Bezwstydność popisywania się

02 lutego 2022

Autorstwa Wan Xinping, Chiny

W marcu 2020 roku przeniosłam się do nowego kościoła. Wcześniej byłam przywódczynią, a bracia i siostry mieli o mnie wysokie mniemanie. Ilekroć mieli problemy, przychodzili z nimi do mnie. Ale w nowym kościele bracia i siostry mnie nie znali. Czułam się jak anonimowy pionek, co było rozczarowujące. Myślałam: „Kiedyś dobrze sobie radziłam w głoszeniu ewangelii, więc tym razem mogę to wykorzystać, by sprawić, że więcej ludzi przyjmie dzieło Boga w dniach ostatecznych, to wszystkim pokaże, że mam charakter i wykonuję obowiązki lepiej niż inni, a wtedy będę się wyróżniać”. Zaczęłam więc głosić ewangelię wszędzie, od rana do nocy, czasem nawet nie jadłam, i wkrótce dzięki moim wysiłkom kilkanaście osób przyjęło dzieło Boga. Pomyślałam: „Bracia i siostry na pewno będą teraz inaczej na mnie patrzeć, bo tak dobrze wypełniam obowiązki”. Spotykając się z nimi, nie mogłam się powstrzymać i popisywałam się. Mówili z zazdrością: „Tobie z łatwością przychodzi głoszenie ewangelii, nie to co nam. Gdy trafiam na ludzi, którzy nie chcą słuchać, bo mają swoje różne pojęcia, nie wiem, co powiedzieć”. Prawda jest taka, że je też często byłam w takiej sytuacji i nie udało mi się ludzi przekonać, ale rzadko albo w ogóle nie wspominałam o takich problemach i porażkach, bo bałam się, że gdyby wszyscy o tym wiedzieli, to mieliby już o mnie tak wysokiego mniemania. Myślałam: „Muszę mówić o moich sukcesach w głoszeniu ewangelii, byście widzieli, jak dobrze wypełniam obowiązki”. Dlatego powiedziałam: „Głoszenie ewangelii nie jest trudne. Gdy nawracam ludzi, mówię do nich w ten oto sposób…”. Bracia i siostry podziwiali mnie tak bardzo, gdy to słyszeli. Później, gdy ktoś miał znajomych lub krewnych, którzy interesowali się dziełem Boga w dniach ostatecznych, inni mówili: „Niech Zhi Ping pójdzie do nich z ewangelią”. Byłam szczęśliwa, że tak mnie wszyscy rekomendowali. Wkrótce powierzono mi odpowiedzialność za podlewanie kilku kościołów. Duma aż mnie rozpierała i myślałam, że moje talenty zabłysną teraz na jeszcze większej scenie. Gdy bracia i siostry mieli trudności z głoszeniem ewangelii lub podlewaniem nowo nawróconych albo nie chcieli cierpieć ani płacić ceny, zachęcałam ich i mówiłam o tym, ile ja sama wycierpiałam. Mówiłam, że gdy głosiłam ewangelię, czasami w zimie temperatura spadała dziesięć stopni poniżej zera, a wiatr zacinał jak nóż, ale nawet w taką pogodę wychodziłam, by głosić ewangelię. W czasie ulewy, gdy woda pod mostami podnosiła się, a ja miałam mokro w butach, wyżymałam wodę z wkładek, wkładam je do kieszeni i szłam dalej głosić ewangelię. Raz przy ponad dziesięciu stopniach poniżej zera poszłam na spotkanie z nowo nawróconym, czekałam na zewnątrz ponad godzinę, nim się zjawił… Gdy bracia i siostry to słyszeli, patrzyli na mnie z aprobatą i podziwem, bo potrafiłam tyle wycierpieć, a te ich spojrzenia mnie uszczęśliwiały.

Później przywódcy powierzyli mi podlewanie większej liczby kościołów. Pomyślałam: „Minęło kilka miesięcy, a ja znów dostaję awans, więc bracia i siostry będą mnie jeszcze bardziej podziwiać!”. W tym czasie często modliłam się do Boga i próbowałam zaopatrzyć się w aspekty prawdy dotyczące podlewania nowych członków kościoła. Stopniowo nauczyłam się robić postępy w obowiązkach. Bracia i siostry czuli, że moje omówienia im pomagają. Ani się obejrzałam, a tu ego znów zaczęło mi się nadymać, znów się popisywałam podczas zgromadzeń. Gdy pytano mnie o to, jak podchodzić do pojęć religijnych, o których mówią nowi członkowie, pomyślałam: „Porządnie omówię ten temat, żeby wszyscy zobaczyli, jaką jestem w tym ekspertką”. Podzieliłam się szczegółowo swoimi przemyśleniami i doświadczeniami i powoli wszyscy zaczęli inaczej na mnie patrzeć. Słuchali z uwagą każdego mojego słowa, bracia i siostry wszędzie serdecznie mnie witali, nawet jeśli nigdy wcześniej mnie nie słyszeli, prosili, bym do nich przemówiła. Później rozważyłam typowe problemy związane z ewangelizacją i podlewaniem, spisałam siedemnaście reguł, zabrałam je na spotkanie i szczegółowo je omówiłam. Była tam wtedy siostra, której mąż był sołtysem w wiosce i sprzeciwiał się jej wierze w Boga. Stawiał wiele ostrych pytań i celowo utrudniał nam życie. Zażądał rozmowy właśnie ze mną. Byłam niespokojna, ale modliłam się do Boga i obaliłam każde z jego pytań. Pod koniec nie miał nic do powiedzenia. Później te pytania, które zadawał mąż tej siostry, włączyłam do mojej listy często zadawanych pytań dotyczących głoszenia ewangelii. Za każdym razem na spotkaniach wracałam do nich i żywo je omawiałam, powoływałam się na moje sukcesy, aby utwierdzić braci i siostry w przekonaniu o tym, jaka jestem zdolna i mądra. Po spotkaniach niektórzy podchodzili do mnie i mówili: „Siostro, czy możesz zostać jeszcze jeden dzień? Chcemy więcej twoich omówień”. Wszyscy mnie podziwiali, a to budziło we mnie dumę. Aby bracia i siostry wiedzieli, że jestem kimś ważnym i że potrafię cierpieć i poświęcać się dla obowiązków, mówiłam niby mimochodem: „Podlega mi wiele kościołów i mam już umówione spotkanie w kolejnym. Wielu braci i wiele sióstr czeka na mnie. Nie mam nawet czasu odpocząć…”. Gdy rozmawiałam z braćmi i siostrami, umyślnie mówiłam: „Ilekroć idę na spotkanie, zajmuje to cały dzień. Miałam już złamaną kość w talii i nie mogę tak długo siedzieć”. Jedna siostra usłyszała to i powiedziała z podziwem: „Naprawdę ciężko pracujesz, musisz zadbać o zdrowie”. Często się tak popisywałam w obecności braci i sióstr, więc uznawali, że potrafię dużo wycierpieć i nieść brzemię, wypełniając obowiązki.

W tym czasie miałam mnóstwo spotkań i omówień, czasem czułam pustkę w sercu i już sama nie wiedziałam, o czym mówić. Ale gdy widziałam te wyczekujące spojrzenia braci i sióstr myślałam: „Oni teraz czują, że omawiam prawdę w sposób klarowny, dokądkolwiek nie pójdę, wszyscy mnie podziwiają. Jeśli się przyznam, że nie wiem, co powiedzieć, czy mój wizerunek w ich sercach nie legnie w gruzach?”. Udawałam więc spokój i poprosiłam, żeby oni zaczęli. Pomyślałam: „Najpierw posłucham, co każdy ma do powiedzenia, potem podsumuję ich wypowiedzi i podzielę się swoim rozumieniem. Będzie to wyglądać tak, jakbym otrzymała prawdę bardziej całościowo i klarownie”. Pod koniec bracia i siostry czuli, że omówienie było gruntowne. Powiedziałam z udawaną skromnością: „Ponieważ pełnię ten obowiązek, Bóg oświecił mnie w inny sposób”. Gdy to powiedziałam, bracia i siostry stali się ode mnie bardziej zależni. Nieważne, jakie problemy napotykali w tym czasie w związku z głoszeniem ewangelii, nie modlili sie, nie poszukiwawali, tylko liczyli na to, że ja z nimi pomówię i rozwiążę problemy. Myślałam o tym, że podziwianie i bycie podziwianym mogą być szkodliwe, czułam się trochę nieswojo, ale wtedy się usprawiedliwiałam: „Mówię tylko o tym, jak rozumiem słowo Boże, wskazuję braciom i siostrom ścieżki praktykowania. Chodzi o to, by nasza praca dawała rezultaty. Nie ma w tym nic złego”. Czułam więc obawy i niepokój, ale były to krótkie chwile. Ale gdy poczułam pasję i entuzjazm do wypełniania obowiązku, nagle doświadczyłam nawrotu łuszczycy, co nie zdarzyło się już od lat. Skóra łuszczyła mi się na nogach, ramionach, nawet na twarzy. Wszystko mnie swędziało i czułam się tak źle, że nie mogłam chodzić na spotkania. Zastosowałam różne lekarstwa, ale nic nie pomagało. Tym razem było gorzej niż wcześniej. Zrozumiałam, że to nie był przypadek, że muszą z tego wyciągnąć jakąś naukę. Modliłam się do Boga, ale wtedy nie rozumiałam jeszcze swojego problemu.

Później przywódcy poprosili mnie o przygotowanie omówienia dla kilku braci i sióstr, głoszących ewangelię, aby pomóc im rozwiązać problemy. Pomyślałam: „Muszę dobrze wypaść, aby dostrzegli moje zdolności”. Zachowywałam się jak dyrektor firmy prezentujący raport podczas posiedzenia. Mówiłam im o tym, jak uchwycić kluczowe aspekty podczas głoszenia ewangelii, jak rozwiązywać typowe problemy z tym związane. Bracia i siostry słuchali z uwagą. Niektórzy robili notatki, nie chcąc niczego przegapić, a siostra, która nas gościła, siedziała przy drzwiach, słuchając w skupieniu, i podawała mi wodę. Cieszyłam się, że wszystkim podoba się moje omówienie. Ale jednocześnie czułam się trochę nieswojo. Mówiłam przecież tylko o tym, jak ja to rozumiem, więc błędy były nieuniknione. Czy to dobrze, że wszyscy zapisywali moje słowa? Ale pomyślałam: „Bracia i siostry pewnie chcą zapisać dobre praktyki, które pomogą w wypełnianiu obowiązków. Nie może być w tym przecież nic złego”. Gdy tak o tym pomyślałam, uznałam, że mogą robić notatki. Nazajutrz na spotkaniu jedna z sióstr wróciła i powiedziała: „Wczoraj nie zapisałam słów siostry Zhi Ping, więc dziś wysłucham omówienia ponownie”. Po spotkaniu usłyszałam rozmowę dwóch sióstr. Jedna powiedziała: „Nagrywałaś?”. Druga odparła ze skargą w głosie: „Czemu nie nagrywałaś?”. To mnie trochę przeraziło: „Jeśli wszyscy uznają moje słowa za tak istotne, czy ja nie podporządkowuję ich sobie?”. Im więcej o tym myślałam, tym większy był mój strach. W domu modliłam się do Boga, by mnie oświecił, bym mogła poznać siebie.

Przeczytałam dwa fragmenty. „Wywyższanie się i niesienie świadectwa o sobie samych, afiszowanie się ze swoją wielkością i wspaniałością – oto, do czego zdolny jest skażony rodzaj ludzki. W taki właśnie sposób ludzie instynktownie reagują, gdy rządzi nimi ich szatańska natura, i jest to cecha wspólna całej skażonej ludzkości. Jak zatem ludzie zazwyczaj wywyższają się i niosą świadectwo o sobie samych? W jaki sposób osiągają ten cel? Jeden ze sposobów to świadczenie o tym, jak dużo wycierpieli, jak wiele wykonali pracy i jak ogromne ponieśli koszty dla Boga. Mówią o tych rzeczach jak o swego rodzaju osobistym kapitale, to znaczy wykorzystują je jak kapitał, dzięki któremu mogą się wywyższyć, który zapewnia im wyższą, trwalszą i pewniejszą pozycję w ludzkich umysłach, tak aby więcej osób darzyło ich szacunkiem, ceniło i podziwiało, a nawet czciło, ubóstwiało i podążało za nimi. Taki jest ostateczny skutek ich działań. Czy wszystko, co robią, by skutek ten osiągnąć – całe to wywyższanie się i niesienie świadectwa o sobie – jest rozsądne? Z pewnością nie. Wszystkie te rzeczy przekraczają granice racjonalnego zachowania. Ludzie ci nie mają wstydu: bez zażenowania niosą świadectwo o tym, co uczynili dla Boga i jak wiele dla Niego wycierpieli. Obnoszą się wręcz ze swymi darami, talentami, doświadczeniem i niezwykłymi umiejętnościami, albo sprytnymi technikami postępowania i środkami, jakich używają, aby manipulować ludźmi. Ich metodą na to, by się wywyższać i nieść o sobie świadectwo, jest afiszowanie się ze swoją wielkością, przy jednoczesnym lekceważeniu innych. Maskują się ponadto i kamuflują, ukrywając przed ludźmi swe słabości, wady i braki, tak aby ci widzieli wciąż jedynie ich wspaniałość. Nie mają nawet śmiałości powiedzieć innym, że odczuwają zniechęcenie; brak im odwagi, aby się przed nimi otworzyć i porozmawiać we wspólnocie, a jeśli zrobią coś złego, ze wszystkich sił starają się to ukryć i zataić. Nigdy zaś nie wspominają o szkodach, jakie poczynili domowi Bożemu podczas wypełniania swego obowiązku. Kiedy jednak wnieśli jakąś pomniejszą zasługę lub osiągnęli drobny sukces, niezwłocznie zaczynają się z tym afiszować. Nie mogą się wprost doczekać, by obwieścić całemu światu, jacy są zdolni, jak wspaniały mają charakter, jacy są wyjątkowi i o ile lepsi od zwykłych ludzi. Czyż nie jest to jeden ze sposobów wywyższania się i niesienia świadectwa o sobie samych?” („Wywyższają siebie i świadczą o sobie” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). „Wszyscy ci, którzy się staczają, wywyższają samych siebie i o sobie samych niosą świadectwo. W kółko tylko przechwalają się i puszą, choć wcale nie przyjęli Boga do swojego serca. Czy doświadczyliście tego, o czym mówię? Wielu ludzi nieustannie niesie świadectwo o sobie samych: »Cierpiałem w taki a taki sposób, wykonałem takie a takie dzieło; Bóg potraktował mnie w taki a taki sposób; kazał mi postąpić tak i tak; Bóg ma o mnie bardzo wysokie mniemanie; a teraz jestem podobny temu i temu«. Rozmyślnie przemawiają przy tym określonym tonem i przybierają pewne pozy. Ostatecznie kończy się na tym, że niektórzy zaczynają myśleć, że tacy ludzie sami są Bogiem. Kiedy zaś już dotrą oni do tego punktu, będzie to oznaczało, że Duch Święty już dawno ich opuścił. A chociaż na razie ignoruje się ich i nie zostali jeszcze wykluczeni, ich los jest już przesądzony i mogą jedynie oczekiwać zasłużonej kary” („Ludzie mają zbyt dużo wymagań wobec Boga” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga obnażyły mój stan. Często się w taki sposób wywyższałam i popisywałam. Gdy przyszłam do nowego kościoła, nikt mnie tam nie znał i czułam się pomijalna, więc pomyślałam, że głosząc ewangelię, uda mi się sprawić, że inni będą mnie podziwiać i pójdą za mną. Aby pokazać wszystkim moje zdolności w wykonywaniu pracy i zyskać w ich oczach, nie mówiłam o własnych doświadczeniach porażki, a zamiast tego mówiłam o tym, jak głosiłam ewangelię, ilu ludzi udało mi się nawrócić, jak radzić sobie z trudnymi problemami. Chciałam stworzyć w ludziach iluzję, by myśleli, że wszystko potrafię. Gdy mnie awansowano, chciałam, żeby jeszcze więcej ludzi mnie poważało i miało miejsce dla w sercu, więc wciąż mówiłam braciom i siostrom, jak bardzo jestem zajęta i ile cierpień znoszę. Ale nigdy się nie zająknęłam o własnej słabości i zepsuciu, by ludzie myśleli, że potrafią poszukiwać prawdy i zapłacić cenę, nieść brzemię obowiązków. Czy w ten sposób nie oszukiwałam braci i sióstr? Wielki czerwony smok bez przerwy głosi swój wielki, chwalebny, poprawny wizerunek, aby inni go podziwiali i za nim szli, ale pod każdym względem tuszuje to zło czynione w tajemnicy, jest to sposób, by oszukać ludzi na całym świecie. Czym ja się różniłam od wielkiego czerwonego smoka? Bóg dał mi talenty i zdolności do głoszenia ewangelii, bym mogła przyczyniać się do szerzenia ewangelii i przyprowadzała ludzi do Boga, by dostąpili zbawienia. Ja jednak używałam tych talentów i zdolności jako kapitału, aby popisywać się i stawiać na świeczniku, cieszyłam się szacunkiem i czcią ze strony braci i sióstr. Byłam bezwstydna. Ponieważ wciąż się wywyższałam i popisywałam, by zwodzić braci i siostry, nie modlili się do Boga, gdy mieli problemy, tylko przychodzili do mnie, by je rozwiązać. Czy nie chciałam zająć miejsca Boga? Sprzeciwiałam się Bogu! Gdy o tym pomyślałam, opanował mnie lęk. Upadłam przed Bogiem na kolana i z płaczem modliłam się: „Boże, źle zrobiłam. Wywyższałam się i popisywałam, żeby inni mnie czcili. Szłam niewybaczalną ścieżką sprzeciwu wobec Ciebie. Chcę to odpokutować”.

Zastanowiłam się nad sobą. Wiedziałem, że światło w moich omówieniach pochodziło z oświecenia przez Ducha Świętego, więc dlaczego mimowolnie się popisywałam? Później przeczytałam słowa Boga: „Niektórzy ludzie szczególnie ubóstwiają Pawła. Lubią wychodzić z domu, wygłaszać przemowy i pracować, lubią uczestniczyć w zgromadzeniach i prawić kazania i lubią, gdy ludzie ich słuchają, czczą i kręcą się wokół nich. Lubią mieć status w oczach innych i są wdzięczni, kiedy inni cenią wizerunek, który oni prezentują. Przeanalizujmy ich naturę na podstawie tych zachowań: czym ona jest? Jeśli rzeczywiście zachowują się w ten sposób, to wystarczy nam to do wykazania, że są aroganccy i zarozumiali. W ogóle nie czczą Boga; dążą do uzyskania wysokiego statusu i chcą mieć władzę nad innymi, zajmować ich i sprawić, by myśleli o statusie. Jest to klasyczny wizerunek szatana. Na pierwszy plan w ich naturze wybija się arogancja i zarozumiałość, brak chęci, by czcić Boga i pragnienie podziwu ze strony innych. Takie zachowania dają wam dokładny wgląd w ich naturę” („Jak poznać naturę człowieka” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Kiedy w naturze i istocie ludzi rozwinie się arogancja, często mogą się oni dopuszczać nieposłuszeństwa i oporu wobec Boga; nie kierują się Jego słowami, tworzą sobie pojęcia na Jego temat, robią rzeczy, które są wobec Niego zdradą, a także takie, które wywyższają ich samych oraz o nich samych niosą świadectwo. Mówisz, że nie jesteś arogancki, ale przypuśćmy, że powierzono by ci kościół, abyś objął nad nim przywództwo; przypuśćmy, że nie rozprawiłbym się z tobą i że nikt w Bożej rodzinie by cię nie przyciął. Po pewnym czasie prowadzenia tego kościoła kazałbyś ludziom padać ci do stóp i zmusił ich, aby ci się podporządkowali. A dlaczego miałbyś to uczynić? Sprawiłaby to twoja natura; nie byłoby to nic innego jak tylko naturalne ujawnienie. W żadnym razie nie potrzebujesz się tego uczyć od innych ani też oni nie potrzebują cię tego uczyć. Inni nie muszą cię instruować ani przymuszać, byś tak zrobił; tego rodzaju sytuacja powstaje naturalnie. Wszystko, co robisz, ma na celu sprawić, by ludzie ci się podporządkowali, by darzyli cię czcią, wywyższali, nieśli o tobie świadectwo i aby we wszystkim cię słuchali. Pozwolenie, byś objął przywództwo, w naturalny sposób prowadzi do takiej sytuacji i nie sposób tego zmienić. A jak powstaje tego rodzaju sytuacja? Decyduje o tym arogancka natura człowieka. Przejawem arogancji jest buntowanie się przeciwko Bogu i sprzeciwianie się Mu. Gdy ludzie są aroganccy, zarozumiali i zadufani w sobie, zwykle ustanawiają swoje własne, niezależne królestwa i postępują, jak im się podoba. Przyciągają też innych w swoje ręce i wciągają ich w swoje objęcia. Gdy ludzie są zdolni do popełniania takich czynów, oznacza to, że istota ich aroganckiej natury jest istotą szatana; jest istotą archanioła. Kiedy ich arogancja i zarozumiałość osiągają pewien poziom, stają się oni archaniołem, a Bóg musi zostać odsunięty na bok. Jeśli masz taką arogancką naturę, to nie będzie w twoim sercu miejsca dla Boga” („Arogancka natura jest źródłem oporu człowieka względem Boga” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga pokazały mi, że moja natura jest bardzo arogancka i zarozumiała. Byłam jak Paweł, który lubił, gdy go podziwiano i czczono. Najpierw chciałam tylko dobrze wypełniać obowiązki, ale uległam mojej aroganckiej i zarozumiałej naturze, więc przebywając wśród ludzi, mimowolnie się popisywałam. Choć wiedziałam, że moje słowa wynikają z osobistych celów i intencji, nie byłam w stanie zapanować nad swoimi ambicjami i pragnieniami. Wciąż chciałam, by mnie podziwiano i chwalono. Gdy byłam mała, rodzina zepsuła mnie, poświęcają mi nadmierną uwagę, a gdy dorosłam, wkroczyłam w świat biznesu i stałam się znaną przedsiębiorczynią. W domu i w pracy zawsze miałam ostatnie słowo. Gdzie bym nie była, ludzie mnie chwalili i podziwiali, a ja pławiłam się w tym uczuciu, że jestem najjaśniejszą gwiazdą i wszyscy są po mojej stronie. Gdy uwierzyłam w Boga, nie zadowalało mnie to, jestem w kościele kimś zwyczajnym i nieznanym. Zawsze szukałam okazji, by zyskać podziw i szacunek. Natura Pawła była szczególnie arogancka, zawsze chciał, by inni oddawali mu cześć, więc gdzie by się nie pojawił, popisywał się tym, ile dokonał i ile przy tym wycierpiał. W listach nie świadczył o Chrystusie. Przeciwnie, wywyższał siebie pod hasłem wspierania kościoła, a później bezwstydnie wyznał, że żył jako Chrystus. Wierzący czcicli Go, wywyższali Go i traktowali jako wzór, a nawet uznawali jego słowa za słowa Boga. Tak było to powszechne, że dziś, 2000 lat później, wielu wierzących trzyma się kurczowo słów Pawła i odrzuca dzieło Boga w dniach ostatecznych. Paweł podporządkował sobie ludzi, co obraziło usposobienie Boga, i Bóg go ukarał. Ja też byłam arogancka i zarozumiała, żyłam według takich zasad jak: „Człowiek zawsze dąży ku górze, woda płynie w dół”, „Wyróżniać się” i podobnych szatańskich idei i poglądów. Zawsze chciałam się wyróżniać, popisywać się, obnosić się z talentami. To sprawiało, że bracia i siostry tylko słuchali mnie, gdy coś się działo, akceptowali wszystko, co mówiłam, myśleli o tym, jak zadośćuczynić za to, że nie spisali całego omówienia, a nawet mnie nagrywali, bo uważali, że moje słowa są ważniejsze niż słowa Boga. Nawet wtedy się nie zreflektowałam. Zamiast tego pławiłam się w przyjemności bycia podziwianą Byłam taka arogancka i bezwstydna! Nie znałam własnej tożsamości. Nie rozumiałam, że jestem istotą stworzoną, człowiekiem zepsutym przez szatana, bezwstydnie stawiałam się na piedestale. Chciałam, by inni mieli dla mnie miejsce w sercu, by mnie słuchali i wspierali. A poniewać wciąż się popisywałam, bracia i siostry faktycznie mieli dla mnie miejsce w swoich sercach. Im bardziej mnie podziwiali, tym dalej byli od Boga. Czy nie rywalizowałam z Bogiem o ludzi? Pomyślałam o pierwszym dekrecie administracyjnym Wieku Królestwa: „Człowiek nie powinien się wyolbrzymiać ani wywyższać. Powinien czcić i wywyższać Boga” („Dziesięć dekretów administracyjnych, które muszą być przestrzegane przez wybranych ludzi Boga w Wieku Królestwa” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Ludzi stworzył Bóg, więc powinniśmy oddawać Mu cześć i wywyższać ponad wszystko, a ja sprawiłam, że ludzie mnie podziwiali i wywyższali nad wszystko. Czy nie naruszałam dekretu adminstracyjnego? W tamtej chwili opanował mnie lęk. Pojęłam powagę popisywania się w celu nakłonienia ludzi, by mnie czcili i podziwiali. Gdybym nie przestała, poszłabym do piekła i została ukarana jak Paweł! Bóg dyscyplinował mnie tą chorobą. Użyj mojej choroby, by mnie ostrzec, że pobłądziłam. To było Boże zbawienie!

Później przypomniałam sobie fragment słów Boga: „Mimo że Bóg mówi, iż jest Stwórcą, a człowiek jest Jego stworzeniem, co może brzmieć, jak gdyby istniała pewna różnica rangi, w rzeczywistości jest tak, że wszystko, co Bóg uczynił dla ludzkości, dalece przewyższa relację tej natury. Bóg kocha ludzkość, opiekuje się ludzkością oraz wykazuje troskę o ludzkość, jak również ciągle i nieprzerwanie ją zaopatruje. W swoim sercu Bóg nigdy nie czuje, że jest to dodatkowa praca czy coś, co zasługuje na szczególne uznanie. Nie ma też poczucia, że zbawiając ludzkość, zaopatrując ją i obdarzając ją wszystkim, wnosi wielki wkład w życie ludzkości. On po prostu cicho i bezgłośnie zaopatruje ludzkość na swój własny sposób, poprzez swoją własną istotę oraz to, co On ma i czym jest. Niezależnie od tego, jak wielkie zaopatrywanie i jak wielką pomoc ludzkość otrzymuje od Boga, On nigdy o tym nie myśli ani nie stara się przypisać sobie zasługi. Decyduje o tym istota Boga, jest to też właśnie prawdziwym wyrazem Bożego usposobienia” („Boże dzieło, Boże usposobienie i Sam Bóg (I)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Bóg jest Stworzycielem i aby zbawić ludzi od kajdan szatana, sam Bóg wcielony przyszedł i działał wśród ludzi, zniósł potępienie i oszczerstwa ze strony ludzi. Bóg poświęcił wszystko dla ludzkości, a przecież nigdy się nie popisywał. Gdy obracał się wśród ludzi, nie obnosił się z tym, że jest Bogiem. Po prostu pokornie obdarzał nas prawdą i życiem. Dostrzegłam, że istota Boga jest piękna i dobra, że jest On pokorny i ukryty, nie ma w Nim arogancji ani pychy. A ja byłam osobą zepsutą przez szatana, nic nie posiadałam, lecz Bóg wywyższył mnie, prowadził mnie i oświecał w wypełnianiu przeze mnie obowiązków, tymczasem ja użyłam tego jako kapitału, by się wszędzie popisywać, bym mogła stworzyć wzniosły wizerunek samej siebie w sercach ludzi, zyskać ich podziw i aprobatę. Byłam bezwstydna i odrażająca w oczach Boga. Stanęłam przed Bogiem w modlitwie: „Boże, źle czyniłam. Chcę wyznać Ci moje grzechy i pokutować. Nie chcę się już popisywać. Proszę, poprowadź mnie i pokaż mi, jak wyzbyć się zepsutego usposobienia”.

Przeczytałam dwa fragmenty. „Co zatem należy czynić, aby się nie wywyższać i nie nieść świadectwa o sobie samym? W tej samej kwestii, jeśli się afiszujesz, to osiągniesz swój cel w postaci wywyższenia się, świadczenia o sobie samym i wzbudzenia szacunku pośród ludzi – ale jeśli się otworzysz i odsłonisz swoje prawdziwe ja, istota jest inna. Sprowadza się to do szczegółów, nieprawdaż? Na przykład kiedy ujawniasz swoje motywacje i przemyślenia, musisz umieć odróżnić słowa i sposoby wyrażania siebie, które świadczą o samopoznaniu, od tych, które są afiszowaniem się po to, by inni cię czcili, te ostatnie są bowiem wywyższaniem się i niesieniem świadectwa o sobie. Jeśli opowiadasz, jak się modliłeś i szukałeś prawdy, trwając przy świadectwie podczas prób, jest to wywyższanie Boga i niesienie świadectwa o Bogu. Taka praktyka absolutnie nie jest afiszowaniem się i niesieniem świadectwa o sobie. To, czy obnosisz się ze sobą i składasz świadectwo o sobie, zależy głównie od tego, czy naprawdę doświadczyłeś rzeczy, o jakich mówisz, i czy osiągnięty został efekt świadczenia o Bogu; dlatego też, kiedy mówisz o swoich doświadczeniach i świadectwach, należy się przyjrzeć twoim intencjom i celom. Wszystko to sprawia, że łatwo jest odróżnić jedno od drugiego. Twoje intencje są istotne również wtedy, gdy odkrywasz i analizujesz siebie. Jeśli twoim zamiarem jest pokazanie wszystkim, w jaki sposób przejawiło się twoje zepsucie i jak się zmieniłeś, by mogło to przynieść korzyść innym, to twoje słowa są szczere, prawdziwe i zgodne z faktami. Takie intencje są słuszne; nie afiszujesz się ani nie świadczysz o sobie. Jeżeli twoim zamiarem jest ukazanie wszystkim, czego naprawdę doświadczyłeś oraz tego, że przeszedłeś zmianę i posiadłeś rzeczywistość prawdy, i jeśli chcesz tym sposobem zdobyć podziw i cześć, wówczas twoje intencje są fałszywe i one również powinny zostać wydobyte na światło dzienne. Jeżeli twoje doświadczenia i niesione świadectwo są fałszywe, jeśli zostały zredagowane i przedstawione tak, by wprowadzić innych w błąd, by nie dostrzegli twego prawdziwego oblicza, by nie ujawnić przed innymi twoich intencji, zepsucia, słabości czy negatywnych stron, to takie słowa są oszukańcze i obłudne; jest to fałszywe świadectwo, jest to oszukiwanie Boga, okrywa to Boga wstydem i tym Bóg gardzi najbardziej. Istnieją wyraźne różnice między tymi stanami; odróżnia się je na podstawie motywacji” („Wywyższają siebie i świadczą o sobie” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). „Kiedy niesiecie o Bogu świadectwo, powinniście przede wszystkim mówić więcej o tym, jak Bóg sądzi i karci ludzi, jakim próbom ich poddaje, aby ich oczyszczać i zmieniać ludzi usposobienie. Powinniście także mówić o tym, ile znieśliście, ile ujawniono w was buntu i zepsucia, jak wiele znieśliście oraz jak w końcu zostaliście podbici przez Boga; mów o tym, ile posiadacie prawdziwej wiedzy na temat Bożego dzieła, jak powinniście nieść o Nim świadectwo i jak powinniście się Mu odpłacić za Jego miłość. Włóżcie w swoje słowa treść i ujmujcie ją w prosty sposób. Nie mówcie o pustych teoriach. Mówcie w sposób przyziemny, mówcie z serca. Tak powinno wyglądać wasze doświadczenie. Nie uzbrajajcie się w pozornie głębokie, puste teorie, by się popisywać. Wygląda to dość arogancko i nierozsądnie. Powinniście mówić więcej o realnych rzeczach z własnego, rzeczywistego doświadczenia, które są prawdziwe i z serca – to właśnie przynosi najwięcej korzyści innym i to jest najbardziej odpowiednie dla ich oczu” („Jedynie dążąc do prawdy, można uzyskać zmianę usposobienia” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Dzięki słowom Boga zrozumiałam, że jeśli chcę przestać się wywyższać i świadczyć o sobie, muszę często przebywać w obecności Boga, mieć pobożne serce bojące się Boga, otworzyć się szczerze wobec braci i sióstr, ujawnić i przeanalizować własne zepsucie, powiedzieć o moich rzeczywistych doświadczeniach. Gdyby naszła mnie chęć wywyższania się, powinnam porzucić siebie i poprawić się, jeśli chodzi o intencje. Powinnam częściej wyjawiać i analizować zepsucie i bunt, jakie w sobie znajduję, mówić na temat mojej wiedzy o słowach Boga, doświadczywszy wpierw Jego sądu, karcenia, prób i oczyszczenia. Powinnam mówić prosto z serca, by bracia i siostry na tym skorzystali i zobaczyli, jaka jestem naprawdę. Gdy już miałam ścieżkę praktykowania, ujawniłam moje doświadczenie i pojmowanie tego czasu na spotkaniach z braćmi i siostrami, powiedziałam im, że ta odrobina światła w moich omówieniach pochodzi wyłącznie z oświecenia przez Ducha Świętego, a nie z mojej postawy. Bez przewodnictwa Bożego nic bym nie zdziałała. Zrozumieli, że popełnili błąd, obdarzając mnie podziwem i czcią, i powiedzieli, że już nigdy nikogo nie będą tak traktować. Powiedzieli, że jeśli będą mieć problemy, to pomodlą się do Boga i szukać będą Jego przewodnictwa, by pozyskać oświecenie od Ducha Świętego. Później podczas spotkań natrafiałam czasem na problemy, których nie rozumiałam, ale brałam swoje ego w nawias i otwarcie poszukiwałam z innymi. Bracia i siostry mogli w rezultacie podzielić się własnym zrozumieniem i wiedzą, czasem na temat rzeczy, których nie rozumiałam, co było dla mnie bardzo pomocne. Przestali oddawać mi cześć, jak to miało miejsce wcześniej, a gdy dostrzegali u mnie problemy, wprost o tym mówili i wskazywali je. Gdy znów chwytała mnie chęć, by się popisywać i wywyższać, modliłam się do Boga, przyjmowałam to, że On wszystko widzi, a jednocześnie otwierałam swoje serce przed braćmi i siostrami, mówiłam im o moich wadach i niedostatkach, akceptowałam ich nadzór. Czułam się bezpieczna i spokojna, praktykując w ten sposób, a także posmakowałam słodyczy praktykowania prawdy. Gdy uświadomiłam sobie własną arogancką naturę i błędną ścieżkę, pokajałam się przed Bogiem. Łuszczyca stopniowo ustapiła i wróciłam do zdrowia.

Doświadczywszy Bożej dyscypliny i karcenia, czułam, że sprawiedliwe usposobienie Boga to żywa rzeczywistość, a choć cierpienie było moim udziałem, to intencją Boga było to, by mnie wyzwolić od szatańskiego zepsucia, w czym przejawiała się Jego miłość. To Boży sąd, karcenie, dyscyplina i chłosta sprawiły, że przestałam czynić zło i cofnęłam się znad przepaści niebezpieczeństwa. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Wyzbyć się kłamliwości

Autorstwa Li Xiang, Filipiny Zawsze uważałem się za uczciwą osobę. Myślałem, że można ufać moim słowom i czynom, a ludzie, którzy mnie...

Ścieżka ku odrzuceniu maski

Autorstwa Tongxin, Korea Południowa W tym roku zostałam wybrana na przywódczynię sekcji podlewania i odpowiadałam za pracę kilku grup. W...

Połącz się z nami w Messengerze