Trzymam się zasad, by dobrze wypełniać obowiązki

02 lutego 2022

Autorstwa Xu Nuo, Chiny

To było w sierpniu dwa tysiące dziewiętnastego roku. Siostra Lin, liderka kościoła, złożyła wypowiedzenie, więc moja przywódczyni zleciła mi udać się tam i zbadać sprawę. Jeśli siostra Lin nie wykonuje praktycznej pracy, zostanie zwolniona i będą nowe wybory. Na miejscu diakoni opowiedzieli mi o sytuacji siostry Lin. Mówili, „Przez dwa miesiące, odkąd siostra Lin została przywódczynią kościoła, kiedy coś dotyczy jej interesów, rodziny czy spraw osobistych, odkłada na bok pracę kościoła, a jej partnerka musi ją zastępować. Siostra ta jest przeciążona pracą, przez co nie może poprawnie wykonywać zadań. Zwłaszcza w sprawach pilnych nie zdąża na czas. Jest pod wielka presją i źle się z tym czuje. Wyżsi rangą przywódcy wiele razy oferowali pomoc i wsparcie siostrze Lin, ale się nie poprawiła. Poza tym w jej omówieniach słów Bożych brak oświecenia, więc bracia i siostry nie otrzymują wsparcia, i niektórzy nie chcą przychodzić na spotkania. Ponieważ siostra Lin nie umie rozwiązywać ich praktycznych problemów, sama też boi się z nimi spotykać i też nie chce przychodzić. Kiedy bracia i siostry znajdują się w złym stanie lub mają trudności, ona nie potrafi omawiać prawdy, by pomóc, tylko zachęca ich słowami doktryny, albo stosuje własne metody i przyziemną filozofię. Kiedy są w złym stanie z powodu choroby, mówi im tylko, jakiego lekarza mają odwiedzić i jakie zażyć leki, ale nie pokieruje nimi, by stanęli przed Bogiem, poszukali woli Bożej i czegoś się nauczyli. Kiedy ktoś na spotkaniu mówi o inwestycjach, nie tylko brak jej wnikliwości, żeby go obnażyć czy powstrzymać, ale wręcz bierze udział w rozmowie i zachęca do tego braci i siostry. Bracia i siostry wielokrotnie jej przypominali, by skupiła się na dążeniu do prawdy i wypełniała obowiązki, ale bała się, że powiedzą, iż pragnie pieniędzy, więc w tajemnicy zainwestowała i straciła ponad czterysta tysięcy, co jeszcze bardziej odwróciło jej uwagę od obowiązków”. Siostra Lin zaniedbywała obowiązki i nie wykonywała praktycznej pracy, więc życie kościoła było nieefektywne, a bracia i siostry czuli się źle i byli słabi.

Po wysłuchaniu ich raportu na temat sytuacji, pomyślałam, „Siostra Lin nie dąży do prawdy, nie wykonuje praktycznej pracy, a jej poglądy na różne sprawy są jak u niewierzącego. W ten sposób nie może przyjąć dzieła Ducha Świętego. Jak może tak przewodzić kościołowi? Nawet bez rezygnacji zostałaby zwolniona za swoje zachowanie fałszywej przywódczyni”. Znalazłam więc zasadę, żeby rozpoznać, czy ktoś ma dzieło Ducha Świętego i omówiłam to wraz z jej zachowaniem. Kiedy skończyłam, wielu diakonów mnie poparło i powiedziało, że siostrze Lin brakuje dzieła Ducha Świętego. Ale kiedy mówiłam o zwolnieniu jej z obowiązków, diakoni ci powiedzieli, „Siostra Lin ma dobre człowieczeństwo, pomaga braciom i siostrom w kłopotach jak tylko może, jest przyjazna i bezpretensjonalna”. Mówili, że ma dobry charakter, jest bystra, szybko przyjmuje słowa Boże i niezależnie od tego, jaki problem mają bracia i siostry, pociesza ich. Gdyby została zwolniona, kościół nie znalazłby drugiej odpowiedniej przywódczyni. Jeden z diakonów powiedział, „Siostra Lin może przejściowo jest w złym stanie. Omówmy to z nią i najpierw spróbujmy jej pomóc”. Pozostali diakoni się zgodzili. Podsumowując, nie zgodzili się na zwolnienie siostry Lin. Jeśli przywódcy i pracownicy nie otrzymają dzieła Ducha Świętego i długo nie wykonują praktycznej pracy, powinni zostać zastąpieni. Jeśli brak im dzieła Ducha Świętego, a my ich zatrzymamy, czy nie postąpimy wbrew oczekiwaniom Boga? Ci diakoni widzieli tylko, jak siostra Lin troszczy się ciała ludzi, jest urocza, sprytna i ma dobry charakter, lecz nie wiedzieli, czy dąży do prawdy i czy umie wykonać praktyczną pracę. Nie stosowali standardów domu Boga przy wyborze ludzi. Siostra Lin nie dążyła do prawdy i miała poglądy jak niewierząca. Kiedy coś się działo, nie omawiała prawdy i nie potrafiła rozwiązywać praktycznych problemów wejścia w życie braci i sióstr. Została obnażona jako fałszywa przywódczyni. Gdyby pozostała na stanowisku, tylko by zakłócała i opóźniała pracę kościoła, przeszkadzając barciom i siostrom w wejściu w życie.

Po moim omówieniu diakoni milczeli, ale widziałam, że wciąż nie zgadzają się na zwolnienie siostry. Pomyślałam, „Jeśli będę forsować swój punkt widzenia i dalej omawiać prawdę oskarżając siostrę Lin, czy ci diakoni powiedzą, że jestem zbyt arogancka i oceniająca i nie liczę się ze zdaniem innych?”. Martwiłam się też, że jeśli tuż po przyjeździe popsuję swoje relacje z tymi diakonami, dalsza praca będzie trudniejsza. Kiedy o tym pomyślałam, przestałam omawiać zasady rozpoznawania fałszywego przywódcy i opisałam sytuację tego kościoła wyższym rangą przywódcom. Pomyślałam, „Jeśli mój przywódca się ze mną zgodzi, wtedy zwolnię siostrę Lin, a diakoni nie będą mieli o mnie złej opinii”. Potem poszłam do innych sióstr w tym kościele, żeby poznać ich zdanie o siostrze Lin. Wówczas odkryłam, że te siostry też jej nie rozpoznały. Dobrze się o niej wyrażały, mówiły, że jest kochająca, rozumie ich trudności, jest bystra i ma dobry charakter. Miały taki sam punkt widzenia, co diakoni. Gdy to zobaczyłam, nie śmiałam omawiać prawdy, by obnażyć siostrę Lin. Bałam się, że powiedzą, iż jestem arogancka, zarozumiała i lekceważę opinie innych. Zrobiłabym na nich złe wrażenie. Czekałam więc, aż mój przywódca przyśle odpowiedź. W ten sposób nie będę obciążona zwolnieniem siostry Lin. Widziałam wyraźnie, że tym braciom i siostrom brakowało prawdy i wnikliwości, ale ja nie chciałam z nimi tego omawiać. Przez te dni czułam duchową ciemność i nie wyczuwałam obecności Boga. Zdałam sobie sprawę, że mój stan jest zły, więc zwróciłam się do Boga w modlitwie, prosząc o Jego oświecenie i przewodnictwo, abym mogła poznać swój stan. Po kilku dniach mój przywódca poprosił mnie o spotkanie. Przeczytaliśmy fragment artykułu na temat słów Boga: „W wierze w Boga najważniejsze jest wcielanie prawdy w życie”. „W domu Bożym musisz zrozumieć zasadę każdego wykonywanego przez siebie obowiązku, bez względu na to, co to za obowiązek. Umiejętność praktykowania prawdy oznacza działanie zgodne z zasadami. Jeśli coś nie jest dla ciebie jasne, jeśli nie jesteś pewien, co należy zrobić, omów to z innymi, aby osiągnąć konsensus. Kiedy już zostanie ustalone, co jest najbardziej korzystne dla pracy kościoła oraz dla braci i sióstr, zrób to. Nie pozwól się ograniczać regulaminom, nie zwlekaj, nie czekaj, nie bądź biernym obserwatorem. Jeśli przez cały czas jesteś biernym obserwatorem – wyrażasz swoją opinię, gdy ktoś inny podejmie decyzję, a gdy nikt tego nie zrobi, po prostu zwlekasz i czekasz – to w końcu cała praca, którą wykonujesz, pójdzie na marne. W sprawach, które są dla ciebie jasne, jeżeli wszyscy ci mówią, że jest to właściwy sposób działania, że tak właśnie powinieneś to zrobić i że Bóg cię prowadzi, byś tak to zrobił, wówczas właśnie tak powinieneś to zrobić – nie obawiaj się przyjęcia odpowiedzialności, obrażenia innych ani ewentualnych konsekwencji. Bóg obserwuje ludzi i widzi, kiedy postępują przebiegle i nieuczciwie. Cokolwiek myślisz, ilekroć nie działasz zgodnie z prawdą, kiedy brakuje ci zaangażowania, kiedy pojawia się twoje osobiste skażenie, kiedy masz własne pomysły i idee – Bóg patrzy i wie, i następnym razem, gdy będziesz coś robił, nie stanie przy tobie. Dlaczego? Ponieważ w twoim sercu przez cały czas tkwią rzeczy, które oddzielają cię od Boga. Co to za rzeczy? Twoje własne myśli, twoja pycha i własne interesy oraz twoja małostkowość. Kiedy ludzie mają w sercach rzeczy, które oddzielają ich od Boga, i są nimi stale zaabsorbowani, jest to problem. Jeśli masz słaby charakter i niewielkie doświadczenie, ale chcesz podążać za prawdą i zawsze jesteś zgodny z Bogiem, jeśli potrafisz oddać się cały temu, co Bóg ci powierza, nie uciekając się do małostkowych sztuczek, wówczas Bóg to dostrzeże. Ale jeżeli twoje serce przez cały czas pozostaje zamknięte przed Bogiem, jeśli wciąż knujesz małostkowe intrygi, żyjesz dla własnych interesów i pychy, wciąż kalkulujesz te sprawy w swoim sercu, jesteś przez nie opętany, to Bóg nie będzie z ciebie zadowolony, a ty poniesiesz porażkę w większości swoich działań, a to dlatego, że Bogu nie jest łatwo się tobą posłużyć. Brakuje ci zaangażowania, nie kochasz prawdy, przez cały czas prowadzisz gry z Bogiem, nie jesteś szczery przy zajmowaniu się sprawami dla domu Bożego; twoje serce nie jest uczciwe, nie oddajesz całego serca i duszy, podejmujesz jedynie symboliczne wysiłki, nie wkładając w nie całego serca. To nie wystarczy. Bóg patrzy w ludzkie serca: jeśli nie okażesz skruchy, to nie wkroczysz w życie i twoje życie nie będzie wzrastać, a zatem nie uzyskasz aprobaty Boga” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Ze słów Boga dowiedziałam się, że obowiązki w domu Boga powinny opierać się na zasadach prawdy. Kwestie, których nie rozumiemy trzeba przedyskutować, osiągnąć konsensus i zrobić to, co najkorzystniejsze dla pracy kościoła. W kwestiach, które rozumiemy, musimy praktykować prawdę i postępować według zasad, by mieć wzgląd na Bożą wolę. Lecz jeśli zabraknie szczerości i będziemy stosować sztuczki przed Bogiem, próbując chronić własne interesy, jeśli, rozumiejąc prawdę, nie będziemy jej praktykować, nie będziemy lojalni wobec Boga wtedy nigdy nie otrzymamy dzieła Ducha Świętego ani błogosławieństwa Boga w naszych obowiązkach. Słuchając opowieści diakonów o sytuacji siostry Lin wiedziałam, że nie dążyła do prawdy, nie wykonywała praktycznej pracy, i była fałszywą przywódczynią, którą należało zastąpić. Wiedząc jednak, że diakoni się nie zgodzą, bałam się, że powiedzą iż jestem arogancka i zarozumiała, więc nie śmiałam stać na straży zasad prawdy i nie chciałam omawiać z nimi prawdy na temat rozpoznawania fałszywych przywódców. Gdy napisałam raport do mojego przywódcy, z pozoru poważnie traktowałam swoje obowiązki, lecz w rzeczywistości wahałam się, czy zrobić krok naprzód, bo bałam się, że bracia i siostry źle mnie osądzą. W mojej pracy liczyły się tylko moja reputacja i status, dla których tolerowałam fałszywą przywódczynię, zakłócającą pracę kościoła i utrudniającą braciom i siostrom wejście w życie. To było egoistyczne, podłe i chytre. Bóg sprawdza ludzkie serca i umysły, a moje myśli mogły zwieść ludzi, ale nie Boga. W tym czasie mój duch był ciemny i nie czułam obecności Boga. W rzeczywistości to było sprawiedliwe Boskie karcenie mnie!

Wtedy usłyszałam o kościele, w którym odkryto antychrysta czyniącego zło, ale nikt go nie zgłosił ani nie obnażył. Nawet kiedy ten antychryst został wypędzony, członkowie kościoła bronili go i kryli. To obrażało usposobienie Boga i wszyscy zostali odizolowani, by mogli to przemyśleć. Kiedy dowiedziałam się o wyniku, w sercu poczułam lęk. Wciąż zadawałam sobie pytanie, czemu nie zwolniłam fałszywej przywódczyni, kiedy ją odkryłam. Zwłaszcza biorąc pod uwagę te słowa Boże. „Kiedy prawda staje się twoim życiem, wówczas widząc, że ktoś bluźni przeciwko Bogu, nie okazuje Mu czci, niedbale wypełnia obowiązki lub wprowadza zakłócenia czy niepokój w pracę kościoła, będziesz umiał zrozumieć, co się dzieje, ujawnić to w razie konieczności i podejść do tego zgodnie z zasadą prawdy. Jeśli prawda nie stała się twoim życiem, lecz nadal żyjesz w swoim szatańskim usposobieniu, to kiedy napotkasz niegodziwych ludzi i diabły, którzy powodują zakłócenia i niepokoje w dziele domu Bożego, przymkniesz oko i będziesz udawał głuchego; bez wyrzutów sumienia odsuniesz tę sprawę na bok. Pomyślisz nawet, że fakt, iż ktoś zakłóca dzieło domu Bożego, nie ma nic wspólnego z tobą. Bez względu na to, jak bardzo cierpi dzieło kościoła i interesy domu Bożego, ty o to nie dbasz, nie interweniujesz ani nie czujesz się winny – przez to stajesz się kimś, kto nie ma sumienia ani rozsądku, stajesz się niewierzącym, posługującym. Jesz to, co należy do Boga, pijesz to, co Jego, cieszysz się wszystkim, co od Boga pochodzi, a mimo to uważasz, że jakakolwiek szkoda dla interesów domu Bożego nie ma z Tobą związku – a zatem jesteś zdrajcą, gryziesz rękę, która cię karmi. Skoro nie chronisz interesów domu Bożego, to czy w ogóle jesteś człowiekiem? Jesteś demonem, który podstępnie wkradł się do kościoła. Udajesz wiarę w Boga, udajesz, że jesteś wybrańcem i chcesz żyć na cudzy koszt. Należysz do podludzi i w oczywisty sposób jesteś jednym z niewierzących” („Tylko ci, którzy praktykują prawdę, są bogobojni” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Każdy wiersz słów Boga przeszywał mi serce i byłam przerażona. Jakby Bóg był na mnie wściekły. Wyraźnie widziałam fałszywą przywódczynię zakłócającą pracę kościoła, utrudniającą braciom i siostrom wejście w życie, ale chcąc chronić swoje relacje z diakonami oraz braćmi i siostrami, nie obnażyłam jej i nie omówiłam prawdy, by pomóc im ją rozpoznać. Byłam tarczą dla fałszywej przywódczyni, wspólniczką szatana. To, co zrobiłam, było złe. Pomyślcie, Bóg powrócił wcielony i wyraził tak wiele prawd, żeby nas podlać i pożywić. Wszystko, co mam, otrzymałam od Boga, lecz kiedy praca domu Bożego została zakłócona, ja postanowiłam tolerować fałszywą przywódczynię, przeszkadzającą w pracy. Zrozumiałam, jaka jestem niewdzięczna. Zabrakło mi sumienia, rozumu i nie miałam ani krzty człowieczeństwa. Rozczarowałam Boga.

Potem przypomniałam sobie inne słowa Boże. „Wszyscy mówicie, że zważacie na Boże brzemię i będziecie bronić świadectwa kościoła, lecz któż spośród was naprawdę miał wzgląd na Boże brzemię? Zapytaj samego siebie: czy jesteś kimś, kto miał wzgląd na Boże brzemię? Czy potrafisz praktykować sprawiedliwość dla Boga? Czy umiesz stanąć w Mej obronie i opowiedzieć się za Mną? Czy jesteś w stanie niezłomnie wcielać prawdę w życie? Czy masz dość odwagi, aby walczyć ze wszystkimi uczynkami szatana? Czy umiałbyś odłożyć na bok swe uczucia i zdemaskować szatana ze względu na Moją prawdę? Czy jesteś w stanie pozwolić, by wypełniły się w tobie Moje zamiary? Czy ofiarowałeś Mi swoje serce w najważniejszym momencie? Czy jesteś kimś, kto wypełnia Moją wolę? Zadaj sobie te pytania i często o nich myśl” (Rozdział 13 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). W każdym wierszu słów Boga znajdowałam Jego wolę. W tym kościele pojawiła się fałszywa przywódczyni, a Bóg liczył, że staniemy po Jego stronie, licząc się z Jego wolą i chroniąc interesy domu Bożego. Kościół zlecił mi to zadanie, żebym, w razie konieczności, szybko zwolniła fałszywą przywódczynię, zgodnie z zasadami wybrała właściwą osobę i zapewniła braciom i siostrom dobre życie kościelne. Gdybym zawsze brała pod uwagę własne korzyści i nie stanęła w obronie interesów domu Boga, z pewnością Bóg by mnie odrzucił. Zrozumiałam, że siostra Lin nie dąży do prawdy, a jej punkt widzenia się nie zmienił, więc jak miała podlewać braci i siostry? Gdyby komuś takiemu pozwolono zostać, dalej szkodziłby pracy domu Boga i utrudniał ludziom wejście w życie. Gdy to zrozumiałam, przestałam się martwić, że uznają mnie za arogancką i zarozumiałą, bo zwolniłam siostrę Lin. Dobrze wiedziałam, że robiąc to trzymałabym się zasad, praktykowałabym prawdę i chroniła pracę domu Boga, a nie arogancję i wysokie mniemanie o sobie. Tylko ci, którzy działają nie opierając się na słowach Bożych ani prawdzie, robią, co chcą i trzymają się własnych wyobrażeń i pomysłów, są aroganccy, zarozumiali i działają wbrew prawdzie.

Więc, po tym zajściu, użyłam słów Bożych do omówienia z nimi konsekwencji nie zwolnienia siostry Lin oraz tego, jak przywódcy i pracownicy powinni wykonywać praktyczną pracę, co to jest dobre człowieczeństwo, dobry charakter i kochające serce. Po moim omówieniu bracia i siostry rozpoznali siostrę Lin. Zobaczyli też, że w domu Boga są zasady przeniesień i zwolnień. Dom Boży nie patrzy na zdolności czy charakter człowieka, lecz na to, czy umie on dążyć do prawdy, praktykować ją i wykonywać praktyczną pracę. Siostra Lin była fałszywą przywódczynią i musiała zostać zwolniona. Potem omawiałam to z siostrą Lin i odkryłam, że była zdecydowanie otępiała. Wcale nie czuła się winna ani nie żałowała. Zwolniłam ją w czasie tej rozmowy. Następnie omówiłam z braćmi i siostrami zasady wyborów i wybraliśmy nowego przywódcę kościoła.

Po zakończeniu wyborów pomyślałam o tym, jak bracia i siostry opisywali zachowanie brata Xiao Lei. Mówili, że nigdy nie dążył do prawdy, że wierzył w Boga od lat nie zmieniając poglądów, że pragnął dóbr doczesnych i pieniędzy, troszczył się jedynie o to, by stać się bogaty i wieść nadzwyczajne życie. Zawsze, kiedy dostawał zadanie, był zajęty zarabianiem pieniędzy, był nieszczęśliwy, gdy wypełniał obowiązki, a przede wszystkim sprzedawał ludziom w kościele inwestycje i systemy do zarabiania pieniędzy. Jego zachowanie powodowało zakłócenia w życiu kościoła. Pomyślałam, „Lepiej z nim to omówię i go ostrzegę”. W dzień spotkania celowo nie wrócił do domu, żeby się ze mną nie spotkać. Czekałam na niego aż do wieczora. Zapytałam, „Jak oceniasz zakłócenia, które spowodowałeś w życiu kościoła? Zastanowiłeś się i próbowałeś zrozumieć siebie?”. Nie miał zrozumienia i nie żałował swoich działań, wielu rzeczy nie zrozumiał i miał pretensje. Powiedział, że wierzy w Boga od lat i nic nie zyskał. Syn się go nie słuchał, żona nie rozumiała. Zrzucał winę na innych ludzi, a słowem nie wspomniał o swoich problemach. Kiedy z nim rozmawiałam, chciałam, żeby się zastanowił i poznał siebie, ale był bardzo oporny. Powiedział też, „Jaka jest korzyść z praktykowania prawdy?”. Przypomniałam sobie, że kiedyś siostra użyła słów Boga, by wskazać jego zachowanie, ale nie zrozumiał tego i nie okazał skruchy. Xiao Lei nigdy nie podążał za prawdą i zachowywał się jak niewierzący. Zgodnie z zasadami, ktoś, kto nie dąży do prawdy, nie wypełnia swoich obowiązków i zakłóca życie kościoła, musi odbywać spotkania w pojedynkę. Nie można mu pozwolić, żeby przeszkadzał w pracy kościoła. Ktoś taki jak Xiao Lei powinien mieć indywidulane spotkania, żeby nie wpływał na innych i nie przeszkadzał im swoją małą postawą i brakiem wnikliwości. Omówiłam to z przywódcami kościoła i diakonami. Każdy zgodził się, że Xiao Lei powinien mieć indywidualne spotkania i dostać czas na refleksje. Kilka dni później siostra napisała mi w liście, że Xiao Lei chciał praktykować prawdę, ale nie mógł, gdyż kierowało nim zepsute usposobienie, więc nie zasłużył na indywidualne spotkania. Przeczytawszy ten list zawahałam się. Jeśli Xiao Lei chciał okazać skruchę i się zmienić, to jeśli zorganizuję mu indywidualne spotkanie i pozwolę mu na refleksję, stanie się jeszcze gorszy? Jeśli Xiao Lei i inni dowiedzą się, że to był mój pomysł, czy pomyślą, że nie daję ludziom czasu na skruchę? Niedawno przyjechałam do ich kościoła, a zwalniam fałszywych przywódców i zajmuję się niewierzącymi. Czy bracia i siostry powiedzą, że chciałam ich przestraszyć i byłam bezlitosna? Wzięłam pod uwagę, że Xiao Lei był elokwentny i umiał przekonać ludzi. Jeśli w czasie omawiania go obnażę, to co zrobię, jeśli się nie zgodzi, sprzeciwi, albo straci kontrolę nad sobą? Gdy o tym myślałam, znów znalazłam się w trudnej sytuacji, więc pomodliłam się do Boga, prosząc, by mi pomógł zrozumieć Jego wolę, abym mogła działać zgodnie z zasadami prawdy.

Potem przeczytałam fragment słów Boga. „Kościół jest w trakcie budowy, a szatan próbuje wszystkiego, by go zburzyć. Pragnie zburzyć Mą budowlę wszelkimi możliwymi środkami, dlatego należy szybko oczyścić kościół. Nie mogą w nim pozostać żadne resztki zła. Kościół musi zostać oczyszczony, by stał się bez skazy i był czysty jak dawniej. Musicie czuwać i cały czas wyczekiwać oraz więcej modlić się do Mnie. Musicie rozpoznać liczne podstępy i przebiegłe intrygi szatana, rozpoznać duchy, poznać ludzi oraz potrafić rozróżniać wszystkie rodzaje ludzi, zdarzeń i rzeczy; musicie też jeść i pić więcej Moich słów i, co ważniejsze, musicie potrafić robić to samodzielnie. Uzbrójcie się w całą prawdę i przyjdźcie przed Moje oblicze, bym mógł otworzyć wasze duchowe oczy i pozwolić wam zobaczyć wszelkie tajemnice, które znajdują się wewnątrz ducha… Gdy kościół wchodzi w etap budowy, święci wyruszają na bitwę. Ukazują się wam liczne ohydne cechy szatana. Czy zatrzymacie się i wycofacie rakiem, czy też powstaniecie i będziecie dalej kroczyć naprzód, polegając na Mnie? Całkowicie obnażcie zepsucie i szpetne cechy szatana, nie współczujcie mu i nie okazujcie litości! Walczcie z szatanem do końca! Jestem twoim wsparciem, a ty musisz posiadać ducha syna-mężczyzny! Szatan wierzga w śmiertelnych spazmach, lecz i tak nie ucieknie przed Mym sądem. Depczę szatana Mymi stopami, a wy depczecie go swoimi – takie są fakty!” (Rozdział 17 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Ze słów Bożych dowiedziałam się, że kiedy Bóg działa, by zbawić ludzi, szatan robi, co może, by przeszkodzić Bogu w pracy. Bóg pozwala fałszywym przywódcom, antychrystom, złoczyńcom i niewierzącym pojawiać się w kościele, byśmy mogli wyposażyć się w prawdę, rozpoznać ludzi, sprawy i rzeczy wokół nas używając zasad prawdy, zrozumieć, które rzeczy pochodzą od Boga, a które od szatana, stanąć po stronie Boga, rozpoznać i odrzucić wszystkie złe rzeczy szatana i nie okazywać mu litości. Znów pomyślałam o tym, że Xiao Lei nigdy nie dążył doprawdy ani jej nie praktykował, że wierzył w Boga od lat, choć miał poglądy niewierzącego, i że, kiedy bracia i siostry z nim omawiali, on zawsze przedstawiał błędne przekonania, żeby udowodnić im, że się mylą. W życiu kościoła zawsze mówił o rzeczach niezwiązanych z prawdą, nigdy nie grał pozytywnej roli, i nie miał za grosz zrozumienia ani żalu za swoje działania. Gdyby kimś takim jak Xiao Lei nie zajęto się od razu i nie zorganizowano mu indywidualnych spotkań, przeszkadzałby braciom i siostrom w wejściu w życie i wprawiałby w zakłopotanie braci i siostry o małej postawie. Pojęłam, że w domu Boga panuje zasada traktowania niewierzących, bo oni i bracia i siostry, którzy szczerze wierzą i kochają prawdę, to całkiem różne dwa typy ludzi. Osobne spotkania dla tych, którzy nie odgrywają pozytywnej roli w kościele mają ograniczyć ich szkodliwe czyny, nie dopuścić do zakłócania życia kościoła i pozwolić innym lepiej dążyć do prawdy i otrzymać zbawienie. Moim obowiązkiem jako przywódczyni było zajęcie się niewierzącym zgodnie z zasadami. Wycofując się i ignorując obowiązki, żeby chronić własne interesy i nie obrazić innych, czyż nie kryłam szatana i nie tolerowałam niewierzących, przeszkadzając braciom i siostrom w kościele? Później przeczytałam kolejny fragment słów Boga i poznałam przyczynę, dlaczego nie mogłam praktykować prawdy i stać na straży zasad. Słowa Boga mówią: „Większość ludzi pragnie podążać za prawdą i ją praktykować, ale najczęściej mają jedynie postanowienie i chęć, by to zrobić – prawda nie stała się ich życiem. W efekcie, gdy takie osoby stykają się z siłami zła bądź niegodziwymi i złymi ludźmi, którzy czynią zło, albo z fałszywymi przywódcami i antychrystami, którzy w swoich działaniach naruszają zasady – wyrządzając w ten sposób szkody w dziele domu Bożego i krzywdząc tych wybranych przez Boga – tracą odwagę, by się przeciwstawić i zabrać głos. Co to znaczy, że nie masz odwagi? Czy to znaczy, że nie masz śmiałości bądź nie umiesz się wysłowić? A może twoje zrozumienie jest niepełne i dlatego nie masz odwagi, by zabrać głos? To żadne z powyższych – po prostu jesteś pod kontrolą różnych skażonych skłonności. Jedną z nich jest przebiegłość. Myślisz przede wszystkim o sobie, zastanawiając się: »Jeśli zabiorę głos, jak na tym skorzystam? Jeśli się odezwę i kogoś rozdrażnię, to jak się potem dogadamy?«. Czyż nie jest to właśnie sposób myślenia przesiąknięty przebiegłością? Czyż nie jest on efektem skłonności do przebiegłości? Inną cechą jest samolubne i podłe usposobienie. Myślisz: »Co szkoda dla interesów domu Bożego ma wspólnego ze mną? Dlaczego miałoby mnie to obchodzić? To nie ma ze mną nic wspólnego. Nawet jeśli to widzę i słyszę, że tak się dzieje, nie muszę nic robić. To nie moja odpowiedzialność – nie jestem przywódcą«. Takie myśli i słowa nie powstają w twojej świadomości, lecz są wytworem podświadomości – to zepsute usposobienie, które ujawnia się, gdy ludzie napotykają problem. (…) Nigdy nie mówisz, co naprawdę myślisz. Wszystko musi być najpierw ocenzurowane przez twój mózg, przez twój umysł. Wszystko, co mówisz, jest kłamstwem, jest niezgodne z faktami, mówisz to tylko po to, by fałszywie siebie bronić, dla własnej korzyści. Niektórzy ludzie dają się nabrać, a wówczas twoje słowa osiągają zamierzony cel. To właśnie masz w sercu, takie są twoje skłonności. Twoje szatańskie skłonności w pełni cię kontrolują. Nie masz żadnej władzy nad tym, co mówisz i robisz. Nawet gdybyś chciał, nie potrafiłbyś powiedzieć prawdy ani tego, co rzeczywiście myślisz; nawet gdybyś chciał, nie mógłbyś praktykować prawdy; nawet gdybyś chciał, nie byłbyś w stanie wypełnić swoich powinności. Wszystko, co mówisz, robisz i praktykujesz, jest kłamstwem, a ty jesteś po prostu niedbały i powierzchowny. Jesteś w pełni spętany i kontrolowany przez swoje szatańskie usposobienie. Być może pragniesz przyjąć prawdę, być może dążysz do niej, ale to nie zależy od ciebie: mówisz i robisz to, co każe ci mówić i robić twoje szatańskie usposobienie. Jesteś tylko marionetką w skażonym ciele; stałeś się narzędziem szatana” („Tylko ci, którzy praktykują prawdę, są bogobojni” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Pomyślałam o swoim zachowaniu. Zawsze, gdy musiałam praktykować prawdę, obchodziła mnie tylko własna reputacja i status. Byłam chytra i samolubna. Takie szatańskie filozofie jak „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego” czy „Chroń siebie, staraj się uciec przed winą” zakorzeniły się w mojej głowie. Żyłam według nich i nie śmiałam stanąć na straży zasad prawdy. W kwestii zwolnienia siostry Lin bałam się, że współpracownicy powiedzą, że jestem arogancka i zarozumiała, więc nie śmiałam stosować się do zasad. Chroniłam własny wizerunek kosztem pracy w domu Boga i nie mogłam na czas zwolnić siostry Lin. A co gorsza, zachowanie Xiao Lei zakłóciło życie kościoła, więc, zgodnie z zasadami, powinien mieć indywidualne spotkania, by inni mieli właściwe życie kościoła i by im nie przeszkadzano. To pomogłoby Xiao Lei i wejściu w życie innym członkom kościoła. Ale ja bałam się, że bracia powiedzą, że nie dałam im szansy na wyrażenie skruchy i nie wzięłam pod uwagę ich słabości, co może wpłynąć na mój wizerunek i status w ich umysłach, więc wolałam pozwolić, by ucierpiało życie kościoła i nie broniłam zasad ani nie praktykowałam prawdy. Dla mnie najważniejsze było, jak chronić własny wizerunek i status, i nie obchodziło mnie, czy ucierpiały praca i interesy domu Boga. Jak mogłam mówić, że jestem szczerze wierząca w Boga? Dopiero wtedy pojęłam, że byłam głęboko zatruta szatańskimi filozofiami. Byłam samolubna, kłamliwa i niepodobna do człowieka. Bóg lubi ludzi, którzy śmiało bronią zasad prawdy i mają poczucie sprawiedliwości, którzy mają odwagę chronić pozytywnych rzeczy, a odrzucić te negatywne. Tego Bóg wymaga od nas. Poprzez Xiao Lei Bóg poddawał mnie próbie. Sprawdzał, czy potrafię chronić interesy domu Boga. Pomyślałam, „Muszę być kimś z poczuciem sprawiedliwości. Niezależnie od tego, co inni o mnie myślą, muszę bronić zasad prawdy”. Potem, poprzez omówienia, inni nauczyli się rozpoznawać zachowanie niewierzącego Xiao Lei, a osiemdziesiąt procent braci i sióstr zgodziło się na indywidualne spotkania i obserwacje Xiao Lei. Później omówiłam to z Xiao Lei i wykorzystałam jego zachowanie, by ujawnić jego problemy. Ale zanim skończyłam, zaczął się bronić twierdząc, że bracia i siostry sami chętnie inwestowali i że to nie miało z nim nic wspólnego. Swoim zachowaniem udowodnił, że jest niewierzący. Załatwiłam mu indywidualne spotkania i obserwacje przez jakiś czas, i jeśli wciąż będzie wykazywał brak wiedzy i skruchy, zostanie wydalony z kościoła. Praktykując zgodnie z zasadami prawdy poczułam nieopisany spokój i radość w sercu.

Po tym doświadczeniu zrozumiałam swoje zepsute usposobienie, porzuciłam własne interesy, praktykowałam prawdę i mogłam urzeczywistniać podobieństwo człowieka. To było Boże zbawienie. Widzę też, że dom Boga jest inny niż świat na zewnątrz. W domu Boga rządzi prawda. Praktykując ją i działając według zasad zyskujemy Boże błogosławieństwo i przewodnictwo. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Ta moja próba

Autorstwa Zhongxin, Chiny Bóg Wszechmogący mówi: „Moje czyny są liczniejsze niż ziarna piasku na plażach, a Moja mądrość większa niż...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze