziesz mógł praktykować prawdy. Jeśli jesteś kimś, kto szuka prawdy, to pewne jest, że nie zostaniesz wzięty do niewoli przez szatana – to jest ponad wszelką wątpliwość.

z rozdziału „Ostrzeżenie dla tych, którzy nie praktykują prawdy” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

99. Ci, którzy nie dążą do postępu, zawsze chcą, aby inni byli tak samo negatywni i leniwi jak oni. Ci, którzy nie praktykują prawdy, są zazdrośni o tych, którzy praktykują prawdę. Ci, którzy nie praktykują prawdy, zawsze chcą zwieść tych, którzy są ogłupiali i nie mają rozeznania. Rzeczy, którym te osoby dają przystęp, mogą sprawić, że staniesz się niemoralny, poślizgniesz się i spadniesz w dół, rozwiniesz w sobie nienormalne stany i wypełnisz się ciemnością od wewnątrz; rzeczy te powodują, że jesteś oddalony od Boga i sprawiają, że cenisz ciało i folgujesz sobie. Ci, którzy nie kochają prawdy, którzy zawsze mają do czynienia z Bogiem w sposób pobieżny, nie mają samopoznania, a ich usposobienie zwodzi ludzi do popełniania grzechów i sprzeciwu wobec Boga. Nie praktykują prawdy i nie pozwalają innym jej praktykować. Pielęgnują grzech i nie mają wstrętu dla siebie. Nie znają siebie i nie pozwalają innym na poznanie siebie, a powstrzymują innych od pragnienia prawdy. Ci, których oszukują, nie widzą światła i popadają w ciemność; nie znają siebie samych, nie są pewni prawdy i coraz bardziej oddalają się od Boga. Nie praktykują prawdy i powstrzymują innych od praktykowania prawdy, sprowadzając tych głupich ludzi przed siebie. Zamiast mówić, że wierzą w Boga, lepiej byłoby powiedzieć, że wierzą w swoich przodków, że to, w co wierzą, to bożki w ich sercach. Najlepiej byłoby, gdyby ci ludzie, którzy mówią, że podążają za Bogiem, otworzyli oczy i przyjrzeli się dokładnie temu, w kogo wierzą: Czy to naprawdę Bóg jest tym, w kogo wierzysz, czy też jest to szatan? Jeśli wiesz, że to, w co wierzysz, nie jest Bogiem, ale twoimi własnymi bożkami, to najlepiej nie mówić, że jesteś wierzący. Jeśli naprawdę nie wiesz, w kogo wierzysz, to najlepiej, żebyś nie mówił, że jesteś wierzący. Powiedzieć tak, to byłoby bluźnierstwo! Nikt nie zmusza cię do wiary w Boga. Nie mówcie, że we Mnie wierzycie, ponieważ słyszałem już dość tych słów dawno temu i nie chcę ich więcej słuchać, ponieważ to, w co wierzycie, to bożki w waszych sercach i miejscowe węże pośród was. Ci, którzy potrząsają głowami, gdy słyszą prawdę, którzy szeroko się uśmiechają, gdy słyszą o śmierci, są potomstwem szatana, a wszyscy oni są obiektami do wykluczenia. W kościele jest wielu ludzi, którzy nie mają rozeznania, a kiedy dzieje się coś niecnego, po prostu stoją po stronie szatana. Kiedy nazywani są sługami szatana, czują się tak bardzo pokrzywdzeni. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie mają rozeznania, ale zawsze stoją po stronie pozbawionej prawdy. Nie było ani jednego krytycznego razu, kiedy stali po stronie prawdy, ani razu, kiedy wstali i kłócili się o prawdę, więc czy naprawdę nie mają rozeznania? Dlaczego zawsze stoją po stronie szatana? Dlaczego nigdy nie mówią ani jednego słowa, które jest sprawiedliwe lub rozsądne dla prawdy? Czy ta sytuacja naprawdę została stworzona przez ich chwilowe roztargnienie? Im mniej rozeznania ktoś ma, tym mniej zdolny jest do stania po stronie prawdy. Co to pokazuje? Czy to nie pokazuje, że ci, którzy nie mają rozeznania, uwielbiają zło? Czy to nie pokazuje, że ci, którzy nie mają rozeznania, są lojalnym potomstwem szatana? Dlaczego zawsze są w stanie stanąć po stronie szatana i mówić w tym samym języku? Każde ich słowo i czyn oraz ich wyrażenia, świadczą o tym, że nie są miłośnikami prawdy, ale raczej są ludźmi, którzy nie cierpią prawdy. To, że mogą stanąć po stronie szatana, świadczy dobitnie o tym, że szatan naprawdę kocha te drobne diabły, które walczą dla niego przez całe życie. Czy wszystkie te fakty nie są niezwykle jasne? Jeśli naprawdę jesteś kimś, kto kocha prawdę, to dlaczego nie możesz mieć żadnego szacunku dla tych, którzy praktykują prawdę i dlaczego natychmiast podążasz za tymi, którzy nie praktykują prawdy, gdy tylko trochę odmienią swoje oblicze? Jaki to problem? Nie dbam o to, czy masz rozeznanie czy nie, nie obchodzi Mnie, jak wielką cenę zapłaciłeś, nie obchodzi Mnie, jak wielkie są twoje siły i nie obchodzi Mnie, czy jesteś miejscowym złym wężem, czy przywódcą, który dzierży chorągiew. Jeśli twoje siły są wielkie, to tylko za sprawą siły szatana; jeśli twój prestiż jest wielki, to tylko dlatego, że wokół ciebie jest zbyt wielu, którzy nie praktykują prawdy; jeśli nie zostałeś wyrzucony, to dlatego, że teraz nie czas na dzieło wyrzucania, czas raczej nadszedł na dzieło wykluczania. Nie ma pośpiechu, nie trzeba cię teraz wyrzucać. Muszę tylko poczekać, aż ten dzień nadejdzie po tym, jak zostaniesz wykluczony, aby cię ukarać. Ktokolwiek nie praktykuje prawdy, zostanie wykluczony!

z rozdziału „Ostrzeżenie dla tych, którzy nie praktykują prawdy” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

100. Ci, którzy autentycznie wierzą w Boga, to ci, którzy są gotowi wprowadzić słowo Boże w czyn i to ci, którzy chcą praktykować prawdę. Ci, którzy autentycznie mogą być świadkami Boga, to również ci, którzy gotowi są wprowadzić Jego słowo w czyn i to ci, którzy naprawdę mogą stanąć po stronie prawdy. Ci, którzy wykorzystują oszustwo i wyrządzają niesprawiedliwość, są ludźmi, którzy nie mają prawdy, a wszyscy oni przynoszą wstyd Bogu. Ci w kościele, którzy angażują się w spory, są sługami szatana i są ucieleśnieniem szatana. Ten rodzaj osoby jest zbyt złośliwy. Ci, którzy nie mają rozeznania i nie są w stanie stanąć po stronie prawdy, wszyscy mają złe intencje i niszczą prawdę. Ci ludzie są tym bardziej typowymi przedstawicielami szatana; oni są poza odkupieniem i oczywiste jest, że wszyscy są obiektami do wykluczenia. Ci, którzy nie praktykują prawdy, nie powinni mieć pozwolenia na pozostanie w rodzinie Bożej, podobnie jak ci, którzy celowo zburzą kościół. Ale teraz nie czas na dzieło odrzucania. W ostatecznym rozrachunku zostaną jedynie wyeksponowani i wykluczeni. Żadnego bezużytecznego dzieła nie będzie się więcej wykonywało na tych ludziach; ci, którzy należą do szatana, nie są w stanie stanąć po stronie prawdy, podczas gdy ci, którzy szukają prawdy, mogą stanąć po stronie prawdy. Ci, którzy nie praktykują prawdy, są niegodni słuchania drogi prawdy i są niegodni dawania świadectwa o prawdzie. Prawda jest w gruncie rzeczy nie dla ich uszu, ale raczej dla uszu tych, którzy ją praktykują. Zanim ujawni się koniec każdej osoby, ci, którzy niepokoją kościół i przerywają dzieło, najpierw zostaną pozostawieni z boku. Po zakończeniu dzieła ci ludzie będą wyeksponowani jeden po drugim, zanim zostaną wykluczeni. W czasie dostarczania prawdy tymczasowo nie zwraca się na nich uwagi. Gdy cała prawda zostanie objawiona człowiekowi, ludzie ci powinni zostać wykluczeni; będzie to również czas, kiedy wszyscy ludzie będą klasyfikowani według swego rodzaju. Z powodu ich drobnego sprytu ci, którzy nie mają rozeznania, popadną w ruinę w rękach złych ludzi i zostaną zwiedzeni przez złych ludzi, i nie będą mogli powrócić. Tacy ludzie powinni być traktowani w ten sposób, gdyż nie kochają prawdy, ponieważ nie są w stanie stanąć po stronie prawdy, bo podążają za złymi ludźmi, stoją po stronie złych ludzi, a także ponieważ zmawiają się ze złymi ludźmi i przeciwstawiają się Bogu. Wiedzą doskonale, że ci źli ludzie promieniują złem, ale zatwardzają swe serca i podążają za nimi, działając wbrew prawdzie. Czy ci ludzie, którzy nie praktykują prawdy, ale dopuszczają się destrukcyjnych i wstrętnych czynów, czy oni wszyscy nie czynią zła? Chociaż są wśród nich tacy, którzy robią z siebie królów, a ci, którzy idą za nimi, czy nie są takimi samymi przeciwnikami Boga? Jaką wymówkę mogą oni znaleźć, żeby powiedzieć, że Bóg ich nie zbawia? Jaką wymówkę mogą oni wymyślić, żeby powiedzieć, że Bóg nie jest sprawiedliwy? Czy to nie ich własne zło ich zniszczy? Czyż to nie ich własna buntowniczość wciągnie ich do piekła? Ci, którzy praktykują prawdę, zostaną w końcu zbawieni i staną się doskonali dzięki prawdzie. Ci, którzy nie praktykują prawdy, w końcu zaproszą ruinę do siebie poprzez prawdę. Oto koniec, który czeka tych, którzy praktykują prawdę, i tych, którzy tego nie robią.

z rozdziału „Ostrzeżenie dla tych, którzy nie praktykują prawdy” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

101. Ponieważ wierzysz w Boga, musisz pokładać wiarę we wszystkich Jego słowach i wszystkich Jego dziełach. To oznacza, że ponieważ wierzysz w Boga, musisz być Mu posłuszny. Jeśli nie jesteście w stanie tego zrobić, to nie ma znaczenia, czy wierzycie w Boga. Jeżeli wierzysz w Boga od wielu lat, ale nigdy nie byłeś Mu posłuszny ani nie przyjąłeś wszystkich Jego słów, tylko prosiłeś Boga, by podporządkował się tobie i działał zgodnie z twoimi poglądami, to jesteś najbardziej buntowniczym z ludzi, jesteś niewierzącym. Jak taka osoba może być w stanie podporządkować się dziełu i słowom Boga, które nie poddają się pod poglądy człowieka? Najbardziej buntowniczą osobą jest ta, która celowo przeciwstawia się Bogu i opiera się Mu. Jest ona wrogiem Boga i antychrystem. Taka osoba stale przyjmuje nieprzyjazną postawę wobec nowego dzieła Boga, nigdy nie wykazała najmniejszej choćby intencji podporządkowania się i nigdy z własnej woli nie ukorzyła się. Wywyższa się nad innych i nigdy nie podporządkowuje się nikomu. Przed Bogiem uważa się za osobę biegłą w głoszeniu słowa i najzręczniejszą w wywieraniu wpływu na innych. Nigdy nie odrzuca skarbów już znajdujących się w jego posiadaniu, ale traktuje je jak pamiątki rodowe, które należy czcić i głosić innym oraz wykorzystuje je do kazań wygłaszanych wielbiącym go głupcom. W Kościele rzeczywiście jest pewna liczba takich osób. Można powiedzieć, że są to „niepokonani bohaterowie”, którzy z pokolenia na pokolenie przebywają w domu Boga. Głoszenie słowa (doktryny) traktują jako swoje najważniejsze zadanie. Rok za rokiem, pokolenie za pokoleniem, z wigorem wykonują swój „święty i nienaruszalny” obowiązek. Nikt nie odważy się ich tknąć, nikt nie odważy się ich otwarcie skrytykować. Stali się „królami” w domu Boga, panosząc się i tyranizując innych od wieków. Ta sfora demonów dąży do zwarcia szeregów i zburzenia Mojego dzieła. Jak mógłbym pozwolić tym żywym diabłom istnieć przed Moim obliczem? Nawet ci w połowie posłuszni nie dotrwają do końca, a co dopiero ci tyrani bez krzty posłuszeństwa w swoich sercach! Niełatwo jest człowiekowi przyswoić dzieło Boże. Nawet, kiedy człowiek włoży całą swoją siłę, będzie w stanie przyswoić jedynie cząstkę, aby ostatecznie osiągnąć doskonałość. Co wówczas z dziećmi archanioła, które dążą do zniszczenia dzieła Boga? Czy nie mają jeszcze mniej nadziei na bycie pozyskanym przez Boga?

z rozdziału „Ci, którzy są posłuszni Bogu ze szczerego serca, z pewnością zostaną przez Niego pozyskani” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

102. Czy chcecie wiedzieć, dlaczego tak naprawdę faryzeusze sprzeciwiali się Jezusowi? Czy chcecie poznać istotę faryzeuszy? Byli oni pełni wyobrażeń na temat Mesjasza. Co więcej, ograniczali się tylko do wiary w przyjście Mesjasza, ale nie szukali prawdy życia. I nawet dzisiaj nadal czekają na Mesjasza, bo nie mają wiedzy o drodze życia, i nie wiedzą, czym jest droga prawdy. Ale jakim sposobem, zapytacie, tak głupi, uparci i nieświadomi ludzie mogliby otrzymać Boże błogosławieństwo? Jak oni mogli postrzegać Mesjasza? Sprzeciwiali się Jezusowi, ponieważ nie znali kierunku działania Ducha Świętego, nie znali drogi prawdy głoszonej przez Jezusa, a ponadto, nie rozumieli Mesjasza. Ponieważ nigdy nie widzieli Mesjasza i nie byli w towarzystwie Mesjasza, popełnili błąd, składając pusty hołd imieniu Mesjasza, a przeciwstawiając się w każdy sposób Jego istocie. Faryzeusze ci w swej istocie byli uparci, aroganccy i nie byli posłuszni prawdzie. Zasada ich wiary w Boga była taka: bez względu na to, jak dogłębne jest twoje nauczanie; bez względu na to, jak wysokim autorytetem się cieszysz, nie jesteś Chrystusem, chyba że nazywany jesteś Mesjaszem. Czy te poglądy nie są niedorzeczne i śmieszne? Pytam was jeszcze raz: czy nie jest wam niezwykle łatwo popełniać błędy dawnych faryzeuszy, zwłaszcza, że nie rozumiecie Jezusa w najmniejszym stopniu? Czy jesteś w stanie rozeznać drogę prawdy? Czy naprawdę możesz zagwarantować, że nie będziesz sprzeciwiać się Chrystusowi? Czy jesteś w stanie podążać za dziełem Ducha Świętego? Jeśli nie wiesz, czy będziesz sprzeciwiać się Chrystusowi, to mówię, że już żyjesz na krawędzi śmierci.

z rozdziału „Ujrzysz duchowe ciało Jezusa wtedy, kiedy Bóg stworzy na nowo niebo i ziemię” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

103. Ci, którzy nie rozumieją celu Bożego dzieła, są tymi, którzy sprzeciwiają się Bogu, a tym bardziej są nimi ci, którzy są świadomi celu Bożego dzieła, ale nie starają się zadowolić Boga; ci, którzy czytają Biblię w wielkich kościołach, codziennie recytują Biblię, ale żaden z nich nie rozumie celu Bożego dzieła. Ani jeden z nich nie jest w stanie poznać Boga, a ponadto ani jeden nie jest w zgodzie z sercem Bożym. Wszyscy są bezwartościowymi, nikczemnymi ludźmi, każdy z nich się wywyższa, by uczyć o Bogu. Chociaż ostentacyjnie posługują się imieniem Boga, to świadomie sprzeciwiają się Mu. Chociaż nazywają się wierzącymi w Boga, są to ci, którzy jedzą ciało i piją krew ludzką. Wszyscy tacy ludzie to diabły, które pożerają duszę człowieka, główne demony, które celowo przeszkadzają tym, którzy starają się wejść na właściwą drogę, i kamienie potknięcia utrudniające wędrówkę tym, którzy szukają Boga. Przecież mają „mocne ciało”, więc skąd ich naśladowcy mają wiedzieć, że są antychrystami, którzy prowadzą człowieka przeciwko Bogu? Skąd mają wiedzieć, że są oni żywymi diabłami, które wyszukują dusze do pożarcia?

z rozdziału „Wszyscy, którzy nie znają Boga są tymi, którzy sprzeciwiają się Bogu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

104. Demony i złe duchy dostawały amoku na ziemi i ograniczyły dostęp do woli oraz skrupulatnego wysiłku Boga, czyniąc je nieprzeniknionymi. Co za grzech śmiertelny! Jak Bóg mógłby nie odczuwać niepokoju? Jak mógłby nie czuć się rozgniewany? Powodują poważną przeszkodę i opór dla dzieła Bożego. Są zbyt buntowniczy! Nawet te duże i małe demony stają się wyniosłe przez wzgląd na siłę mocniejszego diabła i zaczynają wzbudzać fale. Celowo opierają się prawdzie, mimo wyraźnej świadomości prawdy. Synowie buntu! To tak jakby teraz, gdy ich król piekła wstąpił na królewski tron, stali się bezczelnie zadowoleni z siebie i traktują wszystkich innych z pogardą. Ilu szuka prawdy i kieruje się sprawiedliwością? Oni wszyscy są zwierzętami, jak świnie i psy, prowadzące rój cuchnących much na stertę gnoju, by kiwać głowami i wzbudzać zamęt[21]. Wierzą, że ich król piekła jest najwyższym z królów, nie zdając sobie sprawy z tego, że są tylko muchami na zgniliźnie. Nie tylko to, one robią oszczercze uwagi przeciw istnieniu Boga, opierając się na swych świńskich i psich rodzicach. Maleńkie muszki myślą, że ich rodzice są tak wielcy, jak uzębiony wieloryb[22]. Czy nie zdają sobie sprawy, że są malutkie, a mimo to ich rodzice są nieczystymi świniami i psami miliard razy większymi niż one same? Nieświadome swej własnej pospolitości, dostają amoku na podstawie wstrętnego smrodu tych świń i psów, a też mają urojony pomysł, by się parzyć i hodować przyszłe pokolenia. To jest kompletnie bezwstydne! Z zielonymi skrzydłami na swych plechach (odnosi się to do ich twierdzeń, że wierzą w Boga), zaczynają być zarozumiałe i chlubią się wszędzie swym własnym pięknem i atrakcyjnością, skrycie zrzucając swe nieczystości na człowieka. I nawet są z siebie bezczelnie zadowolone, jak gdyby para skrzydeł w kolorach tęczy mogła ukryć ich nieczystości, a w ten sposób prześladują istnienie prawdziwego Boga (odnosi się to do zakulisowej historii religijnego świata). Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że – choć skrzydła muchy są piękne i urocze – jest to w gruncie rzeczy jedynie malutka mucha, która jest pełna brudu i pokryta zarazkami. Z mocą swych świńskich i psich rodziców szaleją w całej krainie z nieokiełznaną wściekłością (odnosi się to do hierarchów religijnych, którzy prześladują Boga z wykorzystaniem silnego wsparcia ze strony kraju, zdradzającego prawdziwego Boga i prawdę). Jest tak, jak gdyby duchy żydowskich faryzeuszy powróciły wraz z Bogiem do narodu wielkiego, czerwonego smoka, z powrotem do swego dawnego gniazda. Na nowo rozpoczęli dzieło prześladowania, obejmujące już kilka tysięcy lat. Ta grupa degeneratów ostatecznie z pewnością zginie na ziemi! Zdaje się, że po kilku tysiącach lat duchy nieczyste stały się jeszcze bardziej przebiegłe i szczwane. Stale myślą o sposobach na skryte podważenie dzieła Boga. Ci ludzie są podstępni i przewrotni oraz chcą w swej ojczyźnie powtórzyć tragedię, która rozegrała się kilka tysięcy lat temu. To niemalże prowokuje Boga do wydania głośnego krzyku, a On ledwo się powstrzymuje przed powrotem do trzeciego nieba, by ich unicestwić.

z rozdziału „Dzieło i wejście (7)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

105. Według Biblii faryzeusze oceniali samego Jezusa oraz rzeczy, których dokonywał, w następujący sposób: „Mówili: Odszedł od zmysłów. (…) Ma Belzebuba i przez władcę demonów wypędza demony” (Mk 3:21-22). Osąd Pana Jezusa dokonany przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy nie był naśladownictwem ani też nie brał się znikąd – był to ich wniosek na temat Pana Jezusa na podstawie tego, co widzieli i słyszeli o Jego czynach. Choć konkluzji takiej dokonali rzekomo w imię sprawiedliwości, a ludziom wydawało się, że miała ona solidne podstawy, arogancja, z jaką osądzali Pana Jezusa, była nawet dla nich samych trudna do utrzymania w ryzach. Szaleńcza siła, z jaką nienawidzili Pana Jezusa, demaskowała ich własne nieokiełznane ambicje oraz ich złośliwe szatańskie oblicze, a także wrogą naturę występowania przeciwko Bogu. W osądach, które wypowiadali na temat Pana Jezusa, kierowały nimi wybujałe ambicje, zawiść oraz obrzydliwa i złośliwa natura wrogości wobec Boga i prawdy. Nie dochodzili źródła działań Pana Jezusa ani nie badali istoty tego, co mówił bądź czynił, lecz atakowali i dyskredytowali to, czego dokonał – robili to na oślep, niecierpliwie, w szaleństwie i z umyślną złośliwością. Do tego stopnia, że dyskredytowali przy okazji Jego Ducha, czyli Ducha Świętego, Ducha Bożego. To mieli na myśli, mówiąc „Odszedł od zmysłów”, „Belzebub”, i „władca demonów”. Innymi słowy nazwali oni Ducha Bożego Belzebubem i władcą demonów. Określili dzieło Ducha Bożego ubranego w ciało szaleństwem. Nie tylko zbluźnili przeciw Bożemu Duchowi, nazywając Go Belzebubem i władcą demonów, ale także potępili Boże dzieło. Potępili Pana Jezusa Chrystusa i zbluźnili przeciwko Niemu. Istota ich oporu względem Boga i bluźnierstw przeciwko Bogu była identyczna z istotą szatana oraz z diabelskim oporem i bluźnierstwami przeciwko Bogu. Nie tylko symbolizowali oni ludzi zepsutych, a znacznie więcej – byli wcieleniem szatana. Byli kanałem, przez który szatan docierał do ludzi, partnerami i posłannikami szatana. Esencją ich bluźnierstwa i oczerniania przez nich Pana Jezusa Chrystusa oraz bluźnienia przeciw Niemu były walka z Bogiem o status, konkurowanie z Bogiem, nieustanne wystawianie Boga na próbę. Poprzez istotę swego oporu względem Boga oraz postawę wrogości wobec Niego, jak również swoje słowa i myśli otwarcie bluźnili przeciw Duchowi Bożemu oraz złościli Go. Tak więc Bóg wydał rozsądny osąd tego, co mówili i czynili, a także określił ich uczynki jako grzech bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu. Ów grzech jest niewybaczalny ani w tym świecie, ani w świecie przyszłym, jak stanowi poniższy fragment Pisma: „bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu nie będzie ludziom przebaczone”, a także „kto mówi przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu przebaczone ani w tym świecie, ani w przyszłym”.

z rozdziału „Boże Dzieło, Boże Usposobienie i Sam Bóg III” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

106. Twoje serce skrywa ogromną tajemnicę, której nigdy nie byłeś świadomy, ponieważ żyjesz w świecie bez światła. Twoje serce i twojego ducha porwał zły. Twoje oczy przesłania ciemność i nie możesz zobaczyć ani słońca na niebie, ani owej migoczącej gwiazdy nocy. Kłamliwe słowa zatykają twoje uszy i nie słyszysz ani grzmiącego głosu Jahwe, ani dźwięku wód spływających z tronu. Straciłeś wszystko, co ci się słusznie należy, wszystko, czym obdarzył cię Wszechmogący. Wkroczyłeś w nieskończone morze udręki bez sił, by się uratować i bez nadziei na przetrwanie. Wszystko, co robisz, to walka i krzątanina… Począwszy od tamtej chwili, jesteś skazany na udręki złego, na przebywanie z dala od błogosławieństw Wszechmogącego, poza zasięgiem Jego dobrodziejstw, krocząc drogą, z której nie ma powrotu. Nawet milion nawoływań nie jest w stanie ożywić twojego serca i twojego ducha. Śpisz mocno w rękach złego, który zwabił cię do bezkresnej krainy, w której nie ma żadnych wskazówek ani drogowskazów. Od tamtego czasu straciłeś swoją pierwotną niewinność i czystość oraz zacząłeś stronić od opieki Wszechmogącego. W twoim sercu zły kieruje tobą we wszystkich sprawach i stał się twoim życiem. Już się go nie lękasz, nie unikasz go ani w niego nie wątpisz; zamiast tego w swoim sercu traktujesz go jak Boga. Zacząłeś go wielbić, okazywać mu cześć i staliście się równie nierozłączni, jak ciało i cień, oddani sobie tak w życiu, jak i w śmierci. Nie masz pojęcia, skąd przyszedłeś, dlaczego się narodziłeś ani dlaczego umrzesz. Patrzysz na Wszechmogącego jak na kogoś obcego; nie znasz Jego początków, a tym bardziej tego wszystkiego, co dla ciebie uczynił. Wszystko, co od Niego pochodzi, stało się dla ciebie nienawistne; nie potrafisz docenić tych rzeczy ani nie znasz ich wartości. Począwszy od dnia, w którym otrzymałeś od Boga zaopatrzenie, kroczysz obok złego. Przetrwałeś ze złym tysiące lat burz i nawałnic i razem sprzeciwiacie się Bogu, który był źródłem twojego życia. Nie znasz skruchy, a tym bardziej nie wiesz, że znalazłeś się na krawędzi zagłady. Zapomniałeś, że zły zwiódł cię na pokuszenie i dręczy cię; zapomniałeś o swoich początkach. Tak oto zły dręczył cię na każdym etapie drogi, aż do dnia dzisiejszego. Twoje serce i twój duch są odrętwiałe i znajdują się w stanie rozkładu. Przestałeś narzekać na udręki świata ludzi; już nie sądzisz, że świat jest niesprawiedliwy. Jeszcze mniej przejmujesz się tym, czy Wszechmogący istnieje. Jest tak dlatego, że już dawno temu uznałeś złego za swojego prawdziwego ojca i nie możesz być z dala od niego. Oto jest tajemnica, którą skrywa twoje serce.

z rozdziału „Westchnienie Wszechmogącego” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

107. Kiedy nastaje świt, na wschodzie zaczyna świecić gwiazda poranna. Jest to gwiazda, której wcześniej nigdy tam nie było i która oświeca spokojne, migoczące niebo, rozpalając na nowo w sercach ludzi wygaszone wcześniej światło. Dzięki temu światłu, które świeci tak na ciebie, jak i na innych, człowiek nie jest już dłużej samotny. A jednak ty jako jedyny dalej mocno śpisz pośród ciemnej nocy. Nie słyszysz żadnego dźwięku i nie widzisz żadnego światła; nie jesteś świadomy nadejścia nowego nieba i nowej ziemi, nowego wieku, ponieważ twój ojciec mówi ci: „Moje dziecko, nie wstawaj, jest jeszcze wcześnie. Jest zimno, więc nie wychodź na zewnątrz, bo inaczej miecz i włócznia przebiją twoje oczy”. Ufasz jedynie napomnieniom twojego ojca, ponieważ wierzysz, że tylko twój ojciec ma rację, gdyż jest od ciebie starszy i bardzo cię kocha. Takie napomnienia i taka miłość sprawiają, że przestajesz wierzyć w legendę, wedle której w świecie istnieje światło; sprawiają one, że nie dbasz o to, czy w tym świecie wciąż istnieje prawda. Nie ośmielasz się już żywić nadziei na to, że Wszechmogący cię uratuje. Jesteś zadowolony z obecnego stanu rzeczy, nie spodziewasz się już nadejścia światła, nie wyczekujesz już przyjścia Wszechmogącego, o którym mówi legenda. Twoim zdaniem, niczego, co jest piękne, nie można ożywić, coś takiego nie może istnieć. W twoich oczach jutro ludzkości, przyszłość ludzkości po prostu znika, zostaje unicestwiona. Z całej siły trzymasz się szat swojego ojca, z ochotą dzieląc z nim trudności, przerażony perspektywą, że stracisz towarzysza podróży i zagubisz kierunek twojej dalekiej wyprawy. Rozległy i mętny świat ludzi ukształtował wielu z was – niezłomnych i nieustraszonych w wypełnianiu różnych ról tego świata. Wykreował wielu „wojowników”, którzy nie boją się śmierci. Co więcej, wytworzył całe rzesze ludzi odrętwiałych i sparaliżowanych, którzy nie wiedzą, w jakim celu zostali stworzeni. Oczy Wszechmogącego przyglądają się każdemu bez wyjątku przedstawicielowi głęboko udręczonej ludzkości. Słyszy On zawodzenia cierpiących, widzi bezwstyd udręczonych i czuje bezradność i przerażenie ludzkości, która utraciła łaskę zbawienia. Ludzkość odrzuca Jego opiekę, wybierając podążanie własną drogą oraz usiłuje uniknąć Jego badawczego spojrzenia, woląc w towarzystwie wroga kosztować goryczy głębokiego morza aż do ostatniej kropli. Człowiek nie słyszy już westchnienia Wszechmogącego; ręce Wszechmogącego nie pragną już czule dotykać tej tragicznej ludzkości. Raz za razem odzyskuje On ją i raz za razem ponownie ją traci, i w ten sposób dzieło, które wykonuje, powtarza się. Od tamtej chwili zaczyna się On męczyć, zaczyna odczuwać znużenie, przerywa więc dzieło swoich rąk i przestaje kroczyć wśród ludzi… Człowiek zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tych zmian, z tego, że Wszechmogący przychodzi i odchodzi oraz z Jego smutku i melancholii.

z rozdziału „Westchnienie Wszechmogącego” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

108. Kiedy po cichu nadchodzi noc, człowiek pozostaje nieświadomy, ponieważ jego serce nie potrafi dociec, jak ona się zbliża, ani skąd przychodzi. Gdy zaś nad ranem noc cicho się wymyka, człowiek z radością wita światło dnia, lecz o tym, skąd światło to przyszło i jak rozproszyło nocne ciemności, wie jeszcze mniej i jeszcze mniej jest tego świadom. Te nieustanne przemiany dnia w noc i nocy w dzień przenoszą człowieka z jednej epoki do kolejnej, z jednego kontekstu historycznego do następnego, zapewniając jednocześnie realizację Bożego dzieła w każdej epoce i wykonanie Jego planu na każdy wiek. Człowiek przemierzył te epoki razem z Bogiem, a jednak nie wie, że Bóg włada losem wszystkich rzeczy martwych i istot żywych, ani w jaki sposób Bóg koordynuje wszystkie rzeczy i kieruje nimi. Umyka to człowiekowi od niepamiętnych czasów aż do dnia dzisiejszego. Jeśli zaś chodzi o przyczynę, nie dzieje się tak dlatego, że czyny Boga są zanadto utajone, ani dlatego, że Boży plan nie został jeszcze zrealizowany, lecz przez to, że serce i duch człowieka zanadto oddalone są od Boga, do tego stopnia że, podążając za Bogiem, człowiek pozostaje wciąż w służbie Szatana, a jednak nadal nawet o tym nie wie. Nikt czynnie nie wypatruje Bożych śladów i ukazania się Boga, ani nie jest skłonny żyć pod Bożą opieką i na Jego utrzymaniu. Miast tego, ludzie wolą zdać się na niszczące działanie szatana, złego, aby dostosować się do tego świata i do zasad istnienia, jakim hołduje niegodziwa ludzkość. W tym momencie ludzkie serce i duch stają się daniną dla szatana i szatańskim pokarmem. Co więcej, ludzkie serce i duch stają się wówczas siedliskiem szatana i stosownym dlań placem zabaw. W ten właśnie sposób człowiek nieświadomie traci zdolność pojmowania podstaw człowieczeństwa oraz właściwe zrozumienie wartości i znaczenia ludzkiej egzystencji. W jego sercu stopniowo zacierają się Boże prawa i przymierze pomiędzy Bogiem a człowiekiem i przestaje on szukać Boga czy zważać na Niego. Z biegiem czasu nie pojmuje już, dlaczego Bóg go stworzył, i nie rozumie słów dobywających się z Jego ust ani niczego, co od Niego pochodzi. Wówczas zaś zaczyna sprzeciwiać się Bożym prawom i dekretom, a jego serce i duch stają się otępiałe i nieczułe… Bóg traci zatem człowieka, którego sam stworzył, a człowiek traci źródło i podstawę swego istnienia: oto nieszczęście tej ludzkości.

z rozdziału „Bóg jest źródłem ludzkiego życia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”

Przypisy:

1. „Spustoszenie” użyte jest dla obnażenia nieposłuszeństwa ludzkości.

2. Słowa: „napotkały wściekłe brwi i chłodny opór tysięcy grożących palców, ze spuszczoną głową, służąc ludziom jak uległy wół” oryginalnie są jednym zdaniem, ale tutaj zostały podzielone na dwa, by było jaśniej. Pierwsze zdanie odnosi się do działań człowieka, podczas gdy drugie wskazuje na cierpienie, które przeszedł Bóg, oraz wskazuje, że Bóg jest pokorny i ukryty.

3. „Uprzedzenia” odnosi się do nieposłusznego zachowania ludzi.

4. „Przejąć absolutną władzę” odnosi się do nieposłusznego zachowania ludzi. Noszą się sami wysoko, zakuwając w kajdany innych, zmuszając innych do podążania za nimi i cierpienia za nich. Są oni mocami, które są wrogie Bogu.

5. „Kukiełką” jest użyte dla wyśmiania tych, którzy nie znają Boga.

6. „Ataki kulami ze śniegu” jest użyte dla podkreślenia niegodziwego zachowania ludzi.

7. „Na niczym się nie zna” wskazuje na sytuacje, gdy ludzie przekręcają Bożą wolę w coś szatańskiego, szeroko odnosząc się do zachowania, którym ludzie odrzucają Boga.

8. Wyrażenie „Myli mu się czarne z białym” odnosi się do mylenia prawdy ze złudzeniami i słuszności ze złem.

9. „Bandyta” jest użyte dla wskazania, że ludzie są nierozumni i brakuje im rozumienia.

10. „Skrawki i resztki” jest użyte, aby wskazać na zachowanie, którym ludzie uciskają Boga.

11. „Wścieka się” odnosi się do szpetnej twarzy człowieka, który jest zagniewany i poirytowany.

12. „Bezkarnie” odnosi się do sytuacji, gdy ludzie są zuchwali i nie mają najmniejszego szacunku względem Boga.

13. „»Wejście« człowieka” wskazuje tutaj na nieposłuszne zachowanie człowieka. Nie tyle odnosi się do wejścia ludzi do życia – co jest pozytywne – ile raczej odnosi się do ich negatywnego zachowania i czynów. Ogólnie odnosi się to do wszelkich czynów człowieka, które są przeciwne Bogu.

14. „Nękani wyimaginowanymi lękami” użyte jest prześmiewczo, by wyśmiać ludzkie błędne życie człowieczeństwa. Odnosi się do szpetnego stanu życia ludzkości, w którym ludzie żyją razem z demonami.

15. „Najlepiej” powiedziane jest prześmiewczo.

16. „Zapał płonie coraz goręcej” powiedziane jest prześmiewczo.

17. „Z dobrze przemyślanym planem w swym umyśle” powiedziane jest prześmiewczo i odnosi się do tego, jak ludzie nie znają samych siebie oraz są nieświadomi swej rzeczywistej postawy. Jest to stwierdzenie pejoratywne.

18. „Czcigodny” powiedziane jest prześmiewczo.

19. „Strzelić” wskazuje na szpetny stan ludzi, którzy gotują się ze złości, gdy są pokonani przez Boga. Wskazuje to na stopień ich sprzeciwu względem Boga.

20. „Schwytać żywcem” odnosi się do gwałtownego i podłego zachowania człowieka. Człowiek jest brutalny i ani trochę nie jest wielkoduszny względem Boga oraz przedstawia Mu absurdalne żądania.

21. „Wzbudzać zamęt” odnosi się do tego, jak ludzie, którzy są demoniczni, szaleją, blokując i sprzeciwiając się dziełu Boga.

22. „Uzębiony wieloryb” użyte jest prześmiewczo. Jest to metafora dla tego, że muchy są tak małe, iż świnie i psy wydają się im tak duże jak wieloryby.

a. W tekście pierwotnym jest „złotych monet”.

b. Chińskie przysłowie mówi dosłownie o „bandytach okupujących wzgórza i ogłaszających się królami”.

c. Tekst źródłowy podaje: „niego”.

d. To wyrażenie jest chińskim idiomem.

e. Oryginalny tekst nie zawiera wyrażenia „pragnienie”.

f. W oryginale użyto chińskiego powiedzenia „wyciągnąć łokieć na zewnątrz”, które oznacza, że ktoś pomaga innym kosztem bliskich osób, na przykład rodziców, dzieci, krewnych lub rodzeństwa.

g. Opowieść o ptaku Hanhao jest bardzo podobna do bajki Ezopa o mrówce i koniku polnym. Ptak Hanhao woli wylegiwać się, zamiast budować gniazdo, kiedy dni są ciepłe – pomimo wielokrotnych ostrzeżeń sąsiadki, sroki. Kiedy przychodzi zima, ptak zamarza na śmierć.

h. Powrót do brzegu: chiński idiom, oznaczający „zawrócić ze ścieżki nieprawości”.

i. W oryginale nie pojawia się określenie „amoralnego”.

j. Tekst oryginalny nie zawiera słowa „zdrowy”.

Wstecz: VIII Kluczowe słowa objawiające, w jaki sposób szatan deprawuje ludzkość

Dalej: X Kluczowe słowa na temat ustroju, zarządzeń i przykazań Wieku Królestwa

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

Dzieło i wejście (1)

Od czasu, gdy ludzie zaczęli kroczyć właściwą drogą wiary w Boga, pojawiło się wiele rzeczy, co do których wciąż nie mają oni pełnej...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce