Konsekwencje pogoni za wygodą

02 lutego 2022

Autorstwa Lingshuang, Hiszpania

W kościele odpowiadam za tworzenie efektów specjalnych. W trakcie produkcji, gdy trafiają mi się trudne projekty, efekt w każdej klatce musi być testowany i modyfikowany, przez co zdarza się wiele błędów. Gdy zobaczyłam, że projekty moich braci i sióstr są względnie łatwe i że wykonują więcej projektów, pomyślałam: „Moje projekty mają wysokie wymagania techniczne, muszę poświęcać na nie dużo czasu, szukać materiałów, uczyć się, a cykl produkcyjny jest długi. Gdyby projekty były prostsze, nie sprawiałaby tyle kłopotu. Wystarczyłyby mi proste metody i umiejętności, a cykl produkcyjny byłby krótszy, dzięki czemu również mniej kłopotliwy”. Później w ramach swoich obowiązków sprawdzałam, które projekty są trudne, a które łatwe, i wtedy decydowałam, które wziąć. Raz wybrałam łatwy projekt, a te skomplikowane zostawiłam braciom i siostrom. Gdy zobaczyłam, że oni ochoczo na to przystali, poczułam się nieswojo: „Czy nie cofam się w obliczu trudności?”. Ale zaraz pomyślałam: „Trudne projekty zabierają mi za dużo czasu i energii, za dużo umysłowego wysiłku, więc najlepiej zrobię, wybierając łatwe projekty”. Później zauważyłam, że można coś poprawić w efektach specjalnych w jednym z moich projektów, ale nie chciało mi się nad tym zbyt dużo pracować. Bracia i siostry nie widzieli tam żadnych problemów, więc zostawiłam ten projekt bez zmian. Czasem, gdy miałam problemy, myślałam o nich przez chwilę, a później zwracałam się do braci i sióstr. Czułam, że to szybki sposób rozwiązania problemu, nie przemęczałam się i szybko kończyłam swoje zadania. Ale postępując tak, miałam poczucie winy. Niektóre pytania były przecież łatwe i mogłam szybko sama znaleźć odpowiedzi, zamiast przerywać pracę braci i sióstr, prosząc ich o pomoc, ale wtedy nie próbowałam zrozumieć samej siebie. Ta taktyka stała się moją normą w wypełnianiu obowiązków.

Później zaczęłam pracować nad produkcją filmów. Oprócz samej produkcji kierowałam też edukacją braci i sióstr i podnoszeniem ich umiejętności, więc miałam więcej pracy niż zwykle. Musiałam zdobyć umiejętności, znaleźć materiały i przygotować lekcje w oparciu o to, czego potrzebowali bracia i siostry. To było trudne i męczące. Myślałam: „Wcześniej moje obowiązki nie niosły ze sobą tyle obciążeń i presji. Musiałam jedynie zadbać o własne projekty. Teraz mam więcej pracy i tak dużo głowie”. Łeb mi pękał od samego myślenia o tym. Zaczęłam myśleć, jak zaoszczędzić czas i się tak nie przemęczać, i uznałam, że prześlę braciom i siostrom instruktaże o efektach specjalnych. W ten sposób będą mogli je przestudiować, a ja nie będę marnować czasu na szukanie materiałów. Im więcej o tym myślałam, tym bardziej czułam, że to najlepszy sposób. Po pewnym czasie bracia i siostry stwierdzili, że instruktaże im nie pomagają. Było mi trochę przykro, więc nie mając innego wyjścia, poszukałam łatwiejszych materiałów edukacyjnych i pomyślałam: „Przygotowałam lekcje dla wszystkich, to by było na tyle”. Niedługo potem liderka zespołu powiedziała: „Ostatnio bracia i siostry mówią, że problemy techniczne obniżają jakość produkcji filmowej i często powodują konieczność poprawej, a to opóźnia postępy”. Gdy to usłyszałam, nie zastanowiłam się nad swoim postępowaniem. Czułam, że ten obowiązek wymaga nie tylko cierpienia i poświęcenia, ale też odpowiedzialności, jeśli coś szło nie tak, i tym bardziej nie chciałam go wykonywać. Pewnego dnia liderka przyszła do mnie i powiedziała, że jestem podstępną pozorantką, rozprawiła się ze mną i ostrzegła, że jeśli się nie zmienię, zostanę odsunięta od obowiązków. Gdy usłyszałam te słowa, to choć musiałam przyznać, że tylko prowizorycznie wypełniam obowiązki, nie czułam skruchy. Myśląc o trudnościach i problemach, które napotkam w mojej pracy w przyszłości, nie chciałam już wykonywać tego obowiązku. Chciałam łatwiejszego obowiązku. Nazajutrz poszłam do liderki i powiedziałam: „Nie nadaję się do tego. Chcę wypełniać inny obowiązek”. Rozprawiła się ze mną, mówiąc tak: „Nie nadajesz się, tak? A w ogóle próbowałaś? Unikasz ciężkiej pracy, jesteś pozorantką, używasz postępów i przejawiasz złe człowieczeństwo. Takie postępowanie oznacza, że nie nadajesz się do tego obowiązku”. Gdy usłyszałam te słowa, poczułam w sercu przeogromną pustkę. W studio filmowym widziałam siostry zajęte obowiązkami, a mnie odsunięto od moich obowiązków. Było mi strasznie smutno. Nigdy nie myślałam, że kiedyś do tego dojdzie. Próbowałam bronić samej siebie, myśląc: „Nie chciałam tego obowiązku, czemu nie powierzono mi innego? Czemu uznano, że nie mam kwalifikacji do pełnienia obowiązków?”. Później pomyślałam: „Bóg ma władzę nad wszystkim. W tym, że mnie odsunięto, przejawia się sprawiedliwe usposobienie Boga. Muszę być posłuszna i przemyśleć to”. W kolejnych dniach raz po raz wracałam w myślach do tej chwili, gdy liderka odsunęła mnie od obowiązków. Czułam się podle, wspominając jej słowa, zwłaszcza to, że przejawiam złe człowieczeństwo. Nie wiedziałam, jak zastanowić się nad sobą i poznać siebie, więc w bólu modliłam się do Boga, by pomógł mi samą siebie zrozumieć.

Trafiłam na ten fragment słów Boga: „Czy to nie pewien składnik skażonego usposobienia sprawia, że człowiek załatwia sprawy w sposób tak nonszalancki i nieodpowiedzialny? Co to za cecha? To niedbalstwo. Tacy ludzie we wszystkich sprawach mówią: »to już z grubsza wystarczy«, albo »mniej więcej o to chodzi«. Jest to podejście w stylu »może być«, »ujdzie«, »tak na osiemdziesiąt procent«. Tacy ludzie wszystko robią byle jak, poprzestają na niezbędnym minimum i zadowala ich to, że jako tako sobie radzą. Nie rozumieją, czemu mieliby traktować różne rzeczy poważnie albo dążyć do dokładności, a jeszcze mniej sensu widzą w przestrzeganiu zasad. Czyż nie jest to cecha tkwiąca w skażonym usposobieniu? Czy jest to przejaw normalnego człowieczeństwa? Można zupełnie słusznie nazwać to arogancją lub, nie mniej trafnie, określić takie zachowanie jako rozpasane. Jednak jedynym słowem w pełni oddającym jego charakter jest »niedbalstwo«. Tego rodzaju niedbalstwo obecne jest w naturze większości ludzi. Ze wszystkich spraw próbują się wykpić jak najmniejszym wysiłkiem, wciąż sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć, by im się upiekło, i wszystko, co robią, podszyte jest nieuczciwością. Oszukują innych, kiedy tylko mogą, idą na łatwiznę, gdzie tylko się da, i nie lubią poświęcać wiele czasu żadnej sprawie ani gruntownie rozważać żadnej kwestii. W duchu myślą: »Dopóki nie powoduję żadnych problemów, dopóki nikt mnie nie przyłapie i nie pociągnie do odpowiedzialności, jakoś będę brnął do przodu. Porządne wykonanie zadania nie jest warte zachodu«. Tacy ludzie w niczym nie osiągają mistrzostwa i nie przykładają się do nauki. Chcą przyswoić sobie tylko ogólny zarys danego zagadnienia, a potem twierdzą, że biegle je opanowali, i brną przed siebie, opierając się na swej niepełnej wiedzy. Czyż nie tak właśnie ludzie podchodzą do rozmaitych spraw? I czy jest to właściwa postawa? Tego rodzaju podejście do ludzi, spraw i wydarzeń można podsumować krótko: »byle jakoś przebrnąć«, i takie właśnie niedbalstwo jest cechą całego skażonego rodzaju ludzkiego. Ludzie, których człowieczeństwo jest skażone niedbalstwem, próbują »jakoś przebrnąć« przez wszystko, co robią. Czy w ten sposób mogą zrobić cokolwiek jak należy? Nie. Czy zatem mogą być skuteczni w działaniu? Jest to jeszcze mniej prawdopodobne”. „Jak odróżnić ludzi szlachetnych od niegodziwych? Przyjrzyj się po prostu temu, jak traktują innych ludzi, sprawy i wydarzenia. Spójrz na to, jak postępują, jak załatwiają sprawy i jak zachowują się wtedy, gdy pojawiają się problemy. Ludzie obdarzeni charakterem i godnością są skrupulatni, poważni i staranni w swych poczynaniach oraz skłonni do poświęceń. Natomiast ludzie pozbawieni godności i charakteru są niesystematyczni i niestaranni, w każdej chwili gotowi zagrać nieczysto i przez cały czas próbują tylko jakoś przez wszystko się prześlizgnąć. Żadnej umiejętności nie opanowują biegle i choćby nie wiem jak długo się uczyli, wciąż miesza im szyki ignorancja w sprawach dotyczących ich umiejętności czy profesji. Jeśli nie domagasz się od nich jasnych odpowiedzi, wszystko wydaje się w porządku, ale kiedy tylko zaczynasz wywierać presję, wpadają w panikę – pot spływa im z czoła i nie potrafią udzielić żadnej odpowiedzi. Są to ludzie podłego charakteru” („Chcą, by ludzie okazywali posłuszeństwo tylko im, a nie prawdzie lub Bogu (Część druga)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga przeszyły moje serce, a szczególnie te słowa: „Oszukują innych, kiedy tylko mogą, idą na łatwiznę, gdzie tylko się da”, „ludzie pozbawieni godności i charakteru” i „ludzie podłego charakteru”. Każde słowo ujawniało, jak traktuję obowiązki, jakim jestem człowiekiem. Zrozumiałam, że dokładnie w ten sposób wypełniałam obowiązki. Robiłam wszystko prowizorycznie, byle tylko było w miarę do przyjęcia. We wszystkim kierowałam się potrzebami ciała, próbowałam uniknąć cierpienia, nie myślałam nigdy o tym, jak wypełniać obowiązki w sposób należyty. Dla wygody ciała i aby uniknąć cierpienia i poświęcenia zawsze wybierałam łatwiejsze projekty, gdy robiłam efekty specjalne. W procesie produkcyjnym, nawet gdy widziałam problemy i możliwości poprawek to jeśli nikt inny tego nie dostrzegał, odpuszczałam sobie. Przy produkcji filmów musiałam zdobyć profesjonalne umiejętności i pomóc braciom i siostrom w ich zdobyciu. Czułam, że to dla mnie za duża presja, za bardzo się męczyłam, już sama myśl o tym mnie wyczerpywała, więc ze względu na wygodę ciała, używałam sztuczek i podstępów, tak żeby bracia i siostry uczyli się samodzielnie, przez ich umiejętności nie rozwinęły się, byli mniej skuteczni w swoich obowiązkach, a postępy opóźniły się. W wypełnianiu obowiązków stosowałam sztuczki i oszustwa, Nigdy nie przykładałam wagi do pracy domu Boga i obowiązków. Nie miałam wcale człowieczeństwa! Byłam samolubna i godna pogardy, miałam podły charakter. Myśląc o tym, czułam głęboki żal, czułam się winna.

Później przeczytałam w słowie Bożym: „Na pozór niektórzy ludzie przez cały czas wykonywania swojego obowiązku nie mają żadnych poważnych problemów. Nie robią nic wyraźnie złego; nie powodują zakłóceń ani niepokojów ani nie kroczą ścieżką antychrystów. Wypełniając swój obowiązek, nie popełniają żadnych poważnych błędów ani nie mają problemów z zasadami, a jednak, choć sami nie zdają sobie z tego sprawy, w ciągu kilku krótkich lat na jaw wychodzi to, że zupełnie nie przyjmują prawdy i należą do niewierzących. Dlaczegóż to? Inni nic nie dostrzegają, ale Bóg bada najgłębsze zakamarki serc tych ludzi i widzi problem. Zawsze byli powierzchowni i nie wyrażali z tego powodu skruchy. Z upływem czasu naturalnie wychodzi to na jaw. Co to znaczy, że nie okazują skruchy? Znaczy to, że choć wypełnili swój obowiązek od początku do końca, przez cały czas mieli niewłaściwą postawę – ich postawa jest lekceważąca, niedbała i nieuważna, nigdy nie okazują sumienności ani tym bardziej oddania. Mogą włożyć nieco wysiłku, ale przeważnie tylko markują pracę. Nie dają z siebie wszystkiego, a ich występki nie mają końca. Z punktu widzenia Boga nigdy nie okazali skruchy; przez cały czas pozostawali powierzchowni i nie zaszła w nich żadna zmiana – a to znaczy, że nie wyrzekają się zła w swoich rękach i nie okazują przed Nim skruchy. Bóg nie widzi w nich postawy skruchy ani nie widzi zwrotu w ich postawie. Uporczywie podchodzą do swojego obowiązku i do tego, co powierzył im Bóg, z niezmienioną postawą i niezmienionymi metodami. Przez cały czas nie pojawia się żadna zmiana w ich upartym, nieustępliwym usposobieniu, a co więcej, nigdy nie poczuli, że są coś winni Bogu, nigdy nie poczuli, że ich niedbałość i powierzchowność jest wykroczeniem, czynieniem zła. W ich sercach nie ma poczucia zobowiązania ani winy, nie czynią sobie wyrzutów ani tym bardziej o nic się nie oskarżają. Po długim czasie Bóg widzi, że tej osoby już nie da się naprawić. Bez względu na to, co mówi Bóg i bez względu na to, ile kazań usłyszą lub ile prawdy zrozumieją, nie porusza to ich serca, a ich postawa nie zmienia się ani nie odwraca. Bóg mówi: »Nie ma nadziei dla tej osoby. Nic, co mówię, nie porusza jej serca i nic, co mówię, nie powoduje w niej zwrotu. Nie ma sposobu, by ją zmienić. Ta osoba nie nadaje się do wypełniania swoich obowiązków i nie nadaje się do pełnienia służby w Moim domu«. Dlaczego Bóg tak mówi? Dlatego, że kiedy tacy ludzie wypełniają swój obowiązek i wykonują pracę, bez względu na to, jak wiele okazuje się im wyrozumiałości i cierpliwości, nie odnosi to żadnego skutku i nie może ich zmienić. Nie może to sprawić, by dobrze wykonywali swój obowiązek i by weszli na drogę prawdziwego dążenia do prawdy. Takiej osobie nie da się już pomóc. Kiedy Bóg uzna, że danej osobie nie da się już pomóc, czy nadal będzie ją mocno trzymał? Nie. Bóg pozwoli jej odejść” („Jak rozwiązać problem bycia opieszałym i niedbałym przy wykonywaniu swoich obowiązków” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „To, jak traktujesz Boże zadania, jest bardzo poważną sprawą! Jeśli nie potrafisz wypełnić tego, co Bóg ci powierzył, to nie jesteś zdolny do życia w Jego obecności i powinieneś zostać ukarany. To, że ludzie powinni wykonywać wszystkie zadania, które Bóg im powierza, jest ustalone przez Niebo i uznawane przez ziemię; jest to ich największa odpowiedzialność, i jest ważne jak samo ich życie. Jeśli nie traktujesz poważnie Bożych zadań, wtedy zdradzasz Boga w najcięższy sposób. Jesteś wtedy bardziej godny ubolewania niż Judasz i powinieneś zostać przeklęty” („Jak poznać naturę człowieka” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Raz po raz odczytywałam te słowa. Zrozumiałam, że w przeszłości, choć sprawiałam wrażenie, że wypełniam obowiązki, to w głębi serca zdradzałam Boga. Dbałam tylko o potrzeby cielesne i starałam się uniknąć cierpienia, działałam prowizorycznie sztuczkami i podstępami. Nawet gdy mogłam swoją pracę lepiej wykonać, nie robiłam tego, bo uznawałam, że dobrze, jeśli w ogóla była wykonana, to wystarczało. Nigdy nie traktowałam serio problemu takiej prowizorki, nigdy nie próbowałam zrozumieć samą siebie. Liderka mnie ostrzegła, obnażyła mój problem, i w ten sposób Bóg dawał mi szansę na pokutę, ale ja w ogóle nie czułam skruchy i wciąż myślałam o potrzebach ciała. Gdy obowiązek wymagał ciężkiej pracy i poświęceń, nie chciałam go już wykonywać. Czemu byłam taka odrętwiała i uparta? Dawał dawał mi kolejne szanse na skruchę i zmianę, takie było Jego miłosierdzie, a mnie obchodziły jedynie potrzeby ciała, nie szukałam prawdy, nie zreflektowałam się, dalej opierałam się Bogu. Byłam taka niepokorna! Mój obowiązek był misją i odpowiedzialnością powierzoną przez Boga, powinnam była robić wszystko, by go wypełnić. Ale ja nie tylko nie wykonałam dobrze obowiązków, ale próbowałam pozorami zwieść Boga, a wręcz odrzuciłam mój obowiązek. Czy nie zdradziłam tym samym Boga? Sprawiedliwe usposobienie Boga nie toleruje wykroczenia, Bogu wstrętne było moje postępowanie. Odsunięto mnie i to była Boża sprawiedliwość. Uświadomiwszy to sobie, poczułam strach. Czułam też skruchę, bo to co, robiłam, zasmucało Boga. Nie mogłam być już taką pozorantką. Musiałam odpokutować i się zmienić.

Później głosiłam ewangelię z braćmi i siostrami. Ponieważ nie znałam zasad i nie umiałam rozwawiać z ludźmi, było mi trudno i znów nie chciałam ciężko pracować i się poświęcać. Ale pomyślałam o mojej wcześniejszej postawie wobec obowiązków i zrozumiałam, że możliwość głoszenia ewangelii to Boże miłosierdzie dla mnie. Nie powinnam uciekać w obliczu trudów, jak kiedyś. Uświadomiwszy to sobie, poczułam się lepiej.

Zastanowiłam się nad sobą: czemu się wycofywałam, ilekroć obowiązki dawały mi w kość? Jaka natura mną kierowała w takich sytuacjach? Obejrzałam film z odczytaniem słowa Bożego. Bóg Wszechmogący mówi: „Dziś nie wierzysz słowom, które wypowiadam, i nie zwracasz na nie uwagi; kiedy nadejdzie dzień szerzenia tego dzieła i ujrzysz dzieło to w całości, będziesz żałował i w owym czasie będziesz oniemiały. Istnieją oto błogosławieństwa, lecz ty nie wiesz, jak się nimi cieszyć; jest też prawda, lecz ty do niej nie dążysz. Czyż nie sprowadzasz na siebie pogardy? Dziś, choć kolejny etap Bożego dzieła ma się dopiero zacząć, nie ma nic wyjątkowego w wymaganiach, jakie się wobec ciebie stawia, ani w tym, co każe ci się urzeczywistniać. Jest tak wiele pracy i tak wiele prawd; czyż nie są godne tego, abyś je poznał? Czyż Boże karcenie i sąd nie są w stanie obudzić twego ducha? Czy Boże karcenie i sąd nie są w stanie sprawić, byś znienawidził samego siebie? Czy rad jesteś żyć pod wpływem szatana, w pokoju i radości, korzystając z odrobiny cielesnych uciech? Czy nie jesteś najpodlejszym ze wszystkich ludzi? Nikt nie jest głupszy od tych, którzy ujrzeli zbawienie, lecz nie dążą do tego, aby je osiągnąć. Są to ludzie, którzy opychają się cielesnością i znajdują upodobanie w szatanie. Masz nadzieję, że twoja wiara w Boga nie będzie wymagać żadnych wyzwań czy cierpień, ani najmniejszego nawet trudu. Ciągle dążysz do osiągnięcia tych rzeczy, które są bezwartościowe, a nie przywiązujesz wagi do życia, przedkładając zamiast tego własne ekstrawaganckie myśli ponad prawdę. Jakże jesteś bezwartościowy! Żyjesz jak świnia: jaka jest różnica pomiędzy tobą a świniami czy psami? Czyż wszyscy ci, którzy nie dążą do osiągnięcia prawdy, a zamiast tego kochają cielesność, nie są zwierzętami? Czy wszyscy ci umarli bez ducha nie są chodzącymi trupami? Jak wiele słów zostało wypowiedzianych pomiędzy wami? Czyż tylko niewiele pracy wykonane zostało pomiędzy wami? W jak wiele was zaopatrzyłem? Dlaczego zatem nie pozyskałeś Mego zaopatrzenia? Na co możesz się uskarżać? Czyż nie jest tak, że nie zyskałeś niczego przez to, że zanadto ukochałeś ciało? Czy to nie przez to, że twoje myśli są nazbyt ekstrawaganckie? Czy nie dlatego, że jesteś nazbyt głupi? Jeśli nie jesteś w stanie pozyskać tych błogosławieństw, czy możesz winić Boga, że cię nie zbawi? Tym, do czego dążysz, jest osiągnięcie spokoju po uwierzeniu w Boga: żeby twoich dzieci nie nękały choroby, żeby twój mąż miał dobrą pracę, żeby twój syn znalazł sobie dobrą żonę, żeby twa córka znalazła porządnego męża, żeby twe woły i konie dobrze orały ziemię, żeby był rok dobrej pogody dla twoich plonów. Oto jest to, czego szukasz. Dążysz tylko do tego, by żyć wygodnie; by twojej rodzinie nie przytrafiały się żadne nieszczęśliwe wypadki, by omijały cię niepomyślne wiatry, by twej twarzy nie tknął piasek, by plonów twojej rodziny nie zalała powódź, aby nie dosięgło cię żadne nieszczęście, byś żył w objęciach Boga, byś wiódł życie w przytulnym gniazdku. Tchórz taki jak ty, który zawsze podąża za cielesnością: czy ty w ogóle masz serce? Czy masz ducha? Czyż nie jesteś zwierzęciem? Ja daję ci drogę prawdy, nie prosząc o nic w zamian, lecz ty nią nie podążasz. Czy jesteś jednym z tych, którzy wierzą w Boga? Ja obdarzam cię prawdziwym człowieczym życiem, lecz ty nie dążysz do jego osiągnięcia. Czyż nie jesteś taki sam jak świnia czy pies? Świnie nie dążą do osiągnięcia ludzkiego życia, nie dążą do tego, by zostać obmyte i nie rozumieją, czym jest życie. Każdego dnia, najadłszy się do syta, zapadają po prostu w sen. Ja zaś dałem ci drogę prawdy, lecz ty jej nie zyskałeś. Twoje ręce są puste. Czy masz zamiar tkwić nadal w takim życiu, życiu świni? Jakie znaczenie ma życie takich ludzi? Życie twoje jest godne pogardy i podłe, żyjesz pośród brudu oraz rozpusty i nie dążysz do żadnych celów. Czyż życie twoje nie jest najpodlejsze ze wszystkich? Czy masz czelność spoglądać na Boga? Jeśli nadal będziesz doświadczał życia w ten sposób, czyż nie będzie tak, że nie osiągniesz niczego? Dana ci została droga prawdy, lecz to, czy ostatecznie zdołasz ją osiągnąć, czy też nie, zależy od twoich osobistych dążeń” („Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Każde z pytań Boga przeszywało moje serce, jakby to Bóg pytał mnie osobiście, czułam, że tyle Mu zawdzięczam. Pomyślałam o tym, jak wcielony Bóg wyraził tak wiele prawdy, by podlewać nas i karmić, byśmy zyskali prawdę, wyzbyli się zepsutego usposobienia i mieli szansę na zbawienie. To wielkie błogosławieństwo Boga dla ludzkości. Mądrzy ludzie docenią szansę daną przez dzieło Boga i będą szukać prawdy, pełnić powinność istoty stworzonej, dążyć do zmiany w usposobieniu, wypełniając obowiązki, i w końcu pojmą prawdę i zostaną w pełni zbawieni przez Boga. A ślepi ignoranci szukają zadowolenia cielesnego, nie pracują ciężko, by poszukiwać prawdy. Wykonują czynności mechanicznie, nie starają się, nieważne, jak długo są wierzącymi osobami, nigdy nie pojmują prawdy, nie udaje im się zmienić swojego życiowego usposobienia, a na koniec Bóg ich eliminuje. Pomyślałam o sobie. Czy nie byłam taką ignorantką? Szatańskie filozofie, na przykład „Żyj na autopilocie” i „Lenistwo popłaca”, to były moje życiowe maksymy. Każdego dnia zadowałam się tym, co było, pracowałam prowizorycznie, szukałam wygód ciała. Od lat wierzyłam w Boga, nie szukając prawdy i nie próbując zmienić swojego usposobienia, nie myśląc o tym, czy wypełniam obowiązki zgodnie z wolą Boga. Zadowolenie ciała była ważniejsze dla mnie niż wola Boga, więc ilekroć obowiązki wymagały cierpienia lub poświęcenia, działałam prowizorycznie sztuczkami i podstępami, przez co nie osiągałam wyników i opóźniałam pracę domu Boga. Mimo to nie czułam skruchy, nie miałam wyrzutów sumienia. Żądza wygody zrobiła ze mnie degeneratkę, obojętną na poprawę, bezmyślną. Czy nie marnowałam życia? Czym różniłam się od zwierzęcia? Zrozumiałam w końcu, że szatan używa swych trucizn by skazić ludzi. Pod ich wpływem ludzie szukają wygody, a nie poprawy, degenerują się, aż w końcu umierają w niewiedzy. Tylko siebie mogłam winić za to, że mnie pozbawiono obowiązków. Byłam leniwa i niedbała, nie zasługiwałam na zaufanie, co budziło wstręt w Bogu i w moich braciach i siostrach. Kiedyś myślałam, że obowiązki z dużymi wymaganiami i wieloma zadaniami są równoznaczne z cierpieniem. Ale to nie było cierpienie przez wzgląd na moje obowiązki. Moja natura była zbyt leniwa i samolubna, zbyt wielkie znaczenie miało dla mnie ciało. Choć musimy cierpieć i poświęcać się, gdy trafiamy na trudności w obowiązkach, jest to coś, co możemy znieść, bo Bóg nie daje nam brzemion ponad nasze siły. Bóg posłużył się tymi trudnościami, by ujawnić moje zepsute usposobienie, bym mogła siebie poznać, szukać prawdy, rozwiązywać problemy i zmienić swoje usposobienie. Bóg też miał nadzieję, że nauczę się polegać na Nim w obliczu tych trudności, że będę mieć szczerą wiarę. Kiedyś byłam ślepą ignorantką i nie rozumiałam woli Boga. Straciłam wiele szans na zyskanie prawdy i udoskonalenie przez Boga, pozwoliłam, by ten czas minął dla mnie nadaremnie. Choć zyskałam wygodę ciała i nie musiałam cierpieć ani się poświęcać, nie posiadałam prawdy i nie wyzbyłam się zepsutego usposobienia, nie miałam na koncie dobrych uczynków, opóźniłam pracę domu Boga i obudziłam w Bogu wstręt. Gdybym dalej żyła w taki ogłupiały sposób, ostatecznie utraciłabym zbawienie Boże. Czułam wtedy mdłości i wstręt do samej siebie, nie chciałam już dłużej żyć jak zwierzę.

Pewnego dnia natrafiłam na jeszcze inny fragment słowa Bożego. „Dzisiejsze starania mają na celu wyłącznie położenie fundamentów pod przyszłe dzieło, aby Bóg mógł się wami posłużyć i byście mogli nieść o Nim świadectwo. Jeśli obierzesz sobie to za cel twojego dążenia, będziesz mógł zyskać obecność Ducha Świętego. Im ambitniejszy będzie cel twojego dążenia, tym bardziej możesz być doskonalony. Im bardziej będziesz dążyć do prawdy, tym bardziej będzie działać Duch Święty. Im więcej energii włożysz w swoje dążenie, tym więcej zyskasz. Duch Święty doskonali ludzi zgodnie z ich stanem wewnętrznym. Niektórzy ludzie mówią, że nie chcą, by Bóg się nimi posługiwał ani ich doskonalił, że po prostu chcą, aby ich ciało pozostało bezpieczne i nie doznawało nieszczęścia. Niektórzy ludzie nie chcą wejść do królestwa, ale chcą zstąpić do otchłani bez dna. W takim przypadku Bóg również spełni twoje życzenie. Jakiekolwiek jest twoje dążenie, Bóg sprawi, że tak się stanie. Do czego więc dążysz w tej chwili? Czy chodzi ci o udoskonalenie? Czy twoje obecne działania i zachowania służą temu, byś został udoskonalony przez Boga i pozyskany przez Niego? W swoim codziennym życiu musisz stale przykładać do siebie taką miarę. Jeśli włożysz całe swoje serce w dążenie do jednego celu, Bóg na pewno cię udoskonali. Taka jest ścieżka Ducha Świętego. Ścieżkę, którą Duch Święty prowadzi ludzi, osiągają oni poprzez swoje dążenie. Im mocniej pragniesz być doskonalony i pozyskiwany przez Boga, tym bardziej Duch Święty będzie w tobie działał. Im bardziej nie udaje ci się poszukiwać i im bardziej jesteś negatywny i wsteczny, tym bardziej pozbawiasz Ducha Świętego możliwości działania, a z czasem Duch Święty cię opuści. Czy chcesz zostać udoskonalony przez Boga? Czy chcesz zostać pozyskany przez Boga? Czy chcesz, aby Bóg się tobą posługiwał? Powinniście dążyć do tego, aby robić wszystko przez wzgląd na to, by zostać udoskonalonymi i pozyskanymi przez Boga oraz aby On się wami posługiwał, tak żeby wszechświat i wszystkie rzeczy mogły dostrzec przejawiające się w was Boże działania. Jesteście panami wszystkich rzeczy i pośród wszystkiego, co istnieje, pozwolicie Bogu cieszyć się poprzez was świadectwem i chwałą – jest to dowód na to, że jesteście najbardziej błogosławionym ze wszystkich pokoleń!” („Ludzie, których usposobienie się zmieniło, to ci, którzy weszli w rzeczywistość słów Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Musisz cierpieć trudy dla prawdy, musisz się oddać prawdzie, musisz znosić upokorzenie dla prawdy, a żeby posiąść więcej prawdy, musisz doświadczyć więcej cierpienia. To właśnie powinieneś czynić. Nie wolno ci rezygnować z prawdy na rzecz spokojnego życia rodzinnego i nie wolno ci utracić życiowej godności i rzetelności dla chwilowej przyjemności. Powinieneś dążyć do wszystkiego, co jest piękne i dobre, i powinieneś iść w życiu ścieżką, która ma większe znaczenie. Jeśli prowadzisz tak prostackie życie i nie dążysz do żadnych celów, czyż nie marnujesz życia? Cóż możesz zyskać z takiego życia? Powinieneś zaniechać wszelkich cielesnych przyjemności dla jednej prawdy i nie powinieneś rezygnować ze wszystkich prawd dla chwilowej przyjemności. Tacy ludzie nie posiadają rzetelności ani godności; w ich egzystencji nie ma żadnego znaczenia!” („Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Tak zrozumiałam słowo Boże: By zyskać prawdę, musimy zdradzić ciało i praktykować prawdę, a wtedy Bóg nas w końcu udoskonali. To sposób życia, który ma najwięcej znaczenia i wartości. Jeśli porzucamy prawdę, dla tymczasowej wygody ciała, będziemy żyć bez godności, stracimy dzieło Ducha Świętego, Bóg nas w końcu usunie i stracimy szansę na zbawienie. Zrozumiałam, że aby rozwiązać problem pożądania wygody ciała, musimy mieć serce, które poszukuje prawdy, musimy się nad sobą zastanawiać i skupiać się na obowiązkach, gdy trafiamy na trudności, musimy umieć odrzucić ciało, wyrzec się samych siebie i chronić pracę domu Boga. W ten sposób zyskamy przewodnictwo i dzieło Ducha Świętego. W sercu aż mi się rozjaśniło, gdy to zrozumiałam, i przysięgłam, że odrzucę ciało i całą siebie poświęcę obowiązkom.

Później myślałam o tym, jak sumiennie głosić ewangelię. Gdy nie rozumiałam zasad, zwracałam się do braci i sióstr, poświęcałam czas na naukę wraz z innymi. Gdy trzeba było włożyć większy wysiłek w głoszenie ewangelii, nie czułam już, że to jest takie trudne i kłopotliwe. Czułam, że to moja powinność i odpowiedzialność. Choć miałam dużo pracy w każdy dzień, czułam się ubogacona.

Niespodziewanie pewnego dnia moja przywódczyni poprosiła, abym wróciła do pracy przy efektach specjalnych. Bardzo się ucieszyłam, słysząc tę wiadomoś. Byłam wdzięczna Bogu i nie wiedziałam, co powiedzieć. Przypomniałam sobie, jak kiedyś prowizorycznie wypełniałam obowiązki, i czułam, że tak dużo Bogu zawdzięczam. Nie mogłam naprawić błędów z przeszłości, ale mogłam teraz odwdzięczyć się Bogu za Jego miłość. Gdy później napotykałam trudności, modliłam się do Boga i próbowałam je jakoś pokonać. Raz mój projekt efektów specjalnych nie wypadł za dobrze, a liderka zespołu i przywódca nie wiedzieli, jak to naprawić. Ja też nie miałam pojęcia, jak się do tego problemu zabrać. Pomyślałam: „Jeśli poświęcę czas i wysiłek na próbę naprawienia tego, a nie wiem nawet, czy mi się to w końcu uda, to może niech ktoś inny się tym zajmie”. Ale ocknęłam się: znów próbowałam uniknąć trudności. Szybko pomodliłam się do Boga. Przypomniałam sobie te słowa Boga: „Kiedy stoi przed tobą obowiązek, który został ci powierzony, nie myśl o tym, jak uniknąć trudności; jeśli coś jest trudne, nie odkładaj tego od razu na bok i nie ignoruj. Musisz się z tym śmiało zmierzyć. Nigdy nie wolno ci zapominać, że Bóg jest z tobą, a z Bogiem nic nie jest trudne. Musisz mieć taką wiarę” („Jak rozwiązać problem bycia opieszałym i niedbałym przy wykonywaniu swoich obowiązków” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowo Boże wskazało mi drogę. Nieważne, jakie problemy napotykamy w wypełnianiu obowiązków, musimy polegać na Bogu, szukając sposobu ich rozwiązania. Nie wolno nam uciekać przed trudnościami ani obowiązkami z obawy przed cierpieniem ciała. Tak postępując, zdradzamy Boga i nie jesteśmy Mu wierni. Z tą myślą obiecałam sobie, że tym razem będę polegać na Bogu, odrzucę ciało i zrobię wszystko, by naprawić problem. Uspokoiłam się, zakasałam rękawy i siadłam do pracy. W końcu udało mi się z tym uporać. Wszyscy uznali efekt końcowy za dobry i nie mieli sugestii. Praktykując w ten sposób, odnalazłam spokój ducha. Czułam, że poświęcenie w wypełnianiu obowiązków to Boże błogosławieństwo. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zbawienie Boże

Autorstwa Yichen, Chiny Bóg Wszechmogący mówi: „Każdy etap Bożego dzieła – czy to ostre słowa, czy sąd, czy karcenie – udoskonala człowieka...

Znalazłam swoje miejsce

Autorstwa Si Fan, Korea Południowa Kiedy uwierzyłam w Boga, podążałam za Nim z wielkim entuzjazmem. Niezależnie od tego, jakie kościół...

Co takiego zwiodło moją duszę?

Autorstwa Xu Lei’a, miasto Zaozhuang, prowincja Szantung Pewnego dnia dostałem od swojego przełożonego wiadomość z prośbą o udział w...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze