Traktowanie przywódców zgodnie z zasadami

02 lutego 2022

Autorstwa Xiaoqing, Chiny

Latem 2016 roku zaczynałam pełnić obowiązki przywódczyni kościoła. Pewnego dnia starsza rangą siostra Wang przyszła na nasze spotkanie. Chciałam ustalić, czy pewien brat nadawał się na lidera grupy i poprosiłam ją o pomoc. Nie wdając się w szczegóły i nie wspominając o zasadach awansowania, poleciła sprawdzić go na stanowisku i w razie potrzeby wymienić. Bałam się, że szkolenie niewłaściwej osoby zaszkodzi pracy kościoła, więc wyraziłam swoje wątpliwości, by omówiła konkretne zasady. Nie zrobiła tego jednak, ale niecierpliwie skarciła mnie za arogancję i nieprzyjmowanie prawdy, i miała dużo do powiedzenia. Takie rozprawienie się ze mną było nieprzyjemne i pomyślałam: „Czy nie mamy omawiać prawdy, by rozwiązywać problemy? Kiedy pojawi się problem, nic nie omawiasz, tylko jesteś wyniosła i nasz karcisz. Nie pomoże nam to zrozumieć prawdy i przestrzegać zasad”. Chciałam jej to powiedzieć, ale pomyślałam, jak surowo mnie potraktowała przy wszystkich, więc bałam się jej krytyki i że zarzuci mi arogancję i nieprzyjmowanie prawdy, więc milczałam.

Na kolejnych spotkaniach omówienia słowa Bożego siostry Wang nie były oświecające ani praktyczne, ale powtarzała doktrynę i nikomu nie pomagała. Zastanawiałam się, czy naprawdę ma dzieło Ducha Świętego. Ale uznałam, że może jest w złym stanie, a dzieło Ducha nie zawsze jest ewidentne. Przestałam o tym myśleć. Nieco później ustalono, że każdy kościół ma wybrać trzech przywódców, by wspólnie nadzorowali pracę kościoła. Siostra Wang powiedziała nam, że wybór przywódców jest bardzo ważny, więc musimy się tym zająć od ręki. Ale wcale się tak nie stało. W tym czasie byłam jedyną przywódczynią i czasami nie mogłam nadążyć z całą pracą. Wyjaśniłam jej wszystko z nadzieją, że szybko zorganizuje wybory. Obiecała, że tak zrobi, ale sporo czasu nic się nie działo. Ponagliłam ją listownie, ale nie pomogło. Dziwiło mnie to. Wiedziała, że wybór przywódców jest ważny, a jej omówienie było świetne, ale gdy przychodził czas na działanie, była opieszała. Umiała tylko mówić, powtarzać doktrynę, ale nie robiła praktycznych rzeczy. Okazało się, że opóźniała wybory w innych kościołach w ten sam sposób, więc nie mieliśmy odpowiednich przywódców, co źle wpływało na życie i pracę kościoła.

Sądziłam, że siostra Wang to fałszywa przywódczyni, która nie wykonuje praktycznej pracy, a jeśli tak dalej pójdzie, praca kościoła poważnie ucierpi. Uznałam, że muszę jej zwrócić uwagę. Ale kiedy chciałam do niej napisać, pomyślałam, że to przywódczyni, więc będzie świetnie, jak przyjmie moją krytykę, ale jeśli nie, może mi bardzo utrudnić życie, a nawet znaleźć wymówkę, by mnie zwolnić. Postanowiłam sobie darować. Odłożyłam pióro. Ale źle się z tym czułam. Widziałam jej problemy, ale nic nie powiedziałam – to nie była wola Boża. Wiedziałam, że muszę coś powiedzieć. Ale nie mogłam podnieść pióra. Nie mogłam napisać listu i nie mogłam go nie napisać. Miałam dylemat. Nie napisałam go. Ale modliłam się do Boga. Później przeczytałam te słowa Boże. „Wszyscy mówicie, że zważacie na Boże brzemię i będziecie bronić świadectwa kościoła, lecz któż spośród was naprawdę miał wzgląd na Boże brzemię? Zapytaj samego siebie: czy jesteś kimś, kto miał wzgląd na Boże brzemię? Czy potrafisz praktykować sprawiedliwość dla Boga? Czy umiesz stanąć w Mej obronie i opowiedzieć się za Mną? Czy jesteś w stanie niezłomnie wcielać prawdę w życie? Czy masz dość odwagi, aby walczyć ze wszystkimi uczynkami szatana? Czy umiałbyś odłożyć na bok swe uczucia i zdemaskować szatana ze względu na Moją prawdę? Czy jesteś w stanie pozwolić, by wypełniły się w tobie Moje zamiary? Czy ofiarowałeś Mi swoje serce w najważniejszym momencie? Czy jesteś kimś, kto wypełnia Moją wolę? Zadaj sobie te pytania i często o nich myśl” (Rozdział 13 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Każde pytanie Boga wydawało się skierowane do mnie. Więc zapytałam siebie: Czy biorę pod uwagę brzemię Boga? Czy chronię interesów domu Bożego? Pomyślałam o tym, że siostra Wang nie umiała omówić prawdy i nie rozwiązywała problemów, ale protekcjonalnie pouczała i tłamsiła innych. Powtarzała tylko doktrynę, nie wspominając o praktycznych problemach w naszej pracy. Wybory ciągnęły się jak flaki z olejem. Jej zachowanie hamowało pracę domu Bożego. Wiedziałam, że powinnam coś powiedzieć, żeby zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Ale bałam się, że nie przyjmie mojej krytyki i utrudni mi życie, a nawet znajdzie wymówkę i zwolni mnie z obowiązku. Nie ważyłam się nic powiedzieć, ale przymykałam oko i wcale nie broniłam pracy domu Bożego. Myślałam tylko o własnych interesach. Byłam samolubna i brakowało mi człowieczeństwa! Byłam przywódczynią kościoła, ale gdy praca kościoła była wstrzymywana, nie odważyłam się nic zaradzić. Czy pomagałam siostrze Wang czynić zło? Nie chroniłam pracy domu Bożego w podstawowy sposób, więc czy zasłużyłam na stanowisko przywódczyni? Czułam się coraz bardziej winna i obiecałam Bogu, że wyrzeknę się cielesności i będę praktykować prawdę.

Przeczytałam zasady traktowania pracowników i przywódców. Osoby, które dążą do prawdy i wykonują praktyczną pracę, jeśli popełnią wykroczenie w obowiązku lub są mało wydajne, należy im życzliwie pomóc, albo zganić i się z nimi rozprawić, ale nie potępiać czy usuwać bez namysłu. Osoby, które nie wykonują praktycznej pracy albo nie dążą do prawdy, jeśli się buntują i nie chcą przyjąć prawdy lub się pokajać w obliczu krytyki, jeśli okażą się fałszywymi przywódcami, należy ich usunąć. Mało miałam z nią kontaktów osobistych. Widziałam wiele znaków, że jest fałszywą przywódczynią, ale nie miałam całkowitej pewności. Musiałam omówić z nią prawdę – to mój obowiązek. Wzięłam pióro, by wypisać jej problemy, choć przyznam, że się denerwowałam. Pomodliłam się do Boga o siłę, żebym porzuciła siebie i broniła interesów kościoła. Poczułam się lepiej i zrobiłam listę problemów siostry Wang. Po wysłaniu tego listu poczułam pokój.

Nigdy nie odpowiedziała. Wybory nadal były wstrzymywane, a wielu kościołom brakowało pracowników i przywódców, by na czas realizować projekty. To poważnie zakłócało pracę domu Bożego. Napisałam do niej jeszcze kilka razy, by ją ponaglić, ale nic to nie dało. Widziałam, że tylko gada i nie wykonuje praktycznej pracy i nie chciała się zmienić mimo krytyki, więc wnioskując po tym zachowaniu była fałszywą przywódczynią. Napisałam do przywódcy wyższego rangą. Niebawem dochodzenie w domu Boga wykazało, że była fałszywą przywódczynią, która nie pracowała praktycznie, i została usunięta. Doświadczenie to pokazało mi, że w domu Boga rządzą prawda i sprawiedliwość. Fałszywi przywódcy miewają pozycję, ale nie dążą do prawdy ani naprawdę nie pracują, więc nie znajdują oparcia w domu Boga. Zawsze bałam się, że obrażę przywódców i zostanę zwolniona, więc nie ważyłam się krytykować ich problemów. Wtedy pojęłam, że nie rozumiem sprawiedliwego usposobienia Boga. Dom Boży ma dekrety administracyjne, zasady i prawa, więc nieważne jak wysokie stanowisko zajmuje przywódca, musi robić wszystko zgodnie ze słowami Bożymi i zasadami prawdy. Każdy, kto podąża własną drogą nie znajdzie oparcia. Poza tym Bóg rządzi każdym obowiązkiem, jaki mogę spełniać w kościele. Nie leży to w gestii przywódców. To nie ich decyzja. Nie miałam się czym martwić.

W październiku 2019 roku zostałam przeniesiona spełniać obowiązek w innym kościele. Po jakimś czasie zauważyłam, że siostra Chen, moja przełożona, nie obsadzała stanowisk zgodnie z zasadami. Nasza diakonisa podlewania, siostra Zhang, była samolubna i chytra. Widziała, jak ludzie psują życie kościoła, ale nic nie robiła, bojąc się, że ich obrazi. Inni wspominali o problemach, ale spychała odpowiedzialność, więc nikt się nimi nie zajął na czas. Po dochodzeniu okazało się, że to wina zachowania siostry Zhang, że nie podtrzymywała pracy kościoła ani nie wykonywała praktycznej pracy, więc trzeba ją było natychmiast usunąć. Jednak kiedy siostra Chen chciała to zrobić, siostra Zhang powiedziała parę przemyślanych zdań, więc Chen nabrała się na tę fasadę i opóźniła zwolnienie. Siostra Chen nie przestrzegała zasad zwalniania przywódców i pracowników, a to poważny problem. Chciałam z nią o tym pomówić. Ale byłam nowa w tym kościele, a przywódczyni mnie ceniła, więc byłoby świetnie, gdyby przyjęła moje sugestie, ale jeśli nie, może powiedzieć, że jestem arogancka i zajmuję się jej problemami parę dni po objęciu stanowiska. A jeśli nie będzie mnie chciała szkolić? Przestraszyłam się i postanowiłam milczeć. Choć czułam się winna, zrezygnowałam.

Raz siostra Chen przyszła na spotkanie mojej grupy i chciałam o tym wspomnieć, ale powiedziała, że ciężko jej na nowym stanowisku i że była w kiepskim stanie. Pomyślałam, że jeśli wspomnę o jej problemach, kiedy już miała pewne trudności, to czy nie uzna, że jestem nieludzka i nieżyczliwa? Postanowiłam nic nie mówić, w obawie, że jeśli problem nie zostanie rozwiązany, może się zniechęcić, a ja wywrę na niej złe wrażenie. Nic nie powiedziałam. Diakonisa podlewania nie została zastąpiona, przez co w jej pracy było dużo nierozwiązanych problemów, co szkodziło wejściu braci i sióstr w życie i pracy domu Bożego. Czułam wyrzuty sumienia. Gdybym tym razem coś powiedziała, może nie doszłoby do tego. Później na spotkaniu przeczytaliśmy słowa Boga, które naprawdę mnie poruszyły. „Wielu w kościele nie posiada rozeznania. Kiedy wydarza się coś, co może wprowadzić ich w błąd, nieoczekiwanie stają po stronie szatana, a nawet obrażają się, kiedy nazywa się ich sługami szatana. Choć ludzie mogą twierdzić, że nie mają rozeznania, w krytycznym momencie zawsze stają po stronie pozbawionej prawdy, a nigdy po stronie prawdy. Nigdy też nie stają w jej obronie. Czy naprawdę brak im rozeznania? Dlaczego nieoczekiwanie przechodzą na stronę szatana? Dlaczego z ich ust nigdy nie pada nawet jedno sprawiedliwe i rozsądne słowo popierające prawdę? Czy sytuacja ta naprawdę powstała wskutek ich chwilowej dezorientacji? Im bardziej ludziom brak rozeznania, tym bardziej są niezdolni do tego, by stanąć po stronie prawdy. Czego to dowodzi? Czyż nie dowodzi to, że ludzie bez rozeznania uwielbiają zło? Czyż nie pokazuje to, że są oni lojalnym nasieniem szatana? Dlaczego zawsze potrafią stanąć po stronie szatana i przemawiać w jego języku? Ich każde słowo i uczynek, ich wyraz twarzy – wszystko to dostatecznie dowodzi, że nie należą oni do żadnego rodzaju miłośników prawdy; są raczej ludźmi, którzy jej nienawidzą” („Ostrzeżenie dla tych, którzy nie praktykują prawdy” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Czułam jakby to były zarzuty stawiane mojemu sumieniu. Widziałam, że siostra Chen łamie zasady wybierania przywódców i pracowników. Nie usunęła na czas obnażonej fałszywej pracownicy, co wpłynęło na pracę kościoła. Musiałam zaoferować jej moje omówienie i pomóc chronić pracę domu Bożego. Ale bałam się, że ją obrażę, a ona zmieni o mnie zdanie, więc siedziałam cicho i nie broniłam zasad. Zaszkodziło to pracy domu Bożego, a ja miałam w tym udział. Nie kochałam prawdy i nie było we mnie sprawiedliwości. Byłam nikczemna, broniłam własnych interesów i stałam po stronie szatana. Bóg wyniósł mnie, bym się rozwijała, spełniając tak ważny obowiązek i omówił tak dużo prawdy, abym mogła poznać prawdę i nauczyć się rozpoznawania. Poprowadził mnie też, abym dostrzegła te problemy, z nadzieją, że obronię zasad i opowiem się po stronie domu Bożego. Ale byłam samolubna, gryzłam rękę, która mnie karmiła. By chronić własne interesy, odwracałam się od przewodnictwa Ducha, niszcząc i hamując pracę domu Bożego, popełniając występki przeciw Bogu. Żyłam w ciemności, wywołując obrzydzenie Boga.

Później zaczęłam się zastanawiać, czemu zawsze gdy coś się działo, chroniłam tylko siebie. Jaka skażona natura mnie kontrolowała? Poznałam źródło moich problemów dzięki temu nagraniu słów Bożych. Bóg Wszechmogący mówi: „Dopóki ludzie nie doświadczą Bożego dzieła i nie zdobędą prawdy, kontroluje ich i dominuje nad nimi ich szatańska natura. Co konkretnie obejmuje ta natura? Na przykład, dlaczego jesteś samolubny? Dlaczego chronisz swoją pozycję? Dlaczego masz takie silne emocje? Dlaczego sprawiają ci przyjemność rzeczy, które są niesprawiedliwe? Dlaczego lubisz takie niegodziwości? Na czym opiera się twoje upodobanie do tych rzeczy? Skąd one pochodzą? Czemu tak radośnie je akceptujesz? Do tej pory zrozumieliście wszyscy, że dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że jest w was trucizna szatana. Jeśli chodzi o to, czym jest trucizna szatana, to da się to w pełni wyrazić słowami. Na przykład jeśli zapytasz »Jak ludzie powinni żyć? Dla czego powinni żyć?«, odpowiedzą ci »Każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego«. To jedno powiedzenie wyraża samo sedno problemu. Logika szatana stała się życiem ludzi. Niezależnie od wszystkiego, ludzie zawsze działają na swoją korzyść. Dlatego też żyją wyłącznie dla siebie. »Każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego« – to jest życie i filozofia człowieka, a zarazem przedstawienie ludzkiej natury. Te słowa szatana są właśnie trucizną szatana, a gdy ludzie je sobie przyswoją, stają się ich naturą. Słowa te odsłaniają naturę szatana, przedstawiają ją w pełni. Ta trucizna staje się życiem ludzi, jak również fundamentem ich istnienia, a skażona ludzkość jest przez tę truciznę konsekwentnie zdominowana od tysięcy lat” („Jak obrać ścieżkę Piotra” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Z nagrania zrozumiałam, że zawsze bronię własnych interesów, bo kontrolują mnie trucizny szatana. „Każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego”, „Chroń siebie, by uniknąć błędów” czy „Jeśli wiesz, że coś jest źle, lepiej o tym nie mówić”. Nasiąkałam tymi szatańskimi truciznami tak długo, że stały się moją naturą. Żyłam według nich, więc zawsze broniłam tylko własnych interesów. Wśród braci i sióstr myślałam tylko o swojej reputacji i statusie, a nie o pracy domu Bożego. Widziałam, że przywódczyni ewidentnie złamała zasady, ale bałam się, że zwrócenie jej uwagi może mieć nieprzyjemne dla mnie skutki, więc przymknęłam oko, by chronić własną pozycję i przyszłość. Nie zaoferowałam omówienia i pomocy na czas, zdecydowana patrzeć, jak wejście w życie innych i praca kościoła cierpią, zamiast poświęcić własne interesy. Zobaczyłam, jaka byłam samolubna i nikczemna. Żyłam według szatańskich trucizn, stając się coraz bardziej samolubna i podła, pozbawiona człowieczeństwa. Skrzywdziłam siebie, hamowałam i zakłócałam pracę domu Bożego. Te trucizny tylko deprawują i krzywdzą ludzi, więc mimowolnie buntujemy się przeciw Bogu i się Mu opieramy. Jeśli się nie pokajam i nie poszukam prawdy, by rozwiązać te problemy, zostanę odrzucona, usunięta przez Boga i stracę szansę na zbawienie. Wiedziałam też, że Bóg chce mi wybaczyć i mnie zbawić. Bóg wszystko przygotowywał, choć tak się buntowałam, kierował mną swoimi słowami, pokazując mi moje zepsucie. Musiałam przestać sprzeciwiać się Bogu, porzucić cielesność i praktykować prawdę.

Później przeczytałam inny fragment. „Promowanie i szkolenie kogoś nie oznacza, że ta osoba rozumie już prawdę ani że jest już zdolna zadowalająco wykonywać swoje obowiązki. (…) Nie należy mieć wysokich oczekiwań ani stawiać nierealistycznych żądań tym, którzy są promowani i szkoleni; byłoby to nierozsądne i niesprawiedliwe wobec nich. Możecie ich obserwować i zgłaszać, jeśli uważacie coś, co robią, za problematyczne, ale są oni dopiero w okresie szkolenia i nie powinno się ich postrzegać jak ludzi, którzy zostali udoskonaleni, a tym bardziej jak ludzi nieskazitelnych czy posiadających prawdę-rzeczywistość. Są tacy jak wy: to jest okres ich szkolenia. (…) Po co to mówię? Aby powiedzieć wszystkim, że nie należy błędnie interpretować promowania i szkolenia różnego rodzaju utalentowanych osób przez dom Boży i nie należy im stawiać surowych wymagań. Oczywiście, nie należy też mieć na ich temat nierealistycznych opinii. Nie jest mądrze okazywać im zbyt wielkie uznanie bądź szacunek, ale stawianie im nadmiernie surowych wymagań nie jest humanitarne ani realistyczne. Jaki jest więc najbardziej racjonalny sposób postępowania wobec nich? Myślenie o nich jak o zwykłych ludziach, a gdy pojawia się problem, któremu należy się przyjrzeć, rozmawianie z nimi, wzajemne uczenie się od siebie i uzupełnianie się. Ponadto wszyscy są odpowiedzialni za monitorowanie tego, czy liderzy i pracownicy wykonują rzeczywistą pracę i czy kompetentnie realizują swoje obowiązki. Jeśli tego nie robią, a wy ich przejrzeliście, bezzwłocznie zgłoście to lub usuńcie ich; wybierzcie kogoś innego i nie opóźniajcie dzieła domu Bożego. Opóźnianie dzieła domu Bożego szkodzi wam samym i innym, nie służy nikomu” („Rozpoznawanie fałszywych przywódców (5)” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Fragment ten pokazał mi zasady traktowania przywódców i pracowników. Nie od początku rozumieją prawdę i nadają się na dane stanowisko. Najpierw się uczą, mają wady i niedoskonałości, musimy być wobec nich sprawiedliwi i nie wymagać zbyt wiele. Jednocześnie musimy kontrolować ich pracę. Jeśli jest zgodna z prawdą, musimy ją przyjmować, ale jeśli nie, musimy to zaznaczyć, zaoferować omówienie i pomoc, żeby mogli dostrzec swoje błędy i możliwie szybko je poprawić. Jest to z korzyścią dla ich wejścia w życie i dla pracy domu Bożego. Jeśli stanie się jasne, że to fałszywy przywódca, który nie wykonuje praktycznej pracy i nie jest zdolny, należy to od razu zgłosić. Siostra Chen była nowa, więc miała prawo popełniać błędy. Ale zauważyłam błędy, więc to ja powinnam jej zwrócić uwagę i zaoferować rozmowę. Gdyby odmówiła, mogłam na nią donieść i ją obnażyć. Nie mogłam bezczynnie się przyglądać, jak szkodzi pracy domu Bożego. Nie chciałam już bronić własnych interesów, i byłam gotowa poprawić moje motywy i bronić pracy domu Bożego. Siostra Chen odwiedziła nas kilka dni później, by ocenić naszą pracę, więc powiedziałam jej, jak złamała zasady i opowiedziałam jej o moim egoizmie i przebiegłości. Użyła słów Boga, by się nad sobą zastanowić i dostrzegła błędy, które popełniła oraz zepsucie, jakie ujawniła w swoim sposobie postępowania, wyraziła też chęć zmiany.

Później rozmawiałyśmy więcej o zasadach przydzielania ludzi do nowych obowiązków. Po naszej rozmowie miałyśmy jasność oraz widziałyśmy przewodnictwo Boga i Jego błogosławieństwa. Potem, zgodnie z zasadami, zastąpiła siostrę Zhang. Doświadczenie to nauczyło mnie, że zaoferowanie oceny i pomocy, gdy tylko widzi się problem w pracy przywódcy, to coś pozytywnego. Jest to sprawiedliwe i chroni pracę domu Bożego. Dom Boży wszystkich traktuje zgodnie z zasadami prawdy. Nikt nie straci stanowiska z powodu chwilowego występku lub ujawnionego zepsucia, ale ich ścieżka, natura i istota i ich nastawienie wobec prawdy są ważne i odpowiednio traktowane. To sprawiedliwe i rozsądne. Tylko traktowanie przywódców i pracowników według zasad wpłynie dobrze na pracę domu Bożego i innych; jest to zgodne z wolą Bożą. To doświadczenie pokazało mi odpowiednie nastawienie do przywódców i pracowników oraz zasady, by rozwiązać różne problemy, z którymi się borykają. Zrozumiałam też trochę moje samolubne, przebiegłe, zepsute usposobienie i chciałam przestać tak żyć. Wreszcie trzymałam się zasad i miałam poczucie sprawiedliwości. Jestem wdzięczna Bogu za to, co zyskałam.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Wieczna agonia

Bóg Wszechmogący mówi: „Wszystkie dusze zepsute przez szatana pozostają niewolnikami w jego domenie. Tylko wierzący w Chrystusa zostali...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze